Dlaczego kopiujemy obieg papieru?
Bismarck wprowadził obecnie obowiązujące reguły kancelaryjne,
zapisane w setkach ustaw i tysiącach przepisów definoijących druczki,
wzory i rubryki. Na przełomie XIX i XX wieku był to postęp. Dziś
odtwarzanie stanu obecnego w technologii IT jest sabotażem.
Dotąd większość komentatorów artykułu będzie zgodna. Gdy pomyślimy co
w zamian - zgoda się kończy.
Pan J. Żeliński w swym artykule opisał model "wizyty u krawca", czyli
procedurę pisania oprogramowania na zamówienie. Trochę to
przedwojenne i siermiężne. No bo kiedy byłem ostatnio u krawca, by
zamówić spodni, koszulę, czy cokolwiek nowego?
W IT też powstały supermarkety rozwiązań:
Jest kilka firm na świecie, które idąc z różnych punktów wyjścia,
dążą do przejęcia całości podstawowych procesów biznesowych firm i
organizacji. Dają za to wielki bonus - wewnętrzną INTEGRACJĘ, którego
wartość umyka uwagi znawców zamówień publicznych (bo to tysiące
dodatkowych, lecz osobnych zamówień).
Zakup w supermarkecie IT ma swe odmienne cechy:
- wybór standardu supermarketu jest wyborem religii, której łatwo nie
da się zmienić. Wierność religii niesie efektywność procesów
biznesowych oraz narażenie na "niewolnictwo informatyczne", gdzie
grupa zniewalających jest nieliczna, lecz ucisk - totalny.
Alternatywnie, niewolnictwo też jest pełne, lecz przypadkowo
rozproszone (tak jak wyniki przetargów na najniższą cenę).
Zniewalających jest wielu: dostawcy sprzętu, systemów operacyjnych,
sieci, baz danych, aplikacji, usług wdrożeniowych, szkoleń,
utrzymania systemów - przemnożone przez liczbę systemów i systemików.
Czy to niewolnictwo jest tańsze w utrzymaniu? Nie wiadomo, gdyż
pozostają nieodgadnione koszty utrzymywania "ekosystemu IT" w stanie
wzajemnie zintegrowanym. Tę kosztowną rolę Integratorzy kochają nad
życie. Aktualizacja jakiegokolwiek systemiku wymusza weryfikację
wszystkich powiązań z otoczeniem. Gdy jest wiele systemów, z
kolejnymi wersjani co 1,5 - 2 lata - to brakuje wyobraźni.
Dlaczego skłaniam się w stronę supermarketów IT?
+ gdyż w specyfikacji wystarczy dokładny spis standardowych procesów
i podprocesów, których systemowy przebieg jest zwykle dużo bardziej
efektywny od istniejącego dotychczas. Oznacza to mniejszy wpływ braku
doświadczenia Zamawiających, którzy zamawiają systemy raz lub co
najwyżej parę razy w życiu.
+ zaletą jest standaryzacja procesów gospodarczych, z możliwością
lekkiego dostrojenia do potrzeb. Ważna zwłaszcza w organizacjach
rozległych i globalnych. Parę tysięcy gmin i 300+ powiatów to dobre
przykłady.
+ rozwiązania biznesowe z "Supermarketów IT" można udostępniać dla
setek podmiotów z serwerów regionalnych lub centralnych.
Administracja centralna i obieg pieniędzy budżetowych w Austrii są
tego przykładem. Tam Ministerstwo Finansów pełni rolę ASP dla budżetu
i gospodarki własnej (usługowego operatora systemu zarządzania
wszystkimi ministerstwami). Jedynie procesy "własne", wynikające z
celu istnienia insytytucji są obsługiwane indywidualnie.
Niestety nie znam dobrego rozstrzygnięcia immanentnej
sprzeczności natury systemów zarządzania z podstawowymi zasadami
zamówień publicznych, zakazujących jakiejkolwiek komunikacji z
dostawcami wprowadzającej potencjalną nierówność szans ze
skutecznością sensownego budowania systemów wspierających
zarządzanie.
Systemy będą tym lepsze, im głębszy będzie szczegółowy dialog
potrzebującego z potencjalnym dostarczającym. Miesiące takiego
dialogu skutkują dobrymi (tak: dla kogo dobrymi? - to trafne pytanie)
specyfikacjami. Kolejne kilka miesięcy wspólnej pracy połączonych
zespołów dostawcy i kluczowych użytkowników od Zamawiającego
pozwalają zbudować koncepcję szczegółową, czyli prawdziwą podstawę do
wyznaczania ceny oferty. A ofertę w obecnym stanie prawnym trzeba
złożyć w ciemno, wiele miesięcy wcześniej.
Dziś jesteśmy świadkami szeregu bardzo rozwiniętych "optymalizacji
lokalnych", które idą w ślad za aferami, kontrolerami, wypadkami i
wpadkami oraz zwykłym złodziejstwem. Prawnicy zabezpieczają
Zamawiającego papierami, w których wszelkie ryzyko projektowe,
łącznie z tym, w całości zależnym od Zamawiającego, jest przerzucane
na Wykonawców.
Takie "lokalne optymalizacje" zabijają skuteczność całego procesu,
dla którego wybór Wykonawcy jest drobnym kroczkiem. Ale co dziś trwa
dłużej: pełny cykl wyboru wymonawcy kawałka autostrady, czy sama
budowa? To już stoi na kapeluszu - za pieniądze podatników.
Kompromisowe podejścia do tych dylematów są szkodliwe:
1. Albo będziemy topili pieniądze w "uczciwych" przetargach,
zaprzeczając całą procedurą celom postępowania - skutecznemu
wprowadzeniu systemu jak najlepiej wspierającego procesy organizacji
i modernizującego je do ery Internetu
lub:
2. Porzucimy mrzonkę równych szans, gdyż cena społeczna za jej
realizację została opisana w tysiącach przykładów, a komentowany
artykuł jest tym przesiąknięty: nic się nie udaje zrobić skutecznie.
Dlaczego proponuję odrzucenie kompromisów? Bo nie usuwają przyczyny
sprzeczności, a poprzez "zaszpachlowanie" problemu ukrywają jego
istotę, mnożąc straty. Tak wynika z Teorii Ograniczeń.
Mam tu bardzo kontrowersyjny pomysł, ale to chyba mozna tylko
naszeptać do ucha Ustawodawcy. Co z tego, że chyba skuteczny dla
podatnika? Krytycy za to zabiją kazdego.
Jeśli redakcja jest zainteresowana, to mogę rozwinąć te chaotyczne
wątki w jednym lub paru tekstach
Jan Rey
602 786 430