Dodaj do ulubionych

Ania i sprawy gospodarskie

31.08.07, 11:45
Jak już kiedyś wspomniałam odświeżam sobie, krok po kroku, cykl Ani. Kończę
właśnie Wymarzony dom i nasunęła mi się pewna refleksja odnośnie spraw
prowadzenia domu itp. Ania, wychowana u wzorowej gospodyni, jaką była Maryla,
nabyła podst. umiejętności w tym zakresie, choć jak wiemy, nie były one jej
szczególnie miłe, nie mniej, wiadomo, że są niezbędne.
Na Zielonym Wzgórzu nie było żadnej pomocy w prowadzeniu domu, prawda? Jest,
co prawda mowa, o jakiś sezonowych parobkach, ale w tym wypadku rzecz dotyczy
gospodarstwa w sensie upraw, hodowli itd. Czyli Maryla, mając "na głowie" dom
plus gospodarstwo, co prawda wespól z Mateuszem, a po jego śmierci oddane w
dzierżawę p. Barry, musiała sobie radzić, z dorażną pomocą Ani, która
zajmowała sie przecież nauczycielstwem, potem studiowała, a następnie
pracowala w Summerside. Jest, co prawda, potem p. Małgorzata, ale...
Tymczasem Ania w Wymarzonym domu nie ma, tak mi się zdaje, dodatkowych zajęć w
postaci np. hodowli kur, gęsi itp, jak ma to chociażby Ewa. Oczywiście nie
zajmuje się pracą zawodową, porzuciła pisanie, czyli tak naprawdę ma tylko
"ogarnięcie" domu. A tu zjawia się postać Zuzanny. Poczatkowo, wiadomo, po
trudach porodu i rekonwalescencji, bólu po stracie dziecka, jest to rzecz
zrozumiała, ale jej dalsze pozostanie? Z jednej strony jest kilka razy
podkreślone, że z Gilbertem są ubodzy- młody, zaczynający praktykę, lekarz,
niepracująca Ania, wynajmowanie domu i ... to zatrudnienie stałej służącej
trochę mi tu zgrzyta. Co innego, gdyby to była Iza, przywykła do luksusu i
wyższego standardu życia, ale w sumie po Ani można by oczekiwać mniejszych
wymagań. Choć wiem, że to wskutek nalegań Giberta, ale Ania specjalnie jakoś
nie oponuje przeciw posiadaniu pomocy domowej. Co o tym myślicie?
Edytor zaawansowany
  • jhbsk 31.08.07, 16:42
    Być może posiadanie pomocy domowej świadczyło o statusie. Lekarz to był ktoś.
    --
    JS
  • pontecorvo 31.08.07, 20:37
    Ale sądzisz, że w przeciągu jednego roku zdążył się dorobić, mówiąc dzisiejszym
    językiem? Pozostaje pozazdrościć, mówię to z własnego doświadczenia... Pewnie
    tak było, zważywszy, że pewnego pięknego dnia Gilbert sklada Ani propozycję
    ZAKUPU domu p.Morgan. Wymarzony domek wynajmowali, a po dwóch latach praktyki
    lekarskiej mogli zakupić duży dom, w idealnym stanie, z dużą ilością ziemi. Bo
    przecież chyba nie było wtedy tak rozwiniętego systemu kredytów ja dziś:))
  • elwinga 01.09.07, 10:41
    Też sądzę, że była to kwestia statusu - można było nie mieć na inne rzeczy, ale
    trzeba było mieć na służącą.

    No i czy Zuzanna nie pojawia się przypadkiem wtedy, gdy Ania jest w ciąży z
    pierwszym dzieckiem? Bo to by też pasowało do realiów epoki - matki były w domu
    i nie pracowały na zewnątrz, ale do opieki nad potomstwem były niańki.
  • pontecorvo 01.09.07, 12:40
    Tak to fakt, że w pewnych kręgach niania była niezbędna, świadczyła o statusie.
    Lecz nie wiem czemu, ale wciąż towarzyszy mi przeświadczenie, że akurat w tamtej
    obyczajowości jakoś obywano się bez niani, służących itp. Np. nie słychać było o
    tym, żeby Diana miała nianię do swych dzieci.
  • ab7777 01.09.07, 12:59
    Może po prostu autorka o tym nie wspominala ,jeszcze przed wojną
    nawet w Polsce służace ,w srednio zamoznej rodzinie byly czyms
    calkiem normalnym,:praly ,gotowaly i odciążały panią domu od wielu
    zajeć zwiazanych z prowadzeniem gospodarstwa.
  • pontecorvo 01.09.07, 13:17
    No tak, pewnie się czepiam, przepraszam. Po prostu odczuwałam mały zgrzyt i
    tyle. Ale z pewnością bycie żoną doktora, w tamtych czasach, to było COŚ! Co do
    Zuzanny, to jest ona całkowicie wszechstronna: Czytam teraz Złoty Brzeg i
    podziwiam - opieka nad szóstką dzieci, w tym jednym niemowlęciem (!), prowadznie
    kuchni dla tak licznej rodziny , w porywach z ciocią Mary 9 osób, zresztą same
    rarytasy, desery, łakocie itp, sprzątanie tak ogromnego domu, od piwnic az po
    strych, jest też mowa o chowie kurcząt, najlepszych w okolicy, urządzanie Świąt,
    przyjęć na najwyższym poziomie, pomoc w ogrodzie...Ze świeczką takiej szukać! A
    Ania? Dobra mama do przytulania i ukochany ogród kwiatowy! Trochę jednak
    dysproporcja, zważając, że nie była ona księżniczką, co to sobie rąk pracą nie
    skalała...
  • herbarium 04.09.07, 14:00
    Nie zapominajmy, że przyjęcie sieroty (chłopca) przez Marylę i Mateusza było
    motywowane właśnie chęcią uzyskania pomocy w gospodarstwie. A następnie Mateusz,
    przekonując Marylę do pozostawienia w domu dziewczynki, używa jako argumentu
    właśnie tego, że Ania będzie pomocna w domu.

    Nie wydaje mi się, aby Ania jako pani doktorowa zrzuciła całość roboty na
    Zuzannę - Zuzanna pojawia się po porodzie, kiedy trudno oczekiwać od Ani, bądź
    co bądź pani doktorowej w połogu, że zajmie się paleniem w piecu i wynoszeniem
    pomyj. A potem Zuzanna zostaje, bo po dwóch latach przecież rodzi się Walter,
    pracy w gospodarstwie jest coraz więcej, a zarazem Gilbert coraz więcej zarabia.
    W "Złotym Brzegu" jest sporo wzmianek o różnych pracach, którymi Ania się
    zajmuje - od kąpania niemowląt, walki z molami i szycia, po pieczenie ciast.
    Zuzanna dłużej zajmowała się jedynie Shirleyem, a i to tylko dlatego, że Ania
    chorowała. Przecież jeszcze w Rilli Gilbert mówi do Rilli, że mama i Zuzanna
    mają masę pracy.
  • pontecorvo 17.09.07, 23:56
    Witaj,
    ja mam chyba inny Złoty Brzeg:)) Nie znalazłam wzmianki o rzeczach wymienionych
    przez Ciebie:od kąpania niemowląt, walki z molami i szycia, po pieczenie ciast.
    Gdybym o tym przeczytała, w życiu nie czepiałabym się tego, że Ania była do
    wyższych celów stworzona i nie imała się prozaicznych czynności.
    Za to w Dolinie Teczy znowu bardziej Ania wydaje mi się "ludzka", taka bardziej
    normalna. Zresztą Zuzanna też zyskuje w moich oczach...
  • herbarium 19.09.07, 13:01
    O walce z molami jest pod sam koniec książki, w tym rozdziale, gdzie Ania
    strasznie wściekła chodzi:) O ciastach tam, gdzie przygotowują przyjęcie dla
    ciotki Mary Marii.
  • feverish 03.09.07, 17:46
    i zupełnie dla mnie oczywiste, że te służące były, bo pamiętajmy, że
    wtedy nie było odkurzaczy, zmywarek, pralek, mikserów, kuchenek
    elektrycznych. Wszystko sie robiło ręcznie, a doba też miała tylko
    24 godziny.
  • minerwamcg 03.09.07, 20:53
    I gospodarstwo domowe stało na o wiele wyższym poziomie samowystarczalności niż
    obecnie. W tej chwili jest do kupienia mnóstwo rzeczy gotowych lub półgotowych,
    poczynając od chleba a kończąc na dżemie - wtedy chleb się piekło w domu a dżem
    robiło z tego, co urosło w sadzie. Poza tym ubrania dla dzieci każda kobieta
    szyła sama, a podartych rzeczy się nie wyrzucało, tylko cerowało lub łatało.
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • emdziejka 04.09.07, 10:47
    Gilbert chyba jednak bardzo sie dorobił - bo było napisane, że
    wszyscy chcieli się leczyć tylko u niego i nawet jego wuj był trochę
    zazdrosny. Dom morganów był sprzedawany tanio, bo był największy we
    wsi i trudno było go sprzedać.
    ale czy Ania była aż tak odseparowana od obowiązków domowych - mam
    wrażenie, że często jest mowa o tym, jak to OBIE z Zuzanną cos
    robiły (poza kuchnią).
  • pontecorvo 05.09.07, 11:17
    Kończę właśnie Złoty Brzeg - zwróciłam baczną uwagę na kwestie poruszane w tym
    wątku. Otóż właśnie, Ania NIE robi prawie niczego z Zuzanną, poza pracami w
    ogrodzie, które i tak dotyczą tylko estetyki: kwiatki, kamienie, nie ma mowy o
    prozaicznej marchewce, czy ziemniakach. Do wymienionych przeze obowiązków
    Zuzanny dodać muszę przędzenie na strychu, szycie ubrań (fartuszek Nan
    chociażby), pieczenie ciast na cele dobroczynne. Jedyna epizodyczna wzmianka o
    ich wspólnej pracy miała miejsce w przypadku kolacji dla Pań z Koła, podczas
    pikowania kołder, wtedy Ania faktycznie z Zuzanną coś tam w kuchni robiła.
    Dodatkowo zajmowała się dekorowaniem stołu. Mowy nie ma ani o kuchni ani o
    sprzątaniu, za to często o wyjazdach z Gilbertem w celach towarzyskich, do
    miasta po nowe, modne stroje itp.
    Tak więc zgadzam się, że Gilbert się dorobił i to bardzo, skoro utrzymuje tak
    liczną rodzinę na tak wysokim poziomie, pozwalając sobie nawet na zbytki
    (naparstek ze złota po prostu mnie oszołomił, tęsknię trochę za Anią marzącą o
    sukience z bufiastymi rękawami). Na pewno obowiązki domowe Ani wyglądałyby zgoła
    inaczej, gdyby została żoną np. Billa Andrews-pierwszego swego konkurenta :))
    Mam wrażenie,że byłyby w miarę podobne do obowiązków Maryli, czy chociażby
    Diany, która wspomina Ani o swych licznych zajęciach domowych. Tak więc Ania
    wychodząc za doktora wygrała los na loterii, ponieważ bez przeszkód może
    poświecić się swym marzeniom, wyobrażeniom, radosci obserwowania wzrostu swych
    dzieci, a proza życia spoczywa w rękach wiernej Zuzanny. Jaka z niej szczęściara!
  • jan.kran 14.09.07, 12:11
    Ja czytajac ksiazki o Ani po raz kolejny , bedac juz wtedy matka i
    gospodynia domowa zwrocilam uwage na to ile Ania ma zajec.
    My patrzymy na Jej zycie z dziesiejsze perspektywy supermarketu na
    rogu , sklepow z gotowa konfekcja, zmywarki , odkurzacza i pralki.
    Ja mysle ze samo pranie dla takiej gromady osob moze wykonczyc:)
    A do tego Ania szyla wszystko sama dla dzieci poczawszy od
    wyprawki dla niemowlat.
    Do tego dochodzi planowanie zakupow i obiadow dla calej sporej
    rodziny, zajecia w ogrodzie ktore moze sa mile ale pracochlonne ,
    robienie zimowych zapasow i przetworow.
    Poza tym roløa Ani jako pani Doktorowej zawierala z pewnoscia elment
    spolecznikowski i marketingowy:) brala udzial w najrozniejszych
    spotkaniach , byla czlonkinia roznych organizacji, pomagala
    Gilbertowi w jego pracy .
    Mysle ze w tamtym czasach prowadznie tak duzego domu i dbanie o
    satus spoleczny to nie bylo takie proste...
    Kran
  • emdziejka 20.09.07, 11:12
    Ja jakoś nie mogę pogodzić się z wizją Ani- nieroba (specyficznego,
    bo nie leniucha, tylko w tak komfortowej sytuacji, że nie musiała AŻ
    tyle pracować).
    Może LMM celowo pokazywała Anię w tych miłych momentach dnia, jak
    wieczorna praca w ogrodzie czy ploteczki z Kornelią, żeby pokazać,
    że Ania mimo prozy życia się nie zmieniła, dalej skłonna była
    czerpać z niego pełnymi garściami, zachwycać się każdą chwilą, etc.
  • pontecorvo 20.09.07, 11:26
    To, o czym piszesz pasuje mi do Ani z Doliny Tęczy, tzn. nie śledzimy jej
    poczynań przez całe dnie, gdzieś ulotnie się nam pokazuje i tak, jak już
    wspomniałam, jest ona bardzo naturalna, serdeczna, dzieci Meredithów przychodzą
    się jej zwierzać poszukując pocieszenia. Tamta wizja "Ania-nieroba" wyłaniała mi
    się z tomu Złoty Brzeg. Może faktycznie kłania się tu zaburzenie w chronologii?
    Bo nawet Zuzanna z Doliny jest też taka normalniejsza, wspomina o karceniu
    dzieci, gdy na to zasłużą, zaś w Złotym Brzegu było wspomniane, że prędzej by
    zamordowała kogoś, kto źle by się wyraził o dzieciach, nie mówiąc już o
    klapsach... Czyżby z biegiem lat LMM zrewidowała swoje poglądy na mniej
    restrykcyjne?
  • pontecorvo 24.10.07, 12:11
    Refleksje po przeczytaniu Rilli: Ania jest ponownie Anią, miłą, ale
    noramlnie w świecie zajętą panią domu, dodatkowo zajętą sprawami
    Czerwonego Krzyża itp. Zuzanna to skarb. To moje złe wrażenie (Ania
    dziwnie nic nie robiąca) pochodzi ze Złotego Brzegu. Obie są tam
    tak mało rzeczywiste. Takie jakby "ulepszone" na siłę, Ania
    stworzona do wyższych celów, taka nadmiernie wybaczająca dzieciom! A
    Zuzanna wprost nie do zniesienia, jak dla mnie!
  • minerwamcg 24.10.07, 18:36
    >w Złotym Brzegu było wspomniane, że prędzej by zamordowała kogoś, >kto źle by
    się wyraził o dzieciach, nie mówiąc już o klapsach...

    A, to co innego. Moje babcie też zamordowałyby każdego, kto by powiedział, że
    nie jestem najgrzeczniejszym dzieckiem świata - a same nieraz na mnie
    nakrzyczały, słusznie skądinąd. Bo co innego samemu, wychowując - a co innego,
    jak to zrobi ktoś obcy.
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • mist3 12.11.07, 21:07
    Wydaje mi się, że trudno by LMM opisywała z detalami to, co robiła pani domu. To
    byłoby chyba nudne :) Zresztą dla niej pewne rzeczy były oczywiste (np.
    pieczenie chleba, robienie dżemów, itp.), tak jak oczywiste jest dla nas
    zupełnie coś innego (np. wyjazd na zakupy do supermarketu :) ).
    Zresztą sama ciąża i dojście do siebie po połogu to nie byle wyczyn, nawet dla
    żony doktora :) Pamiętajmy o dużej śmiertelności kobiet i niemowląt zaraz po
    porodzie. Tu nawet najlepszy doktor czasem nie mógł pomóc (brak antybiotyków).

    Zresztą posiadanie służącej to naprawdę nie był duży wydatek. Czytałam ostatnio
    książkę na ten temat - w której pisano, że służące zarabiały naprawdę grosze, a
    często pracowały za wikt i opierunek.
    Poza tym pani doktorowa bez służącej - to dopiero afera - myślę, że dużo
    straciłaby Ania w oczach lokalnych kumoszek gdyby słuzącej nie miała.
  • biljana 12.11.07, 21:20
    mist3 napisała:

    > Wydaje mi się, że trudno by LMM opisywała z detalami to, co robiła pani domu. T
    > o
    > byłoby chyba nudne :) Zresztą dla niej pewne rzeczy były oczywiste (np.
    > pieczenie chleba, robienie dżemów, itp.), tak jak oczywiste jest dla nas
    > zupełnie coś innego (np. wyjazd na zakupy do supermarketu :) ).

    mozemy sie teraz troche o tym dowiedziec, a przynajmniej sobie smakowicie
    wyobrazic, na podstawie ksiązki Kuchnia z Zielonego Wzgorza:) Ktora dzis nabyłam
    droga kupna (dygresja: jeszcze nie czytalam, ale zawiera wiele swietnych zdjec,
    m.in. Lucy z kotem Szczesciarzem!)

    > Zresztą sama ciąża i dojście do siebie po połogu to nie byle wyczyn, nawet dla
    > żony doktora :) Pamiętajmy o dużej śmiertelności kobiet i niemowląt zaraz po
    > porodzie. Tu nawet najlepszy doktor czasem nie mógł pomóc (brak antybiotyków).

    i brak odpowiedniej higieny niestety.
    >
    > Zresztą posiadanie służącej to naprawdę nie był duży wydatek. Czytałam ostatnio
    > książkę na ten temat - w której pisano, że służące zarabiały naprawdę grosze, a
    > często pracowały za wikt i opierunek.
    > Poza tym pani doktorowa bez służącej - to dopiero afera - myślę, że dużo
    > straciłaby Ania w oczach lokalnych kumoszek gdyby słuzącej nie miała.

    zgadzam sie. Moja babcia przed wojna miala dwie służące: nanie do dzieci i
    dziewczyne do pomocy w kuchni. Dziadkowie nie byli przesadnie dobrze sytuowani.
    Zwykla klasa srednia (chyba przed wojna byla klasa srednia? :))
    Wiec sluzaca to naprawde nie byl problem. Tym bardziej w rodzinie lekarza w
    Kanadzie.
    --
    Gucio i Maja
    Forum Kabaty-Moczydło
  • blanacz 27.02.08, 14:06
    Racja, status... Moja prababcia-nauczycielka pracowała na kilka
    etatów, byle tylko móc zatrudnić służącą. Po prostu n i e w y p a
    d a ł o (och, zabiłby mnie pan Carpenter ;), żeby pani doktorowa
    musiała radzić sobie ze wszystkim sama.
  • disaa 04.01.08, 22:40
    Po pierwsze, dobry wieczór! przeglądam to forum od dawna i dziś się odważyłam
    zalogować i napisać.Po drugie, bardzo interesujący wątek, a po trzecie, jak
    myślicie kto zajmował się koniem, którego na pewno mieli,kurami, które też
    mieli, kto zwoził siano do stodoły, którą też mieli?nic nie wiadomo o żadnym
    parobku na stałe.
  • mist3 05.01.08, 15:28
    Kurami to na pewno Zuzanna.
    Do siana to sobie mogli kogoś wynajmować sezonowo albo nawet kupować odpowiednią
    ilość (na pewno było ich na to stać).
    Co do konia - to rzeczywiście musieli chyba mieć jakiegoś parobka.
  • pontecorvo 06.01.08, 19:39
    Ale żeby tak nic ani słowa o tym parobku???
  • asssol1 10.01.08, 21:50
    To ciekawe, że was to zastanawia- bo ja zawsze się zastanawiałam jak one we dwie
    dawały temu radę- ogarnięcie 6 dzieci, zrobienie wszystkich posiłków (nie było
    lodówek trzeba było robic wszystko na bieżąco) sprzątanie dużej chałupy (bez
    odkurzacza, pralki, elektrycznego żelazka) stosy prania, robienie zakupów pewnie
    codziennie- bez samochodu... A przy tym ania miała jeszcze czas na swój ogród!
    Mi to się wydaje nierealne!
    Ciekawi mnie czy choć wodę mieli w domu bieżącą? Jak nie to jeszcze trzeba by ją
    nosić i podgrzewać, kuchnia była węglowa, piece także! Jeszcze zwierzęta!
    Obawiam się że to była ciężka harówka, w dzisiejszych czasach żadko myślimy
    jakie mamy udogodnienia a i tak czesto ze wszystkim sobie nie dajemy rady...
  • pontecorvo 11.01.08, 09:23
    Tym bardziej wiec zastanawiające, że cały opis ciężkich robót
    domowych związany jest z osobą Zuzanny. A Ania - kwiatki, kamyczki i
    tulenie dzieci do snu.
  • asssol1 11.01.08, 22:24
    A próbowałaś szóstkę utulić do snu?;-) ubrać umyć i wysłuchać wszystkich pytń i
    skarg? Ja przy jednym wymiekam...
  • pontecorvo 16.01.08, 09:29
    A próbowałaś zrobić całą resztę (Zuzanna), począwszy na kuchni a
    skonczywszy na szyciu ubrań dla dzieci? Mnie dziwi, jak Zuzanna SAMA
    dawała sobie radę?
  • asssol1 16.01.08, 15:14
    Nie nie próbowałam i nie zamierzam próbować, tak samo jak nie mam zamiaru
    próbować usypiać 6óstki dzieciaków;-)
    Ja wstepie napisałam zresztą że nie wiem jak one WE DWIE dawały radę. Ta Zuzanna
    to jakaś bohaterka była. Ale z tego co pamietam to Ania szyła- przynajmniej
    wyprawkę dla Joy... więc pewnie potem też szyła.
  • pontecorvo 17.01.08, 09:16
    >Ale z tego co pamietam to Ania szyła- przynajmniej
    > wyprawkę dla Joy... więc pewnie potem też szyła.
    W Złotym Brzegu szyła i przędła Zuzanna - jak sie okazuje babka nie
    do zdarcia...:)
  • sevilay 17.01.08, 13:17
    Szóstki co prawda nie próbowałam usypiać ale z trójką sobie radzimy nienajgorzej:) Siostra mojego męża ma 6 chłopców i tez to załatwia niejako w biegu:)

    Przecież dzieci Ani były w różnym wieku.Pewnie większe już się myły same i kładły spać też a ona je tylko "otulała kołderką".

    Jak jest więcej dzieci w domu to one są bardziej samodzielne i pomagają sobie nawzajem.Na pewno i dziecmi Ani tak było:)

    A poza tym coś mi się przypomina,że Shirleya często usypiała Zuzanna.

