Dodaj do ulubionych

Mech: Euro wypchnie miejsca pracy

  • toja3003 03.01.08, 09:15
    Co do „wielkiej podwyżki cen” to po wprowadzeniu euro inflacja
    zmalała czyli ceny relatywnie spadły. Jest to o tyle zrozumiałe, że
    euro narzuca twardsze kryteria inflacyjne krajom tej strefy. Zatem
    również w Polsce wprowadzenie euro będzie korzystniejsze dla nas
    cenowo niż obecnie złotówka.

    Trzeba nam w Polsce szybko do euro.

    Dodam, że ci którzy krzyczą o utracie suwerenności powinni odróżnić
    suwerenność pozorną od faktycznej.

    Które państwo jest faktycznie bardziej
    suwerenne - czy to, które samotnie
    próbuje stać z boku czy też to, które
    potrafi współpracowac z grupą innych
    państw? Twierdzę, że to drugie.

    Prosty przykład ze strefy euro. Symboliczna
    suwerenność Danii. Kiedy istniała
    marka niemiecka, duńska suwerenność walutowa
    trwała 15 minut. Tyle czasu mieli Duńczycy
    aby dopasować swoje stopy procentowe
    do niemieckich, po decyzji Bundesbanku.
    Dziś jest euro, które jest jeszcze
    poteżniejszą walutą i ta duńska, pozorna
    suwerenność trwa tylko 5 minut
    po decyzjach Eurobanku.

    Tylko tyle mają "radości" Duńczycy
    z symbolicznego faktu posiadania
    własnej waluty. W zamian za to
    ich gospodarka ponosi potężne
    koszty z tym związane. O tym, że
    za granicą muszą stać w kolejkach
    do kantorów na urlopie nie ma co
    mówić, bo to drobiazg. A przecież
    nikt im nie broniłby mieć na duńskich
    euromonetach swojej królowej
    czy innych narodowych symboli.

    Podobnie w Polsce. Wejście do euro to także możliwość
    reklamy dla naszych narodowych bohaterów, którzy
    nie wszędzie są znani, jako związani z Polską.
    Tak jest z Kopernikiem, Chopenem czy
    Skłodowską-Curie. Umieszczenie ich na
    polskich monetach euro wraz ze stosownym
    napisem zmusiłoby do traktowania ich
    z szacunkiem przez Francuza, Niemca czy Włocha,
    bo niczego nie traktuje się z takim szacunkiem
    jak pieniądza prawda? Od 2008 roku takie możliwości mają nawet Cypr
    i Malta a od 2007 Słowenia a my zawsze opóźnieni w rozwoju.

    Od początku jego wprowadzenia euro twardo szło do uzyskania statusu
    najsilniejszej waluty świata i to staje się faktem na naszych
    oczach. Waluta znowu kolejny raz osiągnęła historyczny wyż do dolara
    i nadal będzie rosła.
    W końcu dolar to tylko 300 milionów Amerykanów i wiele więcej się
    ich tam nie narodzi a tymczasem euro jest już walutą 13 krajów a za
    kilka miesięcy 15 a dalsze już zgłaszają swój akces. Z Polską czy
    bez, siła euro będzie rosła i dawno dostrzegły to m.in. kraje
    arabskie (i nie tylko) przewartościowując swe rezerwy i koszyki
    walutowe tzn. odchodząc od dolara do euro. Cóż może zrobić
    właściciel konta dolarowego czy frankowego skoro nie mamy niestety
    jeszcze euro w obiegu? Jak najszybciej zamienić je na euro i spać
    spokojnie albo każdego dnia wyrywać sobie dalsze włosy z głowy, bo
    dolar nadal będzie tracił do euro a frank to też ryzyko kursowe.

    Korzyści z wprowadzenia euro:
    - brak ryzyka kursowego dla importerów i eksporterów
    - redukcja kosztów transakcyjnych w handlu międzynarodowym
    - wzrost stabilności walutowej kraju tj. zwiększenie
    jego wiarygodności, redukcja napływu kapitału spekulacyjnego,
    niższe oczekiwania inflacyjne
    - również polskie firmy produkujace tylko
    na rynek krajowy miałyby lepszy dostęp do kredytów
    euro i całej puli oszczędnościowej eurostrefy
    i oczywiście niższe stopy oprocentowania
    - obniżka kosztów podróży turystycznych z uwagi
    na brak konieczności wymiany walut
    - większa przejrzystość cenowa dla klientów
    eurostrefy (korzyść dla Polski z uwagi na
    nasze niższe ceny)
    - kryteria euro gwarantują Polsce lepsze parametry gospodarcze
    (deficyt budżetowy)

    A wady braku euro? No cóż, wyobraźmy sobie, że w Warszawie
    mamy mazowieckiego dukata, w Krakowie małopolskiego talara
    a w Gdańsku pomorskiego guldena itp. Powiedzmy kilkanaście
    walut w Polsce. Głupio co? A kiedyś tak bylo. Dziś jest
    dla nas jasne, że mamy jedną złotowkę. W przyszłości
    będzie też jasne, że w Europie jest jedna waluta i
    będziemy sie śmiali, że wcześniej było inaczej.









  • cumentator 03.01.08, 14:30

    Euro nie jest najlepsza rzecza wynaleziona
    na swiecie po viagrze i pigulach anty bo
    moze miec roznorodne skutki zaleznie od
    stanu ekonomii.

    W kontekscie euro nie mowi sie teraz nic o
    koniecznosci gruntownej reformy wydatkow
    publicznych. Bez tej reformy ekonomia bedzie
    na dluzsza mete grzezla jak np. w Italii a
    euro jeszcze pogorszy sprawe. Dlatego ze w
    Italii w sytuacji niemoznosci reformy
    ekonomia jakos sie trzymala przez slabniecie
    lira. Czyli jakby wszyscy robili sie
    relatywnie biedniejsi. A po wprowadzeniu
    euro ekonomia zaczela grzeznac w niskich
    placach. W Italii daje to pozywke populistom
    twierdzacym ze problemy sa wskutek przyjecia
    euro gdy tymczasem sa one oczywiscie
    skutkiem braku reform.

    Nie mozna wiec przyjac euro przez jakie
    takie chwilowe zaklajstrowanie deficytu
    budzetu ponizej 3%. To musi byc stala
    rownowaga a nawet nadwyzka. Ekonomia
    odetchnie po pewnym czasie gdy zmniejszy sie
    deficyt i splaty zadluzenia dlugu a wtedy
    euro bedzie mozna naturalnie przyjac bez
    problemu i bedzie to wielce korzystne.

    Mech opowiada ze deficyt nie jest taki zly
    jesli idzie na inwestycje. Tyle ze jest to
    bzdura bo przeciez politycy uprawiaja
    budzetowy populizm finansujac przede
    wszystkim konsumpcje.

    Istnieje duze niebezpieczenstwo nabrania sie
    na populizm pod haslem przyjecia euro zeby
    mamic ludzi i uniknac koniecznej reformy
    finansow publicznych i calego sektora
    publicznego. Wlasciwe pytanie teraz to:
    Kiedy ta reforma?

  • toja3003 03.01.08, 16:50
    Sory ale teoria, że we Włoszech „ekonomia jakoś się trzymała przez
    słabnięcie lira” do mnie nie przemawia. Fundamentem gospodarki jest
    stabilna, mocna i niskoinfalacyjna waluta, kontrolowana przez
    niezależny politycznie bank centralny, który właśnie twardymi
    kryteriami wymusza reformy. Tak się stało we Włoszech, tak się stało
    dzięki euro w RFN a nawet skorzystali na tym walutowi słabeusze jak
    Grecy, bo musieli pewne zadania domowe odrobić i dobrze na tym
    wyszli, co nie znaczy, że jest tam wszędzie idealnie ale bez euro
    byłoby słabiej z gospodarką. Oczywiście, że pytanie o reformy w
    Polsce jest właściwe ale szybkie wejście do euro by je
    przyspieszyło, bo kto nie spełnia kryteriów nie jest wpuszczany do
    tego klubu, np. Litwa chciała już rok temu ale jej nie pozwolono.
    Twierdzę, że każdy rok braku euro w Polsce to straty, także z tytułu
    niekorzystnych przeliczników dotacji UE.

  • dyszel2 03.01.08, 22:43
    nadmierne umocnienie złotego wynika (to oczywiście tylko moja
    interpretacja) w dużym stopniu z polityki RPP która podnosi stopy
    procentowe w sytuacji gdy FED obniża a EBC przestaje podnosić.

    Tyle tylko, że RPP jest ciałem kolegialnym i prezes Skrzypek
    głosował ZAWSZE przeciwko podwyżkom stóp.

    W RPP są różne frakcje. Złoty się umacnia dlatego, że zwolennicy
    Balcerowicza (Filar, Noga, Wasilewska - Trenkner, coraz częściej
    Wojtyna, czasami Czekaj) głosują za podwyżkami stóp i mówią o
    dalszych podwyżkach a prezes Skrzypek nie mówi o konieczności
    podwyżek i za nimi nie głosuje.

    Prawie zawsze w tym roku przeciw podwyżkom głosowali (tylko raz byli
    za)

    - Mirosław Pietrewicz
    - Stanisław Nieckarz
    - Stanisław Owsiak

    S.Skrzypek zawsze był przeciw

    Za nadmierne umocnienie złotego (a na ten problem Skrzypek zwrócił
    uwagę)

    www.pb.pl/Default2.aspx?ArticleID=3eba1f7a-31c0-4888-b523-a5a62cfc9f37

    odpowiedzialni są więc raczej Ci członkowie RPP, którzy
    - głosują za podwyżkami
    - mówią o konieczności dalszych podwyżek

    —————-

    w RPP są ,,gołębie” i ,,jastrzębie” (Ci pierwsi są raczej przeciwni
    podwyżkom) Ci drudzy są zdecydowanie za

    to Ci drudzy są odpowiedzialni za nadmierne umocnienie złotego

    To oczywiście tylko moja opinia

    # zwykły wyborca PiSon 02 sty 2008 at 9:58 pm
    i na marginesie

    ZŁOTY TAK - EURO NIE!

    Wypowiedź Pani Poseł Gabrieli Masłowskiej w dniu 22 sierpnia 2007r.
    w związku ze sprawozdaniem z działalności NBP

    ,,Nasza polska polityka pieniężna stoi teraz przed bardzo ważnym
    wyzwaniem. Należy odpowiedzieć sobie na dwa pytania: Po pierwsze czy
    Stanom Zjednoczonym grozi recesja lub przynajmniej spowolnienie
    wzrostu gospodarczego a po drugie w jakim stopniu zagrożenie to
    mogłoby osłabić nasz wzrost gospodarczy i przyczynić się do spadku
    presji inflacyjnej w naszym kraju.

    W cyklicznym raporcie wydawanym przez jednego z najlepszych polskich
    analityków giełdowych Wojciecha Białka możemy przeczytać, że
    prezentowany przez niego wskaźnik monetarny zapowiada nadejście
    recesji w USA. W swym raporcie z kwietnia pisze on
    (cytuję) ,”wskaźnik ten od lat 60-tych niezawodnie z prawie rocznym
    wyprzedzeniem ostrzegał każdą kolejną recesją, nie generując
    równocześnie żadnego fałszywego sygnału”. Obecny poziom tego
    wskaźnika zapowiada zaś nadejście właśnie kolejnej recesji w Stanach
    Zjednoczonych.

    Być może warto by sygnały płynące z tego wskaźnika warto wziąć pod
    uwagę przy prowadzeniu naszej polityki pieniężnej. Naszym zdaniem
    stanowić może to ważny argument przemawiający za utrzymaniem przed
    dłuższy czas polskich stóp procentowych na obecnym poziomie a być
    może za ich obniżeniem oczywiście w przypadku gdyby cała nasza Rada
    doszła do przekonania, że perspektywa spowolnienia amerykańskiego
    wzrostu PKB może stać się realna szkodząc także i naszej gospodarce.
    To oczywiście nie jest żaden formalny postulat naszego Koła a tylko
    życzliwa RADA dla reprezentantów naszego banku centralnego.

    Na końcu chcę oświadczyć, że w imieniu Ruchu Ludowo-Narodowego
    składam na ręce Pana prezesa Sławomira Skrzypka najlepsze życzenia
    wielu sukcesów w zarządzaniu Narodowym Bankiem Polskim. Panie
    prezesie - powodzenia ! ”

    www.rl-n.pl/pages/mater_poslow/maslowska/wypowiedzi/wypow002.htm

    ——————-

    sądząc po sposobie głosowania w RPP do rady posłanki Masłowskiej
    (,,Naszym zdaniem stanowić może to ważny argument przemawiający za
    utrzymaniem przed dłuższy czas polskich stóp procentowych na obecnym
    poziomie” czyli za ich nie podnoszeniem )

    zastosował się w 100 % tylko prezes Skrzypek ale on jest tam sam

    no powiedzmy, że Owsiak, Pietrwicz, Nieckarz w 90 %

    oto dowód

    www.nbp.pl/Publikacje/o_polityce_pienieznej/raport_o_inflacji/raport_pazdziernik2007.pdf

    ,,Raport o inflacji” (chodzi o strony 71 i 72) tam są wyniki
    głosowań

    ————


    www.blog.boguslawkowalski.pl/rocznica-romana-dmowskiego/#comments

  • kosmiczny_swir 04.01.08, 13:28
    Przykłady silnych gospodarek które nie mają Euro:
    Anglia
    Dania
    Szwecja
    Te państwa rozwijają się lepiej niż Euroland. Ja uważa, że lepszym rozwiązaniem
    zamiast wprowadzania euro jest powiązanie na sztywno kursu Euro i złotówki.
    Wtedy przedsiębiorcy unikną ryzyka kursowego, co jest głównym argumentem za
    wprowadzeniem euro, ale pozostanie narzędzie wpływu na gospodarkę. Poza tym Euro
    też służy do wpływania na gospodarkę, ale problem w tym, że na naszą gospodarkę
    wpływają inni, co nie do końca jest dobre.
    --
    www.obywatel-emigrant.blogspot.com
  • poszeklu 04.01.08, 14:02
    Optymistycznie liczac, to tylko 40% podwyzki po euro.
    Realnie, zas trzeba zapytac ILE RODZIN POLSKICH TO
    PRZETRZYMA?

    kosmiczny_swir napisał:

    > Przykłady silnych gospodarek które nie mają Euro:
    > Anglia
    > Dania
    > Szwecja
    > Te państwa rozwijają się lepiej niż Euroland. Ja uważa, że lepszym
    rozwiązaniem
    > zamiast wprowadzania euro jest powiązanie na sztywno kursu Euro i
    złotówki.
    > Wtedy przedsiębiorcy unikną ryzyka kursowego, co jest głównym
    argumentem za
    > wprowadzeniem euro, ale pozostanie narzędzie wpływu na gospodarkę.
    Poza tym Eur
    > o
    > też służy do wpływania na gospodarkę, ale problem w tym, że na
    naszą gospodarkę
    > wpływają inni, co nie do końca jest dobre.
  • toja3003 04.01.08, 15:08
    w strefie euro to relatywne obniżki cen w Europie Zach. po jego
    wprowadzeniu, takie są statystyczne fakty. Tak wiem, w statystykę ty
    nie wierzysz, tylko w to co jedna pani drugiej pani powiedziała.
  • Gość: Leppiej IP: *.ing.uj.edu.pl 04.01.08, 15:39
    "Statystyczne fakty" to taki oksymoron. Wiesz o tym?
  • toja3003 04.01.08, 16:13
    a zdanie "'Statystyczne fakty' to taki oksymoron."
    to taki oksymoron, wiesz o tym?
  • Gość: Leppiej IP: *.ing.uj.edu.pl 04.01.08, 16:45
    Metodologia nauki sie klania :). Pozdrawiam
  • ponury.szlifierz 04.01.08, 16:48
    Moja rodzina mieszka w Austrii od ponad 30 lat, twierdzą, że po
    wejściu euro życie zdrożało i nie jest to tylko ich opinia ale i
    wielu naszych znajomych Austriaków. Nagminną była praktyka zawyżania
    cen przy przeliczaniu ich z szylingów na euro (po co coś miało
    kosztować np. 75 eurocentów jak może 1 euro), natomiast pensje
    przeliczono skrupulatnie. Oczywiście Polacy przeliczą ceny uczciwie,
    co do centa i nawet przez myśl im nie przejdzie pokusa łatwego
    zarobku...
  • toja3003 08.01.08, 15:19
    tylko bez "argumentów" proszę "bo tak jest".
    Konkretnie: jakie towary i o ile podrożały i jaka jest stopa
    inflacji w Austrii teraz i przed euro. Wiedzą to? Wiesz ty?
    Czy tylko "tak coś piszesz".
  • Gość: kaczo i boso IP: *.natpool1.outside.ucf.edu 04.01.08, 17:34
    Dyskusje z osobnikiem podpisujacym sie "poszeklu", czy "porublu" nie
    maja wiekszego sensu. Przecie to swietnie znany na forum "G.Wyb."
    oszolom!!
  • mil1231 04.01.08, 18:00
    praktycznie koniec naszych marzeń o dorównaniu poziomem życie
    najbogatszym w UE. Mieszkałem w strefie € i wiem jak wygląda wzrost
    cen w praktyce. Nie mówiąc juz o spowolnieniu gospodarczym, ktore
    dotknie Polskę bo krajem jestesmy nader podobnym do Włoch.

    a najśmieszniejsze są twoje argumenty o prestiżu monety € z polskim
    rewersem- zaiste mogło to nas przekonać!
  • toja3003 08.01.08, 15:22
    jak wyglądał ten "wzrost" cen?
    Podaj o ile procent. 3 czy 30? I na podstawie jakich danych.
    tylko nie mów "bo tak jest". I na podstawie jakich
    wskaźników widzisz to "spowolnienie gospodarcze",
    bo bezrobocie w eurostrefie spada, indeksy giełdowe rosną,
    przybywa firmom zleceń, inflacja w ryzach, deficyty
    budżetowe pod kontrolą czyli o czym mówisz?
  • Gość: lastboyscout IP: *.nycmny.fios.verizon.net 03.01.08, 23:25
    >Fundamentem gospodarki jest
    > stabilna, mocna i niskoinfalacyjna waluta, kontrolowana przez
    > niezależny politycznie bank centralny

    JAKI JEST KOSZT mocnej i niskoinflacyjnej waluty?
  • cumentator 04.01.08, 11:28
    Gość portalu: lastboyscout napisał(a):

    > >Fundamentem gospodarki jest
    > > stabilna, mocna i niskoinfalacyjna
    waluta, kontrolowana przez
    > > niezależny politycznie bank centralny
    > JAKI JEST KOSZT mocnej i niskoinflacyjnej
    waluty?

    Sa ogromne zyski dla calej ekonomii.
    Nieprzypadkowo kraje ze slaba ekonomia maja
    slabe waluty i notoryczne problemy z
    inflacja.

    Ale sama waluta jest tylko jednym elementem.
    W Polsce do wprowadzenia euro potrzebna jest
    reforma finansow publicznych. To wiaze sie z
    bardzo niepopularnymi decyzjami wiec
    politycy nie chca jej robic. No bo na
    przyklad trzeba byc cos zrobic z fundowaniem
    ludziom na wsi opieki medycznej i emerytur
    praktycznie za friko, a na wsi mieszka 30%.
    Na tym zeruja producenci moheru i moher ma
    sie w Polsce dobrze.
  • Gość: lastboyscout IP: *.nycmny.fios.verizon.net 04.01.08, 13:56
    Nie odpowiedziales na moje pytanie.
    Pytam wiec inaczej: ILE i POL ILE trzeba POZYCZYC aby "silna"
    i "stabilna" walute ?
    Dla ulatwienia podpowiem, ze panstwo dazac do tego celu pozyczylo
    juz ponad 200 miliardow dolarow a a jeszcze wiecej przedsiebiorstwa
    i indywidualni pozyczkobiorcy.
    Koszt pozyczki obecnie przekracza 20% ....
  • cumentator 04.01.08, 15:17
    Gość portalu: lastboyscout napisał(a):

    > Nie odpowiedziales na moje pytanie.
    > Pytam wiec inaczej: ILE i POL ILE trzeba
    POZYCZYC aby "silna"
    > i "stabilna" walute ?
    > Dla ulatwienia podpowiem, ze panstwo dazac
    do tego celu pozyczylo
    > juz ponad 200 miliardow dolarow a a
    jeszcze wiecej przedsiebiorstwa
    > i indywidualni pozyczkobiorcy.

    Zadluzenie sektora publicznego w Polsce
    OBNIZA kurs waluty. Gdyby Polska miala
    zrownowazony budzet to bylby o wiele wiekszy
    nacisk na wzrost kursu bo inwestorzy
    postrzegaliby walute jako niezwykle stabilna.
    Zadluzenie oslabia walute.

    > Koszt pozyczki obecnie przekracza 20% ....

    To znaczy dokladnie o co ci chodzi?


    Zadluzenie Polski nie jest specjalnie duze i
    nie ma problemu ze splatami. Ostatnio
    deficyty budzetu nie zostaly zrealizowane.A
    procedura konwergencji wymaga jednak
    dyscypliny. Nowi ministrowie finansow to
    jednak nie mechaty moher.
  • Gość: lastboyscout IP: *.nycmny.fios.verizon.net 04.01.08, 15:29
    > Zadluzenie Polski nie jest specjalnie duze<

    Nie pogadamy...
    Jezeli JEST SIE ZMUSZONYM placic ponad 20% za koszt obslugi dlugu to
    znaczy, ze zadluzenie jest GIGANTYCZNE i w dluzszym okresie czasie
    nawet jego obsluga jest NIEWYKONALNA.
    BUM.
  • mil1231 04.01.08, 18:04
    restrykcyjna polityke fiskalną- żaden niemal kraj w Europie tak się
    nie pilnuje. Poza tym stabilna gospodarka, mocny wzrost i koszt
    obsługi długu jest na normalnym poziomie- jesteśmy w 100 %
    wypłacalni!
  • Gość: lastboyscout IP: *.nycmny.fios.verizon.net 04.01.08, 18:49
    > restrykcyjna polityke fiskalną- żaden niemal kraj w Europie tak
    >się nie pilnuje. Poza tym stabilna gospodarka, mocny wzrost i koszt
    > obsługi długu jest na normalnym poziomie- jesteśmy w 100 %
    > wypłacalni!

    PRZESTAN MARZYC i WYLICZ sobie:

    Masz "X" dlugu. Aby sfinansowac deficyt (roznica pomiedzy przychodem
    a wydatkami) MUSISZ ciagu nastepnych "Y" lat dopozyczac "Z"
    pieniedzy (z uwzglednieniem procentu skladanego) przy koszcie
    pozyczki ponad 20% ! (typowy dla karty kredytowej).

    Wynik wyliczen bedzie kreslal KONIEC czasowy petli zadluzeniowej
    czyli BUM.


  • cumentator 04.01.08, 20:47
    Gość portalu: lastboyscout napisał(a):

    > > restrykcyjna polityke fiskalną- żaden niemal
    kraj w Europie tak
    > >się nie pilnuje. Poza tym stabilna
    gospodarka, mocny wzrost i koszt
    > > obsługi długu jest na normalnym poziomie-
    jesteśmy w 100 %
    > > wypłacalni!
    > PRZESTAN MARZYC i WYLICZ sobie:
    > Masz "X" dlugu. Aby sfinansowac deficyt
    (roznica pomiedzy przychodem
    > a wydatkami) MUSISZ ciagu nastepnych "Y" lat
    dopozyczac "Z"
    > pieniedzy (z uwzglednieniem procentu
    skladanego) przy koszcie
    > pozyczki ponad 20% ! (typowy dla karty
    kredytowej).
    > Wynik wyliczen bedzie kreslal KONIEC czasowy
    petli zadluzeniowej
    > czyli BUM.

    Masz BONK w glowie. Dlugi Polski nie sa ani
    specjalnie duze ani grozne, sa takie sobie
    przecietne jak w innych krajach. W programie
    konwergencji nie ma problemu z dlugami tylko z
    deficytem budzetu.

    To co opowiadasz o procentach to sa bajki.
    Oprocentowanie polskiego dlugu jest takie jak
    innych krajow a notowanie kredytowe kraju
    calkiem dobre.

    Przytocz jakies fachowe dane na temat polskiego
    dlugu oprocz wytworow swojego mozgu.
  • Gość: karol IP: *.bredband.comhem.se 04.01.08, 21:07
    przeczytaj wiersz niżej.Poza tym Lastboy ma niestety rację.
    Słyszałeś np. że zyski kapitału portfelowego w Polsce są najwyższe/
    prawie/ na świecie/ ca 18%/.
  • Gość: lastboyscout IP: *.nycmny.fios.verizon.net 04.01.08, 23:26
    >Oprocentowanie polskiego dlugu jest takie jak
    >innych krajow a notowanie kredytowe kraju
    >calkiem dobre.

    >Przytocz jakies fachowe dane na temat polskiego
    >dlugu oprocz wytworow swojego mozgu.


    To sa PODSTAWY:

    APRECJACJA ZLOTEGO + OPROCENTOWANIE OBLIGACJI = PONAD 20% ZWROTU.
  • cumentator 07.01.08, 13:15
    Gość portalu: lastboyscout napisał(a):

    > >Przytocz jakies fachowe dane na temat
    polskiego
    > >dlugu oprocz wytworow swojego mozgu.
    > To sa PODSTAWY:
    > APRECJACJA ZLOTEGO + OPROCENTOWANIE
    OBLIGACJI = PONAD 20% ZWROTU.

    Aprecjacja jest wynikiem naplywu kasy, duza
    czesc tego w wyniku zaufania inwestorow do
    polskiej ekonomii co przeczy twoim czarnym
    scenariuszom.

    Ale oczywiscie w aprecjacji jest ryzyko. To
    jest gra rynkowa wiec dopiero na dluga mete
    mozna powiedziec kto zyska a kto traci.

    Sytuacja ekonomii polskiej jest nietypowa
    pod tym wzgledem ze zmierza ona do euro.
    Moze sie wiec zdarzyc i jest to calkiem
    prawdopodobne ze aprecjacja bedzie miala
    miejsce caly czas az do wskoczenia do euro i
    znikniecia ryzyka kursowego. Na to graja
    inwestorzy, przynajmniej ci z dluzszym
    horyzontem. Ale oczywiscie nie ma nic
    pewnego wiec straty tez sa mozliwe.

    Natomiast sam polski dlug jest stabilny, i
    notowania kedytowe sa dobre.
  • Gość: lastboyscout IP: *.nycmny.fios.verizon.net 07.01.08, 13:52
    > Aprecjacja jest wynikiem naplywu kasy, duza
    > czesc tego w wyniku zaufania inwestorow do
    > polskiej ekonomii

    Poziom zaufania spekulantow (nie mylic z inwestorami!) do polskiej
    waluty okresla tylko i wylacznie wymagany przez nich POZIOM ZYSKU za
    ponoszone ryzyko.
    20% to bezprecedensowy rekord swiatowy, ktory najlepiej ilustruje
    poziom "zaufania" do Polski.


    > Ale oczywiscie w aprecjacji jest ryzyko. To
    > jest gra rynkowa wiec dopiero na dluga mete
    > mozna powiedziec kto zyska a kto traci.

    Tez tak sadze.
    BUM.

    > Moze sie wiec zdarzyc i jest to calkiem
    > prawdopodobne ze aprecjacja bedzie miala
    > miejsce caly czas az do wskoczenia do euro i
    > znikniecia ryzyka kursowego.

    A niby dlaczego jakakolwiek waluta, W TYM EURO mialaby nie podlegac
    ryzykowi kursowemu oraz szkodliwej aprecjacji?


    > Natomiast sam polski dlug jest stabilny, i
    > notowania kedytowe sa dobre.

    Stabilny to jest tylko lawinowy przyrost tego dlugu we wszystkich
    jego odmianach.
    Bardzo latwo wyliczyc sobie o ile beda musialy wzrosnac podatki aby
    utrzymac zdolnosc splacania kosztow obslugi tego zadluzenia przy
    deprecajcji zlotowki o jedyne 25 %.
    BUM.
  • cumentator 08.01.08, 09:00
    Gość portalu: lastboyscout napisał(a):

    > Poziom zaufania spekulantow (nie mylic z
    inwestorami!)

    Brednia. Inwestorzy to ci ktorzy majac kase
    podejmuja ryzyko osiagania legalnych zyskow.
    Widac ze nie wyleczyles sie z nauk marksizmu-
    leninizmu. Zapewne masz w swoim slowniku
    jeszcze okreslenia typu "prywaciarze"
    i "wyzyskiwacze" ?

    > waluty okresla tylko i wylacznie wymagany
    przez nich POZIOM ZYSKU za
    > ponoszone ryzyko.
    > 20% to bezprecedensowy rekord swiatowy,
    ktory najlepiej ilustruje
    > poziom "zaufania" do Polski.

    To przekracza mozliwosci rozumienia
    zaslepionego umyslu. Inewstorzy osiagneli
    nadzwyczajny zysk dzieki aprecjacji waluty a
    to z kolei wskutek dobrego stanu ekonomii.

    Tak samo inni inwestorzy inwestowali w dolce
    i subprime i poniesli duze straty. Co w tym
    dziwnego?

    > > mozna powiedziec kto zyska a kto traci.
    > Tez tak sadze.
    > BUM.

    Masz BONK w bani. O wiele wyzsze jest
    prawdopodobienstwo ze polska ekonomie czeka
    ggigantyczny BOOM niz bum. Nie zapominaj o
    nadchodzacym w najblizszych latach tsunami w
    postaci 60 mld euro z unii.

    > > Moze sie wiec zdarzyc i jest to calkiem
    > > prawdopodobne ze aprecjacja bedzie miala
    > > miejsce caly czas az do wskoczenia do
    euro i
    > > znikniecia ryzyka kursowego.
    > A niby dlaczego jakakolwiek waluta, W TYM
    EURO mialaby nie podlegac
    > ryzykowi kursowemu oraz szkodliwej
    aprecjacji?

    Uff, nie rozumiesz basicow. Wiekszosc
    inwestycji i inwestorow do Polski pochodzi
    ze strefy euro. Maja oni w tej chwili ryzyko
    spadku kursu w stosunku do euro. Jezeli
    polska waluta wsligznie sie do euro na fali
    aprecjacji to ryzyko ich sie skonczy.
    Natomiast co do innych walut to oczywiscie
    zaleza one od kursu euro wiec tu straty
    zawsze sa mozliwe. Jednak euro jest raczej
    na drodze do zostania glowna waluta
    rezerwowa wiec raczej "grozi" jego wzrost
    niz spadek.


    > > Natomiast sam polski dlug jest stabilny,
    i
    > > notowania kedytowe sa dobre.
    > Stabilny to jest tylko lawinowy przyrost
    tego dlugu we wszystkich
    > jego odmianach.
    > Bardzo latwo wyliczyc sobie o ile beda
    musialy wzrosnac podatki aby
    > utrzymac zdolnosc splacania kosztow
    obslugi tego zadluzenia przy
    > deprecajcji zlotowki o jedyne 25 %.
    > BUM.

    Piramidalna bzdura. Polski dlug nie wyroznia
    sie niczym specjalnym na tle innych krajow.
    Przy czym jego struktura nie jest specjalnie
    grozna w stosunku do ryzyka deprecjacji.
    Stad biora sie dobre oceny jego notowan.

    Natomiast co jest godne uwagi i bedzie
    wplywalo na pozytywna ocene polskiego dlugu
    jest konwergencja do euro. Wynika z niej ze
    niemozliwe jest zwiekszanie zadluzenia do
    wiecej niz 3% PKB. Oprocz tego nowy rzad ma
    plany znacznie poprawiajace finanse
    publiczne i prywatyzacje. Nie widac wiec
    zadnych specjalnych zagrozen od tej strony.

    Jest taki paradoks ze obecne nieco kulawe
    finanse publiczne w Polsce maja ta zalete ze
    wplywaja hamujaco na szybkosc aprecjacji
    zlotowki. Jezeli doszloby do istotnych
    reform tych finansow i decyzji o szybkim
    przyjmowaniu euro to na fali entuzjazmu
    inwestorow i rynku moze nastapic rakietowy
    wzrost wartosci zlotowki. To bylby
    oczywiscie szok i bardzo niekorzystne. O
    wiele lepsze wydaje sie wiec nieco balaganu
    i stopniowa aprecjacja waluty. Polska
    ekonomia poradzila sobie z tym doskonale jak
    dotychczas.
  • Gość: lastboyscout IP: *.nycmny.fios.verizon.net 08.01.08, 14:26
    CUMENTATOR UWAZA:

    1)Wysokosc spodziewanego zysku NIE odzwierciedla poziomu ryzyka
    zwiazanego z lokowaniem pieniedzy

    2) Inwestorzy to ludzie, ktorzy nie inwestuja np. w budowe hotelu
    ale ci ktorzy inwestuja walute innego kraju.

    3) Inwestor osiaga zysk dzieki aprecjacji waluty a nie dzieki
    zyskow generowanych przez jego inwestycje.

    4) Polska DOSTAJE pieniadze z Unii
    (i nazywa sie to tsunami).

    5) Zlotowka i polska gospodarka jest stabilna ale istnieje ryzyko
    jej spadku wobec euro.

    6) Zlotkowka stanie sie silna od WSLIZGNIECIA do euro.

    7) W przypadku euro ryzyko walutowe nie istnieje.

    8) Euro RACZEJ zostanie waluta rezerwowa swiata i to bardzo dobrze
    dla Unii jezeli bedzie sie wciaz wzmacnialo.

    9)Polskie dlugi sa dobre poniewaz koszt ich obslugi jest najwyzszy
    na swiecie i to bardzo dobrze, ze Polacy zaciagaja glownie kredyty
    konsumpcyjne w dodatku na zmienny procent albo w obcej walucie.

    10)W Unii niemozliwe jest zwiekszanie zadluzenia z tym , ze
    nasilniejsze kraje Unii zwiekszaja zadluzenie ponad ustalone przez
    te sama Unie normy.

    11) Spelnianie zadan placowych gornikow, lekarzy, urzednikow,
    wojskowych, policji, pielegniarek, nauczycieli, kolejarzy itd.=
    drukowanie zlotowek RAKIETOWO WZMOCNI zlotowke i poprawi stan
    finansow publicznych


    LastBoyScout uwaza:
    BUM.
  • cumentator 08.01.08, 15:37
    Gość portalu: lastboyscout napisał(a):

    > 1)Wysokosc spodziewanego zysku NIE
    odzwierciedla poziomu ryzyka
    > zwiazanego z lokowaniem pieniedzy

    Bzdura. Duze zyski na inwestycjach w polski
    dlug wynikly z aprecjacji waluty
    spowodowanje naplywem kapitalu. A naplyw
    kapitalu swiadczy o zaufaniu.

    > 2) Inwestorzy to ludzie, ktorzy nie
    inwestuja np. w budowe hotelu
    > ale ci ktorzy inwestuja walute innego
    kraju.

    Bzdura. Inwestorzy moga inwestowac w
    cokolwiek. Nie ma zadnej roznicy w
    inwestowaniu w hotel albo walute, poza
    poziomem ryzyka, stopa zwrotu i plynnoscia
    kapitalu.

    > 3) Inwestor osiaga zysk dzieki aprecjacji
    waluty a nie dzieki
    > zyskow generowanych przez jego inwestycje.

    Nie tylko ale to mozliwe. Mozliwe sa tez
    straty. Na przyklad europejskie firmy majace
    filie w USA ponosza ogromne straty wskutek
    spadku dolca a firmy z USA na odwrot, maja
    dodatkowy zysk z aprecjacji euro.

    > 4) Polska DOSTAJE pieniadze z Unii
    > (i nazywa sie to tsunami).

    No jasne ze dostaje. Tylko ze jest to
    ogromna gora kasy, wyglada wiec jak fala
    tsunami. Ta kasa zacznie naplywac juz w tym
    roku.

    > 5) Zlotowka i polska gospodarka jest
    stabilna ale istnieje ryzyko
    > jej spadku wobec euro.

    Bzdura. Zlotowka i polske ekonomia maja
    stabilne fundamenty. Natomiast ryzyko
    kursowe istnieje zawsze, tylo w przypadku
    zlotowki nie jest duze i raczej stale maleje
    wobec planow obecnego rzadu.

    > 6) Zlotkowka stanie sie silna od
    WSLIZGNIECIA do euro.

    Bzdura. Jezeli zlotowka bedzie ulegala
    stalej aprecjacji to inwestorzy walutowi ze
    strefy euro zarobia w koncu na czysto w euro
    jak zlotowka zamieni sie na euro.

    > 7) W przypadku euro ryzyko walutowe nie
    istnieje.

    Brednie. Nie istnieje dla graczy ze strefy
    euro jesli zlotowka wskoczy do euro na fali
    aprecjacji.

    > 8) Euro RACZEJ zostanie waluta rezerwowa
    swiata i to bardzo dobrze
    > dla Unii jezeli bedzie sie wciaz
    wzmacnialo.


    No jasne ze raczej bo takich rzeczy nikt z
    pewnoscia nie moze przewidziec. Gdyby nie
    bylo tego raczej to bys sie pytal kiedy to
    nastapi.


    > 9)Polskie dlugi sa dobre poniewaz koszt
    ich obslugi jest najwyzszy
    > na swiecie i to bardzo dobrze,


    Bdzura kosmiczna, obsluga starego dlugu
    potaniala bo zlotowka sie umocnila.

    > ze Polacy zaciagaja glownie kredyty
    > konsumpcyjne w dodatku na zmienny procent
    albo w obcej walucie.


    W Polsce wiekszosc kredytow jest w polskiej
    walucie a ogolny poziom zadluzenia
    konsumentow jest bardzo niski. Jedynym
    problemem jest dynamika wzrostu kredytow ale
    stopy rosna wiec tez powinna spasc.

    > 10)W Unii niemozliwe jest zwiekszanie
    zadluzenia z tym , ze
    > nasilniejsze kraje Unii zwiekszaja
    zadluzenie ponad ustalone przez
    > te sama Unie normy.

    Tylko przez pewien czas bo dostaja sie na
    procdeure nadzoru i musza sie tlumaczyc.

    > 11) Spelnianie zadan placowych gornikow,
    lekarzy, urzednikow,
    > wojskowych, policji, pielegniarek,
    nauczycieli, kolejarzy itd.=
    > drukowanie zlotowek RAKIETOWO WZMOCNI
    zlotowke i poprawi stan
    > finansow publicznych

    Hehe, strzelasz kula w plot. Oczywiscie sa
    duze zadania placowe ale zagrozenia dla
    finansow publicznych sa niewielkie. Po
    prostu nie bierzesz pod uwage 6% wzrostu i
    doplywu kasy z unii ktore napedzaja wplywy
    podatkowe. Program obecnego rzadu moze
    doprowadzic do duzego wzrostu zlotowki
    wlasnie przez to ze zredukuje deficyt
    budzetu. A co do drukowania zlotowek to masz
    kompletnie pomylone pojecia. Bank centralny
    jest niezalezny i reguluje doplyw pieniadza.
    Rzad moze najwyzej zwiekszyc deficyt budzetu
    ale jest nieprawdopodobne by zwiekszyl
    powyzej 3% PKB.

    > LastBoyScout uwaza:
    > BUM.

    Niestety, tylko BONK w bani scouta.
  • Gość: lastboyscout IP: *.nycmny.fios.verizon.net 08.01.08, 16:12
    Dlaczego cytaty swoich wlasnych pogladow okreslasz mianem BREDNI i
    BZDUR ? ;)

    BYLO milo, pa! :)
  • cumentator 09.01.08, 08:10
    Gość portalu: lastboyscout napisał(a):

    > Dlaczego cytaty swoich wlasnych pogladow
    okreslasz mianem BREDNI i
    > BZDUR ? ;)
    > BYLO milo, pa! :)

    To byly twoje rojenia na temat tekstu.
    Milego BONK:)
  • Gość: karol IP: *.bredband.comhem.se 04.01.08, 20:34
    i jeszcze lepiej. W/g ciebie kurs złotego wynika z "silnej i
    stabilnej gospodarki".O większą głupotę trudno.
    To że nie jesteś najmocniejszy w myśleniu świadczy twoje twierdzenie
    że kurs maleje gdy zadłuzenie rośnie. Coś bardziej idiotycznego
    trudno wymyśleć./ zastanowiłeś się skąd to zadłużenie
    rośnie,słyszałeś np. o emisji obligacji i ich sprzedaż na kurs
    waluty?/
    pozdrawiam
  • 1europejczyk 04.01.08, 17:26
    << Fundamentem gospodarki jest stabilna, mocna i niskoinfalacyjna waluta,
    kontrolowana przez niezależny politycznie bank centralny, który właśnie twardymi
    kryteriami wymusza reformy.>>


    Ktorej gospodarki ?
    Twojej ?

    Jest to nic innego jak powtarzanie po Balcerowiczu sloganow byc moze prawdziwych
    w powojennych Niemczech w zupelnie innych warunkach polityczno ekonomicznych ale
    zupelnie nie pasujacych, szczegolnie w nadchodzacym burzliwym czasie swiatowych
    zmian ekonomicznych, (ktoremu impuls dal obecny kryzys subprime) do obecnej
    rzeczywistosci finansowej na swiecie.

    "Twierdzę, że każdy rok braku euro w Polsce to straty, także z tytułu
    niekorzystnych przeliczników dotacji UE."

    Musiales nie czytac artykulu. Mniej wiecej to samo twierdzi Cezary Mech tyle, ze
    obwinia o to nasza polityke finansowa, ktora wyraza brak zdecydowania
    politycznego w kwesti nie przechodzenia tak dlugo na € jak dlugo to mogloby byc
    dla nas z korzyscia gdyby nie obecny, odziedziczony po Blacerowiczu, trend
    mocnej zlotowki i malej inflacji.
    Zarowno powojenny niemiecki przyklad jak i nasze zle doswiadczenia z
    niekontrolowana inflacja sa jedna z przyczyn spolecznej niecheci do
    kontrolowanej inflacji, jako czynnika dynamizujacego gospodarke.
    Poslugiwanie sie kontrolowana inflacja zlotowki jako narzedziem stymulujacym
    polska gospodarke tak by przejscie na € bylo jak najmniej dla nas bolesne
    mozliwe jest tylko pod warukiem politycznej zgody w Polsce na odlozenie terminu
    przejscia na € nie wczesniej niz na przyklad w 2015 czy 2020 roku (w zaleznosci
    od naszych wskaznikow ekonomicznych)
    Obecna, od okolo dwoch lat, sytuacja jest ta najgorsza.
    Spelniamy nieomal warunki przyjecia €, ktorego wprowadzenie ubezwlasnowolni
    nasza polityke finansowa i przyhamuje chwilowo wzrost gospodarczy i dyskutujemy
    bedac w niekorzystnej sytuacji kiedy je przyjac nie korzystajac z potencjalu
    jaki ma nasza wlasna waluta w dynamizowaniu naszej gospodarki.

    PS.
    Gdyby tak bylo jak piszesz

    "bank centralny, który właśnie twardymi kryteriami wymusza reformy"

    nie byloby ani informatycznego internetowego kryzysu na gieldzie, ani
    pozniejszego zwiazanego ze sztuczkami w rachunkowosci i oszustwami gieldowym na
    amerykanskiej gieldzie ani obecnego z pozyczkami subprime po ktorych musza
    "sprzatac" BC na polecenie wladz wykonawczych.
    Fundamentem gospodarki sa przede wszystkim takie wskazniki jak wydajnosc pracy,
    innowacyjnosc gospodarki, aktywnosc zawodowa spoleczenstwa, wyksztalcenie
    spoleczenstwa, mobilnosc spoleczenstwa, efektywnosc i praworzadnosc
    funkcjonowania administracji rzadowej, gospodarczej sadowniczej, rynkowej,
    finansowej, prawniczej, prawodawstwo, wypracowany system osiaganie kompromisow
    spolecznych (zamiast stalych strajkow) itd itd ....
    System finansowy jest narzedziem regulujacym rynki. Dobrze "sterowany" jest
    czynnikiem poprawiajacym te wskazniki a co za tym idzie pozycje kraju wobec
    konkurencji.
    Dobrze "sterowany" niekoniecznie i nie zawsze oznacza "stabilna, mocna,
    niskoinflacyjna waluta" podobnie zreszta jak myslenie niekoniecznie i nie zawsze
    ogranicza sie tylko do porownywania.
    Re: Sory ale teoria, że we Włoszech „ekonom
  • agg 04.01.08, 17:37
    > Musiales nie czytac artykulu. Mniej wiecej to samo twierdzi Cezary
    Mech tyle, z
    > e
    > obwinia o to nasza polityke finansowa, ktora wyraza brak
    zdecydowania
    > politycznego w kwesti nie przechodzenia tak dlugo na € jak dlugo
    to moglo
    > by byc
    > dla nas z korzyscia gdyby nie obecny, odziedziczony po
    Blacerowiczu, trend
    > mocnej zlotowki i malej inflacji

    rozumiem ze slowacja czechy i reszta krajow rowniez odziedziczyla
    trend niskiej inflacji i mocnej waluty po balcerowiczu??
  • 1europejczyk 04.01.08, 18:03
    przejsc na € (Slowacja juz chyba nawet przeszla).
    Czechom sie nie udaje na okolicznosc rok rocznie niedotrzymywania warunkow
    konwergencji.
    Balcerowicz bedac zwolennikiem szybkiego przejscia na €, jako szef NBP
    przygotowywal nasz kraj do jak najszybszego przejscia na € (co jest w Jego
    sytuacji i przy Jego pogladach zupelnie zrozumiale). Jego odejscie w niczym nie
    zmienilo polityki NBP: jest "ni pies ni wydra": mamy silna zlotowke i nieomal
    spelniamy warunki konwergencji ale o przjsciu na € nic nie wiadomo co nas
    niejako stawia w coraz bardziej niekorzystnej dla nas sytuacji.
    Albo przejsc tak jak chcial Balcerowicz (co bedzie zdaniem Mecha i ja sie z tym
    zgodze kosztowniejsze) albo korzystac jeszcze ze zlotowki i inflacji jako
    narzedzi dynamizowania gospodarki.

    Re: "Fundamentem gospodarki jest stabilna..."
  • agg 04.01.08, 18:09
    lepper mial dobry sposob na zdynamizowanie ekonomii uruchomic
    drukarnie. mialbys upragniona inflacje i oczywiscie gigantyczny
    rozwoj a narod moglby w calosci pojsc na wczesniejsze renty i
    wszyscy byliby zadowoleni no bo nic nie musieliby robic a kasa sama
    spadalaby im na glowe- ot blazenada moherowa.
  • 1europejczyk 04.01.08, 18:21
    "ot blazenada moherowa"

    Musi, ze nie przeczytales Mecha
    Przeczytaj jeszcze raz:

    "W przypadku państwowego długu kluczowy jest bowiem jego charakter. Jeśli dług
    powstaje, by finansować zwiększone wydatki konsumpcyjne, oznacza życie na koszt
    przyszłych pokoleń. Jeśli jest przeznaczony na polepszenie infrastruktury
    produkcyjnej, to należy go traktować tak samo jak inwestycje przedsiębiorstw. Te
    przynoszące wyższe dochody od kosztów ich obsługi powinny być podejmowane,
    podczas gdy te o rentowności niższej - redukowane."

    Operowanie smiesznymi skrajnosciami by zdyskredytowac inne poglady i opinie
    dzisiaj nie przekona nawet 6 latka.
  • agg 04.01.08, 18:27
    przeciez ta opinia jest smieszna szczegolnie z rak bylego ministra.
    polska w nic nie inwestuje a jedynie czekala kilkanascie lat ma
    manne z nieba w postaci dotacji unijnych. caly nas deficyt to efekt
    rekordowych w skali swiata wydatkow na renty i emerytury wiec po
    diabla pisac blazenade w postaci tego ze jesli deficyt idzie na
    inwestycje.... jesli jest oczywiste ze na to wlasnie nie idziei
    szedl nigdy nie bedzie, zreszta juz obecnie same odsetki to chyba 30
    mld co chyba jest kolejnym absurdem bo w zasadzie to deficyt obecnie
    w zasadzie musi pokrywac same odsetki wiec to jest juz zupelna
    paranoja. jezeli przyjecie euro zmusi polsce do redukcji deficytu to
    jest to kolejny argument za przyjeciem euro ale oczywiscie polskich
    politykow nic do tego nie zmusi.
  • Gość: Maniek IP: *.sds.uw.edu.pl 04.01.08, 18:56
    > Musi, ze nie przeczytales Mecha
    > Przeczytaj jeszcze raz:
    >
    > "W przypadku państwowego długu kluczowy jest bowiem jego charakter.
    > Jeśli dług powstaje, by finansować zwiększone wydatki
    > konsumpcyjne, oznacza życie na koszt przyszłych pokoleń. Jeśli
    > jest przeznaczony na polepszenie infrastruktury
    > produkcyjnej, to należy go traktować tak samo jak inwestycje
    > przedsiębiorstw. Te przynoszące wyższe dochody od kosztów ich
    > obsługi powinny być podejmowane,
    > podczas gdy te o rentowności niższej - redukowane."

    Wlasnie Mech i Ty sam sobie zaprzeczyliscie...

    W Polsce deficty jest PRZEJADANY - glownie idzie na rozne rozdawnictwo..

    W takim wypadku inflacja jest wyjatkowo niekorzystna.

    Do tego inflacja wyraznie podburza nastroje spoleczne - to juz niedlugo zauwazymy.

    Więc to niestety Balcerowicz mial racje - i nie chodzi tu o koszty mocnej waluty
    ... chodzi tu o roznorodne kosztu SLABEJ waluty...

  • leszek993 04.01.08, 12:28
    Powiedz to samo coś napisał w języku niemieckim w centrum Berlina to zobaczysz
    co z ciebie zostanie.Tak samo w Amsterdamie i Rzymie.Teorie są dobre na
    papierze.Tylko kwestią czasu jest kiedy Europa powróci do swoich walut a cała UE
    obuci się w perzynę.Radzę poczytać Marka Oktawiana,który rządził większą częścią
    świata jak się takie sprawy kończą.
  • toja3003 04.01.08, 15:06
    pod warunkiem, że mówię do kogoś kto zna podstawy ekonomii, więc nie
    wciskaj kitu, że "wszystko podrożało". Jakim cudem pytam? Skoro
    większość cen i kosztów musiała zostać z definicji przeliczona
    wedle określonego współczynnika. Wiesz ile procent dochodów idzie na
    czynsze, spłatę kredytów, ubezpieczenia i inne stałe opłaty? Tu nie
    było możliwości żeby po 1-szym stycznia 2002 dać podwyżkę, bo
    kalkulator każdy ma a w gospodarce wolnorynkowej to my, klienci,
    współdecydujemy o cenach kupując jakiś towar badź go nie kupując.
  • bbraddock 04.01.08, 09:12
    Mech, Gadomski i ta cala czereda pseudoekonomistow chyba nigdy nie byla poza tym
    krajem. Wystarczy jechac do Niemiec i sprawdzic ceny zywnosci.
  • cumentator 04.01.08, 11:36
    bbraddock napisał:

    > Mech, Gadomski i ta cala czereda
    pseudoekonomistow chyba nigdy nie byla poza
    ty
    > m
    > krajem. Wystarczy jechac do Niemiec i
    sprawdzic ceny zywnosci.

    Mamy przyklad moherkowego myslenia w stanie
    czystym. Skoro wszyscy maja takie same
    brzuchy to powinni miec tyle samo kasy, nie?

    Moher nie wie ze pieniadze biora sie ze
    sprzedazy czegos co sie robi. Jezeli robi i
    sprzedaje sie cos z dobrym zyskiem to ma sie
    wiecej kasy.

    Wystarczy wiec tylko sprawdzic co robie sie
    sprzedaje w niemieckiej ekonomii zeby
    zrozumiec skad jest kasa, wezmy jako
    przyklad auta: BMW, merc, Prosche, Audi,
    VW... wystarczy?

    Nie ma zadnych przeszkod by nie robic duzej
    kasy w Polsce: trzeba cos miec na sprzedaz z
    porzadnym zyskiem a caly rynek Unii jest
    otwarty.
  • Gość: rujsa IP: *.chello.pl 04.01.08, 12:21
    Niech ten Mech sie zamknie, bo g***no wie po prostu. A Gazeta
    jeszcze go reklamuje :-)))
  • Gość: kaczo i boso IP: *.natpool1.outside.ucf.edu 04.01.08, 17:43
    To bardzo dobrze, iz "Gazeta Wyborcza" daje sie wypowiedziec
    przedstawicielom roznych opcji... A mozliwosc wypowiedzenia
    sie to nie jest dokladnie to samo co "reklama"!
  • tarura 04.01.08, 15:06
    zapytajcie panamecha

    albo niech spróbuje przeżyć miesiąc
    za marne 5 tys zł
    --
    tarura, tarura, taru, taru, tarura...
  • Gość: darek_w1 IP: *.lan.pop.pl 04.01.08, 13:12
    Redukcja kosztów transakcyjnych w handlu zagranicznym.
    Szybki szacunek:
    Import w 2007 roku: ok. 117 mld EUR
    Spread walutowy dla euro: wg dzisiejszej tabeli BZWBK 4%, przyjmijmy
    3% z uwagi na negocjacje kursów przy większych transakcjach
    Przyjmijmy, że 50% HZ odbywa się bez wymiany walut w bankach (import
    finansowany z rachunków walutowych importerów będących równocześnie
    eksporterami)
    117 mld EUR x 50% x 3% = 1,75 mld EUR (6,3 mld PLN)
    Tyle rocznie kosztuje polską gospodarkę przyjemność posiadania
    złotówki i to tylko w aspekcie kosztów transakcyjnych handlu
    zagranicznego. W zamian za te pieniądze nie dostajemy właściwie nic
    poza możliwością w ogóle dokonania transakcji z kontrahentem
    zagranicznym. Innymi słowy jest to kasa pakowana psu w d...
  • zdr1 04.01.08, 13:23
    Gość portalu: darek_w1 napisał(a):

    > W zamian za te pieniądze nie dostajemy właściwie nic

    No prosze jakie to proste, ze tez Brytyjczycy o tym nie wiedza.
  • Gość: darek_w1 IP: *.lan.pop.pl 04.01.08, 13:44
    > No prosze jakie to proste, ze tez Brytyjczycy o tym nie wiedza.

