Witam,
może ja zacznę od tego że mam na imię Sylwia, może niektórym wyda się dziwne, że tu pisze bo tak jak patrzyłam sobie to niektóre pary dzieli naprawdę wiele kilometrów a mnie i mojego chłopaka ok. 70. ale jak dla mnie to bardzo dużo, nie mamy jakiegoś dużego stażu związkowego bo choć znamy się 7 lat razem jesteśmy dopiero jakieś 8 miesięcy.
Ja jestem studentkom 5 roku a mój chłopak szuka pracy i mieszka z rodzicami. Od początku jak jesteśmy razem staram się różnymi sposobami nakłonić go do poszukania sobie pracy tam gdzie ja studiuje, ale wiem że dopiero całkiem niedawno zaczął w ogóle nad tym myśleć. Czasem śmieje się, że po co niby miałby żyć na własny rachunek, skoro mama za niego zrobi prawie wszystko.
Wcześniej to jeszcze widziałam, że mu zależy na tym by nasz związek jakoś funkcjonował, przyjeżdżał często jak ja nie mogłam jechać, dzwonił dużo i jakoś tej rozłąki się nie czuło.
Teraz to się zmienia i czasem mam wrażenie tak jakby przysłowiowo osiadł na laurach - skoro już jesteśmy razem to po co się starać. Rzadko do mnie dzwoni, jeszcze rzadziej przyjeżdża, bywa nawet tak, ze jak ja nie mogłam jechać do niego to widywaliśmy się raz na 3 tygodnie, miesiąc. Czasem zadzwoni tylko po to żeby mi powiedzieć, nie ma czasu na rozmowę ze mną, bo ogląda film i zadzwoni po nim, przy czym będzie to bardzo późno w nocy i ja zwyczajnie zasypiam czekając na telefon od niego.To zawsze ja pytam, czy przyjedzie, czy ja mam jechać,czy się widzimy w weekend, bo tylko takie spotkania wchodzą w grę. Jak mu mówię, że się boję o nasze relacje to mówi że za dużo myślę.
Mam wrażenie,że tak na dłuższą metę nie dam rady tak, ciągle żyć zastanawiając się, kiedy się znów spotkamy, czy zadzwoni, jeśli nie dzwoni to dlaczego. A co się stanie jeżeli ja odpuszczę....