Dla mnie PP oznacza:
- kompletnie nieefektywny system obsługi kleinta,
- niekompetentnych pracowników,
- zerowe poszanowanie klienta,
- bezdenną dziurę w zarządzaniu.
Trudno oczekiwać, żeby klienta można było obsłużyć szybko, skoro
pani w okienku potrzebuje 10 (sic!) minut, aby odnaleźć paczkę. Z
ciekawości wychiliłem się, żeby zobaczyć dlaczego. Na środku
pomieszczenia mniej więcej 4x4 m leżał sobie stos (tak po prostu
stos) listów i paczek. Gratulujemy.
Innym przykładem są kwity. Ostatnio z konieczności (absolutnej)
zostałem zmuszony do zrobienia przelewu na poczcie. Oczywiście udało
się zeskanować barkod, wpłaciłem pieniądze... schody zaczęły się,
kiedy poprosiłem o paragon. Okazało się, że pomimo istniejącego
przelwu w komputerze paragon trzeba było wypisać
ręczenie
(sic! sic! sic!).
Idziemy dalej. Poczta Polska mówi o kosztach - fantastycznie. Dla
mnie przykładem kompletnego marnotrawienia pieniędzy jest to, że
kobieta na poczcie musi
nakleić znaczki na list nadawany w
okienku. Koszt wydrukowania znaczka (kolorowy, ładny), koszt czasu
pracy przeznaczonego na znalezienie owego znaczka, podklejenie, a
potem jeszcze podstęplowanie... dramat. A nie wystarczyłaby
pieczątka "Opłata pocztowa uiszczona" z numerem urzędu? Szybciej,
taniej, wygodniej.
Za to w placówkach PP można ciągle kupić pościel za poduszkę za
17,48 i różne inne artykuły po które oczywiście idzie się właśnie na
pocztę. Dają one niezapomniany efekt estetyczny - ruskiego bazaru.
Przykłady możnaby mnożyć. Dla mnie recepta jest jedna: spalić,
popioły posypać solą, zaorać. Zbudować coś od nowa.
--
www.idepozapalki.pl
wejdź, zerknij, poczytaj