Komentarze do artykułu
Donald Tusk ogłasza plan konsolidacji finansów
Nadchodzi czas zaciskania pasa - zapowiada Donald Tusk. Wydatki państwa będą rosły powoli, zaczną znikać emerytury mundurowe i rolnicze, kasy fiskalne pojawią się w gabinetach lekarskich i u prawników. Zmiany mają być jednak powolne i ewolucyjne
Re: Kiedy cięcia w urzędach państwowych i samorzą
W dużym urzędzie państwowym w którym pracuję ostro zaciśnięto pasa. Sam pół
etatu straciłem.
Ja odwrócę pytanie: wszyscy narzekają na jakość urzędników, a jednocześnie
twierdzą, że za dużo zarabiają i jest ich za dużo (implikacja: skoro jest 5 osób
dla czynności, które powinny wykonywać 4, to znaczy że się obijają i mają za
mało do roboty). To powiedzcie mi, ile osób o zdrowych zmysłach pójdzie pracować
do urzędu za pensję mniejszą, niż gdyby pracowały w sektorze prywatnym, przy
większym obciążeniu?
Jeszcze na studiach dorabiałem sobie pracując w sądzie w Warszawie. Pracowników
brakowało tam na każdym stanowisku. Za mało sędziów, za mało asystentów, za mało
sekretarek, referendarzy, protokolantów. Wszyscy zapieprzali za śmieszne
pieniądze (bo nie wiem jak inaczej określić pensję w wysokości 1/2 średniej
krajowej dla osoby po studiach).
Prawda jest taka, że urzędasów nikt nie lubi i są idealnym workiem do nawalania.
Za dużo zarabiają, więc obcina im się pensje i odchudza kadry. Ale to nie ma
znaczenia, bo społeczeństwo za parę tygodni zapomni o tym i znwou zacznie
twierdzić, że za dużo zarabiają, więc znowu się obcina pensje i odchudza kadry.
Jak mają dostać podwyżkę to zaraz przybiega FAKT i mówi "za nasze pieniąze
fundują sobie darmozjady podwyżki!", więc kiedy całe społeczeństwo zarabia co
raz więcej, w urzędasów nadal można nawalać. I tak w kółko. Chociażby im obciąć
pensje do minimum krajowego, dorzucić obowiązków i zwolnić połowę i tak
większość ludzi nie będzie o tym wiedziała i nadal będą krzyczeć, że lekiem na
wszelkie bolączki tego kraju jest wywalenie połowy urzędników.