Smartfony potrzebne są biedocie
Autor:
Gość: HrabiaZamieyski
IP: 81.219.155.*
23.02.10, 11:27
Rano gazetę na stół mi kładzie Jan. Przeglądam prasę, a żona żurnale. Po
śniadaniu jedziemy do kawiarenki na ryneczku. Auto prowadzi Jan. Po ch.. mi
internet w samochodzie. Mam chwilę żeby z żoną pogadać o Balearach i kaparach. W
kawiarni znowu rozmawiam z Baronową i Porucznikiem, popijając kawę i zagryzając
bezikami. Żona z baronową sączą Vermuta. Po kawce żona jedzie do Spa, a ja
wracam do dworku, biorę psy i konno objeżdżamy majątek. Po ch.. mi wtedy
smartfon. Jak ktoś dzwoni, Jan jest w domu i zapisze co trzeba w kajecie.
Bankomatów w parku nie mamy. Jakoś zawsze trafiam na folwark i z powrotem na
stajnie. Na obiad jedziemy do restauracji. Jan wcześniej dyktuje menu, może i ma
smartfona.... czy innego czorta. Po restauracji żona jedzie na partyjkę remika
do contessy, a ja jadę porozmawiać z ekonomem o folwarku. On zawsze coś tam
sobie liczy, ch.. go tam wie czy to kalkulator, czy telefon. Wieczorem
podejmujemy gości. Żona zagra na klawesynie, na ch.. mi wtenczas empetrójki. Ja
i reszta Panów trochę sobie rozmawiamy przy koniaku, a potem jedziemy do klubu.
Repertuaru sprawdzać nie muszę, nic notować ani liczyć też nie trzeba. Płaci się
tylko raz - na początku roku Jan wpłaca składkę. Fotogramów sam nie wykonuję.
Zwłaszcza w klubie. Raz, że nie przystoi, a dwa że jak mi się co podoba, to
biorę to na noc do chatki myśliwskiej.
Te futurystyczne telefony są strasznie męczące... te wszystkie symbole i kody.
Wstyd brać do ręki coś, co z oszczędności wyposażono w tak małe klawisze i taki
mały telewizor. Trzeba nosić, pamiętać w której marynarce został, a i tak raz na
kilka dni bateria całkiem się zużyje. Straszny kłopot. Po co to mam ze sobą
nosić, skoro ciągle Jan musi to naprawiać. Ten duży, który Jan przynosi na tacy
jest bynajmniej bardziej stylowy.