Tempest-dla mnie pocieszeniem sa nie tylko gwiazdy, muzyka rowniez

wieczorami
śłucham muzyki, ktora dodaje wiary i nadziei i motywuje do dzialania, do
odwaznych swiat nalezy
Smutna06 po pierwsze podziwiam i dziekuje, ze mialas cieprliwiosc/czas/ochote
przecztac jeszcze raz moja historie, kochani jestescie, ze tak analizujecie to
co tu dosc chaotycznie wypisuje

jesli chodzi o powod naszego rozstania...nie
napisalam go/ich wprost, dlatego ze go/ich do koca nie znam, Jego decyzja o
rozstaniu to tez byl grom z jasnego nieba, jasne, mielismy swoje male problemy,
ale czyj zwiazek jest od poczatku idealny i wysniony?wiele razy wracalam do
naszej rozmowy, ale mimo iz staralam sie sluchac Go z uwaga, bylam nie do konca
obecna, to, co sie dzialo, bylo dla mnie zupelnie niepojete, czulam sie jak w
czeskim filmie, mialam nadzieje, ze zaraz sie obudze albo chociaz Szymon
Majewski wyloni sie zza roku z okrzykiem: "ha!mamy cie!", ale nie:/...pamietam
tylko slowa:" Gdybym z Toba został, bylibysmy jeszcze przez jakis czas
szczesliwi, ale pozniej znow musialbym o ciebie walczyc, musialbym ci cos
udowadniac, kto kocha prawdziwie, nie czeka, nie sprawdza, nie wystawia na
probe, tylko daje sie poniesc emocjom. Jestem dla ciebie wazny, ale nie mowisz
mi tego i nie okazujesz dostecznie mocno, a ja tego potrzebuje, aby byc
szczesliwym. Dałem ci caly moj swiat, pokazalem jaki jestem a ty wciaz nie
potrafisz mi zaufac do konca". Czasem zartem powiedzial, czego u mnie nie
znosi, przyjmowalam krytyke z godnoscia, chcialam i zmienialam sie dla Niego(na
tyle, na ile pozwalal mi maly uparciuch i buntownik we mnie

), ale nie bylam
swiadoma, jakie znaczenie pewne rzeczy maja dla Niego...gdy poprosilam Go o
ostatnia szanse, powiedzial, ze szans dostalam juz wystarczajaco duzo, co
uwazam za krzywdzace i niesprawiedliwe, nie wiedzialam, ze kazda nasza rozmowa
pol zartem, pol serio to dawanie mi kolejnej szansy...gdy pisalam o braku
cierpliwosci mialam tez pewnien aspekt naszego zwiazku na mysli, mysle, ze
niedlugo go opisze, choc chialam go zachowac dla siebie, ale jak juz wszystko
szufladkuje to musze i z tym problemem stanac twarza w twarz...
Wiem na pewno, ze uwazalam, ze Jego deklaracje przychodza za wczesnie, jest
strasznie uczuciowym człowiekiem i rozumiem to, ale dla mnie czyny sa
wazniejsze, wystaczy mi moje odbicie w Jego oczach, ma sie w koncu ta intuicje
kobieca i sie wie, co w meskim sercu piszczy

moze mielismy inne wyobrazenie o
czestotliwosci i natezeniu wyrazania uczuc?moze bylam tak zamknieta na swoj
obraz idealnej miłosci, ze nie zauwazalam jakiego cudnownego czlowieka mam u
boku i ze przeciez to ze jest inaczej, nie oznacza ze jest gorzej...byly slowa,
byly czyny, byla magia, czego chcialam wiecej?czasem sie zastanawiam czy wart
sie zmieniac dla kogos czy lepiej trwac przy swoich racjach, z jednej strony
zmienialam sie dla Niego i nie byly to zmiany bolesne, wrecz przeciwnie,
przyjmowalam je z radoscia, cieszylam sie, z ektos odnalazl do mnie klucz, co
latwe nie jest( musialam czekac 5 lat, aby moje serce zaczelo szybciej bic-dla
Niego), sa jednak sprawy na ktore potrzeba czasu, ktore musza naturalnie
dojrzec, procesy, ktorych przyspieszyc sie nie da( a o ktorych napisze
niedlugo, gdy tylko zbiore sie na odwage

, nic na to nie poradze, ze czasem
jestem uparta jak osiol, serce moze sie wyrywac, inni juz dawno by sie poddali,
dali poniesc emocjom a ja nie-poczekaj, przekonaj sie ze warto, nie trac
niezaleznosci pochopnie. Zdarza sie, ze sie zloszcze na siebie, chcialabym
postapic wbrew temu osiolkowi we mnie, ale ze narowisty strasznie to nie da
rady

sa bariery, ktorych nawet dla osob, ktore kocham pokonac nie potrafie, w
kazdym badz razie nie od razu, czas leczy rany, ale tez jest pomaga ocenic
stopien zazylosci, jesli ktos jest twoim dobrym przyjacielem/kochajaca osoba da
ci czas na rozmyslania, na oswojenie sie, na zrozumienie siebie, bo przeciez
nigdzie wam sie nie spieszy, wasze relacje to nie bieg na czas. Cierpliwosc,
wyrozumialosc i cieplo dwaane na codzien to wytrychy do niejednych drzwi...
Co do gwiazd-wiem to na pewno, ze razem juz nigdy nie bedziemy, nawet gdybym
teraz, zaraz wsiadla w samolot i poleciala do mojego miasta w Niemczech,
niczego to nie zmieni. Nie mialabym odwagi napisac do Niego, ze oto jestem a
tym bardziej stanac w progu Jego mieszkania. On jest dumnym czlowiekiem, ja
tez. Czesto smialismy sie z mojego "nie", jakos tak mam, ze niekoniecznie lubie
cos od kogos dostawac, dawac komus, jak najbardziej, ale brac nie potrafie...na
poczatku naszej znajomosci czesto pytal, czy chce herbaty, czy nie jestem
glodna, czy czegos mi ne ugotowac itp. Odpowiedalam, ze nie, nie chcialam
zbytniej uwagi, nie chcialm Mu robic problemu a najczeciej po prostu nie bylam
glodna

pozniej to moje "nie", przewaznie rzucane zartem stalo sie
przysłowiowe

kiedys rozmawialismy powaznie i On powiedzial :"Tak czesto mowisz
mi nie, dlaczego nie powiesz tak mnie i temu co jest miedzy nami?", zapytał:" a
gdyby ktos tobie powiedzial nie w jakiejs kwestii, jakbys sie poczula, co bys
powiedziala?". Odpowiedzialam, ze czyjes nie jest dla mnie bardzo wazne, nie
chce nikomu narzucac mojego zdania, nie chce wkraczac w granice czyjejs
niezaleznosci i ze bym je zaakceptowala, nie walczylabym z nim, przeciez ktos
nie mowi mi "nie", zeby zrobic mi na zlosc, to jest czyjs sposob wyrazania
braku akceptacji. Zreszta, "nie" wcale nie musi byc zawsze rozumiane jako cos
negatywnego, na ilez to spraw w zyciu powinnismy powiedziec "nie", ale dajemy
za wygrana i zyjemy nie tak jak chcemy, akp\ceptujac biernie to, co zycie nam
podsuwa?do czego zmierzam: podczas naszej 2godzinnej rozmowy On powiedział
mi "nie" i ja to z bólem akceptuje, moze powinnam jeszcze raz sprobowac,
napisac do Niego, sprobowac cos zmienic, ale maly buntownik we mnie
mowi "nie"...moze po prostu wiem, ze i tak nic by to nie dalo, On jest takim
czlowiekiem typu "do rany przyloz", ja podobno tez...kiedys, gdy mi mowil jaka
jestem delikatna i wrazliwa, powiedzialam, ze potrafie tez pokazac pazurki,
bywam bezkomprowisowa i uarta do bólu, odpowiedzial, ze On tez. I nie kłamał.
Podjał decyzje, wiec bedzie sie jej trzymal. Ludzie Jegopokroju potrafia rownie
mocno kochac jak ranic...Na poczatku ludzilam sie, ze to rozstanie i ta rozmowa
to tylko takie dani mi kopa, otworz oczy, zobacz kogo mogłas stracic, ale nie,
okazalo sie, ze jesli chodzi o upór i bezkompromisowosc to bije mnie na
głowe...zyczylabym sobie tylko jednego: zeby czasem gdy patrzy w gwiazdy
pomyslal o mnie, pomyslal nie jako o osobie, ktora nie spelnila Jego oczekiwan,
lecz jako o osobie, ktora byla Jego przyjacielem, Jego powiernikiem, Jego
Aniolem Strozem i Jego najwiekszym skarbem, no przynajmniej starala sie byc
chcialabym, aby mnie nie zapomnial, bo to by znaczylo, ze byłam wyjatkowa osoba
w Jego zyciu...moze i w ramach wyjatku uciszylabym osiolka w srodku i
powalczyla o Niego( i ewentualnie osmieszyla sie jak jeszcze nigdy dotad, bo
podejmuje walke tylko wtedy, gdy spodziewam sie, ze wygram), ale myslę, ze On
tego ode mnie nie chce i nie oczekuje:/...