Dodaj do ulubionych

o Błękitnym Zamku -część II

31.07.06, 21:20
przypomniałam sobie ostatnio Błękitny Zamek (mam wydanie jakieś nowe - z
Valancy). i tak sobie pomyślałam, że to musiała być odważna książka w tamtych
czasach. O pannie z dobrego domu, która ucieka z domu, pracuje jako pomoc
domowa przy niemoralnie prowadzącej się dziewczynie, a następnie wychodzi za
mąż za kryminalistę.
Uwaga - dalej zdradzam treść, więc ci, którzy nie czytali, niech się
zastanowią :)))
oczywiście, wszystko kończy się pomyślnie, jeśli chodzi o obyczaje i stosunki
klasowe (edward okazał się znakomitą 'partią') i takie cukrowe zakończenie
można chyba odczytać jako ustepstwo LMM na rzecz purytańskich czytelników.
ale czy to nie zbyt duże ustępstwo? czy musiało być aż TAK cukrowo (nie dość,
że milioner, to jeszcze John Foster w jednym). Czy LMM nie mogła uczynić
Edwarda nieco mniej idealnym, za to bardziej realnym? wówczas piękne
przesłanie ksiazki - żeby nie oceniać ludzi po pozorach byłoby czytelniejsze.
Edytor zaawansowany
  • icegirl 31.07.06, 21:23
    Dla mnie zaskoczenie było zaskakujące. Poniekąd było cukrowe, ale zauważcie, że
    niemoralne prowadzenie się Joanny/Valancy dało taki efekt :)
    --
    Blog reklamowy
    icegirl
  • emdziejka 31.07.06, 21:30
    no owszem, wynagrodzone, tylko, że nie wynagrodzone miłością i szczęściem i
    koniec, ale jeszcze pieniędzmi i posiadaniem ukochanego pisarza na własność.dla
    mnie to przesada takie lawinowe dobrodziejstwo.
  • biljana 31.07.06, 21:49
    bardzo ciekawy wątek.
    ale ad rem: zwroccie uwage na konwencje ksiazek Lucy. Moim zdaniem zgodnie z
    konwencja musialo byc takie idealne zakonczenie. poza tym, gdyby edward okazal
    sie np. po prostu kochajacym fajnym facetem ale np. zwyklym mechanikiem, to w
    tamtych czasach byloby nie do pomyslenia. za duzo nawet dla lucy! za duzo
    oczekujemy patrzac na te ksiazke z perspektywy XXI wieku.
    a z reszta spojzcie na locy samej Lucy! co ona wybrala? malzenstwo z rozsadku z
    czlowiekiem odpowiedniego pochodzenia.
  • mela54 31.07.06, 22:47
    Zgadzam się z bibljaną - Montgomery już taki miała styl i to zakończenie bardzo
    do niej pasuje, bo wszystko ma doskonałe wyjaśnienie i... no cóż, jest idealne.
    Ale nie powiedziałabym, że, jak ktoś wcześniej napisał, Joanna prowadziła się
    niemoralnie, bo przecież wszystko odbywało się po bożemu - był ślub itd...To
    tylko jej rodzina robiła z niej monstrum, a nie wiem, czy inni współcześni
    Montgomery byliby takim postępowaniem zgorszeni. Autorka w osobach z rodziny
    Joanny wyśmiewała wady swoich znajomych i nie sądzę, że ktoś przyznałby się do
    nich, a zrobiłby tak krytykując postępowanie Joanny.
  • ab7777 01.08.06, 00:10
    na pewno szokujące było dla rodziny Joanny ,w koncu uciekla z mężczyzną o
    niejasnej przeszlosci ,o ktorym wszyscy plotkowali ,a podwojnie szokujace bylo
    to ,ze uciekla właśnie osoba jej pokroju -nieskazitelna wydawałoby
    sie ,nudna ,niesmiala panna.Wieluuznalo ją za wariatkę;).Zakonczenie -fakt
    troszke przeslodzone,John Foster by wystarczyl;) ale czy mimo wszystko nie
    niesie za soba jakiegos przesłania? kiedys przeczytalam
    takie zdanie ,jesli naprawde chcesz poczuc smak zycia wyobraż sobie ,ze masz
    przed soba rok życia i przeżyj je jak chcesz -czyli bez ograniczeń.No i kto by
    sie na to zdobył?;)
  • mela54 01.08.06, 02:16
    Trudno wyobrazić sobie taką sytuację, że zostaje komuś rok życia, ale myślę, że
    niektore osoby załamałyby się. Joanna wykorzystała okazję i postanowiła spalić
    za sobą wszystkie mosty. Ale widzicie co to były za czasy - teraz Joanna po
    prostu poszłaby do łóżka z jakimś facetem, żeby zobaczyć co to seks, a u Maud,
    nie dosyć, że wyszła za mąż, to jeszcze z miłości! Nawet stojąc nad grobem nie
    myślała o seksie bez ślubu...Oczywiście i w tamtych czasach zdarzały się na
    pewno "skoki w bok", ale przecież Montgomery jako żona pastora nie mogła o tym
    pisać! Zgadzam się z tym, że ta książka była i tak dość odważna jak na tamte
    czasy i ze względu na pozycję życiową autorki.
  • the_dzidka 10.08.07, 13:44
    > Ale widzicie co to były za czasy - teraz Joanna po
    > prostu poszłaby do łóżka z jakimś facetem, żeby zobaczyć co to
    seks, a u Maud, nie dosyć, że wyszła za mąż, to jeszcze z miłości!
    Nawet stojąc nad grobem nie myślała o seksie bez ślubu...

    Nurtuje mnie to zawsze, jak to z tym seksem było - przecież Joanna
    była w swym przekonaniu tak ciężko chora, że najlżejsze wzruszenie
    mogło ją zabić ;)

    --
    Dzidka

    ~~ Outernet. To ten dziwny i niezrozumiały świat, który znajduje się
    poza Internetem. ~~
  • supervixen 11.08.07, 15:14
    To ja też się przyznam, że mnie to zastanawia;) Coś tam było o
    czułych szeptach w nocy, ekhem;)


    --
    W gruncie rzeczy większość Zorrów to Kwapiszony.
  • mela54 15.08.07, 19:36
    Chyba nie po to wychodziła za mąż mając przed sobą rok życia, żeby
    potem nie kochać się z mężem i zwracać uwagę na serce!
  • ab7777 16.08.07, 14:26
    a ja sie zawsze zastanawialam ..czy nie obawiali sie,że Joanna moze
    zajsc w ciaze? a jesli stosowali jakies "środki" to skąd Joanna,tak
    purytansko wychowana o nich wiedziala.
  • supervixen 16.08.07, 15:39
    No właśnie... Ja nie uważam tego za takie oczywiste, że Joanna i
    Edward sypiali ze sobą. Pomijając kwestię jej własnego zdrowia,
    szanse, że w ciągu roku Joanna zaszłaby w ciążę, były ogromne, a
    skazałaby tym dziecko na śmierć właściwie. A nawet gdyby się
    urodziło, to obowiązek wychowania spadłby na Edwarda, a przecież
    Joanna nie chciała być dla niego ciężarem...

    --
    Steve Holt!
  • the_dzidka 16.08.07, 20:39
    A Edward był dżentelmenem. Sądzę, że poprzestawali na pocałunkach
    i "czułych szeptach wśród nocy".

    --
    Dzidka

    ~~ Outernet. To ten dziwny i niezrozumiały świat, który znajduje się
    poza Internetem. ~~
  • mela54 16.08.07, 21:59
    No wiecie, nie wierzę, żeby rok ze sobą mieszkali i nie spali ze
    sobą! I wtedy ludzie stosowali antykoncepcję, może nie takią
    skuteczną jak dzisiaj, ale na pewno mieli swoje sposoby. Dzisiaj też
    antykoncepcja poza paroma wyjątkami jset grzechem, a ludzie wierzący
    ja stosują. Maud nie mogła o tym napisać z racji epoki, w której
    żyła, ale wydaje mi się,że Joanna i Edward jak najbardziej uprawiali
    seks-przecież byli mężęm i żoną!
  • 1802l 17.08.07, 09:02
    mela54 napisała:
    Maud nie mogła o tym napisać z racji epoki, w której
    > żyła, ale wydaje mi się,że Joanna i Edward jak najbardziej
    uprawiali
    > seks-przecież byli mężęm i żoną!

    Poza tym Joanna oświadczając się wyraźnie podkreśliła, że NIE chce
    być traktowana, jak osoba chora. Że chce przeżyć ten ostatni rok
    normalnie... Podejrzewam, że przyjemnie zaskoczyła Edwarda w łózku.
    skoro miałą tak mało czasu, to nie chciała tracić go na odgrywanie
    damy w chwilach intymności małżeńskiej.
    --
    Senatores boni viri, sed senatus mala bestia
  • mela54 17.08.07, 19:38
    Wyobrażam sobie,że biedna Maud przewraca się w grobie wiedząc co my
    tu wypisujemy o jej bohaterach! W jej czasach przecież istniał w
    książkach tylko pocałunek narzeczeński! Myślę, że gdyby Edward nie
    chciał kochać się z Joanną to niezbyt dobrze świadczyłoby to o nim
    jako o mężczyźnie, a poza tym jego żoneczka nie byłaby taka znowu
    szczęśliwa! Ale, ale! Wspominałam już kiedyś na forum
    o "Opowieściach ze Złotego Brzegu", które prawdopodobnie Maud pisała
    na początku II wojny światowej. Byłam zaskoczona opowiadaniem o
    dziewczynie, która miała kochanka i urodziła jego dziecko! Nie było
    tam oczywiście żadnych "szczegółów", ale coś podobnego we
    wcześniejszych książkach było przecież nie do pomyślenia! Wyobraźcie
    sobie cnotliwą Ewę Moore romansującą np. z Owenem Fordem! A przecież
    z powodzeniem mogliby to robić, bo on mieszkał u niej, a chory na
    umyśle małżonek-kuzyn usypiał wcześnie i spał jak zabity do rana (wg
    słów panny Kornelii).A tak nawiasem mówiąc "Korneli" pisze się
    przez jedno czy dwa "i"? Zazwyczaj nie mam takich problemów, ale
    teraz naprawdę nie wiem! Może ktoś mnie oświeci?
  • mela54 19.08.07, 23:24
    Dzięki icegirl, tak myślałam, bo ta kombinacja lepiej wygląda...
  • 1802l 20.08.07, 16:08
    mela54 napisała:

    > Wyobrażam sobie,że biedna Maud przewraca się w grobie wiedząc co
    my
    > tu wypisujemy o jej bohaterach!
    Podejrzewam, że chichocze cichutko, jak damie przystało! Była
    rozsądna, ale nie pruderyjna - przypomnijcie sobie, jak ja ciągnęło
    do młodego farmera (Hermann mu chyba było...)

    --
    Senatores boni viri, sed senatus mala bestia
  • mela54 20.08.07, 19:31
    Co do tego farmera, to nie mogłam zrozumieć dlaczego nie chciała go
    poślubić? Te jej argumenty o jego niższym pochodzeniu jakoś nie
    przemawiają do mnie, przecież i w Jej czasach ludzie popełniali
    mezalianse...Gdyby została jego żoną chociaż krótko byłaby
    szczęśliwa, bo on i tak wkrótce umarł (a może nie umarłby przy niej
    tak szybko?). A nawet gdyby nie umarł i jako prosty chłopak zbyt
    wiele by nie wniósł do wspólnego życia pod względem intelektualnym,
    to myślę, że i tak przy jego boku byłaby szczęśliwsza niż z Ewanem.
    Zastanawiałam się czasem czy Ona naprawdę tak mocno kochała tego
    Hermana, czy to nie był czasem z Jej strony przejaw jakiejś
    egzaltacji? Czy naprawdę mogłaby tak łatwo z niego zrezygnować,
    gdyby to było TAKIE UCZUCIE?!
  • icegirl 19.08.07, 12:57
    Ja też się zastanawiałam.
    Zauważcie, że kiedy Edward wraca po zamieci, Joanna wybiega mu na powitanie i
    wtula się w jego ramiona. To jest BLISKOŚĆ.
    Gdyby trzymali się od siebie z daleka, to myślę, że Joanna nie pozwoliłaby sobie
    na coś takiego.

    Dalej - Joanna szokuje rodzinę mówiąc, że lubi, gdy mąż ją bierze w ramiona i
    przytula się do jej policzka - po kilku dniach małżenstwa. Moim zdaniem dosyć
    szybko jak na parę, która wzięła ślub bez miłości.

    A przy okazji - Edward czasem mówił jej komplementy m. in. że ma piękny głos,
    stworzony do kochania

    "And you have such a nice, sweet, throaty, summery voice. Such a nice voice for
    love-making."
    Jakbyście to zinterpretowały?
    --
    icegirl
    www.icegirl.republika.pl
  • mela54 19.08.07, 23:28
    Na tyle ile mogła - Maud dawała do zrozumienia co między nimi
    zaszło. Nie mogła jak np. we współczesnych powieściach napisać, że
    żarliwie kochali się co noc i jak zabezpieczali się przed niechcianą
    ciążą... Myślę, że właśnie te "niedomówienia" stanowią urok Jej
    książek.
  • zawsze.aliks 11.10.08, 22:13
    Ależ skąd! Przecież Joanna gorszy rodzinę aluzją do cielesnej
    bliskości z małżonkiem, po czym oznajmia, że nieprzyzwoite jest
    jeśli żona NIE LUBI "gdy mąż bierze ją w ramiona". To o seksie,
    drogie panie, tak się o tym w tych czasach mówiło. Co do niezajścia
    w ciążę - może to jest ta rysa na ideale? Może Joanna po prostu nie
    może mieć dzieci? Bo że chce, to już mówiła do umierającej Cesi.
  • jhbsk 12.10.08, 09:35
    Joanna była chora. Co prawda nie śmiertelnie (jak sądziła), ale zdrowa jednak
    nie była. Często tak bywa, że w takiej sytuacji organizm niejako "broni się" i
    kobieta w ciążę nie zachodzi.
    --
    JS
  • supervixen 01.08.06, 11:51
    To
    > tylko jej rodzina robiła z niej monstrum, a nie wiem, czy inni współcześni
    > Montgomery byliby takim postępowaniem zgorszeni. Autorka w osobach z rodziny
    > Joanny wyśmiewała wady swoich znajomych i nie sądzę, że ktoś przyznałby się
    do
    > nich, a zrobiłby tak krytykując postępowanie Joanny.


    Otwarcie nikt z jej znajomych by Joanny nie skrytykował, ale Joanna jest
    postacią książkową. Jestem przekonana, że większośc współczesnych Montgomery
    byłaby zgorszona takim postępowaniem u prawdziwej osoby pokroju Joanny. Powiem
    więcej, wystarczy zmienić parę szczegółów i jeszcze dziś taka Joanna by
    niejednego zgorszyła;)
  • supervixen 01.08.06, 11:40
    Ale bogactwo Edwarda, czy też raczej jego ojca, nie było tylko jakimś bonusem,
    nagrodą dla Joanny niezwiązaną z całą historią. Odegrały ważną rolę w historii
    samego Edwarda. Miały pokazać, że mimo ich posiadania był tak samo samotny i
    smutny w dzieciństwie i młodości jak Joanna, której wielu rzeczy odmawiano ze
    względu na brak pieniędzy. Przez te pieniądze, a raczej sposób ich zarabiania,
    Edward przeżył zawód miłosny i postąpił tak jak Joanna - postanowił się
    zbuntować, uciec z domu, odciąć się od rodziny i znajomych, zaczął żyć zupełnie
    inaczej niż dotychczas. A rodzinnej kasy w tym czasie nie tykał (naruszył ją
    dopiero dla Joanny!)

    No i przecież częściowo przez swoje doświadczenia z pieniędzmi przyjął
    oświadczyny Joanny, przynajmniej takie jest moje zdanie. Przecież Edward sam
    mówi, że musiał uwierzyć, że ona naprawdę go kocha, jego a nie jego majątek, bo
    nie znała jego przeszłości. To go ujęło.

    Edward mógłby więc być biednym mechanikiem, ale nie byłby wtedy tym Edwardem,
    którego znamy - byłby pozbawiony swojego bagażu emocjonalnego;)

    Także mnie nie przeszkadza cukierkowe zakończenie, bo te pieniądze miały w tej
    historii spore znaczenie. I Montgomery nie nadużywała motywu bogactwa - może
    jeden Tadzio miał szanse na karierę i majątek w przyszłości (Roberta z jego
    pieniędzmi Ania odrzuciła)
  • icegirl 01.08.06, 12:03
    Bogactwo Edwarda miało jeszcze IMHO jedną ważną rolę - pokazało zakłamanie i
    hipokryzję rodziny Joanny.
    Na samej Joannie nie zrobiło to większego znaczenia - byłaby perfekcyjnie
    szczęśliwa nad Mistawis. Miliony Redferna sprawiły, ze rodzina Joanny zaczęła
    ich akceptować (i chwalić się nimi).

    --
    Blog reklamowy
    icegirl
  • biljana 01.08.06, 12:06
    masz racje icegirl. straszni mieszczanie w strasznych mieszkaniach:) nie
    zrobilo na nich wrazenie, ze ich ziec jest Johnem Fosterem, slynnym pisarzem,
    chluba kanady. nie cenili czegos, co osiagnal dzieki wlasnej pracy i talentowi.
    wrazenie zrobilo na nich dopiero to ze jest synem dra redferna i ma miliony:)
    hahah moja corka edwardowa redfern:))
    a joanna miala to wszystko w nosie:)
  • ab7777 01.08.06, 14:49
    Macie rację apekt pieniędzy jest w tej historii bardzo ważny ,cóz nie zrobił na
    nich wrażenia zawód Edwarda ,bo sami chyba nie cenili zbytnio tzw.artystów
    czyli i pisarzy .Podobny motyw pojawia sie u Historynki ( jej ojca artystę
    mimo,że zarabial sporo traktowano jak ekscentryka i wykonjącego niepoważny
    zawód) ,zreszta czy dzisiaj momentami nie jest podobnie?
  • narewa 01.08.06, 15:59
    a dla mnie i tak to najpiękniejsza książka LMM..Czytuje ją zawsze w chwilach
    smutku i ..pomaga..A zakończenie??Każda z nas chciałaby takiego zakończenia..
    --
    Co ja tutaj robię??
  • laura-gomez 20.02.07, 19:08
    moim zdaniem "Błękitny zamek" to zwykłe romansidło - musiał się dobrze
    skończyć:)
    nie powiem, żeby ta książka mi się nie podobała, ale wolę cykl o Ani
  • biljana 20.02.07, 20:04
    laura-gomez napisała:

    > moim zdaniem "Błękitny zamek" to zwykłe romansidło - musiał się dobrze
    > skończyć:)

    romansidlo, ale z jakim klimatem:)

    --
    Gucio i Maja

    Forum Kabaty-Moczydło
  • lilimeye 26.02.07, 15:43
    biljana napisała:

    > romansidlo, ale z jakim klimatem:)

    Romansidło, bajka dla dorosłych, ale jak zręcznie napisana! I bynajmniej nie
    pusta jak większość romansideł, od klimatu począwszy, na portrecie ówczesnego
    społeczeństwa skończywszy.
    Ogromnie lubię tę książkę
    :-)

    --
    "Aż do przesady wychwalano wyobraźnię. Biedaczka ta nie może jednak zrobić ani
    kroku poza granicę nibynóżek."
  • icegirl 17.04.07, 16:25
    Bardzo lubię w książkach LMM to, że są takimi bajeczkami, a jednak skrywają w
    sobie wiele prawd i mają w sobie często drugie dno.
    Np zdanie - nadzieja czyni niewolnikiem, rozpacz wolnym człowiekiem. Często jest
    prawdziwe.

    --
    icegirl
    www.icegirl.republika.pl
  • ab7777 20.04.07, 00:07
    albo "więzienie do ktorego chętnie wstępujemy wcale nie jest więzieniem"
  • zawsze.aliks 15.04.09, 21:56
    Romansidło, ale niezwykłe. To istny manifest kobiecej niezawisłości,
    w dodatku nie nawołujący do postawy straceńczo-heroicznej, tylko do
    zaufania własnym uczuciom i rozsądkowi.
  • icegirl 11.06.07, 18:59
    Nie wiem, czy to nie było już gdzieś poruszane - Cesia przed swoją śmiercią
    rozmawia z Joanna i mówi: "Wiesz, wydaje mi się, że Edward..." i nie konczy
    myśli. Zawsze - ZAWSZE - chciałam wiedzieć, co chciała powiedzieć.
    Jak myślicie, co to mogło być?
    --
    icegirl
    www.reklama.blog.pl
  • ab7777 12.06.07, 00:52
    nie jest tym za kogo sie podaje? albo cos do ciebie czuje?
  • nighthrill 04.09.07, 16:07
    Ale to jest wydanie z Barneyem i Valancy...chodź nie wykluczam, że je kiedyś
    kupię, bo chciałabym te brakujące części doczytać:)
  • mela54 04.09.07, 19:49
    A poza tym samo tłumaczenie jest wg mnie gorsze, ale za to
    obszerniejsze. Nie wiem, czy ci tłumacze szli na łatwiznę i dlatego
    opuszczali tak wiele fragmentów? Chyba podszkolę się w angielskim i
    przerzucę się na oryginały!
  • mela54 04.09.07, 19:53
    Czytałam niedawno stosunkowo nowe wydanie "Ani z Szumiących Topoli"
    (nie pamiętam tłumacza, a nie chce mi się sprawdzać)i również jest o
    wiele obszerniejsze od starego, ale jego jakość pozostawia wiele do
    życzenia...
  • nighthrill 05.09.07, 12:48
    O, to ciekawe:) Mogłabyś kiedyś, w wolnej chwili, to sprawdzić? Podaj najlepiej
    tłumacza, wydawnictwo i rok.
    I czym się objawia to, że tłumaczenie jest dłuższe? Jakieś dodatkowe rozdziały
    czy tylko fragmenty?
  • mela54 05.09.07, 20:26
    Przełożył p. Ireneusz Socha, Wydawnictwo Zielona Sowa Kraków,2000.
    Nie ma tam dodatkowych rozdziałów, natomiast dużo jest
    dodatkowyh "wkrętów". Np. Ania pisze w swoim pierwszym liście do
    Gilberta, że wysiadając z pociągu wraz z panią Linde w Summerside,
    zamiast lśniącej poręczy uchwyciła się...łysej głowy współpasażera!
    Zupełnie nie do przyjęcia w tym tłumaczeniu było dla mnie to, że p.
    Linde tytułowała Anię...panienką! Po prostu byłam w szoku! A Paulina
    wybierając się na srebrne wesele swojej kuzynki mówi do Ani, że stek
    jest w lodówce...Coś mi się wydaje, że wówczas lodówek jeszcze nie
    było i tu chodziło o spiżarnię...Dobrze, że Paulina nie nastawiła
    jeszcze prania w automacie, a życzeń do pary jubilatów nie wysłała
    meilem!
  • pathsoul 05.09.07, 20:59
    Zupełnie po męsku!:D "Panienko"! :D

    Nie ma dla pana Sochy usprawiedliwienia, że nigdy nie będąc nastoletnią panienką
    zapewne nie miał przyjemności zapoznania się z innymi wydaniami Ań i losami ich
    bohaterów - bo skoro piszecie, że Wasi mężowie do nich zaglądają...

    Ale powinnam była się przywitać, zanim zacznę się bulwersować:) Do tej pory
    podglądałam Was anonimowo - Ilona, mam 23 lata, od książek Maud jestem
    uzależniona od 16 lat i "nie można już nawet mieć nadziei, że z tego wyrosnę":D
    A kto by zresztą chciał wyrastać;)

    (wstęp niczym na spotkaniu AA:), wybaczcie, że nie piszę go tam, gdzie należy,
    nie mogłam się powstrzymać)
  • mela54 05.09.07, 21:28
    Nie ma usprawiedliwienia, tym bardziej, że jako tłumacz powinien
    wczuć się w atmosferę książki.
    Witamy na forum pathsoul! I nie martw się tym wstępem, bo my
    wszystkie jesteśmy alkoholiczkami montgomerowskimi!
  • avvg 16.10.08, 17:06
    Tłumacz to raz, ale każde wydawnictwo zatrudnia jeszcze redaktorów.
    Przynajmniej teoretycznie...

    Ja też się witam, przy okazji. Lat 27, fanka Ani i podmiotów
    pokrewnych od lat 20.
  • jadwiga1350 26.09.09, 21:23
    mela54 napisała:
    > Zupełnie nie do przyjęcia w tym tłumaczeniu było dla mnie to, że
    p.
    > Linde tytułowała Anię...panienką! Po prostu byłam w szoku!

    Ale dlaczego? Co w tym szokującego?


    --
    Moralność prowadzi do zguby tego, kto usiłuje skrupulatnie stosować
    jej nakazy w praktyce, a zapewnia dobrobyt temu, kto się nią umie
    posługiwać niczym maską.
  • mela54 26.09.09, 22:37
    To jest szokujące bo zupełnie nie pasuje do klimatu Zielonego
    Wzgórza. Przecież pani Linde zawsze mówiła do Ani po imieniu,
    traktowała ją prawie jak córkę. A z tej "panienki" wynika jakby
    stała w hierarchii społecznej niżej od Ani. Pozdrawiam
  • jadwiga1350 28.09.09, 00:36
    Naprawdę zwracała się do Ani per panienko?? To rzeczywiście
    kuriozalne.A może tylko tak mówiła o Ani w obecności osób trzecich
    aby podnieść jej znaczenie,pozycję społeczną? Tak jak Młodsza Babka
    nazywała Lorraine panią Leandrową, gdy chciała przywołać do porządku
    służącą.
    --
    Moralność prowadzi do zguby tego, kto usiłuje skrupulatnie stosować
    jej nakazy w praktyce, a zapewnia dobrobyt temu, kto się nią umie
    posługiwać niczym maską.
  • mela54 29.09.09, 22:02
    W książce pani Linde zwraca się tak bezpośrednio do Ani gdy są same.
  • rudzik85 21.01.12, 11:46
    Ależ coś, co spełniało funkcję lodówki było i nazwa sie zgadza. Była to drewniana skrzynka z środkiem wypełnionym drugą- metalową skrzynką. Pomiędzy nimi wkładano lód (przechowywany w piwnicy pod izolacją np ze słomy, siana do lata- jakże inaczej serwowanoby lody?
  • lorenza_pellegrini 18.10.07, 22:48
    Przede wszystkim witam, jestem nowa ;-)))
    Jeżeli chodzi o erotykę w BZ, to jest tam taka scena, kiedy Edward
    zabiera Joannę łódką na Mistawis (po ich ślubie), kładzie ją na
    ziemi, całuje i mówi "Bądź pozdrowiona droga moja w moim domu", czy
    coś takiego, bo cytuję z pamięci. Dla mnie to była jednozncznie
    erotyczna scena (tj. jednoznaczna sugestia ;-))))
    --
    Fajne forum:
    MAMA INNA NIŻ WSZYSTKIE
    Biżuteria niecodzienna
  • karo_ka1 19.10.07, 13:07
    khę, khę....
    "(...)wyniósł Joannę z łodzi z złożył ją na obrosłej mchem skale pod
    młodą sosną. Oplótł ją ramionami i nagle wargi jego spoczęły na jej
    wargach."
    Jeśli chodzi o ciąg dalszy tej sceny domyślamy się co zaszło, i że
    lorenza się nie myli....;))))
    Dlatego tę powieść LM Montgomery zaliczano do lektur dla
    dorosłych :)))
    Witam - też jestem nowa; od wczoraj czytam z zapartym tchem
    wszystkie Wasze komentarze.
    Pozdrawiam serdecznie.
  • emdziejka 19.10.07, 15:05
    hehe - w moim tłumaczneiu tego nie było. było tylko , że wysadził ją
    z łódki, pocałował i powiedział: 'witaj w domu, kochanie' (albo
    najpierw powiedział ,a potem pocałował - nie pamiętam).

    nieźle - kolejne pasjonujace lost in translation
  • lorenza_pellegrini 19.10.07, 16:11
    Jeszcze mi się przypomniało, jak Joanna wraca do domu po slubie i
    spotyka swoją kuzynkę Georginię, która proponuje jej małżeństwo z
    jakimś dzieciatym wdowcem, to Joanna mówi, że perspektywa tego
    intratnego małżeństwa jest dla niej niczym przy chwili, gdy Edward
    bierze ja w ramiona lub przytula policzek do jej policzka. Nie wiem
    już czy to ta kuzynka, czy matka Joanny mówią na to "nie musisz
    popisywać się nieprzyzwoitością", dialog ma ciąg dalszy, bo "Buba"
    mówi, że jej zdaniem nieprzywoite jest, gdy żona nie lubi czułości
    męża...
    --
    Fajne forum:
    MAMA INNA NIŻ WSZYSTKIE
    Biżuteria niecodzienna
  • fenyloalanina5 20.10.07, 17:49
    A jak z erotyką między Anią i Gilbertem? Szukałam i szukałam, ale... efekty
    marne, oprócz pocałunków...
  • karo_ka1 20.10.07, 18:15
    W narzeczeństwie zdarzało się Gilbertowi pocałować Anię u nasady
    szyi :))) Tak to było ujęte przez samą Anię w jednym z listów...
  • fenyloalanina5 20.10.07, 18:41
    karo_ka1 napisała:

    > W narzeczeństwie zdarzało się Gilbertowi pocałować Anię u nasady
    > szyi :))) Tak to było ujęte przez samą Anię w jednym z listów...
    Czy to najbardziej erotyczna scena między tymi "kochankam":? A ta siódemka dzieci?
  • mela54 20.10.07, 19:15
    Na nic innego w tamtych czasach nie mogła sobie Montgomery pozwolić
    w powieści dla dziewcząt. A fragment o całowaniu u nasady szyi
    pojawił się w Szumiących Topolach, które Maud napisała gdzieś w
    latach 30-tych i nastąpiła już pewna swoboda obyczajów, bo w innych
    tomach kończyło się zawsze tylko na pocałunku...
  • mela54 20.10.07, 19:16
    A skąd się dzieci wzięły to już czytelnik musiał sam sobie
    dopowiedzieć!
  • sevilay 21.10.07, 14:22
    mela54 napisała:

    > A skąd się dzieci wzięły to już czytelnik musiał sam sobie
    > dopowiedzieć!

    Hihi, jak to skąd? "Pat ze Srebrnego Gaju" nie czytałyście:))?

    Na grządce się je znajduje:) Zuzanna, tak jak Judysia, poszła w nocy na grządkę i znalazła:)))))
    --
    Bebek :) i Maluszek
    nasz synek i Nasza coreczka
  • sevilay 21.10.07, 14:27
    lorenza_pellegrini napisała:

    > Jeszcze mi się przypomniało, jak Joanna wraca do domu po slubie i
    > spotyka swoją kuzynkę Georginię, która proponuje jej małżeństwo z
    > jakimś dzieciatym wdowcem, to Joanna mówi, że perspektywa tego
    > intratnego małżeństwa jest dla niej niczym przy chwili, gdy Edward
    > bierze ja w ramiona lub przytula policzek do jej policzka. Nie wiem
    > już czy to ta kuzynka, czy matka Joanny mówią na to "nie musisz
    > popisywać się nieprzyzwoitością", dialog ma ciąg dalszy, bo "Buba"
    > mówi, że jej zdaniem nieprzywoite jest, gdy żona nie lubi czułości
    > męża...

    Czatając Błękitny Zamek w liceum zaczęłam sie zastanwiac czy Edward tylko na tym poprzestawał.Bo nurtowała mnie kwestia potencjalnej ciązy Joanny-jak to sie stało,ze ona nie zaszła w ciążę przez ten czas? Przecież do doktora więcej nie poszła. Albo musieli miec dobre sposoby albo poprzestawali na braniu w ramiona.

    Jak to czytałam wczesniej to się nad tym nie zastanawiałam ale w liceum już mnie nurtowało. Prawdę mówiąc dalej nie wiem:)


    --
    Bebek :) i Maluszek
    nasz synek i Nasza coreczka
  • ingerman 22.10.07, 20:24
    Możliwe, że Edward miał jakies pojęcie o antykoncepcji. Podejrzewam,
    że mógł prowadzić jakies życie erotyczne. A Joanna? Jednak wiedziała
    skąd się biorą dzieci.
    A kalendarzyk to kiedy sie narodził?
  • biljana 22.10.07, 21:24
    wlasnie jestem świeżo po kolejnej lekturze Błękitnego Zamku i przyznam się iz
    podczas lektury nurtowało mnie to samo pytanie. No bo pomyślcie, dziewczyna jest
    chora na serce, wie że wkrótce umrze i beztrosko pakuje się w potencjalną ciążę?
    Ja myślę, że oni jakichś środków musieli używać. Prezerwatywy już były, więc
    stawiam albo na nie albo na stosunek przerywany:)
    O, takie były moje ambitne przemyślenia w temacie:)
    Co do poprzestawania na "braniu w ramiona" to zwrot ten jest imo uroczym
    synonimem seksu. A poza tym między nimi za bardzo iskrzyło i nie wyobrażam
    sobie, żeby na tej romantycznej wyspie, z kominkiem i takimi tam bajerami, z
    jakichś niewytłumaczalnych powodów się nie kochali. Niemożliwe:)
    --
    Gucio i Maja
    Forum Kabaty-Moczydło
  • sevilay 23.10.07, 13:27
    No tak ale gdzie oni by te prezerwatywy kupowali? Przecież nie w sklepie wuja Beniamina ( czy jak mu tam było). Może Edward dostawał w paczce razem z honorarium za powieść (hurtową ilość):)

    Poza tym jaka jest skutecznośc takich metod to same wiecie i dzisiaj wpadki się zdarzają a co dopiero wtedy.
    --
    Bebek :) i Maluszek
    nasz synek i Nasza coreczka
  • biljana 23.10.07, 14:06
    ;))))))
    dobre:)

    a co do skutecznosci ówczesnych środków antykoncepcyjnych, to przypomina mi się
    Magdalena Samozwaniec, która w swojej książce (chyba w Marii i Magdalenie)
    opisywała, jak to jej papa w prezencie ślubnym obdarował ją damskim środkiem
    anty - w postacie chyba jakiegoś krążka czy kapturka - no w 9 miesięcy później
    urodziła mu się wnuczka ;-)
    --
    Gucio i Maja
    Forum Kabaty-Moczydło
  • sowca 23.10.07, 21:52
    Wiecie co, ja nawet z chorobą serca i bez zabezpieczeń bym
    ryzykowała :D same pomyślcie - z Edwardem :D z nim zawsze i w
    kazdych okolicznosciach, a juz zwlaszxza w chacie na wyspie, przy
    kominku... :D ech, się rozmarzyłam...
    --
    "W mojej rodzinie szalenstwo przechodzi z pokolenia na pokolenie.
    Praktycznie galopuje"
  • icegirl 31.10.07, 13:20
    Jakaś skuteczna musiała być, skoro np taka Oliwia była jedynaczką.
    Z drugiej jednak strony Rudolf z guzem na czole, rajony przez kuzynke Georgianę,
    miał 12 dzieci :)
    --
    icegirl
    www.reklama.blog.pl
  • yowah76 16.11.08, 22:33
    Do posiadania jednego dziecka wystarczyl konflikt serologiczny albo
    jakas infekcja po porodzie, wtedy kobiety ronily czesto i bez
    rozczulania sie nad dwutygodniowym zarodkiem. Zreszta, pewnie
    niejedna zniechecona po pierwszym dziecku mogla meza do siebie
    wiecej nie dopuscic.
    Przy okazji, zajrzalam przypadkiem;) Z LMM to ja tylko Blekitny
    Zamek (podnosil mnie kiedys na duchu moze, teraz juz nie) i Emilke,
    Ani chyba nie dalam rady;)
    Ale pare znajomych osob tu widze, milo;)
    --
    ---------------------------------------------------
    - To wspaniale przyjecie - powiedzial Kwestor do krzesla. - Szkoda,
    ze mnie tu nie ma.
  • pontecorvo 17.11.08, 10:21
    Ej Yowah - przekonaj się do Ani! Tzn. niekoniecznie do samej bohaterki (mnie np.
    "po latach" Ania trochę wkurzała), ale do samej lektury. Ja robię to dla poprawy
    humoru, zwłaszcza w ten mało przyjemny listopadowy czas... np. taka panna
    Kornelia ze swoim: "No bo to było zupełnie po męsku" :) Sama słodycz!
  • croyance 19.11.07, 12:48
    Wtrace dla dobra watku i ku informacji, ze kapturka uzywam od prawie
    3 lat i zadnej wpadki jak dotad nie bylo. Kapturek jest wbrew
    pozorom dosc skuteczny.
  • bir.ke 09.02.08, 12:19
    dostala od ojca jedna tabletke antykoncepcyjna, ktora rzecz jasna nie zadzialala:)

    a odnosnie temau watku, to sadze, ze edward, opisujac zwierzeta i przyrode, mogl
    posiadac nieco rozleglejsza wiedze biologiczna i to raczej on zajmowal sie
    antykoncepcja;)

    poza tym chcialabym sie przywitac na forum:)
    --
    ___________________________________
    "Co za czasy parszywe, jeszcze dziesięć lat temu kolesie od podsłuchów udawali,
    że ich tam nie ma, a teraz nie dość, że się nie kryją, to jeszcze wchodzą w
    polemiki" A.Pilipiuk
  • mela54 31.10.07, 22:14
    A tak nawiasem mówiąc to wyobrażacie sobie minę wujaszka gdyby
    Joanna lub Edward poprosili o prezerwatywy? Ale nie sądzę, żeby
    wtedy sprzedawano je w zwykłym sklepie. Może prędzej w aptece?
  • sowca 18.11.07, 23:32
    A właściwie, jakie to są lata? Jak myslicie? Jakoś nigdy nie
    potrafię się tego domyślić.
    --
    "W mojej rodzinie szalenstwo przechodzi z pokolenia na pokolenie.
    Praktycznie galopuje"
  • 1802l 19.11.07, 08:04
    Jakie to lata? Moim zdaniem - dwudzieste ubiegłego wieku. Tak mi z
    tej sukienki (co to ją na potańcówkę założyła) Joanny/Valance
    wynika.
    --
    Zycie jest piekne! Jezeli prawidlowo dobierze sie srodki
    antydepresyjne...
  • mist3 19.11.07, 20:55
    Z tego co wiem, to w tamtych czasach (i nieco wcześniej) używano jako
    prezerwatywy owczych jelit (które po użyciu płukano i używano ponownie...
  • sowca 19.11.07, 22:44
    Tfuj. Owcze jelita wielokrotnego użytku mogły zepsuć niejedną upojną
    noc!

    --
    "W mojej rodzinie szalenstwo przechodzi z pokolenia na pokolenie.
    Praktycznie galopuje"
  • biljana 19.11.07, 23:47
    sowca napisała:

    >Owcze jelita wielokrotnego użytku mogły zepsuć niejedną upojną
    > noc!
    >

    umarłam ;-))))))))))))
    --
    Gucio i Maja
    Forum Kabaty-Moczydło
  • mela54 20.11.07, 22:39
    Ale jaka oszczędność! I nie trzeba było za każdym razem w aptece
    czekać,aż wszyscy klienci wyjdą, żeby nieśmiało
    powiedzieć:"Prezerwatywy proszę..." Po prostu jak naszła ochota
    wypłukało się jelitko i do dzieła!
  • sowca 20.11.07, 23:31
    Najpierw chyba trzeba bylo jakoś to jelitko oporządzić, nie?
    wyobrazacie sobie, jak Edward mowi do Joanny: "poczekaj kochanie,
    musze wypłukac jelitko?" :D
    --
    "W mojej rodzinie szalenstwo przechodzi z pokolenia na pokolenie.
    Praktycznie galopuje"
  • chomiczkami 26.06.12, 11:29
    ha! Ja mam wrażenie, że wielorazowe jelitko nie jest dużo obrzydliwsze od dzisiejszych wielorazowych podpasek. Powiem więcej - wrażliwość wówczas na obrzydlistwa musiała być mniejsza ;) to dziś żyjemy w świecie czystym i pachnącym.

    --
    Jest prawda, półprawda i statystyki. Statystykami można manipulować, a intuicją nie. Ona praktycznie nigdy nie zawodzi. - Z. Bartman
  • 1802l 20.11.07, 10:22
    mist3 napisała:

    > Z tego co wiem, to w tamtych czasach (i nieco wcześniej) używano
    jako
    > prezerwatywy owczych jelit (które po użyciu płukano i używano
    ponownie...

    Niii - od 1916 roku gumki można było kupić w każdej aptece
    (przynajmniej w USA).
    Ale gumowe prezerwatywy zaczęto wytwarzać już w połowie XIX w., po
    tym jak w 1843 r. Hancock i Goodyear opracowali metodę wytwarzania
    rozciągliwej, wulkanizowanej gumy. Przedtem rzeczywiście używano
    owczych jelit lub natłuszczonego lnianego woreczka (np. Vasanova)...
    Japończycy jeszcze w XIX w. używali prezerwatyw ze skorupy żółwia!
    --
    Zycie jest piekne! Jezeli prawidlowo dobierze sie srodki
    antydepresyjne...
  • biljana 20.11.07, 22:55
    1802l napisała:

    Przedtem rzeczywiście używano
    > owczych jelit lub natłuszczonego lnianego woreczka (np. Vasanova)...
    > Japończycy jeszcze w XIX w. używali prezerwatyw ze skorupy żółwia!

    no prosze, jak widac zawsze moze byc gorzej:) Skorupa żółwia:)Az strach sobie
    wyobrażać:)


    --
    Gucio i Maja
    Forum Kabaty-Moczydło
  • emdziejka 21.11.07, 11:13
    ta skorupa rzerosła moją wyobraźnię... jak????
  • 1802l 21.11.07, 13:11
    Nie bijcie!!!! Ja nie wiem! Za źródłem podaję...
    Ale - Japończyk potrafi! Może ... to dama stosowała kawałek
    skorupki, jak rodzaj kapturka....
    --
    Zycie jest piekne! Jezeli prawidlowo dobierze sie srodki
    antydepresyjne...
  • biljana 21.11.07, 18:02
    1802l napisała:

    > Nie bijcie!!!! Ja nie wiem! Za źródłem podaję...

    nikt nie bije:) wrecz przeciwnie, szalenie ciekawe rzeczy piszesz:) temat
    chwycil ;-)
    --
    Gucio i Maja
    Forum Kabaty-Moczydło
  • 1802l 21.11.07, 19:18
    biljana napisała:

    > >
    > nikt nie bije:) wrecz przeciwnie, szalenie ciekawe rzeczy
    piszesz:) temat
    > chwycil ;-)
    No to dodam, że te ze skorupy żółwia/szylkretu lub rogu nazywały się
    Kabutogata, ale były tez wyrabiane z cienkiej skóry - Kawagata lub
    Kyotai.
    Chińczycy używali "pokrowców" z naoliwionego papieru.
    Ale nikt nie pokona Rzymian! Podobno wyrabiali ochraniacze z jelit
    zabitych wrogów....
    Aha! Te prezerwatywy lniane czasem były nasączane jakimiś
    chemikaliami (środki plemnikobójcze), suszone - i dopiero wtedy
    nadawały się do użycia...

    --
    Zycie jest piekne! Jezeli prawidlowo dobierze sie srodki
    antydepresyjne...
  • sevilay 21.11.07, 13:21
    Mist3 -Na pewno wtedy? Bo coś mi się zdaje,że jednak prezerwatywy juz wtedy były-jeżeli zakładamy,że to lata dwudzieste XX wieku-chodzi tylko ich dostępność.
    --
    Bebek :) i Maluszek
    nasz synek i Nasza coreczka
  • mist3 22.11.07, 20:18
    Nie jestem historykiem z wykształcenia, więc niestety nie mogę służyć
    profesjonalnymi danymi. Na pewno były już prezerwatywy, ale gdzieś czytałam że
    owcze jelitka były w użyciu bardzo długo, nawet po II wojnie światowej :) Był po
    prostu wybór na rynku ;)
  • asssol1 27.12.07, 11:00
    Moim zdaniem sie kochali- jak nic... tylko nie wypadało o tym pisać. Co najwyżej
    zasugerować- co zresztą jest zrobione. Np mieli tylko jedną sypialnię. I jakoś
    nie chce mi się wierzyć by w jednym łóżku poprzestali tylko na czułych
    słówkach;-) Zresztą dlaczego rodzinka była tak zgorszona?
    Co do antykoncepcji to w latach dwudziestych nie było już tak źle- choć głównie
    stosowano stosunek przerywany i płukanie się octem (po). Tak, ocet miał wiele
    zastosowań;-) niektóre panie umieszczały sobie także przed stosunkiem w środku
    mały tamponik nim nasaczony. Istniały też już prezerwatywy i kapturki. Tak więc
    był jakiś wybór- nie mówiąćc już o całej gamie srodków poronnych- ale o to chyba
    nie podejrzewamy Joanny bo gdzieś tam w książce padało stwierdzenie że marzy o
    dzidziusiu... I gdyby wpadli to by pewnie na przekór wszystkiemu się cieszyli-
    tak myślę. Joanna wiedziała wszak z kąd sie biorą dzieci- w końcu zamieszkała u
    upadłej panienki. A Edward na pewno niał za soba jakieś przygody- by zapomnieć.
    Jakoś nie wyobrażam sobie by był on prawiczkiem;-) jakoś to do niego zupełnie
    nie pasuje- myśle że wprowadził joanne w arkana zmysłowych przyjemniści i dobrze
    im było razem;-)
  • mist3 10.02.08, 14:37
    właśnie przeczytałam Błękitny Zamek po raz kolejny i wydaje mi się, że jednak
    małżeństwo było skonsumowane. Jeśli jeździli na nartach, łyżwach, chodzili na
    długie męczące spacery, Joannie zdarzało się samej przeprawiać łodzią do wysepki
    - to skoro tak męczące rzeczy robiła bez dbałości o swoje zdrowie, to tym
    bardziej musieli coś w tym łożu małżeńskim robić :)
  • yowah76 16.11.08, 22:36
    Przeciez, co za roznica, czy jemy jelitka w formie kielbasy, czy
    uzywamy ich gdzie indziej... produkt ekologiczny;)))
    --
    ---------------------------------------------------
    - To wspaniale przyjecie - powiedzial Kwestor do krzesla. - Szkoda,
    ze mnie tu nie ma.
  • supervixen 13.02.08, 19:10
    Lata 20 pewnie się zgadzają, książka zresztą wyszła w 1926. Tylko
    się zastanawiam, co z wojną? Edward miał w książce 35 lat bodajże,
    czyli w czasie wojny był w wieku, jak by nie patrzyć, poborowym;)
    Nie poszedłby na wojnę, on, ideał męskości niemalże? Na swój los
    może był obrażony, ale na ojczyznę też? A może coś mi umknęło i była
    jakaś wzmianka o tym?

    A w ogóle wracam po takim czasie na forum i tyle świetnych postów
    mnie ominęło:D Złoty medal dla sevilay za sugestię, że Edward miałby
    kupować prezerwatywy u wuja Beniamina - leżę i kwiczę:D Aha, i grand
    prix dla sowcy za jakże prawdziwe stwierdzenie, że z Edwardem to
    zawsze i w każdych okolicznościach:D


    --
    Steve Holt!
  • asssol1 18.02.08, 23:28
    Nazywanie przez Edwarda Joanny Rusałką i nazwanie przez niego kota Pieszczoszką.
    To jakoś mi tak zawsze zgrzytało, nie pasowało do mojego wyobrażenia o nim, bo
    moim zdaniem Edward to najbardziej męski bohater u LM i nie ma u niego miejsca
    na takie infantylizmy...
    Wiec jak miło byłam zaskoczona jak kupiłam sobie książkę w oryginale a tam kot
    wabi się Good Luck a Joannę Edward nazywa pieszczotliwie Moonlight! To to mi się
    podoba ;-)
  • slotna 19.02.08, 20:23
    Na Pieszczoszke nie zwrocilam nie zwrocilam uwagi, ale Rusalka mi sie bardzo podoba i zupelnie nie jest infantylna moim zdaniem:) Dzikie, lesne stworzonko, pelne wdzieku - dla mnie to sliczne okreslenie i bardzo do Joanny pasujace.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • supervixen 25.02.08, 00:11
    Też mi się nie wydaje, żeby Rusałka była infantylna:) Wg mnie
    Rusałka i Moonlight są określeniami mniej więcej tego samego
    kalibru. Z kotem to może nieco inaczej, ale... sądzę, że męskość
    Edwarda nie ucierpiałaby, gdyby nawet nazwał kota Pieszczoszką.
    Właśnie był na tyle męski, że nie musiałby się tego wstydzić:)
    --
    I've made a huge mistake...
  • slotna 24.03.08, 16:14
    sądzę, że męskość
    > Edwarda nie ucierpiałaby, gdyby nawet nazwał kota Pieszczoszką.
    > Właśnie był na tyle męski, że nie musiałby się tego wstydzić:)

    O, to, to wlasnie :))

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • mmaupa 24.03.08, 14:22
    Dwa dni temu po raz pierwszy przeczytalam Blekitny Zamek.
    I takie mam spostrzezenia:

    1. Fajna ksiazka, ciekawa fabula, mimo ze od poczatku sie domyslalam ze Edward
    to John Foster.

    2. Czytalam tlumaczenie z Joanna - to imie podoba mi sie o wiele bardziej, po
    pierwsze dlatego, ze jest moje :), a po drugie Valancy kojarzy mi sie wylacznie
    z powloka walencyjna z chemii.

    3. Mam dosc specyficzne wyobrazenie bohaterow - Joanna to Bjork, mala czarnulka
    ze skosnymi oczami, brzydka ale ciekawa. Za to Edward to zdecydowanie Joseph
    Fiennes, www.cbr.washington.edu/~townsend/icons/jofiennes.jpg

    4. A propos powyzszej dyskusji nt. antykoncepcji, jestem przekonana ze Edward
    mial dostep do "intymnych kapturkow Redferna", czy czegos w tym stylu.

    --
    Don't panic, it's organic!
  • slotna 24.03.08, 16:16
    "intymnych kapturkow Redferna"

    :DDDDDDDD Umarlam.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • kuku-lka 30.12.09, 18:29
    pytanie czy byly rownie skuteczne jak maści np na porost włosów?
    ...czyli nie pomagały ale i nie szkodziły - jak twierdził Edward...tak
    więc?;)
  • jhbsk 31.12.09, 20:58
    Myślę, że lepsze. Pigułki i maści działały głównie na wyobraźnię stosującego.
    Prezerwatywa jest skuteczna.
    --
    JS
  • lira1970 22.08.08, 12:04
    hehe jeśli te kapturki miały być takie skuteczne jak inne środki
    Redferna TO współczuję.
  • paulina.galli 03.10.08, 11:12
    A ja wlasnie wczoraj przypomnialam sobie - po wieeeelu latach- te ksiazke (musialam wypożyczyc z biblioteki bo nie ma nigdzie w sprzedazy )
    I wiem juz na pewno - jest to moja najukochansza ksiazka LMM :)
    Uwielbiam motywy "od zera do milionera" :)- a w tym przypadku "odpoczwarki do motyla" :)
    Bardzo podoba mi sie przemiana Joanny z zahukanej dziewczynki w odwazna (i złosliwa - vide: docinki rodzince) kobietki.

    Co do seksu - Pewnie tak - był.
    Z tym ze kiedys uwazalam ze nie , na pewno sie nie kochali - bo Edaward po oswiadczynach wyraznie mowi "zecz jasna ze cie nie kocham" - i tak jakos wydawalo mi sie naiwnie ze skoro jej NIE kocha to z nia nie uprawia seksu.
    Hehe - mzoecie sie teraz ze mnie posmiac :)


    ps. czytalam wydanie I z "Joanna" - ale chcialam zaznaczyc ze tłumaczka pisze tam ze Joanna ma "na drugie" - Walencja (czyli ani chybi chodzi jej o Valancy :))
  • supervixen 03.10.08, 12:50
    Ja też kiedyś myślałam, że się raczej w sferze fizycznej
    ograniczali;) Ale raczej tak mi się wydawało z powodu zdrowia
    Joanny, a przede wszystkim ryzyka zajścia w ciążę podczas gdy miała
    świadomość, że nie pożyje dłużej niż rok. Po wywodach dziewczyn na
    temat antykoncepcji w tamtych czasach myślę, że jednak ze sobą
    sypiali... ale 100% przekonania chyba nie mam:)

    --
    Dunder Mifflin, this is Pam.
  • hemeczka 25.11.08, 09:48
    A w ogóle jak odbierany jest seks w powieściach Maud?

    Dochodzę do wniosku że ksiązki Maud były wyłącznie skierowane
    do ,,panienek" .
    Czy nawet jakby Maud pisała dla dorosłych osób pokusilaby się o
    jakieś sceny erotyczne ? jak myslicie?


    --
    dostałam sygnaturkę z urzędu
  • mela54 29.09.09, 22:24
    "Błękitny zamek" i "Dzban ciotki Becky" (czy jak jej tam było) to
    powieści dla dorosłych,a scen erotycznych musimy się domyślać (jeśli
    nie liczyć pocałunków). Ale sam fakt, że Montgomery pisze tam o
    pannie z dzieckiem czy porusza kwestię skąd biorą się dzieci,
    świadczy,że nie mogły czytać tego panienki. Dość odważnie pisze
    nasza Maud w "Opowieściach ze Złotego Brzegu" o pannie, która
    urodziła dziecko wielkiego malarza, ale nawet nie marzyla o ślubie z
    nim. To były inne czasy i sceny erotyczne musiały być zakamuflowane.
    A poza tym Maud byla przecież żoną pastora i to zobowiązywało!
  • panikarola 03.01.10, 16:00

    wlasnie w swieta sobie przypomnialam BZ i z checia poczytalam Wasze komentarze.
    przy okazji - dzien dobry! to moj pierwszy post na tym forum.

    jesli idzie o antykoncepcje w BZ mysle, ze wspomniane tu plukanie po stosunku moglo byc wlasnie srodkiem stosowanym przez Joanne i Edwarda. w ksiazce Faulknera "Dzikie palmy" z 1939 r. jest to sposob domowy stosowany przez pare glownych bohaterow. bohaterka ma "irygator", uzywa go po kazdym stosunku, a po uzyciu go plucze, ale raz jej sie nie chce wstawac zeby go uzyc, zachodzi w ciaze i tam wynikaja dalsze perypetie, z punktu widzenia tego watku nas dalej nieinteresujace. rzecz sie dzieje na poludniu Stanow, ale pewnie i w Kanadzie ten wynazalek byl znany. jego niewatpliwa zaleta bylo to, ze J i E, o ile go uzywali, nie narazali sie na spotkanie wscibskich ciotek podczas nabywania prezerwatyw w aptece (a w zasadzie E sie nie narazal, bo watpie, zeby mu do glowy przyszlo poslac Joanne po prezerwatywy np. przy okazji zalatwiania sobotnich sprawunkow, kupowania solonego sztokfisza np;)).
    zapewne potrzebowali do tego jedynie wody, ew. wody i octu - nie wiem, czy musial byc ocet, czy jak sie go stosowalo. o tak to moglo wygladac: pl.wikipedia.org/wiki/Irygator. o skutecznosci nigdzie wzmianek nie znalazlam.

    swoja droga - jakże wnikliwy wątek ;).
    Pozdrawiam!
  • supervixen 05.01.10, 13:55
    No cóż, pisano wtedy i odważniejsze książki, ale można powiedzieć, że ta była
    odważna jak na target LMM ;) Była zakazana w niektórych parafialnych
    bibliotekach, chociaż o ile dobrze kojarzę, to bardziej ze względu na postać
    Cissy niż samej Valancy.

    Natomiast co do drugiej sprawy, to już kiedyś o tym pisałam, ale się powtórzę ;)
    Bogactwo Edwarda też ma jakieś przesłanie... Można sobie tak to właśnie
    zinterpretować, że pieniądze szczęścia nie dają. Bo Joanna była niezamożna,
    Edward bogaty, ale w efekcie ich dzieciństwo i młodość nie różniły się
    diametralnie - samotni, z boku, nieszczęśliwi, ostatecznie odcinający się od
    rodziny.I dlatego prawdę mówiąc gdybym miała zrezygnować z jednej z tajemnic
    Edwarda, to wolałabym porzucić pomysł z Johnem Fosterem, bo to mi się wydaje
    bardziej naciągane.

    Ale w zasadzie nie narzekam ;) Akurat w BZ nadmiar dobrego mi nie przeszkadza ;)


    --
    - Największym szczęściem jest - rzekła Joanna - kichnąć, kiedy się ma na to ochotę.
  • supervixen 05.01.10, 13:57
    Aaa, starość nie radość czy jakoś tak ;) Otworzyłam sobie ten wątek widząc, że
    jest nowy post, ale nie wiedzieć czemu wydało mi się, że ten zupełnie pierwszy
    to właśnie ten nowy i na niego sobie radośnie odpowiedziałam, powtarzając to, co
    już dawno zostało napisane :D

    --
    W gruncie rzeczy większość Zorrów to Kwapiszony.
  • pontecorvo 15.11.11, 22:43
    w górę!
  • inka270783 01.06.12, 14:51
    Mam w domu wersję wydaną przez NK,ale po przejrzeniu tego forum wypożyczyłam książkę w tłumaczeniu Jolanty Bartosik i czytałam obie naraz,dla porównania :D Byłam w szoku,że aż tyle fragmentów wycięto w tej pierwszej...całkowicie pominięto opis poszczególnych członków rodziny Stirlingów,pogrzeb Cesi,dokładny opis życia Olivii,skrócono wspomnienia Joanny z dzieciństwa itd. Jednakże wersję NK czyta się o wiele lepiej,nie wiem jak to określić,ale jest po prostu lepiej napisana,ma swoisty klimat,którego brakuje tłumaczeniu pani Bartosik.Nie podoba mi się,że w tym tłumaczeniu wszyscy mówią sobie od razu po imieniu,wolałam jak Abel czy Edward zwracali się do Joanny "panienko" i "pani",o wiele lepiej pasowały mi słowa"Bądź pozdrowiona w moim domu,droga moja" niż "Witaj w domu,kochanie" i wiele jeszcze innych podobnych tekstów.

    Ale za to wyjaśniło się także,dlaczego Joanna uważała,że największym szczęściem jest kichnąć wtedy,kiedy ma się na to ochotę:)
  • ananke666 02.06.12, 02:14
    > o wiele lepiej pasował
    > y mi słowa"Bądź pozdrowiona w moim domu,droga moja" niż "Witaj w domu,kochanie"
    > i wiele jeszcze innych podobnych tekstów.

    Barney/Edward nie wygłaszał pompatycznych frazesów, tylko powiedział zwyczajnie "Welcome home, dear". I chwała LMM za to.

    O wiele bardziej wolę tę wersję dłuższą, mimo kilku lepszych momentów krótszej. Strasznie dużo wyleciało rzeczy ważnych.
    --
    [img]http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png[/img][url=http://tupecik.blox.pl] Tupecik[/url]
  • jhbsk 02.06.12, 15:54
    Fakt - pocięcie książki uważam za barbarzyństwo.
    --
    JS
  • nessie-jp 02.06.12, 21:49
    jhbsk napisała:

    > Fakt - pocięcie książki uważam za barbarzyństwo.

    Wydaje mi się, że tamto wydanie było jednym z pierwszych na świecie i podejrzewam, że mogło zostać opracowane na podstawie jakiegoś skróconego tekstu, przysłanego przez wydawnictwo kanadyjskie, albo np. na podstawie jakiejś publikacji powieści w odcinkach, odpowiednio skróconej do potrzeb periodyku.

    --
    "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
  • jhbsk 04.06.12, 07:57
    Szczerze mówiąc jest mi obojętne kto pociął książkę. Czy Kanadyjczyk czy Polak to najistotniejsze jest, że ktoś książkę okaleczył..
    --
    JS
  • nessie-jp 04.06.12, 18:58
    jhbsk napisała:

    > Szczerze mówiąc jest mi obojętne kto pociął książkę. Czy Kanadyjczyk czy Polak
    > to najistotniejsze jest, że ktoś książkę okaleczył..

    Nie wiadomo, czy nie autorka sama w taki sposób przygotowała wersję do wydania skróconego. Ale może i była to jednostronna decyzja wydawcy. (Przypomina mi to rzeź na długaśnej powieści w odcinkach, dokonany przez Emilkę!)

    Niemniej, często przeradza się to w zarzut pod adresem tłumaczki, że "fatalne tłumaczenie, bo rozdziałów brakuje". A to przecież nie tłumaczka skracała powieść, a samo tłumaczenie jest wykonane absolutnie genialnie.


    --
    "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
  • inka270783 02.06.12, 17:51
    o kurczę,to skąd im się wzięło to "Bądź pozdrowiona..." :D

  • nessie-jp 02.06.12, 21:47
    inka270783 napisał(a):

    > o kurczę,to skąd im się wzięło to "Bądź pozdrowiona..." :D

    To jest przedwojenne wydanie, zapewne tłumaczka dostosowała słownictwo do oczekiwań odbiorców (romantycznych pań i panienek okresu międzywojennego).

    Za 100 lat też ktoś będzie ze zdumieniem potrząsał głową, że w XXI wieku młody chłopak tak pompatycznie, drętwo i oficjalnie mówił do dziewczyny "Siema, laska!"


    --
    "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
  • slotna 27.06.12, 01:21
    Ja wole tlumaczenie w tej pocietej wersji, chociaz zal mi opuszczonych fragmentow.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • chomiczkami 27.06.12, 10:39
    Tak jak czytam, to wersja niepocięta jest dość wierna oryginałowi. I czytając ją od razu wiadomo, że Barney ma przydługie, rudawe włosy i w sumie chyba przystojny nie jest, raczej ma interesującą urodę :D ideał sięgnął bruku...

    No dobra, wierność wiernością, ale kalambury powinno się tłumaczyć tak, by były śmieszne!

    I cytuję za yo-a-ko :)
    "...każdy krewny z osobna przyszedłby ... opowiadać straszne rzeczy o babkach, ciotkach i kuzynkach czterdziestego stopnia pokrewieństwa, które 'miały akurat to samo' o 'padły, proszę ciebie, trupem na miejscu, nie zdążywszy nawet pisnąć".

    porównać proszę z:
    "Każdy z członków rodziny przychodziłby udzielać jej
    rad, ostrzegać i opowiadać okropne historie o jakichś dalekich — dalekich ciotkach i
    kuzynkach, które „też tak się czuły” i niespodziewanie umierały" -> to od pani Kazimierczyk.

    Oryginał:
    There would be such a fuss made and every member of the family would come down and talk it over and advise her and caution her and warn her and tell her horrible tales of great-aunts and cousins forty times removed who had been "just like that and dropped dead without a moment's warning, my dear."

    Noż kurczę!!

    --
    Małżeństwo ze stanowiska handlowego jest spółką z bardzo ograniczoną odpowiedzialnością. - S.E.Barbag
  • yo-a-ko 03.06.12, 12:03
    Ja ma wersję NK oraz wydawnictwa novus orbis - tłumaczenie Joanny Kazimierczyk.
    Fakt, wersja NK pocięta brabarzyńsko...
    Ale - po pierwsze - samo miano "Buba", które tam nosi Joanna! Żadna "Doss" nie oddaje tak pięknie jej "ububienia".
    Po drugie - w tym tłumaczeniu jest jakaś lekkość, wdzięk (pomijając "bądź pozdrowiona w moim domu , moja droga", i jeszcze może kilka staromodności ;-) - na przykład: w liście Oliwii, w ostatnim rozdziale: "dzikie wybryki Buby" (zamiast "szalone przygody Doss"), albo - gdy Joanna wspomina obiad u wuja Herberta: "Te miny, te miny. Wuj Beniamin, biedny, zbaraniały wuj Beniamin"; albo - gdy Joanna wyobraża sobie, co by się działo, gdyby rodzina dowiedziałą się o jej chorobie: "...każdy krewny z osobna przyszedłby ... opowiadać straszne rzeczy o babkach, ciotkach i kuzynkach czterdziestego stopnia pokrewieństwa, które 'miały akurat to samo' o 'padły, proszę ciebie, trupem na miejscu, nie zdążywszy nawet pisnąć".
    A propos "Buby": czy któryś tłumacz pokusił się o przetłumaczenie Doss w inny sposób?
  • chomiczkami 26.06.12, 17:59
    Ten wątek przypomniał mi o Błękitnym Zamku - od razu po niego sięgnęłam, pamiętając, by wybrać nową, niepokrojoną wersję.
    Ta książka w tym tłumaczeniu jest nudna i wcale nie jest śmieszna!
    Skopano każdy dowcip wuja Beniamina o starych pannach :(! KAŻDY! Pani Kazimierczak popełniła mord na humorze!
    Chyba powrócę do wersji angielskiej.

    --
    Najczęstsze małżeństwo – ich czworo: on, ona, jej wyobraźnia o nim, jego wyobraźnia o niej. - C.Roy
  • chomiczkami 26.06.12, 18:05
    Kazimierczyk.
    I żądam powrotu Buby.

    A tak w ogóle, czy tłumacz może użyć w swoim tłumaczeniu fragmentów innych tłumaczeń? Bo tej książce to jest właśnie potrzebne. Uzupełnienie i poprawienie tłumaczenia, no i żeby humor pozostał. Biblionetka podaje kilku tłumaczy i chyba wszyscy nazywali Valancy Joanną.

    --
    Najczęstsze małżeństwo – ich czworo: on, ona, jej wyobraźnia o nim, jego wyobraźnia o niej. - C.Roy
  • caroline.1 27.02.13, 11:28
    Po ładnych paru latach postanowiłam odświeżyć „Błękitny Zamek”, chyba moją ulubioną powieść Montgomery z czasów nastoletnich, a jeśli nie ulubioną (tak po prawdzie, to lubię wszystkie), to na pewno taką z czołówki. Jako że dostępu do wersji papierowej nie mam (jest w domu rodzinnym, na innej półkuli, i jest to takie wydanie: img.finta.pl/item_imgs/e1e6527b5b23478c2b6e5fb1e4e3b48f0d71cbd7.jpg - oczywiście nie mam pojęcia, w czyim tłumaczeniu), to przeszukałam porządnie mój czytnik, mając w pamięci, że onego czasu ściągnęłam wszystko L.M. Montgomery ze strony Project Gutenberg, co tylko tam opublikowano. A jakże, „Blue Castle” się znalazł :D

    Różnice, jakie zauważyłam pomiędzy posiadanym przeze mnie polskim tłumaczeniem, a przeczytanym oryginałem:
    oczywiście, imiona: Joanna-Buba to Valancy-Doss, a Edward to Barney (musiałam chwilę pogłówkować, zanim znalazłam w zakamarkach pamięci Edwarda – zdaje się, że przez sagę „Zmierzch” nabawiłam się trwałej awersji do tego imienia);
    już nie tak oczywiście, bo pamięć może mnie zawodzić: nie wydaje mi się, aby w polskim oryginale były wyjaśnione historie wszystkich narzeczonych Oliwii, a pamiętam, że mnie dziwiło, dlaczego taka piękna i bogata panna, do tego rok tylko młodsza od Buby, jeszcze niezamężna;
    chyba znowu oczywiście: nie było przytoczonej historii romansu Cesi/Cissy, nie było nic o radości, jaką było dla niej dziecko – biedaczka po prostu umarła, nic nie wyjaśniwszy Joannie;
    w oryginale żarty były inne – Wasze posty uwtwierdziły mnie w tym przekonaniu.

    Moim zdaniem, Valancy i Barney małżeństwo skonsumowali, a nawet wiele razy je konsumowali. Takie przekonanie towarzyszyło mi od zawsze, może także dlatego, że na okładce polskiego wydania para została pokazana w sposób, który nie kojarzy się z sypianiem na łożu przedzielonym mieczem :) Do samego tekstu wracając: przecież Joanna nie oświadczyła się Barneyowi po to, aby mieć z kim chadzać na spacery po lesie. We współczesnej historii pewnie by mu zaproponowała bycie „friends with benefits”. Sto lat temu Montgomery użyła w powieści całej masy dość jasnych (jak dla mnie) przesłanek: Joanna zakłada sukienkę z dekoltem i krótkimi rękawami i chociaż początkowo czuje się nieswojo, to z czasem zaczyna jej się podobać, budzi się w niej zmysłowość, na Barney'a patrzy z wyraźnym pożądaniem, nawet wprost mówi o tym, że nie miałaby nic przeciwko byciu pocałowaną, a już po ślubie mamy scenę wyniesienia małżonki z łodzi i pocałunku, scenę niby umowną, ale jakby dosłowną ;) potem Joanna mówi o tym, jak mąż bierze ją w ramiona, jak lubi czuć jego policzek przy swoim itd.

    Być może nie jest to jednak taka całkiem idealna historia miłosna. Valancy, jeszcze jako „stara panna”, przyznaje przed sobą, że marzy o mężu i dzieciach, w rozmowie z Cissy też wyraźnie daje znać, że dzieci lubi. Przez rok życia z Edwardem w ciążę nie zachodzi (ta część tego wątku należy do moich ulubionych, dziękuję Wam serdecznie za intymne kapturki doktora Redferna!), a przy samym końcu powieści jest mowa o kolejnych planach podróżnych, ani słowa o dzieciach (chociażby w planach). Na upartego można tę bezdzietność uznać za rysę na kryształowym lustrze w jednej z komnat błękitnego zamku ;)

    To chyba mój pierwszy post na forum, do tej pory byłam jedynie podczytywaczem, może teraz to się zmieni, mam bowiem zamiar przeczytać więcej Montgomery w oryginale :)

  • supervixen 27.02.13, 14:22
    Witaj na forum ;)

    Może LMM uznała, że Valancy może jeszcze kilka lat poczekać? Ona sama wyszła za mąż w wieku 37 lat i zdążyła urodzić troje dzieci (fakt, jedno zmarło, ale to zdarzało się i młodszym kobietom...)

    --
    W gruncie rzeczy większość Zorrów to Kwapiszony.
  • caroline.1 28.02.13, 09:23
    Ja jestem w stanie uwierzyć, że Joanna i Edward byli szczęśliwym, bezdzietnym małżeństwem :) Ale faktycznie, na potomstwo mieli jeszcze sporo czasu.

    Intryguje mnie, jak mógł wyglądać kostium kąpielowym Joanny, w którym czasem spędzała całe dnie, to krzątając się po domu, to znów wybiegając, by popływać w jeziorze, kiedy tylko naszła ją ochota. Bikini dziewczyny Bonda to jeszcze chyba nie było, ale już też nie pasiaste pantalony do kostek?
  • supervixen 28.02.13, 13:38
    > Ja jestem w stanie uwierzyć, że Joanna i Edward byli szczęśliwym, bezdzietnym m
    > ałżeństwem :) Ale faktycznie, na potomstwo mieli jeszcze sporo czasu.

    Niby tak, ale byłaby jakaś sprawiedliwość dziejowa w tym, że ich dzieci miałyby szczęśliwsze dzieciństwo niż oni (choć oni byli nieszczęśliwi z odmiennych powodów) ;)
    Przypomniało mi się, że czytałam kiedyś fanfik właśnie o tej tematyce (tzn brak dzieci u Valancy i Barneya), ale nie pamiętam szczegółów... Chyba było o poronieniu...

    Kilka przykładów strojów kąpielowych z lat dwudziestych (niestety żaden nie jest zielony :D )
    fuzzylizzie.com/myPictures/swimsuits/1920suit.jpg
    fuzzylizzie.com/myPictures/swimsuits/early20sred.jpg
    fuzzylizzie.com/myPictures/swimsuits/1920sbluesuit.jpg
    A tu sama Maud w kostiumie i to ze 20 lat przed Błękitnym Zamkiem:
    images.ourontario.ca/uoguelph/26043/data
    --
    - Największym szczęściem jest - rzekła Joanna - kichnąć, kiedy się ma na to ochotę.
  • caroline.1 02.03.13, 03:22
    Te kostiumy na tyle kuse, że klan Stirlingów można śmiało gorszyć! A ostatni, niebieski, bardzo współcześnie się prezentuje :)

    Piękne zdjęcie Maud. Jakby z "Ballad i romansów" Mickiewicza, tak rusałkowato mi się kojarzy.
  • sowca 02.03.13, 22:02
    Śliczne są, widzę Joannę w takim kostiumie :)

    Uwielbiam "Błękitny Zamek". I rzeczywiście ta okładka sugeruje nam to, czego byłyśmy tu na forum od zawsze pewne ;)
    --
    ...Czy zachowało tamten blask Prowansji niebo pełne łask czy może dawno puste jest?...
  • simply_z 03.03.13, 21:30
    e tam;) ,ja zawsze uważałam ,że skonsumowali swój związek i stosowali jakieś metody zapobiegawcze ( oczywiście na miarę swoich czasów).Ewentualna ciąża Joanny popsułaby tylko fabułę..no bo jak to mężatka z dzieckiem odchodzi od męża albo tkwi przy nim mimo ,że on jej nie darzy uczuciem?
  • slotna 03.03.13, 02:40
    > chyba znowu oczywiście: nie było przytoczonej historii romansu Cesi/Cissy, nie
    > było nic o radości, jaką było dla niej dziecko – biedaczka po prostu umar
    > ła, nic nie wyjaśniwszy Joannie;

    To akurat jest opisane na pewno :) Tez mialam to wydanie i czytalam te wersje mnostwo razy. Cesia opowiada Joannie kim byl jej kochanek i jak kochala dzieciatko.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • caroline.1 06.03.13, 11:49
    Bardzo wybiórczo moja pamięć działa :) Miałam wrażenie, że czytam tę historię po raz pierwszy!
  • supervixen 12.03.13, 19:47
    Okładka: www.masakokubo.co.uk/files/gimgs/8_bluecastlecover72450.jpg
    Valancy w pokoju: www.masakokubo.co.uk/files/gimgs/8_bluecastle172450.jpg
    Valancy i Barney uciekają z Chidley Corners: www.masakokubo.co.uk/files/gimgs/8_bluecastle272450.jpg
    Valancy i Barney w lesie: www.masakokubo.co.uk/files/gimgs/8_bluecastle272450.jpg

    --
    - Największym szczęściem jest - rzekła Joanna - kichnąć, kiedy się ma na to ochotę.
  • supervixen 12.03.13, 19:52
    Ostatni link powinien być taki: www.masakokubo.co.uk/files/gimgs/8_bluecastle372450.jpg
    --
    W gruncie rzeczy większość Zorrów to Kwapiszony.
  • yo-a-ko 12.03.13, 22:12
    Czy Masako Kubo to kobieta, czy mężczyzna? :-)

    Ilustracje - jak dla mnie - mają klimat, aż miło.
    Tyle, że Edward jakiś taki tęgi... i szelki ma! :-)
    Może i nosili mężczyźni takie szelki wtedy, ale mnie się one przede wszystkim kojarzą z emerytami na działce ;-)
  • supervixen 13.03.13, 08:44
    Kobieta :)

    Niestety obawiam się, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że Edward nosił szelki. Tzn niestety dla ciebie, bo mi to właściwie nie przeszkadza ;)

    --
    For, indeed, Thomas never can resist saying exactly what enters his mind. Sometimes it is diverting, of course. In fact, it is always diverting for Thomas. But often very awkward for the rest of us.
  • jadwiga1350 15.03.13, 09:23
    supervixen napisała:


    >
    > Niestety obawiam się, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że Edward nosił szel
    > ki.

    Nosić, to pewnie nosił, ale Joanna powinna obaczyć te plecy z szelkami dopiero w noc poślubną. Na zabawę bez marynarki? To tak jakby dziś poszedł w samej bieliźnie.
    I czemu to Joanna ma taką krynolinę na sobie?
  • jo-an-na-29 18.03.13, 20:49
    Jaka to była miła książka :) I taka bardziej dla dorosłych ze wszystkich jej książek :) Aż muszę do niej wrócić.
  • slotna 23.03.13, 14:40
    "Dzban ciotky Becky" jest moim zdaniem najbardziej dla doroslych ;) W sumie mam ochote odswiezyc sobie obie.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • forum.master 14.04.13, 21:41
    Dzban ciotki Becky? A o czym to? Zupełnie nie kojarzę?
  • grymasisko 20.05.13, 21:48
    no proszę, a dla mnie LM Montgomery to tylko ruda Ania z lektur szkolnych była :)
  • slotna 23.03.13, 14:38
    Zastanawia mnie jedna rzecz - dlaczego Edwardowi nie przyszlo wczesniej do glowy, ze moglby uzyc swoich pieniedzy na oplacenie Joannie leczenia na najwyzszym poziomie? Chcial ja uratowac dopiero, kiedy zrozumial, ze ja kocha. A przeciez od poczatku ja bardzo lubil, szybko sie do niej przywiazal i widzial, ze teraz jest szczesliwa, moglaby chciec pozyc jeszcze troche :P

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • jhbsk 25.03.13, 08:54
    List od doktora był jednoznaczny. Poza tym zrozumiał to w zasadzie dopiero podczas incydentu na torach.
    --
    JS
  • slotna 25.03.13, 23:19
    > List od doktora był jednoznaczny.

    A jednak Edward postanowil zabrac ja do najlepszych lekarzy - tylko, ze dopiero po tym, jak stwierdzil, ze ja kocha.

    > Poza tym zrozumiał to w zasadzie dopiero podczas incydentu na torach.

    Co zrozumial? Ze ja kocha? No to wlasnie o tym mowie, ze o leczeniu niekochanej nie myslal :P

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • jhbsk 26.03.13, 08:47
    No właśnie. Po tym jak stwierdził, że ją kocha. Po spotkaniu z pociągiem. Wcześniej nie.
    --
    JS
  • slotna 26.03.13, 20:10
    > No właśnie. Po tym jak stwierdził, że ją kocha. Po spotkaniu z pociągiem. Wcześ
    > niej nie.

    Nie rozumiem po co piszesz to samo drugi raz. Przeciez ja pytalam DLACZEGO pomyslal o tym dopiero, kiedy stwierdzil, ze ja kocha, a nie czy ;)

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • supervixen 26.03.13, 08:51
    Myślę, że nastąpiła pewna kumulacja ;)

    Jeśli chodzi o list doktora, to właśnie incydent na torach pozwolił w ogóle w zwątpić w jego diagnozę (co jest napisane wprost w książce). Zwątpiła Joanna, która dopiero wtedy wybrała się na drugą wizytę, i zwątpił Edward. Skoro taki stres jej nie zaszkodził, to istniała szansa, że dr Trent się mylił. On faktycznie musiał mieć niezłą reputację, bo kiedy Joanna oświadczała się Edwardowi i wyjaśniała mu swoją sytuację, to nie tyle powiedziała Edwardowi, że dr Trent jest specjalistą od chorób serca, co założyła, że nawet on, taki odludek, o tym wie.

    Natomiast leczenie niekochanej - to tylko moja interpretacja, ale Edward wydaje mi się takim typem człowieka, który też wybrałby rok pełnego szczęścia, a nie rok leczenia, chodzenia po lekarzach itd (pod warunkiem, że - jak wyżej - zakładamy wysokie kompetencje dr. Trenta, a nie że światowy Edward machnąłby ręką na diagnozę prowincjonalnego lekarza). Więc zrozumiałby życzenie Joanny jako znajomej, a potem nawet przyjaciółki. Ale kiedy już wiedział, że ją kocha, to już trochę co innego, bo nie chciał jej wyleczyć tylko dla niej, ale i egoistycznie, dla samego siebie. Co zresztą sam mówi - że gdyby Joanna umarła, to i on nie mógłby żyć ;)

    --
    W gruncie rzeczy większość Zorrów to Kwapiszony.
  • slotna 26.03.13, 20:09
    > Natomiast leczenie niekochanej - to tylko moja interpretacja, ale Edward wydaje
    > mi się takim typem człowieka, który też wybrałby rok pełnego szczęścia, a nie
    > rok leczenia, chodzenia po lekarzach itd (pod warunkiem, że - jak wyżej - zakła
    > damy wysokie kompetencje dr. Trenta, a nie że światowy Edward machnąłby ręką na
    > diagnozę prowincjonalnego lekarza). Więc zrozumiałby życzenie Joanny jako znaj
    > omej, a potem nawet przyjaciółki. Ale kiedy już wiedział, że ją kocha, to już t
    > rochę co innego, bo nie chciał jej wyleczyć tylko dla niej, ale i egoistycznie,
    > dla samego siebie. Co zresztą sam mówi - że gdyby Joanna umarła, to i on nie m
    > ógłby żyć ;)

    Dzieki, tez sie sklaniam ku takiej interpretacji :)

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • mela54 26.03.13, 21:00
    Gdy Joanna oświadczała się Edwardowi wyraźnie prosiła, aby nigdy nie wspominał o chorobie i traktował ją jak zupełnie zdrową osobę.
  • slotna 26.03.13, 23:36
    > Gdy Joanna oświadczała się Edwardowi wyraźnie prosiła, aby nigdy nie wspominał
    > o chorobie i traktował ją jak zupełnie zdrową osobę.

    Myslala, ze jest biedny, wiec to zrozumiale - co mialby zrobic.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • mela54 28.03.13, 20:31
    Ale ona była pewna, że nie ma dla niej ratunku i przez pozostały jej czas chciała się po prostu dobrze bawić bez latania po lekarzach.
  • anchema 30.03.13, 17:45
    odświeżyłam sobie wątek i dotarło do mnie, że wiem jak wygląda idealny Barney :) - Dominic West
    i.telegraph.co.uk/multimedia/archive/01911/dom1_1911088b.jpg
    na tym zdjęciu ma nawet jedna brew trójkątna i ewidentnie łobuzerska minę
  • caroline.1 03.04.13, 10:58
    Tylko chyba karnacja i kolor włosów niezgodne z opisem książkowym :)
  • jadwiga1350 24.04.16, 12:20
    slotna napisała:

    > Zastanawia mnie jedna rzecz - dlaczego Edwardowi nie przyszlo wczesniej do glow
    > y, ze moglby uzyc swoich pieniedzy na oplacenie Joannie leczenia na najwyzszym
    > poziomie? Chcial ja uratowac dopiero, kiedy zrozumial, ze ja kocha. A przeciez
    > od poczatku ja bardzo lubil, szybko sie do niej przywiazal i widzial, ze teraz
    > jest szczesliwa, moglaby chciec pozyc jeszcze troche :

    Może nie czuł potrzeby bawienia się w filantropa. Lubił i szanował Cesię Gay, a też nie pomyślał o jej leczeniu, czy choćby o opłaceniu jej pielęgniarki.
  • sowca 11.08.16, 01:04
    Gdyby pomógł finansowo Cesi, cała wieś by się dowiedziała, że miał pieniądze. A on to chciał ukryć. W końcu naruszył potężne konto ojca dopiero po wielu, wielu latach.
    --
    studiaparlaama.pl/ - piszę o włoskim, Włochach i Włoszech.
    www.facebook.com/studia.parla.ama?ref=hl - śledz mój blog na facebooku
    www.instagram.com/studiaparlaama/ - śledź mój blog na instagramie
    twitter.com/?lang=pl - śledź mój blog na twitterze
  • klymenystra 11.08.16, 09:19
    Poza tym Cesia była śmiertelnie chora, leczenie by nie pomogło. A opiekę jakąś tam miała, o ile pamiętam. I była w miarę samodzielna.
  • pi.asia 14.08.16, 13:35
    Pomagał Cesi w inny sposób - był przyjacielem. Jeździł po zakupy, i zawsze przywoził Cesi pomarańcze. Być może w delikatny sposób zaproponował inną pomoc, np. leczenie, ale Cesia chciała umrzeć, wręcz czekała na śmierć.

    Przeczytałam cały wątek, i dowiedziałam się, że w oryginale Edward nazywał Joannę "Moonlight". No i nareszcie zrozumiałam to zdanie:

    "Sprawiła sobie stalowoniebieską sukienkę z szyfonu, przetykaną srebrem. Od tej sukni Edward począł ją nazywać Rusałką"

    Nie mogłam pojąć, co ma niebieski szyfon do Rusałki! Ale do określenia "Moonlight" faktycznie ma bardzo dużo.

    A za genialne zdanie "I padły, proszę ciebie, trupem na miejscu, nie zdążywszy nawet pisnąć" będę wielbić tłumaczkę po wsze czasy!
  • sowca 14.08.16, 22:32
    W ogóle stare tłumaczenie ma sporo wdzięku :D

    No i raczej bylo jasne, że Cesi nic nie jest w stanie pomóc. Miała płuca zniszczone przez gruźlicę...
    --
    studiaparlaama.pl/ - piszę o włoskim, Włochach i Włoszech.
    www.facebook.com/studia.parla.ama?ref=hl - śledz mój blog na facebooku
    www.instagram.com/studiaparlaama/ - śledź mój blog na instagramie
    twitter.com/Studiaparlaama - śledź mój blog na twitterze
  • jadwiga1350 15.08.16, 15:08
    > "Sprawiła sobie stalowoniebieską sukienkę z szyfonu, przetykaną srebrem. Od tej
    > sukni Edward począł ją nazywać Rusałką"
    >
    > Nie mogłam pojąć, co ma niebieski szyfon do Rusałki!

    Bo kojarzył się z rybią łuską? Właściwie powinien nazywać ją Syreną, ale Rusałka brzmi delikatniej, wdzięczniej.
  • yo-a-ko 10.09.16, 19:58
    "A za genialne zdanie "I padły, proszę ciebie, trupem na miejscu, nie zdążywszy nawet pisnąć" będę wielbić tłumaczkę po wsze czasy!" - oj, tak, cudne jest! :-)

    Jak i "dzikie wybryki Buby" zamiast "szalonych przygód Doss" (o określenie, użyte w liście Olivii do Cecila, chodzi oczywiście).
  • jadwiga1350 15.08.16, 15:02
    klymenystra napisała:

    > Poza tym Cesia była śmiertelnie chora, leczenie by nie pomogło. A opiekę jakąś
    > tam miała, o ile pamiętam. I była w miarę samodzieln

    Ale i Joanna(oficjalnie) jest śmiertelnie chora, leczenie nie ma najmniejszego sensu.
    Cesia (przed przybyciem Joanny) nie miała żadnej opieki.
  • sowca 15.08.16, 21:29
    Cesia nie była ukochaną Edwarda. Ot i wszystko.
    --
    studiaparlaama.pl/ - piszę o włoskim, Włochach i Włoszech.
    www.facebook.com/studia.parla.ama?ref=hl - śledz mój blog na facebooku
    www.instagram.com/studiaparlaama/ - śledź mój blog na instagramie
    twitter.com/Studiaparlaama - śledź mój blog na twitterze
  • klymenystra 16.08.16, 10:17
    Toteż i nikt Joannie leczenia nie proponował.

    Majaczy mi się, że u Abla mieszkała jakaś kobieta, ale ją wyrzucił.
  • slotna 18.10.16, 09:47
    > Majaczy mi się, że u Abla mieszkała jakaś kobieta, ale ją wyrzucił.

    Zeby to jedna ;) Cesia bala sie tych okropnych starych kobiet, w liczbie mnogiej. Abel opowiada, ze wyrzucil ostatnia, jak zobaczyl, ze pies wetknal lape do sloika z konfiturami, a gospodyni zeskrobala konfitury z lapy i zapakowala z powrotem do sloika :D

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • slotna 03.10.16, 19:31
    Wielokrotnie czytałam "Błękitny zamek" w tłumaczeniu z Joanną, raz w innym tłumaczeniu z Valancy, w którym znalazły się wycięte fragmenty. Teraz zaczęłam czytać jeszcze inne tłumaczenie. Zamiast ciotki Tekli mamy kuzynkę Stickles, Valancy w wyobraźni ma... kochanków :) Dowiedziałam się, że impreza, od której książka się zaczyna to piknik, co wyjaśnia dlaczego miała się nie odbyć z powodu deszczu - zawsze mnie to zastanawiało. Ciekawe, co będzie dalej.

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • simply_z 16.10.16, 23:11
    A gdzie znalazłaś to inne tłumaczenie? Chętnie bym się dowiedziała czego zabrakło w polskim przekładzie.
  • slotna 18.10.16, 09:42
    To tłumaczenie Joanny Kazimierczyk. Literacko niestety zgrzyta, przydałaby mu się dobra redakcja (np. żarty wuja Beniamina są w większości nie tylko suche, ale po prostu zupełnie niezrozumiałe). A czego zabrakło w tym najstarszym przekładzie? Wielu historii z dzieciństwa Joanny-Valancy, np. historii z naszyjnikiem z guzików albo o chłopcu, który próbował ją pocałować, gdy miała 15 lat. Zabrakło wyjaśnienia, dlaczego Oliwia, będąc piękna, bogata i zaledwie rok młodsza od Joanny również jeszcze nie wyszła za mąż (zawsze mnie to męczyło, dowiedziałam się z tego forum). Po prostu masa ominiętych drobiazgów.
    Główna bohaterka jest w tym tłumaczeniu wręcz inną postacią - w tym najstarszym Joanna była smutna, ale marzycielska, delikatna w obejsciu, a po przemianie po prostu stanowcza, nauczyła się zadbać o swoje. W tej wersji jest skwaszona i złośliwa. Fakt, ze ma jeszcze gorsze zycie - dobitniej przedstawiona jest nedza, w jakiej zyja z matka i ciotka/kuzynka - jakos to sie klei i pewnie jest znacznie blizsze oryginalu, ale bylam zdziwiona :) Np. w starej wersji Joanna na (dosc retoryczne) pytanie ciotki Tekli, kto jej bedzie smarowal plecy odpowiada "figa z makiem", w nowej krzyczy na kuzynkę Stickles "Idź do diabła!". Przynajmniej rozumiem, dlaczego ciotka nie chciała tego publicznie powtórzyć - nie kumałam dlaczego niewinna figa z makiem miałaby być przekleństwem nie do przełknięcia ;D

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy niż same rzeczy.
  • aniadm 19.04.17, 15:12
    W oryginale mówi "Oh darn", co jest "prawie przeklinaniem" (to takie słowo zastępcze, ma się mniej więcej tak, jak "kurczak" do innych słów na k...). Było to jednak nie do przyjęcia w ustach dobrze wychowanej młodej damy. Kuzynka podkreśla, że to było "imitation swearing", czyli udawane przeklinanie, ale wuj mówi ponuro, że od tego już tylko krok do prawdziwego przeklinania.
    To, czego nie powiedziała, to "Oh damn", co było uważane za niezwykle poważne przekleństwo. Pojęcia nie mam, jak to oddać po polsku, bo "potępieniami" u nas teorytycznie można rzucać na prawo i lewo, nikt się nie obrazi - tylko po co? Powyższa żonglerka słowami na k jest jednak nie z tej epoki. W sumie to chyba odesłanie do diabła jest najlepszym rozwiązaniem.
  • pi.asia 19.04.17, 18:33
    > Ale widzicie co to były za czasy - teraz Joanna po prostu poszłaby do łóżka z jakimś facetem, >żeby zobaczyć co to seks, a u Maud, nie dosyć, że wyszła za mąż, to jeszcze z miłości!
    >Nawet stojąc nad grobem nie myślała o seksie bez ślubu...

    Joannie zależało nie tyle na seksie z Edwardem, co na byciu przy jego boku, i wyprowadzeniu się z domu, w którym było jej bardzo źle.
    Poza tym Edward Joannę bardzo szanował. Gdyby zwróciła się do niego z sugestią "bzyknij mnie", wiele straciłaby w jego oczach.

    Tak się zastanawiam - czy BZ to istotnie taka odważna książka? W porównaniu z "Macierzą" Rodziewiczówny jest bogobojnie cnotliwa.
    (Dla niezorientowanych: w "Macierzy" bohaterka, dziewczyna z całkiem dobrego domu, zostaje kochanką chłopaka, który nią poniewiera. Potem jest zabawką wojska, zostaje chora porzucona w lesie. Znajduje ją leśniczy, leczy - no i też są kochankami. On trafia do więzienia, ona rodzi jego dziecko - nieślubne - i próbuje jakoś ułożyć sobie życie, cały czas czekając na niego.)
  • marutax 20.04.17, 18:54
    pi.asia napisała:

    > Tak się zastanawiam - czy BZ to istotnie taka odważna książka? W porównaniu z "
    > Macierzą" Rodziewiczówny jest bogobojnie cnotliwa.

    To chyba kwestia naszej perspektywy, tzn. to my oceniamy, że seks pozamałżeński był bardziej skandaliczny niż raczej łagodna z dzisiejszego punktu widzenia historia Joanny ;-) Tymczasem opowieści o "upadłych" lub "sprowadzonych na złą drogę" kobietach były dość częste, także u Montgomery. Tyle że zazwyczaj chodziło o niewinną dziewicę, która wpada w szpony grzesznej miłości/diabła i płaci za to wysoką cenę. Często też łączono go z motywem kary, który dla nas wydaje się absurdalny - choroba, nędza, śmierć... Taka Cesia Gay, która jest postacią dość stereotypową.
    W "BZ" najodważniejsze jest pokazanie bohaterki, która przejmuje inicjatywę, decyduje się na związek z "typem spod ciemnej gwiazdy" i sama proponuje mu małżeństwo. To całkowite zerwanie z klasycznym schematem bezwolnej panienki, która w relacjach z mężczyznami pozostaje zawsze pasywna i jedynie reaguje na działania faceta (najczęściej mu się podporządkowując). Tymczasem Joanna sama wybiera swoją drogę, wywołuje skandal, a mimo to zostaje za to nagrodzona.

    A Rodziewiczówna potrafiła nieraz pokazać pazur, opinia, jaką się obecnie "cieszy", jest moim zdaniem mocno dla niej krzywdząca.
  • odczepcie_sie 27.10.16, 12:54
    "Błękitny zamek" to jedna z tych opowieści, w której każdy, najbardziej naciągany zwrot akcji obowiązkowo musi się znaleźć. Ja się to czytało, to człowiek tylko czekał, aż Edward okaże się Fosterem, naprawdę.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka