Dodaj do ulubionych

podziały klasowe

12.05.18, 21:44
Ania - sierociniec - niziny społeczne.
W "The Blythes are quoted" czytamy zaś, że pani doktorowa Blythe nie pozwoliłaby zadawać się swoim córkom z robotnikiem.

Hm. Jak to jest?
Czy Ania awansowała z nizin poprzez "klasę średnią" (Zielone Wzgórze) aż do jakieś "klasy średniej wyższej" (doktorostwo)?
Czy Ania mogłaby się pysznić swą pozycją? To do niej trochę niepodobne.
Edytor zaawansowany
  • sayoasiel 12.05.18, 22:25
    Trochę niepodobne, ale jednak była reprezentantką inteligencji. Tak, ona awansowała. Ukończyła Akademię Królewską, ukończyła uniwersytet, wszystko z bardzo dobrymi wynikami. Była kierowniczką szkoły wyższego stopnia, została żoną lekarza, przedstawiciela bardzo poważanego zawodu. Jej dzieci też, wszystkie otrzymały staranne wykształcenie. Były dziećmi zadbanymi, schludnymi, oczytanymi, z dobrymi manierami. Sama Ania zaś została wzięta z sierocińca, w którym spędziła 4 miesiące, ale była córką również nauczycieli, miłych i poważanych nie jakiejś patologii.
  • julia_na_wysokim_balkonie 13.05.18, 16:31
    Zastanawiam się tylko, o co chodziło z tym robotnikiem (fakt, że Ania nie wypowiada tych słów, padają one jako przypuszczenie osoby, która zna ją z widzenia, coś na zasadzie argumentu "nie wypada ci się spotykać z tym ogrodnikiem, popatrz na córki pani Blythe, im na pewno matka by na to nie pozwalała"). Czy taki robotnik stoi o wiele niżej w hierarchii społecznej niż farmer z Avonlea? Bo chyba takimi farmerami Blythowie by nie gardzili, zostali przez nich wychowani.
  • marutax 13.05.18, 17:50
    julia_na_wysokim_balkonie napisał(a):

    > Zastanawiam się tylko, o co chodziło z tym robotnikiem (fakt, że Ania nie wypow
    > iada tych słów, padają one jako przypuszczenie osoby, która zna ją z widzenia,
    > coś na zasadzie argumentu "nie wypada ci się spotykać z tym ogrodnikiem, popatr
    > z na córki pani Blythe, im na pewno matka by na to nie pozwalała"). Czy taki ro
    > botnik stoi o wiele niżej w hierarchii społecznej niż farmer z Avonlea? Bo chyb
    > a takimi farmerami Blythowie by nie gardzili, zostali przez nich wychowani.

    No właśnie, takie słowa w ustach Ani byłyby raczej dziwne... Montgomery nie unika pisania o podziałach klasowych, jednak wielokrotnie podkreśla, że charakter, wykształcenie i pracowitość stoją "ponad" pochodzeniem. Widać to w postaciach takich jak Perry Miller, Mary Vance czy bohaterowie niektórych opowiadań. Szczególnie wyraźnie LMM odrzuca podziały oparte tylko na statusie majątkowym. Natomiast faktem jest, że Autorka preferuje postacie, które dążą do odrzucenia ograniczeń, jakie wyniosły z domu (np. zdobywając wykształcenie).

    Co do wątku z adoratorem Chrissie - słowa o służącym wypowiada stara opiekunka bohaterki, która traktuje Blythe'ów jak rodzinę królewską, ale ich osobiście nie zna. I nie chodzi o zadawanie się w znaczeniu koleżeństwa czy przyjaźni, tylko o potencjalny związek. Nawet dzisiaj córka pary profesorów mogłaby usłyszeć coś podobnego, gdyby zdradziła, że spotyka się np. z kierowcą śmieciarki, który skończył tylko kiepską zawodówkę. Oczywiście facet mógłby okazać się wspaniałym człowiekiem, ale rodzice patrzyliby na to ze swojego punktu widzenia... a życie dowodzi, że w ich obawy mogą być uzasadnione.

    Co do farmerów - podejrzewam, że dla Clack związek córki doktora Blythe z ubogim farmerem także byłby mezaliansem ;-) W końcu ona nie wie, skąd pochodzą Gilbert i Ania, zna ich tylko jako "doktorostwo".
  • julia_na_wysokim_balkonie 13.05.18, 23:28
    marutax napisała:

    >
    > Co do farmerów - podejrzewam, że dla Clack związek córki doktora Blythe z ubogi
    > m farmerem także byłby mezaliansem ;-) W końcu ona nie wie, skąd pochodzą Gilbe
    > rt i Ania, zna ich tylko jako "doktorostwo".

    No właśnie, a mnie zaczęło interesować, czy możliwe, aby dla Blythów to TEŻ byłby mezalians.

    Ania, jeszcze jako skromna studentka, wzgardziła bratem Janki, a to ponoć dobra partia była ;) Tyle że niezbyt inteligentny, czy dla głównych bohaterów LMM wykształcenie/inteligencja jest decydujące jednak w wyborach matrymonialnych?...

    W ogóle to trochę zabawne, że na początku małżeństwa Gilbert jest ubogim lekarzem, któremu się współczuje, a potem to niemal rodzina królewska, jak tu wspomniano;)
  • marutax 14.05.18, 09:56
    julia_na_wysokim_balkonie napisał(a):

    > Ania, jeszcze jako skromna studentka, wzgardziła bratem Janki, a to ponoć dobra
    > partia była ;) Tyle że niezbyt inteligentny, czy dla głównych bohaterów LMM wy
    > kształcenie/inteligencja jest decydujące jednak w wyborach matrymonialnych?...

    Brat Janki to była porażka, a oświadczyny przez pośrednika skreślają go całkowicie...
    Co do znaczenia wykształcenia/inteligencji, to LMM dobiera szczęśliwe związki raczej na zasadzie podobieństw niż przeciwności, jak to bywa modne w romansach dla nastolatek. Bohaterowie, których łączy w pary, mają często podobny poziom intelektualny i emocjonalny, wspólne zainteresowania, podobne spojrzenie na świat - niewiele jest par typu "ona szalona, on flegmatyk". Pod tym względem u Montgomery jest bardzo rozsądnie ;-) Nawet jeśli para nie ma podobnego wykształcenia (Ewa i Owen Ford) to ma zbliżoną inteligencję i wrażliwość.

    Co do robotników - uważam, że Ania nie miałaby nic przeciwko robotnikowi, który ma talent i wiedzę, pracuje jako ogrodnik, bo tak go "ustawiło" życie, ale próbuje coś osiągnąć i jeśli dostanie szansę, to z niej skorzysta. Co innego, gdyby np. Nan zakochała się w ograniczonym, pozbawionym ambicji typie, który jest wtórnym analfabetą, w sobotę przepija swoją tygodniówkę i ma zamiar żyć tak do śmierci. I trudno się temu dziwić, skoro w tamtych czasach status kobiety był zazwyczaj zależny od statusu męża. Wyjątkiem były kobiety bogate z domu, które mogły utrzymywać i siebie, i dom, i faceta - ale Blythe'owie, pomimo wysokiej pozycji towarzyskiej, nie są bardzo bogaci, więc taka opcja odpada.
  • julia_na_wysokim_balkonie 14.05.18, 12:42
    Nie są bogaci? Stać ich na wysyłanie po kolei gromadki dzieci na uniwersytet. Na pewno są bogatsi od Cuthbertów;)
  • marutax 14.05.18, 14:31
    julia_na_wysokim_balkonie napisał(a):

    > Nie są bogaci? Stać ich na wysyłanie po kolei gromadki dzieci na uniwersytet. N
    > a pewno są bogatsi od Cuthbertów;)

    Owszem, ale to raczej kwestia priorytetów. Pamiętajmy też, że np. Walter, który ze względu na tyfus miał przerwę w edukacji, pracował jako nauczyciel, a nie kurował się w sanatorium.

    Tymczasem ja pisałam o bogactwie pozwalającym Blythe'om zapewnić córce posag, który umożliwiłby jej oraz jej mężowi (plus dzieciom) życie na poziomie zbliżonym do tego, w jakim dorastała. A że nie wierzę w ładowanie całej forsy w jedno dziecko kosztem innym, to Ania i Gilbert musieliby tak bogato "uposażyć" szóstkę (piątkę) potomstwa.

    Co do Rilli - dziewczyna ma przed wojną 15 lat, jest dość dziecinna i rozpieszczona jako ta najmłodsza w rodzinie. Owszem, bardziej pociąga ją wejście w świat "kobiecości", niż nauka, jednak trudno oceniać, czy za rok-dwa dziewczyna nie zapragnęłaby wyjechać na Akademię - choćby dla celów mało naukowych, czyli pobrylowania w wielkim świecie. Ania patrzy na córkę przez pryzmat własnych doświadczeń, czyli dziewczyny, dla której studia były marzeniem i wielką szansą. Wychowana w dobrobycie Rilla ma całkiem inny punkt widzenia.

    Tutaj pojawia się też pewna mało przyjemna z obecnej perspektywy kwestia: w tamtych czasach dla dziewczyny z klasy średniej/inteligencji wydają się istnieć tylko dwie możliwości: 1.bycie żoną i matką lub
    2. studia, zostanie nauczycielką/guwernantką, a po kilku latach bycie żoną i matką. Dla kobiety nie ma innych opcji, "szanowanych" zawodów, możliwości usamodzielnienia się. Rilla nie może zostać krawcową, sprzedawczynią w sklepie, kucharką, właścicielką restauracji... W konsekwencji dostajemy Rillę, która w wieku lat 15-tu nie myśli o studiach i z miejsca ma oznaczać to, że nie ma żadnych ambicji czy zainteresowań poza zabawą i flirtami...
  • julia_na_wysokim_balkonie 13.05.18, 16:32
    sayoasiel napisał(a):
    Jej dzieci też, wszystkie otrzymały
    > staranne wykształcenie.

    Poza czarną owcą Rillą ;)
  • simply_z 13.05.18, 20:08
    Ale Rilla ostatecznie też skończyła szkołę, jedynie nie poszła na uniwersytet, jak reszta dzieci.
  • julia_na_wysokim_balkonie 13.05.18, 23:23
    Ale to chyba standardowe (szkoła, do której chodziły wszystkie dzieciaki z Glen), a nie staranne wykształcenie?
  • sayoasiel 14.05.18, 00:25
    No, nie, ona nawet do Akademi nie pojechała, wojna wszystko powstrzymała, a sama nie chciała zostać nauczycielką, ani wkuwać. Po wojnie założyła rodzinę, ale naprawdę to nie wiemy,co się stało z nią po powrocie Kennetha. Wszystko mogło się stać. Mogła wydorośleć, a na kurs gospodarstwa chciała się udać tylko dlatego, że straciła chęć do wszystkiego kiedy jej się wydawało, że Kenneth do niej nie przyszedł, ale raczej nie zmieniła się jej natura aż tak bardzo. Może mama w końcu przerobiła z nią ten kurs literatury i odkurzyła sobie dyplom ^_- Mimo to z tą ilością wiedzy Rilla jest już ponad większość mieszkańców Glenn.
    Sama autorka była bardzo przewrażliwiona na punkcie pochodzenia w życiu prywatnym i dumna. Mogła to gdzieś wpleść. Poza tym Blythowie nie zadzierali nosa, to Glenn ich tak postrzegało, plotki itp.
    Co do Andrewsa to nie tyle duma zadziałała co to,że Ania marzyła wciąż o romantycznej miłości, a tu koleżanka jej się oświadcza w imieniu brata, który ją parę razy na oczy widział i w ogóle z nią nie rozmawiał. No i tak...był przygłupi. Zdania nie umiał sklecić.
  • julia_na_wysokim_balkonie 14.05.18, 12:40
    sayoasiel napisał(a):

    > No, nie, ona nawet do Akademi nie pojechała, wojna wszystko powstrzymała

    Ta decyzja o braku kontynuacji nauki podjęta została jeszcze przed wojną. Rilla była jedyną "nieambitną" w rodzie;)

    Mogła wydorośleć, a na kurs gospodarstwa chciała się udać tylko dlateg
    > o, że straciła chęć do wszystkiego kiedy jej się wydawało

    Tak jest właśnie napisane: kurs gospodarstwa miał być nudny, no ale czymś trzeba się było zająć, "by odbudować swój świat".
  • marutax 13.05.18, 13:54
    Nie pamiętam tego fragmentu, w którym jest miejscu? Można prosić o cytat?
  • malwa.25 14.05.18, 22:15
    A propos podziałów klasowych. Mogę się wtrącić do wątku? Zawsze mnie zastanawiało czy rodzice Gilberta nie mieli nic przeciwko, że ich syn związał się z taką Anią? Ja wiem, że Blythe'owie nie byli jakimiś bogaczami ale mimo wszystko: Ania była sierotą, niezamożną, nie wiadomo z jakich rodziców, w dodatku niezbyt ładną. Nawet pani Barry to z początku przeszkadzało. Ciotka Mary Maria też powiedziała, ze Gilbert mógł mieć inną, ładniejszą dziewczynę. Ja się z nią zgadzam. Dla mnie związek Ani i Gilberta to taki niewielki mezalians. Naprawdę oni nie mieli nic przeciwko, że ich syn jednam z normalnego domu, przystojny ożenił się z kimś takim. W filmie ,,Titanic" jednak to troszkę inaczej wyglądało. Chodzi o podziały społeczeństwa.
  • malwa.25 14.05.18, 22:18
    Sorki miało być jedynak z normalnego domu.
  • marutax 15.05.18, 18:52
    malwa.25 napisał(a):

    > A propos podziałów klasowych. Mogę się wtrącić do wątku? Zawsze mnie zastanawia
    > ło czy rodzice Gilberta nie mieli nic przeciwko, że ich syn związał się z taką
    > Anią? Ja wiem, że Blythe'owie nie byli jakimiś bogaczami ale mimo wszystko: Ani
    > a była sierotą, niezamożną, nie wiadomo z jakich rodziców, w dodatku niezbyt ła
    > dną. Nawet pani Barry to z początku przeszkadzało. Ciotka Mary Maria też powied
    > ziała, ze Gilbert mógł mieć inną, ładniejszą dziewczynę. Ja się z nią zgadzam.
    > Dla mnie związek Ani i Gilberta to taki niewielki mezalians. Naprawdę oni nie m
    > ieli nic przeciwko, że ich syn jednam z normalnego domu, przystojny ożenił się
    > z kimś takim. W filmie ,,Titanic" jednak to troszkę inaczej wyglądało. Chodzi o
    > podziały społeczeństwa.

    O rodzinie Gilberta nie wiemy prawie nic, do tego stopnia, że nie znamy imion jego rodziców ani sytuacji "domowej". Wiemy, że Blythe'owie byli raczej biedni - Gilbert musi zarobić na sam wyjazd do Redmont, w okresie studiów latem pracuje na budowie linii kolejowej. Jest prawdopodobne, że Blythe'owie nie mają własnego majątku - domu, farmy, ziemi... Nigdy nie pojawia się problem "Gilbert będzie lekarzem, to co stanie się z ziemią". Kiedy umiera ojciec Gilberta nie ma wzmianki o żadnym spadku, nawet w sensie "trzeba sprzedać to pole". Wydaje się więc, że finansowo rodzina Blythe nie stała lepiej niż Cuthbertowie. (Innym wytłumaczeniem jest istnienie nigdy nie wspomnianego starszego brata Gilberta, który przejął cały majątek ;-)

    Druga sprawa - Ania wychodzi za Gilberta jako dojrzała jak na tamte czasy kobieta, wykształcona, samowystarczalna, z doświadczeniem zawodowym, lubiana i szanowana w lokalnej społeczności.
    Poza tym Gilbert najpierw jest w Ani długie lata zakochany, a potem mamy trzyletni okres narzeczeństwa. Nawet jeśli rodzice Gilberta mieli jakieś obiekcje, to po tak długim czasie prawdopodobnie pogodzili się z wyborem syna.

    A teraz z drugiej strony - nie ma żadnych wspólnych scen Ani z teściami. Ślub odbywa się na Zielonym Wzgórzu, rodzice Gilberta nawet nie są przy tej okazji wspomniani. Śmierć teścia nie jest dla Ani ciężkim przeżyciem. Żadne z dzieci Ani i Gilberta nie otrzymało imienia po dziadkach ze strony ojca... Czy może to oznaczać, że rodzice Gilberta nie byli zadowoleni z wyboru syna?

    Mamy za mało informacji, by to ocenić.
  • apersona 15.05.18, 20:33
    Blythe'owie nie byli biedotą, żyli na podobnym poziomie jak Cuthbertowie, ich dzieciak nie chodził głodny ani obszarpany, nie musiał pracować u innych jak francuscy chłopcy, wysłali syna do seminarium nauczycielskiego jednak na studia Gilbert musiał już sobie sam zarobić.
    Może w chwili ślubu rodzice Gilberta już nie żyli? Gilbert w szkole przerabiał ten sam program co Ania choć był starszy bo wyjechał z chorym ojcem na zachód.
  • marutax 15.05.18, 20:47
    apersona napisała:

    > Blythe'owie nie byli biedotą, żyli na podobnym poziomie jak Cuthbertowie, ich d
    > zieciak nie chodził głodny ani obszarpany, nie musiał pracować u innych jak fra
    > ncuscy chłopcy, wysłali syna do seminarium nauczycielskiego jednak na studia Gi
    > lbert musiał już sobie sam zarobić.

    To wlaśnie napisałam - że finansowo Blythe'owie nie stali wyżej niż Cuthbertowie, więc argument, że Ania nie jest bogata miałby sens tylko wtedy, gdyby rodzice liczyli, że Gilbert znajdzie sobie pannę z dużym posagiem. A tak - i Ania i Gilbert startowali z podobnej pozycji majątkowej.

    > Może w chwili ślubu rodzice Gilberta już nie żyli? Gilbert w szkole przerabiał
    > ten sam program co Ania choć był starszy bo wyjechał z chorym ojcem na zachód.

    Pogrzeb ojca Gilberta to początek "Ani ze Złotego Brzegu". Jego matka zmarła rok wcześniej.


  • sayoasiel 15.05.18, 22:52
    Ja pamiętam, że Blythowie mieli sad, z którego Gilbert przyniósł ani jabłko, którym wzgardziła. Cośtam mieli. Wydaje mi się,że tu LMM zapomniała o bohaterach jak Musierowicz. Niestety.
  • 1karo_ka 15.05.18, 22:58
    Matka Gilberta była w Ingleside w czasie narodzin Nan i Di, więc chyba aż tak źle nie było ;)
  • 1karo_ka 15.05.18, 23:11
    . Gilbert's mother, who was a gay, frank, light-hearted lady, but not overburdened with tact, had a very embarrassing habit of asking Anne, always in a painfully distinct voice and always in the presence of a crowd, if she had heard from Gilbert lately. Poor Anne could only blush horribly and murmur, "not very
  • 1karo_ka 15.05.18, 23:15

    Poor Anne could only blush horribly and murmur, "not very lately," which was taken by all, Mrs. Blythe included, to be merely a maidenly evasion.
  • sayoasiel 15.05.18, 23:11
    No, była ,a nawet Nan była do niej z wyglądu podobna,ale to jest jedyna wzmianka. Kiedy dorzucimy, że Złoty Brzeg został dopisany po czasie to wygląda jakby fani jej uwagę zwrócili,to dorzuciła na siłę. Wcześniej matka Gilberta pojawia się wtedy, kiedy Ania porównuje ją z matką Roya Gardnera. Jak to jest miła i pełna życia i jak bardzo kocha koty, a do tego przestała się odzywać do Ani gdy się dowiedziała, że odrzuciła oświadczyny syna.
    Ojciec Gilberta miał na imię John i był ukochanym Maryli. Smutne.
  • 1karo_ka 15.05.18, 23:21
    Mimo wszystko, wydaje mi się, że Ania była zaakceptowana przez Blythe’ów jako żona Gilberta; jego stryj też Anię polubił.
  • julia_na_wysokim_balkonie 17.05.18, 16:21
    Szkoda, że nic nie jest wspomniane o ewentualnym rodzeństwie Gilberta.
  • 1karo_ka 17.05.18, 17:02
    Widocznie go nie miał ;)
  • marutax 17.05.18, 20:06
    Niestety dla dobra fabuły lepiej by było, gdyby jednak miał ;-)
  • julia_na_wysokim_balkonie 17.05.18, 20:36
    Właśnie, wyobraźcie sobie, poza dziećmi z plebanii byłyby dzieci innych Blythów... ;) O, a wujek David, lekarz, nie miał dzieci? Oj, LMM się nie popisała!
  • marutax 19.05.18, 10:18
    julia_na_wysokim_balkonie napisał(a):

    > Właśnie, wyobraźcie sobie, poza dziećmi z plebanii byłyby dzieci innych Blythów
    > O, a wujek David, lekarz, nie miał dzieci? Oj, LMM się nie popisała!

    Wujek miał być bezdzietny, żeby Gilbert mógł bezproblemowo odziedziczyć po nim stanowisko.

    Natomiast GDYBY Gilbert miał rodzeństwo - najlepiej sporo starszego brata - to załatwiałoby przynajmniej dwie problematyczne kwestie:
    1. sprawę majątku Blythe'ów w Avonlea, o którym nie ma żadnych wzmianek, zwłaszcza po śmierci rodziców Gilberta - ani w kontekście "kto przejmie farmę" ani "został dom, coś trzeba z nim zrobić". Gdyby Gilbert miał rodzeństwo to można by z automatu założyć, że to oni dziedziczą i on nie musi się sprawami materialnymi przejmować.
    2. sprawę relacji rodziców Gilberta z rodziną syna. Gdyby starsi państwo Blythe mieli inne dzieci/wnuki to tłumaczyłoby, dlaczego nie są zbytnio zaangażowani w życie Gilberta. Możliwe też, ze owe hipotetyczne wnuki nosiłyby imiona po dziadkach, więc nie raziłoby, że dzieci Ani dziedziczą imiona tylko po jej stronie.
    Jest też sprawa opieki - po śmierci żony John Blythe podupada na zdrowiu, do tego stopnia, że umiera w rok później. Jak mówi pani Linde "po prostu nie miał po co żyć". Mimo to pozostaje samotnie w Avonlea, a syn-lekarz przyjeżdża dopiero na jego pogrzeb. I znowu - gdyby Gilbert miał w Avonlea rodzeństwo, które zapewniałoby staremu ojcu opiekę, wyglądałoby to o wiele sympatyczniej. A tak możemy się zastanawiać, czy John Blythe nie chciał zamieszkać z synem na Złotym Brzegu, czy też pozostawiono go samemu sobie.


  • jadwiga1350 19.05.18, 20:14
    marutax napisała:

    > Niestety dla dobra fabuły lepiej by było, gdyby jednak miał ;-)

    Dla dobra fabuły Gilbert powinien być sierotą. To czyniłoby wiele spraw bardziej realistycznymi.
  • marutax 19.05.18, 20:31
    jadwiga1350 napisała:

    > marutax napisała:
    >
    > > Niestety dla dobra fabuły lepiej by było, gdyby jednak miał ;-)
    >
    > Dla dobra fabuły Gilbert powinien być sierotą. To czyniłoby wiele spraw bardzie
    > j realistycznymi.

    Ale zrodziłoby wiele innych problemów, zarówno jeśli chodzi o realia, jak i odbiór bohaterów. Jak w serialu, gdzie Gilbert jest sierotą i już pojawiają się pytania jakim cudem zostanie lekarzem. Zobaczymy, co wymyślą scenarzyści, jednak moim zdaniem to niepotrzebna komplikacja.

    Poza tym zmieniłoby to całkiem jego relacje z Anią i czytelnik miałby wątpliwości, czy naprawdę się kochają, czy połączyły ich podobne doświadczenia i pozycja społeczna.
  • julia_na_wysokim_balkonie 19.05.18, 22:17
    Dlaczego? Jakie sprawy konkretnie?
  • kooreczka 20.05.18, 11:43
    Chyba żadne. Gdyby miał być lekarzem musiałby być wychowywane przez jakiś krewnych i mieć choćby niewielki spadek, a to rodzi dalsze implikacje. Paradoksalnie najlepiej byłoby gdyby był jednym z wielu rodzeństwa, najlepiej najmłodszym po długiej przerwie- taki pseudojedynak, niewielka więź że starszym rodzeństwem i niewielki spadek albo wręcz układ kiedy w zamian za pomoc materialną na studiach zrzeka się spadku- mój stryjeczby dziadek miał taki układ.
  • marutax 20.05.18, 11:57
    Dokładnie, jak pisałam wyżej - dużo starszy brat to najlepsze rozwiązanie. Jedyna sprawa, jaką "ułatwiałoby" sieroctwo Gilberta, to zniwelowanie rzekomych różnic klasowych między nim a Anią, czyli to, o czym pisano też w tym wątku. Tyle że pozorny "zysk fabularny" rozwaliłby całą resztę historii.
  • jadwiga1350 27.05.18, 11:32
    julia_na_wysokim_balkonie napisał(a):

    > Dlaczego? Jakie sprawy konkretnie?

    Choćby takie dlaczego rodziców Gilberta nie ma prawie wcale w jego życiu, dlaczego tak bardzo związany jest z Anią, i dlaczego ich dzieci nic nie wiedzą o dziadkach. No i ten majątek w Avonlea.
    Może niekoniecznie sierota, ale ktoś taki jak Hilary Gordon. Ojciec nie żyje, matka daleko, odrzuca syna emocjonalnie(ale wykształcenie mu zapewnia), obojętni opiekunowie.

    Jest czymś naturalnym, że Szkrab lgnie do Pat, że jest ona całym jego życiem.
    W "wymarzonym domku" młodych Gordonów pani Garrison raczej się nie pojawi. Szkrab pewnie nie zechce nazwać córki jej imieniem.
    No i ta hipotetyczna córka nigdy się nie dowie, że jest podobna do ojczystej babki(nawet gdy będzie to prawda)
  • 1karo_ka 26.06.18, 12:26
    Gilbert miał w Avonlea ciotkę Mrs. Fletcher, która mieszkała z mężem Georgem obok farmy Blythe’ów. Może oni zajęli się sprawami spadkowymi Gilberta?
  • julia_na_wysokim_balkonie 27.06.18, 19:30
    Oooo, a gdzie o takich mowa? Nigdy o nich nie słyszałam.
  • 1karo_ka 27.06.18, 19:38
    A proszę bardzo:
    „Anne’s physical strength suddenly failed her. If she had not clutched at a low willow bough she would have fallen. Pacifique was George Fletcher’s hired man, and George Fletcher lived next door to the Blythes. Mrs. Fletcher was Gilbert’s aunt. Pacifique would know if—if—Pacifique would know what there was to be known.”
    Anne of the Island
    (Ania na Uniwersytecie)
  • julia_na_wysokim_balkonie 27.06.18, 22:19
    Ach, te tłumaczenia :( U mnie jest: "Siły fizyczne nagle odmówiły Ani posłuszeństwa. Gdyby nie oparłaby się o niską gałąź wierzby, upadłaby. Parobek musiałby przecież wiedzieć, gdyby... gdyby... musiałby wiedzieć, gdyby było co wiedzieć."
  • 1karo_ka 27.06.18, 23:27
    Kolejne beznadziejne tłumaczenie ze szkodą dla oryginału....
  • jadwiga1350 19.05.18, 20:10
    sayoasiel napisał(a):

    > No, była ,a nawet Nan była do niej z wyglądu podobna,ale to jest jedyna wzmiank
    > a.

    Dodatkowo wzmianka uczyniona przez osobę całkiem postronną i nie mającą nic wspólnego z Blythe'ami.

    Nie było żadnego zdjęcia, portretu starszej pani Blythe w Złotym Brzegu. Nikt, nawet Gilbert, nie mówił czegoś w rodzaju: "o nasza Nan, to wykapana babcia". Bo tylko w takiej sytuacji Nan mogła tak łatwo uwierzyć, że nie jest córką Gilberta i Ani.
  • 1karo_ka 27.05.18, 13:24
    Moja siostra wypisz-wymaluj babcia ze strony ojca też często zastanawiała się, czy nie jest adoptowana ;) małe dzieci często zaskakują. I nie, nie miała trudnego dzieciństwa ;)
    Wątek rodziców Gilberta jest na pewno wyciszony i skierowany przez Maud na boczny tor. Nawet w pierwsze Święta Bożego Narodzenia, które Ania postanowiła spędzić w Wymarzonym Domku nie było ich wśród gości. Miło byłoby przeczytać o wizycie rodziców Gilberta, relacjach z wnukami, z Anią... Czy nie było zdjęcia dziadkow Blythe’ów w Złotym Brzegu, tego na 100% nie wiadomo...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka