Dodaj do ulubionych

Przemyślnia na temat diety

06.07.12, 20:35
Witam
Chciałem się podzielić z wami moimi obserwacjami odnośnie diety w candidzie. Może nie za długo ją stosuje bo od kwietnia 2012r do końca czerwca. Teraz przez tydzień przestałem bo nie widzę sensu, jest to katowanie organizmu wg mnie i efekt może być żaden. Poza tym że schudłem 17 kilo nic więcej się nie polepszyło. Nie chce też tutaj nikogo zniechęcać do diety itd. Każdy musi sobie swoją metodę wypracować. Po 2 miesiącach ostrej diety + probiotyki stwierdzam że to nie tędy droga. Niestety organizmowi brakuje pewnych rzeczy i nie da się tego przeskoczyć i trzeba jeść pewne rzeczy jak na przykład owoce typu truskawki, maliny. Zgadzam się że wykluczenie mąki/chleba, alkoholu, słodyczy + picie wody jest ok ale ile się można tak katować skoro na dłuższą metę nie daje to porządanego efektu. Zresztą nawet nie chodzi o to , bo jeśli się wykluczy te rzeczy to zostaje właściwie tylko mięso /kurczaki a wiadomo że mięso jest nafaszerowane antybiotykami i solą więc dieta przy candidzie miała by sens jeśli każdy sam by sobie hodował wszystko i wiedział co jje a tak to można się stosować do diety a i tak człowiek nie wie do końca czy to co jje nie jest pędzone na nie wiadomo czym. Teraz wszystko jest na czymś pędzone tak na prawdę.
Zresztą po wpisach na forum widać że części osób długa restrykcyjna dieta nie daje nic.
Na dzień dzisiejszy widzę że jedyna nadzieja w głodówce, zamierzam się do tego przygotować i spróbować kilkudniowych głodówek, nie dla każdego jest to wskazane ale w zaistniałej sytuacji to wg mnie lepsze niż długotrwałe katowanie się dietą której efekty mogą być żadne.
Co do innych rzeczy to już pisałem na forum że nie wierze w te wszystkie cudowne tabletki typu candida clear itd. Dla mnie to wyciąganie pieniędzy. Nie mówiąc już o tabletkach antygrzybicznych które na dłuższą metę nic nie dają.
Tak przy okazji to ostatnio wyczytałem że melisa jest ziołem które niszczy grzyby, a melisę uwielbiam smile
Druga rzecz jest taka że jednemu coś pomaga a innemu to samo szkodzi smile
Nie musi nikt odpisywać w tym wątku, chciałem tylko napisać co myślę o tym wszystkim na dzień dzisiejszy.
Edytor zaawansowany
  • jan440 08.07.12, 12:13
    Każdemu wolno myśleć co chce i pisać co chce to zaleta tego forum w przeciwieństwie do forum borelioza gdzie polecać i pisać dobrze można tylko o antybiotykach.
    Ale ja czasem nie rozumiem dokładnie autorów niektórych wypowiedzi - to głodówka ma zabić grzyby?
    Dlaczego używać pojęcia katowanie się dietą - przecież każdy przez jakąś dietę chce osiągnąć jakiś cel - jeden schudnąć, drugi wspomóc trzustkę, inny zwalczyć grzyba.
    Jest bezsporne, że odpowiednia dieta pomoga osiągnąć te cele.
    Podobnie jak to, że nie ma jednie słusznego i skutecznego w 100% środka na grzyby.
    Nie wiemy jaką dietę stosuje autor czy jego dolegliwości pochodzą tylko od grzybicy.
    Przecież chleb można jejść a słodycze czy alkohol nie są potrzebne do życia.
    Czy muzułmanie czy żydzi katują się przez całe życie?
    Przecież nie mogą przez całe życie jejść wieprzowiny.
  • dizel8 08.07.12, 19:40
    Głównie chodzi mi o to że nie zawsze dieta skutkuje przy candidozie, pomóc pomaga mniej lub bardziej ale nawet jeśli uda się teoretycznie wyleczyć z niej to i tak trzeba się będzie pilnować cały czas odnośnie jedzenia żeby znowu się objawy nie nasiliły bądź wróciły i to jest najbardziej denerwujące, bo nigdy nie ma gwarancji że te wszystkie wyrzeczenia doprowadzą do pożądanego efektu a jeśli nawet doprowadzą to efekt może być krótkotrwały. A życie nie polega na tym żeby ciągle z czegoś rezygnować. Np: uwielbiam żółty ser , nie wiem co w nim takiego jest ale mój organizm potrzebuje żółtego sera albo coś co on zawiera więc dlaczego niby mam zrezygnować z niego na całe życie? Nie chce żeby moje posty były odebrane jako jakieś żalenie się ale wg mnie dieta pomaga ale nie zawsze jest w 100% skuteczna a nawet śmiem twierdzić że w większości przypadków nie jest skuteczna (w sensie że zmniejsza objawy ale nie likwiduje ich w 100%) i wysiłek który się wkłada nie jest współmierny do osiągniętych efektów końcowych dlatego trzeba próbować wszystkiego czego się da, nie twierdzę że głodówka zabije grzyba ale trzeba próbować bo może być to skuteczniejsza terapia niż długotrwała dieta. Oczywiście zdaję sobie sprawę że na dzień dzisiejszy to nie ja dyktuje warunki ale trzeba spróbować danej metody żeby można było ocenić na ile jest skuteczna.
  • agnieszka.70 08.07.12, 22:42
    Włączę się w tą wymianę poglądów. Może i sama dieta nie leczy, ale jest czasem bardzo ważnym elementem. Walczę z drożdżami już kilka lat. Teraz mam bardzo paskudny nawrót. Bez diety bym nie dała rady. Na pewno powoduje zmniejszenie objawów. Najmniejszy błąd w mojej diecie, czasem nawet nie wiem co, a zaczyna bardziej dokuczać. Czasem wręcz nie mogę oddychać. Potrzebuję kilka dni na wyciszenie objawów. Dziś jem tylko mięso i warzywa, trochę chleba razowego , który mi wcale nie służy i bardzo żałuję że maliny i czereśnie mogę tylko powąchać. Choć czasem tracę nadzieje, wierzę ,że kiedyś będzie inaczej.
    Przecież musi.
  • jan440 08.07.12, 23:34
    "wg mnie dieta pomaga ale nie zawsze jest
    w 100% skuteczna a nawet śmiem twierdzić że w większości przypadków nie jest sk
    uteczna (w sensie że zmniejsza objawy ale nie likwiduje ich w 100%) " - twój cytat
    A co takiego by mogło być skuteczne w diecie żeby zlikwidować grzybicę w 100% - przecież dieta to nie środek zabijający grzyby.
    Tylko połączenie diety z środkiem zabijającym grzyby (chemia czy śr. naturalne czy też ich połączenie razem) plus dodanie odpowiednich bakterii dla przywrócenia właściwej równowagi może rozwiązać problem.
    Głodówka nigdy nie rozwiąże problemu bo przetrwalniki grzybów mogą przetrwać w niesprzyjających warunkach nawet 2 lata.
    Twoja głodówka potrwa dłużej?
    Ale to mi się podoba - każdy może próbować własnej drogi.
    Jak za bardzo nie osłabniesz to informuj nas o postępach w kuracji.
  • dizel8 09.07.12, 19:36
    jan440 Co do przetrwalników to może i 2 lata ale przecież candida i tak nawet w zdrowym organizmie jest potrzebna , nie za dużo ale musi być, tylko rozrost jest niebezpieczny.
    Nigdzie nie napisałem że będę głodował 2 lata ale może się okazać że znacznie skróci to drogę do wyleczenia jeśli kiedykolwiek całkowite wyleczenie będzie możliwe.
    Zresztą czytając Ciebie odnoszę wrażenie że uważasz że jedyna droga do wyleczenia z candidy to jest twoja droga czyli to co piałeś jak należy postępować i co tobie pomogło. Tyle że tak jak pisałeś wyżej nie wiem na ile jest to całkowite wyzdrowienie bo skoro piszesz że alkohol, słodycze itd nie są potrzebne do życia to widocznie z nich zrezygnowałeś i nie wiadomo co by było jakbyś zaczął normalnie jeść jak zwykły człowiek. Wszyscy są wdzięczni za twoje wskazówki bo dużo pracy w to włożyłeś ale tak jak mówię każdy organizm jest inny i to że tobie taka droga pomogła nie oznacza że stosowanie się do tego pomoże też wszystkim innym. Każdy organizm jest inny.
    Jak wiadomo na lekarzy nie ma bardzo co liczyć więc trzeba szukać i testować na sobie jak to wygląda. Jak pisałem wcześniej nie wierzę w te cudowne leki ani nawet w tych cudownych lekarzy medycyny naturalnej bo wg mnie jest to wyciąganie od ludzi pieniędzy, terapia jest kosztowna, długotrwała i nie ma gwarancji wyleczenia. Cały czas wierzę w to że jest jakiś sposób/metoda aby pozbyć się candidy tak żeby nie trzeba było rezygnować z jedzenia i jeść wszystko co się chce bo wg mnie nie na tym życie polega żeby ciągle sobie wszystkiego odmawiać.
    Jeśli uważasz że dalsza dyskusja nie ma sensu nie odpisuj na ten post.
  • jan440 09.07.12, 22:40
    Niestety muszę odpisać bo mnie nie zrozumiałeś.
    Ja osobiście spożywam i alkohol i słodycze i to w ilościach dość znacznych bo odbijam sobie to co straciłem będąc na diecie. Czego życzę wszystkim choć wydaje mi się pisanie tutaj o tym trochę nie na miejscu. I przepraszam za to.
    Nie zmienia to mojego poglądu na to, że alkohol i słodycze nie są potrzebne do życia i da się całkowicie i spokojnie bez nich żyć. Niektórym może być trudno.
    Przez rok byłem na naprawdę dość restrykcyjnej diecie wykluczającej nie tylko słodycze, alkohol ale i owoce więc wiem co piszę i nie jestem teoretykiem.
    Metody naturalne w/g mnie są skuteczniejsze i zdecydowanie tańsze.
    Każdy wybiera własną drogę - życzę powodzenia.
    Na Fluconazol który przepisze Ci każdy lekarz, najczęściej parę razy, bo przecież nie zleci mycogramu, ok.30% populacji ma na niego uodpornionego grzyba i będzie sobie hodował jescze bardziej oporne szczepy.
    Ty jeszcze nie zacząłeś się leczyć, masz niewielkie objawy.
    Nie życzę Ci tego odczuć co będzie z Twoją wątrobą po leczeniu chemicznym.
    O tym, że terapia jest kosztowna, długotrwała i nie ma gwarancji wyleczenia dowiesz się dopiero jak zaczniesz się leczyć klasycznie.
    O wyciąganiu pieniędzy też się dopiero dowiesz odwiedzając kolejnych specjalistów.
  • chorowitka85 01.08.12, 06:54
    pozwolę sobie się wtrącić...
    moim zdaniem Jan ma rację, ja walczę z candidą również od kilku lat (niestety w lutym nastąpił silny nawrót po zabiegu chirurgicznym i przyjmowanym w związku z tym później antybiotyku oraz lekach przeciwzapalnych co doprowadziło do dużego spadku odporności, osłabienia i wychudzenia) i gdyby nie dieta to chyba bym niemalże zeszła z tego świata. W każdym razie każde odstępstwo od diety - męczarnie. Dieta mi bardzo pomaga. Wyrzeczeń jest dużo - trudno, jakoś przecierpię. A antybiotykoterapię przeciwgrzybiczą też już kiedyś przerabiałam i nic mi to na dłuższą metę nie dało tylko jeszcze osłabiło. uncertain
    Doszłam już też do tego, że nie można jedynie koncentrować się na zabijaniu grzyba tudzież innych ustrojstw (również ziołami), bo można sobie masakrycznie obciążyć organizm toksynami, zniszczyć wątrobę. Dobrze jest trafić na fachowca, który ustali zioła ogólnie wzmacniające i oczyszczające, przy okazji pomagające organizmowi zwalczać patogeny. Na takiego wcale nie jest łatwo trafić. I dieta to przy tym podstawa. Ja się obecnie leczę u lekarza tradycyjnej medycyny chińskiej. Trwała zmiana nawyków żywieniowych to klucz do sukcesu. Zioła są cennym dodatkiem.
    Pozdrawiam
  • candidaonline 04.08.12, 05:57
    Jeśli jesteś gotowy rzucic diete (juz rzuciłeś) to by oznaczało że candida nie daje Ci się za bardzo we znaki. Moje kazdorazowe odstapienie od diety konczy sie natychmiastowym pogorszeniem sytuacji, to mnie bardzo mobilizuje w diecie, skutek jest taki że boje sie chocby spojrzec w kierunku słodyczy.
  • depakinka11 11.08.12, 11:53
    Witam!
    Wtrace i ja swoje kilka slow.
    Odnosnie diety ,nie wiem co macie na mysli?
    Ja od ponad 5 lat nie mialam nic slodkiego w ustach.
    Nie jadalam pieczywa bialego,ziemniakow unikalam .
    Diete stosowalam odnosnie leczenia boreliozy.
    Jestem bardzo zagrzybiona ,mam rowneiz ukadowa grzybice
    moje wszytskie dolegliwosci sa koszmarne ,ciezko mi funkcjonowac.
    Od konca czerwca ,zaczelam jadac brokul i kalafior z duza iloscia oliwy z oliwek
    i tylko to.
    Bardzo zle sie czulam ,tracilam sily coraz bardziej ,dolegliwosci byly wieksze.
    wprowadzilam do diety swojej mieso z kurczaka (piersi) gotowane ,ryby morskie gotowane na parze ,salate,koperek,szczypiorek,kapuste pekinska.
    Wafle ryzowe wieloziarniste jem z salata i rzodkiewka wczesniej obrana ze skorki.
    Nadal czuje sie bardzo zle .
    Jestem w blednym kole ,nie potrafie sobie dac rade z dieta ,nie wiem co jesc?
    Czasem pije cherbate z Lipy ,ale rzadko .
    Tylko woda przegotowana z cytryna .
    Cokolwiek zjem opusza mnie ,mam zoladek jak balon i brzuch .
    Pokarmy mi sie nie wchalaniaja.
    dalej naprawde nie wiem jak sie odzywiac co mma jesc?
    Biore leki chemiczne na grzybice Orungal+Ketokonazol+Nystatyna.
    Oprocz tego inne ziolowe wspomagacze ,nie mam juz funduszy na nie ,koncza sie sad
    Co Wy jecie?
    Ostatnio chodzi za mna Jogurt lub Kefir ,ale nie mam sklpeu gdzie bym mogla kupic
    organiczne.
    A znacie sposob na robienie z mleka z wioski Kefiru lub Jogurtu?
    pomalu dochodze do wniosku ,ze chyba nic nie powinnam jesc.
    Boje sie wyprobowac czegos odnosnie jedzenia.
    Nie daje sobie rady z dolegliwosciam ,jezykiem ktory jest totalnie oblozony i nie schodzi
    nic gdy szoruje olejkiem z oregano i pasta przeciw grzybicza.
    Nie daje sobie juz radyy ze sznurkami ktore sie ciagna gdy szoruje jezyk
    Czesto odkalsywuje okropne geste sznury i galaretki raz sa szare raz biale to jest bardzo geste nie ma konca tego.
    Przepraszam ,bo watek jest na temat diety a ja sie rozpisalam nie na temat.
    Co Wy jadacie?
    Pozdrawiam



  • candidaonline 11.08.12, 20:20
    Zamiast pisać od ciebie wkleję ciekawy wywiad z autorytrtem (ukazał sie w tamtym roku w wysokich obcasach)

    Aneta Augustyn: Nawraca pan naród na jaja?

    Prof. Tadeusz Trziszka*: Nawracam, bo z jajami u nas nie najlepiej. Na Polaka nie przypada nawet jedna sztuka dziennie. Na Wielkanoc jajo ma swoje pięć minut, ale i tak nam to statystyk nie poprawia . Jemy ledwie 200 jaj rocznie, dwa razy mniej niż Japończycy czy Chińczycy.

    Po co nam więcej?

    - Bo to najlepsze naturalne źródło bioaktywnych składników.

    Nie ma w naturze drugiego produktu, w którym jest tyle potencjału. Jeśli zapłodnione jajo przez 21 dni będziemy podgrzewać w temperaturze 40 stopni, wykluje się pisklę z układem nerwowym, kostnym, krwionośnym, immunologicznym, itd. Czyli wystarczyło dodać energię cieplną, żeby powstało nowe życie. Bo w jaju jest wszystko, co potrzebne do jego stworzenia: precyzyjnie zaplanowany komplet białek, kwasów tłuszczowych, witamin, związków mineralnych, wszystko w idealnych proporcjach.

    Dwie sztuki dziennie pokrywają nam całkowite zapotrzebowanie na cholinę, która chroni wątrobę, oraz na aminokwasy potrzebne do odbudowy wszystkich komórek i tkanek. Kilkunastu aminokwasów niezbędnych do utrzymania przy życiu sami nie jesteśmy w stanie wyprodukować, musimy dostać je z zewnątrz, z pożywieniem. Występują one także w mleku, mięsie, roślinach, ale to jaja mają ich najwięcej i w dodatku najlepszej jakości. Białko jaja zostało uznane przez Światową Organizację Zdrowia za międzynarodowy wzorzec składu aminokwasowego.

    Jajo zawiera też liczne fosfolipidy, m.in. lecytynę potrzebną do sprawnego funkcjonowania mózgu i układu nerwowego, składniki mineralne, m.in. fosfor i żelazo, oraz niemal wszystkie witaminy, w tym cały garnitur witamin B, zwłaszcza B12, na której brak bywają narażeni zwłaszcza wegetarianie. Nie potrzeba nam jej wiele, ale jest kluczowa w metabolizmie, szczególnie tłuszczu i cukrów. Występuje tylko w produktach zwierzęcych, dlatego wegetarianom zaleca się łykanie pastylek z B12. Tymczasem dwa jaja dostarczają nam 100 procent dziennego zapotrzebowania na tę witaminę. W dodatku występuje ona w towarzystwie lipidów, które jeszcze wzmacniają jej przyswajalność. Dwa jaja to także sporo luteiny, która wzmacnia wzrok i połowa zapotrzebowania na witaminy A i E.

    Nie mają jednak w ogóle witaminy C.

    - Jajo zagryzione jabłkiem załatwia sprawę braku witaminy C. Ab ovo usque ad mala , od jaja do jabłka, od początku do końca - pisał Horacy. W Cesarstwie Rzymskim posiłki rozpoczynano jajkami, potem szły bażanty i inna dziczyzna, a kończono jabłkami. Jaja na starożytnych stołach serwowano na miękko, sadzone albo na twardo z sosami rybnymi. Apicjusz, autor antycznej książki kucharskiej De re coquingria libri X - O sztuce kucharskiej ksiąg 10 - podaje między innymi przepis na ovo spongia , coś na kształt dzisiejszego omletu. Żeby jaja były jak najdłużej świeże, przechowywano je wówczas w soli, otrębach albo zasypane ziarnem prosa.

    Orędując w sprawie jajecznej, nie obawia się pan cholesterolu?

    - Polska jest jednym z ostatnich bastionów strachu przed cholesterolem, to prawie nasz wróg publiczny. Cholersterolofobia zaczęła się na świecie w latach 70., gdy przemysł farmaceutyczny szukał możliwości sprzedania leków, które ograniczają produkcję cholesterolu i nie dopuszczają do jego odkładania się w naczyniach krwionośnych. Szukano także winnych i padło na jaja. Dlatego w latach 70. i 80. w krajach wysoko rozwiniętych ich spożycie znacznie spadło.

    Ale przecież cholesterol to problem dla wielu ludzi. Odkłada się w tętnicach, grożąc miażdżycą, zawałem, udarem.

    - Fobia cholesterolowa nakręcała się bez naukowego uzasadnienia i miała jedną pozytywną stronę: przyspieszyła i rozszerzyła zaawansowane badania, za duże pieniądze, które pokazały kilka rzeczy.

    Owszem, cholesterol jest czynnikiem ryzyka w rozwoju miażdżycy i choroby wieńcowej serca, ale przede wszystkim u osób obciążonych genetycznie hipercholesterolemią. Jest niezaprzeczalnym faktem, że u części ludzi organizm nie radzi sobie z nadprodukcją cholesterolu i odkłada go w naczyniach. Ale zdrowy, sprawny organizm sam reguluje jego poziom, bez względu na to, ile go zjemy.

    Ważne - głównym sprawcą zła nie jest cholesterol z jaj, tylko ten, który wytwarzamy sami, w wątrobie. Produkujemy go codziennie mniej więcej tyle, ile znajduje się w piętnastu jajach. Cholesterol jest nam zresztą niezbędny. Organizm, który go nie produkuje, musi umrzeć. Występuje on w każdej błonie komórkowej, w miliardach wszystkich komórek naszego ciała, jest konieczny w tworzeniu hormonów płciowych, witaminy D i kwasów żółciowych.

    Cholesterol nie może sam przepływać w systemie krwionośnym. Musi mieć autobus, który będzie go przewoził. Transportują go dwa nośniki, dwa związki fosfolipidowe - HDL i LDL. Zaczęto je rozróżniać dopiero w latach 80. Z wątroby do komórek jest transportowany LDL-em, potocznie zwanym "złym cholesterolem", który może odkładać się w naczyniach. Natomiast cały nadmiar jest z nich zabierany i odwożony do utylizacji w wątrobie HDL-em, "dobrym cholesterolem". I tu właśnie jest całe jajo: nie tyle o sam cholesterol chodzi, ile o proporcje nośników. Jak mamy za mało HDL, to nie ma kto "sprzątać" z powrotem do wątroby nadmiaru cholesterolu, który zaczyna odkładać się w naczyniach krwionośnych.

    Skąd ten nadmiar?

    - Poniekąd na własne życzenie: niemieckie i japońskie badania pokazały, że u ludzi w permanentnym stresie wątroba wyrzuca więcej cholesterolu. Jego nadprodukcję jednak przede wszystkim mamy zakodowaną genetycznie. Trzeba wtedy zwracać uwagę na dietę, jeść mniej cukrów i tłuszczów. Ale nie jaj, które w tym całym cholesterolowym zamieszaniu niesłusznie posadzono na ławie oskarżonych. Jajo zawiera 0,3 procent cholesterolu, to tyle co granica błędu. Nie może więc być tak kolosalnie szkodliwe, jak nas latami straszono. Poza tym jajo dostarcza dużą ilość korzystnego HDL-u.

    Czyli jaj się nie bać?

    - Lansowane kiedyś przekonanie, że można zjeść nie więcej niż dwa-trzy jaja na tydzień, zostało na Zachodzie definitywnie odesłane do lamusa. "Two eggs every day is ok" - dwa jaja codziennie są OK - stwierdzono w 1998 roku w Atlancie na konferencji poświęconej jajom. I nie było to bynajmniej hasło marketingowe drobiarzy, tylko fakt poparty rzetelnymi badaniami.

    Nie odważyłbym się być takim orędownikiem jaj, gdybym sam od lat nie współpracował z Akademią Medyczną. W żadnym z badań nie stwierdzono, że jaja mogą szkodzić. Publikacje w renomowanej literaturze dowodzą nieszkodliwości cholesterolu zawartego w żółtku.

    Jeszcze raz mówię wyraźnie: cholesterol z jaj nie powoduje arteriosklerozy ani chorób układu krążenia u osób z normalnym metabolizmem.

    Kolejną przyczyną trendu antyjajecznego był przemysł tłuszczowy. W latach 80. na Zachodzie, a w 90. u nas nawoływano: "jedzcie tylko margaryny, tylko tłuszcze roślinne, bo w nich nie ma cholesterolu". Tłuszcze zwierzęce oraz jaja zostały zdegradowane. To jasne, że w margarynie nie ma cholesterolu, bo żadna roślina go nie produkuje. Tylko że margaryna to olej, w który wtłoczono wodór. Dopóki olej jest w formie płynnej, nienasyconej, jest w porządku. Natomiast sztucznie uwodorniony utwardza się, staje się tłuszczem nasyconym, typu trans, niekorzystnym dla zdrowia. To nie jest produkt dla człowieka, w naturze nie występuje. Strasząc cholesterolem w latach 90. mocno wylansowano margaryny.

    Dziś ich reklamy nie są już tak nachalne; nikt nie odważy się powiedzieć, że są zdrowe. A jajo króluje.

    Ale może uczulać, może być też źródłem salmonellozy.

    - Tzw. skaza białkowa jest efektem kilku czynników alergizujących, głównie owomukoidu w białku.

    Co do zakażeń, to ptaki rzeczywiście są potencjalnym źródłem pałeczek Salmonella i Campylobacter , które żyjąc w ich przewodzie pokarmowym, samym ptakom nie szkodzą, ale mogą przenieść się na jaja. Ale takie ryzyko ma miejsce tylko tam, gdzie brak higieny, na fermach jest to wykluczone. W każdym razie bakterie
  • candidaonline 11.08.12, 20:24

    Co do zakażeń, to ptaki rzeczywiście są potencjalnym źródłem pałeczek Salmonella i Campylobacter , które żyjąc w ich przewodzie pokarmowym, samym ptakom nie szkodzą, ale mogą przenieść się na jaja. Ale takie ryzyko ma miejsce tylko tam, gdzie brak higieny, na fermach jest to wykluczone. W każdym razie bakterie te giną w 60 stopniach. Zawsze zanurzam jaja na kilka sekund we wrzątku i dopiero potem wkładam do lodówki.
  • candidaonline 11.08.12, 20:29
    Dużo ich pan tam trzyma?

    - Zwykle sześćdziesiąt w domu musi być, ich liczba nie może spaść poniżej trzydziestu. Każdy z domowników zjada dwie-trzy sztuki dziennie. Na miękko, sadzone, po wiedeńsku, w omletach. Zrobiłem kiedyś sam na sobie eksperyment: przez dwa miesiące nie jadłem jaj i cholesterol ze 190 skoczył mi do 280. Eksperymentowałem też na znajomych i zawsze efekty były podobne. Potwierdzają wyniki badań, które mówią, że jeśli dostarczymy cholesterol z zewnątrz, jednocześnie zmniejszymy własną produkcję. Po prostu, gdy jemy więcej produktów zwierzęcych bogatych w cholesterol, spada nasza własna synteza i odwrotnie.

    To więc, że pofolgujemy sobie na święta i zjemy więcej jaj, nie podwyższy nam cholesterolu; oczywiście o ile nie jesteśmy obciążeni genetycznie i nie mamy problemów z metabolizmem.

    Wrócił pan właśnie z Kanady, gdzie "jajolodzy" z całego świata rozmawiali o tym, co z jaj można jeszcze wycisnąć. Coś pana zaskoczyło?

    - Banff Egg [w miasteczku Banff w zachodniej Kanadzie] to przygotowana przez kanadyjskie uniwersytety - Alberty i Manitoby - największa na świecie konferencja o jajach. Nie o produkcji, nie o przemyśle drobiarskim, tylko o ich wykorzystaniu w leczeniu. Spotykają się tam raz na osiem lat biochemicy, lekarze, farmaceuci, specjaliści od żywienia z uczelni medycznych.

    Tym razem Japończycy mocno podkreślali, że cholesterol, czyli składnik żółtka niezbędny do rozwoju zarodka, powinno się podawać dzieciom. Tak, jest niezbędny do harmonijnego rozwoju, podobnie jak kwas arachidonowy z żółtka. W Polsce medyk starej daty pewnie padłby na taką wiadomość.

    Podkreślano rolę choliny z jaj w metabolizmie kwasu foliowego, rozwoju mózgu i ochronie wątroby; jej niedobór może prowadzić nawet do marskości. Dużo było o pozyskiwaniu z jaj za pomocą hydrolizy enzymatycznej peptydów, które działają silnie antyoksydacyjnie i antydrobnoustrojowo. Są także pomocne w leczeniu nowotworów oraz regulacji ciśnienia krwi. Intensywnie pracuje się nad tym w japońskich i amerykańskich laboratoriach. Koncerny farmaceutyczne są tym mocno zainteresowane.

    Było o skorupkach wykorzystywanych do produkcji leczniczych preparatów oraz o terapeutycznych właściwościach immunoglobuliny z żółtka.

    Mówiono również o tym, jak istotne są proporcje kwasów omega3 i omega6. Idealnie, jeśli jest to jeden do jednego. Zachwianie tej równowagi bywa powodem chorób cywilizacyjnych, między innymi cukrzycy. W naszej diecie przeważają omega6, natomiast omega3 potrzebne chocby do rozwoju układu nerwowego występują głównie w jajach i rybach.

    Generalnie potwierdza się po raz kolejny truizm, że to, co jemy, może nas leczyć albo przyprawić o chorobę. A skoro leczenie przez żywienie, to jajo jest produktem idealnym.

    Był pan jedynym Polakiem, który miał w Kanadzie swój wykład. O czym pan mówił?

    - O jajach jako wielce obiecującym źródle preparatów biomedycznych i nutraceutycznych.

    Nie wystarczy po prostu zjeść jajko?

    - Nam chodzi o to, żeby skoncentrować cenne substancje, jakie zawiera. Bo kto zje kilkanaście sztuk dziennie? A za pomocą chromatografii, ekstrakcji nadkrytycznej czy hydrolizy enzymatycznej możemy pozyskać z jajek aktywne składniki i zamknąć je w kapsułkach.

    Właśnie nad tym pracujemy we wrocławskim projekcie Ovocura, w który jest zaangażowanych prawie setka naukowców z Uniwersytetu Przyrodniczego, Akademii Medycznej, Politechniki Wrocławskiej, Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Akademii Nauk. We Wrocławskim Parku Technologicznym pracujemy na supernowoczesnej, robionej na zamówienie linii technologicznej.

    Próbujemy wyizolować z jaj związki, które mogą być pomocne w zapobieganiu chorobom cywilizacyjnym, na przykład chorobom mózgu, serca, nowotworom. Pracujemy między innymi nad preparatem z żółtka do prewencji chorób Alzheimera i Parkinsona oraz preparatem wspomagającym leczenie nowotworów na bazie cystatyny. To białko, które silnie działa na bakterie, wirusy, komórki nowotworowe. Na razie jesteśmy w fazie badań przedklinicznych.

    Oprócz preparatów prewencyjnych i leczniczych przygotowujemy suplementy diety - fosfolipidowe, wzmacniające układ nerwowy, oraz wapniowe, na bazie skorupek, przeciw osteoporozie. Nie ma w Europie drugiego takiego projektu.

    Ovocura to w wolnym tłumaczeniu jajoleczenie. Już medycyna ludowa zalecała, żeby po ciele chorego toczyć jajo, które miało w swoim wnętrzu zamknąć chorobę.

    - Medycyna ludowa też może być wskazówką dla nauki. W Kanadzie jeden z uczonych egipskiego pochodzenia opowiadał, że w jego kraju od zawsze kładziono na rany błonę podskorupkową. Okazuje się, że rzeczywiście jest bogata w kolagen regenerujący skórę. Medycyna ludowa zaleca też smarowanie surowym białkiem miejsc dotkniętych bólami reumatycznymi. Tego jeszcze nie potrafimy wyjaśnić, ale może kiedyś rozwiążemy i tę zagadkę?

    Intrygujące bywają nie tylko ludowe receptury, ale i dawne przepisy.

    Choćby jaja pi dan, zwane stuletnimi. To chiński delikates, który przez kilka tygodni marynuje się w zalewie z soli, wapnia i naparu czarnej herbaty. Białko robi się brunatne i galaretowate, a żółtko ciemnieje. Jadłem je na surowo podczas pobytu w Chinach, ale z oporami, ze względu na ten makabryczny kolor. Fascynują mnie natomiast jako naukowca. Przypuszczam, że jaja poddane fermentacji mogą być bogate w dodatkowe aktywne substancje. Kiedyś je przebadam. Na marginesie, prawie połowa światowej produkcji jaj to właśnie Chiny.

    Na jakich jajach pracujecie w Ovocura?

    Do badań potrzebujemy 300 tysiecy sztuk drogich, eksperymentalnych jaj zakontraktowanych u jednego z dolnośląskich hodowców.

    Karmi kury z kartki?

    - Prawie. Ma precyzyjnie rozpisane naturalne dodatki w odpowiednich proporcjach, na przykład glony i świeżo tłoczony olej lniany. Z tak karmionej kury mamy jajo nowej generacji, zwane też jajem projektowanym. Jest wzbogacone w witaminy, kwasy tłuszczowe i inne składniki, które poprawiają naszą kondycję. Wzbogacane jaja, mleko, jogurty to tak zwane nutraceutyki. Farmaceutyk to leczenie chemią, nutraceutyk - leczenie żywnością.

    To dobry biznes?

    - Na świecie znakomity, zaczął się w Japonii w latach 90. U nas jest w powijakach. Weźmy takie belgijskie jaja kur Columbus karmionych planktonem morskim, o idealnych proporcjach kwasów omega i innych składników. Kosztują dolara za sztukę, codziennie milion jest rozprowadzanych samolotami w różne zakątki globu. Belgowie długo nad nimi pracowali, sprzedają je od ponad 20 lat, mają dobry marketing.

    Podobno jaja kwadratowe też cieszą się powodzeniem.

    - Wymyślili je Duńczycy: rozdziela się białko i żółtko, podgrzewa osobno, układa trzema warstwami w roladę: białko na górze i dole, między nimi żółtko, kroi się jak w sześciany i pakuje. Są popularne, bo wygodne, gotowe. Poza tym na całej długości jest tyle samo żółtka i białka.

    To wcale nie jest śmieszne! Jak zapraszam gości i robię kanapki z jajkami, to najpierw zjadają te, gdzie są plasterki z żółtkiem, a nie te z samym białkiem. Bo niby boimy się tego cholesterolu, ale na żółtko jesteśmy łakomi.

    Francuzi też robią takie rolady, ale okrągłe. Świat zna więcej niekonwencjonalnych produktów z jaj, których u nas nie ma. Amerykańscy studenci mają w kartonach pożywne napoje z białka, żółtka i soku pomarańczowego. Holendrzy wymyślili sery na bazie masy jajecznej, Japończycy makaron wyłącznie z jaj, bez mąki.

    Kowalski raczej nie zna jaj kwadratowych, do superjaj projektowanych też ma ograniczony dostęp. To może pozostańmy przy zwykłym jaju konsumpcyjnym. Pewnie kupuje pan z wolnego wybiegu albo przynajmniej od chłopa ze wsi.

    - Kupuję w zwykłym sklepie. Skład chemiczny jaja niewiele się różni, bez względu na to, czy to "zerówka" z ekochowu, "jedynka" z wolnego wybiegu, "dwójka" ze ściółkowego czy "trójka" z klatkowego.

  • candidaonline 11.08.12, 20:30
    to, że kura spędza życie na powierzchni wielkości gazety nie przekłada się na smak jaja?

    - Kura wychowana w klatce jest do niej przystosowana, powiedziałbym nawet, że pogodzona z losem. Poza tym od stycznia zmieniły się przepisy, Unia Europejska narzuciła na hodowców wymóg powiększenia klatek, co zresztą przełożyło się na ceny jaj. Więc kura ma już miejsce na kąpiel piaskową, na grzędę, a nawet może sobie podskoczyć, pogrzebać.

    Podskoczyć może i podskoczy, ale co ona tam wygrzebie... Żadnego pędraka ani innego przysmaku, do jakich mają dostęp towarzyszki na wolności.

    - Nie mitologizowałbym jaja z zagrody. Wiejskie kury mają co prawda lepszy dostęp do związków mineralnych, ale przy okazji do bakterii, wirusów i toksyn. Kura jest dotknięta allotrofagią, czyli zeżre prawie wszystko, co znajdzie w zasięgu dzioba. To nieszczęsne zwierzę wszystkożerne, co nawet olejem napędowym czy sztucznym nawozem nie pogardzi. Bywa, że wiejska kura łazi po oborniku, przy ruchliwych drogach.

    I mamy jajko-niespodziankę z metalami ciężkimi?

    - Robiliśmy we Wrocławiu badania, które potwierdziły kumulację metali ciężkich w jajach od wiejskich kur.

    Z kurą fermową nie ma tego problemu. A smak... No cóż, bywa dyskusyjny; jak hodowca sypnie do paszy za dużo mączki rybnej, to rzeczywiście jajo lekko trąci rybą.

    W modzie są jaja od zielononóżki.

    - Zielononóżka kuropatwiana to jedyna rasa typowo polska, hodowana u nas od stuleci. Potrafi bytować wyłącznie w naturalnym środowisku, w klatce zamknąć się nie da. Ma dobre jajo, ale nie różni się ono wiele od zwykłego.

    Szkoda, że nie przyjęło się u nas jajo przepiórki, bardzo ciekawe, o dużym i bogatym żółtku, warte polecenia. Tylko małe i naród chyba nie ma cierpliwości do obierania ze skorupki. Dominuje u nas niemiecka rasa Lohmann, wydajna, dobrze znosi chów klatkowy. Może być brązowe albo białe, zależnie od koloru skorupki. Polacy wolą brązowe. Są przekonani, że ciemniejsza skorupka to ciemniejsze żółtko, choć nie ma to związku ze smakiem, ani wartościami odżywczymi. Barwa żółtka zależy od karotenoidów. Kura z wolnego chowu zjada ich sporo z trawą; hodowlanym dodaje się do paszy suszu lucerny albo wyciąg z cytrusów czy papryki i piękne żółtko gotowe. W każdym razie Polak woli skorupkę żółtą, a Amerykanin - wyłącznie białą.

    Jajo powstaje przez około dobę i w ostatniej minucie obraca się o 180 stopni, tak że kura znosi je tępą stroną. Dlaczego akurat tępą?

    - Ta część jest delikatniejsza, tędy wydostaje się pisklę. Podczas znoszenia różnica ciśnień sprawia, że właśnie w tej delikatniejszej i bardziej porowatej części łatwiej dochodzi do zassania powietrza do jaja i powstaje tam komora powietrzna. To powietrze, które jest niezbędne pisklęciu do rozwoju.

    Kura ma tylko lewy jajnik, a w nim cztery tysiące potencjalnych jaj, z czego w trakcie swojego trzy-czteroletniego żywota wykorzystuje jedną dziesiątą.

    To prawda, że jak kura jest w stresie, to jajko może się nie obrócić?

    - W stresie dochodzi do skurczu i jajo może wyjść zdeformowane, pęknięte, może się nie obrócić.

    Co przysparza kurze stresu?

    - Zbyt nagłe wchodzenie do kurnika, za dużo albo mało światła, hałas, intruzi.

    Na Dolnym Śląsku po wojnie stacjonowała Północna Grupa Wojsk Radzieckich. Najwięcej było ich w Legnicy, w siedzibie dowództwa. Właściciel fermy koło legnickiego poligonu miał 40 procent jaj z uszkodzeniami skorupki. Bardzo to rosyjskie strzelanie kury stresowało.

    Prof. Tadeusz Trziszka jest kierownikiem Katedry Technologii Surowców Zwierzęcych na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. Prawdopodobnie jedyny Polak, który doktorat i habilitację zrobił z jaj. Zajmuje się nimi od 35 lat. Autor podręcznika "Jajczarstwo". Wymyślił i prowadzi projekt "Ovocura", w którym prawie setka naukowców tworzy z jaj preparaty lecznicze i suplementy diety
  • jan440 11.08.12, 20:39
    "Robiliśmy we Wrocławiu badania, które potwierdziły kumulację metali ciężkich
    w jajach od wiejskich kur."
    A czy robiliście wywiad na temat pochodzenia tych jaj z konkretnych zagród i czy np. wcześniej u gospodarza nie był składowany azbest z dachu.
  • depakinka11 12.08.12, 08:53
    Bardzo lubvie jajka ,ale nie moge za wiele isc
    jesc ,jestem obciazona dziedziczna chipercholesterolemia.
    Wczoraj zjadlam kasze jaglana i co zauwazylam
    cukier w 2 h po zjedzeniu wysoki,jezyk piekacy slinie,
    na ustach biale farfocle .Czyli mi kasza jaglana nie sluzy.
    Szkoda,bo bardzo dobra.
  • chorowitka85 12.08.12, 14:20
    Depakinko, a w jaki sposób robiłaś tę kaszę jaglaną?
    Ja robię tak: prażę kaszę w suchym garnku, następnie płukam dokładnie pod kranem, zalewam wrzątkiem ponownie wylewając wodę i dopiero na następnym wrzątku gotuję. W ten sposób pozbywamy się wilgoci, pleśni, zanieczyszczeń, i tak gotowana kasza nie zaśluzowuje (podprażana). Może spróbuj tego sposobu? Polecany przez mojego lekarza TMC.
    A w ogóle to polecam kasze ekologiczne, to zupełnie inna bajka... Dużo lepiej smakują, są lepszej jakości, no i nie zanieczyszczone tak zbożem glutenowym... (ja muszę unikać glutenu we wszelkiej postaci).
  • depakinka11 12.08.12, 14:30
    chorowitka ,ja prazylam na patelni i po tym przelalam ukropem i do garnka
    z woda i gotowalam.
    Mialam kasze z biedronki.
    Nie mam tutaj sklepu ze zdrowa zywnoscia.
    Produktow ekologicznych niestety tu nie ma.
    A jesz kasze gryczana np z rosolem bez marchwi?
    ja tez unikam glutenu.
    Mysle ,ze wszysc zagrzybieni musza to robic.
  • chorowitka85 12.08.12, 14:39
    Depakinko, kaszę gryczaną jeśli jadam to z warzywami i z oliwą, ogólnie węglowodany złożone nie komponują mi się dobrze z tłuszczami zwierzęcymi, coś mnie odrzuca od tej kombinacji.
    Wywar mięsny (chudy!) jadam z mięsem i gotowanymi w nim warzywami.
  • chorowitka85 12.08.12, 14:37
    co do jajek to ja niestety nie mogę ich jeść. sad bardzo źle się po nich czuję (pęcherzyk żółciowy/wątroba). podejrzewam też jakąś nietolerancję.

    jadam:
    - kasza jaglana (najczęściej), gryczana, rzadziej quinoa, brązowy ryż, wafle ryżowe, kasza kukurydziana
    - kurczak, ryby o białym mięsie
    - warzywa: sałata, cukinia, pietruszka (korzeń i nać), powoli włączyłam pora (w zupie), koperek, brokuły, będę jeść brukselkę jak będzie swoja tongue_out , niewielkie ilości strączkowych (biała fasola, fasolka szparagowa, groszek, fasola mung), wyjątkowo botwinę, małe ilości ogórków kiszonych (w zupie). zdecydowanie nie mogę marchwi (alergia), kalafiora, czosnku, korzenia buraków (za słodkie dla mnie), cebula też mi nie idzie uncertain (złe samopoczucie)
    - siemię lniane
    - pestki słonecznika i dyni (jak będą - bo jadam tylko ze swojej działki - jestem straszliwie wyczulona na pleśnie, jełczenie i nawozy)
    - oliwa z oliwek
    - migdały (odczulam się na nie, więc wkrótce będę jeść)
    - oleje - oliwa z oliwek tylko i wyłącznie (po innych źle się czuję)
    - dodatki: stewia, wanilia, łagodne przyprawy (majeranek, tymianek, kurkuma, liść laurowy, mięta, imbir, czasem odrobina gałki muszkatołowej, pieprzu ziołowego)
    No i to moje całe menu... Jestem ograniczona wieloma alergiami, według mojego lekarza związanymi przede wszystkim ze stanem mojej wątroby/pęcherzyka i upośledzonej detoksykacji organizmu, przez co i grzyb mi daje dalej do wiwatu. Ale na tej diecie (i przede wszystkim po ziołach!!!) czuję się OK.
  • depakinka11 14.08.12, 21:01
    to i tak sporo mozesz zjesc.
    ja nie mam narazie wyboru,moge zjesc kasze gryczana
    rzadko ryz brazowy lub czarny,kasze jaglana i tu znak zapytania?
    z warzyw to tylko ,korzen selera,pietruszke,rzodkiew i szparagi
    z ryb mintaj,morszczuk ,i tym podobe
    z mies krolik,indyk,bazant,cielecina ale bardzo rzadko 2x na tydzien.
    Zadnych olejow ,oliwy z oliwek nie moge .
    Mozesz odebrac maila?
    Dziekuje slicznie pozdrawiam
  • depakinka11 15.08.12, 20:48
    chorowitka ile minut prazysz kasze?
    Bo mi wyszla czarna.
    Prazylam gryczana palona .
  • chorowitka85 16.08.12, 18:39
    Depakinko, kaszy gryczanej palonej się nie praży, bo ona przecież już jest uprażona! uncertain
    Prażyć możemy jedynie produkty nieprażone, czyli kaszę jaglaną, gryczaną NIEPALONĄ, ryż, płatki owsiane itd.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.