Dodaj do ulubionych

"Pokuta Aweryli" , niekonsekwencje , brak logiki

12.07.15, 22:15
1. Dlaczego Ania jako recenzenta wybiera pana Harrisona? Cóż on miał wspólnego z literaturą, pewnie nawet gazet nie czytał.

2. Rady pana Harrisona dla Ani:
a. opuść wszystkie opisy. Ania opuściła a wydawcy i tak noweli nie wydrukowali.
b. akcja powinna toczyć się w małej miejscowości, bo ty nie masz pojęcia o życiu w dużym mieście.
Ania już rok studiuje, więc o życiu w dużym mieście coś niecoś wie. Czy gdyby akcja "Pokuty Aweryli" toczyła się na wsi, wydawcy byliby bardziej łaskawi dla dzieła Ani?
Po za tym skąd to duże miasto? Ania kreuje postać małego pastuszka dla którego Diana wymyśla imię. Po co w dużym mieście ktoś kto pasie świnie i zbiera gałązki na opał?

c. zbyt kwiecisty język, długie przemowy

Czy to taka wada? Ania pisze niewielką nowelę, coś co(gdy się spodoba wydawcom) czytelniczki "Kobiety Kanadyjskiej" będą czytały dla rozrywki, przyjemności. Nie planuje naturalistycznego dzieła na poziomie Zoli.
Prawie każdy czytał książki pisane kwiecistym stylem, pełne patosu, kilkustronicowych opisów przyrody czy wyznań miłosnych. Ktoś je pisał, ktoś drukował i ktoś czytał(z mniejszym i większym zainteresowanie).

Czy gdyby bohaterowie Pokuty zaczęli mówić językiem rozsądnej Janki Andrews, nowela byłaby lepsza?

3. Zainteresowanie nowelą Fabryki Proszku do pieczenia. Nagradzają utwór gdzie nie ma wielkich zachwytów nad produktem, tylko dwie neutralne wzmianki.
Potencjalny klient będzie się przedzierał przez kilkustronicowe tyrady nim natrafi na informację o proszku do pieczenia.
Z tego wynika, że "Pokuta Aweryli" musiała być zupełnie niezłym utworem.

4. Następne utwory Ani ukazują się drukiem, choć sama Ania nie zmienia się, ani jej sposób patrzenia na świat, czy też używane przez nią słownictwo.
Pokutę Aweryli od Dialogu w ogrodzie dzieli zaledwie rok, a podejście wydawców zmienia się kolosalnie.
Edytor zaawansowany
  • mika_p 26.07.15, 23:39
    > Ania już rok studiuje, więc o życiu w dużym mieście coś niecoś wie. Czy gdyby
    > akcja "Pokuty Aweryli" toczyła się na wsi, wydawcy byliby bardziej łaskawi dla
    > dzieła Ani?

    Podejrzewam, że bardziej chodziło o przenoszenie realiów życia w małej miejscowości do miejsca akcji. Ot, choćby pastuszek :) Albo coś innego, czego Ania nie czuła, może anonimowość miasta w opozycji do wszędobylskich oczu i plotek pań Linde, może wybór szkół, lekarzy? Takie rzeczy dają się zauważyć nie tylko u początkujących autorów.

    > Czy to taka wada? Ania pisze niewielką nowelę, coś co(gdy się spodoba wydawcom
    > ) czytelniczki "Kobiety Kanadyjskiej" będą czytały dla rozrywki, przyjemności.
    > Nie planuje naturalistycznego dzieła na poziomie Zoli.

    Może te kwieciste, długie przemowy, zwyczajnie brzmiały sztucznie, a wydawcy wiedzieli, że czytanie tego nie sprawi czytelniczkom przyjemności? Albo wiedzieli, że to nie trafia w "target"

    > Czy gdyby bohaterowie Pokuty zaczęli mówić językiem rozsądnej Janki Andrews,
    > nowela byłaby lepsza?

    Niekoniecznie od razu językiem rozsądnej Janki, może prościej, bardziej naturalnie,w lepszym rytmie.

