Dodaj do ulubionych

a może jednak Emilka i Dean...?

24.01.11, 20:11
Zastanawiam się: czy gdyby Dean traktował poważnie pisanie Emilki, cenił to, co było w nim dobre, pomagał zobaczyć i zmienić to, co jest złe, ona mogłaby go pokochać? (i gdyby, oczywiście, Ted nie był jej "przypisany", bo "tak ma być w tego typu książce" ;-)
Ja tego nie wykluczę, biorąc pod uwagę fakt, że łączyło ich coś w rodzaju "pokrewieństwa dusz", podobnej wrażliwości w odbieraniu i przeżywaniu świata... (i o ile byłby on - Dean, nie świat ;-) - pociągający dla Emilki jako mężczyzna... ja go odbieram jako obdarzonego swoistym sex-appealem :-)
Edytor zaawansowany
  • czeburaszka1 01.02.11, 07:37
    Wiesz, że też przychodziły mi takie myśli do głowy, gdy czytałam Emilkę? Dean był wykształcony, wyrafinowany, mądry i wrażliwy. Poza tym obyty w świecie i zamożny. Ta postać ma coś w sobie nieuchwytnego, pociągającego. Emilki jednak nie pociągał jako mężczyzna, pamiętam, że nie lubiła jego pocałunków. Ale Dean miał też swoją mroczną stronę - chęć zawładnięcia ukochaną osobą, zawłaszczenia jej w całości dla siebie. Trudno żyje się w takim układzie.
  • yo-a-ko 01.02.11, 21:18
    Ale Dean miał
    > też swoją mroczną stronę - chęć zawładnięcia ukochaną osobą, zawłaszczenia jej
    > w całości dla siebie. Trudno żyje się w takim układzie.

    Trudno, to prawda.
    Przy czym - jeśli przyjmiemy, że byłby to "Dean trochę inny", bo zdolny poważnie traktować pisanie Emilki, oznaczałoby to "Deana ze złagodzona postawą zaborczą" (bo - ja odbierałam jego lekceważącą postawę nie jako wyraz negatywnej opinii o Emilki pisaniu, ale niechęć do czegoś, co mu - jak sądził - Emilkę odbiera).
    A jednocześnie - Emilka, pokochawszy go, mogłaby wziąć go "z dobrodziejstwem inwentarza", z ową zaborczością (złagodzoną - bo mówimy o Deanie niezazdrosnym o pisanie), i walczyć z nią z całą swą Murrayowską siła i dumą ... a może by nie walczyła - tylko przegadywaliby długie godziny o tym, czemu Dean taki jest, co Emilce i ich związkowi ta zaborczość robi, i czemu jest zła... (ehhh, a może się już zagalopowałam, patrząc na E i D jak na parę współczesnych doświadczonych pacjentów psychoterapeutycznych ;-)

    Emilki jednak nie
    > pociągał jako mężczyzna, pamiętam, że nie lubiła jego pocałunków

    jakby pokochała Deana, to i do pocałunków miałaby inne podejście ;-)

    A w ogóle - witaj na forum, czeburaszka :-)
  • dominka1 11.03.11, 11:11
    Emilki jednak nie
    > > pociągał jako mężczyzna, pamiętam, że nie lubiła jego pocałunków

    łączyły ich wspólne zainteresowania (literaturą i inteligencją a dzieliło chyba wszystko inne.Na pewno nie pociągał jej jako mężczyzna. Z tego co pamiętam nigdy go nie pocałowała , ani on jej . W chili gdy oddawała mu pierścionek zaręczynowy było napisane ,że "miała w oczach ten pocałunek , którym nigdy go nie obdarzyła ".Dean naprawdę w jakiś niezdrowy sposób kochał Emilkę. Był inteligentny i chyba widział ,że nie ma szans na nic więcej niż przyjaźń Emilki , mimo to tak długo walczył o jej wzajemność . Dopiero gdy powiedziała mu o tym ,że kocha Teda wyzbył się chyba nadziei.
  • croyance 02.03.12, 14:19
    No ale co laczylo wlasciwie Emilke z Tadziem?
    --
    [url=http://forum.gazeta.pl/forum/f,24965,Narnia_i_C_S_Lewis.html]
    Sprawdz, co slychac w Narnii[/url]
  • dominka1 03.03.12, 20:50
    Emilka i Ted po prostu byli zakochani w sobie. Wiadomo,że można by szukać podobieństw(para wrażliwych artystów ,ludzi z marzeniami, sami zapracowali na sukces), ale prawda jest taka,że Ted był po prostu tym chłopakiem ,na widok którego czuła"motylki w brzuchu".Zawsze czuli się doskonale w swoim towarzystwie ,zawsze to było silne wzajemne zauroczenie

    Dean nigdy nie istniał dla Emilki jako mężczyzna.To ,że nigdy nie usłyszał ,że go kocha czy fakt ,że nawet jako narzeczona nigdy go nie pocałowała nie wynikało przecież z pruderii Emilki , ale z jej kompletnego braku romantycznych uczuć w stosunku do Deana
  • sowca 03.03.12, 22:42
    Mnie się raczej wydaje, że to właśnie Dean i Emilka czuli się świetnie w swoim towarzystwie i istniało między nimi coś jak zauroczenie, fascynacja. Szczególnie w okresie przed zaręczynami, ale kiedy Emilka była już dorosła. Ja zawsze wyczuwałam między nimi silną więź. Z pewnością też Dean dal Emilce bardzo dużo, dostarczał jej materiałów do przemyśleń, tematów do marzeń, książek, nowych bodźców intelektualnych i emocjonalnych. Byłby moim zdaniem dla niej wymarzonym partnerem, gdyby nie ten odwieczny Tadzio, kakao z pianką i ptyś.
    --
    ...Czy zachowało tamten blask Prowansji niebo pełne łask czy może dawno puste jest?...
  • kooreczka 04.03.12, 10:58
    Zaraz powiecie, że to Tadzio podsunął mu pomysł okłamania Emilki.
  • pani.filifionka 04.03.12, 18:24
    Nieee, kakao z pianką i ptyś nie wpadłby na pomysł okłamania Emilki ;)
  • dominka1 04.03.12, 18:34
    Nie widzę w tej relacji żadnej fascynacji ze strony Emilki.Traktowała Deana bardziej jak ojca / nauczyciela . To był dla niej oczytany i mądry dorosły, który ( do pewnego momentu) zachęcał ją do czytania ambitnych książek , rozmawiał z nią o nich.Nie miała zbyt wielu takich dorosłych w swoim otoczeniu

    Nie lubiła już jako dorosła kiedy próbował okazywać jej zainteresowanie jako kobiecie. Ja miałam wrażenie,że chciałaby żeby zawsze był dla niej tylko miłym wujaszkiem do dyskusji o sztuce.

    Poza tym Tadzio wcale nie był dla nudziarzem. W porównaniu z Gilbertem czy Hilarym był przynajmniej nieprzewidywalny.Nie był taki znudzony życiem jak Dean , kochał rozwijać się , tworzyć. Intrygowało mnie jego zachowanie w stosunku do Emilki-szczególnie od momentu w domu Jana.

    Dean niczego w życiu nie robił, do niczego nie dążył.Jakby nie miał w ogóle własnego życia.
    Jeżeli widziałabym go z kimś w związku to z dziewczyną gotową poświęcić wszystko dla męża , inteligentną , ale bez ambicji

  • kooreczka 04.03.12, 18:51
    Teraz myślę, że Dean miał kompleks Pigmaliona: wychować Emilkę na osobę wykształconą i oczytaną, ale dla siebie, pokazywać świat, ale mentalnie trzymać pod kluczem, żeby nie uciekła. Widać, że nie może znieść myśli, że jest coś, do czego nie ma dostępu, a tymczasem nie jest to nawet druga osoba, a pewna aktywność. Chciał, żeby była ale tylko na jego zasadach, jakakolwiek niezależność na dłuższą metę go przerażała.
  • sowca 04.03.12, 22:22
    Nie chcę tutaj bronić Deana i robić z niego ideału mężczyzny. Na pewno był człowiekiem bardzo zaborczym, a przynajmniej tak odczuwa to Emilka... jednak gdy bliżej przeanalizujemy ich relacje, zauważymy, że tej zaborczości widzianej w czynach, a nie w myślach, w gruncie rzeczy jest niewiele. Mamy oczywiście ten epizod ze "Sprzedawcą snów", kiedy Dean okłamał Emilkę, oraz ogólną zazdrość o jej prace właśnie. To jest patologiczne. Jednak nie posuwał się w czynach do wybuchów zazdrości, nie ograniczał jej kontaktów z nikim, ona sama podejmowała decyzje dotyczące nowego domu... i tak dalej.
    Dla mnie między nimi zawsze istniała pewna chemia, dogadywali się intelektualnie, pasowali upodobaniami. Uważam, że w ich relacji była pewna namiętność, może nawet niepokojąca, ale dzięki temu jest to wiarygodne.
    --
    ...Czy zachowało tamten blask Prowansji niebo pełne łask czy może dawno puste jest?...
  • ananke666 31.03.12, 01:29
    A mnie się zawsze zdawało, że gdyby Emilka kochała Deana, czy raczej, gdyby on czuł się kochany, nie miałby takiego stosunku do jej twórczości. To co robił, to nie była typowa kontrola psychopaty przecież. Nie kontrolował jej, niczego nie zakazywał ani nie nakazywał. Mogła robić co chciała i jak chciała i sądzę, że zupełnie inaczej traktowałby jej pisarstwo, gdyby wiedział, że najważniejsza część jej serca należy do niego.

