Dodaj do ulubionych

TRYBUNAŁ W STRASBURGU A POLSKIE PRAWO

IP: 213.17.234.* 13.09.03, 11:54
Warto przeczytać:
dzisiaj.dziennik.krakow.pl/archiwum/dziennik/2003/09.10/i/Kraj/a1/a1.html
Drogie łamanie polskiego prawa
Za błędy konkretnych urzędników płacimy my wszyscy - podatnicy
(INF. WŁ.) Z każdym rokiem Polacy wnoszą coraz więcej skarg do
Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. W 1998 r. zarejestrowano
32 skargi z Polski, a w ubiegłym roku już 4055. Do tej pory Polska przegrała
77 spraw, za które skarb państwa zapłacił około 1,1 mln zł.
Czy Polska musi płacić kary zasądzone przez trybunał? - Musi. Nie ma
kraju, który byłby sygnatariuszem konwencji o ochronie praw człowieka i
podstawowych wolności i uchylił się od wyroku trybunału. Państwo, które nie
uznałoby jego wyroku, byłoby skończone na arenie międzynarodowej - twierdzi
prof. Eugeniusz Piontek, kierownik Katedry Prawa Europejskiego Uniwersytetu
Warszawskiego, adwokat.
Trybunał w Strasburgu zajmuje się wyłącznie skargami obywateli wnoszonymi
przeciwko swojemu państwu. Ono zaś odpowiada nie tylko za działania czy
raczej zaniechania rządu, ale także sądów, parlamentu, organów samorządów
terytorialnych i wszelkich innych władz publicznych. W praktyce oznacza to,
że za błędy, winy, bezmyślność czy zaniedbania konkretnych urzędników płacimy
my wszyscy, podatnicy.
- U nas jest tak, że wyrok trybunału kończy sprawę, czyli pokrzywdzonemu
wypłaca się z budżetu państwa kwotę, jaka została orzeczona. I uważa się, że
wszystko jest w porządku: obywatel uzyskał swoje, państwo wywiązało się z
przyjętych na siebie obowiązków - mówi prof. Andrzej Rzepliński, prawnik,
sekretarz Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. - Tymczasem taka sytuacja jest
karygodna. Świadczy o tym, że organa ścigania są w stanie głębokiej zapaści.
Obowiązkiem prokuratora powinno być dbanie o odzyskanie pieniędzy utraconych
przez skarb państwa. Niemal z chwilą ogłoszenia wyroku przez trybunał w
Strasburgu prokurator z urzędu powinien zająć się ustaleniem tego, z czyjej
winy państwo zostało narażone na stratę, a następnie wystąpić do sądu
cywilnego i skarżyć przed nim winnego - bez względu na to, czy jest to
sędzia, minister, poseł, radny, policjant czy komornik.
- Gdyby prokuratorzy działali właśnie tak, to zmusiliby urzędników do
znacznie rzetelniejszej niż obecnie pracy - mówi prof. Rzepliński. -
Niestety, w Polsce kumoterstwo braci urzędniczej jest tak mocne, że obawiam
się, iż wiele czasu upłynie, nim dbanie o mienie publiczne będzie ważniejsze
niż układy koleżeńskie i solidarność zawodowa - dodaje prof. Rzepliński.
Przewlekłe procesy
Najwięcej skarg do Strasburga trafia z powodu zbyt długiego trwania spraw
w sądach. Mecenas Zbigniew Cichoń, który wielokrotnie reprezentował obywateli
polskich przed trybunałem, twierdzi, że jeżeli kondycja polskiego wymiaru
sprawiedliwości nie poprawi się, to Polacy zaleją Strasburg skargami na
przewlekłość procesów sądowych. Adwokat podkreśla, że sędziowie trybunału
mają już dość takich spraw, czego zresztą nie kryją.
W październiku 2000 r. trybunał przyznał rację Andrzejowi Kudle,
skarżącemu się na opieszałość rodzimych sądów. Strasburscy sędziowie nie
tylko przyznali Kudle 30 tys. zł odszkodowania, ale stwierdzili też, że
nieoddanie do dyspozycji obywateli jakiejkolwiek drogi sądowej pozwalającej
się skarżyć na przewlekłość narusza konwencję o ochronie praw człowieka i
podstawowych wolności.
Na szczęście, Ministerstwo Sprawiedliwości werdykt wzięło sobie do serca i
przygotowało projekt ustawy, który daje każdemu niezadowolonemu z tempa
prowadzenia spraw czy egzekucji możliwość złożenia skargi na sąd do sądu
wyższej instancji. Warunkiem ma być wpłacenie 100 zł (kwota ta zostanie
zwrócona, jeśli skarga zostanie przyjęta), a obywatel będzie miał pewność, że
wyrok w jego sprawie zapadnie w ciągu 2 miesięcy od dnia złożenia skargi.
Resort sprawiedliwości liczy, że jeszcze tej jesieni Sejm przyjmie ów
projekt, a jeżeli tak się stanie, wówczas w nieodległej przyszłości Polacy
będą znacznie rzadziej niż obecnie składali skargi do Strasburga na powolność
sądów.
Lekarzu, lecz się sam
Prof. Eugeniusz Piontek wątpi jednak, aby samo przyjęcie nowego prawa
zmieniło sytuację. - Cały wymiar sprawiedliwości jest chory. Sędziowie są
niedouczeni, rzecz jasna nie wszyscy, ale niemała ich część. Co najgorsze,
nie mają oni świadomości własnej choroby, czyli braku wiedzy i umiejętności,
a zatem nie widzą potrzeby przeprowadzenia ozdrowieńczych zmian u siebie
samych - diagnozuje profesor.
O szkolenie sędziów, ale także przedstawicieli innych zawodów prawniczych
oraz o zmianę procedury cywilnej apeluje mec. Cichoń. W przeciwnym wypadku -
jak twierdzi - z budżetu państwa trzeba będzie wypłacać coraz większe sumy
orzeczone przez trybunał w Strasburgu. Nasz rozmówca za konieczne uważa
również wprowadzenie jasno ustalonej odpowiedzialności każdego urzędnika
publicznego za podjęte decyzje. - Zdecydowanie mniej skarg trafia do
trybunału z krajów, w których wiadomo, jaki funkcjonariusz publiczny
odpowiada za konkretną decyzję - mówi adwokat.
Jasne przepisy
Do Strasburga mogą trafiać także sprawy, w których obywatel skarży się na
decyzję urzędu lub sądu dlatego, że nie zrozumiał przepisów. To nie żart.
Trybunał w jednym ze swoich wyroków stwierdził: W demokratycznym państwie
prawnym za terminem: uprawnienia i obowiązki "przewidziane przez prawo" kryją
się dwa wymagania. Po pierwsze, akt prawny powinien być wystarczająco
zrozumiały, tak aby obywatel bez trudu mógł się zorientować, jakie zachowania
w danych okolicznościach prawodawca uważa za prawidłowe. Po drugie - przepis
nie może być uważany za "prawo", jeśli nie został sformułowany na tyle
precyzyjnie, aby obywatel mógł w zależności od jego treści regulować swoje
zachowanie. Obywatel powinien mieć możliwość przewidywania następstw prawnych
określonego zachowania. WŁODZIMIERZ KNAP

Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka