• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

PO chce przekształcić spółdzielnie we wspólnoty...

  • IP: *.internetia.net.pl 07.06.11, 22:42
    Dwa kolejne walne zgromadzenia nie udzieliły absolutorium zarzadowi jednej ze Spółdzielni Mieszkaniowych we Wrocławiu, dwukrotnie walne odwołało przewodniczącą Rady Nadzorczej,
    dwukrotnie odwołano trzech członków tej Rady i N I C.
    SM działa nadal po staremu.
    I kto jest w stanie coś zmienić !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Chyba tylko III wojna Światowa.
    Edytor zaawansowany
    • Gość: Listekklonu IP: *.adsl.inetia.pl 08.06.11, 11:00
      Jeśli PO uda się ruszyć ten peerelowski przeżytek, to chyba na nich zagłosuję w wdzięczności.
      • 08.06.11, 11:17
        "manifestację w obronie tysięcy miejsc pracy w spółdzielniach mieszkaniowych" Jak widac bez spółdzielni nie będą potrzebni. Doskonałe uzasadnienie likwidacji SMów! Samo sedno!
        A tak żyją sobie na rachunek lokatorów.
        • Gość: majka IP: 46.151.75.* 08.06.11, 11:55
          Hmmm... za pieniądze lokatorów żyją, powiadasz... - to w takim razie ZUPEŁNIE nie znasz mechanizmów działania spółdzielni mieszkaniowych.
          Jeszcze żadna spółdzielnia nie wzbogaciła się na lokatorach. Wręcz przeciwnie - to pieniądze z inwestycji dokładane są do funduszy remontowych... do dłużników...
          I jeżeli jest tak źle w spółdzielniach, jak mówisz, to dlaczego wspólnoty mieszkaniowe oddają w administrowanie właśnie spółdzielniom swoje budynki ??
          Zastanów się, zanim coś napiszesz...
          • Gość: sasha IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:10
            bzdury piszesz
            spółdzielnie to relikt przeszłości i sposób na napychanie kabzy i kombinacje prezesów
            zwykli lokatorzy nic nie mają tam do powiedzenia
            a zebrania członków to kpina
            decyzje i tak zapadają "pod" biurkami prezesów i ich popleczników
            • Gość: miet IP: 217.98.96.* 08.06.11, 14:25
              Bzdury to ty piszesz, czlonkowie nie maja wplywu? bo nie chca, na zwolane zebranie czlonkow w naszej spoldzielni przyszlo tylko 14 osob, a pozniej nieobecni maja pretensje, ze spoldzielnia ich okrada albo nie maja na nic wplywu. Spoldzielnie to nie relikt komunizmu, popatrz na Zoliborz wybudowany przed wojna w systemie spoldzielni, tylko czlonkowie musza chciec i wymuszac na zarzadzie okreslone decyzje, po to sa zebrania, ale jak wszystko sie olewa to sie tak ma, myslisz, ze wspolnoty mieszkaniowe wszystko zalatwia, nie tedy droga, biedny blok sam sobie nie poradzi, zostanie slamsem, co juz widac w niektorych wspolnotach, gdzie ludzie nie moga sie dogadac, parter do czwartego pietra, ja nie musze dokladac sie na dach, u mnie nie pada i woda nie leci!!!
              • Gość: art IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 22:46
                I to jest racja! Ludzie się po prostu nie interesują zarządzaniem w swojej spółdzielni.
                • Gość: zet IP: 95.108.97.* 09.06.11, 07:19
                  dlatego powinny być zlikwidowane! To jest zbyt wielkie aby każdy członek miał się tym interesować, jeśli powstałyby małe wspólnoty rzędu budynku, uczestnictwo w decyzja było by na poziomie znacznie wyższym, gdyż dotyczyło by to bezpośrednio rzeczy bliskich danej osobie, a miała by ona na to realny wpływ.
                  • Gość: abc IP: *.54.249.32.smlw-legionowo.pl 09.06.11, 16:46
                    Przeciez w tej ustawie chodzi o dwie rzeczy:
                    - firmy deweloperskie buduja o wiele drozej niz spoldzielnie i one lobbuja (czyzby tez sponsorowaly?) za likwidacja spoldzielni.
                    - jest jeszcze sporo kolesi, ktorzy potrzebuja roboty w terenie i zarzady wspolnot to idealna fucha. Zreszta majatek spoldzielni tez bedzie mozna przehandlowac wtedy deweloperom, ktorzy pobuduja 11 pietrowe budynki jako plomby. I spoldzielcy nie beda mieli juz NIC do gadania.
                    • Gość: chyzy ruj IP: *.konino.nl 07.07.11, 14:53
                      wiecej nierobow i warcholow.
                      W normalnych krajach firmy sie lacza w wieksze by zaoszczedzic koszta.
                      Wprawdzie istnieje ryzyko zmow cenowych ale na to sa rozne regulacje prawne aby zapobiegac oczywiscie pod warunkiem ze tych regulacji nie pisze ekipa Tuska
                      • Gość: gość portalu IP: *.icpnet.pl 05.05.13, 19:44
                        Nie rozumiesz prostej rzeczy - spółdzielnia to nie firma; tu nie działa niewidzialna ręka rynku , a jedyny mechanizm kontroli, dyscyplinowania władz i wymuszania efektywności w ich działaniu - czyli presja ze strony samych spółdzielców - wraz z rozrostem molocha nie rośnie, a słabnie.
                    • Gość: chyrzy ruj IP: *.konino.nl 07.07.11, 15:09
                      czesciowo co napisalem tzn. bez "glupiego z PO"
                      Przepraszam
                  • Gość: barbra11 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.11, 22:51
                    baranie jeden,jak czlonkowie wspolnoty nie beda sie interesowac zarzadem wspolnoty to czlonkowie wspolnoty tez beda nabijac kabzy swym "wladcom"
            • Gość: kama IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 22:44
              Gość portalu: sasha napisał(a):
              Sasha, ale to spółdzielcy wybierają władze i decydują o składzie rady nadzorczej, podobnie we wspólnocie wybiera się firmę (także spółdzielczą) do zarządzania. Zarówno w spódzielni jak i we współnocie mieszkaniowej mechanizmy administrowania budynkami są podobne. A swoją drogą ciekawe kto bedzie zarządzał i ponosił koszty terenów dzisiaj wspólnych (place zabaw, alejki wewnątrzosiedlowe, zieleń) gdy poszczególne budynki staną się wspólnotami. To dopiero będzie cyrk.
              • Gość: gość portalu IP: *.icpnet.pl 05.05.13, 19:48
                Dlatego nie należy przeć za wszelką cenę do tworzenia wspólnot - tylko najpierw rozbić spóldzielcze molochy na mniejsze spóldzielnie, które obejmowałyby nie więcej niż właśnie pojedyncze funkcjonalne osiedla (z tym placykiem i alejkami)
          • 08.06.11, 12:13
            Gościu a słyszałeś , żeby ktoś dobrowolnie przeniósł się do spółdzielni ?
            Popatrz jak wyglądaja budynki zarządzane przez wspólnoty a jak przez spółdzielnie.
            Poczytaj sobie , z jakim złodziejstwem walczymy w spółdzielniach.
            Po prostu banda nierobów boi się o ciepłe posadki, a spółdzielcy naprawdę mają dość kradania.
            • Gość: BDG IP: 82.146.238.* 08.06.11, 14:15
              Słyszałam i to nie raz. Miej, proszę, na uwadze, że spółdzielnie, podobnie jak wspólnoty, dzielą się na lepsze i gorsze. Mieszkam w bloku należącym do spółdzielni i na pewno nie zamieniłabym jej na wspólnotę. Prosty przykład: ostatnio musieliśmy pilnie wymienić windę - jak myślisz, jak długo wspólnota musiałaby odkładać środki z funduszu remontowego, aby pokryć koszt. Kredyt? Hmm... W spółdzielni po prostu przesuwa się środki z jednego budynku na drugi na zasadzie nieoprocentowanej pożyczki. Dobrze zarządzana spółdzielnia zawsze na głowę pobije każdą wspólnotę.
              • Gość: Gosc IP: *.146.211.33.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 08.06.11, 15:32
                Właśnie, przesuwa się środki ale tylko w jedna stronę i głównie tam gdzie mieszkają poplecznicy prezesa. A co zrobisz w spółdzielni gdy zabraknie środków do przesunięcia? No tak dla popleczników nigdy nie zabraknie.
                Zarówno SM jak i Wspólnoty będą brać kredyty. Tylko ci pierwsi maja G do gadania a ci drudzy o tym sami zdecydują.
                • 08.06.11, 19:55
                  Mam trzy mieszkania. Dwa we wspolnotach, jedno w spoldzielni. W spoldzielni jest najporzadniej prowadzone wszystko, wszedzie czysto, wszystkie dokumenty na czas. Z psami tez nie ma problemu, jest zrzuta mieszkancow po pare zlociszy miesiecznie i jest czlowiek, ktory sprzata umowiona czesc trawnika, gdzie zalatwiaja sie psy. Zadnych debilnych torebek, smietnikow na psie klocki. Po prostu sciepa i kazdy zadowolony. Gosc ma prace, mieszkancy nie zasuwaja. We wspolnotach... Not so much. W jednej naprawiali winde (w osmiopietrowcu) dwa tygodnie. Telefony (po oddaniu budynku do eksploatacji) podlaczali cztery lata (bo sie nie mogli z tepsa dogadac). Musialem uzywac radiowego. Lacza internetowe do dzisiaj wylacznie tepsa/Aster/jeden mniejszy dostawca. Zadne tam Multimedia, Vectra, UPC nie wchodza w rachube. Neostrade wczesniej podpieli mi w domu na wsi niz w tym bloku. Domofony sa spieprzone od dnia oddania budynku do eksploatacji, do dzisiaj nie zostaly naprawione pomimo ciaglego wypominania tego faktu wspolnocie. Wydusili kase na smietniki na podworku (w sumie sporo kasy, 12 sztuk). Na pytanie, czy ich "poch*jalo", bo to sa smietniki do wnetrz i zardzewieja w jedna zime nie raczyli odpowiedziec. Smietniki pordzewialy i je wywalili. Brudne plamy z rdzy na chodniku sa do dzisiaj. W drugiej dzisiaj dostalem pismo informujace mnie, ze podniesli mi czynsz o 140zl miesiecznie od stycznia i ze mam zaleglosc na te kwote i musze ja uregulowac w ciagu siedmiu dni, bo inaczej bla bla bla. Zamiast informacji o doplatach za zuzycie wody etc. dostaje ostateczne wezwania do zaplaty, a administracja zarzeka sie, ze wsadzali info do skrzynki. Efekt? Place na rympal. Jak kiedys przez trzy lata placilem czynsz z gorka (przez przypadek, zmiana lokatorow, z przyzwyczajenia lecialem starym trybem, a zuzycie wody znacznie spadlo, bo byla jedna osoba zamiast dwoch), to sie o tym przez trzy lata nie dowiedzialem. Dopiero w trakcie przypadkowej wizyty w administracji w celu ustalenia salda poinformowano mnie, ze mam czynsz na rok z gory zaplacony.

                  Do tego jeszcze kumplowi, ktory ma mieszkanie w spoldzielni (tak jak i innym mieszkancom), dali prawo pierwokupu mieszkania w innym bloku (stawianym przez spoldzielnie) za 6k/m2 przy wartosci rynkowej 9.5k/m2.

                  Z moich doswiadczen? Spoldzielnie chyba nie sa takie fatalne. Wspolnoty? Syf i malaria.
          • Gość: Kwiatek IP: 167.202.201.* 08.06.11, 12:23
            Majka i po co klamiesz, pewnie jestes pracownikiem spoldzielni. Ponizej historia autentyczna.
            Znam core wysokiego szczeblem pracownika spoldzielni Pruszkowskiej. Cala ferajna wybudowala sobie wille w Komorowie przy przejazdowej drodze. Jest tam taki szereg bogatych domow, tam mieszka zarzad spoldzielni Pruszkow. Zbudowali to za kase spoldzielnie odkupili za grosze. Tatus tej dziewczyny choc pracowal jako jedyny w rodzinie kupil jej drogi samochod na 20 urodziny. Z drugiej strony moja rodzina w Pruszkowie za 60m2 w wielkiej plycie placi czynsz 700 zl. Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. Przeciez bloki to nie ich wlasnosc to sposcizna po PRL. Jakim prawem na wspolnym majatku budowane sa osobiste fortuny?
            • Gość: czchu IP: *.128.69.40.static.crowley.pl 09.06.11, 10:10
              haha, typowa wypowiedź pisiaka. Ocenia nie łapiąc nikogo za rękę, ja mam dużo bo ciężko na to zarabiam, nie kradnę ale dużo też dostałem od rodziny. Może oni też.

              Idź patusie zgnij we wspólnocie.
          • 08.06.11, 12:42
            A no za pieniądze lokatorów żyją, w naszej małej i stosunkowo nowej spółdzielni nie ma dłużników. Ja za ogrzewanie 63 m2 mieszkania płacę rocznie 2600 PLN, więc proszę mi wytłumaczyć co się dzieje z resztą tych pieniędzy, które nie są wykorzystane, bo niestety jeszcze nigdy nie miałam nadpłaty. Za taką sumę można ogrzać 300m2 domu a nie małe mieszkanie. Wiadomo od lat że spółdzielnie robią niezły interes na takich rozliczeniach...
            • Gość: czerstwiak IP: *.128.69.40.static.crowley.pl 09.06.11, 10:12
              ROCZNIE czy miesięcznie tyle płacisz??!! Ja za ogrzanie domu 200m2 płacę od 700 do 1000 miesięcznie czyli jakieś 5-6 tysięcy rocznie minimum, haha 2600 co to jest?
        • 08.06.11, 12:19
          ale szefem żwiązku Rewizyjnego Spółdzielni dalej jest, każe się tytułować doktorem, jest redaktorem naczelnym jakiegoś spółdzielczego-, tj. gó...anego miesięcznika, kiedyś był posłem SdRP,
      • Gość: mmk IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:35
        Teraz dla kilkudziesieciu bloków spółdzielczych jest 1 - 2 prezesów; gdy powstaną obowiazkowe wspolnoty, każdy blok będzie musiał mieć swoich oddzielnych 1 - 2 prezesów. Głupota. Jestem przeciwny pomysłowi obowiązkowej likwidacji społdzielni, mieszkańcy powinni mieć możliwośc podjęcia w tej sprawie indywidualnych, nie przymuszonych przez nikogo decyzji. Obawiam się, że osoba forujaca pomysł likwidacji spółzielni ma za sobą grono "kolesi" mających pieniądze dla zawłaszczenia naszych mieszkań.
        • 08.06.11, 12:15
          A słyszałeś głupolu o prezesach we wspólnotach ? Jak nie masz pojęcia o sprawie to nie siej zamętu, a może sam jestes prezesem lub pracownikiem spóldzielni i się obawiasz o swój stołek.
          • Gość: abc IP: *.54.249.32.smlw-legionowo.pl 09.06.11, 16:53
            Jest grupa szlachetnych ludzi w tym kraju, ktorzy po prostu lubia taka robote i zarzadzaja wspolnotami za darmo. Kawalerkami z 2010 roku też.
      • Gość: mieszkanka IP: *.net.stream.pl 08.06.11, 14:49
        jeśli PO uda sie zlikwidowac spółdzielnie NIE zagłosuje na nią
        • Gość: miszmasz IP: *.128.69.40.static.crowley.pl 09.06.11, 10:14
          Ja również, z tego bajzlu już chyba lepsze jest SLD
          • Gość: abc IP: *.54.249.32.smlw-legionowo.pl 09.06.11, 19:22
            ani ja. pierwszy raz uda im sie konkretnie spieprzyc cos w moim otoczeniu i rzeczywiscie juz chyba nawet wole SLD. NIestety.
      • 08.06.11, 19:44
        lokatorzy sami mają prawo decydować o losach swojej spółdzielni tylko że nie chce im się ruszyć leniwych tyłków z domów, więc nie mordy trzymają w kubeł i pierdzą w stołki, to jedynie potrafią
        się qrwa nauczyli że partia za nich wszystko zrobi, bolszewicka swołocz
      • 08.06.11, 20:38
        Spółdzielnie to nie perelowski przeżytek. Zanim się coś wbije na klawiaturze dobrze jest wcześniej poczytać i dowiedzieć się o spółdzielczości mieszkaniowej.
      • Gość: Arek IP: *.180.56.44.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 09.06.11, 03:44
        jeśli PO zlikwiduje spółdzielnie to już nigdy na nich nie zagłosuje, moja spółdzielnia działa rewelacyjnie i nie chce rzadnej wspólnoty z moimi starymi zgrzybiałymi sasiadami !!
    • Gość: A1 IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 11:09
      • Gość: racjonalny IP: *.punkt.opole.pl 08.06.11, 11:10
        brawo!!! niech ktoś w końcu zlikwiduje te przyczółki zakamuflowanej komuny!
        • Gość: A1 IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 11:11
          głos wyborcy PO sądząc z bezdennej głupoty
          • 08.06.11, 11:19
        • 09.06.11, 07:19
          pl.wikipedia.org/wiki/Komuna
      • Gość: lionel IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 13:04
        Bolszewizmem było utworzenie społdzielni mieszkaniowych. teraz kiedy za własnie pieniądze budujemy mieszkania ograniczenie prawa ich własności jest nie do przyjęcia. Sp-nie walczą o synekury jakimi sa posady w rozdętych władzach spni- praktycznie mogą wszystko.To pzpr-owski twór i dlatego tak walczą bo do dziś zachowali posady w Spółdzielniach molochach. Oby jak najszybciej ta ustawa weszła, a nie forsowana o związkach partnerski-zasłona dymna dla SLD.
    • Gość: Przedsiębiorcza IP: *.zgora.dialog.net.pl 08.06.11, 11:10
      dokładnie, komu się uda zlikwidować tę grupę niepotrzebnych dyrektorów i ksiegowych to będzie miał moją wdzięczność. A pracujący w spozielniach konserwatorzy i inni fizyczni mogą się nie bać o prace, bo dostaną ją tylko, ze w prywtnej firmie. trzeba będzie sie w końcu wziąć za prace a nie siedzieć na stołeczkach w kanciapie.
      Pozdrawiam
      -------------------------
      o finansach dla wszystkich 14.pl/o_pieniadzach
    • Gość: f1 IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 11:10
      ści chcą sobie odbić na zarządzaniu wspólnotami...
      Nie te pieniądze ale kryzys jest to dobre i to...
      • Gość: konchi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:56
        Jasne. PO wydeleguje do każdej wspólnoty jednego ze swoich członków, i zahipnotyzuje pozostałych mieszkańców żeby wybrali go na prezesa wspólnoty. Potem zmusi ich żeby przegłosowali uchwałę na mocy której w ogóle takiemu prezesowi przysługuje wynagrodzenie.

        Jeśli duch spółdzielczości w ogóle jeszcze gdzieś funkcjonuje, to właśnie we wspólnotach. To tam ludzie udzielają się społecznie (często poświęcają swój czas za darmo albo za symboliczne pieniądze), chcą mieć realny wpływ na funkcjonowanie swojej społeczności... i mają go. W "Spółdzielniach" na pewno ducha spółdzielczości nie ma!
        • Gość: A1 IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 14:21
          > Jasne. PO wydeleguje do każdej wspólnoty jednego ze swoich członków, i zahipnot
          > yzuje pozostałych mieszkańców żeby wybrali go na prezesa wspólnoty. Potem zmusi
          > ich żeby przegłosowali uchwałę na mocy której w ogóle takiemu prezesowi przysł
          > uguje wynagrodzenie.

          każdy post POchylonego zaskakuje mnie 100% bezmyślonością...
          to chyba nie przypadek, na tą partię głosują głąby

          nie głuptasku: nagle rynek dla zarządców nieruchomości zwiększy się o 1000%,
          bo przecież 11 kondygnacyjny 60 letni blok nie da się zarządzać jak 15 mieszkaniową
          10 letnią kamienicą (zwaną apartamentem)
          • Gość: konchi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 17:06
            I z czym masz problem A1-nalfabeto? Że wzrośnie rynek dla zarządców? A niech wzrasta! To są te miejsca pracy, które powstaną zamiast nieefektywnych "pracowników" różnych SM. Więc już się śmieję z ich żałosnych protestów w obronie ich miejsc "pracy":).
            A do twojej wiadomości: nawet jeśli wspólnota zatrudni zarządcę, to i tak ma swój zarząd - czego nie zrozumiałeś z mojego posta geniuszu?:)
            Nie mam problemu ze nieruchomością kieruje zarządca zewnętrzny, pod warunkiem że jest tańszy. A mój czynsz we wspólnocie ( z zewnętrzną firmą zarządzającą) jest o 50% tańszy niż za porównywalny metraż w spółdzielni (to samo miasto, Pruszkowska SM). Przy czym w zamian dostaje duużo więcej. Jest czysto (2x na tydzień sparzątane są klatki) W zimie non stop jeździł ciężki sprzęt do odśnieżania, dzieci miały zorganizowane zabawy na 1 czerwca. Więc nie śliń się tu o PO czy PIS, tylko zwyczajnie dodaj 2+2. Chyba ze po prostu pracujesz w w spółdzielni - w takim razie nie przemęczaj makówki takimi zadaniami:D
    • Gość: arahat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:10
      korytko bo wspolnota bedzie wymagala azeby zapier..8 godzin i to uczciwie i wykonywal swoja prace jak nalezy.a i biurokartyczne zarzady lacznie z gospodarzami domow beda czuli respekt przed lokatotami a nie odwrotnie...
      • Gość: A1 IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 11:14
        > korytko bo wspolnota bedzie wymagala azeby zapier..8 godzin

        życzę powodzenia w zarządzaniu 11 piętrowym blokiem...
        -- każda uchwała wymaga 50% kworum (już widzę jak się zbierają 5 lat)

        -- lokator na 10 piętrze ma w doopie ocieplanie piwnicy
        a ten na parterze w życiu nie zapłaci za windę i dach....

        To jest Polska
        • 08.06.11, 11:20
          > > korytko bo wspolnota bedzie wymagala azeby zapier..8 godzin
          >
          > życzę powodzenia w zarządzaniu 11 piętrowym blokiem...

          A co za problem zarządzać nawet 30pietrowym?
          Masz zarządce, masz administratora i to oni się martwią. A 50% to chyba nie jest problem zdobyć - chodzić od drzwi do drzwi i ustalasz. Ludzie jak mają swoje mieszkania to przeważnie obchodzi ich - jak mieli spółdzielcze to wszystko im było jedno.
          • Gość: A1 IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 11:28
            > A 50% to chyba nie jes
            > t problem zdobyć - chodzić od drzwi do drzwi i ustalasz.

            kolega teoretyk widzę...
            powtarzam: życzę powodzenia...

            a wynajęcie zarządu (administratora) czym się różni od wynajęcia zarządu spółdzielni?
            Nazwą?
            • Gość: Dark Angel IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:39
              CENĄ inteligencie, CENĄ!!!!!
              • Gość: zartiepl IP: *.play-internet.pl 09.06.11, 08:03
                Rozumiem ynteligencie, że prywatna firma zrobi to za darmo, albo nawet dopłaci? Olbrzymia większość tego, co płacisz w spółdzielni, to koszty ogrzewania i fundusz remontowy, eksploatacja to ok. 1 - 1,5 zł za m^2, kilka zł od osoby wywóz śmieci. To gdzie zaoszczędzisz 100 zł miesięcznie, jak tu niektórzy wypisują ????? Kilka złotych taniej może i będzie, ale która wspólnota wybuduje plac zabaw między blokami, chodniki do przystanków i drogę dla rowerów wokół osiedla, jak to robi u mnie spółdzielnia ???
                • Gość: Waldi IP: *.uwm.edu.pl 09.06.11, 09:31
                  Jak na razie to jest tak, że właściciele nowowybudowanych bloków zawiązują wspólnoty. Własciciele mieszkań w starych blokach skupieni są w spółdzielniach. Nowy blok - nie ma fundusz remontowego i o tyle jest taniej. Ja w mojej spółdzielni płace 12 gr od metra kw. na "Działalność kulturalno-oświatową spółdzielni" czyli raptem 5zł miesięcznie. Za to jest osiedlowy dom kultury, dzieciaki uczą się tańca, mają jakieś półkolonie w ferie i wakacje, emeryci też mają jakiś aerobik, itd. płaca jeszcze 20gr od metra na"utrzymanie mienia wspólnego spółdzielni", za to jest na osiedlu kulka placów zabaw, zabawki na nich są na bieżąco malowane, naprawiane, świeży piasek w piaskownicach. Są jakiś skwerki, zieleńca, ławeczki.
                  A która wspólnota mieszkaniowa utrzymuje ogólnodostępny park? Ja wolę płacić te kilkanascie złotych więcej i mieć przyjemne osiedle, a nie tylko płoty ogradzające klepiska wokół bloków.
            • Gość: gzesiolek IP: *.polorto.com.pl 08.06.11, 11:45
              ot, Spoldzielnia Spoldzielni, tak jak Wspolnota Wspolnocie nierowna...
              1) z tym ze w Polsce najprostsza uchwale we wspolnocie mozna podejmowac 2lata to sie zgadzam, bo niestety polowa ludzi patrzy na czubek swojego nosa i "co ja z tego bede mial", a druga polowa ma w d... cala ta Wspolnote... niestety do dzis nie nauczylismy co to znaczy spoleczenstwo obywatelskie... i w jak sposob sobie radzic w malej demokracji...
              2) co do spoldzielni to istnieja oczywiscie w calym kraju spoldzielnie ktore moga sluzyc za wzor, ale niestety jest tez caly tabun tworow wieloletnich gdzie liczy sie rodzinka i kumoterstwo, gdzie podejscie do obowiazkow jest z poprzedniej epoki i niestety pozycja jest taka, ze nie ruszysz... a zarzad we Wspolnocie odwolac znacznie latwiej...
              czy z uslug zarzadcy/admina zrezygnowac, niz sprobowac cos zmienic w ramach swojej spoldzielni...

              i jak trzeba dac ludziom narzedzie do uwolnienia sie ze spoldzielni tych chorych, tak chyba nie podanym w artykule sposobem...

        • Gość: tanpa IP: 159.245.16.* 08.06.11, 11:33
          Zarządza się bez żadnych problemów.
        • Gość: Dark Angel IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:38
          takie relikty komuny jak ty tak myślą.... powinno się was spakować w karton z napisem "rozbić szkło w przypadku problemów" !!!!! Tacy jak ty to anachronizm!!!!

          Co do samego artykułu: goowno mnie obchodzą tysiące miejsc pracy gruzipiórków i pierdzidupków ze spółdzielni. Za uczciwą pracę niech się wezmą anie żerują na (między innymi) moich pieniądzach nie robiąć NIC!
          Wprawdzie za automartycznym przekształcaniem nie jestem - każdy powinien mieć prawo wyboru czy chce spółdzielni czy wspólnoty. Oczywiście w przypadku bloku powinno wystarczyć 50,01% głosów za lub przeciw aby podjąć decyzję w tą czy w tą.
    • Gość: XXX IP: *.ip.netia.com.pl 08.06.11, 11:12
      własności spółdzielczej nie dlatego, że mi się nie chce iść do notariusza, tylko dlatego, że nie odczuwam takiej potrzeby. Uważam, że moje osiedle jest znakomicie zarządzane (mamy nawet baterie słoneczne na dachu) i nie wierzę w żadne pseudo wspólnoty mieszkaniowe, gdzie oprócz normalnych ludzi znajdzie się cała banda pieniaczy blokujących każdą decyzję. Dlatego jako właściciel mieszkania spółdzielczego własnościowego inicjatywy PO uważam za pogwałcenie mojego prawa wolnego wyboru i przyłączam się do protestu.
      • Gość: A1 IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 11:16
        > własności spółdzielczej nie dlatego, że mi się nie chce iść do notariusza, tylk
        > o dlatego, że nie odczuwam takiej potrzeby.

        Ja też. Dlatego L. Staroń postrzegam jako naganiaczkę działająca
        na rzecz lobby zarządców nieruchomości...

        Co więcej jej projekt to czyste złodziejstwo jak za Stalina. Mienie spółdzielcze
        to nie jest mienie niczyje... Można to udowodnić jak trzeba to nawet w Sztrasburgu
      • Gość: www IP: 222.128.41.* 08.06.11, 11:17
        Oprocz tego dodaj, ze jestes downem i nie umiesz czytac..


        Kto ci broni zostawic twoja spoldzielnie? Tu chodzi o to zeby wyczyscic wreszczie mase idiotycznych wspolnot, gdzie prezes trzepie kase, a NIC nie robi...

        Oczywiscie PIS i SLD bronia tego przezytku komuny...
        • Gość: gazeta_dla_idiotów IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 11:26
          > Kto ci broni zostawic twoja spoldzielnie?

          proponowana ustawa...
          przeczytaj tekst powoli i zastanów się nad każdym nieznanym wyrazem
          w razie wątpliwości zapytaj starszych

          Zacznij od zdania:

          by w spółdzielczych budynkach, w których choć jedno mieszkanie jest w pełni własnościowe (ma status prawa odrębnej własności), powstawała _automatycznie_ wspólnota mieszkaniowa...

          no i nie kompromituj swojej ukochanej PO... dobre chęci to za mało jak głowa pusta
          • Gość: konchi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:05
            Sam się nie kompromituj. Jeśli nawet trafiła się komuś sprawna i uczciwa Spółdzielnia z której jest zadowolony (rzadsza od jednorożca), i nie chce nic mieszać w temacie, to taka nowo ukonstytuowana wspólnota pierwszą uchwałą wybiera dotychczasową spółdzielnię na zarządcę - i nic się dla nich nie zmienia. Poza jedną rzeczą - jeśli spółdzielnia przestanie się starać, w łatwy sposób można się jej pozbyć. Jest wybór. Obecnie jako spółdzielca wyboru nie masz. A spółdzielnia, wiedząc to, ma cię głęboko w d...e.
            • Gość: A1 IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 12:12
              > nowo ukonstytuowana wspólnota pierwszą uchwałą wybiera doty
              > chczasową spółdzielnię na zarządcę - i nic się dla nich nie zmienia.

              to jest taka sama teoria jak ta że WZA zmienia zarząd jak źle ocenia
              jego pracę... Nie może zmienić?
              • Gość: lajkonik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:23
                Może, tylko, że w molochu jest to trudne czytaj niemożliwe. W małej spółdzielni jak najbardziej. Dlatego trzeba dać ludziom wybór. I realny wpływ, choćby przez kontrolę sądową nad zarządem i radą. Lustracja to bardzo słaba broń.
                • Gość: A1 IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 13:45
                  > z kontrolę sądową nad zarządem i radą.

                  nie wiem o jakiej ekstra kontroli mówisz? Co ma być kontrolowane bez
                  groźby paraliżu normalnej działalności.
                  • Gość: lajkonik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 14:08
                    Dobrze wiesz o czym piszę :). Wynika to nawet z dalszego ciągu twojego postu !

                    Prezesi spółdzielni, nota bene często nie będący samemu jej członkami, drenują kieszenie spółdzielców. Dla mnie taki drenaż to kradzież,
                    Czyli jak mnie okradają to Ty zabraniasz mi dochodzenia od złodzieja swoich strat ? W dzisiejszym systemie tak jest. Pod pozorom, że zablokuję pracę spółdzielni ?!!!
                    Dobrze wiesz, że ani sąd, ani prokuratura nie są w stanie zablokować pracy bieżącej spółdzielni.
                    • Gość: A1 IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 14:10
                      > Prezesi spółdzielni, nota bene często nie będący samemu jej członkami, drenują
                      > kieszenie spółdzielców. Dla mnie taki drenaż to kradzież,

                      czemu nie zawiadomisz prokuratury?
                      • Gość: lajkonik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 14:31
                        No własnie w tej sytuacji zawiadamianie prokuratury niczego nie daje. Jak to powiedział jeden z prezesów , że prokurator też musi gdzieś mieszkać.
                        Zresztą to na ogół nie są sprawy ewidentnie prokuratorskie, bo nie podlegające pod k.k. tylko pod k.c. A spółdzielcy w międzyczasie tracą.
                        • Gość: A1 IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 14:39
                          > Zresztą to na ogół nie są sprawy ewidentnie prokuratorskie, bo nie podlegające
                          > pod k.k. tylko pod k.c. A spółdzielcy w międzyczasie tracą.

                          kradzież (wide twój poprzedni post) podlega pod KC?

                          wiesz wydaje mi się że jesteś jednym z takich oszołomów, samotnych sprawiedliwych
                          na WZA walczących przeciw całemu światu... Niech pan im nie wierzy Napoleon to ja--jak w tym dowcipie z domu wariatów...
                          Może już nie pisz bo się tylko pogrążasz
                          • Gość: lajkonik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 14:50
                            Kulą w płot. Przewodniczący RN, przewodniczący wspólnoty.
                            Zaczynasz używać argumentów ad personam czyli wyczerpałeś zasób swoich merytorycznych przemyśleń i odpowiedzi.
                            Opisywano, nawet na tym forum, sposoby w jaki załatwia się taki drenaż kieszeni spółdzielców. Z punktu widzenia K.K. wszystko OK. Dopiero porównanie niezależnych ofert daje jaśniejszy obraz. A blokowanie uchwał, ich zmiany to już K.C., nieprawdaż ?
                            Uwaga co do pogrązania to do samego siebie , lobbysto ?
          • Gość: janko IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 18:46
            gazeta_dla_idiotów

            Hahahahahaha, młody,wykształcony i z dużego miasta?
            Hahahaha
      • Gość: lajkonik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:31
        Wszystko cacy. Mam nadzieję, że twoja spółdzielnia nie ma ukrytych długów.
        Tylko, że dziś nie ma wolnego wyboru. Nawet jak chcesz wydać na notariusza ( jak ja) i wyjść ze spółdzielni to jako odrębny podmiot muszę płacić na nią opłaty nie mając na nic wpływu i nic w zamian.
        Mam nadzieję, graniczącą z pewnością, że nowa ustawa nie wprowadzi obowiązku występowania ze spółdzielni :), a tylko da równe prawa tym, którzy z niej występują. Bo są spółdzielnie dobre ( jak twoja) i spółdzielnie oszukujące swoich członków ( a przynajmniej ich część). Dlatego dobrowolność przynależności do społdzielni i równość podmiotów to podstawa.
        • Gość: A1 IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 11:36
          > Mam nadzieję, graniczącą z pewnością, że nowa ustawa nie wprowadzi obowiązku wy
          > stępowania ze spółdzielni :), a tylko da równe prawa tym, którzy z niej występu
          > ją

          jak to sobie wyobrażasz? Budynek _musi_ mieć jednego zarządcę
          bo inaczej zwłaszcza w takim kraju jak Polska degrengolada jest nieunikniona.
          Np jeden zarządca będzie remontował a drugi olewał i co wtedy?
          Oczywiście ten drugi będzie tańszy (do czasu)
          • Gość: lajkonik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:04
            Mamy problem. Inaczej wygląda zarządzanie spółdzielnią jedno, dwublokową, a inaczej wielkim molochem.
            Sytuacja spółdzielców jest inna, potrzeby inne, warunki życia zupełnie inne w molochach. W małych spółdzielniach na ogół wszyscy stoją wobec tego samego problemu i tych samych priorytetów.
            Występujący ze spółdzielni członek spowoduje, że z mocy prawa powstanie obowiązek powołania wspólnoty. Ponieważ Spółdzielnia będzie miała większość ( do czasu :) ) to na zebraniach wspólnoty będzie forsowała swoje, wcześniej uchwalone na walnych, koncepcje. Samowykluczony członek spółdzielni będzie się mógł z nimi nie zgodzić i w razie wątpliwości zgłosić sprawę do odpowiedniego sądu. Powstanie faktyczna kontrola na Spółdzielnią, a nie tylko pseudokontrola w postaci lustracji. I tylko o to chodzi.
            Nie będzie dwóch zarządców walczących ceną, a jak będą to tylko z korzyścią dla wszystkich.
            Acha, w małych wspólnotach zarząd często sprawują sami właściciele nieodplatnie ! Wspólnota spółdzielni plus kilku lokatorów, któzy z niej odeszli to właśnie taka mała wspólnota, choćby w Spółdzielni zostało i ponad 1000 lokali. Na początek.
      • Gość: Tanpa IP: 159.245.16.* 08.06.11, 11:37
        Na razie to jest przymus przynalezności do Spółdzielni ,płacenia za innych i utrzymywania
        administaracyjnej czapy.Sprawne Spółdzielnnie to parę procent w kraju jak Chiny wśród
        krajów socjalistycznych.
      • 08.06.11, 12:26
        ja przekształciłam i co z tego. Nie wyobrażam sobie zarządzania wspólnotą w mojej kamienicy. *80% emerytów, reszta mieszkań pod wynajem. Co do swojej spółdzielni to może być. I też chce mieć prawo wyboru.
        • Gość: konchi IP: *.pruszkow.mm.pl 08.06.11, 22:27
          I właśnie masz, dzięki takiej ustawie! Przykład: Kolega zakupił mieszkanie, które stawiała Sm jako deweloper - nie byli członkami SM. Ponieważ SM akurat była w porządku, po ukonstytuowaniu się wspólnoty zarząd powierzono tejże SM! I mają naprawdę niskie czynsze jak na warszawskie warunki i są szczęśliwi. Mieli wybór? Mieli. Przestanie się podobać? zmienią zarządcę!
    • 08.06.11, 11:22
      Spółdzielnia buduje nowe budynki. Za gigantyczne środki. Budowę rozpoczęto za pieniądze z funduszu remontowego pożyczonego na poczet budowy. Rozliczeń nie zna nikt. Nawet władze tejże spółdzielni.

      Budowa trwa kilka lat, większość budynków dawno skończono, mieszkania sprzedano. Pożyczone pieniądze ponoć oddano. Ale spółdzielnia nic na budowie nie zarobiła. Grunt pod budynki oddała za darmo.

      Spółdzielnie okradają własnych członków, prawdopodobnie nie tylko tam, gdzie mieszkam.
      • 08.06.11, 11:28
        nie pociesze cie, nie tylko u ciebie takie szwindle odchodza i nikt z tym nic nie robi.
        --
        czasem bywam tu i tam ;)
      • 08.06.11, 13:53
        Współczuję, że jesteś okradany. Moja spółdzielnia działa znakomicie. Za nic nie chciałabym stracić takiego zarządcy. Jestem bardzo zadowolona z obecnej sytuacji. Ewentualne zmiany mogą być tylko na gorsze. Mój budynek jest na bieżąco remontowany. Okolica zadbana. Na bieżąco wymienia sie kostkę brukową, dosadza drzewka i krzewy, przycina trawę. Dozorca jest solidny. Mamy ogólnie bardzo dużo zieleni i znakomitą infrastrukturę ze wszelkimi usługami i dużą liczba sklepów spozywczych. Jednym slowem, na moim osiedlu mieszka się bardzo wygodnie i przyjemnie. Wszystki jest w zasiegu ręki. To zasługa jednego gospodarza i spójnej polityki.
      • Gość: karola IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 22:36
        Szanowny/a pnti, a ilu członków spółdzielni interesuje się zarządzaniem w spółdzielni, ilu jest na zebraniach czy walnych zgromadzeniach - 5% czy mniej. Ludzie narzekają, ale na kontrolowanie władz spółdzielni nie mają czasu lub ochoty. Inwestycje mogą być zyskowne, ale trzeba je realizować w bezpieczny dla członków spółdzielni sposób. Ale jak ludzie nie interesują się sprawami spółdzielni na etapie decyzji to kto jest winien... czy przypadkiem nie oni sami? To członkowie spółdzielni tworzą spółdzielnię mieszkaniową i powinni decydować o jej władzach.
    • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:24
      Ustawianie przetargów w spółdzielniach-molochach
      Zaopatrzenie spółdzielni-molocha jest jednym z najbardziej lukratywnych zleceń dostępnych na rynku. Roczny budżet molocha to często kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt milionów złotych. Kontrola tej swoistej żyły złota daje gwarancje prosperity niezależnie od sytuacji gospodarczej na wolnym rynku, gdyż spółdzielnie mieszkaniowe są praktycznie niezależne od cykli koniunktury i dynamiki rozwoju konkurencji w danej branży. Co najwyżej recesja może prowadzić do okresowego zwiększenia liczby eksmisji i większej rotacji lokali, ale zasadniczo nie odbija się to na kondycji finansowej spółdzielni-molocha.

      W celu \"wygrywania\" przetargów i uzyskiwania zleceń w spółdzielni, wdrożono kilka rozwiązań zapewniających kontrolę nad jej finansami i polityką inwestycyjną. Oto najważniejsze z nich:

      - obsadzenie ludźmi z organizacji stanowisk w zarządzie i radzie nadzorczej poprzez zastosowanie technik manipulowania i fałszowania wyborów);
      - wyłonienie grupy \"zaprzyjaźnionych firm\" do realizacji dostaw towarów i usług;
      - zwerbowanie zaufanych pracowników w dziale technicznym (obsługa inwestycji, nadzory, odbiory robót);
      - powszechne wykorzystanie uznaniowych kryteriów w podejmowaniu decyzji;
      - system wynagradzania za lojalność i uczestnictwo w przestępczym procederze;
      - zastraszanie firm oponentów.


      • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:25
        Zadania członków organizacji w radzie nadzorczej

        Pomyślne przeprowadzenie wyborów poprzez wprowadzenie do rady nadzorczej ludzi należących do organizacji jest kluczem do legalizowania przedsięwzięć gospodarczych, bo od przychylności i akceptacji rady zależy polityka remontowa, inwestycyjna i zagospodarowanie środków z czynszów w danym roku. Zaufane osoby zasiadające w RN uchwalają plan finansowy opracowany przez zarząd i decydują o wyborze wykonawców. Za odpowiednie decyzje mają np. udział w zysku z prowizji od \"zaprzyjaźnionych firm\" i bezpośrednią możliwość wykonywania dostaw i uczestnictwo w realizacji zleceń.


        Rekrutacja \"zaprzyjaźnionych firm\"

        Kryteria wyboru dostawców towarów i wykonawców robót w spółdzielni są dość złożone. Wyszukuje się i selekcjonuje ludzi zaufanych i żądnych łatwego zysku. W centrum zainteresowania są na członkowie organów spółdzielni (RN, rady osiedla), pracownicy SM, rodziny lokalnych decydentów. Dawanie zleceń osobom z tych środowisk cementuje system (np. bardzo pomaga przy wyborach w spółdzielni) i zapewnia ochronę prezesom. Preferowanym rozwiązaniem jest dobór raczej mikro firm
        (często jednoosobowych działalności) z względu na zachowanie poufności w zakresie polityki cenowej (oferowanych towarów i usług) oraz jakości robót. Duże firmy, mające wdrożone systemy jakościowe i podlegające audytom nie są dobrym i bezpiecznym partnerem m.in. z uwagi na brak swobody w rozliczaniu prowizji.


