• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Liberalizm w Nowej Zelandii Dodaj do ulubionych

  • IP: 1.0.12.* 13.05.03, 08:43

    http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030513/ekonomia/ekonomia_a_9.html

    Rz: Co doprowadziło do całkowitej liberalizacji nowozelandzkiego rolnictwa?

    JIM SUTTON: Fatalna sytuacja gospodarcza w połowie lat 80., kiedy trzeba było
    przeprowadzić dogłębną reformę finansów publicznych. Deficyt budżetowy
    wynosił wówczas 9 procent PKB, była wysoka inflacja, zamrożone ceny i płace,
    a kraj był zmuszony do pożyczania znacznych kwot za granicą, aby pokryć
    wydatki państwa. Doszło do tego, że nikt już nam nie chciał pożyczać, zresztą
    i tak nie byliśmy w stanie zwrócić pożyczonych pieniędzy. W tej sytuacji
    rozwiązanie musiało być drastyczne. Zdewaluowaliśmy więc naszego dolara,
    zliberalizowaliśmy całkowicie sektor finansowy i przestaliśmy wypłacać
    jakiekolwiek subsydia. To był bardzo trudny okres przejściowy, ale udało się,
    a nasza gospodarka jest naprawdę w dobrej kondycji. W ubiegłym roku rozwijała
    się najszybciej wśród krajów Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju
    (OECD). W połowie lat 80. groziła nam recesja.

    Co było natychmiastowym pierwszym efektem likwidacji subsydiów? Zgaduję, że
    rolnicy nie byli specjalnie szczęśliwi?

    Bo rzeczywiście nie mieli powodów. Byli przekonani, że większość z nich
    zbankrutuje, bo przecież prowadzili jakieś kalkulacje, spłacali kredyty.
    Okazało się jednak, że tylko kilka farm zbankrutowało. Rząd na okres
    przejściowy zapewnił rolnikom tańsze kredyty, oprocentowane w wysokości
    połowy stopy rynkowej. Niektóre długi zostały umorzone, a ziemia rolna
    staniała.

    Rolnicy zresztą w dalszym ciągu nie są zadowoleni. Zresztą nie ma na świecie
    kraju, w którym rolnicy mówią, że są zadowoleni. Zawsze na coś narzekają.
    Najczęściej na rząd.

    Pan także był kiedyś farmerem. Co pan robił wtedy, kiedy doszło do
    liberalizacji gospodarki?

    Byłem świeżo upieczonym członkiem parlamentu, ale jednocześnie jeszcze
    farmerem. I konsultowano się z nami w sprawie decyzji, zanim została
    powzięta. Ale to nie dlatego zrezygnowałem z uprawiania ziemi.

    Ilu farmerów zdecydowało, że nie jest w stanie dalej pracować na roli?

    Nowozelandczycy, jeśli już mają farmę, to chcą na niej pracować tak długo,
    jak to możliwe. Ogólnie jednak zrezygnowało z zawodu nie więcej niż 2
    procent. Zatrudnili się w usługach, zwłaszcza w turystyce, ale na przykład i
    w IT. Teraz jednak coraz więcej wraca do pracy na roli. Według wstępnych
    prognoz mówiono początkowo, że nawet 10 procent odejdzie z rolnictwa, ale te
    przewidywania się nie sprawdziły.

    Jakie podatki płacą rolnicy w Nowej Zelandii?

    Takie jak inni zatrudnieni. Kiedy liberalizowaliśmy gospodarkę, jedną z
    najważniejszych reform była właśnie reforma podatków. Obniżyliśmy wtedy
    stawki PIT, a wprowadziliśmy VAT. Najwyższa stawka podatku od dochodów
    osobistych została obniżona z 66 procent do 33 procent. Podatki uległy
    generalnie obniżeniu, ale zbieraliśmy więcej pieniędzy.

    Liberalizacja gospodarcza oznaczała również odejście od jakiegokolwiek
    wspierania eksportu. Mimo to Nowa Zelandia ma bardzo konkurencyjne ceny w
    eksporcie. Skąd się wziął ten sukces?

    Producenci natychmiast przestawili swoją produkcję i zaczęli produkować to,
    co można sprzedać, bo jest popyt, a nie to, do czego państwo dopłaca.
    Rolnictwo jest specyficzną dziedziną gospodarki. Upływa sporo czasu, zanim
    przestanie się np. hodować krowy i zajmie hodowlą drobiu. Ale nasi farmerzy
    mają wyczucie biznesu, łatwo przyswajają nowe technologie. Ich doświadczenia
    w innowacyjności są teraz przenoszone do innych dziedzin gospodarki. Pojawiły
    się na przykład farmy, w których hodowano jelenie, szybko powstała cała
    specjalizacja produkcji dziczyzny. Wykorzystywano nie tylko mięso, ale i
    komponenty dla medycyny orientalnej.

    Cały czas także się modernizują i stale monitorują rynek. W każdym razie
    skończyły się czasy, w których rolnicy próbowali swoje sprawy rozwiązać w
    parlamencie.

    A czy zdarza się, że wychodzą na ulice?

    Nie wychodzą. Jeśli są niezadowoleni, czytamy o tym w prasie. Więc wiem, że
    są niezadowoleni z obowiązkowych ubezpieczeń dla swoich pracowników, z tego,
    iż rząd ratyfikował protokół w Kioto, a Australia i Stany Zjednoczone tego
    nie zrobiły. Nie podoba im się, że zamierzamy zaostrzyć zasady w ochronie
    środowiska.

    To dlaczego tak jest, że Nowa Zelandia zliberalizowała rolnictwo, ma sukcesy
    na światowych rynkach i żaden inny kraj nie wyciąga z tego wniosków?

    Mamy tylko dowody, że u nas się to udało. I z pewnością można wyciągnąć
    wnioski dla innych krajów. Ale nie posunąłbym się do tego, że wszystkie kraje
    powinny zrobić to samo, co zrobiliśmy my. Nie ukrywam, że w całej naszej
    liberalizacji gospodarczej niektóre sprawy dzisiaj rozwiązalibyśmy inaczej.

    Toczą się właśnie w ramach Światowej Organizacji Handlu negocjacje dotyczące
    liberalizacji handlu rolnego. Czy sądzi pan, że mogą się zakończyć sukcesem?

    Nie natychmiast. Ale być może w średnim okresie, czyli za 10 - 15 lat.
    Decyzje, jakie trzeba podjąć, wcale nie są trudne z ekonomicznego punktu
    widzenia. Są natomiast bardzo trudne politycznie. Spójrzmy bowiem: kto jest
    największym oponentem liberalizacji w rolnictwie na świecie? Oczywiście
    Francuzi, Irlandczycy. Czyli ci, którzy otrzymywali zawsze najwięcej
    pieniędzy dzięki Wspólnej Polityce Rolnej.

    Przecież liberalizacja nie przynosi gigantycznego wzrostu cen czy braków na
    rynku. A jest tak, że im kraj jest bogatszy, tym trudniej jest mu podjąć
    decyzje o zmianach. Czy Japończycy muszą mieć w środku miast ryżowe pola -
    skanseny i z tego powodu nakładać na import 1000-procentowe cła? Ale to już
    nie polityka, lecz religia.

    Czy sądzi pan, że takie skanseny mają rację bytu?

    Rolnictwo i rolnicy nie powinni nigdy być traktowani jak skanseny czy muzea.
    I rolnicy nie mogą być wykluczeni ze zmian w gospodarce. Oni także muszą się
    zmienić. Rolnictwo to dziedzina gospodarki. Dla pozostałych ludzi ważne jest,
    by produkcja rolna odbywała się z poszanowaniem zasad ochrony środowiska, a
    żywność była bezpieczna dla konsumentów. Naturalnie dla niektórych rolników
    taka zmiana była bardzo trudna, ale niezbędna. Teraz w rolnictwie i
    przetwórstwie żywności jest zatrudnionych około 6 procent naszej siły
    roboczej i ludzie ci produkują ok. 16 procent naszego PKB. A ich udział w PKB
    zwiększył się znacznie, kiedy wycofaliśmy się z subsydiów. Przy tym wydajność
    w rolnictwie w ubiegłym roku wzrosła o 3,9 proc., a w całej gospodarce tylko
    o 1,9 proc.

    Był pan w polskim gospodarstwie rolnym - u Wojciecha Malesy w Strumianach, w
    mazowieckiej gminie Baranów. Czym jego gospodarstwo różni się od
    nowozelandzkiego?

    W Polsce przez część roku zwierzęta trzymane są pod dachem. U nas cały czas
    są na pastwiskach, tylko przez trzy miesiące zimowe ich się nie doi. Ale
    krowy pana Malesy są czyste, zadbane. U Malesów gospodarstwem musi zająć się
    więcej osób, gdy trzeba zwierzęta nakarmić- dla naszych potrzebne są dwie,
    trzy osoby, które je przygonią z pastwiska na dojenie. A klimat mamy surowy -
    w zimie minus 20 stopni Celsjusza. Natomiast stada w Nowej Zelandii są
    znacznie większe.

    Co w takim razie pan - minister rolnictwa z najbardziej liberalnego kraju na
    świecie - robi w Polsce - kraju, który zabiega o jak najwyższe subsydia dla
    rolnictwa?

    Unia Europejska jest naszym drugim co do wielkości partnerem handlowym i
    drugim pod względem rozmiarów rynkiem eksportowym. Polska będzie wkrótce
    jednym z najważniejszych i bardzo wpływowych krajów w Unii Europejskiej. Może
    także znajdziemy tutaj większy rynek na nasze produkty. Nie wykluczam, że
    nasz przemysł przetwórczy zdecyduje się na jakieś inwestycje w Polsce. W
    przyszłym roku otwieramy w Warszawie ambasadę. Traktujemy więc stosunki z
    Polską bardzo poważnie.

    Jim Sutton, minister rolnictwa, delegat ds. negocjacji handlowych Nowej
    Zelandii
    Edytor zaawansowany
    • Gość: jr IP: 203.129.132.* 14.05.03, 03:09
      Gość portalu: pawel-l napisał(a):

      )
      ) http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030513/ekonomia/ekonomia_a_9.html
      )
      ) Rz: Co doprowadziło do całkowitej liberalizacji nowozelandzkiego rolnictwa?
      )
      ) JIM SUTTON: Fatalna sytuacja gospodarcza w połowie lat 80., kiedy trzeba było
      ) przeprowadzić dogłębną reformę finansów publicznych. Deficyt budżetowy
      ) wynosił wówczas 9 procent PKB, była wysoka inflacja, zamrożone ceny i płace,
      ) a kraj był zmuszony do pożyczania znacznych kwot za granicą, aby pokryć
      ) wydatki państwa. Doszło do tego, że nikt już nam nie chciał pożyczać, zresztą
      ) i tak nie byliśmy w stanie zwrócić pożyczonych pieniędzy. W tej sytuacji
      ) rozwiązanie musiało być drastyczne. Zdewaluowaliśmy więc naszego dolara,
      ) zliberalizowaliśmy całkowicie sektor finansowy i przestaliśmy wypłacać
      ) jakiekolwiek subsydia. To był bardzo trudny okres przejściowy, ale udało się,
      ) a nasza gospodarka jest naprawdę w dobrej kondycji. W ubiegłym roku rozwijała
      ) się najszybciej wśród krajów Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju
      ) (OECD). W połowie lat 80. groziła nam recesja.
      )
      ) Co było natychmiastowym pierwszym efektem likwidacji subsydiów? Zgaduję, że
      ) rolnicy nie byli specjalnie szczęśliwi?
      )
      ) Bo rzeczywiście nie mieli powodów. Byli przekonani, że większość z nich
      ) zbankrutuje, bo przecież prowadzili jakieś kalkulacje, spłacali kredyty.
      ) Okazało się jednak, że tylko kilka farm zbankrutowało. Rząd na okres
      ) przejściowy zapewnił rolnikom tańsze kredyty, oprocentowane w wysokości
      ) połowy stopy rynkowej. Niektóre długi zostały umorzone, a ziemia rolna
      ) staniała.
      )
      ) Rolnicy zresztą w dalszym ciągu nie są zadowoleni. Zresztą nie ma na świecie
      ) kraju, w którym rolnicy mówią, że są zadowoleni. Zawsze na coś narzekają.
      ) Najczęściej na rząd.
      )
      ) Pan także był kiedyś farmerem. Co pan robił wtedy, kiedy doszło do
      ) liberalizacji gospodarki?
      )
      ) Byłem świeżo upieczonym członkiem parlamentu, ale jednocześnie jeszcze
      ) farmerem. I konsultowano się z nami w sprawie decyzji, zanim została
      ) powzięta. Ale to nie dlatego zrezygnowałem z uprawiania ziemi.
      )
      ) Ilu farmerów zdecydowało, że nie jest w stanie dalej pracować na roli?
      )
      ) Nowozelandczycy, jeśli już mają farmę, to chcą na niej pracować tak długo,
      ) jak to możliwe. Ogólnie jednak zrezygnowało z zawodu nie więcej niż 2
      ) procent. Zatrudnili się w usługach, zwłaszcza w turystyce, ale na przykład i
      ) w IT. Teraz jednak coraz więcej wraca do pracy na roli. Według wstępnych
      ) prognoz mówiono początkowo, że nawet 10 procent odejdzie z rolnictwa, ale te
      ) przewidywania się nie sprawdziły.
      )
      ) Jakie podatki płacą rolnicy w Nowej Zelandii?
      )
      ) Takie jak inni zatrudnieni. Kiedy liberalizowaliśmy gospodarkę, jedną z
      ) najważniejszych reform była właśnie reforma podatków. Obniżyliśmy wtedy
      ) stawki PIT, a wprowadziliśmy VAT. Najwyższa stawka podatku od dochodów
      ) osobistych została obniżona z 66 procent do 33 procent. Podatki uległy
      ) generalnie obniżeniu, ale zbieraliśmy więcej pieniędzy.
      )
      ) Liberalizacja gospodarcza oznaczała również odejście od jakiegokolwiek
      ) wspierania eksportu. Mimo to Nowa Zelandia ma bardzo konkurencyjne ceny w
      ) eksporcie. Skąd się wziął ten sukces?
      )
      ) Producenci natychmiast przestawili swoją produkcję i zaczęli produkować to,
      ) co można sprzedać, bo jest popyt, a nie to, do czego państwo dopłaca.
      ) Rolnictwo jest specyficzną dziedziną gospodarki. Upływa sporo czasu, zanim
      ) przestanie się np. hodować krowy i zajmie hodowlą drobiu. Ale nasi farmerzy
      ) mają wyczucie biznesu, łatwo przyswajają nowe technologie. Ich doświadczenia
      ) w innowacyjności są teraz przenoszone do innych dziedzin gospodarki. Pojawiły
      ) się na przykład farmy, w których hodowano jelenie, szybko powstała cała
      ) specjalizacja produkcji dziczyzny. Wykorzystywano nie tylko mięso, ale i
      ) komponenty dla medycyny orientalnej.
      )
      ) Cały czas także się modernizują i stale monitorują rynek. W każdym razie
      ) skończyły się czasy, w których rolnicy próbowali swoje sprawy rozwiązać w
      ) parlamencie.
      )
      ) A czy zdarza się, że wychodzą na ulice?
      )
      ) Nie wychodzą. Jeśli są niezadowoleni, czytamy o tym w prasie. Więc wiem, że
      ) są niezadowoleni z obowiązkowych ubezpieczeń dla swoich pracowników, z tego,
      ) iż rząd ratyfikował protokół w Kioto, a Australia i Stany Zjednoczone tego
      ) nie zrobiły. Nie podoba im się, że zamierzamy zaostrzyć zasady w ochronie
      ) środowiska.
      )
      ) To dlaczego tak jest, że Nowa Zelandia zliberalizowała rolnictwo, ma sukcesy
      ) na światowych rynkach i żaden inny kraj nie wyciąga z tego wniosków?
      )
      ) Mamy tylko dowody, że u nas się to udało. I z pewnością można wyciągnąć
      ) wnioski dla innych krajów. Ale nie posunąłbym się do tego, że wszystkie kraje
      ) powinny zrobić to samo, co zrobiliśmy my. Nie ukrywam, że w całej naszej
      ) liberalizacji gospodarczej niektóre sprawy dzisiaj rozwiązalibyśmy inaczej.
      )
      ) Toczą się właśnie w ramach Światowej Organizacji Handlu negocjacje dotyczące
      ) liberalizacji handlu rolnego. Czy sądzi pan, że mogą się zakończyć sukcesem?
      )
      ) Nie natychmiast. Ale być może w średnim okresie, czyli za 10 - 15 lat.
      ) Decyzje, jakie trzeba podjąć, wcale nie są trudne z ekonomicznego punktu
      ) widzenia. Są natomiast bardzo trudne politycznie. Spójrzmy bowiem: kto jest
      ) największym oponentem liberalizacji w rolnictwie na świecie? Oczywiście
      ) Francuzi, Irlandczycy. Czyli ci, którzy otrzymywali zawsze najwięcej
      ) pieniędzy dzięki Wspólnej Polityce Rolnej.
      )
      ) Przecież liberalizacja nie przynosi gigantycznego wzrostu cen czy braków na
      ) rynku. A jest tak, że im kraj jest bogatszy, tym trudniej jest mu podjąć
      ) decyzje o zmianach. Czy Japończycy muszą mieć w środku miast ryżowe pola -
      ) skanseny i z tego powodu nakładać na import 1000-procentowe cła? Ale to już
      ) nie polityka, lecz religia.
      )
      ) Czy sądzi pan, że takie skanseny mają rację bytu?
      )
      ) Rolnictwo i rolnicy nie powinni nigdy być traktowani jak skanseny czy muzea.
      ) I rolnicy nie mogą być wykluczeni ze zmian w gospodarce. Oni także muszą się
      ) zmienić. Rolnictwo to dziedzina gospodarki. Dla pozostałych ludzi ważne jest,
      ) by produkcja rolna odbywała się z poszanowaniem zasad ochrony środowiska, a
      ) żywność była bezpieczna dla konsumentów. Naturalnie dla niektórych rolników
      ) taka zmiana była bardzo trudna, ale niezbędna. Teraz w rolnictwie i
      ) przetwórstwie żywności jest zatrudnionych około 6 procent naszej siły
      ) roboczej i ludzie ci produkują ok. 16 procent naszego PKB. A ich udział w PKB
      ) zwiększył się znacznie, kiedy wycofaliśmy się z subsydiów. Przy tym wydajność
      ) w rolnictwie w ubiegłym roku wzrosła o 3,9 proc., a w całej gospodarce tylko
      ) o 1,9 proc.
      )
      ) Był pan w polskim gospodarstwie rolnym - u Wojciecha Malesy w Strumianach, w
      ) mazowieckiej gminie Baranów. Czym jego gospodarstwo różni się od
      ) nowozelandzkiego?
      )
      ) W Polsce przez część roku zwierzęta trzymane są pod dachem. U nas cały czas
      ) są na pastwiskach, tylko przez trzy miesiące zimowe ich się nie doi. Ale
      ) krowy pana Malesy są czyste, zadbane. U Malesów gospodarstwem musi zająć się
      ) więcej osób, gdy trzeba zwierzęta nakarmić- dla naszych potrzebne są dwie,
      ) trzy osoby, które je przygonią z pastwiska na dojenie. A klimat mamy surowy -
      ) w zimie minus 20 stopni Celsjusza. Natomiast stada w Nowej Zelandii są
      ) znacznie większe.
      )
      ) Co w takim razie pan - minister rolnictwa z najbardziej liberalnego kraju na
      ) świecie - robi w Polsce - kraju, który zabiega o jak najwyższe subsydia dla
      ) rolnictwa?
      )
      ) Unia Europejska jest naszym drugim co do wielkości partnerem handlowym i
      ) drugim pod względem rozmiarów rynkiem eksportowym. Polska będzie wkrótce
      ) jednym z najważniejszych i bardzo wpływowych krajów w Unii Europejskiej. Może
      ) także znajdziemy tutaj większy rynek na nasze produkty. Nie wykluczam, że
      ) nasz przemysł p
      • Gość: pawel-l IP: 1.0.12.* 14.05.03, 08:33
        Dzięki za wyczerpującą odpowiedź ;)
        • Gość: jr IP: 203.129.132.* 14.05.03, 08:54
          Gość portalu: pawel-l napisał(a):

          > Dzięki za wyczerpującą odpowiedź ;)

          hej, a mowia ze milczenie jest zlotem... ;)

          nie wiem jak to sie stalo ale mnie 'wycieli'. chcialem tylko zapytac co mialby
          na to do powiedzenia lepper i spolka. co do tego liberalizmu to tez nie jestem
          tak przekonany ale jak na rzady lewicowe to idzie im calkiem niezle.
          jak gosciu zaznaczyl koszty produkcji sa nieco wyzsze w polsce chocby ze
          wzgledu na klimat, ale nie zmienia to faktu ze prawdziwym problemem jest system
          rolnictwa. nasze polozenie geograficzne powinno byc zaleta jesli chodzi o
          handel z eu a wyglada ze lepiej na tym wychodzi oddalone o tysiace mil nz...
          • 14.05.03, 09:29
            Bardzo dobry artykuł dla różnej maści "regulatorów" gospodarki.

            JOrlowi też wkazywałem tą część świata, jako przykład BRAKU Ważnego Decydenta
            Który Przez Decyzyje Przemyslowe do Dobrobytu Poprowadzil (JOrl uwaza, ze
            Argentyna to zbiedniala przez 100lat nie z braku liberalizmu, a z braku
            wlasnie takiego "Decydenta", ktory Jankesom "kazal" same dobre i przemyslowe
            biznesy rozwijac a Argentynczykom "nie kazal" robic biznesow przemyslowych
            i ... stad problemy Argentyny) .


            Gość portalu: jr napisał(a):
            >chcialem tylko zapytac co mialby
            >na to do powiedzenia lepper i spolka. co do tego liberalizmu to tez nie jestem
            >tak przekonany ale jak na rzady lewicowe to idzie im calkiem niezle. (...)
            > rolnictwa. nasze polozenie geograficzne powinno byc zaleta jesli chodzi o
            > handel z eu a wyglada ze lepiej na tym wychodzi oddalone o tysiace mil nz...

            Lewicowiec powiedzaialby , ze "wicie, rozumicie, trudnosci obiektywne,
            stratgie dotowania i ochrony trza stosowac" .
            Dokladnie tak samo jak z gornictwem, ponad 10lat temu lubelska KWK Bogdanka
            pokazala, ze nawet przy zlych warunkach, kopalnie moga byc dochodowe, pod
            warunkiem, ze nie maja "technologii" czerwonych zlodziei od wyciagania kasy
            podatnikow. Oczywiscie dla czerwonych matolow nie byl to zaden przyklad
            ("wicie, rozumicie, trudnosci obiektywne").

            • 14.05.03, 10:58
              I co z tego, że się zgadzamy? I tak każdy lewicowy tuman w odpowiedzi na ten
              artykuł zacznie wołać: trzeba chronić własny przemysł (rolnictwo, handel
              itp.), dać ludziom fabryki, zakazać tego, zakazać owego, przegonić
              kapitalistów, a coca-colę wylać do wisły!
              • Gość: pawel-l IP: 1.0.12.* 14.05.03, 12:25
                To jest ciekawe że zarówno w Irlandii jak i w NZ liberalizm wprowadzała lewica.
                Wynikało to z prostej przyczyny braku kasy do rozpieprzenia. Lewica przestała
                patrzeć na świat ideologicznie a zaczęła pragmatycznie.

                Np w Polsce 900tys. studentów płaci za studia a 700 tys ma za darmo. Przecież
                to jest absurd nawet z lewicowego punktu widzenia. Lepiej żeby wszyscy płacili
                50% albo dofinansowywać biedniejszych. Ale u nas rządzi ideologia.
                To samo z mieszkaniami. Utzymuje się sztucznie zaniżone czynsze, degradując
                budynki, zniechęcając do budowy własnego domu i dofinansowując wszystkich po
                równo. A jednocześnie masa ludzi nie ma domu, albo w niskim standardzie.
                To samo z bezrobociem. Płaci się kupę pieniędzy górnikom i innym a jednocześnie
                jest 2 mln. ludzi bez pracy i płacy.
                Kiedy lewica (i tzw. prawica też) w Polsce otrząśnie się z ideologicznego
                zaścianka ?
                • 14.05.03, 14:56
                  Gość portalu: pawel-l napisał(a):
                  >To jest ciekawe że zarówno w Irlandii jak i w NZ liberalizm wprowadzała lewica
                  >Wynikało to z prostej przyczyny braku kasy do rozpieprzenia.

                  Dlatego wlasnie porazajacy jest cyrk czerwonych matolow : trzeba rozpieprzyc
                  do gornej granicy 60% PKB(w Argentynie nawet gornej granicy sobie nie
                  postawili), bo przyjdzie "jeszcze wiekszy magik" Lepper, rozpieprzy to za nas,
                  a gawiedz doceni, ze "przez te 3 lata Leppera to lepiej bylo".
                  Najgorsze, ze w demokratycznym czerwonym cyrku, ktos kto zacznie dzialac
                  inaczej (np. zero zadluzenia budzetowego) zostanie ZLE OCENIONY przez
                  nicnierozumiejaca gawiedz wyborcza.

                  > To samo z mieszkaniami. Utzymuje się sztucznie zaniżone czynsze, degradując
                  > budynki, zniechęcając do budowy własnego domu i dofinansowując wszystkich po
                  > równo. A jednocześnie masa ludzi nie ma domu, albo w niskim standardzie.

                  To juz bylo za Gierka . Wybrancy dostawali(wtedy sie dostawalo) mieszkanie za
                  przelicznik 10-20 miesiecznych pensji, gdy na wolnym rynku(malo osiagalna
                  droga dla niewybrancow) chodzily po 100-200pensji. Wybrancom dawano dotowane
                  czynsze. Niewybrancow zmuszano do gniezdzenia sie po kilka rodzin w
                  mieszkaniu, bo wtedy wzrastaly szanse na mieszkanie. Przedsiebiorczy
                  niewybraniec, ktory jakos sie urzadzal majac w perspektywie czekanie 20lat
                  oczekiwania na mieszkanie ... tracil szanse na nie.
                  Chodzilo podobno o ... sprawiedliwosc ... spoleczna .

                  >To samo z bezrobociem.Płaci się kupę pieniędzy górnikom i innym a jednocześnie
                  >jest 2 mln. ludzi bez pracy i płacy.

                  Ten przyklad tak poraza swoja oczywistoscia, ze naprawde potrzeba tepego
                  matola (czerwonego), aby to jeszcze nazywac "sprawiedliwoscia" (spoleczna).
                  A i gawiedz wybrocza, zwykle zawistna, tutaj nigdy nie ocenila surowo
                  czerwonej holoty od dotowania.

                  Problem w tym, ze przecietny Czerwony Matol nie rozumie, ze to rozpieprzanie
                  na ta tzw."wrazliwosc spoleczna" ma WYLACZNIE NEGATYWNE SKUTKI .
                  Matol powie tak jak w przypadku ok.tysiaca radnych z Warszawy : "w ten sposob
                  stworzylismy mala, ale dobrze uposazona (!) czesc polskiej klasy sredniej" .
                  Najciekawsze jest to, ze ten debil aby powiedziec taka bzdure ... musial w nia
                  wierzyc.
                  Wlasnie to jest glownym problemem politycznym : ci ludzie sa zbyt glupi, aby
                  zrozumiec cokolwiek.
                  Pomijajac inteligentnych czerwonych zlodziei , czerwoni politycy nie rozumieja
                  PODSTAW (dotyczy to i krzakow i wrzodakow i innych "prawicowych" czerwonych
                  rowniez) .

                  No, ale dobrze, jesli wsrod gawiedzi wyborczej jest coraz wiecej jednostek,
                  ktore potrafia szybko oceniac wartosc programow i obietnic wyborczych.
                  • Gość: jr IP: 203.129.132.* 15.05.03, 03:53
                    darr.darek napisał:

                    > Gość portalu: pawel-l napisał(a):
                    > >To jest ciekawe że zarówno w Irlandii jak i w NZ liberalizm wprowadzała lew
                    > ica
                    > >Wynikało to z prostej przyczyny braku kasy do rozpieprzenia.
                    >
                    > Dlatego wlasnie porazajacy jest cyrk czerwonych matolow : trzeba rozpieprzyc
                    > do gornej granicy 60% PKB(w Argentynie nawet gornej granicy sobie nie
                    > postawili), bo przyjdzie "jeszcze wiekszy magik" Lepper, rozpieprzy to za
                    nas,
                    > a gawiedz doceni, ze "przez te 3 lata Leppera to lepiej bylo".
                    > Najgorsze, ze w demokratycznym czerwonym cyrku, ktos kto zacznie dzialac
                    > inaczej (np. zero zadluzenia budzetowego) zostanie ZLE OCENIONY przez
                    > nicnierozumiejaca gawiedz wyborcza.
                    >
                    > > To samo z mieszkaniami. Utzymuje się sztucznie zaniżone czynsze, degradują
                    > c
                    > > budynki, zniechęcając do budowy własnego domu i dofinansowując wszystkich
                    > po
                    > > równo. A jednocześnie masa ludzi nie ma domu, albo w niskim standardzie.
                    >
                    > To juz bylo za Gierka . Wybrancy dostawali(wtedy sie dostawalo) mieszkanie za
                    > przelicznik 10-20 miesiecznych pensji, gdy na wolnym rynku(malo osiagalna
                    > droga dla niewybrancow) chodzily po 100-200pensji. Wybrancom dawano dotowane
                    > czynsze. Niewybrancow zmuszano do gniezdzenia sie po kilka rodzin w
                    > mieszkaniu, bo wtedy wzrastaly szanse na mieszkanie. Przedsiebiorczy
                    > niewybraniec, ktory jakos sie urzadzal majac w perspektywie czekanie 20lat
                    > oczekiwania na mieszkanie ... tracil szanse na nie.
                    > Chodzilo podobno o ... sprawiedliwosc ... spoleczna .
                    >
                    > >To samo z bezrobociem.Płaci się kupę pieniędzy górnikom i innym a jednocześ
                    > nie
                    > >jest 2 mln. ludzi bez pracy i płacy.
                    >
                    > Ten przyklad tak poraza swoja oczywistoscia, ze naprawde potrzeba tepego
                    > matola (czerwonego), aby to jeszcze nazywac "sprawiedliwoscia" (spoleczna).
                    > A i gawiedz wybrocza, zwykle zawistna, tutaj nigdy nie ocenila surowo
                    > czerwonej holoty od dotowania.
                    >
                    > Problem w tym, ze przecietny Czerwony Matol nie rozumie, ze to rozpieprzanie
                    > na ta tzw."wrazliwosc spoleczna" ma WYLACZNIE NEGATYWNE SKUTKI .
                    > Matol powie tak jak w przypadku ok.tysiaca radnych z Warszawy : "w ten sposob
                    > stworzylismy mala, ale dobrze uposazona (!) czesc polskiej klasy sredniej" .
                    > Najciekawsze jest to, ze ten debil aby powiedziec taka bzdure ... musial w
                    nia
                    > wierzyc.
                    > Wlasnie to jest glownym problemem politycznym : ci ludzie sa zbyt glupi, aby
                    > zrozumiec cokolwiek.
                    > Pomijajac inteligentnych czerwonych zlodziei , czerwoni politycy nie
                    rozumieja
                    > PODSTAW (dotyczy to i krzakow i wrzodakow i innych "prawicowych" czerwonych
                    > rowniez) .
                    >
                    > No, ale dobrze, jesli wsrod gawiedzi wyborczej jest coraz wiecej jednostek,
                    > ktore potrafia szybko oceniac wartosc programow i obietnic wyborczych.

                    bardzo podobala mnie sie Twoja 'wstrzemiezliwa' krytyka - szczegolnie niewinne
                    slowo - matoly.
                    niestety problemem jest edukacja. jak to Jorl by powiedzial, ucznie z bloku
                    wschodniego nie maja sobie rownych w matematyce, geografi czy fizyce, ALE jak
                    widac, niestety myslenie matematyczno-fizyczne jest malo uzyteczne w zyciu
                    codziennym. co gorsze widac ze zdecydowana wiekszosc polakow jest uodporniona
                    na myslenie i wyciaganie wnioskow z dziennych przezyc...
                    • Gość: MACIEJ IP: *.ny325.east.verizon.net 15.05.03, 04:26
                      Chyba wszystkie ucznie z bloku wschodniego zauwazyli od czego zaczeto reformy w
                      NZ.
                      1-Dewaluacja,czyli obnizenie wart waluty
                      2-Koniec doplat z budzetu.

                      Sa to wlasnie DWIE PODSTAWOWE przyczyny KTORE NISZCZA EU.

                      1-Wysoka wartosc waluty
                      2-Doplaty z budzetu(do rolnictwa,exportowe itd oraz cla zaporowe,zeby "pomoc"
                      swojakom.
                      • 15.05.03, 09:26
                        Gość portalu: MACIEJ napisał(a):
                        >Chyba wszystkie ucznie z bloku wschodniego zauwazyli od czego zaczeto reformy
                        >w NZ.
                        > 1-Dewaluacja,czyli obnizenie wart waluty

                        A jaka dewaluacja ?
                        Poprzez urzedowe ustalenie nowego kursu zlotego ? Potrzebny bylby jeszcze
                        frajer, ktory musialby skupowac nadmiar dewiz z pewna opcja straty.
                        Poprzez dodruk ? Bardzo proste, wystarczylaby tylko 20% deprecjacja zlotego
                        i ... 25% inflacja i już po kilku miesiacach mamy dolara po 4.50PLN .

                        A może poprzez stawianie przed plutonem egzekucyjnym każdego czerwonego
                        matołka, który pożyczy na rozpieprzanie budżetowe ? Ten ostatni pomysł mi się
                        podoba.

                        > 2-Koniec doplat z budzetu.

                        U czerwonych matołów "to se ne da" .
    • Gość: Cagan IP: *.dsl.vicnet.net.au 15.05.03, 04:14
      Pam Minister zapomnial dodac, ze obecnie w Australii przebywa chyba wiecej
      Nowozelandczykow niz na pieknej, ale ubogiej Nowej Zelandii...
      Gdyby tak Polacy mogli bez przeszkod emigrowac jak Nowozelandczycy,
      to i polska transformacja nie byla by az tak okrutna... :(
      • Gość: jr IP: 203.129.132.* 15.05.03, 04:18
        Gość portalu: Cagan napisał(a):

        > Pam Minister zapomnial dodac, ze obecnie w Australii przebywa chyba wiecej
        > Nowozelandczykow niz na pieknej, ale ubogiej Nowej Zelandii...
        > Gdyby tak Polacy mogli bez przeszkod emigrowac jak Nowozelandczycy,
        > to i polska transformacja nie byla by az tak okrutna... :(

        jest prostrza i tansza metoda by polepszyc swoj byt - wybory.
        • Gość: Cagan IP: *.lib.latrobe.edu.au 17.05.03, 08:15
          Gość portalu: Cagan napisał(a):
          > > Pan inister zapomnial dodac, ze obecnie w Australii przebywa chyba wiecej
          > > Nowozelandczykow niz na pieknej, ale ubogiej Nowej Zelandii...
          > > Gdyby tak Polacy mogli bez przeszkod emigrowac jak Nowozelandczycy,
          > > to i polska transformacja nie byla by az tak okrutna... :(
          >
          > jest prostrza i tansza metoda by polepszyc swoj byt - wybory.
          C: Wybory NIC nie zmieniaja. Inaczej bylyby zakazane!

          • Gość: jr IP: 203.129.132.* 19.05.03, 03:05
            Gość portalu: Cagan napisał(a):

            > Gość portalu: Cagan napisał(a):
            > > > Pan inister zapomnial dodac, ze obecnie w Australii przebywa chyba wi
            > ecej
            > > > Nowozelandczykow niz na pieknej, ale ubogiej Nowej Zelandii...
            > > > Gdyby tak Polacy mogli bez przeszkod emigrowac jak Nowozelandczycy,
            > > > to i polska transformacja nie byla by az tak okrutna... :(
            > >
            > > jest prostrza i tansza metoda by polepszyc swoj byt - wybory.
            > C: Wybory NIC nie zmieniaja. Inaczej bylyby zakazane!
            >

            wedlug oficjalnych statystyk mniej niz polowa polskiego spoleczenstwa
            glosuje!!! i do kogo miec zal jak samemu sie wszystko olewa???
            ponad 20 lat od okraglego stolu a polska w tym samym miejscu co 20 lat temu!!
            JESLI NIE DALEJ...
            • Gość: pawel-l IP: 1.0.12.* 19.05.03, 08:26
              Przepraszam, ale jeśli mam wybierać między dżumą a cholerą to wybieram
              siedzenie w domu. Przecież współczesna demokracja jest fasadą. Dzielą władzę i
              pieniądze jak chcą a ja mam tylko żyrować ich władzę raz na 4 lata chodząc na
              wybory. Nie !
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.