    > 3. Zainteresowanie nowelą Fabryki Proszku do pieczenia. Nagradzają utwór gdzie
    > nie ma wielkich zachwytów nad produktem, tylko dwie neutralne wzmianki.
    > Potencjalny klient będzie się przedzierał przez kilkustronicowe tyrady nim
    > natrafi na informację o proszku do pieczenia.

    Inne realia rynku reklamowego. Inne oczekiwania wobec product placement.
    I inny rynek wydawniczy i czytelniczy. Książek było o wiele mniej - dużo mniej ludzi umiejących pisać, dużo mniej ludzi wykształconych, o wiele trudniejsze dotarcie do wydawcy (nie tak jak teraz, skopiowanie pliku x razy, tylko przepisanie ręczne - a weź znajdź adres wydawcy bez internetu), etos twórcy-artysty, ha! samo napisanie dzieła do formy ostatecznej to o wiele więcej pracy niż teraz, wszystko trzeba było przepisywać ręcznie po każdej zmianie

    > 4. Następne utwory Ani ukazują się drukiem, choć sama Ania nie zmienia się, ani
    > jej sposób patrzenia na świat, czy też używane przez nią słownictwo.

    Są duże różnice. "Pokuta" to było Dzieło, wymarzone, dopieszczone, "Dialog" to był szkic, notatka. Zupełnie inne emocje. Ania na pewno pisała listy do bliskich - te pisała normalnie, lekko, dowcipnie, ciekawie, i chyba tak też napisała "Dialog", bez zadęcia i nadęcia, bo nie przywiązywała do niego takiej wagi.

    Reasumując, dla mnie to wszystko całkiem logiczne :)
    --
    Dziewczyna, która opanowała mechaniczną skrzynię biegów, poradzi sobie w życiu. [i]Carrie Bradshaw[/i]
  • jadwiga1350 04.01.17, 13:18
    > Podejrzewam, że bardziej chodziło o przenoszenie realiów życia w małej miejscow
    > ości do miejsca akcji. Ot, choćby pastuszek :)

    Dla mnie zawsze była to wpadka LMM(może tłumacza?), a nie pomyłka Ani. Ania zawsze była ukazywana jako osoba inteligentna, mądra, oczytana. Trudno uwierzyć, że popełniła taką gafę: duże miasto, a w nim pastuszek, który pasie świnie i zbiera gałązki na opał! A pan Harrison tego nie zauważył i nie wytknął, choć wszystko inne tak mocno krytykował.

    >Albo coś innego, czego Ania nie
    > czuła, może anonimowość miasta w opozycji do wszędobylskich oczu i plotek pań L
    > inde, może wybór szkół, lekarzy?

    To duże miasto zastanawia mnie też z innych powodów. Czy rzeczywiście akcja "Aweryli" dzieje się we współczesnym dużym kanadyjskim mieście?
    Bohaterowie, ich imiona i nazwiska, kojarzą się mi z osiemnastowieczną francuską prowincją, zamkami nad Loarą, względnie jakimś samotnym zamkiem na ponurym szkockim wrzosowisku.


    > Inne realia rynku reklamowego. Inne oczekiwania wobec product placement.
    > I inny rynek wydawniczy i czytelniczy. Książek było o wiele mniej

    Ale Ania nie chciała wydawać książki. To był z założenia krótki utwór, drukowany(może w odcinkach) w gazecie. Zakładam, ze "Kobietę Kanadyjską" czytały głównie panie i to im nowelka miała/powinna podobać się. Tak jak głównie kobiety były odbiorcami reklamy proszku do pieczenia.

    > Książek było o wiele mniej - dużo mniej
    > ludzi umiejących pisać

    Chyba nie w świecie, który nam kreuje LMM?

    >o wiele trudniejsze do
    > tarcie do wydawcy

    Chyba nie w świecie LMM?

    Następne dzieła Ani idą jak ciepłe bułeczki i dolarów naszej bohaterce nie brakuje.
    Owen Ford tez nie ma trudności z dotarciem do wydawcy.
  • lilimeye 03.02.17, 22:22
    "Dla mnie zawsze była to wpadka LMM(może tłumacza?), a nie pomyłka Ani. Ania zawsze była ukazywana jako osoba inteligentna, mądra, oczytana. Trudno uwierzyć, że popełniła taką gafę: duże miasto, a w nim pastuszek, który pasie świnie i zbiera gałązki na opał! A pan Harrison tego nie zauważył i nie wytknął, choć wszystko inne tak mocno krytykował."

    Ówczesne duże miasta były jednak znacznie mniejsze niż obecne, a każde miasto miało i ma przedmieścia, na których do dziś można spotkać pasące się zwierzęta :) Może ten pastuszek pochodził z takiego przedmieścia? Co do pana Harrisona i jego opinii nie-znawcy, pewnie Ani chodziło o zdanie przeciętnego czytelnika, do którego przecież opowiadanie miało być adresowane.

    "To duże miasto zastanawia mnie też z innych powodów. Czy rzeczywiście akcja "Aweryli" dzieje się we współczesnym dużym kanadyjskim mieście?
    Bohaterowie, ich imiona i nazwiska, kojarzą się mi z osiemnastowieczną francuską prowincją, zamkami nad Loarą, względnie jakimś samotnym zamkiem na ponurym szkockim wrzosowisku."

    No i właśnie to jest najlepszy dowód na wady, które zauważył pan Harrison, czyli ta charakterystyczna dla Ani w tamtym czasie dość egzaltowana przesada w stylu i realiach. Po prostu dziewczynę, która naczytała się dawnych romansów rycerskich, oraz poezji poniosła wyobraźnia, a brakowało jeszcze znajomości prawdziwego miejskiego życia.

    "Ale Ania nie chciała wydawać książki. To był z założenia krótki utwór, drukowany(może w odcinkach) w gazecie. Zakładam, ze "Kobietę Kanadyjską" czytały głównie panie i to im nowelka miała/powinna podobać się. Tak jak głównie kobiety były odbiorcami reklamy proszku do pieczenia."

    Krótki utwór drukowany w magazynie, który dba o poziom, też musi być dobry. Redaktorzy takiego pisma to ludzie, którzy znają się na swoim fachu i mają określone wymagania wobec materiału, który zamieszczają. Opowiadanie młodziutkiej, przesadnie romantycznej Ani zapewne było dosyć naiwne i przesadne w stylu, mogło się spodobać producentowi proszku do pieczenia, ale redaktorom czasopisma już niekoniecznie :)


    --
    Nie karze się maleńkiej świętej, której zdarzyło się zbłądzić.
  • jadwiga1350 13.02.17, 18:47
    Ani jakoś nigdy nie ciągnęło do życia w mieście. Kochała łąki, lasy, jeziora, strumyki. Dlaczegóż akurat jej ukochana, wypieszczona Aweryla miałaby mieszkać w mieście, a nie nad jakimś Zwierciadłem Nimf, obok Białej Drogi Rozkoszy? To się kłóci wyraźnie z całą osobowością Ani.
    I te kwieciste opisy, ten cudny zachód słońca z którego początkująca pisarka za nic nie chciała zrezygnować. To też wyraźnie zgrzyta. Chyba piękniej zachodzi słońce nad świerkowym lasem, nad przystanią, niż nad główną aleją Toronto czy Ottawy.
    Rozumiem, że ta cała afera z Pokutą Aweryli miała nadać historii Ani realizmu. Gdyby pierwsze dzieło panny Shirley zostało przyjęte i wydrukowane, byłoby to zbyt słodkie i bajkowe. Ale cała ta sprawa została dość nieudolnie przeprowadzona(wg mnie) przez LMM.
  • apersona 15.02.17, 19:19
    Młodociana Ania nie znała Toronto ani Ottawy, jedynie miasto na Wyspie Księcia Edwarda, w którym mieszkała bogato i elegancko panna Józefina Barry, więc miasto Aweryli musiało być miastem Aninych wyobrażeń
  • 1karo_ka 06.07.18, 08:45
    Albo to w ogóle nie było miasto. Nie jest to jednoznacznie określone. Pan Harrison krytykuje samą ideę prowadzenia akcji powieści w środowisku bogatych ludzi z miasta (arystokracji?): (...)„and you shouldn’t have laid the scene among rich city people. What do you know of them?”. „Pastuszek” Robert Ray był „a chore boy” czyli chłopcem do pomocy; oczywiście, mogło mu się zdarzyć „feeding pigs and picking up chips”, ale to nie oznacza, że był tylko „pastuszkiem”. Dopóki książki LMM Montgomery nie będą właściwie przetłumaczone, próżne nasze starania o zrozumienie czegokolwiek.
  • aniadm 08.07.18, 00:55
    I to jak najbardziej widzę - egzaltowana panienka umieszcza akcję swojego dzieła wsród milionerów prowadzących - jej zdaniem - bajkowe życie, mieszkając w luksusowych rezydencjach, obwieszając się brylantami i śpiąc na złocie.
    Miałam do czynienia z dzisiejszymi takimi książkami, i też boleśnie widać, że autorka (bo to były zazwyczaj autorki) koło takiej rezydencji z milionerami nawet nie przechodziła.
  • pi.asia 08.07.18, 09:20
    aniadm napisała:

    > I to jak najbardziej widzę - egzaltowana panienka umieszcza akcję swojego dzieł
    > a wsród milionerów prowadzących - jej zdaniem - bajkowe życie, mieszkając w luk
    > susowych rezydencjach, obwieszając się brylantami i śpiąc na złocie.

    Ależ na pewno tak było! Przecież w "Klubie Powieściowym" wszystkie panienki prześcigały się w pomysłach na pokazanie bogactwa swych bohaterów. Bodajże Janka Andrews stworzyła postać, która spała w stroju wyszywanym prawdziwymi perłami. Nie miała pojęcia, jakie to niepraktyczne i niewygodne, ale za to działało na wyobraźnię!

    A Fabryka Proszku... no cóż, jest fabryką proszku dla kucharek, toteż i lektura może być odpowiednia dla kucharek...
  • aniadm 08.07.18, 16:49
    No i w tym kontekście rada pana Harrisona, żeby umieścić akcję w realiach cokolwiek bliższych znanym Ani (albo nawet cokolwiek bliższych rzeczywistości) jest zdecydowanie uzasadniona :)
  • jadwiga1350 25.07.18, 23:03
    > A Fabryka Proszku... no cóż, jest fabryką proszku dla kucharek, toteż i lektura
    > może być odpowiednia dla kucharek...

    A "Kobietę Kanadyjską" jakie czytały kobiety? Same wyrafinowane intelektualistki czy też raczej te przysłowiowe kucharki?

    Myślę, że na wyobraźnię kucharki bardziej podziałałby prosty slogan typu: "Królowa Wiktoria używa tylko Proszku do pieczenia Redferna" niż długa ramota o perypetiach Aweryli.
    Która miałaby czas i ochotę wgłębiać się w coś takiego?
  • dzika_zurawina 08.08.18, 10:19
    jadwiga1350 napisała:

    > Myślę, że na wyobraźnię kucharki bardziej podziałałby prosty slogan typu: "Król
    > owa Wiktoria używa tylko Proszku do pieczenia Redferna" niż długa ramota o per
    > ypetiach Aweryli.
    > Która miałaby czas i ochotę wgłębiać się w coś takiego?

    Proste slogany na pewno też były :) Wydaje mi się, że to tak, jak gdyby dzisiaj nakręcić jakiś telewizyjny film niezbyt wysokich lotów, w którym zastosuje się product placement. Ludzie obejrzą, nie dla reklamy, a dla rozrywki, a produkt zostanie zareklamowany.
  • jadwiga1350 25.07.18, 22:56
    >Dopóki ks
    > iążki LMM Montgomery nie będą właściwie przetłumaczone, próżne nasze starania o
    > zrozumienie czegokolwiek.

    A w oryginale też widać te niekonsekwencje, czy to raczej wina tłumacza?
  • 1karo_ka 26.07.18, 18:36
    Przede wszystkim tłumacza; Maud prowadzi swoje wątki w bardzo literacki, prosty sposób. Oryginał czyta się dobrze, nie ma trudnych fraz, zwrotów, średnia znajomość angielskiego wystarcza, żeby zrozumieć tekst. A tłumacz potrafi zagmatwać sytuację nie podając pełnych nazw, nazwisk, omijając fragmenty tekstu. Albo dopisywać własne (Bellona). Czasami to są szczegóły, ale denerwujące- np. w „Wymarzonym Domu Ani”, to Ania daje w prezencie setera Rexa Gibertowi (tłumacz postanowił obdarować Anię); trudnym jest też kontekst kłótni o Ryszarda i jego operację; Ania w oryginale mówi do Gilberta:” I CAN’T think you are right”, co kilku tlumaczy zrozumiało jako przyznanie racji Gibertowi, a inny przetłumaczył: „Boję się, że tym razem nie masz racji”.
  • jakgdyby.nigdynic 06.08.18, 20:55
    Swoją drogą to niezwykle smutne, że teraz, kiedy dostęp do wszelkich ułatwień dla tłumaczy jest tak szeroki, wydawnictwom "nie opłaca się" angażować specjalistów, którzy by tę Anię w końcu porządnie i pięknie przełożyli.
  • aniadm 07.08.18, 12:48
    Wydanie "Ani" to w tej chwili dość tania sprawa, bo książki są w domenie publicznej. Czyli nie płaci się za prawa.
    Ale za tłumaczenie płacić trzeba. Powstaje pytanie, czy kolejne tłumaczenie sprzeda się w takich ilościach, żeby inwestycja się opłacała. Tak naprawdę to ilośc osób, którym się chce porównywać różne tłumaczenia czy sprawdzać nowe nie jest aż tak wielka.
  • 1karo_ka 07.08.18, 14:26
    Tak, to wszystko racja. Nie pozostaje nic innego, tylko przysiąść i zrobić dla siebie idealne tłumaczenie ;)))))
  • julia_na_wysokim_balkonie 11.08.18, 16:05
    Może taka inicjatywa forumowa? ;) Dla dobra przyszłych pokoleń;)
  • jadwiga1350 11.08.19, 21:23

    > Albo to w ogóle nie było miasto. Nie jest to jednoznacznie określone. Pan Harri
    > son krytykuje samą ideę prowadzenia akcji powieści w środowisku bogatych ludzi
    > z miasta (arystokracji?)

    To miasto całkiem do Ani nie pasuje.

    Ot przykładowo: "Zazdrosny rywal lub śmierć ich nie rozłączyła" Czy Geraldyna i Kordelia mieszkają w mieście? Nie, jest to mały domek w lesie, wręcz na pustkowiu.

    Albo "Dialog w ogrodzie". Raczej nie w dużym mieście ten ogród.
  • selkie 07.11.18, 20:48

    >
    > > Książek było o wiele mniej - dużo mniej
    > > ludzi umiejących pisać
    >
    > Chyba nie w świecie, który nam kreuje LMM?

    Jak najbardziej. Czytanie nie bylo czyms obowiazkowym, szkole postrzegano jako nie zawsze konieczna.
    >
    > >o wiele trudniejsze do
    > > tarcie do wydawcy
    >
    > Chyba nie w świecie LMM?
    >
    > Następne dzieła Ani idą jak ciepłe bułeczki i dolarów naszej bohaterce nie brak
    > uje.
    > Owen Ford tez nie ma trudności z dotarciem do wydawcy.

    Owen jest uznanym dziennikarzem i Ksiega zycia Kapitana Jima nie jest jego pierwsza ksiazka w tym gatunku o ile pamietam.

    Najbardziej autobiograficzna pod tym wzgledem wydaje sie Emilka - i Emilka ma problemy. Podupada wrecz na duchu. Kiedy sama Montgomery podsumowuje wlasna kariere mowi ze musiala sie mierzyc z wieloma odmowami ale "nigdy NAPRAWDE nie watpila w sukces". Widac ze miala chwile zwatpienia, po prostu sie nie poddawala.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka