Sprawdź o jaką radę prosi facet przed 30 ;)
Drogie Panie,
poniekąd czuje się na kobiecym forum jak intruz, ale podejrzewam, że mogę tu
liczyć na sensowniejsza poradę niż miałoby to miejsce w dziale „facet”.
Bez zbędnego wodolejstwa przejdę do meritum. Od 2 lat jestem w związku. Oboje
jesteśmy przed trzydziestką. Przy czym ja jestem młodszy o trzy lata (29/26).
Wydaje mi się, że nie jest to żaden problem. Ogólnie życiowo jest dobrze –
obydwoje mamy dobrze płatne prace w mediach, podobne zainteresowania, podobne
perspektywy, w łóżku wszystko ok. (dla obu stron), należymy do tych samych
organizacji NGO etc. Dzieli nas pewien dystans (z jednego dużego miasta do
drugiego) ale pozostajemy w stałym kontakcie. Oczywiście planuje
przeprowadzkę, którą finalizuje zawodowo (kwestia miesiąca, dwóch) niestety w
tym momencie pojawia się pewne „ale”.
Mianowicie, moja dziewczyna jest „po przejściach”. Swoich licznych byłych
partnerów wielokrotnie zdradzała, oszukiwała i to w sposób maksymalnie
wyrachowany. Zresztą, początkowo ja również byłem w pewnym sensie kochankiem.
Aby być ze mną rozstała się z kilka lat starszym, bardzo dobrze sytuowanym
finansowo i życiowo facetem. Ponieważ jestem „tym jedynym”.
Niestety ostatnio coś zaczyna nie grać. Moja wybranka zaczęła popijać sobie w
domku drinki. Oczywiście wspominając mi o tym dzień później. Musiałem
wysłuchiwać o biseksualnych potrzebach oraz o tym, że potrzebuje fiutów itd.
Od pewnego czasu słyszę, że za często dzwonie, że ona lubi być sama. Jest to
zrozumiałe, ale w tym przypadku chyba zdarza się za często (codziennie).
Polega to na tym, że jeśli ja chce pogadać to przeszkadzam i nie rozumiem, że
każdy chce czasem być sam. Natomiast jeśli czegoś potrzeba (szczególnie
związanego z pracą) to raptem ochota na rozmowę się pojawia i w ten sposób
bywam wykorzystywany. Oczywiście zawsze dosolone stosowną ilością miłych
określeń w stosunku do mnie. Tylko gdy czegoś potrzeba. Czasem olewam swoje
obowiązki zawodowe tylko po to, ażeby pomóc (pomóc = wykonać jeden z jej
obowiązków zawodowych np. napisać coś za nią).
A mimo to pozostaje tym jedynym. Szkoda tylko, że ten jedyny czuje się
wykorzystywany i manipulowany.
I co ja mam zrobić?! Dodam, że oczywiście sam też miałem wcześniej kilka
partnerek – bardziej i mniej stałych. Ale nigdy nie zdradzałem, choć z racji
zawodu okazji miałem mnóstwo ale zawsze (czasem w ostatniej chwili, nawet
pijany w sztok) umiałem powiedzieć stop. Kocham, ale jest mi przykro bo czuje
się wykorzystywany. Czy może powinienem coś podejrzewać?
Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia : )