cos optymistycznego dla tych co czekają i wątpią:)
Pisalam na tym forum o moim zwiazku na odleglosc, porazce,
porzuceniu, odradzalam taki zwiazek, a jednak.....
Spotkalismy sie ponad 3 lata temu, odleglosc ponad 200 km,on
zabiegal prawie rok, pozniej rok bylismy "razem" na odleglosc, maks
2 weekendy miesiecznie razem. On zrezygnowal....kontakt byla nadal
(tel glownie), wspieralismy sie w trudnych chwilach ale ja
pogodzilam sie ze to juz tylko przyjazn. Miejsce po nim probowalam
wypelnic kims innym (swoja droga porzadny facet), on tez byl z
kims...4 miesiace temu powiedzial ze wlasnie przeprowadza sie do
mojego miasta i zaczyna nowa prace. Po kilku dniach uslyszalam ze to
dla mnie..bo nie che isc beze mnie przez zycie. Po pokrotce moja
historia, wydaje sie romatyczna i taka jest mimo ze bylo wiele
ciezkich chwil dla nas, ciezkich slow, prob, zawód, żal,......
Jestesmy razem i jest w nas sila i przekonaie ze bedziemy razem isc
przez zycie skoro przetrwalismy proby, skoro nie udalo sie wyrzucic
z serca tego uczucia, skoro potrafilismy wybaczyc....
Mam nadzieję, ze moj przyklad doda tym watpiacym wiary w to ze
prawdziwe uczucie przetrwa mimo tysiecy km i kłód pod nogami:)
pozdrawiam
P.S. A jak zdazymy to slub jeszcze w tym roku na swieta:)