Byłam w związku na odległość pól roku.. Ogólnie wcześniej strasznie bałam się
związać, bo zostałam zraniona i jakieś 2 lata byłam sama..mimo licznych
okazji, żeby to zmienić, strach mi na to nie pozwalał:/ W końcu pojawił się
ktoś poznany przez internet..strasznie ostrożnie i obojętnie do tego
podchodziłam, nawet podając nr tel i GG byłam nieugięta i sadziłam, ze mnie
nie złapie uczucie. Jakieś 4 miesiące chłopak się starał,ale nie
naciskał..mimo to czekał.. dzieliło nas 80 km.. zaledwie zdążyliśmy się
spotkać 3 razy.. W końcu złapałam się ehh po tym jak zabrał mnie do siebie i
wszystkim przedstawił..bez zobowiązań, wiedziałam, ze chciał czegoś więcej,
ale decyzja i tak do końca musiała należeć do mnie. ..i nie pożałowałam, bo
nigdy nie byłam szczęśliwsza:( Nie sadziłam, ze tacy faceci istnieją, wszystko
szło pięknie..za pięknie, cały czas się starał, widzieliśmy się zawsze na cale
weekendy co tydzień. Poznała mnie jego cala rodzina, chciał tego... Nigdy się
nie kłóciliśmy. Musze zaznaczyć, ze wszyscy byli bardzo ułożeni, kulturalni..
(ale nie sztywni).
Jeśli chodzi o mnie jestem osoba, która bardzo poważnie traktuje związek
uczucia...jeśli już w coś wchodzę, to nie potrafię tego kończyć -staje się to
moim celem na całe życie. On wiedział o tym. Rzadko kiedy, a praktycznie w
cale nie wyzywałam, potrafiłam wszystko zrozumieć...czasem nawet zadawać
pytania lub stwierdzać, ze może przeszkadzam jeżdżąc tam i praktycznie
zachowując się jak u siebie w domu. Ale jego rodzice nalegali,a on się
cieszył.. Nie chciałam, żadnych prezentów, czasem nalegał..ale stwierdzałam,
ze mam jego.. Dla mnie miłość to bardzo dużo. Ale nie jestem tez kobieta bez
uśmiechu, odrobiny żartu czy nie zabawową .. Czasem jestem na siebie zła, że
ustępuję wielu rzeczom, ale robię to szczerze.. On spokojny, tez chciał sobie
życie układać, czekał w końcu na mnie 4 miesiące i wiedział, ze to związek na
odległość..A pisząc ze sobą przez ten czas, zdarzyliśmy poznać własne
spojrzenia na świat.
Wszystko się skończyło...ale nie do końca...
Moje pytanie do facetów, którzy byli w takim związku:
Czy odległość..to 'nie widzenie się' powoduje czasem poczucie...ze strasznie
Wam brakuje danej osoby i boicie się, ze tak dłużej nie wytrzymacie? W naszym
przypadku nie było perspektyw na razie, żeby zamieszkać ze sobą.. Czy macie
jakieś chwile zwątpienia? Czy może się zdarzyć, ze przez to sami już nie
będziecie wiedzieć co czujecie do drugiej osoby? Zaznaczam, ze słowo kocham
padło... I mimo, ze zawsze bałam się tego słowa, to odwzajemniłam bo tak samo
czułam :)) i czuje do dziś :( a facet właśnie nie wie... i chce sam na sam z
tym pomyśleć..nie odzywa się.. Odkąd się dowiedziałam, świat mi się zawalił..
Rozmawiał, próbował coś tłumaczyć, sam sobie się dziwił, nie sadził, że mnie
zawiedzie.. powiedział, ze zrozumie jeśli nie będę chciała do niego wrócić jak
sobie już z tym poradzi, że nawet tego się boi, bo nie spotkał nigdy takiej
dziewczyny jak ja.. Czy całkowity brak kogoś ważnego będzie mógł udowodnić mu
prawdziwa miłość? Czy to jest w ogóle dobry sposób? Jedyny możliwy, żeby sobie
uświadomić jak bardzo się kocha...? Wiadomo to się może rożnie skończyć...
jest pierwszy raz w takim związku i miał nadzieje, ze nigdy go takie myśli nie
najdą... Ze nie kłamał mnie, ale chciał widzieć częściej, a zaczynało mu
brakować..ehh. Wszystkie moje pytania dotyczą jego argumentów.
Odpowiedzcie... Czy może już nie mam na co liczyć, bo taka sytuacja jak moja,
a raczej jak jego..jest nierealna?
Aha i mówił, ze też nie chce, żebyśmy się widzieli..bo będę tylko cierpiała
patrząc na jego zachowanie.. Oczywiście stał się trochę oziębły, ale
stwierdził, ze nie może w takiej sytuacji chodzić, trzymać za rękę i
całować..bo to by było nie fair. Musi sam sobie poradzić i koniec. Jak
Wy..faceci to widzicie?