Refleksja o sposobach na odleg³o¶æ
Kilka wieczornych refleksji na temat bycia w zwi±zku korespondencyjnym
Ciê¿kie chwile prze¿ywa³am kiedy to, po kilku miesi±cach zwi±zku na odleg³o¶æ, mój amerykañski ch³opiec z Ameryki oznajmi³, ¿e nie mo¿e ju¿ ca³ego dnia spêdzaæ ze mn± na Skypie, bo zawala robotê. Chyba mnie ju¿ nie kocha… pierwsza my¶l. Nastêpnie szereg powa¿nych rozmów na temat kszta³tu naszego zwi±zku, kiedy on tam - ja tu, miêdzy nami ocean i o¶miogodzinna ró¿nica czasu. Jego rozum, moje emocje. Tak, tak drogie panie. Oni my¶l±, my czujemy. I tu ¼ród³o maj± wszystkie k³opoty.
Kilka miesiêcy mej rozpaczy i rozwa¿añ, czy aby na pewno to JA mam siê po¶wiêcaæ rezygnuj±c z bycia ko³o niego, choæby za po¶rednictwem sta³ego ³±cza, i rozumieæ jego sytuacjê („baby, you HAVE to under stand”), kiedy on nie potrafi zrozumieæ, ¿e ja, romantyczna dusza, têskniê za jego g³êboko we mnie (a raczej w oko kamerki internetowej) wpatrzonymi zakochanymi oczami?
W koñcu nabra³am dystansu, wziê³am 3 g³êbokie wdechy i przemy¶la³am sprawê. Skoro mówi, ¿e nie ma czasu na gadanie, nie szukam drugiego dna (wspomniane „chyba mnie ju¿ nie kocha…”). Nie mówi „I love you” 27 razy dziennie? Gdyby nie kocha³, nie by³by ze mn±. Nie powtarza w co drugim mailu, jak na pocz±tku zwi±zku, ¿e koniecznie muszê siê do niego przeprowadziæ? Spoko, przecie¿ ustalili¶my, ¿e najpierw muszê zdaæ prawko.
Tym samym cieszê siê z chwil, które wyrywamy swoim harmonogramom dla siebie, wysy³am g³upie maile i uczê siê parkowania równoleg³ego.
Bycie kobiet± w „zwi±zku korespondencyjnym” jest wyzwaniem. S³absze momenty mog± prowadziæ do g³upot, których nie da siê odwróciæ. Nie warto.
W³±cz rozum, emocje zbieraj na wasze spotkania. Ot, moja rada by zachowaæ spokój ducha.