W czerwcu minie rok odkąd spotykam się z moim facetem. (ja mam 26l;
on 33) Jak zwykle na początku była to luźna znajomość. Spotykaliśmy
się raz w tygodniu. Problem w tym że nic się nie zmieniło. Mimo że
dzieli nas 45 km i on jest zmotoryzowany nie ma dla mnie czasu. Bo
pracuje… Niby wszystko można zrozumieć, ale nie wszystko jest się w
stanie zaakceptować. Przynajmniej mi jest z tym wszystkim bardzo
ciężko. Jeżeli się spotkamy to najczęściej w soboty i poświęca mi 2-
3h.Przez taką sytuację zaczynam myśleć, że jestem dla niego osobą
bardzo mało ważną. Uważam, że jak jest się zakochanym to chce się z
tą drugą osobą spędzać jak najwięcej czasu.. a może to tylko moja
wyobraźnia. Rozmawiałam z nim wielokrotnie, ale uważa że to moje
zachcianki, i wyobrażenia o idealnym związku. Jeżeli mam odmienne
zdanie na jakikolwiek temat, to wg niego jestem konfliktowa. Jeżeli
chodzi o nasze rozmowy telefoniczne to też nie są długie i to ja
najczęściej dzwonię. Jak podjęłam decyzję o naszym rozstaniu to
wtedy dzwoni po kilka razy, aż mnie przekona że jest wszystko ok.
Nie wiem chyba jestem naiwna, że we wszystko jemu wierze. Z jednej
strony lekceważenie przez brak czasu, a z drugiej mówi że będziemy
małżeństwem. Dla mnie jedno zaprzecza drugiemu. Ma dobry charakter,
ale dla mnie największą wadą jest brak jego czasu. On twierdzi, że
ja mam ciężki charakter, zgadzam się z tym, ale uważam, że każdy ma
jakąś wartość i powinien mieć swoje zdanie. Ja jestem bardzo nim
zakochana, ale powoli znajomi mówią mi, że mogę nie być z nim
szczęśliwa. Wakacji też ze mną nie planuje spędzić bo…czas. Bardzo
proszę Was o opinie, czy wg Was to wszystko ma sens? Czy nie
powinnam tego definitywnie zakończyć?
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.