Dodaj do ulubionych

Dlaczego w USA nie lubia UE?

02.12.02, 17:31
Nie ulega kwestii, ze obecna pozycja geopolityczna
USA jest bardzo dobra. Mocna gospodarka,
sila militarna, wszystko pod sprawna wladza
polityczna. Nie ulega tez kwestii, ze takiej pozycji
moze zagrozic wylacznie mocarstwo o podobnym
stopniu rozwoju ekonomicznego i militarnego.
Zagrozic, w znaczeniu skutecznie konkurowac
w geopolityce.

Do niedawna, Europa zalezna byla od
amerykanskich jednostek wojskowych, podzielona
politycznie i gospodarczo. Slabe panstwa i panstewka.

Podstawowe zalozenia UE to integracja gospodarcza
i polityczna. Chodzi o stworzenie duzej i bogatej
przestrzeni ekonomicznej, dzieki czemu zwieksza sie
konkurencja i spadaja koszty. Z drugiej strony,
UE uniemozliwia silnym graczom spoza EU
rozgrywanie panstw europejskich przeciwko
sobie. Politycznie i gospodarczo.
Reszta to detale.

Nic wiec dziwnego, ze w USA obawiaja sie EU.
Nie tego, ze sie nie uda, ale tego, ZE SIE UDA.
Obawy moga okazac sie sluszne: wprowadzenie
euro to duzy sukces UE, nawet pan Blair widzi
zalety. Rozszerzenie Unii to nastepny krok.
Nic dziwnego, ze serdeczna przyjazn miedzy
dwoma wielkimi leaderami Wolnego Swiata:
Bushem i Putinem rozkwita.

W dodatku, mieszkancy UNITED States przyzwyczaili
sie najpewniej, ze slowko UNION znaczy cos
nieprzyzwoitego (choc to wlasnie Unia wygrala
Wojne Secesyjna). Stad pewnie czesc tej
podswiadomej niecheci.

Pozdrawiam
F.
Edytor zaawansowany
  • munde 02.12.02, 17:40
    Jak wg. Ciebie objawia sie to "nielubienie" Unii E.?
  • feezyk 02.12.02, 17:56
    Zauwazyles, ze Mr. Bush nigdy nie mowi
    o United Europe? Nie przypadkiem.
    Im slabsi sa konkurenci, tym wygodniejsza
    pozycja supermocarstwa [inna sprawa,
    ze w XX wieku Europa eksportowala
    wojny i zbrodnicze ideologie, wiec trudno
    sie dziwic pewnej nieufnosci].
    Potwierdzaja to zreszta czolowi politolodzy.

    Na dosyc naturalna inicjatywe utworzenia
    europejskich jednostek wojskowych, USA
    zareagowalo grozba wycofania sie z NATO.

    W gospodarce - sprawa jest oczywista.
    Silne i stabilne euro to wieksza konkurencja
    dla dolara, dlatego tez usiluje sie podwazac
    wiarygodnosc euro oraz polityki ECB.
    Odnotujmy tu takze krytyczny stosunek Friedmanna
    do euro. Wojny podjazdowe koncernow o
    korzeniach europejskich i amerykanskich
    to rzecz zwyczajna, niewarta dluzszej
    wzmianki.

    Trudno tez zaprzeczyc, ze sporo tego
    nielubienia widac na tym Forum.

    Ciekawe swoja droga, co tam w New York
    Timesie pisza o planowanym poszerzeniu UE.

    Pozdrawiam
    F.
  • munde 02.12.02, 18:36
    Ja zauwazylem, ze Mr. bush w ogole za duzo nie mowi o Europie...moze to i
    lepiej?
    Mysle, ze on tylko w przyblizeniu zna zagadnienia europejskie i w przyblizeniu
    wie, gdzie znajduje sie jaki kraj europejski.
    nawiasem mowiac, wlasciciel sklepu, w ktorym kupuje piwo mawia o Bushu :" He is
    a Texan !!!!" I brzmi to jak najglebsza obraza....
    Potem zas wysyla mnie do Texasu, bym poznal ludzi stamtad. To podobno ma mi
    pomoc zrozumiec Pana Prezydenta ;-)))
    Podobnie, nie mysle by Bush mial jakiekolwiek uprzedzenia "historyczne" jesli
    chodzi o Europe.
    Wydaje mi sie , ze troche przeceniasz istnienie Europy czy UE jako jednolitej
    calosci . Przeciez nawet w kwestii negocjacji warunkow wejscia nowych czlonkow
    do UE rozne kraje maja rozne stanowiska, nie?
    Niektore maja euro, niektore nie. Niektore popieraja interwencje militarne USA
    tu i tam, niektore sie gwaltownie sprzeciwiaja.
    Czy Arizona chce wojny z Irakiem a Connecticut sie sprzeciwia ???? nie sadze.
    W NYT zas owszem, pisza, ale nie o Europie...ani UE. Przynajmniej nie tyle, ile
    moglby sie spodziewac Europejczyk. To samo dotyczy rozszerzenia UE.
    Pisze sie znacznie wiecej o Iraku,Izraelu Afganistanie lub chocby ostatnio
    Kenii .


    pozdro.
  • Gość: pawel-l IP: 137.133.233.* 03.12.02, 09:31
    Ja mysle, ze znacznie bardziej nie lubia US w Europie niz odwrotnie.
    Amerykanow reszta swiata niewiele obchodzi (poza krajami ktore im i Izraelowi
    zagrazaja). Europa im nie zagraza. A podwazanie euro najlepiej wychodzi
    Europejczykom (R.Prodi)
  • feezyk 03.12.02, 17:08
    Nie zagraza, ale komplikuje zycie.
    Europa dziala w tej samej niszy
    gospodarczej co USA i prowadzi wlasna
    geopolityke. Przy podobnym zaawansowaniu
    technologicznym i potencjale ekonomicznym,
    EU jest dla USA powaznym konkurentem.

    Pozdrawiam
    F.
  • feezyk 03.12.02, 17:16
    Bush dobrze wie co mowi publicznie. Mysle, ze
    trudno jest przeoczyc EU bedac prezydentem
    USA. Brak spojnosci politycznej EU oczywiscie
    widac. Europa nie bedzie, w dajacej sie
    przewidziec perspektywie, nawet w przyblizeniu
    tak spojna jak USA i to jest chyba dobrze.

    Niemniej, EU jest organizmem, ktory ma szanse w
    sposob bardziej skoordynowany reagowac na
    najistotniejsze wyzwania polityczne niz
    zespol zupelnie niepowiazanych panstw.

    Pozdrawiam
    F.
  • Gość: MACIEJ IP: *.ny325.east.verizon.net 06.12.02, 05:33
    feezyk napisał:

    > Zauwazyles, ze Mr. Bush nigdy nie mowi
    > o United Europe? Nie przypadkiem.
    > Im slabsi sa konkurenci, tym wygodniejsza
    > pozycja supermocarstwa

    Wlasnie o to chodzi,ze zjednoczona Europa wcale nie jest mocniejsza od te
    KONKURUJACEJ miedzy soba.

