W Polsce nie ma za mało mieszkań. W Polsce mieszkania są źle rozlokowane w
związku z intensywnym procesem metropolizacji jaki przechodzimy od kilkunastu
lat. Także wzrost cen tak naprawdę nastąpił w kilkunastu miastach. Znam miasta
gdzie do dziś można kupić mieszkanie za 1200pln/m2 a dom z ogrodem za 400k pln.
I tam się nic nie buduje bo nie ma po co.
Do tego bóle metropolizacji są u nas widoczne bardzo ostro bo nie mamy dróg i
autostrad ani innych połączeń którymi da się dojechać bez bólu czasowego i
finansowego
W Polsce są mieszkania na wynajem. jest ich całkiem dużo. Rzut oka na allegro -
105tys ogłoszeń. gratka 102tyś ogłoszeń. Nawet jak niektóre występują 2-3 razy
to i tak jest ich całkiem sporo a jesteśmy w środku sezonu wynajmu gdzie liczba
mieszkań na wynajem jest najmniejsza. Do tego dochodzą domy na wynajem.
Od 2 sezonów we Wrocławiu rynek wynajmu jest nasycony. Jest więcej mieszkań niż
chętnych. I nie widać trendu na odwrócenie proporcji
Każdy w Polsce chce mieć swoje. Na świecie zresztą też . Tyle że u nas swoje
oznacza bezpieczeństwo socjalne bo w Polsce cos takiego jak cywilizowane
rozwiązywanie sporów nie istnieje - na głupi wyrok czekasz 2-3 lata, wykonalność
wyroków to często kpina. Spróbuj odzyskać 2-3tyś pln jak nie masz znajomych
karków. Bo komornik ci nie pomoże
Państwo niestety w tym burdelu tylko przeszkadza. Dało gminom obowiązek
zapewnienia ludziom mieszkań i przez to w Polsce 20-30% populacji jest
nieporadne społecznie bo państwo da dach, da zasiłek, da kartkę do sklepu. Więc
po co w ogóle wstawać z wyra.
Mamy więc ciekawą sytuacje - część populacji mieszka sobie w starych
niszczejących budynkach komunalnych zlokalizowanych najczęsciej w bardzo dobrych
(bliskich centrum) dzielnicach miasta a reszta zapieprzająca na podatki żeby
zapewnić lokum tym nieporadnym bierze kredyty na 30 lat i spędza średnio 2
godziny dziennie na dojazd marnując paliwo, zmniejszając globalną
konkurencyjność społeczeństwa.
Ja rozumiem że społeczeństwo powinno zapewniać jakieś bezpieczeństwo bytowe,
tylko czemu jedni dostają raz na zawsze a inni muszą na to "zawsze" płacić.
Mieszkanie może ci sie należeć jak miałeś np pożar czy powódz. na 5 lat.Potem
albo stajesz na nogi albo pod most. Jak masz dzieci a nie potrafisz im zapewnić
bytu - dzieci do domu dziecka i zadnych rodzin zastępczych w postaci babci i
dziadka za 700pln miesięcznie. Az staniesz na nogi.
Oczywiście są sytuacje beznadziejne np samotna matka opiekująca się
niepełnosprawnym dzieckiem, ona nigdy nie "stanie na nogi" ale takich sytuacji
jest pewnie promil
Ale tak naprawdę to nie nierównowaga na rynku mieszkań podbiła ceny.Ceny zostały
podbite przez dolewanie na rynek ogromnej ilości kredytu. Mechanizm jest prosty.
Jest kredyt -> ludzie kupuja -> ceny rosną -> mam dwa mieszkania ale nie
sprzedam bo ceny rosną lub rządam coraz wyższych kwot, a nuż znajdzie się ktoś
kto kupi bo łatwo dostanie kredyt. Dopiero jak po roku-dwóch nikt nie kupi to
zaczyna się obniżać ceny. To nie prawo popytu-podaży tylko stosunek kredyt-podaż
reguluje u nas ceny
A w Stanach to niby brakuje mieszkań? Nie ale przez 10 lat nieruchomości szły w
górę były narzędziem tezauryzacji, czy inwestowania
To kredyt rządzi ceną mieszkań. najlepiej widac to na takim wykresie
www.trystero.pl/wp-content/uploads/2009/03/realne-ceny-domow-i-realne-koszty-budowy-w-usa-za-morgan-stanley-499x318.jpg
Czerwone - wzrost ceny, zołte koszt kredytu.
Gdyby państwo obłozylo kazdy zaciągnięty kredyt podatkiem nawet 5% to cena
mieszkań by spadła bo ludzie by się starali kupić mieszkania
za własne środki. Bo kredyt by bolał w momencie zaciągania a nie spłaty