Komentarze do artykułu
Jak być pracoholikiem ... i się nie zabić
Robert Berman jest pracoholikiem. Pracuje od 60 do 70 godzin tygodniowo. Kiedy ten 59-letni konsultant do spraw komunikacji z Toronto przebywa na jednej z licznych podróży biznesowych, często "nie udaje mu się pogodzić z tym, że nadszedł piątek" i całymi tygodniami pracuje podczas weekendów. Opuszczał już urodziny swoich dzieci i rocznice ślubu zawartego z żoną 38 lat temu. Nie uczestniczył nawet w ważnej dla córki uroczystości wręczenia dyplomu ukończenia szkoły średniej.
Re: Jak być pracoholikiem ... i się nie zabić
należy tutaj dorzucić zjawisko "tyram po 12 godz/h - jestem cool".
a prawda przedstawia się następująco. rano mozna się trochę spóźnić -
no bo nie jestem przeciez robolem co na taśmę spieszy, jestem cool
ambitniakiem tyrającym przy projekcie. poranna celebra związana z
piciem kawy, ze zjedzeniem ciasteczka, zagadanko jaki klub jest
spoko i gdzie impra w weekend. uruchowienie kompa i odbiór e-maili,
hurtowo jak leci, i tych waznych i śmieci, żarty od znajomych trzeba
podać dalej, to jest jasne, telefon do znajomka, czesc jak leci, u
mnie nerówka, młyn, harówka. u ciebie też? spoko, pa.
cały dzień rozciąga się jak guma do żucia. efektywnoć jest gó..ana.
za to kiedy jest 17.00 i normalny człowiek chce iść do domu po to
aby pograć na gitarze, przeczytać książkę, zobaczyć tv, pobawić się
z dzieckiem, czy chociażby podrapać się po jajach w spokoju,
niestety nie może wyjść, bo szef jak szef, ale nieefektywni
pracownicy patrzą na niego z pretensjami, że oni muszą dalej "tyrać
przy projekcie' a ty ich zawalasz jeszcze swoja robotą.