    > [inna sprawa,
    > ze w XX wieku Europa eksportowala
    > wojny i zbrodnicze ideologie, wiec trudno
    > sie dziwic pewnej nieufnosci].
    > Potwierdzaja to zreszta czolowi politolodzy.
    >
    > Na dosyc naturalna inicjatywe utworzenia
    > europejskich jednostek wojskowych, USA
    > zareagowalo grozba wycofania sie z NATO.

    NATO zostalo utworzone w celu trzymania pod kontrola niezrownowarzonych
    Europejczykow.

    > W gospodarce - sprawa jest oczywista.
    > Silne i stabilne euro to wieksza konkurencja
    > dla dolara, dlatego tez usiluje sie podwazac
    > wiarygodnosc euro oraz polityki ECB.

    Silne euro wlasnie rozklada produkcje i export europejski w tej chwili.
    I dzieki temu silnemu euro EU zanurkuje w 4Q 2002.

    > Odnotujmy tu takze krytyczny stosunek Friedmanna
    > do euro.

    Pominales tu MNIE i Margaret Thatcher.


    > Wojny podjazdowe koncernow o
    > korzeniach europejskich i amerykanskich
    > to rzecz zwyczajna, niewarta dluzszej
    > wzmianki.
    >
    > Trudno tez zaprzeczyc, ze sporo tego
    > nielubienia widac na tym Forum.
    >
    > Ciekawe swoja droga, co tam w New York
    > Timesie pisza o planowanym poszerzeniu UE.

    Doslownie NIC.

    > Pozdrawiam
    > F.
  • Gość: wacko jacko IP: *.nyc.rr.com 02.12.02, 23:28
    Strasznie duzo napisales i nawet ladnie ale niestety zbyt duzo zawilosci. Zeby
    chociaz w przyblizeniu zrozumiec cel amerykanskiej polityki nalezy nauczyc sie
    na pamiec ponizszego naczelnego, wytycznego motto USA.

    " THE BUSINESS OF AMERICA IS BUSINESS "

    Teraz powinno byc latwiej i krotsze posty.
  • Gość: BUFFET IP: *.cidernet.pl / *.cidernet.pl 03.12.02, 16:59
    Gość portalu: wacko jacko napisał(a):

    Zeby
    > chociaz w przyblizeniu zrozumiec cel amerykanskiej polityki nalezy nauczyc
    sie
    > na pamiec ponizszego naczelnego, wytycznego motto USA.
    >
    > " THE BUSINESS OF AMERICA IS BUSINESS "

    Można to wspaniale zobaczyć np. w Caracas (szwagier był, stąd wiem) - odezwanie
    się po angielsku w knajpie nie dla amerykańskich turystów = 0 obsługi i totalna
    ślepota kelnerów, zmiana języka na jakikolwiek inny - natychmiast serdeczność i
    gościnność....

    Inna scenka - Maracaibo - susza, racjonowanie wody dla WSZYSTKICH (bogacze też
    mają wyłączaną wodę, pomimo pieniędzy, które mogą płacić) Kto nie ma
    racjonowanej wody? Amies, którzy na okrągło zraszają swoje pola golfowe, bo
    trawa zżółknie....

    Scenka nr 3 - lotnisko w Caracas - klimatyzowane przejście przez odprawę "Nur
    fur Amies", reszta bandy czy to miejscowa czy z Europy do długiej kolejki bez
    klimatyzacji...

    USA ciężko pracują na to, by Osama miał wielu następców, gotowych zginąć, by
    dokopać Ameryce; róbcie tak dalej, a niestety będzie wiele WTC....czego Wam
    wcale nie życzę...

    PZDR


  • Gość: MACIEJ IP: *.ny325.east.verizon.net 03.12.02, 19:50
    Gość portalu: BUFFET napisał(a):


    > > " THE BUSINESS OF AMERICA IS BUSINESS "
    >
    > Można to wspaniale zobaczyć np. w Caracas (szwagier był, stąd wiem) -
    odezwanie
    > się po angielsku w knajpie nie dla amerykańskich turystów = 0 obsługi i
    totalna
    > ślepota kelnerów, zmiana języka na jakikolwiek inny - natychmiast serdeczność
    i
    > gościnność....

    W taniej knajpiej szwagier musial jadac,bo w tych drozszych bez angielskiego
    nie dostaniesz rezerwacji.

    > Inna scenka - Maracaibo - susza, racjonowanie wody dla WSZYSTKICH (bogacze
    też
    > mają wyłączaną wodę, pomimo pieniędzy, które mogą płacić) Kto nie ma
    > racjonowanej wody? Amies, którzy na okrągło zraszają swoje pola golfowe, bo
    > trawa zżółknie....

    Odsalanie wody morskiej jest proste i popularne jak konstrukcja gwozdzia.
    Zaden jacht oceaniczny nie ma beczek z woda lecz maszyne do odsalania wody.
    Jak ciebie byloby stac na lekcje golfa ,to chcialbysbyc uzalezniony od
    miejskich dostawcow wody czy zainstalowalbys odsalarke.
    A moze chodzi ci o to zeby Amerykanie za darmo swoja odsolona wode odstepowali
    tubylcom?
    Ciekawy pomysl,iscie kapitalistyczny.
    A moze nie stac ich na wode ,bo rope za pol darmo dostarczaja Kubie?

    > Scenka nr 3 - lotnisko w Caracas - klimatyzowane przejście przez odprawę "Nur
    > fur Amies", reszta bandy czy to miejscowa czy z Europy do długiej kolejki bez
    > klimatyzacji...

    Jak to sie dzieje,ze takie bogate EU nie stac na zainstalowanie klimatyzacji na
    lotnisku w Caracas?

    > USA ciężko pracują na to, by Osama miał wielu następców, gotowych zginąć, by
    > dokopać Ameryce; róbcie tak dalej, a niestety będzie wiele WTC....czego Wam
    > wcale nie życzę...

    I tu ,biedni i glupi,zamiast wziac sie za nauke i prace kombinuja jak zniszczyc
    MADRYCH I BOGATYCH.
    I w wielce ucywilizowanej Polsce takie poglady znajduja coraz lepszy grunt na
    rozsiewanie.
    Niedlugo zaczna w Polsce powstawac pierwsze kolka zainteresowan i pomocy OBL.

    > PZDR
  • Gość: Buffet IP: *.cidernet.pl / *.cidernet.pl 04.12.02, 00:20
    Oczywiście zupełnym drobiazgiem, nie wartym tu nawet wspomnienia jest to, że to
    co opisałem powyżej, są to klasyczne przykłady zachowywania się Amerykanów w
    Wenezueli jak w kolonii....

    A wodę dostawali z miejskich wodociągów i ich jedynych nie obowiązywały
    wyłączenia i to właśnie rozwścieczało miejscowych, wiesz Macieju? Szwagier
    spędził tam wystarczająco dużo czasu (roczny kontrakt) by się zorientować w
    sytuacji...

    Tacy bogaci biznesmeni z USA, a na odsalarki wody morskiej, tak tanie wg Ciebie
    nie było ich stać...a jednocześnie w golfa grać na zielonej murawie musieli, bo
    jakże to - oni muszą mieć wszędzie jak na Florydzie...
    A gdzie "misja cywilizacyjna" i "wartości prawdziwej demokracji", których pełno
    zawsze było w gębie prezydentów USA na wynos i na pokaz?

    Gdybyście traktowali Amerykę Południową inaczej, niż tylko przez pryzmat
    doktryny Monroe'a może mielibyście tam więcej zwolenników...
    Ale nikt nie lubi hipokrytów, którzy mówią o wolności i równości, a zachowują
    się tak, jakby przed 2 laty ich armia zdobyła właśnie ten czy inny latynoski
    kraj...
    Hugo Chavez nie zdobyłby 5 zwolenników swymi antyamerykańskimi hasłami, gdyby
    USA traktowały normalnie Amerykę Łacińską.
    A jak to się dzieje, że Castro jest w Brazylii fetowany nawet przez
    ultraprawicowców, którzy u siebie rozwalają komunistów w ilościach hurtowych?
    Ano, bo jest to jedyny latynoski macho, który zagrał na nosie Waszyngtonowi i
    nawet mu jego komunizm gotowi są wybaczyć....ten antyamerykanizm musi mieć
    bardzo głębokie podłoże w Ameryce Południowej, skoro są w stanie podać sobie
    ręce mimo różnic ideologicznych.....

    A jakbyś Ty się poczuł, gdyby np. Chińczycy zainstalowali sobie na lotnisku
    Kennedy'ego własny, klimatyzowany terminal, z odprawą celną jedynie dla
    Chińczyków, w której nie obsłużą nikogo innego prócz obywateli chińskich, a
    Amerykanie musieliby stać w kolejkach do nieklimatyzowanej hali odpraw??

    Antyamerykanizm na świecie Macieju nie bierze się z powietrza - USA ciężko na
    taki stan rzeczy pracują swym zachowaniem.
    Saddam Husein, na którego tak teraz pluje się, był wielkim sojusznikiem USA w
    latach 80-tych, gdy trzeba było walczyć z "Irańską zarazą" i G. Bush udawał, że
    nie wie, iż Husein użył iperytu przeciw Kurdom...
    Afgańczycy byli dobrzy, gdy walczyli z Moskwą, jak się Moskwa wyniosła to USA
    ich olały - to stąd bierze się wsciekłość bin Ladena na USA - został
    wykorzystany przez CIA i za to się mści, a dodatkowym czynnikiem jest tu
    kwestia religijna...
    Gdy się gra znaczonymi kartami, trzeba się liczyć z tym, że ktoś może
    przewrócić stolik, co niestety tak rzadko politycy USA biorą pod uwagę w swoich
    kalkulacjach....

    PZDR
  • Gość: MACIEJ IP: *.ny325.east.verizon.net 04.12.02, 02:18
    Gość portalu: Buffet napisał(a):

    > Oczywiście zupełnym drobiazgiem, nie wartym tu nawet wspomnienia jest to, że
    to
    > co opisałem powyżej, są to klasyczne przykłady zachowywania się Amerykanów w
    > Wenezueli jak w kolonii....

    Sa 3 strategie w takich przypadkach:

    1-Zachowywac sie jak u siebie w domu.
    2-Zachowywac sie jak tubylcy
    3-Cos posredniego.Juz nie dzicz ale jeszcze nie multura.

    Gdybys byl biznesmenem i inwestowal grube pieniadze w Wenezueli,to chcialbys
    swoj poziom zycia znizyc do tubylcow?
    Jaki jest wtedy sens inwestowania za granica.
    Przeciez dzieci do szkoly z tubylcami bys tez nie poslal,dlatego Amerykanie
    gdzie nie jada maja swoje szkoly.


    > A wodę dostawali z miejskich wodociągów i ich jedynych nie obowiązywały
    > wyłączenia i to właśnie rozwścieczało miejscowych, wiesz Macieju? Szwagier
    > spędził tam wystarczająco dużo czasu (roczny kontrakt) by się zorientować w
    > sytuacji...

    Nie chcesz mnie powiedziec,ze ci Amerykanie nie placili za ta wode.
    Jest to towar jak kazdy inny i nie po to biznesmeni jezdza do 3 ciego swiata
    zeby im ktos kurek zakrecal.

    > Tacy bogaci biznesmeni z USA, a na odsalarki wody morskiej, tak tanie wg
    Ciebie
    > nie było ich stać...a jednocześnie w golfa grać na zielonej murawie musieli,
    bo
    > jakże to - oni muszą mieć wszędzie jak na Florydzie...
    > A gdzie "misja cywilizacyjna" i "wartości prawdziwej demokracji", których
    pełno
    > zawsze było w gębie prezydentów USA na wynos i na pokaz?

    Jestem przekonany ze dostawy tej wody byly zgodne z prawem.

    > Gdybyście traktowali Amerykę Południową inaczej, niż tylko przez pryzmat
    > doktryny Monroe'a może mielibyście tam więcej zwolenników...
    > Ale nikt nie lubi hipokrytów, którzy mówią o wolności i równości, a zachowują
    > się tak, jakby przed 2 laty ich armia zdobyła właśnie ten czy inny latynoski
    > kraj...
    > Hugo Chavez nie zdobyłby 5 zwolenników swymi antyamerykańskimi hasłami, gdyby
    > USA traktowały normalnie Amerykę Łacińską.

    My traktujemy caly swiat fair,a Ameryke Lacinska lepiej niz reszte swiata.

    > A jak to się dzieje, że Castro jest w Brazylii fetowany nawet przez
    > ultraprawicowców, którzy u siebie rozwalają komunistów w ilościach hurtowych?
    > Ano, bo jest to jedyny latynoski macho, który zagrał na nosie Waszyngtonowi i
    > nawet mu jego komunizm gotowi są wybaczyć....ten antyamerykanizm musi mieć
    > bardzo głębokie podłoże w Ameryce Południowej, skoro są w stanie podać sobie
    > ręce mimo różnic ideologicznych.....

    Nie da sie ukryc ,ze ludzie tam nie maja mentalnosci by zyc tak jak w USA.

    > A jakbyś Ty się poczuł, gdyby np. Chińczycy zainstalowali sobie na lotnisku
    > Kennedy'ego własny, klimatyzowany terminal, z odprawą celną jedynie dla
    > Chińczyków, w której nie obsłużą nikogo innego prócz obywateli chińskich, a
    > Amerykanie musieliby stać w kolejkach do nieklimatyzowanej hali odpraw??

    Wszystkie terminale na JFK sa klimatyzowane,ale gdyby Chinczycy wprowadzili w
    swoim darmowe obiady i wozki do przewozu bagazu,to moze by ktos wzial z nich
    przyklad.
    W kazdym terminalu na JFK jest oddzielne wejscie dla US citizens i oddzielne
    dla reszty(zielone karty i turysci).

    > Antyamerykanizm na świecie Macieju nie bierze się z powietrza - USA ciężko na
    > taki stan rzeczy pracują swym zachowaniem.

    Tak.
    My bardzo ciezko pracujemy na to by byc przywodca wolnego swiata,tak gospodarczo
    jak intelektualnie i militarnie.
    Niestety dla nieudacznikow nie pozwolimy sie zniszczyc.

    > Saddam Husein, na którego tak teraz pluje się, był wielkim sojusznikiem USA w
    > latach 80-tych, gdy trzeba było walczyć z "Irańską zarazą" i G. Bush udawał,
    że
    > nie wie, iż Husein użył iperytu przeciw Kurdom...
    > Afgańczycy byli dobrzy, gdy walczyli z Moskwą,

    To byl sprytny plan Brzezinskiego,by Polska mogla byc wolna juz w 1980
    roku,lecz jednak zbyt duzo ludzi w Polsce nie doroslo do sytuacji i trzeba bylo
    poczekac 9 lat.

    > jak się Moskwa wyniosła to USA
    > ich olały

    Bo niby przez ile pokolen byly zobowiazane im pomagac?

    >- to stąd bierze się wsciekłość bin Ladena na USA - został
    > wykorzystany przez CIA i za to się mści, a dodatkowym czynnikiem jest tu
    > kwestia religijna...

    To jest czlowiek mocno chory na umysle.
    Wiekszosc jego rodziny sie go wyrzekla i dobrze prosperuje w biznesach.

    > Gdy się gra znaczonymi kartami, trzeba się liczyć z tym, że ktoś może
    > przewrócić stolik, co niestety tak rzadko politycy USA biorą pod uwagę
    >swoich kalkulacjach....

    Dobrze by bylo zebys od czasu do czasu mogl uniesc sie ponad to bagienko i
    spojrzec na sprawe z drugiej strony.


    > PZDR
  • feezyk 03.12.02, 17:02
    Niestety nie wpadlas mi w oko.

    Za naczelne i wytyczne motto USA dziekuje
    serdecznie. Wlasnie o tym pisalem, ze
    silne EU zwieksza wujaszkowi konkurencje
    i psuje interesy.

    F.
  • Gość: JOrl IP: *.dip.t-dialin.net 03.12.02, 18:37
    Calkiem dobrze, Fizyk. Ale niekompletnie. Oczywiscie EU ma podobna sile
    gospodarcza jak USA. Jest jednak jeden problem. A to sa surowce. Caly przemysl
    EU jest nic nie warty, jak bedzie odciety doplyw surowcow. EU ma wlasnych
    rozpaczliwie malo. USA procentowo duzo wiecej. Do zabezpieczenia dostaw
    surowcow z zamorza potrzebna jest sila militarna. Dla EU jest jednak mozliwosc
    korzystanie z niezmierzonych zasobow Syberii
    Wlasnie ta wojna z terroryzmem nic innego jak walka o dostep do surowcow. A
    terrorysci to rabia (OBL itd) aby je utrudnic.
    Sytuacja jest skaplikowana. EU kombinuje z Rosja, ale tak, aby byc gora. I
    dlatego Rosja zblizyla sie do USA, bo ma tez taka mozliwosc. Aby utrzec nosa
    EU. I miec czas sie rozwinac.
    Naturalnie USA takie Euro nie pasuje. Zawsze jest dobrze jak potencjalni
    przeciwnicy sa podzieleni. Dlatego nalezy zawsze ich dzielic jak sie tylko da.
    Jak np. Jugoslawie. I ZSRR tez.
    A przy okazji jeszcze raz. W duzych krajach przemyslowych jest zawsze lepiej.
    Bo rynek wiekszy, serie wieksze (a opracowania kosztuja najbardziej!).I wieksza
    konkurencja. I ta wysmiewana biurokracja w Brukseli nie robi nic innego jak
    tworzy wspolny organizm gospodarczy. Normy, np. Urzad patentowy tylko jeden.
    Mozna zmniejszyc wlasne urzedy, a jednoczesnie przemysl zwieksze serie. My to,
    w naszym przeciez nie zaduzym przedsiebiorstwie tez to widzimy. Powoli Wlochy,
    Francja nawet Szwecja. I to jest najwazniejsze.
    Dlatego taki MACIEJ najbardziej by wolal, aby EU byla tylko stowarzyszeniem
    wolnego handlu. Bez harmonizacji norm przemyslowych. Bo wtedy naturalnie USA ze
    swoim wielkim rynkiem ma przewage. I o to mu chodzi. Chociaz tak nie mowie, i
    zapewne nie mysli, bo tego nierozumie. Tylko powtarza ze swoich mediow.
    Bezmyslnie. Ale z punktu widzienia USA naturalnie slusznie.
    Pozdrowienia
  • Gość: pawel-l IP: 137.133.233.* 04.12.02, 09:21
    BUFFET nie zgodze sie z toba po raz pierwszy.
    To nie US zachowuja sie nienormalnie to Wenezuela i reszta zachowuje sie
    idiotycznie.
    Woda ma byc i juz. Dlaczego nie podniosa ceny ?
    Klimatyzacja ma byc i juz.
    Pola golfowe tez maja byc.

    Skoro za to placa to w czym problem.

    Jedene co mi sie nie podoba to wojna z narkotykami, ktora prowadza te kraje pod
    wplywem US. Wojna jest i tak przegrana, a spowodowala powstanie poteznej mafii
    ktora dezorganizuje te kraje.
  • Gość: jr IP: 203.129.132.* 05.12.02, 00:28
    juz siedze na walizkach i w ta niedziele jade do Chile - relacje zdam po
    powrocie ;).

    mam pytanie do Jorl: czy rewolucja rosyjska byla wzniecona przez ameryke? czy
    ameryka utworzyla zssr aby trzymac reszte europy w szachu? czy stalin byl
    agentem cia? holly shit!!! Ty brachu masz wyobraznie! hehehe

    ameryka pld: tak ameryka sponsorowala powstania w peru, urugwaju, chile,
    argentynie itd itd. powod? ochrona przed komuna i socjalizmem.
    pytanie: czy Ty gdybys mial srodki aby powstrzymac komunistow w polsce po 2
    wojnie swiatowej (wymordowanie paru tysiecy) zrobilbys to czy bys siedzial i
    ogladal jak komunisci morduja zwolennikow zachodu i demoluja polske???
  • wolo 05.12.02, 17:01
    Nie wiem dlaczego, ale że nie lubią to pewne.
    Oto 10 przykładów:

    1. Wyśmiewają się z piłki nożnej, że to niby głupia gra a sami nazywają
    footballem coś co nijak footballem nie jest;
    2. W samochodach używają automatycznej transmisji,
    3. W sieci mają 110V.
    4. Jedzą hamburgery, i inne burgery
    5.
  • Gość: Tomasz IP: *.ibch.poznan.pl 05.12.02, 17:30
    Nie wiem czy w USA Unia jest lubiana, czy nie. Pewnym jest jednak
    że wprowadzenie Euro zmienia bardzo wiele, a może zmienić jeszcze
    więcej w przyszłosci. Warto przypomieć że w czasach Reagana dolar
    był wielokrotnie wspierany dzięki interwencjom banków centralnych
    Europy i Japonii. Sami Japończycy w krótkim czasie wydali 60 mld $ na
    obronę dolara. Było to w ich interesie, ale jednak sporo kosztowało.
    Mój znajomy w tych latach zauważył, że "reagonomika" polega na drukowaniu
    pieniądza i wymuszaniu jego obrony ze strony partnerów handlowych.

    Potęga amerykańska opiera się głównie na sile militarnej oraz na dolarze.
    Ameryka jest obecnie znacznie mniejszą potęgą industrialną niż była w
    przeszłosci. Zdecydowaną przewagę ma jedynie w narzędziach militarnych,
    co jest wynikiem srodków jakie ten kraj inwestuje na zbrojenia.
    Zbrojenia wymagają jednak przynajmniej jednej, małej wojny na pięć lat, oraz
    obecnosci stałego wroga, a najlepiej wielu wrogów. Kiedys takim wrogiem
    był ZSRR, ale teraz zastąpili go terrorysci. Jutro mogą nimi być np. Marsjanie,
    szczególnie gdy NASA znajdzie tam jakies bakterie.

    Zmniejszenie roli dolara będzie miało wpływ na samopoczucie Amerykanów,
    gdyż trudniej będzie finansować ich konsumpcję. Dlatego w przyszłosci
    będzie więcej wojen (w imię wolnosci, demokracji oczywiscie), chyba że
    znaleziemy Marsjan jako nowych chłopców do bicia.
  • Gość: Lechu IP: *.dip.t-dialin.net 06.12.02, 14:38
    Amerykanie w ich bezlitosnym pragmatyzmie nie szykanuja czegos, czego nie ma.
    Zjednoczonej Europy jako podmiotu polityki nie ma, wiec Bush nie musi jej
    ignorowac. Na te kategorie jest jeszcze za wcześnie.
    Euro jest fundamentem pewnej architektury, a nie narzędziem do uprawiania
    polityki. Używanie go w innych celach jest niebezpieczne teraz dla samego Euro,
    potem może być niebezpieczne dla wszystkich.
    Wspólna Europa jest też celem samym w sobie, a nie przeciw np. USA. W tym
    kontekście Ameryka jest po prostu nie tak ważna.
    Zdając sobie jednak sprawę z wzrastającej politycznej izolacji zachodniego
    kręgu kulturowego i od dziesięcioleci postępującego relatywnego osłabienia USA
    w stosunku do sumy sił pozostających poza kręgiem kultury atlantyckiej, każdy
    ma prawo wątpić w ostateczny sukces planu zjednoczenia Europy. W końcu szanse
    na to są są raczej mniejsze, niż większe. Ale CHCIEC fiaska tego planu może
    tylko idiota, lub ktoś spoza tego kręgu.
    Ameryka jest najmocniejszym państwem świata, ale relatywnie nieustannie słabnie.
    W latach 50-tych była jeszcze w stanie podołać doktrynie 2,5 wojny (dość
    zasobów i logistyki , by prowadzić z powodzeniem i samodzielnie dwa "gorące"
    konflikty na dwóch odrębnych teatrach z dwoma najsilniejszymi rywalami +
    wystarczające rezerwy strategiczne, by obronić własne terytorium przed
    następnym hipotetycznym agresorem), dzisiaj USA nie ma tyle siły i doktrynę
    zmieniono na "1,5".

    Stary de Gaulle tłumaczył Amerykanom, że potrzebują partnerów, a nie lokajów.
    Zdemoralizowana i rozdrobniona Europa stanie się dla USA kiedyś po prostu
    groźna, bo Amerykanie nie tylko nie będą mogli liczyć na europejską pomoc, ale
    będą musieli wiązać olbrzymie siły, by ją zabezpieczyć przed zdobyciem przez
    wrogów. A kto ma Europę, ten rządzi światem. Jak dotąd, to twierdzenie jest
    nadal prawdziwe.

    Zainteresowanych rozwinięciem tego wątku odsyłam do S. Huntington "Clash of
    Civilisations", Z. Brzeziński "Wielka gra".

    Obojętnie, czy Bush zdaje sobie z tego sprawę, czy nie: Europejczycy, jak
    śpiewa mistrz Młynarski: "róbta swoje."

  • Gość: KONRADOS IP: *.sgh.waw.pl 06.12.02, 14:45
    Gość portalu: Lechu napisał(a):

    > W latach 50-tych była jeszcze w stanie podołać doktrynie 2,5 wojny (dość
    > zasobów i logistyki , by prowadzić z powodzeniem i samodzielnie dwa "gorące"
    > konflikty na dwóch odrębnych teatrach z dwoma najsilniejszymi rywalami +
    > wystarczające rezerwy strategiczne, by obronić własne terytorium przed
    > następnym hipotetycznym agresorem), dzisiaj USA nie ma tyle siły i doktrynę
    > zmieniono na "1,5".
    >


    Stary, skąd takie dane? Ostatnio widzę w prasie artykuły (także GW), w których
    różni kolesie jednomyślnie cytują dane, iż USA wydają na wojsko więcej niż 10
    lub 12 kolejnych krajów razem wziętych. Dodatkowo pogłębia się luka
    technologiczna dzieląca USA od peletonu.

  • Gość: Lechu IP: *.dip.t-dialin.net 07.12.02, 13:28
    Zródła przecież zacytowałem. Wzrost różnicy potencjału pomiędzy USA a,
    powiedzmy, następną dziewiątką na świecie nie ma znaczenia, wobec stale
    zmniejszającego się udziału USA w globalnym rachunku.
    USA dysponowało największym udziałem w światowej produkcji przemysłowej i
    największym udziałem potencjału wojskowego około 1929 roku.

    Udział USA w światowej produkcji wyrobów przemysłowych 1929-1938:
    1929: 43,3%
    1932: 31,8%
    1937: 35,1%
    1938: 28,7

    Względny poziom potencjału wojskowego w 1937:
    USA: 41,7
    Niemcy: 14,4
    ZSRR: 14,0
    Wielka Brytania: 10,2
    Francja: 4,2
    Japonia: 3,5
    Włochy: 2,5

    Oznacza to hipotetyczną możliwość podjęcia walki w dowolnie wielką liczbą
    przeciwników jednocześnie.

    W czasie wojny potencjał przemysłowy USA wzrósł o dalsze 80%.

    Ale co dzieje się później?

    Udział USA w światowej produkcji wyrobów przemysłowych 1960-80:

    1960: 25,9
    1970: 23,0
    1980: 21,5

    TAk więc, około lat 1929-1950 datuje się zenit potęgi gospodarczej i militarnej
    USA. Nawet, jeżeli USA zahamowały dalszy spadek swego udziału (o zwiększeniu
    nie ma po prostu mowy), to wymowa tych liczb jest oczywista: Od pół wieku USA
    słabną w stosunku do reszty świata. Nawet, jeżeli są liderem, to nec Hercules
    contra plures!
  • Gość: KONRADOS IP: *.sgh.waw.pl 07.12.02, 16:36
    Gość portalu: Lechu napisał(a):

    > Zródła przecież zacytowałem. Wzrost różnicy potencjału pomiędzy USA a,
    > powiedzmy, następną dziewiątką na świecie nie ma znaczenia, wobec stale
    > zmniejszającego się udziału USA w globalnym rachunku.
    > USA dysponowało największym udziałem w światowej produkcji przemysłowej i
    > największym udziałem potencjału wojskowego około 1929 roku.
    >
    > Udział USA w światowej produkcji wyrobów przemysłowych 1929-1938:
    > 1929: 43,3%
    > 1932: 31,8%
    > 1937: 35,1%
    > 1938: 28,7
    >
    > Względny poziom potencjału wojskowego w 1937:
    > USA: 41,7
    > Niemcy: 14,4
    > ZSRR: 14,0
    > Wielka Brytania: 10,2
    > Francja: 4,2
    > Japonia: 3,5
    > Włochy: 2,5
    >
    > Oznacza to hipotetyczną możliwość podjęcia walki w dowolnie wielką liczbą
    > przeciwników jednocześnie.

    Czyżby, sam piszesz, że są to dane z 1937, i o ile dobrze pamiętam czasy
    pierwszych lotniskowców. Możliwości ekspresowej mobilizacji i wysłania wojsk
    za ocean, a co najważniejsze utrzymania ich na potencjalnie wrogim terytorium
    były nieporównywalnie mniejsze niż dzisiaj. Broń rakietowa, atomowe okręty
    podwodne do jej przenoszenia, wywiad "z kosmosu", to była mniej lub bardziej
    odległa przyszłość.

    A teraz pytanie. Co ów względny poziom oznacza. Nie są to chyba wydatki
    wojskowe, bo obecnie budżet pentagonu > 12 * kolejnych budżetów. Może jakiś
    wskaźnik dodający armaty i żołnierzy? Ich zdolności ofensywne były jednak w
    owym czasie ograniczone, czego pośrednim dowodem jest czs, w jakim USA (przy
    wielkiej pomocy pozostałych aliantów), rozprawiały się z państwami osi.
    Chc przez to powiedzieć, że USA, pomimo dużego potencjału wojskowego miały
    nieporównywalnie mniejsze możliwości prowadzenia wojen z dala od Ameryki niż
    obecnie. W ciągu kolejnych dziesięcioleci Stany wyspecjalizowały się w tego
    rodzaju akcjach, a ich przewaga nad peletonem się powiększa.
    >
    > W czasie wojny potencjał przemysłowy USA wzrósł o dalsze 80%.
    >
    > Ale co dzieje się później?
    >
    > Udział USA w światowej produkcji wyrobów przemysłowych 1960-80:
    >
    > 1960: 25,9
    > 1970: 23,0
    > 1980: 21,5
    >
    > TAk więc, około lat 1929-1950 datuje się zenit potęgi gospodarczej i
    militarnej



    > USA. Nawet, jeżeli USA zahamowały dalszy spadek swego udziału (o zwiększeniu
    > nie ma po prostu mowy), to wymowa tych liczb jest oczywista: Od pół wieku
    USA
    > słabną w stosunku do reszty świata. Nawet, jeżeli są liderem, to nec
    Hercules
    > contra plures!

    Nie zupełnie. Wysokie PKB nie implikuje wysokiej skłonności do wydawania go na
    zbrojenia. Tak jest w stanach, ale nie w całym NATO, które "żre na krzywy ryj"
    bezpieczeństwo dostarczane przez USA.

    Nawet jeśli potencjał gospodarczy USA będzie dalej relatywnie malał, na co
    wszystko wskazuje, i jeśli UE zwiększy swoje militarne wydatki, to luka
    technologiczna nie będzie łatwa do nadrobienia w krótkim czasie (na
    przestrzeni kilku lat). To w Stanach powstająpatenty, których USA wcale nie
    sprzedajązbyt chętnie. Rozwój nowoczesnej broni wymaga lat pracy, a
    wcześniejsze własne doświatrzenia (USA) są na tym polu bardzo przydatne.
    Poszukaj np. w sieci informacji o europejskim projekcie rakiety powietrze-
    powietrze dalekiego zasięgu METEOR. Wcześniej na kontynencie nie produkowano,
    o ile mi wiadomo, podobnych zabawek. Wydawane a olbrzymie sumy, a
    konstruktorzy i tak zawalają kolejne terminy.

  • Gość: Lechu IP: *.dip0.t-ipconnect.de 07.12.02, 20:56
    NIe sądzę, że EU kiedykolwiek dorówna USA militarnie. Nie wydaje mi się, że
    ktokolwiek w EU tego chce.
    Ważne by było, by EU zdała sobie sprawę z konsekwencji dalszego finansowania
    utopijnych programów socjalnych kosztem wydatków na zbrojenia.

    A Amerykanie muszą zdać sobie sprawę, że rolą sojusznika nie jest tylko
    potakiwanie. W gruncie rzeczy widać dzisiaj, jak bardzo rację miał de Gaulle.
    Francja, która zawsze w większej czy mniejszej mierze realizowała jego
    doktrynę polityczną i militarną, nawet za cenę otwartej kontestacji polityki
    amerykańskiej, jest dzisiaj najatywniejszym i najpewniejszym sojusznikiem USA
    na kontynecie. Jak trzeba, także w dziedzinie militarnej. Ale Francuzi nie
    chcą być marionetkami amerykańskimi.
    O Anglii nie chcę tu mówić, bo jej doktryna polityczna opiera się od pół wieku
    na szczególnym uprzywilejowaniu stosunków z USA i w tym sensie nie jest
    całkowicie samodzielna, choć jest skuteczna.

    Co do siły bojowej USA; jest ona bezsporna, ale nie jest to patentem na
    zwycięstwa. USA nie wygrała od 1945 roku żadnej wojny. To bezsporny fakt, choć
    przyczy<ny były zawsze inne. Tak więc zwycięstw nie gwarantuje bezwzględnie
    ani ani przewaga ekonomiczna, ani naukowa, ani ludnościowa. Pomijam już fakt,
    że amerykańscy dowódcy nigdy nie byli w wielkich łaskach u teoretyków
    wojskowości.
    Poza tym, obecne zbrojenia są jedynie reakcją na niedopuszczalne rozbrojenie
    USA przez Clintona. W czasie jego prezydentury siła bojowa armii USA zmalała o
    1/3! Nie wiem, czy tam ktoś uwierzył w fukuyamowski koniec historii, ale tak
    było, a liczby tej dostarczył sam Caspar Weinberger, Myślę, że wiedział, co
    pisze.

  • Gość: Lechu IP: *.dip0.t-ipconnect.de 07.12.02, 20:56
    NIe sądzę, że EU kiedykolwiek dorówna USA militarnie. Nie wydaje mi się, że
    ktokolwiek w EU tego chce.
    Ważne by było, by EU zdała sobie sprawę z konsekwencji dalszego finansowania
    utopijnych programów socjalnych kosztem wydatków na zbrojenia.

    A Amerykanie muszą zdać sobie sprawę, że rolą sojusznika nie jest tylko
    potakiwanie. W gruncie rzeczy widać dzisiaj, jak bardzo rację miał de Gaulle.
    Francja, która zawsze w większej czy mniejszej mierze realizowała jego
    doktrynę polityczną i militarną, nawet za cenę otwartej kontestacji polityki
    amerykańskiej, jest dzisiaj najatywniejszym i najpewniejszym sojusznikiem USA
    na kontynecie. Jak trzeba, także w dziedzinie militarnej. Ale Francuzi nie
    chcą być marionetkami amerykańskimi.
    O Anglii nie chcę tu mówić, bo jej doktryna polityczna opiera się od pół wieku
    na szczególnym uprzywilejowaniu stosunków z USA i w tym sensie nie jest
    całkowicie samodzielna, choć jest skuteczna.

    Co do siły bojowej USA; jest ona bezsporna, ale nie jest to patentem na
    zwycięstwa. USA nie wygrała od 1945 roku żadnej wojny. To bezsporny fakt, choć
    przyczy<ny były zawsze inne. Tak więc zwycięstw nie gwarantuje bezwzględnie
    ani ani przewaga ekonomiczna, ani naukowa, ani ludnościowa. Pomijam już fakt,
    że amerykańscy dowódcy nigdy nie byli w wielkich łaskach u teoretyków
    wojskowości.
    Poza tym, obecne zbrojenia są jedynie reakcją na niedopuszczalne rozbrojenie
    USA przez Clintona. W czasie jego prezydentury siła bojowa armii USA zmalała o
    1/3! Nie wiem, czy tam ktoś uwierzył w fukuyamowski koniec historii, ale tak
    było, a liczby tej dostarczył sam Caspar Weinberger, Myślę, że wiedział, co
    pisze.

  • Gość: KONRADOS IP: *.sgh.waw.pl 08.12.02, 11:02
    > Co do siły bojowej USA; jest ona bezsporna, ale nie jest to patentem na
    > zwycięstwa. USA nie wygrała od 1945 roku żadnej wojny. To bezsporny fakt,

    A co z Panamą, Pustynną Burzą, Jugosławią i Afganistanem (obalenie Talibów).
    O.K., może nie były to konflikty, w których stawiały sobie czoła
    wielotysięczne armie lądowe, ale za kryterium wygrania wojny przjmuję
    osiągnięcie na jej drodze celów, którym wojn ma służyć. W Iraku było to
    bezspornie wykurzenie Saddama z Kuwejtu.
  • Gość: Lechu IP: *.dip.t-dialin.net 08.12.02, 15:05

    Panama, Jugoslawia i Afganistan to akcje policyjne.
    Pustynnej Burzy sami Amerykanie nie nazywają zwycięstwem, bo zwycięskie wojny
    poznaje się po ich owocach. Nie chcę dywagować na temat, "czy mogło być
    inaczej": oczywiście z czysto militarnego punktu widzenia mogło być inaczej,
    podobnie jak w Korei i Wietnamie. Ale nie było.

    Wojny z terroryzmem też nie uda się łatwo zakwalifikować po jej zakończeniu.
    Ale już teraz widać, jak będzie ciężko, bo wojna z terrorystami nie odbywa się
    w rytmie "obrona i atak", czy "atak i obrona", ale "atak i kontratak".
    Defensywa jest w takiej wojnie podejrzanie niedorozwinięta, a to implikuje
    straty i ograniczoną zdolność wybierania pola bitwy. W wojnie partyzanckiej
    mówiło się, że partyzantkę wspartą przez miejscowych można zwalczać skutecznie
    po zdobyciu liczebnej przewagi w stosunku 10:1. Nawet po karkołomnych
    interpolacjach liczebności na bojową jakość jest jasne, że w wypadku globalnie
    operującego terroryzmu ten stosunek zwiększy się radykalnie na korzyść
    terrorystów.

    Jestem z resztą przekonany, że wygrać z nimi można tylko
    przejmując "kompatybilne" formy walki: skrytobójstwo, tortury, fizyczną
    eliminację podejrzanych i ich rodzin bez sądowego wyroku, metodyczną korupcję
    i wyniszczenie albo ocenzurowanie ich ideologicznej bazy, czyli ifrastruktury
    szkół koranicznych. Krótko mówiąc, mamy problem między zasadami a
    skutecznością. A to nie zapewni nam koniecznej jedności i determinacji.

    Przy tym wszystkim chcę podkreślić, że nie uważam aktualnych kłopotów z
    islamskim fundamentalizmem za istotne zagrożenie podstaw cywilizacji
    atlantyckiej. Myślę, że prawdziwe wyzwania dopiero kiełkują.
  • Gość: KONRADOS IP: *.sgh.waw.pl 08.12.02, 16:56
    Gość portalu: Lechu napisał(a):

    >
    > Panama, Jugoslawia i Afganistan to akcje policyjne.
    > Pustynnej Burzy sami Amerykanie nie nazywają zwycięstwem, bo zwycięskie
    wojny
    > poznaje się po ich owocach. Nie chcę dywagować na temat, "czy mogło być
    > inaczej": oczywiście z czysto militarnego punktu widzenia mogło być
    inaczej,
    > podobnie jak w Korei i Wietnamie. Ale nie było.
    >

    Nasze oceny zależą zatem od kryteriów zwycięstwa (i samej wojny), którymi się
    posługujemy. Ja staram się konfrontować owoce każdej akcji z celami jej
    przeprowadzenia. W świetle takiej definicji Pustynna Burza była sukcesem, bo
    chodziło w niej o wykurzenie Saddama z Kuwejtu, a nie o demolkę całego Iraku.

    Czy mamy to czynienia z wojną czy akcją policyjną, to rzecz drugorzędna. O.K.
    prawdziwa wojna jest wtedy, gdy jest oficjalnie wypowiedziana przeciw danemu
    krajowi. Ale do przytemperowania tu i ówdzie jakiegoś dyktatora TAKIEJ wojny
    nie trzeba . Akcja policyjne jest lepszym rozwiązaniem, bo nawet z definicji
    skierowana jest przeciwko reżimowi danego państwa, a nie państwu w ogóle.

    Akcje policyje Stanom raczej wychodzą. A na otwarte wojny przeciwko nim nikt
    nie ma jakoś ochoty. Ostatni był Saddam 11 lat temu. Piszesz, że USA nie
    wygrały Pustynnej Burzy. To jak z nią w końcu było? Remis, czy zwycięstwo
    Saddama?

    Napisz, jakich KRYTERIÓW używasz przy formułowaniu swojej opinii. Bez tego
    nasza dyskusja jest jałowa.




    > Jestem z resztą przekonany, że wygrać z nimi można tylko
    > przejmując "kompatybilne" formy walki: skrytobójstwo, tortury, fizyczną
    > eliminację podejrzanych i ich rodzin bez sądowego wyroku, metodyczną
    korupcję
    > i wyniszczenie albo ocenzurowanie ich ideologicznej bazy, czyli
    ifrastruktury
    > szkół koranicznych. Krótko mówiąc, mamy problem między zasadami a
    > skutecznością. A to nie zapewni nam koniecznej jedności i determinacji.
    >

    ...i tu się zgadzamy.


    POZDRÓWKA
  • Gość: Lechu IP: *.dip.t-dialin.net 12.12.02, 10:39
    Jeżeli założę (nie bez podstaw, jak myślę), że USA jest mocarstwem
    konserwatywnym w sensie uprawianej polityki, to znaczy że priorytetem USA jest
    utrzymanie politycznego status quo. To znaczy także, że celem pierwszej wojny
    irackiej nie było karanie Saddama za rozbój w Kuwejcie, ani za rzezie w kraju.
    Wyrzucenie Saddama z Kuwejtu byłoby celem nazbyt doraźnym dla rozpoczęcia
    wojny. Celem było zlikwidowanie Saddama jako potencjalnego destabilizatora w
    regionie. Można było to zrobić poprzez obalenie go, ale zrezygnowano z tej
    opcji z tego samego powodu, dla którego wcześniej wspierano Saddama: Ze względu
    na rewolucję irańską. Wybrano więc drugą opcję: "skurczenie" Saddama do
    poręcznych rozmiarów małego, bliskowschodniego kacyka , którego wtedy możnaby
    albo zlikwidować rękami wewnątrzirackich sojuszników (szyitów, Kurdów), albo
    pozwolić mu gotować tylko "na małym ogniu" w okrojonym od południa i północy i
    nieszkodliwym międzynarodowo Iraku.
    Jak wiemy, plan ten całkowicie się nie powiódł. Nie mam ochoty na wyliczanie
    argumentów, bo "jaki koń jest, to każdy wie".
    Wychodząc z clausewitzowskiej definicji wojny, możemy więc powiedzieć, że USA
    tę wojnę przegrały, bo nie osiągnęły podstawowych celów politycznych, dla
    których ta wojna w ogóle miała miejsce. Bez ich osiągnięcia, była ona tylko
    bezsensowną rzezią Bogu ducha winnych irackich żołnierzy w obronie tłustych
    kuwejckich szejków.
    A to na pewno nie było celem polityki amerykańskiej.
  • feezyk 06.12.02, 16:38
    No wlasnie. Strategiczny sojusz silnej, bogatej
    i pokojowej EU oraz silnego, bogatego i pokojowo
    nastawionego USA - to jest to. Nie mozna
    zapominac, ze na swiecie jest ponad 6 mld
    ludzi, z czego 600-800 tysiecy nalezy do
    sfery cywilizacji Zachodu i ten udzial szybko
    maleje. Byc moze, za 50-100 lat bedziemy mieli
    latynosko-chinskie USA i arabska Europe.

    Ale sojusz - to partnerstwo a nie dyktat.

    Pozdrawiam
    F.
  • Gość: Tomasz IP: *.ibch.poznan.pl 07.12.02, 15:39
    Sądzę, że wprowadzenie Euro musi prowadzić do redukcji znaczenia dolara.
    W końcu wszystkie razem, gospodarki strefy Euro tworzą wyższy GDP od Stanów.
    Kto wie czy także Blair nie odejdzie od funta- za czym są głównie przemysłowcy, przeciwni
    są natomiast finansisci z City.
    Trudno jest kwestionować korzysci jakie odnosili do tej pory Amerykanie
    z monopolistycznej pozycji dolara. A to ma się zmienić, i to na niekorzysć dla
    Ameryki. Czyli jeden z dwóch głownych filarów ich potęgi ulega osłabieniu.

    Możliwe że agresywnosć Ameryki wynika własnie z tych zmian. W tym wypadku bin Laden
    pojawił się we własciwym czasie.
  • Gość: JOrl IP: *.dip.t-dialin.net 08.12.02, 19:06
    Drogi jr, mimo ze Ciebie niema bo wyjechales, nie zostawie Twojego postu bez
    odpowiedzi. Pytasz co bym zrobil zaraz po 2 WS, czy bym mordowal komunistow.
    Jesli chodzi o mnie, to ja bym nikogo nie mordowal. Nie nadaje sie do tego. Na
    szeregowca. Moglbym konstruowac bronie, byc generalem, rzucajacym do walki
    dywizje, ale nie wlasna reka krew rozlewac. Jeszcze do tego na widok krwi robi
    mi sie slabo, wiec jak widzisz, na morderce, terroryste nie nadaje sie. Tez nie
    nadawalby sie np. na lekarza.
    No ale teraz powaznie. Zastanowmy sie nad sytuacja Polski i swiata na
    zakonczeniu 2 WS. Prawie wszyscy ludzie uwazaja, jakby Polska nie dostala sie
    do obozu ZSRR, to by byla na poziomie jakies tam Niemiec, Danii czy innej
    Austrii. Plan Marshalla bysmy dostali i potem by wszysto poszlo jak splatka. No
    wiec ja uwazam, ze byloby zupelnie inaczej. Polska przed wojna byla tez krajem
    zacofanym. W stosunku do krajow Europy Zach opoznienie ogromne. Ludzie jezdzli
    na roboty do Niemiec tez. Ale dalej. Jakby Polska dostala sie do obozu USA to
    by znaczylo, ze ZSRR musialaby sie wycofac z Niemiec. Bo jak tranzyt wojska?
    Amerykanie mieli bron atomowa. Mieli lotnictwo strategiczne ktore mialoby
    naturalnie lotniska w Polsce. Tysiac kilometrow blizej Rosji. A Rosja duza.
    Przewaga USA byla i tak duza na obozem wschodnim, a w tej wyimaginowanej
    systucji bylaby przygniatajaca. I by ja wtedy na 100% wykorzystala. Rosja
    bylaby zniszczona. Bez szansy sie obronic. Wtedy USA, niedopuscilyby NIGDY juz
    do posiadania przez kogos bronii atomowej. Na pareset lat. I nie mialaby
    jakiekolwiek powodu dac Europie plan Marsahalla. Bo i po co?
    Polska? Juz by odrodzone Niemcy sie nia "zajely". To co sie Hitlerowi nie
    udalo. Amis by pozwolili bo przeciez Niemcy tez by byly ich wasalem, ale
    wazniejszym jak Polska. Uczestniczyliby w krucjacie przeciwko ZSRR. I dlatego
    u Wladcy Swiata i Okolic majacy wiecej praw. Dlatego wlasnie Hitler walczyl do
    konca, bo liczyl na atak USA na ZSRR. Dlatego tez ten spisek 1944r przeciwko
    Hitlerowi.
    Mysle, ze by wrocilo niewolnictwo na swiecie, cos takiego jak Rzym. Zreszta i
    teraz tak prawie jest. Niewolnictwo.
    Jak widzisz, drogi jr, przed zaczeciem mordowania warto sie zastanowic CO
    DALEJ. No chyba ze sie chce byc szeregowcem. Ale to nie dla mnie. Ale chyba dla
    Ciebie. No coz, ludzie sa rozni. I kazdy sie do czegos innego nadaje. Ty na
    szeregowca (no dobrze, kaprala), ale ja nie.
    Jeszcze, w najlepszym przypadku Polska wygladalaby jak te kraje w Ameryce Pld
    ktore odwiedzasz. Warto zazdroscic?
    Acha, pytasz, czy Stalin byl agentem CIA. Nie. Dlatego jest tak nienawidzony.
    Ale np. Lenin byl przez niemiecki Sztab Generalny wyslany przez Finlandie do
    Rosji aby wywolac u wroga rozruchy. Co prawda, jak to wojskowi, nie potrafili
    myslec dlugofalowo (politycy sa lepsi w tych sprawach) i sie przejechali. Ale
    naturalnie Lenin nie byl agentem. Nie zawsze potrzeba agentow aby robili
    potrzebna robote. Najlepsi sa pracowici idealisci.
    Czytalem kiedys, ze dziadek obecnego prezydenta Busha, finansowal w sporym
    stopniu wybory Hitlerowi w 1932r. I zapewne to przewazylo, ze Hitler dostal sie
    do wladzy z wiadomymi skutkami. Pytanie dlaczego to robil? Zadanie na
    wypracowanie historyczne dla Ciebie. Bo tak nalezy uczyc sie historii.
    DLACZEGO?. Dla pomocy podam, ze USA od poczatku 20 wieku chciala panowac nad
    swiatem. Nie na prozno pobudowali sobie Kapitole, Senaty itd. Na wzor rzymski.
    Hitler tez nie byl agentem amerykanskim. Tak jak Lenin nie byl niemieckim. Ale
    pracowitym idealista.
    Pozdrowienia

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka