Otoz to. Poczytajcie o mych klopotach z nostryfikowaniem w obecnej
RP, czyli PRLu-bis, australijskiego doktoratu:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=87574&w=91275798
I stad wyjezdzam znow z Polski, tym razem do tzw. starej Unii, czyli
na zachod od Odry i Nysy Luzyckiej, gdzie bez zbednych formalnosci
uznaja moj australijski doktorat, i gdzie nie bede musial robic
habilitacji aby zostac pelnym profesorem (na razie bede tam
profesorem nadzwyczajnym, czyli associate professor).