Gazeta.pl   Forum   Społeczeństwo   Niełatwe miłości   Ból odrzucenia

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Ból odrzucenia

    sonnenschein7 08.07.07, 19:41 Odpowiedz
    Moja historia jest jak tysiace podobnych...byla miłosc na cale
    zycie<podobno>, wspólne plany na przyszłosc i rozbudzona nadzieja we mnie, ze
    oto mam kogoś, kto akceptuje mnie taką, jaką jestem...rok temu miałam
    możliwosc wyjazdu na stypednium naukowe do Niemiec-szansa na bogatsze CV,
    podszkolenie języka, ale przede wszystkim szansa dla mnie na nowe
    doswiadczenia, poznawanie siebie, przerwanie pępowiny i zaczęcie dorosłego
    życia...do mężczyzn zawsze mialam duży dystans a oni zrazeni zbyt
    długim "goniniem króliczka" najczęściej dawali za wygraną. Wyjechalam i
    poznalam cudownego człowieka. To bylo jak grzmot z jasnego nieba i przycmiło
    swoim blaskiem wszystko, co było dla mnie do tej pory ważne. Zawsze uważałam
    sie za osobę rozsądną, czasem nawet zbyt trzymajacą sie ziemi i nie
    pozwalającą sie ponieść chwili, ale obcowanie z tym człowiekiem zmieniło
    wszystko...oworzylam sie na niego, uwierzylam, ze warto pozwolic mu sie
    poznac blizej i ze on mnie nie zrani. Nie jestem naiwna "słodka idiotka", nie
    robi na mnie większego wrażenia męskie "stroszenie piórek", które ma na celu
    zaciagnięcie ofiary do łóżka. Z dwojga złego wolałam sie skazac na banicję i
    wszystkich kolegow profilaktycznie trzymac na odległość. Nie przewidziałam
    tylko tego, ze w życiu nie wszytsko mozna przewidziec...Poznałam Go,
    pokochałam, byłam gotowa do wielu poświęceń, mogłabym dla niego zostawic
    rodzinę, kraj, pozwolić, aby kontakty z przyjaciółmi sie
    rozluźniły...zastanawialam sie co ten człowiek w sobie takiego ma, czego nie
    mają inni, jakim cudem potrafil tak szybko otworzyc moje serce i sie w nim
    zagniezdzic?dlaczego moje systemy alarmowe jeden po drugim odmawiaja
    posłuszenstwa a ja z taka łatwościa poddaje sie fali?był i jest wartościowym
    człowiekiem, wiem, ze juz nigdy nie bedziemy razem, godzę się z tym, ze nie
    jest juz moim mężczyzną, ale nie mogę darować sobie i jemu, ze wraz ze swoim
    odejściem zabrał mojego najlepszego przyjaciela...to boli najdotkliwiej i
    kusi, aby znow sie zamknąc na miłość, bo jesli On znał mnie taka, jaka jestem
    naprawdę, z wszystkim wadami i sekretami i mimo wczesniejszych zapewnien, ze
    bedziemy razem do skonczenia swiata i o jeden dzien dluzej, zostawil mnie czy
    nie byl to brak akceptacji mojej osoby? zaufałam mu prawie bezgranicznie,
    pozwolilam mu sie oswoic a teraz jestem bezpanskim zwierzątkiem, tysiac razy
    bardziej nieufnym niz wczesniej. Kocham Go, wiec pozwalam Mu odejsc, ale
    calkowite zerwanie kontaktu jest ponad moje siły...wiem, ze takie rozwiazanie
    jest podobno najlepsze, ale myslę, ze pomylił się, mówiac, ze mamy zbyt
    odmienne charaktery, aby byc razem, zabrakło mu cierpliwości, aby pozwolic mi
    otworzyc sie do konca...Szanuję Go za to, ze mnie nie wykorzystał i załuję
    tylko, ze straciłam tak wartościowego człowieka...proszę Was, powiedzcie,ze
    jeszzcze bedzie pieknie, nawet jesli musielibyscie skłamac...
  • Re: Ból odrzucenia

    circeo 08.07.07, 22:19 Odpowiedz
    przezylas cos pieknego,
    jeszcze bedzie pieknie znow,

  • Re: Ból odrzucenia

    beatkach 09.07.07, 08:07 Odpowiedz
    nie musze kłamac
    bedzie jeszcze pieknie
    juz nigdy tak jak z Nim, bedzie inaczej, moze piekniej, nie tak samo
    On ma na zawsze miejsce w Twoim sercu
    wiem ze przerwac jest trudno i nawet jak sie zerwie kontakt to sie wraca
    codziennie myslami, do miejsc, do zdarzen, do tego co laczylo, do wspólnych
    kawalkow,najdrobniejsza rzecz potrafi go znowu przypomniec, nawt ktos w tramwaju
    kto tylko podobnie sie usmiecha, albo...temat rozmowy zarzucony w towarzystwie
    i przychodza chwile ze chce sie znow odezwac, napisac, pobiec na
    spotkanie...zawołać zostan i sie tego nie robi
    stracic ukochanego to bol, ale stracić ukochanego i przyjaciela w jednej osobie
    to rozpacz ale zatrzymywac na sile sie nie da, On pozostanie Twoim przyjacielem
    na zawsze tak jak Ty jego tylko jeszcze nie teraz, za jakis czas jak sie Twoje
    serce uspokoi znow bedziecie mogli byc przyjaciolmi, przeciez masz dla Niego
    wiele zyczliwości i wiele ciepłych uczuć i gdyby teraz pojawił sie z jakakolwiek
    prosba o pomoc to przeciez nie odmówiłabys i On pewne tak samo
    czasem tak jest że nie mozna byc razem choc tak bardzo sie chce
    On zna wszystkie klucze do Ciebie, kiedys ktos inny dostanie je od Ciebie w
    prezence, oprócz tego jednego, który bedzie należal tylko do Niego na zawsze...

    to piękne co się zdarzyło, doswiadczyłaś czegoś najwspanialszego...
    zawierzenia i oddania do końca... juz wiesz przynajmniej , ze jest to możliwe,
    ja tez wiem i wiem jeszcze jedno ze warto, mimo ze moze potem boli ale warto
    potrafisz to zrobic więc piekne jeszcze przed Toba, chociaz w tym momencie może
    w to nie wierzysz,
    podziekuj Mu za to że był w Twoim życiu choć przez chwilę
    a co zycie przyniesie?
    teraz przynajmniej wiesz że moze byc pieknie, najpiękniej i to jest wspaniałe
    chociaz teraz boli
    przytulam mocno B.
  • Re: Ból odrzucenia

    zaginionakarta 09.07.07, 08:38 Odpowiedz
    Witaj. Miałam to samo. Przyjaciel, ukochany, trochę dobrze , trochę źle, poznał
    mnie od podszewki, wiedział wiele może wszystko nie chciał ze mną zostać, tak
    bardzo sie bałam, ze odejdzie i odszedł. Powiedział, że zawsze na Niego mogę
    liczyć. On na mnie też. Teraz cisza na łączach od paru miesięcy. Nic.
    Wspomnienia blakną ale tylko trochę. Nauczyłam sie od Niego, że nie wolno chować
    niczego pod dywan, ze warto i trzeba nawet gdy to miałoby nieść za sobą ryzyko
    rozstania mówić co leży na sercu. Choć On jest ciągle w moich myślach to dzięki
    temu, że był moim przyjacielem nie tylko ukochanym mam teraz kolejną szansę.
    Wiem jak może być, wiem że warto zaufać i co najważniejsze potrafię to zrobić.
    Bolało. Podnoszenie się bolało jak nie wiem. Odbudowywanie siebie w sobie
    bolało ale nie mam do Niego żalu, jest wartościowym człowiekiem. Nie chciał mnie
    skrzywdzić. Dostałam od Niego najwspanialszy prezent, a może dwa. Jednym z nich
    jest poczucie że potrafię być blisko z drugim człowiekiem i że warto i że nie
    boję się znów zaryzykować, bo skoro przeżyłam tamto rozstanie to cóż innego może
    mnie powalić, a bliskość jest tak piękna, że warto nawet gdy potem boli. Drugi
    prezent należy tylko do Niego i nie na publiczne forumsmile, uśmiecham się gdy
    myślę o tym drugim prezencie. Taki dar na całe życie. Kocham go jeszcze ale wiem
    ze razem nie będziemy. Przyjaciółmi zaś pozostaliśmy.Mimo, że się nie
    kontaktujemy. Wiem że gdzieś w świecie jest mi życzliwa osoba i mam nadzieję,
    że On wie. Gdyby kiedykolwiek, czegokolwiek potrzebował będę i mam poczucie , że
    On będzie gotów pomóc.
    Troche o sobie sie rozpisałam. No cóz uderz w stół a nozyce się odezwą.
    Zobaczysz jeszcze będzie pięknie dostałaś dar - możliwość otwartości, wiesz jak
    smakuje miłość otwartość, przyjaźń już nigdy nie dasz nabrać się na plewy
    9w postaci udawactwa w celu zaciągnięcia do łóżka) zawsze będziesz szukać
    pełnowartościowego ziarna bo wiesz jak wygląda i wierz mi nie zawsze to musi być
    On. Ktoś inny tez znajdzie drogę do Twojego serca. Może nie teraz jeszcze ale
    już wkrótce. Przyroda nie lubi próżni, zwłaszcza tam gdzie się za specjalnie nie
    szuka.
    Pozdrawiam ciepło Kartka
  • Re: Ból odrzucenia

    sonnenschein7 09.07.07, 12:07 Odpowiedz
    Pieknie piszecie, ale teraz boli jeszcze tak bardzo, ze nie wierze, zeby takie
    szczescie spotkalo mnie raz jeszcze...On nie byl Polakiem, ba-nie byl nawet
    Niemcem, wychowal sie w calkiem innej kulturze niz nasza, nie chcę urazic
    niczyich uczuc, ale na razie wątpię, aby ktoś miał jeszcze dla mnie tyle serca,
    uwagi i checi pomocy, cierpliwości mu moze w pewnym momencie zabrakło, co
    tłumaczę jego kulturą, z drugiej strony jak to możliwe, ze osoba, która kocha
    cię ponad zycie, nie daję ci czasu, o który prosisz?czasu, ktorego przeciez nie
    tracicie, jesli przed wami cale zycie...wartosciowym człowiekiem jest na pewno,
    wiary w to nie podwazy nikt, bo przeciez mozna byc wartosciowym człowiekiem i
    mężczyzna skoncentrowanym głównie na sobie, prawda?ok ironię zostawmy, czasem
    wydaję mi sie, ze zaczynam rozumiec motywy jego postepowania, jego
    rozdzierającej mi serce decyzji i naglego zerwania kontaktu("bo tylko w ten
    sposob boli mniej a rana szybciej sie goi"), czasem myslę, ze owszem, zalezalo
    mu na mnie, ale razem moglibysmy byc tylko na jego zasadach(co tez jest
    niesprawiedliwie, bo przez dlugi okres czasu był dla mnie megawyrozumiały),
    ciezko to wszystko wyposrodkowac, wydac wyrok i zaczac zycie od podstaw, wiem,
    ze tez popelnialam błędy, których wtedy nie umiałam rozpoznac, teraz potrafię,
    ale jest juz za pózno...To tez przeczy jego miłosci-gdy ktos zdaje sobie sprawe
    ze swoich błędow, wyraza szczerą chęć poprawy jak mozna kochanej osobie
    powiedziec, ze szans dostała juz za duzo?ze przez pewnien czas moglibysmy ze
    soba byc szczesliwi, ale jednak zbyt duzo sie różnimy???lepiej rozstac sie
    teraz niz pozniej...moze mam naiwne nastawienie do miłosci, moze jeszcze za
    mało przezyłam, ale nie wierze, ze nasze uczucie nie poradziłoby sobie
    z "róznicami charakterow", zbyt duzo nas łączyło, aby te róznice, o ktorych
    mówił mogły nas rozdzielic, wystarczyło poczekac, dac mi czas, o ktory prosiłam
    a ofiarowałabym mu cały moj świat...jakim cudem miłosc mogła przegrac z brakiem
    cierpliwosci?rozumiem, ze bolalo Go to, ze nie dałam sie poniesc temu uczuciu
    tak jak On, ale nic na to nie poradze, ze jestem ostrożna, nie działam na
    zasadzie: tak, kocham cię, wiec nie myslę o wszelkich konsekwencjach, zapomniam
    o calym swiecie i zatracam sie w tobie...podobno bylam dla niego za
    bardzo "skomplikowana", ale w tym caly moj urok, muszę miec jakas odskocznie,
    bedac razem muszę częsciowo pozostac niezalezna, nie potrafie odsłonic sie
    calkiem i od razu, zreszta czy nie lepiej poznawac kogos krok po kroku i
    cieszyc sie, gdy ktos z własnej woli uchyla nam drzwi i zaprasza do srodka ze
    slowami: chodz, nie boj sie, sprobuj przyejsc ten labirynt, przeciez wiesz, ze
    warto, wastarczy tylko nie stracic cierpliwosci...wrociłam do Polski, co
    najmniej przez rok tutaj zostanę, ucieklam przed mozliwoscia przypadkowego
    spotkania Go na ulicy...swiadomosc, ze nie mam mozliwosci dowiedzenia sie
    bezposrednio od niego, czy u Niego wszystko w porzadku boli
    niewyobrazalnie...mielismy zostac przyjaciolmi, ale po moim pelnym rozżalenia
    mailu On nie chce miec ze mna kontaktu...wiec to bylo moje 5 minut szczescia w
    zyciu, ktorym nie zdazylam sie nawet tak naprawde nacieszyc?smutno, ale pogodzę
    sie z tym, nie pozostawił mi innego wyjscia...
  • Jeśli masz wątpliwości...

    maheda 09.07.07, 12:33 Odpowiedz
    patrz na czyny cżłowieka, a nie słuchaj jego słów.
    Czyny świadczą o człowieku, natomiast słowa są tylko odbiciem tego, jakim dany
    cżłowiek chciałby być, lub też - są odzwierciedleniem kompleksów, zahamowań.
    Patrz zawsze na czyny.
    Po odrzuceniu słów, realia są takie (z tego, co zrozumiałam), że próbował Cię
    zbajerować, nie udało mu się, to sobie Ciebie odpuścił, bo zrozumiał, że jeśli
    coś by między Wami było, to na warunkach, które mu nie odpowiadają.
    Reszta - czyli słowa - to tylko osłoda i zasłona dymna.
    Cokolwiek o tym myślisz.

    --
    Biusty nie kończą sięna D
  • Re: Ból odrzucenia

    the.tempest 09.07.07, 13:10 Odpowiedz
    Nie wiem czy Ci pomogę choć trochę... Mogę powiedzieć tylko tyle, że nie
    jesteś sama, ze nie Ty jedna zostałaś porzucona, przez kogoś, kto zdawał się
    być TYM na zawsze...
    Wiem, że to nie brzmi pocieszająco... ale mi jednak pomagała świadomośc, że
    inne kobiety jakoś dają sobie radę po rozstaniu...

    Rozumiem Cię doskonale, bo też z miłości, pozwoliłam odejść... Nasza miłość
    do nich jest pozbawiona egoizmu... bo godzimy się z bólem serca, na coś
    czego tak naprawde nie chcemy...
    Całkowite zerwanie kontaktu również, jak i w Twoim przypadku jest ponad moje
    siły...
    Bądź silna...

    Popieram Mahedę- liczą się czyny, a nie słowa...
    Czujesz ulotność słów?

    "Słowa, słowa, słowa..."
  • Re: Ból odrzucenia

    no_noname 09.07.07, 14:17 Odpowiedz
    Wiem, że brzmi to teraz dziwnie i banalnie, ale naprawdę będzie jeszcze dobrze.
    Mogłabym się podpisać pod tytułem Twojego postu. Wiem, co to znaczy mieć wspólne
    plany, marzenia i cele i je stracić. Na pewno masz teraz wrażenie, że już nigdy
    nikogo takiego nie spotkasz, że to był tylko ten, jedyny, idealny. Przyjdzie
    taki moment, że będzie mniej bolało, wtedy będziesz mogła rozejrzeć się naokoło.
    I gdzieś tam będzie to Twoje szczęście smile
    Pamiętaj, że nic się nie dzieje bez powodu i bez celu. To, co przeżywamy dziś
    daje nam grunt pod to, co nas czeka. Pewne rzeczy mijają, żeby mogło spotkać nas
    coś lepszego i piękniejszego.

    "Nie zawsze się traci kiedy zostaje się pozbawionym czegoś"

    Zaglądaj tu na forum. Ja znalazłam tu siłę, pomoc i ciepłe słowo, kiedy nikt z
    moich znajomych nie potrafił mi pomóc.

    Ściskam mocno i jeszcze raz, powtórzę ten banał, że wszystko się poukłada. Tylko
    musisz dać sobie szansę na odnalezienie w sobie siły na przeżycie tych trudnych
    chwil. One muszą minąć, a łzy muszą się wypłakać.
    Potem będzie już tylko spokój.

    --
    "(...)czy wiesz
    że łzy się śmieją kiedy są za duże"
  • Re: Ból odrzucenia

    pj79 09.07.07, 22:17 Odpowiedz
    Witam!
    Wiem co czujesz. Ja zostałem sam miesiąc temu. Jak widać z doniesień prasowych
    nawet rząd tego nie przetrwałsmile
    Też usłyszałem o różnicy charakterów, o braku przyszłości, mimo że jestem na
    zakręcie drogi - piszę pracę mgr (miałem oddać 3 tygodnie temusad), dostałem
    pracę. Ona liczyła na takie bezpieczeństwo. Nie interesowało jej moje uczucie.
    Szukała aktualnie bezpieczeństwa "bytowego", a ja właśnie je tworzyłem. Ale
    widać się spóźniłem.
    Czy będzie dobrze? Wierzę,że tak. Ból jest ale zrozumiałem jak wiele nas
    dzielilo i jak byśmy sie prawdopodobnie męczyli w przyszłości razem. Staram się
    wyłączyć uczucia i patrzeć racjonalnie. Moja historię opisałem tu:

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=36214&w=64966637

    Przeczytaj, to zobaczysz,że nie jesteś sama.
    To już ponad miesiąc.
    I jestem w fazie próby wybaczenia jej. Moze kiedyś się nawet z nią zakoleguję.
    Przyjaźń - jeszcze za wcześnie.
    Ale trzeba żyć. I wierzyć, mimo wszytsko,że sie ułoży.
    Na ulicy, w każdej kobiecie widzę ją. Pary - to ona z innym. Tak to jest. Ale mija.
    Powoli, powoli. Zdjęcia schowane, pamiątki schowane - idziemy z naszym krzyżem
    dalej. Wyciągamy wnioski i przed siebie.

    "Musi być coś Proszę Pani za zakrętem".

    Pozdrawiam
    --
    hplc
  • Re: Ból odrzucenia

    malami65 10.07.07, 17:07 Odpowiedz
    Ładnie napisane.Szkoda,że czytelnicy są sugestywnie nadstawiani.Żenada.
  • Re: Ból odrzucenia

    sonnenschein7 10.07.07, 21:23 Odpowiedz
    Hmm co według Ciebie oznacza "sugestywnie nadstawiani"?Rozwiń proszę wątek, bo
    niejako odbieram to stwierdzenie jako zarzut w moim kierunku. Opisana historia
    wydarzyla sie naprawdę, ból jest najprawdziwszy na swiecie a sposob przekazania
    tego, co sie wydarzylo z oczywisctych względów obiektywny być nie moze.
  • Re: Jeśli masz wątpliwości...

    sonnenschein7 10.07.07, 21:31 Odpowiedz
    Podziwiam Cię za Twoje podejscie do opisanych historii. Zawsze z dystansem,
    mozliwie obiektywnie, czytasz bezbłędnie miedzy wersami i wyciagasz na swiatlo
    dzienne szczegóły, o ktorych z tylko sobie znanych powodow nie wspomnielismysmile
    Czytalam juz kilka historii i Twoich komentarzy do nich-w pierwszej chwili
    myslalam najczesciej: "ech, zamiast pocieszyc, to Maheda sprowadza bolesnie na
    ziemię", ale z doświadczenia wiem, ze tak jest lepiej. Mogłam się czasem
    złoscic o Twoje słowa, ale z czasem okazywało się, ze były swięta prawdą.
    Jestem wsród swoich w Polsce, więc otrząsnę się szybciej wedlug zasady"co z
    oczu, to z serca", no a poza tym: jestem dzielnasmile
  • Bycie dzielną nie jest dobre.

    maheda 11.07.07, 00:44 Odpowiedz
    Ale bycie wśród swoich jest bardzo dobre i świetnie robi na duszę smile Na du*ę
    zresztą też, jeśli mocno zbita wink
    Nie bądź dzielna - pozwalaj sobie na to, by być sobą.
    Pozwalaj sobie na słabość - tylko wtedy zauważą Cię ci opiekuńczy.
    Jeśli będziesz wyłącznie dzielna - zaczną się wieszać na Tobie słabeusze i
    mięczaki - jesteś pewna, że tego chcesz? smile
    Ja wiem, że nieraz powinnam wykazywać się większą dozą empatii i głaskania...
    ale jakoś, kurcze, przeważnie nie umiem uncertain No, chyba, że ktoś w mojej ocenie
    oberwał niesłusznie i całkowicie bez swojej winy. Ale "to kruk biały i łabądź
    czarna" wink Kto wie, z czego to cytat, ten ma u mnie litr najlepszego piwa smile

    --
    Biusty nie kończą sięna D
  • Re: Ból odrzucenia

    beatkach 11.07.07, 10:44 Odpowiedz
    pewnie ze obiektywne byc nie może, ale było piekne chociaz jeśli było tylo
    przez chwilę..perełki przezyć, coz boli, musi się wybolec bo bylo prawdziwe, i
    choc teraz w to nie wierzysz to po kilku miesiacach westchniesz z ulgą i
    spojrzysz inaczej z uśmiechem... wiem , wiem brzmi jak bajka o żelaznym wilku
    ale tak się dzieje... choc teraz boli to, że nie dal Ci czasu to że sam
    zdecydowal to ze stracilas dwie osoby za jednym zamachem to jednak bylas
    szczesliwa przez jakis czas szczesliwa, wiesz jak to jest i to jest wazne
    zycie jest zawsze subiekywne a nasze uczucia zwlaszcza
    cieple pozdrowienia B.
    ps. ten stan w ktorym jestes mija i znow mozna oddychac
  • Re: Ból odrzucenia

    sonnenschein7 16.07.07, 12:43 Odpowiedz
    Oddychac zaczynam powoli, choc przychodzi mi to z trudem. Kiedy myslę, ze juz
    zaczynam sobie dawac radę, ze się podnoszę i godzę z losem, zdarza się cos, co
    ranę otwiera na nowo. W sobotę miałam urodziny i liczyłam, ze wśród wszystkich
    smsow i maili znajde równiez maila od Niego. Rozumiem-zrywamy kontakt, ale
    kiedyś przeciez przychodzi czas, kiedy przestajemy sie nawzajem oskarzac i
    przechodzimy na płaszczyznę kolezensko-przyjacielską, urodziny bylyby dobrą ku
    temu okazją, ale moze za duzo wymagam, może to jeszcze za wcześnie??? Kłamię-
    oszukuje siebie i Was, przeciez dobrze wiem, ze juz nigdy nie przeczytam od
    Niego maila, smsa, listu, nie usłyszę Jego głosu...O moich urodzinach na pewno
    nie zapomniał, jego najlepszy przyjaciel i moj dobry znajomy napisal mi
    dluuugiego maila, czemu wiec On nie mogł sie zdobyc chocby na krotkiego smsa?
    odpowiedz jest prosta: bo nie chce miec juz ze mną nic wspolnego. Stawiam Wam
    często pytania, na ktore w głębi serca znam odpowiedzi, po prostu jeszcze nie
    potrafie się z ta strata pogodzic...
  • Re: Ból odrzucenia

    the.tempest 16.07.07, 16:16 Odpowiedz
    Jak ja Cie dobrze rozumiem... Mialam imieniny chyba 2 czy 3 dni po tym, jak
    zwrócił mi wolnosc... Czekałam na smsa albo maila z zyczeniami... Myslalam, ze
    tego wymaga kurtuazja... Myslalam, ze jest przyzwoitym czlowiekiem i na taki
    gest będzie Go stać... Myliłam się... Jak się domyślasz, nie dostalam nic...
    Myslalam, ze przyjazn z eks będzie możliwa... także dlatego, ze sam te przyjazn
    deklarowal... i propozycja przyjazni wyszla od niego...

    Nie wiem jak będzie w Twoim przypadku i zyczę Ci aby przejscie na plaszczyzne
    kolezenska było możliwe...
    Zwykle, gdy mezczyzni zrywaja kontakt to definitywnie... Nie ma smsow na
    urodziny, imieniny, nie ma kartek na swięta... Nic nie ma...

    Oni zyja tu i teraz.
    To my kobiety zyjemy przeszloscia i wspomnieniami...

    Prosiłam kilka razy mojego eks o płytę ze zdjeciami i filmami... Myslisz, ze
    się jej doczekałam???? A już mi ją nagrywał... On nie chce, abym miała
    coś "naszego". Chce o mnie zapomnieć... Udaje przed sobą, ze mnie nigdy nie
    było, że nie istniałam, że nie mieliśmy wspólnych planów i marzeń... Jest mu
    prawdopodobnie wstyd przed samym sobą, że tak się pomylił (co do swich uczuc) i
    że tak bardzo mnie skrzywdził, bo że skrzywdzil to nie ulega wątpliwosci...
    Mysle, ze doskonale o tym wie...

    Nie wiem czy czytalas mój watek... wczoraj stanelam z moim eks twarza w twarz...
    I był to ktos obcy... Powinnam poczuc ulgę... i z jednej strony poczulam, bo
    wiem, ze od rozstania duzo dzialo się w mojej glowie, w mojej wyobrazni...

    Teraz odczuwam potworna, przerazajaca pustke... Jest mi bardzo, bardzo przykro
    i smutno... Zobaczylam wczoraj, ze jestem dla niego NIKIM... bardzo to
    boli...oj bardzo.. poniewaz On dla mnie na zawsze pozostanie kimś waznym.
    Trzymaj się Sonnenschein, z kazdym dniem boli inaczej...

  • Re: Ból odrzucenia

    sonnenschein7 16.07.07, 17:51 Odpowiedz
    Oczywiscie, ze czytałam Twój wątek!masz całkowitą rację. Doskonale sobie zdaję
    sprawę z tego, ze nie jestem Jego pierwsza myślą po przebudzeniu, ze tysiace
    drobnych rzeczy nie kojarzą Mu sie ze mną, pewnie nie czuje tego ciepła w
    sercu, gdy w radiu podają jakas wiadomosc o Polsce, kraju, z którego pochodziła
    Jego Kobieta Marzen, Jego Anioł, który miał juz na zawsze przy Nim zostac i Go
    strzec, jego Pieknooka, której mial wynagrodzic wszystko, co mogłaby stracic,
    gdyby zdecydowała sie na zwiazek z Nim, dla ktorej miał byc przyjacielem,
    ojcem, bratem, powiernikiem, kochankiem, obronca itd, pewnie nie pamieta jaką
    banalną komedię przypadkowo wybralismy w wypożyczalni na nasze pierwsze
    spotkanie, z całą pewnoscia nie pamieta szeptanych słów , ciepła oddechow i
    serc bijących jednym taktem...mam tylko nadzieję, ze te słowa nie nalezały do
    Jego stałego repertuaru, ze nalezyły tylko do mnie, ze Jego spojrzenie i to, co
    sie w nim odbijało było prawdziwe i szczere-jesli tak, jestem w stanie wybaczyc
    Mu moj ból, moje poczucie odrzucenia, Jego brak akceptacji na mnie, taką jaką
    jestem...Jestem w stanie wybaczyc, zrozumiec nie potrafię, jak mozna rezygnowac
    z ukochanej osoby???zawsze, gdy rozmyslam na agrumentami pod tytułem: "Nie
    kochał Cię, pogódz się z tym", jak na złość pojawia sie tysiace gestów, słów,
    spojrzen, uczynków...wtedy myslę, ze byc moze skrzydło anioła nas omiotło i
    pozwolilo nam czuc cos wspaniałego, ale oboje wyroslismy w róznych kulturach,
    wiec moze błędnie interpretowalismy swoje słowa i gesty???to, co dla mnie bylo
    blahostką dla Niego mogło byc na wagę złota...Z drugiej strony znam podobne
    zwiazki jak nasz i wiem, ze mężczyzni jego pokroju potrafią wybaczac i dawac
    ta"jeszcze jedną ostatnią szansę" a On??? jego lekiem na całe zło była
    szczerosc, to była jedna z najwazniejszych dla Niego wartości, wiec co? wiec
    był szczery w tym, ze mnie kocha, we wszystkim co mowił?jesli tak, jesli jest
    czlowiekiem z zasadami dlaczego tak ławto wypuscił mnie z rąk?wciąz mi
    powtarzał, ze idealnie sie odnalezlismy w tym szalonym swiecie, wiec dlaczego
    odszedł?dlaczego zabraklo mu cierpliwosci???po co deklarował mi przyjazn jesli
    pozniej nie chcial sie ze mna spotkac, bo "tak bedzie lepiej dla niego"?
    dlaczego wiec w kilka tygodni, po tym jak dyplomatycznie i z wdziękiem sie ze
    mną pozegnał, powiedział naszemu wspólnemu koledze, ze nie ma najmniejszych
    problemow z tym, abym ja tez była na imprezie urodzinowej wspomnianego kolegi?
    wtedy juz mogłyby oddychac tym samym powietrzem, co ja i byc w tym samym
    pomieszczeniu co Jego niegdysiejdzy Anioł Stróż?i rzecz najwazniejsza: dlaczego
    dwa tygodnie po naszym rozstaniu spotykał sie juz z inna dziewczyną?słowa Jego
    kolegi: "To tylko przelotna znajomość. Musi odreagowac." Czy tak zachowuje się
    ktos, kto kochał nad zycie? Bardzo wątpię. Znajomi mówią, ze to Arschloch,
    czyli hmm zimny dran powiedzmysmileAle nie widzieli w Jego oczach tego, co ja...A
    moze po prostu widzialam to, co zakochana kobieta chcialaby zobaczyc?Nie
    wiem...Boli to, ze ja sie z tym męczę, rozważam, analizuje i wciąz nie jestem
    mądrzejsza a On zapewne juz dawno zapomnial i dobrze sie bawi...Wiesz Tempest
    ja ciągle sie waham i nie wiem, czego chcę, ale myslę, ze mimo wszystko nie
    chcę z Nim przechodzic na plaszczyznę kolezenską, mówił, ze ma do mnie
    szacunek, po rozstaniu prosilam Go o jedno, jedyne spotkanie, które by mnie
    uratowało-odmówił, czekałam na maila lub smsa urodzinowego, nie doczekałam się,
    nie chcę takiego kolegi a tym bardziej przyjaciela. Czasem myślę, ze pozwolilam
    sie oszukac, wymagal ode mnie szczerosci, najwyzszych wartosci, najwiekszych
    uczuc a co otrzymalam w zamian, gdy wszystko sie skonczyło? Nic. Pustkę. Ból.
    Strach przed Tym, ktorego spotkam kiedys, w przyszłości. W odpowiedzi na mojego
    ciętego maila odpisał, ze On nie ma poczucia winny i wyrzutów sumienia, no
    cóż...Tylko w bólu moze sie cos urodzic, teraz boli i bez względu czy był wobec
    mnie uczciwy czy tez nie, nauczył mnie wiekszej otwartosci, tęsknoty za
    miłoscia, bo wiem juz, jak potrafi smakowac, wiem, ze potrafię przyjmowac
    miłosc i na nia odpowiadac a to najwazniejszesmileMysłę, ze moje spotkanie z Nim
    wygladałoby podobnie, czasem nurtuje mnie, jakby sie zachował gdybym wtedy
    pojawila sie na tej imprezie u wspolnego kolegi, traktowałby mnie jak powietrze
    czy tez kurtuazyjnie zapytał, jak mi leci?czy tez(najgorsza z opcji) bylby tam
    ze swoją przygodną zdobyczą?zyczę Mu jak najlepiej, ale cieszy mnie fakt, ze
    jestem tutaj, w Polsce i nie mam mozliwosci spotkania Go przypadkiem samego
    bądz z kims...dlaczeo ludzie, ktorzy sie rozstają nie staraja sie odsunąc od
    siebie złych chwil i pamietac tylko to Dobre w drugiej osobie?jak mozna
    obojętnie traktowac kogos, kto kiedys był częscią Ciebie? Nie rozumiem...To, co
    tu z taka namiętnoscia wypisuje jest tez odpowiedzią na Twoją historięsmileNa
    urodziny zyczę sobie, abysmy odnalazły swoje szczęscie, bo przeciez "nie ma
    tego złego, co by na dobre nie wyszło"smilekazde, nawet najbardziej bolesne
    doswiadczenie czyni nas mądrzejszymi i jest podstawa do tego, co przed nami.
    Potrafimy kochać, wiesz, ile osob tego nie potrafi? Głowa do góry i do przodusmile
  • Re: Ból odrzucenia

    the.tempest 16.07.07, 22:39 Odpowiedz
    Droga Sonnenschein!
    Zawsze sobie wyobrazalam, ze jesli spotkam TEGO czlowieka, to myslenie o Nim
    bedzie pierwsza rzecza od jakiej rozpoczne kazdy dzien i ostatnia, na jakiej
    zakoncze dzien, tuz przed snem, a i moze snic bede tez o TEJ osobie. I tak
    wygladalo moje zycie przez kilka miesiecy, mimo iz On byl daleko. Zaczynalam
    dzien z usmiechem na ustach, cieszac sie, ze jest w moim zyciu. Domyslam sie,
    ze robilas podobnie.

    Bylas Jego Kobieta Marzen, bylas Jego Aniolem... Pięknooką... BYLAS... no
    wlasnie, bylas... widzisz ten czas przeszly? Wiem, ze to boli niemilosiernie...
    Wiem...

    Przyznaje, ze popłakałam sie czytajac Twoja ostatnia, obszerną wypowiedz... We
    mnie wciaz jest wiele emocji i niewiele trzeba, abym sie wzruszyla... tym
    bardziej, ze nasze historie sa nieco podobne do siebie... Maja takie same
    zakonczenia, a to juz cos, prawda?

    Opowiadasz o Nim z takim cieplem, z pasja, z widocznymi wciaz uczuciami...ale
    takze opowiadasz z rozczarowaniem... i opowiadasz o Nim tez z nadzieja...
    Ja opowiadalam tak do wczoraj, bo wczoraj w moim zyciu banka mydlana prysla...

    Czy chcialabym sie z moim bylym przyjaznic? Pytam siebie i nie znajduje
    odpowiedzi... tzn chyba ja znam.. mysle, ze bardzo bym chciala ale watpie, by
    bylo to mozliwe... no chyba, ze wtedy gdy oboje bedziemy w nowych zwiazkach,
    szczesliwi. Do tego czasu rozleci sie nasza znajomosc, kontakt sie urwie...
    Wlasciwie już sie rozleciala.
    Sadze, ze ktores z nas predzej czy pozniej skasuje drugie z kontaktow ze skype'a
    i gg bo po co trzymac kogos, kto jest jak wyrzut sumienia? (ja pewnie dla
    mojego eks jestem kims takim, bo wie, ze mnie skrzywdzil...)

    Masz nadzieje, ze slowa jakimi obdarowywal Ciebie Twoj eks nie nalezaly do
    jego stalego repertuaru... Ja akurat wiem na pewno, ze moj nie zabawil sie mną.
    Wiem, ze traktowal mnie bardzo powaznie. Wiem to na pewno. Moj mezczyzna
    zrezygnowal ze mnie, poniewaz nie bylam taka, jak chcial abym byla. Wlasciwie
    zle mnie ocenil, ale nie moglam mu tego udowodnic, bo to moglabym udowodnic za
    jakis czas, a on nie chcial czekac. Nie dal mi czasu. Zabraklo mu... no wlasnie
    czego? Odwagi? Wiary? Nadziei? Milosci? Chęci? Cierpliwosci? Tylko on wie.

    Moglybysmy tutaj wiele napisac ale prawda i tak bedzie brutalna. Oni odeszli
    dlatego, ze nas nie kochali. Gdyby nas kochali, w zyciu nigdy by z nas nie
    zrezygnowali. Rozumiesz???? Nie byloby rzeczy, ktorej by dla nas nie byli w
    stanie zrobic... Jestem tego pewna! Nie kocha sie "za cos" a po prostu, trzeba
    kochac bezinteresownie! Innych ludzi nie mozesz zmienic, mozesz pracowac tylko
    nad zmiana siebie. Ja chcialam sie zmienic dla mojego bylego mezczyzny,
    chcialam widziec w Jego oczach akceptacje, podziw, dume... Ale jemu nie chcialo
    sie czekac, az poukladam swoje sprawy i az bedzie mogl byc ze mnie dumny. On
    chcial miec wszystko od razu... Ale zycie uczy pokory...

    Bardzo duzo nadziei w Twoich slowach...Domyslam sie, jak Ciebie to wszystko
    boli, rozrywa od wewnatrz...Nie chcę Ci nic radzic... wiec jedynie zasugeruje-
    spotkanie. Moze powinnas zrobic, to co ja zrobilam? Moze i Tobie by to pomoglo?
    Szczegolnie, jesli zobaczylabys w Nim obcego niemalze czlowieka...

    Pisalas o szczerosci, ze byla bardzo wazna dla Twojego byłego. Dla mojego
    rowniez byla wazna, nie mialam co do tego wątpliwosci. Nigdy wczesniej nie
    spotkalam tak szczerego i otwartego męzczyzny, ktory naprawde mówil to co
    myslal i potrafil z kobieta rozmawiac.

    Mysle, ze zarowno Twoj mezczyzna, jak i moj, byli szczerzy. No wlasnie BYLI.
    Wtedy kiedy byli z nami, kiedy kazdy nasz usmiech wywolywal na ich twarzach
    usmiech, wtedy kiedy bylysmy wazne dla nich. Wtedy byli szczerzy... bo byli
    zainteresowani. Mówili, ze kochaja... ale czy tak bylo??? Tak latwo sie rzuca
    slowa... ale to sa tylko "slowa, slowa, slowa...".
    Jesli czulas sie kochana, to zostaw to tak, nie dociekaj. Tak bedzie lepiej.
    Ja sie czulam kochana i tak chce pamietac Jego uczucia, bo to wazne dla mnie
    by miec mile wspomnienia. Powiedział mi dwa razy, ze mnie kocha. Z moich
    ust slowa te nigdy nie padły, co nie znaczy, ze ich nie czulam. Po prostu
    nie bylam gotowa na wypowiedzenie ich. Lubię mieć pewność w ważnych
    sprawach. Nie rzucam słów na wiatr. Uwierzysz, ze dziekowal mi wielokrotnie, ze
    Go odnalazlam?? Czy wiesz jak sie cieszył, że się poznalismy? Mam nadal Jego
    uśmiechniętą twarz we wspomnieniach i łzy w oczach, kiedy piszę te słowa.
    Uwierzysz, ze podczas pierwszego spotkania, ktore trwalo 9 godzin czulam sie
    jak bym byla w niebie? Przegladalam sie w Jego oczach, sluchalam Jego glosu i
    po prostu ufalam... Pozwoliłam mu się prowadzić... Wierzylam, ze mowiac ze
    widzi nasza wspolna przyszlosc, mowi prawde. Wierzylam, ze kiedy mowil, ze mnie
    sobie wymodlil- nie klamie... Wierzylam, we wszystko.

    Znasz takie powiedzenie: "Kobieta placi seksem za milosc, a mezczyzna placi
    miloscia za seks?" Czasami mezczyzni kochaja, by dostac cos w zamian... U mnie
    na pewno ta sytuacja nie miala miejsca, z prostej przyczyny- seks nas jeszcze
    nie laczyl... Oboje mielismy tozsame poglady na temat wspolzycia, uznalismy ze
    jeszcze nie czas na to. Oboje akceptowalismy te decyzje. Jak bylo u Ciebie?
    Odpowiedz sobie sama w myślach.

    Widzisz Sonnenschein bo oni po rozstaniu z nami juz nic nie musieli. Chcieli
    jak najpredzej o nas zapomniec... co wlasnie robia... Twoj ma kogos, dzieki
    komu chce zapomniec o Tobie... Czy moj ma? Nie wiem i juz mnie to nie dotyczy.
    Jego siostra zna Jego gust i pewnie mu wyszuka jakas odpowiednia dziewczyne, z
    osiągnięciami, ktora bedzie sie mogl pochwalic przed znajomymi i rodziną. Bo
    dziewczyna, ktora KOCHA to za malo. Wiem, ze siostra ulatwila mu podjecie
    decyzji o rozstaniu ze mna. Nie mam o to zalu. Zna Go dobrze, jest wspaniala
    dziewczyną, ale uwazam, ze nie powinna byla sie wtracac, w to co nas łaczylo, a
    wiem, ze to robila, bo czulam, za kazdym razem, po ich spotkaniach, jak on sie
    zmienial w stosunku do mnie sad "życzliwi" są wszędzie sad

    Wrcajac do szczerosci i prawdomownosci...
    Moj eks rzucal slowa na wiatr, mówil, ze sie ze mna spotka, ze nagra mi plyte,
    o ktora prosilam, na poczatku, gdy zrywal, pytal czy bede na internecie... od
    tego sie zaczal moj watek na forum... Nie dotrzymywal slowa, a deklarowal chec
    utrzymania kontaktu... mowil po prostu co mu slina na jezyk przyniosla, byle
    pieknie sie przedstawic... Bo przeciez czyz nie byl wspanialy? Zaproponowal mi
    przyjazn smile bo ja jestem swietna dziewczyna, tyle ze nie dla niego... Kazdej
    nastepnej dziewczynie bedzie mogl opowiadac, ze ma kontakt ze swoja byla, ze
    rozstali sie w przyjazni... etc. Czy nie slucha sie tego milo???

    Dlaczego Twoj byly juz dwa tygodnie po rozstaniu z Toba mial kogos innego?
    Niektorym panom tak sie latwiej zapomina... Wtedy moga poswiecic cala swoja
    energie na kogos nowego... cala swoja uwage, czyli nakrecic sie nowym
    "obiektem"... Smutne, ale prawdziwe...

    Na imprezie moglby oddychac tym samym powietrzem, co TY poniewaz, TY juz dla
    niego nie istniejesz... Z racji tego, ze macie wspolnych znajomych bylby w
    stanie zniesc tam Twoja obecnosc ale... raczej nie chcialby Cie ogladac...
    Skad wiem? Czulam wczoraj, ze moj eks nie chcial mnie juz ogladac...

    Nie wiem co Ci doradzic... nie wiem co powinnas zrobic, aby zaznac
    katharis... Mi bylo potrzebne spotkanie i nigdy nie powiem, ze go zaluje. Nie
    zaluje i zdania nie zmienie w tej kwestii.

    Przykro mi, ze Twoj byly odmowil Tobie spotkania. Moj nie odmowil, ale jego
    czyny nie wskazywaly na to, jakoby mial chęc aby doszlo do spotkania.
    Zrobiłam to co zrobilam. Nie chcę Cie namawiac do niczego, poniewaz wiem,
    ze nie wolno tego robić. Sama zdecyduj. Moja przyjaciółka w zyciu nigdy nie
    postapilaby tak jak ja. W jej oczach- ponizylam sie. Ja jednakze tego tak nie
    odbieram. Ponizenie zaczyna sie tam, gdzie masz granice swojej godnosci.
    Mi spotkanie z Nim bylo bardzo potrzebne i nie bylo rzeczy
  • cd

    the.tempest 16.07.07, 22:40 Odpowiedz
    ktorej bym nie
    byla w stanie zrobic, by osiagnac swoj cel.
    Chwila- te pare minut rozmowy- to dla mnie katharsis, na całe życie. Warto bylo.

    Gdyby Cię szanowal- spotkalby sie z Tobą.
    Mojemu bylemu zabraklo na to odwagi. Dlaczego mnie nie dziwi, ze mezczyzni
    sa tchorzami? Nie zaleznie od narodowosci, koloru skory, wyznania...
    Ta cecha ich łaczy.

    Sonnenschein:
    nasze milosci czegos nas nauczyly, prawda? Oczywiscie bedzie nam teraz
    trudniej zaufac, zaangazowac sie. Ale mysle, ze kiedys bedzie to mozliwe i w
    koncu sie uda. Potrafimy kochac, prawdziwie kochac, wiec musimy tez pozwolic
    odejsc, kiedy ktos nie chce z nami byc... Nie mozna sila nikogo zatrzymac...

    Ja tez nie rozumiem jak mozna obojętnie traktować kogos, komu kiedys
    mowilo sie tyle pieknych, waznych rzeczy... Nie rozumiem tego... Ale oni juz
    zapomnieli... wiec i my musimy zrobic to samo... Wiem, ze to nie najlepszy
    argument ale ludzie rozstaja sie bez slowa po latach...
    Dla mnie to jest akurat brak klasy...

    Trzymaj sie! Życie jest piękne!
  • Re: Ból odrzucenia

    beatkach 17.07.07, 10:51 Odpowiedz
    Przyjażń z byłym Najwazniejszym Człowiekiem jest możliwa ale... nie od razu bo
    od razu to jest oszukiwanie zakochania, nazywanie zakochania przyjaźnia a tak na
    serio to liczene na cos czego już być nie może
    to nic , że propozycja wyszła od niego, jednak nie jest w stanie przyjaźnić sie
    z Toba jeszcze teraz, moze kiedyś..
    to że nie dzwoni, nie odzywa się nie interneci nie smesuje to weź za dobrą
    monetę... nie chce budzić w Tobie niepotrzebnych nadziei, przyjmij to jako coś
    dobrego
    wiesz co by sie dzialo gdyby on znów zaczał się do Ciebie odzywac?
    hustwaka uczuc i emocji, czepianie sie kazdego cieplejszego slowa czy
    pozdrowienia a tak masz przynajmniej jasność... nawet niezobowiązująca
    dziewczynę sobie znalazl, żeby powiedzieć wyraźnie 'to koniec'
    tego czy on chce miec z Toba cos wspolnego czy nie nei wiesz, moze chce a nei
    moze, moze nie potrafi.. moze..moze...
    na te chwile i na kilka nastepnych wyglada to tak ze przezyalas cos pieknego,
    ale o juz tylko przeszlosc.. pozwol mu odejsc ze swego zycia i mysli i niech
    bedzie wspomnieniem, czasami odchodzimy od ludzi, których darzymy uczuciem tak
    to juz jest na tym swiecie
    co do urodzin.. z pewnoscia nie zapomnial, na moje oko nie chcial budzic nadziei
    bo wi(e)dzial ze cierpisz
    pozdrawiam cieplo B.
  • Re: Ból odrzucenia

    sonnenschein7 17.07.07, 11:47 Odpowiedz
    Kiedy czytam takie wypowiedzi jak Twoja od razu cieplej mi sie robi na sercusmile
    Ciągle sie waham w ocenie tego, co było między mną a Nim...czasem interpretuje
    Jego zachowanie, słowo, gest na Jego niekorzysc, aby poczuc się lepiej, czasem
    jednak spadaja mi klapki z oczu i wydaje mi się, ze jednak nie wszystko było
    takie idealne, jak mi sie zawsze wydawało...czasem mam wyrzuty sumienia, bo
    zapowiadało się, ze bedę najszczesliwsza kobietą na tej ziemi i tak jakby to
    popsułam:/z drugiej strony gdyby On był Tym potrafił by pewne rzeczy
    zrozumiec...im dłuzej o tym myslę, tym bardziej mi sie wydaję, ze nie dorosłam
    do tego, co mnie spotkało, nie doceniłam Go, nie dałam wystarczającej uwagi i
    wiary Jego słowom...nie chce szukac winnego, wina pewnie lezy po obu stronach,
    boli to, ze mnie zabrakło poczatkowo odwagi, Jemu pozniej cierpliwosci, aby
    walczyc o cos pieknego...Ja wiem, ze na przyjazn jeszcze za wczesnie, bedzie ku
    temu czas, gdy bedę w stanie szczerze zaakceptowac obraz Jego z inną kobietą u
    boku...boje się jednak, ze poczuł sie do tego stopnia zraniony ( i odrzucony
    sic!), ze juz nigdy nie dowiem sie, co u Niego...A dlaczego cenię takie
    wypowiedzi jak Twoja? Bo dają mi poczucie, ze nie warto doszukiwac sie złych
    stron, tylko docenic to, co było i pozwolic temu umrzec...Zobaczyc w Nim
    wspaniałego Czlowieka mimo bólu, ktory teraz czuję...Dziękujesmilepozdrawiam
    ciepło i ściskam mocnosmile
  • Re: Ból odrzucenia

    smutna06 17.07.07, 12:43 Odpowiedz
    Ja chyba tez dobrzze rozumiem Twoja potrzebe spotkania z bylym. My kobiety
    często ja mamy. Szkoda ze faceci tego nie rozumieja sad Może powinans zrobic to
    co Tempest i spotkac się ze swoim ex? Jeśli naprawde tego pragniesz to predzej
    czy pozniej zroobisz to. Nie wydaje mi się ze możesz zaznac spokoju bez tego
    ale obym się mylila.To zalezy tez od tego co chcialabys mu powieziec na
    spotkaniu. Jeśli chcialabys mu nawrzucac to raczej nie ma to sensu, bo on się i
    tak nicczego nie nauczy a Ty stracisz energie i czas. On może się z Ciebie
    smiac za Twoimi plecami, obgadywac przed wspolnymi znajomymi. Jeśli chcialabys
    tylko spokojjnie z nim pogadac, wyjsc z tego z klasa tak jak zrobila Tempest to
    spotkaj się z nim. Wszystko zalezy od sytuacji. Ponoc lepiej czasem zamilknac i
    przelknac gorzka prawde ale tez czasem trzeba zakonczyc swwoje sprawy z
    przeszlosci żeby sie od nich uwolnic.
    Może najlepiej będzie jak nic nie zrobisz, odpuscisz??? Pisalas ze odpowiedzial
    Ci na maila i to nie była mila odpoiedz. To że zechcesz sie z nim
    spotkac, porozmawiac bedzie dla niego znakiem że nie możesz przestać o nim
    myśleć. My tutaj na tym forum, znamy Twoja historie i wiemy dlaczego chcesz
    tego spotkana, ze go potrzebujesz,inaczej bys go o nie nie prosila. Ja jako
    kobieta Cie rozumiem. Zrob to co czujesz a będziesz fair w stosunnku do siebie,
    bardzo serdecznie Cie pozdraiwm i zycze powodzenia.
  • Re: Ból odrzucenia

    sonnenschein7 17.07.07, 13:15 Odpowiedz
    Nie spotkam się z Nim, juz nigdy Go nie zobaczę...jestem teraz w Polsce,
    zostanę tu jeszcze rok, moze dwa a On niedlugo wyprowadza sie do innego miasta,
    nawet jesli kiedys wrocę, Jego juz tam nie bedzie. Potrzebowałam rozmowy z Nim
    na krotko po rozstaniu, pierwszy szok minął i chciałam tylko zapytac, jak to
    mozliwe, ze ze mnie tak łatwo rezygnuje?wiem, ze wystawiałam Go na niejedna
    ciężką próbę, ale nie mógł nie dostrzegac, ze mi na nim zalezy i ze to dla
    Niego, z Jego powodu zaczynam sie otwierac...Powiedział, ze gdybysmy wciaz byli
    razem, pewnie bylibysmy szczęsliwi, ale tylko przez pewien czas, podobno mamy
    zbyt różne charaktery, podobno On znów musialby o mnie walczyc, cos mi
    udowadniac, podobno nie potrafiłabym kochac Go tak, jak On mnie...A On chce
    związku, w którym będzie mniej dogłębnych analiz i zbierania dowodow, ze tak,
    On mnie naprawdę kocha, w którym bedzie miłość bezwarunkowa, w której obie
    strony intuicyjnie poddadzą się fali...Miał duzo racji-za mało mu ufałam, jest
    tyle rzeczy, ktore mogłam zrobic lepiej, inaczejsad...
    Gdy nie chciał sie ze mną zobaczyc, zrobiłam cos, czego robic nie powinnam-
    napisałam mu rozgoryczonego maila, w ktorym próbowałam Mu udowodnic, ze nie
    kochał mnie prawdziwą miłością, jesli zostawia mnie z takich powodów, zmienił
    mnie przeciez, otworzył, było widac widoczną poprawę, dla Niego wszystko trwało
    za długo...Ale podkresliłam tez dobre chwile i podziekowałam Mu, za wszystko,
    co dzieki Niemu, dla Niego była w stanie w sobie zmienic...Odpisał, ze nie chce
    miec ze mną kontaktu, jesli uwazam, z emnie wykorzystał, ze to były tylko
    piękne słowa, które nie miały dla Niego żadnego znaczenia...Zle mnie zrozumiał-
    gdybysmy spotkali się oko w oko, słyszałby ton mojego głosu, mogłby spojrzec w
    moje oczy, wtedy te słowa nabrałyby mniej ostrego znaczenia...Wyjechałam bez
    pozegnania, chciałam po prostu stanąc przed Jego drzwiami i nie pozostawic Mu
    wyboru, pokornie i bez wyrzutów podziękowac Mu za wszystko i sprawic, by nie
    myslał, ze nie doceniałam jego czułosci, poświęcenia, uwagi...chciałam, by
    wciąz uważał mnie za dobrego człowieka...zabrakło mi odwagi,aby to zrobic...za
    kazdym razem, gdy widziałam się z naszym wspólnym znajomym szukałam ukrytych w
    rozmowie wskazówek, co mam robic...usłyszałam: "Widzę, ze cierpisz, ale to juz
    koniec, zapomnij o Nim, nie pisz smsów, nie wysyłaj maili"...maili pełnych
    czułosci, pełnych mnie, maili, na które z takim utęsknieniem niegdys
    czekał...Chciałam mu mimo wszystko wysłac pozegnalnego maila, chciałam to
    dojrzale zakonczyc, chciałam dopisac historię do konca, ale nie znalazłam
    odpowiednich słówsad opowiesci bez happy endu brakuje zakonczenia a rana w sercu
    nie potrafi sie zabliznic...
  • Re: Ból odrzucenia

    smutna06 18.07.07, 13:13 Odpowiedz
    sama w opisie uzywasz wiele razy slowa podobno,a wiec sa sprawy co do ktorych
    nie massz pewnosci...Czasu juz nie cofniesz i nie zrobisz inaczej tamtych
    rzeczy,teraz mozesz juz tylko myslec o przyszlosci. Z tego co widze przyszlosci
    bez niego,bo jestes pewna ze sie juz nie zobbaczycie. Napisalas mu szczerego
    rozgoryczonego maila. Mialas prawo do tego. Skoro on nie chcial sie z Toba
    spotkac osobiscie to mialas prawo przekazac mu swoje mysli swoje zdanie na
    pismie.

    Co do roznicy charakterow to wydaje mi sie ze to sa bzdury. Faceci czesto
    podaja ten argumnt przy rozstaniu. Tak naprawde chodzi tylko o to, zeby jak
    najszybciej pozbyc sie niewygodnej kobiety. Wczesniej jemu roznica charakterow
    nie przeszkadzala????? wiesz dlaczego????Bo wczesniej byl zakochany,mial jakis
    interes smile Jak juz przestal chciec byc z Toba to przeciez musial jakies powoydy
    do zerwania podac,stad roznica charakterow. jesli jest milosc to zadna roznica
    charakterow nie ma znaczeni!!! Ja z moim mezem mamy bardzo rozne charaktery i
    to milosc pozwolila nam przetrwac bardzo ciezki kryzys w naszzym malzenstwie
    kiedy ludzie sie rozchodza to wina zwykle lezy po obuu stronach ale przestan
    juz siebie ranic. Moze i jest wiele rzeczy ktore moglas zrobic inaczej lepiej
    ale on ci zabral te szanse naprawy. Sama wspomnialas ze znajomi nazwali go
    zimnym draniem. Moze jest w tym troche prawdy??On pewnie uwaza Cie za dobrego
    czlowieka,dlaczego mialby zmienic o Tobie zdanie? Jakiej on jest narodowosci??

    Ta rana w sercu sie zablizni ale na wszystko potrzeba czasu......



  • Re: Ból odrzucenia

    sonnenschein7 19.07.07, 16:03 Odpowiedz
    Pwiem tak: Jego rodzice pochodza z północnej Afryki, ale On urodził sie i
    wychował w Niemczech. I wiem, wiem, ze od razu przychodzą Ci do głowy różne
    streotypy dotyczace Arabów...nie będę Cię przekonywac, ze te stereotypy w dużej
    mierze sie nie sprawdzają, mimo iz jest w nich niejedno ziarenko prawdy...Jego
    rodzice sa osobami wykształconymi i zawsze postrzegałam Go jako Europejczyka,
    poniewaz wychował sie tu i od urodzenia był konfrontowany z naszą europejska
    kulturą. Dośc długo rozważałam: zostac w Niemczech czy wrócic? Wróciłam i
    dzięki temu kazdy zakątek nie kojarzy mi sie z Nim...W Niemczech bycie z Nim
    wydawało mi sie łatwiejsze, w Polsce przyjaciele wciaz wyciagaja nowe
    uprzedzenia dotyczace Arabow na swiatło dzienne i teraz nasz związek wydaje mi
    sie z góry skazany nie niepowodzenie, wiec moze dobrze sie stało? załuję tylko,
    ze był taki moement, w ktorym powiedział: "Jesli mnie nie kochasz to nie bądz
    ze mną, aby uczynic mnie szczesliwym, mozemy zostac tylko przyjaciółmi". Gdybym
    nie brnęła dalej, miałabym moze teraz oddanego przyjacielauncertain
  • Re: Ból odrzucenia

    maheda 19.07.07, 16:11 Odpowiedz
    Czemu ja od razu wiedziałam, kim facet jest, no czemu?!
    Możecie mnie nazwać osobą uprzedzoną i rasistką, ale stereotypy skądś się biorą.
    Polacy na zmianę postrzegania Polaków za granicą pracują już od wielu lat, a
    zdanie o nas dopiero powolutku się zaczyna zmieniać.
    Arabowie nie robią jako masa w Europie absolutnie nic, co mogłoby zmienić
    stereotyp. Dlatego ten stereotyp bardzo ciężko jest przełamać i pewnie jeszcze
    długo się on nie zmieni.
    Jeśli on by chciał, żebyście zostali tylko przyjaciółmi, to byście zostali,
    niezależnie od Twojego zaangażowania. Przestań się tak obwiniać.

    --
    Biusty nie kończą się na D
  • Re: Ból odrzucenia

    sonnenschein7 19.07.07, 16:40 Odpowiedz
    Kochana Mahedo!
    Powoli przestaje sie obwiniac i moje zranione ego zaczyna sie niesmiało
    podnosicsmileWiem, co z siebie dałam, wiem, tez co dostałam (a dostałam wiele), On
    był głównie moim przyjacielem, dopiero pozniej moim mężczyznš...On by wolał,
    aby kolejnosc sie odwróciła, ale nie ze mnš te numery, nigdy i dla nikogo nie
    stanę sie kobieta tylko i wyłšcznie zapatrzona w swojego mężczyznę!ostatecznie
    odrobina rozsšdku mi jeszcze pozostałasmile
    Było pięknie, ciężko mi sobie wyobrazic, ze kiedys mogłoby byc jeszcze
    piękniej, ale to przyjdzie z czasemsmilesš gorsze i lepsze chwile, ale na
    szczescie jestem tak zajęta, ze na nadmierne rozmyslania i użalanie sie nad
    soba nie mam czasu i ochoty. No i powoli akceptuje obecny stan rzeczy, nie
    chciał mnie, to nie, i tak dobrze wiem, ze jestem wartosciowym człowiekiem i
    zasługuje na to, co najlepsze! Do Niemiec wrócę za rok, dwa, bo dopiero tam
    czuję, ze zyje i ze sie rozwijam (zrozumie mnie kazdy, kto mieszka w małym
    miescie, w ktorym nic sie nie dzieje). I spotkam na swojej drodze jeszcze
    wartosciowych ludzi, jeszcze przede mnš burzliwe miłosci, satysfakcjonujace
    mnie male sukcesy i zycie pelne drobnych radosci, do ktorego w duzej mierze
    sama napisze scenariusz...Spokojna wiec Twoja głowa-jeszcze wyjdę na ludzismile
  • Re: Ból odrzucenia

    the.tempest 20.07.07, 00:14 Odpowiedz
    Cały czas zastanawiałam się dlaczego nie napisalas w pierwszym poście o Jego
    narodowości... a teraz już wiem... Myślę, że upływający czas może bardzo
    zmienić Twój sposób postrzegania Jego osoby... ale obym sie mylila... bo tak
    byloby lepiej dla Ciebie i Twoich wspomnien...
    Kilkoro z moich znajomych studiowalo przez jakiś czas w Niemczech, wiec nie
    chciałabym powielać stereotypów... ale myśle, że podzielam opinię Mahedy.
    Są ludzie, którym ja z zalozenia nie ufam i nie zaufam... Trochę
    podróżowałam po świecie i poznawałam róznych ludzi, różne historie
    słyszałam... Najbardziej jednak cenię własne, bo te najwięcej uczą...
    Czas wyciągnac wnioski i isć do przodu, bo życie toczy się dalej... Czy
    wiesz jacy Oni są szcześliwi, ze nas juz nie ma w ich zyciu? Bądzmy i my
    szczęsliwe! Znamy przeciez swoja wartosc, jakkolwiek nieskromnie to brzmi : )
    Jedynie obawiam sie tego, ze nigdy juz nie pokocham... a mam swoje zasady i bez
    milosci, nie angazuję sie w nic powaznego... Trochę boję sie samotnosci ale
    wiem tez, ze na pewno wybiorę samotnosc niz zwiazek bez milosci, zwiazek z
    rozsadku itp.
  • Re: Ból odrzucenia

    smutna06 20.07.07, 17:53 Odpowiedz

    Nie dziwi mnie zachowanie twoich przyjaciol bo gdybys byla moja przyjaciolka
    robilabbym dokladnie to samo.
    Naprawde łudzisz sie, ze mialabys w nim przyjaciela??? po tym co opisalas ja
    raczej w to watpie. Gdyby chcial to by pozostal z toba w przyjazni takze i
    teraz. On nie chcial tego. Musisz uszanowac ten wybor.
    Bardzo Ci wspolczuje,wiem ze jest ci jeszcze barddzo trudno ale z kazdym
    dniem na pewno bedzie lzej i musisz w to wierzyc. Mam nadzieje ze obcowanie z
    nim uczyni Cie ostrozniejsza. Pozdrawiam cieplutko
  • Re: Ból odrzucenia

    sonnenschein7 21.07.07, 13:22 Odpowiedz
    Droga Tempest-sytuacja rodzinna zmusiła mnie, aby wrócic do mojego małego
    miasteczka, ale zapewniam Cię, ze jestem osoba ambitną, mam swoje cele, do
    ktorych uparcie acz nie po trupach dążę, wiele w zyciu widziałam, wiele
    cieplych słów od różnych mężczyzn słyszałam. Nie dam sie zwieść na czułe słówka
    i nie pozwolę, aby jakikolwiek mężczyzna zabrał mi moja niezalezność. W moim
    pierwszym poscie nie wspomiałam o Jego narodowości calkiem swiadomie-wystarczy
    przeczytac Wasze posty przed i po tym, jak napisałam skąd On pochodzi. Rozumiem
    Wasze racje, ale postarajcie sie zrozumiec i moje. Tez studiowałam w Niemczech,
    tez wiele widziałam, wiele historii słyszałam, kilka stereotypow sie we mnie
    utrwaliło, zdecydowanie wiecej jednak zdołałam w sobie obalic. Mam przyjaciól w
    Niemczech, Turcji, Bułgarii, Czechach, Tunezji, Maroko, Egipcie, Grecji,
    Kanadzie, Rosji i Meksyku. Znam kogos z Afganistanu, Iraku, Togo i Kamerunu.
    Decydując sie na związek z Nim, doskonale zdawalam sobie sprawę, z czym
    przyjdzie mi sie zmierzyc-i nie chodzi mi tu o Niego i Jego pochodzenie, tylko
    o reakcje ludzi mi bliskich, w szczególnosci tych z Polski, ktorzy takim
    bagażem dośwaidczen jak ja nie dysponują. Oceniacie moj związek na postawie
    opini zasłyszanych lub przyczytanych. Chciałam, abyscie ocenili Byłego
    Najwazniejszego Mężczyzny w moim zyciu obiektywnie a nie przez pryzmat tego,
    kim jest. Bo jest dobrym człowiekiem. Nie chcę wchodzic w szczegóły, ale gdyby
    chciał, mógłby ze mną pobyc jeszcze kilka tygodni, wykorzystac mnie, na co z
    radościa bym przystała i dopiero wtedy porzucic. Postąpił inaczej. Świadomośc
    tego, ze to juz koniec, boli jak jeszcze nigdy w zyciu, boli fakt, ze mógł
    ofiarowac mi to ostatnie pozegnale spotkanie, ale ostatecznie nie pozostawił
    mnie w poczuciu utraconej godnosci i braku szacunku do samej siebie. Mam
    postawy do budowania siebie od nowa i idzie mi to calkiem niezle. A ja będę Go
    cenic zawsze- za Jego inteligencję, mądrośc zyciową, umiejętność śmiania sie z
    samego siebie, ofiarowana innym uwagę i chęc pomocy i wiele, wiele innych. Jego
    wartosc jako człowieka jest dla mnie o wiele wazniejsza niz kraj pochodzenia
    Jego rodziców. Tego tez nauczyło mnie zycie za granicą: z czasem dzielisz ludzi
    na dobrych i tych troche gorszych a nie na muzułamninów, buddystów, katolikow i
    innych. Warto zachowac ostrożnosc, ale tez nie zamykac sie w swoich (byc moze
    nie mających racji bytu)poglądach. Pozdrawiam ciepło.
  • Re: Ból odrzucenia

    the.tempest 22.07.07, 16:07 Odpowiedz
    Droga Sonnenschein, nie chcialam Ciebie urazic, przepraszam jesli tak sie
    stalo. Napisalam po prostu, to co uwazalam w danej chwili... Ja wierze, że Ty
    przeżyłaś Milosc Swojego Zycia... Każdy z nas, piszacych tutaj obserwatorow
    może się mylic w ocenie, Ty jestes najblizsza prawdziwej ocenie, bo Ty z Nim
    zylas, znalas Go... Nie da się pewnych spraw opowiedzieć innym, swoich uczuć,
    emocji... To jest Twoja historia, to BYŁ Twój Mezczyzna, Wasza Milość...
    Najlepszą ocenę Ty możesz jemu wystawić... a my możemy bładzic po omacku... i
    masz racje- oceniac na podstawie stereotypow... bo jego osobiscie żadne z nas
    nie poznalo...
    Wiem, ze jestem surowa w stosunku do mezczyzn... dlatego, ze zostalam
    niedawno bardzo zraniona... Do wszystkich mezczyzn bez względu na kolor
    skory, wyznanie i narodowosc...
    Brak mi ostatnio wiary w to, ze jeszcze czeka mnie coś naprawdę
    wyjatkowego... Czasami wierzę, ze jeszcze wszystko się ulozy, ale mam gorsze
    dni, w których zamykam się w swoim świecie...
    Wiele wody musi jeszcze uplynac w rzece w moim miescie zanim będę wolna od bólu
    jaki pozostal po mojej nieudanej miłosci... Mam nadzieje, ze Tobie uda się
    szybciej podniesc...
    Piszesz, ze zycie nauczylo Cie by dzielic ludzi na dobrych i zlych... a mnie
    nauczylo tego, by nigdy nie ufac nikomu do konca... Kiedys spotkalam- jak mi
    się wówczas wydawalo- dobrego czlowieka. Nasze drogi się rozeszly i pozniej
    dowiedzialam się przypadkowo, ze w ciagu krotkiego czasu zmienil się w kogos
    bardzo, bardzo zlego. Ludzie się zmieniają droga Sonnenschein. To że ktoś jest
    dzisiaj dobry, nie znaczy, że i jutro taki będzie.
    Pozdrawiam Ciebie deszczowo i burzowo
  • Re: Ból odrzucenia

    sonnenschein7 22.07.07, 23:09 Odpowiedz
    To ja Ciebie przepraszam, poniosło mnie. Po prostu mam juz dośc tego, ze ktos
    ocenia Go nie wedlug Jego czynow, lecz wedlug Jego pochodzenia. Gdyby nie ten
    czas spędzony w Niemczech pewnie tez inaczej bym na to patrzyła. Ba,
    oceniałabym to moze inaczej, gdybym to nie ja była główna bohaterkasmileAle myslę,
    ze nadszedl juz czas, aby zaczac zycie od nowa, bez rozpamietywania i bez
    rozdrapywania ran. On otworzyl mi oczy, pokazal jakie to piekne uczucie,
    ofiarowac ukochanej osobie kazda sekunde swojego zycia. Teraz juz wiem, jakie
    poklady ciepla, cieprliwosci, tkliwosci, dobrosci, uwagi we mnie drzemia i nie
    moge pozwolic im sie zmarnowac. Tego uczucia dogłebnej przynaleznosci do kogos
    nie da sie z niczym porownac. Moje 5 szczesliwych minut z Nim mineło i nie
    zamieniłabym je na nic na swiecie, ale mimo wszytsko mam nadzieje, ze On nie
    był Miłoscia Mojego Zycia. Zawsze będzie częscią mnie, nigdy nie zapomnę Jego
    dobroci i poczucia bezpieczenstwa, ktore mi dawał, ale teraz gdy wiem, jak
    dobrze miłosc moze smakowac, nie wolno mi sie na nią zamykac. I Tobie rowniez,
    moja droga Tempest. Bądz sobą, realizuj swoje pasje, rozwijaj sie, usmiechaj
    sie do inncyh i do siebie i nigdy nie trac nadziei. Ja za kilka tygodni
    przeprowadzam sie do Wrocławia, na drugi koniec Polski. Zaczynam nowe zycie,
    zycie wolne od Niego...Zamierzam rzucic sie w wir pracy, poznawac nowych ludzi,
    skoncentrowac sie na tym, co mnie interesuje i w koncu zaczac robic cos tylko
    dla mnie, nie dla innych. Nie wiem, na jakim jestes etapie: czy jeszcze w głębi
    serca na Niego czekasz czy juz dalas za wygraną, ale pamietaj: po pierwsze
    jesli na Niego czekasz mozesz to robic rowniez aktywnie, realizowac siebie,
    spelniac swoje marzenia, isc do przodu, jesli otworzysz sie jedynie na
    przezywanie bolu rozstania zamkniesz swiatu drzwi przed nosem i nie wyjdzie Ci
    to na dobre. Jesli skłaniasz sie ku opcji nr 2( co obstawiam)-obie dobrze
    wiemy, ze Oni nie mysla o nas tak często, jak my o nich, nie analizuja, nie
    rozkladaja naszych zwiazkow na czynniki pierwsze. Byłas Najwazniejsza Kobietą w
    Jego zyciu, nagle przestalas nia byc, bolalo, ale dośc juz tego cierpieniasmile
    cale zycie przed namismileDaj sobie szansę na to, by byc szczesliwą, upadek z
    siódmego nieba do najlatwiejszych nie nalezy, ale sprobuj otrzec łzy, strzepac
    resztki rozpaczy i zwątpienia, uniesc głowe do gry, umiechnij sie i rusz przed
    siebiesmilezegar biologiczny cyka-jak ironicznie podkresla moja mlodsza siostrasmilea
    tak calkiem serio: zawsze wydawalo mi sie, ze jestem o krok do tyłu, ze inni
    posuwaja sie do przodu a ja wciaz stoje w miejscu, mam za soba tyle straconych
    szans, decyzji podjetych za pozno, czasu zmarnowanego na analizowanie za i
    przeciw, ze juz nie chce tych błędow popelniac. Warto czasem zaryzykowac, mozna
    duzo stracic, ale o ilez wiecej mozna zyskac! takim ryzykiem i poczatkiem
    mojego nowego lepszego Ja byl zwiazek z Nim...Nie wyszlo, myslalam, aby wrocic
    do sprawdzonego modelu zycia, bo tak najlatwiej, ale nie-zycie mam tylko jedno,
    mam prawo do swoich błędow, nie jestem niezastapiona i inni czasem tez mogą
    rozwiazac swoje problemy, jesli im sie na to pozwolismilechce jako staruszka moc
    sie tajemniczo usmiechnac i miec co wspominacsmile
    Tez ostatnio brakuje mi wiary, ze kiedys jeszcze bedzie pięknie...nie wyobrazam
    sobie, ze ktos da mi takie szczescie i poczucie bezpieczenstwa jak On, ale mam
    nadzieje, ze sie mylę i jeszcze gdzies, kiedys ktos mnie tak pokocha...
    To jest wlasnie to ryzyko w zwiazku:ludzie sie zmieniaja, nic na to nie
    poradzisz, najwazniejsze to dawac z siebie to, co najlepsze i starac sie
    dostrzec w drugiej osobie Czlowieka. Gwarancji na udany zwiazek nie da Ci nic,
    ale jestem zdania, ze warto podjac ryzyko i byc szczesliwym nawet gdyby mialo
    to trwac tylko kilka ulotnych chwil...Jestem pewna, ze jescsze spotkasz na
    swojej drodze kogos, kto zaczaruje Twoje serce, tylko daj Mu na to szansęsmile
    Pozdrawiam cieplo i przepraszam, ze tak chaotyczniesmile
  • Re: Ból odrzucenia

    beatkach 23.07.07, 08:30 Odpowiedz
    Ktoś jeszcze Ci da takie , a może większe szczęście bo z pewną gwarancją (o ile
    to tylko możliwe) na trwałość smile,
    On jest przeszłością a to co dalej zrobisz ze swoim życiem to tylko od Ciebie
    zależy przecież
    gdy nie szukasz samo szczęście Cie znajduje
    nie ma co gonic i wypróbowywać wszystkich okazji ale i stanie w kącie dobre nie
    jest jak i rozważania za każdym razem wszystkich za i przeciw odwleka w czasie
    decyzje
    żyj jak się da najpiekniej pamiętajac co dostaąłś dobrego i z tego czerp dla
    przyszłych związków
    pozdrawiam ciepło B.

  • Re: Ból odrzucenia

    beatkach 23.07.07, 08:51 Odpowiedz
    każdy wchodzac w jakikolwiek związek wchodzi z nadzieją i daje z siebie to co
    najlepsze... gdyby tak nie bylo nie warto by było ryzykowac otwartości tylko
    jest tak, ze kazde z dwojga wnosi do tego zwiazku co innego... inne oczekiwania
    ale te same nadzieje... kazde z dwojga inaczej realizuje bliskość, inaczej
    rozumie poczucie bezpieczeństwa tzn. co innego kazdemu jest potrzebne aby to
    bezpieczenstwo czuć
    Ty robiłaś wszystko w jak najlepszej wierze, byłas sobą ze swoimi lękami i z
    takim poziomem obdarzania uwaga jaki masz, byłaś sobą, on też był sobą i te dwie
    osoby na ten moment do siebie nie do końca pasowały
    dlaczego?
    bo Ty masz inne wzorce (i nie o kulturowych tu myślę) i on miał inne wzorce,
    piszesz, ze Ci zabrakło odwagi... widocznie taka jesteś lekko strachliwa na
    początku, a to co on robił jak postępował nie było w stanie Twojego lęku
    zniwelować i nie dlatego , ze on nie chciał tylko dlatego ze albo nie rozumiał
    albo nie potrafił tego zrobić, będąc sobą i zachowując się swobodnie nie
    potrafił tego zmienić(może nawet chciał)
    wiesz to tak jak z kierowcami dwaj wybitni, bezpiecznie acz szybko jeżdżący a
    tylko przy jednym czujesz sie zrelaksowana, w pełni bezpieczna i jazda z nim
    choćby i 600 km dziennie nie męczy i dla obu stron jest przyjemna,
    współdziałacie bezbłędnie i bez wysiłku
    z drugim nie czujesz się bezpiecznie mimo, że niby obiektywnie nie ma powodów do
    takiego odczuwania
    na czym to polega? ja w moim przypadku już wiem na czym, Ty musisz odnaleźć
    klucz do siebie
    skoro nie potrafiłaś sie pozbyć w jego obecności lęku aby dać pełnie uwagi i
    wiary, skoro mialas poczucie, ze on nie w pelni Cie rozumie to lepiej że tak
    się stało jak się stało dla przyszłości Twojej
    wyrzuty sumienia sobie odpusc , nie warto, zobacz co Ty robiłś nie tak i
    dlaczego >> to wazna lekcja na przyszlość, zwlaszcza to dlaczego jest ważne> aby
    w kolejnym nadchodzacym związku nie popełnic tych samych gaf
    pozdrawiam cieplo B.
  • Re: Ból odrzucenia

    the.tempest 23.07.07, 15:17 Odpowiedz
    Droga Sonnenschein! Tak to już jest, że historie, w których to my jestesmy
    głownymi bohaterami nieco inaczej odbieramy... więcej potrafimy chyba sobie
    wybaczyć... Zgadzam się z Toba, że nadszedł czas, by zaczać zyć... i przestać
    rozpamiętywać i rozdrapywać nieco już zabliźnione rany. Ja swoją rozgrzebałam
    spotykając się z Nim ale tak naprawdę nie zaluje, bo bez spotkania zylabym z
    jakas mala nadzieja, a teraz skoro NIC nie poczulam do Niego nie może być mowy
    o czymkolwiek wznioslym...

    Mam wrażenie, ze obie wiele im zawdzięczamy... To co piszesz o sobie, i ja
    moglabym napisać... Dal mi tak wiele, że w ostatecznym rozrachunku, pomimo
    porażki i tak jestem na plusie. Wiem, że potrafię pokochać, a to jest chyba
    najwazniejsze, bo jak wczesniej zauważylaś, nie kazdemu jest ta umiejetnosc
    dana.

    Wiesz co mnie boli najbardziej? Chyba już o tym pisalam... boli mnie to, że
    podobnie jak i u Ciebie, mój były na zawsze będzie częścią mnie, na zawsze
    będzie miał mały kawałeczek miejsca w moim sercu, a przypuszczam, że ja dla
    Niego jestem już nikim. To mnie boli, bo On był dla mnie bardzo ważny, na pewno
    najważniejszy ze wszystkich eks, jego zachowanie i słowa świadczyły, że i ja
    byłam ważna...chociaz pewnie nie najwazniejsza, ale to juz nie ma znaczenia.

    Nie czekam już na niego... Od mojego Katharsis, od ostatniego spotkania, wiem
    że to nie jest człowiek, z którym mogłabym spędzić resztę życia. Przed
    spotkaniem chyba żyłam w świecie nadziei i iluzji, a spotkanie okazało się
    bolesnym zderzeniem z rzeczywistością. Wyidealizowałam Go sobie... a on nie
    jest idealny. Nigdy zresztą tak Go nie postrzegałam, mialam świadomośc Jego wad
    ale miłość pozwalała mi je akceptować.

    Mam nadzieję, że w nowym miejscu będziesz bardzo szczęsliwa i tego Ci
    życzę. Czas ruszyć do przodu i nie stać już dłużej w miejscu... Kto nie
    ryzykuje w życiu ten nie wygrywa, tylko tym, którzy maja odwagę ryzykować jest
    dana szansa na przeżycie życia ciekawie... a w życiu ponoć piękne są tylko
    chwile... i dla tych chwil warto żyć. Droga Sonnenschein, oto mamy swoje 5
    minut z nimi za sobą, czas otworzyć się na 5 minut z kimś innym, a może zrobi
    się z tego 10 minut...czego Nam obu z calego serca życzę. Siostrze powiedz, ze
    na wszystko przyjdzie własciwy czas, także na dziecko.

    Pozdrawiam wietrznie ale słonecznie.
    Tempest
  • Re: Ból odrzucenia

    smutna06 23.07.07, 19:01 Odpowiedz
    podobne sa do siebie wasze historie- Twoja i Tempest.
    Chyba masz racje ze czass aby zakonczyc to
    rozpamiettywanie. Wychodzisz zraniona ale bogatsza
    o wiele pieknych chwil,wiele pieknych wspomnien.
    Mysle ze jestes wspaniala dziewczyna i jeszcze
    czeka Cie w zyciu wiele dobrego. JA jestem tego
    pewna a Ty musisz w to uwierzyc smile pozdrawiam
  • Re: Ból odrzucenia

    sonnenschein7 23.07.07, 22:05 Odpowiedz
    Dziekują Wam za ciepłe słowa i wsparciesmiletakie forum jak to i tacy ludzie jak
    Wy pomagają wiecej niz spodziewac by sie mogli powątpiewającysmiledopiero
    stosounkowo niedawno zaczełam sie uczyc walczyc o siebie, ale wiem, ze ten
    bunt, ktory zrodził sie we mnie płonie na tyle jasnym płomieniem, ze byle
    podmuch cudzego realizmu mi go nie zdmuchnie. Ja wiem-zycie to nie bajka, ale
    tyle musze teraz nadrobic, własnie teraz, gdy zaczynam siebie odnajdywac i
    definiowac...chcę jeszcze tyle przezyc, tyle zobaczyc, zyc swoim zyciem i byc
    szczesliwa...Ja wiem-zycie jeszcze nauczy mnie pokory, choc mysle, ze w moim
    dotychczasowym zyciu i tak za duzo było zgody na rzeczy nie do konca przeze
    mnie akceptowane...Ten czas spedzony w Niemczech i spotkanie na mojej drodze
    Jemu nadaly kierunek, otworzyly mi oczy, nauczyly co moge zmienic, aby zyc
    bardziej radoscie, ale tez utwierddzily mnie w przekonaniu, ze warto trwac przy
    swoich idealach i nie dac sie zwariowacsmileJestem realistka az do bólu, ale
    zawsze uwazałam(i bede sie tego trzymac!) ze usmiech jest lekiem na cale zło,
    jesli wiec minie Was rezolutna osobka z błyskiem w oku, ktorej bedzie sie micha
    cieszyla to istnieje duze prawdopodobienstwo, ze to bede jasmileW zyciu jest tyle
    piekna, wystarczy otworzyc oczy i patrzac widziec...Odezwę się jeszcze, ale
    mysle, ze moj wątek umrze niedlugo smiercią naturalną, bo zaczynam sie podnosic
    i nie dam sie rozłozyc na łopatki wspomnieniom, no przynajmniej przez kilka
    tygodni, dopoki nie wroce do Niemiec na jakis tydzien lub dwa...Dziekuję za
    wszystkie dobre słowa, sa na wage złota w dzisiejszych czasachsmilepostaram sie
    zadoscuczynic i kiedys komus na forum doradzic od sercasmilePozdrawiam najcieplej.
  • Re: Ból odrzucenia

    niebieskaa1 24.07.07, 00:39 Odpowiedz
    bardzo Ci moja droga wspolczuje.
    forumowicze napisali juz wiele madrych slow, wiec ja juz nie bede.
    chcialam tylko napisac, zebys nie wstydzila sie tego, ze On byl arabem.
    my polacy bardzo latwo szufladkujemy ludzi i rzucamy kamieniem.
    arab byl kiedys moja wielka miloscia.
    mieszkalam w jego kraju dluzszy czas i mialam okazje dobrze poznac ludzi.
    oczywiscie, ze sa roznice kulturowe, ale to sa ciepli, uczuciowi ludzie, czesto
    wyksztalceni na uniwersytetach europejskich.
    bylam przez niego traktowana z szacunkiem, jakiego nie zaznalam od zadnego
    polaka (panowie- nie mowie, ze zle traktujecie kobiety, po prostu zle
    trafialam).
    a czy wiesz, ze w jezyku arabskim sa dwa slowa na okreslenie milosci?
    jedno to nheb, nhebak, ktore doslownie tlumaczone znaczy chce cie.i
    drugie slowo znaczy milosc dana od boga, niestety nie pamietam jak brzmialo.
    ja to slowo uslyszalam od mojej milosci.
    i pielegnuje w sercu to wspomnienie, bo czas juz dawno zabliznil moje rany, ale
    czasem mysle o Nim, jako o kims, kto akceptowal mnie bezwarunkowa miloscia.
    wiele razy jezdzilam do Niego, On przyjezdzal do polski.
    niestety byl to uklad beznadziejny, bo pan byl zonaty i wiedzialam w co sie
    pakuje. wlasciwie, to nawet szanuje Go za to, ze rodzina byla najwazniejsza dla
    niego. roznie sie losy ukladaja i czasem spotykamy sie z kims nie we wlasciwym
    miejscu i czasie.
    zostaly piekne wspomnienia, zdjecia. juz nie boli.
    nie jestem kobieta, ktora po trupach dazy do celu.
    zaiskrzylo miedzy nami od pierwszego spotkania, jednak wiedzac, ze ma zone, nie
    chcialam go.
    a wiesz co wplynelo na zmiane mojej decyzji?
    zgolil wasysmile))))
    bo go o to prosilam, nie lubie zarostu.
    nie zaluje, bylo pieknie.
    trzymaj sie slonko, jestes madra dziewczyna i wiem, ze pozbierasz sie.
    nawet troche Ci zazdroszcze tego trzezwego spojrzenia, niezaleznosci, ktorej
    nie mam ja.
    ale to temat na osobny watek.
    jak dojrzeje to napisze.
  • Re: Ból odrzucenia

    sonnenschein7 24.07.07, 15:15 Odpowiedz
    Coz mogę napisac?z jednej strony bardzo mi Twoj post pomogł, z drugiej otworzył
    ranęsad Nigdy się Go nie wstydziłam, to ze jest Arabem mialo dla mnie bardzo
    male znaczenie. Z tą moja niezaleznoscią to róznie bywa, ale staram sie byc
    dzielna i kazdej sytuacji losowej znalezc jakas iskierke dobra, życie jest za
    krótkie, aby nosic w sobie ból i mnozyc złe emocje. Twoje słowa pomogły mi o
    tyle, ze wiesz jak to wyglada, przezyłas podobna historie, wiec Twoja ocena
    sytuacji tez jest inna. Ostatnio czytałam forum o ludziach z pólnocnej Afryki i
    co sie okazało? Ze to analfabeci, ktory nie mogąc sie wyzyc seksualnie w swoich
    krajach( wiadomo, duza czesc dziewczyn, szczegolnie w małych miejsowaosciach,
    strzeze swojego dziewictwa jak oka w głowie, bo jest ono gwarantem małzenstwa,
    a mezczyzni zenia sie po 30., jesli nie pozniej, bo musza zgromadzic majątek,
    aby byc w stanie utrzymac rodzine), wyzywa sie na turystkach, ktore nie maja
    nic przeciwko wakacyjnemu romansowi z przystojnym Arabem, ze kłamia jak z nut,
    aby tylko zaciagnąc Europejki do łózka a najlepiej skłonic do małzenstwa, bo
    wtedy europejski paszport i setki mozliwosci sa w zasiegu ręki. Duzo sie
    naczytałam, chcialam nabrac do Niego dystansu, troche to pomogło, ale nie do
    konca. On juz ma obywatelstwo niemieckie, polskiego nie potrzebuje, wiec
    pomysl, ze mogłby byc ze mną, aby za moim posrednictwem przemknac do Unii
    Europejskiej i zostac poszukiwanym przez caly swiat terrorysta jest raczej mało
    realny. Studiuje na dobrym uniwersytecie przyszłosciowy kierunek i jest
    zaskakujaco mądry zyciowo jak na męzczyznę w Jego wieku. Juz kilkakrotnie
    pisałam,z e wątpię, abym od jakiegos męzczyzny dostała tyle ciepła, uwagi i
    serdeczności. Oni mają calkiem inna kulturę miłosci, bez udawania, bez gierek,
    jesli ktos kocha, to widac to jak na dłoni i o niepewnosci Jego uczucia nie
    moze byc mowy. Nie musisz prosic sie o dobre słowo i czekac na cieplejszy gest,
    nie ma mowy o cichych dniach i fochach, bo wszystko mozna omowic w szczerej
    rozmowie. Tez byłam przzez Niego traktowana z pełnym szacunkiem, co nie zawsze
    jest cechą naszych rodakow, kiedy patrze na moich rowiesnikow i porownuje ich z
    Nim to ogarnia mnie pusty smiech i zastanawia mnie ilu z nich kiedys dostrzeze
    w kobiecie nie tylko obiekt westchnien, ale i pelnoprawnego Człowieka...Polacy
    uwazaja ich za analfabetów, czesto mimo iz nie mieli z nimi kontaktu, ale sami
    tez nie swiecą przykładem. Nie zapomne lotu do domu, do Polski. W Niemczech
    czułe pozegnanie z Nim na lotnisku, wymiana notatek i kilka zartow zrozumialych
    tylko przez nas, w Polsce na przystanku dwoch podchmielonych panow rzucajacych
    niewybredne uwagi i proszacych o drobne. Wnioski wysnujcie sami, pozostawiam to
    bez komentarza.
    Język arabski rózni sie w zaleznosci od kraju i regionu. Ja znam je w wersji
    Ahebbaqsmile
    To zabawne, ale fakt, ze dla mnie zgolił swoją mała bródkę było dla mnie ta
    kroplą, ktora przewazyła szale na Jego korzysc i upewniła mnie, ze traktuje
    mnie bardzo powaznie Awszystko dlatego, ze mnie strasznie drapałasmile...
    Chętnie poznalabym Twoja historie blizej i mam nadzieje, ze wkrotce dojrzejesz
    do tego by ja opisacsmile
    Niebieska, nie ma czego zazdroscic, naprawdę. Jestem relatywnie silna głównie
    dlatego, ze sytuacja zyciowa mnie do tego zmusza. Nie mogę sobie teraz pozwolic
    na rozdrapywanie ran, bo rozsypałabym sie na kawałeczki. Poza tym, nie mam
    gwarancji, ze gdyby On pojawił sie znow w moim zyciu to nie porzuciłabym
    wszystkich moich deklaracji i nie była znow z Nim, chocby przez jeden
    dzien...czasem chcialabym cofnac czas i moc postapic inaczej, nie wystawiac
    Jego uczucia na próbę, pozbyc sie wątpilowsci i dac spokoj dogłębnym analizom,
    po prostu Mu uwierzyc i kochac Go otwarcie, szczerze i bez strachu, tak jak
    tego zawsze w głębi serca pragnęłam...Ale sa błędy, ktorych naprawic sie nie
    dauncertain ale jeszcze będzie słonecznie, jeszzcze bedzie wiosenniesmilePozdrawiam
    ciepło i dziekuję za dodoanie mi wiary, ze było wartosmile
  • Re: Ból odrzucenia

    the.tempest 24.07.07, 17:59 Odpowiedz
    Oczywiście, że było warto!
    Nie wolno Tobie mieć wątpliwosci w tej kwestii!!!!

    W życiu piękne są tylko chwile Droga Sonnenschein i dla nich warto żyć!
    Od dłuższego czasu towarzyszą mi w życiu słowa JPII „Nie żyje się, nie kocha
    się, nie umiera się- na próbę”. Musimy żyć pełnią życia! Chciałabym tak przeżyć
    życie, aby niczego nie żałować. Chciałabym umrzeć w spokoju, godnie mając
    świadomośc, że spróbowałam uczynić moje życie pięknym i niepowtarzalnym. Coś w
    naszym życiu, zarówno Twoim jak i moim, coś waznego się skończyło ale te
    doświadczenia przydadzą się nam!

    W życiu piękne są tylko chwile... Nie znamy dnia ani godziny... W obliczu
    katastrofy autobusu w Alpach francuskich uświadamiam sobie, jak kruche jest
    życie ludzkie... Dzisiaj jestes, ale nie ma pewnosci czy jutro będziesz...
    Staram się traktować każdy dzien mojego zycia tak jakby miał być dniem
    ostatnim... dlatego nie lubię być z ludzmi w konfliktach...Jesteśmy bezbronni
    wobec Bożego planu... ktoś się rodzi, ktoś umiera... ktos od nas odchodzi,
    ktoś inny przeżywa miłośc i namiętność swojego życia.... życie wciąż biegnie
    wlasnym torem... (tak mnie jakoś naszło, bo kuzynka jest na ostatnich nogach w
    ciąży... i już nieco się niepokoję o Maleństwo, bo już czas...)

    Pewne rzeczy nie zdarzą się drugi raz, dlatego warto korzystać z każdej okazji,
    którą los nam daje... Pierwsze wrażenie na kimś można zrobic tylko raz... i ono
    pozostaje na zawsze. Nigdy już nie zrobisz drugi raz pierwszego wrazenia... Tak
    samo z pewnymi przeżyciami... Są rzeczy, które zdarzają się nam tylko raz, w
    danych oklicznościach... i warto korzystać z okazji, by je przeżyć... Nie żałuj
    nigdy tego, co przeżyłaś z Nim, w Niemczech. Pielęgnuj wspomnienia i pamiętaj
    dobre, cudowne chwile zapominając o złych.

  • Re: Ból odrzucenia

    niebieskaa1 25.07.07, 00:17 Odpowiedz
    przepraszam, jesli otworzylam jakies bolace miejsce, bardzo tego nie chcialam.
    mozna powiedziec, ze laczy nas zarostsmile
    u nas po prostu iskry przelatywaly w powietrzu, ale ja dzielnie sie opieralam,
    wiedzac, ze romans z zonatym nie przysporzy mi szczescia na dluzsza mete,
    ale ktoregos dnia, kiedy zobaczylamm, ze tych wasow nie ma przestalam ze soba
    walczyc.
    bo faktycznie, w tamtej kulturze to calkiem powazna sprawa. taki was, czy
    brodka.
    a ludzie w afryce sa rozni, jak wszedzie.
    pewnie, ze sa opisani przez Ciebie zigolacy (jak to sie pisze?), ale turystki
    chetne i biznes sie kreci ku zadowoleniu obu stron.
    coraz wiecej zreszta mowi sie o sex turystyce europejek.
    dotyczy to mlodych chlopcow z biednych rodzin, a jak sama wiesz bogatsze
    rodziny posylaja swoje dzieci na studia do europy, mimo, ze maja swietnie
    prosperujace biznesy i dzieci do konca zycia moglyby wykonywac zawod syn/ corka.
    obracalam sie w tym drugim kregu i pochwale sie troche, ze zylam swiatowosmile
    moja obecna historia dotyczy kogo innego, tez nie polaka.
    nie wiem, czy spadaja mi klapki z oczu, czy przekroczylam juz swoj prog bolu,
    ale nie mam potrzeby o tym pisac.
    dzis cos mi sie takiego stalo, ze nie mam ochoty do niego dzwonic, wyjasniac.
    co bedzie to bedzie, nic na sile.
    bedziemy razem, czy nie- niech Pan Bog mna pokieruje.
    jedno tylko chce Ci powiedziec.
    byl taki moment w naszym zwiazku, ze tez zalowalam swojego postepowania,
    myslalam, ze gdybym sie inaczej zachowywala (bo tez mam charakterek), to
    costam....
    czas pokazal, ze mojej winy nijakiej nie bylo. wina byla w 100 % po jego
    stronie- tego co sie zlego wydarzylo i o czym pojecia nie mialam.
    niepotrzebnie sie zadreczalam, obwinialam, sama siebie zaszczuwalam.
    prosze Cie nie rob tego. po prostu nie waro.
    teraz moj mily ma zastrzezenia do mojego charakteru, a ja mysle sobie, ze
    czesciowo ma racje, ale skoro nie akceptuje mnie, to moze nie po drodze nam ze
    soba. wyszedl juz widac z etapu, mowiac za joanna chmielewska " jak ona
    slicznie pluje", i wiem, powinnam popracowac nad soba, ale nie wiem czy dla
    tego, czy moze jakiegos przyszlego pana.
    jak napisla the.temptest ( przepraszam, jesli przekrecilam) szkoda zycia.
    przez dlugi czas zylam nim. tylko i wylacznie. byl jak narkotyk.
    tak nie mozna.
    mam nadzieje, ze jutro nie zmieni mi sie myslenie.
    zastanawiajace, czyzby tu zaszla zmiana?
  • Re: Ból odrzucenia

    sonnenschein7 25.07.07, 01:18 Odpowiedz
    Mysle, ze moj prog bólu tez juz przekroczyłam. Rozstanie mialo miejsce kilka,
    nie-juz kilkanascie tygodni temu i swoje juz przebolalam. Wiadomo, mysli
    nieuczesane kršżš wokoł Niego, serce jest przy Nim a duszyczka wyrywa sie ku
    Jego ciepłu, ale to juz historia. Trzeba zamknac ten rozdział. Skonczyly sie
    czasy, gdy szłam ulica z nieobecnym spojrzeniem i gdy mialam ochotę zatrzymac
    sie i wykrzyczec caly moj ból, minęły czasy lezenia godzinami, gdy zwinieta w
    kłębuszek rozpaczliwie gryzłam poduszkę...pozostało fizyczne uczucie bólu, ze
    nie ma Go tu, przy mnie i mnie tam, w Jego sercu i myslach...
    No coz, ja tez mam charaktereksmilei tak sobie mysle w chwilach buntu, ze nie ma
    co zalowac swojego postepowania, co to za zwiazek, w ktorym musisz na kazdym
    kroku uwazac na to, co robisz?oczywiscie pewne rzeyczy mozna zmienic i pojsc na
    pewien kompromis, ale wszystko powinno miec swoje granice. W koncu ktos
    pokochal Cię taka, jaka jestes, wiec dlaczego mialabys sie nagle gruntownie
    zmieniac?W zwiazku powinno sie zawsze czuc swobodnie, ale z drugiej strony co
    ja tam wiemsmile
    Dzis dostałam maila od naszego wspolnego znajomego: Jego najlepszego
    przyjaciela a mojego doradcy w sprawach sercowychsmileI znow mi było ciezko: chce
    miec kontakt z naszymi wspolnymi przyjaciolmi, ale zbyt przypominaja mi o
    Nim...Będšc w Polsce skoncenrowalam sie na problemach i sprawach do
    rozwiazania, ktore tu na mnie czekały, odsunełam od siebie wspomnienia,
    staralam sie zapomniec. Teraz kazdy mail od wspolnych znajomych przywoluje
    najszczesliwsze chwile z Nim. Dzis dowiedziałam sie, ze ten kolega zlamał rekę
    gdy grali w nogę. Domyslam sie, ze On tez tam był, mogę sobie wyobrazic Jego
    smiech podczas gry, Jego zarty, Jego stroskany wzrok na widok cierpiacego
    przyjaciela...Mogę, tylko po co?dlaczego to silniejsze ode mnie?
    Dzis zostawilam papierkowš robote i wymknełam sie na balkon popodziwiac
    gwiazdy, u Was tez bylo takie bezchmurne niebo?niezmiernie mnie to uspokaja:
    gwiazdy swieca niezmiennym blaskiem dla kazdego bez wzgledu na kolor skóry,
    rasę, religie, pochodzenie i głebokosc kieszeni...moze On tez patrzy dzis w
    gwiazdy szukajac tej swojej?szukajac odpowiedzi, nadziei, pocieszenia?przyszlo
    mi do głowy, ze moze zle to wszystko do tej pory ocenialam, starałam sie
    dowiesc, ze mnie kochal lub ze jednak nie do konca to była miłosc, a moze po
    prostu milosc sie wypalila, odeszla i nie ma w tym niczyjej winy?przeciez nie
    wszytsko musi byc czarne albo białe. Myslę, ze najblizej prawdy była beatkach:
    mielismy te same nadzieje, ale inaczej rozumielismy miłosc, mielsimy ten sam
    cel, ale szlismy innymi drogami...czasem pewnie tak jest, ze iskrzy, ze
    wszystko sie zgadza, jest uczucie, sa wspolne zainteresowania a jednak sie nie
    udaje. Dajesz drugiej osobie caly swoj swiat, ale ona jeszcze tego nie chce, to
    nie ten czas, nie to miejsce, nie ten sposob wyrazu...macie inne
    oczekwiania...moze to dziecinne, ale myslę, ze w niektorych przypadkach miłosc
    dałaby sobie z tym radę, trzeba tylko nie stracic cierpliwosci...pasowalo
    przeciez tyle czesci ukladanki, przeciez nigdy nie moze byc na 100% idealnie...

  • Re: Ból odrzucenia

    smutna06 25.07.07, 11:53 Odpowiedz
    Mi się zdaje,ze Ty wciąż Go kochasz..... nie wiem kiedy to minie, może nie
    minie? Musimy być dobrej mysli i wierzyc ze brak konttaktu z nim sprawi, ze
    zaczniesz zyc bez niego.Kobiey roznie znosza rozstania, piszesz ze już nie
    lezysz skulona na lozku i nie placzesz...Wiele kobiet nie je, nie spi, wciąż
    mysli,placze, rozpacza....Przeczytalam cala twoja historie jeszczze raz i
    zaczelam szukac powodu rozstania. Nigdzie chyba nie napisalas wprost a jedyne
    ze jemu zabraklo cierpliwosci.... Czytajac twój fragment o tym ze tyle
    kawalkow ukladanki pasowalo...Może jednak doprowadziz do spotkania? to
    spotkanie mogloby zmienic bieg zdarzen.Kiedyy tak pisalas o niebie, o ogladaniu
    gwiazd pomyslalam ze może On wczoraj robil to samo...... nie chce Ci dawac
    nadzieji która okaze się zludna ale widze wciąż w tym co piszesz mnostwo uczuc
    do niego. Może warto sprobowac się spotkac ten ostatni raz?Może byloby tak jak
    u Tempest? rozczarowalasbys się nim?
  • Re: Ból odrzucenia

    detrodea 25.07.07, 14:36 Odpowiedz
    Jeszcze będzie dobrze - nie kłamię, bo sama mam taką nadzieję...Chyba, że to ta
    nadzieja powoduje, że oszukujemy samych siebie, ale kim bylibyśmy bez niej?
    --
    <Uważaj jak tańczysz,życiowy parkiet bywa śliski.>
  • Re: Ból odrzucenia

    the.tempest 25.07.07, 18:53 Odpowiedz
    Kiedy czytałam Twoją ostatnią wiadomość aż mi się łezka w oku zakręciła... Też
    czasami uwielbiam popatrzeć w gwiazdy, posiedzieć na parapecie okna i oddać się
    marzeniom lub wspomnieniom... Zdarzało mi się często myśleć, co on robi w danej
    chwili, czy o mnie pamięta, czy kiedy jest bardzo zajęty to znajdzie choć
    chwilę, bo pomyśleć, jakie ma wielkie szczęście, ze jestem w Jego życiu...
    Myślę, ze myślał, czuł, pamiętał... Mysle, ze wiedzial, ze jest kochany,
    chociaż nigdy mu tego nie powiedziałam... Wiedzialam, jak bardzo zajęty jest w
    ciągu dnia i lubiłam czasami wysłać mu jakiegoś miłego smsa... Raczej na nie nie
    odpowiadal, ale zawsze wieczorem dziękowal i uroczo je komentował. To były
    takie moje małe przyjemnosci i radości, bo lubilam dawać mu znak, że jestem
    i myślę smile

    Kiedy pokazywalam mom znajomym nasze zdjecia i opowiadalam o Nim i o Nas wiele
    razy slyszalam opinie osob mi życzliwych, ktore mówily ze czują/wiedzą/widzą ze
    juz nie musze szukac, ze znalazlam smile Oprócz tych osob byy tez dwie, ktore Go
    poznaly osobiscie i mialy podobne zdanie. Te wszystkie opinie radowaly moje
    serce. Ja w tamtym czasie czulam, ze to "TO".
    Pamiętam jak mi opowiadal,ze Jego ojciec bardzo szybko oswiadczyl sie mamie...
    Wystraszylam sie nieco, bo pomyslalam czy to nie czasem badanie gruntu smile Na
    szczescie nie padl na kolana i nie mialam dylematu.

    Mila Sonnenschein, wszystko jest z Tobą w porządku smile Ja też jeszcze czasami
    myślę co mój byly ukochany robi w danej chwili. Podczas jego urlopu w Jego
    rodzinie był slub. Zastanawiam się czy poszedł chociaż do kościoła, bo nie
    został zaproszony na uroczystośc. Jestem ciekawa czy był, tak zwyczajnie po
    kobiecemu ciekawa. Jestem ciekawa jak minął jego urlop, co robił, czy był
    nad morzem, na działce... Jestem ciekawa jak się czują Jego rodzice, jak
    minął ich urlop, czy Jego babcia jest w dobrym zdrowiu, jak przywitał Go
    pies, czy On jest zdrowy, czy nic mu nie dolega, czy... i mogłabym tak
    wymieniać bez końca. Nigdy się tego wszystkiego już nie dowiem, bo jestem dla
    Niego NIKIM, bo w Jego oczach parenaście dni temu zobaczyłam obojętność...
    Wyobrażasz sobie, że byłaś dla kogoś WSZYSTKIM, a niedlugo potem jesteś NIKIM?
    Boli, bardzo boli. Przecież okazał mi tę obojetnośc juz parę dni po rozstaniu
    nie skladając mi życzeń imieninowych, nie widzialam tego wtedy?

    Lubisz patrzeć w niebo, prawda? Dla mnie ukojeniem na wszelkie problemy jest
    muzyka. Słucham jej i zamykam się w swoim własnym świecie i kontempluję.

    Spójrz miła Sonnenschein, oni żyją swoim zyciem, chodzą na piłkę, na
    imprezy, mają swoich znajomych, pewnie podrywają inne kobiety... Oni już o
    nas nie myślą... więc dlaczego my to wciąż robimy? Czy nie dlatego, że
    żyjemy wspomnieniami? Pokuszę się o stwierdzenie, ze zarówno Twój mężczyzna
    dla Ciebie, jak i Mój dla mnie byli dotychczas najważniejszymi osobami na
    świecie. To naprawdę fantastycznie, że przeżyłyśmy swoje wielkie Miłości...
    czas już chyba jednak zapomnieć o nich i iść do przodu...

    Moi znajomi sugerują mi leczenie klinowe - "klin klinem" ale ja nie
    preferuję takich sposobów. Muszę się zakochać... a boję się, że to już nigdy
    nie nastąpi...

    Napisalas, ze czasem pewnie tak jest, ze iskrzy, ze wszystko sie zgadza,
    jest uczucie, zainteresowania ale sie nie udaje... Wiesz, wiele razy sie nad
    tym zastanawialam - dlaczego tak sie dzieje? I chyba nie znajdziemy
    jednoznacznej odpowiedzi. Bo u nas bylo tak samo, bylo uczucie, iskrzenie,
    zainteresowania... u nas też pasowało tyle części układanki... Kiedy
    powiedzial, ze mnie sobie wymodlil nieco się przeraziłam, ale moje serce
    cieszylo się i radowało. On był kimś, kogo szukałam od lat...

    Wcześniej dzieki każdemu kolejnemu napotkanemu mężczyznie coraz bardziej
    kształtował się w mojej głowie obraz tego, którego szukałam. Coraz bardziej
    wiedzialam jaki powinien być... i kiedy Go spotkalam, kiedy najnaturalniej w
    świecie podał mi różę i trzy razy naturalnie i spontanicznie cmoknął w
    policzek już wiedziałam, że to jest ktoś, z kim mogę iść przez życie.
    I szłabym, gdyby nie zabrakło mu czegoś... a czego dokladnie, wie tylko On.
    Myślę, ze cierpliwości - jak w twoim przypadku także. Sądzę jednak, ze
    głownie milosci.

    Sonnenschein nie chcę Ci źle radzić, ale może jeszcze nie wszystko u Ciebie
    stracone? Może powinnaś kiedyś, za jakiś czas odwiedzić znajomych w
    Niemczech i spotkać się z Nim?
  • Re: Ból odrzucenia

    sonnenschein7 25.07.07, 23:25 Odpowiedz
    Tempest-dla mnie pocieszeniem sa nie tylko gwiazdy, muzyka rowniezsmilewieczorami
    śłucham muzyki, ktora dodaje wiary i nadziei i motywuje do dzialania, do
    odwaznych swiat nalezysmile
    Smutna06 po pierwsze podziwiam i dziekuje, ze mialas cieprliwiosc/czas/ochote
    przecztac jeszcze raz moja historie, kochani jestescie, ze tak analizujecie to
    co tu dosc chaotycznie wypisujesmilejesli chodzi o powod naszego rozstania...nie
    napisalam go/ich wprost, dlatego ze go/ich do koca nie znam, Jego decyzja o
    rozstaniu to tez byl grom z jasnego nieba, jasne, mielismy swoje male problemy,
    ale czyj zwiazek jest od poczatku idealny i wysniony?wiele razy wracalam do
    naszej rozmowy, ale mimo iz staralam sie sluchac Go z uwaga, bylam nie do konca
    obecna, to, co sie dzialo, bylo dla mnie zupelnie niepojete, czulam sie jak w
    czeskim filmie, mialam nadzieje, ze zaraz sie obudze albo chociaz Szymon
    Majewski wyloni sie zza roku z okrzykiem: "ha!mamy cie!", ale nie:/...pamietam
    tylko slowa:" Gdybym z Toba został, bylibysmy jeszcze przez jakis czas
    szczesliwi, ale pozniej znow musialbym o ciebie walczyc, musialbym ci cos
    udowadniac, kto kocha prawdziwie, nie czeka, nie sprawdza, nie wystawia na
    probe, tylko daje sie poniesc emocjom. Jestem dla ciebie wazny, ale nie mowisz
    mi tego i nie okazujesz dostecznie mocno, a ja tego potrzebuje, aby byc
    szczesliwym. Dałem ci caly moj swiat, pokazalem jaki jestem a ty wciaz nie
    potrafisz mi zaufac do konca". Czasem zartem powiedzial, czego u mnie nie
    znosi, przyjmowalam krytyke z godnoscia, chcialam i zmienialam sie dla Niego(na
    tyle, na ile pozwalal mi maly uparciuch i buntownik we mniesmile), ale nie bylam
    swiadoma, jakie znaczenie pewne rzeczy maja dla Niego...gdy poprosilam Go o
    ostatnia szanse, powiedzial, ze szans dostalam juz wystarczajaco duzo, co
    uwazam za krzywdzace i niesprawiedliwe, nie wiedzialam, ze kazda nasza rozmowa
    pol zartem, pol serio to dawanie mi kolejnej szansy...gdy pisalam o braku
    cierpliwosci mialam tez pewnien aspekt naszego zwiazku na mysli, mysle, ze
    niedlugo go opisze, choc chialam go zachowac dla siebie, ale jak juz wszystko
    szufladkuje to musze i z tym problemem stanac twarza w twarz...
    Wiem na pewno, ze uwazalam, ze Jego deklaracje przychodza za wczesnie, jest
    strasznie uczuciowym człowiekiem i rozumiem to, ale dla mnie czyny sa
    wazniejsze, wystaczy mi moje odbicie w Jego oczach, ma sie w koncu ta intuicje
    kobieca i sie wie, co w meskim sercu piszczysmilemoze mielismy inne wyobrazenie o
    czestotliwosci i natezeniu wyrazania uczuc?moze bylam tak zamknieta na swoj
    obraz idealnej miłosci, ze nie zauwazalam jakiego cudnownego czlowieka mam u
    boku i ze przeciez to ze jest inaczej, nie oznacza ze jest gorzej...byly slowa,
    byly czyny, byla magia, czego chcialam wiecej?czasem sie zastanawiam czy wart
    sie zmieniac dla kogos czy lepiej trwac przy swoich racjach, z jednej strony
    zmienialam sie dla Niego i nie byly to zmiany bolesne, wrecz przeciwnie,
    przyjmowalam je z radoscia, cieszylam sie, z ektos odnalazl do mnie klucz, co
    latwe nie jest( musialam czekac 5 lat, aby moje serce zaczelo szybciej bic-dla
    Niego), sa jednak sprawy na ktore potrzeba czasu, ktore musza naturalnie
    dojrzec, procesy, ktorych przyspieszyc sie nie da( a o ktorych napisze
    niedlugo, gdy tylko zbiore sie na odwagesmile, nic na to nie poradze, ze czasem
    jestem uparta jak osiol, serce moze sie wyrywac, inni juz dawno by sie poddali,
    dali poniesc emocjom a ja nie-poczekaj, przekonaj sie ze warto, nie trac
    niezaleznosci pochopnie. Zdarza sie, ze sie zloszcze na siebie, chcialabym
    postapic wbrew temu osiolkowi we mnie, ale ze narowisty strasznie to nie da
    radysmilesa bariery, ktorych nawet dla osob, ktore kocham pokonac nie potrafie, w
    kazdym badz razie nie od razu, czas leczy rany, ale tez jest pomaga ocenic
    stopien zazylosci, jesli ktos jest twoim dobrym przyjacielem/kochajaca osoba da
    ci czas na rozmyslania, na oswojenie sie, na zrozumienie siebie, bo przeciez
    nigdzie wam sie nie spieszy, wasze relacje to nie bieg na czas. Cierpliwosc,
    wyrozumialosc i cieplo dwaane na codzien to wytrychy do niejednych drzwi...
    Co do gwiazd-wiem to na pewno, ze razem juz nigdy nie bedziemy, nawet gdybym
    teraz, zaraz wsiadla w samolot i poleciala do mojego miasta w Niemczech,
    niczego to nie zmieni. Nie mialabym odwagi napisac do Niego, ze oto jestem a
    tym bardziej stanac w progu Jego mieszkania. On jest dumnym czlowiekiem, ja
    tez. Czesto smialismy sie z mojego "nie", jakos tak mam, ze niekoniecznie lubie
    cos od kogos dostawac, dawac komus, jak najbardziej, ale brac nie potrafie...na
    poczatku naszej znajomosci czesto pytal, czy chce herbaty, czy nie jestem
    glodna, czy czegos mi ne ugotowac itp. Odpowiedalam, ze nie, nie chcialam
    zbytniej uwagi, nie chcialm Mu robic problemu a najczeciej po prostu nie bylam
    glodnasmilepozniej to moje "nie", przewaznie rzucane zartem stalo sie
    przysłowiowesmilekiedys rozmawialismy powaznie i On powiedzial :"Tak czesto mowisz
    mi nie, dlaczego nie powiesz tak mnie i temu co jest miedzy nami?", zapytał:" a
    gdyby ktos tobie powiedzial nie w jakiejs kwestii, jakbys sie poczula, co bys
    powiedziala?". Odpowiedzialam, ze czyjes nie jest dla mnie bardzo wazne, nie
    chce nikomu narzucac mojego zdania, nie chce wkraczac w granice czyjejs
    niezaleznosci i ze bym je zaakceptowala, nie walczylabym z nim, przeciez ktos
    nie mowi mi "nie", zeby zrobic mi na zlosc, to jest czyjs sposob wyrazania
    braku akceptacji. Zreszta, "nie" wcale nie musi byc zawsze rozumiane jako cos
    negatywnego, na ilez to spraw w zyciu powinnismy powiedziec "nie", ale dajemy
    za wygrana i zyjemy nie tak jak chcemy, akp\ceptujac biernie to, co zycie nam
    podsuwa?do czego zmierzam: podczas naszej 2godzinnej rozmowy On powiedział
    mi "nie" i ja to z bólem akceptuje, moze powinnam jeszcze raz sprobowac,
    napisac do Niego, sprobowac cos zmienic, ale maly buntownik we mnie
    mowi "nie"...moze po prostu wiem, ze i tak nic by to nie dalo, On jest takim
    czlowiekiem typu "do rany przyloz", ja podobno tez...kiedys, gdy mi mowil jaka
    jestem delikatna i wrazliwa, powiedzialam, ze potrafie tez pokazac pazurki,
    bywam bezkomprowisowa i uarta do bólu, odpowiedzial, ze On tez. I nie kłamał.
    Podjał decyzje, wiec bedzie sie jej trzymal. Ludzie Jegopokroju potrafia rownie
    mocno kochac jak ranic...Na poczatku ludzilam sie, ze to rozstanie i ta rozmowa
    to tylko takie dani mi kopa, otworz oczy, zobacz kogo mogłas stracic, ale nie,
    okazalo sie, ze jesli chodzi o upór i bezkompromisowosc to bije mnie na
    głowe...zyczylabym sobie tylko jednego: zeby czasem gdy patrzy w gwiazdy
    pomyslal o mnie, pomyslal nie jako o osobie, ktora nie spelnila Jego oczekiwan,
    lecz jako o osobie, ktora byla Jego przyjacielem, Jego powiernikiem, Jego
    Aniolem Strozem i Jego najwiekszym skarbem, no przynajmniej starala sie bycsmile
    chcialabym, aby mnie nie zapomnial, bo to by znaczylo, ze byłam wyjatkowa osoba
    w Jego zyciu...moze i w ramach wyjatku uciszylabym osiolka w srodku i
    powalczyla o Niego( i ewentualnie osmieszyla sie jak jeszcze nigdy dotad, bo
    podejmuje walke tylko wtedy, gdy spodziewam sie, ze wygram), ale myslę, ze On
    tego ode mnie nie chce i nie oczekuje:/...
  • Re: Ból odrzucenia

    sonnenschein7 25.07.07, 23:42 Odpowiedz
    Nadzieja podobno umiera ostatnia i pewnie to prawda. Ja mam teraz juz tylko
    nadzieje na kontakt z Nim, kiedys, za jakis czas, gdy rany sie zabliznia i na
    to, ze zawsze bedę miala swoj mały kącik w Jego sercu, ze czasem w ukochanej
    osobie dostrzeze moj usmiech, moj sposob odgarniania włosow lub ten błysk w
    oku, ktory tak bardzo lubil u mnie, teraz moje oczy juz tak nie migotaja, ale
    kiedys ktos je znow obudzi do zyciasmilea dobrze musi byc, nie moze byc cale zycie
    pod górkę i wiatr w oczysmilepozdrawiam cieplo.
  • Re: Ból odrzucenia

    smutna06 26.07.07, 11:23 Odpowiedz
    Nie masz za co mi dziekowac. Moja obecnosc na tym forum to troche jak
    splacanie zaciagnietego kiedys dlugu u ludzi którzy mi pommogli. Z twojej
    ostatniej wiadomosci wnioskuje ze nie napisalas jeszcze wszystkiego. Mam
    nadzieje ze dojrzejesz do tego o czym nie chcialas wczesniej pisac. Mysle ze
    wyjawienie tego mogloby pomoc w ogladzie calej sytuacji,chociaz fakt jest
    jeden i on raczej nie zmieni się: On odszedl. Mogę zgadywac co było u was "nie
    tak" ale byloby to zgadywanie jak szukanie igly w stogu siana, wiec poki co za
    duzo nie napisze, chociaz mam pewna hipoteze. Pisalas o braku cierpliwosci,
    wiec sadze ze nie chcial dluzej czekac az ty dojrzejesz do pewnych spraw. Mam
    na mysli sprawy intymne, ze nie chcial czekac az mu uwierzyz, zaufasz,
    zgodzisz sie... Być mozze myle się w swojej interpretacji. Jeśli jednak nie
    zgodzilas sie na ten krok, a on odszedl czessciowo z tego powodu to nie jest
    Ciebie wart bez dwoch zdan!!!!! I nie ma znaczenia jaka jest jego narodowosc,
    kolor skory i wyznanie! A swoja droga to niezly z ciebie uparciuszek. Pod jakim
    znakiem zodiaku się urodzilas?
  • Re: Ból odrzucenia

    sonnenschein7 26.07.07, 12:43 Odpowiedz
    No coz, jestem raczkiem nieboraczkiem i malym uparciuchem, ale nie jestm z tego
    dumna-przewazniesmilemasz racje: nie napisalam jeszcze wszystkiego, bo po
    pierwsze: nie wiem czy to nie zbyt intymne na publiczne forum, chco w ocenie
    sytuacji pewnie by pomoglo, po drugie: jeszcze sama nie potrafie sie z tym
    zmierzyc, stanac z tym oko w oko, nie wiem jak ocenic Jego i siebie, jak to
    wyposrodkowac i wydac wyrok...temperament seksualny mamy na pewno podobny, z
    tym, ze ja dopiero przy Nim zobaczylam jaki tkwi we mnie potencjal a On juz
    wie, co Mu smakuje najlepiej, bylam Mu w stanie ofiarowac wiele, ale na pewne
    sprawy potrzeba czasu, bo bez pelnego zaufania po prostu sie nie da, na wiele
    rzeczy mielismy jeszcze czas, nigdzie nam sie nie spieszyc nie powinno a
    dawalam Mu tyle, na ile w danej chwili bylam gotowa, naprawde nic na tego
    osiolka we mnie nie moge poradzicsmilenie mam powodow do braku zaufania, ale
    mechanizm obronny, czasem jak mi sie wydaje-irracjonalnie zaczyna sie mieszac i
    wszystko psuje, moze i peikniej by bylo czasem zyc(a na pewno latwiej) gdybym
    była pusta i naiwna słodka idiotką, no ale jakos nie jestem...
    Dzis mam od rana dzien zatreczania sie wizjami Jego z inna kobieta, ktora
    kiedys spotka na swojej drodze, zazdrosc mnie zzera, bo moze sama nie dostrzeze
    jakie szczescie ja spotyka, oczyma duszy juz widze jak sie o nia troszczy, jak
    ja niemalze nosi na rękach, jak sie do niej usmiecha, jakim spojrzeniem ja
    obdarza, moze tez beda umieli porozumiewac sie za pomoca spojrzen i drobnych
    gestow, moze ona tez bedzie czula, za On nalezy tylko do niej, nawet gdy bezdie
    stal otoczony wianuszkiem kobiet, moze ich dlonie tez od pocztaku tak
    naturalnie sie odnajda i beda idealnie do siebie pasowac?a moze ja tez kiedys
    spotkam jeszcze mezczyzne, ktory spelni wyzej wymienione warunki?przeciez tez
    mam prawo do szczescia...
  • Re: Ból odrzucenia

    the.tempest 26.07.07, 15:01 Odpowiedz
    Miła Sonnenschein, tak milo mi się Ciebie czyta... wiesz dobrze dlaczego... bo
    w tak wielu słowach piszac o sobie, piszesz i o mnie.

    Przyznaje, iz spodziewalam się, iz nie znasz powodu odejscia swojego
    Mezczyzny... Czasami tak trudno wyartykułować jasno ów powód... powiedzieć
    wprost, nazwać pewne rzeczy, wskazać je, wytknąć palcem, sprawić przykrośc tej
    drugiej osobie... wydaje im się, ze lepiej przemilczeć... Na pewno masz jednak
    swoje przypuszczenia.
    Jestem osoba, która woli wiedzieć. Kiedy On ode mnie odchodzil powiedzial mi
    dlaczego. Zresztą wiedziałam, nie musial mówić. Nie poprosilam Go o ostatnia
    szansę, bo wiedzialam, ze jej nie dostanę. Wiedzialam, ze jego decyzja jest
    ostateczna, bo wczesniej nie odzywal się do mnie przez 1,5 tygodnia.
    Spodziewalam się jej. Wiesz co mnie zaskoczylo i zranilo? To, ze miał mnie
    gdzies przez 1,5 tyg. Miał gdzies to co czulam, to ze się martwilam, to ze nie
    moglam spac, nie mając sygnalu, ze wszystko ok. Kiedy zrywal, swoje milczenie
    wyjasnil tak, ze „chcial mnie przygotowac”! Zero empatii! Nie widzial
    absolutnie nic zlego w tym, jak się zachowal. W takich sytuacjach widze jak
    bardzo kobiety i mezczyzni się od siebie różnią.

    Wracając do twojego rozstania. Doskonale wiem, co czulas... potrafię wczuć się,
    w to o czym piszesz... potrafię wyobrazić sobie, jak czekalas na okrzyk Szymona
    Majewskiego „mamy Cie”... czekalam tak samo, myslalam, ze może obudzę się z
    koszmaru... Kiedy milczal pierwszy dzien, drugi, trzeci... Czekalam, bo
    przeciez powiedzial, ze tęskni i ze uslyszymy się jutro... ale nie było już
    jutra, była rozmowa po 1,5 tygodnia kończąca Naszą Wspólną Życiową Drogę.

    Ciezko analizowac slowa Twojego mezczyzny, które zacytowalas nie znając
    wszystkich elementów ukladanki, nie wiedząc o tym, co przemilczalas... Jeśli
    dojrzejesz, napisz nam co znaczy, ze musialby walczyc o Ciebie? Co znaczy, ze
    musialby Ci cos udowadniac? Dlaczego nie potrafilas mu zaufac do konca?
    Stan twarzą w twarz z tym, co przemilczalas a być może poukladasz sobie
    wszystko w jedną, spojną calosc. Wierze, ze takie ulozenie może pomoc
    czlowiekowi rozprawic się z tym, co nie daje nam wewnetrznego spokoju.

    Piszesz, ze powiedzial, ze nie mowilas mu jak wazny był dla Ciebie i nie
    okazywalas uczuć. Sadze, ze nie robilas tego z powodu jakiego lęku. Być może
    musialas po prostu mieć pewnosc co do jego uczuć, oswoić się, przekonać do
    drugiego człowieka. Wiem, ze tak mogło być, bo ja też trochę taka jestem. Taka
    pewność do do drugiego człowieka (niestety nigdy 100%) dać może tylko czas
    wspolnie spedzony i czyny drugiego czlowieka. Mój mezczyzna pospieszyl się
    nieco z wyznaniem milosci. Spojrz jakie to musialo być niedojrzale z jego
    strony, Ty uwazalas podobnie, iż deklaracje Twojego mezczyzny przychodzily za
    wczesnie. Mysle, ze kobiety- a przynajmniej ja i Ty przywiazujemy ogromną wagę
    do słow. Mezczyzni zyja chwila, nakręcaja się swoimi uczuciami, pragnieniami i
    mowia o uczuciach, co nie znaczy ze mowia... prawdę.

    Mam taką znajomą, która powiedziala mi kiedys, ze gdyby miala policzyc
    wszystkich mezczyzn, ktorzy ją kochali i wyznali jej milosc to nie zmiesciliby
    się oni w jej mieszkaniu : ) Jaki wniosek? Tylko czyny mogą mieć znaczenie, bo
    slow nie warto traktowac powaznie. W ten oto sposób, o którym piszę kochało
    mnie w życiu kilku mężczyzn, ale tak naprawdę mysle, ze kochal mnie jeden,
    myslę, ze nie będziesz miala problemu ze zgadnięciem, który smile

    Wiem, ze przegladalas się w oczach swojego Mezczyzny... ja robilam to samo i
    dawalo mi to ogromną satysfakcję. Nigdy nie zapomnę tego uczucia, chociaz boję
    się, ze nigdy już nie przezyje go ponownie. A przezyc mogę tylko w oczach kogoś
    w kim będę zakochana ze wzajemnoscia... a to może się przeciez nie zdarzyć, bo
    w zyciu wszystko jest możliwe... i ciagle się tego boje, ze pomimo iż jestem
    mloda, atrakcyjna to miłośc nie przyjdzie...

    Zastanawiasz się, czy warto zmieniac się dla kogoś?
    Innych zmieniać nie możemy, tylko siebie droga Sonnenschein. Nie można wymagać
    od drugiej osoby, aby się dla nas zmienila. Nie wolno tego robic, tak uwazam.
    Oczywiście jeśli sama masz ochote się dla kogos zmieniac, jest to jak
    najbardziej wskazane, pod warunkiem, ze naprawdę tego chcesz – Ty dla siebie!
    Ja również chcialam to zrobic... i robilam, chcialam, by mnie akceptowal, by
    był ze mnie dumny ale jemu zabraklo cierpliwosci... i odszedl.

    Pozwól, ze Twój opis tego, ze gdybys poleciala do tamtego miasta w Niemczech i
    nie mogla stanac oko w oko z nim potraktuję z przymrozeniem oka.
    Nigdy nie można być pewnym jak się czlowiek zachowa.

    Wyobraz sobie, ze wahalam się czy spotkac się z Nim. Jak pamietasz, nie
    umowilam się z Nim, nie uprzedzilam Go, wrecz zaskoczylam. Przyznaję, ze
    zasięgnęłam opinii paru zyczliwych mi osób na ten temat. Większość opinii była
    taka, ze nie powinnam tego robić, ze to strata czasu, ze to bez sensu ale żadna
    z tych osób nie była tak naprawdę w mojej skórze, nie potrafiła wczuć się we
    mnie, w moje uczucia, w marzenia niespelnione. Co przeważyło szalę na TAK? Moja
    potrzeba zamknięcia tego rozdziału życia. I jeszcze coś- rozmowa z osobą, która
    powiedziala mi, ze zaluje dzisiaj, ze kilkanascie lat temu nie zrobila tego,
    nad czym ja mysle smile
    To wyznanie utwierdzilo mnie w przekonaniu, ze należy robic w zyciu to czego
    pragniemy, ze należy isc za glosem serca i intuicji, ze należy sluchac glosu z
    wewnatrz siebie, by być szczesliwym. Lepiej zalowac, ze się podjęlo jakis krok,
    niż przez kolejne 50 lat zastanawiac się "a co by by było gdybym wtedy
    pojechala się z Nim spotkac? Jak potoczyloby się wtedy moje zycie?"

    Czy zaluję tego, co zrobilam? NIE. I zdania nie zmienię. Szkoda tylko, ze w
    Jego oczach pewnie jestem uznawana za zakochaną do szalenstwa dziewczynę...
    Czasami czulam jak ze mnie... czytal, jak odgdywal moje mysli... Az się
    wzruszylam piszac to, ale DOSĆ już...

    Faktem jest jednak, iż bilans naszej znajomosci mógłby być, bez tego ostatniego
    spotkania, zdecydowanie inny. Odniosę się do tego w moim watku, bo już i tak
    chyba zachowuje się niegrzecznie wplatając w Twoim watku wspomnienia i
    doswiadczenia z mojego nieistniejacego juz zwiazku.

    Reasumując droga Sonnenschein,
    NIGDY NIE MOW NIGDY, wiec nigdy nie mów, ze czegos w zyciu na pewno nie
    zrobisz smile Okolicznosci zyciowe mogą Cie zmusic do tego. Sa chwile, w których
    czlowiek zapomina o swojej dumie, dziala calkowicie spontanicznie.
    Czasami zapomina się o uporze i bezkompromisowości... Pamiętaj, ze pewne rzeczy
    mogą zdarzyc się tylko raz...

    Piękne są Twoje zyczenia co do tego, aby On Cie wspominal milo i cieplo. Mysle,
    ze tak jest, mysle, ze tak Cie wspomina, bo nie zrobilas nic tak szalonego jak
    ja smile Napisalas ciekawa rzecz, ze podejmujesz walke, gdy spodziewasz się, ze
    wygrasz. Ja moim spotkaniem z Nim nie podjęlam walki, chcialam spojrzec mu w
    oczy i mieć swoje ostatnie spotkanie, pożegnanie. Mysle, ze Twój mezczyzna milo
    Cie będzie wspominal. Może za jakis czas, sam się odezwie? Mój się nie odezwie,
    bo boi się chyba nagabywania sad
    W zyciu wszystko jest możliwe, naprawde mila Sonnenschein wszystko się może
    zdarzyc. Zacytuję Tobie slowa z jednej z ksiazek Paula Coelho: "Jeśli cos
    kochasz, pusc to wolno. Jeśli wroci, jest Twoje. Jeśli nie, nigdy Twoje nie
    było". Może kiedys kontakt z Nim i Jego przyjazn będzie mozliwa, bedzie
    spelnieniem tego, czego w glebi serca bardzo pragniesz i wiem, ze
    potrzebujesz... jak ja... Zycze Ci aby wszystko ulozylo się po Twojej mysli.
    Tempest
  • Re: Ból odrzucenia

    the.tempest 26.07.07, 15:30 Odpowiedz
    Zadręczanie...
    Skąd ja to znam...

    Kiedyś też miewałam dni zadręczania się wizjami Jego szczęścia... Już nie
    miewam, więc mogę Cię zapewnić, ze to mija smile Bardzo chciałabym aby się
    uśmiechał w objęciach innej kobiety smile
    Ale niech na litość boską nie mówi Jej że ją sobie wymodlił już na drugim
    spotkaniu! Niech nie mówi Jej, że ją kocha zbyt prędko! Niech poczeka aż bedzie
    tego pewny!

    Nie wiem czy to była zazdrość w moim przypadku? Raczej nazwałabym to szczerą
    TROSKĄ... Troską o to, czy ONA będzie z Nim z miłości, bezinteresownej... czy
    będzie Go kochała za to, jaki jest, a nie za to ile czego ma? Czy całując Go
    będzie pragnęła Go prawdziwie, czy będzie udawała? Czy będzie chciała tylko się
    z Nim weselić, czy również będzie gotowa by przy porażkach z Nim trwać? Czy
    jeśli spotka Go jakieś nieszczęscie, czy Ona będzie przy Nim? Jeśli zachoruje,
    przezyje jakis wypadek i nie będzie już piękny, młody i sprawny, czy Ona będzie
    z Nim w zdrowiu i chorobie?

    Pamiętam jak kiedyś miał gorszy dzień. Wysłalam mu po zakonczeniu rozmowy na
    skype smsa, w którym napisalam, ze gorsze dni będą się zdarzaly, ale ze nie
    jest zle, bo ma kogos, kto chcialby mu towarzyszyc także i wtedy... przytulić,
    pomilczec, po prostu BYĆ...

    I byłabym, gdyby z Nas nie zrezygnował tak łatwo.

    Mila Sonnenschein! Pytasz, czy jeszcze spotkasz kiedyś mezczyzne, który spelni
    wymienione przez Ciebie warunki...
    Na pewno spotkasz... Jeśli przypadkiem bylby to Mój Były Ukochany proszę pozwól
    mu mieć w sercu kawałek dla Jego nieistniejących, przeszłych Miłości...
    Tempest
  • Re: Ból odrzucenia

    sonnenschein7 26.07.07, 16:04 Odpowiedz
    Tak myslalam po powrocie, ze to byl błąd, ze powinnam sie z Nim pozegnac mimo
    wszystko, chocby piszac maila, ale zabraklo mi wtedy słow a przede wszystkim
    osoby, ktora by mi dodala odwagi. Moja przyjaciolka mowila:zapomnij i nie
    chciala niczego ze mna analizowac, bo ciezko by jej bylo opowiedziec siepo
    ktorej ze stron, Jego najlepszy przyjaciel wplynal na mnie najbardziej, wiem, z
    emnie ceni, ze byl zdziwiony decyzja mojego mezczyzny, ale porozmawial z Nim,
    wszedl do pokoju ze smutna mina, przytulil mnie i powiedzial, ze to juz koniec,
    ze nie ma odwrotu...Gdy spotykalam sie z nim na kilka dni przed wyjazdem
    wyostrzylam wszystkie zmysly doszukujac sie znak, ze On chcialby sie ze mna
    pozegnac. Mowilam, ze czas biegnie a ja jeszcze z tyloma osobami musze sie
    pozegnac. Rzucil mi krotkie spojrzenie i nie powiedzial nic. Gdyby zapytal, czy
    zamierzam sie z Nim jakos pozegnac, gdyby powiedzial, ze nie wolno mi ot tak
    wyjechac, byc moze zdobylabym sie chociaz na napisanie tego nieszczesnego
    maila:/A co powiedzial On zaraz po naszej rozmowie gdy czekalismy na metro?ze
    nie jestesmy razem, ale przeciez swiat wciaz jest piekny i pelen interesujacych
    mezczyzn. Myslalam, ze sie przeslyszalam. Serce mam rozdarte na pół, czuje, ze
    bez Niego w moim zyciu nie bede potrafila oddychac a On z usmiechem mowi:swiat
    jest piekny...I jeszcze ci inni mezczyzni, przeciez mnie zna, przeciez wie, ze
    inni mezczyznie dla mnie nie istnieja odkad jest On. Wiem, chcial mnie
    pocieszyc, ale to nie byly najlepiej dobrane slowa. widzialam jak podczas
    naszej rozmowy zaciska szczeki, jak uparcie splata dlonie, zeby nieposlusznie
    nie powedrowaly ku moim, widzialam, ze oczy mu migoca od naplywajacej lezki,
    ale widzialam rowniez w Jego oczach zdecydowanie i brak odwrotu, juz wtedy
    wiedzialam, ze nadziei nie ma...rozumiem tez co masz na mysli piszac, ze inni
    nie moga ocenic czy powinnas sie z nim spotakc czy nie, nie byli w Twojej
    skorze, nasze rozstanie byl tematem tabu wsrod moich znajomych, co nie
    pomagalao mi w trudnych chwilach, gdy probowalam o tym rozmawiac, slyszalam
    tylko,ze to koniec i musze sie z tym pogodzic. Moze wiedzieli cos, czego nie
    wiedzialam ja?Tak bardzo chcialam Go zobaczyc przed odlotem, chcoc domyslam sie
    co bym zobaczyla w Jego oczach, piszesz, ze nigdy nic nie wiadomo. Ja wiem. To
    jedno wiem prawie na pewno. Teraz nie moge i nie chce tam leciec. Byloby jasne
    jak na dłoni, ze robie to tylko dla Niego a dla wielu nasz zwiazek byl i
    pozostanie tajemnica. Jesli bylo co ratowac, to tylko na poczatku, zaraz po
    rozstaniu, gdy jeszcze zaprzatalam Mu mysli. Teraz wprowadzilabym tylko
    niepotrzebny chaos i wystawila sie na posmiewisko. Zreszta, nawet nie wiem czy
    juz nie przeniosl sie do innego landu, nie smiem o to zapytac znajomych...wiem,
    ze wrto czasem zaryzykowac, zycie moze nas zaskoczyc, nie wiem przeciez
    wszystkiego, ale jest tyle malych przeslanek, ktore mowia mi:odpusc sobie, nic
    juz nie wskorasz, nawet jesli moglas cos uratowac to juz na to za
    pozno...Jestem dumnym czlowiekiem-napisal, ze nie chce miec ze mną kontaktu i
    ja to teraz konsekwentnie szanuje, On tez wiedzial, ze wyjezdzam, mogl napisac
    dwa zdania chocby, wiedzac ze nie jestem typem czlowieka, ktory Go bedzie na
    kazdym kroku przesladowal i nie da Mu zyc...chcecie dac mi nadzieje na cos, co
    juz jest nierealne i na co we mnie nadziei juz nie ma...
  • Re: Ból odrzucenia

    sonnenschein7 26.07.07, 19:20 Odpowiedz
    A wiecie kogo mi od dluzszego czasu zaczyna brakowac?Mahedy i jej trzezwego
    spojrzenia, ktore sprowadziloby mnie na ziemiesmiletroche chaotycznie odpisuje na
    Wasze posty, ale moze sie nie poguvbcie i jakos mnie w tym wszystkim
    znajdziecie, pozdrawiam ciepło
  • Re: Ból odrzucenia

    the.tempest 26.07.07, 21:04 Odpowiedz
    Rozumiem, co czułaś, kiedy przyjaciółka powiedziała "zapomnij" i nie chciała z
    Toba analizować tego wszystkiego... Kiedy On się do mnie przez 1,5 tyg nie
    odzywał akurat w Polsce była moja kuzynka z mężem, którzy mieli przyjemnosc Go
    poznac i... polubic. Sporo czasu razem spędziliśmy i mąż kuzynki wiedząc, że On
    się do mnie od kilku dni nie odzywa, powiedział zebym z Nim zerwała. Zaskoczyl
    mnie tym. Nic więcej nie mówil, nie komentowal. O nic nie pytal. Już sam fakt,
    ze mezczyzna od kilku dni nie odzywa się do swojej kobiety i tak ją traktuje
    był dla niego nie do pomyslenia. Mój przyjaciel powiedział to samo. Powiedział,
    żebym ŻYŁA i zaczeła rozglądac się za kimś innym. Tylko ja i kuzynka żyłyśmy
    nadzieją. Zwrócił mi wolnośc, w dniu, kiedy Oni wyjechali. Było mi bardzo
    cięzko ale mam wokół siebie przyjaciół. Były łzy, bezenność, brak apetytu,
    tysiące pytań bez odpowiedzi i gryzienie poduszki... Wszystko to przerobiłam i
    pewnie było podobnie jak u Ciebie.

    Wiem jak odebralas slowa, iż "nie jestescie razem ale przeciez swiat jest
    piekny i pełen interesujących mezczyzn..." Wiem co czulas... Wiem, jak
    odebralas to słowa...
    Wiem jak to jest uslyszec cos takiego, co jest jak szpila w samo serce... Skad
    wiem? Uslyszalam to od niego... gdy zwracal mi wolnosc powiedzial jaka jestem
    wspaniala dziewczyna i wymienil kilka moich cech... Jakie to było mile,
    nieprawdaz? Chcial być zabawnym mówiąc, ze wszystkie jego byłe dziewczyny
    szybko wychodzily za mąż po rozstaniu z Nim i cieszyl się jaką to ma szczęśliwą
    rękę... A ja nie chcę wyjść SZYBKO za mąż. Chcę wyjść ale SZCZĘSLIWIE. Już
    wiem, ze nie potwierdzę tej jego fascynującej reguly. Nie na zlosc jemu, ale
    wiem, ze tak po prostu nie będzie.

    Potem Jego siostra wetknęła mi równie bolesną szpilę w samo serce... Kiedys
    zagadalam go na gg ale okazalo się ze była to siostra (korzystala z jego
    komputera). Było to ok. 2 tyg po rozstaniu. Wiesz o co zapytala? "Jak tam
    życie?" I uzyskujac moja odpowiedz "ze nie jest zle i powoli do przodu"
    skonstatowala, ze "super bo teraz jest tak optymistycznie i lato się zbliza!"
    Było mi bardzo, bardzo przykro ale ostatecznie przeciez mogla mnie zignorowac i
    w ogole ze mna nie rozmawiac. Szybko mnie splawila mówiac, ze jeszcze później
    się odezwie, czego oczywiście nie zrobila. Może nieslownosc jest u nich
    rodzinna? Nie chcialam być ironiczna ale bywam czasami, bo wciąż boli mnie to,
    że czuję jak bardzo Ona ułatwiła mu podjęcie decyzji o rozstaniu ze mną... A ją
    tak szczerze polubiłam... Zawiodła mnie ale to już nie ma żadnego znaczenia...

    Sugerujesz, ze może znajomi wiedzieli cos czego Ty nie wiedzialas... Może i tak
    było... Nie wiem. Być może nigdy się już tego nie dowiesz. Podobno są w życiu
    pytania, które pozostać muszą bez odpowiedzi...
    Rób to co czujesz, to co podpowiada Ci serce, rozum i intuicja... chociaż
    domyślam się, ze mogą to być informacje sprzeczne...

    Piszesz, ze jest tyle malych przesłanek, które mówia odpusc sobie... Coś Ci
    opowiem... Kiedy Go poznalam była masa przesłanek, które były przeciwko, ale
    też cała masa za... Przede wszystkim przeciwko nam była odległośc... ale ja
    wierzę, że jeśli ludzie się kochają, to nie ma przeszkody, której ich miłość
    nie byłaby w stanie pokonać... Naiwna jestem? Być może...

    Sonnenschein, ja nie chcę dawać Tobie nadziei, Ty sama decydujesz o tym, co
    jest w Tobie.
    Jakkolwiek ułoży się to wszystko jestem pewna, że jesteś wspaniałą Kobietą i że
    predziej czy później będziesz szczęsliwa! Bez Niego lub z Nim...

    Przesyłam Tobie pozdrowienia i...

    www.youtube.com/watch?v=v2VymbNCoVE
  • Re: Ból odrzucenia

    the.tempest 26.07.07, 21:09 Odpowiedz
    Bez obaw Sonnenschein, Maheda na pewno wpadnie jak znajdzie czas smile i w paru
    zdaniach podsumuje wszystko.
    A tymczasem możesz dalej "blogować". Dla mnie pisanie na forum to rodzaj
    terapii. Pisanie leczy moją duszę, w ogóle rozmowy np. z przyjaciólmi, a
    internet daje poczucie anonimowiści i zapewnia obiektywne opinie obcych ludzi.
    Piszę od jakiegoś czasu bloga i to mi bardzo pomaga smile Polecam te
    formę "wygadania się".

    Pozdrawiam również cieplo,
    Tempest

  • Re: Ból odrzucenia

    smutna06 27.07.07, 10:14 Odpowiedz
    Raczki nieboraczki podobno wiedza czego w zyciu chca smile Nie wiedzialam ze
    raczki sa takie uparte i siedza w nich osiolki. Sama musisz ocenic ile chcesz
    nam napisac.Czy cos jest intymne decydujemy my.Ty jestes dla nas tylko
    Sonnenshein7, nie wiemy z jakiego jestes miasta, ile masz lat , jak massz na
    imie i nas to nie interesuje. Wiemy ze przezylas wielka milosc i wielkie
    rozczrowanie. Jakos usilujemy pommoc tobie poskladac wszystko w calosc. wiem ze
    nie jestes pusta i naiwna slodka idiotka to się czulo już po twoim pierwszym
    poscie.Nie zadreczaj się wizjami jego z inna kobieta. Wiem ze latwo powiedziec
    a gorzej zrobic, wprowadzic w zycie. Na pewno spotkasz odpowiiedniego
    mezczyzne, on gdzies jest tylko musicie się odnaleezc. Ty nie masz w sobie
    barier dla innej kultury, pochodzenia, wyznania... to dobrze o tobie swiadczy.
    Może wiec twój nastepny mezczyzna, mam nadzieje ze ten ostatni, wlasciwy
    również będzie obcokrajowccem? Tak na prawde to nie ma to znaczenia bo
    najistotniejjsze jest żeby cie kochal ponadd zycie. ja bym jednak wolala zeby
    to nie byl byly mezczyzna Tempest smile)) tak byloby lepiej dla nas wszystkich smile)
  • Re: Ból odrzucenia

    sonnenschein7 27.07.07, 11:37 Odpowiedz
    Bo jestem taka troche idealistka-zawartosc portfela naprawde nie ma dla mnie
    znaczenia, pochodzenie, wyznanie i kolor skóry tez nie, najwazniejsze, abym
    byla szczesliwa, nie musze opływac w luksusy i chodzic w norkachsmileznam tylu
    obcokrajowcow i wiem, jacy to wspaniali ludzi i...tak sobie wlasnie myslę, ze
    nie mialabym nic przeciwko, gdyby na mojej drodze pojawil sie kiedys
    obcokrajowiecsmile I to mowie ja, ktora przed wyjazdem twierdzila, ze sie nie
    zakocha, bo tylko Polak mnie do konca zrozumie i da mi szczesciesmilezycie bywa
    przewrotnesmilemam nadzieje, ze bylego mezczyzny Tempest na mojej drodze nie
    spotkam, a nawet jesli to pewnie mnie nie dostrzeze, wiec nie ma sie co martwic
    na zapassmile
  • Re: Ból odrzucenia

    the.tempest 27.07.07, 21:21 Odpowiedz
    Nie jestem rasistką smile ale raczej uczuć w obcokrajowcu nie ulokuję... smile
    chociaż nie napiszę tutaj, że NIGDY i NA PEWNO, bo wszystko jest przeciez
    możliwe... Chciałabym, aby był Polakiem... Trudno to wyjaśnić... Dlaczego mój
    były miałby Ciebie nie dostrzec? Nie martwmy się oczywiscie na zapas smile Jesteś
    singielką, a to już jest pierwszy powód, by mógł zwrócić na Ciebie uwagę.
  • Re: Ból odrzucenia

    sonnenschein7 27.07.07, 22:41 Odpowiedz
    Tak sobie myslę, ze nadszedl czas, aby ten wątek zakonczyc. Są rzeczy, ktorych
    nie opisalam a ktore mogłyby byc pomocne w ocenie sytuacji, ale chyba jednak
    zatrzymam je tylko dla siebie. Juz wystarczajaco duzo czasu Wam zabralam, choc
    przeciez nikogo nie zmuszałam po czytaniasmilePiszac do Was, pisalam głównie dla
    siebie, to ja chcialam zamknac ten rozdzial w zyciu i...chyba mi sie udałosmile
    moglabym Wam jeszcze wiele rzeczy opisac, ale nawet mnie samą zaczęło juz to
    męczyc, nie potrafie tak, szkoda zycia na rozpamietywanie, głowa do góry, kilka
    głębokich wdechow i wyruszam zyciu naprzeciwsmileza jakis czas wykasuje Jego smsy
    i Jego maile, teraz jeszcze sa mi potrzebne-jako dowod, ze to sie dzialo
    naprawdesmilemam od jakiegos czasu problemy z pamiecia, zapominam o dobrych i
    złych chwilach z Nim, o dobrych i złych chwilach w moim zyciu w ogole...troche
    mnie to niepokoi...
    Dziekuje wszystkim za cierpliwosci i czas poswiecony mojej historii, dług tutaj
    zagiagniety postaram sie spłacic, ale mam nadzieje, ze nastepnym razem bede
    stala po drugiej strony kozetki i jakas mądra rada dla zbłąkanej duszyczki mi
    do glowy wpadniesmile
    A juz z cała pewnoscia wpadne na forum, zeby sie pochwalic moim malym cudem,
    ktory przytrafia sie codziennie-miłosciąsmileBo ze sie kiedys jeszcze pojawi nie
    wątpięsmileUmysł mam jasny, oczy otwarte a serce pojemnesmile
    Sciskam mocno i pozdrawiam najcieplej

  • Re: Ból odrzucenia

    the.tempest 28.07.07, 00:06 Odpowiedz
    Sonnenschein nawet nie wiesz jak mi smutno, że odchodzisz... ale szanuję Twoją
    decyzję. Może i ja dojrzeję do podobnej decyzji za jakiś czas... Dla wlasnego
    zdrowia... psychicznego smile chociaz pisanie to dla mnie terapia, a takze coś, co
    bardzo lubię robić, gdyż przynosi mi dużo radosci. Wysłałam Tobie kilka słów na
    maila gazetowego także bardzo proszę zajrzyj do swojej poczty. Tempest
  • Re: Ból odrzucenia

    smutna06 28.07.07, 10:04 Odpowiedz
    jasne zachowaj dla siebie jesli masz taa potrzebe. Troche zal ze odchodzisz ale
    jesli teggo potrzebujesz to musisz to zrbic. Mam nadzieje ze jeszcze kiedys
    odgrzebiesz ten watek i ze jeszcze sie tutaj odezwiesz. Idz z wysoko
    podniesiona glowa, nie ogladaj sie za siebie i miej oczy i uszy szeroko otwarte
    bo ten wlasciwy na pewno juz na ciebbie czeka smile skasuj te smsy i maile i zrob
    miejsce dla innych. sciskam rownie mocnno i pozdrawiam
  • Re: Ból odrzucenia

    smutna06 28.07.07, 14:02 Odpowiedz
  • Re: Ból odrzucenia

    sonnenschein7 28.07.07, 17:14 Odpowiedz
    Wielkie dzieki za link do stronki, w niedziele nie planowalam patrzec w
    gwiazdy, ale teraz nie mam wyjsciasmilezreszta, kto przy zdrowych zmyslach
    przepuscilby okazje wypowiedzenia az tylu zyczen?chyba jednak zamkniecie tego
    wątku nie przyjdzie mi tak łatwo, własciwie duzo zalezy od Was, jesli bedziecie
    zostawiac tu swoje slady, nie bede miala sumienia ich zignorowacsmileale
    chcialabym aby posty, ktore jeszcze przed nami, byly pelne opytmizmu i wiary w
    czarysmilei fajnie by było usłyszec opinie innych forumowiczow, np niejaki Lajkon-
    Wałkon wyraznie sobie olewa rozterki sercowe, a ze po premii mu poleciec nie
    mozna, to chociaz drogie siostry po pelnych zachwytu postach na jego tematsmile
    Ostatnio duzo myslę o locie tam, do krainy mojego niegdysiejszego szczescia,
    hen, za siedem rzek, za siedem gór a przynajmniej za granice wyznaczona przez
    Odrę i NysęsmileI nawet nie chodzi mi o Niego, nie szukalabym z Nim kontaktu,
    tęskni mi się do moich miejsc tam, do moich bratnich duszyczek pozostawionych
    tam, do mojej tymczasowo utraconej wolnosci...ech gdybym tylko mogła pozwolic
    sobie teraz na takie małe szalenstwouncertain
  • Re: Ból odrzucenia

    sonnenschein7 28.07.07, 17:16 Odpowiedz
    Nawet jesli teraz odchodzę, to na pewno kiedys wrocęsmileOdpiszę, gdy tylko
    zwolnie tempo i złapie oddechsmile
  • Re: Ból odrzucenia

    the.tempest 29.07.07, 11:12 Odpowiedz
    Czy udało się Tobie dostrzec i złapać spadające gwiazdy? Jaka szkoda, ze nie
    wiedziałam o spadających gwiazdach, chociaz z moim pechem i tak pewnie bym
    żadnej nie złapała...

    Sonnenschein... sa tanie linie lotnicze... jesli okoliczności zyciowe,
    finansowe i wszelkie inne pozwolą to jedz tam, gdzie oddychalas bezszelestnie
    dla siebie samej, wróc, chociaz na chwilę, na moment, na weekend... Nie wiem,
    czy spacerujac Waszymi uliczkami, odwiedzjac Wasze miejsca sama nie załapiesz
    dola... Mysle, ze wyjazd mialby sens o tyle, o ile spotkalabys się ze znajomymi
    i moze z Nim, przypadkowo, zeby to wszystko zakończyć po swojemu... może
    spojrzec ostatni raz w oczy?

    Wiesz, ja mialam ulubioną kawiarnię w moim miescie. I zabralam Bohatera mojego
    wątku tam wlasnie. Zabralam Go tam na pierwszym spotkaniu... I był to, a
    wlasciwie nadal jest najpiekniejszy wieczor, jaki przezylam w zyciu. Od tego
    czasu nie bylam tam, chociaz przechodzę tamtędy często. I nie mogę tam wejśc...
    Czasami drzwi od kawiarni sa otwarte i widzę stolik przy którym siedzielismy...
    On zartowal, ze nie powinnam siedziec na rogu, bo zostanę starą panną smile a ja
    odpowiedzialam, ze juz mi to przeciez, nie grozi... i uśmiechnęlam się
    czarująco smile

    Nie wiem, czy jesteś osobą wierzącą ale zacytuję fragment Ewangelii na dzis,
    który usłyszałam w kościele: "Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a
    znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje;
    kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą."

    Kiedy Bohater mojego wątku zwrócił mi wolność, nie rozumiałam dlaczego Bóg
    pozwala, by ktoś sprawiał mi ból. Nie rozumialam dlaczego postawił Go na
    mojej drodze, dlaczego dał tyle szczęścia i zabrał to wszystko? Czy nie
    zasłużyłam na szczęście i miłość? Bardzo lubię zwiedzać kościoly. Zwykle gdy
    kolo jakiegos przechodzę, wchodzę na moment, by sie pomodlic. Gdy bylismy
    razem równiez to robilam i zawsze wtedy dziekowalam za Niego. I czulam
    Opatrznosc Boską...czulam, ze Bóg daje przyzwolenie temu związkowi, czulam,
    ze z Nim polaczy mnie węzlem małzenskim... Dlaczego wiec tak sie nie stalo?
    Dlaczego Bóg nie dał mu cierpliwosci, by wytrwal w milosci do mnie? Dlaczego po
    rozstaniu wiele razy siedzialam w pustym kosciele i płakałam z bezsilnosci?
    Nie pytam Ciebie. Nie pytam juz nikogo, by chyba są pytania na które nie szuka
    się odpowiedzi. Staram się wierzyć, ze to co mnie spotyka ma jakiś wyzszy cel i
    sens.

    Piszesz, ze chcialabys aby posty, które sa przed nami byly pełne optymizmu i
    wiary w czary... smile Dobrz więc mila Sonnenschein, niech i tak będzie. Proś,
    szukaj, kołacz do drzwi... i ba pewno otrzymasz, znajdziesz i otworzą się
    właściwe drzwi...

    A teraz kilka moich ulubionych plików. Nie jestem milosniczką spamów ale te
    pliki mają coś w sobie, zresztą zobacz sama...

    Tutaj dowiesz się jaka naprawdę jest Miłość...

    www.wsinf.edu.pl/~cysio/Smieszne/Bajka.pps
    Tutaj dowiesz się czego Prawdziwa Miłość wymaga...

    www.voxdomini.com.pl/pps/bajka_o_wyspie.pps
    A dzięki tej historii uwierzysz, ze WSZYSTKO jest w zyciu możliwe...

    (Trzeba kliknac, w ramce na "Download file")

    www.4shared.com/file/962862/e70e3e5d/Impossible.html?s=1

    Mam gdzies jeszcze jeden, równie wspanialy plik ale muszę go odszukać wiec przy
    następnej okazji. Pozdrawiam Tempest
  • w kazdym Twoim slowie milosc...

    aprilowa3 29.07.07, 14:52 Odpowiedz
    przeczytalam na spokojnie pare historii z tego forum. W Twoim kazdym najdrobniejszmy slowie uwielbienie, ogromne uczucie, namietnosc, szczescie. Twoja milosc juz nie trwa a moja niby trwa ale Twoja jest bardzij zywa niz moja... U mnie brak milosci, czulosci, namietnosci tylko szara egzystencja, codziennosc i przywiazanie. Dlaczego ja nie moge napisac tak jak Ty o swojej milosci? Widocznie moja milosc to nie jest juz milosc.....a i moze nigdy to nie byla milosc.... Zazdroszczę Ci trochę tej milosci.....
  • pliki pps

    aprilowa3 29.07.07, 14:57 Odpowiedz
    przepiekne te pliki o milości. Bardzo podoba mi się ten pierwszy i drugi. Sa takie prawdziwe i rzeczywiste. Pieknie ulozone w calosc aby pasowala do tego co napisane powyzje.
  • Re: pliki pps

    sonnenschein7 29.07.07, 16:56 Odpowiedz
    Nie do konca wiem, czy chodzi Ci o mnie czy o Tempest, ale wtrącę swoje trzy
    groszesmileciagle zastanawiam sie czy to byla miłosc czy tylko tesknota za
    bliskoscia, bo jesli miłosc to czy mogla tak szybko przeminac zanim dojrzała i
    wydała owoc?wbrew wszystkiemu i wszystkim chce jednak wierzyc, ze to była
    Miłość, ktora przyszła w nieodpowiednim miejscu i o niewłasciwym czasie...teraz
    zastaawiam sie nad szczeroscia Jego niektorych gestow i słów, bo jak pogodzic
    takie uczucie z Jego strony i fakt, ze ze mnie zrezygnował?ale po co psuc cudne
    wspomnienia?tak widocznie miało byc, nic nie dzieje sie bez powodu...
    Trudno mi ocenic Twoja sytuacje, tak naprawde nikt na tym forum nie da Ci
    gotowej odpowiedzi, mozemy Ci podrzucac rozwiazania i dawac spojrzenie na
    problem z roznych stron, ale tylko Ty mozesz to ocenic. Zaraz przeczytam Twoj
    wątek i zagłebie sie we wnikliwą analizesmilena taeraz moge Ci napisac tyle: Twoj
    zwiazek rozni sie tym od mojego, ze wy doszliscie do etapu bycia ze soba na
    codzien. Co innego poczatkowa fascynacja a co innego prawdziwe zycie. Przez
    szarosc codziennosci pewnych rzeczy sie nie dostrzega, moze potrzebujesz troche
    czasu tylko dla Ciebie, aby wszystko zobaczyc z lepszej perspektywy, dosc
    czesto nie dostrzega sie tego, co sie ma...no ale co ja Ci bede pisac cos, co
    sama dobrze wieszsmileGdy mi naprawde ciezko, myslę sobie jak nasze losy moglyby
    potoczyc sie pozniej: On Arab, ja Polka, On muzułmanin, ja chrzescijanka, On
    myslacy o powroci do kraju swoich rodzicow albo wyjechaniu na zachod, bo Niemcy
    to jednak nie to, co tygrysek lubi najbardziej, ja przed wjazdem przekonana, ze
    chce zyc w Polsce, z czasem dopuszczajaca mozliwosc pozostania w Niemczech, moi
    rodzice niby tolerancyjni, ale tylko wtedy gdy obcokrajowcy sa tam, gdzie ich
    miejsce, moj kraj-jeszcze nie gotowy na przyjecie Jego, z cała Mlodzieza
    Wszechpolska na czele i ojcem dyrektorem jako głownym autorytetm
    moralnym...oboje zdawalismy sobie sprawe, ze bedzie ciezko, ale w Niemczech
    bylo mi łatwiej wierzyc, ze to sie moze udac...mnie jeszcze nie cyka zegar
    biologiczny, nie widze sie w roli dobrej matki, On chcacy miec kiedys czworke
    dzieci, z ktorych moglby/moglibysmy byc dumni...Zwiazek z góry skazany na
    niepowodzenie i nawet spodziewalam sie, ze jednak nie bedziemy ze soba na
    zawsze, ale myslalam, ze to przyslowiowy zły los nas kiedys rozdzieli...moze
    dlatego balam sie zaufac mu do konca przeczuwajac koniec?
  • Re: Ból odrzucenia

    smutna06 29.07.07, 19:42 Odpowiedz
    sonnenshein co z gwiazdami? zlapalas jakąs? Mam nadzieje ze zyczzenie zostalo
    wypowiedziane i sie szybciutko spelni smile pozdrawiam cieplutko a pliki od
    Tempest rzeczywiscie sliczne
  • Re: Ból odrzucenia

    sonnenschein7 29.07.07, 22:52 Odpowiedz
    Probowalam wczoraj, ale u mnie padalo, wiec zadna gwiazdka do mnie nie migotala
    o spadnieciu nie mowiacsmilesprobuje dzis, choc sama nie wiem czego powinnam sobie
    zyczyc, z marzeniami trzeba uwazac...pisalas, ze powinnam wykasowac smsy i
    maile, ale jeszcze duzo wody uplynie i wiele gwiazd z nieba spadnie zanim sie
    na to zdobedę:/to moje jedyne namacalne dowody, na to, co bylo miedzy nami i w
    chwilach zwatpienia Jego alibi, ze jest uczciwym czlowiekiem, choc jeszcze nie
    mam odwagi ich przeczytac...staram sie usmiechac, ale to cholernie
    trudne:/ciezko mi ostatnio, Jego brak obok mnie to prawie ból fizyczny a
    swiadomosc tego, ze juz Go nie zobacze doprowadza mnie do
    szalenstwa...zakladam, ze jesscze przez miesiac, moze troche krocej bedzie w
    naszym miescie, jeszcze mogę tam poleciec, jeszcze mogę zobaczyc obojętnosc w
    Jego oczach...a moze nie obojetnosc i na pewno nie miłosc, ale jakas czułosc,
    tą więz, ktora łączy bliskich sobie niegdys ludzi? Denerwuje mnie ta bezsilnosc
    i niemoc teraz i wtedy, zaraz po rozstaniu, gdy wiedzialam, ze zamknał
    wszystkie drzwi i ze nie ma juz nadziei...Moje dwie przyjaciolki przechodza
    teraz głód miłosci, musze byc silna dla nich, choc dzis akurat boli bardziej
    niz w ciagu ostatnich klikunastu dni...Moj lot tam jest teraz niemozliwy i
    nierealny, domyslam sie, ze mogłabym Go w ogole nie zobaczyc lub potraktowalby
    mnie(dla mojego dobra sic!) chłodno i bezosobowo, ale...zycie ma sie tylko
    jedno, ja wiem: Lajkon mowil, ze cudow nie ma, ale -do jasnej Anielki!-
    mezczyzna, dla ktorego bylam gotowa zostawic kraj, rodzinę, przyjaciol, ambicje
    zawodowe i Bog wie co jeszcze, niedlugo zniknie mi calkiem z oczu i strace
    szanse zobaczenie Go kiedykolwiek...
    Pliki od Tempest sliczne, trudno sie nie zgodzic, wiec czekamy na wiecejsmile
  • moja chwila słabosci

    sonnenschein7 30.07.07, 00:15 Odpowiedz
    To jeszcze krotko ja, dzis mam wieczor dobrowolnego zadręczania sięsmileczytalam
    sobie poezje na tym forum, wszystkie wiersze urzekają, ale jeden wyjątkowo mnie
    zaczarował, oswoil i juz przy mnie zostaniesmilecytuje za she8.

    Erotyk dla następcy
    Bohdan Urbankowski



    I
    Przeprowadź ją przez pokój
    niby ścieżką wśród lasu
    na stole
    zapal różę
    dobrą jak nocna lampka

    Potem
    rozbieraj ją delikatnie
    z obronnych gorsetów
    z zaciśnięcia rąk
    drżenia ramion ...
    Otul szeptem.

    A jeśli kiedyś
    wybiegnie nagle z pokoju
    biegnij za nią
    nie pozwól
    ukryj jej twarz
    w swych wielkich rękach
    mów słowa
    dużo słów
    te wszystkie
    których ja zapomniałem
    których się wstydziłem

    Proszę cię
    ty
    którego nienawidzę
    który przyjdziesz po mnie
    by z jej drobnych piersi
    zdrapać ślady mych rąk
    rozchylić jej kolana
    proszę cię
    bądź dla niej dobry

    II

    Nie wiesz
    że będziesz kochał mnie
    że powie ci słowa
    wypróbowane ze mną
    że w jej włosach
    poczujesz mój oddech
    na jej brzuchu
    napotkasz nocą
    moje ręce

    I jeśli czasem
    wciągając cię w siebie
    aż do zachłyśnięcia
    pomyli nasz imiona -
    nie myśl o mnie z nienawiścią

    to ja
    uczyłem ją jak dziecko
    nie wstydzić się krzyku imion nagich ciał
    to ja
    czasem jeszcze mówię do ciebie
    wtedy
    myślałem
    że mówię tylko do niej


    III
    Twój cień w jej oczach
    to mój cień

    jej głos pełen niepokoju
    to mój głos

    gdy ona cofa się z lękiem
    ja powracam
    pamiętaj

    na każde twoje słowo
    zbyt ostre

    na każdy gest
    nie dość szczery
    ja powracam
    pamiętaj

    I jeśli kiedyś sama
    zapłacze nocą
    nie wchodź do jej pokoju
    już ja
    będę przy niej

    Chcialabym wierzyc, ze tak o mnie mysli, ale po co samemu pchac sie w zbędne
    iluzje i błędne koło? Ja przy Nim zostanę na zawsze i będę Jego Aniołem
    Stróżem, jesli mi tylko na to pozwoli, jesli mnie tylko nie zapomni...I mam
    nadzieję, ze odnajdzie mnie w innych,przyszłych, ukochanych kobietach...i
    zyczylabym sobie, nie kochac znow "wciąz za mało i stale za późno", dlaczego
    zabrakło mi odwagi?dlaczego musze najpierw myslec a dopiero pozniej czuc?
    dlaczego ten mały buntownik we mnie nie poddal sie nawet w obliczu Jego uczucia?
    kto pokocha mnie jeszcze rownie mocno?w czyich oczach jeszcze zobacze swoje
    lustrzane odbicie?czy moje dłonie odnajda kiedys takie, ktorych ciepło dotrze
    az do serca i rozbroi moj system obronny?smutno mi i zle, ale ten stan duszy
    minie i znow bede pelna wiary w czary, tylko...dlaczego On jest jeszcze tam, w
    miescie-krainie moich spełnionych marzen?
  • Re: Ból odrzucenia

    the.tempest 30.07.07, 12:55 Odpowiedz
    Mila Sonnenschein, mysle, ze chodzilo Kwietniowej dziewczynie o Ciebie, poniewaz
    w moim watku napisala parę podobnych zdań do mnie smile Zastanawiasz się czy to
    była miłość? Czy nie lepiej wierzyć, że była? Spójrz na mnie, tez mogłabym się
    zastanawiac ale takie rozkładanie na czynniki pierwsze do niczego dobrego by
    nie doprowadziło. Uwierz, że to była miłość... Czasami wszystko się kończy i
    nie mamy na to wpływu... Może bylo tak jak piszesz, czas i miejsce
    nieodpowiednie? Odradzałabym Tobie zastanawianie się nad szczerością jego
    niektórych słów i gestów... bo może znajdziesz tam coś, co Ci się nie spodoba i
    zburzy wszystko... Lepiej pamiętać piękne chwile... Ja mam kilka filmów
    (nakręconych cyfrówką) z Bohaterem mojego wątku... Kiedy byliśmy razem często
    je oglądałam i caly czas mialam uśmiech na twarzy patrząc jaki to dobry,
    poczciwy, uśmiechnięty człowiek... Mam też jeden film, nakręcony w dniu mojego
    wyjazdu do niego, zrobiony z zaskoczenia. Nie widzial Go nigdy. Może te filmy
    za jakis czas skasuje? Teraz nie pamietam już nawet kiedy ostatnio je
    oglądalam. Zdjec tez już nie ogladam, bo to by mnie raniło za mocno. Pamiętam
    Jego oczy, jego spojrzenia, jego dotyk, smak ust... On jest we mnie, w mojej
    głowie, w pamięci i to wystarczy. Zostanie tam na zawsze i nawet to co zrobil
    nie sprawilo, ze zniknal z moich wspomnien. Niech i Twoj mezczyzna mila
    Sonnenschein pozostanie w Twojej pamięci, w Twoim sercu na zawsze.

    Piszesz o Tym, co Was dzielilo... Oczywiscie nie da się ukryć, ze nie były
    to błahostki. Sonnenschein, ja mam jedną prostą odpowiedz na wszystkie nasze
    pytania, na tysiace tych małych pytan "dlaczego"... powtórzę, co juz kiedyś
    pisalam. Wierzę, ze nasze milosci, Twoja, moja i inne opisane tutaj trwałyby
    nadal, gdyby nie zabraklo... milosci. Naszym byłym mężczyznom czegoś w
    związkach z nami zabraklo. Musialo to byc cos waznego, skoro odeszli, skoro
    z nas zrezygnowali. Oni przestali widziec naszą wspólna przyszłość razem z
    nami. Woleli odejść, niż dać szanse... sobie i nam...

    Co się zaś tyczy róznic o ktorych pisalas, w moim mniemaniu gdyby byla nadal
    z Jego strony milosc do Ciebie, to byscie laczyli wszystko dalej, naturalnie
    i planowali wspólną przyszłosc. Przecież byl czas, ze zapominaliście o tym,
    co Was dzielilo, nie rozmawialiście o tym. Żyliście chwilą, ciesząc się
    swoją obecnością. To tak jak my nie rozmawialiśmy o dzielącej nas odleglosci.
    Wiedzieliśmy, ze tak na razie musialo byc ale oczywiscie mieliśmy perspektywę
    zmiany, a raczej ja ją mialam, bo chcialam pojechac kiedys tam gdzie On jest,
    zamieszkać gdzies w okolicy i znalezc tam prace. Nie chcialam na silę wchodzić
    w Jego życie, wiec wolalabym na pewno jakąś niezależnosc. Ale na cóż zdają się
    znów te rozważania, skoro to znów przeszłosc?

    Bylas w stanie pokonać wiele przeszkód, byłabys w stanie zyc w Niemczech, a
    nawet jak sądzę wyjechać z Nim do kraju Jego rodzicow, gdyby taką podjął
    decyzję. Zakochane kobiety są w stanie wiele zrobić dla Miłości Swego Życia. I
    znów miła Sonnenschein plus dla Ciebie- potrafisz kochać i potrafiłabyś wiele
    znieść, potrafiłabyś się poświęcić... to świadczy o tym, ze znasz słowo
    kompromis nie tylko ze słownika ale także z życia.

    To, ze nie widzisz się jeszcze w roli matki o niczym nie świadczy...
    Instynkt macierzyński przychodzi zawsze w odpowiednim czasie, wiec nie martw
    się o to.

    Nie wiem dlaczego balas się zaufać mu do końca... nie wiem ale wiem, ze
    pojawi się ktoś w Twoim zyciu, komu zaufasz...

    Piekny ten wiersz, ktory cytujesz...
    Proszę, nie szukaj winy w sobie, nie ma jej tam. Po prostu nie wyszło, nie
    zarzucaj sobie, ze najpierw myslalas, a potem czulas. Jestes rozsądną kobietą,
    stąd ta kolejność. I mysle, ze wlasciwa. Ja czynię podobnie. Oprócz tego, że
    daję się niekiedy ponieść chwili, emocjom- MYŚLĘ. Chcę z podniesioną glową
    patrzec w swoje odbicie w lustrze i nie uciekać nigdy wzrokiem... Nie chcę się
    niczego wstydzić i żałować czegokolwiek. Bylas sobą, dałas mu tyle siebie, ile
    moglas. Nie ma czego żałować. Moze z czasem dalabys mu całą siebie, wszystko co
    najlepsze i najpiękniejsze... ale nie chciał... Odszedł. Jego strata...
    On jest wciaz w krainie- miescie Twoich spełnionych marzen dlatego, ze wciaz
    Go kochasz. Zycze Ci zebys zaczęla Go kochac, tak jak ja kocham Bohatera
    mojego wątku- we wspomnieniach...

    A oto plik, o którym wspominałam...

    "Prawdziwa miłość to ta, która naprawdę boli i jest zupełnie bezinteresowna".

    pszczyna.edu.pl/~michalks/VD/pps/jan_twardowski_kochac.pps
    Tempest
  • Re: Ból odrzucenia

    sonnenschein7 30.07.07, 16:44 Odpowiedz
    Pisząc, ze On jest jeszcze w moim miescie-krainie marzen mialam na mysli to, ze
    podejrzewam, ze jeszcze sie nie przeprowadził, wiec w teorii mam jeszcze dwa,
    trzy tygodnie, aby do Niego poleciec i ostatni raz zobaczyc. Nieprecyzjyjnie
    sie wyrazilam, przepraszamsmileDzis juz nigdzie leciec nie zmaierzam, w kazdym
    badz razie nie do i dla NiegosmileTo tylko wczoraj znajomi stamtad zasypali mnie
    mailami, o tym jak dobrze sie bawia i jak bardzo im mnie brakuje. To przywolalo
    wspomnienia, rowniez te z Nim zwiazane, stad moj smutek wczorajszy...Ta cudowna
    lekkosc bytu i poczucie, ze jest sie w stanie zdobyc caly swiat juz nie
    wrócą:/ale jeszcze bedzie pięknie, tylko juz inaczejsmile
    Znam słowo kompromis nie tylko ze slownika, ale mylisz sie-nie zgodzilabym sie
    wyjechac z Nim do kraju Jego rodzicow, w przeciwienstwie do ogolu narodu
    polskiego zle znosze upały i wakacje w tropikach to nie da mniesmilepoczucie
    niezaleznosci i sprawiedliwosci sa dla mnie wazne, jesli nie najwazniejsze-
    jesli mieslibysmy byc razem to tylko na neutralnym gruncie, czyli z dala od
    wielbładów i polskiego bagienkasmilenie jestem typem kobiety-pijawki, ktora zyje
    zyciem swojego mezczyzny, musze miec czym oddychac w zwiazku, musze czuc sie
    wolna, musze miec przestrzen, aby sie rozwijac...Czasem to moje bezkompromisowe
    podejscie wpędza mniew problemy, ale osiolkowi we mnie jeszcze nikt nie dal
    radysmileteraz stracilam Jego, bo nie chcialam zrezygnowac ze swojej potrzeby
    bycia wolnym czlowiekiem, nie potrafilam oddac Mu sie do konca a tego z kolei
    On nie potrafil zaakceptowac...Moze i z Jego strony wygladalo to naprawde tak,
    ze kazde cieple slowo i kochajacy gest musial sobie u mnie wyprosic,
    wyglaskac...teraz to juz nie ma znaczenia...
    Wyslalam Ci maila, ale wrocil do mnie, wiec wyslalam go ponownie, moze tym
    razem dojdzie?
    pozdrawiam najcieplej
  • Re: Ból odrzucenia

    the.tempest 30.07.07, 22:09 Odpowiedz
    Miła Sonnenschein,
    wlasnie mój mail pofrunął do Ciebie smile
    Wiem, że dziś już za późno, abyś do Niego czy też dla Niego wybrała się tam,
    gdzie Ci było dobrze...ale jutro też jest dzień smile A tak poważnie nigdy nie mów
    nigdy... Zyje się raz mila Sonnenschein... i nigdy moze sie juz nie zdarzyc
    druga okazja, ze bedzie sie Wam dane spotkac...
    Tempest
  • noc spadających gwiazd:)

    sonnenschein7 31.07.07, 00:21 Odpowiedz
    To juz kolejna noc(po sobocie), gdy z nieba beda spadały gwiazdy, ale księzyc
    swieci tak mocnym blaskiem, ze zadnej gwiazdki nie widacuncertain moze ten blask to
    jakis znak? po co komu spadajace gwiazdy?zycie jest tu i teraz i gwiazdom nic
    do tegosmileSmutna, a Ty kiedys jeszcze napiszesz do mnie kilka słów?smile
    Pisałam ostatnio o głodzie miłosci...w ciągu ostatniego tygodnia zaręczyły sie
    dwie moje dobre kolezanki, klub kobiet nie poddających sie męskim urokom
    topnieje w oczachsmilelecz nie o nich bedzie dzis...rozmawialam z trzema innymi
    przyjaciolkami i czego sie dowiedziałam?ze teraz kolej na mnie, ze mnie
    nominują do zamązpójsciasmileo ile rozumiem dwie pierwsze(jedna od roku kocha
    miłościa destrukcyjna Amerykanina, ktorego raczej nie bedzie jej dane jeszcze
    zobaczyc, druga zostala tak zraniona jakis czas temu, ze powaznie sie boję, ze
    nigdy sie z tego nie podniesie)o tyle nie rozumiem tej trzeciej-kocha od kilku
    miesiecy z wzajemnoscia i nawet dla niego zaczyna od pazdziernika studia w
    Niemczechsmile)W ogolnych zartach zapytalam na kogo teraz kolej, skoro nastepuje
    taki wysyp pierscionkow, odpowiedziala :na Ciebiesmilewszystko pieknie, tylko
    nawet nie mam kandydata do mojej ręki, wiec skąd? jak?Dlaczego trzy wspaniale
    młode kobietki niezaleznie od siebie typuja mnie, nie siebie?Zazartowałam, ze
    widocznie uwazaja, ze mam najmniejsze pojecie o metodach antykoncepcyjnychsmile
    pamietam, jak kilka lat temu moja znajoma twierdzila, ze z nas dwoch ja wyjde
    wczesniej za mąż, bo mam u boku męzczyzne wpatrzonego we mnie jak w obraz a ona
    jest szara myszką i nikt jej nigdy nie zauwazy. Miesiac pozniej spotkala
    męzczyzne, ktory po kilku miesiecach zostal jej męzem a moj podobno modelowy
    zwiazek sie rozpadł...Szczescie chodzi krętymi ściezkami...
    Maila postaram sie odklikac jutro, choc wyjezdzam na krótko, aby pooddychac
    wolnosciasmile
    A teraz jeszcze raz spojrze w gwiazdy, "dzis jest pełnia, kazde marzenie sie
    spełnia"...
  • Re: noc spadających gwiazd:)

    the.tempest 31.07.07, 01:49 Odpowiedz
    Czytałam gdzieś, że pełnia to doskonały czas
    na wzmacnianie więzi, wyjasnianie wszelkich nieporozumień,
    na zamykanie pewnych spraw...

    Może to też dobry czas na pożegnania?
    Złap oddech wolności i tchnij go proszę we mnie...
    Tempest
  • Re: noc spadających gwiazd:)

    smutna06 31.07.07, 19:09 Odpowiedz
    Nnie zapomnialam o tobie i oczywiscie pisze do ciebie ale nie wiem czy ci sie
    spodoba to co napisze?? Bylam bardzo zajeta i nie moglam zajrzec na forum
    takze przepraszam. Czy liczysz na to ze napisze swoje zdanie? Nie wieem czy
    ono sie tobie spodoba... Pisalas wczesniej ze nadzieja umiera ostatnia.... a ty
    wciaaz masz nadzieje nawet jesli probujesz zaprzeczac temu. Mozessz oszukac sie
    na chwiile ale na dluzej raczej tego nie zrobisz. Mysli o nim stale beda beda
    wracalyd dopoki cos sie nie wydarzy. To cos to mogloby byc poznanie kogos
    innego ale to raczej w twoim przypadku nie wchodzi w rachuubę. to cos to
    mogllo by byc spotkanie. Tempest niesmialo podsuwa ci pomysl zebys tam
    pojechala...nie wiem dlaczego ale sadze ze gdybym miala twoje lata i nic do
    stracenia zrobilabym dokladnie to samo, pojechala smilenie do niego ale do
    przyjaciol. Pewnie zrobiliby dla ciebie imprezzkę i moze on by sie pojawil... a
    jesli nie to i tak powinnas sie z nim spotkac ten jeden ostatni raz. Na twoim
    m iejscu zrobilabym z emaili i smsow archiwum w jakims pliku worda i skasowala
    z komorki. Chyba lepiejj jest niszczyc takie dowody lub przenosic je do
    archiwum. Pisalas ze swiadomosc ze go nie zobaczysz doprowadza cie do
    szalenstwa i wlasnie dlatego jestem zdania ze powinnaas pojechac i ostatni raz
    spotkac sie z nim . trudno przewidziec efekt takiego spotkania ale dobrze by
    bylo gdyyby sie zakonczylo jak u tempest. Nadzieja jest zawsze, to ty
    decydujjesz o jej istnieniu w twoim zyciu tylko ty a nie twoi przyjaciele
    znajomi czy tez on. tylko ty.Sonnenschein zycie jest zbyt krotkie zeby sie
    smucic i poddawac. Widze ze caly czas powraca mysl zeby pojechac wrocic do
    Niemiec chociaz na moment.jesli nie zroobisz tego w ciagu najblizszych tygodni
    byc moze nigdy juz go nie spotkasz ale zawsze bedziecie zyc pod tym sammym
    niebem i patrzec w te same gwiazdy. pytanie tylko czy razem czy osobno?
    przepraszam za bledy i pozdrawiam

  • Re: noc spadających gwiazd:)

    sonnenschein7 01.08.07, 17:49 Odpowiedz
    Twoje zdanie jest dla mnie wazne, bez wzgledu na to, czy jest zgodne z moim czy
    nie, powiedzialabym nawet, ze im bardziej nasze zdania sa rozbiezne tym lepiej,
    lapie wtedy wiekszy dystanssmileWiesz co sie musi wydarzyc, zebym ostatecznie
    stracila nadzieje? musi minac kilka tygodni az On die przeprowadzi, w nowym
    miejscu nie bede Go szukac...jesli kiedykolwiek powinnam tam leciec to tylko
    teraz, to niedorzeczne, bo wiem, ze spotkanie z Nim by mnie zabolalo, mezczyzni
    funkcjonuja inaczej, zyja tym co tu i teraz, wiem co zobaczylabym w Jego
    oczach, nie jestem pewna czy jeste w stanie stawic temu czola...moje
    dotychczasowe zycie bylo dosc rozsądne i...nudne, potrzebuje przygody, czegos,
    co sprawi, ze poczuje, ze nie trace czasu i szans podsuwanych przez los...boje
    sie jednak, ze Jego obojetne zachowanie sprawi, ze moje bajka o wielkiej
    Milosci pęknie jak banka mydlana i jeszcze dojde do wniosku, ze bylam tylko
    zabawka...rozne opcje wpadaja mi do głowy, ta jest najgorsza,ale mysle, ze mimo
    wszystko nieprawdziwa, WIEM, ze bylam dla Niego wazna...boje sie Jego widoku z
    inną kobietą, pogodziłam sie z tym, ze nie jest ze mną, ale to jeszcze nie ten
    etap, na ktorym zaakcetopwalabym inną kobietę...ech gdybym miala choc jakis
    najmniejszy punkt zaczepienia, ale nie mamuncertain mailuje z Jego najlepszym
    przyjacielem, nie pytam o Niego, on tez o Nim nic nie pisze, nie wiem, czy
    uwaza, ze skoro nie pytam to juz mi przeszlo czy tez nie chce mi dawac zludnej
    nadziei, zdaje sie, ze ten przyjaciel niesmialo i ze swiadomoscia
    beznadziejnosci sytuacji zaczyna smalic do mnie cholewki, co tylko komplikuje
    sprawe...gdybym teraz, nagle zapytala go w mailu o Niego, pewnie pomyslalby, ze
    trzymam z nim kontakt tylko z powodu bylego najwazniejszego mezczyzny w moim
    zyciu...zawsze gdy serce sie wyrywa, chce rzucic wszystko w diably i leciec
    tam, przypominaja mi sie słowa Jego przyjaciela, ze to juz zdecydowany koniec,
    ze powrotu nie ma i nie ebdzie. To i tylko to spowadza mnie na ziemie.Nadziei
    brak. Nie rób z siebie idiotki. Zakochac sie jeszcze zakocham, ale wiem, ze
    troche to potrwa. On ustawil bardzo wysoko poprzeczkę, nie wiem, czy ktos
    kiedys jeszcze bedzie w stanie ja przeskoczyc a przynajmniej do niej dorownac,
    a nawet jesli to czy moja rogata dusza i buntownicze serce beda w stanie go
    pokochac?
  • Re: Ból odrzucenia

    ulka76 01.08.07, 22:51 Odpowiedz
    /podobno milosc na cale zycie/...zupelnie jak u mnie... pojechalas tak daleko i spotkalas milosc on ciebie otworzyl rozkochal w sobie pokazal smak milosci dal tobie najpiekniejsze chwile a potem odszedl. jakie to niespr-awiedliwe i smutne. bardzo ci wspolczuje i wiem doskonale co czujesz...
  • Re: noc spadających gwiazd:)

    ulka76 01.08.07, 23:46 Odpowiedz
    skoro za pare tygodni przeprowadzi sie do nowego miejsca masz rzeczy-wiscie ostatnia szanse zeby sie z nim spotkac. moze powinnas wziac do reki kartke papieru narysowac tabelke /za/ i /przeciw/ i szczerze ja wypelnic? on mogl byc twoja polowka pomaranczy i pewnie tak myslalas kiedy byliscie razem. zycie jest zbyt krotkie czasami trzeba dzialac. pozwol sobie na przezycie przygody podrozy w miejsce gdzie mozesz go spotkac i spotkaj go.
  • Re: Ból odrzucenia

    sonnenschein7 04.08.07, 09:58 Odpowiedz
    Stało się, jak sie stało. Widocznie tak musialo byc, nawet jesli sensu w tym
    teraz nie widze. Wierze, ze najpiękniejsze chwile jeszcze przede mną. Czytałas
    na pewno rady, które dawali mi forumowicze, moze powinnas z niektorych z nich
    skorzystac i sprobowac ratowac swoj zwiazek, poki jeszcze (byc moze?) nie
    wszystko stracone?pozdrawiam cieplo
  • Re: moja chwila słabosci

    beatkach 04.08.07, 10:27 Odpowiedz
    on tam będzie na zawsze, na zawsze bo raz byl i tego nie zmienisz i dobrze
    a erotyk piękny lecz nie do końca prawdziwy
    tak jest faktycznie gdy zwiazek jest jeszcze nie zakonczony
    gdy sie zakoncczy i pozegnacie sie nie pomyli sie imion
    jeszcze znajdzie sie ktos dla kogo Ty zrezygnujesz z obron, teraz zyjesz
    marzeniami i wyobrażeniami... spróbuj rzeczywistością... swoją rzeczywistoscią
    sciskam mocno
    chyba tez mam chwile slabosci
    B.
  • Re: Ból odrzucenia

    ulka76 04.08.07, 11:27 Odpowiedz
    chyba nie ma juz co ratowac...pomimo mojej milosci i szczerych checi bo on nie chce bo gdyby przeciez chcial to dalby jakikolwiek znak ale on sie nie odzywa a to przeciez swiadczy o jednym
  • Re: Ból odrzucenia

    beatkach 04.08.07, 11:37 Odpowiedz
    to ze ktoś się nie odzywa wcale nie swiadczy o tym ze nie kocha ale ze nie chce
    sie odzywać...i utrzymywać kontaktu
    nie wiesz czemu odszedł, jakie były powody jego odejścia wiec nie wiesz co się w
    nim tak naprawdę dzieje
    czasami nie odzywamy się dlatego właśnie ze kochamy, a nie możemy z daną osobą
    byc i wtedy lepiej milczeć choć to straszliwie boli, gdy już wiadomo , ze nie
    można z daną osobą być (z wielu różnych powodów)to lepiej milczeć bo samo
    odzywanie sie boli, sam kontakt boli tak bardzo, ze lepiej nie odzywać się,
    wtedy łatwiej przetrwać
    jesli chcesz sie dokładnie dowiedzieć czemu odszedł to go o to zapytaj, wtedy
    bedziesz miala pewność
    wiem, ze teraz jest trudno i boli
    B.
  • Re: Ból odrzucenia

    sonnenschein7 04.08.07, 15:05 Odpowiedz
    Ja to wszystko rozumiem, ale wlasnie przez to, ze nie mamy ze sobą kontaktu
    zaczynam wątpić w to, ze kochal mnie naprawdę...a boli fakt, ze nie dal nam
    szansy, gdybysmy sprobowali byc ze sobą na dobre i złe i gdyby nam nie wyszlo,
    pogodzilabym sie z tym. Odszedl, gdy wszystko zaczęło sie układac, gdy
    wszystkie częsci ukladanki znalazly swoje miejsce, gdy ja wbrew rozsądkowi
    zaczęłam Mu bezgranicznie ufac...Odszedl w najgorszym z mozliwych momencie-ja
    otworzylam sie na Niego calkowicie, On zamknął mi drzwi do swojego swiata...nie
    polecę do Niego, pozwolę uciec szansie zobaczenia Go po raz ostatni...czasem
    korci mnie, aby wyslac Mu maila, ale chyba lepiej nie przerywac tej ciszy
    między nami, jesli Mu na mnie zalezy moj mail tylko Go zaboli i zniszczy trud
    milczenia ostatnich kilku tygodni(a znajac Jego upor nie odpisze mi, co tylko
    pogorszy sytuacje), jesli mnie jednak nie kocha i nie kochal to będę pewnie
    smieszna w Jego oczach piszac Mu cokolwiek, tak trudno to wszystko ocenic,
    ciagle sie waham i nie wiem, czy byl największym szczęsciem czy najwiekszym
    rozczarowaniem w moim dotychczasowym zyciu...
    Dziękuje za cieple słowa, koją bólsmile
  • Re: Ból odrzucenia

    beatkach 04.08.07, 20:38 Odpowiedz
    był największym szczesciem
    odszedł w momencie ktory uznal za stosowny, z jakich powodow
    nie mysl ze nie kochal
    z jakichs powodow nie chcial byscie byli razem
    to Twoim zdaniem zaczelo sie układac
    gdyby Wam nie wyszlo to wcale nie byloby sie latwo pogodzic
    pewnie trudniej niz teraz
    czy masz pisac? spotykac sie?
    tego nie wiem
    wiem jedno, jesli Ty chcesz to zrob to co chcesz zrobic, przekonasz sie do konca
    nie wazne czy bedziesz smieszna w jego oczach czy nie
    jesli kochal to nie bedziesz nigdy dla niego smieszna, tak jak on nigdy nie
    bedzie smieszny dla Ciebie
    jesli nie kochal to co to ma za znaczenie wtedy
    pomysl o sobie, jesli chcesz cos wiedziec to dowiedz sie tego, nie zostawaj w
    domyslach
    na ten moment skoro on sie nie odzywa to znaczy ze sie nie chce odezwac,
    dlaczego? moze to dla niego zbyt trudne, a moze chce sobie poradzic jakos z tym
    doswiadczeniem ktore Was spotkalo
    przytulam bo wiem co czujesz, a przynajmniej tak mi sie wydaje
  • Re: noc spadających gwiazd:)

    smutna06 05.08.07, 15:01 Odpowiedz
    Mam nadzieje ze będzie tak jak piszesz ze stracisz nadzieje gdy tylko on
    wyjedzie czylli się przeprowadzi. Pisalas ze nie wiesz czy zwiazek z nim był
    najwiekszym szczesciem czy najwiekszym rozczarowaniem? Chyba lepiej się nie
    zastanawiac leepiej zostawic to tak jak jest. Skrzywdzisz siebie jeszcze
    bardziej jeśli dojdziesz do wniosku ze cie wykorrzystal.Pamietaj co było dobre
    a o reszcie sprobuj zapomniec. Chyba ze zdecydujesz się tam jechac... ale chyba
    nie widze u ciebie entuzjazmu w tym kierunku.Jestes sama możesz szukac kogos
    kto odda ci się prawdziwie caly i pokocha ciebie na zawsze. Nawet jak będziesz
    mezaatka to nie zawsze będzie wspaniale.To tylko zycie w którym sa chwile
    smutku i radosci. z mojego planowanego wspanialego weekendu zrobilo się
    siedzenie w domu bo maz oglada formule w tv.Zona gotuuje obiad i cierpliwie
    czeka az maz skonczy. Dopiero potem pojedziemy do znajomych na grilla.
  • Re: noc spadających gwiazd:)

    sonnenschein7 05.08.07, 17:08 Odpowiedz
    Byc moze zdarzy sie tak, ze za tydzien tam polecę, kolega wypatrzyl sobie
    samochod akurat w miescie oddalonym od mojej krainy szczesliwosci o 100-150kmsmile
    tęsknie za tą częscią mnie, ktora tam zostala, ale postanowilam ze zaczynam
    zycie od nowa, nowe miasto, nowi ludzie, nowa praca...chocbym nie wiem jak
    bardzo chciala Jego serca nie odmienie, istnieje co prawda mozliwosc, ze
    zobaczylby mnie i oszalal ponownie z miłości, ale raczej nie biorę jej pod
    uwagęsmileto prawda, ze zycie ma sie tylko jedno i dobrze jest czasem zaryzykowac,
    ale czasem trzeba wiedziec, kiedy dac za wygraną...juz o Nim nie myslę 20 razy
    na minutę, co uwazam za dobry objaw, mimo ze dzis snił mi sie calą noc a przed
    chwilą zrobiłam nasza ulubioną salatkę grecką...męża masz patriotę, wspomaga
    biernie naszego Kubicęsmilepozwol mu na to, tez nie lubilam kiedy kolezanka
    dzwonila na pogaduchy a ja bylam w trakcie ogladania mistrzostw albo
    bundesligiismilemam nadzieję, ze grill u znajomych sie uda a mąz sie odpowiednio
    odwdzięczy za obiadsmile
  • Re: noc spadających gwiazd:)

    smutna06 06.08.07, 16:12 Odpowiedz
    podoba mi sie pomoc jakiej chcesz udzielic kooledze. Kolega chyba nie zna
    niemieckiego wiec bedziesz niezbedna. Ciesze sie ze tamm polecisz. Moze
    zatrzymajsz sie na noc u znajomych? Oni na pewnno zrobia impreze powitalna dla
    ciebie. Zobaczysz jak sie sprawy potocza. Moze on tam bedzie a jesli nie to
    mozesz zlozyc mu wizytę.Moj maz to zloty czlowiek. Czasami musze ponarzekac ale
    wiem ze mam wielkie szczescie ze nie zabraklo mu cierpliwosci gdy moje hormony
    szalaly. On byl ze mna tak jak obiecal gdy bral mnie za zone smile pozdrawiam
  • Re: noc spadających gwiazd:)

    smutna06 08.08.07, 16:25 Odpowiedz
    lecisz tam?
  • Re: noc spadających gwiazd:)

    sonnenschein7 08.08.07, 19:46 Odpowiedz
    Chcialabym, ale jesli w ogole polece to nie teraz, jutro ide na
    kilka dni do szpitala, pozniej bede zyla przez 2,3 tygodnie w
    niepewnosci oczekujac na wyniki...Wierzę, ze beda dobre, ale i tak
    dzieki temu nabieram wiekszego dystansu do zycia i wiem, jak je
    powinnam przewartosciowac, a przynajmniej mi sie tak nieskromnie
    wydaje. Pozdrawiam cieplo i dziękuję za troskęsmile
  • Re: noc spadających gwiazd:)

    the.tempest 08.08.07, 21:25 Odpowiedz
    Duzo zdrowia Sonnenschein. Sprawdz proszę @.
  • Re: Ból odrzucenia

    sonnenschein7 12.08.07, 14:50 Odpowiedz
    Wrocilam z badan, słabiutko sie czuję a na wyniki muszę czekac okolo
    miesiąca...miesiac zycia w niepewnosci...moj lot do Niemiec wciąz
    stoi pod znakiem zapytania, ale ta kwestia powinna sie rozwiazac w
    przeciagu kilku nadchodzacych dni. Zdecydowalam sie zebrac na odwagę
    i zapytac w mailu kolezanke, czy On jeszcze tam jest. Najwyzej
    zrobię z siebie pierwszą naiwną i zakochaną wariatkęsmile
    W szpitalu było mi strasznie smutno i nawet nie chodziło o atmosferę
    umierania wokoł mnie. Lezalam na sali z trzema modymi kobietami. Do
    kazdej dzwonil jej mezczyzna...pobierali nam krew co 2, 3 godziny a
    chlopak jednej z moich towarzyszek dzownil do niej nawet o 4 rano,
    zaraz po pobraniu krwi, aby zapytac jak sie czuje. Ostatnio
    zmienialam telefon, nie zapisalam Jego numer na nowej komorce i
    chyba dobrze sie stalo, bo w pewnym momencie serce tak sie do Niego
    wyrywalo, ze bylam gotowa wyslac Mu smsa...Czulam sie tak cholernie
    samotna i niekochana, jak chyba jeszcze nigdy w zyciu...Gdzie sie
    podziała moja wiara w czary i cala energia na walczenie o wlasne
    szczescie w przyszlosci?Ile czasu musi upłynac zanim znow cos do
    kogos poczuje?Ktos kiedys powiedzial, ze człowiek jest zawsze tak
    naprawdę zdany tylko na siebie i trudno mi sie z tym nie zgodzic. Co
    z tego, ze dbam o moje przyjaznie, jesli wiekszosc moich znajomych
    jest za granicą i kontakty stopniowo nam sie rozluzniaja, co z tego,
    ze jestem -pochlebiam sobie-wartosciowym człowiekiem i kobieta z
    klasą, jesli moj Mezczyzna odszedł?tracę motywację i chęc do
    robienia czegokolwiek, o ilez latwiej byloby niezobowiazujaco
    wskakiwac facetom do łóżka i beztrosko cieszyc sie zyciem, tylko
    osiolek we mnie w zyciu by mi na to nie pozwolil...Zauwazylam, ze
    niektorzy znajomi uwazaja moje zachowanie i moje zasady za-
    delikatnie mowiac-smieszne i pewnie za moim plecami pukaja sie
    znaczaco w głowę. Jak mozna bylo byc w kraju relatywnie wyzwolonym i
    nie zyc w imię zasady "sex, drugs and rock'n'roll"?Powoli zaczynam
    sie gubic i juz sama nie wiem, czy to ja zwariowalam czy to swiat
    wokol mnie stanąl na głowie...
  • Ból istnienia

    sonnenschein7 10.09.07, 22:12 Odpowiedz
    Witam.
    Wrocilam po dluzszej niobecnosci, ale tylko na chwilke.
    Bo muszę sie wyzalic.
    Bo mam wrazenie, ze dluzje juz tak nie pociagnę.
    Ulecial gdzies ze mnie ten entuzjazm i optymizm sprzed kilku tygodni.
    Coraz trudniej uwoerzyc mi, ze wszystko sie pouklada.
    Juz niedlugo przeprowadzka do innego miasta, nowa praca, nowi
    ludzie, nowe studia(zeby miec lepsze kwalifikacje i jak zwykle
    jeszcze wyzej podniesc sobie poprzeczkę i udowodnic calemu swiatu,
    ze jestem dzielna i z wszystkim sobie SAMA poradze).
    Panika, aby nie przeoczyc zadnego waznego terminu, nie zapomniec o
    dołączeniu waznego dokumentu.
    Strach, zeby tylko wyjsc na osobe kompetentna i odpowiedzialna,
    swietna organizoatorke, ktora zalatwi wszystko, podczas gdy
    pozostali z ulga odetchna(w mysl zasady:umiesz liczyc-licz na
    siebie, czyli wez na swoje barki odpowiedzialnosc za cala grupe).
    Z drugiej strony radosc, ze w koncu znow cos sie zacznie dziac, ze
    juz nie bede wegetowac mieszkajac z rodzicami w malym miasteczku na
    poludniu Polski.
    Ale tez lęk, jak mama sobie beze mnie poradzi(odkad pamietam
    jestesmy ofiarami przemocy psychicznej ojca)...
    Cieżka sprawa, z jednej strony mozliwosci oddychniecia w koncu pelna
    piersia i zycie wlasnym zyciem, z drugiej poczucie odpowiedzialnosci
    za osobę, ktora mnie urodziła, zamkniety krąg bez wyjscia i bez
    wlasciwej odpowiedzi...
    Mam juz dośc ciaglego poczucia winy, ciaglego wmawiania sobie ze
    jestem wartosciowym czlowiekiem i ze mam prawo do miłosci, ze jestem
    godna szacunku i uwagi. Bo JESTEM bez wzgledu na to co robi lub mowi
    ON.
    Mam dosc uczucia zazdrosci, ze moja postawa i stan psychiczny, ktory
    sobie przez tyle lat i z takim trudem wypracowuje, inni(zyjacy w
    zdrowych rodzinach) mają we krwi.
    Nie znoszę moich blokad, moich malych przepasci nie do
    przeskoczenia, tak bardzo czasem chcialabym przestac sie bac,
    zaufac, otworzyc, ZARYZYKOWAC, ale lęk jest silniejszy ode mnie.
    A przeciez obiektywnie rzecz biorac jestem dobra w tym co robie, nie
    mam prawa miec kompleksow.
    Mam juz dośc szpitali, nie majacych konca badan, braku odwiedzin i
    telefonow... i zatroskanych twarzy lekarzy.
    Nie mogę patrzec juz na moje odbicie w lustrze-po dwoch miesiacach
    jestem znow tą smutną, pozbawiona nadziei dziewczyną, ktora znam
    sprzed roku i z ktora(jak sie łudzilam) definitywnie sie pozegnalam.
    Mam juz dosc myslenia o Nim, wspominania slow, gestow, spojrzen...
    Nie lubię siebie za ogladanie zdjec z kraju, do ktorego mielismy
    poleciec razem, za te miejsca, ktore On mial mi pokazac, za te
    miejsca, ktore z Jego miejsc mialy stac sie naszymi miejscami.
    Denerwuje mnie moja obawa przed czytaniem Jego starych maili, wciaz
    sie boję tego, co tak pięknie ubral w slowa a co w wiekszosci i tak
    mi sie w pamieci kołacze...
    Ale nie zadzwonilam do Niego, nie wyslalam smsa, nie napisalam
    maila, nie wypytuje o Niego wspolnych znajomych-i nigdy tego nie
    zrobie, jestem na to za dumna i za uparta.
    Nie lubię siebie za to, ze wciaz czuje, ze do Niego nalezę,za
    przekonanie, ze w milosci wszystko juz bylo, ze tak pieknie juz
    nigdy z nikim mi nie bedzie.
    Nie lubie siebie za moj zal do Niego, ze mnie oswoil, przygrnał,
    pocieszyl, sluchal,rozumial, dodał wiary i nadziei, pokazal inny
    swiat, tysiace drog do szczescia, uczyl walki o siebie i
    przekonywal, ze nie ma sytuacji bez wyjscia i ostatecznie porzucil
    zostawiajac z wszystkim niezaleczonymi lękami...
    Mam dosc prob budowania swojego szczecia, ktore sa jak domek z kart,
    ktore los z takim uporem zlosliwie zburza.
    Przytuli ktos wirtualnie?


  • Re: Ból istnienia

    moena77 10.09.07, 22:42 Odpowiedz
    Przytulam Cię z całego mojego wielkiego serducha. Rozumiem Cię
    bardzo, bardzo dobrze, no ale teraz nie o mnie. Nie możesz się teraz
    poddać bo może być już tylko lepiej, zobacz jak wiele zrobiłaś, jak
    wysoko postawiłaś sobie poprzeczkę i idziesz do przodu bardzo
    skutecznie. Pomyśl tylko, że teraz może być tylko lepiej, spróbuj
    popatrzeć już tylko do przodu ile nowych rzeczy i wyzwań przed Tobą.
    Może nie ma tam jego ale może jest ktoś lepszy, tego nie Wiesz. Na
    pewno będą nowi ludzie, nowe znajomości. Zobaczysz jak się w to
    wszystko wkręcisz to niedługo będzie tylko lepiej.Chciałabym mieć
    tyle Twojej siły i uporu. Możesz być z siebie dumna i teraz myśl
    tylko o sobie a wspomnienia spróbuj zagrzebać, tak jak ja próbuję.
    To, co w tej chwili czujesz na pewno jest chwilowe. Sama Wiesz, że
    są dni kiedy czujemy się, że możemy przenosić góry i są dni kiedy
    jest troszkę gorzej ale damy radę, zarówno Ty jak i ja jak i cała
    rzeszy Osób, które tutaj goszczą. Ściskam mocno i zacznij się
    uśmiechać sama do siebie. Zobaczysz wszystko się ułoży.
  • Re: Ból istnienia

    sonnenschein7 12.09.07, 21:12 Odpowiedz
    Juz jest lepiej, ale....i tak dziekuje-"z całego mojego wielkiego
    serducha"smile-i to nawet nie jest przenosnia, bo podobno serducho mam
    duze jak na moj wiek i wagęsmileno ale kochliwa jakos nie jestem...
    Wiesz, ja sie juz powoli zaczynam z Niego leczyc. Na szczescie
    mieszkam teraz w Polsce-i dzieki temu jest mi o niebo lzej na
    duszyczce. Choc tesknie niewyobrazalnie...
    Ale potrafię juz nie oddychac Nim. Cos, co kiedys wydawalo mi sie
    niemozliwe do zrealizowania, dzis jest rzeczywistoscia.
    Jasne, poradzę sobie, jak zawsze zresztą. Idealna corka, siostra,
    przyjaciolka, ukochana, studentka i pracownik stanie na wyskokosci
    zadania, choc i tak nie zasluzy na przychylniejsze spojrzenie ojca
    lub jego jedno cieplejsze słowo...
    Najwazniejsze teraz to nie dac sie złamac-na szali znajduje sie cale
    moje przyszłe zycie.
    Ech, co Wy macie z ta moją " siła i uporem"?smilenie jestes pierwsza
    osoba, ktora to podkresla. A ja jestem naprawde maluczkim
    człowieczkiem, ktory tylko walczy o swoje prawo do zycia po swojemu.
    Staram sie usmiechac do siebie codziennie, co nie oznacza, ze czasem
    nie usmiecham sie do siebie cynicznie, ironicznie bądz złosliwiesmile
    Dziekuje najpiekniej za wirtualne wsparcie i przytula odwzajemniamsmile
  • Re: Ból istnienia

    moena77 13.09.07, 09:01 Odpowiedz
    HMMM, bo jak przeczytałam Twojego poprzedniego posta to tak jakbym
    widziała momentami siebie, może w nieco gorszej wersji bo chyba aż
    tak wiele nie osiągnęłam, chociaż też od dawna walczę o swoje i
    jakoś mi się udaje. Tak naprawdę mogę liczyć tylko na siebie i radzę
    sobie jak tylko umiem najlepiej, wiem, że nie mam innego wyjścia po
    prostu. Czasem jednak tak samo jak Tobie brakuje mi już sił i
    chciałabym aby choć na moment się ktoś mną zaopiekował. Do niedawna
    myślałam, że jest to możliwe ale jak widać pomyliłam się, nie
    pierwszy raz zresztą. Cały czas tylko słyszę "jesteś silna, mądra
    etc." a to według mnie nie jest prawda- konieczność przetrwania to
    na mnie wymusza. Sonnenschein ja też bardzo tęsknię za Nim, chociaż
    wiem, że tak naprawdę na to nie zasłużył, nie umiem sobie wypełnić
    pustki jaką zostawił i przeraża mnie to z dnia na dzień coraz
    bardziej, nie mija nic a nic. Mam nadzieję, że w końcu będzie lepiej
    tylko kiedy. Boję się, że już nie spotkam faceta, z którym będzie mi
    tak dobrze jak z NIM pod każdym względem. No, ale jeśli Tobie się
    uda to mi może również w końcu, trochę już mam za sobą. Ściskam i
    trzymam kciuki
  • Re: Bycie dzielną nie jest dobre.

    pluvia 13.09.07, 12:41 Odpowiedz
    "Ale "to kruk biały i łabądź czarna" wink "

    Czyżby Orzeszkowa? smile

    Pozdrawiam
    Pluv
  • Re: Bycie dzielną nie jest dobre.

    sonnenschein7 13.09.07, 13:49 Odpowiedz
    Zdaję sobie sprawe, ze STARANIE sie byc dzielna zawsze i w kazdej
    sytuacji dobre nie jest(zdaje sie, ze Maheda juz mi to kiedys
    tłumaczyla...), ale co innego mi pozostaje?
    Dopoki nie poukladam swojego zycia, nie ma mowy o tym, aby mogła
    stworzyc szczesliwy zwiazek. Mam "zwichniętą" psychikę, musze
    zaleczyc siebie zanim wejde z kims w blizsze relacje.
    Bo dopiero gdy plynac ciagle pod prąd stworze sobie w koncu swoja
    plaszczyzne wolnosci, bede mogla przestac byc dzielna i stac sie
    fajna babeczką potrzebujaca silnego, męskiego ramienia.
    Niby trzeba zyc tu i teraz a nie odkladac zycia na potem, ale ja
    wiem, ze teraz nie bylabym w stanie byc dla kogos rownorzednym
    partnerem, pewnie cos bym po drodze popsula a po co komus
    niepotrzebnie mieszac w zyciorysie?
    Pozdrawiam najcieplej
    Płomyk słonca i niesmialej nadzieismile
  • Re: Ból istnienia

    ulka76 24.09.07, 00:09 Odpowiedz
    sledzilam twoja historie, przykro mi czytac ze nie ma ona szczesliwego zakonczenia.mam nadzieje ze niedlugo bedziesz szczesliwa.... przesylam ci usciski i najlepsze zyczenia i przytulam wirtualnie z calego serduszka /ulka
przejdź do: 1-100 101-129
(101-129)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Ostatnio odwiedzane wątki

Zaloguj się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.