        Jak zachować pozory przetargowe

        Mimo, że towarzysze z lobby parlamentarnego zatroszczyli się o wyłączenie spółdzielni mieszkaniowych z obowiązku stosowania procedur przetargowych, a także pozbawili państwowe organa kontrolne możliwości badania działalności spółdzielni (np. spółdzielnie nie podlegają kontroli NIK), jak również zabezpieczyli osobiste bezpieczeństwo prezesów ustanawiając np. przepis, że pokrzywdzonymi (np. przy niegospodarności) mogą być jedynie członkowie zarządu i organów spółdzielni, a zwykli członkowie nie są ani stroną, ani pokrzywdzonymi, to wskazane jest zachowanie pozorów procedur przetargowych choćby ze względu na wścibskie, węszące sensacji media. Wymyślono więc genialny w
        swojej prostocie sposób. Wyselekcjonowane \"zaprzyjaźnione firmy\" ustawiają się w kolejce do \"wygrania\" ustawianego przetargu. Planując remonty czy ważną, dużą dostawę do spółdzielni, informuje się wybranych oferentów o planowanym zakupie lub zamówieniu. Na etapie informowania uzgadnia się odpowiednio zawyżoną cenę, która zostanie formalnie zaoferowana spółdzielni przez owe firmy. Skalkulowana przez prezesów cena (cena nabycia towaru, usługi) jest podwyższona o wartość prowizji
        (łapówki)jaką podzieli się \"zaprzyjaźniona firma\" z prezesami i osobami w spółdzielni odpowiedzialnymi za legalizację wydatków. Nie może więc to być zawyżenie np. o 10% , bo nie wystarczy pieniędzy na opłacenie grupy osób uczestniczących w procederze, a musi przecież zostać odpowiedni zarobek firmie, która potencjalnie naraża się na np.
        zainteresowanie organów ścigania. Ponadto \"zaprzyjaźniona firma\" nie otrzyma faktury kosztowej od prezesów tytułem rozliczenia wypłaconej łapówki, więc w kwocie zawyżenia musi zawierać się także wysoki podatek dochodowy odprowadzany do fiskusa. Po uzgodnieniu poziomu zawyżenia ceny, z wtajemniczonymi firmami ustala się szczegóły ich ofert i wysokości cen jakie zaoferują stosownie do przyjętego poziomu bazowego.Jednocześnie rozstrzyga się, która wg \"kolejki\" firma tym razem \"wygra\".
        Wytypowany \"zwycięzca\" wpisuje do oferty cenę nieco niższą od pozostałych. Reszta wtajemniczonych firm składa oferty z cenami oscylującymi wokół przyjętej bazowej zawyżonej ceny, jednak nie niższymi niż cena przedłożona przez \"zwycięzcę\". Ta procedura gwarantuje niewykrywalność oszustwa bez wnikliwego kontrolowania cen i porównywania z ofertami rynkowymi. Wymaga to zatem dużej wiedzy organów ścigania, większego nakładu pracy i kosztów. Nieobytemu asesorowi szczebla rejonowego nawet do głowy nie przyjdzie, że ma do czynienia z przestępczym procederem. Po za tym trudno jest kwestionować \"przetarg\" w obliczu \"dowodów ofertowych\" od pozostałych wtajemniczonych firm.

        • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:26
          Co zrobić żeby oferty złożyły tylko wtajemniczone firmy?

          Newralgicznym elementem systemu jest informowanie o planowanym zamówieniu w mediach, gdyż do przetargu mogą stanąć firmy z zewnątrz, których oferty mogą zniweczyć misternie przygotowany plan. Ale jest na to sposób. Ogłoszenie o przetargu umieszcza się np. w płatnym serwisie internetowym, który nie jest powszechnie dostępny. Innym sposobem jest emisja ogłoszenia prasowego krótko przed terminem złożenia ofert. Częstym narzędziem eliminowania nie wtajemniczonych jest zastosowanie uznaniowych kryteriów (np. w zamówieniu na projekt budynku jako decydujące kryterium o wyborze oferenta przyjmuje się ocenę opracowania koncepcji, a nie projektu) oraz manipulowanie wymogami formalnymi typu przedłożenie rożnych specjalnych zaświadczeń. Gdyby jednak ktoś z zewnątrz się przebił z ofertą, to ludzie z organizacji zasiadający w radzie nadzorczej wyeliminują go, wybierając \"zaprzyjaźnioną firmę\", która np. niespodziewanie zaproponuje dodatkowe usługi w ramach przedstawionej oferty.


          Wynagradzanie za współpracę i lojalność

          Prezesi spółdzielni potrafią być wdzięczni \"zaprzyjaźnionym firmom\" za udział w procederze i dzielenie się zyskiem. Ich właściciele oprócz łatwego i stałego zarobku korzystają np. z profitów w postaci zakupu lokali po zaniżonych cenach, dzierżawy na atrakcyjnych zasadach, pomocy organizacji przy wydawaniu decyzji administracyjnych, załatwiania spraw w urzędach dzięki protekcji prezesów. \"Zaprzyjaźnione firmy\" nie
          ponoszą też ryzyka odpowiedzialności za wadliwe roboty. Zaufani pracownicy działu technicznego często odbierają prace bez wymaganej dokumentacji. Umowy sporządzane między spółdzielnią, a \"zaprzyjaźnionymi firmami\" są lakoniczne i nie zawierają poza kaucją gwarancyjną (np. 5% wartości zlecenia) żadnych poważnych sankcji za wadliwe wykonawstwo. Umowy spółdzielnia - \"zaprzyjaźniona firma\" są ewenementem niespotykanym w gospodarce wolnorynkowej.

          • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:26
            Co zrobić gdy firma z wolnego rynku poskarży się organom ścigania?

            Czasem zdarza się, że firmy z zewnątrz w swojej naiwności wierzą, że przetarg w spółdzielni mogą wygrać dzięki atrakcyjnym cenom, posiadanej renomie, merytorycznej wiedzy i doświadczeniu - nic bardziej błędnego. Ewentualne doniesienie do lokalnej prokuratury wskutek wykrycia manipulowania przetargiem, kończy się dla danej firmy ostracyzmem na rynku spółdzielnianym, może też doprowadzić do zerwania kontaktów i innymi firmami powiązanymi ze spółdzielniami. W praktyce np. dla sprzedawcy wodomierzy oznacza to nawet widmo bankructwa. Szantażownie firm było szczególnie groźne i szkodliwe społecznie do czasu integracji z UE, gdyż lokalne rynki przeżywały recesję, a o zlecenia było trudno. Płacenie łapówek było elementarnym standardem (spuścizną państwa komunistycznego) przechodzącej transformację gospodarki. Ci przedsiębiorcy, którzy padli ofiarą ostracyzmu prezesów wiedzą, że z mafią spółdzielczą nie ma żartów, gdyż prezesi poszczególnych spółdzielni w większości ściśle ze sobą współpracują i decyzja o wyeliminowaniu danej firmy z rynku dostaw dla spółdzielni jest podejmowana wspólnie i konsekwentnie przestrzegana. Dodatkowo w branży rozpuszcza się wiadomość o karze jaka spotyka tych,którzy łamią zasady stanowione przez prezesów.


            • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:27
              Koszty społeczne zawyżania cen

              Największymi przegranymi procederu ustawianiu przetargów są dziesiątki tysięcy nieświadomych spółdzielców brutalnie wyzyskiwanych przez przestępcze organizacje. Mafie spółdzielcze są groźne dla funkcjonowania państwa w wymiarze społecznym i ekonomicznym. Spustoszenie, jakie powodują w budżecie spółdzielni ustawianiem przetargów w sposób bezpośredni uderza w najbiedniejszych stymulując rozwój różnego rodzaju patologii i prowadząc do degradacji społeczności. Dochodzi do paradoksów, że m2 utrzymania niskostandardowego lokalu w blokowisku kosztuje więcej niż m2 utrzymania domu jednorodzinnego. Dodatkowo na barki samorządów przerzuca się koszty dostarczania lokali socjalnych dla obsługi ponadnormatywnej ilości eksmisji, łożenie funduszy na pomoc społeczną, policję i finansowanie dodatków mieszkaniowych. Wyprowadzanie funduszy ze spółdzielni oznacza wyższy czynsz i podwyższenie kosztów utrzymania, a tym samym powiększenie grona spółdzielców uprawnionych do pobierania różnego rodzaju zasiłków.
              • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:27
                Walczysz ze spółdzielnią mieszkaniową o uwłaszczenie lokalu, odśnieżony chodnik czy remont elewacji? Uważaj, bo może Cię spotkać coś naprawdę niedobrego!

                Przykład:

                Janusz Okurowski Grodzisk

                Groźby, szkalujące ogłoszenia, obraźliwe smsy i pobicie – to cena jaką za walkę ze swoją spółdzielnią mieszkaniową zapłacił pan Janusz Okurowski (56 l.) z Grodziska Mazowieckiego. Wszystkie nieszczęścia w jego życiu dziwnym trafem zbiegły się z czasem, gdy postanowił walczyć o prawa swoje i innych lokatorów. Posłanka Platformy Lidia Staroń (49 l.) nie kryje oburzenia – Jeśli to prawda, że przedstawiciele spółdzielni zaatakowali lokatora, to jest to zachowanie przypominające metody jakimi posługują się grupy mafijne – komentuje.

                Życie pana Janusza zamieniło się w istny koszmar w momencie, gdy zaczął interesować się sprawami Grodziskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, której był członkiem. – Przychodziłem na zebrania w spółdzielni i pytałem o finanse. Chciałem wiedzieć na co idą moje pieniądze, dlaczego zawyżane są koszty eksploatacji, jak to jest z wykupem naszych mieszkań. Przez to stałem się osobą niewygodną, osobą której trzeba było się pozbyć. – opowiada Okurowski.

                Na reakcję osób, którym nadepnął na odcisk nie musiał długo czekać. Nękanie zaczęło się od smsów. Wulgarne wiadomości jedna za drugą pojawiały się na ekranie jego telefonu. Potem było jeszcze gorzej. Anonimowe telefony z pogróżkami o każdej porze dnia i nocy oraz obraźliwe ulotki rozwieszane pod osłoną nocy przez nieznanych sprawców na terenie spółdzielni. – Wszystko zgłaszałem na policji, ale nie udało się wykryć sprawców. Domyślam się, że te pogróżki i paszkwile związane były z moją spółdzielczą działalnością, no bo z czym innym? – zastanawia się Okurowski.

                Nękany słowną agresją nie wiedział jednak, że najgorsze miało dopiero nadejść. Niedość, że został wykluczony z grona spółdzielców to pewnego razu, gdy w biały dzień wracał do domu – drogę zagrodziło mu dwóch osiłków. Jeden z nich miał w dłoni metalowy pręt. – Nie będziesz mieszał w spółdzielni – rzucili przez zaciśnięte zęby i rzucili się na pana Janusza. – Okładali mnie ze wszystkich stron, próbowałem walczyć, ale mieli przewagę. Wylądowałem na pogotowiu z rozwaloną głową, połamanymi żebrami. To miała być kara za moją walkę ze spółdzielnią. Oni działają jak mafia szczególnie w takim małym miasteczku jak nasze, mają wszędzie swoich ludzi. . – opowiada Okurowski.

                Niestety takie sceny niczym z amerykańskich filmów sensacyjnych zdarzają się coraz częściej. – To dzieje się nagminnie. Ludzie są niszczeni przez prezesów. To spotyka tych, którzy mają odwagę walczyć o swoje prawa – przyznaje w rozmowie z Faktem posłanka Lidia Staroń, której nie obca jest spółdzielcza rzeczywistość i jej problemy.

                O tą mrożącą krew w żyłach sprawę postanowiliśmy zapytać samego prezesa Grodziskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Krzysztof Kozera odpiera jednak wszystkie zarzuty. Przechodzi nawet do kontrataku i twierdzi, że to on jest kolejny raz pomawiany przez Okurowskiego.

                Na szczęście jest szansa, że gnębieni lokatorzy nie pozostaną bez pomocy. Ich losem zainteresowaliśmy posłów. – Trzeba to jak najszybciej wyjaśnić. Przecież w taki sposób działają przestępcze grupy zorganizowane. Nie mieści mi się to w głowie – dopowiada poseł Grzegorz Tobiszowski (44 l.) z PiS i obiecuje, że przyjrzy się sprawie .


                autor / źródło:

                www.efakt.pl/politycy/artykul.asp?artykul=40125
                • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:28
                  "Rzeczpospolita", a za nią inne media przypuściły atak na posłankę PO, Lidię Staroń. Miała ona skorzystać na skonstruowanej przez siebie nowelizacji prawa spółdzielczego. Według naszych informacji zarzuty nie mają nic wspólnego z prawdą, a medialna nagonka ma posłużyć czołowym politykom Platformy do usunięcia niepokornej posłanki.

                  Lidia Staroń pracowała nad nowelizacją ustawy, która pozwoliła jej uwłaszczyć się na lokalu i gruncie wartym kilkaset tysięcy złotych - taka informacja pojawiła się najpierw w "Rzeczpospolitej", a potem w stacjach telewizyjnych i radiowych oraz na portalach internetowych. Zdaniem autora tekstu w "Rz", posłanka miała zapłacić za przejęcie spółdzielczej własności tylko 749 zł. Gdyby nie zapisy nowelizacji z 2007 r., które przygotowywała w Sejmie Staroń, na operację tę posłanka PO musiałaby wyłożyć znacznie większą sumę, przekonywał dziennik.

                  Charakterystyczne, że doniesienia gazety natychmiast podchwyciły inne media – dotąd bardzo powściągliwe, jeśli chodzi o krytykę członków PO. Żadnych wątpliwości na temat winy Lidii Staroń nie miały też władze Platformy, które zareagowały zdecydowanie ostrzej niż w przypadku prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego, któremu partyjny kolega zarzucił, potwierdzoną nagraniem, korupcję.

                  Niewiedza czy manipulacja?

                  Tymczasem, jak sprawdziła "Gazeta Polska", oskarżenia wysunięte przez media i polityków PO nie znajdują absolutnie żadnego potwierdzenia w faktach i dokumentach. Wystarczy powiedzieć, że najważniejszy zarzut dziennikarza "Rzeczpospolitej" Mariusza Kowalewskiego, uwłaszczenie się posłanki za 749 zł na podstawie nowelizacji z 2007 r., chybia celu aż potrójnie.

                  Po pierwsze: Lidia Staroń posiadała tzw. spółdzielcze prawo własnościowe do opisywanego przez "Rz" lokalu już od 6 września 2000 r. Prawo to – będące substytutem własności (posiadaną nieruchomość można wynajmować, sprzedawać, remontować itd.) – można było praktycznie nieodpłatnie przekształcać w pełną formalną własność już na podstawie przepisów z grudnia 2000 r. Oznacza to, że posłanka mogła wyodrębnić własność lokalu (a więc de facto uzyskać dokument potwierdzający jej właścicielskie prawa) na takich samych warunkach już siedem lat temu, choć trudno tu mówić o „uwłaszczeniu”, gdyż Staroń nie była żadnym dzierżawcą ani lokatorem, lecz posiadała właśnie spółdzielcze prawo własnościowe. Należy pamiętać, że Lidia Staroń trafiła do parlamentu dopiero jesienią 2005 r., zatem nie mogła współuczestniczyć w tworzeniu prawa z 2000 r.

                  Po drugie: "Rzeczpospolita" nie wspomniała ani słowem, że posłanka (zupełnie legalnie) już od sierpnia 2002 r. starała się przekształcić spółdzielcze prawo własnościowe w normalne prawo własności – tyle że nie pozwalały jej na to, niezgodnie z przepisami, władze olsztyńskiej spółdzielni „Pojezierze”. Ostatecznie, po kilkuletnich bojach, 19 lipca 2006 r. zarząd spółdzielni podjął uchwałę stwierdzającą odrębną własność lokalu. Dotarliśmy do tego dokumentu: wynika z niego jednoznacznie, że Lidia Staroń oraz trzy inne osoby zostają uznani przez „Pojezierze” za pełnoprawnych właścicieli wymienionej nieruchomości. Był to – podkreślmy – lipiec 2006 r., gdy prace nad nowelizacją ustawy spółdzielczej autorstwa Staroń nawet się jeszcze nie rozpoczęły. Już wtedy więc do finalnego przeniesienia prawa własności lokalu na Lidię Staroń wystarczał akt notarialny… Posłanka sporządziła go w sierpniu 2008 r., płacąc notariuszowi 749 zł – dziennikarz „Rzeczpospolitej”, z niewiedzy bądź rozmyślnie, uznał, że była to opłata za nieuczciwe uwłaszczenie się na gruncie. O tym, że Lidia Staroń za uzyskanie spółdzielczego prawa własnościowego wniosła we wcześniejszych latach stosownie duży wkład (odpowiadający cenie za nabycie własności) – nikt już jednak nie napisał.

                  Wreszcie rzecz ostatnia, chyba najważniejsza: nowelizacja prawa spółdzielczego, przy której pracowała posłanka PO w 2007 r., dotyczyła lokatorskich, a nie własnościowych praw spółdzielczych. Szermowanie argumentem, że jej zapisy wpłynęły na korzystne „uwłaszczenie się” Staroń, świadczy więc nie tylko o nieznajomości statusu prawnego jej lokalu (którego własność można było wyodrębnić już od 2001 r.), ale i o kompletnej niewiedzy na temat nowelizacji z 2007 r. Umożliwia ona bowiem przejęcie na własność – po opłaceniu symbolicznej kwoty – właśnie mieszkań lokatorskich, których posłanka nie posiadała.

                  W artykule w „Rz” znalazły się również przekłamania mniejszego kalibru – jak sugestia, że Lidia Staroń „uwłaszczyła” grunt wielkości 1320 mkw. (w rzeczywistości udział posłanki to 1/4 tej powierzchni), czy informacja o rzekomym cofnięciu przez PO rekomendacji dla Staroń podczas prac sejmowych w 2007 r. To jednak, w porównaniu z „prawdziwością” podstawowego zarzutu stawianego przez autora tekstu, niewiele znaczące szczegóły.

                  Wszyscy wrogowie posłanki

                  Czy wobec tak odległych od prawdy ustaleń można przypuszczać, że w tej sprawie jest drugie dno? Lidia Staroń – nie będąc jeszcze posłanką – naraziła się w Olsztynie wielu wpływowym osobom. W 2004 i 2005 r. niemal w pojedynkę rozbiła quasi-mafijny układ panujący w „Pojezierzu” – jednej z największych spółdzielni w Polsce (ponad 50 mln zł rocznego obrotu). Gdy jej prezes Zenon Procyk (zarejestrowany jako tajny współpracownik SB) trafił wreszcie do aresztu, w aucie Staroń parokrotnie przecinano przewody hamulcowe. Następca Procyka – Wiesław Barański – także nie czuje do posłanki sympatii, gdyż ta krytykowała publicznie zakup przez „Pojezierze” za pieniądze mieszkańców (w marcu 2008 r.) trzech toyot dla szefostwa rady nadzorczej.

                  Już jako parlamentarzystka Staroń narobiła sobie wrogów również wśród czołowych postaci PO. Sprzeciwiła się ostro m.in. Zbigniewowi Chlebowskiemu, który podczas prac nad nowelizacją przepisów dotyczących praw spółdzielców opowiedział się za pozostawieniem socjalistycznych rozwiązań w tym zakresie (zapewne stąd jego obecne ataki na posłankę). Staroń prowadziła też ostrą walkę o przestrzeganie w PO demokratycznych procedur. W „GP” opisywaliśmy, jak w 2006 r. posłanka – wraz z kilkoma innymi lokalnymi działaczami – przeciwstawiła się „pompowaniu” kół członkowskich olsztyńskiej Platformy przez posła Sławomira Rybickiego. Staroń, wbrew wytycznym z centrali, nie godziła się też na lokalną koalicję PO z komitetem byłego komunisty Czesława Małkowskiego (w ubiegły piątek Małkowski, podejrzany o molestowanie urzędniczek i gwałt na jednej z nich, opuścił białostocki areszt).

                  Mogło się to skończyć tylko źle. Sławomir Rybicki – jeden z najgłośniejszych krytyków posłanki po opublikowaniu przez „Rzeczpospolitą” artykułu o jej rzekomym uwłaszczeniu – parę razy dawał Staroń do zrozumienia, że nie będzie tolerował jej niesubordynacji. Jako lider warmińsko-mazurskiej PO doprowadził np. do wyeliminowania posłanki z partyjnej listy wyborczej w 2007 r., mimo że dwa lata wcześniej olsztynianie masowo na nią głosowali. To, że nie ma Staroń, to kuriozum. Skreślili osobę, która w 2005 roku, startując z drugiego miejsca, zdobyła 12 tys. głosów. Żaden inny poseł w kraju, który nie był na pierwszym miejscu na liście, nie powtórzył tego wyniku - wypowiadał się wówczas w „Gazecie Wyborczej” jeden z działaczy PO. Ostatecznie pozwolono Staroń startować z ostatniego miejsca (z którego i tak, ku zaskoczeniu Rybickiego, dostała się do Sejmu).

                  W lutym 2008 r. wybuchła jeszcze większa „afera” z udziałem krnąbrnej posłanki. Powiadomiła ona mianowicie NIK o podejrzanych interesach działacza PO Mirona Sycza i polityka PSL Adama Krzyśkowa. Ten drugi, jako prezes Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska, przyznał założonemu przez Sycza stowarzyszeniu 40 tys. zł na dofinansowanie budowy wiaty „edukacyjnej”.
                  • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:29
                    Definicja mafii spółdzielczej
                    Mafia spółdzielcza - organizacja przestępcza rekrutująca się często ze środowisk postkomunistycznych (byłych członków aparatu państwa totalitarnego), o strukturze hierarchicznej, funkcjonująca najczęściej w spółdzielniach-molochach liczących kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców. Działalność organizacji jest oparta na wyzysku lokatorów spółdzielni mieszkaniowych w wyniku pobierania zawyżonych opłat czynszowych. Istnienie organizacji charakteryzuje się nieusuwalnością i nietykalnością władz, nadmierną konsumpcją środków finansowych przez tzw. "zaprzyjaźnione firmy" oraz przerośnięty aparat administracyjny, kominowymi płacami członków zarządu, inwestowaniem spółdzielczych funduszy w przedsięwzięcia nie związane ze statutowymi celami spółdzielczości, degradacją społeczności spółdzielni-molocha (powszechny brak prawa własności, podwyższona przestępczość, skupiska biedy, duża liczba eksmisji, dewastacje mienia).

                    Głównym narzędziem finansowania organizacji i rozszerzania jej wpływów jest mechanizm wyprowadzania środków finansowych ze spółdzielni poprzez stosowanie systemu zakupu towarów i usług w zawyżonych cenach oraz księgowania fikcyjnych faktur usługowych. Legalizacja procederu jest możliwa dzięki kreatywnej księgowości i skutecznemu pozbawieniu członków spółdzielni możliwości realnego nadzoru nad wydatkami i polityką finansową dzięki manipulowaniu obsadą stanowisk w zarządzie i organach SM. Wielomilionowe budżety spółdzielni-molochów są źródłem łatwego pozyskiwania i transferowania pieniędzy do "zaprzyjaźnionych firm". Z powodu ogromnych kwot do rozdysponowania, niemożliwe jest księgowanie w spółdzielni wyłącznie fikcyjnych faktur (tylko usług, bez obrotu materiałowego), dlatego klasyczną metodę stanowią zakupy towarów po zawyżonych cenach (zawyżenia średnio od kilkunastu do kilkudziesięciu procent zależnie od czynników lokalnych). Niejednokrotnie też, w celu zagospodarowania rocznego budżetu realizuje się całkowicie pozbawione sensu ekonomicznego roboty (np. remonty elewacji budynku rok po roku).

                    Organizacja, manipulując kryteriami wyboru dostawców w praktyce eliminuje z zaopatrzenia spółdzielni oferentów z wolnego rynku. Dostęp do zleceń zachowuje jedynie wyselekcjonowana, uprzywilejowana grupa tzw. "zaprzyjaźnionych firm" - często firm członków rad nadzorczych, rad osiedli, pracowników spółdzielni, członków rodzin zarządu, osób powiązanych z wpływowymi środowiskami. Wskutek eliminacji konkurencji i pozyskiwania wykonawców jedynie w zamian za łapówki i podział wynagrodzenia za zlecenie, roboty są niskiej jakości, niejednokrotnie wykonywane niezgodnie z zasadami sztuki budowlanej i powodujące straty finansowe na szkodę spółdzielców.

                    Organizacja w celu zapewnienia sobie bezkarności i hegemonii w lokalnej społeczności przenika do struktur organów wymiaru sprawiedliwości, samorządu, jednostek administracji państwowej, środowisk naukowych i biznesu. W celu zabezpieczenia swoich interesów i uzyskania gwarancji nietykalności korumpuje sędziów, prokuratorów, funkcjonariuszy policji, lokalnych polityków, urzędników samorządowych i państwowych szczebla terenowego oraz aktywnie działa w środowisku biznesowym. Ważnym narzędziem wywierania wpływu i pozyskiwania zwolenników jest uznaniowe rozdawnictwo, bądź sprzedaż po zaniżonych cenach lokali i mieszkań z zasobów spółdzielni, a także organizowanie "przedsięwzięć biznesowych" opartych na zawyżaniu cen zakupu. Lokalni decydenci mają np. pierwszeństwo w przydziałach i zakupach w spółdzielni oraz w dzierżawie w atrakcyjnych, nierynkowych cenach lokali usługowych. Proceder ten odbywa się kosztem najuboższych członków spółdzielni pomijanych w kolejce oczekujących.

                    Organizacja zniechęca zwykłych członków do brania udziału w życiu spółdzielni. Fałszuje głosowania i manipuluje wyborami do organów SM zapewniając nieusuwalność prezesom oraz stałe członkostwo w radzie nadzorczej osobom odpowiedzialnym za chronienie systemu. W wyborach biorą udział pracownicy spółdzielni, ich rodziny, przedstawiciele "zaprzyjaźnionych firm", osoby podstawione nie będące członkami spółdzielni, a "wypełniające wakaty" po członkach nie uczęszczających na wybory z racji podeszłego wieku, wyjazdu za granicę, itp.

                    Spółdzielniane organizacje przestępcze z całego kraju komunikują się ze sobą uzgadniając generalne kierunki polityki organizacji, angażują się też w działalność polityczną, tworząc silne lobby parlamentarne oparte na strukturach partii postkomunistycznych. Naczelnym zadaniem lobby jest przeciwdziałanie reformom w spółdzielczości i torpedowanie wszelkich zmian, które mogłyby doprowadzić do demokratyzacji w funkcjonowaniu spółdzielczości i dać członkom - poprzez uwłaszczenie i podział spółdzielni-molochów - prawo samostanowienia i godnego życia.

                    • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:29
                      Skandal w Zabrzańskiej Spółdzielni Mieszkaniowej
                      2011-03-30, Aktualizacja: 2011-04-03 11:23
                      Joanna Heler

                      Zabrzańska Spółdzielnia Mieszkaniowa nie pozwala uczestniczyć kandydatom do Rady Nadzorczej w kolejnych częściach walnego zgromadzenia. Wstępu bronią spółdzielcom ochroniarze oraz pracownicy ZSM.

                      Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij»
                      Dodaj zdjęcie do materiału. Autor
                      Opis
                      Dodawanie zdjęcia

                      Aby wysłać zdjęcie musisz zgodzić się z poniższym warunkiem. Dodając zdjęcie oświadczam, że mam prawo do dysponowania nim, zgadzam się na przetwarzanie danych w celu jego publikacji, oraz na nieodpłatne wykorzystanie zdjęć w serwisie naszemiasto.pl oraz innych serwisach i gazetach Grupy Polskapresse. Proszę o podpisanie autora zdjęcia w sposób podany w formularzu
                      To despotyczne rządy jak na Białorusi, tyle że w wydaniu zabrzańskim - kwitują lokatorzy Zabrzańskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.

                      Trwają właśnie kolejne części walnego zgromadzenia członków ZSM. Ochroniarze nie wpuszczają na nie kandydatów na członków Rady Nadzorczej. Dodajmy - niektórych. W spotkaniach uczestniczą "swoi ludzie" - również kandydujący do tego gremium, ale już w nim zasiadający.

                      - Nie wpuszczono mnie na spotkanie odbywające się na Helence - mówi Marek Kabaj.

                      - Jako mieszkaniec Centrum chciałem uczestniczyć w nim bez prawa głosu. Zależało mi, by przedstawić się ludziom, którzy mnie nie znają. Pracownica spółdzielni rozpoznała mnie i oświadczyła, że nie mam prawa wstępu. Za nią stali ochroniarze. Nie będę się bił z bramkarzami, odszedłem.

                      Marek Kabaj nie został też wpuszczony na wtorkowe zebranie na os. Kopernika. Chciał w nim uczestniczyć na tej samej zasadzie, bez czynnego prawa wyborczego. Usłyszał, że jeśli wejdzie, to będzie miał
                      ∨ Czytaj dalejReklamaOptymalizacja danychDzięki analizie danych z IBM ogranicz koszty i ryzyko.

                      www.ibm.com
                      Analityka biznesowa dla MŚPSprawdź jak IBM Cognos Express optymalizuje Twoją firmę!

                      ibm.com/innovation
                      Nissany dostawczeNiech samochód stanie się Twoim współpracownikiem. Sprawdź ofertę!

                      www.nissan.pl
                      Reklamy BusinessClick zakaz wstępu na pozostałe zebrania.

                      Drzwi pokazano też Jerzemu Glabiszowi. Dla niego to nie pierwszyzna.

                      - Tak to jest gdy się zadaje niewygodne pytania. A ja ze spółdzielnią wygrałem w Sądzie Najwyższym, gdy bezprawnie wykluczono mnie z grona spółdzielców - mówi.

                      Mieszkańcy są zbulwersowani remontem elewacji ich domu

                      Skąd ten opór władz ZSM? Jej lokatorzy od lat cenzurują działania władz i chcą patrzyć im na ręce. Kwestionują mało przejrzyste i niezrozumiałe zasady rozliczania kosztów ciepła, wody i eksploatacji budynków.

                      Borys Budka dodaje, że jego zdaniem kwestią legalności wyborów będzie musiał zająć się sąd i organa ścigania.

                      - Spółdzielnia łamie "Prawo spółdzielcze". Chodzi o niedopuszczenie do przedstawienia się kandydatów do rady nadzorczej na poszczególnych częściach walnego zgromadzenia, uniemożliwienie skorzystania z zagwarantowanej ustawą pomocy prawnej, niezamieszczenie w porządku obrad projektów uchwał zgłoszonych przez członków, weryfikację przez pracowników kandydatów do rady nadzorczej i niedopuszczenie do wyborów niektórych osób - wylicza Budka. - Można się zastanawiać, jak daleko mogą się posunąć obecne władze ZSM w naruszaniu prawa.

                      Nasz Czytelnik wygrał sprawę z Zabrzańską Spółdzielnią Mieszkaniową

                      Teresa Krzysztof, rzeczniczka ZSM pytana o to co się dzieje na zebraniach wysłała odpowiedź: "ZSM jest w trakcie Walnego Zgromadzenia. Redakcję zapraszamy do rozmowy po zakończeniu jego obrad tj. po 2 kwietnia. Natomiast naszych członków za Państwa pośrednictwem, zapraszamy do wzięcia udziału w obradach i merytorycznej dyskusji w najistotniejszych dla Spółdzielni sprawach."

                      • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:31
                        Skandal w Tarnobrzegu! Żywność zamiast trafić do ubogich znalazła się w… świątecznych paczkach pracowników spółdzielni mieszkaniowej
                        AAAdodano: 18 grudnia 2010, 1:15 Autor: KaT
                        tagi:paczki skandal tarnobrzeg żywność

                        To tylko część produktów, jakie otrzymaliśmy od pracowników Tarnobrzeskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, którzy poinformowali nas o rozdawnictwie unijnej żywności, między wszystkich pracowników (fot. KaT)
                        Przeczytaj więcejTo jest skandal! Na osiedlu Wielowieś resztki padłego konia leżą od majowej powodzi

                        Wyboista droga do przedszkola w centrum Tarnobrzega

                        Reklama Rusza konkurs na najnowocześniejszego usługodawcę
                        Mleko, ser żółty, płatki i konserwy otrzymali w pracownicy Tarnobrzeskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. W obdarowaniu żywnością, nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że pochodziła ona z Tarnobrzeskiego Banku Żywności i miała trafić do potrzebujących, którzy wezmą udział w przygotowywanej przez pracowników spółdzielni wigilii. Kiedy do naszej redakcji w Tarnobrzegu przyszło kilku mężczyzn z reklamówką pełną żywności, nie kryliśmy zaskoczenia. Kiedy jednak wyciągnęli z torby artykuły spożywcze opieczętowane ulotkami, że jest to żywność wydawana w ramach pomocy unijnej, wątpliwości same się rozwiały. – Kasza jęczmienna, ser żółty, mleko, płatki – to tylko część produktów jakie dostaliśmy – mówili mężczyźni, pracujący w Tarnobrzeskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. – To jest żywność dla ludzi potrzebujących, a my jeszcze do takich nie należymy. Te produkty trafiły do pracowników fizycznych w Zakładzie Budowlano Remontowym i administracji. Czy w mieście nie ma już bardziej potrzebujących osób? Są hospicja, domy pomocy, a nawet schronisko dla bezdomnych.

                        WYDALIŚMY NA WIGILIĘ I PACZKI

                        W Tarnobrzegu dystrybucją żywności wydawanej w ramach programu pomocy żywnościowej, zajmuje się Bank Żywności. Czesław Łuszczki, prezes banku przypomina, że owszem w ostatnich dniach wydał Tarnobrzeskiej Spółdzielni Mieszkaniowe dokładnie 2 tony i 464 kilogramów żywności. – O produkty wystąpili związkowcy ze spółdzielni, którzy organizują coroczną wigilię dla potrzebujących spółdzielców a także paczki – przypomniał Czesław Łuszczki.

                        Kiedy prezes zapoznał się z tematem, nie krył zaskoczenia i nerwów. – Jest to żywność, która miała dotrzeć wyłącznie na wigilię oraz do paczek, jakie będą robione dla uczestników wieczerzy – dodał. – To skandal, że ktoś rozdaje artykuły spożywcze, pomiędzy pracowników. To ma być pomoc dla potrzebujących, a pracownicy spółdzielni, raczej do tej grupy nie należą. Natychmiast wyjaśniam sprawę.

                        KTO ROZPROWADZIŁ?

                        Organizatorem corocznego spotkania wigilijnego dla samotnych i potrzebujących spółdzielców, które w tym roku odbędzie się 24 grudnia o godzinie 11 jest Środowiskowy Dom Kultury działający przy Tarnobrzeskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Krystyna Woźniak, kierownik Środowiskowego Domu Kultury stwierdziła, że ona za żywność nie odpowiada. Podała przy tym imię i nazwisko innej pracownicy. Lecz ani ta, ani żadna inna pracownica, wczoraj nie była już dla nas uchwytna. Dlatego poinformowaliśmy o sprawie Tomasza Lenarda, prezesa Tarnobrzeskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. – Jestem w drodze do Krakowa, ale już mój zastępca powiedział, że zaszła taka sytuacja – przyznał prezes Lenard. – Nie wiem, kto zarządza żywnością, bo nie mogę wiedzieć wszystkiego. Uważam, że przyczyną zamieszania są źle zinterpretowane zasady, jakie zostały ustalone.

                        Tomasz Lenard zapewnił, że mimo nieobecności w pracy, problem zostanie wyjaśniony.

                        Dodaj do
                        FacebookWykopŚledzikBlipTwitterDrukujWyślij znajomemuZgłoś błądForum
                        Pewnie jeszcze sporo tych darów z Banku żywności ma TSM więc wykorzystają na okoliczność BALU SYLWESTROWEGO jaki co roku organizują. SMACZNEGO. Bawcie się dobrze.
                        — gość, dodano: 27 grudnia, 13:25


                        Czytam i mysle. Szanowni Panstwo ja jestem na 100 procent pewna ze Pan Luszczki nic nie wiedzial na temat paczek dla spoldzielni mieszkaniowej.To jest
                        • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:32
                          Skończmy z wyzyskiem 12 mln Polaków przez spółdzielnie mieszkaniowe
                          Spółdzielnie mieszkaniowe zawyżają czynsze, wyrzucają niepokornych, innymi słowy - wyzyskują 12 milionów Polaków - napisaliśmy w artykule "Lokator pańszczyźniany" (nr 34). Po publikacji otrzymaliśmy setki listów, często zaczynających się od słów: "Wreszcie ktoś napisał prawdę o spółdzielniach mieszkaniowych". Czytelnicy pytali, jak walczyć z wszechwładzą spółdzielni, jak skończyć z bezkarnością ich prezesów. - Jest tylko jeden sposób: największe spółdzielnie, które liczą ponad 2 tys. członków, powinny zostać podzielone i powinna o tym zdecydować ustawa - uważa Łukasz Abagarowicz, poseł Platformy Obywatelskiej.

                          Czynsz, czyli haracz
                          Z ograniczeniem samowoli spółdzielni trzeba się spieszyć, gdyż szykują one kolejny skok na pieniądze lokatorów. Rząd zaproponował wprowadzenie podatku dochodowego dla spółdzielni mieszkaniowych. Związek Rewizyjny Spółdzielni Mieszkaniowych (ZRSM) natychmiast ogłosił, że będzie to oznaczać podwyżkę czynszu od 1 stycznia 2004 r. o około 2 proc., a zatem miesięcznie lokatorzy spółdzielni zapłacą prawie 30 mln zł więcej niż dotychczas. Problemem jest to, że spółdzielnie mieszkaniowe nie mają prawa osiągać zysków, bo wówczas działałyby tak samo jak firmy developerskie. Prawo spółdzielcze zakłada, że jeżeli pojawiają się nadwyżki finansowe, to natychmiast powinny być rozdysponowane między członków spółdzielni (na przykład poprzez zmniejszenie czynszu). Jeśli nie ma zysków, podatek powinien być zerowy. Dlaczego zatem spółdzielnie straszą podwyżkami?
                          Argumentem przemawiającym za szybką likwidacją spółdzielni jest częste łamanie przez nie prawa oraz nieuczciwa konkurencja z firmami developerskimi. Spośród 3,5 tys. spółdzielni mieszkaniowych 400 prowadzi inwestycje, czyli buduje mieszkania. Większość łamie prawo, budując mieszkania na sprzedaż. Spółdzielnie mogą budować domy tylko za pieniądze pochodzące z wkładu swoich członków. W praktyce wiele spółdzielni wykorzystuje własne zasoby mieszkaniowe jako źródło finansowania nowych inwestycji, naciągając starych członków. Wystarczy ściągnąć z nich haracz na tzw. fundusz remontowy, następnie zdefraudować te pieniądze i przeznaczyć na budowę nowych lokali (tak zrobiła warszawska spółdzielnia Wyżyny, która wybudowała garaże za pieniądze lokatorów i teraz próbuje je sprzedać). To przestępstwo w praktyce nie jest ścigane. Zwykle spółdzielnie przyjmują nowych członków po zakończeniu budowy, czyli po wniesieniu całego wkładu. - To faktyczna sprzedaż mieszkań, a każda spółdzielnia sprzedająca nowe mieszkania łamie prawo, bo działa jak developer - wyjaśnia Łukasz Abgarowicz. Tyle że w przeciwieństwie do developerów spółdzielnie nie płacą podatków.
                          • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:33
                            Prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Rozstaje w Gdańsku,podporządkował sobie Radę Nadzorczą i robi co chce.Sprzedaje nowe mieszkania za zawyżoną cenę,sprawuje władzę nielegalnie fałszując uchwały.Absolutorium dla zarządu sfałszowane dwukrotnie.Pobiera wysokie opłaty przy wykupie mieszkań nielegalnie.Zastrasza członków na prywatnych zebraniach.
                            Nie zarejestrowano nowego statutu.Działa nielegalne ZPCz.Wymusza łapówki.
                            A nasz Rząd mimo interwencji Posłow nie kiwnął palcem.
                            Nie chcę takiego Rządu.Będę głosował na PIS.
                            Jeśli PIS nam pomoże zyska dużą część wyborców z 12 milionów Członków Społdzielni.

                            • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:34
                              Lobby prezesów od lat wspierają aktywnie SLD i PSL. Szefem Krajowej Rady Spółdzielczej, "najwyższego organu samorządu spółdzielczego w Polsce", jest Jerzy Jankowski, były poseł SLD. To SLD i PSL uchwaliły art. 3 prawa spółdzielczego, stanowiący, że majątek spółdzielni jest prywatną własnością jej członków. Efekt? NIK straciła prawo do kontrolowania spółdzielni, a prezesi stali się bezkarni. Taki przywilej włoskie państwo oferowało tylko skruszonym gangsterom.

                              • Gość: NabityWspółdzielni IP: *.ip.netia.com.pl 08.06.11, 13:55
                                imć Jerzy Jankowski, były prezes spółdzielni mieszkaniowej z Zgorzelcu.

                                Spółdzielni, teraz która zapożyczyła lokatorów na ponad milion złotych na remont budynku - zrywanie azbestu. Nikt nie widział dokumentów przetargowych, firm biorących udział w przetargu, rozliczenia kosztów. Mieszańcom pozostał 20-letni kredyt do spłacenia.
                              • Gość: abc IP: *.54.249.32.smlw-legionowo.pl 09.06.11, 17:06

                                zeby przejac majatek spoldzielni i sprzedac go deweloperom.
                    • Gość: gazeta_dla_idiotów IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 11:31
                      > Definicja mafii spółdzielczej
                      > Mafia spółdzielcza - organizacja przestępcza rekrutująca się często ze środowis

                      to jest tekst tej Staroń... Ona faktycznie ma nie po kolei w głowie...

                      A po drugie: POchylony i wierzy w teorie spiskowe???
                      Rozpylanie helu, sztuczną mgłę
                      A fe...
                      • Gość: lajkonik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:54
                        Sprawę walki z mafią spółdzielczą popierali też zagorzali zwolennicy PISu - posłowie w programach Jaworowicz, jeśli oglądałeś i pamiętasz.
                        To nie jest sprawa PIS kontra PO. To sprawa obywatelska. Chodzi o to by każdy, kto uważa się za poszkodowanego przez spółdzielnię miał prawo z niej wystąpić, a ponieważ musi nadal współuczestniczyć w zarządzaniu nieruchomością ( trudno, żeby nie ;)) to musimy mieć wgląd w dokumentację, prawo głosu, prawo zaskarżenia pewnych decyzji. To oznacza, wreszcie, kontrolę organów państwowych - prokuratura, NIK i, przede wszystkim, sądów nad działaniami spółdzielni. Koniec z państwem w państwie.
                        MA to znaczenie w dużych spółdzielniach, gdzie kontrola jest iluzoryczna. Jestem pewien, że ze spółdzielni jedno, dwu blokowych ludzie nie będą występować. Z większych - natychmiast i masowo.
                        • Gość: gazeta_dla_idiotów IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 11:58
                          > MA to znaczenie w dużych spółdzielniach, gdzie kontrola jest iluzoryczna. Jeste
                          > m pewien, że ze spółdzielni jedno, dwu blokowych ludzie nie będą występować. Z
                          > większych - natychmiast i masowo.

                          jest pytanie czy wszyscy POchyleni mają gó-w-no w głowie zamiast mózgu?

                          Ustawa nie mówi o występowaniu ale likwidacji spółdzielni i przymusowym
                          powstaniu wspólnoty... wystarczy że jeden oszołom z bloku wystąpi z takim wnioskiem
                          • Gość: lajkonik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:12
                            dotąd na forach wyzywano mnie od pisuarów :). A ja ani to, ani to.

                            Sam sobie zaprzeczyłeś przytaczając cytat. Wystąpienie choćby jednego członka spółdzielni powoduje przymus powstania wspólnoty. Owszem. Ale nie rozwiązuje Spółdzielni. Powstaje mała wspólnota, w której Spółdzielnia ma zdecydowaną większość i na zebrania wspólnoty przynosi gotowe stanowisko uchwalone na walnym. Przegłosowuje co chce na zebraniu i... tu jest różnica. Dotąd taki człowiek nie mógł nic zrobić. Musiał płacić np zawyżony czynsz czy eksploatację. Teraz taką uchwałę zaskarży do sądu. To zmusi władze spółdzielni do opamiętania. Szczególnie władze dużych spółdzielni, molochów.
                            • Gość: A1 IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 12:18
                              > Sam sobie zaprzeczyłeś przytaczając cytat.

                              wg ciebie tak jest...

                              > Wystąpienie choćby jednego członka s
                              > półdzielni powoduje przymus powstania wspólnoty.

                              po co?

                              > Teraz taką uch
                              > wałę zaskarży do sądu.

                              polskie sądy sądzą Jaruzelskiego 20lat...
                              człowieku mieszkasz w Polsce... powtórz sobie w P-o-l-s-c-e

                              Jeden oszołom zablokuje każdą decyzję i doprowadzi budynek
                              do poziomu slamsu... Pod kontrolą niezawisłego sądu oczywiście
                              • Gość: lajkonik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 13:06
                                Po co ?
                                Przecież napisałem nie tylko w tym poście. Wbrew pozorom sądy w Polsce działają. Wolniej lub szybciej. Natomiast dużej spółdzielni NIE SKONTROLUJESZ. W polskich warunkach.

                                Mam doświadczenie: z małą spółdzielnią - 2 budynki, ponad 100 spółdzielców,
                                małą wspólnotą - 12 lokali
                                dużą spółdzielnią - dziesiątki tysięcy spółdzielców
                                prywatnym domem na prywatnej działce.

                                Tylko w przypadku dużej spółdzielni musiałem w pewnych sprawach komunikować się z nimi za pomocą adwokata, a oni odpowiadali pisami radcy płaconego też z moich pieniędzy :)
                                Kontroli i sprzeciwu wobec nich nie ma !
                                Sądy w Polsce działają opieszale, owszem. Ale działają !!! Spółdzielnie, szczególnie duże są POZA KONTROLĄ.

                                P.S. Sąsiedzi prywatnego domu też potrafią uprzykrzyć Ci życie, a w każdym razie powinieneś się liczyć z ich zdaniem. Żyjemy w społeczeństwie i podporządkowujemy się temu faktowi. W ramach prawa. W Spółdzielniach molochach to prawo NIE ISTNIEJE. Wiem z doświadczenia.
                                • Gość: A1 IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 13:38
                                  > Mam doświadczenie: z małą spółdzielnią - 2 budynki, ponad 100 spółdzielców,
                                  > małą wspólnotą - 12 lokali
                                  > dużą spółdzielnią - dziesiątki tysięcy spółdzielców
                                  > prywatnym domem na prywatnej działce.

                                  jednym słowem
                                  brak ci doświadczenia we wspólnocie > 50 członków
                                  a to jest właśnie przypadek, o którym jest mowa

                                  a co do kontroli to nie bardzo rozumiem, że są poza
                                  a we wspólnocie będzie cacy...
                                  W dużej wspólnocie dostaniesz rachunek za to-i-tamto od zarządzającego
                                  i możesze sobie podyskutować z zarządzającym dokładnie tak
                                  jak ze spółdzielnią. I to będzie taka różnica i też dostaniesz odp. od radcy prawnego
                                  -- jak myślisz kto temu radcy ostatecznie będzie płacił ??
                                  • Gość: lajkonik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 14:00
                                    A czym że jest spółdzielnia 100 lokali, jak nie wspólnotą plus 50 ? :)

                                    Na dziś wg prawa wspólnota 12 i plus 50 to te same obowiązki.

                                    Zapytam raczej o wielkość spółdzielni dużej, gdzie na walne są wybierani reprezentanci, i w której nawet jak podyskutujesz o rachunku to nie masz już drogi odwoławczej. W praktyce DUŻEJ spółdzielni.
                                    We wspólnocie po dyskusji o rachunku, który ci nie odpowiada, idziesz na zebranie wspólnoty, a po podjęciu przez resztę uchwały o udzieleniu absolutorium ( a może innym też nie odpowiada i takiej uchwały nie będzie :) ) zaskarżasz ją do sądu. Jeżeli twoje argumenty są zasadne masz szansę. W wypadku spółdzielni uchwałę walnego możesz zaskarżyć do lustratora spółdzielczego. Tak jest w przypadku także innych uchwał.
                                    Generalnie jestem za tym by wspólnoty ( czy spółdzielnie, jeżeli dobre) były ograniczone do 1-2 budynków, wspólnego terenu, w porywach mikro osiedla połączonego jakimiś funkcjami np wspólny sklep należący do nich ( nie do spółdzielców) czy plac zabaw między blokami. Jednak aby forma spółdzielcza była dobrowolna, a osoba występująca z niej miała nadal wpływ na funkcjonowanie spółdzielni w zakresie jej dotyczącym i nie traciła swoich praw. Tylko tyle i aż tyle.

                                    • Gość: A1 IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 14:08
                                      > Na dziś wg prawa wspólnota 12 i plus 50 to te same obowiązki.
                                      ...
                                      > Generalnie jestem za tym by wspólnoty

                                      ja jestem za tym żeby każdy dostał mercedesa i dwie nagie nałożnice...

                                      Mówimy o Polsce --kraju w którym premier walczy z `kibolami' czy trzeba
                                      większej demonstracji jak bardzo to państwo jest do niczego?
                                      Że bandyta będzie ścigany ale wyłącznie na stadionie; a złodziej jak będzie
                                      prezesem SM? Tak?
                                      • Gość: lajkonik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 14:41
                                        Chyba się zapętliłeś.
                                        Jestem kibolem, to brzmi dumnie. Jestem za kibicowaniem i za ściganiem bandytów, nie tyle stadionowych, tylko ogólnie bandytów. Kibice Legii na stadionie zachowują się fajnie, ale jeszcze kilka lat temu najeżdżali, dosłownie, szkoły, w których odbywała się polonijna akcja kibic. Za to policja nie ścigała. Wywozili do lasu. Nie ścigała. Pałowała za to kibiców na stadionie, którzy mieli bilety. TVN był w niebowzięty i wszystko super.
                                        Dziś ściga za Tolę, zamiast ścigać Tolę i przede wszystkim pomagierów jak Miro, Rycho, Zbycho czy Zupa. Ale to inna sprawa.
                                        Mylisz dwie różne rzeczy . Ja odbieram projekt Staroń jako obywatelski i się pod nim podpisuję. Wiem, że podpisuje się pod nim wielu posłów PO, ale może, przede wszystkim, PiS. Jak będzie zadecydują niestety sondaże. Gdyby przeszedł jako ponad partyjny byłoby super. Jednak lobby prezesów nie śpi.
                                        Jesteś "lobbystą" ?
                                        • Gość: A1 IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 14:49
                                          > Ja odbieram projekt Staroń jako obywatelski

                                          najlepsze ustawy uchwala się tuż przed wyborami?

                                          no cóż

                                          na głupotę lekarstwa jeszcze nie wymyślono
                                          • Gość: lajkonik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 15:01
                                            Czy ja gdzieś napisałem, że termin jest dobry ? Napisałem raczej, że już PIS próbował taką ustawę przepchnąć przed poprzednimi wyborami i nic z tego nie wyszło ! Właśnie ze względu na czas.
                                            Natomiast napisałem, że chciałbym, aby to była ustawa ponadpartyjna, poparta przez posłów wszystkich ugrupowań. !!!
                                            • 28.06.11, 08:39
                                              Okrzyknięto ją w prasie rewolucyjną i rewelacyjną. Zyskała akceptację związków spóldzielców które do upadłego zapowiadają bić się o tę ustawę, więc postanowiłem sprawdzić czy jest o CO.


                                              Nowa ustawa nie gwarantuje choćby jednego uwłaszczenia spółdzielcy, co więcej wprowadzone tam nowe uregulowania prawne sprawią, że spółdzielcy zaczną tracić nawet obecny stan posiadania

                                              Do tej pory prawo chroniło członka spółdzielni posiadającego własnościowe prawo do lokalu. Mieszkanie stanowi najważniejsze dobro członka spółdzielni i jego rodziny - stanowi podstawę ich bytu.
                                              To członek spółdzielni w całości sfinansował wybudowanie własnego mieszkania. To, że nie jest w pełni jego właścicielem, to zasługa ustawodawców, którzy doprowadził do sytuacji, w której spółdzielnia choć nie poniosła żadnych nakładów z własnych środków, stała się właścicielem budynków mieszkalnych i towarzyszącej infrastruktury sfinansowanych przez członków spółdzielni.

                                              Do dnia dzisiejszego art. 1718 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych stanowi że w przypadku likwidacji czy upadłości spółdzielni spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu przekształca się w odrębną własność

                                              Art. 1718.

                                              1.Jeżeli w toku likwidacji, postępowania upadłościowego albo postępowania egzekucyjnego z nieruchomości spółdzielni, nabywcą budynku albo udziału w budynku nie będzie spółdzielnia mieszkaniowa, spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu przekształca się w prawo odrębnej własności lokalu lub we własność domu jednorodzinnego
                                              W projekcie nowej ustawy wprowadzono dodatkowy przepis art. 32 ust. 3 stanowiący, że w przypadku likwidacji albo upadłości spółdzielni przekształcenie spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu w odrębną własność może mieć miejsce tylko po zaspokojeniu
                                              wszystkich roszczeń wierzycieli spółdzielni co sankcjonuje bezprawne przejęcie majątku członków spółdzielni przez spółdzielnię..

                                              Artykuł nowego prawa dopuszcza sprzedaż gruntu z budynkami oraz członkami posiadającymi spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu.
                                              Niewątpliwie w chwili tego zbycia ich spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu przestanie istnieć i staną się oni najemcami u nowego właściciela.

                                              Art. 32 projektu nowej ustawy

                                              3. Jeżeli w toku likwidacji albo postępowania upadłościowego nie nastąpiło zbycie prawa do gruntu wraz z budynkiem albo udziałem we współwłasności budynku, z dniem wykreślenia spółdzielni z rejestru po zakończeniu jej likwidacji albo postępowania upadłościowego spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu przekształca się w prawo odrębnej własności lokalu lub we własność domu jednorodzinnego.

                                              Co więcej tak ustanowione prawo otworzy nowe możliwości zadłużania spółdzielni bowiem zwiększy niesamowicie jej zdolność kredytową . Zaciągnięte kilkudziesięciomilionowe kredyty będą mieć pokrycie. Gwarancją i zabezpieczeniem ich spłaty będzie ustawowa możliwość zajęcia i sprzedaży mieszkań o statusie spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu.
                                              .
                                              W ten sposób nastąpi obejście przepisu art. 19 paragraf 3 ustawy Prawo spółdzielcze


                                              Art. 19. .
                                              § 3. Członek spółdzielni nie odpowiada wobec wierzycieli spółdzielni za jej zobowiązania.

                                              Rewelacyjna i rewolucyjna jak twierdzą twórcy jej projektu ustawa uwłaszczająca? Wszystko wskazuje na to, że jednak wywłaszczająca!


                                              Oczywiscie są jeszcze inne takie kwiatki w zapisie nowej ustawy i jest ich cały bukiet
                                          • 06.07.11, 00:52

                                            EKSTERMINOWAĆ CHCE NAS TĄ USTAWĄ PARTIA OSZUSTÓW


                                            Nowa ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych podkomisji pani Staroń nie gwarantuje choćby jednego uwłaszczenia spółdzielcy, co więcej wprowadzone tam nowe uregulowania prawne sprawią, że spółdzielcy zaczną tracić nawet obecny stan posiadania

                                            Do tej pory prawo chroniło członka spółdzielni posiadającego własnościowe prawo do lokalu. Mieszkanie stanowi najważniejsze dobro członka spółdzielni i jego rodziny - stanowi podstawę ich bytu.
                                            To członek spółdzielni w całości sfinansował wybudowanie własnego mieszkania. To, że nie jest w pełni jego właścicielem, to zasługa ustawodawców, którzy doprowadził do sytuacji, w której spółdzielnia choć nie poniosła żadnych nakładów z własnych środków, stała się właścicielem budynków mieszkalnych i towarzyszącej infrastruktury sfinansowanych przez członków spółdzielni.

                                            Do dnia dzisiejszego art. 17 z indeksem 18 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych stanowi że w przypadku likwidacji czy upadłości spółdzielni spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu przekształca się w odrębną własność

                                            Art. 17 z indeksem 18.

                                            1. Jeżeli w toku likwidacji, postępowania upadłościowego albo postępowania egzekucyjnego z nieruchomości spółdzielni, nabywcą budynku albo udziału w budynku nie będzie spółdzielnia mieszkaniowa, spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu przekształca się w prawo odrębnej własności lokalu lub we własność domu jednorodzinnego


                                            W projekcie nowej ustawy wprowadzono DODATKOWY przepis art. 32 ust. 3 stanowiący, że w przypadku likwidacji albo upadłości spółdzielni przekształcenie spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu w odrębną własność może mieć miejsce TYLKO po zaspokojeniu wszystkich roszczeń wierzycieli spółdzielni co sankcjonuje bezprawne przejęcie majątku członków spółdzielni przez spółdzielnię..

                                            Artykuł nowego prawa dopuszcza sprzedaż gruntu z budynkami oraz członkami posiadającymi spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu.
                                            Niewątpliwie w chwili tego zbycia ich spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu przestanie istnieć i staną się oni najemcami bez żadnych praw u u nowego właściciela.

                                            Art. 32 projektu nowej ustawy

                                            3. Jeżeli w toku likwidacji albo postępowania upadłościowego nie nastąpiło zbycie prawa do gruntu wraz z budynkiem albo udziałem we współwłasności budynku, z dniem wykreślenia spółdzielni z rejestru po zakończeniu jej likwidacji albo postępowania upadłościowego spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu przekształca się w prawo odrębnej własności lokalu lub we własność domu jednorodzinnego.

                                            Co więcej tak ustanowione prawo stworzy nowe możliwości zadłużania spółdzielni bowiem zwiększy niesamowicie jej zdolność kredytową . Zaciągnięte kilkudziesięciomilionowe kredyty będą mieć pokrycie. Gwarancją i zabezpieczeniem ich spłaty będzie ustawowa możliwość zajęcia i sprzedaży mieszkań o statusie spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu.

                                            . W ten sposób nastąpi obejście przepisu art. 19 paragraf 3 ustawy Prawo spółdzielcze

                                            Art. 19. .
                                            § 3. Członek spółdzielni nie odpowiada wobec wierzycieli spółdzielni za jej zobowiązania.

                                            Nowa ustawa przewiduje taki epilog w przypadku likwidacji lub upadłości spółdzielni dla posiadających spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu

                                            Art. 21 ustęp 4 projektu nowej ustawy cytuję :

                                            „4. Zakończenie likwidacji spółdzielni albo postępowania upadłościowego NIE MOŻE NASTAPIĆ PRZED ZBYCIEM prawa do gruntu wraz z budynkiem albo udziałem we współwłasności budynku, w którym zostały ustanowione albo miały być ustanowione spółdzielcze lokatorskie prawa do lokali mieszkalnych.”

                                            No cóż trzeba przyznać że w stosunku do posiadających SPÓŁDZIELCZE LOKATORSKIE prawo do lokalu obecna ustawa stanowiła podobnie, choć z Dużym Wyjątkiem.

                                            Po sprzedaży mieszkań o statusie spółdzielczych lokatorskiego prawa do lokalu prawo te przekształcało się w najem na korzystnych warunkach a lokator PODLEGAŁ OCHRONIE ustawy o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego ( art. 16 ustęp 1 OBECNIE OBOWIAZUJĄCEJ USTAWY). Chroniło to najemcę przed windowaniem czynszu do astronomicznych wielkości przez nowego właściciela i eksmisją na Bruk Najemcy.

                                            Nowa ustawa LIKWIDUJE ten zapis pozostawia sprzedanych wraz z lokalem jak BYDŁO za długi spółdzielni bez żadnej ochrony czy praw. Będzie to przyczyną wielu tragedii rodzin polskich.

                                            Rewelacyjna i rewolucyjna jak twierdzą twórcy jej projektu ustawa uwłaszczająca? Wszystko wskazuje na to, że jednak wywłaszczająca!

                                            A Pani Staroń I PO TAK CHWALĄ tą ustawę CO więcej związki spółdzielcze też CO JEST GRANE ????

                                            więcej ułomności tej ustawy na stronie


                                            serwis21.blogspot.com/2011/06/ustawa-o-spodzielniach-mieszkaniowych.html
                                    • Gość: abc IP: *.54.249.32.smlw-legionowo.pl 09.06.11, 17:04
                                      a od mojej spoldzielni sie odwal, proszę.
                                • Gość: bebe IP: *.toya.net.pl 08.06.11, 16:42
                                  Zgadzam się całkowicie z lajkonikiem. Mieszkam w domu (84 lokale) wybudowanym w 2003 roku przez spółdzielnię, oczywiście za pieniądze kupujących. Notarialne akty własności otrzymalismy dopiero w 2010 roku, bo wczesniej budynek był obciążony wysokim długiem spółdzielni. Ponieważ ludziom sie nie śpieszy do załatwiania formalności u notariusza, nadal nie mamy 50% wyodrębnonych lokali. Obecnie jest to ok. 48%. oczywiście ci co wyodrębnili lokale nie mają żadnych praw, bo nawet gdy przyjdą na zebranie spółdzielni to nie maja prawa głosu. Nie wiemy na co ida pieniądze np z funduszu remontowego, co planuje spółdzielnia itp. Jestem za tą ustawą.
                            • Gość: kierownik IP: 195.116.98.* 13.06.11, 13:24
                              Co za bełkot. A obecnie taka osoba nie może iść do sądu? Otóż może i wskazuje to konkretny przepis ustawy o Spółdzielniach mieszkaniowych.
                              I dwa słowa co do powstania wspólnoty, bo też głupoty wypisujesz. Wspólnota miała by powstać nie po wystąpieniu z członkostwa spółdzielni, ale po wyodrębnieniu własności lokalu. Jakbyś przeczytał projekt tej ustawy to byś wiedział, że po wejściu jej w życie wszyscy, absolutnie wszyscy z mocy prawa stają się członkami spółdzielni, nawet ci którzy przed jej wejściem wyodrębnili własność lokalu i zrezygnowali z członkostwa w spółdzielni.
                              Media sprzedają wam papkę o likwidacji spółdzielni, a tak na prawdę ta ustawa narobi więcej szkody niż wam się wydaje. Ale chłońcie dalej papkę poseł Staroń.
                    • Gość: Olsztyniak IP: *.uwm.edu.pl 09.06.11, 09:38
                      Akurat spółdzielnia "Pojezierze" w Olsztynie to najporządniejsza spółdzielnia w Olsztynie. Stare bloki z lat 70. Wszystkie już od 10 lat ocieplone, wiele z nich ma powymieniane windy na nowoczesne, itd. Do tego opłaty są niższe niż w innych spółdzielniach w mieście. Zaszczuty przez Staroniową przezes Procyk wybudował własną (tzn. spółdzielni) rurę ciepłowniczą - dzięki temu spółdzielnia nie musi kupować ciepła od lokalnego monopolisty - może kupować ciepło bezpośrednio od wytwórcy i ma do wyboru fabrykę Michelin lub MPEC.
                      Owszem, prezez Procyk nie był święty - może i był TW, wybudował blok ("plombę" w doskonałej lokalizacji) w którym mieszkania pokupowali wpływowi sędziowie, prokuratorzy, itd. ale jakie to ma znaczenie dla spółdzielców?
                      • Gość: QWERRTY IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.06.11, 10:00
                        > Owszem, prezez Procyk nie był święty - może i był TW, wybudował blok ("plombę"
                        > w doskonałej lokalizacji) w którym mieszkania pokupowali wpływowi sędziowie, pr
                        > okuratorzy, itd. ale jakie to ma znaczenie dla spółdzielców?


                        Żadnego, cięzki kretynie, ŻADNEGO!
                      • Gość: 123 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.06.11, 10:01
                        Gość portalu: Olsztyniak napisał(a):

                        > Akurat spółdzielnia "Pojezierze" w Olsztynie to najporządniejsza spółdzielnia w
                        > Olsztynie.

                        To wyobraźmy sobie te "mniej porządne"... :-)
    • 08.06.11, 11:26
      najwyzsza pora aby ktos rozpieprzyl te komunistyczne molochy. ludzie maja dosc spoldzielni, zle zarzadzanych, rozkradajacych pieniadze, robiacych szwindle za szwindlami. dlatego tylko mozna przyklasnac temu projektowi. a ze spoldzielnie beda protestowaly... ICH PROBLEM! sie im w d.... poprzewracalo i zachowuja sie jak wlasciciele a sa tylko ZARZADCAMI, takimi samymi jakich mozna sobie wynajac albo stac sie samemu. jesli ten projekt nie przejdzie to dalej spoldzielcy beda krojeni w bialy dzien bez mozliwosci obrony
      --
      czasem bywam tu i tam ;)
    • Gość: harcz IP: *.welnowiec.net 08.06.11, 11:27
      PO się topi :) kolejne wybory będą gorzkim sądem i rozrachunkiem z tymi "pseudo patriotami"
    • Gość: u IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:30
      bedziecie utrzymywac ta sama infrastrukture, placic firmie zarzadcy, firmie sprzatajacej, konserwatorom. kasa pojdzie po prostu do innych kieszeni.
      • Gość: gazeta_dla_idiotów IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 11:33
        > bedziecie utrzymywac ta sama infrastrukture, placic firmie zarzadcy, firmie spr
        > zatajacej, konserwatorom. kasa pojdzie po prostu do innych kieszeni.

        i o to chodzi... żeby kosili nasi a nie tamci...
      • 08.06.11, 11:39
        Gość portalu: u napisał(a):

        > bedziecie utrzymywac ta sama infrastrukture, placic firmie zarzadcy, firmie spr
        > zatajacej, konserwatorom. kasa pojdzie po prostu do innych kieszeni.

        Na moim osiedlu przez ostatnie 10 lat nie posiano ani jednego trawnika, naprawiono dwa krótkie chodniki po miesiącach walki, nie powstał ani jeden nowy sklep, ani jedno nowe miejsce do rekreacji. Praktycznie jedyny lokal usługowy to ... kebab.

        Chodzi o to, żeby ludzie mieli wpływ na to co się dzieje w ich własnym otoczeniu.
        • Gość: gazeta_dla_idiotów IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 11:41
          > Chodzi o to, żeby ludzie mieli wpływ na to co się dzieje w ich własnym otoczeni
          > u.

          byłeś kiedyś na WZA?
        • Gość: ua IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:43
          na moim osiedlu stale docieplane sa budynki (koszty wychodza NIZSZE niz we wspolnotach mieszkaniowych), sa nowe chodniki z pobruku, nowe boiska, place zabaw, codziennie rano podlane sa trawniki, wymienione okna na klatce schodowej, sprawne domofony, czysto i fajnie.
          powstana wspolnoty to kazdy zacznie se wyrywac parking po kawalku, przeganiac dzieci z boiska bo przeciez to bloku X a nie Y, tych z dolu gowno bedzie obchodzil dach itd itp.
          jak jest za duzo ludzi do rzadzenia to jest warcholstwo i polski sejm.
          • Gość: gzesiolek IP: *.polorto.com.pl 08.06.11, 11:53
            niestety to jest problem naszych rodakow, zwlaszcza tych uwazajacych sie za najbardziej prawych... a nie sposobu rzadzenia...
            po prostu jeszcze kilka pokolen bedziemy sie uczyc demokracji i postawy obywatelskiej, miast narzekania i dbania tylko o swoj czubek nosa...
    • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:36
      Skandal w olsztyńskiej spółdzielni mieszkaniowej
      Wtorek, 15 marca 2005 (13:25) 15 zarzutów dla prezesa olsztyńskiej spółdzielni \"Pojezierze\"; 9 dla księgowej. Dotyczą one głównie podrabiania dokumentów. W sprawie są też wątki korupcyjne, np. ustawianie przetargów na wymianę liczników wody.

      Jednym z ciekawszych wątków całej afery jest sprzedaż mieszkań po zaniżonych cenach. Istnieje podejrzenie, że kupowali je wpływowi mieszkańcy Olsztyna, m.in. prokuratorzy i sędziowie.

      Prokurator zawiesił i prezesa, i księgową spółdzielni w wykonywaniu obowiązków służbowych, oboje zostali też pozbawieni paszportów i mają zakaz opuszczania kraju.

      Prezes spółdzielni słynący z ciętego i dosadnego języka i tym razem daleki jest od pokory – uważa, że z zarzutami, jakie stawia mu prokuratura, nie ma nic wspólnego.

      Dodajmy, że jeszcze w tym tygodniu do grona podejrzanych w aferze ma dołączyć kilkanaście osób. Jak dowiedział się reporter RMF, będą to prawdopodobnie pracownicy spółdzielni i uczestnicy przetargów.

      • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:37
        Do trzeciej rano tarnobrzeżanie wybierali nowych członków Rady Nadzorczej największej spółdzielni w mieście. - Dość tego złodziejstwa. Najwyższa pora skończyć z marnotrawstwem naszych pieniędzy - wołali oburzeni mieszkańcy tarnobrzeskich osiedli Przywiśle i Młodych. Takich tłumów na zebraniu członków Tarnobrzeskiej Spółdzielni Mieszkaniowej nie było już dawno.

        Poniedziałkowe zebranie sprawozdawczo-wyborcze członków TSM z dwóch tarnobrzeskich osiedli zapowiadało się bardzo burzliwie. Nasze publikacje dotyczące wydatków Rady Nadzorczej i władz spółdzielni zmotywowały spółdzielców do przyjścia. Około trzystu osób chciało usłyszeć wyjaśnienia, a potem wybrać pięciu swoich reprezentantów do nowej Rady Nadzorczej spółdzielni.

        BO OŚMIELILI SIĘ KRYTYKOWAĆ?

        Zaczęło się od skandalu. Na wyraźne polecenie prezesa spółdzielni Stanisława Widza wynajęci za pieniądze spółdzielców rośli ochroniarze, używając siły wyrzucili dziennikarzy z budynku. W obronie przedstawicieli mediów stanęła większość przybyłych na spotkanie ludzi. Przyjechał patrol policji, żeby wyjaśnić sprawę.

        - To nie jest prywatny folwark prezesa spółdzielni i nie on może decydować o tym, czy dziennikarze mogą uczestniczyć w spotkaniu - grzmiał Włodzimierz Mróz, jeden ze spółdzielców. - To niesłychane, żeby za nasze pieniądze nasyłać osiłków na dziennikarzy, dlatego, że ujawnili skandalicznie wysokie koszty funkcjonowania Rady Nadzorczej spółdzielni.

        W obronie dziennikarzy stanęli także inni spółdzielcy. Część z obecnych na sali osób zagroziła zbojkotowaniem zebrania, jeśli przedstawiciele mediów nie zostaną wpuszczeni. Dopiero pod takim naciskiem prezes Stanisław Widz zmienił zdanie. Jego tłumaczenia były wyjątkowo dziwne. - Nie umożliwiam wejścia dziennikarzom, ale trzeba było się zapowiedzieć, poinformować nas dzień, dwa dni wcześniej - mówił, niemal gotując się ze złości.

        BYŁY PREZES NIE MOŻE

        W sali Środowiskowego Domu Kultury było nie mniej gorąco. Już na początku zdziwienie spółdzielców wywołał fakt, że ochrona dostała polecenie nie wpuszczenia na zebranie zażartego przeciwnika obecnych władz Tarnobrzeskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, jej byłego prezesa (do lipca ubiegłego roku) Tomasza Lenarda. Nie jest co prawda spółdzielcą z Przywiśla ani z osiedla Młodych, lecz miał pełnomocnictwo wystawione przez Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze (Siedziba mieści się w budynku TSM), uprawniające do reprezentowania tego stowarzyszenia i głosowania za nie.

        Po konsultacji z szefem Rady Nadzorczej Januszem Kłosem prezes spółdzielni Stanisław Widz poinformował zebranych na Sali spółdzielców, że były prezes Lenard nie ma prawa uczestniczyć w zebraniu. - To jakieś własne interpretacje prawa. Przecież to zebranie między innymi oceniające ubiegłoroczną działalność Rady Nadzorczej i zarządu spółdzielni, a do połowy roku pan Lenard był prezesem - mówił Wiesław Lichota, spółdzielca - były szef Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Tarnobrzegu.

        Podobnych głosów było więcej, ale ostatecznie były prezes TSM nie wziął udziału ani w zebraniu, ani w głosowaniu.

        NAWET SIĘ NIE ŚNIŁO

        Spółdzielcy z dwóch tarnobrzeskich osiedli zarzucili przewodniczącego Rady Nadzorczej i prezesa spółdzielni pytaniami. Większość z nich nawiązywała do naszych publikacji. Przypomnijmy, że według naszych ustaleń przez ostatnie siedem lat Rada Nadzorcza Tarnobrzeskiej Spółdzielni Mieszkaniowej kosztowała spółdzielców 1,3 miliona złotych, z czego aż 405 tysięcy pochłonęły wydatki na pełniącego funkcję społeczną przewodniczącego tejże Rady.

        - Czytam w gazecie o czymś, o czym nawet nam się nie śniło. My płacimy czynsz, a z tych pieniędzy Rada sobie co roku przyznaje nagrody - grzmiał dopuszczony do głosu jeden z mieszkańców. - Jakby tego było mało, mój znajomy otrzymał list z kartką, na której były wypisane nazwiska kandydatów do nowej Rady. Czy wykorzystywanie danych osobowych spółdzielców z zasobów spółdzielni nie jest łamaniem ustawy o ochronie danych osobowych?

        Inni spółdzielcy dociekali, skąd takie wysokie koszty funkcjonowania Rady Nadzorczej. Bardzo ogólnikowych wyjaśnień ze strony przewodniczącego Rady Nadzorczej TSM Janusza Kłosa doczekała niewielka grupa ludzi uczestniczących w poniedziałkowym zabraniu. Odpowiedzi padły bowiem (zgodnie z przyjętym porządkiem obrad) w końcówce dziesięciogodzinnego spotkania, zakończonego po godzinie 3 w nocy! Janusz Kłos poinformował między innymi, iż zawiadomi prokuraturę, żeby zbadała, w jaki sposób dziennikarz "Echa Dnia” dotarł do dokumentów dotyczących spółdzielni i Rady Nadzorczej.

        NOWE TWARZE W RADZIE

        Wcześniej mieszkańcy osiedli Młodych i Przywiśla wybrali członków rad osiedlowych oraz swoich reprezentantów w Radzie Nadzorczej Tarnobrzeskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Spośród ponad 30 zgłoszonych kandydatur wybrano pięć osób. Nastąpiła zmiana warty, gdyż spośród członków ustępującej Rady Nadzorczej, do nowej nie wszedł żaden.

        Zdecydowana większość spółdzielców nie czekała jednak na podliczenie głosów. Po wskazaniu kandydatów do rad na wydrukowanych listach, zmęczeni kilkugodzinnym posiedzeniem ludzie poszli do domu.

        NAGRODY Z "KABLÓWKI”

        Dotarliśmy wczoraj do kolejnych dokumentów, które obnażają działalność ustępującej Rady Nadzorczej Tarnobrzeskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. 8 grudnia 2005 roku Rada podjęła uchwałę (nr XI/98/2005), odnośnie przyznania prawie wszystkim członkom tejże Rady oraz społecznemu członkowi zarządu spółdzielni nagród na łączną kwotę 21.500 złotych (z tego dla przewodniczącego RN Janusza Kłosa 8 tysięcy zł).

        Zdziwienie budzić może nawet nie tyle wysokość przyznanych sobie nagród, co źródło pozyskania pieniędzy. Nagrody te wliczono w ciężar kosztów… telewizji kablowej. Czyżby, jak twierdzi nasz informator - pieniądze z puli przewidzianej na funkcjonowanie Rady Nadzorczej, zostały wcześniej "przejedzone”?

        Na uchwale pod listą nazwisk nagrodzonych dopisano: "Z uwagi na zwiększoną realizację zadań z zakresu TV kablowej nagrody wliczyć w ciężar kosztów TV kablowej”. Dokument podpisał przewodniczący Rady Nadzorczej Tarnobrzeskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.
        • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:39
          GŁOS SZCZECIŃSKI - Kpiny z ludzi, czyli skandal na Barlickiego

          Przez niesolidną miedzyzdrojską firmę dwieście osób marznie w swoich mieszkaniach. Prezes spółdzielni mieszkaniowej przyznaje, że firma go zawiodła, ale i tak bedzie z nią współpracowal jeszcze przez 15 lat!

          Bez ogrzewania, ciepłej wody, w wilgoci - w takich warunkach żyli mieszkancy bloków przy ulicy Barlickiego na Warszowie przez ponad dwa tygodnie. Gdy w koncu zaczęto grzać, woda rozsadziła rury!

          Wszystko dlatego, że nie zamontowano w terminie nowego pieca grzewczego. Właściciel - spółdzielna Przymorze - bezradnie rozkłada ręce.

          Mieszkancy mieli mieć ciepłą wodę i ogrzewanie 15 października. Do tego czasu w stojącej obok bloków kotłowni miał stanąć nowy piec grzewczy. Ale tak się nie stalo, bo firma opóźniła się z pracami. Zleceniodawca - i spółdzielnia mieszkaniowa Przymorze - nie potrafiła wykonawcy zdyscyplinować do przyśpieszenia robót.

          Jeszcze we wtorek kaloryfery były zimne, a z kranu leciała lodowata woda. - To skandal! Władze spółdzielni nie przejmują się nami. Niech sobie ludzie marzną, ich to obchodzi - mówią wściekli mieszkancy.

          - Współczuje mieszkańcom. Ale co mogłem wiecej zrobić? - bezradnie rozkłada ręce prezes spółdzielni Krzysztof Wagner.

          W środę, gdy sprawą zainteresowaly się media, próbowano na gwałt uruchomić ogrzewanie. Konsekwencja tego była jednak taka, że ciepła woda rozsadziła rury.
          - I dalej mamy zimno! - mówi Dariusz Najduszyński.

          Marzną dzieci

          W blokach przy ulicy Barlickiego mieszka blisko 200 rodzin. Wiele z nich ma małe dzieci. Dziecko Ewy Morańskiej jest chore już od prawie dwóch tygodni.

          - W domu jest wilgoć, zimno. Nie da się wysiedzieć. Wszyscy pociągamy nosami. Kto mi teraz zwróci kilkaset złotych za leki? No pytam, kto? Prezes spółdzielni? - mówi zdenerwowana.

          - Nie można się wykąpać, umyć naczyn czy zrobić prania - mówi Czesław Sitek i zaraz macha reką - Zresztą i tak nic by nie wyschło, bo jest taka wilgoć.

          Mówi, że w nocy jest tak zimno, że chodzi spać w dwóch parach dresów i przykrywa się jeszcze grubą pierzyną.
          Niektórzy ironicznie żartują, że aby wysiedzieć jakoś w mieszkaniu, trzeba byłoby wypić "setkę" na rozgrzewkę.

          - Tylko co? Dzieciom też mamy dać? - dodają załamani.

          Zarząd ma ciepło

          Nikt ze spółdzielni nie spotkał się z mieszkancami, żeby wyjaśnić jak długo potrwają prace. Wieszano za to kartki na klatkach schodowych.

          - Z informacją, że o tej i o tej godzinie, tego i tego dnia będziemy już mieli ciepło. Oczywiście przychodziła ustalona godzina i nadal nie było ciepłej wody. Pojawiała się za to nowa kartka - opowiada Józef Stolarek. - Oni chyba myślą, że tu sami idioci mieszkają.

          Mieszkancy skarżą się, że gdy sami próbowali dowiedzieć się czegoś w spółdzielni, to byli po kolei zbywani. Jakby nie było problemu. Uważają, że podłączenie ogrzewania powinno zostać zrobione najpóźniej w sierpniu, gdy na dworze było jeszcze ciepło. A nie w październiku, kiedy kaloryfery powinny być już dawno gorące.

          Prezes rozkłada ręce

          Wymianę pieca i budowę nowego przyłącza spółdzielnia zaplanowala już w maju. Ogłoszono przetarg, w którym wystartowały trzy firmy. Komisja wybrała spółkę z Międzyzdrojów.

          - Bo była najbliżej, bo zaproponowała najniższą cenę - argumentuje prezes spółdzielni Krzysztof Wagner.
          Chwali się, że mieszkancy będą płacili mniejsze niż dotąd rachunki za ogrzewanie.

          - Bedziemy ogrzewać tzw. biomasą - mówi. - To najtańszy obecnie sposób.

          Prace miały rozpocząć się 15 sierpnia. Koniec zaplanowano na 15 października. Tego dnia miał nastąpić odbiór techniczny pieca i całej instalacji, a w domach mieszkańców miała popłynąć gorąca woda - w kranach i w kaloryferach.

          Odbioru jednak nie było, bo firma nie dowiozła na czas pieca. Firma opóźnienie rozpoczęcia prac tłumaczyła też tym, że za późno otrzymała potrzebne zgody z wydziału architektury miasta.

          - Dzwoniłem i pytałem dlaczego tak się dzieje, to usłyszalem tylko, że jeszcze piec nie jest gotowy - tłumaczy się Krzysztof Wagner.
          Według niego, spółdzielnia i on sam zrobili wszystko co możliwe, żeby prace zostały zakończone na czas. Pytanie, dlaczego w domach jest zimno, radzi kierować do wykonawcy.

          - My ze swojej strony zrobiliśmy wszystko - mówi. - Okazało się, że trzeba było zrobić jeszcze płukanie instalacji, wymienić instalację zimnej wody. Zdążyliśmy z tym przed ustalonym 15 października.

          To brzmi jak kpina

          Mieszkancy są wściekli, gdy słyszą takie argumenty.
          - Kto rządzi tą spółdzielnią? Prezes, czy jakaś firma, która wygrała przetarg? - pytają oburzeni.

          Prezes przyznaje, że firma go zawiodła i nie wystawi jej już dobrej opinii. Jego słowa brzmią jednak raczej ironicznie. Spółdzielnia będzie bowiem współpracować z firmą przez następne 15 lat! Na taki okres podpisano umowę na dostawę ciepła do bloków przy ulicy Barlickiego.

          - Miejmy nadzieję, że gdy to całe zamieszanie się skończy, będzie już solidnym partnerem - dodaje prezes.
          Czy to wystarczy mieszkancom? Dlaczego spółdzielnia nie potrafiła zdyscyplinować wykonawcy?

          Wszystko wskazuje na to, że powodem jest niekorzystna dla spółdzielni umowa z międzyzdrojską firmą. Bardziej zabezpiecza ona bowiem interesy wykonawcy, niż spółdzielni, która płaci za zlecone prace.

          Prezes przyznał, że w przypadku zerwania umowy spółdzielnia musiałaby oddać wykonawcy 10 proc. wartości kontraktu. A kary umowne, która mogłaby nałożyć na firmę są niskie, więc nie stanowią żadnego środka dyscyplinującego. W tej sytuacji prezesowi pozostało tylko upominanie wykonawcy i przypominanie o terminie.

          - I to robiłem - tłumaczy się bezradnie. - Ale gdy pytałem, dlaczego prace się opóźniają, nie otrzymałem odpowiedzi.

          To, czy firma poniesie jakiekolwiek konsekwencje finansowe za opóźnienia okaże się pod koniec tego miesiąca. Zarząd spółdzielni ma zdecydować, czy może, a jeśli tak, to w jakiej wysokości, obciążyć finansowo wykonawcę za niedotrzymanie umowy.
          • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:39
            Skandal w spółdzielni DOMATOR
            Grupa członków spółdzielni mieszkaniowej "Domator" w Olsztynie chciała ogłosić upadłość spółdzielni. Z powodów formalnych prezes spółdzielni uznała jednak walne zgromadzenie za nieważne. Grupa mieszkańców "Domatora" uważa, że upadłość uchroni ich od spłaty miliona dolarów z odsetkami zobowiązań.

            Dług zaciągnął poprzedni zarząd spółdzielni w 2004 roku bez wiedzy spółdzielców, u prywatnej osoby. 2 lata później zarząd został odwołany, a przed sądem trwa proces byłego prezesa i jego zastępcy, oskarżonych o niegospodarność Ponieważ kolejny zarząd przestał spłacać raty pożyczki, do spółdzielni wkroczył komornik, który poprosił mieszkańców "Domatora" o wpłacanie czynszów na jego konto. Prezes Domatora unieważniła dzisiejsze walne zgromadzenie, bo członkowie spółdzielni zostali o nim powiadomieni poprzez ogłoszenia rozwieszone na klatkach schodowych. Natomiast zgodnie ze statutem "Domatora" - powinni być wezwani listami poleconymi. Grupa spółdzielców, która przed zebraniem złożyła formalny wniosek o ogłoszenie upadłości spółdzielni, nazwała sytuację "skandalem". Prezes spółdzielni Teresa Rokicka-Morabet poinformowania na spotkaniu, że przygotowała plan zawarcia ugody z pożyczkodawcą. Przyznała jednak, że druga strona jest skłonna zawrzeć c ugodę po spełnieniu dodatkowych, niekorzystnych dla spółdzielni warunków. Jednocześnie prezes zaapelowała o nieogłaszanie upadłości. Podczas zebrania interweniowała policja, bo dziennikarze nie zostali wpuszczeni na spotkanie. Mimo interwencji dziennikarze nie weszli na salę obrad. Kolejne walne zgromadzenie zwołano na czerwiec.
            • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:40
              Czy spółdzielczy baron ustawiał wybory w Pojezierzu?
              Joanna Wojciechowska2005-08-03, ostatnia aktualizacja 2005-08-03 00:00
              Nowy wątek w aferze Pojezierza. Według prokuratury za głośnym już sfałszowaniem wyborów grup członkowskich w 2002 roku stali prezes Zenon P. i główna księgowa Władysława W.


              Sfałszowanie wyborów grup członkowskich w 2002 roku to siedemnasty zarzut, jaki prokuratura przedstawiła Zenonowi P., aresztowanemu w maju prezesowi spółdzielni mieszkaniowej Pojezierze. - Dopuścił się tego wspólnie i w porozumieniu z Władysławą W., dlatego tej pani prokuratorzy z Elbląga postawili identyczny zarzut - informuje Dariusz Kuberski z gdańskiej Prokuratury Apelacyjnej (nadzoruje prace śledczych z Elbląga).



              Księgowa Władysława W. była prawą ręką Zenona P., dla niej utworzył stanowisko pełnomocnika zarządu. Gdy w połowie marca wybuchła afera Pojezierza, była przesłuchiwana w tym samym dniu co prezes i w tym samym czasie postawiono jej zarzuty. Zenona P. prokurator zawiesił w obowiązkach, Władysławie W. zakazał reprezentowania zarządu.

              Dla Zenona P. kolejny zarzut może mieć szybkie konsekwencje. 16 sierpnia mija termin jego tymczasowego aresztowania, nie wiadomo jednak, czy wyjdzie na wolność. - Prowadzący sprawę prokurator już wystąpił do sądu z wnioskiem o przedłużenie Zenonowi P. aresztu o kolejne trzy miesiące - mówi prokurator Kuberski.

              Prokurator, powołując się na dobro śledztwa, odmówił podania szczegółów tego wątku. - Jest bardzo obszerny. Zgromadzone dotychczas materiały pozwoliły na postawienie zarzutów, ale nadal gromadzimy zeznania świadków i dokumenty - mówi Kuberski.

              O mechanizmie wyborów w Pojezierzu informowały już media, w tym "Gazeta". W skrócie miało to wyglądać tak: na zebraniach grup członkowskich mieli być tylko "swoi" bo one wyłaniają przedstawicieli (zebranie przedstawicieli to najwyższa władza w spółdzielni). Dlatego przed zebraniami grup sprzątaczki miały znosić do spółdzielni nazwiska mieszkańców, którzy na pewno nie przyjdą na wybory, bo np. wyjechali. Na zebrania szli m.in. uprawnieni do głosowania "swoi" oraz ci, którzy musieli podszyć się pod tzw. "martwe dusze". Spośród siebie wyłaniali przedstawicieli. Ich nazwiska mieli dostawać na specjalnych kartkach do głosowania.

              W 2002 roku odbywały się nie tylko wybory grup członkowskich, ale też rady nadzorczej.

              Mówi Henryk Rostocki ze Stowarzyszenia Obrony Spółdzielców, który do 2002 roku był w radzie nadzorczej Pojezierza i przewodniczył radzie osiedla Kormoran: - To, w jaki sposób w 2002 roku odbyły się wybory na wszystkich szczeblach, było szczytem chamstwa i buty. Moje nazwisko nie znalazło się na liście kandydatów do rady nadzorczej tylko dlatego, że przeciwstawiałem się prezesowi. Powiedział mi wprost: przez ciebie muszę pisać nowe kartki na głosowanie. Od tej pory wiedziałem, że wyrzuci mnie z rady. I tak się stało.

              Zawiadomienie do prokuratury o sfałszowaniu spółdzielczych wyborów z 2002 roku złożyło już dawno Stowarzyszenie Obrony Spółdzielców. - Prokuratorskie zarzuty potwierdzają słuszność tego, o czym mówiliśmy od tamtej pory - mówi Lidia Staroń, jego przewodnicząca. - Naszym zdaniem wybrane w tych wyborach władze spółdzielni, które rządzą nią do tej pory, są nielegalne.

              • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:41
                Prezes ?Pojezierza? w areszcie
                Joanna Wojciechowska, Olsztyn2005-05-18, ostatnia aktualizacja 2005-05-18 00:00
                Spółdzielczy baron Zenon P. musi iść do aresztu, bo na wolności może mataczyć - zdecydował wczoraj sąd. Jego zastępcy, dwaj wiceprezesi ?Pojezierza? są wolni, bo wpłacili po 50 tys. zł kaucji. Ale nie wolno im kierować spółdzielnią.
                RAPORTY
                Afery spółdzielcze Co pogrążyło Zenona P., szarą eminencję Olsztyna? Przez lata wszechwładnie kierował spółdzielnią mieszkaniową, blisko współpracował z sędziami, media zarzucały mu łapówkarstwo, a w mieście nazywano go "Procent". Wydawało się, że jest nietykalny. Mimo że już w marcu prokuratura postawiła mu 15 zarzutów o fałszowanie dokumentów i krzywoprzysięstwo oraz zakazała kierowania spółdzielnią, w olsztyńskich urzędach kpiono z nich. Sam Zenon P.

                opublikował je w reklamie w lokalnej gazecie i grał śledczym na nosie: przychodził do pracy, wystąpił w olsztyńskiej telewizji gdzie powiedział o sobie, że jest "dobrym gospodarzem".



                We wtorek prokuratura postawiła mu 16 zarzut - narażenie spółdzielni na stratę ponad 950 tys zł przez niewłaściwy wybór oferty na zakup podzielników ciepła. Grozi za to do 10 lat więzienia. -

                - To, oprócz obawy mataczenia, był kolejny argument za aresztem - mówił wczoraj Zbigniew Więckiewicz, szef prokuratury Okręgowej w Elblągu, która prowadzi śledztwo w sprawie "Pojezierza".

                Jeśli postanowienie się uprawomocni baron spędzi w areszcie co najmniej trzy miesiące. Na razie siedzi w Elblągu.

                Przetarg na podzielniki przeprowadzono w 2002 roku, a wygrała go firma, z którą związany był Tadeusz M. ówczesny szef rady nadzorczej spółdzielni. Identyczne zarzuty prokuratura przedstawiła też wiceprezesom "Pojezierza" Tadeuszowi W. i Andrzejowi Ł. Nie mogą opuszczać kraju. Prokuratorzy odmawiają informacji o tym, czy podejrzani przyznali się do winy, ani nie chcą zdradzać szczegółów ich wyjaśnień.

                Mimo że w tej aferze zawieszono już dwóch sędziów, 18 osobom postawiono zarzuty, a prokurator zakazał kierowania spółdzielnią całemu zarządowi, to rada nadzorcza nie odwołała go. Powołała za to nowy, który nie pojawił się jeszcze w pracy.

                • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:42
                  Jestem pierwszy i powiem tylko tyle, myślał, jak wielu w tym naszym państwie
                  prawa, że jest nienaruszalny. Przez niego wielu jeszcze ludzi w Olsztynie
                  będzie miało poważne kłopoty i tyle.
                  Re: Prezes "Pojezierza" w areszcieIP: *.olsznet.ec.pl
                  Gość: cossack 19.05.05, 00:15 zarchiwizowany
                  To czytelny sygnał dla olsztyńskiego układu:-)
                  Dzisiaj spółdziela przysłala mi rozliczenia za zuzycie energii elektrycznej na
                  (ogólne dot. np klatki schodowej). Pierwszy raz! Mam 62 PLN nadpłaty. O
                  łaskawcy. Gorąco w gaciach, prawda? Teraz myślą, że uda im sie przekupić ludzi
                  jakąś gó..aną jałmużną...pozostaje mieć nadzieję, że nasi społdzielcy nie
                  sprzedadzą sie(poza Spółdzielcami przez duże S :-)wiadomo o kogo chodzi, którzy
                  dawno sie sprzedali)
                  Re: Prezes "Pojezierza" w areszcieIP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
                  Gość: olsztyniak 19.05.05, 07:43 zarchiwizowany
                  Zaczynam wierzyc w sprawiedliwosc. Zenek w koncu trafil tam, gdzie jego
                  miejsce. Wiele osob bedzie mialo przez niego problemy, bo to nie jest czlowiek
                  honoru, tylko zlosliwy typ, ktory tonac pograzy wszystkich kolesi.
                  W koncu chyba wiedzieli, z kim graja, wiec mogli sie tego spodziewac.
                  Moze wreszcie miasto zostanie oczyszczone?
                  Re: Prezes "Pojezierza" w areszcieIP: *.olsztyn.mm.pl
                  Gość: Uchachany po pachi 19.05.05, 14:32 zarchiwizowany
                  > Dzisiaj spółdziela przysłala mi rozliczenia
                  > za zuzycie energii elektrycznej na (ogólne
                  > dot. np klatki schodowej). Pierwszy raz!
                  > Mam 62 PLN nadpłaty. O łaskawcy. Gorąco w
                  > gaciach, prawda? Teraz myślą, że uda im sie
                  > przekupić ludzi jakąś gó..aną jałmużną...

                  Nie przesadzasz troche?... Daruj ale ten fragment brzmi jak kiepskiej jakosci
                  scenariusz do filmow klasy B typu "Druzyna A" czy jak to sie nazywalo...
                  Doprawdy, zaprezentowany przez ciebie związek przyczynowy nadplaty ktora
                  dostales z proba przekupienia cie jest co najmniej zalosny...
                  Re: Prezes "Pojezierza" w areszcieIP: *.olsznet.ec.pl
                  Gość: rita 19.05.05, 15:11 zarchiwizowany
                  Niestety twój adwersarz ma rację, nigdy jeszcze za szefowania Pana Prezesa
                  Zenona P. nie rozliczano prądu na klatce! Gdzie rozliczenie nadwyzki
                  energetycznej (takie pojęcie w księgowości nie istnieje he he he..., to są
                  normalne koszty części wspólnych) z poprzednich lat? Przeciez na grupach Prezes
                  zawsze krzyczał, ze zarządza tak dobrze, że co roku mamy nadwyżkę. Zrobiono to
                  po raz pierwszy a uwazny czytelnik spółdzileczego "szmatlawca" zauwazy, że na
                  niektórych "grupach członkowskich" powzięto uchwały o stworzeniu grupy poparcia
                  dla Panan Prezesa oraz zbierania podpisów za nim. Na razie zebrano "podobno"
                  78, więc trzeba ludzi czymś zachęcić. Podobno sam Prezes z aresztu nakazał
                  zbieranie podpisów pod kolejnym wnioksiem - tym razem o jego uwolnienie.
                  P.s. Spółdzilecy mam pomysł, skoro spóldzielnia rozliczyła nadwyzki za 2004r.
                  to może przysługuje nam roszczenie za ostatnie 3 lata?
                  Re: Prezes "Pojezierza" w areszcieIP: *.olsztyn.mm.pl
                  Gość: TED 19.05.05, 23:02 zarchiwizowany
                  BRAWO RITA
                  Re: Prezes "Pojezierza" w areszcieIP: *.olsztyn.mm.pl
                  Gość: Uchachany po pachi 20.05.05, 21:02 zarchiwizowany
                  Ok. Widzialem to rozliczenie. Jest na nim napisane ze postanowiono zgodnie z
                  uchwala zebrania przedstawicieli. Moze wczesniej nie byla takich uchwal. I stad
                  te zwroty? Zreszta to niewazne. Niektorym wystarczy ze teraz sprzataczka
                  machnie dwa razy wiecej miotla przed ich blokiem zeby blyskotliwie powiazali to
                  z ta sytuacja ktora teraz panuje...
                  I to jest zalosne...
                  Wiec apeluje o troche obiektywizmu a raczej rozsadku.
                  A jesli ktos ma inne zdanie to chyba sa inne wyjscia niz rzucanie inwektyw
                  (PRAWDA COSSACK?). No chyba ze nie ma argumentow...

                  I jeszcze jedno: rowniez ciesze sie z tego co sie dzieje, tylko robie to w
                  sposob przemyslany a wszelkie "doniesienia prasowe" traktuje z duza
                  nieufnoscia.
                  Re: Prezes "Pojezierza" w areszcieIP: *.olsztyn.mm.pl
                  Gość: TED 19.05.05, 22:59 zarchiwizowany
                  MOŻE AŻ TAK WIELKIEGO ZWIĄZKU NIE MA ,ALE ŻAŁOSNY JESTEŚ RACZEJ TY.
                  ZAPYTAJ GDZIE BYŁY TE PIENIĄDZE W POPRZEDNICH OKRESACH.
                  Re: Prezes "Pojezierza" w areszcieIP: *.olsztyn.mm.pl
                  Gość: Uchachany po pachi 20.05.05, 21:04 zarchiwizowany
                  to sa dwie rozne sprawy.
                  Pierwsza jest zalosna a druga jest do wyjasnienia.
                  Re: Prezes "Pojezierza" w areszcieIP: *.olsznet.ec.pl
                  Gość: cossack 19.05.05, 23:51 zarchiwizowany
                  Kiepskiej jakości sa twoje żałosne próby przedstawienia działań Spółdzielni w
                  obiektywnym (i czasami pozytywnym) świetle. Odnosi to odwrotny skutek-
                  wiekszość ludzi najprawdopodobniej uzna cię za jakiegos przydupasa prezesa,
                  zwłaszcza, że bronisz go (i jego kliki) z uporem godnym lepszej sprawy. Związek
                  między nagłym zwrotem pieniedzy za elektrycznośc ogólnego zuzycia (nigdy, przez
                  dobre 10 lat to sie nie zdarzyło) a ostatnimi wydarzeniami jest uderzająco
                  wymowny, i tylko jakiś młot albo człowiek uwikłany w układ nie zrozumie/ nie
                  będzie chciał zrozumiec, o co naprawdę chodzi. Coż uchachany po pachi, twój
                  śmiech to smiech barani. Nie stać cie na nic innego, jak na jakies marne
                  kontrargumenty, będace w zasadzie jedynie negacją wypowiedzi poprzedników.
                  Wynika z tego w istocie, iz nie masz nic do powiedzenia:-). lepiej siądź
                  wygodnie w fotelu i zapuśc sobie drużynę A, chłopczyku:-)...
                  Re: Prezes "Pojezierza" w areszcieIP: *.olsztyn.mm.pl
                  Gość: Uchachany po pachi 20.05.05, 20:53 zarchiwizowany
                  Poczytaj WSZYSTKIE moje posty w tej sprawie zanim zaszufladkujesz mnie razem z -
                  jak to okresliles "przydupasami prezesa".

                  Wiesz, na tym forum sa w zasadzie dwie strony:
                  1. to owe "przydupasy" i sa oni w mniejszosci,
                  2. to szeroko pojeci adwersarze wladz spoldzielni.

                  Co ciekawe zarowno jedni jak i drudzy maja klapki na oczach i gotowi sa
                  zmieszac z blotem kazdego kto mowi cokolwiek co nie jest po ich mysli. ty jak
                  sadze nalezysz do tej drugiej grupy.

                  Wystarczy kilku matolow a tlumy pojda za nimi.Obojetnie po ktorej stronie
                  barykady stoja...


                  Re: Prezes "Pojezierza" w areszcie
                  borys511 20.05.05, 21:05 zarchiwizowany
                  Człowieku, na tym forum nie wolno mieć opinii i prezentować poglądów
                  niezgodnych z JEDYNYMI SŁUSZNYMI - nie zauważyłeś tego?! Chyba wiemy czym to
                  trąca(?) A ten bałwanek śniegowy, któremu odpisujesz mnie również
                  odpowiednio "po swojemu" zaszufladkował, nie wiedzieć czemu z resztą.
                  Re: Prezes "Pojezierza" w areszcieIP: *.olsznet.ec.pl
                  Gość: cossack 20.05.05, 22:40 zarchiwizowany
                  borysie511
                  nie wiem, gdzie ciebie zaszuladkowałem. nie pamietam. z reguły odpowiadałem na
                  posty uchachanego i Spółdzielcy z 400 km. widocznie cie nie zapamietałem. Nie
                  byłeś zbyt wyrazisty w swoich wypowiedziach...bałwanek śniegowy.... :-) dobre:-
                  ).
                  "Człowieku, na tym forum nie wolno mieć opinii i prezentować poglądów
                  > niezgodnych z JEDYNYMI SŁUSZNYMI - nie zauważyłeś tego?!"

                  Oj borysku511 można można. Na grupach członkowskich SM Pojezierze gdy ktoś
                  zadał niewygodne pytanie, prezes wyłączał mikrofon, a tłum klakierów zaczynał
                  buczec i tupać:-) Tutaj dzieki Bogu rozmawiają ludzie, którzy sa przeciwni
                  metodom Zenka, i dzieki temu możesz pisać co chcesz. Nawet jeśli, tak jak w
                  swoim poście, nie napiszesz nic mądrego. pzdr
                  PS -może zaszufladkowałem cie przez pomyłkę. Może ty źle odebrałeśnjakis moj
                  post. Może zachciało by mi sie wyjaśnic te ewentulaną pomyłke, ale mi sie nie
                  chce. Bo zaszufladkowanie mnie jako bałwanka śniegowego (hehe dlaczego nie
                  pogański balwan? brzmi cool !!!) uzmysłowiło mi, że stosujesz metody, które u
                  innych strasznie cię rażą. innymi słowy, nie nauczę sie od ciebie zasad
                  grzecznej dyskusji. żegnam:-)
                  Re: Brawo cossack, trzeba było to im powiedzieć IP: *.torun.mm.pl
                  Gość: Toruńczyk 20.05.05, 22:50 zarchiwizowany
                  ten link to tak dla przestrogi, że nawet najwięksi walczący zaczynają walczyć
                  pomiędzy sobą, jak nie potrafią trzymac jedności :

                  www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20050520/TO
                  • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:44
                    Afera ?Pojezierza" dziesiątkuje sędziów
                    Joanna Wojciechowska2005-04-05, ostatnia aktualizacja 2005-04-05 00:00
                    Szok wśród olsztyńskich prawników. Następni sędziowie są zawieszeni w obowiązkach za zbyt bliską współpracę ze spółdzielczym baronem, prezesem ?Pojezierza?
                    - Służyły nie temu panu, co trzeba. Zamiast swoją bogatą wiedzę prawniczą wykorzystywać ucząc młodych sędziów, to doradzały Zenonowi P., prezesowi "Pojezierza" - tak Leon Popiel, prezes olsztyńskiego Sądu Okręgowego, uzasadnił wczoraj zawieszenie sędziów Krystyny Sz. i Marii M.

                    Krystyna Sz. jest przewodniczącą wydziału karnego w sądzie okręgowym, a prywatnie - żoną sędziego Jarosława Sz. - prezes
                    • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:44
                      Zenon P. - próba powrotu
                      Joanna Wojciechowska2006-04-21, ostatnia aktualizacja 2006-04-21 00:00
                      Były prezes Pojezierza Zenon P., oskarżony o działanie na niekorzyść spółdzielni i z prokuratorskim zakazem kierowania nią, pojawił się na zebraniu spółdzielców. Startował w wyborach - takich samych, jakie zdaniem prokuratury przed laty kazał fałszować

                      Fot. Przemyslaw Skrzydlo / AG
                      RAPORTY
                      Afery spółdzielcze

                      Czwartek, zebranie spółdzielczej grupy członkowskiej numer 1, w której uczestniczą mieszkańcy ulic Czeskiej, Białostockiej, Piłsudskiego i Wyszyńskiego. W drugim rzędzie, wśród zwykłych spółdzielców, siedzi obok swojej żony Zenon P., były prezes Pojezierza, oskarżony o narażenie spółdzielni na straty finansowe sięgające prawie 2 mln zł (zły wybór podzielników ciepła i nieprawidłowe rozlicznie budowy przy ul. Dworcowej 48a). Wśród obciążających go 20 prokuratorskich zarzutów są i takie, które dotyczą fałszowania wyborów.



                      Ma na sobie jasne spodnie i marynarkę w delikatną kratkę, wytwornie pachnie. Zmienił się na twarzy, zgolił wąsy. Może trochę utył. Słucha, w jak doskonałej kondycji jest Pojezierze, że za rok wszystkie domy będą docieplone i że jak zostanie spłacony kredyt na budowę jego chluby - spółdzielczego ciepłociągu, to mieszkańcy będą mniej płacili. Gdy wychodzi z sali, w drzwiach poklepują go po ramieniu spółdzielcy, dziękują za to, jak przez lata rządził osiedlem. On się uśmiecha albo... płacze.

                      Obecność i nieobecność

                      Takie zebrania, jak to w czwartek, są najważniejszymi spotkaniami spółdzielców i odbywają się raz w roku. Zarząd zdaje na nich raport z kondycji spółdzielni, a ludzie sygnalizują, co warto zmienić. Raz na cztery lata, w roku wyborczym, spółdzielcy wybierają spośród siebie delegatów, którzy potem reprezentują ich w najważniejszym zgromadzeniu - na zebraniu przedstawicieli. Teraz właśnie jest taki rok.

                      Zdziwiło mnie, że były prezes pojawił się na zebraniu, bo odkąd - pod koniec stycznia - wyszedł z aresztu, nie pojawia się w olsztyńskim sądzie, w którym toczą się trzy "jego" sprawy (nie mają związku z oskarżeniami w aferze Pojezierza, to spory Zenona P. ze spółdzielczą opozycją). Przynosi zwolnienia lekarskie. Więc jest chory czy zdrowy? Może uczestniczyć w procesach czy nie? Spytałam o to sędziego Arkadiusza Zmudzińskiego, zastępcę przewodniczącego VII wydziału karnego w Sądzie Rejonowym w Olsztynie. - Sprawdzimy tę informację. Jeśli potwierdzą ją protokoły z czwartkowego zebrania, może zajdzie potrzeba sprawdzenia zasadności zwolnień, które ten pan nam przedkłada - usłyszałam odpowiedź.

                      Przemówienia

                      Na czwartkowym zebraniu Zenon P. nie tylko przysłuchuje się obradom, ale aktywnie w nich uczestniczy. Gdy ludzie z ul. Czeskiej sugerują władzom Pojezierza założenie osiedlowego monitoringu i budowę parkingu, zabiera głos. - Proponuję, by światłowód na osiedlu wykorzystać do monitoringu, dzięki czemu każdy ze spółdzielców mógłby oglądać swoje auto we własnym telewizorze - mówi. Potem przypomina to, o czym mawiał jako prezes: że światłowód można by też wykorzystać do tanich rozmów telefonicznych między spółdzielcami. Na koniec nieco drżącym głosem: - Serdecznie wszystkim dziękuję za osiem wspólnych, owocnych lat. Co przykrego z mojej strony się zdarzyło, proszę o przebaczenie.

                      Sala milczy. Do mikrofonu podchodzi jego żona Krystyna. - Chcę podziękować radzie nadzorczej za wsparcie w trudnych dla mojej rodziny chwilach - zaczyna. Przez kilka minut mówi o tym, że jej mąż jest ofiarą nagonki medialnej, a prasa nie zauważa sukcesów Pojezierza. Zbiera oklaski.

                      Wybory

                      Czas na najważniejszą część zebrania - wybory delegatów na zebranie przedstawicieli. Najpierw spółdzielcy na kartkach wypisują nazwiska kandydatów (dzięki temu nie wiadomo, kto kogo zgłaszał), potem prowadzący zebranie pyta zaproponowane osoby, czy zgadzają się na udział w wyborach.

                      - Zgadza się pan? - zwraca się do Zenona P.

                      Zaległa cisza. Ten chwilę się zastanawia. W końcu macha ręką, kiwa głową na zgodę. Dwie godziny później komisja licząca głosy obwieszcza, że Zenon P. dostał ich za mało i nie będzie przedstawicielem spółdzielców.

                      Dzień później spytałam Zbigniewa Więckiewicza, prokuratora okręgowego w Elblągu (to jego podwładni rozpracowali aferę Pojezierza): - Czy Zenon P. mógł wziąć udział w wyborach, które waszym zdaniem przed laty fałszował?

                      Więckiewicz: - Proszę mnie o to nie pytać. My już nie jesteśmy gospodarzami śledztwa, nasza rola skończyła się, gdy wysłaliśmy do sądu akt oskarżenia. Sąd proszę o to pytać.

                      Tyle że na razie żaden sąd nie może się w tej sprawie wypowiadać. Olsztyński, do którego trafił akt oskarżenia, wyłączył się z prowadzenia sprawy. Sąd Najwyższy kazał sądzić sprawę sędziom z Ostródy, ale oni też jej nie chcą i odesłali akta do Sądu Najwyższego z prośbą o wyznaczenie innego sądu. Decyzja ma zapaść w maju.

                      Suplement

                      W kwietniowym "Echu Pojezierza" - gazetce wydawanej dla mieszkańców przez spółdzielnię - znalazła się publikacja "Umorzone wątki śledztwa w sprawie SM Pojezierze". Mieszkaniec spółdzielni przeczyta w nim na wstępie: "Przed niemal rokiem naszą spółdzielnią wstrząsnęła seria zarzutów postawionych członkom ówczesnego zarządu. Skończyły się tymczasowym aresztowaniem prezesa i głównej księgowej. W wyniku trwającego śledztwa Prokuratura Okręgowa w Elblągu, po zapoznaniu się z aktami sprawy, umorzyła większość wątków". Dalej jest wyliczanka 11 umorzonych wątków. I tyle.

                      - Dlaczego w tekście nie pojawiła się informacja o 20 zarzutach, które postawiła prokuratura? - spytałam Wiesława Barańskiego, obecnego prezesa (wybrany przez tą samą radę nadzorczą, która była za czasów rządów Zenona P.).

                      - Takie pismo dostałem ostatnio z prokuratury, poza tym o zarzutach w tej sprawie prasa pisała szeroko, a o umorzonych wątkach nie, dlatego uznałem, że ludzie powinni o tym wiedzieć - odpowiedział Barański.


                      "Gazeta Wyborcza Olsztyn" informowała o umorzonych wątkach 22 marca.





                      Dla "Gazety"

                      Profesor Marian Filar, karnista

                      Dopóki oskarżony prawomocnym wyrokiem nie zostanie pozbawiony praw publicznych, ma prawo z nich skorzystać i tak zrobił Zenon P. Ja już się przyzwyczaiłem, że w tym kraju ludzie, którym prokurator coś zarzuca, tak się zachowują. Te honorowe czasy, gdy oficer strzelał sobie w łeb, bo na balu zdeptał damie w tańcu trzewiki, bezpowrotnie minęły.



                      Lidia Staroń, szefowa spółdzielczej opozycji w Pojezierzu

                      Jestem pełna uznania dla spółdzielców. Zadecydowali, że osoba, której postawiono zarzuty karne, nie może być ich reprezentantem. Zachowania Zenona P. nie będę oceniała. Decyzja spółdzielców mówi sama za siebie.





                      Nieobecni nie mają racji

                      Joanna Wojciechowska: Pani mąż mówił mi, że przyjście na zebranie było Pani pomysłem. Po co go Pani tu wyciągnęła?

                      Krystyna P.: Chciałam zobaczyć, jak będzie wyglądać zebranie, o czym ludzie będą dyskutować, czy uczestnicy zebrania po tym całym zamieszaniu, jakie w ubiegłym roku go spotkało, będą mieć o coś pretensje do męża. Pomyślałam, że jeśli takie pretensje czy pytania pojawią się, to mąż mógłby na bieżąco, prosto w twarz wyjaśnić te wątpliwości. Nieobecni nie mają racji, dlatego tu przyszliśmy. Jestem bardzo zadowolona, że nie było z sali żadnego negatywnego głosu dotyczącego mojego męża. Cieszę się, że tu przyszliśmy także dlatego, że mogłam podziękować ludziom, którzy w ostatnim, trudnym dla mojej rodziny roku, wspierali mnie moralnie.

                      A dlaczego namówiła Pani męża na udział w spółdzielczych wyborach? Nie sądzi Pani, że taki gest może być odczytany jako chęć powrotu Pani męża do władzy w Pojezierzu?

                      - Mąż żył tą spółdzielnią i jej sprawami przez osiem lat! Nie może się od nich nagle oderwać, odciąć, udawać, że go to nie interesuje. Jako spółdzielca ma prawo wiedzieć, co się w Pojezierzu dzieje i ma prawo brać udział w wyborach. Ale to wcale nie oznacza, że chce wrócić do władz w spółdzielni! Absolutnie! Nie mamy takich ambicji, nie myślimy o tym. Mąż szuka sobi
                      • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:45
                        Zarzuty dla księgowej Pojezierza
                        aw2005-11-07, ostatnia aktualizacja 2005-11-07 00:00
                        Prokuratura w Elblągu postawiła czternasty już zarzut Władysławie W., byłej głównej księgowej Pojezierza. Tym razem zarzucono jej podstępne odebranie mieszkania i wkładu spółdzielczego mieszkance spółdzielni. Dziś sąd w Elblągu zadecyduje, czy najbliższe trzy miesiące Władysława W. spędzi w areszcie


                        To już czternasty zarzut elbląskiej prokuratury - prowadzącej śledztwo w aferze Pojezierza - dla Władysławy W. Tym razem chodzi o głośną, opisywaną w "Gazecie" sprawę odebrania mieszkania Barbarze Sz. Spółdzielnia eksmitowała ją w 1998 roku, gdy była w dziewiątym miesiącu ciąży z siódmym dzieckiem. - Wyrzucono ją, mimo że spłaciła całe zadłużenie, jakie miała - mówi Lidia Staroń, szefowa Stowarzyszenia Obrony Spółdzielców, które powiadomiło o tym prokuraturę. - Jej mieszkanie przejęła dla córki właśnie Władysława W.



                        Maria Bąk, rzecznik prasowy elbląskiej prokuratury: - Władysławie W. zarzuciliśmy, że mimo uregulowania zaległości czynszowych nie odstąpiła od eksmisji, a wykorzystując niewiedzę pokrzywdzonych wyłudziła od nich jeszcze pokwitowanie odbioru wkładu budowlanego, choć poszkodowani tych pieniędzy w rzeczywistości nie otrzymali.

                        Identyczny zarzut w ubiegłym tygodniu prokuratura postawiła aresztowanemu, byłemu prezesowi Pojezierza Zenonowi P. Jednak, by nie uprzedzać Władysławy W., rzecznik odmawiała wtedy podania szczegółów zarzutu. - W tej sprawie podejrzani działali razem, dlatego musieliśmy milczeć - mówi Maria Bąk.

                        Prowadząca sprawę prokurator wysłała wczoraj do elbląskiego sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie Władysławy W. Motywuje to nie tylko wysoką karą, jaka grozi W. za podstępne odebranie rodzinie Sz. mieszkania (powyżej ośmiu lat więzienia), ale też tym, że w czasie śledztwa Władysława W. kontaktowała się ze świadkami i próbowała wpływać na ich zeznania.

                        • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:46
                          Olsztyn: członkowie spółdzielni mieszkaniowej chcą jej upadłości
                          Grupa członków spółdzielni mieszkaniowej "Domator" w Olsztynie chciała we wtorek na walnym zgromadzeniu ogłosić upadłość spółdzielni, by uniknąć spłacania jej ogromnego zadłużenia. Z powodów formalnych prezes spółdzielni uznała jednak zebranie za nieważne.
                          Grupa mieszkańców z olsztyńskiego "Domatora" domaga się ogłoszenia upadłości spółdzielni. Uważają, że uchroni to ich od spłaty miliona dolarów z odsetkami zobowiązań, jakie poprzedni zarząd zaciągnął w 2004 roku - bez wiedzy spółdzielców - u prywatnej osoby. Zarząd ten w 2006 roku został odwołany, a przed sądem trwa proces byłego prezesa i jego zastępcy, oskarżonych o niegospodarność.

                          Ponieważ kolejny zarząd przestał spłacać raty pożyczki, do spółdzielni wkroczył komornik, który poprosił mieszkańców "Domatora" o wpłacanie czynszów na jego konto.

                          Powodem unieważnienia wtorkowego spotkania był fakt, że członkowie spółdzielni zostali na nie wezwani poprzez ogłoszenia rozwieszone na klatkach schodowych, a zgodnie ze statutem "Domatora" - powinni być wezwani listami poleconymi. Grupa spółdzielców, która przed zebraniem złożyła formalny wniosek o ogłoszenie upadłości spółdzielni, nazwała sytuację "skandalem".

                          Prezes spółdzielni Teresa Rokicka-Morabet poinformowania na spotkaniu, że przygotowała plan zawarcia ugody z pożyczkodawcą. Przyznała jednak, że pożyczkodawca jest skłonny je zawrzeć po spełnieniu dodatkowych, niekorzystnych dla spółdzielni warunków. Jednocześnie prezes zaapelowała o nieogłaszanie upadłości.

                          Problemy olsztyńskiego "Domatora", który jest niewielką spółdzielnią, ale za to ma lokale w atrakcyjnych punktach miasta, od lat są opisywane przez lokalna prasę. Jej dziennikarze nie zostali wpuszczeni na wtorkowe zebranie, przez co - jak poinformowała PAP Izabela Niedźwiedzka z biura prasowego olsztyńskiej policji - na miejscu zebrania interweniowali policjanci. Mimo interwencji funkcjonariuszy dziennikarze ci nie dostali się na zebranie. Kolejne walne zgromadzenie zwołano na czerwiec.

                          • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:48
                            Patologia wśród sędziów, podsłuchy CBŚ21 paź 10, 11:02
                            PG / Uwaga TVN

                            Funkcjonariusze CBŚ, fot. TVN24Prokuratura zignorowała informacje CBŚ o patologii w wymiarze sprawiedliwości. Zamieszani w nieprawidłowości sędziowie i prokuratorzy nie ponieśli żadnych konsekwencji. Siedem lat temu w tajnej do niedawna analizie policjanci CBŚ z Olsztyna opisywali towarzyski układ stworzony przez prezesa spółdzielni mieszkaniowej Pojezierze w Olsztynie. Chodziło o proceder fałszowania wyborów do władz jednej z największych w Polsce spółdzielni mieszkaniowych i sprzedaż mieszkań po cenach niższych od rynkowej sędziom prokuratorom i urzędnikom. Do pisma CBŚ dotarli dziennikarze programu Uwaga! TVN. O wstrząsającej patologii w 2005 roku mówił Kazimierz Olejnik, ówczesny zastępca Prokuratora Generalnego.

                            Wstrząsające były też rozmowy przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości zaprzyjaźnionych z prezesem spółdzielni mieszkaniowej. CBŚ pisał o utrudnianiu śledztwa i działaniach prowadzących do niszczenia dowodów.

                            Tymczasem cała sprawa została wyciszona. Prokuratura Okręgowa w Elblągu, do której trafiły nagrania z podsłuchanych rozmów sędziów i prokuratorów nie rozpoczęła nawet śledztwa, aby sprawdzić sygnały CBŚ. Problemu nie widzieli również przełożeni prokuratorów z prokuratur apelacyjnej i krajowej.


                            Policjanci sugerowali, że olsztyński prokurator Piotr J. może przekazywać informacje ze śledztw prowadzonych w sprawie nieprawidłowości w spółdzielni mieszkaniowej Pojezierze. Prokurator, jak wynika ze stenogramów podsłuchów telefonu prezesa Pojezierza, był w przyjacielskich stosunkach z podejrzewanym o popełnienie szeregu przestępstw Zenonem P. Proponował mu "robocze spotkania" w celu omówienia spraw spółdzielni, informował o "kontrolowaniu" sytuacji, a także o "monitorowaniu Łomży" - w czasie, kiedy nagrano rozmowy prokuratora śledztwo w sprawie spółdzielni mieszkaniowej prowadziła Prokuratura Okręgowa w Łomży.


                            Sędziowie na podsłuchu CBŚ
                            – Kontekst wypowiedzi pozwala na przyjęcie tezy o możliwym zdobywaniu informacji z toczącego się postępowania – twierdzi informator dziennikarzy programu Uwaga!

                            Prokuratura ignorując dowody nie wszczęła nawet postępowania dyscyplinarnego przeciwko prokuratorowi Piotrowi J. Co więcej, w 2006 roku przekazano mu prestiżowe śledztwo w sprawie porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika. Dzisiaj osoba i działania prokuratora są obiektem zainteresowania sejmowej komisji śledczej wyjaśniającej błędy popełnione przez śledczych podczas wyjaśniania sprawy.

                            Z kolei spośród sędziów Sądu Okręgowego w Olsztynie, którzy zdaniem CBŚ mieli nieformalnie pomagać prezesowi spółdzielni w załatwianiu jego spraw konsekwencje poniosła tylko jedna osoba. Była nią sędzia sądu gospodarczego, która przyznała się do winy. Sędzia Sądu Okręgowego w Olsztynie odszedł z zawodu i założył dobrze prosperującą kancelarię radcowską. Jego zaprzeczająca zarzutom żona została uniewinniona przez sędziowski sąd dyscyplinarny.

                            Sędziowie Sądu Najwyższego odrzucili wszelkie dowody z podsłuchów nie biorąc pod uwagę ich treści. Sędzia obecnie zajmuje stanowisko przewodniczącej wydziału karnego, do którego trafi akt oskarżenia przeciwko prezesowi i władzom spółdzielni mieszkaniowej Pojezierze.

                            O czym rozmawiali prezes i prokurator. Kto i dlaczego podjął decyzję o zignorowaniu dowodów CBŚ? Czy dziennikarze z Olsztyna również współpracowali z Zenonem P.? O tym dzisiaj w Uwadze! o 19.50 w TVN.

                            • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:49
                              Wysłany: 11:13, 21 Paź '10 Temat postu: Olsztyńska mafia zwnowu w nagłówkach

                              --------------------------------------------------------------------------------

                              Olsztyńską mafię policyjno-prokuratorsko-sądową znamy już dobrze, choćby z tego artykułu, że o sprawie Olewnika nie wspomnę. Dziś znowu jest w nagłówkach - tym razem (o dziwo ) na skutek niegdysiejszych działań olsztyńskiego CBŚ, a obecnie reporterów TVNu.
                              Cytat:
                              Prokuratura zignorowała informacje CBŚ o patologii w wymiarze sprawiedliwości. Zamieszani w nieprawidłowości sędziowie i prokuratorzy nie ponieśli żadnych konsekwencji. Siedem lat temu w tajnej do niedawna analizie policjanci CBŚ z Olsztyna opisywali towarzyski układ stworzony przez prezesa spółdzielni mieszkaniowej Pojezierze w Olsztynie. Współpraca prokuratorów z osobą objętą śledztwem. Sędziowie nieformalnie doradzający w sprawach cywilnych i karnych – sugerował CBŚ w piśmie, do którego dotarli dziennikarze programu Uwaga! TVN. O wstrząsającej patologii w 2005 roku mówił Kazimierz Olejnik, ówczesny zastępca Prokuratora Generalnego.

                              Chodziło o proceder fałszowania wyborów do władz jednej z największych w Polsce spółdzielni mieszkaniowych i sprzedaż mieszkań po cenach niższych od rynkowej sędziom prokuratorom i urzędnikom. Wstrząsające były też rozmowy przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości zaprzyjaźnionych z prezesem spółdzielni mieszkaniowej. CBŚ pisał o utrudnianiu śledztwa i działaniach prowadzących do niszczenia dowodów.

                              reszta: wiadomosci.onet.pl/kraj/patologia.....omosc.html


                              Powrót do góry


                              AKKDB




                              Dołączył: 20 Wrz 2010
                              Posty: 43
                              --------------------------------------------------------------------------------
                              Post zebrał 0.00 BTC
                              Wysłany: 12:41, 21 Paź '10 Temat postu: Re: Olsztyńska mafia zwnowu w nagłówkach

                              --------------------------------------------------------------------------------

                              Tak to jest mafia olsztyńska ,tu sprawiedliwość otrzymuje ten który mieni się że reprezentuje sprawiedliwość,Sądy karne,cywilne to jest parodia,kto posiada dobrą pozycję ten jest górą i wygraną.Nic się nie zmieniło i nie zmienia dopóki tego betonu sie nie rozbije to nie liczmy na SPRAWIEDLIWOŚĆ.

                              Powrót do góry


                              sqrski




                              Dołączył: 14 Sty 2009
                              Posty: 50
                              --------------------------------------------------------------------------------
                              Post zebrał 0.00 BTC
                              Wysłany: 19:49, 21 Paź '10 Temat postu: Re: Olsztyńska mafia zwnowu w nagłówkach

                              --------------------------------------------------------------------------------

                              AKKDB napisał:
                              tu sprawiedliwość otrzymuje ten który mieni się że reprezentuje sprawiedliwość

                              A możesz wyjaśnić po polsku o co chodzi? Licznik sobie nabijasz, czy też rzeczywiście chcesz coś konstruktywnego napisać?

                              Powrót do góry


                              Bimi
                              Site Admin



                              Dołączył: 20 Sie 2005
                              Posty: 11251
                              --------------------------------------------------------------------------------
                              Post zebrał 0.00 BTC
                              Wysłany: 20:47, 21 Paź '10 Temat postu:

                              --------------------------------------------------------------------------------

                              Patologia wśród sędziów, podsłuchy CBŚ - O tym dzisiaj w Uwadze!



                              • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:49
                                Rozmowa o skandalu w SM Hutnik
                                miasta.gazeta.pl/czestochowa/1,35269,2063634.html
                                mjs 2004-05-09, ostatnia aktualizacja 2004-05-09 16:19
                                W spółdzielni mieszkaniowej Hutnik mieszkańcy żyją skandalem z
                                udziałem swego prezesa, Kazimierza Jarosza, który przyjechał do
                                pracy pijany. Schwytany pod gabinetem przez kilkudziesięciu
                                spółdzielców, został przekazany policji z II komisariatu. Ta
                                wypuściła go bez badania alkomatem, bo miał kartę urlopową.

                                Zdaniem komendanta komisariatu, Jerzego Dobrzyńskiego, pod kartą był
                                podpisany wiceprezes spółdzielni. Od rady nadzorczej Hutnika wiemy,
                                że podpisała ją członkini tej rady.

                                Monika Jaremko: Czy komendant Dobrzyński kłamał?
                                Tadeusz Kowalik, komendant częstochowskiego garnizonu policji: Tego
                                na dziś nie stwierdzę. Sprawa jest badana.

                                Przez Pańskie służby?
                                - Nie. Przez wydział inspektoratu komendanta wojewódzkiego.

                                Od kiedy?
                                - Postępowanie dyscyplinarne przeciwko komendantowi Dobrzyńskiemu
                                zostało rozpoczęte 4 maja. Może się toczyć przez miesiąc, dopiero po
                                jego zakończeniu będzie czas na przedstawienie rezultatów.

                                A sprawa nietrzeźwego prezesa spółdzielni? Ją również policja bada.
                                - Przesłuchujemy świadków, a jest do odsłuchania kilkadziesiąt osób.
                                Wyjaśniamy sprawę wiarygodności podpisów pod kartą urlopową oraz
                                czas jej powstania. Poprosiliśmy też o wydanie opinii Państwową
                                Inspekcję Pracy. Nie wiem jeszcze, czy sprawa trafi do sądu
                                grodzkiego, czy też będzie miała inne zakończenie.

                                Dowiemy się, jakie?
                                - Jak tylko będę miał na biurku wyniki dochodzenia.


                                Zmiana prezesa SM Hutnik ?
                                serwisy.gazeta.pl/metroon/1,0,2060076.html
                                Monika Jaremko, 2004-05-06, ostatnia aktualizacja 2004-05-06 19:38
                                Czy Kazimierz Jarosz pożegna się ze stołkiem szefa zarządu
                                spółdzielni Hutnik? To zależy, ilu członków rady nadzorczej uzna, że
                                prezes powinien odejść po tym, gdy pijany przyszedł do pracy.
                                Zebranie zaplanowano na piątek, 7 maja.
                                Na trzech spółdzielczych osiedlach huczy od rozmów o zdarzeniu z
                                ubiegłego wtorku, kiedy to prezes Kazimierz Jarosz podjechał pod
                                swój gabinet całkiem pijany. Zatrzymali go interesanci spieszący do
                                administracji Hutnika. Wezwali policję i przez czterdzieści minut
                                oczekiwania na patrol pilnowali pijanego. Prezes odmówił dmuchania w
                                alkomat, stanu upojenia nie zbadano także w komisariacie. Policjanci
                                stwierdzili, że mógł pić: otrzymali z administracji spółdzielni jego
                                kartę urlopową. - Był na trzydniowym urlopie, kartę wystawiono
                                jeszcze w piątek - mówił "Gazecie" tuż po skandalu Stanisław
                                Wieczorek, przewodniczący Rady Nadzorczej Hutnika.

                                Śmieją się z tego ludzie, którzy byli świadkami zajścia. - Na
                                naszych oczach do Jarosza podeszła jedna z pań. Rozpoznałbym ją.
                                Spokojnie powiedziała do prezesa: "Nic się nie martw, zaraz wypiszę
                                ci urlop" - opowiada Mieczysław Kościołek, członek społecznej rady
                                mieszkańców, która od dwóch tygodni bada finanse w Hutniku. - Ludzi
                                zamurowało na taką bezczelność, przecież wszyscy to słyszeli. Jak
                                będzie trzeba, powtórzę te słowa na policji i w sądzie. Nie ja jeden
                                zresztą.

                                - Wszyscy się na te słowa oburzali, kiedy podeszłam do tłumu,
                                jeszcze przed przybyciem policji głośno je komentowano - potwierdza
                                Elżbieta Ziółkowska. - Jeśli policja zechce, znajdzie świadków,
                                którzy to potwierdzą.

                                Wbrew wcześniejszym informacjom "Gazety" pod kartą urlopową prezesa,
                                wystawioną z piątkową datą, nie jest podpisany wiceprezes
                                spółdzielni, ale Daniela Szostek, członek rady nadzorczej. - Czy
                                podpisała Pani prezesowi urlop. I kiedy? - zapytaliśmy.

                                - Nie muszę odpowiadać na wasze pytanie - padła odpowiedź.

                                Sprawę bada policja: przesłuchuje pracowników spółdzielni oraz
                                uczestników zajścia z prezesem.

                                W piątek w spółdzielni zbiera się 13-osobowa rada nadzorcza:
                                oficjalnie w sprawach budżetowych. Jak będą głosować, jeśli pojawi
                                się wniosek o odwołanie prezesa?

                                Stanisław Wieczorek, przewodniczący: - Tego nie zdradzę. Faktem
                                jest, że prezes nie powinien się zjawiać w takim stanie w
                                spółdzielni, ale miał tam obowiązki do wykonania - musiał podpisać
                                listę płac. Rada będzie oceniać cały jego dotychczasowy dorobek.

                                K_a_r_o_l K_o_w_a_l_s_k_i, wiceprzewodniczący rady (w wieżowcu przy
                                al. Pokoju wynajmuje od spółdzielni lokal, gdzie ma sklep z
                                komputerami): - Rozważymy wszystkie fakty z wtorkowego zajścia. Nie
                                zgadzam się na tajne głosowanie, u nas w_s_z_y_s_t_k_i_e
                                g_ł_o_s_o_w_a_n_i_a są jawne.

                                Andrzej Błaszczyk: Dopiero zapoznam się z faktami, także z
                                wyjaśnieniami samego prezesa. Sprawa jest dość zawikłana. Natomiast
                                co ważne, głosowanie w sprawie ewentualnego odwołania prezesa
                                powinno być tajne: sprzyja to obiektywizmowi.

                                Andrzej Cygan (nie mieszka w spółdzielni, ma tutaj tylko garaż): -
                                Nie zastanawiałem się jeszcze, jak zagłosuję. Muszę poznać dane,
                                które obiecała dostarczyć policja. Głosowanie powinno być tajne.

                                Kazimiera Połtorzycka (jej córkę prezes Jarosz zatrudniał w
                                administracji spółdzielni): - Na temat zachowania prezesa mam
                                szczątkowe informacje z prasy. Dopiero na radzie poznam szczegóły,
                                na razie nie mam wyrobionej opinii. Nie mam żadnego długu
                                wdzięczności wobec prezesa. Przy ocenie pracy zarządu zawsze byłam
                                obiektywna.

                                Ryszard Radkowski (jego bratowa pracuje w administracji
                                spółdzielni): - Bratowa jest dozorcą, o piątej rano odgarnia śnieg,
                                nie ma z tego żadnych profitów. A prezes zrobił wiele dobrego dla
                                spółdzielni. Faktycznie popełnił błąd, że w takim stanie zjawił się
                                w zarządzie. Ale nie wiem jeszcze, jak zagłosuję. Cały czas się nad
                                tym zastanawiam.

                                D_a_n_i_e_l_a S_z_o_s_t_e_k: - Odwołanie prezesa? Co za pytanie? A z
                                jakiej racji? Toż to są jakieś p_o_m_ó_w_i_e_n_i_a,
                                i_n_s_y_n_u_a_c_j_e, które powinny się znaleźć w sądzie. Należałoby
                                was wszystkich dziennikarzy oskarżyć o zniesławienie. Pracuję w
                                sądzie, więc wiem, co mówię.

                                Marek Wolski (Jego żona oraz córka są podwładnymi prezesa Jarosza -
                                obydwie pracują w administracji spółdzielni). Żona stwierdziła: -
                                Męża nie ma i nie wiem, gdzie jest. Nie wolno mi udostępnić numeru
                                jego komórki.

                                Wojciech Wróbel: - Niech się "Gazeta" lepiej zajmie merytoryczna
                                oceną pracy prezesa, a nie jednym jego wyskokiem po k_i_e_l_i_c_h_u.


                                miasta.gazeta.pl/czestochowa/1,35269,2063636.html
                                Komentarz "Gazety" do wydarzeń w SM Hutnik: W starym stylu
                                Monika Jaremko 2004-05-09, ostatnia aktualizacja 2004-05-09 16:20
                                Rada nadzorcza nie odwołała prezesa spółdzielni Hutnik. To było
                                łatwe do przewidzenia, skoro większość rady publicznie oświadczała,
                                że nie przyjmuje do wiadomości, że prezes był w pracy nietrzeźwy. A
                                jeśli nawet, to usprawiedliwia urlopem. Zapominając przy tym, że
                                sama rada ten urlop spreparowała. A jeden jeszcze zauważa - z pełną
                                wyrozumiałością - że prezes też człowiek, a każdemu może się
                                zdarzyć "moment po kielichu". Przeciw tej 13-osobowej grupie jest 12
                                tysięcy mieszkańców spółdzielni. Ich oburza to ostentacyjne
                                kumoterstwo (dziennikarze najlepiej wiedzą, ile telefonów odebrali w
                                tej sprawie).

                                Pytają, co będzie dalej? Drodzy spółdzielcy! Nic nie będzie. Prezes
                                zostanie na stanowisku na kolejne 22 lata, cała sprawa skończy się
                                na gadaniu. Skąd ta pewność? Bo Hutnik jest wzorcowym przykładem
                                spółdzielni w starym stylu: zarząd i rada nadzorcza (oraz członkowie
                                ich rodzin) to wspierająca się prężna grupa interesu, a mieszkańcy
                                przypominają raczej bezwolny tłum. Zapominają, że to oni stanowią
                                prawo, są zwierzchnikami prezesa i rady nadzorczej. Mogą zwoływać
                                walne zgromadzenie, odwoływać, powoływać, zmieniać. Musi im się
                                tylko chcieć.

                                • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:51
                                  INTERWENCJE LUBLIN 22.06.2007

                                  Skandal w Medyku

                                  WYNAJĘLI OCHRONIARZY, BY BRONIĆ SIĘ PRZED MIESZKAŃCAMI

                                  Kiedy we wtorek mieszkańcy lubelskiej spółdzielni Medyk przyszli na zebranie, przed drzwiami stali już dwaj ochroniarze, nie wpuszczając nikogo poza członkami spółdzielni. Lokatorzy płacący w spółdzielni czynsze nie mogli poznać ani sprawozdania finansowego za rok ubiegły, ani dowiedzieć się, jak będą wydawane ich pieniądze w tym roku.
                                  Na zebraniu miały być poruszone kwestie od dawna budzące kontrowersje wśród mieszkańców spółdzielni, jak docieplanie bloków, rozliczanie ciepła i wody czy koszty niektórych remontów. Wejścia na zebranie broniło dwóch rosłych osiłków. Wpuszczani byli tylko ci mieszkańcy, którzy są członkami spółdzielni. Oburzony tłum chciał nawet wzywać policję.
                                  — Czy spółdzielnia mieszkaniowa to jakieś tajne stowarzyszenie? Dlaczego lokatorzy nie mogą przyjść na zebranie i posłuchać, na co spółdzielnia wydaje nasze pieniądze? Uważam, że to posunięcie rady nadzorczej urąga zasadzie jawności działalności instytucji publicznych i było wymierzone przeciwko mieszkańcom. Nawet jeżeli działanie spółdzielni było zgodne z prawem, to na pewno nie było zgodne z jego duchem — mówi Bogumił Goral, członek spółdzielni mieszkaniowej Medyk.
                                  Po długiej szarpaninie mieszkańcy weszli na zebranie prawie szturmem i uczestniczyli w nim do końca. Przedstawiciele spółdzielni nie chcieli jednak odpowiadać na pytania o koszty wynajęcia ochroniarzy. Prezes SM Medyk zapewnia jednak, że spółdzielnia nie poniesie żadnych kosztów z tego tytułu. Twierdzi, że ochrona miała bronić zebrania przed dwoma awanturnikami.
                                  — Na ubiegłorocznym zebraniu dwie osoby, nie będące członkami spółdzielni, zakłócały jego przebieg. Jedna z nich wszczynała też awantury w naszym biurze i musieliśmy wzywać policję. Przyznaję jednak, że wynajęcie ochrony to nie był najlepszy pomysł. Powstała sytuacja zasugerowała, że mamy coś do ukrycia, a to nieprawda. W przyszłości nie będziemy już wynajmować ochrony — zapewnił Jacek Zoła, prezes SM Medyk.
                                  Andrzej Krzyżański, prezes Krajowego Związku Lokatorów i Spółdzielców, uważa pomysł wystawienia ochrony przez radę nadzorczą przeciwko mieszkańcom za totalne wypaczenie idei spółdzielni.
                                  — To nie jest pierwsza tego typu sytuacja. Podobne zajścia miały miejsce w innych miastach. Zapobiec im może tylko nowe prawo spółdzielcze, ale też większa aktywność członków spółdzielni i lokatorów. Do tego typu incydentów zdecydowanie nie powinno dochodzić — mówi Andrzej Krzyżański. EM
                                  • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:51
                                    Spółdzielnie mieszkaniowe blokują dostęp do dokumentów finansowychPrezesi spółdzielni mieszkaniowych odmawiają lokatorom prawa wglądu w umowy zawarte z firmami remontowymi i dostawcami mediów. Lokatorzy nie mogą rozliczyć zarządów z efektów ich pracy.

                                    Zobacz także:
                                    Jakie prawa ma członek spółdzielni mieszkaniowej
                                    Państwo w państwie, czyli spółdzielnia poza kontrolą
                                    Państwo w państwie, czyli jak się rządzi spółdzielnia mieszkaniowa
                                    Spółdzielnia mieszkaniowa nie decyduje o wyborze dostawcy internetu
                                    – Spółdzielnia zawarła umowę na wymianę rur ciepłej wody. Koszty tej inwestycji były moim zdaniem dużo wyższe niż obowiązujące na rynku. Zwróciłem się do spółdzielni o umożliwienie mi wglądu do umowy. Spółdzielnia odmówiła mi, tłumacząc się obowiązującą ją klauzulą tajności – mówi jeden z członków SM Piaski D w Warszawie.

                                    Prezes spółdzielni Teresa Kamińska tłumaczy, że zarząd musiał dotrzymać warunków umowy podpisanej z kontrahentem. – Firma realizująca inwestycję przedstawiła nam najkorzystniejszą ofertę. Zażądała jednak utajnienia umowy, co zdarza się często przy współpracy ze spółkami prawa handlowego – dodaje Teresa Kamińska.

                                    – To skandal, że członek spółdzielni, który jest jej współwłaścicielem, jest pozbawiany wglądu w dokumentację, dzięki której może skontrolować gospodarność zarządu – podkreśla Andrzej Krzyżański, prezes Krajowego Związku Lokatorów i Spółdzielców.

                                    Spółdzielnie, które realizują w stosunku do członków zasadę ograniczonego wglądu w dokumentację finansową, twierdzą jednak, że pozwala im na to prawo spółdzielcze.

                                    Konflikt interesów
                                    Zdania na temat tego, czy mieszkańcy spółdzielni mają nieograniczony wgląd w umowy z firmami zewnętrznymi, są podzielone. Część prawników twierdzi, że członkowie spółdzielni mają prawo otrzymywać kopie takich umów.

                                    – Podstawę powyższego uprawnienia stanowi jasno art. 8 ust. 1 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych. Członek spółdzielni mieszkaniowej ma prawo otrzymania odpisu statutu i regulaminów oraz kopii uchwał organów spółdzielni i protokołów obrad organów spółdzielni, protokołów lustracji, rocznych sprawozdań finansowych oraz faktur i umów zawieranych przez spółdzielnię z osobami trzecimi – wyjaśnia Piotr Ostapa, radca prawny z kancelarii Mamiński & wspólnicy sp.k.

                                    Spółdzielnie twierdzą jednak, że prawo wglądu w zawierane umowy nie jest prawem absolutnym. Ogranicza je art. 18 par. 3 ustawy Prawo spółdzielcze. Stanowi on, że spółdzielnia (nie tylko mieszkaniowa) może odmówić członkowi wglądu do umów zawieranych z osobami trzecimi, jeżeli naruszałoby to prawa tych osób.

                                    – Ten przepis nie znajduje zastosowania w omawianym przypadku. Regulacja ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych jest przepisem szczególnym. Przepisy ustawy Prawo spółdzielcze stosuje się tylko w zakresie w niej nieuregulowanym – podkreśla mecenas Ostapa.

                                    Skarga do sądu
                                    Na odmowę wglądu w dokumenty spółdzielni służy odwołanie do sądu rejestrowego. – Wniosek o zobowiązanie spółdzielni do udostępnienia dokumentacji należy kierować w terminie 7 dni od dnia doręczenia członkowi odmowy na piśmie. W razie braku odpowiedzi wniosek trzeba kierować po upływie terminu do jej udzielenia – podkreśla Monika Hetmańczyk, radca prawny z Chałas i Wspólnicy Kancelaria Prawna.

                                    • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:53
                                      Bliski koniec Spółdzielni Mieszkaniowej Wielkopolanka
                                      nat2006-10-19, ostatnia aktualizacja 2006-10-20 00:00
                                      Mieszkańcy zadecydują, czy chcą upadłości spółdzielni.
                                      - Nie jestem fanem upadłości. Ale możemy nie mieć wyboru - mówi Dariusz Walkowiak, przewodniczący rady nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej Wielkopolanka. Na spółdzielczych osiedlach rozpoczęły się zebrania grup członkowskich. Podczas nich mieszkańcy mają zadecydować, czy chcą, aby zarząd złożył do sądu wniosek o upadłość.

                                      Sytuacja finansowa Wielkopolanki jest fatalna. W blokach nie działają windy, pieniędzy domaga się pięciu komorników i skarb państwa. Środki uzyskane ze sprzedaży posiadanego przez spółdzielnię majątku (w tym np. wieżowców przy ul. Gronowej) nie wystarczyłyby na spłatę długów.


                                      REKLAMY GOOGLE
                                      Kredyt "Rodzina na Swoim"
                                      Tanie Kredyty Mieszkaniowe z Dopłatą Rządową. Sprawdź !
                                      www.GetinBank.pl
                                      Mieszkania Grodzisk ?
                                      Kup Segment 90m z Działką za 395tyś Centrum Ul Reymonta Media, CO
                                      www.giersbud.pl
                                      Oferty pracy z 40 portali
                                      46000 ofert pracy w jednym miejscu Zobacz opinie o Twoim szefie,firmie
                                      www.GoWork.pl/oferty_pracy

                                      Jaka jest alternatywa dla upadłości? Mieszkańcy mogliby powiększyć wartość swoich udziałów w spółdzielni, czyli - mówiąc prościej - dopłacić do jej kasy po ok. 5 tys. zł.

                                      A co oznacza upadłość spółdzielni dla mieszkańców? - Wszystko zależy od syndyka. Przepisy regulujące jego działanie są niestety bardzo ogólne - mówi Walkowiak. - Syndyk może np. opieszale rozstrzygać niektóre sprawy, opóźniając tym samym powstawanie wspólnot mieszkaniowych - dodaje.

                                      Nawet jeżeli sąd zadecyduje o upadłości, mieszkańcy nie stracą swoich lokali. Odpowiadają tylko do wysokości swoich udziałów, które wynoszą 300-350 zł.

                                      • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:53
                                        Równi i równiejsi w SM Wielkopolanka
                                        Marta Tylenda2006-09-15, ostatnia aktualizacja 2006-09-15 00:00
                                        Troje członków Rady Nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej Wielkopolanka podzieliło się spółdzielczym majątkiem.
                                        ZOBACZ TAKŻE
                                        Skąd wzięły się kłopoty SM "Wielkopolanka" (15-09-06, 20:51) O Wielkopolance głośno jest od ubiegłego roku, kiedy to członkowie spółdzielni zaczęli dostawać informacje, że muszą dopłacać do dawno wykupionych mieszkań - rekordziści nawet po ok. 100 tys. zł. Jednocześnie okazało się, że ponad połowa członków spółdzielni wpłaciła za dużo za mieszkania. Jednak - jak zapowiadały spółdzielcze władze - mieli odzyskać pieniądze dopiero kiedy wpłacą je ci, którzy mają niedopłaty. Zadłużona po uszy spółdzielnia nie dysponowała bowiem gotówką.

                                        Okazuje się jednak, że niektórzy członkowie (teraz już byli) Rady Nadzorczej znaleźli sposób na wyciągnięcie od spółdzielni pieniędzy. Dwóch - w rozliczeniu przysługującej im nadpłaty - przyznało sobie miejsca postojowe w hali garażowej (w budynku przy ul. Konfederackiej na Grunwaldzie). Z kolei Zofia Miller, była przewodnicząca rady, postanowiła kupić spółdzielcze mieszkanie warte 120 tys. zł za 80 tys. Różnicę spółdzielnia ma jej zaliczyć w ramach rozliczenia nadpłaty.


                                        REKLAMY GOOGLE
                                        Kawalerki za Półdarmo
                                        Warszawa: Wyszukaj okazje cenowe. Codziennie nowe oferty !
                                        www.HomeBroker.pl
                                        Mieszkania Grodzisk ?
                                        Kup Segment 90m z Działką za 395tyś Centrum Ul Reymonta Media, CO
                                        www.giersbud.pl
                                        Sprzedaż Apartamentów
                                        Szklarska Poręba - Nowa Inwestycja Gotowe do zamieszkania-dobra lokat
                                        www.rezydencja-parkowa.com.pl

                                        Sprawa wyszła dzięki spostrzegawczości spółdzielców. Mieszkańcy zauważyli, że kilka wolnych miejsc parkingowych zajmują członkowie rady odwołanej na zebraniu przedstawicieli 29 czerwca. - Od tygodni przeglądamy dokumenty. Okazuje się, że w spółdzielni byli równi i równiejsi - przyznaje Dariusz Walkowiak z nowej Rady Nadzorczej.

                                        - O możliwości rekompensaty wiedzieli wszyscy mieszkańcy. Mówiliśmy o tym na zebraniach - twierdzi Jan Napierała, były sekretarz rady, który dostał miejsce parkingowe wycenione na ok. 22 tys. zł. Dlaczego inni mieszkańcy nie skorzystali z takiej okazji? - Bo woleli gotówkę. A tej spółdzielnia nie miała - tłumaczy Napierała. - Ja byłem realistą, wiedziałem, że gotówki nie dostanę.

                                        - Powszechnie było o tym wiadomo? Ależ skąd! Ja nic o takiej możliwości nie wiedziałem. Widocznie to rozdawnictwo odbywało się po cichu - twierdzi Mirosław Feldmann, również członek odwołanej rady, który niczego sobie nie załatwił. - Z góry było wiadomo, że nie wszyscy z nadpłatami mogli liczyć na miejsca parkingowe. Wierzycieli było kilkaset, a miejsc kilka, może kilkanaście. Niektórzy członkowie rady wykorzystali swoje stanowisko do załatwienia własnych spraw. Tak to trzeba ocenić - dodaje.

                                        Pytaliśmy spółdzielców, czy słyszeli o możliwości zamiany nadpłaty na miejsce parkingowe lub część mieszkania. - Ja nie słyszałem, ale sam wpadłem na pomysł, żeby Wielkopolanka wyrównała mi nadpłatę w naturze. Pani w spółdzielni przyznała, że jest to możliwe - opowiada mieszkaniec osiedla przy ul. Znanieckiego. - Ale kiedy podała ceny za miejsca garażowe, włos mi się zjeżył na głowie. Zależnie od wielkości zaczynały się od 29 tys. zł, a kończyły na 50 tys. zł. Do tego musiałbym zapłacić spółdzielni gotówką 22 proc. VAT. Nie opłaciło mi się.

                                        Członkowie RN nie musieli płacić spółdzielni VAT, skorzystali też z korzystniejszego niż spółdzielca cennika. Zapytaliśmy Napierałę, dlaczego tak się stało. - To nie ja decydowałem, tylko ówczesny zarząd - tłumaczył się. Próbowaliśmy porozmawiać z Zofią Miller, ale jest poza Poznaniem i nie można się z nią skontaktować. Trzeci członek Rady Nadzorczej, który rozliczył sobie nadpłatę - Anna Wojciechowska - nie chciała rozmawiać z "Gazetą".

                                        - Ten majątek powinien wrócić do spółdzielni, ale nie wiadomo, czy to się teraz uda odkręcić, bo na sprzedaż miejsc parkingowych są akty notarialne - mówi Walkowiak. I dodaje: - To skandal! Zwłaszcza, że wątpliwe jest, żeby komukolwiek należały się nadpłaty. Dokumenty, na podstawie których obliczono zarówno nadpłaty, jak i niedopłaty zawierają mnóstwo błędów. Np. kwoty netto w paru miejscach są wyższe od brutto. Strach pomyśleć, czego się jeszcze dowiemy.

                                        Nowa Rada Nadzorcza zamierza w tej sprawie złożyć doniesienie do prokuratury.

                                        • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:54
                                          Rozmowa z Jerzym Wosiem, byłym prezesem SM Wielkopolanka
                                          Rozmawiała Marta Tylenda2004-09-23, ostatnia aktualizacja 2004-09-23 00:00
                                          Zwrotu ponad 7 mln zł SM Wielkopolanka żąda w sądzie od właścicieli sklepów Piotr i Paweł. Obecne władze uważają, że umowa i aneks, podpisane przez zarząd z Jerzym Wosiem na czele (prywatnie ojcem właścicieli marketów), przyczyniły się do trudnej sytuacji finansowej spółdzielni.
                                          Marta Tylenda: Czy umowa, a następnie aneks do niej, które podpisał Pan z synami, zaszkodziły spółdzielni?

                                          Jerzy Woś, były prezes SM Wielkopolanka: To nie ja podpisywałem, ale cały zarząd. Przy pełnej aprobacie rady nadzorczej. Ja byłem ze spraw związanych z Piotrem i Pawłem wyłączony.



                                          Był Pan jednak prezesem tej spółdzielni. I wiedział Pan, że spółdzielnia wybudowała market, miała otrzymać za niego pieniądze, a nie dostała ani grosza..
                                          • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:55
                                            Skąd wzięły się kłopoty SM ?Wielkopolanka?
                                            ***2006-09-15, ostatnia aktualizacja 2006-09-15 00:00
                                            ZOBACZ TAKŻE
                                            Równi i równiejsi w spółdzielni Wielkopolanka (15-09-06, 18:09) Spółdzielnia Mieszkaniowa "Wielkopolanka" ma w tej chwili ok. 75 mln zł długu. W kłopoty wpędziła ją nietrafiona inwestycja przy ul. Wojskowej. Zabrakło jej pieniędzy na dokończenie budowy osiedla z 800 mieszkaniami. Poza tym kolejne zarządy zwlekały z dokładnym rozliczeniem wszystkich inwestycji spółdzielni. Za niektóre mieszkania według byłego prezesa Zygmunta Andrzejaka zapłacono za mało, a za niektóre za dużo. W 2005 r. zaczął wysyłać do spółdzielców listy z żądaniami gigantycznych dopłat. Inni z korespondencji dowiadywali się, że mogą dostać spory zwrot. W spółdzielni zawrzało. Członkowie z niedopłatami twierdzili, że wyliczenia spółdzielczych władz są nierzetelne. Następnie zjednoczyli się i w lipcu 2006 r. wymienili władze. Nowa rada nadzorcza razem z nowym zarządem miała przejrzeć dokumenty, ocenić sytuację finansową i, co najważniejsze, policzyć, czy i jak wysokie są ewentualne niedopłaty. W sierpniu br. rada nadzorcza nie chciała już współpracować z zarządem, który sama wybrała. Powód? - Sytuacja spółdzielni jest tragiczna, ale można ją uratować, sprzedając jej wieżowiec przy ul. Gronowej - tłumaczył prezes Józef Bejnarowicz. Nie wszyscy członkowie rady byli jednak takiego samego zdania. Zarząd z Józefem Bejnarowiczem zrezygnował bez uprzedzenia. Tymczasowo funkcję prezesa objęła wybrana naprędce Dorota Falkowska.

                                            • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:57
                                              Koniec śledztwa w sprawie Wielkopolanki - 2006-12-02


                                              Prokuratura Rejonowa Poznań-Stare Miasto zakończyła śledztwo w sprawie działań na szkodę spółdzielni mieszkaniowej Wielkopolanka i skierowała do Sądu Rejonowego w Poznaniu akt oskarżenia przeciwko wiceprezesowi spółdzielni Bolesławowi R.
                                              W pierwszych dniach listopada 2006 roku Prokuratura Rejonowa Poznań-Stare Miasto zakończyła śledztwo w sprawie działań na szkodę spółdzielni mieszkaniowej Wielkopolanka. Do Sądu Rejonowego w Poznaniu został skierowany akt oskarżenia przeciwko wiceprezesowi spółdzielni Bolesławowi R.
                                              Bolesław R. odpowiada za podpisanie wyjątkowo niekorzystnego dla spółdzielni aneksu do umowy z właścicielami sieci sklepów Piotr i Paweł.
                                              Według ustaleń prokuratury w styczniu 2001 roku prezes spółdzielni, prywatnie ojciec właścicieli sieci sklepów Piotr i Paweł, podpisał z synami umowę dotyczącą budowy marketu na osiedlu przy ul. Wojskowej w Poznaniu. Właściciele sklepów mieli za jego budowę płacić spółdzielni w ratach. Kiedy 70 procent inwestycji było już gotowe, na koncie spółdzielni nie było ani złotówki, choć zgodnie z umową właściciele sieci sklepów powinni na nie przelać już prawie 5.000.000,00 złotych.
                                              Jak okazało się podczas śledztwa w marcu 2002 roku spółka Piotr i Paweł podpisała ze spółdzielnią aneks do umowy i na jego mocy zapłaciła Wielkopolance 400.000,00 złotych w miejsce przewidzianych umową 5 milionów. Dwa tygodnie później właściciele marketu odstąpili od umowy i zażądali zwrotu wpłaconych pieniędzy w formie trzech mieszkań. Aneks ten podpisał również Bolesław R. Doprowadziło to do załamania się inwestycji przy ul. Wojskowej, a spółdzielnia straciła na interesie z siecią Piotr i Paweł około 8.500.000,00 złotych. Osiedle do dnia dzisiejszego nie jest wykończone.
                                              Prokuratura oskarżyła ponadto Bolesława R. o działanie na szkodę spółki Locum, której był prezesem. W wyniku działań Bolesława R. spółka Locum miała stracić w sumie ponad 8.000.000,00 złotych.
                                              Spółdzielnia ma dziś ponad 35.000.000,00 złotych długów, nie licząc przynajmniej kilkumilionowych zobowiązań wobec członków. Spółdzielcy zdecydowali, że Wielkopolanka jest niewypłacalna i powinna ogłosić upadłość. Wniosek o ogłoszenie upadłości Poznańskiej Spółdzielni Mieszkaniowej Wielkopolanka trafił już do Sądu.
                                              Natomiast Bolesławowi R. w prowadzonej sprawie karnej grozi do 10 lat pozbawienia wolności.


                                              • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:58
                                                MOGILNO - Gigantyczne przywileje za pół miliona złotych
                                                Marek Holak, 26 maj 2011, 09:39 Horrendalne premie i nagrody, dodatki stażowe, dodatki szkodliwe za pracę przy komputerze, jubileuszówki i trzynastka na koniec każdego kwartału - takie uposażenia gwarantował pracownikom Spółdzielni Mieszkaniowej w Mogilnie Zakładowy Układ Zbiorowy Pracy. Prezes SM Wojciech Baran w ramach cięcia kosztów wypowiedział pracownikom umowy o pracę na dotychczasowych warunkach. Wszyscy odwołali się do sądu.

                                                Wojciech Baran postanowił uporządkować sprawy płacowe w podległej mu administracji Spółdzielni Mieszkaniowej w Mogilnie fot. Joanna Świetnicka
                                                W Spółdzielni Mieszkaniowej w Mogilnie od 1 maja biegnie 3-miesięczny okres wypowiedzenia dotychczasowych warunków umowy o pracę wszystkim bez wyjątku pracownikom SM. Prezes Wojciech Baran wręczył pracownikom wypowiedzenia w kwietniu.
                                                Dlaczego doszło do takiej sytuacji?



                                                Koszty płac

                                                Nowy prezes pracuje w mogileńskiej spółdzielni od 1 lipca 2010 r. - Na wysokie koszty wynagrodzeń dla pracowników spółdzielni zwróciła mi uwagę rada nadzorcza - mówi prezes Baran. Sam jesienią zaczął analizować wynagrodzenia. Okazało się, że poza pensją pracownicy otrzymują jeszcze wiele innych dodatkowych składników wynagrodzenia, które wynikały z Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy. Taki dokument obowiązywał w mogileńskiej SM od 1 września 1993 r. 28 sierpnia 1993 r. został podpisany przez związek zawodowy NSZZ Solidarność działający przy SM i ówczesny zarząd spółdzielni, w tym przez prezesa Jana Guzika.

                                                Poznaliśmy dokładną analizę wynagrodzeń w Spółdzielni Mieszkaniowej za 2010 r. W budżecie spółdzielni był to niebagatelny wydatek, bo dla ponad 20 osób zatrudnionych kwota ta wynosiła rocznie 1.060.000 zł brutto. W tej sumie mniej więcej połowę stanowiły wynagrodzenia wynikające z pensji zasadniczej.
                                                Jednak ponad pół miliona złotych brutto, to ta część wynagrodzenia, która wynikała z Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy.



                                                W 2010 r. dla ponad 20 pracowników składały się na tę kwotę netto:

                                                1. Dodatek funkcyjny - 25.000 zł

                                                2. Dodatki stażowe - 105.000 zł.

                                                3. Dodatek szkodliwy, np. za pracę przy komputerze dla pracowników biurowych czy dla pracowników fizycznych za pracę przy pionach kanalizacyjnych - 26.000 zł.

                                                4. Premie i nagrody, w tym każdy pracownik miał premię regulaminową w wysokości 20% wynagrodzenia zasadniczego - 108.000 zł. Prezes Baran zwraca uwagę, że właściwie to pracownicy otrzymywali w spółdzielni nie tylko trzynastkę, ale - biorąc kwotowo - właściwie także czternastą pensję - po prostu dodatkowe wynagrodzenie w kwocie średnio 5.000 zł nie było wypłacane po przepracowanym roku, tylko w częściach, co kwartał. Zaliczkowo, co kwartał pracownicy otrzymywali czwartą część trzynastej pensji. Co 4 miesiące było to coś w rodzaju dodatkowej pensji.

                                                5. Jubileuszówki - 45.000 zł. Prezes Baran zwraca uwagę reporterowi na ciekawy system panujący w Spółdzielni Mieszkaniowej. Nagrody jubileuszowe wypłacane były procentowo, od 15 lat stażu pracy do 50 lat stażu pracy. I tak: za 15 lat pracy - 150%, 20 lat - 200%, 25 lat - 300%, 30 lat - 400%, 35 lat - 500%, 40 lat - 600%, 45 lat - 700% i 50 lat - 800%. Podaje nam taki przykład, że osoba zatrudniona jako konserwator po 40 latach pracy w spółdzielni otrzymała 14.000 zł nagrody jubileuszowej.

                                                6. Nagrody roczne - 100.000 zł.



                                                Prostowanie

                                                Prezes Baran otrzymał od rady nadzorczej polecenie wyprostowania tej sytuacji.
                                                31 grudnia 2010 r. prezes skierował do Solidarności działającej przy Spółdzielni Mieszkaniowej 3-miesięczne wypowiedzenie warunków Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy.

                                                Odbyło się potem kilka spotkań z przedstawicielami Solidarności, zarówno zakładowej, miejskiej, jak i bydgoskiej. Nie doprowadziły do przełomu w sprawie.
                                                W piśmie z 21 marca tego roku prezes Wojciech Baran poinformował związkowców z Solidarności o zamiarze wypowiedzenia wszystkim pracownikom umów o pracę, do których zastosowanie miały przepisy Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy. Prezes tłumaczył w piśmie, że podyktowane jest to koniecznością wprowadzenia racjonalnych zasad zarządzania spółdzielnią.

                                                Trzy dni później związkowcy odpowiedzieli pismem, które podpisał Janusz Ślęczkowski. Piszą, że zawiadomienie przyjęli ze zdziwieniem, gdyż na spotkaniu 3 lutego, w którym brali także udział przedstawiciele Zarządu Regionu NSZZ Solidarność z Bydgoszczy oraz członkowie rady nadzorczej SM w Mogilnie, wyrażono chęć rozpoczęcia rokowań nad zmianami Układu Zbiorowego Pracy. Ostatecznie Komisja Zakładowa NSZZ Solidarność przy SM nie wyraziła zgody na wypowiedzenie warunków umów o pracę. Związkowcy wezwali pracodawcę do podjęcia rokowań nad zmianami do obowiązującego Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy i wycofania wypowiedzenia tego układu. Związkowcy kończą list słowami: Informujemy także, iż nasza organizacja działa profesjonalnie, chce zmian w Zakładowym Układzie Zbiorowym Pracy, rozumie obecną sytuację Spółdzielni i oczekuje na konstruktywne działania zarządu. (...)

                                                Po 31 marca, gdy minął 3-miesięczny okres wypowiedzenia warunków Układu Zbiorowego Pracy, każdy z pracowników otrzymał 3-miesięczne wypowiedzenie umowy o pracę. Biegnie ono do końca lipca. Prezes Baran mówi, że kilka osób nie chciało przyjąć wypowiedzenia, w końcu jednak zostało ono dostarczone skutecznie do wszystkich pracowników.



                                                Rozstrzygnie sąd

                                                Od wypowiedzeń wszyscy pracownicy odwołali się do Sądu Pracy w Inowrocławiu. W piątek 20 maja prezes spółdzielni na prośbę sądu odniósł się pisemnie do całej sprawy.

                                                Jak powiedział nam prezes Baran, koszty obowiązywania Układu Zbiorowego Pracy spółdzielnia pokrywała głównie przez podnoszenie stawki opłaty eksploatacyjnej. - To spółdzielcy tak naprawdę finansowali przez tyle lat te gigantyczne przywileje, jakie mieli pracownicy spółdzielni zagwarantowane Układem Zbiorowym Pracy - mówi prezes Baran.

                                                Aby obniżyć koszty funkcjonowania spółdzielni, nowy zarząd wypowiedział obciążający w znacznym stopniu spółdzielców obowiązujący w spółdzielni Układ Zbiorowy Pracy, który stanowił ogromny i nieuzasadniony ciężar dla spółdzielni.

                                                Prezes Wojciech Baran tłumaczy reporterowi, że spółdzielnia mieszkaniowa nie jest przecież zakładem produkcyjnym. Nie wypracowuje żadnego zysku, który można by potem dzielić między pracowników. Cały ciężar gigantycznych wynagrodzeń wynikających z Układu Zbiorowego Pracy spadał cały czas (od 1993 r.) na barki spółdzielców. - To oni utrzymywali nieproporcjonalnie duże pensje pracowników, płacąc większe czynsze niż powinni - mówi prezes Baran.

                                                Zapowiada, że w przypadku, gdy rozpoczynające się procesy sądowe zakończą się pomyślnie dla zarządu SM, prawdopodobnie będzie możliwe obniżenie czynszów spółdzielcom o około 30 zł, przez zmniejszenie opłaty eksploatacyjnej. Gdyby - pomimo wygrania procesów przez zarząd spółdzielni - obniżka czynszów z różnych przyczyn okazała się niemożliwa, czynsze pozostaną na obecnym poziomie.
                                                • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:59
                                                  MOGILNO - Gigantyczne przywileje za pół miliona złotych
                                                  Marek Holak, 26 maj 2011, 09:39 Horrendalne premie i nagrody, dodatki stażowe, dodatki szkodliwe za pracę przy komputerze, jubileuszówki i trzynastka na koniec każdego kwartału - takie uposażenia gwarantował pracownikom Spółdzielni Mieszkaniowej w Mogilnie Zakładowy Układ Zbiorowy Pracy. Prezes SM Wojciech Baran w ramach cięcia kosztów wypowiedział pracownikom umowy o pracę na dotychczasowych warunkach. Wszyscy odwołali się do sądu.

                                                  Wojciech Baran postanowił uporządkować sprawy płacowe w podległej mu administracji Spółdzielni Mieszkaniowej w Mogilnie fot. Joanna Świetnicka
                                                  W Spółdzielni Mieszkaniowej w Mogilnie od 1 maja biegnie 3-miesięczny okres wypowiedzenia dotychczasowych warunków umowy o pracę wszystkim bez wyjątku pracownikom SM. Prezes Wojciech Baran wręczył pracownikom wypowiedzenia w kwietniu.
                                                  Dlaczego doszło do takiej sytuacji?



                                                  Koszty płac

                                                  Nowy prezes pracuje w mogileńskiej spółdzielni od 1 lipca 2010 r. - Na wysokie koszty wynagrodzeń dla pracowników spółdzielni zwróciła mi uwagę rada nadzorcza - mówi prezes Baran. Sam jesienią zaczął analizować wynagrodzenia. Okazało się, że poza pensją pracownicy otrzymują jeszcze wiele innych dodatkowych składników wynagrodzenia, które wynikały z Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy. Taki dokument obowiązywał w mogileńskiej SM od 1 września 1993 r. 28 sierpnia 1993 r. został podpisany przez związek zawodowy NSZZ Solidarność działający przy SM i ówczesny zarząd spółdzielni, w tym przez prezesa Jana Guzika.

                                                  Poznaliśmy dokładną analizę wynagrodzeń w Spółdzielni Mieszkaniowej za 2010 r. W budżecie spółdzielni był to niebagatelny wydatek, bo dla ponad 20 osób zatrudnionych kwota ta wynosiła rocznie 1.060.000 zł brutto. W tej sumie mniej więcej połowę stanowiły wynagrodzenia wynikające z pensji zasadniczej.
                                                  Jednak ponad pół miliona złotych brutto, to ta część wynagrodzenia, która wynikała z Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy.



                                                  W 2010 r. dla ponad 20 pracowników składały się na tę kwotę netto:

                                                  1. Dodatek funkcyjny - 25.000 zł

                                                  2. Dodatki stażowe - 105.000 zł.

                                                  3. Dodatek szkodliwy, np. za pracę przy komputerze dla pracowników biurowych czy dla pracowników fizycznych za pracę przy pionach kanalizacyjnych - 26.000 zł.

                                                  4. Premie i nagrody, w tym każdy pracownik miał premię regulaminową w wysokości 20% wynagrodzenia zasadniczego - 108.000 zł. Prezes Baran zwraca uwagę, że właściwie to pracownicy otrzymywali w spółdzielni nie tylko trzynastkę, ale - biorąc kwotowo - właściwie także czternastą pensję - po prostu dodatkowe wynagrodzenie w kwocie średnio 5.000 zł nie było wypłacane po przepracowanym roku, tylko w częściach, co kwartał. Zaliczkowo, co kwartał pracownicy otrzymywali czwartą część trzynastej pensji. Co 4 miesiące było to coś w rodzaju dodatkowej pensji.

                                                  5. Jubileuszówki - 45.000 zł. Prezes Baran zwraca uwagę reporterowi na ciekawy system panujący w Spółdzielni Mieszkaniowej. Nagrody jubileuszowe wypłacane były procentowo, od 15 lat stażu pracy do 50 lat stażu pracy. I tak: za 15 lat pracy - 150%, 20 lat - 200%, 25 lat - 300%, 30 lat - 400%, 35 lat - 500%, 40 lat - 600%, 45 lat - 700% i 50 lat - 800%. Podaje nam taki przykład, że osoba zatrudniona jako konserwator po 40 latach pracy w spółdzielni otrzymała 14.000 zł nagrody jubileuszowej.

                                                  6. Nagrody roczne - 100.000 zł.



                                                  Prostowanie

                                                  Prezes Baran otrzymał od rady nadzorczej polecenie wyprostowania tej sytuacji.
                                                  31 grudnia 2010 r. prezes skierował do Solidarności działającej przy Spółdzielni Mieszkaniowej 3-miesięczne wypowiedzenie warunków Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy.

                                                  Odbyło się potem kilka spotkań z przedstawicielami Solidarności, zarówno zakładowej, miejskiej, jak i bydgoskiej. Nie doprowadziły do przełomu w sprawie.
                                                  W piśmie z 21 marca tego roku prezes Wojciech Baran poinformował związkowców z Solidarności o zamiarze wypowiedzenia wszystkim pracownikom umów o pracę, do których zastosowanie miały przepisy Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy. Prezes tłumaczył w piśmie, że podyktowane jest to koniecznością wprowadzenia racjonalnych zasad zarządzania spółdzielnią.

                                                  Trzy dni później związkowcy odpowiedzieli pismem, które podpisał Janusz Ślęczkowski. Piszą, że zawiadomienie przyjęli ze zdziwieniem, gdyż na spotkaniu 3 lutego, w którym brali także udział przedstawiciele Zarządu Regionu NSZZ Solidarność z Bydgoszczy oraz członkowie rady nadzorczej SM w Mogilnie, wyrażono chęć rozpoczęcia rokowań nad zmianami Układu Zbiorowego Pracy. Ostatecznie Komisja Zakładowa NSZZ Solidarność przy SM nie wyraziła zgody na wypowiedzenie warunków umów o pracę. Związkowcy wezwali pracodawcę do podjęcia rokowań nad zmianami do obowiązującego Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy i wycofania wypowiedzenia tego układu. Związkowcy kończą list słowami: Informujemy także, iż nasza organizacja działa profesjonalnie, chce zmian w Zakładowym Układzie Zbiorowym Pracy, rozumie obecną sytuację Spółdzielni i oczekuje na konstruktywne działania zarządu. (...)

                                                  Po 31 marca, gdy minął 3-miesięczny okres wypowiedzenia warunków Układu Zbiorowego Pracy, każdy z pracowników otrzymał 3-miesięczne wypowiedzenie umowy o pracę. Biegnie ono do końca lipca. Prezes Baran mówi, że kilka osób nie chciało przyjąć wypowiedzenia, w końcu jednak zostało ono dostarczone skutecznie do wszystkich pracowników.



                                                  Rozstrzygnie sąd

                                                  Od wypowiedzeń wszyscy pracownicy odwołali się do Sądu Pracy w Inowrocławiu. W piątek 20 maja prezes spółdzielni na prośbę sądu odniósł się pisemnie do całej sprawy.

                                                  Jak powiedział nam prezes Baran, koszty obowiązywania Układu Zbiorowego Pracy spółdzielnia pokrywała głównie przez podnoszenie stawki opłaty eksploatacyjnej. - To spółdzielcy tak naprawdę finansowali przez tyle lat te gigantyczne przywileje, jakie mieli pracownicy spółdzielni zagwarantowane Układem Zbiorowym Pracy - mówi prezes Baran.

                                                  Aby obniżyć koszty funkcjonowania spółdzielni, nowy zarząd wypowiedział obciążający w znacznym stopniu spółdzielców obowiązujący w spółdzielni Układ Zbiorowy Pracy, który stanowił ogromny i nieuzasadniony ciężar dla spółdzielni.

                                                  Prezes Wojciech Baran tłumaczy reporterowi, że spółdzielnia mieszkaniowa nie jest przecież zakładem produkcyjnym. Nie wypracowuje żadnego zysku, który można by potem dzielić między pracowników. Cały ciężar gigantycznych wynagrodzeń wynikających z Układu Zbiorowego Pracy spadał cały czas (od 1993 r.) na barki spółdzielców. - To oni utrzymywali nieproporcjonalnie duże pensje pracowników, płacąc większe czynsze niż powinni - mówi prezes Baran.

                                                  Zapowiada, że w przypadku, gdy rozpoczynające się procesy sądowe zakończą się pomyślnie dla zarządu SM, prawdopodobnie będzie możliwe obniżenie czynszów spółdzielcom o około 30 zł, przez zmniejszenie opłaty eksploatacyjnej. Gdyby - pomimo wygrania procesów przez zarząd spółdzielni - obniżka czynszów z różnych przyczyn okazała się niemożliwa, czynsze pozostaną na obecnym poziomie.
                                                • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 11:59
                                                  MOGILNO - Gigantyczne przywileje za pół miliona złotych
                                                  Marek Holak, 26 maj 2011, 09:39 Horrendalne premie i nagrody, dodatki stażowe, dodatki szkodliwe za pracę przy komputerze, jubileuszówki i trzynastka na koniec każdego kwartału - takie uposażenia gwarantował pracownikom Spółdzielni Mieszkaniowej w Mogilnie Zakładowy Układ Zbiorowy Pracy. Prezes SM Wojciech Baran w ramach cięcia kosztów wypowiedział pracownikom umowy o pracę na dotychczasowych warunkach. Wszyscy odwołali się do sądu.

                                                  Wojciech Baran postanowił uporządkować sprawy płacowe w podległej mu administracji Spółdzielni Mieszkaniowej w Mogilnie fot. Joanna Świetnicka
                                                  W Spółdzielni Mieszkaniowej w Mogilnie od 1 maja biegnie 3-miesięczny okres wypowiedzenia dotychczasowych warunków umowy o pracę wszystkim bez wyjątku pracownikom SM. Prezes Wojciech Baran wręczył pracownikom wypowiedzenia w kwietniu.
                                                  Dlaczego doszło do takiej sytuacji?



                                                  Koszty płac

                                                  Nowy prezes pracuje w mogileńskiej spółdzielni od 1 lipca 2010 r. - Na wysokie koszty wynagrodzeń dla pracowników spółdzielni zwróciła mi uwagę rada nadzorcza - mówi prezes Baran. Sam jesienią zaczął analizować wynagrodzenia. Okazało się, że poza pensją pracownicy otrzymują jeszcze wiele innych dodatkowych składników wynagrodzenia, które wynikały z Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy. Taki dokument obowiązywał w mogileńskiej SM od 1 września 1993 r. 28 sierpnia 1993 r. został podpisany przez związek zawodowy NSZZ Solidarność działający przy SM i ówczesny zarząd spółdzielni, w tym przez prezesa Jana Guzika.

                                                  Poznaliśmy dokładną analizę wynagrodzeń w Spółdzielni Mieszkaniowej za 2010 r. W budżecie spółdzielni był to niebagatelny wydatek, bo dla ponad 20 osób zatrudnionych kwota ta wynosiła rocznie 1.060.000 zł brutto. W tej sumie mniej więcej połowę stanowiły wynagrodzenia wynikające z pensji zasadniczej.
                                                  Jednak ponad pół miliona złotych brutto, to ta część wynagrodzenia, która wynikała z Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy.



                                                  W 2010 r. dla ponad 20 pracowników składały się na tę kwotę netto:

                                                  1. Dodatek funkcyjny - 25.000 zł

                                                  2. Dodatki stażowe - 105.000 zł.

                                                  3. Dodatek szkodliwy, np. za pracę przy komputerze dla pracowników biurowych czy dla pracowników fizycznych za pracę przy pionach kanalizacyjnych - 26.000 zł.

                                                  4. Premie i nagrody, w tym każdy pracownik miał premię regulaminową w wysokości 20% wynagrodzenia zasadniczego - 108.000 zł. Prezes Baran zwraca uwagę, że właściwie to pracownicy otrzymywali w spółdzielni nie tylko trzynastkę, ale - biorąc kwotowo - właściwie także czternastą pensję - po prostu dodatkowe wynagrodzenie w kwocie średnio 5.000 zł nie było wypłacane po przepracowanym roku, tylko w częściach, co kwartał. Zaliczkowo, co kwartał pracownicy otrzymywali czwartą część trzynastej pensji. Co 4 miesiące było to coś w rodzaju dodatkowej pensji.

                                                  5. Jubileuszówki - 45.000 zł. Prezes Baran zwraca uwagę reporterowi na ciekawy system panujący w Spółdzielni Mieszkaniowej. Nagrody jubileuszowe wypłacane były procentowo, od 15 lat stażu pracy do 50 lat stażu pracy. I tak: za 15 lat pracy - 150%, 20 lat - 200%, 25 lat - 300%, 30 lat - 400%, 35 lat - 500%, 40 lat - 600%, 45 lat - 700% i 50 lat - 800%. Podaje nam taki przykład, że osoba zatrudniona jako konserwator po 40 latach pracy w spółdzielni otrzymała 14.000 zł nagrody jubileuszowej.

                                                  6. Nagrody roczne - 100.000 zł.



                                                  Prostowanie

                                                  Prezes Baran otrzymał od rady nadzorczej polecenie wyprostowania tej sytuacji.
                                                  31 grudnia 2010 r. prezes skierował do Solidarności działającej przy Spółdzielni Mieszkaniowej 3-miesięczne wypowiedzenie warunków Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy.

                                                  Odbyło się potem kilka spotkań z przedstawicielami Solidarności, zarówno zakładowej, miejskiej, jak i bydgoskiej. Nie doprowadziły do przełomu w sprawie.
                                                  W piśmie z 21 marca tego roku prezes Wojciech Baran poinformował związkowców z Solidarności o zamiarze wypowiedzenia wszystkim pracownikom umów o pracę, do których zastosowanie miały przepisy Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy. Prezes tłumaczył w piśmie, że podyktowane jest to koniecznością wprowadzenia racjonalnych zasad zarządzania spółdzielnią.

                                                  Trzy dni później związkowcy odpowiedzieli pismem, które podpisał Janusz Ślęczkowski. Piszą, że zawiadomienie przyjęli ze zdziwieniem, gdyż na spotkaniu 3 lutego, w którym brali także udział przedstawiciele Zarządu Regionu NSZZ Solidarność z Bydgoszczy oraz członkowie rady nadzorczej SM w Mogilnie, wyrażono chęć rozpoczęcia rokowań nad zmianami Układu Zbiorowego Pracy. Ostatecznie Komisja Zakładowa NSZZ Solidarność przy SM nie wyraziła zgody na wypowiedzenie warunków umów o pracę. Związkowcy wezwali pracodawcę do podjęcia rokowań nad zmianami do obowiązującego Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy i wycofania wypowiedzenia tego układu. Związkowcy kończą list słowami: Informujemy także, iż nasza organizacja działa profesjonalnie, chce zmian w Zakładowym Układzie Zbiorowym Pracy, rozumie obecną sytuację Spółdzielni i oczekuje na konstruktywne działania zarządu. (...)

                                                  Po 31 marca, gdy minął 3-miesięczny okres wypowiedzenia warunków Układu Zbiorowego Pracy, każdy z pracowników otrzymał 3-miesięczne wypowiedzenie umowy o pracę. Biegnie ono do końca lipca. Prezes Baran mówi, że kilka osób nie chciało przyjąć wypowiedzenia, w końcu jednak zostało ono dostarczone skutecznie do wszystkich pracowników.



                                                  Rozstrzygnie sąd

                                                  Od wypowiedzeń wszyscy pracownicy odwołali się do Sądu Pracy w Inowrocławiu. W piątek 20 maja prezes spółdzielni na prośbę sądu odniósł się pisemnie do całej sprawy.

                                                  Jak powiedział nam prezes Baran, koszty obowiązywania Układu Zbiorowego Pracy spółdzielnia pokrywała głównie przez podnoszenie stawki opłaty eksploatacyjnej. - To spółdzielcy tak naprawdę finansowali przez tyle lat te gigantyczne przywileje, jakie mieli pracownicy spółdzielni zagwarantowane Układem Zbiorowym Pracy - mówi prezes Baran.

                                                  Aby obniżyć koszty funkcjonowania spółdzielni, nowy zarząd wypowiedział obciążający w znacznym stopniu spółdzielców obowiązujący w spółdzielni Układ Zbiorowy Pracy, który stanowił ogromny i nieuzasadniony ciężar dla spółdzielni.

                                                  Prezes Wojciech Baran tłumaczy reporterowi, że spółdzielnia mieszkaniowa nie jest przecież zakładem produkcyjnym. Nie wypracowuje żadnego zysku, który można by potem dzielić między pracowników. Cały ciężar gigantycznych wynagrodzeń wynikających z Układu Zbiorowego Pracy spadał cały czas (od 1993 r.) na barki spółdzielców. - To oni utrzymywali nieproporcjonalnie duże pensje pracowników, płacąc większe czynsze niż powinni - mówi prezes Baran.

                                                  Zapowiada, że w przypadku, gdy rozpoczynające się procesy sądowe zakończą się pomyślnie dla zarządu SM, prawdopodobnie będzie możliwe obniżenie czynszów spółdzielcom o około 30 zł, przez zmniejszenie opłaty eksploatacyjnej. Gdyby - pomimo wygrania procesów przez zarząd spółdzielni - obniżka czynszów z różnych przyczyn okazała się niemożliwa, czynsze pozostaną na obecnym poziomie.
                                                  • Gość: Kamilowsxi IP: *.dynamic.chello.pl 18.03.14, 12:09
                                                    Siema, mam na imie Kamil mam 12 lat i lubie komputery, gre w piłkę i koszykówkę.

                                                    ---------------------

                                                    kruszarki.slask.pl
                                              • Gość: farfocel IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 12:00
                                                koleś wolę żeby handryczył się z nimi prezes spółdzielni
                                                niż osobiście miałbym na to marnować swój cenny czas
                                              • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:01
                                                Nie ma rady na układy
                                                Koło Prawa i Sprawiedliwości w Rumi jest jednym z ponad 500 w Polsce. Jego wyjątkowość polega na tym, że zawarło tajny układ z miejską Platformą Obywatelską. Cel: walczyć z Układem.

                                                Koło powstało w 2001 r. jako jedno z pierwszych, choć obecni działacze wolą narodziny datować na 2005 r., żeby nie wspominać pierwszego prezesa. Średnia wieku: 40 lat. Odsetek osób młodych, poniżej trzydziestki: 15 proc., czyli trzy osoby. Przewaga płci męskiej, choć od kiedy zapisała się przedszkolanka z prywatyzowanego właśnie przedszkola, wskaźnik sfeminizowania wzrósł z 15 do 20 proc. Sensem istnienia koła jest walka z lokalnym Układem, tak wszechobecnym i groźnym, że dla odróżnienia od innych układów wypada go pisać dużą literą.

                                                Władkowski na czele

                                                PiS w Rumi zakładał Paweł Władkowski, obecnie poza partią. Po powrocie z przymusowej emigracji chciał walczyć o standardy etyczne, prawne i rozliczenie starych przestępstw esbeckich. Kaczyńskich zobaczył w połowie lat 90. Mówili to samo, co on myślał, plus potrafili zbudować strukturę.

                                                Z urodzenia Ślązak, w czasach PRL pracował w gdyńskim porcie, pełnił – mówi – coś w rodzaju funkcji kaowca. To że 15 grudnia 1970 r. stanął na czele pochodu robotników, sunących z portu w Gdyni pod dom partii w Gdańsku, wyszło trochę przypadkiem. Gdy doszli, było ich już w sumie ponad tysiąc osób. Podpalali budynek, rzucając kulami ze szmat i pasty do butów, ręce mieli całe czarne.

                                                Gdy Władkowskiego potem bili i połamali żebra na dworcu w Gdyni, to może dlatego, że poznali go po tych czarnych rękach? A może po krzyżu, który mu jakiś esbek namazał kredą na plecach? Działo się to wszystko już po tym, jak na oczach Władkowskiego padli zastrzeleni, jak czołgi przejechały po ludziach. Potem się jeszcze z tymi połamanymi żebrami ukrywał w hotelu robotniczym. Całą noc w kucki na sedesie, żeby SB, milicja, ORMO czy wojskowi przez szparę od dołu nie zobaczyli butów. Złapali go tydzień później. – Dostałem bilet w jedną stronę. Austria, potem Anglia, Afryka. Tyle się natęskniłem za Polską na obczyźnie! Postanowiłem zdobytą techniczną wiedzę wykorzystać, zainwestować pieniądze dla pożytku kraju.

                                                Wrócił w 1994 r. Dom w Polsce kupił w Rumi, nie za daleko i nie za blisko teściowej.

                                                Zabłocki na kwiatach

                                                Dziś szefem koła PiS jest Janusz Zabłocki, niewiele przed sześćdziesiątką. Florysta (finalista mistrzostw świata) i właściciel sporej firmy ogrodniczej. Kwiaty u Zabłockiego można zamawiać przez Internet, dostarczy w każde miejsce na świecie.

                                                Do partii wstąpił, bo nabrał przekonania, że trzeba wskrzeszać Polskę solidarną. Córka, kiedyś katechetka, zachorowała ciężko i straciła słuch. Komisja lekarska odmówiła jej renty. Zabłocki zatrudnił ją u siebie, w ogrodnictwie, poniżej jej kwalifikacji, cała rodzina czuła się skrzywdzona. Drugi powód: jeszcze w latach 80. Zabłocki woził do Gdyni konikiem (bo wtedy miał tylko konia i wóz) warzywa strajkującym portowcom. Też czuł, mówi, potrzebę walki z komuną, bo jego, a wcześniej jego ojca gnębili jako prywaciarzy.

                                                Mniej więcej w tym samym czasie co Zabłocki zapisał się do partii Jerzy Protasewicz. Wiek średni. Działacz związkowy. Był w komisji wyborczej w Gdyni w pierwszych wolnych wyborach, mieli z kolegą Solidarność w klapie. Działalność, mówi, ma we krwi, ale do PiS się zapisał raczej z powodu spółdzielni mieszkaniowej. Był w radzie osiedla. Przez lata próbował się z nią procesować o pieniądze, lecz bez skutku. Przy okazji zwrócił uwagę, jak dużo zarabiają prezesi. – Prawo i Sprawiedliwość miało w programie przedwyborczym zmiany w prawie spółdzielczym – mówi Protasewicz. – Dzięki takiej ustawie udałoby się w końcu takie towarzystwa rozgonić.

                                                Jest też w PiS drobny wzrostem architekt Florian Mosa, stary kawaler. Zapisał się, choć o nic nie chciał walczyć. Przyszedł po prostu na zebranie, bo zna się z Zabłockim oraz Protasewiczem. Ojciec Mosy miał w Rumi siedmiu braci i siostrę, to i sam Mosa szanuje wartości rodzinne, jest też szczególnie przeciwny dewiacjom, takim jak homoseksualizm. I tak w PiS zrobili go skarbnikiem.

                                                Kolejne pokolenie: Witold Reclaf, rocznik 1966. Gładki, z grzeczną grzywką. Ekskontroler skarbowy, lecz żaden postrach miasta. Skończył prawo, studiował rok niżej niż Przemysław Gosiewski, ale jemu samemu, jak mówi, wojować nie wypadało: był ministrantem aż do końca studiów. Tym niemniej ma w życiorysie epizod, który wyciąga z zanadrza, od kiedy się okazało, że jako członek PiS powinien mieć odpowiedni wizerunek: po manifestacji w 1985 r. skakał przez płot uciekając milicji, ale go zwinęli już z dworca do aresztu. Dziś jest radnym. Do PiS wstąpił, gdy zdał sobie sprawę, jak wiele poparcie partii rządzącej może wnieść dla polepszenia skutków jego pracy w radzie. I chciał startować do Sejmu.

                                                W najmłodszym pokoleniu jest też jedna studentka administracji, jeden informatyk, kawaler z odzysku, który prowadzi prywatną wojnę z rozpasaniem moralnym, oraz ministrant – student, którego nienawiść do czerwonych sięga jeszcze czasów licealnych i który poza tym, jak mówi, wyznaje wartości narodowe i również nienawidzi dewiacji.

                                                Ubek na ubeku

                                                Spotkania szybko zdominował jeden temat. – Po powrocie wstrząsnęło mną, jak daleko sięgają w Polsce ubeckie wpływy – wspomina Paweł Władkowski. – Poszedłem na przykład na zjazd KPN i AWS. Z działaczami pojechaliśmy potem na spotkanie towarzyskie w prywatnym mieszkaniu. Gospodarz był bardzo bogaty. Pytam na boku kolegę, gdzie ten facet zrobił w Polsce takie pieniądze? A on mi na to: Jak to, nie wiesz? To ubek.

                                                Wyszedł natychmiast z przyjęcia. Odpuścił sobie KPN i AWS. Niebawem wszystko zaczęło mu się składać w całość. Na przykład taka scenka, jeszcze w Austrii: kręcił się w polonijnym środowisku, podchodzi jakiś niby-uchodźca i pyta: A jaki pseudonim? Władkowski mu odpowiada, że nie ma żadnego pseudonimu, słyszy: Nie piernicz, mój pseudonim Rdest.

                                                Kolejny odcinek tej samej – zdaniem Władkowskiego – historii: już w PiS w Rumi zaczęły ginąć szczegółowe kwestionariusze, w których kandydaci na członków wpisywali życiorysy dziadków i rodziców. Władkowski zawoził je do Gdańska. A potem dzwonili, że nie ma tego i tego kwestionariusza. – Komu były potrzebne, jeśli nie ubekom do szantażowania? A ponieważ ludzie na zebraniach dopytywali się, co z tymi kwestionariuszami, w końcu każde zebranie zdominował wątek esbecki.

                                                Słowo Układ z uporem wyłaniało się także, gdy poruszano całkiem inne tematy. Zabłocki (florysta) od dawna przeczuwał, że jakaś sieć musi istnieć. W komunie urząd skarbowy i kolejne kontrole wysysały z niego wszystko pod sztandarem walki z prywaciarzami, a teraz ci sami ludzie przefarbowali się i dobrze żyją. Ale dopiero w PiS uświadomił sobie istnienie Układu lokalnego! Kiedyś rodzina miała ziemi więcej, ale ją zabrali. Od słowa do słowa, gdy Protasewicz (działacz spółdzielczy) zaczął na zebraniach ujawniać różne przekręty władz spółdzielni mieszkaniowej (o których mówić głośno jednak nie może, bo nie ma dowodów), Zabłocki zdał sobie sprawę, że w odzyskaniu ziemi przeszkadzają także interesy spółdzielni. Układu biznesowego, ale może być, że i esbeckiego. Skoro mieszkania w blokach w latach 70. dostawali głównie milicjanci i wojskowi.

                                                Na kolejnych zebraniach doprecyzowano granice Układu: prezesi spółdzielni mieszkaniowej i kilka innych napływowych osób o niejasnej przeszłości. Mają swoich ludzi w radzie miasta, działają pod szyldem Gospodarność. Do wyborów szli z właściwym sobie cynizmem pod hasłem: „Zasady nie układy”. – Kiedy sobie człowiek zda sprawę, gdzie jest Układ – tłumaczy Protasewicz – wówczas dopiero zaczyna wyłapywać sygnały, oczywiste dowody, których istnienie wcześniej ignorował.

                                                Na przykład: powiązania między spółdzielnią a prokuraturą. Ojciec prokuratora był sędzią reżimowym, a skoro Układ jest wojskowo-milicyjny, to z góry wiadomo, że każde postępowanie przeciw niemu zo
                                                • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:01
                                                  Prokuratura postawiła byłemu prezesowi olsztyńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej "Pojezierze" i jego współpracownikom sto kilkanaście zarzutów. Wzywani na świadków pracownicy administracji obawiają się, że składając zeznania, narażą się na represje, łącznie z utratą pracy. Były prezes godzinami przesiaduje w spółdzielni i nagabuje świadków
                                                  Sąd nad olsztyńską ośmiornicą


                                                  Na procesie byłego prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej "Pojezierze" w Olsztynie i jego współpracowników przed Sądem Rejonowym w Ostródzie złożyła wczoraj zeznania Barbara Sz., matka siedmiorga dzieci, która będąc w stanie błogosławionym z siódmym dzieckiem, została eksmitowana z mieszkania własnościowego, a jej wkład mieszkaniowy został zawłaszczony przez spółdzielnię. Prokuratura postawiła oskarżonym łącznie sto kilkanaście zarzutów dotyczących fałszerstw, oszustw i narażenia spółdzielni na straty.

                                                  Barbara Sz. została eksmitowana za zaległości w czynszu, mimo że zdążyła przedtem uregulować zaległe rachunki. Prezes spółdzielni Zenon P., którego ze łzami błagała o wstrzymanie eksmisji, pokazując kwit zapłaty, wyrzucił ją z gabinetu. Władze spółdzielni przeniosły ją tuż przed porodem do zniszczonego mieszkania rotacyjnego, aby w jakiś czas potem włamać się do lokalu, zabrać jej meble i przewieźć na wieś, do mieszkania jej teściowej. Na dodatek Barbarę Sz. spółdzielnia oszukała, nie wypłacając należnego jej wkładu mieszkaniowego, co potwierdziła w swoich zeznaniach kasjerka SM "Pojezierze".

                                                  Idą w zaparte
                                                  Zenon P., były prezes olsztyńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej "Pojezierze", nie przyznaje się do winy. Ciąży na nim 30 zarzutów sformułowanych przez Prokuraturę Okręgową w Elblągu. Niewiele mniej - 27 zarzutów, prokuratura postawiła głównej księgowej - Władysławie W. Ona także zaprzecza. W sumie na ławie oskarżonych zasiada 27 osób, którym prokuratura postawiła sto kilkanaście zarzutów. Są wśród nich lekarz, prawnicy, władze i pracownicy spółdzielni.
                                                  Zarzuty dotyczą m.in. fałszowania dokumentacji, fałszerstw wyborczych, szykanowania pracowników, namawiania do fałszywych zeznań, narażenia spółdzielni na stratę ok. 1 mln zł oraz wyjęcia kolejnego miliona z kieszeni spółdzielców przy budowie tzw. prominenckiego budynku, w którym mieszkania po zaniżonych cenach otrzymali sędziowie, prokuratorzy i inni lokalni dygnitarze. Prokuratorzy natrafili też na wypadki bezprawnej eksmisji lokatorów i dowolnego dysponowania opróżnionymi lokalami (jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, szkody spółdzielni z tego tytułu mogą przekroczyć 2 mln zł, sprawę wyłączono do odrębnego postępowania).

                                                  Układ z Temidą
                                                  Przydzielenie mieszkań w "prominenckim" budynku osobistościom z aparatu sprawiedliwości pozwoliło władzom spółdzielni uzyskać przychylność miejscowego wymiaru sprawiedliwości. To właśnie z powodu owej "przychylności" sprawę SM "Pojezierze" trzeba było przekazać prokuraturze z Elbląga, a proces toczy się w Ostródzie.
                                                  Gdy za sprawą CBŚ korupcyjne praktyki w olsztyńskim wymiarze sprawiedliwości ujrzały światło dzienne, sędzia Wydziału Cywilnego Sądu Okręgowego w Olsztynie Jarosław Sz., chcąc uniknąć postępowania dyscyplinarnego, zwolnił się z pracy i wyjechał do innego województwa. Jak podaje lokalna prasa, mimo niechlubnej przeszłości uzyskał wpis na listę radców prawnych w Białymstoku i w tym charakterze występuje teraz w olsztyńskim sądzie. Jego żona, Krystyna Sz., wybroniła się przed odpowiedzialnością dyscyplinarną, wywodząc, że materiały niejawne nie mogą być dowodami w sprawie (CBŚ podsłuchiwało prezesa spółdzielni, a nie sędziego, stąd kompromitujące nagranie nie mogło być wykorzystane w postępowaniu). W rezultacie Krystyna Sz. nadal jest przewodniczącą Wydziału Karnego Sądu Rejonowego w Olsztynie. Wróciła również do pracy w sądzie gospodarczym sędzia Maria M. W postępowaniu dyscyplinarnym orzeczono wobec niej utratę zajmowanego stanowiska i zakaz awansu.

                                                  Koniec zmowy milczenia
                                                  Proces olsztyńskiej ośmiornicy przed sądem w Ostródzie rozpoczął się 28 lutego br. Sędzia Sądu Rejonowego w Ostródzie Dariusz Manista nie pozwala na przewlekanie postępowania. Widoczna wola dotarcia do prawdy ostródzkiego aparatu sprawiedliwości otworzyła usta świadkom, którzy w przeszłości bali się zeznawać. Niektórzy odwołują własne zeznania składane w innych procesach wytaczanych władzom spółdzielni. - Gdyby nie aresztowanie Zenona P., nigdy nie zdecydowałbym się zeznawać - stwierdził jeden ze świadków.
                                                  Świadkowie potwierdzają, że władze manipulowały członkami spółdzielni na wszystkich etapach - od wykorzystywania "martwych dusz" na zebraniach członkowskich, po "ustawianie" listy kandydatów do władz i sterowany wybór samego prezesa. Pracownica spółdzielni Ewa K. przyznała, że na polecenie przełożonych zbierała informacje, kto z lokatorów na pewno nie stawi się na zebraniu, aby w to miejsce wprowadzić podstawionych ludzi. Oponentów nie wpuszczano na salę. Szeregowi pracownicy spółdzielni zasiadający na ławie oskarżonych zeznają przed sądem, że łamali prawo w obawie przed utratą pracy, na wyraźne polecenie przełożonych. K. opowiadała o procederze "rozdawnictwa" mieszkań: - Prezes decydował, komu z osób niebędących członkami spółdzielni przydzielić mieszkanie z odzysku. Cena za metr kwadratowy takiego mieszkania to 950 zł [pomniejszona o amortyzację mogła wynieść i 300 zł za m kw. - przyp. red.]. Decyzję o wpisaniu na listę członków spółdzielni prezes podejmował osobiście (...). Brali mieszkania pracownicy, dziennikarze, to i ja wzięłam...

                                                  W spółdzielni bez zmian
                                                  W Spółdzielni Mieszkaniowej "Pojezierze" miejsce prezesa Zenona P. zajął jego znajomy Władysław Barański, członek miejscowej Platformy Obywatelskiej. Powołała go ta sama rada nadzorcza, która tolerowała ekscesy poprzednika. Wzywani na świadków pracownicy administracji obawiają się, że składając zeznania, narażą się na represje, łącznie z utratą pracy. Przed sądem mówią, że Zenon P. (prezes odpowiada obecnie z wolnej stopy) przesiaduje w spółdzielni - u swojego następcy - i nagabuje świadków.
                                                  Proces obserwuje Stowarzyszenie Obrony Spółdzielców, które walnie przyczyniło się do naruszenia spółdzielczego układu korupcyjnego.
                                                  Małgorzata Goss


                                                  • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:02
                                                    Walka trwa - mieszkańcy kontra Spółdzielnia Mieszkaniowa Luiza w Zabrzu
                                                    2010-06-21 21:07, Daria Jasmer, Tomasz Brzoza

                                                    Wracamy do konfliktu mieszkańcy kontra Górnicza Spółdzielnia Mieszkaniowa Luiza w Zabrzu. Dziś jej członkowie nie zostali wpuszczeni na walne zgromadzenie. Zakaz wglądu do dokumentów, blokowanie uchwał i wykupu mieszkań oraz sprzedaże gruntów i kamienic wraz z lokatorami. Mieszkańcy mają dość i pytają kiedy zakończy się prywatny folwark.

                                                    fot. TVS+ Zobacz więcej zdjęć (8)AAASkomentuj Artykuły powiązane:... i po remoncieWejście na walne zgromadzenie Górniczej Spółdzielni Mieszkaniowej „Luiza” w Zabrzu graniczy niemal z cudem. Przynajmniej dla niektórych jej członków. - Jakiś kodeks - nie wiem jaki, jak się nazywa jakieś prawo on nie powiedział nam jakie to jest prawo, na podstawie jakiego kodeksu.

                                                    Tyle, że przepisy są tutaj po stronie mieszkańców.

                                                    - Prawo spółdzielcze nie zabrania - zaznaczam nie zabrania - uczestnictwa w tak zwanych posiedzeniach grup walnego zgromadzenia członkom, żeby mogli się przyglądnąć, żeby mogli nauczyć się tego za czym będą głosowali, jak będą mieli swoje grupy - wyjaśnia Wiesław Szostak, Stowarzyszenie Ruch Społeczny Luiza.

                                                    Prawo tego nie zabrania. Zabrania za to prezes spółdzielni.

                                                    - Nie mają wstępu, a nawet możliwości zapytania, ile co kosztuje. Wszystko jest tajne, najwyższy czas, żeby Polska się dowiedziała prawdy o spółdzielniach, bo ta spółdzielnia nasza to jest folwark prywatny - mówi Krzysztof Malanowski, Stowarzyszenie Ruch Społeczny Luiza.

                                                    Który zdaniem mieszkańców trwa już dobrych kilka lat.

                                                    - My jako lokatorzy powinniśmy być przyjęci w poczet członków, nikt nas nie powiadomił o tym. Zrobili sobie takie członkowskie wysokie dwa tysiące trzysta złotych, że człowieka po prostu szlag trafia.

                                                    - Są równi i równiejsi. Ci, co razem z prezesem lody kręcą, to mają sprawy załatwione od ręki - twierdzi Wiesław Barański.

                                                    A ci, którzy głośno mówią o tym co im nie pasuje - zdaniem mieszkańców już nie. O sprawie informowaliśmy już ponad rok temu gdy mieszkańcy Zabrza zwrócili uwagę na wysokie koszty ocieplenia budynków. Dwa te same bloki były docieplane przez dwie różne spółdzielnie. Spółdzielnia Skarbek wydała na to 90 tysięcy złotych, z kolei Luiza ponad 300 tysięcy złotych. Wówczas prezes spółdzielni nie potrafił odpowiedzieć skąd takie różnice.

                                                    Sprawie postanowił przyjrzeć się poseł Grzegorz Tobiszowski. - Istotą spółdzielczości w Polsce po okresie zmiany ustroju jest własność, bo gospodarka rynkowa jest oparta na własności i tutaj powstał pierwszy zasadniczy zgrzyt.

                                                    Ale zgrzyt nie jedyny.

                                                    - Członkowie spółdzielni powinni mieć pełne prawo wyrażania swoich opinii i poglądów, nawet jeżeli one nie do końca są zgodne z negatywną interpretacją, która w tym zakresie jest przedstawiana przez spółdzielnie - twierdzi Aleksander Trzaska, adwokat.

                                                    Walne zgromadzenia, które miały konflikt zażegnać tylko go ożywiły.

                                                    - Byłam na zgromadzeniu z mamą - starszą osobą, schorowaną, gdzie została naruszona moja nietykalność, złożyłam zawiadomienie, bo pan Waldemar Chwist, człowiek wyuczony jak to on mówi zatrudnił ochroniarzy, którzy mnie szarpali, również moją mamę, uniemożliwiając mi wejście na salę - opowiada Agnieszka Grzyb.

                                                    Z nami prezes Luzy też nie chciał rozmawiać.

                                                    Mieszkańcy liczą jednak, że zarząd uda się w końcu odwołać i spółdzielczy folwark zmieni się w otwarte gospodarstwo.
                                                  • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:03
                                                    ~anonimowy (212.106.160*) | 2010-06-28, 21:32 odpowiedz | ocena: 0zasrane złodzieje,tak się wzbogacili.wszystkich wywalic na zgnity pysk.Twist do łopaty zaiwaniac za marne pniądze,a nie okradac ludzi.wstyd dla nas ze mamy takich frajerów na stanowiskach,do hlewa gnój przerzucac.Bo tam sie wszyscy nadawacie. ~Jozef (95.160.143.*) | 2010-06-23, 11:37 odpowiedz | ocena: 0Pan prezes oraz Rada Nadzorcza zrobili sobie taki plan. Aby zostać członkiem spółdzielni należy zapłacić dwa udziały po 1000zł wpisowe 300zł razem 2300zł taka jest zaporowa cena aby zostać członkiem spółdzielni.Ale co najlepsze nikt nie wie jak to się stało bo protokół gdzieś się zapodział.Dlaczego taka wysoka kwota ? .Dlatego żeby nie było więcej członków.Bo mieszkańców jest ok.6500 a członków ok.1700 więc po co więcej członków? mniejszą ilością się lepiej manipuluje . ~Jozef (95.160.143.*) | 2010-06-22, 20:14 odpowiedz | ocena: 0Wystarczyłoby przywrócić możliwość kontroli NIK-u ,ale pozbyto się tego sprytnie argumentując,że "spółdzielnie są prywatną własnością członków"więc NIK nie ma prawa tu ingerować.Ta prywatna własność sprowadza się do tego,że butne i pewne siebie prezesostwo robi co chce.Można by było te wielotysięczne przekręty wyeliminować łatwo.Niestety w roli ekspertów występują ludzie,którzy mają swoje dobrze płatne stanowiska tylko dzięki temu burdelowi w spółdzielczości.Prezesi traktują spółdzielnie jak swój PRYWATNY FOLWARK Wszędzie słyszymy o oszczędnościach.Obcina się etaty i pensje,ale w spółdzielniach mieszkaniowych jak się ma układy,to można nic nie robić,za nic nie odpowiadać i żyć swietnie.Warto by było wymagać od prezesów (tak jak od urzędników samorządowych) jawnych deklaracji majątkowych - och!co to by siędziało. ~koniec (83.22.143.*) | 2010-06-22, 15:04 odpowiedz | ocena: 0Kim sa czlonkowie rady nadzorczej? Ile zarabia prezes spoldzielni? Czy pracownicy spoldzielni wykonuja prace dla spoldzielni? Ile zarabiaja? Czy pracownicy spoldzielni maja problemy z wykupem mieszkan? Albo w ostatnim czasie "przeprowadzali sie"? Albo czlonkowie ich rodzin? Wkrotce wiecej pytan i co najwazniejsze - odpowiedzi. ~Dar (83.16.125*) | 2010-06-22, 14:13 odpowiedz | ocena: 0a kto wam biedni, durni ludzie wmówił, że jakies kamienice sprzedano z lokatorami??? skąd takie niesprawdzone pomówienia? ~Jozef (95.160.143.*) | 2010-06-22, 11:09 odpowiedz | ocena: 0Butne i pewne prezesostwo robi co chce!!!.Pan prezes jest znany z tego że prawa członków spółdzielni dla niego wogóle się nie liczą,członkowie oraz najemcy przekonują się o tym nie pierwszy raz!. Bo to trwa już 15-cie lat. Proszę poczytać skargi spółdzielców z dowolnej części Polski.Sądy są zalane identycznymi sprawami Prokuratury olewają skargi, bo przecież to "mała szkodliwość społeczna" ~RUFUS8431 (89.79.47.*) | 2010-06-22, 10:05 odpowiedz | ocena: 0Gdyby ten poseł mniej się przyglądał a więcej działał,to by może odniosło lepszy skutek.A tak prezes obrósł w piórka,więc należy go podskubać.Ludzie mają rację, ale on z tego sobie nic nie robi.WYSTARCZY TYLKO CHCIEĆ I MOŻNA WSZYSTKO ZAŁATWIĆ.ALE TEN PREZES UPARTY JAK OSIOŁ.
                                                  • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:07
                                                    Układ -przez J.Kaczyńskiego rzeczywiście się zdewaluował. Zastąpię go bardziej dosadnym -sitwa .Nazywa się tak grupę wzajemnie popierających się osób ,dążących do osiągnięcia własnych korzyści,,ale wbrew interesowi społecznemu. Sitwa (jid. szitwes, z hebr. szuttafuth: spółka) to połączenie się dla jakiejś sprawy, zwykle w niezbyt czystych intencjach. Synonimy sitwy to: kamaryla, klika, koteria, kółko wzajemnej adoracji, krewni i znajomi królika, mafia, układ. Np. mieszkańcy Raciborza, będac w większości ,chcieli odbudowy miejskiego basenu - sitwa będąca w mniejszości postanowiła inaczej. Aby dostać się do sitwy należy się jej przysłużyć. Aby zostać PR również musi zafunkcjonowac zjawiski sitwy, tu nie ma mowy o żadnej demokracji. W ten sposób zwykle zostaje się szefem .Statut jest dla maluczkich, aby mieli złudną świadomość,że na cokolwiek mają wpływ! Sitwę jest niezwykle trudno rożbić najgorsze jest to, że zwykle są specami od przestrzegania prawa, oczywiście korzystając z jego furtek i uliczek.Śitwa spółdzielcza mimo, że są daleko idące zmiany nie wprowadziła kadencyjności Prezesa.Nawet najgłubszy rolnik wie,że należy stosować płodozmian, aby były plony.Jeżeli jesteś rozgarnięty resztę sobie sam dopowiesz! Rozbroiłeś mnie swoją naiwnością i niewiedzą, chyba, ,,że rżnierz głupa,,dlatego poświęciłem Ci więcej uwagi.

                                                    ~nigol (2009-05-14 08:11) Ocena: 0 + | - Cytuj
                                                    i jeszcze mnie ten UKŁAD jakoś rozbraja... co to jest? kto w mnim jest? jak się do niego dostać? bo jakoś nie potrafię tego wydedukować. Dla mnie Przewodniczącego Rady wybiera Rada a nie układ, a Prezesa SM także wybierają i odwołują czlonkowie w sposób przewidziany w statucie SM. i teraz UWAGA - Statut jest OGÓLNOGOSTĘPNY... możnaby powiedziec że POZA UKŁADEM...

                                                    ~nigol (2009-05-14 08:05) Ocena: 0 + | - Cytuj
                                                    MARUDA... podtrzymuję... nie chcesz kandydować na Radnego, nie pójdziesz na zebranie w SM i nie powiesz co Ci leży na sercu więc niczego nie zmienisz, tylko sobie pomarudzisz na forum... Szkoda czasu... co do kasy na startowanie do Rady Miasta (powiatu) no nie mów że nie masz znajomych którzy zagłosują na Ciebie, oni mają swoich znajomych itd... potrzebujesz TYLKO około 150 głosów... a to mozna bez WIELKIEJ i drogiej kampani zrobić... .... i nie KRZYCZ na mnie :)

                                                    ~robol (2009-05-13 19:20) Ocena: 0 + | - Cytuj
                                                    NIGOL! PRZESTAŃ ( usunięte przez moderatora) ,na odległość ,UKŁADOWI. Uważam się za porządnego obywatela i nie będę startował w gnijace DO KOŚCI dla mnie układy, w dodatku trzeba mieć kasę, aby wystartować.WIDAĆ NIE ZNASZ PIERDOŁO PROCEDUR . A tak ,UWAŻAM- ŻĘ TADEUSZ WOJNAR W NOWOCZESNEJ ZA DUŻO PRZYDZIELIŁ SOBIE PENSJI , NIE NALEŻY MU SIĘ, ale układ poszedł mu na rękę , tak jak on układowi. A KASA SPÓŁDZIELNI -( usuniete prze moderatora)- TO KASA CZŁONKÓW! TO ICH CZYNSZE!

                                                    ~nigol (2009-05-13 15:29) Ocena: 0 + | - Cytuj
                                                    jak już pisałem - MARUDY- zamiast coś zrobić to marudzicie i cudzą kase liczycie. Skoro TW tyle zarabio to znaczy że SM dobrze stoi finansowo a facet dobrze zarządza, dla mnie logiczne. Jakby SM nie było stać na taką kase to by dostawał mniej. a ROBOL... jak tak dobrze wg Ciebie Radnym to startuj jak będa wybory... mieszkanie luksusowe sobie kupisz :D

                                                    ~robol (2009-05-13 12:31) Ocena: 0 + | - Cytuj
                                                    Będzie sprzedawał teraz 78 komfortowych mieszkań /kogo na to będzie stać?/ Będzie kasa,! Jak się podzielą?Kręcą niezłe lody! Ciekawe, gdzie w kraju jest taki układ Przewodniczący Rady Miasta - Prezes Spółdzielni - handlarz mieszkaniami , coś tu czuć! Mieszkania komfortowe ,to kupią sobie Radni, pewnie ich stać, podniosą sobie diety i będzie git!

                                                    ~spółdzielca (2009-05-11 20:06) Ocena: 0 + | - Cytuj
                                                    To aktualne oświadczenie majatkowe TADEUSZ WOJNARA Na co dzień prezes Spółdzielni Mieszkaniowej „Nowoczesna". W minionych kadencjach tego nie robił. Groziła wtedy utrata diety. T. Wojnar nie pobierał więc pieniędzy za szefowanie radnym. Teraz groziła mu utrata mandatu. Oświadczenie więc złożył. Wykazał 30 tys. zł oszczędności, dwa mieszkania (69,3 m kw. za 59 tys. zł i 47,2 m kw. za 47 tys. zł), dwa garaże (26,79 m kw. za 15 tys. zł oraz 16,5 m kw. za 15 tys. zł). Od stycznia do listopada 2006 r. uzyskał dochód z tytułu zatrudnienia w kwocie 231,47 tys. zł brutto.
                                                    Czy widzicie to samo co ja - spółdzielca! 231,47 : 11= 21,04tys. m i e s i ę c z n i e Wyznaczono /kto/mu pensję większą jak Prezydentowi Państwa , za co? Ponadto podaje, że 69m2 to wartość 59tys. takie mieszkanie warte jest ponad 150tys. 47m2 warte jest ok 90tys. garaże maja właściwa wartość Posiada jeszcze samochód, którego nie wycenił! Sam fakt nie ujawniania swojego majątku ,w minionych kadencjach, świadczy o ,,nieczystym sumieniu,,Teraz widzicie spółdzielcy, dlaczego czynsz w dobie kryzysu m u s i rosnąć!

                                                    ~mom (2009-05-11 14:40) Ocena: 0 + | - Cytuj
                                                    Aleś Henio przesadził. Pokazane przez Ciebie bloki wcale nie są wynikiem działania pana Mokrosza. Wtedy działal w spółdzielni taki towarzysz sekretarz z komitetu - chyba pochodził z Krapkowic, a później p. Rybikci. MOkrosz o tyle się przyczynił, że dyrektorował wtedy w ŻELBECIE i produkował betonowe ściany do tych budynków. Fakt, że Mokrosz był fajny człowiek, ale z czekaniem 2-3 lata na mieszkanie to przesadzasz, chyba że korzystałeś ze specjalnej puli komitetu partyjnego. Ja czekałem na mieszkanie 9 lat. Zresztą do obecnego prezesa (Wojnara) też się można dostać, jak się chce.

                                                    ~ironman (2009-05-11 14:30) Ocena: 0 + | - Cytuj
                                                    Drogi spółdzielco! Jeżeli jesteś taki mądry i wszystko wiesz o spółdz. mieszkan. to idź na początku czerwca na któreś z 5 walnych zgromadzeń. Możesz tam swobodnie wypowiadać się w swoim imieniu. Wiesz chyba, że odwołanie prezesa, to obecnie wcale nie taka trudna sprawa. Wziąć się w garść i odwołać tego Wojnara i - kazać wybrać siebie. Jeżeli zarobki są tak wysokie (piszą o 20 tys. albo więcej) to może warto?
                                                    A nie wiecie czemu ten Wojnar nie bierze diet w Radzie Miasta?

                                                  • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:08
                                                    Prezesi spółdzielni mieszkaniowych ZARABIAJĄ WIĘCEJ niż Donald Tusk Tagi:donald tusk, olsztyn, pensja, pieniądze, prezes spółdzielni mieszkaniowej, spółdzielnia, spółdzielnia mieszkaniowa, Spółdzielnia mieszkaniowa Pojezierze, ustawa, Wiesław Barański, wypłata, zarobkiData publikacji: 06.06.2011 13:32wydrukujaaa
                                                    Oto jak prezesi spółdzielni mieszkaniowych pasą się na lokatorach! Dom przypominający pałac i hybrydowy lexus za kilkaset tysięcy złotych, kogo stać w dobie kryzysu na takie luksusy? Oczywiście prezesa spółdzielni.

                                                    KomentarzeUdostępnij6 POLECAMYQUIZ: Czy umiesz radzić sobie ze stresem?Cejrowski trafił do radia - będzie miał audycję w JedynceNIK: Euro 2012 może być utrudnione, jest za dużo opóźnieńKAMASUTRA: Miłosny tron - na czym TO polega?Przeczytaj teżPrezesi SPÓŁDZIELNI MIESZKANIOWYCH za nasze PIENIĄDZE bronią swoich posad. Blokują ustawę korzystną dla LOKATORÓWPrezesi banków zbiednieli. Sławomir Sikora, prezes Banku Handlowego "tylko" 320 tys. zł dochodu na miesiącSenator Skorupa: nie czuję wsytdu, nie złożę mandatuIle zarabia prezydent, premier, marszałek?

                                                    sondaSpółdzielnie mieszkaniowe wydzierają pieniądze od lokatorów? TAK NIE 56% 44%
                                                    Nic dziwnego! Przecież zarabia solidnie ponad 20 tys. miesięcznie, a dochodzi do tego nawet 150 tys. złotych premii rocznie i gigantyczna nagroda! Wiesław Barański, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej "Pojezierze" w Olsztynie (woj. warmińsko-mazurskie), właśnie stanął przed sądem za to, że ukrywa przed spółdzielcami uchwałę, w której zapisana jest wysokość jego zarobków. Nic dziwnego, że prezes nie chce pochwalić się, ile zarabia. Ta informacja wywołuje prawdziwy szok!
                                                    Z regulaminu olsztyńskiej spółdzielni wynika, że prezes może dostawać nawet ośmiokrotność średnich zarobków w spółdzielni, a te w SM "Pojezierze" przekroczyły za miniony rok 4 tys. złotych. Prezes przyznał się rok temu do pięciokrotności średniej, a to daje ponad 20 tys. miesięcznie.

                                                    Przeczytaj koniecznie: Tak PREZESI SPÓŁDZIELNI mieszkaniowych gnębią lokatorów


                                                    Więcej
                                                    www.se.pl/wydarzenia/kraj/tak-prezesi-gnebia-lokatorow_189032.htmlNic dziwnego, że promienny uśmiech nie schodzi z twarzy Wiesława Barańskiego. Każdy na jego miejscu też miałby świetne samopoczucie, szczególnie wsiadając do swojego luksusowego samochodu albo zażywając wypoczynku w przypominającej magnacki pałac willi.
                                                    Prezesów z takimi pensjami jest w Polsce bardzo wielu.
                                                    W regulaminie wynagrodzeń spółdzielni Wrocław Południe czytamy, że prezesowi przysługuje 4-krotność średniej krajowej! To daje kwotę blisko 14 tys. złotych. Ale ma także prawo do 20 proc. dodatku funkcyjnego i 40 proc. premii. W sumie daje to 23 tys. miesięcznie. To więcej niż zarabia premier Donald Tusk, który za kierowanie rządem otrzymuje co miesiąc nieco ponad 16 tysięcy złotych.
                                                    Kiedy ledwo wiążący koniec z końcem lokatorzy słyszą o zarobkach prezesów, trzęsą się ze złości. - Mam 71 lat, jestem schorowana i potrzebuję pieniędzy na leki, a cały czas podnosi nam się czynsze, z czego mam go opłacić? - załamuje ręce Gizela Nowicka, lokatorka wrocławskiej spółdzielni.
                                                    W Sejmie jest już projekt ustawy, który ukróci rozpasanie prezesów. Lokatorzy uzyskają kontrolę na władzami spółdzielni, będą też mogli łatwo się od niej uniezależnić. Nic dziwnego, że prezesi dwoją się i troją, by zablokować korzystne dla lokatorów przepisy.
                                                    Jutro
                                                    Jak będziesz mógł uwolnić się od spółdzielni mieszkaniowej
                                                    Środa
                                                    Porady eksperta, jak skutecznie walczyć ze spółdzielnią


                                                    Więcej
                                                    www.se.pl/wydarzenia/kraj/prezesi-spodzielni-zarabiaja-wiecej-niz-donald-tusk_189159.html
                                                  • Gość: nadzór IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:13
                                                    Władze niektórych spółdzielni mieszkaniowych najwyraźniej zapomniały, że nie są właścicielami, a jedynie administratorami. Sprawa spółdzielni mieszkaniowych i związanych z nimi wątpliwościami ciągnie się już kilkadziesiąt lat. Problem dotyczy przynajmniej 10 mln mieszkańców Polski, w tym około dwóch trzecich mieszkańców Białegostoku. Na nieprawidłowości zwraca uwagę bardzo dużo osób wysyłając prośby o interwencję do biur poselskich, Rzecznika Praw Obywatelskich czy komisji sejmowych.

                                                    Wystarczy powiedzieć, że w wyniku zaniedbań koszty utrzymania mieszkań są często zbliżone do kosztów utrzymania domku jednorodzinnego! Jednocześnie władze spółdzielni nie korzystają z systemu przetargów, nie wykorzystując atutów z konkurencyjności na rynku usług, wskutek czego ich cena wzrasta w stosunku do cen rynkowych nawet o 60 proc w przypadku takich inwestycji jak docieplanie budynków. Mieszkańcy płacą często bardzo duże opłaty, podczas gdy wynagrodzenie prezesów spółdzielni przewyższa czasami uposażenie prezydenta dużego miasta, czy nawet premiera RP. Ponadto władze spółdzielni generują zadłużenia sięgające setek milionów złotych. Mieszkańcy o tym nie wiedzą. A przecież w ostateczności zadłużenie obciąża właśnie ich.

                                                    Spółdzielnie mieszkaniowe przy realizacji wniosków mieszkańców o przeniesienie własności lokali nie stosują się ani do zapisów odpowiedniej ustawy, ani do uchwały Sądu Najwyższego i nie uwzględniają piwnic przy przeniesieniu własności lokali, a także odrzucają wnioski o tworzenie nieruchomości jednobudynkowych.

                                                    Pytałem w interpelacji poselskiej o te sprawy ministra sprawiedliwości i dostałem jednoznaczną odpowiedź, że władze spółdzielni podejmują nieważne w mocy prawa decyzje. Inną poważną wątpliwość budzi fakt, że liczne spółdzielnie mieszkaniowe wciąż nie mają uregulowanej sytuacji prawnej gruntów, na których zostały wybudowane budynki (nie stanowią własności spółdzielni oraz nie zostały jej przekazane w użytkowanie wieczyste). W budynkach tych spółdzielnie ustanawiały prawa do lokali, lokatorskie lub własnościowe. Jak odnieść się do tego problemu? W interpelacji z dnia 6 czerwca 2011 roku pytam ministra infrastruktury, jakie kroki zostały albo będą podjęte, by te wątpliwości wyjaśnić.

                                                    Dostałem wystarczająco dużo sygnałów, że trzeba ukrócić praktyki godzące w mieszkańców spółdzielni mieszkaniowych. Sprawić, by prawo chroniło tych mieszkańców, a władze spółdzielni tego prawa przestrzegały. O jakie zmiany chodzi? Najważniejsza to danie większych możliwości decyzyjnych mieszkańców, którzy będą brali większą odpowiedzialność za kierowanie swoją spółdzielnią. Chodzi o to, by spółdzielnie bardziej służyły ludziom, a nie odwrotnie. Co to znaczy w praktyce?

                                                    Spółdzielcy zapłacą mniej, ponieważ będą mogli znacznie łatwiej wybrać tańszego administratora. Ponadto sami ustalą jego wynagrodzenie. Zmienią się również zasady wyboru prezesa spółdzielni. Proponuję, aby odbywały się one na wzór wyborów powszechnych. Taką też zamierzam złożyć poprawkę do projektu. Jeżeli zaś wybory prezesa miałyby się odbywać poprzez walne zgromadzenie, to niech to będzie na wzór jednomandatowych okręgów wyborczych. Jedna nieruchomość, w zależności do liczby mieszkańców wybiera swoich przedstawicieli na walne zgromadzenie.

                                                    Pomysł na zmiany zakłada też dokończenie uwłaszczenia mieszkań. Każdy, kto spłacił koszty budowy lokalu stanie się jego pełnym właścicielem po złożeniu wniosku do ksiąg wieczystych. Bez udziału notariusza. Władze spółdzielni już dają wyraz swojemu niezadowoleniu z planowanych zmian. Twierdzą, że zmiany mogą doprowadzić do likwidacji spółdzielni i przekształcania ich we wspólnoty mieszkaniowe. Trudno to uważać za zarzut. Moim zdaniem to mieszkańcy powinni decydować, czy chcą, by ich mieniem zarządzała spółdzielnia, czy też może wolą się organizować we wspólnoty mieszkaniowe, gdzie czynsz jest nieraz dwukrotnie niższy.

                                                    Istotną zmianą będzie też nadzór nad zarządzaniem spółdzielniami mieszkaniowymi. Kontrolerzy będą działać z uprawnieniami otrzymanymi od utworzonej przez ministra finansów Państwowej Komisji Kwalifikacyjnej i Odpowiedzialności Zawodowej. W nowelizacji znajdzie się również zapis, że członek rady nadzorczej, członek zarządu, pełnomocnik oraz prokurent spółdzielni nie mogą pełnić obowiązków kontrolera.

                                                    Szerzej problemy związane z funkcjonowaniem spółdzielni mieszkaniowych omawialiśmy 23 maja i 6 czerwca w białostockiej Elidzie (Spodki) przy ul. Św. Rocha 14, gdzie odbyła się Konferencja Spółdzielcza, na której m.in. wystąpili: prof. dr hab. inż. Kazimierz Pieńkowski - ekspert w dziedzinie naliczania opłat za C.O. i dr Tomasz Wójcik współtwórca ustawy uwłaszczeniowej z okresu rządów premiera Jerzego Buzka. Na konferencji zaprezentowałem informację o bieżących sejmowych pracach nad „nowelą” prawa spółdzielczego. Wniosek z konferencji jest następujący: spółdzielnie powinny być mieszkańców, a nie prezesów!

                                                  • Gość: .................. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:14
                                                    Rozmowa z Jerzym Charczukiem, prezesem Spółdzielni Mieszkaniowej w Busku-Zdroju
                                                    Dodane: MC Data: 2006-05-19 21:30:13 (czytane: 2095)

                                                    Dużo i głośno mówi się ostatnio o poczynaniach władz buskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. List otwarty w tej sprawie wpłynął kilka tygodni temu do redakcji "Echa Dnia".


                                                    250 osób podpisało się też pod protestem, skierowanym do ministra transportu i budownictwa. Padają poważne oskarżenia - o nie poszanowanie praw mieszkańców, niegospodarność, wprowadzanie dodatkowych opłat, brak kontroli nad działaniami władz spółdzielni. Dlaczego tak się dzieje? Na ile zarzuty mieszkańców są zasadne? O rozmowę poprosiliśmy prezesa zarządu spółdzielni Jerzego Charczuka. Człowieka, na którego głowę sypią się dzisiaj najcięższe ciosy.




                                                    * Ma pan w Busku przeciwników? Z kimś pan walczy?
                                                    - Nie, nie prowadzę walki z nikim. A czy mam przeciwników? Wolałbym nie używać takiego określenia. Chociaż wiem, że jest grupa mieszkańców, którzy są w pewnej opozycji do władz spółdzielni.
                                                    List do ministra
                                                    * Nieprzychylne opinie, komentarze dotyczą głównie pana osoby.
                                                    - Jeżeli pełni się funkcję prezesa zarządu spółdzielni, która zrzesza połowę mieszkańców naszego miasta, trudno być ocenianym dobrze przez wszystkich. To normalne. Nie można się spodziewać, by w tak dużym zbiorowisku mieć wyłącznie zwolenników. Ale i prezesa, i zarząd oceniają organy statutowe: Rada Nadzorcza oraz Zebranie Przedstawicieli. Co roku udzielane jest absolutorium z tego tytułu. Nie uważam, abym miał się czego wstydzić lub trzymał się "stołka" na siłę.
                                                    * Zna pan treść listu, jaki mieszkańcy osiedli Piłsudskiego i Świerczewskiego wystosowali w lutym do ministra transportu i budownictwa? Padają tam ciężkie zarzuty.
                                                    - Po pierwsze, z informacji jakie uzyskałem od osób, które złożyły swój podpis po listem do ministerstwa, wynika że podpisywały się... pod treścią trochę innego pisma. Choć nie chcę sugerować, iż podpisy zbierane były pod innymi wnioskami, a potem ktoś dokonał podmiany.
                                                    * Przejdźmy do konkretów. Wiele kontrowersji wśród spółdzielców budzi rozliczanie kosztów centralnego ogrzewania - poprzez podzielniki wyparkowe.
                                                    - Decyzję o wprowadzeniu indywidualnego rozliczania, przy użyciu podzielników, podjęło w 2000 roku Zebranie Przedstawicieli, czyli najwyższy organ spółdzielni. Wiem, że są osoby niezadowolone z takiego systemu, ale chodzi głównie o tych, którzy mieli duże dopłaty. Natomiast liczna grupa naszych mieszkańców dzięki rozliczaniu indywidualnemu uzyskuje nadpłaty. Stawialiśmy też tę sprawę jakiś czas temu na zebraniach grup członkowskich. Można było wyrazić opinię, czy powracamy do systemu ryczałtowego, czy pozostawimy rozliczanie indywidualne. I większość opowiedziała się za podzielnikami. Bo dzięki temu systemowi, czyli po prostu - motywacji do oszczędzania, opłaty za centralne ogrzewanie w zasobach spółdzielczych są dużo niższe niż w innych jednostkach. Mimo iż korzystamy z tego samego dostawcy ciepła.
                                                    Docieplanie: remont czy modernizacja?
                                                    * Autorów listu do ministra bulwersuje również prowadzone od roku docieplanie bloków spółdzielczych. A mówiąc precyzyjnie - zasady finansowania całej operacji. Skąd biorą się na to pieniądze?
                                                    - Są to środki pochodzące z przekształceń mieszkań z lokatorskiego na własnościowe. Stanowią własność wszystkich spółdzielców, dlatego nie można wykorzystać ich w ten sposób, by miały służyć tylko wybranej, małej grupie członków spółdzielni.
                                                    * Protestujący nie zgadzają się z faktem, że docieplanie budynków potraktowano nie jako remont, lecz jako modernizację. Twierdzą, że w ten sposób spółdzielnia może zarobić ich kosztem.
                                                    - Roboty ociepleniowe zostały zakwalifikowane jako modernizacja zgodnie z ustawą o spółdzielniach mieszkaniowych. Nie stoi to też w sprzeczności z prawem budowlanym. Decyzję w tej sprawie podjęło Zebranie Przedstawicieli, w czerwcu ubiegłego roku, następnie stosowną uchwałę zatwierdziła Rada Nadzorcza. Taka kwalifikacja zgodna jest również ze statutem naszej spółdzielni.
                                                    * Co to oznacza?
                                                    - Statut mówi, że w przypadku modernizacji członkowie spółdzielni powinni partycypować w kosztach. Modernizacja zwiększa wartość użytkową budynku, w związku z tym nasi członkowie powinni dokonać uzupełnienia wkładu mieszkaniowego. A orzecznictwa sądowe potwierdzają, że wykonanie docieplenia budynków jest kwalifikowane jako modernizacja, a nie jako remont.
                                                    * Jak to wygląda w praktyce?
                                                    - Zebranie Przedstawicieli podjęło decyzję, że dodatkowe wpłaty, które będą przeznaczane na pokrycie kosztów modernizacji, dla mieszkańców bloków już ocieplonych, zostaną rozłożone w czasie. Nawet do sześciu, siedmiu lat. Dodatkowa opłata to 27 procent kosztów modernizacji, a stawka wyniesie 30 groszy z metra kwadratowego na miesiąc. W przypadku średniej wielkości mieszkania, o powierzchni 50 metrów kwadratowych, dopłata to około 15 złotych miesięcznie. Natomiast resztę, ponad 70 procent kosztów docieplenia zostanie pokrytych przez tych mieszkańców wpłatami na fundusz remontowy spółdzielni. Są one jednakowe dla wszystkich, wynoszą 80 groszy z metra kwadratowego.
                                                    * To duże obciążenie dla portfeli spółdzielców?
                                                    - Taki sposób rozliczenia modernizacji był dopasowany do możliwości finansowych członków spółdzielni. Braliśmy pod uwagę istniejące bezrobocie, średnie zarobki w naszym regionie. Dodatkowa wpłata, te 30 groszy, członkowie powinni być w stanie udźwignąć taki ciężar. Zbierane w ten sposób pieniądze pozwolą, by ocieplać budynki i w następnych latach. Dzięki temu poprawi się stan techniczny bloków na naszych osiedlach Ale także stan estetyczny, co widać już dzisiaj.
                                                    Czas na lustrację
                                                    * Kolejny punkt zapalny: koszty centralnego ogrzewania, ciepłej wody. W Busku są wysokie, zdaniem niektórych - stanowczo zbyt wysokie.
                                                    - Powiem krótko, energię cieplną spółdzielnia kupuje od lokalnego zakładu ciepłowniczego KZC "Ponidzie". Nie mamy żadnego wpływu na stosowane przez ten zakład stawki. Taryfy określające ceny zatwierdzane są przez Urząd Regulacji Energetyki w Łodzi. Ze swej strony podejmujemy działania umożliwiające racjonalne korzystanie z energii. Po prostu jej oszczędzanie.
                                                    * "Nikt nie kontroluje poczynań władz buskiej spółdzielni. Lustracja, jaka odbywa się raz na jakiś czas, to zwykła farsa" - to cytat z listu do ministra...
                                                    - Nieprawda. Corocznie spółdzielnia zleca uprawnionemu podmiotowi badanie swojego sprawozdania finansowego. Piszemy o tym na bieżąco w biuletynach informacyjnych, jakie otrzymują nasi członkowie. Ponadto, zgodnie z ustawą, spółdzielnia poddawana jest lustracji. W 2003 roku odbyła się lustracja za 2002 rok, przeprowadzona przez Związek Rewizyjny Spółdzielni Mieszkaniowych w Warszawie. Obecnie trwa pełna lustracja działalności spółdzielni za lata 2003, 2004, 2005.
                                                    * I kolejny cytat: "Czynsz w naszej spółdzielni podnoszony jest średnio trzy razy w roku, ponieważ tak często zmieniają się jego składowe".
                                                    - Nie jest to do końca prawda. Dla przykładu, stawka za centralne ogrzewanie nie była podnoszona od trzech lat, za ciepłą wodę - od 2004 roku. Wysokość opłat za te media jest niezależna od spółdzielni. Od nas zależą jedynie stawki eksploatacyjna i remontowa. Ta ostatnia, rzeczywiście była podnoszona, ale raz w roku. I te pieniądze idą w całości na remonty. Stawka eksploatacyjna związana jest między innymi z podatkiem od nieruchomości, opłatami terenowymi z tytułu użytkowania wieczystego, z obsługą osiedli przez grupę konserwatorów, sprzątaczek. Nie była ona podnoszona od lutego 2005 roku.
                                                    W spółdzielni nie ma polityki
                                                    * Zarzuca się panu również korzystanie z partyjnych powiązań. Czy jest pan "człowiekiem lewicy"?
                                                    - Tak, jestem członkiem Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Od wielu lat.
                                                    * A na fotelu prezesa buskiej spółdzielni - to pomaga czy przeszkadza?
                                                    - Chyba... nawet bardziej przeszkadza (śmiech). Bo jeśli komuś się wydaje, że można korzystać z tego tytułu z "układów", "przywilejów", to jest w błędzie. Nigdy nie podejmowałem politycznych decyzji. Wynikają one z ekonomii, z gospodarskiego podejścia d
                                                  • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:15
                                                    Przekręt w Skierniewickiej Spółdzielni Mieszkaniowej?AAAŚroda 17.03.2010bru+O przywłaszczenie pieniędzy członków podejrzewana jest jedna z kasjerek największej spółdzielni mieszkaniowej w Skierniewicach. Trwa śledztwo w tej sprawie.

                                                    Sprawa wyszła na jaw kiedy kilka tygodni temu SSM wysłała pisma do swoich członków z rocznymi rozliczeniami. Wielu z nich, pomimo regularnego płacenia rachunków miało niedopłaty wielkości nawet kilkuset złotych. Przed kasami spółdzielni zaczęły ustawiać się długie kolejki zszokowanych i zdenerwowanych spółdzielców. Sprawę opisywał lokalny Informator Tygodniowy Skierniewic.

                                                    Jak się okazało – autorką pism do spółdzielców była najprawdopodobniej długoletnia kasjerka tej spółdzielni, Barbara B. Prezes spółdzielni, Paweł Hałatiuk, nie chce ujawniać szczegółów sprawy – Na razie mogę powiedzieć tylko tyle, że prowadzimy wewnętrzne dochodzenie i po jego zakończeniu, w ciągu najbliższych 3 dni roboczych sprawa zostanie zgłoszona do prokuratury – dodaje.

                                                    Podejrzewana o nadużycia kasjerka została tymczasem dyscyplinarnie zwolniona z pracy.

                                                  • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:16
                                                    Niedawno w "warto rozmawiać" był temat przekrętów w spółdzielniach mieszkaniowych.

                                                    Jedna z kobiet, która w ciągu kilku lat pokazała jak przez notariuszy i prawników fałszowane były akty notarialne przedstawiła ciekawą hipotezę jak skonstruowana jest struktura władzy w Polsce:

                                                    - na górze jest sitwa robiąca przekręty i lewe interesy

                                                    - poniżej sitwa prawnicza pracująca za pieniądze i na zlecenie tych wyżej

                                                    - niżej politycy pracujący dla tych powyżej

                                                    - na dole zgnębiony i okradany naród

                                                    Jej własna spółdzielnia próbowała starą, sprawdzoną metodą ukraść skarbowi Państwa grunt na którym stoją budynki gdy kobieta zgłosiła to do prokuratury zarząd wykluczył ja z grona członków spółdzielni.
                                                    Kobieta bojowo zaskarżyła ich do sądu i sąd o dziwo przyznał, że zgłaszając próbę złodziejstwa zarządu spółdzielni działała na szkodę spółdzielni i oddalił powództwo o bezpodstawne wykluczenie.

                                                    Zresztą zobaczcie sami, bo warto:

                                                    www.tvp.pl/publicystyka/tematyka-.....zesa-odc-3

                                                    Powrót do góry


                                                    Madison




                                                    Dołączył: 12 Sie 2008
                                                    Posty: 108
                                                    --------------------------------------------------------------------------------
                                                    Post zebrał 0.00 BTC
                                                    Wysłany: 08:22, 15 Cze '09 Temat postu:

                                                    --------------------------------------------------------------------------------

                                                    Oglądałem temat tylko początku nie załapałem.

                                                    Poważnie sprawa wygląda bo np. w warszawie jest kilka spółdzielni oddalonych od siebie na jakąś małą odległość i w jednej są czynsze niższe, a w drugiej wyższe.

                                                    Chorych jest kilka rzeczy:

                                                    - mieszkania lokatorskie bez możliwości wykupu (bo grunt jest nieuregulowany)

                                                    - opłaty za ogrzewanie w lato, którego nie ma

                                                    Poza tym zauważyłem jedną rzecz. Ludziom nie zależy na tym, aby coś robić, a nowelizacja prawa spółdzielczego jest obecnie pozytywna na stronę spółdzielców i powinno się walczyć o swoje prawa.

                                                    Nie każda spółdzielnia działa niezgodnie z prawem - to jest fakt, a wszelkie wypaczenia trzeba tępić i tutaj jest przewaga spółdzielców bo 1. jest ich więcej 2. oni płacą, a spółdzielnia to ich administrator, który ma się wywiązać z obowiązków.

                                                    Powrót do góry


                                                    suspenser




                                                    Dołączył: 20 Sty 2008
                                                    Posty: 664
                                                    --------------------------------------------------------------------------------
                                                    Post zebrał 0.00 BTC
                                                    Wysłany: 23:20, 16 Cze '09 Temat postu:

                                                    --------------------------------------------------------------------------------

                                                    Właśnie z tym "uregulowywaniem" gruntów były niezłe przekręty - spółdzielnie jako niezależne firmy przejmowały go sobie przy pomocy prawników.

                                                    Co do opłat za ciepło to akurat jest zrozumiałe, że rozkładaja opłaty na cały rok, bo inaczej byłyby one bardzo wysokie w zimie i niskie latem (jak w przypadku tradycyjnego domu, chyba, że opał kupisz wcześniej), i wielu mieszkańców miałoby problemy z opłatami w zimie.

                                                    Inną kwestią jest czy wysokość tych opłat nie jest zbyt wysoka.

                                                    Powrót do góry


                                                    MalcolmX




                                                    Dołączył: 01 Kwi 2009
                                                    Posty: 23
                                                    --------------------------------------------------------------------------------
                                                    Post zebrał 0.00 BTC
                                                    Wysłany: 12:34, 17 Cze '09 Temat postu:

                                                    --------------------------------------------------------------------------------

                                                    i tu walne chyba w sedno:

                                                    interesujemy się wilekoformatową polityką światową a zdecydowana większość z nas nie wie jak nazywa się prezes spółdzielni!

                                                    Ilu z was bywa na zebraniach członkowskich???

                                                    jakie wydatki i jaki budżet ma wasz blok, budynek, lokal użytkowy???

                                                    ile osób i ile zarabiają z waszych pieniędzy (bo to wy/my wynajmujemy te osoby aby dbały o wspólne dobro NIE BĘDĄCE ICH WŁASNOŚCIĄ - TYLKO WASZĄ!!!

                                                    w większości spółdzielni w Polsce władze mają byli funkcjonariusze służb wszelakich na emeryturze i to zbiorowisko kanalii ładauje was na dobrą kasę codziennie, sami siebie wybierają bo nikt nie chodzi na zebrania.

                                                    A najlepsze jest to że w każdej spółdzielni znajdzie się jakaś osoba która powie, że np. niemożliwe żeby malowanie klatek kosztowało 30 tys. pln to padnie hasło że to Wariat/Wariatka a wy przytakniecie.

                                                    a za parę latek te domy będą potrzebowały bardzo dużych nakładów lub wyburzenia (jeżeli wielka płyta) i będzie kolejny temat na dramat TV interwencja czy coś takeigo.

                                                    to są wałki na miliony, znam jedną spółdzielnie gdzie ludzie się zorientowali i wypiprzyli takie łajzy i:
                                                    - wybudowali 2 bloki na terenie spółdzielni, gdy w wawie cena za 1 metr dobiła do 10 tys tam dla członków spółdzilni była za 3,5 tys, nie żartuję
                                                    porobili strzeżone parkingi dla mieszkańców itp.
                                                    inny świat.
                                                    Konkluzja mojego długiego wywodu jest taka, że sami zgadzamy się na takie defraudacje olewając ten temat na codzień ale za to wiemy kim naprawdę jest J.W.Bush (sic!).
                                                    zacznijmy zmieniać naszą rzeczywistość od naszego podwórka - Dosłownie.

                                                  • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:17
                                                    Chciałbym aby wszyscy dowiedzieli się, że w dzisiejszych czasach istnieją instytucje, które traktują jednostki publiczne w których pracują jak własny prywatny "FOLWARK". Mowa o przewodniczącym rady nadzorczej w Spółdzielni Mieszkaniowej BOCIANEK. Jedno jego "pstryknięcie" i decyzje podjęte przez cały zarząd nie są ważne. To samo odnosi się do obsadzania stanowisk w zarządzie i nie tylko... Czy jest to normalne, że facet, który cały czas żyje w świecie komuny lat 80-tych ma taką władzę? Przecież mieszkańcy osiedla powinni decydować o ważnych sprawach wspólnoty społecznej a nie jeden podstarzały były wojewoda... Mam nadzieję, że kiedyś nastąpi zmiana ale nie zarządu spółdzielni lecz wszystkich żerujących na naszych pieniądzach członków rady nadzorczej.

                                                    0 Do góry
                                                    Raportuj
                                                    Odpowiedz Cytuj

                                                    --------------------------------------------------------------------------------
                                                    ~Jadzia~

                                                    Grupa:
                                                    Goście Napisano 06 październik 2010 - 09:55
                                                    #2

                                                    Chłopie przecież to osiedlowa mafia , cz Ty o tym nie wiedziałeś ? Oni od dawna Bocianek traktują jak własny folwark - CBŚ , CBA i jeszcze inne jedenostki potrzeba tam wysłać to może zrobią porządek

                                                    0 Do góry
                                                    Raportuj
                                                    Odpowiedz Cytuj

                                                    --------------------------------------------------------------------------------
                                                    ~kielczanin~

                                                    Grupa:
                                                    Goście Napisano 06 październik 2010 - 11:18
                                                    #3

                                                    Użytkownik Jadzia dnia 06 październik 2010 - 09:55 napisał

                                                    Chłopie przecież to osiedlowa mafia , cz Ty o tym nie wiedziałeś ? Oni od dawna Bocianek traktują jak własny folwark - CBŚ , CBA i jeszcze inne jedenostki potrzeba tam wysłać to może zrobią porządek



                                                    Piaskownica na przeciwko bloku Konopnickiej 3 rozebrana, przez całe lato dzieciaki musiały się bawić jak w gruzach jakichś. Chodniki usrane - przez kilka dni nie sprzątane gówna, cała nadzieja w tym że czasem spadnie deszcz.
                                                    Przekaźniki od włączania światła na klatce tak wspaniale poustawiane że na 4 piętro trzeba 3 razy włączać żeby otworzyć drzwi do domu. Wiocha i tyle ale nie długo się stamtąd ewakuuje.

                                                    0 Do góry
                                                    Raportuj
                                                    Odpowiedz Cytuj

                                                    --------------------------------------------------------------------------------
                                                    ~Gość~

                                                    Grupa:
                                                    Goście Napisano 06 październik 2010 - 11:36
                                                    #4

                                                    Użytkownik Jadzia dnia 06 październik 2010 - 09:55 napisał

                                                    Chłopie przecież to osiedlowa mafia , cz Ty o tym nie wiedziałeś ? Oni od dawna Bocianek traktują jak własny folwark - CBŚ , CBA i jeszcze inne jedenostki potrzeba tam wysłać to może zrobią porządek


                                                    A inne to nie FOLWARKI ? niby które. Kilka lat temu dowiedziałam się od pracownika dokonującego odczyt podzielników tzw. wyparkowych / montują już z wyparowaną cieczą, a potem twierdzą przy pomocy manipulacji nazewnictwem, ze było cieczy za dużo !!!! i to się nadaje do CBŚ i CBA/ ze moja sp-nia ma opinię najbardziej złodziejskiej.Mając na uwadze koneksje prezia chyba coś jest na rzeczy. Więc Bocianek niech tak bardzo nie narzeka...

                                                    0 Do góry
                                                    Raportuj
                                                    Odpowiedz Cytuj

                                                    --------------------------------------------------------------------------------
                                                    ~nowy~

                                                    Grupa:
                                                    Goście Napisano 08 październik 2010 - 20:29
                                                    #5

                                                    Użytkownik kielczanin dnia 06 październik 2010 - 11:18 napisał

                                                    Piaskownica na przeciwko bloku Konopnickiej 3 rozebrana, przez całe lato dzieciaki musiały się bawić jak w gruzach jakichś. Chodniki usrane - przez kilka dni nie sprzątane gówna, cała nadzieja w tym że czasem spadnie deszcz.
                                                    Przekaźniki od włączania światła na klatce tak wspaniale poustawiane że na 4 piętro trzeba 3 razy włączać żeby otworzyć drzwi do domu. Wiocha i tyle ale nie długo się stamtąd ewakuuje.



                                                  • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:19
                                                    Przekręty obecnych władz spółdzielni szczególnie p.T. byłego prezesa a kiedyś księgowego sięgają czasów lat 70-tych po których uciekł do PKO powracając po odejściu p. Kusego min.kupno połowy domku na zakolu za śmieszne pieniądze które budowała spódzielnia.Myślę ze p.Lewicki nie był złym prezesem ale zatrudnienie p.Z.Surtela było jego kleską i od tej osoby zaczęły się wszystkie problemy spółdzielni.Ci co pracowali z p.Surtelem znają go jako
                                                    nieprzyjemnego typa bez jakiej kolwiek wiedzy liczyła się jemu tylko władza i stanowisko.Na słowo że odchodzi z WAK-u pracownicy urządzili sobie imprezę z radości współczując ludziom w Spółdzielni Mieszkaniowej o czym bardzo szybko się przekonali owi pracownicy co to za osoba.Uważam że bardzo dobrze zrobiono że czyści się zarząd i tę bandę w spółdzielni powinien teraz wejść tam NIK i konkretnie rozliczyć tych cwaniaków z Surtelem na czele.Czas też pożegnać też i jego żonę która siedzi też na stanowisku kierowniczym w Spółdzielni co jest niezgodne z rególaminem nawet już miała odejść ale jakoś przycichła sprawa po odejściu p.Lewickiego i pracuje nadal.Tak powinno być też i z pewnymi urzędnikami w naszym mieście może zaczeliby szanować interesantów.


                                                    autor: mccoke, dodał 2007-07-06 19:12 komentuj


                                                    Jeżeli walne zebranie odwołało prezesa na podstawie konktetnych dowodów ( niezależnie od mojej sympatii do pana Turka ) - powinni z nimi pójść do prokuratury. Jeżeli tego nie zrobią istnieje domniemanie że chcą tylko położyc na spółdzielni łapę aby podejrzane geszefty ( o ile były ) kontynuować ...


                                                    autor: mieszkaniec, dodał 2007-07-06 19:56 komentuj


                                                    To jest pomówienie i pieniactwo, a także podejrzewam bezpodstawne zarzuty, jeżeli o czymś piszesz to podawaj dowody a nie oszczerstwa, którymi się oczernia człowieka. To, co czynisz w tym przypadku, to że publikujesz pomówienia przez internet, to nie znaczy, że jesteś anonimowy i o takowe szaklowanie można Cię oskarżyć.

                                                    Moim zdaniem do tej pory działalność Spółdzielni była godna pochwały, dbała o swoje mienie i mieszkańców, robiła remonty, ocieplenia, interweniowała w przypadkach awarii, dbała o miejsca przed blokami....teraz zobaczymy czym się wykaże nowa kadra i nie ukrywam, że podchodzę do tego z dużą obawą, bo będą teraz ster sprawowali ludzie bez doświadczenia, a poprzedni Prezes miał chyba kilkanaście lat doświadczenia w tym co robił i robił to bardzo dobrze, a nie czarujmy się doświadczenia nic nie zastąpi tym bardziej jak kwalifikacje odbywały się tylko na podstawie pieniactwa, a nie kompetencji - jak ten post.


                                                    autor: bartka, dodał 2007-07-06 21:19 komentuj


                                                    mam podobne odczucia. Moim daniem rzeczywiście trzeba wspomnieć, że ta instytucja za czasów p.T dbała o interesy mieszkańców i budynki, to trzeba zaliczyć na duży plus. Uważam, że Prezes T odstawił w ciągu wielu lat kawał dobrej roboty, odszedł z godnością i honorem. Warto też wspomnieć o pozabudowlanych inicjatywach i sławetne chyba kółko szachowe, jak również inne inicjatywy nie związane bezpośrednio z budownictem, gdzie nasze dzieci mogły spędzić czas i rozwijać swoje zainteresowania, było też jakieś kółko muzyczne i chyba jakaś modelarnia i to wszystko na naszych osiedlach. Zobaczymy teraz jakimi inicjatywami wykaże się nowe szefostwo. Ja będę mimo tych wszystkich kłamstw dobrze wspominała to co zostało zrobione.
                                                  • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:20
                                                    Na szybko, korzystając z okresu wakacyjnego obecny jeszcze Zarząd Spółdzielni Mieszkaniowej zwołuje zebranie Grupy Członkowskiej nr 1 obejmującej bloki przy ul. Górniczej i częściowo Szkolnej w celu dokonania zmian osobowych w składzie przedstawicieli tejże grupy.

                                                    Czyżby Pani Prezes zaczął palić się grunt pod zajmowanym od lat stołkiem.
                                                    Czy ma to na celu "wsadzenie" swoich lojalnych i oddanych ludzi na te miejsca?

                                                    Podobno za wnioskiem podpisało się ponad 230 mieszkańców tego osiedla, tylko ciekawe ilu z nich przyjdzie na to spotkanie. Oczywiście oddana grupa pracowników spółdzielni i ich rodzin jak zwykle stawi się w komplecie (czyżby jakiś element mobbingu ???)by oddać głosy zgodnie z poleceniami Pani Prezes.

                                                    Szykuje się ciekawe zebranie.

                                                    0 Do góry
                                                    Raportuj
                                                    Odpowiedz Cytuj

                                                    --------------------------------------------------------------------------------
                                                    ~antek~

                                                    Grupa:
                                                    Goście Napisano 25 lipiec 2010 - 19:02
                                                    #2

                                                    Jak to ilu, tylu co zawsze przyjdzie. Ja będę na pewno, z chęcią posłucham za co trzeba ich odwołać i jeżeli faktycznie jest to słuszne to będę za.

                                                    0 Do góry
                                                    Raportuj
                                                    Odpowiedz Cytuj

                                                    --------------------------------------------------------------------------------
                                                    ~młoda~

                                                    Grupa:
                                                    Goście Napisano 25 lipiec 2010 - 19:34
                                                    #3

                                                    Antek, ty czasem nie pracujesz na kopalni albo w tej spółdzielni?

                                                    0 Do góry
                                                    Raportuj
                                                    Odpowiedz Cytuj

                                                    --------------------------------------------------------------------------------
                                                    ~fakir~

                                                    Grupa:
                                                    Goście Napisano 25 lipiec 2010 - 20:31
                                                    #4

                                                    A co to ma do rzeczy? Pracuje czy nie, może pracować gdzie chce.

                                                    0 Do góry
                                                    Raportuj
                                                    Odpowiedz Cytuj

                                                    --------------------------------------------------------------------------------
                                                    ~pi(c)~

                                                    Grupa:
                                                    Goście Napisano 25 lipiec 2010 - 21:17
                                                    #5

                                                    Z tą waszą prezes już dawno powinniście sobie zrobić porządek. Żeby taka baba trzęsła tysiącami ludzi. To jest możliwe tylko w waszym mieście. Nie na darmo śmieją się wszędzie że w Łęcznej mądrych ze świecą szukać. Powinni wam zamknąć kopalnię żebyście przejrzeli na oczy. Kolesiostwo i sitwa. To chyba najbardziej skorumpowane miasto w Polsce. Takie miasto i taka prezes. Będą was łoić jak tylko się da i jak długo się da, bo generalnie macie gdzieś swoje pieniądze. Chcecie to płaćcie, tylko nie użalajcie się że jest wam ciężko, że macie duże rachunki, że macie podwyżki czynszów. Przecież 99 % podwyżek w spółdzielniach robi zarząd. Taki zarząd macie na jaki zasługujecie. Płaćcie póki kopalnia wam płaci.

                                                    0 Do góry
                                                    Raportuj
                                                    Odpowiedz Cytuj

                                                    --------------------------------------------------------------------------------
                                                    ~Bóbr~

                                                    Grupa:
                                                    Goście Napisano 25 lipiec 2010 - 22:41
                                                    #6

                                                    Ha ha ha. Zróbcie tak jak my. Chyba, że nadal chcecie płacić za ciepło prawie złotówkę więcej niż my, a nas też ogrzewa kopalnia. Goli was wasza spółdzielnia aż miło. Bogdanka i Skarbek zawsze się potrafiły dogadać. A tak poza tym, ta wasza prezes to ma jakieś studia menedżerskie lub z zakresu ekonomii, czy może ukończyła oxford z ostrowa?

                                                    0 Do góry
                                                    Raportuj
                                                    Odpowiedz Cytuj

                                                    --------------------------------------------------------------------------------
                                                    ~znajomy~

                                                    Grupa:
                                                    Goście Napisano 25 lipiec 2010 - 23:03
                                                    #7

                                                    a o co w ogóle chodzi?czytam i czytam i każdy tekst wysrany,nie wiem o czym piszecie drodzy internauci-jaki przekręt?chyba ktos kto bral udzial w glosowaniu nie potrafil prawidlowo posluzyc się krzyżykiem uehehe,oj chyba nie znacie innych spoldzielni w ktorych jest istny burdelllo,nie srajcie w swoje gniazdo,bo sobie samym pięty osracie i będzie oj śmierdzialo...
                                                  • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:21
                                                    Skończyły się dobre czasy dla zarządów spółdzielni mieszkaniowych. Nabywcy lokali patrzą im na ręce, rozliczają z kosztów inwestycji, a gdy odkryją, że zapisy w spółdzielczych papierach odbiegają od rzeczywistości, powiadamiają prokuraturę.



                                                    Wie coś o tym Wiesław Gęsikowski, prezes zarządu Pomorskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Niedawno sąd wystosował do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu sfałszowania inwentaryzacji w budynku PSM przy Emilii Plater 17, a już jest kolejne. Tym razem doniesienie o „możliwości popełnienia przestępstwa przez prezesa PSM podczas budowy mieszkań przy Gołębiej 73” złożył jeden z mieszkańców. Obserwował powstawanie inwestycji, robił zdjęcia, pomiary, dotarł do dokumentów i wnikliwie je analizował.

                                                    Reklama

                                                    - Doszedłem do wniosku, że lokatorzy, którzy wpłacili wkłady budowlane na tę inwestycję, zostali oszukani - uważa Stanisław S. Jest inżynierem elektrykiem, pracował na budowach, zna przepisy. Nie godzi się na ich łamanie i budowlaną fuszerkę, a mając poparcie sąsiadów idzie na wojnę z inwestorem - PSM i jej prezesem. - Ktoś to musi zrobić, bo milczenie to zgoda na zło - tłumaczy. Zarzuty, które stawia inwestorowi i wykonawcy budowy, są dużego kalibru. Ich zasadność sprawdzi prokuratura. Mnogość dołączonych do doniesienia dokumentów ułatwi śledczym działanie. Stanisław S. próbuje dowieść, że inwestorska kontrola budowy przy Gołębiej 73

                                                    była fikcją

                                                    - Wiesław Gęsikowski jako reprezentant inwestora, czyli PSM, miał obowiązek zorganizować budowę przy Gołębiej 73 i sprawdzać jej zgodność z zatwierdzonym projektem oraz pozwoleniem budowlanym - przypomina inżynier S. i powołując się na zapisy w dzienniku budowy wywodzi, że prezes nie dopełnił obowiązków: - Jerzy G., właściciel firmy „H”, generalnego wykonawcy i zarazem kierownik budowy, ani razu nie potwierdził pobytu na budowie przy Gołębiej 73, a inspektorzy nadzoru, powołani przez prezesa PSM, bywali tam sporadycznie - twierdzi.

                                                    Z zapisów w dzienniku budowy (dokumentu, rejestrującego przebieg wszystkich robót i zdarzeń) wynika, że w ciągu 390 dni inspektor nadzoru robót budowlanych był tam 25 razy, inspektor nadzoru robót elektrycznych - trzy, a inspektor nadzoru robót sanitarnych ani razu.

                                                    - Brak nadzoru powodował, że w budynku montowano gorsze jakościowo i tańsze materiały; niezgodnie z zatwierdzonym projektem i obowiązującymi przepisami - mówi Stanisław S. Fuszerkę demaskuje zdjęciami z budowy. Widać ją też

                                                    w naturze

                                                    - Studzienkę kanalizacyjną usytuowano w prowadnicy bramy - wskazują mieszkańcy Gołębiej 73. - Zawiasy niezabezpieczone przed korozją zżera rdza, a chwiejąca się brama zagraża dzieciom - mówią. W oddanym 4 lata temu budynku parokrotnie remontowano zawilgocone przyziemie - Zabrakło izolacji - mówi inżynier S. Fuszerkę widzi też w podziemnych garażach. Montują tam teraz prowizoryczne rynienki, odprowadzające wodę ze szczelin w ścianach budynku.

                                                    Inżynier S. jest przekonany, że wykonawca oszczędzał na ociepleniu budynku, stosując gorsze, tańsze materiały.

                                                    - Projekt nakazywał ułożenie dwóch warstw styropianu o grubości 6 cm na przemian, by uzyskać właściwą izolację cieplną i akustyczną lub jednej warstwy styropianu frezowanego, układanego na pióro - tłumaczy językiem fachowca. Tak jest na papierze, a w rzeczywistości? - Położono jedną warstwę styropianu grubości 12 cm o prostych krawędziach, znacznie tańszego i niespełniającego warunków określonych w projekcie - inżynier pokazuje prześwity w tynku i zdjęcia z budowy. Twierdzi, że do mocowania styropianu użyto tańszych kołków o niskiej izolacji, przez które z mieszkań

                                                    ucieka ciepło

                                                    W całym budynku zamontowano mniejsze i tańsze okna, bez nawietrzników, o gorszym współczynniku izolacji cieplnej. Na ściankach działowych w łazienkach zabrakło impregnowanych płyt i materiału izolująco - tłumiącego pod ścianami, co pogorszyło akustykę mieszkań. - Podejrzewam, że spękania ścian nośnych to skutek użycia do ich budowy tańszych drążonych bloczków - mówi inżynier.

                                                    Odstępstw od przepisów budowlanych i projektu Stanisław S. dostrzegł tak wiele, że pozwala sobie na stwierdzenie: - Stosując tańsze materiały, wykonawca mógł zaoszczędzić setki tysięcy złotych - ocenia. Uwadze pana S. i innych lokatorów z Gołębiej 73 nie uszło to, że jeden z lokali w ich bloku zarejestrowano na Wiesława Gęsikowskiego, a inny na Sebastiana Gęsikowskiego: - Krótko po odbiorze oba mieszkania sprzedano z kilkudziesięciotysięcznym przebiciem - twierdzą i próbują tym zainteresować prokuraturę. - Nie podoba się nam, że prezes PSM na tym interesie zarabia, a my ponosimy straty. Zastosowanie tańszych materiałów pogorszyło standard mieszkań, wzniesionych za nasze pieniądze, a na dodatek PSM wymusiła od nas dopłaty do lokali, tłumacząc to zwyżką ceny materiałów budowlanych - oburza się inżynier S. Twierdzi, że aneks o dopłacie podpisał, bo PSM groziła zerwaniem umowy. Zanim dołożył parę tysięcy złotych do ustalonej wcześniej ceny za 42-metrowy lokal, wysłał do prezesa pismo: „Domagam się szczegółowego podania przyczyn i zrozumiałego wyliczenia dopłaty” - napisał i nie dostał

                                                    żadnej odpowiedzi.

                                                    Sięgnął po dane GUS, dotyczące cen materiałów budowlanych w III i IV kwartale 2006 r. (wtedy miała nastąpić zwyżka) i potwierdził swoje podejrzenia: - Ceny instalacji, izolacji, pokryć dachowych, cegieł, betonu i stolarki budowlanej w 2006 r. potaniały, odrobinę droższe był tylko gips - przywołuje GUS-owską statystykę. Podważa też spółdzielczy aneks, zezwalający wykonawcy na opóźnione oddania budynku. - Prezes PSM tłumaczy to nieterminową dostawą materiałów budowlanych, a ja wiem, że gdyby latem 2006 r. właściciel firmy H. nie zabrał na kilka tygodni swoich pracowników z Gołębiej na zagrożoną budowę przy Leszczyńskiego, nie miałby opóźnień - uważa inżynier S. Zarzuca prezesowi PSM, że przekazując lokatorom mieszkania miesiąc przed uzyskaniem pozwolenia na użytkowanie budynku, naruszył prawo i spowodował zagrożenie ich zdrowia i życia. - Nie połączono kratek z kanałami wentylacyjnym w kuchniach i łazienkach, nie zbadano ochrony przed porażeniem prądem elektrycznym, zabrakło płyt osłonowych na balkonach i nadal trwały prace budowlane - twierdzi.

                                                    Co na to wykonawca?

                                                    - Proszę rozmawiać z inwestorem, ja nie będę się wtrącał w sprawy między PSM a jej lokatorami - zbywa nas Jerzy G., właściciel firmy H. Prezes Gęsikowski też nie ma dla nas czasu. Na pytania przesłane mu mailem odpowiada... radca prawny PSM. Informuje, że prezes przebywa w delegacji i przypomina, że sprawą nieruchomości przy Gołębiej 73 zajmował się sąd cywilny. - Biegły potwierdził tylko część zarzutów pana S., w związku z tym zawarta została ugoda sądowa - informuje prawnik.

                                                    Wśród naszych pytań do prezesa jest i takie: - Dlaczego budowę kolejnej inwestycji PSM przy Skorupki 102 powierzył bez przetargu firmie „H” Jerzego G., skoro zaproponowana przez nią cena budowy metra kw. o kilkaset złotych przekracza oferty innych bydgoskich firm?

                                                    Do sprawy wrócimy.


      • Gość: A1 IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 11:38
        > Prokurator zawiesił i prezesa,

        no to ciekawe bo nawet u Łukaszenki coś takiego należy do wyłącznych
        uprawnień sądu...
        A jak mówią, że Tuskmenistan jest za Białorusią to POchyleni w krzyk....

        A tu proszę w szczerości się wypsnęło...
    • Gość: gość IP: *.man.bydgoszcz.pl 08.06.11, 11:39
      Bawią się przed wyborami, co by było gdyby.
      • Gość: edi IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.06.11, 12:12
        Bardzo dobrze moja mama ma mieszkanie w spółdzielni wykupione (własnościowe) i mają tam bardzo dużą biurokrację trzeba to ukrócić płacą na fundusz remontowy i to nie małe kwoty a jak zakładali nowe skrzynki na listy to dostali dodatkowo do opłat przez 10 miesięcy 9zł zatem na co wydają te pieniądze z funduszu rem. otóż okazało się że docieplali kilka ulic dalej budynek który też jest ich i pieniądze z funduszu poszły na ten cel i można tak wymieniać bezliku ich machloje.W końcu może zabiorą się do roboty a jak nie to mieszkańcy powiedzą dość i wypowiedzą im umowę o zarządzanie i zatrudnią innego zarządzę.Podobnie miałem w swoim budynku był kulawy zarządca co roku zebranie uchwały i nic nie robił obleciałem sąsiadów pogadałem i teraz mamy zarządcę z prawdziwego zdarzenia który dba o nasz budynek i wywiązuje się z zadań opory ze zmianą mieli tylko starsi sąsiedzi twierdząc że może będzie gorzej a teraz są zadowoleni.
    • Gość: lob1 IP: *.stk.vectranet.pl 08.06.11, 11:40
      ale jak na razie wspólnoty mieszkaniowe nie zdają egzaminu.Budynki są zaniedbane itd więc może to być efekt "zamienił stryjek siekierkę na kijek" .Patrzmy na problem logicznie a nie ideologicznie.
      • Gość: farfocel IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 12:01
        > .Patrzmy na
        > problem logicznie a nie ideologicznie.

        Stroń patrzy logicznie. Jak zlikwiduje spółdzielnie to przecież ktoś tym
        będzie musiał zarządzać (nie za darmo)...
    • Gość: mieszkaniec IP: *.icso.com.pl 08.06.11, 11:47
      Prawdopodobnie wielu nie widzi sensu wydawania pieniędzy na notariusza, skoro spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu i prawo odrębnej własności są tak samo zbywalne, czyli że można je sprzedać, zamienić, podarować dzieciom.

      To nieprawda. Dobrze zdac sobie z tego sprawe dopoki nie jest za pozno. Prezes spoldzielni moze wedlug wlasnej woli odebrac mieszkanie i przydzielic komus innemu. Na przyklad okolicznym menelom. Menele sie wprowadza i zamelduja. Dadza w pape i wyrzuca z mieszkania. Uciekniesz z przerazeniem i w trosce o wlasne zycie, a nie daj Bog jak masz dzieci. W sadzie nic nie uzyszkasz bo dowiesz sie ze to wcale nie wlasnosc tylko "spoldzielcze prawo" - bo tak stanowi ustawa z 1964 roku napisana przez Gomulke, a faktycznie tam nie mieszkasz i realizujesz swoje potrzeby mieszkaniowe gdzie indziej. Owszem nalezy ci sie odszkodowanie czyli wklad spoldzielczy (bez rewaloryzacji) pomniejszony o koszty amortyzacji w efekcie - kilka zlotych. Wszytko zgodnie z obowiazujacym prawem. Tak prezes spoldzielni moze cie w kazdej chwili zalatwic. Historia jest autentyczna.
      • Gość: Moi IP: 212.244.240.* 08.06.11, 12:24
        Dawno takiego bezsensownego bełkotu nie czytałem. o jakiej to ustawie z 1964 r. piszesz?Na jakiej podstawi Prezes może odebrać komus mieszkanie bedące spółdzielczym własnościowym prawem do lokalu mieszkalnego?Prosze o podanie stosownego przepisu owej ustawy. Ja sie z takim przypadkiem nie spotkałem. Było kiedys tak za komuny, że spółdzielnia miała obowiązek (podkreślam miała obowiązek) przejęcia mieszkania w przypadku, gdy osoba której przydzielono mieszkanie wyjechała np za granice i nie czyniła z mieszkania miejsca swojego pobytu ale te przepisy od lat nie obowiazuja. Na jakiej podstawie owi menele maja prawo się zameldować? Tu tez prosze o podanie podstawy prawnej. bardzo mnie to ciekawi
        • Gość: mieszkaniec IP: *.icso.com.pl 08.06.11, 12:40
          prosze uprzejmie: Ustawa z dnia 17 lutego 1961 r. o spółdzielniach i ich związkach (Dz. U. 1961 r. Nr 12 poz. 61

          Wszystkie nastepne zmiany sa jedynie kosmetyczne, na ogol dotyczna zmiany slownictwa itp. Istota jest ta sama. "spoldzielcze mieszkanie wlasnosciowe" NIE JEST wlasnoscia w rozumieniu ani kodeksu cywilnego ani Konstytucji. W zwiazku z wym nie stosuja sie do niego zadne inne atrybuty wlasnosci. Jest to WOLA PREZESA. Zrozum to. A w belkot uwierzysz jak sie prezes wezmie za ciebie.
          • Gość: Moi IP: 212.244.240.* 08.06.11, 12:54
            Dalej prosze konkretny artykuł z ustawy (bądź ustaw) z którego wynikałoby takowe prawo Prezesa do odebrania mieszkania oraz prawo do zameldowania. Podałeś ustawe, która juz od lat nie obowiązuje. Jej nastepczynią była ustawa z 1982 r. prawo spółdzielcze. jednakże w chwili obecnej kweste własnosciowego spółdzielczego prawa do lokalu mieszkalnego reguluje ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych z 2003 r. Zatem gdzie w owej ustawie znajdują się te zapisy które pozwalaja odebrac mieszkanie?
            • Gość: mieszkaniec IP: *.icso.com.pl 09.06.11, 08:24
              Moge ci podac nie tylko miejce w ustawie ale i sygnature akt, odpis wyroku etc. Oczywiscie nie na forum. Jezeli rzeczywiscie nie mozesz tego znalezc to zajmij sie czytaniem forum a nie prawem. Na marginesie, sedzia orzekajacy tez nie mogl uwierzyc w to co widzi, i ze smutkiem stwierdzil ze nie ma wyboru. Jak wiekszosc ludzi w Polsce zyjesz w urojeniach co do tego jakie jest prawo. Zrodlem prawa sa bowiem ustawy a nie gazety co je komentuja.
              • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.06.11, 09:11
                Państwo prezesów w państwie

                O tym, jak są wydawane pieniądze członków 3 tys. działających w Polsce spółdzielni mieszkaniowych (wszystkich zarejestrowanych, w tym nie prowadzących działalności, jest 5,5 tys.), decyduje kilka tysięcy prezesów i członków władz SM-ów. Pochodzą oni niby z wyboru, ale często odbywa się on w dość specyficznych warunkach.

                Walne zgromadzenie spółdzielców (w większych spółdzielniach ich przedstawicieli) wybiera radę nadzorczą, a ta zarząd. By wybór rady nadzorczej był ważny (podobnie jak jej uchwały), na zebraniu musi się zjawić co najmniej połowa uprawnionych do głosowania, "chyba że statut spółdzielni stanowi inaczej". Wystarczy więc zapisać w statucie, że kworum tworzy 10 osób, i rządzić kilkudziesięciotysięcznym molochem przy pomocy żony, dorosłych dzieci, paru sąsiadów i grupki bezwolnych emerytów.

                Wpływ lokatorów na zarządzanie spółdzielniami (teoretycznie należącymi do nich) jest praktycznie żaden, a próby walki o swoje prawa i dostęp do informacji spotykają się z szykanami. Gdy ktoś śmie krytykować nieudolnych zarządców, spółdzielnia może go pozbawić członkostwa na podstawie art. 24 par. 1 prawa spółdzielczego, twierdząc, że "z jego winy dalsze jego pozostawanie w spółdzielni nie da się pogodzić z postanowieniami statutu spółdzielni lub zasadami współżycia społecznego".

                Pretekst zawsze się znajdzie: drobne spóźnienie w zapłacie czynszu, zakłócanie nocnej ciszy. Niektóre spółdzielnie jako podstawę podają wprost "szkalowanie ich dobrego imienia" poprzez... procesowanie się z nimi przed sądem! Według Krajowego Związku Lokatorów i Spółdzielców, walczącego o prawa członków spółdzielni, w lipcu tego roku największa w Poznaniu Spółdzielnia Mieszkaniowa Osiedle Młodych wykluczyła kilkudziesięciu członków, a rada nadzorcza przygotowuje uchwały o wykluczeniu następnych trzystu, w tym wielu skonfliktowanych z władzami spółdzielni.

                Tymczasem w co drugiej spółdzielni kontrolowanej przez Związek Rewizyjny Spółdzielni Mieszkaniowych RP dopatrzono się nieprawidłowości: władze wybierają na przykład "zewnętrznych" usługodawców bez przetargu. W pracach kolejnych 25 proc. wykryto uchybienia o charakterze formalnym (przetarg jest organizowany, lecz bez jakiegokolwiek regulaminu), a w co setnej ujawniane są nadużycia uzasadniające podejrzenie popełnienia przestępstwa. To tylko wierzchołek góry lodowej, bo ZRSM przeprowadza kontrole co trzy lata i głównie w 600 spółdzielniach (20 proc. wszystkich), które są w nim zrzeszone.

                • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.06.11, 09:11
                  Społem pod stołem

                  - W mojej Spółdzielni Chojny Zatorze im. XXX-lecia PRL koszt obsługi programu komputerowego do rozliczeń czynszów wynosi 100 tys. zł rocznie, na materiały biurowe przeznacza się 50 tys. zł rocznie - twierdzi Marcin Popławski z Łodzi.
                  Wyszczególnione w jego czynszu koszty "eksploatacji podstawowej" wzrosły o 40 proc. przez dwa lata.

                  Zarządy spółdzielni zawsze potrafią wytłumaczyć zagadkowe koszty: ludzie nie płacą czynszów, bloki są stare i się rozlatują itd. Od spółdzielni zależy jednak co najmniej 30 proc. wysokości naszego czynszu: przeciętnie 12 proc. to koszty utrzymania administracji, a 18 proc. - remonty i konserwacje.

                  I tu jest ogromne pole do nadużyć. Konrad Karwecki z Poznania dotarł do rachunków za remont dachów w blokach SM Osiedle Młodych, której jest członkiem, i porównał je z rachunkami za tę samą usługę w Poznańskiej Spółdzielni Mieszkaniowej Winogrady. W jego spółdzielni koszt remontu wyniósł 40 zł za metr kwadratowy dachu, w drugiej - 17,55 zł!

                  W osiemnastoletnich blokach Osiedla Kijowska, należącego do warszawskiej Robotniczej Spółdzielni Mieszkaniowej Praga, w czynsz wliczony jest fundusz remontowy w wysokości 1,64 zł za metr kwadratowy lokalu. Do rachunku spółdzielnia dolicza też opłatę za konserwację, wynosząca 0,59 zł za metr kwadratowy. Dla porównania, w pięćdziesięcioletnim budynku przy stołecznym placu Konstytucji, zarządzanym przez wspólnotę mieszkaniową, fundusz remontowy wynosi tylko 50 gr za metr kwadratowy, a opłat konserwacyjnych w ogóle nie ma.
                  Mimo to budynek jest czysty, ma nową windę i sprawny domofon. Czynsz w apartamentach o wysokim standardzie wybudowanych przez firmę Skanska przy ul. gen. Zajączka w Warszawie (na osiedlu są korty tenisowe, siłownia i mały park) jest niższy niż w mieszkaniach o podobnym metrażu w RSM Praga.

                  - Zapłaciłam spółdzielni za całe nowo wybudowane mieszkanie. Po roku otrzymałam pismo, że mam dopłacić blisko 35 tys. zł. Poinformowano mnie, że wynika to z ostatecznego rozliczenia - opowiada Joanna Gniewek (doradca podatkowy), należąca do Spółdzielni Mieszkaniowej Wyżyny w Warszawie.

                  Chodziło m.in. o zapłatę za rozbiórkę budynku, na którego miejscu stanął inny blok należący do spółdzielni. Zarządcy nie podali rzeczywistych kosztów rozbiórki, lecz oszacowali, że pozbycie się metra kwadratowego budynku kosztuje tyle, ile jego zbudowanie - 2,25 tys. zł! Gniewek złożyła wniosek do zarządu spółdzielni o udostępnienie dokumentacji finansowej inwestycji. Zarząd odmówił, a następnie wykluczył ją ze spółdzielni (później argumentowano, że lokatorka działała na jej szkodę, krytykując władze).

                  - Odwołałam się do sądu, a ten unieważnił decyzję zarządu - mówi Gniewek. Alfons Łykowski, członek Gnieźnieńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, zażądał wglądu w jej bilans roczny, by się dowiedzieć, ile zarabia zarząd. - Następnego dnia nie wpuszczono mnie na zebranie członków spółdzielni, a "nieznani sprawcy" grozili na ulicy i poszturchiwali mnie i mojego kolegę - opowiada Łykowski.

                  Zawyżając koszty, szefowie spółdzielni potrafią "wypracować" utrzymanie dla siebie, rodziny i wianuszka znajomych. Krzysztof Gosławski, prezes wspomnianej spółdzielni Wyżyny, wcześniej zajmował w niej stanowisko dyrektora ds. inwestycji. Akwizytorem firmy, która dostarczała okna w spółdzielni, była jego żona.

                  • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.06.11, 09:12
                    Lustracja oddolna

                    Władzom spółdzielni należy patrzeć na ręce! Jedna z osób (pragnęła zachować anonimowość) należących do Spółdzielni Mieszkaniowej Mars przy ul. Grochowskiej w Warszawie, mająca mieszkanie o powierzchni nieco ponad 40 m2, musiała dwa lata temu dopłacić do czynszu 1000 zł z tytułu kosztów ogrzewania.

                    Wówczas dostawcą był zakład ciepłowniczy. Później spółdzielnia postanowiła, że wybuduje własną kotłownię gazową i obniży w ten sposób koszty ogrzewania. Mimo to na koniec 2002 r. wspomniana osoba znów dostała rachunek za ciepło opiewający na 1000 zł. Tym razem zrobiła awanturę w zarządzie spółdzielni i po zbadaniu sprawy jej rachunek obniżono do... 300 zł. Ile zarobiła spółdzielnia na tych, którzy reklamacji nie złożyli?

                    Czasem cierpliwość lokatorów się wyczerpuje. - Na klatkach schodowych spali narkomani, budynków nie sprzątano, od lat brakowało pieniędzy na remonty. A płaciliśmy czynsze niemal najwyższe w stolicy - opowiada Michał Orzechowski z osiedla na Bielanach, należącego do Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.

                    Pewnego dnia właściciele sklepików otrzymali wypowiedzenia umów najmu, bo dyrektor osiedla chciał sprzedać lokale komu innemu, w dodatku po cenie kilkakrotnie niższej od rynkowej. To był punkt zwrotny. Kilkunastu członków spółdzielni, którzy koordynowali protest, za pomocą ulotek dostarczanych pod drzwi lokatorów informowało o zaniedbaniach zarządu i rady osiedla.

                    - Radna, która nam pomagała, odbierała telefony z pogróżkami. W sprawę zaangażował się senator Zbigniew Romaszewski - mówi Orzechowski.

                    Akcja przyniosła skutek: stare władze odwołano, nowe pracują społecznie. W bloku Orzechowskiego zainstalowano domofony i wymieniono windy. Pieniędzy starczyło też na otynkowanie domu i założenie trawnika. Czynsze są o połowę niższe! - Blok przy ul. Belgradzkiej 44 walczy z władzami spółdzielni i są już efekty. Za stumetrowe mieszkanie płacę 670 zł czynszu, koleżanka w tej samej spółdzielni, w bloku przy ul. Kazury, płaci 600 zł za 60-metrowe mieszkanie - dodaje Gniewek.

                    • Gość: Rozbić molochy! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.06.11, 09:12
                      Rozbić molochy!

                      - Wszystkie molochy, które liczą 4-5 tys. członków, powinny być podzielone na mniejsze. Realną kontrolę nad poczynaniami zarządów i finansami można sprawować tylko tam, gdzie mieszkańcy choć trochę się znają - podkreśla Łukasz Abgarowicz, poseł PO i członek sejmowej Komisji Infrastruktury.

                      Według raportów Unii Europejskiej, przejrzystość działalności spółdzielni mieszkaniowych kończy się, gdy liczba ich członków przekracza 2 tys. Tymczasem w Polsce działa ponad 200 dużych spółdzielni, czyli takich, które mają więcej niż 5 tys. członków.

                      Spółdzielnie należy podzielić nie tylko po to, by ograniczyć możliwości nadużyć, ale też, by dać szansę normalnego funkcjonowania sprawnie zarządzanym osiedlom. Dziś wielkomiejskie giganty są idealnym źródłem utrzymania dla największych utracjuszy.

                      Większość członków spółdzielni Pionier w Kielcach (pięć osiedli, 10 tys. mieszkańców) chciała jej podziału, lecz najbardziej zadłużone osiedle Barwinek (gdzie mało kto płaci czynsz) nie zgadza się na likwidację. Od pięciu lat trwa tam walka między "secesjonistami" a zwolennikami utrzymania status quo. W tym czasie na fotelu prezesa spółdzielni zmieniło się osiem osób!

                      - Moja klatka schodowa nie była malowana od 11 lat! Płacę o 100 zł wyższy czynsz niż moja koleżanka w podobnym mieszkaniu w sąsiedniej spółdzielni - mówi Beata Szczepanek, członkini kieleckiej spółdzielni. Między innymi z jej pieniędzy Pionier dopłaca do zadłużonego Barwinka.

                      • Gość: Spółdzielczy basti IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.06.11, 09:12
                        Spółdzielczy bastion robotniczo-chłopski

                        Setki skarg trafiają do rzecznika praw obywatelskich, Federacji Konsumentów i UOKiK. Te instytucje nic jednak nie mogą zrobić, bo zgłaszane problemy są - zgodnie z obowiązującym prawem - "wewnętrzną sprawą członków spółdzielni".

                        Za to, że spółdzielnie pozostają właściwie poza kontrolą, jest odpowiedzialny swego rodzaju sojusz robotniczo-chłopski. W latach 1993-1997 SLD wspólnie z PSL blokowały reformę prawa spółdzielczego. Władze SM-ów to bastion lewicy, konserwujący popeerelowską skamielinę. Naczelna Rada Spółdzielcza była członkiem sojuszu, nim SLD przekształcił się w partię. To SLD i PSL uchwaliły art. 3 prawa spółdzielczego, stanowiący, że majątek spółdzielni jest prywatną własnością jej członków.

                        Efekt? NIK straciła prawo do kontrolowania spółdzielni. Faktycznie prawa właścicielskie mają jednak nie członkowie spółdzielni, lecz... tzw. sama spółdzielnia. Do 2000 r. w poznańskiej SM Osiedle Młodych jej mieszkańców na zebraniach reprezentowało 150 przedstawicieli, z których 67 było pracownikami spółdzielni, a około 30 kolejnych członkami rodzin tychże pracowników. To dopiero wyżyny absurdu!

                        Aleksander Piński
                        Jan Piński
                        Krzysztof Trębski

    • Gość: Moi IP: 212.244.240.* 08.06.11, 12:05
      Ja mam juz odrębną własnośc i jestem członkiem spółdzielni i nie chce byc członkiem wirtualnego tworu o nazwie wspólnota mieszkaniowa.Dlaczego mam na siłe należec do takiego g... ( ciagle słysze od moich znajomych mieszkających we wspólnotach narzekania, ze nie moga się dogadac ze wspołwłascicielami w nawet najprostszych sprawach, a to jeden chce wyremontowac klatke a drugi dach, wszyscy sie ze wszystkimi kłóca w myśl zasady "po moim trupie" ).
      • Gość: lajkonik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:19
        OK. Coś w tym jest. Tylko, że Ty uważasz, że prezes Twojej Spółdzielni to dobry car, który wie lepiej co należy zrobić za twoje pieniądze.
        Co do wyodrębnienia to rozumiem, ze masz na myśli założenie hipoteki na swój lokal, a członkiem spółdzielni pozostałeś. Ja wolę się wyodrębnić z DUŻEJ spółdzielni całkowicie tzn przestać być jej członkiem. Wtedy zyskuję wpływ na to co będzie robione i za ile. W małej wspólnocie czy spółdzielnia czy wspólnota jest to samo. Kłótnie lokatorów o czym piszesz, ale i realny wpływ na wszystko. W obu przypadkach.
        • Gość: Moi. IP: 212.244.240.* 08.06.11, 12:45
          Nie uważam ze to car. Jestem członkiem małej spółdzielni. Jeśli chodzi o forme prawna mojego mieszkania jest to odrębna własność (ustanowiona aktem notarialnym na podtswie umowy o ustanowienie odrębnej własności lokalu)z ułamkowa częścią gruntu pod budynkiem wraz z udziałem w majątku wspólnym oraz prawem do przynależności piwnicy w tym budynku. Członkiem spółdzielni jestem nadal. A teraz troszke o aktywnosci spoldzielców. Często podawane jest to, że społdzielcy nie maja wpływu na decyzje podejmowane przez spółdzielnie. Tylko ilu społdzielców uczestniczy w życiu spółdzielni? Ilu chodzi na Walne? Każdy ma prawo przyjśc na zebranie. W mojej spółdzielni jest nas 30 członków na Walne przychodzi ciągle ta sama grupa 5 osób w tym i ja. Reszta ma gdzieś te zebrania. Za to ile słychać że spółdzielnia to czy owo. Moja Pani prezes była swego czasu mocno krytykowana 9moim zdaniem zarzuty były mocno wydumane) za jakies tam działania ( nawet 15 członków sie wówczas pojawiło). Doszło do jej odwołania i problem powstał gdy miał ktos kandydować. okazało sie że nie ma ani jednego chetnego. Ci wszyscy oponenci nagle znikli. Zdarzaja sie rzecz jasna patologie w społdzielniach ale jestem skłonny zaryzykowac twierdzenie, że jest to raczej zjawisko marginalne.
          Ja się człowiek blizej przyjrzy to doniesienia tak prasy, jak i gadanie ludzi sa to czesto jakieś czysto osobiste wycieczki do tego czy innego Prezesa. W moim mieście istnieje duża spółdzielnia która świetnie sobie radzi. Większych problemów w niej nie ma. Ma swoje wady rzecz jasna ale chociaż z mojego punktu widzenia pracują tam ludzi kompetentni z którymi można o sprawach technicznych porozmawiać. Jest w pełni wypłacalna ( co ze wspolnotami bywa róznie - dłuznicy wobec których bardzo czesto pisze pozwy za zaleganie z opłatami (wystepuje w imieniu dostawcy mediow) to najczęściej własnie wspólnoty)
          • Gość: lajkonik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 13:18
            OK. Ja się z Tobą zgadzam. We wszystkich swoich postach piszę o dużych spółdzielniach jako o hydrze wielogłowej. Mała spółdzielnia, szczególnie z wieloletnią historią, czy wspólnota to prawie to samo. Nikt nową ustawą nie zmusza Cię do rozwiązania tej spółdzielni. Jeżeli ktoś z niej wystąpi to stworzycie wspólnotę - spółdzielnia plus osoby, które wystąpią. Może te najaktywniejsze na zebraniach ? Tylko, że dla nich forma działania nie będzie miała znaczenia, a reszcie się nie chce. Czyli pozostaną w spółdzielni :).

            Opisałeś swoje prawa czyli to o czym ja pisałem. Tylko, że nie zawsze można to zrobić. Bywa, że spółdzielnia ma nieuregulowane prawo do ziemi.
            To, że ludzie są kompetentni nie znaczy, że nie kręcą czegoś na boku.
    • Gość: Kevlarr IP: *.pioneer.com.pl 08.06.11, 12:10
      Generalnie spoldzielnie to wytwor poprzedniej epoki do uspienia, likwidacji i jeszcze udeptania. Twor ktory w dzisiejszych czasach naraza czlonkow spoldzielni na pasozytowanie na nich. Sam mam mieszkanie w spoldzielni. Zarzad wytoczyl spoldzielcom wytoczyl 150 pozwow o doplate do wkladu budowlanego, mimo iz nie ukonczyl inwestycji. kto nie zdazyl na czas sie sprzeciowic, to dostal na kark komornika, licytujacego wszystko co sie da. Kto wygral ze spoldzielnia, to i tak zaplaci bo spoldzielnia musi zaplacic koszty procesowe. W wielu spoldzielniach rzadza grupy wplywow, pasozytujace na spoldzielcach. A ryzyko gospodarcze zawsze ponosza spoldzielcy.

      Mam nadzieje ze to kres pasozytowania na uczciwych ludziach...
      • 08.06.11, 12:52
        Spółdzielnie powstały jeszcze przed wojną i funkcjonuja obecnie w takich krajach jak Kanada USA W.Brytania Niemcy i inne.
        • Gość: A1 IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 15:13
          dyka...
          Co nie dziwi skoro GC zajmuje się głównie pedałami i RM
    • Gość: Gość IP: *.ip.netia.com.pl 08.06.11, 12:15
      Spóldzielnie powstały przed komuna i świetnie zdały egzamin, komuina je znisczyła a teraz chce się je dobić. A przecież mamy budować społeczeństwo obywatelskie i modna jest ekonomia społeczna.
      Szanujemy spółdzielnie !!!!
      • Gość: kamienicznik IP: *.bdmedia.pl 08.06.11, 14:04
        PO chce przekształcić spółdzielnie we wspólnoty...IP: *.ip.netia.com.pl
        Gość: Gość 08.06.11, 12:15 Odpowiedz
        Spóldzielnie powstały przed komuna i świetnie zdały egzamin, komuina je znisczyła a teraz chce się je dobić. A przecież mamy budować społeczeństwo obywatelskie i modna jest ekonomia społeczna.
        Szanujemy spółdzielnie !!!!
        --
        Szanowny gościu,
        „ A przecież mamy budować społeczeństwo obywatelskie i modna jest ekonomia społeczna."
        Ja się z tym zgadzam tylko, dlaczego nie w formie WSPÓLNOTY?
        Piękne przedwojenne tradycje spółdzielcze zostały wypaczone przez komunę i obecna ustawa pozwoli przewrócić właściwą jak to nazwałeś "ekonomie społeczną".
        Pani Lidię Staroń za swój upór w przywrócenia normalności w tym kraju spotkały nieprzyjemności, ale życzę jej wytrwałości w dążeniu, aby ustawa weszła w życie.
    • Gość: sasha IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:17
      wspólnoty to jedyna droga, spółdzielnie - likwidować
      protest związkowców w obronie ciepłych posadek leniwych nierobów i kombinatorstwa
      zawsze wspaniali pracownicy spółdzielni mogą otworzyć własne działalności i oferować swoje usługi wspólnotom - tylko boję się że z ich zaangażowaniem nie utrzymali by się na rynku
      za nieróbstwo się nie płaci
    • Gość: Kwi IP: 167.202.201.* 08.06.11, 12:17
      Znam core wysokiego szczeblem pracownika spoldzielni Pruszkowskiej. Cala ferajna wybudowala sobie wille w Komorowie przy przejazdowej drodze. Jest tam taki szereg bogatych domow, tam mieszka zarzad spoldzielni Pruszkow. Zbudowali to za kase spoldzielnie odkupili za grosze. Tatus tej dziewczyny choc pracowal jako jedyny w rodzinie kupil jej drogi samochod na 20 urodziny. Z drugiej strony moja rodzina w Pruszkowie za 60m2 w wielkiej plycie placi czynsz 700 zl. Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. Przeciez bloki to nie ich wlasnosc to sposcizna po PRL. Jakim prawem na wspolnym majatku budowane sa osobiste fortuny?
      • Gość: !!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:43
        "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

        "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

        "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

        "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "
        "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

        "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

        "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

        "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

        "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

        "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

        "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

        "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

        "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

        "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

        "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

        "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "
        • Gość: ! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:44
          "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

          "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

          "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

          "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "
          "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

          "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

          "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

          "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

          "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

          "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

          "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

          "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

          "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

          "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

          "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "

          "Mam nadzieje, ze ktos przyjedzie po rozum do glowy i caly ukradziony majtek ci ludzie zwroca. "
    • Gość: skansen IP: 77.222.234.* 08.06.11, 12:20
      dosyć już tego skansenu PRL
    • 08.06.11, 12:20
      Wiekszosc spoldzielcow nei ma zielonego pojecia o tym, co sie dzieje wewnatrz ich spoldzielni. Bo nie chodza na wale zgromadzenia. Myslenie,ze wystarczy akt wlasnosci , aby sprzedac lokal jest bledne.Trzeba miec jeszcze zgode PANA PREZESA ,zeby mieszkanie odsprzedac. Posiadajac akt notarialny nie trzeba pytac o zgode nikogo.
      Nie jestem entuzjastka wspolnot,ale co ma zrobic niewielka spoldzielnia skonfliktowana z zarzadem? Trzeba dac ludziom alternatywe, a taka jest ustawa o wspolnotach.
      • Gość: Q IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:24
        Były prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Orłowiec przegrał proces o zniesławienie
        RydułtowyInformacje
        08.12.2009 10:16 26 komentarzy 47 odsłon W poniedziałek w Sądzie Rejonowym w Wodzisławiu Śląskim zapadł wyrok uniewinniający Zbigniewa Majewskiego i Czesława Kaczmarskiego z zarzutu zniesławienia na publicznym spotkaniu Czesława Mazurka, byłego prezesa SM Orłowiec w Rydułtowach.

        --------------------------------------------------------------------------------

        Obaj oczyszczeni z oskarżeń mężczyźni, obecnie członkowie rady nadzorczej spółdzielni, mieli zniesławić Czesława Mazurka 30 lipca 2008 r. na spotkaniu mediacyjnym zorganizowanym przez posła Adam Gawędę. Według byłego prezesa mieli go nazwać oszustem, złodziejem i osobą, która stworzyła w spółdzielni mafię. Sąd orzekł, że żadne takie słowa nie padły. Doszedł do takiego wniosku po analizie zapisu przebiegu spotkania na dyktafonie i przesłuchaniu ponad 30 świadków. Sąd obciążył Czesława Mazurka wszelkimi kosztami procesu. Wyrok nie jest prawomocny.

        Z kolei w środę w rybnickim wydziale zamiejscowym Sądu Okręgowego w Gliwicach zaplanowana jest rozprawa w innym procesie wytoczonym przez Czesława Mazurka. Domaga się on uchylenia przez sąd uchwały odwołującej go z funkcji prezesa zarządu SM Orłowiec.


        • Gość: a IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:25
          Przekręty idą w setki tysięcy złotych - ciąg dalszy afery w chojnickiej SM
          Afery w Spółdzielni Mieszkaniowej w Chojnicach ciąg dalszy.

          Grupa opozycyjnych wobec zarządu mieszkańców kontroluje dokumenty finansowe i, jak twierdzi, znajduje coraz to nowe dowody wyprowadzania pieniędzy z kasy SM.


          „Te przekręty idą w setki tysięcy złotych” - powiedziała Elżbieta Kluczkowska-Storman. - Bardzo dużo faktur dotyczy „robót drobnych i różnych” – różnorakich wykonawców. „Mamy brygadę swoją remontową – 19 osób. Tam są fachowcy każdej specjalności, a takich dziwnych faktur było na sumę około pół miliona zł. Te dziwne faktury skończyły się wraz z wykryciem afery” - podkreśliła.


          Większość faktur, które zdaniem opozycjonistów są dowodem na wyprowadzanie pieniędzy ze spółdzielni, wystawiona jest na korzyść kilku chojnickich przedsiębiorców. „To są kumple od 30 lat i to dobrzy kumple” – twierdzą spółdzielcy.


          To ich zdanie. A co na to zarząd? „To kolejne pomówienia, które swój finał znajdą na sali sądowej” – zapowiedział Krzysztof Sząszor, wiceprezes Spółdzielni Mieszkaniowej w Chojnicach. „Wszystkie prace remontowe w spółdzielni odbywają się na podstawie przeprowadzonych przetargów na prowadzenie robót remontowych w danym roku i firmy, które wygrają, te prace wykonują” – podkreślił wiceprezes.


          Spółdzielcy czekają na zwołanie przez zarząd walnego zgromadzenia członków, o co wnioskowało 8 z 13 grup członkowskich. Jednak, ponieważ według nich „władze spółdzielni grają na czas, żeby utrzymać stołki”, zastanawiają się nawet nad nieco drastycznym rozwiązaniem. „Mienie, które się znajduje, jest własnością członków spółdzielni mieszkaniowej. Możemy przejąć to mienie, które zajmuje zarząd i zarząd wykopać albo wywieźć na taczkach. To jedna z form” – powiedział Mirosław Frymark. „To scenariusz, który może się zdarzyć w ostateczności” - dodał

      • Gość: gazeta_dla_idiotów IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 13:55
        > Wiekszosc spoldzielcow nei ma zielonego pojecia o tym, co sie dzieje wewnatrz i
        > ch spoldzielni. Bo nie chodza na wale zgromadzenia. Myslenie,ze wystarczy akt w
        > lasnosci , aby sprzedac lokal jest bledne.Trzeba miec jeszcze zgode PANA PREZES

        i bardzo dobrze... Nie pana prezesa ale _w ostateczności_ WZA bo jak prezes
        się nie zgodzi to się można odwołać...
        Chodzi o to, żeby nie zamienić bloku np. w burdel; tak działa spółdzielczość na
        całym świecie a
        jak ktoś tego nie rozumie to niech sprzeda w bloku i kupi sobie we wspólnocie...
    • 08.06.11, 12:26
      A ja mieszkam w Ursusie Spółdzielnia Mieszkaniowa Niedźwiadek, Pani Przewodnicząca RN wespół z sąsiadka i jeszcze 3 osobami, zmieniłą wszelkie ustalenia Walnego i w pierwszej kolejności ociepliła wieżowiec w którym mieszka, oczywiście w dużej części za pieniądze z f.remontowego innych bloków. I cóż możemy zrobić ? No w sumie nic , bo Rada nadzorcza ( czytaj 5) decyduje o zdłużeniu spółdzielni na setki tysięcy złotych. A ja płące za c.o. 5,5 za m2 bo za moje pieniądze został ocieplony blok przewodniczącej.
      Wierzę , że mądrość weźmie górę i zostanie przyjęta ta ustawa.
      • Gość: ella IP: *.dynamic.chello.pl 08.06.11, 15:18
        A" kawalerka2010" nie zna nawet nazwy swojej Spółdzielni. Na Niedżwiadku jest " Robotnicza Spółdzielnia Mieszkaniowa "Ursus".
      • Gość: szabepio IP: *.catv.net.pl 08.06.11, 18:21
        żaden rząd nie miał dość odwagi ażeby zlikwidować taki dziwny, korupcjogenny twór jakim jest spółdzielnia. brawo ze PO się odważyło !! moje pełne uznanie !!
    • Gość: anty WM IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.11, 12:34
      Byłem we współnocie mieszkaniowej.
      Jestem w spółdzielni ('prawdziwej", w miarę porządnej).

      Nigdy więcej wspólnoty.

      Czynsz/koszty porównywalne.

      W spóldzielni jeżeli są problemy, telefon i sprawa jest załatwiana. W wspólnocie zebranie, duskusje i co najmnie tydzień lub dwa jeżeli była zgoda.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.