    Lubię Deana, nic nie poradzę. Należy do bardzo nielicznej grupy prawdziwie interesujących mężczyzn w powieściach LMM. Ted, to urocze, utalentowane chłopię z sąsiedztwa jest przy nim blade jak filet z mintaja i płytkie jak kałuża. I niestety, także beznadziejnie głupie. Osobnik, który pomylonej matce powierza najważniejszy w życiu list do dziewczyny, której owa matka nienawidzi, nie może mieć rozumu na przyzwoitym poziomie.
    Mając do wyboru Deana i Teda, nie mam wątpliwości, którego spuścić po brzytwie, choć rozumiem, czemu z przyczyn fabularnych w książce Dean przegrał.
    --
    [img]http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png[/img][url=http://tupecik.blox.pl] Tupecik[/url]
  • klymenystra 31.03.12, 16:38
    Ted nie dał matce listu, ona sama go znalazła, gwoli ścisłości.
  • ananke666 31.03.12, 18:18
    Hau hau, sprawdziłam. Dodaje mu to jakieś dwa punkty do IQ - zostawienie na widoku zaadresowanego listu jest tylko nieco mniej głupie niż powierzenie go mamusi. Niestety, dalej jest durniem.
    --
    [img]http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png[/img][url=http://tupecik.blox.pl] Tupecik[/url]
  • pani.filifionka 31.03.12, 23:11
    Mogę się podpisać pod Ananke. Też zawsze bardzo lubiłam Deana. Wcale się nie dziwię, że był wrednawy w stosunku do ludzi, w końcu miał powody. A był na tyle zamożny i niezależny, że nie musiał udawać, że wszystkich lubi.
    A Tadzio był nudny jak flaki z olejem.
  • pontecorvo 01.03.12, 21:15
    w górę
  • czeburaszka1 30.03.12, 14:56
    Szczerze mówiąc zawsze wolałam Deana niż Tadzia. Pewnie dlatego, że jest znacznie barwniejszą postacią, wyraźniej nakreśloną, bardziej realną. Deana otaczał nimb tajemnicy, był naznaczony przez kalectwo, nieakceptowany przez ludzi. Owszem nieco zgorzkniały, ale biorąc pod uwagę jego losy, to miał do tego prawo. To wolno myślący człowiek, wykształcony i wyrafinowany, zdecydowanie wybijający się na tle środowiska Czarnowody. Postać tragiczna, ktoś kto nie był nigdy prawdziwie kochany przez kobietę. Chemia między nim a Emilką była, no ale LMM przeznaczyła Emilkę Tadziowi i tyle. Pewnie stąd ta niechęć do pocałunków. Trochę to idealistyczne - jakby fakt, ze kocha się jednego mężczyznę sprawiał, że inni stawali się nieatrakcyjni. Ciekawe dlaczego pisarka nie chciała Deana dla Emilki? Bo nie wypadało, żeby Emilka kochała niepełnosprawnego mężczyznę w wieku jej ojca, który na dodatek za dużo widział i wiedział?
  • sowca 31.03.12, 00:08
    Sądzę raczej, że chodziło o to, żeby Emilka związała się z tym, który od dzieciństwa był jej przeznaczony, z przyjacielem z dzieciństwa właśnie - schemat powtarza się także w przypadku Ani i Pat.
    --
    ...Czy zachowało tamten blask Prowansji niebo pełne łask czy może dawno puste jest?...
  • anchema 01.04.12, 20:03
    A mi zawsze się wydawało, ze Emilka boi się związku z Deanem bo, wbrew pozorom, nie jest taka odważna i buntownicza, na jaką jest kreowana. To co robi (pisze), jak myśli, jak się zachowuje może być odważne i szokujące w – wybaczcie – jej wiosce zabitej dechami, ale tak naprawdę Emilka jest (że tak kolokwialnie się wyrażę) mocna tylko w gębie. Kiedyś już tu pisałam o tym, że dla mnie została przekreślona jako pisarka w momencie gdy zdecydowała się nie wyjechać z tą pisarką, która proponowała jaj wyjazd do, zdaje się NY [nie pamiętam szczegółów, ostatni raz czytałam E. w liceum]. I nie chodzi mi o konkluzję, że „dzikie róże nie rosną na miejskich chodnikach” – tak, albo podobnie podsumowała owa pisarka książkę Emilki chwaląc jej wybór zostania na wsi. Może i nie rosną ale wydaje mi się, że wspomnienia E. nie zostały by automatycznie wykasowane z chwilą gdy przekroczyłaby rogatki miasta; po drugie nigdzie nie jest powiedziane, że miałaby w tym mieście zostać na zawsze. Mogłaby po jakimś czasie podjąć ŚWIADOMĄ decyzję, że to nie je miejsce i wrócić. Ale świadomie zrezygnować z tylu możliwości: świetne biblioteki, rozmaite odczyty, koncerty, gazety które nie mówią o tym komu ocieliła się krowa ale kto właśnie dotarł jako pierwszy na biegun – słowem cała ta umysłowa stymulacja, która może nie przyda się jej w twórczości bezpośrednio, ale da impuls. Żeby było jasne – nie twierdzę, że Dean to anioł bez skazy, jego zazdrość wydaje się momentami patologiczna ALE moim zdaniem jest w tym trochę winy Emilki.
  • klymenystra 01.04.12, 22:57
    Ja mam pewną teorię co do panny Royal - wydaje mi się, że mogła byc lesbijką. W książce jest wspomniane, że szczególnie lubi ona towarzystwo młodych dziewcząt itp. Może Emilka bała się tego, nie rozumiała?
  • anchema 02.04.12, 20:58
    że niby szóstym zmysłem wyczuła?
    czy ja wiem..? moim zdaniem po prostu stchórzyła i tyle
  • sowca 02.04.12, 22:47
    Hm, czy ja wiem? Mogła być, ale z drugiej strony relacje między kobietami były w owych czasy o wiele bardziej na porządku dziennym, w tym sensie, że kobiety często razem mieszkały (niekoniecznie siostry, także przyjaciółki, szwagierki, kuzynki), niekiedy dzieliły łóżko, jeśli zaistniała konieczność. Nie łączyłabym tego domniemania w sprawie panny Royal z niechęcią Emilki do wyjazdu do Nowego Jorku. Mam wrażenie, że Emilka obawiała się, że da się wciągnąć w ten pełen wrażeń, ekscytujący i niebezpieczny świat, zmieni się, a tego się bardzo bała. W pewnym sensie takim niebezpieczeństwem był też nieprzewidywalny, mroczny niekiedy Dean. W przeciwieństwie do mydełkowatego Tadzia.
    --
    E' bello vivere anche se si sta male.
  • bmsien 25.05.12, 09:44
    Czy Emilka nie była chociaż trochę odważna, gdy zdecydowała się na zerwanie zaręczyn? Obiecała Deanowi, że za niego wyjdzie, i nie zachowała się jak większość bohaterek LMM - jeśli już obiecałam to dotrzymam tej obietnicy.

    A Dean manipulował, albo przynajmniej próbował manipulować Emilką. On wyjeżdżał za granicę i umyślnie pozwalał, żeby Emilka zostawała na wsi sama, żeby mogła za nim zatęsknić, zeby zdała sobie sprawę jak wiele traci z tego, że Dean jest daleko.
  • anchema 29.05.12, 22:01
    książkę czytałam dawno ale zdaje się, że to nie Emilka zerwała zaręczyny - to Dean zwolnił ją z danego słowa, po jej uprzednim wyznaniu (czy też przyznaniu się, że go nie kocha,; albo że kocha Tadzia, nie pamiętam) Emilka mówi tam coś w stylu "jeśli jeszcze tego chcesz, to wyjdę za ciebie" - co, gdyby rozpatrywać to w kategoriach etycznych, jest średnio fair: zna Dean i prawdopodobnym jest, że nie będzie chciał się z nią ożenić, tylko po to by poczuć władzę - Dean mimo wszystko chce być kochany, jak każdy człowiek
    co do podróży - Emilka nie mogła nigdzie jechać z Deanem jako narzeczona nawet, przecież to nie do pomyślenia. Dean mógł oczywiście zostać z nią i siedzieć w domu te ileś miesięcy, pozostaje jednak problem tego, że Emilka jest mimo wszystko dość chłodna dla swojego narzeczonego - i nie wiadomo czy Dean właśnie od tego nie ucieka: moim zdaniem ten, co by nie powiedzieć, inteligentny facet podświadomie wyczuwał, że z tej mąki chleba nie będzie
  • sowca 29.05.12, 23:39
    O nie, to nie było tak, że Dean wyjeżdżał, żeby Emilka za nim zatęskniła. Miał po prostu taki zwyczaj, że zimą zwykle wyjeżdżał. Ale wtedy, kiedy Emilka go potrzebowała, tzn. po tym upadku ze schodów, został z nią, spędził z nią cały ten trudny czas.
    A nawet jeśli wyjeżdżał faktycznie po to, żeby wywołać w Emilce tęsknotę - czy to manipulacja? Jak dla mnie, absolutnie dopuszczalna w takiej sytuacji. Czasem wręcz jest wskazane dać komuś odetchnąć i zatęsknić.
    --
    E' bello vivere anche se si sta male.
  • nessie-jp 01.06.12, 21:01
    > A nawet jeśli wyjeżdżał faktycznie po to, żeby wywołać w Emilce tęsknotę - czy
    > to manipulacja?

    Moim zdaniem, to wyglądało zupełnie inaczej -- Dean wyjeżdżał zwyczajowo co roku i co roku mała Emilka mówiła mu, że będzie jej go brakować; aż w końcu złapał się na tym, jak bardzo marzy o tym, żeby to znowu usłyszeć. A Emilka, już u progu dorosłości, nic nie powiedziała... I biedny Dean musiał się zastanawiać, co też to znaczy!

    W ogóle miłość Deana do Emilki to dla mnie jedna z najbardziej fascynujących historii miłosnych u Montgomery. Niejednoznaczna, dziwna, niepokojąca, smutna, w gruncie rzeczy tragiczna historia oszpeconego chłopaka, który sobie wymyślił, że romantycznie zakocha się w córce jedynego swojego przyjaciela ze szkoły. Są w tym i echa silnej fascynacji ojcem Emilki, i rozpaczliwa próba naśladowania romantycznych historii arturiańskich mimo obnoszenia się cynizmem, i wreszcie smutne, szare zakończenie...

    Nie uważam, że Emilka i Dean powinni zostać parą -- to by zepsuło jeden z najlepszych wątków powieści! Historia zrobiłaby się banalna, jak w setkach podobnych opowiadań.

    --
    "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
  • asiunia311 08.10.13, 14:27
    O nie, nie Emilka i Dean. Paskudny manipulator, traktujący Emilkę jako swoiste trofeum. Gdy czytałam to po raz pierwszy 25 lat temu, czułam pewną 'lepkość' tego bohatera, która już wówczas absolutnie mi nie odpowiadała, a czego nie potrafiłam nazwać. Teraz wiem - to niezdrowa fascynacja dorosłego mężczyzny 12 - letnią dziewczynką. Owszem, Dean jest wykształcony, bogaty, obyty w świecie i otacza go pewna aura tajemniczości, ale równocześnie to beznadziejny szowinista, który twórczość młodej Emilki traktuje jako nic nieznaczącą bzdurę. Emilka to dla niego atrakcyjne opakowanie, podrasowane nieco bujną wyobraźnią. Oczywiście, biorę pod uwagę kontekst historyczny, niemniej w dalszym ciągu Dean jawi mi się jako obleśny i sardoniczny Satyr. Brrr.

    I mam w tej kwestii spory żal do Maud, że pozwoliła postaci Teda ( Teda, nie Tadzia - Rafałowicz - Radwanowa za tego Tadzia ma ogromny minus u mnie;) ) nieco 'zwiędnąć'. Postać ta ma, moim zdaniem, spory potencjał literacki, nieco zmarnowany, niestety. A właśnie do Emilki Ted pasował doskonale - bo są do siebie podobni. Zawsze śmieszyło mnie powiedzenie o przeciwieństwach, które się przyciągają. Na krótką chwilę, owszem; na dłuższą - niekoniecznie.
    --
    Jeśli jedna osoba ma urojenia, mówimy o chorobie psychicznej. Gdy wielu ludzi ma urojenia, nazywa się to religią.
    /R.E. Pirsig/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka