Komentarze do artykułu
Piratujemy w sieci
Miliony Polaków ściąga i ogląda filmy i seriale z internetu, ściąga i gra w gry komputerowe. Z punktu widzenia wytwórni - są złodziejami. I na pewno ryzykują. Więzieniem i słonym odszkodowaniem. Koncerny wygrywają procesy sądowe, ale tracą rząd dusz. Szwedzka Partia Piratów ma już kilkadziesiąt tysięcy członków
Raport "Gazety Wyborczej": Piratujemy w sieci
Autor:
Gość: rip LunarBird CLH
IP: *.subscribers.sferia.net
27.04.09, 13:55
Gazeta Wyborcza pomija kompletnie drogą stronę medalu. Po pierwsze nie jest
tajemnicą, że to koncerny fonograficzne jako pierwsze wywołały wojnę. Wypada
pamiętać, że owe firmy nielegalnie i z zupełnym pogwałceniem prawa
antymonopolowego zawyżały ceny płyt na rynku za pomocą tajnych
porozumień. Jeszcze nie tak dawno upierano się, że wydanie płyty za 15-20
złotych to czyste samobójstwo, ile w tym prawdy to dobitnie udowodnił Michał
Wiśniewski. Podobnie było z grami komputerowymi.
Ponadto firmy same sobie wbiły nóż w plecy. Wmawiano ludziom, że płyty czy
najnowsze gry im się po prostu należą. Propagowano modę na pochłanianie gier
setkami bez popicia. A potem przyszło wielkie zdziwienie, że szarego człowieka
nie stać na nową grę za 100 zł miesięcznie przy czym średnio jakieś 90% tytułów
okazuje się śmieciami niewartymi nawet złotówki. I okazało się, że ludzie
ściągają z Netu nowy tytuł, testują go, a potem decydują o zakupie, przy czym
szajs już nie ma szans się przebić i naciągnąć klientów. A potem była afera z
Napsterem, gdzie koncerny mogły się z Napsterem ułożyć, ale wolały go zniszczyć.
Na skutek tego internauci stracili resztki skrupułów i teraz jest już regularna
wojna. Bo już nie chodzi o testowanie tylko o pokazanie gestu Kozakiewicza
wszelkim odgórnie narzuconym nakazom, których Internet od zawsze nie tolerował.
Nie róbcie więc z firm biednych i skrzywdzonych, oni sami wkurzyli swoich
klientów i teraz dostają za swoje!
I na koniec - kto w końcu ustala prawo? Bo mi się wydawało, że LUDZIE. Wydawało
mi się, że na tym polega demokracja, że ludzie decydują, a nie ktoś odgórnie coś
narzuca bo się tak korporacjom spodobało? Tymczasem obserwujemy coraz to nowe
idiotyzmy prawne. Zamyka się do więzienia 0,0000001% i naiwni panowie prawnicy
myślą, że to kogokolwiek obchodzi. A może by tak nieco zmienić zaschłe i
skostniałe schematy myślenia i oddać ludziom ich konstytucyjne prawo decydowania
o sobie? W Polsce 99% ludzi ma nielegalny windows. Złodziejami może być jakiś
marny odsetek społeczeństwa. Ale skoro to większość społeczna ustala prawo, to
na Boga - jakże większość społeczna może być przestępcami? No, chyba, że ktoś
ustala prawo poza plecami większości.
Że niby piractwo jest niemoralne i powinno być niezgodne z prawem? Prawo nie zna
pojęcia moralności. Moralność to ETYKA a nie prawo i jedno nie musi mieć
cokolwiek wspólnego z drugim. Nie istnieją jedne dla wszystkich i uniwersalne
zasady moralne. Każdy naród i każde społeczeństwo ma prawo rządzić się samo.
Jeśli nam Polakom spodoba się zalegalizować piractwo - nic nikomu do tego. Każdy
człowiek sam decyduje, co jest z jego punktu widzenia moralne. Jeśli państwo
narzuca moralność większości obywateli, to taki stan rzeczy już nie jest
demokracją. Ogólnie jestem konserwatystą, ale nie toleruję odbierania większości
w demokratycznym kraju prawa do decydowania o sobie "bo takie jest prawo
międzynarodowe" albo "bo takie są prawa człowieka". Owszem, tłumaczyć można i
trzeba. Ale jak mi ktoś powie, że większość nie ma prawa, roześmieję mu się w
twarz. Większość zawsze ma prawo. Prawo pięści, jeśli innego zabraknie.