Dodaj do ulubionych

Ania-egoistka i Gilbert-pantoflarz;)

30.07.07, 20:04
Tytuł nieco przewrotny, sam post mniej;)

Może to już było na forum poruszane, ale LMM trochę przesadziła (i chyba -
przesłodziła) przy nadawaniu imion dzieciom Ani. Mamy więc:

Joyce
James Matthew
Walter Cuthbert (przy czym drugie imię Waltera chyba nadaje się do wątku
tłumaczeniowego, bo rozdział z nim jest wycięty z Rilli)
Anna
Diana
Shirley
Bertha Marilla

No i w ten sposób jedynie mała Joy miała imię neutralne - niezwiązane z Anią.
Resztę dzieci Ania nazwała imionami i nazwiskami rodziców i opiekunów,
przyjacółki, swoim i dobrego przyjaciela. Jedynie ten przyjaciel ewentualnie
się obroni - choć jednak kapitan Jim bliższy był pewnie Ani niż Gilbertowi.

Dlaczego, skoro już nazywano dzieci po znajomych i krewnych, biedny Gilbert
nie doczekał się swojej kolejki?:) Rilla mogła otrzymać imię po jego matce,
która zmarła rok wcześniej (choć nie wiemy, jak miała na imię, o ile dobrze
pamiętam). Ojciec to John bodajże, Shirley mógł się tak nazywać...

No cóż, być może chociaż któreś z dzieci miało drugię imię po rodzinie
Blythe'ów, która została w książkach tak zaniedbana;) (nie licząc ciotki Mary
Marii, hehe).

--
Dunder Mifflin, this is Pam.
Obserwuj wątek
    • mela54 Re: Ania-egoistka i Gilbert-pantoflarz;) 30.07.07, 22:08
      Masz całkowitą rację i zauważcie jeszcze, że dzieci Ani nigdy nie wspominają
      babci i dziadka Blytheów, jak jeżdżą do Avonlea to tylko do ciotki Maryli, na
      pierwsze Boże Narodzenie do Ani i Gilberta zjechało towarzystwo z Zielonego
      Wzgórza z p.Małgorzatą Linde (obcą bądź co bądź), a o rodzinie Gilberta ani
      słowa. Ale cóż, to Maud napisała te książki i miała prawo opisywać kogo
      chciała. Może gdyby w Jej czasach istniało takie forum, to kto wie czy
      czytelnicy nie wpłynęliby trochę na zmianę losów bohaterów. A może dostawała
      jakieś listy od czytelników? Wiecie coś o tym?
      • supervixen Re: Ania-egoistka i Gilbert-pantoflarz;) 30.07.07, 23:17
        Listy dostawała, ale listy to nie to samo co forum i 'burza mózgów';) Gdybym
        miała szansę napisać do LMM, to pewnie bym się skupiła na podziękowaniach za
        piękne i ciepłe książki, a nie narzekaniu na brak rodziny Gilberta;)

        Z drugiej strony, być może ktoś zwrócił jej na to uwagę - ostatecznie to w
        ostatniej książce, czyli Ani ze Złotego Brzegu pojawiają się wzmianki o
        Blythe'ach (tzn głównie, że już nie żyją;), ale też i to, że matka Gilberta
        była w Złotym Brzegu, gdy urodziły się bliźniaczki), no i jest Mary Maria. Więc
        kto wie, jak to było;) Może Maud chciała choć trochę zrekompensować brak
        Blythe'ów w poprzednich częściach.

        --
        Dunder Mifflin, this is Pam.
      • feverish Re: Ania-egoistka i Gilbert-pantoflarz;) 30.07.07, 23:32
        > A może dostawała
        > jakieś listy od czytelników? Wiecie coś o tym?

        ja słyszałam że dostawała i że na nie osobiście odpowiadała.

        a co do tych imion to święta racja i też mnie to kiedyś dziwiło. Ale wydaje mi
        się, że to była tylko bezmyślność Maud. No bo z całym moim uwielbieniem dla jej
        książek, to one są w gruncie rzeczy (wybaczcie tę uwagę) dosyć nieporządnie
        napisane...
        • mela54 Re: Ania-egoistka i Gilbert-pantoflarz;) 31.07.07, 00:13
          Myślę, że "nieporządnie" to trochę za mocne słowo...ja nazwałabym to może
          brakiem konsekwencji, teraz już nie podam konkretnego przykLadu, ale wiem, ze
          czasami autorka sama sobie przeczyła,tak jakby zapomniała ozymś,o czym
          wcześniej napisała...
          • wiosal Re: Ania-egoistka i Gilbert-pantoflarz;) 31.07.07, 13:11
            Ja też czytając dalsze tomy Ani odniosłam wrażenie, że nasza bohaterka
            lekceważy rodzinę swojego męża, nie ma mowy o tym, żeby się widywali, imiona
            dzieci, itd. Ale to chyba wina Gilberta, że się na to godził. Jest tam niby
            mowa o traktowaniu z szacunkiem jego ciotki, ale... W pierwszym rozdziale "Ani
            ze Złotego Brzegu" jest mowa o pobycie Ani w Avonlea po pogrzebie ojca
            Gilberta - Ania nie jest smutna z powodu jego śmierci, ale cieszy jak dziecko
            wizytą w rodzinnej okolicy, chociaż to nie jest dla niej coś nowego, często
            wspominają o jej wizytach w Avonlea.
            • ab7777 Re: Ania-egoistka i Gilbert-pantoflarz;) 31.07.07, 15:45
              wydaje mi się ,ze Ania nie przepadala za rodziną Gilberta ,gdzies jest taki
              fragment ( nie wiem czy nie w Wymarzonym Domku )opowiesci ) ,ze doktor mial
              dość rubaszne poczucie humoru czy tez nie przepadal za Anią ,a matka G.byla
              oschłą kobietą.
              Co do imion..faktycznie Gilbert mogl byc dosc pokrzywdzony w tym wzgledzie ale
              zawsze dziwilo mnie jak mozna nazwac dziecko swoim panienskim
              nazwiskiem ,troche śmieszne.
              • mela54 Re: Ania-egoistka i Gilbert-pantoflarz;) 31.07.07, 18:38
                Ale chyba w angielskim nie ma takiej zasady jak np. u nas, że imię to imię, a
                nazwisko to nazwisko. W innych książkach angielskojęzycznych też spotykamy
                przecież imiona brzmiące jak nazwiska i odwrotnie...Więc skoro Ania chciała już
                nazwać dziecko nazwiskiem, to dlaczego nie swoim panieńskim? (he, he, he)
                Wiadomo, że u nas to nie do pomyślenia, bo wyobraźcie sobie np. że ktoś zwie
                się Nowak Malinowski! Owszem, są nazwiska brzmiące jak imiona, ale założę się,
                że ich właściciele są ofiarami wielu pomyłek...
                • feverish Re: Ania-egoistka i Gilbert-pantoflarz;) 31.07.07, 18:43
                  > Wiadomo, że u nas to nie do pomyślenia, bo wyobraźcie sobie np. że ktoś zwie
                  > się Nowak Malinowski!

                  moja znajoma wydała się za Amerykanina i dała córce na drugie imię swoje
                  panieńskie nazwisko. Brzmi to mniej więcej jak Anna Kowalska Smith, i na
                  początku byłam przekonana, że dziecię ma podwójne nazwisko, i jeszcze się
                  dziwiłam dlaczego nazwisko matki jest pierwsze ;)
              • supervixen Re: Ania-egoistka i Gilbert-pantoflarz;) 31.07.07, 19:08
                Nie było chyba tak źle z tym lubieniem rodziny Gilberta... Pani Blythe była dla
                Ani oschła tylko wtedy, gdy dowiedziała się o odrzuconych oświadczynach - i
                nawet jestem w stanie ją zrozumieć;) Tak normalnie chyba była miła, a poza tym
                lubiła koty;)

                --
                I've made a huge mistake...
          • feverish Re: Ania-egoistka i Gilbert-pantoflarz;) 31.07.07, 18:34
            > ja nazwałabym to może
            > brakiem konsekwencji, teraz już nie podam konkretnego przykLadu, ale wiem, ze
            > czasami autorka sama sobie przeczyła,tak jakby zapomniała ozymś,o czym
            > wcześniej napisała...

            dokładnie to samo mam na myśli, tylko dla mnie to jest właśnie nieporządne.
            Kwestia doboru słowa ;)
    • sta-fraszka Re: Ania-egoistka i Gilbert-pantoflarz;) 15.05.13, 14:34
      A moze chodzi o cos innego - Gilbert mial rodzine, rodzicow, jakies ciotki. Ania takiej rodziny nie miala, rodzicow stracila bardzo wczesnie. Moze wlasnie bardzo jej zalezalo na upamietnieniu tych, ktorzy byli z nia spokrewnieni, za ktorymi tesknila. A z drugiej strony miala Maryle i Mateusza, ktorzy poza nia zadnego dziecka nie mieli i nie mial kto ich upamietniac.

      I Gilbert wiedzac, jak bardzo jej na tym zalezy, po prostu sie zgodzil.

      Ja mam takiego przyszywanego dziadka, ktory poza mna i moim bratem innych (przyszywanych badz wlasnych) wnukow nie mial. I tez bardzo mi zalezy, by go upamietnic dajac jego imie jako drugie potencjalnemu synowi badz corce. I moj maz rozumie dlaczego i (mimo, ze sam ma dziadkow z ktorymi byl zwiazany) zgodzil sie.
      --
      A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu
      ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji. — Andrzej Sapkowski
      • supervixen Re: Ania-egoistka i Gilbert-pantoflarz;) 15.05.13, 21:35
        W pewnym stopniu na pewno masz rację, że Ania mogła chcieć jakoś upamiętnić bliskie sobie osoby, ale wydaje mi się, że LMM jednak poszła o krok za daleko - ani jednego imienia związane z Gilbertem, tylko jedno imię neutralne. Wiele osób zarzuca Rowling, że w epilogu HP przekroczyła pewną granicę śmieszności, nadając dzieciom Harry'ego takie, a nie inne imiona - można tutaj nie jest aż tak źle, ale uważam, że w Ani też jest pewna przesada, przesłodzenie tych imion.

        Poza tym, cały kontekst - cóż, LMM po prostu nie zawracała sobie głowy rodziną Gilberta, nawet w Wymarzonym Domu na pierwsze Boże Narodzenie przyjeżdża ekipa z Zielonego Wzgórza, a o obecności Blythe'ów (a raczej ich absencji), nie ma nawet wzmianki (jeśli dobrze pamiętam;))

        --
        For, indeed, Thomas never can resist saying exactly what enters his mind. Sometimes it is diverting, of course. In fact, it is always diverting for Thomas. But often very awkward for the rest of us.
        • rosynanta Re: Ania-egoistka i Gilbert-pantoflarz;) 09.11.13, 18:54
          supervixen napisała:
          > Poza tym, cały kontekst - cóż, LMM po prostu nie zawracała sobie głowy rodziną
          > Gilberta, nawet w Wymarzonym Domu na pierwsze Boże Narodzenie przyjeżdża ekipa
          > z Zielonego Wzgórza, a o obecności Blythe'ów (a raczej ich absencji), nie ma na
          > wet wzmianki (jeśli dobrze pamiętam;))

          Może wytłumaczenie jest banalne w swej prostocie: rodzice Gilberta mieli siebie, pewnie też jakąś rodzinę i nie spędzali świąt samotnie, a Maryla straciwszy brata i wypuściwszy bliźnięta z domu została sama jak palec. Gdyby nie wybierała się na święta do Złotego Brzegu, musiałaby spędzić je z Małgorzatą, byłoby im smutno tylko we dwie.

          Pamiętajmy też, że rodzice Gilberta dość wcześnie zmarli - matka tuż przed, a ojciec tuż po narodzinach Rilli.

          W kwestii imion - może Ania uznała, że wystarczy, że po Blythe'ach dzieci mają nazwisko? ^^

          PS. Wydaje mi się, że powinnam była się przywitać, bo takie panują tu zwyczaje, a tymczasem bez krępacji i radośnie dopisuję się do wątków. Przepraszam się, kajam i dzień dobry :-)
          --
          Codzienne podnietki nieuleczalnej estetki.
          ich4pory.pl
          Z anonimami nie dyskutuję!
                • rosynanta Re: Ania-egoistka i Gilbert-pantoflarz;) 14.11.13, 14:18
                  drzewko_szczescia napisała:

                  > Ach prawda!
                  > To rzeczywiście pantoflarz ;)

                  Nie wydaje mi się.
                  Przykładowo, dzieci Diany: jedno jest Anią Kordelią, jedno Fredem Juniorem, a trzecie nazwała Jack. Chyba od czapy, bo jej ojcu było George.
                  Dzieci Leslie West: Kenneth (imię po jej zmarłym braciszku) i Persis - (imię po pra-prababce, żonie nauczyciela).

                  Przyjrzyjmy się innym książkom - pamiętacie wybieranie imienia dla Marigold? Chcieli ją nazwać Leandra po zmarłym ojcu. A siostra Pat Gardiner? Została Rachelą, bo tatuś chciał. Czy to czyni panią Gardiner uległą i bezwolną?

                  Wydaje mi się, że trochę na siłę wyciągnięto tytułowy wniosek.
                  Wg mnie naturalne jest upamiętnianie wyjątkowych osób poprzez nadawanie ich imion dzieciom. Rodzice Ani umarli, kiedy ona była malutka, a widocznie w rodzinie Gilberta nie było osób, które chcieliby upamiętnić.
                  --
                  Codzienne podnietki nieuleczalnej estetki.
                  ich4pory.pl
                  • supervixen Re: Ania-egoistka i Gilbert-pantoflarz;) 14.11.13, 20:31
                    Tytuł jest żartobliwy, jak wskazuje emotka ;)

                    Co do reszty, wszystko można jakoś wytłumaczyć, ale równie dobrze można stwierdzić, że na siłę to jest założenie, że Ania miała kogo upamiętniać, a Gilbert nie. Aż tak bardzo nie miał, że nawet na drugie żadnemu synowi John nie dał.

                    A może dał, tylko LMM o tym nie wspomniała - i o to chodzi, jak wspomniałam parę postów wyżej. LMM nigdy się nie pobawiła w danie Gilbertowi jakiegoś szerszego tła i w przypadku imion dzieci też go całkiem zignorowała.

                    --
                    - Największym szczęściem jest - rzekła Joanna - kichnąć, kiedy się ma na to ochotę.
                    • rosynanta Re: Ania-egoistka i Gilbert-pantoflarz;) 15.11.13, 10:39
                      supervixen napisała:

                      > Tytuł jest żartobliwy, jak wskazuje emotka ;)

                      No wiem, wiem :-)

                      > Co do reszty, wszystko można jakoś wytłumaczyć, ale równie dobrze można stwierd
                      > zić, że na siłę to jest założenie, że Ania miała kogo upamiętniać, a Gilbert ni
                      > e. Aż tak bardzo nie miał, że nawet na drugie żadnemu synowi John nie dał.

                      Całe życie miał rodziców. Kiedy umiera Jan Blythe, pani Małgorzata ubolewa, że w Avonlea już nie ma tej dobrej, fajnej rodziny, tylko sami Pye'owie i Sloane'owie ;-)

                      > A może dał, tylko LMM o tym nie wspomniała - i o to chodzi, jak wspomniałam par
                      > ę postów wyżej. LMM nigdy się nie pobawiła w danie Gilbertowi jakiegoś szerszeg
                      > o tła i w przypadku imion dzieci też go całkiem zignorowała.

                      Prawda, niestety. Gilbert nawet nie ma rodzeństwa, bo to by niepotrzebnie komplikowało sprawy ;-)
                      --
                      Codzienne podnietki nieuleczalnej estetki.
                      ich4pory.pl
                      • supervixen Re: Ania-egoistka i Gilbert-pantoflarz;) 18.11.13, 11:57
                        > Całe życie miał rodziców. Kiedy umiera Jan Blythe, pani Małgorzata ubolewa, że
                        > w Avonlea już nie ma tej dobrej, fajnej rodziny, tylko sami Pye'owie i Sloane'o
                        > wie ;-)

                        A Ania całe życie miała samą siebie, a jednak nazwała córkę swoim imieniem, jeszcze nim wykorzystała imię matki lub kochanej opiekunki.

                        Tak sobie myślę, że to dobrze, że w Czterech Wiatrach pojawiły się małe Gilberciki i Gilbertyna ;) Chociaż coś się biednemu Gilbertowi dostało.

                        --
                        - Największym szczęściem jest - rzekła Joanna - kichnąć, kiedy się ma na to ochotę.
                        • rosynanta Re: Ania-egoistka i Gilbert-pantoflarz;) 18.11.13, 12:31
                          supervixen napisała:

                          > > Całe życie miał rodziców. Kiedy umiera Jan Blythe, pani Małgorzata ubolew
                          > a, że
                          > > w Avonlea już nie ma tej dobrej, fajnej rodziny, tylko sami Pye'owie i Sl
                          > oane'o
                          > > wie ;-)
                          >
                          > A Ania całe życie miała samą siebie, a jednak nazwała córkę swoim imieniem, jes
                          > zcze nim wykorzystała imię matki lub kochanej opiekunki.

                          Czy to nie było czasem dość popularne, żeby nadawać dzieciom w rodzinach wielodzietnych imiona po rodzicach?

                          > Tak sobie myślę, że to dobrze, że w Czterech Wiatrach pojawiły się małe Gilberc
                          > iki i Gilbertyna ;) Chociaż coś się biednemu Gilbertowi dostało.

                          Zgadzam się, choć nie uważam imienia Gilbert za tak cudowne, żeby koniecznie je przekazywać kolejnym pokoleniom ;-)
                          --
                          Codzienne podnietki nieuleczalnej estetki.
                          ich4pory.pl
                          • supervixen Re: Ania-egoistka i Gilbert-pantoflarz;) 18.11.13, 12:40
                            > Czy to nie było czasem dość popularne, żeby nadawać dzieciom w rodzinach wielod
                            > zietnych imiona po rodzicach?

                            No ale...? Nadal mamy imię tylko po Ani. I dziadkach tylko Aniowych. I przyjaciółce Ani (no owszem, Gilbert w zasadzie nie został przez LMM obdarzony przyjacielem, więc skąd imię po nim).

                            Możliwe, że ja jestem jakaś przewrażliwiona i przez to tylko mi się wydaje, że na 7 dzieci i 14 potencjalnych imion LMM nie wspomniała o żadnym odgilbertowym, natomiast dała czadu z odaniowymi ;)

                            --
                            - Największym szczęściem jest - rzekła Joanna - kichnąć, kiedy się ma na to ochotę.
                            • rosynanta Re: Ania-egoistka i Gilbert-pantoflarz;) 18.11.13, 13:02
                              supervixen napisała:

                              > > Czy to nie było czasem dość popularne, żeby nadawać dzieciom w rodzinach
                              > wielod
                              > > zietnych imiona po rodzicach?
                              >
                              > No ale...? Nadal mamy imię tylko po Ani. I dziadkach tylko Aniowych. I przyjaci
                              > ółce Ani (no owszem, Gilbert w zasadzie nie został przez LMM obdarzony przyjaci
                              > elem, więc skąd imię po nim).

                              Karolek był przyjacielem Gilberta :-D
                              Ale Ania chyba by się nie zgodziła :-D
                              Gilbert wielbił ziemię, po której stąpała jego żona. Przypuszczam, że gdyby chciała nazwać dzieci Prakseda, Prometeusz i Persefona, to też by nic nie powiedział. Tylko że wtedy maluchy musiałyby się bliżej przyjaźnić z Bertiem Szekspirem Drewem :-D

                              > Możliwe, że ja jestem jakaś przewrażliwiona i przez to tylko mi się wydaje, że
                              > na 7 dzieci i 14 potencjalnych imion LMM nie wspomniała o żadnym odgilbertowym,
                              > natomiast dała czadu z odaniowymi ;)

                              Nie miała backgroundu ;-) Może Joyce była po matce Gilberta, you never know ;-)

                              Mnie raczej zastanawia, czemu na Bertę Marillę wołali Rilla. W przypadku Jany to było dość oczywiste, że na Wesołej używali jej drugiego imienia, ale jeśli Ani się Berta nie podobała, to po kiego nadawała?
                              --
                              Codzienne podnietki nieuleczalnej estetki.
                              ich4pory.pl
                          • rosynanta Re: Ania-egoistka i Gilbert-pantoflarz;) 18.11.13, 12:47
                            Mam na myśli np. to, że Emilka nosi nazwisko panieńskie babki ze strony ojca (Byrd) jako... drugie imię? Albo coś w rodzaju przydomku. Marigold też z początku chcą nazwać po ojcu (któremu imię nadał jego ojciec, a matka przepłakała po tym całą noc - właściwie się nie dziwię, Leander? no błagam). Wpadają też na pomysł, żeby była Klementyną po pierwszej żonie ojca albo żeby upamiętnić trzy kuzynki-misjonarki: Harriet, Ellen i Louise. Stara Babka Lesley ma trzy imienniczki w rodzinie. A Jana Stuart nosi drugie imię po babce ze strony matki.

                            Wydaje mi się, że za bardzo to analizujemy. LMM nadała po prostu takie imiona, jakie uznała za stosowne, a jako że rodziny Gilberta nie opisała zbyt dokładnie (nie wiemy nawet, jak miała na imię jego matka), a Ania była sierotą, to dużego wyboru nie miała. Licentia poetica, nie wyciągałabym wielkich wniosków na temat pantoflarstwa Gilberta. Ja noszę drugie imię po dziadku ze strony taty - mama ani drugi dziadek się nie obrażali :-)
                            --
                            Codzienne podnietki nieuleczalnej estetki.
                            ich4pory.pl
                            • supervixen Re: Ania-egoistka i Gilbert-pantoflarz;) 18.11.13, 12:59
                              Jeszcze raz - tytuł jest żartobliwy. Zapewniam cię o tym, bo sama go stworzyłam. Jeśli przeczytasz pierwszy post wątku oraz kolejne moje posty, zobaczysz że nie ma tam nic o pantoflarstwie Gilberta i egoizmie Ani, natomiast jest o tym, że LMM zaniedbała rodzinę Gilberta, że przesłodziła imiona dzieci jak JKR itede itepe. Więc jeśli martwi cię to posądzenie Gilberta o bycie pantoflarzem, to nie musi, naprawdę ;)

                              >jako że rodziny Gilberta nie opisała zbyt dokładnie
                              > (nie wiemy nawet, jak miała na imię jego matka), a Ania była sierotą, to dużeg
                              > o wyboru nie miała.

                              No błagam, jak to nie miała wyboru ;) LMM też nie znała imienia matki Gilberta? Kto miał je poznać jak nie ona? Imię ojca znała i też nic z nim nie zrobiła ;)

                              > Wydaje mi się, że za bardzo to analizujemy.

                              Ale jaka to wielka analiza? Czy wszystkie imiona nie są po Ani? Czy rodzice Gilberta nie są nieobecni? Możemy wymyślać wytłumaczenia dla wielu faktów, ale czy to coś zmieni w tym, że Gilbertowe tło jest słabo rozwinięte? Może był to świadomy wybór LMM, może jej się nie chciało, bo Gilbert ją nudził, ale chyba my możemy efekt skomentować.

                              --
                              W gruncie rzeczy większość Zorrów to Kwapiszony.
          • supervixen Re: Ania-egoistka i Gilbert-pantoflarz;) 14.11.13, 20:36
            Przecież na etapie Wymarzonego Domu bliźnięta nigdzie jeszcze nie wyfrunęły, Maryla z pewnością nie byłaby sama jak palec. Zresztą nigdy by nie była, przecież Tadzio został na Zielonym Wzgórzu i tam założył rodzinę.

            --
            W gruncie rzeczy większość Zorrów to Kwapiszony.
            • rosynanta Re: Ania-egoistka i Gilbert-pantoflarz;) 15.11.13, 10:51
              supervixen napisała:

              > Przecież na etapie Wymarzonego Domu bliźnięta nigdzie jeszcze nie wyfrunęły, Ma
              > ryla z pewnością nie byłaby sama jak palec.

              Sama nie mieszkała, myślę po prostu, że spędzali te święta razem bez żadnych specjalnych powodów.

              Pierwsze święta w Wymarzonym Domku to spęd rodzinny.
              "Początkowo Ania i Gilbert myśleli o tym, aby pojechać na Boże Narodzenie do Avonlea,
              ale po namyśle postanowili zostać w Czterech Wiatrach."

              Drugie Ania i Gilbert spędzają w Avonlea. Wszyscy na kupie :-)
              "Ania na tydzień przed Bożym Narodzeniem udała się do Avonlea i została tam jeszcze
              kilka dni po świętach. Gilbert pojechał po nią i wesoło obchodzono Nowy Rok na Zielonym
              Wzgórzu, kiedy to rodziny: Barry’ch, Blythe’ów i Wrightów zebrały się, żeby wspólnie spożyć
              wspaniały obiad."

              > Zresztą nigdy by nie była, przecież
              > Tadzio został na Zielonym Wzgórzu i tam założył rodzinę.

              I właśnie na etapie Złotego Brzegu już LMM się nie bawi w zapraszanie Maryli, bo na Zielonym Wzgórzu robi się większy tłum, i dobrze :-)
              --
              Codzienne podnietki nieuleczalnej estetki.
              ich4pory.pl
              • supervixen Re: Ania-egoistka i Gilbert-pantoflarz;) 18.11.13, 12:32
                > Sama nie mieszkała, myślę po prostu, że spędzali te święta razem bez żadnych specjalnych powodów.

                Ojej, sama napisałaś, że Maryla wypuściwszy z domu bliźnięta była sama jak palec i musiałaby spędzić święta z Małgorzatą, więc zwróciłam uwagę, że w podanej sytuacji wcale nie wypuściła i nie była.

                > Pierwsze święta w Wymarzonym Domku to spęd rodzinny.

                Ale rodzice Gilberta to jego RODZINA :D I Ani już wtedy w zasadzie też. A Gilbert był ich jedynym dzieckiem. Czy to jednak nie jest trochę śmieszne, że na pierwsze święta Anię nie odwiedzają teściowie, za to odwiedza ją pani Małgorzata, która ma bodajże 10 własnych dzieci? Oczywiście ja nie mówię, że oni MUSIELI tam być. Ale napisać, czemu ich tam nie ma, też by nie zaszkodziło. To trochę jak u Musierowicz, która radośnie ignoruje istnienie rodziny Grzegorza, a w konsekwencji połowy rodziny Ignacego Grzegorza. W obu przypadkach oczywiście autorki mają do tego prawo, nikt im nie zabroni pisać czy nie pisać. Tylko w sumie szkoda, że przez tyle tomów nie mieliśmy ani jednej rozmowy Ani z własną teściową.

                Aha, kilka lat temu napisałam w tym wątku:

                "Z drugiej strony, być może ktoś zwrócił jej na to uwagę - ostatecznie to w
                ostatniej książce, czyli Ani ze Złotego Brzegu pojawiają się wzmianki o
                Blythe'ach (tzn głównie, że już nie żyją;), ale też i to, że matka Gilberta
                była w Złotym Brzegu, gdy urodziły się bliźniaczki), no i jest Mary Maria."

                Nie zdziwiłabym się, gdyby ktoś (czytelnicy, redaktor) zwrócił Maud uwagę, że strona Gilberta została może nieco za bardzo zaniedbana i to była jakaś próba załatania tej dziury.

                --
                For, indeed, Thomas never can resist saying exactly what enters his mind. Sometimes it is diverting, of course. In fact, it is always diverting for Thomas. But often very awkward for the rest of us.
                • rosynanta Re: Ania-egoistka i Gilbert-pantoflarz;) 18.11.13, 12:58
                  supervixen napisała:

                  > Ojej, sama napisałaś, że Maryla wypuściwszy z domu bliźnięta była sama jak pale
                  > c i musiałaby spędzić święta z Małgorzatą, więc zwróciłam uwagę, że w podanej s
                  > ytuacji wcale nie wypuściła i nie była.

                  I już się poprawiłam - bo rzeczywiście, jakoś mi się ponakładało.
                  Z drugiej strony, pamiętam jakąś Emilkę na Zielonym Wzgórzu, z etapu Szumiących Topoli (?) - czy to nie była czasem żona Tadzia?

                  > > Pierwsze święta w Wymarzonym Domku to spęd rodzinny.
                  > Ale rodzice Gilberta to jego RODZINA :D I Ani już wtedy w zasadzie też.

                  Możliwe wytłumaczenie: domek za mały, zapraszamy albo jednych, albo drugich.
                  A czemu wybrali akurat jednych, a nie drugich - cóż, ich tajemnica ;-)
                  Przyznam, że ja też po ślubie będę mieć problem i będę musiała wybrać, bo choćbym się skichała, nie zmieszczę obu rodzin u mnie w mieszkaniu, a jak mamy do kogoś jechać, to przecież też się nie rozdwoimy :-)

                  > A Gilbert był ich jedynym dzieckiem.

                  Prawda, ale może mieli jakąś rodzinę poza Avonlea? Albo przywykli spędzać święta we dwoje? Gilbert dość sporo pracował przed ślubem.

                  > Czy to jednak nie jest trochę śmieszne, że na pie
                  > rwsze święta Anię nie odwiedzają teściowie, za to odwiedza ją pani Małgorzata,
                  > która ma bodajże 10 własnych dzieci?

                  Owszem, raczej nietypowe.
                  Dzieci pani Linde też są duchami w tej książce ;-)

                  > Oczywiście ja nie mówię, że oni MUSIELI ta
                  > m być. Ale napisać, czemu ich tam nie ma, też by nie zaszkodziło. To trochę jak
                  > u Musierowicz, która radośnie ignoruje istnienie rodziny Grzegorza, a w konsek
                  > wencji połowy rodziny Ignacego Grzegorza. W obu przypadkach oczywiście autorki
                  > mają do tego prawo, nikt im nie zabroni pisać czy nie pisać. Tylko w sumie szko
                  > da, że przez tyle tomów nie mieliśmy ani jednej rozmowy Ani z własną teściową.

                  Chyba przed ślubem Ania zamienia parę zdań z panią Blythe, z tego co pamiętam.
                  Ale tak, szkoda.
                  Bo Ani na pewno nie było łatwo w relacjach z nią - nie bardzo miała wzorzec.

                  > "Z drugiej strony, być może ktoś zwrócił jej na to uwagę - ostatecznie to w
                  > ostatniej książce, czyli Ani ze Złotego Brzegu pojawiają się wzmianki o
                  > Blythe'ach (tzn głównie, że już nie żyją;), ale też i to, że matka Gilberta
                  > była w Złotym Brzegu, gdy urodziły się bliźniaczki), no i jest Mary Maria."

                  Ano. Z tego przedostatniego powodu - nie rozumiem, czemu nie mogła ta matka nazwać bliźniaczek na przykład po sobie. i po swojej, nie wiem, matce, siostrze, przyjaciółce...

                  > Nie zdziwiłabym się, gdyby ktoś (czytelnicy, redaktor) zwrócił Maud uwagę, że s
                  > trona Gilberta została może nieco za bardzo zaniedbana i to była jakaś próba za
                  > łatania tej dziury.

                  Jest to możliwe :-)
                  A jeszcze co do imion - wydaje mi się, że co najmniej raz (przy Emilce, a może i przy próbach pisarskich Ani) wspomniane jest coś takiego, co chyba odpowiada biografii LMM: że pisarka nie może zmienić cech swojego bohatera, bo on tak właśnie ma na imię czy tak właśnie wygląda - i już. Widocznie LMM się spodobały zdrobnienia Nan i Di, których nie zastosowała wobec Ani i Diany (poznajemy je w końcu jako jedenastolatki - trochę za duże, żeby je tak czule spieszczać) albo imienny potencjał panieńskiego nazwiska Ani.
                  --
                  Codzienne podnietki nieuleczalnej estetki.
                  ich4pory.pl

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka