Re: troche prawdy...cz.2
Autor:
lucas
06.01.10, 14:13
. Oznaczałoby to, że na każdego mieszkańca Polski przypada prawie 20 tys. długu
(od dziecka po emeryta)! W ten sposób zadłużenie państwa zbliży się do granicy
55 proc. PKB. Jest to tzw. drugi próg ostrożnościowy, określony w ustawie o
finansach publicznych z sierpnia ubiegłego roku! W budżecie na 2010 rok przyjęto
bardzo optymistyczne założenie, że wpływy z prywatyzacji wyniosą 25 mld zł, ale
w minionym roku nie zrealizowano planów zakładających pozyskanie z tego tytułu
12 mld złotych. Tymczasem od tego, czy te pieniądze w tym roku wpłyną, może
zależeć przekroczenie drugiego progu ostrożnościowego. Jeśli tak się stanie,
trzeba będzie zrównoważyć budżet, czyli całkowicie zredukować deficyt, co jest
nierealne.
Co wtedy?
- Oznaczałoby to postawienie odpowiedzialnych za przekroczenie drugiego progu
ostrożnościowego i brak działań mających przywrócić równowagę finansów
publicznych przed Trybunałem Stanu. Natomiast dla społeczeństwa wiązałoby się to
z drastycznymi cięciami wydatków, włącznie z koniecznością zamrożenia, a nawet
obniżenia płac w sektorze budżetowym oraz rezygnacją z waloryzacji rent i
emerytur. Zresztą już w tegorocznym budżecie wprowadzono drastyczne cięcia -
przede wszystkim wydatków na bezpieczeństwo publiczne, co jest bardzo groźne dla
państwa, przy słabym systemie ochrony publicznej. Spadają również wydatki na
zasiłki socjalne, a także na ochronę zdrowia, co społeczeństwo poważnie odczuje.
Polaków nieuchronnie czeka też wzrost danin publicznych. Prawdopodobnie wzrośnie
VAT i akcyza. Zmiana podatku od dochodów osobistych PIT i podatku od dochodów
firm CIT wymagałaby akceptacji parlamentu, a takiej woli nie ma przed wyborami
prezydenckimi. Ale istnieją również możliwości obciążenia społeczeństwa
parapodatkami, np. zwiększeniem składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne.
Czy skutki te odczujemy jeszcze przed tegorocznymi wyborami?
- PO robi wszystko, by nie podnosić podatków, a w każdym razie, by społeczeństwo
nie odczuło tego przed wyborami. Jednak nie da się uniknąć podjęcia trudnych
decyzji przed końcem tego roku. Brak konsolidacji finansów publicznych wywoła
bowiem dalszy wzrost deficytu. To zaś spowodowałoby obniżenie wiarygodności
państwa, problemy ze sprzedażą obligacji na zagranicznych rynkach finansowych
oraz konieczność podwyższenia oprocentowania polskich papierów dłużnych.
Zwiększyłoby to z kolei koszt obsługi zadłużenia i obciążyło przyszłe pokolenia.
Mówiąc wprost - Polska stanęłaby u progu bankructwa.
Z zapowiedzi rządu wynika, że będzie chciał on pokryć dziurę budżetową przede
wszystkim z oczekiwanego, chociaż nie wiadomo skąd, wzrostu wpływów podatkowych,
prywatyzacji, wypłaty dywidend ze spółek Skarbu Państwa oraz środków z Unii
Europejskiej. Czy i na ile może to pomóc w zmniejszeniu deficytu?
- Rzeczywiście rząd obficie korzysta z funduszy unijnych na łatanie dziury
budżetowej. Pomagają one finansować budowę dróg, infrastrukturę, naukę,
szkolnictwo itd. Ale napływ środków z Unii nie będzie trwał wiecznie. Wówczas
otworzą nam się oczy i odczujemy rzeczywistą sytuację państwa. Gdyby z
tegorocznego budżetu, w którym ujęto razem środki pozyskiwane w kraju wraz z
funduszami z UE, pominąć te ostatnie, okazałoby się, jak ogromny był spadek
wpływów podatkowych w kraju. Tymczasem w tym roku nie można liczyć na znaczący
wzrost PKB i odczuwalne zwiększenie krajowych dochodów podatkowych. Deficyt
finansów pogłębi błędna polityka energetyczna państwa.
Jaki ma to wpływ na finanse publiczne?
- Pośredni, ale ogromny. Rząd podpisał bowiem niekorzystny dla naszej gospodarki
pakiet porozumień zakładający redukcję gazów cieplarnianych. To spowoduje, że
właśnie Polska poniesie największe koszty tej redukcji. Wkrótce okaże się, że
będziemy musieli kupować limity emisji CO2. Najgroźniejsze jest jednak to, że
zobowiązania do redukcji emisji tego gazu będą zmuszały nas do ograniczenia
wykorzystania węgla do produkcji energii elektrycznej i ciepła. To pociągnie
olbrzymie wydatki wynikające m.in. z samej konieczności wprowadzenia zmian
technologicznych w związku z wykorzystaniem innego źródła energii, np. paliwa
gazowego. Spowoduje to ponadto spadek zapotrzebowania na węgiel, a w
konsekwencji - wzrost bezrobocia na Śląsku. Także przyjęcie programu rozwoju
energetyki atomowej w Polsce będzie powiększało wydatki budżetowe. Energetyka
jądrowa jest bowiem niezwykle kosztowna. Dodatkowo zwiększy to koszty
pozyskiwania energii elektrycznej w naszym kraju. Eksperci oceniają, że już w
ciągu najbliższych 5 lat koszty pozyskiwania energii elektrycznej i tak wzrosną
w naszym kraju pięciokrotnie, co przełoży się także na pięciokrotne zwiększenie
płaconych przez nas rachunków za prąd. Wzrośnie inflacja, ponieważ energia
elektryczna wykorzystywana jest do produkcji wszystkich towarów i przy niemal
wszystkich usługach. Obniży się ponadto konkurencyjność naszej gospodarki.