Dodaj do ulubionych

Szydełkowe robótki, koronki

01.09.11, 20:02
Dziewczyny (głównie, bo panowie pewnie nie zwracają uwagi), czy pamiętacie, aby ktoś w książkach LMM cokolwiek szydełkował? Wiem, że dużo szyto, były sławne narzuty patchworkowe na łóżka, Maryla splatała dywaniki z gałganków. Ruby robiła koronkę -- chyba na drutach, choć w tłumaczeniu napisano, że "igła wciąż tkwiła w robótce tak, jak ją Ruby zostawiła przed śmiercią" (ale czy da się robić koronkę igłą, to ja już nie wiem). Panna (a właściwie już wtedy niepanna) Kornelia robi na drutach pończochy dla Flory Meredith.

Ale szydełkowania jakoś nie pamiętam. Czy szydełko było niemodne na początku ubiegłego wieku?

Edytor zaawansowany
  • supervixen 01.09.11, 21:29
    Ja nie pan, ale przyznam że jako szczęśliwa posiadaczka dwóch lewych rąk też nie zwracam uwagi na rodzaj wspomnianych robótek. Jednakowoż parę klików na gutenbergu - i tak, szydełkowanie pojawia się w większości książek o Ani, od pierwszej zaczynając (Diana pokazuje Ani jakiś tajemny wzór przywieziony od ciotki z Carmody).

    Później z takich bardziej charakterystycznych to w Szumiących Topolach Cyrus Taylor zostaje przez żonę oskarżony o takie piękne szydełkowanie :P

    --
    W gruncie rzeczy większość Zorrów to Kwapiszony.
  • pi.asia 01.09.11, 21:36
    Oj nessie_jp, już miałam iść spać, a tu wyskakujesz z kolejnym ciekawym wątkiem!

    Oczywiście że szydełkowano i to prawie wszystkie panie!
    O ile dobrze pamiętam, panna Kornelia prawie zawsze przychodziła do Ani z ręczną robótką, i często były to koronki.
    Była chyba tez mowa o szydełkowych kapach na łóżko (Małgorzata Linde).
    Ewa (nie przekonam się do imienia Leslie) szyje dla małej Joy prześliczną sukieneczkę - maleńkie falbanki były z pięknej koronki - na pewno szydełkowej.
    Co do igły w robótce Ruby - też zawsze mnie to dziwiło, i dopiero teraz dotarło do mnie, że szydełkowe robótki trzeba wykończyć igłą - po prostu wszyć nitki wystające na początku i końcu robótki. Zawsze najbardziej wkurzał mnie ten etap ;)
    Z szydełkową robótką chodziło się w odwiedziny nawet do dostojnych osób - u Tomgallonów "Ania robiła na szydełku ozdobne serwetki, a panna Minerwa dziergała na drutach narzutę".

    No i najważniejszy przykład: Cyrus Taylor, który "potrafi pięknie szydełkować. Zeszłej zimy, kiedy leżał chory na lumbago, zrobił piękną serwetkę, która leży na stoliku w salonie"

    "Kobieto, ja nie szydełkuję! Czy jedna wstrętna serwetka ma na zawsze zniszczyć człowiekowi reputację?!"

    Więcej nie pamiętam, ale chyba Cię usatysfakcjonowałam ;) Mogę z czystym sumieniem iść spać.
  • nessie-jp 01.09.11, 21:55
    Ha, faktycznie, przypomniałyście mi o cudownym Cyrusie Taylorze! Kolacja u Taylorów to w ogóle jedna z najpiękniejszych scen tej książki.

    > Co do igły w robótce Ruby - też zawsze mnie to dziwiło, i dopiero teraz dotarło
    > do mnie, że szydełkowe robótki trzeba wykończyć igłą - po prostu wszyć nitki

    Ja zastanawiałam się, czy tłumaczka nie pomyliła "needle" w sensie igły do szycia z "knitting needle", czyli po naszemu -- drutów do dziergania. Koronki na drutach umiem, na szydełku też, ale igłą to tylko ściuboliłam jakieś żałosne mereżki na zajęciach praktyczno-technicznych w podstawówce...

  • supervixen 01.09.11, 22:18
    Ta enigmatyczna robótka jest w oryginale określona konkretnie, jako "embroidered centerpiece", więc Ruby chyba po prostu wyszywała jakąś serwetkę.

    --
    - Największym szczęściem jest - rzekła Joanna - kichnąć, kiedy się ma na to ochotę.
  • nessie-jp 01.09.11, 23:26
    supervixen napisała:

    > Ta enigmatyczna robótka jest w oryginale określona konkretnie, jako "embroidere
    > d centerpiece", więc Ruby chyba po prostu wyszywała jakąś serwetkę.

    No i to wszystko wyjaśnia :)
  • pi.asia 02.09.11, 05:32
    W "Ani ze Złotego Brzegu" Zuzanna na spotkanie pań z Koła Pomocy zakłada "nowy fartuch obszyty szeroką na pięć cali koronką, którą własnoręcznie wyszydełkowała z nici nr 100. Koronka ta zdobyła pierwsze miejsce na konkursie w Charlottetown".
  • the_dzidka 02.09.11, 11:58
    Ciekawe, czy którakolwiek z pań na Wyspie znała moje ukochane frywolitki? Musiałabym poszukać w oryginałach, bo znając nasze tłumaczki, słowo "tatting" mogły beztrosko zamienić na knitting, i po ptokach.

    --
    Dzidka
  • lilimeye 19.10.11, 00:41
    nessie-jp napisała:

    > supervixen napisała:
    >
    > > Ta enigmatyczna robótka jest w oryginale określona konkretnie, jako "embr
    > oidere
    > > d centerpiece", więc Ruby chyba po prostu wyszywała jakąś serwetkę.
    >
    > No i to wszystko wyjaśnia :)

    Robi się koronki także igłą. Są piękne. Niedawno widziałam przykłady i opis wykonania w którymś pisemku robótkowym. Dla mnie to też była nowość. Jesli znajde czas, postaram sie wkleić zdjęcia.
  • lilimeye 02.11.11, 00:02
    [url=http://www.artbiznes.pl/jsp/artbiznes/artykuly.jsp;jsessionid=01EBE598A0029462E93320592FAF6316?Typ=detal&Id=1&IdArtykulu=923]Koronki igłowe[/url]
    --
    Nie karze się maleńkiej świętej, której zdarzyło się zbłądzić.
  • lilimeye 02.11.11, 00:03
    Poprawiam:
    www.artbiznes.pl/jsp/artbiznes/artykuly.jsp;jsessionid=01EBE598A0029462E93320592FAF6316?Typ=detal&Id=1&IdArtykulu=923
    --
    Nie karze się maleńkiej świętej, której zdarzyło się zbłądzić.
  • nessie-jp 02.11.11, 04:17
    Wspaniałe!

    Dziękuję bardzo za linka.

  • slotna 02.09.11, 18:22
    > Ha, faktycznie, przypomniałyście mi o cudownym Cyrusie Taylorze! Kolacja u Tayl
    > orów to w ogóle jedna z najpiękniejszych scen tej książki.

    Juz po poscie Supervixen chcialam napisac, ze UWIELBIAM te scene :) Cudo.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • slotna 02.09.11, 18:26
    > Co do igły w robótce Ruby - też zawsze mnie to dziwiło, i dopiero teraz dotarło
    > do mnie, że szydełkowe robótki trzeba wykończyć igłą - po prostu wszyć nitki w
    > ystające na początku i końcu robótki. Zawsze najbardziej wkurzał mnie ten etap
    > ;)

    Ojaaa, ciebie tez? Wspaniale :) Nienawidze szyc recznie, pierwsza szydelkowa serwetke bezmyslnie wykonalam z miliona kolorow i kazda zmiane trzeba bylo zabezpieczyc. Zajelo mi to kilka miesiecy... (sama serwetke wydlubalam w pare dni)

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • pi.asia 02.09.11, 18:55
    Witaj w gronie wkurzonych szyciem szydełkowych serwetek ;)
    Co najdziwniejsze, wkurzało mnie wyłącznie szycie w kontekście szydełkowania i szycia dla szycia. Bo jeśli chodzi o inne szycie, to uwielbiam hafty krzyżykowe, i w haft Richelieu też się bawiłam. Ale przyszycie guzika czy czegoś naderwanego to dla mnie katorga ;)
    Z tą serwetką z milionna kolorów toś sobie rzeczywiście wymyśliła karę. Ja zawsze szydełkowałam z białych nici, ale nieraz uparłam się na robienie serwetki z wielu pojedynczych elementów, a każdy element miał dwie nitki do zabezpieczenia, aaaaaaa!!!!!
  • nessie-jp 02.09.11, 19:39
    Ja nie daję rady z tym wszywaniem, wrabiam od razu w robótkę przy zmianie koloru -- bo inaczej to mogę od razu spruć, wiadomo, że igłą i tak nie wszyję nigdy i tak będzie leżało ;)

    Wracając jednak do LMM, poza Anią chyba jednak szydełkowaniem zajmowały się głównie starsze panie? (I panowie, vide Cyrus). Może stąd moje wrażenie, że to było niemodne zajęcie.

    Ciekawi mnie też, jaką metodą robiły na drutach panie z Avonlea i Złotego Brzegu. Po angielsku, czy kontynentalnie (narzucając czy podbierając nitkę)? Czy były w modzie pończoszki robione od palców, czy wręcz przeciwnie, królowała metoda "od góry do dołu"? Jak robiono swetry? Czy panie same przędły i farbowały wełnę, czy kupowały gotowe włóczki?


  • ciotka_paszczaka 22.09.11, 22:19
    Jesli moja wizyta w centrum robotkowym (jesli to tak mozna nazwac) w Cavendish
    jest miarodajna, to byly tam kapy irlandzkie (do kupienia) i do ogladania; dziergane szydelkiem w/g starych wzorow.
    [ Taka sama dostalam w prezencie od mojej Tesciowej, jak sie urodzilo pierwsze dziecko -to taki typowy - i sliczny - prezent.]
    Na drutach wszyscy bez wyjatku robili z narzutem nitki, ja dziergalam skarpety na 5 drutach, co wzbudzilo podwojne zainteresowanie;
    1. metoda "kontynentalna"
    2 piec drutow -oni robia na czterech ! Nie wiem czemu, ale robia na 3 -a tym czwartym przerabiaja.
    W tym centrum byly tez kolowrotki (na tym sie nie znam) wygladajace dokladnie tak samo, jak europejskie kolowrotki.
    Hafty-byly nieliczne, glownie krzyzykowe (ale nic "typowego" tzn. jakiejs typowej szkoly haftu nie widzialam).
    Natomiast jak pojechalismy troche dalej, juz w kontynentalnej Kanadzie, tzn. nie na wyspie Ks. Edwarda;, tam bylo duzo potomkow osadnikow Niemieckich, i zdarzaly sie osoby robiace na drutach tak jak my.
    Sadze jednak, ze ten poczatkowy opis -bylby miarodajny dla Avonlea z przed 90 lat!
    --
    Pozdrawiam,
    Anna
  • nessie-jp 23.09.11, 17:30
    ciotka_paszczaka napisała:

    > Jesli moja wizyta w centrum robotkowym (jesli to tak mozna nazwac) w Cavendish
    > jest miarodajna, to byly tam kapy irlandzkie (do kupienia) i do ogladania; dzi
    > ergane szydelkiem w/g starych wzorow.

    Dzięki za ten opis. Muszę poszukać tych wzorów na kapy irlandzkie, ogromnie lubię takie starocie.
  • bmsien 24.03.12, 17:11
    Cyrus Taylor to nie jedyny mężczyzna, który potrafi posługiwać się szydełkiem. W "Wymarzonym domu Ani" panna Kornelia opowiada:

    "Zmusiłam panią Tomaszową Holt, aby pojechała ze mną. Najwyższy czas, żeby i ona miała jakieś wakacje, proszę mi wierzyć. Zapracowała się prawie na śmierć. Tomasz Holt umie pięknie robić szydełkiem, ale nie jest w stanie dać utrzymania rodzinie. Zdaje mi się, że on nigdy nie potrafi wstać rano do jakiejś uczciwej pracy, natomiast bardzo wcześnie się zrywa, jak tylko chodzi o wyprawę na ryby. Czy nie prawdziwy mężczyzna?"
  • pontecorvo 27.02.13, 19:13
    w górę
  • vi_san 01.03.13, 19:40
    Pozwól, że się wtrącę.
    Ruby mogła robić koronkę na igle zwaną frywolitką - wykonuje się ją igłą lub specjalnym czółenkiem. wiem, bo sama splatam koronkę frywolitkową na czółenkach...
  • the_dzidka 12.03.13, 14:20
    vi_san napisała:

    > Ruby mogła robić koronkę na igle zwaną frywolitką - wykonuje się ją igłą lub sp
    > ecjalnym czółenkiem. wiem, bo sama splatam koronkę frywolitkową na czółenkach..

    Serio? Ja też :) I też na czółenkach. Tam wyżej gdzieś się zastanawiałam, czy Ania i jej koleżanki znały frywolitkę :)
  • vi_san 12.03.13, 18:31
    Mogły znać, bo frywolitka jest stara. To znaczy jako technika. Ponoć była znana już w starożytności, a "rozkwit" popularności to XVII - XVIII wiek. Ania i jej przyjaciólki jak najbardziej mogły "frywolić". Zwłaszcza, że ta robótka uchodziła za nader pożądaną - ze względu na dekoracyjnośc i "lekkość". A Ruby przecież lubiła ładne, eleganckie rzeczy...
  • the_dzidka 13.03.13, 11:37
    Dlatego w wolnej chwili chcę przeszukać oryginały na gutenbergu pod kątem słowa "tatting".

  • cegehana 09.10.19, 16:36
    W „Dolinie Tęczy” w przekładzie Janiny Zawiszy-Krasuckiej (Wydawnictwo „Retor” 1932) trafiłam na dwa fragmenty o szydełkowaniu:

    1. […] Mary Vance siedziała tuż przy niej szydełkując zawzięcie. […] Musiała jeszcze zrobić kilka rzędów pończochy, a będzie mogła także wybiec do Doliny […].
    (Jest to początek rozdziału 15. pt. „Więcej plotek”)

    2. Pani Stimson (wzięta przez dzieci za ducha Henryka Warrena):
    […] Udała się tam szydełkową robotą i mając ręce zajęte, przewiesiła prześcieradła przez ramię. Nagle wypadło jej z rąk szydełko i na nieszczęście w żaden sposób nie mogła go znaleźć. […].
    (opowieść Zuzannyz z rozdziału 30, pt. „Duch na grobli”).

    I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, tylko że: w obu przypadkach w oryginale mowa jest o robocie na drutach (knitting), nie o szydełkowaniu (crotchet). To odkrycie dziwi mnie niezmiernie, bo wydawać by się mogło, że w czasach Zawiszy-Krasuckiej każda młoda dziewczyna zajmowała się robótkami ręcznymi, i miała pojęcie o tym, że są to zupełnie różne techniki. Raczej spodziewałabym się takich byków we współczesnych przekładach. Tymczasem w przekładzie Bogusławy Kaniewskiej jest wszystko zgodnie z oryginałem, a Pani Stimson spadł na ziemi „jeden z drutów” a nie szydełko.

    Przy okazji zastanawia mnie też jedna kwestia: dzisiaj nie robimy na drutach ani szydełku masowo, bo łatwiej i taniej pójść do kiosku i kupić rajstopy czy pończochy, całkiem to oczywiste w naszych czasach. Ale: kiedy po Glen St. Mary rozniosła się wieść o tym, że Flora Meredith nie ma pończoch Zuzanna zrobiła dla niej dwie pary. Po co??? Skoro w sklepie Cartera Flagga można było po prostu pójść i kupić. Nie dlatego, że sklepowe były drogie - w końcu nawet ubogi pastor mógł kupić dwie pary. I nie z powodu nudów raczej, bo Zuzanna odwalająca całą robotę w Złotym Brzegu raczej na brak zajęć nie narzekała. Skoro już chciała dać dziecku pończochy to czemu po prostu ich nie kupiła? I dlaczego dla Flory (która już pończochy miała i całe Glen wiedziało o tym z gazety), a nie dla Lidy, która była bardziej potrzebująca.
  • sayoasiel 09.10.19, 22:14
    cegehana napisał(a):


    >
    > Przy okazji zastanawia mnie też jedna kwestia: dzisiaj nie robimy na drutach an
    > i szydełku masowo, bo łatwiej i taniej pójść do kiosku i kupić rajstopy czy poń
    > czochy, całkiem to oczywiste w naszych czasach. Ale: kiedy po Glen St. Mary roz
    > niosła się wieść o tym, że Flora Meredith nie ma pończoch Zuzanna zrobiła dla n
    > iej dwie pary. Po co??? Skoro w sklepie Cartera Flagga można było po prostu pój
    > ść i kupić. Nie dlatego, że sklepowe były drogie - w końcu nawet ubogi pastor m
    > ógł kupić dwie pary. I nie z powodu nudów raczej, bo Zuzanna odwalająca całą ro
    > botę w Złotym Brzegu raczej na brak zajęć nie narzekała. Skoro już chciała dać
    > dziecku pończochy to czemu po prostu ich nie kupiła? I dlaczego dla Flory (któr
    > a już pończochy miała i całe Glen wiedziało o tym z gazety), a nie dla Lidy, kt
    > óra była bardziej potrzebująca.

    Też jestem zdziwiona tym,że pomylono druty z szydełkiem. Myślę, że jest to zwyczajne niechlujstwo ze strony tłumaczki, może myślała, że czytelnikom będzie wszystko jedno ? Że i tak nikt tego nie sprawdzi ?

    Co dotyczy pończoch dla Flory, uważam,że sytuacja jest bardzo podobna do tej z ubrankami dla małej Joyce. Dziecka wyczekiwanego i kochanego. Tam również masz rozważanie między robionymi na maszynie i robionymi ręcznie sukienkami. Myślę, że to był gest - ciepła, miłości. Zuzanna, która i tak zajmowała się robótką, żeby tylko zająć ręce (kobieta,która miała zajęte ręce miała przewagę nad tą,co nie miała ^_-) i była w tym dobra, chciała coś zrobić dla Flory, której zachowanie ją oburzało (no,rzeczywiście!), ale, która w jej oczach była przede wszystkim zaniedbanym dzieckiem. To był prezent.
  • cegehana 12.10.19, 11:29
    Dziękuję za zapodanie tego fragmentu, rzeczywiście rzuca trochę światła na potrzeganie różnicy między towarem kupnym a domowym w świecie Ani.
  • marutax 13.10.19, 14:04
    Myślę, że w przypadku Flory/Faith w grę wchodziły także relacje społeczne. W końcu pastora było stać na podstawowe ubrania dla dzieci, po prostu nie zauważał, że dzieci ich potrzebują. I nikt nie powiedział mu wprost, że jest fatalnym ojcem, bo po pierwsze był kimś ważnym w społeczności, po drugie nie należy wtrącać się w cudze sprawy rodzinne. Wszyscy jedynie plotkowali na boku - podobnie jak w "Dzbanie ciotki Becky", gdzie wielka, ogólnie sympatyczna rodzina widzi cierpienie małego Briana i nic z tym nie robi. W takiej sytuacji zupełnie czym innym było kupienie pończoch a podarowanie własnoręcznie zrobionych. To pierwsze byłoby jasną naganą "Zuzanna kupuje córce pastora coś, co on sam powinien kupić, ale tego nie zrobił", to drugie miało o wiele łagodniejszy wydźwięk, bo ani Zuzanna nie wydaje pieniędzy bezpośrednio (choć wiadomo, że kupiła wełnę i się napracowała), ani od pastora nikt nie oczekuje, że będzie dziergał pończochy. Ot, dała prezent. Innymi słowy, chodziło o zachowanie pozorów, że wszystko jest w porządku, co by przypadkiem nie wystąpić przeciwko osobie duchownej.
  • m.y.q.2 13.10.19, 17:04
    To były czasy, kiedy nie ceniło się kupnych wyrobów, były uważane za tandetne. Wielokrotnie nawet jest mowa o dziecięcych sukienkach, które nie zostały sprofanowane maszyną do szycia. Pewnie tak myślała Zuzanna o pończochach dla pastorówny - byle czego nie wypada ofiarować.

    --
    Niektórzy są przekonani, że ich kaganiec to przyłbica.
    St.Jerzy Lec

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka