Witam,chcę podzielić się z wami moja historią.
Na początku powiem,ze jestem po trzydziestce, mam 10-letniego synka, którego
wychowuję sama, bo zrezygnowałam z kilkunastoletniego związku z ojcem mojego
dziecka, z powodu ciągłych kłótni.
We wrześniu 2009 zalogowałam się na portalu randkowym i zaczęłam na poważnie
szukać mojej prawdziwej drugiej połówki. Poznałam o rok starszego kawalera
mieszkającego 80 km ode mnie. Umówiliśmy się na spotkanie w moim mieście.
Poszliśmy na obiad, na spacer, dużo mi o sobie opowiedział-o pracy, rodzinie,
byłych dziewczynach. Zaimponował mi-przystojny, inteligentny, lubiący sport no
i tak jak ja myślący o stałym związku. Oboje stwierdziliśmy,ze warto to
kontynuować bez wzgledu na odległość. Spotykaliśmy sie różnie, dwa, czasem
trzy razy w miesiącu, ale bywało, ze nie widzieliśmy się 8 tygodni. Albo
przyjeżdżał do mnie i wtedy szliśmy z moim synkiem na basen, pizzę albo
zabierał mnie na weekend do jakiegoś fajnego hotelu, bo do domu jak twierdził
nie mógł ze wzgledu na ojca, który akurat u niego przebywał. poznawaliśmy się
coraz bliżej i po czterech miesiącach wyznał mi miłość, ja mu też. Ale wtedy
zaczęło byc ciężej, bo bardziej tęskniłam i były momenty ,że chciałam to
skończyć, ale on wtedy podtrzymywał mnie na duchu,ze jescze musimy wytrzymac
tak rok,dopóki mój syn nie skończy podstawówki,że postara się przyjeżdżać
częściej, no i ciągnęło się dalej... Aż do przedwczoraj... Zadzwoniła moja
przyjaciólka i kazała mi na Naszej Klasie wpisać dane pewnej kobiety- weszłam,
patrze a tam na fotkach szczęśliwa rodzinka- mój ukochany ze swoją żoną i
trzyletnim synkiem- słabo mi sie zrobiło. Natychmiast do niego zadzwoniłam
prosząc o wyjaśnienia. Powiedział,że nie wie dlaczego to zrobił,że jest mu
przykro,że mnie przeprasza,ale mam nie szukać zemsty, bo skrzywdzę jego
rodzinę. Nie wiem co mam zrobić. Zabic go? Powiedzieć o wszystkim jego żonie?
Czy dać sobie spokój i w samotności lizać rany?