Dodaj do ulubionych

Mężczyźni w książkach LM Montgomery

23.07.05, 19:19
LM M. zazwyczaj opisywała przeżycia i myśli kobiet. Gilbert zawsze stał w
cieniu Ani, pojawiał się gdzie niegdzie - i mimo wszystko zostawial pewien
niedosyt.
Ale moim zdaniem - jedną z najbardziej ciekawych postaci rodzaju meskiego,
jakie udało się stworzyć LMM to Andrzej Stuart z "Jany ze wzgorza Latarni".
Zabawny, czasem poważny, lekko nieodpowiedzialny, romantyczny, a równocześnie
człowiek, który umie dawać.
A jak to jest u Was?

--
Galeria icegirl.
Co robi idealna kobieta? Leży i pachnie.
Forum o perfumach.
Edytor zaawansowany
  • annah11 24.07.05, 09:31
    Chcialam tate Jany Stuart podac, ale juz mnie uprzedzilas. Inni mezczyzni z tej
    samej ksiazki to chociazby obaj wujowie Jany, Milowy Krok - swietny przeciez,
    Kuba Meadow i inni...
    Pozdrawiam serdecznie, czekam na innych mezczyzn z ksiazek L.M.M. a.:)
  • herbarium 24.07.05, 23:09
    Moim ulubieńcem i wręcz ideałem faceta jest Dean Priest z "Emilki". Nigdy ie
    mogłam zrozumieć, dlaczego Emilka wybrała Tadzia - Tadzio był mydłkiem, a Dean
    ma ten typ poczucia humoru, który lubię, i jest sympatycznie złośliwy:) Z
    Tadziem Emilka chyba się trochę lubiła:)
  • herbarium 24.07.05, 23:10
  • aniazsk 06.08.05, 17:16
    Moim męskim idolem jest cały czas Jim Blythe - moze młody ale ja go i tak lubię.
    Gilberta też ale trochę mniej.
    A ojciec Jany też był w porządku.
  • sinistra80 09.08.05, 10:11
    Wyraźne postacie mężczyzn stworzyła dopiero w późniejszych książkach. Poznała
    ich większą liczbe i nauczyłą się ich portretować. Nie są tacy nijacy: Andrzej
    Stuart, Edward Snaith.
    Ale zncznie lepsze iwyraźniejsze są portrety mężczyzn z "drugiego planu": wuj
    Tobstone, Tillytuck, Jan Topielec. Są naprawdę żywi. Widać zmysł komiczny
    Montgomery.
  • herbarium 09.08.05, 20:12
    Motgomery miała dwóch synów. W jej biografii jest wspomiane, jak pokpiwała
    sobie z tego, że uważa się ją za specjalistkę od dorastających dziewczynek,
    chociaż ma doświadczenie tylko z chłopcami:)
  • biljana 13.08.05, 19:13
    Dla mnie swietny byl Jim Blythe oraz chlopak, dla ktorego przyjaciolka Emilki
    porzucila Tadzia. Scena jak jedzie do niego do szpitala ipotem moiw ojcu, ze
    dobrze ze to przed slubem, b o po slubie zachowalaby sie dokladnie tak samo,
    jest swietna. Jedna z moich ulubionych.
    W ogole w ksiazkach LMM zazwyczaj ciekawsi byli faceci z drugiego planu, nie
    sadzicice?
  • sinistra80 17.08.05, 10:20
    zgadzam sie i właśnie o tym pisałam. Postacie z drugiego planu są często
    mocniejsze i wyraźniejsze niż te pierwszoplanowe.
  • astrid_ase 12.09.05, 13:14
    Nie wiem dlaczego , ale bardzo podobała mi się postać bodajże Piotra z "Dzbanu
    Ciotki Backy".Taki niezależny podróżnik ,z silną wolą , ale kapryśny :))Po
    prostu ciekawy facet. :0)
  • icegirl 13.09.05, 09:30
    Ja oprócz Piotra również lubię Rogera z tej samej książki. Za to, że jest męski,
    ciepły i cierpliwy.
    Lubię szaleństwo w zakochaniu Piotra i Virginii oraz to, w jaki sposób zmienia
    się Gabriela dzięki przyjaźni z Rogerem.
    --
    Podyskutuj o reklamach
    Co robi idealna kobieta? Leży i pachnie.
    Forum o perfumach.
  • malgosia9924 09.10.05, 17:41
    jerry meredith
  • herbarium 11.10.05, 00:51
    Jerry? Co w nim pociągającego?
  • biljana 11.10.05, 14:54
    no wlasnie? bo chyba w sumie malo o nim wiadomo. Dla mnie byl raczej taka
    bledsza kopia Jima.... ;)
  • eowyn 15.11.05, 22:37
    Hilary Gordon, czyli Szkrab... To jest chyba moj ideal mezczyzny, nigdy nie
    moglam zrozumiec czemu Pat tak pozno to dostrzegla.;)
    --
    There is a star in the sky
    guiding my way with its light
  • madzialena16 17.11.05, 21:12
    Jim Blythe. po prostu go uwielbiam. Ideał
  • ala.b30 18.11.05, 13:05
    Walter Blythe. Szkoda, że nie pożył zbyt długo :(
  • herbarium 18.11.05, 18:39
    O tak, Walter też jest w moim typie.
  • madzialena16 19.11.05, 20:47
    Hmm... walter. trochę zbyt idealny. życie na codzień byłoby z nim trudne. ale
    czyta sie o nim fajnie.świetny był też edward z Błękitnego Zamku!
  • herbarium 19.11.05, 22:26
    Ja wolę Deana, ale Walter mi się podoba. A nie wiem, czy taki idealny - trochę
    fajtłapa;)
  • aniazsk 20.11.05, 13:36
    Walter to taki romantyk i w ogóle idealista. Super jako bohater książkowy, ale w
    życiu wolałabym Jima.
  • crissy 14.03.06, 14:49
    Popieram! Z taki mi idealistami jak Walter żyje się bardzo ciężko. Jim to co
    innego - męski, zdecydowany, a do tego uczciwy.
  • dragonfly79 17.06.06, 21:08
    A ja tam kocham Gilberta...tyle lat na nią czekał. I kochał. I miał niebieskie
    oczy.....
    Z Perrym byłoby na pewno kolorowo.
  • ab7777 17.06.06, 21:13
    niebieskie?? zawsze myślałam,że brązowe;),
  • ab7777 17.06.06, 21:16
    Mnie zawsze najbardziej podobał sie Hillary ;ojciec Jany z Latarniowego Wzgorza-
    bardzo wyrazista ,a jednocześnie ciepła postać;a zdrugoplanowych Piotr z Dzbanu
    Ciotki Becky.
  • narewa 18.06.06, 17:56
    a w moim wydaniu 'Janki' właśnie Janki,a nie Jany,ojciec jej miał na imię
    Andrzej.i to pasuje do postaci..
    --
    Wszędzie dobrze,ale w domu najlepiej..
  • ab7777 18.06.06, 21:25
    w moim tez ;),oczywiście chodziło mi o "Janke z latarniowego wzgórza" ale
    mozliwe ,że ktoś czytał inne tlumaczenie właśnie z Jana , a Hillary oczywiście
    z Pat.
  • supervixen 17.06.06, 23:37
    Oj tak, Gilbert miał oczy orzechowe;) ach;)
  • mela54 18.06.06, 19:43
    A Krzysztof Ford - ukochany Rilli to co? Moim zdaniem świetny facet-
    przystojny, dowcipny, męski. Ale ma dwie wyraźne wady- nie istnieje naprawdę i
    nie jest mój!
  • mela54 18.06.06, 19:46
    Gilbert według mnie był zbyt idealny. Ania podobno nie lubiła ideałów, a taki
    jej się trafił! Ale chyba musiał taki być, żeby Ania mogła być z nim szczęśliwa.
  • ab7777 18.06.06, 21:30
    Prawdę mówiąc Gilbert mnie też wydawał się ..może nie wyidealizowany ,(bo w
    końcu Ania spotkała kiedys ten niby ideał- Roberta ,który był bardzo
    romantyczny,pisał wiersze i w porównaniu z Gilbertem okazał sie zwyczajnie
    nudny) ale mało wyrazisty ,zawsze na drugim planie ,praktycznie ciezko o
    dialogi z jego udziałem.
  • mela54 18.06.06, 23:14
    Tak, uważam, że po prostu był tłem dla Ani. Pamiętam, że gdy jako dziecko
    czytałam po raz pierwszy o tym, że Ania ma wyjść za mąż, to byłam bardzo
    rozczarowana. Nie wiem doprawdy skąd mi się to wzięło - przecież jeszcze wtedy
    tak mało wiedziałam o życiu! Chyba chciałam zachować Anię tylko dla siebie.
  • biljana 10.07.06, 21:56
    A propos mezczyzn... tak sobie mysle, co Emilka widziala w Tadziu?
    Mi sie koles bardzo nie podobal. Byl pociagajacay jak kakao z pianka, budyn z
    soczkiem i ptys;)) by sie posluzyc jednym z moich ulubionych cytatow z innych
    fajnych ksiazek;)
    Tadzio byl nijaki i mdly. Ot co. Juz Dean byl 100 razy lepszy. Chociaz rozumiem
    Emilke, bo tej pogardy i lekcewazenia pisarstwa Emilki tez nie moglam mu
    wybaczyc...
  • emdziejka 11.07.06, 10:14
    No właśnie też się zastanawiam - jestem na etapie odkurzania Emilki i zupełnie
    inaczej ją odbieram teraz niż kilka lat temu. Poza tym Ilza twierdziła, że to
    podrywacz. No, ale Emilka go kochała od zawsze i to wszystko tłumaczy. No i był
    artystą, gonił za 'tęczą złocistą'...
    budyń z soczkiem :)) coś mi tu się kłania Pawełek :))))
  • ab7777 11.07.06, 13:42
    Tadzia po prostu było mało w calej serii ,zwlaszcza w tomie III ,zawsze mnie to
    dziwiło ,że nagle Tadzio zagwizdał,Emilka zeszła ,szybciutko sobie wszystko
    wyjaśnili i juz sie pobierali ;),denerwował mnie też ten jego związek z
    Ilza ,niby jej nie kochał ale mimo wszystko nie zerwał z nią i nie walczył o
    Emilke ,gdyby Ilza nie wybrała jednak Perr'ego ,Tadzio ożeniłby się z
    nią .Drażniła mnie po prostu jego bezwolność i brak zdecydowania ,z drugiej
    strony ,ponieważ sama rysuję czuję do tej postaci jakąś nutke sympatii.Co do
    Deana miał wspaniałe ,zlośliwe poczucie humoru ale za bardzo tłamsił literackie
    ambicje Emilki ,za to go nie lubię;)
  • supervixen 11.07.06, 15:52
    Złośliwe poczucie humoru lubię, sama posiadam, ale Dean był po prostu strasznie
    cyniczny i nie wiem jak Emilka by to zniosła przez lata małżeństwa.
  • dragonfly15 11.07.06, 15:56
    Zgadz się - Gilbert miał orzechowe oczy. Czemu ja zawsze sobie wyobrażałam, ze
    miał niebieskie?
  • mela54 16.07.06, 21:29
    Uważam, że u Montgomery obowiązuje pewien schemat faceta, za którego jej
    główne bohaterki wychodzą za mąż. Same nie są interesowne, nie myślą o
    wyglądzie, ale w końcu i tak zakochują się w facetach niebrzydkich i może nie
    zawsze w bardzo bogatych, ale na pewno nie w biedocie... Tak było i u Emilki.
    sympatyzowała z Deanem, mieli wspólne poglądy itd...Ale ja czytając tą książkę
    piewszy raz od razu domyśliłam się, że nie wyjdzie ona za niego za mąż, choćby
    dlatego,że był od niej sporo starszy i utykał...
  • supervixen 16.07.06, 23:23
    a mnie zawsze się to wydawało jakieś takie niewłaściwe, że Dean 'upatrzył'
    sobie Emilkę, gdy ta miała zaledwie 12 lat:D Bo przecież już podczas pierwszego
    spotkania powiedział, że będzie na nią czekał. Co prawda, można to różnie
    rozumieć, np że będzie na jej dojrzałość, bo uważa że będzie interesującą
    kobietą i tym samym dobrą dla niego przyjaciółką. Ale ja jakoś zawsze w tym
    zdaniu więcej widziałam i dziwne mi się to wydawało;) Bo sama różnica wieku mi
    nie przeszkadza, raczej właśnie fakt, że na początku Emilka była jeszcze
    dzieckiem.
  • ab7777 17.07.06, 00:21
    Dokładnie ,może dlatego nie lubiłam za bardzo tej postaci ,wydawało mi sie ,że
    w jakiś sposob osacza Emilkę ,poluje na nią i czeka az bedzie na tyle
    dorosła ,ze będzie mógł sięz nią ożenić bez wiekszych przeszkód.cieszyałam sie
    kiedy okazało się ,że jednak wybrała Tadzia.
  • mela54 17.07.06, 00:25
    No cóż, może w czasach Montgomery zjawisko pedofilii nie było tak
    rozpowszechnione, że mogła śmiało wkładać takie słowa w usta swoich bohaterów
    bez posądzenia o uboczne myśli. W dzisiejszych czasach pisarz musi bardziej
    uważać, żeby nie być opacznie zrozumianym. Przecież dzisiaj nawet nauczyciel,
    który nachyla się za bardzo nad uczniem może być posądzony o molestowanie
    nieletnich!
  • supervixen 17.07.06, 18:50
    A, to że czasy były inne i dziś LMM raczej by nie rozpoczęła tak
    wcześnie 'romansu' Emilki i Deana, to pewne:) Jestem też pewna, że Montgomery
    nie miała wcale zamiaru obdarzyć Deana jakimiś wątpliwymi skłonnościami;)

    Z drugiej strony, ja czytałam pierwszy raz Emilkę w wieku około 10 lat, było to
    kilkanaście lat temu i ten temat nie był tak powszechnie poruszany jak dziś.
    Tak zwyczajnie - wydawało mi się to dziwne, 26letni facet wpatrzony w 12latkę?
  • ab7777 17.07.06, 20:15
    ja też czytałam jakos w tym czasie Emilke i od samego początku wydawało mi sie
    to rownież dziwne ,po prostu patrzył na nią jak na kobiete ,a nie jak na
    dziecko.
  • mela54 17.07.06, 20:45
    Co do intencji Maud, to nie możemy mieć wątpliwości,że były czyste , ale trzeba
    przyznać, że trochę przesadziła...
  • jessy3 24.07.06, 20:37
    Dla mnie "prawdziwy" mężczyzna u LMM to zdecydowanie Edward z "Błekitny zamek".
    Zdecydowanie. I Krzyś Ford,ale to pewnie dlatego, że na wojnę poszedł, a ja co
    do literatury na tematy wojenne mam obsesję;) (od razu Baczyński, też Krzyś na
    mysl mi przychodzi, ale ad rem, ad rem). Zdziwilam się, że nikt tu nie podał
    kapitana Jima - miły, serdeczny człwoiek, któy swoje przeżył ( tu kolejne
    moje "zboczenie";) - jam domatorka straszna i tak wyobrażam sobie, że miło
    byłoby zasiąść z takim Jimem przy kominku i słuchać jego opowieści, i popijać
    coś ciepłego:, i księżyc nocą podziwiać:)). I Jim Blythe oczywiście - takiego
    to chciałoby się mieć przy sobie w prawdziwym życiu.
  • mela54 27.07.06, 16:47
    No tak, kapitan Jim jest w porządku, ale chyba trochę za stary jak na mężczyznę
    życia, chociaż jako przyjaciel byłby na pewno wspaniały!
  • ab7777 27.07.06, 17:18
    no troszkę za stary;) choc na pewno ciekawa postac mimo ,ze troche mnie
    denerwował
  • laura-gomez 09.02.07, 11:50
    jessy3 napisała:

