Bardzo mnie cieszy, ze ktos wreszcie na powaznie wzial sie za
kolejowa spolke. Maluczki nic nie jest w stanie wskorac. Na przyklad
podrozujac latem z Intercity nie zdazylem na nastepny pociag
poniewaz ten pierwszy spoznil sie blisko poltorej godziny. Musialem
pojechac inna droga co kosztowalo mnie drozej (i oczywiscie 5 godzin
dluzej), ale PKP nie zwrocil mi calej nadplaconej kwoty, lecz tylko
za niewykorzystany bilet. Argumentacja: opoznienie pierwszego
pociagu wyniklo ze zwiekszonej liczby pasazerow czego przewoznik nie
mogl przewidziec, a wiec okolicznosci te nie naleza do
kategorii "winy przewoznika". To co mi zwrocono, zrobiono "w drodze
wyjatku". Krotko mowiac, powinienem sie cieszyc, ze w ogole dostalem
jakikolwiek zwrot, bo PKP nie bylo w stanie przewidziec, ze 31 lipca
w pociagach moze panowac niesamowity tlok (laik wie, ze to zmiana
turnusow). Na odczepnego zostalem pouczony, ze moge wystapic do sadu
i.t.d. Dobrze wiedza, ze nikt ich nie pozwie do sadu o kilkadziesiat
zlotych.
Szkoda jedynie, ze ta kara nie uderzy bezposrednio w nikogo z
zarzadu. Wiadomo, panstwowa spolka. Kropla jednak drazy skale i
wierze, ze to krok ku lepszemu.
--
www.mojaszuflada.blox.pl