Liberalizm w Nowej Zelandii Dodaj do ulubionych



http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030513/ekonomia/ekonomia_a_9.html

Rz: Co doprowadziło do całkowitej liberalizacji nowozelandzkiego rolnictwa?

JIM SUTTON: Fatalna sytuacja gospodarcza w połowie lat 80., kiedy trzeba było
przeprowadzić dogłębną reformę finansów publicznych. Deficyt budżetowy
wynosił wówczas 9 procent PKB, była wysoka inflacja, zamrożone ceny i płace,
a kraj był zmuszony do pożyczania znacznych kwot za granicą, aby pokryć
wydatki państwa. Doszło do tego, że nikt już nam nie chciał pożyczać, zresztą
i tak nie byliśmy w stanie zwrócić pożyczonych pieniędzy. W tej sytuacji
rozwiązanie musiało być drastyczne. Zdewaluowaliśmy więc naszego dolara,
zliberalizowaliśmy całkowicie sektor finansowy i przestaliśmy wypłacać
jakiekolwiek subsydia. To był bardzo trudny okres przejściowy, ale udało się,
a nasza gospodarka jest naprawdę w dobrej kondycji. W ubiegłym roku rozwijała
się najszybciej wśród krajów Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju
(OECD). W połowie lat 80. groziła nam recesja.

Co było natychmiastowym pierwszym efektem likwidacji subsydiów? Zgaduję, że
rolnicy nie byli specjalnie szczęśliwi?

Bo rzeczywiście nie mieli powodów. Byli przekonani, że większość z nich
zbankrutuje, bo przecież prowadzili jakieś kalkulacje, spłacali kredyty.
Okazało się jednak, że tylko kilka farm zbankrutowało. Rząd na okres
przejściowy zapewnił rolnikom tańsze kredyty, oprocentowane w wysokości
połowy stopy rynkowej. Niektóre długi zostały umorzone, a ziemia rolna
staniała.

Rolnicy zresztą w dalszym ciągu nie są zadowoleni. Zresztą nie ma na świecie
kraju, w którym rolnicy mówią, że są zadowoleni. Zawsze na coś narzekają.
Najczęściej na rząd.

Pan także był kiedyś farmerem. Co pan robił wtedy, kiedy doszło do
liberalizacji gospodarki?

Byłem świeżo upieczonym członkiem parlamentu, ale jednocześnie jeszcze
farmerem. I konsultowano się z nami w sprawie decyzji, zanim została
powzięta. Ale to nie dlatego zrezygnowałem z uprawiania ziemi.

Ilu farmerów zdecydowało, że nie jest w stanie dalej pracować na roli?

Nowozelandczycy, jeśli już mają farmę, to chcą na niej pracować tak długo,
jak to możliwe. Ogólnie jednak zrezygnowało z zawodu nie więcej niż 2
procent. Zatrudnili się w usługach, zwłaszcza w turystyce, ale na przykład i
w IT. Teraz jednak coraz więcej wraca do pracy na roli. Według wstępnych
prognoz mówiono początkowo, że nawet 10 procent odejdzie z rolnictwa, ale te
przewidywania się nie sprawdziły.

Jakie podatki płacą rolnicy w Nowej Zelandii?

Takie jak inni zatrudnieni. Kiedy liberalizowaliśmy gospodarkę, jedną z
najważniejszych reform była właśnie reforma podatków. Obniżyliśmy wtedy
stawki PIT, a wprowadziliśmy VAT. Najwyższa stawka podatku od dochodów
osobistych została obniżona z 66 procent do 33 procent. Podatki uległy
generalnie obniżeniu, ale zbieraliśmy więcej pieniędzy.

Liberalizacja gospodarcza oznaczała również odejście od jakiegokolwiek
wspierania eksportu. Mimo to Nowa Zelandia ma bardzo konkurencyjne ceny w
eksporcie. Skąd się wziął ten sukces?

Producenci natychmiast przestawili swoją produkcję i zaczęli produkować to,
co można sprzedać, bo jest popyt, a nie to, do czego państwo dopłaca.
Rolnictwo jest specyficzną dziedziną gospodarki. Upływa sporo czasu, zanim
przestanie się np. hodować krowy i zajmie hodowlą drobiu. Ale nasi farmerzy
mają wyczucie biznesu, łatwo przyswajają nowe technologie. Ich doświadczenia
w innowacyjności są teraz przenoszone do innych dziedzin gospodarki. Pojawiły
się na przykład farmy, w których hodowano jelenie, szybko powstała cała
specjalizacja produkcji dziczyzny. Wykorzystywano nie tylko mięso, ale i
komponenty dla medycyny orientalnej.

Cały czas także się modernizują i stale monitorują rynek. W każdym razie
skończyły się czasy, w których rolnicy próbowali swoje sprawy rozwiązać w
parlamencie.

A czy zdarza się, że wychodzą na ulice?

Nie wychodzą. Jeśli są niezadowoleni, czytamy o tym w prasie. Więc wiem, że
są niezadowoleni z obowiązkowych ubezpieczeń dla swoich pracowników, z tego,
iż rząd ratyfikował protokół w Kioto, a Australia i Stany Zjednoczone tego
nie zrobiły. Nie podoba im się, że zamierzamy zaostrzyć zasady w ochronie
środowiska.

To dlaczego tak jest, że Nowa Zelandia zliberalizowała rolnictwo, ma sukcesy
na światowych rynkach i żaden inny kraj nie wyciąga z tego wniosków?

Mamy tylko dowody, że u nas się to udało. I z pewnością można wyciągnąć
wnioski dla innych krajów. Ale nie posunąłbym się do tego, że wszystkie kraje
powinny zrobić to samo, co zrobiliśmy my. Nie ukrywam, że w całej naszej
liberalizacji gospodarczej niektóre sprawy dzisiaj rozwiązalibyśmy inaczej.

Toczą się właśnie w ramach Światowej Organizacji Handlu negocjacje dotyczące
liberalizacji handlu rolnego. Czy sądzi pan, że mogą się zakończyć sukcesem?

Nie natychmiast. Ale być może w średnim okresie, czyli za 10 - 15 lat.
Decyzje, jakie trzeba podjąć, wcale nie są trudne z ekonomicznego punktu
widzenia. Są natomiast bardzo trudne politycznie. Spójrzmy bowiem: kto jest
największym oponentem liberalizacji w rolnictwie na świecie? Oczywiście
Francuzi, Irlandczycy. Czyli ci, którzy otrzymywali zawsze najwięcej
pieniędzy dzięki Wspólnej Polityce Rolnej.

Przecież liberalizacja nie przynosi gigantycznego wzrostu cen czy braków na
rynku. A jest tak, że im kraj jest bogatszy, tym trudniej jest mu podjąć
decyzje o zmianach. Czy Japończycy muszą mieć w środku miast ryżowe pola -
skanseny i z tego powodu nakładać na import 1000-procentowe cła? Ale to już
nie polityka, lecz religia.

Czy sądzi pan, że takie skanseny mają rację bytu?

Rolnictwo i rolnicy nie powinni nigdy być traktowani jak skanseny czy muzea.
I rolnicy nie mogą być wykluczeni ze zmian w gospodarce. Oni także muszą się
zmienić. Rolnictwo to dziedzina gospodarki. Dla pozostałych ludzi ważne jest,
by produkcja rolna odbywała się z poszanowaniem zasad ochrony środowiska, a
żywność była bezpieczna dla konsumentów. Naturalnie dla niektórych rolników
taka zmiana była bardzo trudna, ale niezbędna. Teraz w rolnictwie i
przetwórstwie żywności jest zatrudnionych około 6 procent naszej siły
roboczej i ludzie ci produkują ok. 16 procent naszego PKB. A ich udział w PKB
zwiększył się znacznie, kiedy wycofaliśmy się z subsydiów. Przy tym wydajność
w rolnictwie w ubiegłym roku wzrosła o 3,9 proc., a w całej gospodarce tylko
o 1,9 proc.

Był pan w polskim gospodarstwie rolnym - u Wojciecha Malesy w Strumianach, w
mazowieckiej gminie Baranów. Czym jego gospodarstwo różni się od
nowozelandzkiego?

W Polsce przez część roku zwierzęta trzymane są pod dachem. U nas cały czas
są na pastwiskach, tylko przez trzy miesiące zimowe ich się nie doi. Ale
krowy pana Malesy są czyste, zadbane. U Malesów gospodarstwem musi zająć się
więcej osób, gdy trzeba zwierzęta nakarmić- dla naszych potrzebne są dwie,
trzy osoby, które je przygonią z pastwiska na dojenie. A klimat mamy surowy -
w zimie minus 20 stopni Celsjusza. Natomiast stada w Nowej Zelandii są
znacznie większe.

Co w takim razie pan - minister rolnictwa z najbardziej liberalnego kraju na
świecie - robi w Polsce - kraju, który zabiega o jak najwyższe subsydia dla
rolnictwa?

Unia Europejska jest naszym drugim co do wielkości partnerem handlowym i
drugim pod względem rozmiarów rynkiem eksportowym. Polska będzie wkrótce
jednym z najważniejszych i bardzo wpływowych krajów w Unii Europejskiej. Może
także znajdziemy tutaj większy rynek na nasze produkty. Nie wykluczam, że
nasz przemysł przetwórczy zdecyduje się na jakieś inwestycje w Polsce. W
przyszłym roku otwieramy w Warszawie ambasadę. Traktujemy więc stosunki z
Polską bardzo poważnie.

Jim Sutton, minister rolnictwa, delegat ds. negocjacji handlowych Nowej
Zelandii
Przeczytaj całą dyskusję
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.