    Zdziwilam się, że nikt tu nie podał
    > kapitana Jima - miły, serdeczny człwoiek, któy swoje przeżył ( tu kolejne
    > moje "zboczenie";) - jam domatorka straszna i tak wyobrażam sobie, że miło
    > byłoby zasiąść z takim Jimem przy kominku i słuchać jego opowieści, i popijać
    > coś ciepłego:, i księżyc nocą podziwiać:)

    oj tak, ja też lubię kapitana:)
  • laura-gomez 09.02.07, 11:52
    a oprócz niego Andrzeja Stuarta, Waltera, Krzysztofa Forda i Gilberta
  • moleslaw 04.01.08, 16:23
    Musimy wziąć pod uwagę że w tamtych czasach kobiety wcześniej wychodziły za
    mąż;często za starszych od siebie mężczyzn.Kobieta w wieku 21 lat mogła już być
    uważana za stara pannę.Z opisu Emilki wydaje mi się ze nie wyglądała ona na małe
    dziewczątko nawet w wieku 12 lat.
  • k_linka 05.01.08, 19:15
    No ale przeciez te opisywane czasy to nie sredniowiecze... Dwunastoletnia
    dziewczynka, moze i dojrzala psychicznie jak na swoj wiek, na pewno nie byla
    dojrzala fizycznie. Jak czytalam w wieku nastoletnim podobalo mi sie to
    "czekanie" Deana i wydawalo mi sie ze to piekne ze widzial przyszla piekna i
    madra kobiete w dziewczynce. Teraz jak czytam czuje spory niesmak, moze to znak
    czasow, ale widze w Deanie pewne cechy pedofila - on ze swoim kalectwem
    doroslych kobiet pewnie unika, odpowiada mu funkcja mentora i "zastepczego
    tatusia" dla Emilki i jeszcze, co dla mnie najgorsze, ta scenka w Domu
    Rozczarowanym, kiedy Dean fantazjuje jak chcialby ja calowac i czuje
    instynktownie ze jego narzeczona nie jest gotowa... To jak to taka dojrzala?
    Chyba nie pod kazdym wzgledem.
  • sevilay 06.01.08, 15:39
    O,to,to K_linka-ja niestety tez to tak widzę.To chyba znak naszych czasów:)

    Chyba to wina mediów co nam wmówiły pedofila za każdym rogiem ,ale ja tez jak czytałam niedawno Emilkę to jakoś tak mi to wyglądało dwuznacznie.
    --
    Bebek :) i Maluszek
    nasz synek i Nasza coreczka
  • agawa79 23.01.09, 21:16
    supervixen napisała:

    > Tak zwyczajnie - wydawało mi się to dziwne, 26letni facet
    wpatrzony w 12latkę?

    A nie 36-letni? Ostatnio sobie odświeżyłam "Emilkę" (po raz pierwszy
    czytałam ją po angielsku) i trochę się zdziwiłam, że Dean jest AŻ
    TAK stary, może polski tłumacz go odmłodził trochę? Zupełnie nie
    pamiętam.
    --
    News from Iraq
  • supervixen 23.01.09, 21:57
    Nie, nie, tłumacz nie odmłodził Deana - nic takiego przynajmniej nie
    kojarzę:) To moja wpadka przy pisaniu posta.

    No, Dean był aż taki stary. Studiował przecież razem z ojcem Emilki,
    więc tu określenie, że mógłby być jej ojcem, jest bardzo na miejscu:)


    --
    - Największym szczęściem jest - rzekła Joanna - kichnąć, kiedy się
    ma na to ochotę.
  • agawa79 26.01.09, 09:58
    Tak się zastanawiałam nad "niestosownością" zachowania Deana wobec
    dwunastoletniej Emilki i przypomniał mi się pewien komentarz, jaki
    ktoś zostawił pod artykułem o Emmie Watson (aktorce, która gra
    Hermionę w "Harrym Potterze"), wówczas liczącej sobie trzynaście
    lat. Komentarz brzmiał mniej więcej tak: "Za trzy lata będzie z niej
    gorąca laska". I pamiętam, że ja podobnie ją wówczas postrzegałam -
    nie jako dziewczynkę, tylko jako kogoś, kto za chwilę stanie się
    piękną kobietą (co zresztą nastąpiło). Jeśli Emilka była podobnym
    typem, czyli chodzącą obietnicą przyszłej dorosłej urody, a z opisów
    wynika, że tak być mogło, to nie dziwię się, że Dean przewidział, że
    się w niej za kilka lat zakocha.

    A z innej beczki, mój ulubiony motyw pt. mężczyzna zakochuje się w
    córce przyjaciela znajduje się w "Księdze Diny". Uwielbiam czytać o
    mękach Jacoba na widok piętnastoletniej Diny.:) Dodam, że książka
    jest lżejsza od filmu i zawiera elementy humorystyczne, których film
    jest prawie zupełnie pozbawiony. W każdym razie, polecam jedno i
    drugie.
    --
    News from Iraq
  • yowah76 06.02.09, 17:33
    A coz to jest te 24 lata roznicy, no wiecie co;) mi nie przeszkadza
    osobiscie;)))
    --
    Czy gdyby Nadrektor byl Polakiem to mowil by: "O, żeż szwaczka!
    Krawcowa jego mać! Ty szwaczy synu, taki owaki, tępą igłą dziergany!"
    ???
  • asiunia311 09.10.13, 14:59
    O, a postać Teda ( nie: Tadzia;) )to jedna z moich ulubionych postaci męskich u Maud. Co prawda, już się skarżyłam, że zaniedbana literacko, niemniej pociągająca właśnie ze względu na tę tajemniczość. Bo cóż wiadomo o nim dzięki LMM? Ted był inteligentny, cichy, właśnie - tajemniczy, uzdolniony artystycznie, niesamowicie ambitny i dumny - tak jak Emilka. Rozumiał Emilkę, zwłaszcza jej potrzebę pisania, w odróżnieniu od Deana, dla którego Emilka była ładnym, MŁODYM opakowaniem i niczym więcej ( podejrzewam nawet, że gdyby Maud pozwoliła im się pobrać, po jakimś czasie ten podstarzały cap wymieniłby EBS na nowszy model...;) ). Absolutnie nie jest mdły - chyba, że właśnie cichość i nieśmiałość utożsamiane jest przez kogoś jest z nijakością. Mnie te cechy niesamowicie w mężczyznach pociągają, zwłaszcza w inteligentnych i utalentowanych. Ktoś napisał, że był maminsynkiem. Również z tym się nie zgadzam, bo pomiędzy naturalną miłością do rodzica ( w tym wypadku - matki ) a zależnością emocjonalną jest cała przepaść. A matka Teda była chorą psychicznie, zaborczą kobietą. I uważam, że właśnie umiejętnie lawirował w taki sposób, by czuć się wolnym, a jednocześnie zadowolić chorą potrzebę posiadania pani Kent. Tyle. Podsumowując - Emilka i Ted byli do siebie podobni pod względem usposobienia i charakteru. I to powodowało, że w moich oczach pasują do siebie idealnie.

    Ale żeby zgrzeszyć lekką niekonsekwencją, powiem również, że uwielbiam postać Perry'ego Millera, Barney'a Snaitha, Ryczącego Abla, Mateusza Cuthberta Waltera Blythe. I chyba będę musiała przypomnieć sobie cykl o "Ani", choć na samą myśl mam długie zęby...



    --
    Jeśli jedna osoba ma urojenia, mówimy o chorobie psychicznej. Gdy wielu ludzi ma urojenia, nazywa się to religią.
    /R.E. Pirsig/
  • aga.andro 09.02.07, 20:42
    z prawdziwych mężczyzn, to chyba tylko Edward z Błękitnego zamku - jest męski,
    ma zainteresowania i potrafi kochać, a co jeszcze ważniejsze - umie o tym mówić!!!
    --
    "jeśli się boisz, to ci się nie uda" - tylko jak przestać się bać?
  • sowca 04.01.08, 23:38
    Och, tak. Edward, Edward, Edward! Wspaniała, wyrazista postać, 100 %
    męskości :) i uważam, że z Joanną tworzyli naprawdę świetną parę.
    Lubię też Deana, mimo jego licznych wad. Lubię Gilberta, głównie
    w "Ani na uniwersytecie" - bardzo się cieszyłam, że poprzez flirt z
    Krystyną zmusił Anię do zazdrości, to był bardzo dobry krok :D
    pozniej, jako już mąż Ani i lekarz, dużo stracił - głównie spał,
    zupelnie jak Marek Pałys z Jeżycjady :)
    Nie trawię Tadzia, do Perry'ego tez jakoś nie mogę się przekonać.
    --
    "W mojej rodzinie szalenstwo przechodzi z pokolenia na pokolenie.
    Praktycznie galopuje"
  • biljana 06.01.08, 14:29
    sowca napisała:

    > pozniej, jako już mąż Ani i lekarz, dużo stracił - głównie spał,
    > zupelnie jak Marek Pałys z Jeżycjady :)

    co potwierdza, ze taki jest juz los lekarzy - niezależnie od czasów:)))))


    --
    Gucio i Maja
    Forum Kabaty-Moczydło
  • pontecorvo 06.01.08, 19:43
    biljana napisała:

    > co potwierdza, ze taki jest juz los lekarzy - niezależnie od czasów:)))))
    >
    Tylko te żony biedne.. :)) Wiem z autopsji (nie mój mąż co prawda, ale siostry
    rodzonej:)) Co za los!
  • sowca 06.01.08, 22:04
    Yyy, ja jestem na razie nie żoną, a zaledwie dziewczyną, i to
    dopiero przyszłego lekarza i też już widzę ten syndrom Gilberta i
    Marka Pałysa :P
    --
    "W mojej rodzinie szalenstwo przechodzi z pokolenia na pokolenie.
    Praktycznie galopuje"
  • biljana 07.01.08, 11:20
    pontecorvo napisała:


    > Tylko te żony biedne.. :)) Wiem z autopsji (nie mój mąż co prawda, ale siostry
    > rodzonej:)) Co za los!

    ale ja mam jakies wrazenie, ze ta nałogowa śpiączka dotycza jako żywo głównie
    lekarzy płci męskiej:)
    Pamiętam jeszcze z dziecinstwa jak mama wracala do domu po 24 godzinnym a czasem
    48 godzinnym dyzurze i obiad gotowala, sprzatala, stala w kolejkach i to bylo
    hehehe normalne :)

    --
    Gucio i Maja
    Forum Kabaty-Moczydło
  • anchema 17.01.08, 23:31
    z prawdziwych mężczyzn, to chyba tylko Edward z Błękitnego zamku - jest męski,
    ekhm...mam pytanie - KTO TO JEST EDWARD i JOANNA? czy to kwestia tłumaczenia?
    Chodzi o Barney'a i Valancy?
  • pontecorvo 18.01.08, 09:35
    anchema napisała:

    > z prawdziwych mężczyzn, to chyba tylko Edward z Błękitnego zamku -
    jest męski,
    > ekhm...mam pytanie - KTO TO JEST EDWARD i JOANNA? czy to kwestia
    tłumaczenia?
    > Chodzi o Barney'a i Valancy?
    Tak, to ta sama para!
  • jan.kran 28.01.08, 10:19
    Jedną z moich ulubionych postaci jest Owen For.
    Sądzę jednak ze zrozumiałam głębię i tragedię Jego miłości do Ewy już jako
    dorosła czytelniczka.
    Scena kiedy wyznaje Ani miłość do Ewy jest zawsze dla mnie niezwykle plastyczna
    i poruszająca.
    I cieszę się że nastąpił happy and :)))
    Kran
    --
    Erudituli omnium terrarum coniungimini !
  • panna-lee 18.04.08, 16:24
    odkurzę...
    oprócz deana, lubiłam też bardzo piotrka craiga z historynki - dziwne, że nikt o nim nie wspomniał. może był w sumie za mały na "faceta" - ale wiadomo było, że wyrośnie fajniejszy niż jim blythe :D
  • mmaupa 18.04.08, 17:27
    Moimi zdecydowanymi faworytami sa Edward z Blekitnego Zamku i Perry z Emilki.

    --
    Don't panic, it's organic!
  • dominka1 24.01.09, 18:51
    Zdecydowanie Ted.Wydawał mi się tajemniczy i nieprzewidywalny,i te błękitne
    oczy.. Całkowite przeciwieństwo nudnego Gilberta czy Hilarego.Bardzo
    ciekawą,pełną ciepła postacią jest też kapitan Jim.Wymarzony dom Ani dzięki
    niemu nabrał takiego uroku,lubiłam też Mateusza.
  • supervixen 25.01.09, 23:35
    Gilberta będę bronić:) Nie uważam, żeby był nudny - był sympatyczny,
    miał poczucie humoru. Najwięcej jest go chyba w Wymarzonym domu i
    też to właśnie wcielenie Gilberta najbardziej lubię, np jak z
    kapitanem Jimem podjudzają pannę Kornelię:) Pasował do Ani - oboje
    byli tacy... "niegroźni":)

    Tak prawdę mówiąc to już bym wolała Gilberta niż Tadzia. Ale
    najbardziej to i tak bym wolała wiadomo kogo:)

    --
    For, indeed, Thomas never can resist saying exactly what enters his
    mind. Sometimes it is diverting, of course. In fact, it is always
    diverting for Thomas. But often very awkward for the rest of us.
  • sowca 26.01.09, 00:11
    Ojej, Tadzio z "Emilki"? Nigdy przenigdy. Toż to mydłek, kakao z
    pianką i ptyś! Dla mnei to najbardziej nieudana męska postać ze
    wsystich znanych mi książek LMM (może jeszcze Robert Gardner).
    A Gilbert był uroczy :) podobał mi się od początku i byłam zła na
    Anię, że go ciągle odtrącała.

    --
    Nie myl zbiegu okoliczności z przeznaczeniem.
  • dominka1 26.01.09, 02:19
    Ted był nieprzewidywalny,typowy artysta. Gilbert był może miły,ale nadawał się
    raczej na przyjaciela niż wymarzonego partnera. Dla mnie wątek miłosny z Emilki
    jest o wiele lepszy,a Ania i Gilbert są tacy bez życia,przesłodzeni.Ted jest
    bardziej skomplikowany niż Gilbert,a to jak dla mnie kolejna zaleta.Prócz tego
    zaznał światowego życia,spełnił swoje ambicje,poznał wielu ludzi -na pewno z
    takim doświadczeniem byłby ciekawszym rozmówcą niż Gilbert,poza tym widzę go
    jako ojca 7 dzieci ,a Teda jako młodego ,zakochanego w Emilce malarza,i jest
    to zdecydowanie ciekawsza dla mnie wizja.
  • supervixen 26.01.09, 17:24
    Ale w czym się właściwie przejawia ta nieprzewidywalność Tadzia i to
    skomplikowanie jego charakteru? W tym, że nie odważył się wyznać
    Emilce uczuć osobiście, tylko uciekł się do listu? Czy że postanowił
    ożenić się z najlepszą przyjaciółką kobiety, którą kochał?

    Mogę się zgodzić, że dzieciństwo pod wpływem matki wywarło na niego
    jakiś wpływ i tu się ta jego osobowość 'komplikuje'. Ale czy akurat
    wpływ toksycznej miłości jest u partnera pożądany, to już bym się
    spierała:)

    To nie tak, że ja czuję do Tadzia jakąś wyjątkową antypatię. Ba,
    nawet niewyjątkowej nie czuję:) Ale przykro mi trochę, gdy jest tak
    gloryfikowany w porównaniu z Gilbertem. Przecież Gilbert też spełnił
    swoje ambicje! Został lekarzem i ratował ludzkie życie i zdrowie -
    to naprawdę takie nudne? To, że Tadzio parę lat podróżował - ok, ale
    to chyba nie jest fundament związku. Emilka siedziała cały ten czas
    w Srebrnym Nowiu, a to chyba nie czyni z niej nudziary niegodnej
    Tadzia. Poza tym w kontekście tej trylogii to Tadzio jest tym miłym,
    spokojnym chłopcem z sąsiedztwa, tym Gilbertem - w odróżnieniu od
    naprawdę obytego i skomplikowanego Deana:)

    Może i historia Emilki i Deana jest bardziej romantyczna - na pewno
    bardziej dramatyczna, tak jak sama Emilka jest 'intensywniejsza' od
    Ani. Ale z drugiej strony - historia ta kończy się właściwie chwytem
    deus ex machina. Gdyby nie ucieczka Ilzy, Emilka zostałaby starą
    panną, a Tadzio mężem słynnej deklamatorki. Zdecydowanie nie jestem
    fanką takich zakończeń.

    --
    W gruncie rzeczy większość Zorrów to Kwapiszony.
  • simply_z 06.02.09, 17:05
    moze to tez zalezy od wieku i postrzegania.Artysta chyba nie jest
    specjalnie dobrym materialem na meza ,fakt ,mnie tez Gilbert wydawal
    sie nudnawy ale w sumie w prawdziwym zyciu chyba takiego mezczyzny
    pragnie wiekszosc kobiet.Milego ,cieplego ,z poczuciem humoru i
    bedacego jednoczesnie oparciem.Chociaz fakt faktem takie postacie
    wydaja sie za nudne w ksiazkach.
    --
    If you are everywhere ,you are nowhere ; If you are somewhere , you
    are everywhere....
  • glowa_do_gory 14.03.09, 00:02
    Właśnie odświeżyłam sobie Pat, a jeszczcze wcześniej Emilkę i oto co mi przyszło do głowy: LMM nie umiała czy też nie chciała rozwijać wątku miłosnego swoich bohaterów. No bo schemat jest zawsze ten sam: bohater się kocha w bohaterce (Ani, Pat, Emilce), wyznaje (lub próbuje wyznać) jej miłość i.... wyjeżdża na studia na 5-11! lat. Strasznie mi się to zawsze wydawało sztuczne... Zakończenie Emilki a jeszcze bardziej Pat mnie zawsze nieziemsko irytowało. Po iluś tam latach bohater wraca i wszystko się pięknie układa w jednej minucie. Pat jest okropna pod tym względem. Pierwszy tom - dzieciństwo - jest wspaniały, w drugim wszystko przyspiesza, przez 11 lat Hilary nie pojawia się jeden raz na dobę, Pat wali się życie, które tak pięknie opisane było w I tomie (miłośc do domu), i , kurczę, na ostaniech dwóch stronach książki happy end z kapelusza. Zawsze jak czytałam to zakończenie miałam wrażenie, że to nie jest już Pat...
  • simply_z 16.03.09, 17:05
    o nie ,o ile finak Emilki byl sztuczny w przypadku pat tak nie
    jest.Wlasnie ostatnia scena nawiazuje do wydarzenia sprzed
    lat ,kiedy to Pat zgubila droge do domu ,znalazla sie sama na
    ciemnej drodze ale o to w jej zyciu pojawil sie Hilary i pomogl jej
    wyjsc z klopotow ,to samo dzieje sie kilkanascie lat pozniej .Mnie
    osobiscie to zakonczenie zawsze wydawalo sie bardzo pokrzepiajace.
    --
    If you are everywhere ,you are nowhere ; If you are somewhere , you
    are everywhere....
  • simply_z 16.03.09, 17:07
    final*

    --
    If you are everywhere ,you are nowhere ; If you are somewhere , you
    are everywhere....
  • supervixen 19.03.09, 10:06
    Simply_z, masz rację, te dwa wydarzenia tworzą pewną klamrę.
    Zakończenie Pat jak dla mnie nie jest na siłę, to znaczy wierzę jak
    najbardziej że Hilary wróciłby na Wyspę po pożarza, a Pat zgodziłaby
    się za niego wyjść, ale... nie bardzo wierzę w wyjaśnienia Pat... Że
    cały czas go kochała,a Srebrny Gaj był tylko wymówką. No po prostu w
    ogóle mi się to nie zgadza z resztą książki:) Nie mogę się oprzeć
    wrażeniu, że gdyby Srebrny Gaj się nie spalił, Pat nigdy by Hilarego
    nie przyjęła... Bo po co, skoro miała swój ukochany dom.
    Dlatego zakończenie mi się nie podoba i ciężko mi przyjąć do
    wiadomości, że Pat kochała Hilarego - są dla mnie chyba najmniej
    romantyczną parą u LMM.

    --
    For, indeed, Thomas never can resist saying exactly what enters his
    mind. Sometimes it is diverting, of course. In fact, it is always
    diverting for Thomas. But often very awkward for the rest of us.
  • pontecorvo 12.03.10, 14:25
    podciągam
  • pontecorvo 12.02.12, 09:07
    ponownie w górę!
  • pontecorvo 01.02.13, 14:04
    up up
  • rosynanta 09.11.13, 18:28
    W cyklu o Emilce najbardziej lubię kuzyna Jima i pana Carpentera.
    W cyklu o Ani - świetny jest pan Harrison i kapitan Jim, poruszył mnie też wątek z Owenem Fordem.
    W cyklu o Pat - bezsprzecznie wygrywa Tillytuck.
    Lubię też narratora w "Historynce" (Bev/Ed).
    Fantastyczny jest wuj Horacy "Klondike" Lesley.
    "Dzban ciotki Becky" to w ogóle plejada fajnych facetów, np. Roger i Piotr, ale i ojciec Donny jest świetnie narysowaną postacią. To samo z "Janą ze Wzgórza Latarni" - Milowy Krok jest wspaniały, ojciec Jany też do pozazdroszczenia.

    Ogólnie to... wychodzi na to, że żaden z bohaterów pierwszoplanowych mnie nie ujął ;-)
    Kibicowałam wszystkim parom, bo takie były wybory bohaterek, ale zarówno Gilbert, jak i Hilary czy Ted Kent, byli według mnie zbyt mało wyraziści, takie ciepłe kluchy. Nie czułam chemii w tych związkach, a np. między Deanem a Emilką aż iskrzyło.
    --
    Codzienne podnietki nieuleczalnej estetki.
    ich4pory.pl
    Z anonimami nie dyskutuję!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka