Tyle, że należałoby doliczyć do tego jeszcze:
- zasoby zużyte na zaprojektowanie nowego samochodu(setki tysięcy godzin pracy
inżynierów, zużyty przez nich prąd, paliwo aby dojechali do pracy itd.);
- koszty wytworzenia plastików, gumy i innych materiałów potrzebnych do
wyprodukowania samochodu(są finalnie znacznie bardziej energochłonne od stali, a
ich produkcja znacznie bardziej obciąża środowisko);
- wożenie wszystkich surowców, części składowych i całych podzespołów po całym
świecie - bo wiadomo, że fabryka to tylko montownia a części produkuje się tam
gdzie jest tańsza siła robocza;
- zasoby zużyte przez dealera, rozbuchany marketing itp. "wartości dodane".
To wszystko zsumowane dopiero dałoby pojęcie o całkowitym obciążeniu środowiska
w przeliczeniu na jeden nowy samochód. Przemysł motoryzacyjny, z racji swego
zaawansowania, jest akurat bardzo uciążliwy. Dlatego bełkotliwe artykuły o
"czystych technologiach w nowych samochodach" można sobie między bajki włożyć.
One nie mają szans się "zwrócić" z ekologicznego punktu widzenia. Z punktu
widzenia ekologii najlepiej byłoby jeździć samochodem aż do jego całkowitego
zużycia - wymieniając elementy niezbędne do funkcjonowania. Ale na tym zarabiali
by tylko rzemieślnicy - więc mamy całą machinę kłamliwej propagandy która ma za
zadanie wciskać nam nowe pseudoekologiczne samochody żeby napchać kieszenie
bonzom przemysłu motoryzacyjnego. Żeby było "śmieszniej" wszystkie fabryki
produkujące te "ekologiczne" jeździdełka też są na naszym utrzymaniu - i w dużej
części za nasze pieniądze powstają. Pomoc publiczna dla branży motoryzacyjnej to
po prostu jeden wielki przekręt.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.