    Na tej samej zasadzie można bronić ruchu lewostronnego, pomiaru
    odległości w milach, a wagi w funtach. Inni też tego nie używają.
  • zdr1 04.01.08, 13:24
    Gość portalu: darek_w1 napisał(a):

    > W zamian za te pieniądze nie dostajemy właściwie nic

    No prosze jakie to proste, ze tez Brytyjczycy o tym nie wiedza.
  • Gość: Leppiej IP: *.ing.uj.edu.pl 04.01.08, 13:36
    A co? Te pieniazki trafiaja do niszczarki do dokumentow? Czy tez
    moze dalej funkcjonuja w obrocie? Jaka jest roznica dla gospodarki
    czy bedzie mial je importer/eksporter czy tez bank/kantor?

    Akceptuje wszystkie podane argumenty za wprowadzeniem euro. Nie
    jestem ekonomista, wiec musze je traktowac na serio, inaczej bylbym
    moherem. Chce sie tylko zapytac, co sie stanie gdy Unia sie wywroci?
    Bo ze to nastapi to pewne. Moze to byc za 10, moze byc 50 lat, ale
    mamy to jak w banku. Po Polach Katalaunijskich wydawalo sie
    wszystkim, ze pomimo trudnosci Rzym bedzie istnial wiecznie. Upadl
    po 25 latach
  • Gość: darek_w1 IP: *.lan.pop.pl 04.01.08, 14:00
    > A co? Te pieniazki trafiaja do niszczarki do dokumentow? Czy tez
    > moze dalej funkcjonuja w obrocie? Jaka jest roznica dla gospodarki
    > czy bedzie mial je importer/eksporter czy tez bank/kantor?

    Pieniądze trafiają do banków. Są zapłatą za usługę bankową w postaci
    wymiany waluty. Problem w tym, że ta usługa tak naprawdę nie jest
    nikomu do niczego potrzebna, a jest wymuszana przez brak wspólnej
    waluty. Podwyższa koszty funkcjonowania firm, które produkują i
    naprawdę wytwarzają PKB.

    Tak samo są np. wymuszane administracyjnie koszty związane np. z
    prowadzeniem księgowości podatkowej wg potwornie skomplikowanych
    przepisów (tylko 3 podstawowe ustawy podatkowe obowiązujące
    wszystkich prowadzących działalność gospodarczą to blisko 500 stron
    A4). Gdyby przepisy były proste to wystarczyłaby jedna księgowa, a
    jak się je odpowiednio skomplikuje to trzeba zatrudnić 10. A to
    rodzi koszty dla producentów i obniża ich rentowność, a w
    konsekwencji PKB tworzone przez producentów, a nie przez księgowe i
    ministerstwa.

  • Gość: Leppiej IP: *.ing.uj.edu.pl 04.01.08, 14:06
    Ale wartosc uslug swiadczonych przez banki tez sie liczy do PKB. To
    co jest kosztem dla firm jest przychodem dla banku.

    Z innej beczki - wszyscy moi znajomi zza granicy (Niemcy, Francja,
    Hiszpania) uwazaja, ze realnie stac ich na mniej po wprowadzeniu
    euro. Szczegolnie bolesnie odczuli to Hiszpanie, ktorych poziom
    zycia jeszcze przed euro nie byl wysoki, a wiec nie mieli w
    miesiecznych budzetach bufora finansowego. Jakos bardziej wierze im
    niz tekstom ekonomicznym... Sorry.
  • Gość: darek_w1 IP: *.lan.pop.pl 04.01.08, 14:53
    > Ale wartosc uslug swiadczonych przez banki tez sie liczy do PKB.
    > To co jest kosztem dla firm jest przychodem dla banku.

    Tak, ale to oznacza, że część zysku wypracowanego przez producenta
    została przejęta przez bank. Sumarycznie jest niby to samo, ale
    pozbawienie producenta części zysku oznacza zmniejszenie jego
    możliwości rozwojowych i odbije się negatywnie w przyszłości.

    > Z innej beczki - wszyscy moi znajomi zza granicy (Niemcy, Francja,
    > Hiszpania) uwazaja, ze realnie stac ich na mniej po wprowadzeniu
    > euro.
    Czytałem, że były wykonywane rzetelne badania i praktycznie nie było
    większych różnic w sile nabywczej, choć w pewnych wybranych towarach
    czy usługach były wzrosty cen mogące zasugerować przeciętnych ludzi.
    Sama zmiana waluty nie może wywołać zmian siły nabywczej. W
    zrównoważonej gospodarce suma pieniędzy na rynku jest równa wartości
    towarów. Jeżeli na skutek zmiany waluty ceny i pensje zostaną
    pomnożone np. przez 2 to rynek pozostanie nadal zrównoważony. Jeżeli
    pensje zostaną pomnożone przez 2, ale ceny przez 4 (bo sprzedawcy
    postanowią podnieść ceny i zarobić na zmianie waluty) to połowa
    towarów na rynku nie znajdzie nabywców bo zwyczajnie zabraknie
    pieniędzy na ich wykupienie. Wtedy zadziała normalny mechanizm
    rynkowy (żeby zarobić trzeba sprzedać, a nie tylko wystawić cenę) i
    ceny zaczną spadać do poziomu równowagi czyli do ceny starej waluty
    pomnożonej przez 2. Reasumując - bezpośrednio po zmianie waluty może
    dojść do _czasowego_ zachwiania równowagi i zawyżenia cen co daje
    wrażenie, że przeciętny obywatel stracił na tej zmianie, ale jest to
    stan nierównowagowy i w krótkim czasie sytuacja wraca do normy. Inna
    sprawa, że w tym czasie może dojść do trwałej zmiany cen niektórych
    towarów, ale to nie ma nic wspólnego ze zmianą waluty. Po prostu
    ceny towarów się zmieniają, także wtedy gdy waluty nikt nie zmienia.
  • Gość: Leppiej IP: *.ing.uj.edu.pl 04.01.08, 15:11
    > Tak, ale to oznacza, że część zysku wypracowanego przez producenta
    > została przejęta przez bank. Sumarycznie jest niby to samo, ale
    > pozbawienie producenta części zysku oznacza zmniejszenie jego
    > możliwości rozwojowych i odbije się negatywnie w przyszłości.

    Ale odbije sie pozytywnie na bankach, ktore dzieki temu beda mogly
    udzielac korzystniejszych kredytow albo dawac lepiej oprocentowane
    lokaty :)

    > Czytałem, że były wykonywane rzetelne badania i praktycznie nie
    było
    > większych różnic w sile nabywczej

    To pewnie zalezy od zastosowanego koszyka dobr. Po uwzglednieniu cen
    polaczen telefonicznych, telewizorow plazmowych i wycieczek na
    Seszele pewnie sumaryczne koszty zycia wyszly podobne. Natomiast
    biorac pod uwage ze srednie dochody bardzo rozmijaja sie z dochodami
    modalnymi to taki koszyk jest po prostu niereprezentatywny. Zreszta
    to samo mamy przy szacowaniu inflacji - zywnosc wzrosla o 20-30%
    koszty wynajmu mieszkan tez cos kolo tego, ale plazma i bilety
    lotnicze potanialy, no wiec oficjalna inflacja caly czas jest
    jednocyfrowa.

    Natomiast co do reszty - oczywiscie, ze TEORETYCZNIE w dluzszym
    okresie rynek powinien spacyfikowac sprzedawcow zaokraglajacych ceny
    w gore. Pytanie jednak - dlaczego tak sie nie stalo? Moze dlatego,
    ze konsument kieruje sie zasada minimalnej satysfakcji i woli
    zaplacic za pomidory 1E zamiast 1 DM zamiast szukac po miescie
    warzywniaka, gdzie ceny zostaly przeliczone poprawnie?

    pzdr
  • zdr1 04.01.08, 13:27
    Euro oznacza stopniowy upadek naszych oszczednosci, rowniez tych w funduszach
    emerytalnych, bo stopy procentowe beda zbyt niskie jak dla Polski. Oznacza to
    rowniez rozne banie spekulacyjne na rynkach nieruchomosci itd. itp. Dziekujemy,
    superpanstwa czerwonego liberalizmu takim kosztem budowac nie chcemy.
  • Gość: darek_w1 IP: *.lan.pop.pl 04.01.08, 13:42
    > Euro oznacza stopniowy upadek naszych oszczednosci,

    Upadek oszczędności jest wtedy gdy stopy procentowe od depozytów są
    niższe od inflacji. Nie ma to nic wspólnego z walutą w jakiej są
    prowadzone rachunki.

    > rowniez tych w funduszach emerytalnych,

    To już jest kompletnie bez sensu, bo fundusze inwestują w
    gospodarkę, a nie trzymają składek na kontach bankowych.


    > Oznacza to rowniez rozne banie spekulacyjne na rynkach
    > nieruchomosci

    Zaobserwowałeś jakieś bańki spekulacyjne po wprowadzeniu euro w
    Niemczech, Francji czy w Holandii? Zaobserwowałeś może udział euro w
    bańce na rynku nieruchomości w USA?
  • cumentator 04.01.08, 15:34

    Moher juz straszyl z Unia i Schengen, mieli
    nas Niemcy zalewac. Jak na razie to Polacy
    wykupuja tereny w Niemczech.
  • dyszel2 04.01.08, 18:26
    ,,To prawda, że akt rezygnacji z atrybutu suwerenności w jakiejś
    jednej sprawie nie pociąga automatycznie aktów rezygnacji z atrybutu
    suwerenności w innych sprawach, choć w niektórych okolicznościach
    mógłby, i jest aktem suwerennym. Sens mojej wypowiedzi sprowadzał
    się do tego, że takim jest aktem suwerennym rezygnacja z
    suwerenności, jak samobójstwo człowieka, który w wolny sposób
    pozwala sobie odebrać życie. Ponieważ my żyjemy jako naród w
    państwie swoim własnym, wyposażonym we własne atrybuty suwerenności,
    w naszych osobach rozmawia pan z tymi politykami polskimi, którzy
    walczą o to, ażeby państwu naszemu nie odebrano tego życia, które
    wyraża się w atrybutach suwerenności. Dziękuję za uwagę. "

    www.lopuszanski.pl/index.php3?x=serwis/pliki/56


  • cumentator 04.01.08, 20:37

    No to jeszcze zacytuj inne madrosci z radyja i
    samego ojdyra.
  • Gość: JB IP: *.acn.waw.pl 04.01.08, 13:38
    Trzeba wprowadzić plan gonienia unii.
    Za 10 lat ceny i pensje mają się zrównac ze średnią unijną.
    Ustalmy więc proste od obecnych cen do docelowych za 10 lat i od
    obecnych pensji do docelowych za 10 lat.
    I teraz jeśli jakaś firma da podwyzki płac mniejsze niż zakłada plan
    to niech płaci karę, taka samą karę niech płaci za podniesienie cen
    ponad plan.
  • Gość: adik IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.01.08, 13:50
    i wszystko jasne!!!!!
  • Gość: eed IP: 62.22.41.* 04.01.08, 14:28
    od strony konsumenta:

    Na metce mamy ceny np:
    Sweter 19,90 Eur
    a my placimy 99 PLN
    Kurs Euro w kantorze 3,55 Eur
  • Gość: zdziwiony IP: *.netcologne.de 04.01.08, 14:27
    Te same produkty w tych samych sieciach Handlowych w Polsce 20 %
    drozsze, podczas gdy zarobki w tych sieciach w Polsce wynosza 1/4...
    tego co na zachodzie...

    Skad oni wzieli te 60 % ???

    Mieszkam na zachodzie i widze ze Polska jest dojona prez koncerny
    jak tylko sie da.
    Tylko dlaczego Polska sie daje?
  • agg 04.01.08, 14:57
    podam ci prosty przyklad. w miejscie ktorym mieszkam pod londynem
    chinszczyzna kosztuje najtaniej 4 f plus ryz najtanszy 2 f w sumie 6
    za cos przypominajace chinszczyzne. w warszawie za chinszczyzne
    place 10 zl - 3 razy taniej i bez doplacania za ryz z dodatkami i
    smaczne. dwa hanburgety w macdonaldzie place 4 zl w warszawie tutaj
    jeden kosztuje funta, nie piepsz bzdur na zachodzie jest duzo drozej
    chyba ze patrzysz na uzywane samochody lub porownujesz zarobki do
    cen elektroniki.
  • Gość: ania IP: 62.22.41.* 04.01.08, 15:06
    agg
    najwyrazniej nie przeczytales ze zrozumieniem
  • agg 04.01.08, 15:19
    przeczylem tylko ze ten czlowiek uwaza ze nikt nie wie jakie sa ceny
    na zachodzie i po prostu klamie. na zachodzie wiecej sie zarabia ale
    i na ogol wydajniej pracuje ale jest drozej z drugiej strony.
  • cumentator 04.01.08, 15:31
    agg napisał:

    > przeczylem tylko ze ten czlowiek uwaza ze
    nikt nie wie jakie sa ceny
    > na zachodzie i po prostu klamie. na
    zachodzie wiecej sie zarabia ale
    > i na ogol wydajniej pracuje ale jest
    drozej z drugiej strony.

    Rzadko kto pisze tu rozsadnie. Jezeli
    na "zachodzie" ceny sa nizsze o 20% to mozna
    zalozyc swoje sklepy i sprzedawac taniej.
    A poza tym jesli w Polsce jest drozej o 20%
    to znaczy ze ludzie maja wiecej kasy zeby to
    kupic. Bo przeciez w sklepach towar nie lezy
    dla dekoracji?
  • Gość: ania IP: 62.22.41.* 04.01.08, 16:15
    wydajnosc wydajnoscia ale stosowanie zawyzonego kursu euro w
    wiekszosci przedsiebiorstw jest faktem i tu sie calkowicie zgadzam-
    doja z nas jak sie da. Spojrz na banki - na zachodzie za
    prowadzienie rachunku nie placisz nic a u nas min 12 zl i nie jest
    to niczym uzasadnione. Po prostu rynek nie jest jeszcze dojrzaly a
    pewne zachowania sa akceptowane przez istniejace urzedy. Rynek
    kosmetykow-obnizono akcyze a ceny perfum ani drgnely, tylko dlatego
    ze rynek jest podzielony przez kilku glownych dystrybutorow tak jak
    kiedys to bylo z telefonia komorkowa.
    No ale kogo to obchodzi-plac i placz
  • agg 04.01.08, 16:17
    wszystkim krajom rozwijajacym sie waluty rosna, na to nie ma recepty
    chyba ze zwiazanie waluty lub po prostu przejscie na euro jak dla
    polski co do kwestii ktore opisalac to coz wiecej konkurencji.
  • Gość: pawel IP: *.domainunused.net 04.01.08, 16:22
    Ryż akurat jest tańszy w UK niż w PL , podobnie np. pasta do zębów czy buty,
    elektronika i wiele innych. reszta na podobnym poziomie, dużo droższe są tylko
    mieszkania (ale w cenach wymiernych, bo mierząc siłą nabywczą to absolutnie
    wszystko (może prócz papierosów) jest w UK kilkakrotnie tańsze)
  • agg 04.01.08, 16:29
    nie wyemigrowalem (czasowo) do uk podziwiac krajobrazy.
  • Gość: kaczo i boso IP: *.natpool1.outside.ucf.edu 04.01.08, 17:52
    Przepraszam, co to takiego te "hanburgety"?
  • Gość: :))) IP: *.acn.waw.pl 04.01.08, 20:03
    agg napisał: (...) "dwa hanburgety w macdonaldzie place 4 zl w
    warszawie tutaj
    > jeden kosztuje funta"

    Ile lat temu byłeś w Warszawie? BigMac kosztuje 6.90, to znaczy, że
    kosztuje sporo ponad jednego funta, więc na TAKIEJ orientacji w
    temacie nie buduj żadnych wniosków. Znakomita część cen jest wyższa
    niż za granicami. Niedługo nie będzie nas stać na życie w kraju
    tysięcy kościołów...
  • tarura 04.01.08, 20:08
    zarobic 1 funt w UK to pare minut pracy
    zarobic 6.90zl w PL to tez pare minut?

    (biorac to samo zajecie/zawod pod uwage
    np lekarza lub gornika)
    --
    tarura, tarura, taru, taru, tarura...
  • agg 04.01.08, 14:49
    polapac. oczywiscie ze polska powinna miec euro, agrumentow przeciw
    euro w tym artykule nie znalazlem no chyba ze za szkodliwe uwaza ow
    mech dyscypline finansowa - czytaj mniej kasy na mierobow w rodzaju
    gornikow i tym samym mniejszy poziom zadluzenia i kosztow jego
    finansowania ktore nie wiadomo w imie czego polska ma ponosic.
    oczywiscie przyjecie euro uczyni polska emokomie nieco dziwaczna
    poniewaz jest oczywiste ze przy stopie procentowej w unii polacy
    zuca sie na kredyty bardziej niz to miejsce obecnie i bedzie w tego
    inflacja ktorej nikt nie opanuje, skonczy sie jednak umacnianie
    zlotego choc oczywiscie ono bedzie postepowac nadal tylko w postaci
    wyzszej inflacji w polsce w sumie jednak ludziom bedzie zyla sie
    latwiej w polska nie bedzie tracici na kosztach wymiany walut i
    ryzyku walutowym.
  • lucjang 04.01.08, 15:35
    poniewaz jest oczywiste ze przy stopie procentowej w unii polacy
    > zuca sie na kredyty bardziej niz to miejsce obecnie i bedzie w tego > inflacja ktorej nikt nie opanuje,
    Jak , przy tej samej walucie, w Polsce może być duża inflacja, a w innych eurolandach mniejsza. Może mi to ktoś z ekonomistów wyjaśni, bo Mech też tak samo rozumuje.
  • agg 04.01.08, 15:45
    dlatego ze polska jest na innym poziomie rozwoju niz inne kraje
    unijne i w zasadzie to kazdy kraj powinien miec stope procentowa dla
    swojego rynku z tego puntktu widzenia nie powinna istniec wspolna
    waluta ale oczywiscie rozwnie dobrze mozna by przyjac ze np. w
    wojewodztwach biednych powinna byc inna waluta niz w bogatych. w
    kazdy razie zalozyciele unii walutowej sa na bardziej zblozonym
    poziomie do siebie niz nowi czlonkowie unii walutowej. sam fakt ze
    polska ma wyzsze tempo pkb niz np niemcy niz musi powodowac roznice
    w kwestiach inflacji, jednym slowem jedna waluta nie spowoduje ze
    inflacja bedzie taka sama wszedzie. poza tym udzial polskiego pkb w
    strefie euro to tylko bodaj 2% strefy czyli wplyw ekonimii polskiej
    na polityke banku centrancego eurolandu bedzie zerowy a stopa jest
    srednio dla calej strefy, nie zmienia to faktu ze uwazam ze polska
    powinna miec euro ze wzgledu na niekonczace sie umacnianie zlotego
    oraz inne kwestie, a kwestia inflacji moze byc hamowana innymi
    metodami.
  • lucjang 04.01.08, 16:01
    Dalej ciężko zasysam: jeśli w Polsce są niższe ceny w złotówkach i to pomimo kosztów wymiany pieniądza, jak to wcześniej ktoś policzył całkiem sporej, to dlaczego te ceny mają wzrosnąć po przejściu na euro - powinny spaść o wartość tego kosztu wymiany;-)
  • agg 04.01.08, 16:06
    koszty wymiany maja sie nijak do cen. koszty wymiany walut sa po
    prostu bariera, wieksza sa zreszta wachania kursow bo nie wiesz ile
    bedzie co warte w przyszlosci a ryzyka samo w sobie jest zle. brak
    kosztow wymiany ulatwi po prostu dostep do tych produktow a jesli
    idzie o kwestie wyrownywania cen to w zasadzie przyjmuje sie
    zalozenie ze po prostu czym wyzsze place tym wyzsze ceny niestety, z
    ta roznica ze tak czy inaczej przy wyzszej wydajnosci mozna jednak
    kupic wiecej, wchodzenie czy nie wchodzenie do euro nie ma dla cen
    znaczenia.
  • Gość: ania IP: 62.22.41.* 04.01.08, 16:26
    bo wszystko zostanie zaokraglone w gore
    np kurs EURO bedzie 2,5 zl to produkt ktory kosztuje 2,7 zl poz
    mianie bedzie kosztowal z 1,5 EUR
    Tak to przynajmniej wygladalo w wielu krajach
  • agg 04.01.08, 16:34
    kiedys pamietam byla taka dyskucja na temat reformy podatkowej i jak
    to zwykle przy takich okazjach pojawiaja sie "obroncy biednych"
    przekonujacy ze biedni straca i wyszlo im kilka zl miesiecznie jakby
    mialo to jakiekolwiek znaczenia. reforma upadla a dzis miliony
    polakow ze mna wlacznie sa w anglii i napisze ci jedno tutaj jest i
    podatek liniowy i wat w jednak stawce i jakos ci biedni nie padli z
    glodu pamietaj o tym, zaokroglanie cen moze sie zdazyc w gore jak i
    w dol, kazda firma ma swoja polityke cenowa. tutaj w uk anglicy nie
    chca euro bo im sie wydaje ze beda mniej zarabiac bo funt to 1,5
    euro. ludzie po prostu nie rozumieja takich zeczy.
  • Gość: ania IP: 62.22.41.* 04.01.08, 16:40
    osobiscie uwazam, ze Euro jest nieunione i czy bedzie lepiej czy
    gorzej jakos przezyje
    Zawsze mozna wyjechac do UK
  • cumentator 04.01.08, 15:25

    Stanisław Gomułka, mianowany właśnie na
    podsekretarza stanu w Ministerstwie Finansów.
    "Głównym priorytetem będzie dla nas
    zmniejszenie relacji wydatków sztywnych do
    wydatków całego sektora finansów
    publicznych - z obecnych około 70 proc. do
    około 50 proc. w ciągu czterech lat" -
    powiedział Gomułka w wywiadzie dla
    piątkowego "Parkietu".

    Jego zdaniem, do resortu finansów
    przeniesiony zostanie departament budżetu
    zadaniowego, który dotąd był umocowany w
    kancelarii premiera. Kolejnym celem
    Stanisława Gomułki ma być aktywizacja
    zawodowa osób powyżej 50 lat. Reforma
    finansów publicznych pomoże także w
    spełnieniu kryteriów z Maastricht."W mojej
    opinii powinniśmy jak najszybciej zabiegać o
    przyjęcie euro.

    Stanisław Gomułka jest doktorem nauk
    ekonomicznym, wieloletnim profesorem London
    School of Economics oraz kilku innych
    renomowanych uczelni. W Polsce był doradcą
    trzech ministrów finansów - Leszka
    Balcerowicza, Jarosława Bauca i Marka Belki
    oraz prezesa Narodowego Banku Polskiego
    (NBP).

    wiadomosci.onet.pl/1667545,10,gomulka_w_ministerstwie_finansow,item.html


    Zapowiedzi Gomulki brzmia po prostu super,
    zeby tylko udalo sie je zrealizowac!
  • Gość: WK IP: *.crowley.pl 04.01.08, 17:05
    Jeśli będziemy mieć szybki wzrost gospodarczy (a tylko tak możemy
    dogonić UE) to będzie stale umacniała się złotówka. Na nic zdadzą
    się działania rządu i NBP aby ją osłabić (nie wierzę w interwencję
    na rynku gdyż mamy za mało kapitału i nie jest to rozwiązanie na
    dłuższą metę)i nie spowodować wzrostu inflacji. Spowoduje to
    oczywiście aprecjację złotówki, co jak słusznie zauważa Pan Mech
    jest niekorzystne dla gospodarki, eksporterów, miejsc pracy etc....)
    W związku z tym jednym wyjście jest szybkie przyjęcie przyjęcie EURO
    (np. po kursie zbliżonym do obecnego) i życie przez pewien czas z
    inflacją w granicach o 1-2 proc. wyższą niż w krajach zachodnich
    (czytaj wysokorozwiniętych). Co prawda ograniczamy swoją wolność
    ekonomiczną, gdyż nie będziemy mogli wpływać na kurs naszej waluty
    ale zato spadnie u nas kolejne polityczne ryzyko, że o wyborach
    pojawi się większość w Sejmie np z Samoobrony lub innej podobnej
    organizacji i zacznie "majstrować" np. przy NBP.

  • 1europejczyk 04.01.08, 17:31
    o 1 czy 2 % wieksza niz w krajach zachodnich jako, ze przejscie na € zobowiazuje
    do nie przekraczania 3% inflacji. Wiekszosc krajow zachodnich jest powyzej 2%
    (niektore jak Francja od chyba 2 lat powyzej 3 %)
  • Gość: tomek IP: *.ppp.tiscali.fr 04.01.08, 17:52
  • Gość: samentu IP: *.hist.amu.edu.pl 04.01.08, 18:02
    zobowiązanie jest do wielkości deficytu budżetowego a nie inflacji
    zainflację w strefie euro odpowiada EBC i liczy ją dla całej strefy
    naturalnie w poszczególnych krajach jej poziom jest róźny
    dlatego opłaca się nam przystępować jak najszybciej bo będziemy
    mogli "na legalu" posiadać wyższą inflację przy niższych stopach %
    bo deflacja w innych krajach wyrówna inflację u nas
  • Gość: samentu IP: *.hist.amu.edu.pl 04.01.08, 17:54
    przecież p. Mech to najktótsza droga do kryzysu walutowego to co pan
    proponuje
    pomijając już fakt, że nie mozliwe jest powiązanie złotówki z euro
    na tym samym poziomie stóp % posiadając wyższą inflację niż strefa
    euro!
    będąc w strefie euro możemy mieć wyższą inflację bo sie nasza
    nadwyżka rozłozy na całą strefe, ale sama Polska jest bez szans na
    dokonanie takiego cudu
    przy tym CUD tuskowy to pikuś
    Polacy emigrują do Europy Zachodniej nie z powodów walutowych (bo
    tutaj akurat jest przeciwnie złoty umacnia się szybciej niż waluty
    zachodnie) ale z powodów dramatycznie złego stosunku składka/zarobek
    netto, oraz równie kiepskiego otoczenia pracy
  • Gość: kierownik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.08, 19:01
    .
  • Gość: Tomasz Zdrodowski IP: *.aster.pl 04.01.08, 19:00
    Ten facet sam sobie przeczy.
    1. Od chwili stworzenia strefy EURO (1999 rok) stopy procentowe były
    w sterefie euro zawsze niższe niż w Polsce. Ergo, w Polsce polityka
    pieniężna jest znacznie bardziej restrykcyjna niżw strefie Euro.
    Szybkie wejście do strefy Euro to szybszy wrrost gospodarczy choćby
    z powodu łagodniejszej polityki monetarnej.
    2. Inflacja. Napisał, że moglibyśmy mieć mniejszą inflację, ale
    wtedy kurs EURO musiałby wynośić 2,25 złtego za EURO, co uczyn5iłoby
    nasze przesdsiębiorstwa zupełnie niekonkurencyjne cenowo.
    No właśnie wejście do stefy euro utrwaliłoby obecny kurs i
    zapobiegłoby utracie konkurencyjności cenowej. Fakt inflacja w
    Polsce byłaby nieco wyższa niżw "starej części strefy euro", ale to
    nie byłoby takie drastyczne. Porównałbym to do tego, o ile wyższa
    jest w tech chwili inflacja w Irlandi w porównaniu do inych starych
    krajów w strefie euro. (efekt Blassy Samuelsona), albo o ile wyższa
    jest inflacja w krajach bałtyckich, które się szybko rozwijają a ich
    waluty majastały, sztywny kurs w relacji do strefy EURO. Te kraje de
    facto już są w strefie EURO, bo nie mająwłasnej polityki
    pieniężnej...
    3. Spójrzmy też na przykład Słowenii, tam żadnych negatywnych
    skutków wejścia do strefy EUro mnie zuważono.

    3) Poza tym inne korzyści z wejścia do strefy EURO. Zmniejszenie
    ryzyka kursowego,a w zasadzie likwidacja tego ryzyka w handlu z całą
    niemal Europą i innymi krajami z którymi rozliczalibyśmy się euro.
    Przecież Euro nie jest tylko walutą krajów strefy euro, ale jest też
    walutą handlu zagranicznego. Jest walutą międzynarodową, której
    znaczenie jest coraz bardziej porównywalne z dolarem. W praktyce w
    walucie innej niż euro płacilibyśmy za ropę i gaz, no i może za
    część importu z Japoni, Chin Korei..
    4) Ci którzy są przeciwko wejściu do strefy euro, żerują moim
    zdaniem, na nieuzasadnionym przkonaniu niewykształconej części
    społeczeństwa, że ceny wzrostłą z 3,6 raza (z 1 złotego na 1 EURO),
    a pensje pozostaną na poziomie dotychasowym (z jednego złotego na
    1/3,6 EUR),
  • cumentator 04.01.08, 20:55

    Ogromne zasoby moheru oglupione przez propagande
    radyja uniemozliwiaja dyskusje na racjonalne
    argumenty o euro.

    Na przyklad ceny.

    Plecie sie bajki o ogromnym wzroscie cen w
    strefie euro i zatrzymaniu dochodow. Oznaczaloby
    to oczywiscie gwaltowny spadek sprzedazy bo
    ludzie nie mieliby kasy. Czy w krajach euro
    nastapil gwaltowny spadek sprzedazy, czego i
    gdzie?

    Tak samo jesli nastapil ogromny wzrost cen w
    euro to kraje gdzie nie ma euro powinny byc
    znacznie tansze. Czy w UK, Danii, Szwecji jest
    tanio? Jest oczywiscie drogo i to bardzo.

    Ale moher racjonalnych argumentow nie slucha.
  • 1europejczyk 04.01.08, 23:11
    "Czy w krajach euro nastapil gwaltowny spadek sprzedazy, czego i
    gdzie? "

    Nie klocac sie o znaczenie slowa gwaltowny, ani rowniez o podstawowa przyczyne
    "spadku sprzedazy", ktora jest rozna w roznych krajach panuje powszechna
    zgodnosc wsrod ekonomistow, ze sila nabywcza spoleczenstw zachodnich jesli juz
    nie zmalala to na pewno nie rosnie w takim tempie jak za czasow sprzed €.
    Pomimo, ze porownywanie rzeczy nieporownywalnych jako metoda "myslenia" tak
    popularne w Polsce ma bardzo ograniczona wartosc poznawcza to jednak wszyscy
    przyznaja, ze my sami w Polsce niejako jestesmy jedna z "ofiar" tej sytuacji.
    Warunki ekonomiczne naszego przystapienia do UE (ktore sa zwiazane z jej
    mozliwosciami gospodarczami i platniczymi) sa gorsze niz za czasow przyjmowania
    Hiszpani i Portugali.


    Re: Problemem nie jest mech tylko moher
  • Gość: karol IP: *.bredband.comhem.se 05.01.08, 11:01
    Skąd ci się wzięło, że ludzie mniej by kupowali?
    Nie wpadło ci do mózgu ,że część tych ludzi zużyłoby swoje
    oszczędności, inni być może brali by kredyty i sprzedaż wbrew temu
    co piszesz nie za bardzo by zmalała.
  • cumentator 07.01.08, 13:22
    Gość portalu: karol napisał(a):

    > Skąd ci się wzięło, że ludzie mniej by
    kupowali?
    > Nie wpadło ci do mózgu ,że część tych
    ludzi zużyłoby swoje
    > oszczędności,

    Wiec na ile te oszczednosci by starczyly?
    Nigdzie nie na zanotowano spadku
    oszczednosci!

    >inni być może brali by kredyty i sprzedaż
    wbrew temu
    > co piszesz nie za bardzo by zmalała.

    Co do kredytow to ich ilosc i jakosc
    znacznie wzrosla bo rynek finansowy dzieki
    euro znacznie sie wzmocnil. Obecnie mozna
    dostac znacznie wieksze kredyty na dluzszy
    okres i nizszy procent niz kiedys. Ale to
    dzieki euro a nie wskutek wad euro!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka