Dodaj do ulubionych

Protestanci a inni

20.05.18, 17:15
Dziś, czytając drugą część Emilki, natknęłam się na dziwny fragment:

"Ciotka Elżbieta nie zgadza się z panem Johnsonem. Mówi, że jego teologia nie jest zgodna z duchem naszej religii. Powiedział w swoim kazaniu ubiegłej niedzieli, że jest wiele dobrego w buddyzmie.
- Niebawem powie, że jest wiele dobrego w prawosławiu - rzekła ciotka Elżbieta z oburzeniem podczas obiadu.
Możliwe, że jest coś dobrego w buddyzmie."

Zdumiało mnie to wartościowanie Elżbiety: wygląda na to, że prawosławie (inne wyznanie chrześcijańskie) jest czymś jeszcze gorszym niż buddyzm (inna religia). W ogóle jakoś to prawosławie kompletnie mi tu nie pasowało, brzmiało za bardzo egzotycznie w książce LMM...
Zajrzałam do oryginału, a tam:

""Aunt Elizabeth does not approve of Mr. Johnson. She thinks his theology is not sound. He said in his sermon last Sunday that there was some good in Buddhism.
"'He will be saying that there is some good in Popery next,' said Aunt Elizabeth indignantly at the dinner-table.
"There may be some good in Buddhism."

Czyli Elżbieta krytykuje "Popery" - toć to papiestwo, czyli katolicyzm, więc skąd to prawosławie? Jestem zdumiona, jak można było zrobić taki ewidentny błąd w tłumaczeniu...
Także stwierdzenie, że "WIELE jest dobrego w buddyzmie" nie oddaje wiernie oryginału.
Wiem, że tłumaczenie Rafałowicz-Radwanowej było już na tym forum krytykowane. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jest niechlujnie zrobione. Może okazuje się, że polscy czytelnicy czytali jakąś inną Emilkę niż tę, którą stworzyła LMM?

Niechęć do katolicyzmu nie dziwi u ciotki Elżbiety, już w poprzednim tomie z niechęcią odnosiła się do znajomości Emily z katolickim księdzem. A czy inne odniesienia do wiary, religii, innych wyznań niż prezbiteriańskie zwróciły Waszą uwagę w książkach LMM?
Edytor zaawansowany
  • marutax 21.05.18, 10:19
    Jeśli jest to tłumaczenie, które ukazało się w Polsce w 1936 roku, to taka zmiana nie dziwi. Bohaterka pozytywna, która krytykuje katolicyzm - i to jako religię stojącą jeszcze niżej niż buddyzm - mogłaby wywołać oburzenie i niechęć, więc tłumaczka dopasowała przekład do realiów. Taki sam mechanizm zadziałał przy zmianie imienia pani Linde z Racheli, czyli imienia kojarzonego w Polsce z żydowskim pochodzeniem, na neutralną Małgorzatę.

    Wartościowanie Elżbiety jest bardzo realistyczne. Łatwiej zaakceptować i szanować religię obcą i odległą, niż konkurencyjną, którą uważamy za wypaczenie naszej własnej.
  • julia_na_wysokim_balkonie 21.05.18, 19:37
    A czy takie zdanie o prawosławiu nie wywołałoby niechęci w tamtych czasach? Był chyba o wiele bardziej rozpowszechniony niż dziś.
    Nie nazwałabym takiego zabiegu "dopasowaniem przekładu do realiów"... To jest jawne zafałszowanie oryginału.
  • marutax 21.05.18, 20:57
    julia_na_wysokim_balkonie napisał(a):

    > A czy takie zdanie o prawosławiu nie wywołałoby niechęci w tamtych czasach? Był
    > chyba o wiele bardziej rozpowszechniony niż dziś.

    Rozpowszechniony, ale był też kojarzony z Rosjanami, zwłaszcza w dużych miastach. Czyli - z byłym okupantem i aktualnym zagrożeniem. Był też religią traktowanych z niechęcią mniejszości, takich jak Ukraińcy.

    > Nie nazwałabym takiego zabiegu "dopasowaniem przekładu do realiów"... To jest j
    > awne zafałszowanie oryginału.

    Owszem, ale w celu dopasowania do realiów. Inaczej książki LMM musiałyby mieć obszerne przypisy, żeby wyjaśnić różnice między Kanadą a Polską. Dlatego sporo szczegółów uznanych za "obce kulturowo" pomijano lub zmieniano. Temat ten poruszano w różnych wątkach, na przykład w tym: forum.gazeta.pl/forum/w,30357,131978223,131978223,Wyciete_fragmenty_w_polskich_tlumaczeniach.html

    orazw licznych dyskusjach o tłumaczeniach. Tłumacze zmieniali na przykład nazwy ptaków czy roślin, jeśli w Polsce nie występowały te, o których pisała LMM. Jeśli dziś przeczytamy, że "jej oczy miały barwę kwiatów achimenesa" to po prostu sprawdzimy w sieci, o jaki kolor chodzi. 80 lat temu tłumacz zmieniał achimenesy na fiołki.

    W omawianym przypadku tłumaczka robiła przekład dla polskiego czytelnika, niezorientowanego w realiach kanadyjskich. Dla kanadyjskich protestantów katolicy byli kimś gorszym, heretykami, a często i Francuzami ;-) W Polsce katolicy zajmowali pozycję protestantów w Kanadzie - dominująca, uprzywilejowana religia. Jak wytłumaczyć tę różnicę dwunastolatce bez rozprawki o dziejach Kanady i religii? W czasach bez internetu? Tłumaczka próbowała jakoś z tego wybrnąć i zamieniła katolicyzm na religię, która w Polsce była postrzegana podobnie jak katolicyzm w Kanadzie.
  • jadwiga1350 02.09.19, 16:49
    > Nie nazwałabym takiego zabiegu "dopasowaniem przekładu do realiów"... To
    > jest j
    > > awne zafałszowanie oryginału.
    >
    > Owszem, ale w celu dopasowania do realiów. Inaczej książki LMM musiałyby mieć obszerne przypisy, żeby wyjaśnić różnice między Kanadą a Polską. Dlatego sporo szczegółów uznanych za "obce kulturowo" pomijano lub zmieniano.

    Ale takie "dopasowanie do realiów" wymagałoby również aby z bohaterów LMM uczynić katolików.

    To dopasowanie do realiów to jakaś mrzonka. Należałoby całą książkę napisać od nowa. Kim dla Polaków 1912 byli Cuthbertowie? Ziemiaństwem? Chłopami? Szlachtą zagrodową? Nic nie pasuje..


    >Jak
    > wytłumaczyć tę różnicę dwunastolatce bez rozprawki o dziejach Kanady i religii?

    A cóż tu tłumaczyć. Toż każdy wiedział, że protestanci i katolicy nie przepadają za sobą. Równie dobrze można przyjąć, że dwunastolatka bez rozprawki nie zrozumie dlaczego w Kanadzie nie mówią po kanadyjsku. I mają angielską królową, zamiast swojej kanadyjskiej.
  • aniadm 22.09.19, 16:57
    Ale taka była wtedy praktyka. Możemy to krytykować z punktu widzenia ludzi dzisiejszych, znających języki obce, podrózujących po świecie, mających krewnych i znajomych wszędzie oraz - przede wszystkim - dostęp do Internetu. Ale czytelnik z przedwojennej Polski (w ekstremalnych przypadkach Polski sprzed dwóch wojen) w zdecydowanej większości znał mały wycinek własnego kraju, ci szczęśliwsi zajrzeli do któregoś z euripejskich miast lub kurortów. Języki obce były znacznie rzadsze (a angielski nie był na pierwszym miejscu). Realia życia w odległej Kanadzie były im równie obce, jak Kanadyjczykom realia życia w Polsce. Albo na Księżycu.

    Oczywiście nikt nie zmieniał podstawowych realiów książki, bo to nie było możliwe. Ale zmiana mniej istotnych detali tak, aby były dla czytelnika bardziej zrozumiałe, albo dlatego, że kojarzyłyby mu się nie z tym, co powinny, była jak wręcz oczekiwana.

    Prawosławni byli dla Polaków mniej więcej tym samym, co katolicy dla protestantów. Wielu w Polsce nie mówiło o nich inaczej niż "schizmatycy" i odmawiało przyznania ich religii jakichkolwiek pozytywnych cech. Dokłądne słownictwo oryginału nie jest zachowane, ale znaczenie tak - dużo bardziej, niż gdyby zostawić "papistów".
  • jadwiga1350 02.09.19, 16:56
    >Taki sam mechanizm zadziałał przy z
    > mianie imienia pani Linde z Racheli, czyli imienia kojarzonego w Polsce z żydow
    > skim pochodzeniem, na neutralną Małgorzatę.

    Z drugiej strony takie nazwisko jak Linde mogło sugerować, że chodzi o Niemców.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka