• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Ból odrzucenia Dodaj do ulubionych

  • 08.07.07, 19:41
    Moja historia jest jak tysiace podobnych...byla miłosc na cale
    zycie<podobno>, wspólne plany na przyszłosc i rozbudzona nadzieja we mnie, ze
    oto mam kogoś, kto akceptuje mnie taką, jaką jestem...rok temu miałam
    możliwosc wyjazdu na stypednium naukowe do Niemiec-szansa na bogatsze CV,
    podszkolenie języka, ale przede wszystkim szansa dla mnie na nowe
    doswiadczenia, poznawanie siebie, przerwanie pępowiny i zaczęcie dorosłego
    życia...do mężczyzn zawsze mialam duży dystans a oni zrazeni zbyt
    długim "goniniem króliczka" najczęściej dawali za wygraną. Wyjechalam i
    poznalam cudownego człowieka. To bylo jak grzmot z jasnego nieba i przycmiło
    swoim blaskiem wszystko, co było dla mnie do tej pory ważne. Zawsze uważałam
    sie za osobę rozsądną, czasem nawet zbyt trzymajacą sie ziemi i nie
    pozwalającą sie ponieść chwili, ale obcowanie z tym człowiekiem zmieniło
    wszystko...oworzylam sie na niego, uwierzylam, ze warto pozwolic mu sie
    poznac blizej i ze on mnie nie zrani. Nie jestem naiwna "słodka idiotka", nie
    robi na mnie większego wrażenia męskie "stroszenie piórek", które ma na celu
    zaciagnięcie ofiary do łóżka. Z dwojga złego wolałam sie skazac na banicję i
    wszystkich kolegow profilaktycznie trzymac na odległość. Nie przewidziałam
    tylko tego, ze w życiu nie wszytsko mozna przewidziec...Poznałam Go,
    pokochałam, byłam gotowa do wielu poświęceń, mogłabym dla niego zostawic
    rodzinę, kraj, pozwolić, aby kontakty z przyjaciółmi sie
    rozluźniły...zastanawialam sie co ten człowiek w sobie takiego ma, czego nie
    mają inni, jakim cudem potrafil tak szybko otworzyc moje serce i sie w nim
    zagniezdzic?dlaczego moje systemy alarmowe jeden po drugim odmawiaja
    posłuszenstwa a ja z taka łatwościa poddaje sie fali?był i jest wartościowym
    człowiekiem, wiem, ze juz nigdy nie bedziemy razem, godzę się z tym, ze nie
    jest juz moim mężczyzną, ale nie mogę darować sobie i jemu, ze wraz ze swoim
    odejściem zabrał mojego najlepszego przyjaciela...to boli najdotkliwiej i
    kusi, aby znow sie zamknąc na miłość, bo jesli On znał mnie taka, jaka jestem
    naprawdę, z wszystkim wadami i sekretami i mimo wczesniejszych zapewnien, ze
    bedziemy razem do skonczenia swiata i o jeden dzien dluzej, zostawil mnie czy
    nie byl to brak akceptacji mojej osoby? zaufałam mu prawie bezgranicznie,
    pozwolilam mu sie oswoic a teraz jestem bezpanskim zwierzątkiem, tysiac razy
    bardziej nieufnym niz wczesniej. Kocham Go, wiec pozwalam Mu odejsc, ale
    calkowite zerwanie kontaktu jest ponad moje siły...wiem, ze takie rozwiazanie
    jest podobno najlepsze, ale myslę, ze pomylił się, mówiac, ze mamy zbyt
    odmienne charaktery, aby byc razem, zabrakło mu cierpliwości, aby pozwolic mi
    otworzyc sie do konca...Szanuję Go za to, ze mnie nie wykorzystał i załuję
    tylko, ze straciłam tak wartościowego człowieka...proszę Was, powiedzcie,ze
    jeszzcze bedzie pieknie, nawet jesli musielibyscie skłamac...
    Zaawansowany formularz
    • 08.07.07, 22:19
      przezylas cos pieknego,
      jeszcze bedzie pieknie znow,

    • 09.07.07, 08:07
      nie musze kłamac
      bedzie jeszcze pieknie
      juz nigdy tak jak z Nim, bedzie inaczej, moze piekniej, nie tak samo
      On ma na zawsze miejsce w Twoim sercu
      wiem ze przerwac jest trudno i nawet jak sie zerwie kontakt to sie wraca
      codziennie myslami, do miejsc, do zdarzen, do tego co laczylo, do wspólnych
      kawalkow,najdrobniejsza rzecz potrafi go znowu przypomniec, nawt ktos w tramwaju
      kto tylko podobnie sie usmiecha, albo...temat rozmowy zarzucony w towarzystwie
      i przychodza chwile ze chce sie znow odezwac, napisac, pobiec na
      spotkanie...zawołać zostan i sie tego nie robi
      stracic ukochanego to bol, ale stracić ukochanego i przyjaciela w jednej osobie
      to rozpacz ale zatrzymywac na sile sie nie da, On pozostanie Twoim przyjacielem
      na zawsze tak jak Ty jego tylko jeszcze nie teraz, za jakis czas jak sie Twoje
      serce uspokoi znow bedziecie mogli byc przyjaciolmi, przeciez masz dla Niego
      wiele zyczliwości i wiele ciepłych uczuć i gdyby teraz pojawił sie z jakakolwiek
      prosba o pomoc to przeciez nie odmówiłabys i On pewne tak samo
      czasem tak jest że nie mozna byc razem choc tak bardzo sie chce
      On zna wszystkie klucze do Ciebie, kiedys ktos inny dostanie je od Ciebie w
      prezence, oprócz tego jednego, który bedzie należal tylko do Niego na zawsze...

      to piękne co się zdarzyło, doswiadczyłaś czegoś najwspanialszego...
      zawierzenia i oddania do końca... juz wiesz przynajmniej , ze jest to możliwe,
      ja tez wiem i wiem jeszcze jedno ze warto, mimo ze moze potem boli ale warto
      potrafisz to zrobic więc piekne jeszcze przed Toba, chociaz w tym momencie może
      w to nie wierzysz,
      podziekuj Mu za to że był w Twoim życiu choć przez chwilę
      a co zycie przyniesie?
      teraz przynajmniej wiesz że moze byc pieknie, najpiękniej i to jest wspaniałe
      chociaz teraz boli
      przytulam mocno B.
    • 09.07.07, 08:38
      Witaj. Miałam to samo. Przyjaciel, ukochany, trochę dobrze , trochę źle, poznał
      mnie od podszewki, wiedział wiele może wszystko nie chciał ze mną zostać, tak
      bardzo sie bałam, ze odejdzie i odszedł. Powiedział, że zawsze na Niego mogę
      liczyć. On na mnie też. Teraz cisza na łączach od paru miesięcy. Nic.
      Wspomnienia blakną ale tylko trochę. Nauczyłam sie od Niego, że nie wolno chować
      niczego pod dywan, ze warto i trzeba nawet gdy to miałoby nieść za sobą ryzyko
      rozstania mówić co leży na sercu. Choć On jest ciągle w moich myślach to dzięki
      temu, że był moim przyjacielem nie tylko ukochanym mam teraz kolejną szansę.
      Wiem jak może być, wiem że warto zaufać i co najważniejsze potrafię to zrobić.
      Bolało. Podnoszenie się bolało jak nie wiem. Odbudowywanie siebie w sobie
      bolało ale nie mam do Niego żalu, jest wartościowym człowiekiem. Nie chciał mnie
      skrzywdzić. Dostałam od Niego najwspanialszy prezent, a może dwa. Jednym z nich
      jest poczucie że potrafię być blisko z drugim człowiekiem i że warto i że nie
      boję się znów zaryzykować, bo skoro przeżyłam tamto rozstanie to cóż innego może
      mnie powalić, a bliskość jest tak piękna, że warto nawet gdy potem boli. Drugi
      prezent należy tylko do Niego i nie na publiczne forumsmile, uśmiecham się gdy
      myślę o tym drugim prezencie. Taki dar na całe życie. Kocham go jeszcze ale wiem
      ze razem nie będziemy. Przyjaciółmi zaś pozostaliśmy.Mimo, że się nie
      kontaktujemy. Wiem że gdzieś w świecie jest mi życzliwa osoba i mam nadzieję,
      że On wie. Gdyby kiedykolwiek, czegokolwiek potrzebował będę i mam poczucie , że
      On będzie gotów pomóc.
      Troche o sobie sie rozpisałam. No cóz uderz w stół a nozyce się odezwą.
      Zobaczysz jeszcze będzie pięknie dostałaś dar - możliwość otwartości, wiesz jak
      smakuje miłość otwartość, przyjaźń już nigdy nie dasz nabrać się na plewy
      9w postaci udawactwa w celu zaciągnięcia do łóżka) zawsze będziesz szukać
      pełnowartościowego ziarna bo wiesz jak wygląda i wierz mi nie zawsze to musi być
      On. Ktoś inny tez znajdzie drogę do Twojego serca. Może nie teraz jeszcze ale
      już wkrótce. Przyroda nie lubi próżni, zwłaszcza tam gdzie się za specjalnie nie
      szuka.
      Pozdrawiam ciepło Kartka
      • 09.07.07, 12:07
        Pieknie piszecie, ale teraz boli jeszcze tak bardzo, ze nie wierze, zeby takie
        szczescie spotkalo mnie raz jeszcze...On nie byl Polakiem, ba-nie byl nawet
        Niemcem, wychowal sie w calkiem innej kulturze niz nasza, nie chcę urazic
        niczyich uczuc, ale na razie wątpię, aby ktoś miał jeszcze dla mnie tyle serca,
        uwagi i checi pomocy, cierpliwości mu moze w pewnym momencie zabrakło, co
        tłumaczę jego kulturą, z drugiej strony jak to możliwe, ze osoba, która kocha
        cię ponad zycie, nie daję ci czasu, o który prosisz?czasu, ktorego przeciez nie
        tracicie, jesli przed wami cale zycie...wartosciowym człowiekiem jest na pewno,
        wiary w to nie podwazy nikt, bo przeciez mozna byc wartosciowym człowiekiem i
        mężczyzna skoncentrowanym głównie na sobie, prawda?ok ironię zostawmy, czasem
        wydaję mi sie, ze zaczynam rozumiec motywy jego postepowania, jego
        rozdzierającej mi serce decyzji i naglego zerwania kontaktu("bo tylko w ten
        sposob boli mniej a rana szybciej sie goi"), czasem myslę, ze owszem, zalezalo
        mu na mnie, ale razem moglibysmy byc tylko na jego zasadach(co tez jest
        niesprawiedliwie, bo przez dlugi okres czasu był dla mnie megawyrozumiały),
        ciezko to wszystko wyposrodkowac, wydac wyrok i zaczac zycie od podstaw, wiem,
        ze tez popelnialam błędy, których wtedy nie umiałam rozpoznac, teraz potrafię,
        ale jest juz za pózno...To tez przeczy jego miłosci-gdy ktos zdaje sobie sprawe
        ze swoich błędow, wyraza szczerą chęć poprawy jak mozna kochanej osobie
        powiedziec, ze szans dostała juz za duzo?ze przez pewnien czas moglibysmy ze
        soba byc szczesliwi, ale jednak zbyt duzo sie różnimy???lepiej rozstac sie
        teraz niz pozniej...moze mam naiwne nastawienie do miłosci, moze jeszcze za
        mało przezyłam, ale nie wierze, ze nasze uczucie nie poradziłoby sobie
        z "róznicami charakterow", zbyt duzo nas łączyło, aby te róznice, o ktorych
        mówił mogły nas rozdzielic, wystarczyło poczekac, dac mi czas, o ktory prosiłam
        a ofiarowałabym mu cały moj świat...jakim cudem miłosc mogła przegrac z brakiem
        cierpliwosci?rozumiem, ze bolalo Go to, ze nie dałam sie poniesc temu uczuciu
        tak jak On, ale nic na to nie poradze, ze jestem ostrożna, nie działam na
        zasadzie: tak, kocham cię, wiec nie myslę o wszelkich konsekwencjach, zapomniam
        o calym swiecie i zatracam sie w tobie...podobno bylam dla niego za
        bardzo "skomplikowana", ale w tym caly moj urok, muszę miec jakas odskocznie,
        bedac razem muszę częsciowo pozostac niezalezna, nie potrafie odsłonic sie
        calkiem i od razu, zreszta czy nie lepiej poznawac kogos krok po kroku i
        cieszyc sie, gdy ktos z własnej woli uchyla nam drzwi i zaprasza do srodka ze
        slowami: chodz, nie boj sie, sprobuj przyejsc ten labirynt, przeciez wiesz, ze
        warto, wastarczy tylko nie stracic cierpliwosci...wrociłam do Polski, co
        najmniej przez rok tutaj zostanę, ucieklam przed mozliwoscia przypadkowego
        spotkania Go na ulicy...swiadomosc, ze nie mam mozliwosci dowiedzenia sie
        bezposrednio od niego, czy u Niego wszystko w porzadku boli
        niewyobrazalnie...mielismy zostac przyjaciolmi, ale po moim pelnym rozżalenia
        mailu On nie chce miec ze mna kontaktu...wiec to bylo moje 5 minut szczescia w
        zyciu, ktorym nie zdazylam sie nawet tak naprawde nacieszyc?smutno, ale pogodzę
        sie z tym, nie pozostawił mi innego wyjscia...
        • 09.07.07, 12:33
          patrz na czyny cżłowieka, a nie słuchaj jego słów.
          Czyny świadczą o człowieku, natomiast słowa są tylko odbiciem tego, jakim dany
          cżłowiek chciałby być, lub też - są odzwierciedleniem kompleksów, zahamowań.
          Patrz zawsze na czyny.
          Po odrzuceniu słów, realia są takie (z tego, co zrozumiałam), że próbował Cię
          zbajerować, nie udało mu się, to sobie Ciebie odpuścił, bo zrozumiał, że jeśli
          coś by między Wami było, to na warunkach, które mu nie odpowiadają.
          Reszta - czyli słowa - to tylko osłoda i zasłona dymna.
          Cokolwiek o tym myślisz.

          --
          Biusty nie kończą sięna D
          • 10.07.07, 21:31
            Podziwiam Cię za Twoje podejscie do opisanych historii. Zawsze z dystansem,
            mozliwie obiektywnie, czytasz bezbłędnie miedzy wersami i wyciagasz na swiatlo
            dzienne szczegóły, o ktorych z tylko sobie znanych powodow nie wspomnielismysmile
            Czytalam juz kilka historii i Twoich komentarzy do nich-w pierwszej chwili
            myslalam najczesciej: "ech, zamiast pocieszyc, to Maheda sprowadza bolesnie na
            ziemię", ale z doświadczenia wiem, ze tak jest lepiej. Mogłam się czasem
            złoscic o Twoje słowa, ale z czasem okazywało się, ze były swięta prawdą.
            Jestem wsród swoich w Polsce, więc otrząsnę się szybciej wedlug zasady"co z
            oczu, to z serca", no a poza tym: jestem dzielnasmile
            • 11.07.07, 00:44
              Ale bycie wśród swoich jest bardzo dobre i świetnie robi na duszę smile Na du*ę
              zresztą też, jeśli mocno zbita wink
              Nie bądź dzielna - pozwalaj sobie na to, by być sobą.
              Pozwalaj sobie na słabość - tylko wtedy zauważą Cię ci opiekuńczy.
              Jeśli będziesz wyłącznie dzielna - zaczną się wieszać na Tobie słabeusze i
              mięczaki - jesteś pewna, że tego chcesz? smile
              Ja wiem, że nieraz powinnam wykazywać się większą dozą empatii i głaskania...
              ale jakoś, kurcze, przeważnie nie umiem uncertain No, chyba, że ktoś w mojej ocenie
              oberwał niesłusznie i całkowicie bez swojej winy. Ale "to kruk biały i łabądź
              czarna" wink Kto wie, z czego to cytat, ten ma u mnie litr najlepszego piwa smile

              --
              Biusty nie kończą sięna D
              • 13.09.07, 12:41
                "Ale "to kruk biały i łabądź czarna" wink "

                Czyżby Orzeszkowa? smile

                Pozdrawiam
                Pluv
                • 13.09.07, 13:49
                  Zdaję sobie sprawe, ze STARANIE sie byc dzielna zawsze i w kazdej
                  sytuacji dobre nie jest(zdaje sie, ze Maheda juz mi to kiedys
                  tłumaczyla...), ale co innego mi pozostaje?
                  Dopoki nie poukladam swojego zycia, nie ma mowy o tym, aby mogła
                  stworzyc szczesliwy zwiazek. Mam "zwichniętą" psychikę, musze
                  zaleczyc siebie zanim wejde z kims w blizsze relacje.
                  Bo dopiero gdy plynac ciagle pod prąd stworze sobie w koncu swoja
                  plaszczyzne wolnosci, bede mogla przestac byc dzielna i stac sie
                  fajna babeczką potrzebujaca silnego, męskiego ramienia.
                  Niby trzeba zyc tu i teraz a nie odkladac zycia na potem, ale ja
                  wiem, ze teraz nie bylabym w stanie byc dla kogos rownorzednym
                  partnerem, pewnie cos bym po drodze popsula a po co komus
                  niepotrzebnie mieszac w zyciorysie?
                  Pozdrawiam najcieplej
                  Płomyk słonca i niesmialej nadzieismile
    • 09.07.07, 13:10
      Nie wiem czy Ci pomogę choć trochę... Mogę powiedzieć tylko tyle, że nie
      jesteś sama, ze nie Ty jedna zostałaś porzucona, przez kogoś, kto zdawał się
      być TYM na zawsze...
      Wiem, że to nie brzmi pocieszająco... ale mi jednak pomagała świadomośc, że
      inne kobiety jakoś dają sobie radę po rozstaniu...

      Rozumiem Cię doskonale, bo też z miłości, pozwoliłam odejść... Nasza miłość
      do nich jest pozbawiona egoizmu... bo godzimy się z bólem serca, na coś
      czego tak naprawde nie chcemy...
      Całkowite zerwanie kontaktu również, jak i w Twoim przypadku jest ponad moje
      siły...
      Bądź silna...

      Popieram Mahedę- liczą się czyny, a nie słowa...
      Czujesz ulotność słów?

      "Słowa, słowa, słowa..."
    • 09.07.07, 14:17
      Wiem, że brzmi to teraz dziwnie i banalnie, ale naprawdę będzie jeszcze dobrze.
      Mogłabym się podpisać pod tytułem Twojego postu. Wiem, co to znaczy mieć wspólne
      plany, marzenia i cele i je stracić. Na pewno masz teraz wrażenie, że już nigdy
      nikogo takiego nie spotkasz, że to był tylko ten, jedyny, idealny. Przyjdzie
      taki moment, że będzie mniej bolało, wtedy będziesz mogła rozejrzeć się naokoło.
      I gdzieś tam będzie to Twoje szczęście smile
      Pamiętaj, że nic się nie dzieje bez powodu i bez celu. To, co przeżywamy dziś
      daje nam grunt pod to, co nas czeka. Pewne rzeczy mijają, żeby mogło spotkać nas
      coś lepszego i piękniejszego.

      "Nie zawsze się traci kiedy zostaje się pozbawionym czegoś"

      Zaglądaj tu na forum. Ja znalazłam tu siłę, pomoc i ciepłe słowo, kiedy nikt z
      moich znajomych nie potrafił mi pomóc.

      Ściskam mocno i jeszcze raz, powtórzę ten banał, że wszystko się poukłada. Tylko
      musisz dać sobie szansę na odnalezienie w sobie siły na przeżycie tych trudnych
      chwil. One muszą minąć, a łzy muszą się wypłakać.
      Potem będzie już tylko spokój.

      --
      "(...)czy wiesz
      że łzy się śmieją kiedy są za duże"
      • 09.07.07, 22:17
        Witam!
        Wiem co czujesz. Ja zostałem sam miesiąc temu. Jak widać z doniesień prasowych
        nawet rząd tego nie przetrwałsmile
        Też usłyszałem o różnicy charakterów, o braku przyszłości, mimo że jestem na
        zakręcie drogi - piszę pracę mgr (miałem oddać 3 tygodnie temusad), dostałem
        pracę. Ona liczyła na takie bezpieczeństwo. Nie interesowało jej moje uczucie.
        Szukała aktualnie bezpieczeństwa "bytowego", a ja właśnie je tworzyłem. Ale
        widać się spóźniłem.
        Czy będzie dobrze? Wierzę,że tak. Ból jest ale zrozumiałem jak wiele nas
        dzielilo i jak byśmy sie prawdopodobnie męczyli w przyszłości razem. Staram się
        wyłączyć uczucia i patrzeć racjonalnie. Moja historię opisałem tu:

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=36214&w=64966637

        Przeczytaj, to zobaczysz,że nie jesteś sama.
        To już ponad miesiąc.
        I jestem w fazie próby wybaczenia jej. Moze kiedyś się nawet z nią zakoleguję.
        Przyjaźń - jeszcze za wcześnie.
        Ale trzeba żyć. I wierzyć, mimo wszytsko,że sie ułoży.
        Na ulicy, w każdej kobiecie widzę ją. Pary - to ona z innym. Tak to jest. Ale mija.
        Powoli, powoli. Zdjęcia schowane, pamiątki schowane - idziemy z naszym krzyżem
        dalej. Wyciągamy wnioski i przed siebie.

        "Musi być coś Proszę Pani za zakrętem".

        Pozdrawiam
        --
        hplc
    • 10.07.07, 17:07
      Ładnie napisane.Szkoda,że czytelnicy są sugestywnie nadstawiani.Żenada.
      • 10.07.07, 21:23
        Hmm co według Ciebie oznacza "sugestywnie nadstawiani"?Rozwiń proszę wątek, bo
        niejako odbieram to stwierdzenie jako zarzut w moim kierunku. Opisana historia
        wydarzyla sie naprawdę, ból jest najprawdziwszy na swiecie a sposob przekazania
        tego, co sie wydarzylo z oczywisctych względów obiektywny być nie moze.
        • 11.07.07, 10:44
          pewnie ze obiektywne byc nie może, ale było piekne chociaz jeśli było tylo
          przez chwilę..perełki przezyć, coz boli, musi się wybolec bo bylo prawdziwe, i
          choc teraz w to nie wierzysz to po kilku miesiacach westchniesz z ulgą i
          spojrzysz inaczej z uśmiechem... wiem , wiem brzmi jak bajka o żelaznym wilku
          ale tak się dzieje... choc teraz boli to, że nie dal Ci czasu to że sam
          zdecydowal to ze stracilas dwie osoby za jednym zamachem to jednak bylas
          szczesliwa przez jakis czas szczesliwa, wiesz jak to jest i to jest wazne
          zycie jest zawsze subiekywne a nasze uczucia zwlaszcza
          cieple pozdrowienia B.
          ps. ten stan w ktorym jestes mija i znow mozna oddychac
          • 16.07.07, 12:43
            Oddychac zaczynam powoli, choc przychodzi mi to z trudem. Kiedy myslę, ze juz
            zaczynam sobie dawac radę, ze się podnoszę i godzę z losem, zdarza się cos, co
            ranę otwiera na nowo. W sobotę miałam urodziny i liczyłam, ze wśród wszystkich
            smsow i maili znajde równiez maila od Niego. Rozumiem-zrywamy kontakt, ale
            kiedyś przeciez przychodzi czas, kiedy przestajemy sie nawzajem oskarzac i
            przechodzimy na płaszczyznę kolezensko-przyjacielską, urodziny bylyby dobrą ku
            temu okazją, ale moze za duzo wymagam, może to jeszcze za wcześnie??? Kłamię-
            oszukuje siebie i Was, przeciez dobrze wiem, ze juz nigdy nie przeczytam od
            Niego maila, smsa, listu, nie usłyszę Jego głosu...O moich urodzinach na pewno
            nie zapomniał, jego najlepszy przyjaciel i moj dobry znajomy napisal mi
            dluuugiego maila, czemu wiec On nie mogł sie zdobyc chocby na krotkiego smsa?
            odpowiedz jest prosta: bo nie chce miec juz ze mną nic wspolnego. Stawiam Wam
            często pytania, na ktore w głębi serca znam odpowiedzi, po prostu jeszcze nie
            potrafie się z ta strata pogodzic...
            • 16.07.07, 16:16
              Jak ja Cie dobrze rozumiem... Mialam imieniny chyba 2 czy 3 dni po tym, jak
              zwrócił mi wolnosc... Czekałam na smsa albo maila z zyczeniami... Myslalam, ze
              tego wymaga kurtuazja... Myslalam, ze jest przyzwoitym czlowiekiem i na taki
              gest będzie Go stać... Myliłam się... Jak się domyślasz, nie dostalam nic...
              Myslalam, ze przyjazn z eks będzie możliwa... także dlatego, ze sam te przyjazn
              deklarowal... i propozycja przyjazni wyszla od niego...

              Nie wiem jak będzie w Twoim przypadku i zyczę Ci aby przejscie na plaszczyzne
              kolezenska było możliwe...
              Zwykle, gdy mezczyzni zrywaja kontakt to definitywnie... Nie ma smsow na
              urodziny, imieniny, nie ma kartek na swięta... Nic nie ma...

              Oni zyja tu i teraz.
              To my kobiety zyjemy przeszloscia i wspomnieniami...

              Prosiłam kilka razy mojego eks o płytę ze zdjeciami i filmami... Myslisz, ze
              się jej doczekałam???? A już mi ją nagrywał... On nie chce, abym miała
              coś "naszego". Chce o mnie zapomnieć... Udaje przed sobą, ze mnie nigdy nie
              było, że nie istniałam, że nie mieliśmy wspólnych planów i marzeń... Jest mu
              prawdopodobnie wstyd przed samym sobą, że tak się pomylił (co do swich uczuc) i
              że tak bardzo mnie skrzywdził, bo że skrzywdzil to nie ulega wątpliwosci...
              Mysle, ze doskonale o tym wie...

              Nie wiem czy czytalas mój watek... wczoraj stanelam z moim eks twarza w twarz...
              I był to ktos obcy... Powinnam poczuc ulgę... i z jednej strony poczulam, bo
              wiem, ze od rozstania duzo dzialo się w mojej glowie, w mojej wyobrazni...

              Teraz odczuwam potworna, przerazajaca pustke... Jest mi bardzo, bardzo przykro
              i smutno... Zobaczylam wczoraj, ze jestem dla niego NIKIM... bardzo to
              boli...oj bardzo.. poniewaz On dla mnie na zawsze pozostanie kimś waznym.
              Trzymaj się Sonnenschein, z kazdym dniem boli inaczej...

              • 16.07.07, 17:51
                Oczywiscie, ze czytałam Twój wątek!masz całkowitą rację. Doskonale sobie zdaję
                sprawę z tego, ze nie jestem Jego pierwsza myślą po przebudzeniu, ze tysiace
                drobnych rzeczy nie kojarzą Mu sie ze mną, pewnie nie czuje tego ciepła w
                sercu, gdy w radiu podają jakas wiadomosc o Polsce, kraju, z którego pochodziła
                Jego Kobieta Marzen, Jego Anioł, który miał juz na zawsze przy Nim zostac i Go
                strzec, jego Pieknooka, której mial wynagrodzic wszystko, co mogłaby stracic,
                gdyby zdecydowała sie na zwiazek z Nim, dla ktorej miał byc przyjacielem,
                ojcem, bratem, powiernikiem, kochankiem, obronca itd, pewnie nie pamieta jaką
                banalną komedię przypadkowo wybralismy w wypożyczalni na nasze pierwsze
                spotkanie, z całą pewnoscia nie pamieta szeptanych słów , ciepła oddechow i
                serc bijących jednym taktem...mam tylko nadzieję, ze te słowa nie nalezały do
                Jego stałego repertuaru, ze nalezyły tylko do mnie, ze Jego spojrzenie i to, co
                sie w nim odbijało było prawdziwe i szczere-jesli tak, jestem w stanie wybaczyc
                Mu moj ból, moje poczucie odrzucenia, Jego brak akceptacji na mnie, taką jaką
                jestem...Jestem w stanie wybaczyc, zrozumiec nie potrafię, jak mozna rezygnowac
                z ukochanej osoby???zawsze, gdy rozmyslam na agrumentami pod tytułem: "Nie
                kochał Cię, pogódz się z tym", jak na złość pojawia sie tysiace gestów, słów,
                spojrzen, uczynków...wtedy myslę, ze byc moze skrzydło anioła nas omiotło i
                pozwolilo nam czuc cos wspaniałego, ale oboje wyroslismy w róznych kulturach,
                wiec moze błędnie interpretowalismy swoje słowa i gesty???to, co dla mnie bylo
                blahostką dla Niego mogło byc na wagę złota...Z drugiej strony znam podobne
                zwiazki jak nasz i wiem, ze mężczyzni jego pokroju potrafią wybaczac i dawac
                ta"jeszcze jedną ostatnią szansę" a On??? jego lekiem na całe zło była
                szczerosc, to była jedna z najwazniejszych dla Niego wartości, wiec co? wiec
                był szczery w tym, ze mnie kocha, we wszystkim co mowił?jesli tak, jesli jest
                czlowiekiem z zasadami dlaczego tak ławto wypuscił mnie z rąk?wciąz mi
                powtarzał, ze idealnie sie odnalezlismy w tym szalonym swiecie, wiec dlaczego
                odszedł?dlaczego zabraklo mu cierpliwosci???po co deklarował mi przyjazn jesli
                pozniej nie chcial sie ze mna spotkac, bo "tak bedzie lepiej dla niego"?
                dlaczego wiec w kilka tygodni, po tym jak dyplomatycznie i z wdziękiem sie ze
                mną pozegnał, powiedział naszemu wspólnemu koledze, ze nie ma najmniejszych
                problemow z tym, abym ja tez była na imprezie urodzinowej wspomnianego kolegi?
                wtedy juz mogłyby oddychac tym samym powietrzem, co ja i byc w tym samym
                pomieszczeniu co Jego niegdysiejdzy Anioł Stróż?i rzecz najwazniejsza: dlaczego
                dwa tygodnie po naszym rozstaniu spotykał sie juz z inna dziewczyną?słowa Jego
                kolegi: "To tylko przelotna znajomość. Musi odreagowac." Czy tak zachowuje się
                ktos, kto kochał nad zycie? Bardzo wątpię. Znajomi mówią, ze to Arschloch,
                czyli hmm zimny dran powiedzmysmileAle nie widzieli w Jego oczach tego, co ja...A
                moze po prostu widzialam to, co zakochana kobieta chcialaby zobaczyc?Nie
                wiem...Boli to, ze ja sie z tym męczę, rozważam, analizuje i wciąz nie jestem
                mądrzejsza a On zapewne juz dawno zapomnial i dobrze sie bawi...Wiesz Tempest
                ja ciągle sie waham i nie wiem, czego chcę, ale myslę, ze mimo wszystko nie
                chcę z Nim przechodzic na plaszczyznę kolezenską, mówił, ze ma do mnie
                szacunek, po rozstaniu prosilam Go o jedno, jedyne spotkanie, które by mnie
                uratowało-odmówił, czekałam na maila lub smsa urodzinowego, nie doczekałam się,
                nie chcę takiego kolegi a tym bardziej przyjaciela. Czasem myślę, ze pozwolilam
                sie oszukac, wymagal ode mnie szczerosci, najwyzszych wartosci, najwiekszych
                uczuc a co otrzymalam w zamian, gdy wszystko sie skonczyło? Nic. Pustkę. Ból.
                Strach przed Tym, ktorego spotkam kiedys, w przyszłości. W odpowiedzi na mojego
                ciętego maila odpisał, ze On nie ma poczucia winny i wyrzutów sumienia, no
                cóż...Tylko w bólu moze sie cos urodzic, teraz boli i bez względu czy był wobec
                mnie uczciwy czy tez nie, nauczył mnie wiekszej otwartosci, tęsknoty za
                miłoscia, bo wiem juz, jak potrafi smakowac, wiem, ze potrafię przyjmowac
                miłosc i na nia odpowiadac a to najwazniejszesmileMysłę, ze moje spotkanie z Nim
                wygladałoby podobnie, czasem nurtuje mnie, jakby sie zachował gdybym wtedy
                pojawila sie na tej imprezie u wspolnego kolegi, traktowałby mnie jak powietrze
                czy tez kurtuazyjnie zapytał, jak mi leci?czy tez(najgorsza z opcji) bylby tam
                ze swoją przygodną zdobyczą?zyczę Mu jak najlepiej, ale cieszy mnie fakt, ze
                jestem tutaj, w Polsce i nie mam mozliwosci spotkania Go przypadkiem samego
                bądz z kims...dlaczeo ludzie, ktorzy sie rozstają nie staraja sie odsunąc od
                siebie złych chwil i pamietac tylko to Dobre w drugiej osobie?jak mozna
                obojętnie traktowac kogos, kto kiedys był częscią Ciebie? Nie rozumiem...To, co
                tu z taka namiętnoscia wypisuje jest tez odpowiedzią na Twoją historięsmileNa
                urodziny zyczę sobie, abysmy odnalazły swoje szczęscie, bo przeciez "nie ma
                tego złego, co by na dobre nie wyszło"smilekazde, nawet najbardziej bolesne
                doswiadczenie czyni nas mądrzejszymi i jest podstawa do tego, co przed nami.
                Potrafimy kochać, wiesz, ile osob tego nie potrafi? Głowa do góry i do przodusmile
                • 16.07.07, 22:39
                  Droga Sonnenschein!
                  Zawsze sobie wyobrazalam, ze jesli spotkam TEGO czlowieka, to myslenie o Nim
                  bedzie pierwsza rzecza od jakiej rozpoczne kazdy dzien i ostatnia, na jakiej
                  zakoncze dzien, tuz przed snem, a i moze snic bede tez o TEJ osobie. I tak
                  wygladalo moje zycie przez kilka miesiecy, mimo iz On byl daleko. Zaczynalam
                  dzien z usmiechem na ustach, cieszac sie, ze jest w moim zyciu. Domyslam sie,
                  ze robilas podobnie.

                  Bylas Jego Kobieta Marzen, bylas Jego Aniolem... Pięknooką... BYLAS... no
                  wlasnie, bylas... widzisz ten czas przeszly? Wiem, ze to boli niemilosiernie...
                  Wiem...

                  Przyznaje, ze popłakałam sie czytajac Twoja ostatnia, obszerną wypowiedz... We
                  mnie wciaz jest wiele emocji i niewiele trzeba, abym sie wzruszyla... tym
                  bardziej, ze nasze historie sa nieco podobne do siebie... Maja takie same
                  zakonczenia, a to juz cos, prawda?

                  Opowiadasz o Nim z takim cieplem, z pasja, z widocznymi wciaz uczuciami...ale
                  takze opowiadasz z rozczarowaniem... i opowiadasz o Nim tez z nadzieja...
                  Ja opowiadalam tak do wczoraj, bo wczoraj w moim zyciu banka mydlana prysla...

                  Czy chcialabym sie z moim bylym przyjaznic? Pytam siebie i nie znajduje
                  odpowiedzi... tzn chyba ja znam.. mysle, ze bardzo bym chciala ale watpie, by
                  bylo to mozliwe... no chyba, ze wtedy gdy oboje bedziemy w nowych zwiazkach,
                  szczesliwi. Do tego czasu rozleci sie nasza znajomosc, kontakt sie urwie...
                  Wlasciwie już sie rozleciala.
                  Sadze, ze ktores z nas predzej czy pozniej skasuje drugie z kontaktow ze skype'a
                  i gg bo po co trzymac kogos, kto jest jak wyrzut sumienia? (ja pewnie dla
                  mojego eks jestem kims takim, bo wie, ze mnie skrzywdzil...)

                  Masz nadzieje, ze slowa jakimi obdarowywal Ciebie Twoj eks nie nalezaly do
                  jego stalego repertuaru... Ja akurat wiem na pewno, ze moj nie zabawil sie mną.
                  Wiem, ze traktowal mnie bardzo powaznie. Wiem to na pewno. Moj mezczyzna
                  zrezygnowal ze mnie, poniewaz nie bylam taka, jak chcial abym byla. Wlasciwie
                  zle mnie ocenil, ale nie moglam mu tego udowodnic, bo to moglabym udowodnic za
                  jakis czas, a on nie chcial czekac. Nie dal mi czasu. Zabraklo mu... no wlasnie
                  czego? Odwagi? Wiary? Nadziei? Milosci? Chęci? Cierpliwosci? Tylko on wie.

                  Moglybysmy tutaj wiele napisac ale prawda i tak bedzie brutalna. Oni odeszli
                  dlatego, ze nas nie kochali. Gdyby nas kochali, w zyciu nigdy by z nas nie
                  zrezygnowali. Rozumiesz???? Nie byloby rzeczy, ktorej by dla nas nie byli w
                  stanie zrobic... Jestem tego pewna! Nie kocha sie "za cos" a po prostu, trzeba
                  kochac bezinteresownie! Innych ludzi nie mozesz zmienic, mozesz pracowac tylko
                  nad zmiana siebie. Ja chcialam sie zmienic dla mojego bylego mezczyzny,
                  chcialam widziec w Jego oczach akceptacje, podziw, dume... Ale jemu nie chcialo
                  sie czekac, az poukladam swoje sprawy i az bedzie mogl byc ze mnie dumny. On
                  chcial miec wszystko od razu... Ale zycie uczy pokory...

                  Bardzo duzo nadziei w Twoich slowach...Domyslam sie, jak Ciebie to wszystko
                  boli, rozrywa od wewnatrz...Nie chcę Ci nic radzic... wiec jedynie zasugeruje-
                  spotkanie. Moze powinnas zrobic, to co ja zrobilam? Moze i Tobie by to pomoglo?
                  Szczegolnie, jesli zobaczylabys w Nim obcego niemalze czlowieka...

                  Pisalas o szczerosci, ze byla bardzo wazna dla Twojego byłego. Dla mojego
                  rowniez byla wazna, nie mialam co do tego wątpliwosci. Nigdy wczesniej nie
                  spotkalam tak szczerego i otwartego męzczyzny, ktory naprawde mówil to co
                  myslal i potrafil z kobieta rozmawiac.

                  Mysle, ze zarowno Twoj mezczyzna, jak i moj, byli szczerzy. No wlasnie BYLI.
                  Wtedy kiedy byli z nami, kiedy kazdy nasz usmiech wywolywal na ich twarzach
                  usmiech, wtedy kiedy bylysmy wazne dla nich. Wtedy byli szczerzy... bo byli
                  zainteresowani. Mówili, ze kochaja... ale czy tak bylo??? Tak latwo sie rzuca
                  slowa... ale to sa tylko "slowa, slowa, slowa...".
                  Jesli czulas sie kochana, to zostaw to tak, nie dociekaj. Tak bedzie lepiej.
                  Ja sie czulam kochana i tak chce pamietac Jego uczucia, bo to wazne dla mnie
                  by miec mile wspomnienia. Powiedział mi dwa razy, ze mnie kocha. Z moich
                  ust slowa te nigdy nie padły, co nie znaczy, ze ich nie czulam. Po prostu
                  nie bylam gotowa na wypowiedzenie ich. Lubię mieć pewność w ważnych
                  sprawach. Nie rzucam słów na wiatr. Uwierzysz, ze dziekowal mi wielokrotnie, ze
                  Go odnalazlam?? Czy wiesz jak sie cieszył, że się poznalismy? Mam nadal Jego
                  uśmiechniętą twarz we wspomnieniach i łzy w oczach, kiedy piszę te słowa.
                  Uwierzysz, ze podczas pierwszego spotkania, ktore trwalo 9 godzin czulam sie
                  jak bym byla w niebie? Przegladalam sie w Jego oczach, sluchalam Jego glosu i
                  po prostu ufalam... Pozwoliłam mu się prowadzić... Wierzylam, ze mowiac ze
                  widzi nasza wspolna przyszlosc, mowi prawde. Wierzylam, ze kiedy mowil, ze mnie
                  sobie wymodlil- nie klamie... Wierzylam, we wszystko.

                  Znasz takie powiedzenie: "Kobieta placi seksem za milosc, a mezczyzna placi
                  miloscia za seks?" Czasami mezczyzni kochaja, by dostac cos w zamian... U mnie
                  na pewno ta sytuacja nie miala miejsca, z prostej przyczyny- seks nas jeszcze
                  nie laczyl... Oboje mielismy tozsame poglady na temat wspolzycia, uznalismy ze
                  jeszcze nie czas na to. Oboje akceptowalismy te decyzje. Jak bylo u Ciebie?
                  Odpowiedz sobie sama w myślach.

                  Widzisz Sonnenschein bo oni po rozstaniu z nami juz nic nie musieli. Chcieli
                  jak najpredzej o nas zapomniec... co wlasnie robia... Twoj ma kogos, dzieki
                  komu chce zapomniec o Tobie... Czy moj ma? Nie wiem i juz mnie to nie dotyczy.
                  Jego siostra zna Jego gust i pewnie mu wyszuka jakas odpowiednia dziewczyne, z
                  osiągnięciami, ktora bedzie sie mogl pochwalic przed znajomymi i rodziną. Bo
                  dziewczyna, ktora KOCHA to za malo. Wiem, ze siostra ulatwila mu podjecie
                  decyzji o rozstaniu ze mna. Nie mam o to zalu. Zna Go dobrze, jest wspaniala
                  dziewczyną, ale uwazam, ze nie powinna byla sie wtracac, w to co nas łaczylo, a
                  wiem, ze to robila, bo czulam, za kazdym razem, po ich spotkaniach, jak on sie
                  zmienial w stosunku do mnie sad "życzliwi" są wszędzie sad

                  Wrcajac do szczerosci i prawdomownosci...
                  Moj eks rzucal slowa na wiatr, mówil, ze sie ze mna spotka, ze nagra mi plyte,
                  o ktora prosilam, na poczatku, gdy zrywal, pytal czy bede na internecie... od
                  tego sie zaczal moj watek na forum... Nie dotrzymywal slowa, a deklarowal chec
                  utrzymania kontaktu... mowil po prostu co mu slina na jezyk przyniosla, byle
                  pieknie sie przedstawic... Bo przeciez czyz nie byl wspanialy? Zaproponowal mi
                  przyjazn smile bo ja jestem swietna dziewczyna, tyle ze nie dla niego... Kazdej
                  nastepnej dziewczynie bedzie mogl opowiadac, ze ma kontakt ze swoja byla, ze
                  rozstali sie w przyjazni... etc. Czy nie slucha sie tego milo???

                  Dlaczego Twoj byly juz dwa tygodnie po rozstaniu z Toba mial kogos innego?
                  Niektorym panom tak sie latwiej zapomina... Wtedy moga poswiecic cala swoja
                  energie na kogos nowego... cala swoja uwage, czyli nakrecic sie nowym
                  "obiektem"... Smutne, ale prawdziwe...

                  Na imprezie moglby oddychac tym samym powietrzem, co TY poniewaz, TY juz dla
                  niego nie istniejesz... Z racji tego, ze macie wspolnych znajomych bylby w
                  stanie zniesc tam Twoja obecnosc ale... raczej nie chcialby Cie ogladac...
                  Skad wiem? Czulam wczoraj, ze moj eks nie chcial mnie juz ogladac...

                  Nie wiem co Ci doradzic... nie wiem co powinnas zrobic, aby zaznac
                  katharis... Mi bylo potrzebne spotkanie i nigdy nie powiem, ze go zaluje. Nie
                  zaluje i zdania nie zmienie w tej kwestii.

                  Przykro mi, ze Twoj byly odmowil Tobie spotkania. Moj nie odmowil, ale jego
                  czyny nie wskazywaly na to, jakoby mial chęc aby doszlo do spotkania.
                  Zrobiłam to co zrobilam. Nie chcę Cie namawiac do niczego, poniewaz wiem,
                  ze nie wolno tego robić. Sama zdecyduj. Moja przyjaciółka w zyciu nigdy nie
                  postapilaby tak jak ja. W jej oczach- ponizylam sie. Ja jednakze tego tak nie
                  odbieram. Ponizenie zaczyna sie tam, gdzie masz granice swojej godnosci.
                  Mi spotkanie z Nim bylo bardzo potrzebne i nie bylo rzeczy
                  • 16.07.07, 22:40
                    ktorej bym nie
                    byla w stanie zrobic, by osiagnac swoj cel.
                    Chwila- te pare minut rozmowy- to dla mnie katharsis, na całe życie. Warto bylo.

                    Gdyby Cię szanowal- spotkalby sie z Tobą.
                    Mojemu bylemu zabraklo na to odwagi. Dlaczego mnie nie dziwi, ze mezczyzni
                    sa tchorzami? Nie zaleznie od narodowosci, koloru skory, wyznania...
                    Ta cecha ich łaczy.

                    Sonnenschein:
                    nasze milosci czegos nas nauczyly, prawda? Oczywiscie bedzie nam teraz
                    trudniej zaufac, zaangazowac sie. Ale mysle, ze kiedys bedzie to mozliwe i w
                    koncu sie uda. Potrafimy kochac, prawdziwie kochac, wiec musimy tez pozwolic
                    odejsc, kiedy ktos nie chce z nami byc... Nie mozna sila nikogo zatrzymac...

                    Ja tez nie rozumiem jak mozna obojętnie traktować kogos, komu kiedys
                    mowilo sie tyle pieknych, waznych rzeczy... Nie rozumiem tego... Ale oni juz
                    zapomnieli... wiec i my musimy zrobic to samo... Wiem, ze to nie najlepszy
                    argument ale ludzie rozstaja sie bez slowa po latach...
                    Dla mnie to jest akurat brak klasy...

                    Trzymaj sie! Życie jest piękne!
            • 17.07.07, 10:51
              Przyjażń z byłym Najwazniejszym Człowiekiem jest możliwa ale... nie od razu bo
              od razu to jest oszukiwanie zakochania, nazywanie zakochania przyjaźnia a tak na
              serio to liczene na cos czego już być nie może
              to nic , że propozycja wyszła od niego, jednak nie jest w stanie przyjaźnić sie
              z Toba jeszcze teraz, moze kiedyś..
              to że nie dzwoni, nie odzywa się nie interneci nie smesuje to weź za dobrą
              monetę... nie chce budzić w Tobie niepotrzebnych nadziei, przyjmij to jako coś
              dobrego
              wiesz co by sie dzialo gdyby on znów zaczał się do Ciebie odzywac?
              hustwaka uczuc i emocji, czepianie sie kazdego cieplejszego slowa czy
              pozdrowienia a tak masz przynajmniej jasność... nawet niezobowiązująca
              dziewczynę sobie znalazl, żeby powiedzieć wyraźnie 'to koniec'
              tego czy on chce miec z Toba cos wspolnego czy nie nei wiesz, moze chce a nei
              moze, moze nie potrafi.. moze..moze...
              na te chwile i na kilka nastepnych wyglada to tak ze przezyalas cos pieknego,
              ale o juz tylko przeszlosc.. pozwol mu odejsc ze swego zycia i mysli i niech
              bedzie wspomnieniem, czasami odchodzimy od ludzi, których darzymy uczuciem tak
              to juz jest na tym swiecie
              co do urodzin.. z pewnoscia nie zapomnial, na moje oko nie chcial budzic nadziei
              bo wi(e)dzial ze cierpisz
              pozdrawiam cieplo B.
              • 17.07.07, 11:47
                Kiedy czytam takie wypowiedzi jak Twoja od razu cieplej mi sie robi na sercusmile
                Ciągle sie waham w ocenie tego, co było między mną a Nim...czasem interpretuje
                Jego zachowanie, słowo, gest na Jego niekorzysc, aby poczuc się lepiej, czasem
                jednak spadaja mi klapki z oczu i wydaje mi się, ze jednak nie wszystko było
                takie idealne, jak mi sie zawsze wydawało...czasem mam wyrzuty sumienia, bo
                zapowiadało się, ze bedę najszczesliwsza kobietą na tej ziemi i tak jakby to
                popsułam:/z drugiej strony gdyby On był Tym potrafił by pewne rzeczy
                zrozumiec...im dłuzej o tym myslę, tym bardziej mi sie wydaję, ze nie dorosłam
                do tego, co mnie spotkało, nie doceniłam Go, nie dałam wystarczającej uwagi i
                wiary Jego słowom...nie chce szukac winnego, wina pewnie lezy po obu stronach,
                boli to, ze mnie zabrakło poczatkowo odwagi, Jemu pozniej cierpliwosci, aby
                walczyc o cos pieknego...Ja wiem, ze na przyjazn jeszcze za wczesnie, bedzie ku
                temu czas, gdy bedę w stanie szczerze zaakceptowac obraz Jego z inną kobietą u
                boku...boje się jednak, ze poczuł sie do tego stopnia zraniony ( i odrzucony
                sic!), ze juz nigdy nie dowiem sie, co u Niego...A dlaczego cenię takie
                wypowiedzi jak Twoja? Bo dają mi poczucie, ze nie warto doszukiwac sie złych
                stron, tylko docenic to, co było i pozwolic temu umrzec...Zobaczyc w Nim
                wspaniałego Czlowieka mimo bólu, ktory teraz czuję...Dziękujesmilepozdrawiam
                ciepło i ściskam mocnosmile
                • 23.07.07, 08:51
                  każdy wchodzac w jakikolwiek związek wchodzi z nadzieją i daje z siebie to co
                  najlepsze... gdyby tak nie bylo nie warto by było ryzykowac otwartości tylko
                  jest tak, ze kazde z dwojga wnosi do tego zwiazku co innego... inne oczekiwania
                  ale te same nadzieje... kazde z dwojga inaczej realizuje bliskość, inaczej
                  rozumie poczucie bezpieczeństwa tzn. co innego kazdemu jest potrzebne aby to
                  bezpieczenstwo czuć
                  Ty robiłaś wszystko w jak najlepszej wierze, byłas sobą ze swoimi lękami i z
                  takim poziomem obdarzania uwaga jaki masz, byłaś sobą, on też był sobą i te dwie
                  osoby na ten moment do siebie nie do końca pasowały
                  dlaczego?
                  bo Ty masz inne wzorce (i nie o kulturowych tu myślę) i on miał inne wzorce,
                  piszesz, ze Ci zabrakło odwagi... widocznie taka jesteś lekko strachliwa na
                  początku, a to co on robił jak postępował nie było w stanie Twojego lęku
                  zniwelować i nie dlatego , ze on nie chciał tylko dlatego ze albo nie rozumiał
                  albo nie potrafił tego zrobić, będąc sobą i zachowując się swobodnie nie
                  potrafił tego zmienić(może nawet chciał)
                  wiesz to tak jak z kierowcami dwaj wybitni, bezpiecznie acz szybko jeżdżący a
                  tylko przy jednym czujesz sie zrelaksowana, w pełni bezpieczna i jazda z nim
                  choćby i 600 km dziennie nie męczy i dla obu stron jest przyjemna,
                  współdziałacie bezbłędnie i bez wysiłku
                  z drugim nie czujesz się bezpiecznie mimo, że niby obiektywnie nie ma powodów do
                  takiego odczuwania
                  na czym to polega? ja w moim przypadku już wiem na czym, Ty musisz odnaleźć
                  klucz do siebie
                  skoro nie potrafiłaś sie pozbyć w jego obecności lęku aby dać pełnie uwagi i
                  wiary, skoro mialas poczucie, ze on nie w pelni Cie rozumie to lepiej że tak
                  się stało jak się stało dla przyszłości Twojej
                  wyrzuty sumienia sobie odpusc , nie warto, zobacz co Ty robiłś nie tak i
                  dlaczego >> to wazna lekcja na przyszlość, zwlaszcza to dlaczego jest ważne> aby
                  w kolejnym nadchodzacym związku nie popełnic tych samych gaf
                  pozdrawiam cieplo B.
    • 17.07.07, 12:43
      Ja chyba tez dobrzze rozumiem Twoja potrzebe spotkania z bylym. My kobiety
      często ja mamy. Szkoda ze faceci tego nie rozumieja sad Może powinans zrobic to
      co Tempest i spotkac się ze swoim ex? Jeśli naprawde tego pragniesz to predzej
      czy pozniej zroobisz to. Nie wydaje mi się ze możesz zaznac spokoju bez tego
      ale obym się mylila.To zalezy tez od tego co chcialabys mu powieziec na
      spotkaniu. Jeśli chcialabys mu nawrzucac to raczej nie ma to sensu, bo on się i
      tak nicczego nie nauczy a Ty stracisz energie i czas. On może się z Ciebie
      smiac za Twoimi plecami, obgadywac przed wspolnymi znajomymi. Jeśli chcialabys
      tylko spokojjnie z nim pogadac, wyjsc z tego z klasa tak jak zrobila Tempest to
      spotkaj się z nim. Wszystko zalezy od sytuacji. Ponoc lepiej czasem zamilknac i
      przelknac gorzka prawde ale tez czasem trzeba zakonczyc swwoje sprawy z
      przeszlosci żeby sie od nich uwolnic.
      Może najlepiej będzie jak nic nie zrobisz, odpuscisz??? Pisalas ze odpowiedzial
      Ci na maila i to nie była mila odpoiedz. To że zechcesz sie z nim
      spotkac, porozmawiac bedzie dla niego znakiem że nie możesz przestać o nim
      myśleć. My tutaj na tym forum, znamy Twoja historie i wiemy dlaczego chcesz
      tego spotkana, ze go potrzebujesz,inaczej bys go o nie nie prosila. Ja jako
      kobieta Cie rozumiem. Zrob to co czujesz a będziesz fair w stosunnku do siebie,
      bardzo serdecznie Cie pozdraiwm i zycze powodzenia.
      • 17.07.07, 13:15
        Nie spotkam się z Nim, juz nigdy Go nie zobaczę...jestem teraz w Polsce,
        zostanę tu jeszcze rok, moze dwa a On niedlugo wyprowadza sie do innego miasta,
        nawet jesli kiedys wrocę, Jego juz tam nie bedzie. Potrzebowałam rozmowy z Nim
        na krotko po rozstaniu, pierwszy szok minął i chciałam tylko zapytac, jak to
        mozliwe, ze ze mnie tak łatwo rezygnuje?wiem, ze wystawiałam Go na niejedna
        ciężką próbę, ale nie mógł nie dostrzegac, ze mi na nim zalezy i ze to dla
        Niego, z Jego powodu zaczynam sie otwierac...Powiedział, ze gdybysmy wciaz byli
        razem, pewnie bylibysmy szczęsliwi, ale tylko przez pewien czas, podobno mamy
        zbyt różne charaktery, podobno On znów musialby o mnie walczyc, cos mi
        udowadniac, podobno nie potrafiłabym kochac Go tak, jak On mnie...A On chce
        związku, w którym będzie mniej dogłębnych analiz i zbierania dowodow, ze tak,
        On mnie naprawdę kocha, w którym bedzie miłość bezwarunkowa, w której obie
        strony intuicyjnie poddadzą się fali...Miał duzo racji-za mało mu ufałam, jest
        tyle rzeczy, ktore mogłam zrobic lepiej, inaczejsad...
        Gdy nie chciał sie ze mną zobaczyc, zrobiłam cos, czego robic nie powinnam-
        napisałam mu rozgoryczonego maila, w ktorym próbowałam Mu udowodnic, ze nie
        kochał mnie prawdziwą miłością, jesli zostawia mnie z takich powodów, zmienił
        mnie przeciez, otworzył, było widac widoczną poprawę, dla Niego wszystko trwało
        za długo...Ale podkresliłam tez dobre chwile i podziekowałam Mu, za wszystko,
        co dzieki Niemu, dla Niego była w stanie w sobie zmienic...Odpisał, ze nie chce
        miec ze mną kontaktu, jesli uwazam, z emnie wykorzystał, ze to były tylko
        piękne słowa, które nie miały dla Niego żadnego znaczenia...Zle mnie zrozumiał-
        gdybysmy spotkali się oko w oko, słyszałby ton mojego głosu, mogłby spojrzec w
        moje oczy, wtedy te słowa nabrałyby mniej ostrego znaczenia...Wyjechałam bez
        pozegnania, chciałam po prostu stanąc przed Jego drzwiami i nie pozostawic Mu
        wyboru, pokornie i bez wyrzutów podziękowac Mu za wszystko i sprawic, by nie
        myslał, ze nie doceniałam jego czułosci, poświęcenia, uwagi...chciałam, by
        wciąz uważał mnie za dobrego człowieka...zabrakło mi odwagi,aby to zrobic...za
        kazdym razem, gdy widziałam się z naszym wspólnym znajomym szukałam ukrytych w
        rozmowie wskazówek, co mam robic...usłyszałam: "Widzę, ze cierpisz, ale to juz
        koniec, zapomnij o Nim, nie pisz smsów, nie wysyłaj maili"...maili pełnych
        czułosci, pełnych mnie, maili, na które z takim utęsknieniem niegdys
        czekał...Chciałam mu mimo wszystko wysłac pozegnalnego maila, chciałam to
        dojrzale zakonczyc, chciałam dopisac historię do konca, ale nie znalazłam
        odpowiednich słówsad opowiesci bez happy endu brakuje zakonczenia a rana w sercu
        nie potrafi sie zabliznic...
        • 18.07.07, 13:13
          sama w opisie uzywasz wiele razy slowa podobno,a wiec sa sprawy co do ktorych
          nie massz pewnosci...Czasu juz nie cofniesz i nie zrobisz inaczej tamtych
          rzeczy,teraz mozesz juz tylko myslec o przyszlosci. Z tego co widze przyszlosci
          bez niego,bo jestes pewna ze sie juz nie zobbaczycie. Napisalas mu szczerego
          rozgoryczonego maila. Mialas prawo do tego. Skoro on nie chcial sie z Toba
          spotkac osobiscie to mialas prawo przekazac mu swoje mysli swoje zdanie na
          pismie.

          Co do roznicy charakterow to wydaje mi sie ze to sa bzdury. Faceci czesto
          podaja ten argumnt przy rozstaniu. Tak naprawde chodzi tylko o to, zeby jak
          najszybciej pozbyc sie niewygodnej kobiety. Wczesniej jemu roznica charakterow
          nie przeszkadzala????? wiesz dlaczego????Bo wczesniej byl zakochany,mial jakis
          interes smile Jak juz przestal chciec byc z Toba to przeciez musial jakies powoydy
          do zerwania podac,stad roznica charakterow. jesli jest milosc to zadna roznica
          charakterow nie ma znaczeni!!! Ja z moim mezem mamy bardzo rozne charaktery i
          to milosc pozwolila nam przetrwac bardzo ciezki kryzys w naszzym malzenstwie
          kiedy ludzie sie rozchodza to wina zwykle lezy po obuu stronach ale przestan
          juz siebie ranic. Moze i jest wiele rzeczy ktore moglas zrobic inaczej lepiej
          ale on ci zabral te szanse naprawy. Sama wspomnialas ze znajomi nazwali go
          zimnym draniem. Moze jest w tym troche prawdy??On pewnie uwaza Cie za dobrego
          czlowieka,dlaczego mialby zmienic o Tobie zdanie? Jakiej on jest narodowosci??

          Ta rana w sercu sie zablizni ale na wszystko potrzeba czasu......



          • 19.07.07, 16:03
            Pwiem tak: Jego rodzice pochodza z północnej Afryki, ale On urodził sie i
            wychował w Niemczech. I wiem, wiem, ze od razu przychodzą Ci do głowy różne
            streotypy dotyczace Arabów...nie będę Cię przekonywac, ze te stereotypy w dużej
            mierze sie nie sprawdzają, mimo iz jest w nich niejedno ziarenko prawdy...Jego
            rodzice sa osobami wykształconymi i zawsze postrzegałam Go jako Europejczyka,
            poniewaz wychował sie tu i od urodzenia był konfrontowany z naszą europejska
            kulturą. Dośc długo rozważałam: zostac w Niemczech czy wrócic? Wróciłam i
            dzięki temu kazdy zakątek nie kojarzy mi sie z Nim...W Niemczech bycie z Nim
            wydawało mi sie łatwiejsze, w Polsce przyjaciele wciaz wyciagaja nowe
            uprzedzenia dotyczace Arabow na swiatło dzienne i teraz nasz związek wydaje mi
            sie z góry skazany nie niepowodzenie, wiec moze dobrze sie stało? załuję tylko,
            ze był taki moement, w ktorym powiedział: "Jesli mnie nie kochasz to nie bądz
            ze mną, aby uczynic mnie szczesliwym, mozemy zostac tylko przyjaciółmi". Gdybym
            nie brnęła dalej, miałabym moze teraz oddanego przyjacielauncertain
            • 19.07.07, 16:11
              Czemu ja od razu wiedziałam, kim facet jest, no czemu?!
              Możecie mnie nazwać osobą uprzedzoną i rasistką, ale stereotypy skądś się biorą.
              Polacy na zmianę postrzegania Polaków za granicą pracują już od wielu lat, a
              zdanie o nas dopiero powolutku się zaczyna zmieniać.
              Arabowie nie robią jako masa w Europie absolutnie nic, co mogłoby zmienić
              stereotyp. Dlatego ten stereotyp bardzo ciężko jest przełamać i pewnie jeszcze
              długo się on nie zmieni.
              Jeśli on by chciał, żebyście zostali tylko przyjaciółmi, to byście zostali,
              niezależnie od Twojego zaangażowania. Przestań się tak obwiniać.

              --
              Biusty nie kończą się na D
              • 19.07.07, 16:40
                Kochana Mahedo!
                Powoli przestaje sie obwiniac i moje zranione ego zaczyna sie niesmiało
                podnosicsmileWiem, co z siebie dałam, wiem, tez co dostałam (a dostałam wiele), On
                był głównie moim przyjacielem, dopiero pozniej moim mężczyznš...On by wolał,
                aby kolejnosc sie odwróciła, ale nie ze mnš te numery, nigdy i dla nikogo nie
                stanę sie kobieta tylko i wyłšcznie zapatrzona w swojego mężczyznę!ostatecznie
                odrobina rozsšdku mi jeszcze pozostałasmile
                Było pięknie, ciężko mi sobie wyobrazic, ze kiedys mogłoby byc jeszcze
                piękniej, ale to przyjdzie z czasemsmilesš gorsze i lepsze chwile, ale na
                szczescie jestem tak zajęta, ze na nadmierne rozmyslania i użalanie sie nad
                soba nie mam czasu i ochoty. No i powoli akceptuje obecny stan rzeczy, nie
                chciał mnie, to nie, i tak dobrze wiem, ze jestem wartosciowym człowiekiem i
                zasługuje na to, co najlepsze! Do Niemiec wrócę za rok, dwa, bo dopiero tam
                czuję, ze zyje i ze sie rozwijam (zrozumie mnie kazdy, kto mieszka w małym
                miescie, w ktorym nic sie nie dzieje). I spotkam na swojej drodze jeszcze
                wartosciowych ludzi, jeszcze przede mnš burzliwe miłosci, satysfakcjonujace
                mnie male sukcesy i zycie pelne drobnych radosci, do ktorego w duzej mierze
                sama napisze scenariusz...Spokojna wiec Twoja głowa-jeszcze wyjdę na ludzismile
              • 20.07.07, 00:14
                Cały czas zastanawiałam się dlaczego nie napisalas w pierwszym poście o Jego
                narodowości... a teraz już wiem... Myślę, że upływający czas może bardzo
                zmienić Twój sposób postrzegania Jego osoby... ale obym sie mylila... bo tak
                byloby lepiej dla Ciebie i Twoich wspomnien...
                Kilkoro z moich znajomych studiowalo przez jakiś czas w Niemczech, wiec nie
                chciałabym powielać stereotypów... ale myśle, że podzielam opinię Mahedy.
                Są ludzie, którym ja z zalozenia nie ufam i nie zaufam... Trochę
                podróżowałam po świecie i poznawałam róznych ludzi, różne historie
                słyszałam... Najbardziej jednak cenię własne, bo te najwięcej uczą...
                Czas wyciągnac wnioski i isć do przodu, bo życie toczy się dalej... Czy
                wiesz jacy Oni są szcześliwi, ze nas juz nie ma w ich zyciu? Bądzmy i my
                szczęsliwe! Znamy przeciez swoja wartosc, jakkolwiek nieskromnie to brzmi : )
                Jedynie obawiam sie tego, ze nigdy juz nie pokocham... a mam swoje zasady i bez
                milosci, nie angazuję sie w nic powaznego... Trochę boję sie samotnosci ale
                wiem tez, ze na pewno wybiorę samotnosc niz zwiazek bez milosci, zwiazek z
                rozsadku itp.
            • 20.07.07, 17:53

              Nie dziwi mnie zachowanie twoich przyjaciol bo gdybys byla moja przyjaciolka
              robilabbym dokladnie to samo.
              Naprawde łudzisz sie, ze mialabys w nim przyjaciela??? po tym co opisalas ja
              raczej w to watpie. Gdyby chcial to by pozostal z toba w przyjazni takze i
              teraz. On nie chcial tego. Musisz uszanowac ten wybor.
              Bardzo Ci wspolczuje,wiem ze jest ci jeszcze barddzo trudno ale z kazdym
              dniem na pewno bedzie lzej i musisz w to wierzyc. Mam nadzieje ze obcowanie z
              nim uczyni Cie ostrozniejsza. Pozdrawiam cieplutko
              • 21.07.07, 13:22
                Droga Tempest-sytuacja rodzinna zmusiła mnie, aby wrócic do mojego małego
                miasteczka, ale zapewniam Cię, ze jestem osoba ambitną, mam swoje cele, do
                ktorych uparcie acz nie po trupach dążę, wiele w zyciu widziałam, wiele
                cieplych słów od różnych mężczyzn słyszałam. Nie dam sie zwieść na czułe słówka
                i nie pozwolę, aby jakikolwiek mężczyzna zabrał mi moja niezalezność. W moim
                pierwszym poscie nie wspomiałam o Jego narodowości calkiem swiadomie-wystarczy
                przeczytac Wasze posty przed i po tym, jak napisałam skąd On pochodzi. Rozumiem
                Wasze racje, ale postarajcie sie zrozumiec i moje. Tez studiowałam w Niemczech,
                tez wiele widziałam, wiele historii słyszałam, kilka stereotypow sie we mnie
                utrwaliło, zdecydowanie wiecej jednak zdołałam w sobie obalic. Mam przyjaciól w
                Niemczech, Turcji, Bułgarii, Czechach, Tunezji, Maroko, Egipcie, Grecji,
                Kanadzie, Rosji i Meksyku. Znam kogos z Afganistanu, Iraku, Togo i Kamerunu.
                Decydując sie na związek z Nim, doskonale zdawalam sobie sprawę, z czym
                przyjdzie mi sie zmierzyc-i nie chodzi mi tu o Niego i Jego pochodzenie, tylko
                o reakcje ludzi mi bliskich, w szczególnosci tych z Polski, ktorzy takim
                bagażem dośwaidczen jak ja nie dysponują. Oceniacie moj związek na postawie
                opini zasłyszanych lub przyczytanych. Chciałam, abyscie ocenili Byłego
                Najwazniejszego Mężczyzny w moim zyciu obiektywnie a nie przez pryzmat tego,
                kim jest. Bo jest dobrym człowiekiem. Nie chcę wchodzic w szczegóły, ale gdyby
                chciał, mógłby ze mną pobyc jeszcze kilka tygodni, wykorzystac mnie, na co z
                radościa bym przystała i dopiero wtedy porzucic. Postąpił inaczej. Świadomośc
                tego, ze to juz koniec, boli jak jeszcze nigdy w zyciu, boli fakt, ze mógł
                ofiarowac mi to ostatnie pozegnale spotkanie, ale ostatecznie nie pozostawił
                mnie w poczuciu utraconej godnosci i braku szacunku do samej siebie. Mam
                postawy do budowania siebie od nowa i idzie mi to calkiem niezle. A ja będę Go
                cenic zawsze- za Jego inteligencję, mądrośc zyciową, umiejętność śmiania sie z
                samego siebie, ofiarowana innym uwagę i chęc pomocy i wiele, wiele innych. Jego
                wartosc jako człowieka jest dla mnie o wiele wazniejsza niz kraj pochodzenia
                Jego rodziców. Tego tez nauczyło mnie zycie za granicą: z czasem dzielisz ludzi
                na dobrych i tych troche gorszych a nie na muzułamninów, buddystów, katolikow i
                innych. Warto zachowac ostrożnosc, ale tez nie zamykac sie w swoich (byc moze
                nie mających racji bytu)poglądach. Pozdrawiam ciepło.
                • 22.07.07, 16:07
                  Droga Sonnenschein, nie chcialam Ciebie urazic, przepraszam jesli tak sie
                  stalo. Napisalam po prostu, to co uwazalam w danej chwili... Ja wierze, że Ty
                  przeżyłaś Milosc Swojego Zycia... Każdy z nas, piszacych tutaj obserwatorow
                  może się mylic w ocenie, Ty jestes najblizsza prawdziwej ocenie, bo Ty z Nim
                  zylas, znalas Go... Nie da się pewnych spraw opowiedzieć innym, swoich uczuć,
                  emocji... To jest Twoja historia, to BYŁ Twój Mezczyzna, Wasza Milość...
                  Najlepszą ocenę Ty możesz jemu wystawić... a my możemy bładzic po omacku... i
                  masz racje- oceniac na podstawie stereotypow... bo jego osobiscie żadne z nas
                  nie poznalo...
                  Wiem, ze jestem surowa w stosunku do mezczyzn... dlatego, ze zostalam
                  niedawno bardzo zraniona... Do wszystkich mezczyzn bez względu na kolor
                  skory, wyznanie i narodowosc...
                  Brak mi ostatnio wiary w to, ze jeszcze czeka mnie coś naprawdę
                  wyjatkowego... Czasami wierzę, ze jeszcze wszystko się ulozy, ale mam gorsze
                  dni, w których zamykam się w swoim świecie...
                  Wiele wody musi jeszcze uplynac w rzece w moim miescie zanim będę wolna od bólu
                  jaki pozostal po mojej nieudanej miłosci... Mam nadzieje, ze Tobie uda się
                  szybciej podniesc...
                  Piszesz, ze zycie nauczylo Cie by dzielic ludzi na dobrych i zlych... a mnie
                  nauczylo tego, by nigdy nie ufac nikomu do konca... Kiedys spotkalam- jak mi
                  się wówczas wydawalo- dobrego czlowieka. Nasze drogi się rozeszly i pozniej
                  dowiedzialam się przypadkowo, ze w ciagu krotkiego czasu zmienil się w kogos
                  bardzo, bardzo zlego. Ludzie się zmieniają droga Sonnenschein. To że ktoś jest
                  dzisiaj dobry, nie znaczy, że i jutro taki będzie.
                  Pozdrawiam Ciebie deszczowo i burzowo
                  • 22.07.07, 23:09
                    To ja Ciebie przepraszam, poniosło mnie. Po prostu mam juz dośc tego, ze ktos
                    ocenia Go nie wedlug Jego czynow, lecz wedlug Jego pochodzenia. Gdyby nie ten
                    czas spędzony w Niemczech pewnie tez inaczej bym na to patrzyła. Ba,
                    oceniałabym to moze inaczej, gdybym to nie ja była główna bohaterkasmileAle myslę,
                    ze nadszedl juz czas, aby zaczac zycie od nowa, bez rozpamietywania i bez
                    rozdrapywania ran. On otworzyl mi oczy, pokazal jakie to piekne uczucie,
                    ofiarowac ukochanej osobie kazda sekunde swojego zycia. Teraz juz wiem, jakie
                    poklady ciepla, cieprliwosci, tkliwosci, dobrosci, uwagi we mnie drzemia i nie
                    moge pozwolic im sie zmarnowac. Tego uczucia dogłebnej przynaleznosci do kogos
                    nie da sie z niczym porownac. Moje 5 szczesliwych minut z Nim mineło i nie
                    zamieniłabym je na nic na swiecie, ale mimo wszytsko mam nadzieje, ze On nie
                    był Miłoscia Mojego Zycia. Zawsze będzie częscią mnie, nigdy nie zapomnę Jego
                    dobroci i poczucia bezpieczenstwa, ktore mi dawał, ale teraz gdy wiem, jak
                    dobrze miłosc moze smakowac, nie wolno mi sie na nią zamykac. I Tobie rowniez,
                    moja droga Tempest. Bądz sobą, realizuj swoje pasje, rozwijaj sie, usmiechaj
                    sie do inncyh i do siebie i nigdy nie trac nadziei. Ja za kilka tygodni
                    przeprowadzam sie do Wrocławia, na drugi koniec Polski. Zaczynam nowe zycie,
                    zycie wolne od Niego...Zamierzam rzucic sie w wir pracy, poznawac nowych ludzi,
                    skoncentrowac sie na tym, co mnie interesuje i w koncu zaczac robic cos tylko
                    dla mnie, nie dla innych. Nie wiem, na jakim jestes etapie: czy jeszcze w głębi
                    serca na Niego czekasz czy juz dalas za wygraną, ale pamietaj: po pierwsze
                    jesli na Niego czekasz mozesz to robic rowniez aktywnie, realizowac siebie,
                    spelniac swoje marzenia, isc do przodu, jesli otworzysz sie jedynie na
                    przezywanie bolu rozstania zamkniesz swiatu drzwi przed nosem i nie wyjdzie Ci
                    to na dobre. Jesli skłaniasz sie ku opcji nr 2( co obstawiam)-obie dobrze
                    wiemy, ze Oni nie mysla o nas tak często, jak my o nich, nie analizuja, nie
                    rozkladaja naszych zwiazkow na czynniki pierwsze. Byłas Najwazniejsza Kobietą w
                    Jego zyciu, nagle przestalas nia byc, bolalo, ale dośc juz tego cierpieniasmile
                    cale zycie przed namismileDaj sobie szansę na to, by byc szczesliwą, upadek z
                    siódmego nieba do najlatwiejszych nie nalezy, ale sprobuj otrzec łzy, strzepac
                    resztki rozpaczy i zwątpienia, uniesc głowe do gry, umiechnij sie i rusz przed
                    siebiesmilezegar biologiczny cyka-jak ironicznie podkresla moja mlodsza siostrasmilea
                    tak calkiem serio: zawsze wydawalo mi sie, ze jestem o krok do tyłu, ze inni
                    posuwaja sie do przodu a ja wciaz stoje w miejscu, mam za soba tyle straconych
                    szans, decyzji podjetych za pozno, czasu zmarnowanego na analizowanie za i
                    przeciw, ze juz nie chce tych błędow popelniac. Warto czasem zaryzykowac, mozna
                    duzo stracic, ale o ilez wiecej mozna zyskac! takim ryzykiem i poczatkiem
                    mojego nowego lepszego Ja byl zwiazek z Nim...Nie wyszlo, myslalam, aby wrocic
                    do sprawdzonego modelu zycia, bo tak najlatwiej, ale nie-zycie mam tylko jedno,
                    mam prawo do swoich błędow, nie jestem niezastapiona i inni czasem tez mogą
                    rozwiazac swoje problemy, jesli im sie na to pozwolismilechce jako staruszka moc
                    sie tajemniczo usmiechnac i miec co wspominacsmile
                    Tez ostatnio brakuje mi wiary, ze kiedys jeszcze bedzie pięknie...nie wyobrazam
                    sobie, ze ktos da mi takie szczescie i poczucie bezpieczenstwa jak On, ale mam
                    nadzieje, ze sie mylę i jeszcze gdzies, kiedys ktos mnie tak pokocha...
                    To jest wlasnie to ryzyko w zwiazku:ludzie sie zmieniaja, nic na to nie
                    poradzisz, najwazniejsze to dawac z siebie to, co najlepsze i starac sie
                    dostrzec w drugiej osobie Czlowieka. Gwarancji na udany zwiazek nie da Ci nic,
                    ale jestem zdania, ze warto podjac ryzyko i byc szczesliwym nawet gdyby mialo
                    to trwac tylko kilka ulotnych chwil...Jestem pewna, ze jescsze spotkasz na
                    swojej drodze kogos, kto zaczaruje Twoje serce, tylko daj Mu na to szansęsmile
                    Pozdrawiam cieplo i przepraszam, ze tak chaotyczniesmile
                    • 23.07.07, 08:30
                      Ktoś jeszcze Ci da takie , a może większe szczęście bo z pewną gwarancją (o ile
                      to tylko możliwe) na trwałość smile,
                      On jest przeszłością a to co dalej zrobisz ze swoim życiem to tylko od Ciebie
                      zależy przecież
                      gdy nie szukasz samo szczęście Cie znajduje
                      nie ma co gonic i wypróbowywać wszystkich okazji ale i stanie w kącie dobre nie
                      jest jak i rozważania za każdym razem wszystkich za i przeciw odwleka w czasie
                      decyzje
                      żyj jak się da najpiekniej pamiętajac co dostaąłś dobrego i z tego czerp dla
                      przyszłych związków
                      pozdrawiam ciepło B.

                    • 23.07.07, 15:17
                      Droga Sonnenschein! Tak to już jest, że historie, w których to my jestesmy
                      głownymi bohaterami nieco inaczej odbieramy... więcej potrafimy chyba sobie
                      wybaczyć... Zgadzam się z Toba, że nadszedł czas, by zaczać zyć... i przestać
                      rozpamiętywać i rozdrapywać nieco już zabliźnione rany. Ja swoją rozgrzebałam
                      spotykając się z Nim ale tak naprawdę nie zaluje, bo bez spotkania zylabym z
                      jakas mala nadzieja, a teraz skoro NIC nie poczulam do Niego nie może być mowy
                      o czymkolwiek wznioslym...

                      Mam wrażenie, ze obie wiele im zawdzięczamy... To co piszesz o sobie, i ja
                      moglabym napisać... Dal mi tak wiele, że w ostatecznym rozrachunku, pomimo
                      porażki i tak jestem na plusie. Wiem, że potrafię pokochać, a to jest chyba
                      najwazniejsze, bo jak wczesniej zauważylaś, nie kazdemu jest ta umiejetnosc
                      dana.

                      Wiesz co mnie boli najbardziej? Chyba już o tym pisalam... boli mnie to, że
                      podobnie jak i u Ciebie, mój były na zawsze będzie częścią mnie, na zawsze
                      będzie miał mały kawałeczek miejsca w moim sercu, a przypuszczam, że ja dla
                      Niego jestem już nikim. To mnie boli, bo On był dla mnie bardzo ważny, na pewno
                      najważniejszy ze wszystkich eks, jego zachowanie i słowa świadczyły, że i ja
                      byłam ważna...chociaz pewnie nie najwazniejsza, ale to juz nie ma znaczenia.

                      Nie czekam już na niego... Od mojego Katharsis, od ostatniego spotkania, wiem
                      że to nie jest człowiek, z którym mogłabym spędzić resztę życia. Przed
                      spotkaniem chyba żyłam w świecie nadziei i iluzji, a spotkanie okazało się
                      bolesnym zderzeniem z rzeczywistością. Wyidealizowałam Go sobie... a on nie
                      jest idealny. Nigdy zresztą tak Go nie postrzegałam, mialam świadomośc Jego wad
                      ale miłość pozwalała mi je akceptować.

                      Mam nadzieję, że w nowym miejscu będziesz bardzo szczęsliwa i tego Ci
                      życzę. Czas ruszyć do przodu i nie stać już dłużej w miejscu... Kto nie
                      ryzykuje w życiu ten nie wygrywa, tylko tym, którzy maja odwagę ryzykować jest
                      dana szansa na przeżycie życia ciekawie... a w życiu ponoć piękne są tylko
                      chwile... i dla tych chwil warto żyć. Droga Sonnenschein, oto mamy swoje 5
                      minut z nimi za sobą, czas otworzyć się na 5 minut z kimś innym, a może zrobi
                      się z tego 10 minut...czego Nam obu z calego serca życzę. Siostrze powiedz, ze
                      na wszystko przyjdzie własciwy czas, także na dziecko.

                      Pozdrawiam wietrznie ale słonecznie.
                      Tempest
                    • 23.07.07, 19:01
                      podobne sa do siebie wasze historie- Twoja i Tempest.
                      Chyba masz racje ze czass aby zakonczyc to
                      rozpamiettywanie. Wychodzisz zraniona ale bogatsza
                      o wiele pieknych chwil,wiele pieknych wspomnien.
                      Mysle ze jestes wspaniala dziewczyna i jeszcze
                      czeka Cie w zyciu wiele dobrego. JA jestem tego
                      pewna a Ty musisz w to uwierzyc smile pozdrawiam
                      • 23.07.07, 22:05
                        Dziekują Wam za ciepłe słowa i wsparciesmiletakie forum jak to i tacy ludzie jak
                        Wy pomagają wiecej niz spodziewac by sie mogli powątpiewającysmiledopiero
                        stosounkowo niedawno zaczełam sie uczyc walczyc o siebie, ale wiem, ze ten
                        bunt, ktory zrodził sie we mnie płonie na tyle jasnym płomieniem, ze byle
                        podmuch cudzego realizmu mi go nie zdmuchnie. Ja wiem-zycie to nie bajka, ale
                        tyle musze teraz nadrobic, własnie teraz, gdy zaczynam siebie odnajdywac i
                        definiowac...chcę jeszcze tyle przezyc, tyle zobaczyc, zyc swoim zyciem i byc
                        szczesliwa...Ja wiem-zycie jeszcze nauczy mnie pokory, choc mysle, ze w moim
                        dotychczasowym zyciu i tak za duzo było zgody na rzeczy nie do konca przeze
                        mnie akceptowane...Ten czas spedzony w Niemczech i spotkanie na mojej drodze
                        Jemu nadaly kierunek, otworzyly mi oczy, nauczyly co moge zmienic, aby zyc
                        bardziej radoscie, ale tez utwierddzily mnie w przekonaniu, ze warto trwac przy
                        swoich idealach i nie dac sie zwariowacsmileJestem realistka az do bólu, ale
                        zawsze uwazałam(i bede sie tego trzymac!) ze usmiech jest lekiem na cale zło,
                        jesli wiec minie Was rezolutna osobka z błyskiem w oku, ktorej bedzie sie micha
                        cieszyla to istnieje duze prawdopodobienstwo, ze to bede jasmileW zyciu jest tyle
                        piekna, wystarczy otworzyc oczy i patrzac widziec...Odezwę się jeszcze, ale
                        mysle, ze moj wątek umrze niedlugo smiercią naturalną, bo zaczynam sie podnosic
                        i nie dam sie rozłozyc na łopatki wspomnieniom, no przynajmniej przez kilka
                        tygodni, dopoki nie wroce do Niemiec na jakis tydzien lub dwa...Dziekuję za
                        wszystkie dobre słowa, sa na wage złota w dzisiejszych czasachsmilepostaram sie
                        zadoscuczynic i kiedys komus na forum doradzic od sercasmilePozdrawiam najcieplej.
                        • 24.07.07, 00:39
                          bardzo Ci moja droga wspolczuje.
                          forumowicze napisali juz wiele madrych slow, wiec ja juz nie bede.
                          chcialam tylko napisac, zebys nie wstydzila sie tego, ze On byl arabem.
                          my polacy bardzo latwo szufladkujemy ludzi i rzucamy kamieniem.
                          arab byl kiedys moja wielka miloscia.
                          mieszkalam w jego kraju dluzszy czas i mialam okazje dobrze poznac ludzi.
                          oczywiscie, ze sa roznice kulturowe, ale to sa ciepli, uczuciowi ludzie, czesto
                          wyksztalceni na uniwersytetach europejskich.
                          bylam przez niego traktowana z szacunkiem, jakiego nie zaznalam od zadnego
                          polaka (panowie- nie mowie, ze zle traktujecie kobiety, po prostu zle
                          trafialam).
                          a czy wiesz, ze w jezyku arabskim sa dwa slowa na okreslenie milosci?
                          jedno to nheb, nhebak, ktore doslownie tlumaczone znaczy chce cie.i
                          drugie slowo znaczy milosc dana od boga, niestety nie pamietam jak brzmialo.
                          ja to slowo uslyszalam od mojej milosci.
                          i pielegnuje w sercu to wspomnienie, bo czas juz dawno zabliznil moje rany, ale
                          czasem mysle o Nim, jako o kims, kto akceptowal mnie bezwarunkowa miloscia.
                          wiele razy jezdzilam do Niego, On przyjezdzal do polski.
                          niestety byl to uklad beznadziejny, bo pan byl zonaty i wiedzialam w co sie
                          pakuje. wlasciwie, to nawet szanuje Go za to, ze rodzina byla najwazniejsza dla
                          niego. roznie sie losy ukladaja i czasem spotykamy sie z kims nie we wlasciwym
                          miejscu i czasie.
                          zostaly piekne wspomnienia, zdjecia. juz nie boli.
                          nie jestem kobieta, ktora po trupach dazy do celu.
                          zaiskrzylo miedzy nami od pierwszego spotkania, jednak wiedzac, ze ma zone, nie
                          chcialam go.
                          a wiesz co wplynelo na zmiane mojej decyzji?
                          zgolil wasysmile))))
                          bo go o to prosilam, nie lubie zarostu.
                          nie zaluje, bylo pieknie.
                          trzymaj sie slonko, jestes madra dziewczyna i wiem, ze pozbierasz sie.
                          nawet troche Ci zazdroszcze tego trzezwego spojrzenia, niezaleznosci, ktorej
                          nie mam ja.
                          ale to temat na osobny watek.
                          jak dojrzeje to napisze.
                          • 24.07.07, 15:15
                            Coz mogę napisac?z jednej strony bardzo mi Twoj post pomogł, z drugiej otworzył
                            ranęsad Nigdy się Go nie wstydziłam, to ze jest Arabem mialo dla mnie bardzo
                            male znaczenie. Z tą moja niezaleznoscią to róznie bywa, ale staram sie byc
                            dzielna i kazdej sytuacji losowej znalezc jakas iskierke dobra, życie jest za
                            krótkie, aby nosic w sobie ból i mnozyc złe emocje. Twoje słowa pomogły mi o
                            tyle, ze wiesz jak to wyglada, przezyłas podobna historie, wiec Twoja ocena
                            sytuacji tez jest inna. Ostatnio czytałam forum o ludziach z pólnocnej Afryki i
                            co sie okazało? Ze to analfabeci, ktory nie mogąc sie wyzyc seksualnie w swoich
                            krajach( wiadomo, duza czesc dziewczyn, szczegolnie w małych miejsowaosciach,
                            strzeze swojego dziewictwa jak oka w głowie, bo jest ono gwarantem małzenstwa,
                            a mezczyzni zenia sie po 30., jesli nie pozniej, bo musza zgromadzic majątek,
                            aby byc w stanie utrzymac rodzine), wyzywa sie na turystkach, ktore nie maja
                            nic przeciwko wakacyjnemu romansowi z przystojnym Arabem, ze kłamia jak z nut,
                            aby tylko zaciagnąc Europejki do łózka a najlepiej skłonic do małzenstwa, bo
                            wtedy europejski paszport i setki mozliwosci sa w zasiegu ręki. Duzo sie
                            naczytałam, chcialam nabrac do Niego dystansu, troche to pomogło, ale nie do
                            konca. On juz ma obywatelstwo niemieckie, polskiego nie potrzebuje, wiec
                            pomysl, ze mogłby byc ze mną, aby za moim posrednictwem przemknac do Unii
                            Europejskiej i zostac poszukiwanym przez caly swiat terrorysta jest raczej mało
                            realny. Studiuje na dobrym uniwersytecie przyszłosciowy kierunek i jest
                            zaskakujaco mądry zyciowo jak na męzczyznę w Jego wieku. Juz kilkakrotnie
                            pisałam,z e wątpię, abym od jakiegos męzczyzny dostała tyle ciepła, uwagi i
                            serdeczności. Oni mają calkiem inna kulturę miłosci, bez udawania, bez gierek,
                            jesli ktos kocha, to widac to jak na dłoni i o niepewnosci Jego uczucia nie
                            moze byc mowy. Nie musisz prosic sie o dobre słowo i czekac na cieplejszy gest,
                            nie ma mowy o cichych dniach i fochach, bo wszystko mozna omowic w szczerej
                            rozmowie. Tez byłam przzez Niego traktowana z pełnym szacunkiem, co nie zawsze
                            jest cechą naszych rodakow, kiedy patrze na moich rowiesnikow i porownuje ich z
                            Nim to ogarnia mnie pusty smiech i zastanawia mnie ilu z nich kiedys dostrzeze
                            w kobiecie nie tylko obiekt westchnien, ale i pelnoprawnego Człowieka...Polacy
                            uwazaja ich za analfabetów, czesto mimo iz nie mieli z nimi kontaktu, ale sami
                            tez nie swiecą przykładem. Nie zapomne lotu do domu, do Polski. W Niemczech
                            czułe pozegnanie z Nim na lotnisku, wymiana notatek i kilka zartow zrozumialych
                            tylko przez nas, w Polsce na przystanku dwoch podchmielonych panow rzucajacych
                            niewybredne uwagi i proszacych o drobne. Wnioski wysnujcie sami, pozostawiam to
                            bez komentarza.
                            Język arabski rózni sie w zaleznosci od kraju i regionu. Ja znam je w wersji
                            Ahebbaqsmile
                            To zabawne, ale fakt, ze dla mnie zgolił swoją mała bródkę było dla mnie ta
                            kroplą, ktora przewazyła szale na Jego korzysc i upewniła mnie, ze traktuje
                            mnie bardzo powaznie Awszystko dlatego, ze mnie strasznie drapałasmile...
                            Chętnie poznalabym Twoja historie blizej i mam nadzieje, ze wkrotce dojrzejesz
                            do tego by ja opisacsmile
                            Niebieska, nie ma czego zazdroscic, naprawdę. Jestem relatywnie silna głównie
                            dlatego, ze sytuacja zyciowa mnie do tego zmusza. Nie mogę sobie teraz pozwolic
                            na rozdrapywanie ran, bo rozsypałabym sie na kawałeczki. Poza tym, nie mam
                            gwarancji, ze gdyby On pojawił sie znow w moim zyciu to nie porzuciłabym
                            wszystkich moich deklaracji i nie była znow z Nim, chocby przez jeden
                            dzien...czasem chcialabym cofnac czas i moc postapic inaczej, nie wystawiac
                            Jego uczucia na próbę, pozbyc sie wątpilowsci i dac spokoj dogłębnym analizom,
                            po prostu Mu uwierzyc i kochac Go otwarcie, szczerze i bez strachu, tak jak
                            tego zawsze w głębi serca pragnęłam...Ale sa błędy, ktorych naprawic sie nie
                            dauncertain ale jeszcze będzie słonecznie, jeszzcze bedzie wiosenniesmilePozdrawiam
                            ciepło i dziekuję za dodoanie mi wiary, ze było wartosmile
                            • 24.07.07, 17:59
                              Oczywiście, że było warto!
                              Nie wolno Tobie mieć wątpliwosci w tej kwestii!!!!

                              W życiu piękne są tylko chwile Droga Sonnenschein i dla nich warto żyć!
                              Od dłuższego czasu towarzyszą mi w życiu słowa JPII „Nie żyje się, nie kocha
                              się, nie umiera się- na próbę”. Musimy żyć pełnią życia! Chciałabym tak przeżyć
                              życie, aby niczego nie żałować. Chciałabym umrzeć w spokoju, godnie mając
                              świadomośc, że spróbowałam uczynić moje życie pięknym i niepowtarzalnym. Coś w
                              naszym życiu, zarówno Twoim jak i moim, coś waznego się skończyło ale te
                              doświadczenia przydadzą się nam!

                              W życiu piękne są tylko chwile... Nie znamy dnia ani godziny... W obliczu
                              katastrofy autobusu w Alpach francuskich uświadamiam sobie, jak kruche jest
                              życie ludzkie... Dzisiaj jestes, ale nie ma pewnosci czy jutro będziesz...
                              Staram się traktować każdy dzien mojego zycia tak jakby miał być dniem
                              ostatnim... dlatego nie lubię być z ludzmi w konfliktach...Jesteśmy bezbronni
                              wobec Bożego planu... ktoś się rodzi, ktoś umiera... ktos od nas odchodzi,
                              ktoś inny przeżywa miłośc i namiętność swojego życia.... życie wciąż biegnie
                              wlasnym torem... (tak mnie jakoś naszło, bo kuzynka jest na ostatnich nogach w
                              ciąży... i już nieco się niepokoję o Maleństwo, bo już czas...)

                              Pewne rzeczy nie zdarzą się drugi raz, dlatego warto korzystać z każdej okazji,
                              którą los nam daje... Pierwsze wrażenie na kimś można zrobic tylko raz... i ono
                              pozostaje na zawsze. Nigdy już nie zrobisz drugi raz pierwszego wrazenia... Tak
                              samo z pewnymi przeżyciami... Są rzeczy, które zdarzają się nam tylko raz, w
                              danych oklicznościach... i warto korzystać z okazji, by je przeżyć... Nie żałuj
                              nigdy tego, co przeżyłaś z Nim, w Niemczech. Pielęgnuj wspomnienia i pamiętaj
                              dobre, cudowne chwile zapominając o złych.

                            • 25.07.07, 00:17
                              przepraszam, jesli otworzylam jakies bolace miejsce, bardzo tego nie chcialam.
                              mozna powiedziec, ze laczy nas zarostsmile
                              u nas po prostu iskry przelatywaly w powietrzu, ale ja dzielnie sie opieralam,
                              wiedzac, ze romans z zonatym nie przysporzy mi szczescia na dluzsza mete,
                              ale ktoregos dnia, kiedy zobaczylamm, ze tych wasow nie ma przestalam ze soba
                              walczyc.
                              bo faktycznie, w tamtej kulturze to calkiem powazna sprawa. taki was, czy
                              brodka.
                              a ludzie w afryce sa rozni, jak wszedzie.
                              pewnie, ze sa opisani przez Ciebie zigolacy (jak to sie pisze?), ale turystki
                              chetne i biznes sie kreci ku zadowoleniu obu stron.
                              coraz wiecej zreszta mowi sie o sex turystyce europejek.
                              dotyczy to mlodych chlopcow z biednych rodzin, a jak sama wiesz bogatsze
                              rodziny posylaja swoje dzieci na studia do europy, mimo, ze maja swietnie
                              prosperujace biznesy i dzieci do konca zycia moglyby wykonywac zawod syn/ corka.
                              obracalam sie w tym drugim kregu i pochwale sie troche, ze zylam swiatowosmile
                              moja obecna historia dotyczy kogo innego, tez nie polaka.
                              nie wiem, czy spadaja mi klapki z oczu, czy przekroczylam juz swoj prog bolu,
                              ale nie mam potrzeby o tym pisac.
                              dzis cos mi sie takiego stalo, ze nie mam ochoty do niego dzwonic, wyjasniac.
                              co bedzie to bedzie, nic na sile.
                              bedziemy razem, czy nie- niech Pan Bog mna pokieruje.
                              jedno tylko chce Ci powiedziec.
                              byl taki moment w naszym zwiazku, ze tez zalowalam swojego postepowania,
                              myslalam, ze gdybym sie inaczej zachowywala (bo tez mam charakterek), to
                              costam....
                              czas pokazal, ze mojej winy nijakiej nie bylo. wina byla w 100 % po jego
                              stronie- tego co sie zlego wydarzylo i o czym pojecia nie mialam.
                              niepotrzebnie sie zadreczalam, obwinialam, sama siebie zaszczuwalam.
                              prosze Cie nie rob tego. po prostu nie waro.
                              teraz moj mily ma zastrzezenia do mojego charakteru, a ja mysle sobie, ze
                              czesciowo ma racje, ale skoro nie akceptuje mnie, to moze nie po drodze nam ze
                              soba. wyszedl juz widac z etapu, mowiac za joanna chmielewska " jak ona
                              slicznie pluje", i wiem, powinnam popracowac nad soba, ale nie wiem czy dla
                              tego, czy moze jakiegos przyszlego pana.
                              jak napisla the.temptest ( przepraszam, jesli przekrecilam) szkoda zycia.
                              przez dlugi czas zylam nim. tylko i wylacznie. byl jak narkotyk.
                              tak nie mozna.
                              mam nadzieje, ze jutro nie zmieni mi sie myslenie.
                              zastanawiajace, czyzby tu zaszla zmiana?
                              • 25.07.07, 01:18
                                Mysle, ze moj prog bólu tez juz przekroczyłam. Rozstanie mialo miejsce kilka,
                                nie-juz kilkanascie tygodni temu i swoje juz przebolalam. Wiadomo, mysli
                                nieuczesane kršżš wokoł Niego, serce jest przy Nim a duszyczka wyrywa sie ku
                                Jego ciepłu, ale to juz historia. Trzeba zamknac ten rozdział. Skonczyly sie
                                czasy, gdy szłam ulica z nieobecnym spojrzeniem i gdy mialam ochotę zatrzymac
                                sie i wykrzyczec caly moj ból, minęły czasy lezenia godzinami, gdy zwinieta w
                                kłębuszek rozpaczliwie gryzłam poduszkę...pozostało fizyczne uczucie bólu, ze
                                nie ma Go tu, przy mnie i mnie tam, w Jego sercu i myslach...
                                No coz, ja tez mam charaktereksmilei tak sobie mysle w chwilach buntu, ze nie ma
                                co zalowac swojego postepowania, co to za zwiazek, w ktorym musisz na kazdym
                                kroku uwazac na to, co robisz?oczywiscie pewne rzeyczy mozna zmienic i pojsc na
                                pewien kompromis, ale wszystko powinno miec swoje granice. W koncu ktos
                                pokochal Cię taka, jaka jestes, wiec dlaczego mialabys sie nagle gruntownie
                                zmieniac?W zwiazku powinno sie zawsze czuc swobodnie, ale z drugiej strony co
                                ja tam wiemsmile
                                Dzis dostałam maila od naszego wspolnego znajomego: Jego najlepszego
                                przyjaciela a mojego doradcy w sprawach sercowychsmileI znow mi było ciezko: chce
                                miec kontakt z naszymi wspolnymi przyjaciolmi, ale zbyt przypominaja mi o
                                Nim...Będšc w Polsce skoncenrowalam sie na problemach i sprawach do
                                rozwiazania, ktore tu na mnie czekały, odsunełam od siebie wspomnienia,
                                staralam sie zapomniec. Teraz kazdy mail od wspolnych znajomych przywoluje
                                najszczesliwsze chwile z Nim. Dzis dowiedziałam sie, ze ten kolega zlamał rekę
                                gdy grali w nogę. Domyslam sie, ze On tez tam był, mogę sobie wyobrazic Jego
                                smiech podczas gry, Jego zarty, Jego stroskany wzrok na widok cierpiacego
                                przyjaciela...Mogę, tylko po co?dlaczego to silniejsze ode mnie?
                                Dzis zostawilam papierkowš robote i wymknełam sie na balkon popodziwiac
                                gwiazdy, u Was tez bylo takie bezchmurne niebo?niezmiernie mnie to uspokaja:
                                gwiazdy swieca niezmiennym blaskiem dla kazdego bez wzgledu na kolor skóry,
                                rasę, religie, pochodzenie i głebokosc kieszeni...moze On tez patrzy dzis w
                                gwiazdy szukajac tej swojej?szukajac odpowiedzi, nadziei, pocieszenia?przyszlo
                                mi do głowy, ze moze zle to wszystko do tej pory ocenialam, starałam sie
                                dowiesc, ze mnie kochal lub ze jednak nie do konca to była miłosc, a moze po
                                prostu milosc sie wypalila, odeszla i nie ma w tym niczyjej winy?przeciez nie
                                wszytsko musi byc czarne albo białe. Myslę, ze najblizej prawdy była beatkach:
                                mielismy te same nadzieje, ale inaczej rozumielismy miłosc, mielsimy ten sam
                                cel, ale szlismy innymi drogami...czasem pewnie tak jest, ze iskrzy, ze
                                wszystko sie zgadza, jest uczucie, sa wspolne zainteresowania a jednak sie nie
                                udaje. Dajesz drugiej osobie caly swoj swiat, ale ona jeszcze tego nie chce, to
                                nie ten czas, nie to miejsce, nie ten sposob wyrazu...macie inne
                                oczekwiania...moze to dziecinne, ale myslę, ze w niektorych przypadkach miłosc
                                dałaby sobie z tym radę, trzeba tylko nie stracic cierpliwosci...pasowalo
                                przeciez tyle czesci ukladanki, przeciez nigdy nie moze byc na 100% idealnie...

                                • 25.07.07, 11:53
                                  Mi się zdaje,ze Ty wciąż Go kochasz..... nie wiem kiedy to minie, może nie
                                  minie? Musimy być dobrej mysli i wierzyc ze brak konttaktu z nim sprawi, ze
                                  zaczniesz zyc bez niego.Kobiey roznie znosza rozstania, piszesz ze już nie
                                  lezysz skulona na lozku i nie placzesz...Wiele kobiet nie je, nie spi, wciąż
                                  mysli,placze, rozpacza....Przeczytalam cala twoja historie jeszczze raz i
                                  zaczelam szukac powodu rozstania. Nigdzie chyba nie napisalas wprost a jedyne
                                  ze jemu zabraklo cierpliwosci.... Czytajac twój fragment o tym ze tyle
                                  kawalkow ukladanki pasowalo...Może jednak doprowadziz do spotkania? to
                                  spotkanie mogloby zmienic bieg zdarzen.Kiedyy tak pisalas o niebie, o ogladaniu
                                  gwiazd pomyslalam ze może On wczoraj robil to samo...... nie chce Ci dawac
                                  nadzieji która okaze się zludna ale widze wciąż w tym co piszesz mnostwo uczuc
                                  do niego. Może warto sprobowac się spotkac ten ostatni raz?Może byloby tak jak
                                  u Tempest? rozczarowalasbys się nim?
                                  • 25.07.07, 23:25
                                    Tempest-dla mnie pocieszeniem sa nie tylko gwiazdy, muzyka rowniezsmilewieczorami
                                    śłucham muzyki, ktora dodaje wiary i nadziei i motywuje do dzialania, do
                                    odwaznych swiat nalezysmile
                                    Smutna06 po pierwsze podziwiam i dziekuje, ze mialas cieprliwiosc/czas/ochote
                                    przecztac jeszcze raz moja historie, kochani jestescie, ze tak analizujecie to
                                    co tu dosc chaotycznie wypisujesmilejesli chodzi o powod naszego rozstania...nie
                                    napisalam go/ich wprost, dlatego ze go/ich do koca nie znam, Jego decyzja o
                                    rozstaniu to tez byl grom z jasnego nieba, jasne, mielismy swoje male problemy,
                                    ale czyj zwiazek jest od poczatku idealny i wysniony?wiele razy wracalam do
                                    naszej rozmowy, ale mimo iz staralam sie sluchac Go z uwaga, bylam nie do konca
                                    obecna, to, co sie dzialo, bylo dla mnie zupelnie niepojete, czulam sie jak w
                                    czeskim filmie, mialam nadzieje, ze zaraz sie obudze albo chociaz Szymon
                                    Majewski wyloni sie zza roku z okrzykiem: "ha!mamy cie!", ale nie:/...pamietam
                                    tylko slowa:" Gdybym z Toba został, bylibysmy jeszcze przez jakis czas
                                    szczesliwi, ale pozniej znow musialbym o ciebie walczyc, musialbym ci cos
                                    udowadniac, kto kocha prawdziwie, nie czeka, nie sprawdza, nie wystawia na
                                    probe, tylko daje sie poniesc emocjom. Jestem dla ciebie wazny, ale nie mowisz
                                    mi tego i nie okazujesz dostecznie mocno, a ja tego potrzebuje, aby byc
                                    szczesliwym. Dałem ci caly moj swiat, pokazalem jaki jestem a ty wciaz nie
                                    potrafisz mi zaufac do konca". Czasem zartem powiedzial, czego u mnie nie
                                    znosi, przyjmowalam krytyke z godnoscia, chcialam i zmienialam sie dla Niego(na
                                    tyle, na ile pozwalal mi maly uparciuch i buntownik we mniesmile), ale nie bylam
                                    swiadoma, jakie znaczenie pewne rzeczy maja dla Niego...gdy poprosilam Go o
                                    ostatnia szanse, powiedzial, ze szans dostalam juz wystarczajaco duzo, co
                                    uwazam za krzywdzace i niesprawiedliwe, nie wiedzialam, ze kazda nasza rozmowa
                                    pol zartem, pol serio to dawanie mi kolejnej szansy...gdy pisalam o braku
                                    cierpliwosci mialam tez pewnien aspekt naszego zwiazku na mysli, mysle, ze
                                    niedlugo go opisze, choc chialam go zachowac dla siebie, ale jak juz wszystko
                                    szufladkuje to musze i z tym problemem stanac twarza w twarz...
                                    Wiem na pewno, ze uwazalam, ze Jego deklaracje przychodza za wczesnie, jest
                                    strasznie uczuciowym człowiekiem i rozumiem to, ale dla mnie czyny sa
                                    wazniejsze, wystaczy mi moje odbicie w Jego oczach, ma sie w koncu ta intuicje
                                    kobieca i sie wie, co w meskim sercu piszczysmilemoze mielismy inne wyobrazenie o
                                    czestotliwosci i natezeniu wyrazania uczuc?moze bylam tak zamknieta na swoj
                                    obraz idealnej miłosci, ze nie zauwazalam jakiego cudnownego czlowieka mam u
                                    boku i ze przeciez to ze jest inaczej, nie oznacza ze jest gorzej...byly slowa,
                                    byly czyny, byla magia, czego chcialam wiecej?czasem sie zastanawiam czy wart
                                    sie zmieniac dla kogos czy lepiej trwac przy swoich racjach, z jednej strony
                                    zmienialam sie dla Niego i nie byly to zmiany bolesne, wrecz przeciwnie,
                                    przyjmowalam je z radoscia, cieszylam sie, z ektos odnalazl do mnie klucz, co
                                    latwe nie jest( musialam czekac 5 lat, aby moje serce zaczelo szybciej bic-dla
                                    Niego), sa jednak sprawy na ktore potrzeba czasu, ktore musza naturalnie
                                    dojrzec, procesy, ktorych przyspieszyc sie nie da( a o ktorych napisze
                                    niedlugo, gdy tylko zbiore sie na odwagesmile, nic na to nie poradze, ze czasem
                                    jestem uparta jak osiol, serce moze sie wyrywac, inni juz dawno by sie poddali,
                                    dali poniesc emocjom a ja nie-poczekaj, przekonaj sie ze warto, nie trac
                                    niezaleznosci pochopnie. Zdarza sie, ze sie zloszcze na siebie, chcialabym
                                    postapic wbrew temu osiolkowi we mnie, ale ze narowisty strasznie to nie da
                                    radysmilesa bariery, ktorych nawet dla osob, ktore kocham pokonac nie potrafie, w
                                    kazdym badz razie nie od razu, czas leczy rany, ale tez jest pomaga ocenic
                                    stopien zazylosci, jesli ktos jest twoim dobrym przyjacielem/kochajaca osoba da
                                    ci czas na rozmyslania, na oswojenie sie, na zrozumienie siebie, bo przeciez
                                    nigdzie wam sie nie spieszy, wasze relacje to nie bieg na czas. Cierpliwosc,
                                    wyrozumialosc i cieplo dwaane na codzien to wytrychy do niejednych drzwi...
                                    Co do gwiazd-wiem to na pewno, ze razem juz nigdy nie bedziemy, nawet gdybym
                                    teraz, zaraz wsiadla w samolot i poleciala do mojego miasta w Niemczech,
                                    niczego to nie zmieni. Nie mialabym odwagi napisac do Niego, ze oto jestem a
                                    tym bardziej stanac w progu Jego mieszkania. On jest dumnym czlowiekiem, ja
                                    tez. Czesto smialismy sie z mojego "nie", jakos tak mam, ze niekoniecznie lubie
                                    cos od kogos dostawac, dawac komus, jak najbardziej, ale brac nie potrafie...na
                                    poczatku naszej znajomosci czesto pytal, czy chce herbaty, czy nie jestem
                                    glodna, czy czegos mi ne ugotowac itp. Odpowiedalam, ze nie, nie chcialam
                                    zbytniej uwagi, nie chcialm Mu robic problemu a najczeciej po prostu nie bylam
                                    glodnasmilepozniej to moje "nie", przewaznie rzucane zartem stalo sie
                                    przysłowiowesmilekiedys rozmawialismy powaznie i On powiedzial :"Tak czesto mowisz
                                    mi nie, dlaczego nie powiesz tak mnie i temu co jest miedzy nami?", zapytał:" a
                                    gdyby ktos tobie powiedzial nie w jakiejs kwestii, jakbys sie poczula, co bys
                                    powiedziala?". Odpowiedzialam, ze czyjes nie jest dla mnie bardzo wazne, nie
                                    chce nikomu narzucac mojego zdania, nie chce wkraczac w granice czyjejs
                                    niezaleznosci i ze bym je zaakceptowala, nie walczylabym z nim, przeciez ktos
                                    nie mowi mi "nie", zeby zrobic mi na zlosc, to jest czyjs sposob wyrazania
                                    braku akceptacji. Zreszta, "nie" wcale nie musi byc zawsze rozumiane jako cos
                                    negatywnego, na ilez to spraw w zyciu powinnismy powiedziec "nie", ale dajemy
                                    za wygrana i zyjemy nie tak jak chcemy, akp\ceptujac biernie to, co zycie nam
                                    podsuwa?do czego zmierzam: podczas naszej 2godzinnej rozmowy On powiedział
                                    mi "nie" i ja to z bólem akceptuje, moze powinnam jeszcze raz sprobowac,
                                    napisac do Niego, sprobowac cos zmienic, ale maly buntownik we mnie
                                    mowi "nie"...moze po prostu wiem, ze i tak nic by to nie dalo, On jest takim
                                    czlowiekiem typu "do rany przyloz", ja podobno tez...kiedys, gdy mi mowil jaka
                                    jestem delikatna i wrazliwa, powiedzialam, ze potrafie tez pokazac pazurki,
                                    bywam bezkomprowisowa i uarta do bólu, odpowiedzial, ze On tez. I nie kłamał.
                                    Podjał decyzje, wiec bedzie sie jej trzymal. Ludzie Jegopokroju potrafia rownie
                                    mocno kochac jak ranic...Na poczatku ludzilam sie, ze to rozstanie i ta rozmowa
                                    to tylko takie dani mi kopa, otworz oczy, zobacz kogo mogłas stracic, ale nie,
                                    okazalo sie, ze jesli chodzi o upór i bezkompromisowosc to bije mnie na
                                    głowe...zyczylabym sobie tylko jednego: zeby czasem gdy patrzy w gwiazdy
                                    pomyslal o mnie, pomyslal nie jako o osobie, ktora nie spelnila Jego oczekiwan,
                                    lecz jako o osobie, ktora byla Jego przyjacielem, Jego powiernikiem, Jego
                                    Aniolem Strozem i Jego najwiekszym skarbem, no przynajmniej starala sie bycsmile
                                    chcialabym, aby mnie nie zapomnial, bo to by znaczylo, ze byłam wyjatkowa osoba
                                    w Jego zyciu...moze i w ramach wyjatku uciszylabym osiolka w srodku i
                                    powalczyla o Niego( i ewentualnie osmieszyla sie jak jeszcze nigdy dotad, bo
                                    podejmuje walke tylko wtedy, gdy spodziewam sie, ze wygram), ale myslę, ze On
                                    tego ode mnie nie chce i nie oczekuje:/...
                                    • 26.07.07, 11:23
                                      Nie masz za co mi dziekowac. Moja obecnosc na tym forum to troche jak
                                      splacanie zaciagnietego kiedys dlugu u ludzi którzy mi pommogli. Z twojej
                                      ostatniej wiadomosci wnioskuje ze nie napisalas jeszcze wszystkiego. Mam
                                      nadzieje ze dojrzejesz do tego o czym nie chcialas wczesniej pisac. Mysle ze
                                      wyjawienie tego mogloby pomoc w ogladzie calej sytuacji,chociaz fakt jest
                                      jeden i on raczej nie zmieni się: On odszedl. Mogę zgadywac co było u was "nie
                                      tak" ale byloby to zgadywanie jak szukanie igly w stogu siana, wiec poki co za
                                      duzo nie napisze, chociaz mam pewna hipoteze. Pisalas o braku cierpliwosci,
                                      wiec sadze ze nie chcial dluzej czekac az ty dojrzejesz do pewnych spraw. Mam
                                      na mysli sprawy intymne, ze nie chcial czekac az mu uwierzyz, zaufasz,
                                      zgodzisz sie... Być mozze myle się w swojej interpretacji. Jeśli jednak nie
                                      zgodzilas sie na ten krok, a on odszedl czessciowo z tego powodu to nie jest
                                      Ciebie wart bez dwoch zdan!!!!! I nie ma znaczenia jaka jest jego narodowosc,
                                      kolor skory i wyznanie! A swoja droga to niezly z ciebie uparciuszek. Pod jakim
                                      znakiem zodiaku się urodzilas?
                                      • 26.07.07, 12:43
                                        No coz, jestem raczkiem nieboraczkiem i malym uparciuchem, ale nie jestm z tego
                                        dumna-przewazniesmilemasz racje: nie napisalam jeszcze wszystkiego, bo po
                                        pierwsze: nie wiem czy to nie zbyt intymne na publiczne forum, chco w ocenie
                                        sytuacji pewnie by pomoglo, po drugie: jeszcze sama nie potrafie sie z tym
                                        zmierzyc, stanac z tym oko w oko, nie wiem jak ocenic Jego i siebie, jak to
                                        wyposrodkowac i wydac wyrok...temperament seksualny mamy na pewno podobny, z
                                        tym, ze ja dopiero przy Nim zobaczylam jaki tkwi we mnie potencjal a On juz
                                        wie, co Mu smakuje najlepiej, bylam Mu w stanie ofiarowac wiele, ale na pewne
                                        sprawy potrzeba czasu, bo bez pelnego zaufania po prostu sie nie da, na wiele
                                        rzeczy mielismy jeszcze czas, nigdzie nam sie nie spieszyc nie powinno a
                                        dawalam Mu tyle, na ile w danej chwili bylam gotowa, naprawde nic na tego
                                        osiolka we mnie nie moge poradzicsmilenie mam powodow do braku zaufania, ale
                                        mechanizm obronny, czasem jak mi sie wydaje-irracjonalnie zaczyna sie mieszac i
                                        wszystko psuje, moze i peikniej by bylo czasem zyc(a na pewno latwiej) gdybym
                                        była pusta i naiwna słodka idiotką, no ale jakos nie jestem...
                                        Dzis mam od rana dzien zatreczania sie wizjami Jego z inna kobieta, ktora
                                        kiedys spotka na swojej drodze, zazdrosc mnie zzera, bo moze sama nie dostrzeze
                                        jakie szczescie ja spotyka, oczyma duszy juz widze jak sie o nia troszczy, jak
                                        ja niemalze nosi na rękach, jak sie do niej usmiecha, jakim spojrzeniem ja
                                        obdarza, moze tez beda umieli porozumiewac sie za pomoca spojrzen i drobnych
                                        gestow, moze ona tez bedzie czula, za On nalezy tylko do niej, nawet gdy bezdie
                                        stal otoczony wianuszkiem kobiet, moze ich dlonie tez od pocztaku tak
                                        naturalnie sie odnajda i beda idealnie do siebie pasowac?a moze ja tez kiedys
                                        spotkam jeszcze mezczyzne, ktory spelni wyzej wymienione warunki?przeciez tez
                                        mam prawo do szczescia...
                                        • 26.07.07, 15:30
                                          Zadręczanie...
                                          Skąd ja to znam...

                                          Kiedyś też miewałam dni zadręczania się wizjami Jego szczęścia... Już nie
                                          miewam, więc mogę Cię zapewnić, ze to mija smile Bardzo chciałabym aby się
                                          uśmiechał w objęciach innej kobiety smile
                                          Ale niech na litość boską nie mówi Jej że ją sobie wymodlił już na drugim
                                          spotkaniu! Niech nie mówi Jej, że ją kocha zbyt prędko! Niech poczeka aż bedzie
                                          tego pewny!

                                          Nie wiem czy to była zazdrość w moim przypadku? Raczej nazwałabym to szczerą
                                          TROSKĄ... Troską o to, czy ONA będzie z Nim z miłości, bezinteresownej... czy
                                          będzie Go kochała za to, jaki jest, a nie za to ile czego ma? Czy całując Go
                                          będzie pragnęła Go prawdziwie, czy będzie udawała? Czy będzie chciała tylko się
                                          z Nim weselić, czy również będzie gotowa by przy porażkach z Nim trwać? Czy
                                          jeśli spotka Go jakieś nieszczęscie, czy Ona będzie przy Nim? Jeśli zachoruje,
                                          przezyje jakis wypadek i nie będzie już piękny, młody i sprawny, czy Ona będzie
                                          z Nim w zdrowiu i chorobie?

                                          Pamiętam jak kiedyś miał gorszy dzień. Wysłalam mu po zakonczeniu rozmowy na
                                          skype smsa, w którym napisalam, ze gorsze dni będą się zdarzaly, ale ze nie
                                          jest zle, bo ma kogos, kto chcialby mu towarzyszyc także i wtedy... przytulić,
                                          pomilczec, po prostu BYĆ...

                                          I byłabym, gdyby z Nas nie zrezygnował tak łatwo.

                                          Mila Sonnenschein! Pytasz, czy jeszcze spotkasz kiedyś mezczyzne, który spelni
                                          wymienione przez Ciebie warunki...
                                          Na pewno spotkasz... Jeśli przypadkiem bylby to Mój Były Ukochany proszę pozwól
                                          mu mieć w sercu kawałek dla Jego nieistniejących, przeszłych Miłości...
                                          Tempest
                                        • 27.07.07, 10:14
                                          Raczki nieboraczki podobno wiedza czego w zyciu chca smile Nie wiedzialam ze
                                          raczki sa takie uparte i siedza w nich osiolki. Sama musisz ocenic ile chcesz
                                          nam napisac.Czy cos jest intymne decydujemy my.Ty jestes dla nas tylko
                                          Sonnenshein7, nie wiemy z jakiego jestes miasta, ile masz lat , jak massz na
                                          imie i nas to nie interesuje. Wiemy ze przezylas wielka milosc i wielkie
                                          rozczrowanie. Jakos usilujemy pommoc tobie poskladac wszystko w calosc. wiem ze
                                          nie jestes pusta i naiwna slodka idiotka to się czulo już po twoim pierwszym
                                          poscie.Nie zadreczaj się wizjami jego z inna kobieta. Wiem ze latwo powiedziec
                                          a gorzej zrobic, wprowadzic w zycie. Na pewno spotkasz odpowiiedniego
                                          mezczyzne, on gdzies jest tylko musicie się odnaleezc. Ty nie masz w sobie
                                          barier dla innej kultury, pochodzenia, wyznania... to dobrze o tobie swiadczy.
                                          Może wiec twój nastepny mezczyzna, mam nadzieje ze ten ostatni, wlasciwy
                                          również będzie obcokrajowccem? Tak na prawde to nie ma to znaczenia bo
                                          najistotniejjsze jest żeby cie kochal ponadd zycie. ja bym jednak wolala zeby
                                          to nie byl byly mezczyzna Tempest smile)) tak byloby lepiej dla nas wszystkich smile)
                                          • 27.07.07, 11:37
                                            Bo jestem taka troche idealistka-zawartosc portfela naprawde nie ma dla mnie
                                            znaczenia, pochodzenie, wyznanie i kolor skóry tez nie, najwazniejsze, abym
                                            byla szczesliwa, nie musze opływac w luksusy i chodzic w norkachsmileznam tylu
                                            obcokrajowcow i wiem, jacy to wspaniali ludzi i...tak sobie wlasnie myslę, ze
                                            nie mialabym nic przeciwko, gdyby na mojej drodze pojawil sie kiedys
                                            obcokrajowiecsmile I to mowie ja, ktora przed wyjazdem twierdzila, ze sie nie
                                            zakocha, bo tylko Polak mnie do konca zrozumie i da mi szczesciesmilezycie bywa
                                            przewrotnesmilemam nadzieje, ze bylego mezczyzny Tempest na mojej drodze nie
                                            spotkam, a nawet jesli to pewnie mnie nie dostrzeze, wiec nie ma sie co martwic
                                            na zapassmile
                                            • 27.07.07, 21:21
                                              Nie jestem rasistką smile ale raczej uczuć w obcokrajowcu nie ulokuję... smile
                                              chociaż nie napiszę tutaj, że NIGDY i NA PEWNO, bo wszystko jest przeciez
                                              możliwe... Chciałabym, aby był Polakiem... Trudno to wyjaśnić... Dlaczego mój
                                              były miałby Ciebie nie dostrzec? Nie martwmy się oczywiscie na zapas smile Jesteś
                                              singielką, a to już jest pierwszy powód, by mógł zwrócić na Ciebie uwagę.
                                    • 26.07.07, 15:01
                                      Miła Sonnenschein, tak milo mi się Ciebie czyta... wiesz dobrze dlaczego... bo
                                      w tak wielu słowach piszac o sobie, piszesz i o mnie.

                                      Przyznaje, iz spodziewalam się, iz nie znasz powodu odejscia swojego
                                      Mezczyzny... Czasami tak trudno wyartykułować jasno ów powód... powiedzieć
                                      wprost, nazwać pewne rzeczy, wskazać je, wytknąć palcem, sprawić przykrośc tej
                                      drugiej osobie... wydaje im się, ze lepiej przemilczeć... Na pewno masz jednak
                                      swoje przypuszczenia.
                                      Jestem osoba, która woli wiedzieć. Kiedy On ode mnie odchodzil powiedzial mi
                                      dlaczego. Zresztą wiedziałam, nie musial mówić. Nie poprosilam Go o ostatnia
                                      szansę, bo wiedzialam, ze jej nie dostanę. Wiedzialam, ze jego decyzja jest
                                      ostateczna, bo wczesniej nie odzywal się do mnie przez 1,5 tygodnia.
                                      Spodziewalam się jej. Wiesz co mnie zaskoczylo i zranilo? To, ze miał mnie
                                      gdzies przez 1,5 tyg. Miał gdzies to co czulam, to ze się martwilam, to ze nie
                                      moglam spac, nie mając sygnalu, ze wszystko ok. Kiedy zrywal, swoje milczenie
                                      wyjasnil tak, ze „chcial mnie przygotowac”! Zero empatii! Nie widzial
                                      absolutnie nic zlego w tym, jak się zachowal. W takich sytuacjach widze jak
                                      bardzo kobiety i mezczyzni się od siebie różnią.

                                      Wracając do twojego rozstania. Doskonale wiem, co czulas... potrafię wczuć się,
                                      w to o czym piszesz... potrafię wyobrazić sobie, jak czekalas na okrzyk Szymona
                                      Majewskiego „mamy Cie”... czekalam tak samo, myslalam, ze może obudzę się z
                                      koszmaru... Kiedy milczal pierwszy dzien, drugi, trzeci... Czekalam, bo
                                      przeciez powiedzial, ze tęskni i ze uslyszymy się jutro... ale nie było już
                                      jutra, była rozmowa po 1,5 tygodnia kończąca Naszą Wspólną Życiową Drogę.

                                      Ciezko analizowac slowa Twojego mezczyzny, które zacytowalas nie znając
                                      wszystkich elementów ukladanki, nie wiedząc o tym, co przemilczalas... Jeśli
                                      dojrzejesz, napisz nam co znaczy, ze musialby walczyc o Ciebie? Co znaczy, ze
                                      musialby Ci cos udowadniac? Dlaczego nie potrafilas mu zaufac do konca?
                                      Stan twarzą w twarz z tym, co przemilczalas a być może poukladasz sobie
                                      wszystko w jedną, spojną calosc. Wierze, ze takie ulozenie może pomoc
                                      czlowiekowi rozprawic się z tym, co nie daje nam wewnetrznego spokoju.

                                      Piszesz, ze powiedzial, ze nie mowilas mu jak wazny był dla Ciebie i nie
                                      okazywalas uczuć. Sadze, ze nie robilas tego z powodu jakiego lęku. Być może
                                      musialas po prostu mieć pewnosc co do jego uczuć, oswoić się, przekonać do
                                      drugiego człowieka. Wiem, ze tak mogło być, bo ja też trochę taka jestem. Taka
                                      pewność do do drugiego człowieka (niestety nigdy 100%) dać może tylko czas
                                      wspolnie spedzony i czyny drugiego czlowieka. Mój mezczyzna pospieszyl się
                                      nieco z wyznaniem milosci. Spojrz jakie to musialo być niedojrzale z jego
                                      strony, Ty uwazalas podobnie, iż deklaracje Twojego mezczyzny przychodzily za
                                      wczesnie. Mysle, ze kobiety- a przynajmniej ja i Ty przywiazujemy ogromną wagę
                                      do słow. Mezczyzni zyja chwila, nakręcaja się swoimi uczuciami, pragnieniami i
                                      mowia o uczuciach, co nie znaczy ze mowia... prawdę.

                                      Mam taką znajomą, która powiedziala mi kiedys, ze gdyby miala policzyc
                                      wszystkich mezczyzn, ktorzy ją kochali i wyznali jej milosc to nie zmiesciliby
                                      się oni w jej mieszkaniu : ) Jaki wniosek? Tylko czyny mogą mieć znaczenie, bo
                                      slow nie warto traktowac powaznie. W ten oto sposób, o którym piszę kochało
                                      mnie w życiu kilku mężczyzn, ale tak naprawdę mysle, ze kochal mnie jeden,
                                      myslę, ze nie będziesz miala problemu ze zgadnięciem, który smile

                                      Wiem, ze przegladalas się w oczach swojego Mezczyzny... ja robilam to samo i
                                      dawalo mi to ogromną satysfakcję. Nigdy nie zapomnę tego uczucia, chociaz boję
                                      się, ze nigdy już nie przezyje go ponownie. A przezyc mogę tylko w oczach kogoś
                                      w kim będę zakochana ze wzajemnoscia... a to może się przeciez nie zdarzyć, bo
                                      w zyciu wszystko jest możliwe... i ciagle się tego boje, ze pomimo iż jestem
                                      mloda, atrakcyjna to miłośc nie przyjdzie...

                                      Zastanawiasz się, czy warto zmieniac się dla kogoś?
                                      Innych zmieniać nie możemy, tylko siebie droga Sonnenschein. Nie można wymagać
                                      od drugiej osoby, aby się dla nas zmienila. Nie wolno tego robic, tak uwazam.
                                      Oczywiście jeśli sama masz ochote się dla kogos zmieniac, jest to jak
                                      najbardziej wskazane, pod warunkiem, ze naprawdę tego chcesz – Ty dla siebie!
                                      Ja również chcialam to zrobic... i robilam, chcialam, by mnie akceptowal, by
                                      był ze mnie dumny ale jemu zabraklo cierpliwosci... i odszedl.

                                      Pozwól, ze Twój opis tego, ze gdybys poleciala do tamtego miasta w Niemczech i
                                      nie mogla stanac oko w oko z nim potraktuję z przymrozeniem oka.
                                      Nigdy nie można być pewnym jak się czlowiek zachowa.

                                      Wyobraz sobie, ze wahalam się czy spotkac się z Nim. Jak pamietasz, nie
                                      umowilam się z Nim, nie uprzedzilam Go, wrecz zaskoczylam. Przyznaję, ze
                                      zasięgnęłam opinii paru zyczliwych mi osób na ten temat. Większość opinii była
                                      taka, ze nie powinnam tego robić, ze to strata czasu, ze to bez sensu ale żadna
                                      z tych osób nie była tak naprawdę w mojej skórze, nie potrafiła wczuć się we
                                      mnie, w moje uczucia, w marzenia niespelnione. Co przeważyło szalę na TAK? Moja
                                      potrzeba zamknięcia tego rozdziału życia. I jeszcze coś- rozmowa z osobą, która
                                      powiedziala mi, ze zaluje dzisiaj, ze kilkanascie lat temu nie zrobila tego,
                                      nad czym ja mysle smile
                                      To wyznanie utwierdzilo mnie w przekonaniu, ze należy robic w zyciu to czego
                                      pragniemy, ze należy isc za glosem serca i intuicji, ze należy sluchac glosu z
                                      wewnatrz siebie, by być szczesliwym. Lepiej zalowac, ze się podjęlo jakis krok,
                                      niż przez kolejne 50 lat zastanawiac się "a co by by było gdybym wtedy
                                      pojechala się z Nim spotkac? Jak potoczyloby się wtedy moje zycie?"

                                      Czy zaluję tego, co zrobilam? NIE. I zdania nie zmienię. Szkoda tylko, ze w
                                      Jego oczach pewnie jestem uznawana za zakochaną do szalenstwa dziewczynę...
                                      Czasami czulam jak ze mnie... czytal, jak odgdywal moje mysli... Az się
                                      wzruszylam piszac to, ale DOSĆ już...

                                      Faktem jest jednak, iż bilans naszej znajomosci mógłby być, bez tego ostatniego
                                      spotkania, zdecydowanie inny. Odniosę się do tego w moim watku, bo już i tak
                                      chyba zachowuje się niegrzecznie wplatając w Twoim watku wspomnienia i
                                      doswiadczenia z mojego nieistniejacego juz zwiazku.

                                      Reasumując droga Sonnenschein,
                                      NIGDY NIE MOW NIGDY, wiec nigdy nie mów, ze czegos w zyciu na pewno nie
                                      zrobisz smile Okolicznosci zyciowe mogą Cie zmusic do tego. Sa chwile, w których
                                      czlowiek zapomina o swojej dumie, dziala calkowicie spontanicznie.
                                      Czasami zapomina się o uporze i bezkompromisowości... Pamiętaj, ze pewne rzeczy
                                      mogą zdarzyc się tylko raz...

                                      Piękne są Twoje zyczenia co do tego, aby On Cie wspominal milo i cieplo. Mysle,
                                      ze tak jest, mysle, ze tak Cie wspomina, bo nie zrobilas nic tak szalonego jak
                                      ja smile Napisalas ciekawa rzecz, ze podejmujesz walke, gdy spodziewasz się, ze
                                      wygrasz. Ja moim spotkaniem z Nim nie podjęlam walki, chcialam spojrzec mu w
                                      oczy i mieć swoje ostatnie spotkanie, pożegnanie. Mysle, ze Twój mezczyzna milo
                                      Cie będzie wspominal. Może za jakis czas, sam się odezwie? Mój się nie odezwie,
                                      bo boi się chyba nagabywania sad
                                      W zyciu wszystko jest możliwe, naprawde mila Sonnenschein wszystko się może
                                      zdarzyc. Zacytuję Tobie slowa z jednej z ksiazek Paula Coelho: "Jeśli cos
                                      kochasz, pusc to wolno. Jeśli wroci, jest Twoje. Jeśli nie, nigdy Twoje nie
                                      było". Może kiedys kontakt z Nim i Jego przyjazn będzie mozliwa, bedzie
                                      spelnieniem tego, czego w glebi serca bardzo pragniesz i wiem, ze
                                      potrzebujesz... jak ja... Zycze Ci aby wszystko ulozylo się po Twojej mysli.
                                      Tempest
                                      • 26.07.07, 16:04
                                        Tak myslalam po powrocie, ze to byl błąd, ze powinnam sie z Nim pozegnac mimo
                                        wszystko, chocby piszac maila, ale zabraklo mi wtedy słow a przede wszystkim
                                        osoby, ktora by mi dodala odwagi. Moja przyjaciolka mowila:zapomnij i nie
                                        chciala niczego ze mna analizowac, bo ciezko by jej bylo opowiedziec siepo
                                        ktorej ze stron, Jego najlepszy przyjaciel wplynal na mnie najbardziej, wiem, z
                                        emnie ceni, ze byl zdziwiony decyzja mojego mezczyzny, ale porozmawial z Nim,
                                        wszedl do pokoju ze smutna mina, przytulil mnie i powiedzial, ze to juz koniec,
                                        ze nie ma odwrotu...Gdy spotykalam sie z nim na kilka dni przed wyjazdem
                                        wyostrzylam wszystkie zmysly doszukujac sie znak, ze On chcialby sie ze mna
                                        pozegnac. Mowilam, ze czas biegnie a ja jeszcze z tyloma osobami musze sie
                                        pozegnac. Rzucil mi krotkie spojrzenie i nie powiedzial nic. Gdyby zapytal, czy
                                        zamierzam sie z Nim jakos pozegnac, gdyby powiedzial, ze nie wolno mi ot tak
                                        wyjechac, byc moze zdobylabym sie chociaz na napisanie tego nieszczesnego
                                        maila:/A co powiedzial On zaraz po naszej rozmowie gdy czekalismy na metro?ze
                                        nie jestesmy razem, ale przeciez swiat wciaz jest piekny i pelen interesujacych
                                        mezczyzn. Myslalam, ze sie przeslyszalam. Serce mam rozdarte na pół, czuje, ze
                                        bez Niego w moim zyciu nie bede potrafila oddychac a On z usmiechem mowi:swiat
                                        jest piekny...I jeszcze ci inni mezczyzni, przeciez mnie zna, przeciez wie, ze
                                        inni mezczyznie dla mnie nie istnieja odkad jest On. Wiem, chcial mnie
                                        pocieszyc, ale to nie byly najlepiej dobrane slowa. widzialam jak podczas
                                        naszej rozmowy zaciska szczeki, jak uparcie splata dlonie, zeby nieposlusznie
                                        nie powedrowaly ku moim, widzialam, ze oczy mu migoca od naplywajacej lezki,
                                        ale widzialam rowniez w Jego oczach zdecydowanie i brak odwrotu, juz wtedy
                                        wiedzialam, ze nadziei nie ma...rozumiem tez co masz na mysli piszac, ze inni
                                        nie moga ocenic czy powinnas sie z nim spotakc czy nie, nie byli w Twojej
                                        skorze, nasze rozstanie byl tematem tabu wsrod moich znajomych, co nie
                                        pomagalao mi w trudnych chwilach, gdy probowalam o tym rozmawiac, slyszalam
                                        tylko,ze to koniec i musze sie z tym pogodzic. Moze wiedzieli cos, czego nie
                                        wiedzialam ja?Tak bardzo chcialam Go zobaczyc przed odlotem, chcoc domyslam sie
                                        co bym zobaczyla w Jego oczach, piszesz, ze nigdy nic nie wiadomo. Ja wiem. To
                                        jedno wiem prawie na pewno. Teraz nie moge i nie chce tam leciec. Byloby jasne
                                        jak na dłoni, ze robie to tylko dla Niego a dla wielu nasz zwiazek byl i
                                        pozostanie tajemnica. Jesli bylo co ratowac, to tylko na poczatku, zaraz po
                                        rozstaniu, gdy jeszcze zaprzatalam Mu mysli. Teraz wprowadzilabym tylko
                                        niepotrzebny chaos i wystawila sie na posmiewisko. Zreszta, nawet nie wiem czy
                                        juz nie przeniosl sie do innego landu, nie smiem o to zapytac znajomych...wiem,
                                        ze wrto czasem zaryzykowac, zycie moze nas zaskoczyc, nie wiem przeciez
                                        wszystkiego, ale jest tyle malych przeslanek, ktore mowia mi:odpusc sobie, nic
                                        juz nie wskorasz, nawet jesli moglas cos uratowac to juz na to za
                                        pozno...Jestem dumnym czlowiekiem-napisal, ze nie chce miec ze mną kontaktu i
                                        ja to teraz konsekwentnie szanuje, On tez wiedzial, ze wyjezdzam, mogl napisac
                                        dwa zdania chocby, wiedzac ze nie jestem typem czlowieka, ktory Go bedzie na
                                        kazdym kroku przesladowal i nie da Mu zyc...chcecie dac mi nadzieje na cos, co
                                        juz jest nierealne i na co we mnie nadziei juz nie ma...
                                        • 26.07.07, 21:04
                                          Rozumiem, co czułaś, kiedy przyjaciółka powiedziała "zapomnij" i nie chciała z
                                          Toba analizować tego wszystkiego... Kiedy On się do mnie przez 1,5 tyg nie
                                          odzywał akurat w Polsce była moja kuzynka z mężem, którzy mieli przyjemnosc Go
                                          poznac i... polubic. Sporo czasu razem spędziliśmy i mąż kuzynki wiedząc, że On
                                          się do mnie od kilku dni nie odzywa, powiedział zebym z Nim zerwała. Zaskoczyl
                                          mnie tym. Nic więcej nie mówil, nie komentowal. O nic nie pytal. Już sam fakt,
                                          ze mezczyzna od kilku dni nie odzywa się do swojej kobiety i tak ją traktuje
                                          był dla niego nie do pomyslenia. Mój przyjaciel powiedział to samo. Powiedział,
                                          żebym ŻYŁA i zaczeła rozglądac się za kimś innym. Tylko ja i kuzynka żyłyśmy
                                          nadzieją. Zwrócił mi wolnośc, w dniu, kiedy Oni wyjechali. Było mi bardzo
                                          cięzko ale mam wokół siebie przyjaciół. Były łzy, bezenność, brak apetytu,
                                          tysiące pytań bez odpowiedzi i gryzienie poduszki... Wszystko to przerobiłam i
                                          pewnie było podobnie jak u Ciebie.

                                          Wiem jak odebralas slowa, iż "nie jestescie razem ale przeciez swiat jest
                                          piekny i pełen interesujących mezczyzn..." Wiem co czulas... Wiem, jak
                                          odebralas to słowa...
                                          Wiem jak to jest uslyszec cos takiego, co jest jak szpila w samo serce... Skad
                                          wiem? Uslyszalam to od niego... gdy zwracal mi wolnosc powiedzial jaka jestem
                                          wspaniala dziewczyna i wymienil kilka moich cech... Jakie to było mile,
                                          nieprawdaz? Chcial być zabawnym mówiąc, ze wszystkie jego byłe dziewczyny
                                          szybko wychodzily za mąż po rozstaniu z Nim i cieszyl się jaką to ma szczęśliwą
                                          rękę... A ja nie chcę wyjść SZYBKO za mąż. Chcę wyjść ale SZCZĘSLIWIE. Już
                                          wiem, ze nie potwierdzę tej jego fascynującej reguly. Nie na zlosc jemu, ale
                                          wiem, ze tak po prostu nie będzie.

                                          Potem Jego siostra wetknęła mi równie bolesną szpilę w samo serce... Kiedys
                                          zagadalam go na gg ale okazalo się ze była to siostra (korzystala z jego
                                          komputera). Było to ok. 2 tyg po rozstaniu. Wiesz o co zapytala? "Jak tam
                                          życie?" I uzyskujac moja odpowiedz "ze nie jest zle i powoli do przodu"
                                          skonstatowala, ze "super bo teraz jest tak optymistycznie i lato się zbliza!"
                                          Było mi bardzo, bardzo przykro ale ostatecznie przeciez mogla mnie zignorowac i
                                          w ogole ze mna nie rozmawiac. Szybko mnie splawila mówiac, ze jeszcze później
                                          się odezwie, czego oczywiście nie zrobila. Może nieslownosc jest u nich
                                          rodzinna? Nie chcialam być ironiczna ale bywam czasami, bo wciąż boli mnie to,
                                          że czuję jak bardzo Ona ułatwiła mu podjęcie decyzji o rozstaniu ze mną... A ją
                                          tak szczerze polubiłam... Zawiodła mnie ale to już nie ma żadnego znaczenia...

                                          Sugerujesz, ze może znajomi wiedzieli cos czego Ty nie wiedzialas... Może i tak
                                          było... Nie wiem. Być może nigdy się już tego nie dowiesz. Podobno są w życiu
                                          pytania, które pozostać muszą bez odpowiedzi...
                                          Rób to co czujesz, to co podpowiada Ci serce, rozum i intuicja... chociaż
                                          domyślam się, ze mogą to być informacje sprzeczne...

                                          Piszesz, ze jest tyle malych przesłanek, które mówia odpusc sobie... Coś Ci
                                          opowiem... Kiedy Go poznalam była masa przesłanek, które były przeciwko, ale
                                          też cała masa za... Przede wszystkim przeciwko nam była odległośc... ale ja
                                          wierzę, że jeśli ludzie się kochają, to nie ma przeszkody, której ich miłość
                                          nie byłaby w stanie pokonać... Naiwna jestem? Być może...

                                          Sonnenschein, ja nie chcę dawać Tobie nadziei, Ty sama decydujesz o tym, co
                                          jest w Tobie.
                                          Jakkolwiek ułoży się to wszystko jestem pewna, że jesteś wspaniałą Kobietą i że
                                          predziej czy później będziesz szczęsliwa! Bez Niego lub z Nim...

                                          Przesyłam Tobie pozdrowienia i...

                                          www.youtube.com/watch?v=v2VymbNCoVE
                                • 25.07.07, 18:53
                                  Kiedy czytałam Twoją ostatnią wiadomość aż mi się łezka w oku zakręciła... Też
                                  czasami uwielbiam popatrzeć w gwiazdy, posiedzieć na parapecie okna i oddać się
                                  marzeniom lub wspomnieniom... Zdarzało mi się często myśleć, co on robi w danej
                                  chwili, czy o mnie pamięta, czy kiedy jest bardzo zajęty to znajdzie choć
                                  chwilę, bo pomyśleć, jakie ma wielkie szczęście, ze jestem w Jego życiu...
                                  Myślę, ze myślał, czuł, pamiętał... Mysle, ze wiedzial, ze jest kochany,
                                  chociaż nigdy mu tego nie powiedziałam... Wiedzialam, jak bardzo zajęty jest w
                                  ciągu dnia i lubiłam czasami wysłać mu jakiegoś miłego smsa... Raczej na nie nie
                                  odpowiadal, ale zawsze wieczorem dziękowal i uroczo je komentował. To były
                                  takie moje małe przyjemnosci i radości, bo lubilam dawać mu znak, że jestem
                                  i myślę smile

                                  Kiedy pokazywalam mom znajomym nasze zdjecia i opowiadalam o Nim i o Nas wiele
                                  razy slyszalam opinie osob mi życzliwych, ktore mówily ze czują/wiedzą/widzą ze
                                  juz nie musze szukac, ze znalazlam smile Oprócz tych osob byy tez dwie, ktore Go
                                  poznaly osobiscie i mialy podobne zdanie. Te wszystkie opinie radowaly moje
                                  serce. Ja w tamtym czasie czulam, ze to "TO".
                                  Pamiętam jak mi opowiadal,ze Jego ojciec bardzo szybko oswiadczyl sie mamie...
                                  Wystraszylam sie nieco, bo pomyslalam czy to nie czasem badanie gruntu smile Na
                                  szczescie nie padl na kolana i nie mialam dylematu.

                                  Mila Sonnenschein, wszystko jest z Tobą w porządku smile Ja też jeszcze czasami
                                  myślę co mój byly ukochany robi w danej chwili. Podczas jego urlopu w Jego
                                  rodzinie był slub. Zastanawiam się czy poszedł chociaż do kościoła, bo nie
                                  został zaproszony na uroczystośc. Jestem ciekawa czy był, tak zwyczajnie po
                                  kobiecemu ciekawa. Jestem ciekawa jak minął jego urlop, co robił, czy był
                                  nad morzem, na działce... Jestem ciekawa jak się czują Jego rodzice, jak
                                  minął ich urlop, czy Jego babcia jest w dobrym zdrowiu, jak przywitał Go
                                  pies, czy On jest zdrowy, czy nic mu nie dolega, czy... i mogłabym tak
                                  wymieniać bez końca. Nigdy się tego wszystkiego już nie dowiem, bo jestem dla
                                  Niego NIKIM, bo w Jego oczach parenaście dni temu zobaczyłam obojętność...
                                  Wyobrażasz sobie, że byłaś dla kogoś WSZYSTKIM, a niedlugo potem jesteś NIKIM?
                                  Boli, bardzo boli. Przecież okazał mi tę obojetnośc juz parę dni po rozstaniu
                                  nie skladając mi życzeń imieninowych, nie widzialam tego wtedy?

                                  Lubisz patrzeć w niebo, prawda? Dla mnie ukojeniem na wszelkie problemy jest
                                  muzyka. Słucham jej i zamykam się w swoim własnym świecie i kontempluję.

                                  Spójrz miła Sonnenschein, oni żyją swoim zyciem, chodzą na piłkę, na
                                  imprezy, mają swoich znajomych, pewnie podrywają inne kobiety... Oni już o
                                  nas nie myślą... więc dlaczego my to wciąż robimy? Czy nie dlatego, że
                                  żyjemy wspomnieniami? Pokuszę się o stwierdzenie, ze zarówno Twój mężczyzna
                                  dla Ciebie, jak i Mój dla mnie byli dotychczas najważniejszymi osobami na
                                  świecie. To naprawdę fantastycznie, że przeżyłyśmy swoje wielkie Miłości...
                                  czas już chyba jednak zapomnieć o nich i iść do przodu...

                                  Moi znajomi sugerują mi leczenie klinowe - "klin klinem" ale ja nie
                                  preferuję takich sposobów. Muszę się zakochać... a boję się, że to już nigdy
                                  nie nastąpi...

                                  Napisalas, ze czasem pewnie tak jest, ze iskrzy, ze wszystko sie zgadza,
                                  jest uczucie, zainteresowania ale sie nie udaje... Wiesz, wiele razy sie nad
                                  tym zastanawialam - dlaczego tak sie dzieje? I chyba nie znajdziemy
                                  jednoznacznej odpowiedzi. Bo u nas bylo tak samo, bylo uczucie, iskrzenie,
                                  zainteresowania... u nas też pasowało tyle części układanki... Kiedy
                                  powiedzial, ze mnie sobie wymodlil nieco się przeraziłam, ale moje serce
                                  cieszylo się i radowało. On był kimś, kogo szukałam od lat...

                                  Wcześniej dzieki każdemu kolejnemu napotkanemu mężczyznie coraz bardziej
                                  kształtował się w mojej głowie obraz tego, którego szukałam. Coraz bardziej
                                  wiedzialam jaki powinien być... i kiedy Go spotkalam, kiedy najnaturalniej w
                                  świecie podał mi różę i trzy razy naturalnie i spontanicznie cmoknął w
                                  policzek już wiedziałam, że to jest ktoś, z kim mogę iść przez życie.
                                  I szłabym, gdyby nie zabrakło mu czegoś... a czego dokladnie, wie tylko On.
                                  Myślę, ze cierpliwości - jak w twoim przypadku także. Sądzę jednak, ze
                                  głownie milosci.

                                  Sonnenschein nie chcę Ci źle radzić, ale może jeszcze nie wszystko u Ciebie
                                  stracone? Może powinnaś kiedyś, za jakiś czas odwiedzić znajomych w
                                  Niemczech i spotkać się z Nim?
    • 25.07.07, 14:36
      Jeszcze będzie dobrze - nie kłamię, bo sama mam taką nadzieję...Chyba, że to ta
      nadzieja powoduje, że oszukujemy samych siebie, ale kim bylibyśmy bez niej?
      --
      <Uważaj jak tańczysz,życiowy parkiet bywa śliski.>
      • 25.07.07, 23:42
        Nadzieja podobno umiera ostatnia i pewnie to prawda. Ja mam teraz juz tylko
        nadzieje na kontakt z Nim, kiedys, za jakis czas, gdy rany sie zabliznia i na
        to, ze zawsze bedę miala swoj mały kącik w Jego sercu, ze czasem w ukochanej
        osobie dostrzeze moj usmiech, moj sposob odgarniania włosow lub ten błysk w
        oku, ktory tak bardzo lubil u mnie, teraz moje oczy juz tak nie migotaja, ale
        kiedys ktos je znow obudzi do zyciasmilea dobrze musi byc, nie moze byc cale zycie
        pod górkę i wiatr w oczysmilepozdrawiam cieplo.
        • 26.07.07, 19:20
          A wiecie kogo mi od dluzszego czasu zaczyna brakowac?Mahedy i jej trzezwego
          spojrzenia, ktore sprowadziloby mnie na ziemiesmiletroche chaotycznie odpisuje na
          Wasze posty, ale moze sie nie poguvbcie i jakos mnie w tym wszystkim
          znajdziecie, pozdrawiam ciepło
          • 26.07.07, 21:09
            Bez obaw Sonnenschein, Maheda na pewno wpadnie jak znajdzie czas smile i w paru
            zdaniach podsumuje wszystko.
            A tymczasem możesz dalej "blogować". Dla mnie pisanie na forum to rodzaj
            terapii. Pisanie leczy moją duszę, w ogóle rozmowy np. z przyjaciólmi, a
            internet daje poczucie anonimowiści i zapewnia obiektywne opinie obcych ludzi.
            Piszę od jakiegoś czasu bloga i to mi bardzo pomaga smile Polecam te
            formę "wygadania się".

            Pozdrawiam również cieplo,
            Tempest

            • 27.07.07, 22:41
              Tak sobie myslę, ze nadszedl czas, aby ten wątek zakonczyc. Są rzeczy, ktorych
              nie opisalam a ktore mogłyby byc pomocne w ocenie sytuacji, ale chyba jednak
              zatrzymam je tylko dla siebie. Juz wystarczajaco duzo czasu Wam zabralam, choc
              przeciez nikogo nie zmuszałam po czytaniasmilePiszac do Was, pisalam głównie dla
              siebie, to ja chcialam zamknac ten rozdzial w zyciu i...chyba mi sie udałosmile
              moglabym Wam jeszcze wiele rzeczy opisac, ale nawet mnie samą zaczęło juz to
              męczyc, nie potrafie tak, szkoda zycia na rozpamietywanie, głowa do góry, kilka
              głębokich wdechow i wyruszam zyciu naprzeciwsmileza jakis czas wykasuje Jego smsy
              i Jego maile, teraz jeszcze sa mi potrzebne-jako dowod, ze to sie dzialo
              naprawdesmilemam od jakiegos czasu problemy z pamiecia, zapominam o dobrych i
              złych chwilach z Nim, o dobrych i złych chwilach w moim zyciu w ogole...troche
              mnie to niepokoi...
              Dziekuje wszystkim za cierpliwosci i czas poswiecony mojej historii, dług tutaj
              zagiagniety postaram sie spłacic, ale mam nadzieje, ze nastepnym razem bede
              stala po drugiej strony kozetki i jakas mądra rada dla zbłąkanej duszyczki mi
              do glowy wpadniesmile
              A juz z cała pewnoscia wpadne na forum, zeby sie pochwalic moim malym cudem,
              ktory przytrafia sie codziennie-miłosciąsmileBo ze sie kiedys jeszcze pojawi nie
              wątpięsmileUmysł mam jasny, oczy otwarte a serce pojemnesmile
              Sciskam mocno i pozdrawiam najcieplej

              • 28.07.07, 00:06
                Sonnenschein nawet nie wiesz jak mi smutno, że odchodzisz... ale szanuję Twoją
                decyzję. Może i ja dojrzeję do podobnej decyzji za jakiś czas... Dla wlasnego
                zdrowia... psychicznego smile chociaz pisanie to dla mnie terapia, a takze coś, co
                bardzo lubię robić, gdyż przynosi mi dużo radosci. Wysłałam Tobie kilka słów na
                maila gazetowego także bardzo proszę zajrzyj do swojej poczty. Tempest
                • 28.07.07, 17:16
                  Nawet jesli teraz odchodzę, to na pewno kiedys wrocęsmileOdpiszę, gdy tylko
                  zwolnie tempo i złapie oddechsmile
              • 28.07.07, 10:04
                jasne zachowaj dla siebie jesli masz taa potrzebe. Troche zal ze odchodzisz ale
                jesli teggo potrzebujesz to musisz to zrbic. Mam nadzieje ze jeszcze kiedys
                odgrzebiesz ten watek i ze jeszcze sie tutaj odezwiesz. Idz z wysoko
                podniesiona glowa, nie ogladaj sie za siebie i miej oczy i uszy szeroko otwarte
                bo ten wlasciwy na pewno juz na ciebbie czeka smile skasuj te smsy i maile i zrob
                miejsce dla innych. sciskam rownie mocnno i pozdrawiam
                • 28.07.07, 14:02
                  • 28.07.07, 17:14
                    Wielkie dzieki za link do stronki, w niedziele nie planowalam patrzec w
                    gwiazdy, ale teraz nie mam wyjsciasmilezreszta, kto przy zdrowych zmyslach
                    przepuscilby okazje wypowiedzenia az tylu zyczen?chyba jednak zamkniecie tego
                    wątku nie przyjdzie mi tak łatwo, własciwie duzo zalezy od Was, jesli bedziecie
                    zostawiac tu swoje slady, nie bede miala sumienia ich zignorowacsmileale
                    chcialabym aby posty, ktore jeszcze przed nami, byly pelne opytmizmu i wiary w
                    czarysmilei fajnie by było usłyszec opinie innych forumowiczow, np niejaki Lajkon-
                    Wałkon wyraznie sobie olewa rozterki sercowe, a ze po premii mu poleciec nie
                    mozna, to chociaz drogie siostry po pelnych zachwytu postach na jego tematsmile
                    Ostatnio duzo myslę o locie tam, do krainy mojego niegdysiejszego szczescia,
                    hen, za siedem rzek, za siedem gór a przynajmniej za granice wyznaczona przez
                    Odrę i NysęsmileI nawet nie chodzi mi o Niego, nie szukalabym z Nim kontaktu,
                    tęskni mi się do moich miejsc tam, do moich bratnich duszyczek pozostawionych
                    tam, do mojej tymczasowo utraconej wolnosci...ech gdybym tylko mogła pozwolic
                    sobie teraz na takie małe szalenstwouncertain
                    • 29.07.07, 11:12
                      Czy udało się Tobie dostrzec i złapać spadające gwiazdy? Jaka szkoda, ze nie
                      wiedziałam o spadających gwiazdach, chociaz z moim pechem i tak pewnie bym
                      żadnej nie złapała...

                      Sonnenschein... sa tanie linie lotnicze... jesli okoliczności zyciowe,
                      finansowe i wszelkie inne pozwolą to jedz tam, gdzie oddychalas bezszelestnie
                      dla siebie samej, wróc, chociaz na chwilę, na moment, na weekend... Nie wiem,
                      czy spacerujac Waszymi uliczkami, odwiedzjac Wasze miejsca sama nie załapiesz
                      dola... Mysle, ze wyjazd mialby sens o tyle, o ile spotkalabys się ze znajomymi
                      i moze z Nim, przypadkowo, zeby to wszystko zakończyć po swojemu... może
                      spojrzec ostatni raz w oczy?

                      Wiesz, ja mialam ulubioną kawiarnię w moim miescie. I zabralam Bohatera mojego
                      wątku tam wlasnie. Zabralam Go tam na pierwszym spotkaniu... I był to, a
                      wlasciwie nadal jest najpiekniejszy wieczor, jaki przezylam w zyciu. Od tego
                      czasu nie bylam tam, chociaz przechodzę tamtędy często. I nie mogę tam wejśc...
                      Czasami drzwi od kawiarni sa otwarte i widzę stolik przy którym siedzielismy...
                      On zartowal, ze nie powinnam siedziec na rogu, bo zostanę starą panną smile a ja
                      odpowiedzialam, ze juz mi to przeciez, nie grozi... i uśmiechnęlam się
                      czarująco smile

                      Nie wiem, czy jesteś osobą wierzącą ale zacytuję fragment Ewangelii na dzis,
                      który usłyszałam w kościele: "Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a
                      znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje;
                      kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą."

                      Kiedy Bohater mojego wątku zwrócił mi wolność, nie rozumiałam dlaczego Bóg
                      pozwala, by ktoś sprawiał mi ból. Nie rozumialam dlaczego postawił Go na
                      mojej drodze, dlaczego dał tyle szczęścia i zabrał to wszystko? Czy nie
                      zasłużyłam na szczęście i miłość? Bardzo lubię zwiedzać kościoly. Zwykle gdy
                      kolo jakiegos przechodzę, wchodzę na moment, by sie pomodlic. Gdy bylismy
                      razem równiez to robilam i zawsze wtedy dziekowalam za Niego. I czulam
                      Opatrznosc Boską...czulam, ze Bóg daje przyzwolenie temu związkowi, czulam,
                      ze z Nim polaczy mnie węzlem małzenskim... Dlaczego wiec tak sie nie stalo?
                      Dlaczego Bóg nie dał mu cierpliwosci, by wytrwal w milosci do mnie? Dlaczego po
                      rozstaniu wiele razy siedzialam w pustym kosciele i płakałam z bezsilnosci?
                      Nie pytam Ciebie. Nie pytam juz nikogo, by chyba są pytania na które nie szuka
                      się odpowiedzi. Staram się wierzyć, ze to co mnie spotyka ma jakiś wyzszy cel i
                      sens.

                      Piszesz, ze chcialabys aby posty, które sa przed nami byly pełne optymizmu i
                      wiary w czary... smile Dobrz więc mila Sonnenschein, niech i tak będzie. Proś,
                      szukaj, kołacz do drzwi... i ba pewno otrzymasz, znajdziesz i otworzą się
                      właściwe drzwi...

                      A teraz kilka moich ulubionych plików. Nie jestem milosniczką spamów ale te
                      pliki mają coś w sobie, zresztą zobacz sama...

                      Tutaj dowiesz się jaka naprawdę jest Miłość...

                      www.wsinf.edu.pl/~cysio/Smieszne/Bajka.pps
                      Tutaj dowiesz się czego Prawdziwa Miłość wymaga...

                      www.voxdomini.com.pl/pps/bajka_o_wyspie.pps
                      A dzięki tej historii uwierzysz, ze WSZYSTKO jest w zyciu możliwe...

                      (Trzeba kliknac, w ramce na "Download file")

                      www.4shared.com/file/962862/e70e3e5d/Impossible.html?s=1

                      Mam gdzies jeszcze jeden, równie wspanialy plik ale muszę go odszukać wiec przy
                      następnej okazji. Pozdrawiam Tempest
                      • 29.07.07, 19:42
                        sonnenshein co z gwiazdami? zlapalas jakąs? Mam nadzieje ze zyczzenie zostalo
                        wypowiedziane i sie szybciutko spelni smile pozdrawiam cieplutko a pliki od
                        Tempest rzeczywiscie sliczne
                        • 29.07.07, 22:52
                          Probowalam wczoraj, ale u mnie padalo, wiec zadna gwiazdka do mnie nie migotala
                          o spadnieciu nie mowiacsmilesprobuje dzis, choc sama nie wiem czego powinnam sobie
                          zyczyc, z marzeniami trzeba uwazac...pisalas, ze powinnam wykasowac smsy i
                          maile, ale jeszcze duzo wody uplynie i wiele gwiazd z nieba spadnie zanim sie
                          na to zdobedę:/to moje jedyne namacalne dowody, na to, co bylo miedzy nami i w
                          chwilach zwatpienia Jego alibi, ze jest uczciwym czlowiekiem, choc jeszcze nie
                          mam odwagi ich przeczytac...staram sie usmiechac, ale to cholernie
                          trudne:/ciezko mi ostatnio, Jego brak obok mnie to prawie ból fizyczny a
                          swiadomosc tego, ze juz Go nie zobacze doprowadza mnie do
                          szalenstwa...zakladam, ze jesscze przez miesiac, moze troche krocej bedzie w
                          naszym miescie, jeszcze mogę tam poleciec, jeszcze mogę zobaczyc obojętnosc w
                          Jego oczach...a moze nie obojetnosc i na pewno nie miłosc, ale jakas czułosc,
                          tą więz, ktora łączy bliskich sobie niegdys ludzi? Denerwuje mnie ta bezsilnosc
                          i niemoc teraz i wtedy, zaraz po rozstaniu, gdy wiedzialam, ze zamknał
                          wszystkie drzwi i ze nie ma juz nadziei...Moje dwie przyjaciolki przechodza
                          teraz głód miłosci, musze byc silna dla nich, choc dzis akurat boli bardziej
                          niz w ciagu ostatnich klikunastu dni...Moj lot tam jest teraz niemozliwy i
                          nierealny, domyslam sie, ze mogłabym Go w ogole nie zobaczyc lub potraktowalby
                          mnie(dla mojego dobra sic!) chłodno i bezosobowo, ale...zycie ma sie tylko
                          jedno, ja wiem: Lajkon mowil, ze cudow nie ma, ale -do jasnej Anielki!-
                          mezczyzna, dla ktorego bylam gotowa zostawic kraj, rodzinę, przyjaciol, ambicje
                          zawodowe i Bog wie co jeszcze, niedlugo zniknie mi calkiem z oczu i strace
                          szanse zobaczenie Go kiedykolwiek...
                          Pliki od Tempest sliczne, trudno sie nie zgodzic, wiec czekamy na wiecejsmile
    • 29.07.07, 14:52
      przeczytalam na spokojnie pare historii z tego forum. W Twoim kazdym najdrobniejszmy slowie uwielbienie, ogromne uczucie, namietnosc, szczescie. Twoja milosc juz nie trwa a moja niby trwa ale Twoja jest bardzij zywa niz moja... U mnie brak milosci, czulosci, namietnosci tylko szara egzystencja, codziennosc i przywiazanie. Dlaczego ja nie moge napisac tak jak Ty o swojej milosci? Widocznie moja milosc to nie jest juz milosc.....a i moze nigdy to nie byla milosc.... Zazdroszczę Ci trochę tej milosci.....
      • 29.07.07, 14:57
        przepiekne te pliki o milości. Bardzo podoba mi się ten pierwszy i drugi. Sa takie prawdziwe i rzeczywiste. Pieknie ulozone w calosc aby pasowala do tego co napisane powyzje.
        • 29.07.07, 16:56
          Nie do konca wiem, czy chodzi Ci o mnie czy o Tempest, ale wtrącę swoje trzy
          groszesmileciagle zastanawiam sie czy to byla miłosc czy tylko tesknota za
          bliskoscia, bo jesli miłosc to czy mogla tak szybko przeminac zanim dojrzała i
          wydała owoc?wbrew wszystkiemu i wszystkim chce jednak wierzyc, ze to była
          Miłość, ktora przyszła w nieodpowiednim miejscu i o niewłasciwym czasie...teraz
          zastaawiam sie nad szczeroscia Jego niektorych gestow i słów, bo jak pogodzic
          takie uczucie z Jego strony i fakt, ze ze mnie zrezygnował?ale po co psuc cudne
          wspomnienia?tak widocznie miało byc, nic nie dzieje sie bez powodu...
          Trudno mi ocenic Twoja sytuacje, tak naprawde nikt na tym forum nie da Ci
          gotowej odpowiedzi, mozemy Ci podrzucac rozwiazania i dawac spojrzenie na
          problem z roznych stron, ale tylko Ty mozesz to ocenic. Zaraz przeczytam Twoj
          wątek i zagłebie sie we wnikliwą analizesmilena taeraz moge Ci napisac tyle: Twoj
          zwiazek rozni sie tym od mojego, ze wy doszliscie do etapu bycia ze soba na
          codzien. Co innego poczatkowa fascynacja a co innego prawdziwe zycie. Przez
          szarosc codziennosci pewnych rzeczy sie nie dostrzega, moze potrzebujesz troche
          czasu tylko dla Ciebie, aby wszystko zobaczyc z lepszej perspektywy, dosc
          czesto nie dostrzega sie tego, co sie ma...no ale co ja Ci bede pisac cos, co
          sama dobrze wieszsmileGdy mi naprawde ciezko, myslę sobie jak nasze losy moglyby
          potoczyc sie pozniej: On Arab, ja Polka, On muzułmanin, ja chrzescijanka, On
          myslacy o powroci do kraju swoich rodzicow albo wyjechaniu na zachod, bo Niemcy
          to jednak nie to, co tygrysek lubi najbardziej, ja przed wjazdem przekonana, ze
          chce zyc w Polsce, z czasem dopuszczajaca mozliwosc pozostania w Niemczech, moi
          rodzice niby tolerancyjni, ale tylko wtedy gdy obcokrajowcy sa tam, gdzie ich
          miejsce, moj kraj-jeszcze nie gotowy na przyjecie Jego, z cała Mlodzieza
          Wszechpolska na czele i ojcem dyrektorem jako głownym autorytetm
          moralnym...oboje zdawalismy sobie sprawe, ze bedzie ciezko, ale w Niemczech
          bylo mi łatwiej wierzyc, ze to sie moze udac...mnie jeszcze nie cyka zegar
          biologiczny, nie widze sie w roli dobrej matki, On chcacy miec kiedys czworke
          dzieci, z ktorych moglby/moglibysmy byc dumni...Zwiazek z góry skazany na
          niepowodzenie i nawet spodziewalam sie, ze jednak nie bedziemy ze soba na
          zawsze, ale myslalam, ze to przyslowiowy zły los nas kiedys rozdzieli...moze
          dlatego balam sie zaufac mu do konca przeczuwajac koniec?
          • 30.07.07, 00:15
            To jeszcze krotko ja, dzis mam wieczor dobrowolnego zadręczania sięsmileczytalam
            sobie poezje na tym forum, wszystkie wiersze urzekają, ale jeden wyjątkowo mnie
            zaczarował, oswoil i juz przy mnie zostaniesmilecytuje za she8.

            Erotyk dla następcy
            Bohdan Urbankowski



            I
            Przeprowadź ją przez pokój
            niby ścieżką wśród lasu
            na stole
            zapal różę
            dobrą jak nocna lampka

            Potem
            rozbieraj ją delikatnie
            z obronnych gorsetów
            z zaciśnięcia rąk
            drżenia ramion ...
            Otul szeptem.

            A jeśli kiedyś
            wybiegnie nagle z pokoju
            biegnij za nią
            nie pozwól
            ukryj jej twarz
            w swych wielkich rękach
            mów słowa
            dużo słów
            te wszystkie
            których ja zapomniałem
            których się wstydziłem

            Proszę cię
            ty
            którego nienawidzę
            który przyjdziesz po mnie
            by z jej drobnych piersi
            zdrapać ślady mych rąk
            rozchylić jej kolana
            proszę cię
            bądź dla niej dobry

            II

            Nie wiesz
            że będziesz kochał mnie
            że powie ci słowa
            wypróbowane ze mną
            że w jej włosach
            poczujesz mój oddech
            na jej brzuchu
            napotkasz nocą
            moje ręce

            I jeśli czasem
            wciągając cię w siebie
            aż do zachłyśnięcia
            pomyli nasz imiona -
            nie myśl o mnie z nienawiścią

            to ja
            uczyłem ją jak dziecko
            nie wstydzić się krzyku imion nagich ciał
            to ja
            czasem jeszcze mówię do ciebie
            wtedy
            myślałem
            że mówię tylko do niej


            III
            Twój cień w jej oczach
            to mój cień

            jej głos pełen niepokoju
            to mój głos

            gdy ona cofa się z lękiem
            ja powracam
            pamiętaj

            na każde twoje słowo
            zbyt ostre

            na każdy gest
            nie dość szczery
            ja powracam
            pamiętaj

            I jeśli kiedyś sama
            zapłacze nocą
            nie wchodź do jej pokoju
            już ja
            będę przy niej

            Chcialabym wierzyc, ze tak o mnie mysli, ale po co samemu pchac sie w zbędne
            iluzje i błędne koło? Ja przy Nim zostanę na zawsze i będę Jego Aniołem
            Stróżem, jesli mi tylko na to pozwoli, jesli mnie tylko nie zapomni...I mam
            nadzieję, ze odnajdzie mnie w innych,przyszłych, ukochanych kobietach...i
            zyczylabym sobie, nie kochac znow "wciąz za mało i stale za późno", dlaczego
            zabrakło mi odwagi?dlaczego musze najpierw myslec a dopiero pozniej czuc?
            dlaczego ten mały buntownik we mnie nie poddal sie nawet w obliczu Jego uczucia?
            kto pokocha mnie jeszcze rownie mocno?w czyich oczach jeszcze zobacze swoje
            lustrzane odbicie?czy moje dłonie odnajda kiedys takie, ktorych ciepło dotrze
            az do serca i rozbroi moj system obronny?smutno mi i zle, ale ten stan duszy
            minie i znow bede pelna wiary w czary, tylko...dlaczego On jest jeszcze tam, w
            miescie-krainie moich spełnionych marzen?
            • 04.08.07, 10:27
              on tam będzie na zawsze, na zawsze bo raz byl i tego nie zmienisz i dobrze
              a erotyk piękny lecz nie do końca prawdziwy
              tak jest faktycznie gdy zwiazek jest jeszcze nie zakonczony
              gdy sie zakoncczy i pozegnacie sie nie pomyli sie imion
              jeszcze znajdzie sie ktos dla kogo Ty zrezygnujesz z obron, teraz zyjesz
              marzeniami i wyobrażeniami... spróbuj rzeczywistością... swoją rzeczywistoscią
              sciskam mocno
              chyba tez mam chwile slabosci
              B.
    • 30.07.07, 12:55
      Mila Sonnenschein, mysle, ze chodzilo Kwietniowej dziewczynie o Ciebie, poniewaz
      w moim watku napisala parę podobnych zdań do mnie smile Zastanawiasz się czy to
      była miłość? Czy nie lepiej wierzyć, że była? Spójrz na mnie, tez mogłabym się
      zastanawiac ale takie rozkładanie na czynniki pierwsze do niczego dobrego by
      nie doprowadziło. Uwierz, że to była miłość... Czasami wszystko się kończy i
      nie mamy na to wpływu... Może bylo tak jak piszesz, czas i miejsce
      nieodpowiednie? Odradzałabym Tobie zastanawianie się nad szczerością jego
      niektórych słów i gestów... bo może znajdziesz tam coś, co Ci się nie spodoba i
      zburzy wszystko... Lepiej pamiętać piękne chwile... Ja mam kilka filmów
      (nakręconych cyfrówką) z Bohaterem mojego wątku... Kiedy byliśmy razem często
      je oglądałam i caly czas mialam uśmiech na twarzy patrząc jaki to dobry,
      poczciwy, uśmiechnięty człowiek... Mam też jeden film, nakręcony w dniu mojego
      wyjazdu do niego, zrobiony z zaskoczenia. Nie widzial Go nigdy. Może te filmy
      za jakis czas skasuje? Teraz nie pamietam już nawet kiedy ostatnio je
      oglądalam. Zdjec tez już nie ogladam, bo to by mnie raniło za mocno. Pamiętam
      Jego oczy, jego spojrzenia, jego dotyk, smak ust... On jest we mnie, w mojej
      głowie, w pamięci i to wystarczy. Zostanie tam na zawsze i nawet to co zrobil
      nie sprawilo, ze zniknal z moich wspomnien. Niech i Twoj mezczyzna mila
      Sonnenschein pozostanie w Twojej pamięci, w Twoim sercu na zawsze.

      Piszesz o Tym, co Was dzielilo... Oczywiscie nie da się ukryć, ze nie były
      to błahostki. Sonnenschein, ja mam jedną prostą odpowiedz na wszystkie nasze
      pytania, na tysiace tych małych pytan "dlaczego"... powtórzę, co juz kiedyś
      pisalam. Wierzę, ze nasze milosci, Twoja, moja i inne opisane tutaj trwałyby
      nadal, gdyby nie zabraklo... milosci. Naszym byłym mężczyznom czegoś w
      związkach z nami zabraklo. Musialo to byc cos waznego, skoro odeszli, skoro
      z nas zrezygnowali. Oni przestali widziec naszą wspólna przyszłość razem z
      nami. Woleli odejść, niż dać szanse... sobie i nam...

      Co się zaś tyczy róznic o ktorych pisalas, w moim mniemaniu gdyby byla nadal
      z Jego strony milosc do Ciebie, to byscie laczyli wszystko dalej, naturalnie
      i planowali wspólną przyszłosc. Przecież byl czas, ze zapominaliście o tym,
      co Was dzielilo, nie rozmawialiście o tym. Żyliście chwilą, ciesząc się
      swoją obecnością. To tak jak my nie rozmawialiśmy o dzielącej nas odleglosci.
      Wiedzieliśmy, ze tak na razie musialo byc ale oczywiscie mieliśmy perspektywę
      zmiany, a raczej ja ją mialam, bo chcialam pojechac kiedys tam gdzie On jest,
      zamieszkać gdzies w okolicy i znalezc tam prace. Nie chcialam na silę wchodzić
      w Jego życie, wiec wolalabym na pewno jakąś niezależnosc. Ale na cóż zdają się
      znów te rozważania, skoro to znów przeszłosc?

      Bylas w stanie pokonać wiele przeszkód, byłabys w stanie zyc w Niemczech, a
      nawet jak sądzę wyjechać z Nim do kraju Jego rodzicow, gdyby taką podjął
      decyzję. Zakochane kobiety są w stanie wiele zrobić dla Miłości Swego Życia. I
      znów miła Sonnenschein plus dla Ciebie- potrafisz kochać i potrafiłabyś wiele
      znieść, potrafiłabyś się poświęcić... to świadczy o tym, ze znasz słowo
      kompromis nie tylko ze słownika ale także z życia.

      To, ze nie widzisz się jeszcze w roli matki o niczym nie świadczy...
      Instynkt macierzyński przychodzi zawsze w odpowiednim czasie, wiec nie martw
      się o to.

      Nie wiem dlaczego balas się zaufać mu do końca... nie wiem ale wiem, ze
      pojawi się ktoś w Twoim zyciu, komu zaufasz...

      Piekny ten wiersz, ktory cytujesz...
      Proszę, nie szukaj winy w sobie, nie ma jej tam. Po prostu nie wyszło, nie
      zarzucaj sobie, ze najpierw myslalas, a potem czulas. Jestes rozsądną kobietą,
      stąd ta kolejność. I mysle, ze wlasciwa. Ja czynię podobnie. Oprócz tego, że
      daję się niekiedy ponieść chwili, emocjom- MYŚLĘ. Chcę z podniesioną glową
      patrzec w swoje odbicie w lustrze i nie uciekać nigdy wzrokiem... Nie chcę się
      niczego wstydzić i żałować czegokolwiek. Bylas sobą, dałas mu tyle siebie, ile
      moglas. Nie ma czego żałować. Moze z czasem dalabys mu całą siebie, wszystko co
      najlepsze i najpiękniejsze... ale nie chciał... Odszedł. Jego strata...
      On jest wciaz w krainie- miescie Twoich spełnionych marzen dlatego, ze wciaz
      Go kochasz. Zycze Ci zebys zaczęla Go kochac, tak jak ja kocham Bohatera
      mojego wątku- we wspomnieniach...

      A oto plik, o którym wspominałam...

      "Prawdziwa miłość to ta, która naprawdę boli i jest zupełnie bezinteresowna".

      pszczyna.edu.pl/~michalks/VD/pps/jan_twardowski_kochac.pps
      Tempest
      • 30.07.07, 16:44
        Pisząc, ze On jest jeszcze w moim miescie-krainie marzen mialam na mysli to, ze
        podejrzewam, ze jeszcze sie nie przeprowadził, wiec w teorii mam jeszcze dwa,
        trzy tygodnie, aby do Niego poleciec i ostatni raz zobaczyc. Nieprecyzjyjnie
        sie wyrazilam, przepraszamsmileDzis juz nigdzie leciec nie zmaierzam, w kazdym
        badz razie nie do i dla NiegosmileTo tylko wczoraj znajomi stamtad zasypali mnie
        mailami, o tym jak dobrze sie bawia i jak bardzo im mnie brakuje. To przywolalo
        wspomnienia, rowniez te z Nim zwiazane, stad moj smutek wczorajszy...Ta cudowna
        lekkosc bytu i poczucie, ze jest sie w stanie zdobyc caly swiat juz nie
        wrócą:/ale jeszcze bedzie pięknie, tylko juz inaczejsmile
        Znam słowo kompromis nie tylko ze slownika, ale mylisz sie-nie zgodzilabym sie
        wyjechac z Nim do kraju Jego rodzicow, w przeciwienstwie do ogolu narodu
        polskiego zle znosze upały i wakacje w tropikach to nie da mniesmilepoczucie
        niezaleznosci i sprawiedliwosci sa dla mnie wazne, jesli nie najwazniejsze-
        jesli mieslibysmy byc razem to tylko na neutralnym gruncie, czyli z dala od
        wielbładów i polskiego bagienkasmilenie jestem typem kobiety-pijawki, ktora zyje
        zyciem swojego mezczyzny, musze miec czym oddychac w zwiazku, musze czuc sie
        wolna, musze miec przestrzen, aby sie rozwijac...Czasem to moje bezkompromisowe
        podejscie wpędza mniew problemy, ale osiolkowi we mnie jeszcze nikt nie dal
        radysmileteraz stracilam Jego, bo nie chcialam zrezygnowac ze swojej potrzeby
        bycia wolnym czlowiekiem, nie potrafilam oddac Mu sie do konca a tego z kolei
        On nie potrafil zaakceptowac...Moze i z Jego strony wygladalo to naprawde tak,
        ze kazde cieple slowo i kochajacy gest musial sobie u mnie wyprosic,
        wyglaskac...teraz to juz nie ma znaczenia...
        Wyslalam Ci maila, ale wrocil do mnie, wiec wyslalam go ponownie, moze tym
        razem dojdzie?
        pozdrawiam najcieplej
        • 30.07.07, 22:09
          Miła Sonnenschein,
          wlasnie mój mail pofrunął do Ciebie smile
          Wiem, że dziś już za późno, abyś do Niego czy też dla Niego wybrała się tam,
          gdzie Ci było dobrze...ale jutro też jest dzień smile A tak poważnie nigdy nie mów
          nigdy... Zyje się raz mila Sonnenschein... i nigdy moze sie juz nie zdarzyc
          druga okazja, ze bedzie sie Wam dane spotkac...
          Tempest
          • 31.07.07, 00:21
            To juz kolejna noc(po sobocie), gdy z nieba beda spadały gwiazdy, ale księzyc
            swieci tak mocnym blaskiem, ze zadnej gwiazdki nie widacuncertain moze ten blask to
            jakis znak? po co komu spadajace gwiazdy?zycie jest tu i teraz i gwiazdom nic
            do tegosmileSmutna, a Ty kiedys jeszcze napiszesz do mnie kilka słów?smile
            Pisałam ostatnio o głodzie miłosci...w ciągu ostatniego tygodnia zaręczyły sie
            dwie moje dobre kolezanki, klub kobiet nie poddających sie męskim urokom
            topnieje w oczachsmilelecz nie o nich bedzie dzis...rozmawialam z trzema innymi
            przyjaciolkami i czego sie dowiedziałam?ze teraz kolej na mnie, ze mnie
            nominują do zamązpójsciasmileo ile rozumiem dwie pierwsze(jedna od roku kocha
            miłościa destrukcyjna Amerykanina, ktorego raczej nie bedzie jej dane jeszcze
            zobaczyc, druga zostala tak zraniona jakis czas temu, ze powaznie sie boję, ze
            nigdy sie z tego nie podniesie)o tyle nie rozumiem tej trzeciej-kocha od kilku
            miesiecy z wzajemnoscia i nawet dla niego zaczyna od pazdziernika studia w
            Niemczechsmile)W ogolnych zartach zapytalam na kogo teraz kolej, skoro nastepuje
            taki wysyp pierscionkow, odpowiedziala :na Ciebiesmilewszystko pieknie, tylko
            nawet nie mam kandydata do mojej ręki, wiec skąd? jak?Dlaczego trzy wspaniale
            młode kobietki niezaleznie od siebie typuja mnie, nie siebie?Zazartowałam, ze
            widocznie uwazaja, ze mam najmniejsze pojecie o metodach antykoncepcyjnychsmile
            pamietam, jak kilka lat temu moja znajoma twierdzila, ze z nas dwoch ja wyjde
            wczesniej za mąż, bo mam u boku męzczyzne wpatrzonego we mnie jak w obraz a ona
            jest szara myszką i nikt jej nigdy nie zauwazy. Miesiac pozniej spotkala
            męzczyzne, ktory po kilku miesiecach zostal jej męzem a moj podobno modelowy
            zwiazek sie rozpadł...Szczescie chodzi krętymi ściezkami...
            Maila postaram sie odklikac jutro, choc wyjezdzam na krótko, aby pooddychac
            wolnosciasmile
            A teraz jeszcze raz spojrze w gwiazdy, "dzis jest pełnia, kazde marzenie sie
            spełnia"...
            • 31.07.07, 01:49
              Czytałam gdzieś, że pełnia to doskonały czas
              na wzmacnianie więzi, wyjasnianie wszelkich nieporozumień,
              na zamykanie pewnych spraw...

              Może to też dobry czas na pożegnania?
              Złap oddech wolności i tchnij go proszę we mnie...
              Tempest
            • 31.07.07, 19:09
              Nnie zapomnialam o tobie i oczywiscie pisze do ciebie ale nie wiem czy ci sie
              spodoba to co napisze?? Bylam bardzo zajeta i nie moglam zajrzec na forum
              takze przepraszam. Czy liczysz na to ze napisze swoje zdanie? Nie wieem czy
              ono sie tobie spodoba... Pisalas wczesniej ze nadzieja umiera ostatnia.... a ty
              wciaaz masz nadzieje nawet jesli probujesz zaprzeczac temu. Mozessz oszukac sie
              na chwiile ale na dluzej raczej tego nie zrobisz. Mysli o nim stale beda beda
              wracalyd dopoki cos sie nie wydarzy. To cos to mogloby byc poznanie kogos
              innego ale to raczej w twoim przypadku nie wchodzi w rachuubę. to cos to
              mogllo by byc spotkanie. Tempest niesmialo podsuwa ci pomysl zebys tam
              pojechala...nie wiem dlaczego ale sadze ze gdybym miala twoje lata i nic do
              stracenia zrobilabym dokladnie to samo, pojechala smilenie do niego ale do
              przyjaciol. Pewnie zrobiliby dla ciebie imprezzkę i moze on by sie pojawil... a
              jesli nie to i tak powinnas sie z nim spotkac ten jeden ostatni raz. Na twoim
              m iejscu zrobilabym z emaili i smsow archiwum w jakims pliku worda i skasowala
              z komorki. Chyba lepiejj jest niszczyc takie dowody lub przenosic je do
              archiwum. Pisalas ze swiadomosc ze go nie zobaczysz doprowadza cie do
              szalenstwa i wlasnie dlatego jestem zdania ze powinnaas pojechac i ostatni raz
              spotkac sie z nim . trudno przewidziec efekt takiego spotkania ale dobrze by
              bylo gdyyby sie zakonczylo jak u tempest. Nadzieja jest zawsze, to ty
              decydujjesz o jej istnieniu w twoim zyciu tylko ty a nie twoi przyjaciele
              znajomi czy tez on. tylko ty.Sonnenschein zycie jest zbyt krotkie zeby sie
              smucic i poddawac. Widze ze caly czas powraca mysl zeby pojechac wrocic do
              Niemiec chociaz na moment.jesli nie zroobisz tego w ciagu najblizszych tygodni
              byc moze nigdy juz go nie spotkasz ale zawsze bedziecie zyc pod tym sammym
              niebem i patrzec w te same gwiazdy. pytanie tylko czy razem czy osobno?
              przepraszam za bledy i pozdrawiam

              • 01.08.07, 17:49
                Twoje zdanie jest dla mnie wazne, bez wzgledu na to, czy jest zgodne z moim czy
                nie, powiedzialabym nawet, ze im bardziej nasze zdania sa rozbiezne tym lepiej,
                lapie wtedy wiekszy dystanssmileWiesz co sie musi wydarzyc, zebym ostatecznie
                stracila nadzieje? musi minac kilka tygodni az On die przeprowadzi, w nowym
                miejscu nie bede Go szukac...jesli kiedykolwiek powinnam tam leciec to tylko
                teraz, to niedorzeczne, bo wiem, ze spotkanie z Nim by mnie zabolalo, mezczyzni
                funkcjonuja inaczej, zyja tym co tu i teraz, wiem co zobaczylabym w Jego
                oczach, nie jestem pewna czy jeste w stanie stawic temu czola...moje
                dotychczasowe zycie bylo dosc rozsądne i...nudne, potrzebuje przygody, czegos,
                co sprawi, ze poczuje, ze nie trace czasu i szans podsuwanych przez los...boje
                sie jednak, ze Jego obojetne zachowanie sprawi, ze moje bajka o wielkiej
                Milosci pęknie jak banka mydlana i jeszcze dojde do wniosku, ze bylam tylko
                zabawka...rozne opcje wpadaja mi do głowy, ta jest najgorsza,ale mysle, ze mimo
                wszystko nieprawdziwa, WIEM, ze bylam dla Niego wazna...boje sie Jego widoku z
                inną kobietą, pogodziłam sie z tym, ze nie jest ze mną, ale to jeszcze nie ten
                etap, na ktorym zaakcetopwalabym inną kobietę...ech gdybym miala choc jakis
                najmniejszy punkt zaczepienia, ale nie mamuncertain mailuje z Jego najlepszym
                przyjacielem, nie pytam o Niego, on tez o Nim nic nie pisze, nie wiem, czy
                uwaza, ze skoro nie pytam to juz mi przeszlo czy tez nie chce mi dawac zludnej
                nadziei, zdaje sie, ze ten przyjaciel niesmialo i ze swiadomoscia
                beznadziejnosci sytuacji zaczyna smalic do mnie cholewki, co tylko komplikuje
                sprawe...gdybym teraz, nagle zapytala go w mailu o Niego, pewnie pomyslalby, ze
                trzymam z nim kontakt tylko z powodu bylego najwazniejszego mezczyzny w moim
                zyciu...zawsze gdy serce sie wyrywa, chce rzucic wszystko w diably i leciec
                tam, przypominaja mi sie słowa Jego przyjaciela, ze to juz zdecydowany koniec,
                ze powrotu nie ma i nie ebdzie. To i tylko to spowadza mnie na ziemie.Nadziei
                brak. Nie rób z siebie idiotki. Zakochac sie jeszcze zakocham, ale wiem, ze
                troche to potrwa. On ustawil bardzo wysoko poprzeczkę, nie wiem, czy ktos
                kiedys jeszcze bedzie w stanie ja przeskoczyc a przynajmniej do niej dorownac,
                a nawet jesli to czy moja rogata dusza i buntownicze serce beda w stanie go
                pokochac?
                • 01.08.07, 23:46
                  skoro za pare tygodni przeprowadzi sie do nowego miejsca masz rzeczy-wiscie ostatnia szanse zeby sie z nim spotkac. moze powinnas wziac do reki kartke papieru narysowac tabelke /za/ i /przeciw/ i szczerze ja wypelnic? on mogl byc twoja polowka pomaranczy i pewnie tak myslalas kiedy byliscie razem. zycie jest zbyt krotkie czasami trzeba dzialac. pozwol sobie na przezycie przygody podrozy w miejsce gdzie mozesz go spotkac i spotkaj go.
                • 05.08.07, 15:01
                  Mam nadzieje ze będzie tak jak piszesz ze stracisz nadzieje gdy tylko on
                  wyjedzie czylli się przeprowadzi. Pisalas ze nie wiesz czy zwiazek z nim był
                  najwiekszym szczesciem czy najwiekszym rozczarowaniem? Chyba lepiej się nie
                  zastanawiac leepiej zostawic to tak jak jest. Skrzywdzisz siebie jeszcze
                  bardziej jeśli dojdziesz do wniosku ze cie wykorrzystal.Pamietaj co było dobre
                  a o reszcie sprobuj zapomniec. Chyba ze zdecydujesz się tam jechac... ale chyba
                  nie widze u ciebie entuzjazmu w tym kierunku.Jestes sama możesz szukac kogos
                  kto odda ci się prawdziwie caly i pokocha ciebie na zawsze. Nawet jak będziesz
                  mezaatka to nie zawsze będzie wspaniale.To tylko zycie w którym sa chwile
                  smutku i radosci. z mojego planowanego wspanialego weekendu zrobilo się
                  siedzenie w domu bo maz oglada formule w tv.Zona gotuuje obiad i cierpliwie
                  czeka az maz skonczy. Dopiero potem pojedziemy do znajomych na grilla.
                  • 05.08.07, 17:08
                    Byc moze zdarzy sie tak, ze za tydzien tam polecę, kolega wypatrzyl sobie
                    samochod akurat w miescie oddalonym od mojej krainy szczesliwosci o 100-150kmsmile
                    tęsknie za tą częscią mnie, ktora tam zostala, ale postanowilam ze zaczynam
                    zycie od nowa, nowe miasto, nowi ludzie, nowa praca...chocbym nie wiem jak
                    bardzo chciala Jego serca nie odmienie, istnieje co prawda mozliwosc, ze
                    zobaczylby mnie i oszalal ponownie z miłości, ale raczej nie biorę jej pod
                    uwagęsmileto prawda, ze zycie ma sie tylko jedno i dobrze jest czasem zaryzykowac,
                    ale czasem trzeba wiedziec, kiedy dac za wygraną...juz o Nim nie myslę 20 razy
                    na minutę, co uwazam za dobry objaw, mimo ze dzis snił mi sie calą noc a przed
                    chwilą zrobiłam nasza ulubioną salatkę grecką...męża masz patriotę, wspomaga
                    biernie naszego Kubicęsmilepozwol mu na to, tez nie lubilam kiedy kolezanka
                    dzwonila na pogaduchy a ja bylam w trakcie ogladania mistrzostw albo
                    bundesligiismilemam nadzieję, ze grill u znajomych sie uda a mąz sie odpowiednio
                    odwdzięczy za obiadsmile
                    • 06.08.07, 16:12
                      podoba mi sie pomoc jakiej chcesz udzielic kooledze. Kolega chyba nie zna
                      niemieckiego wiec bedziesz niezbedna. Ciesze sie ze tamm polecisz. Moze
                      zatrzymajsz sie na noc u znajomych? Oni na pewnno zrobia impreze powitalna dla
                      ciebie. Zobaczysz jak sie sprawy potocza. Moze on tam bedzie a jesli nie to
                      mozesz zlozyc mu wizytę.Moj maz to zloty czlowiek. Czasami musze ponarzekac ale
                      wiem ze mam wielkie szczescie ze nie zabraklo mu cierpliwosci gdy moje hormony
                      szalaly. On byl ze mna tak jak obiecal gdy bral mnie za zone smile pozdrawiam
                      • 08.08.07, 16:25
                        lecisz tam?
                        • 08.08.07, 19:46
                          Chcialabym, ale jesli w ogole polece to nie teraz, jutro ide na
                          kilka dni do szpitala, pozniej bede zyla przez 2,3 tygodnie w
                          niepewnosci oczekujac na wyniki...Wierzę, ze beda dobre, ale i tak
                          dzieki temu nabieram wiekszego dystansu do zycia i wiem, jak je
                          powinnam przewartosciowac, a przynajmniej mi sie tak nieskromnie
                          wydaje. Pozdrawiam cieplo i dziękuję za troskęsmile
                          • 08.08.07, 21:25
                            Duzo zdrowia Sonnenschein. Sprawdz proszę @.
    • 01.08.07, 22:51
      /podobno milosc na cale zycie/...zupelnie jak u mnie... pojechalas tak daleko i spotkalas milosc on ciebie otworzyl rozkochal w sobie pokazal smak milosci dal tobie najpiekniejsze chwile a potem odszedl. jakie to niespr-awiedliwe i smutne. bardzo ci wspolczuje i wiem doskonale co czujesz...
      • 04.08.07, 09:58
        Stało się, jak sie stało. Widocznie tak musialo byc, nawet jesli sensu w tym
        teraz nie widze. Wierze, ze najpiękniejsze chwile jeszcze przede mną. Czytałas
        na pewno rady, które dawali mi forumowicze, moze powinnas z niektorych z nich
        skorzystac i sprobowac ratowac swoj zwiazek, poki jeszcze (byc moze?) nie
        wszystko stracone?pozdrawiam cieplo
        • 04.08.07, 11:27
          chyba nie ma juz co ratowac...pomimo mojej milosci i szczerych checi bo on nie chce bo gdyby przeciez chcial to dalby jakikolwiek znak ale on sie nie odzywa a to przeciez swiadczy o jednym
          • 04.08.07, 11:37
            to ze ktoś się nie odzywa wcale nie swiadczy o tym ze nie kocha ale ze nie chce
            sie odzywać...i utrzymywać kontaktu
            nie wiesz czemu odszedł, jakie były powody jego odejścia wiec nie wiesz co się w
            nim tak naprawdę dzieje
            czasami nie odzywamy się dlatego właśnie ze kochamy, a nie możemy z daną osobą
            byc i wtedy lepiej milczeć choć to straszliwie boli, gdy już wiadomo , ze nie
            można z daną osobą być (z wielu różnych powodów)to lepiej milczeć bo samo
            odzywanie sie boli, sam kontakt boli tak bardzo, ze lepiej nie odzywać się,
            wtedy łatwiej przetrwać
            jesli chcesz sie dokładnie dowiedzieć czemu odszedł to go o to zapytaj, wtedy
            bedziesz miala pewność
            wiem, ze teraz jest trudno i boli
            B.
            • 04.08.07, 15:05
              Ja to wszystko rozumiem, ale wlasnie przez to, ze nie mamy ze sobą kontaktu
              zaczynam wątpić w to, ze kochal mnie naprawdę...a boli fakt, ze nie dal nam
              szansy, gdybysmy sprobowali byc ze sobą na dobre i złe i gdyby nam nie wyszlo,
              pogodzilabym sie z tym. Odszedl, gdy wszystko zaczęło sie układac, gdy
              wszystkie częsci ukladanki znalazly swoje miejsce, gdy ja wbrew rozsądkowi
              zaczęłam Mu bezgranicznie ufac...Odszedl w najgorszym z mozliwych momencie-ja
              otworzylam sie na Niego calkowicie, On zamknął mi drzwi do swojego swiata...nie
              polecę do Niego, pozwolę uciec szansie zobaczenia Go po raz ostatni...czasem
              korci mnie, aby wyslac Mu maila, ale chyba lepiej nie przerywac tej ciszy
              między nami, jesli Mu na mnie zalezy moj mail tylko Go zaboli i zniszczy trud
              milczenia ostatnich kilku tygodni(a znajac Jego upor nie odpisze mi, co tylko
              pogorszy sytuacje), jesli mnie jednak nie kocha i nie kochal to będę pewnie
              smieszna w Jego oczach piszac Mu cokolwiek, tak trudno to wszystko ocenic,
              ciagle sie waham i nie wiem, czy byl największym szczęsciem czy najwiekszym
              rozczarowaniem w moim dotychczasowym zyciu...
              Dziękuje za cieple słowa, koją bólsmile
              • 04.08.07, 20:38
                był największym szczesciem
                odszedł w momencie ktory uznal za stosowny, z jakich powodow
                nie mysl ze nie kochal
                z jakichs powodow nie chcial byscie byli razem
                to Twoim zdaniem zaczelo sie układac
                gdyby Wam nie wyszlo to wcale nie byloby sie latwo pogodzic
                pewnie trudniej niz teraz
                czy masz pisac? spotykac sie?
                tego nie wiem
                wiem jedno, jesli Ty chcesz to zrob to co chcesz zrobic, przekonasz sie do konca
                nie wazne czy bedziesz smieszna w jego oczach czy nie
                jesli kochal to nie bedziesz nigdy dla niego smieszna, tak jak on nigdy nie
                bedzie smieszny dla Ciebie
                jesli nie kochal to co to ma za znaczenie wtedy
                pomysl o sobie, jesli chcesz cos wiedziec to dowiedz sie tego, nie zostawaj w
                domyslach
                na ten moment skoro on sie nie odzywa to znaczy ze sie nie chce odezwac,
                dlaczego? moze to dla niego zbyt trudne, a moze chce sobie poradzic jakos z tym
                doswiadczeniem ktore Was spotkalo
                przytulam bo wiem co czujesz, a przynajmniej tak mi sie wydaje
                • 12.08.07, 14:50
                  Wrocilam z badan, słabiutko sie czuję a na wyniki muszę czekac okolo
                  miesiąca...miesiac zycia w niepewnosci...moj lot do Niemiec wciąz
                  stoi pod znakiem zapytania, ale ta kwestia powinna sie rozwiazac w
                  przeciagu kilku nadchodzacych dni. Zdecydowalam sie zebrac na odwagę
                  i zapytac w mailu kolezanke, czy On jeszcze tam jest. Najwyzej
                  zrobię z siebie pierwszą naiwną i zakochaną wariatkęsmile
                  W szpitalu było mi strasznie smutno i nawet nie chodziło o atmosferę
                  umierania wokoł mnie. Lezalam na sali z trzema modymi kobietami. Do
                  kazdej dzwonil jej mezczyzna...pobierali nam krew co 2, 3 godziny a
                  chlopak jednej z moich towarzyszek dzownil do niej nawet o 4 rano,
                  zaraz po pobraniu krwi, aby zapytac jak sie czuje. Ostatnio
                  zmienialam telefon, nie zapisalam Jego numer na nowej komorce i
                  chyba dobrze sie stalo, bo w pewnym momencie serce tak sie do Niego
                  wyrywalo, ze bylam gotowa wyslac Mu smsa...Czulam sie tak cholernie
                  samotna i niekochana, jak chyba jeszcze nigdy w zyciu...Gdzie sie
                  podziała moja wiara w czary i cala energia na walczenie o wlasne
                  szczescie w przyszlosci?Ile czasu musi upłynac zanim znow cos do
                  kogos poczuje?Ktos kiedys powiedzial, ze człowiek jest zawsze tak
                  naprawdę zdany tylko na siebie i trudno mi sie z tym nie zgodzic. Co
                  z tego, ze dbam o moje przyjaznie, jesli wiekszosc moich znajomych
                  jest za granicą i kontakty stopniowo nam sie rozluzniaja, co z tego,
                  ze jestem -pochlebiam sobie-wartosciowym człowiekiem i kobieta z
                  klasą, jesli moj Mezczyzna odszedł?tracę motywację i chęc do
                  robienia czegokolwiek, o ilez latwiej byloby niezobowiazujaco
                  wskakiwac facetom do łóżka i beztrosko cieszyc sie zyciem, tylko
                  osiolek we mnie w zyciu by mi na to nie pozwolil...Zauwazylam, ze
                  niektorzy znajomi uwazaja moje zachowanie i moje zasady za-
                  delikatnie mowiac-smieszne i pewnie za moim plecami pukaja sie
                  znaczaco w głowę. Jak mozna bylo byc w kraju relatywnie wyzwolonym i
                  nie zyc w imię zasady "sex, drugs and rock'n'roll"?Powoli zaczynam
                  sie gubic i juz sama nie wiem, czy to ja zwariowalam czy to swiat
                  wokol mnie stanąl na głowie...
                  • 10.09.07, 22:12
                    Witam.
                    Wrocilam po dluzszej niobecnosci, ale tylko na chwilke.
                    Bo muszę sie wyzalic.
                    Bo mam wrazenie, ze dluzje juz tak nie pociagnę.
                    Ulecial gdzies ze mnie ten entuzjazm i optymizm sprzed kilku tygodni.
                    Coraz trudniej uwoerzyc mi, ze wszystko sie pouklada.
                    Juz niedlugo przeprowadzka do innego miasta, nowa praca, nowi
                    ludzie, nowe studia(zeby miec lepsze kwalifikacje i jak zwykle
                    jeszcze wyzej podniesc sobie poprzeczkę i udowodnic calemu swiatu,
                    ze jestem dzielna i z wszystkim sobie SAMA poradze).
                    Panika, aby nie przeoczyc zadnego waznego terminu, nie zapomniec o
                    dołączeniu waznego dokumentu.
                    Strach, zeby tylko wyjsc na osobe kompetentna i odpowiedzialna,
                    swietna organizoatorke, ktora zalatwi wszystko, podczas gdy
                    pozostali z ulga odetchna(w mysl zasady:umiesz liczyc-licz na
                    siebie, czyli wez na swoje barki odpowiedzialnosc za cala grupe).
                    Z drugiej strony radosc, ze w koncu znow cos sie zacznie dziac, ze
                    juz nie bede wegetowac mieszkajac z rodzicami w malym miasteczku na
                    poludniu Polski.
                    Ale tez lęk, jak mama sobie beze mnie poradzi(odkad pamietam
                    jestesmy ofiarami przemocy psychicznej ojca)...
                    Cieżka sprawa, z jednej strony mozliwosci oddychniecia w koncu pelna
                    piersia i zycie wlasnym zyciem, z drugiej poczucie odpowiedzialnosci
                    za osobę, ktora mnie urodziła, zamkniety krąg bez wyjscia i bez
                    wlasciwej odpowiedzi...
                    Mam juz dośc ciaglego poczucia winy, ciaglego wmawiania sobie ze
                    jestem wartosciowym czlowiekiem i ze mam prawo do miłosci, ze jestem
                    godna szacunku i uwagi. Bo JESTEM bez wzgledu na to co robi lub mowi
                    ON.
                    Mam dosc uczucia zazdrosci, ze moja postawa i stan psychiczny, ktory
                    sobie przez tyle lat i z takim trudem wypracowuje, inni(zyjacy w
                    zdrowych rodzinach) mają we krwi.
                    Nie znoszę moich blokad, moich malych przepasci nie do
                    przeskoczenia, tak bardzo czasem chcialabym przestac sie bac,
                    zaufac, otworzyc, ZARYZYKOWAC, ale lęk jest silniejszy ode mnie.
                    A przeciez obiektywnie rzecz biorac jestem dobra w tym co robie, nie
                    mam prawa miec kompleksow.
                    Mam juz dośc szpitali, nie majacych konca badan, braku odwiedzin i
                    telefonow... i zatroskanych twarzy lekarzy.
                    Nie mogę patrzec juz na moje odbicie w lustrze-po dwoch miesiacach
                    jestem znow tą smutną, pozbawiona nadziei dziewczyną, ktora znam
                    sprzed roku i z ktora(jak sie łudzilam) definitywnie sie pozegnalam.
                    Mam juz dosc myslenia o Nim, wspominania slow, gestow, spojrzen...
                    Nie lubię siebie za ogladanie zdjec z kraju, do ktorego mielismy
                    poleciec razem, za te miejsca, ktore On mial mi pokazac, za te
                    miejsca, ktore z Jego miejsc mialy stac sie naszymi miejscami.
                    Denerwuje mnie moja obawa przed czytaniem Jego starych maili, wciaz
                    sie boję tego, co tak pięknie ubral w slowa a co w wiekszosci i tak
                    mi sie w pamieci kołacze...
                    Ale nie zadzwonilam do Niego, nie wyslalam smsa, nie napisalam
                    maila, nie wypytuje o Niego wspolnych znajomych-i nigdy tego nie
                    zrobie, jestem na to za dumna i za uparta.
                    Nie lubię siebie za to, ze wciaz czuje, ze do Niego nalezę,za
                    przekonanie, ze w milosci wszystko juz bylo, ze tak pieknie juz
                    nigdy z nikim mi nie bedzie.
                    Nie lubie siebie za moj zal do Niego, ze mnie oswoil, przygrnał,
                    pocieszyl, sluchal,rozumial, dodał wiary i nadziei, pokazal inny
                    swiat, tysiace drog do szczescia, uczyl walki o siebie i
                    przekonywal, ze nie ma sytuacji bez wyjscia i ostatecznie porzucil
                    zostawiajac z wszystkim niezaleczonymi lękami...
                    Mam dosc prob budowania swojego szczecia, ktore sa jak domek z kart,
                    ktore los z takim uporem zlosliwie zburza.
                    Przytuli ktos wirtualnie?


                    • 10.09.07, 22:42
                      Przytulam Cię z całego mojego wielkiego serducha. Rozumiem Cię
                      bardzo, bardzo dobrze, no ale teraz nie o mnie. Nie możesz się teraz
                      poddać bo może być już tylko lepiej, zobacz jak wiele zrobiłaś, jak
                      wysoko postawiłaś sobie poprzeczkę i idziesz do przodu bardzo
                      skutecznie. Pomyśl tylko, że teraz może być tylko lepiej, spróbuj
                      popatrzeć już tylko do przodu ile nowych rzeczy i wyzwań przed Tobą.
                      Może nie ma tam jego ale może jest ktoś lepszy, tego nie Wiesz. Na
                      pewno będą nowi ludzie, nowe znajomości. Zobaczysz jak się w to
                      wszystko wkręcisz to niedługo będzie tylko lepiej.Chciałabym mieć
                      tyle Twojej siły i uporu. Możesz być z siebie dumna i teraz myśl
                      tylko o sobie a wspomnienia spróbuj zagrzebać, tak jak ja próbuję.
                      To, co w tej chwili czujesz na pewno jest chwilowe. Sama Wiesz, że
                      są dni kiedy czujemy się, że możemy przenosić góry i są dni kiedy
                      jest troszkę gorzej ale damy radę, zarówno Ty jak i ja jak i cała
                      rzeszy Osób, które tutaj goszczą. Ściskam mocno i zacznij się
                      uśmiechać sama do siebie. Zobaczysz wszystko się ułoży.
                      • 12.09.07, 21:12
                        Juz jest lepiej, ale....i tak dziekuje-"z całego mojego wielkiego
                        serducha"smile-i to nawet nie jest przenosnia, bo podobno serducho mam
                        duze jak na moj wiek i wagęsmileno ale kochliwa jakos nie jestem...
                        Wiesz, ja sie juz powoli zaczynam z Niego leczyc. Na szczescie
                        mieszkam teraz w Polsce-i dzieki temu jest mi o niebo lzej na
                        duszyczce. Choc tesknie niewyobrazalnie...
                        Ale potrafię juz nie oddychac Nim. Cos, co kiedys wydawalo mi sie
                        niemozliwe do zrealizowania, dzis jest rzeczywistoscia.
                        Jasne, poradzę sobie, jak zawsze zresztą. Idealna corka, siostra,
                        przyjaciolka, ukochana, studentka i pracownik stanie na wyskokosci
                        zadania, choc i tak nie zasluzy na przychylniejsze spojrzenie ojca
                        lub jego jedno cieplejsze słowo...
                        Najwazniejsze teraz to nie dac sie złamac-na szali znajduje sie cale
                        moje przyszłe zycie.
                        Ech, co Wy macie z ta moją " siła i uporem"?smilenie jestes pierwsza
                        osoba, ktora to podkresla. A ja jestem naprawde maluczkim
                        człowieczkiem, ktory tylko walczy o swoje prawo do zycia po swojemu.
                        Staram sie usmiechac do siebie codziennie, co nie oznacza, ze czasem
                        nie usmiecham sie do siebie cynicznie, ironicznie bądz złosliwiesmile
                        Dziekuje najpiekniej za wirtualne wsparcie i przytula odwzajemniamsmile
                        • 13.09.07, 09:01
                          HMMM, bo jak przeczytałam Twojego poprzedniego posta to tak jakbym
                          widziała momentami siebie, może w nieco gorszej wersji bo chyba aż
                          tak wiele nie osiągnęłam, chociaż też od dawna walczę o swoje i
                          jakoś mi się udaje. Tak naprawdę mogę liczyć tylko na siebie i radzę
                          sobie jak tylko umiem najlepiej, wiem, że nie mam innego wyjścia po
                          prostu. Czasem jednak tak samo jak Tobie brakuje mi już sił i
                          chciałabym aby choć na moment się ktoś mną zaopiekował. Do niedawna
                          myślałam, że jest to możliwe ale jak widać pomyliłam się, nie
                          pierwszy raz zresztą. Cały czas tylko słyszę "jesteś silna, mądra
                          etc." a to według mnie nie jest prawda- konieczność przetrwania to
                          na mnie wymusza. Sonnenschein ja też bardzo tęsknię za Nim, chociaż
                          wiem, że tak naprawdę na to nie zasłużył, nie umiem sobie wypełnić
                          pustki jaką zostawił i przeraża mnie to z dnia na dzień coraz
                          bardziej, nie mija nic a nic. Mam nadzieję, że w końcu będzie lepiej
                          tylko kiedy. Boję się, że już nie spotkam faceta, z którym będzie mi
                          tak dobrze jak z NIM pod każdym względem. No, ale jeśli Tobie się
                          uda to mi może również w końcu, trochę już mam za sobą. Ściskam i
                          trzymam kciuki
                        • 24.09.07, 00:09
                          sledzilam twoja historie, przykro mi czytac ze nie ma ona szczesliwego zakonczenia.mam nadzieje ze niedlugo bedziesz szczesliwa.... przesylam ci usciski i najlepsze zyczenia i przytulam wirtualnie z calego serduszka /ulka
                          • 24.09.07, 23:32
                            Szczęscie ma to do siebie, że jest -podobno-zezowatesmile
                            To zaskakujące dla mnie samej, ale nie uważam, zeby moja historia
                            nnnie miała szczesliwego zakonczenia...
                            Bo jak dawno, dawno temu napisała No_name:
                            "Pamiętaj, że nic się nie dzieje bez powodu i bez celu. To, co
                            przeżywamy dziś
                            daje nam grunt pod to, co nas czeka. Pewne rzeczy mijają, żeby mogło
                            spotkać nas
                            coś lepszego i piękniejszego."
                            Wiele obób miało rację pisząc, ze z czasem duzo rzeczy zrozumiem,
                            wiele spraw ocenię inaczej, z tą jedną decyzją i jej nieuniknionymi
                            konsekwencjami się pogodzę i w konce zacznę oddychac.
                            Teraz, z perspektywy czasu, uwzględniając polską mentalnośc i jej
                            wpływ na postrzeganie świata moj związek z Nim wydaje sie mało
                            realny i czasem zastanawiam się, czy mi sie to tylko nie przyśniło.
                            Mówiac krótko i węzlowato: punkt widzenia zalezy od punktu
                            siedzeniasmileGdybym znajdowała sie po zachodniej częsci Odry
                            oceniałabym ten fragment życia inaczej.
                            Wiele mnie to uczucie i to rozstanie nauczyły.
                            Czasem jeszcze boli, ale daje się z tym życ.
                            Tak długo jak będę w Polsce, będę stosunkowo bezpieczna. Za granicą
                            nie ręczę za siebie. Wspomnienia wrócą z ogromną siłą i jak rwąca
                            rzeka zniweczą caly moj trud wniesiony w budowanie moich tam spokoju
                            i normalnego funkcjonowania. A przeciez wiem, ze takie
                            rozpamiętywanie nie ma sensu i przynosi wiecej strat niz pożytku.
                            Smutna pewnie byłaby wreszcie ze mnie dumna-co prawda juz za póżno
                            na ostatnie spotkanie i bilans uczuc, ale...lecę do mojej krainy
                            szczęśliwosci w połowie pazdziernikasmile-jesli tylko obowiazki
                            służbowe na to pozwolą.
                            Straciłam Jego, nie mogę sobie pozwolic na stratę przyjaciół, którzy
                            tam zostali. No i w koncu odpocznę od polskiego piekiełkasmile
                            I mimo wszystko będę znów dzielna i uśmiechnięta, bo szkoda życia na
                            martwienie znajomych zakonczoną, szczęsliwą miłością. Przyjaciele i
                            tak potrafia czytac ze mnie jak z otwartej księgi-i chwała im za tosmile
                            A kiedys znów kogoś pokocham i będzie pięknie, bo "przyroda nie lubi
                            próżni, zwłaszcza tam gdzie się za specjalnie nie
                            szuka" jak to zgrabnie ujęła w słowa Karteczka.
                            Ulenko(przepraszam za spoufalanie się, nie potrafię inaczej, nie
                            gniewaj się proszęsmiledziękuje ślicznie za wsparcie, przytulem
                            wirtualnym sie odwdzięczam i gratuluje setnego postu na moim wątkusmile





                            • 01.10.07, 17:24
                              pametam jak pisalam ze zazdroszcze ci twojej milosci.....
                              Ciesze sie ze lecisz do Niemiec. Czy on tam jeszcze jest?Czy masz jakies informacje na temat tego czy jz wyjechal czy jeszcze tam przebywa? jesli on tam jest to sprobij doprowadzic do spotkania,zawalcz o to ostatmie spotkanie!
                              • 02.10.07, 00:22
                                Po pierwsze: fakt, ze nie komentuje historii opisywanych w innych
                                wątkach nie oznacza, ze ich nie czytamsmile W związku z powyzszym
                                gratulacje, ze zawalczylas o siebie i swoje szczęscie i podjęłas ten
                                nielatwy krok odwołania ślubu. Potrzeba na to duzej odwagi i
                                pewnosci słusznosci swoich decyzji. Trzymam kciuki za Twoje
                                szczęscie, które kiedys odnajdziesz w sobie i bedziesz gotowa, aby
                                podzielic sie nim z Tym Kims. Ja z kolei pamietam jak pisałas, ze
                                boisz sie samotnosci, tego, ze juz nikogo nie pokochasz. A ja myślę,
                                ze miłosc bedzie jeszzce Twoim udziałem, chocby dlatego, ze jako
                                jedyne sposrod cierpnien, ktorego dobrowolnie pragniemy doswiadcza
                                jak zadne inne uczucie. Zycie bez miłosci do męzczyzny jest trudne,
                                ale nie niewykonalne. Najwazniejsze to zyc w zgodzie ze sobą i nie
                                pozwolic sobie doprawic zadnej gębysmile
                                Lecę i juz urosły mi z tego powodu skrzydłasmileoczywiscie upadek z
                                wysokosci moze bolec, gdy sie okaze, ze kraina mojej szczesliwosci
                                nie jest tak bajeczna, jak ja sobie zapamietalam, ale gra jest warta
                                swieczkismilebedę błądzic moimi uliczkami, oddychac "tamtym"
                                powietrzem, szukac wspomnien zagubionych w drobnych przedmiotach,
                                przypominac sobie podstawowe zwroty w kilku językach, usmiechac sie
                                do przypadkowych ludzi, tanczyc na ulicy i czuc sie jak u siebie w
                                stosunkowo duzym miescie, ktore dla obiektywnego obserwatora niczym
                                szczegolnycm sie nie wyroznia.
                                Pytasz, czy jeszcze tam jest. Hmmm nie wiem, nie sądzę, nie pytam o
                                Niego naszych wspólnych znajomych.
                                Jadę tam dla siebie, nie dla Niego. Nie mam złudzen co to tego, ze
                                to koniec i powrotu nie będzie.
                                Jeszcze przed godziną marzłam przed domem spogladajac w gwiazdy i
                                szukajac gdzies tam, wlasciwych odpowiedzi na dręczące mnie pytania,
                                choc powinnam sie pakowac albo najlepiej spac, w srodę od dawna
                                oczekiwana przeprowadzka do miasta oddalonego od rodzinnego domu
                                ponad 400km...
                                Wiesz co mnie zastanowiło?Poznajesz kogos, oswajasz, uspokajasz,
                                dajesz wsparcie, wysyłasz komunikat: nie bój się, nie zrobie Ci
                                krzywdy, zaufaj mi, ta druga osoba sie na Ciebie otwiera, znacie sie
                                na wylot, troszczycie sie o siebie, pielegnujecie to nowonarodzone
                                uczucie, wasze ręce bezwiednie sie odnajdują i wszystkie te sygnaly
                                pozwalaja wam myslec, ze to miłosc miedzy wami bedzie trwac i trwac
                                az pewnego dnia ktos odchodzi, bo jednakcos go w tym zwiazku uwiera,
                                bo nie czuje sie moze mimow wszytsko kochany, rozumiany,
                                akceptowany, bo moze po prostu nie docenia tego, co otrzymal od
                                losu. Odchodzi czasem rowniez wtedy, gdy kocha, ale ta
                                proroczo "wieczna" miłosc z czasem umiera w odchodzacym i porzuconym.
                                Dlaczego o tym pisze?Bo ta nasza miłosc najpierw umarła w Nim, teraz
                                czuje ze dogorywa i we mnie...Tak, jakby zabraklo jej paliwa a
                                przeciez gdyby trwala musialaby pokonac niejedna przeszkodę, czy
                                bylaby wiec na takie wyzwania od losu dosc silna?
                                Dobrze jednak, ze miłosc z czasem w pozostawionych samym sobie
                                gasnie, ze z czasem mozna zapomniec, zaczac wszystko od poczatku.
                                Dlaczego wiec jeszcze boje sie przeczytac chocby jeden z Jego maili,
                                jesli nie jest juz moją pierwszą myślą po przebudzeniu?
                                I dlaczego boję się(bardziej niz potajemnie cieszę), ze mogłabym Go
                                tam przypadkowo spotkac?
                                Odpowiedzi udziele sobie sama: bo wciaz jestem na Niege "chora",
                                mimo całego mojego wewnetrznego buntu, ze On nie jest mi do niczego
                                potrzebny...
                                Pozdrawiam ciepło i jeszcze raz gatuluje słusznej decyzji!smile
                                • 02.10.07, 00:45
                                  Sonnenschein,
                                  wzruszyłam się czytając, to co napisalas...
                                  Wiesz, ze często pisząc o Was piszesz tez o mnie i
                                  Bohaterze mojego wątku? Dlatego boli podwójnie.
                                  Napiszę więcej, gdy znajdę siłę...
                                  • 04.10.07, 00:06
                                    Sonnenschein, ja myślę, że wszystkie zranione, skrzywdzone i
                                    zawiedzione boimy się samotności, boimy się pokochać, zaufać...
                                    Zgadzam się z tym, co napisalas, że życie bez miłości jest trudne
                                    ale nie jest niewykonalne. Przecież może zdarzyć się, że nigdy już
                                    nie pokochamy i nie będziemy kochane. Przyznaję, że przeraża mnie ta
                                    perspektywa... Zakładam, że przy sprzyjającym zdrowiu i woli
                                    Wszechmocnego jeszcze może jakieś pół wieku życia przede mną, a może
                                    i więcej nawet...(na szczęście wiek mi już nie grozi, chociaż cuda
                                    podobno zdarzają się coraz częsciej). Jeśli miałby to być czas bez
                                    miłości, bez szczęscia, bez uśmiechu tej drugiej osoby, bez odbicia
                                    moich oczu w oczach tej drugiej osoby... jesli miałby to być czas
                                    bez tego wszystkiego, co dane było mi już w życiu skosztować... to
                                    ja chyba nie chcę już żyć... Bez miłości naprawdę wszystko sens
                                    traci... To brzmi banalnie ale przecież tak jest...

                                    Cieszę się, że lecisz tam, gdzie oddech staje się najcudowniejszy na
                                    świecie... Oddalabym wiele żeby polecieć tam, gdzie mój oddech byl
                                    spokojny, zrównoważony... Tam gdzie przez kilka dni oddychałam Nim i
                                    czułam się najbezpieczniej w świecie, bo z Nim... Wiem jak wiele ta
                                    podróz dla Ciebie znaczy, potrafię wczuć się w Twoją sytuację, bo
                                    nasze historie są przecież podobne...

                                    Życzę Ci żeby był to piękny czas wspomnień i mozliwie jak najmniej
                                    bolesny dla Ciebie... Wiem, że będzie to wyjątkowa podróż
                                    sentymentalna dla Ciebie... Wiem, że myślami będziesz z Nim, bez
                                    względu na to, czy On tam nadal jest, czy też nie... Daj się choć na
                                    moment porwać swoim wspomnieniom, bo wiem, że są przepiękne... ale
                                    pamiętaj, że musisz wrócić do Polski i życ tutaj dalej... Realnie i
                                    bez Niego...

                                    Jeśli Go spotkasz, jesli spotkasz Go tam, w krainie swojego
                                    szczęścia to porozmawiaj z Nim. Możesz wyjść na idiotkę, to
                                    nieważne. Po prostu powiedz, to co czujesz, cokolwiek to jest.
                                    Ludzie, którzy byli sobie bliscy powinni być szczerzy.

                                    Piszesz, że Wasza miłośc umarla najpierw w Nim, a teraz dogorywa i w
                                    Tobie... Naprawde uwazasz, ze milosc w pozostawionych samym sobie
                                    gasnie? Może mój przypadek jest widocznie inny... Ja czuję, że we
                                    mnie na zawsze COŚ z Niego pozostało i pozostanie... nawet jesli
                                    kiedyś przyjdzie jakies "nowe", choć na razie w to nie wierzę.
                                    Myślę, że prawdziwie kochałam w życiu dwa razy i własnie jakieś
                                    cząstki z tych mężczyzn na zawsze pozostaną we mnie. Nie sądzę, aby
                                    ewentualna nowa miłość była w stanie sprawić, że zapomnę o Nich
                                    definitywnie.

                                    Pytasz samą siebie dlaczego boisz sie bardziej, ze mogłabyś Go
                                    spotkac.. i sama sobie odpowiadasz... Tak, trafnie sobie
                                    odpowiedzialas. Wciąż jesteś "chora". Powiem więcej. Wciąz
                                    jesteś "zakochana resztkami bezsensownej miłości"...
                                    Przeżyłam ten lęk, o jakim piszesz. Idąc na spotkanie z Bohaterem
                                    Mojego Watku, na to ostatnie spotkanie, które było "niespodzianką"
                                    dla Niego, bałam się, że spotkam swoje uczucia...
                                    Niby to nie nastąpiło, ale wciąż jestem tutaj...wciąż pamiętam...
                                    czasami tęsknię...bo KOCHAŁAM, prawdziwie i szczerze. Dał mi
                                    wszystko i odchodząc zabrał to wszystko ze sobą... "Kto daje i
                                    odbiera ten się w piekle..." Żartowałam smile Mam nadzieję, że jest
                                    bardziej szczęśliwy beze mnie, niż byl ze mną smile Prawda, że jestem
                                    wspaniała? Nie umiem źle życzyć ludziom... nawet tym, którzy
                                    skrzywdzili mnie najdotkliwiej... Kiedy Cię ktoś uderzy w policzek,
                                    nadstaw mu drugi...
                                    • 06.10.07, 00:44
                                      Sonnenschein
                                      znalazlam dzisiaj przypadkiem, w sieci taki oto cytat, pasujący
                                      idealnie do mojej ostatniej wypowiedzi. Chetnie sie nim z Tobą
                                      podzielę. Na mnie zrobil niesamowite wrażenie...
                                      Tempest

                                      "...żadna wielka miłość nie umiera do końca. Możemy do niej strzelać
                                      z pistoletu lub zamykać w najciemniejszych zakamarkach naszych serc,
                                      ale ona jest sprytniejsza - wie, jak przeżyć. Potrafi znaleźć sobie
                                      drogę do wolności i zaskoczyć nas, pojawiając się, kiedy jesteśmy
                                      już cholernie pewni, że umarła, albo, że przynajmniej leży
                                      bezpiecznie schowana pod stertami innych spraw..."

                                      — Jonathan Carroll "Poza ciszą"

                                      • 10.10.07, 00:20
                                        Sonnenschein!

                                        chce cos dodać smile
                                        Ciesze się, że jedziesz. Mam nadzieje, ze plany nie ulegly zmianom.
                                        Wiem, że robisz to, bo musisz. Wiele ryzykujesz, przede wszystkimm
                                        swój spokój wewnętrzny...
                                        Pamiętaj proszę, że...

                                        "Ludzie, którzy nigdy nie ryzykują, potrafią jedynie wyolbrzymiać
                                        cudze klęski"
                                        (Coelho, "Jedenaście minut")

                                        Ty masz odwagę iść własną drogą i stawiać czoła swojej przeszłości.
                                        Za to Cię podziwiam i bardzo mocno trzymam kciuki za to, abyś
                                        odnalazła tam siebie. To może być bolesna podróż... Mam nadzieje, ze
                                        taka jednak nie bedzie.
                                        Ten wyjazd to Twoja decyzja. Akurat popieram ją jak zapewne
                                        przypuszczasz... Znalazłam w mojej nowej ksiązce jeszcze jeden
                                        cytat, którym chciałabym sie z Tobą podzielić:

                                        "Czekanie boli. Zapominanie boli, lecz najgorsze cierpienie przynosi
                                        nieumiejętność podejmowania decyzji."
                                        (Coelho, "Na brzegu rzeki Piedry...")

                                        Ty podjęłaś ważną decyzję wyjazdu do krainy wspomnień, krainy
                                        swojego największego szczęścia. To odważna decyzja. Będzie jeszcze
                                        kiedyś dobrze smile chociaż tak trudno czasami w to uwierzyć...
                                        Tempest
                                        • 11.10.07, 16:18
                                          Droga Burzyczko,
                                          odpisuje dopiero teraz, bo zycie we Wrocławiu jednak wymaga wiele
                                          energii, tym bardziej, ze wziełam na swoje barki zdecydowanie za
                                          duzo jak na rozpoczynanie zycia w nowym miejscusmile
                                          Pisałam o umierającej miłosci, poniewaz nie potrafiłam ubrac tegoi
                                          inaczej w słowa...moja miłosc pewnie nie umrze nigdy, ale gdzies sie
                                          schowa, wlasnie pod jakas stertą starych gazet moze, skąd bedzie od
                                          czasu do czasu wygladac i przypominac mi o sobie...Powzięłam juz
                                          tyle krokow, aby o Nim zapomniec, aby moje wspomnienia z Nim w roli
                                          głównej miały cien szansy, aby sie zakurzyc, ze nie mogę tego
                                          zaprzepaśćic...wrociłam do Polski, mimo iz w Niemieczech miałam
                                          większe mozliwosci rozwoju, zorganizowane zycie i przyjacioł,teraz
                                          wyjechalam z rodzinnego miasta, aby byc te 400 km blizej Niemiec...
                                          Lecę do Niemiec, do mojej krainy szczęsliwosci, lecz dopiero w
                                          polowie listopadasad Z przyczyn ode mnie niezalezych musiłam ten moj
                                          wymarzony i dlugo oczekiwany wyjazd odłozyc. Ale polecę tamsmileZa
                                          miesiac i na pewno w lutym na karnawałsmile
                                          Kwietniowa Dziewczyna(która gorąco pozdrawiam i dziękuje za
                                          wirtualne wsparciesmile)pyta, czego mi zyczyc. Hmmm moze jednak nie
                                          spotkania z Nim, choc czesto marzę o takiej mozliwosci porozmawiania
                                          z Nim twarza w twarz. Proponuje zyczenia szczęscia, opytymizmu i
                                          odwagi, aby codziennie walczyc o siebiesmile
                                          Co do przytoczonego przez Ciebie cytatu z Coehlo to...ja mam
                                          wrazenie, ze nigdy nie umiałam podejmowac decyzji, a co dopiero
                                          decyzji trafnech...Ale nie jestem w tej dziedzinie wyjatkiem, to
                                          jedna z rzeczy, ktorej ludzie uczą sie przez całe zycie.
                                          To z cała pewnosci wina mojej autosugestii, ale ja nie wyobrazam
                                          sobie, ze mogłabym tam nie poleciec, chociazby na kilka dni...w
                                          pewnym stopniu jest to pewnie ucieczka od codziennych problemow,
                                          zawsze latwiej rozpamietywac stare krzywdy, niz koncentrowac sie na
                                          tym, co dzieje sie tu i teraz i co w gruncie rzeczy jest w danej
                                          chwili najwazniejsze...
                                          Pozdrawiam ciepło Ciebie Burzyczko i naszą Kwietniową Dziewczynę
                                          i..dziekuję, ze jestescie i jeszcze mnie czytaciesmile
                                • 08.10.07, 17:39
                                  Kiedy lecisz? Co mam ci napisac?Zyczyc szczesliwego lotu?Zyczyc spotkania z nim jesli tam jest?Zycze ci zeby wszystko ulozylo sie wlasciwie i zebys byla szczesliwa.Koniecznie napisz po powrocie jak bylo.pozdrawiam
                                  • 12.10.07, 17:17
                                    Życzę: kilogramów szczęscia, wiele opytymizmu i
                                    odwagi, abys codziennie walczyla o siebie smile))
                                    W listopadzie zycze szczesliwego ladowania i wielu
                                    radosnych przezyc w tamtej krainie...
    • 15.10.07, 23:59
      Ja oczywiscie Ciebie czytam... jak powieść w odcinkach... i ciągle
      czekam na szcześliwy finał ale wiem, ze go nie bedzie... podobnie
      jak i w mojej historii...
      Ciesze sie, ze lecisz, a ze nieco pozniej- coz, tak bywa. Pisz co u
      Ciebie i jak sobie radzisz... Mnie wciąz przesladuje przeszłość...
      Napiszę więcej w watku Doris...
    • 16.10.07, 09:28
      Moj byly chcial sie przyjaznic. ja jeszcze kochalam. on - cholera
      wie, ale to juz bylo wtedy, kiedy ze mną nie chcial byc. Cieplo w
      glosie, ciągłe zdrabnianie imienia. A potem cię przytuli. A potem
      pocałuje w policzek. A Ty zaczniesz wierzyć, że to możliwe, że
      jeszcze kwadrans i będziecie znow razem. I czujesz się wykorzystana.
      Nie, Sonnenschein, wedlug mnie kontakty z bylymi przedluzają tylko
      proces gojenia. Bedzie dobrze! Zazdroszczę Ci, że bylas z kims
      blisko smile Scisssk
      • 17.10.07, 18:55
        Mysle ze jesli decyzja o rozstaniu jest dla obu stron oczywista
        to jakas przyjazn jest mozliwa.W moim przypadku moze sa szansde
        na kolezenstwo z ex narzeczonym ale jakos do tego nie daze.
        Zdecydowalam ze czas pokaze czy chcemy miec kontakyt ze soba.
        U sonnenchein decyzja byla tylko jego... sad( wiec przyjazni nie ma.... a szkoda....
        • 19.10.07, 09:53
          Trudno sie z Wami nie zgodzic. Przyjazn z mojej strony bylaby
          mozliwa, moze jeszcze nie teraz, ale kiedys...On z tego zrezygnował,
          bo to On czuję sie zraniony i niesprawiedliwie potraktowany(i
          częsciowo ma do tego prawo, bo jednak w moim przedostatnim
          rozgoryczonym mailu za miła dla Niego nie byłam, ale tez nie
          wyolbrzymialam Jego "win"). Wiem tez, ze jeszcze za wczesnie, aby
          sie z Nim zobaczyc, wiec wolalabym Go jednak w mojej krainie
          szczęsliwości nie spotkac(co jest na moje szczescie raczej mało
          prawdopodobne).
          Zajęc mam duzo, coraz rzadziej o Nim myślę i niedlugo zaczynam robic
          to, o czym zawsze po cichu marzyłam-zaangazuje sie w wolontariat.
          Nie po to, zeby miec bogatsze CV. Nie po to, by robic to, co teraz
          jest modne. Ale po to, zeby przelac to dobro i cieplo, ktore we mnie
          obudził na kogos, kto tego bardziej potrzebuje.I nareszcie mam ku
          temu sposobnoscsmileNo a wedlug znajomych jestem skonczoną wariatka,
          jesli licze na to, ze jakos pogodze wszystkie moje zajeciasmile
          Pozdrawiam cieplutko i zyczę szczęscia i uśmiechu na buzkach co
          dniasmile
          • 19.10.07, 23:43
            kochana Sonnenschen ! dzisiaj jestem bardzo szczefra bo
            troszeczke sobie pozwolilam rozluznic przewody myslowe smile))
            jaki on jest biedny czy tak? Taki biedny zraniony i niesprawiedliwie potraktowany przez Sonnenschein? Jak zasluzyl to mialas prawo byc niemila!Mialas prawo napisac to co chcialas! On nie chce przyjazxni z toba dlatego ze nie chce ciebie miec w swoim zyciu nawet jako kumpelki. Wiem ze to jest przykre i bardzo smutyne ale tak robia mezczyni.Chca przy tym odwrocic kota ogonem zeby wina byla nasza sad((( Najlepiej to sie upic troszeczke czaasami zeby nie myslec i czuc sie przyjemnie smile))co ci polecam przed wyjazdem do Niemiec albo w Niemczech. Albo 2 razy ale nie wiecej bo mozna sie uzaleznic!
            • 20.10.07, 16:12
              Mniej wiecej podtrzymuję to co pisalam wczoraj smile))) pozdrawiam cieplutko i przepreaszam za bledy
              • 22.10.07, 11:00
                Na razie nie mam czasu się wyszalec, ale juz niedlugo nadrobie zaleglosci w
                piciu...tequilismilenawet dzielne, relatywnie grzeczne dziewczynki maja prawo
                pokazac od czasu do czasu pazursmileczasami mam wręcz ochotę wypic w samotnosci
                butelke jakiegos szlachetnego trunku sluchajac przy tym smętnej muzyki i
                rozmyslac o bólu isnieniasmile-tak, jak w starych dobrych kryminałach.
                No i ostatnio ciągnie mnie do fajek strasznie, choc nie mam w zyciorysie
                dluzszego okresu zatruwania sie nikotyną.
                Cóż, moze po prostu głupieje na starosc albo nadrabiam zaległosci w
                szalenstwach, ktore inni popelniaja w wieku nastu lat.
                Najwazniejsze, ze nareszcie zaczynam sie realizowac i robie to, o czym zawsze
                marzyłam.
                A On?masz duzo racji, ja przeciez tez doskonale wiem, ze probowal wpędzic mnie w
                poczuciem winy, co Mu sie nawet udało, ale na szczescie na krotko. Niby juz o
                Nim zapominam, ale na co dzien posługuje sie jezykiem niemiecki, ktory teraz
                kojarzy mi sie głównie z jezykiem miłosci niestety...
                a tak a propo: jesli napisałas, ze podtrzymujesz to, co napisalas wczoraj to czy
                to oznacza, ze pierwszego posta pisalas pod wpływem blizej nie znanej mi
                substancji?wink
                Pozdrawiam cieplutko i sciskam wirtualnie.
                • 22.10.07, 21:37
                  Zgadzam sie!!! Kazda kobieta ma prawo do odrobiny szalenstwa i
                  topienia smutkow w alkoholu smile)) ja prewferuję winko, Ty tequillę smile))))) Fajki najzdrowsze nie sa, wiec odradzsam. Sama probuje
                  rzucic juz od 2 lat ale jakos na razie mi sie nie udalo.
                  Ciesze sie ze sie realizujesz i spelniasz!!! Zycie jest
                  piekne!!! Trzeba isc dalej, flirtowac i szukac kolejnego faceta w
                  ktorym bedziesz mogla sie zabujac!!!! Rowniez pozdrawiam cieplutrko
                  i mocno sciskam!!! smile)))
                • 22.10.07, 23:16
                  Sonenschein... jesli będziesz kiedyś w okolicy to musimy się kiedyś
                  wybrać na pocieszacze razem... Ty wypijesz Tequillę, ja Jacka...
                  a zycie będzie toczyć się dalej...
                  • 24.10.07, 11:52
                    Z przyjemnosciąsmileGdy będziecie przejazdem we Wrocławiu zapraszamsmile
                    I dziękuje Wamsmile
                    Internet to wielka iluzja, ale wracam do Was jak do dobrych znajomych, ktorych
                    mozna latami nie widziec a mimo to rozumiec się bez słów.
                    Wczoraj jednak zgrzeszyłam. Kupiłam paczkę LM-ów i wymknęlam się do pobliskiego
                    parku. Najpierw uciekałam od spojrzen przechodniow mysląc sobie ze czuje sie jak
                    nastolatka ukrywajaca sie ze swoim nałogiem przed rodzicami. A pozniej juz
                    palilam fajeczkę za fajeczką ze złosci i bezsilnosci...Bo mi to dziecinne
                    zachowanie z niezrozumialych dla mnie powodow bylo potrzebne. Bo On-moi ideał i
                    wzor cnót nie pił alkoholu i nie palił, no przeynajmniej nie palil papierosowsmileA
                    ja tak strasznie chciałam Mu zrobic na złośc. Za to, ze jeszcze wciąz gdzies mi
                    po serduchu błądzi.
                    To troche paradoksalne, ale częsciowo dzięki temu rozstaniu czuję, ze nie muszę
                    sie wiecznie martwic konwenansami, mogę robic co mi sie żywnie podoba i byc w
                    pewnym sensie calkowicie wolną.
                    A u Was jak serducho?
                    Pozdrawiam i wirtualnego przytula slę.
                    • 24.10.07, 12:30
                      no, a ja tez mogę wpaść? wy będziecie pić, a ja umyję_szkiełka.
                      i zrobię sobie superdrinka (jestem mistrzynią ohydnych superdrinków,
                      skladajacych się z wodki i co-tam-znajdę-w-lodowce) wink
                      • 24.10.07, 23:53
                        Zbieram-Szkiełka
                        oczywiscie, ze mozesz, jesli potrafisz pić z umiarem smile
                        bo my pijanych kobiet nie tolerujemy smile i nie dajemy przyzwolenia
                        do pijaństwa smile IV RP się zakonczyła przecież smile Teraz będzie już
                        tylko lepiej, więc i pić mozna z umiarem.
                        • 25.10.07, 16:34
                          Nawet nie tylko mozna a trzeba pic z umiarem!!!
                          smile))))
                          • 26.10.07, 10:47
                            Hmm ktos do zbierania szkiełek przyda sie zawsze, choc wyznając zasadę
                            partnerstwa wolałabym, abysmy rowno podzieliły sie obowiazkamismile
                            Poza tym ja tez calkiem niezle sobie radzę z drinkami z najprzerozniejszych
                            alkoholi i tego-co-w-rękę-wpadniesmile
                            Moze kiedys zwniesiemy wspólnie toast za zdrówko złamanych, tudziez tymczasowo
                            niezajętych serduszek???
                            • 03.11.07, 21:04
                              a ja dzis jestem po duzej dawce alkoholu ze znajomymi,dobrymi
                              przyujaciolmi wlasiwie...I jest mi jakos lekko, mimo ze ojciec po
                              mnie nie wyjechal na d2orzec i musialam 2,5 km isc do domu ciemnymi,
                              podejrzanymi ulicami(moglam wziac taksowke, ale zorientowalam sie
                              diopiero w polowie drogie, cudniesmile
                              Kochana Zbieram_szkiełka rozwaza, czy On mnie kochal bardzo mocno
                              czy tylko troszkę. Własciwie po co komplikowac sobie zycie?Po co
                              rozkladac moj szczesliwy, ale juz definitywnie zakonczony związek na
                              czynniki pierqwsze?Czasem uczucie do Niego zalewa mnie nagle z
                              niezrozumiala dla mnie siłą i cięzko jest zyc, ale powoli godzę się
                              z nieuchronnym, z tym ze On juz nigdy nie bedzie wpełni nalezał do
                              mnie...
                              Własciwie to nie bardzo mogę sobie teraz pozwolic na podroz do
                              Niemiec, to wbrew logice i wszelkim regułom, ale zrobie to, bo tego
                              najnormalniej w świecie potrzebuję. Myślę, ze za bardzo trzymamy sie
                              utartym schematom i nie potrafimy zrobic czegos, co odbiega od
                              normy.to banalne, ale zyje się raz a ja chcę miec szczescliwe zycie.
                              Ostatnio przeczytałam, ze:
                              "Relacje ludzi, którzy nagle stracili bliskich, są źródłem bezcennej
                              wiedzy o nas samych. Są wyzwaniem – każą ryzykować miłość w każdej
                              chwili życia. Nie czekać, ponieważ nie ma chwili do stracenia, gdy
                              każda może być ostatnia. Z perspektywy śmierci okazuje się, że
                              niewiele poza naszymi relacjami z ludźmi wytrzymuje próbę czasu. To,
                              co wydaje się banalne i nadużywane, że najważniejsza jest miłość,
                              dociera do serca rozdzieranego rozpaczą po stracie."
                              Wiele osob boi sie smierci a ja -to dziecinne, wiem-ale nie
                              rozpaczalabym, gdybym dowiedziała się, ze za kilka miesicey
                              umrę...Nie gonie za pieniedzmi, karierą, dobrami materialnym, często
                              jestem tu i teraz dla moich ptzyjaciól, nie wszyscy to dotrzegaja,
                              bo dobrojest nudne, niewidoczne, banalne.
                              Są osoby, które prawdziwie rozpaczałyby po mojej śmierci, więc juz
                              tak bardzo nie obawiam sie, ze wyniki badan beda dla mnie wyrokiem
                              smierci i koncem swiata.
                              Pojadę do mojej krainy szcęsliwosci, chocbym mialam na to wydac
                              ostatnie pieniadze, chocbym miala stracic pracę, bo nie mogę znieśc
                              tych wszystkich zobowiązan, norm społecznych, gęb doprawianych
                              nam,które nas ograniczają, któe są naszym wiezieniem, tworzonym na
                              wlasny zyczenie...
                              Warto zadac sobie pytanie: co ostatnio zrobilam dla samej siebie?
                              jaka decyzje podjelam uzgledniajac w niej zdrowo-egoistycznie tylko
                              i wyłąćznie wlasne dobro?Zastanwaim sie, dlaczego podejmując wazną
                              zycziowo decyzje kieruje sie dobrem inneych bliskich mi osob, nie
                              moim?
                              Pojadę Tam, będę wyglądala zjawiskowo a widok wyrazu twarzy Jego
                              dobrego przyjaciela bedzie dla mnie bezcenny, za reszte zaplacę
                              karta visasmile
                              Dlaczego własciwie nie dac sobie prawa do szczescia?
                              A teraz odwaznie zabieram się za czytanuie \Jego maili, po 5
                              miesiacach moze nie bedzie to az tak bolesne...
                              sciskam mocno,
                              sonnenschien
                              p.s. przepraszam za chaos panujacy w tej wypowiedzi,ale szczerze
                              mowiac jest mi szajs egalsmile
                              • 04.11.07, 17:34
                                Kolejna pijana kobieta na forum smile
                                Przyznaję, że też wczoraj piłam... whisky...
                                Nie pasuje do mnie taki wizerunek... ale mało mnie to obchodzi, bo
                                piłam i tak w samotności... Chciałam zapomnieć o Wszystkich
                                Świętych, Zaduszkach, i tych wszystkich, których też czeka przejście
                                na Tamtą Stronę...

                                Sonnenschein, ja wiem jak wszystko Cię nadal boli... Czy ulżę Twemu
                                cierpieniu, jeśli powiem, że wiem, co czujesz? Nie sądzę... Kilka
                                osób próbowało już ode mnie zabrać część mojego cierpienia... ale to
                                wcale nie jest takie proste...

                                Kochana, jedź do Niemiec... jedz wbrew logice... BMW uważał, że
                                należy traktować każdy dzień, jakby miał być ostatnim... Podzielam
                                ten pogląd... dlatego też m.in. pojechałam na spotkanie z Nim, bez
                                uprzedzenia... Kochana, jedź tam i bądź choć na kilka dni znów
                                przeszczęśliwa... choć Jego już tam nie będzie...

                                Prawdziwy zdaje się być cytat, który umieściłaś w ostatnim poście.
                                Zwykle tak jest, że dopiero po czyjejś stracie, odejściu
                                uświadamiamy sobie jak wiele ta osoba dla nas znaczyła, jak ja
                                ceniliśmy i jak jej nam będzie brakować.

                                O śmierci nie potrafię ostatnio rozmawiać... 30 X minęły dwa lata od
                                śmierci, kogoś kto odegrał ważną rolę w moim życiu... Parę miesięcy
                                temu zmarł artysta, którego podziwiałam...i bardzo mi Go brakuje...
                                Często o Nim myślę...

                                Właśnie się dowiedziałam, że moja rodzina skrywała informacje o tym,
                                że mój 37 letni kuzyn ma przerzuty... Wszyscy sądziliśmy, że Jemu
                                musi się udać, bo przecież jest taki młody, taki potrzebny swoim
                                malutkim dzieciom... Może nie uwierzysz... ale gdybym mogła oddać mu
                                swoje zdrowie... i życie zrobiłabym to bez wahania... Nie piszę
                                tego, by zdobyć w Twoich, czy kogokolwiek innego oczach uznanie...
                                Tak czuję, po prostu.

                                Nie ma już w moim życiu Bohatera Mojego Wątku, nie założę z Nim
                                rodziny, nie urodzę mu dzieci... Miałabym znacznie mniej do
                                stracenia, niż On. Nie znam Go dobrze, rzadko się widujemy. Jestem
                                wściekła, że tak młody człowiek za jakiś czas odejdzie... Wierzę w
                                cuda, ale nie wierzę, że można wyjść z raka, z przerzutami... I
                                znów czeka mnie pewnie kryzys wiary...
                                Znów będę poszukiwać sensu w Jego chorobie i zbliżającej się
                                śmierci... Mam jednak wokół siebie ludzi, z którymi mogę na tematy
                                egzystencjalne porozmawiać. I za to jestem wdzięczna.
                                Przytulam Ciebie Sonnenschein,
                                Tempest
                                • 05.11.07, 22:27
                                  Własnie przeczytałam kilka z Jego maili, tym razem zupełnie na
                                  trzeźwo i to nie był najlepszy pomysł:/A wyjazd tuż, tuż...
                                  • 24.11.07, 01:31
                                    Wróciłaś już?
                    • 24.10.07, 23:51
                      Sonnenschein!
                      Ja grzeszę dzisiaj smile Piję Jacka D. z Colą, słucham NASZEJ muzyki i
                      za moment zatopię się w NASZYCH zdjęciach, NASZYCH filmach i NASZYCH
                      wspomnieniach...

                      Wczoraj dzwonila moja kuzynka, ktora mieszka 1,5 godziny od Niego.
                      Pytala kiedy przylecę... Może tam polecę, by oczyścic atmosferę, by
                      pozbyć się swoich lęków, by odbyć swoją podróż sentymentalną... Może
                      się odważę za jakiś czas... Jeszcze nie teraz. Nie jestem gotowa.

                      Sonnenschein, nie pal proszę tyle. Nie marudzę więcej, bo się ze mną
                      nie napijesz i co wtedy zrobię?
                      Tempest
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.