    Faktycznie Zuzanna to jakas superwomen:)
    --
    Bebek :) i Maluszek
    nasz synek i Nasza coreczka
  • fettinia 06.06.08, 11:28
    No to z perspektywy tej co usypiala szostke:P
    Przyznam szczerze,ze gdybym miala nianie-opiekunke-pomocnice-jak zwal tak
    zwal-to dom by lsnil i blyszczal:)Wbrew pozorom czasem przy 6 latwiej niz przy
    dwoch:)
    No i wtedy dzieci jakby grzeczniejsze byly:)
    Zupelnie inaczej teraz po latach sie czyta wlasnie te pozniejsze tomy z Zuzanna
    i 6 dzieci niz kiedys:)
    --
    la donna e mobile :)
    no i jeszcze Pinezka
    Kuchenne Pogaduszki
  • feverish 12.01.08, 18:59
    wodę bieżącą miały, to byłjeden z powodów, dla których Susan tam
    bardzo chciała się przeprowadzić z Wymarzonego Domku do Złotego
    Brzegu.
  • grimma 15.01.08, 21:17
    mam wrazenie ze Ania w Zlotym Brzegu zajmowala sie glownie dziecmi. i to jej
    wystarczalo. przez polowe tomu byla w ciazy z Rilla (bylo lato - wiec tak sobie
    mysle ze bylo jej ciezko:P)
    a oporzadzic niemowle, wysluchac reszte i zadbac zeby byly porzadnie ubrane to
    wystarczajaco duzo zeby sie potem relaksowac przy kwiatkach:)(
    --
    bajki i niebajki czyliGrimmy blog
    bobek na wolnosci
  • asssol1 15.01.08, 21:39
  • soova 17.03.08, 15:58
    Praca ludzka (a konkretnie praca ludzkich rąk) była w tamtych czasach bardzo tania. Nie płaciło się przecież żadnych kosztów dodatkowych, o ubezpieczeniach społecznych czy zdrowotnych nikomu się nie śniło! Natomiast podaż niewykwalifikowanej siły roboczej była bardzo duża. Moi dziadkowie przed wojną - fakt, że oboje pracujący inteligenci - mieli: uwaga! - dwie służące, jedną do prowadzenia domu, druga do opieki nad moim wujem, który się akurat im wtedy urodził. I było ich stać na takie "luksusy" nie dlatego, że prace na tzw. posadach były tak znakomicie płatne, tylko dlatego, że tym niewykształconym dziewczynom ze wsi, które w ten sposób utrzymywały się w mieście, nie trzeba było jakoś specjalnie dużo płacić.

    -
    Hajo Hajo Ipsenajo!
  • verdana 17.03.08, 20:26
    Jesze w okresie miedzywojennym moja babcię - wdowę, stac było na
    służąca. Przy owczesnym prowadzeniu gospodarstwa bez służącej
    własciwie trudno się bylo obyć - rozpalanie w piecu, skubanie
    drobiu, robienie sera, pranie reczne - to wszystko, co dzis mamy
    gotowe, wtedy wymagalo ogromnej pracy, na pewno nie na jedną
    osobę. Służące byly bardzo tanie, czesto pracowaly za wyzywienie i
    za grosze.
    Jedna slużąca na taki dom to bardzo niewiele, świadczyło raczej o
    ubostwie, niż zamoznosci.
    Przypomnijcie sobie chocby "Dzieci z Bullerbyn" - na niewielkie
    gospodarstwo przypada i służąca i parobek, a dzieci jest o wiele
    mniej.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • soova 18.03.08, 10:29
    verdana napisała:

    Przy owczesnym prowadzeniu gospodarstwa bez służącej
    > własciwie trudno się bylo obyć - rozpalanie w piecu, skubanie
    > drobiu, robienie sera, pranie reczne - to wszystko, co dzis mamy
    > gotowe, wtedy wymagalo ogromnej pracy, na pewno nie na jedną
    > osobę.

    Taak, a przypominam sobie taki przykład realizmu musierycznego ;-) (to z sąsiedniego :-) forum, tu może być ewentualnie r. montgomeryczny:-)), jaki napotkałam bodajże w "Ani ze Złotego Brzegu". Mianowicie Zuzanna nie dość, że z jakąś niespotykaną częstotliwością pierze pościel dla szóstki dzieci, to jeszcze zawsze pamięta, żeby dodać do niej roztworu jakiegoś syropu (?) - nie pamiętam dokładnie, bo książkę dawno temu czytałam - żeby przyjemnie pachniała.

    --
    Hajo Hajo Ipsenajo!
  • sowca 18.03.08, 21:42
    To był wywar z kłącza kosaćca, czyli irysa :)
    --
    "Będziemy szli, nieprzerwanie,w ulewie,skwarze,huraganie,przez
    chwiejne mosty,grząskie bagna,chaszcze,pustynie i mokradla...z wiarą
    w następny zakręt drogi,co znów okaże się nie ten..."(SDM)
  • bir.ke 29.03.08, 14:30
    a propos tematu, wlasnie odswiezam sobie Anie, aczkolwiek w nieco zburzonej
    chronologii;) i zaskoczyla mnie pewna kwestia. W 'Ani na uniwersytecie', kiedy
    dziewczeta decyduja sie razem zamieszkac, pada haslo, ze 'beda potrzebowac kogos
    do prowadzenia domu' i tu pojawia sie postac cioci Jakubiny.
    widac z tego, ze bylo rzecza tak oczywista posiadanie 'pomocy domowej', ze nawet
    dla niezamoznych studentek bylo to niejako obowiazkowe.
    co ciekawe, 4 dorosle kobiety (obejmujace w posiadanie dom z 5. pokojami i
    kuchnia) nie majace praktycznie zadnych obowiazkow poza nauka, potrzebowaly
    kogos do prowadzenia domu.
    fajnie kiedys bylo:)
    --
    ___________________________________
    "You were my inspiration, my hero, my friend,
    On the highway of time will I meet you again?" M.Franks
  • pontecorvo 29.03.08, 21:06
    bir.ke napisała:
    > widac z tego, ze bylo rzecza tak oczywista posiadanie 'pomocy domowej', ze nawe
    > t
    > dla niezamoznych studentek bylo to niejako obowiazkowe.
    > co ciekawe, 4 dorosle kobiety (obejmujace w posiadanie dom z 5. pokojami i
    > kuchnia) nie majace praktycznie zadnych obowiazkow poza nauka, potrzebowaly
    > kogos do prowadzenia domu.
    > fajnie kiedys bylo:)
    Też zazdrościłam czytając Uniwersytet! Dziś to raczej studentka staje się, no
    może nie pomocą domową, ale już np. zdarzało mi się dzieci pilnować, kumpele
    przed świętami okna myły wręcz nałogowo i miały wzięcie! Takie czasy!
  • sowca 30.03.08, 00:46
    Z tym, ze ciotka Jakubina pełniła też chyba rolę niejako
    przyzwoitki i opiekunki, nie macie takiego wrażenia?
    --
    www.rosemond.ovh.org/ - moja strona :)
  • elwinga 30.03.08, 12:57
    No właśnie tak mi się też zdawało.

  • feverish 30.03.08, 14:34
    no, chyba macie rację z tą przyzwoitką... zwłaszcza że nie sądzę,
    żeby dziewczyny ciotce Jakubinie płaciły [?]. A już miałam zacząć
    wyrzekać, że ja na studiach to wiadomo :P
  • supervixen 30.03.08, 19:45
    Fakt, ciotka Jakubina była też przyzwoitką, ale to nie zmienia
    faktu, że miała im prowadzić dom. Co prawda nie przypominam sobie
    ani jednej sceny, w której by wykonywała jakieś czynności
    gospodarskie, ale to prowadzenie domu chyba jednak nie ograniczało
    się do siedzenia w fotelu przed kominkiem, bo gdy Iza błaga Anię o
    przyjęcie do Ustronia Patty, Ania mówi, że dziewczyny będą miały też
    obowiązki, bo ciotka Jakubina sama wszystkiemu nie podoła. Więc ona
    chyba i tak odwalała większość roboty;)

    --
    I've made a huge mistake...
  • elwinga 30.03.08, 19:57
    Podejrzewam, że za hasłem "prowadzenia domu" w dużej części kryła się ówczesna
    logistyka zajęć gospodarskich - dopilnowanie, żeby był zapas węgla czy drewna do
    kominka (wątpię, czy ciotka Jakubina osobiście to drewno rąbała, ale mogła się
    umawiać z dostawcami), zapas nafty, świec itp. rzeczy, które musiały przecież
    wychodzić w sporych ilościach (a może już była elektryczność? Wstyd się
    przyznać, ale nie wiem...), żywność, którą kupowano w stanie znacznie mniej
    przetworzonym niż teraz, co znaczy, że miała dużo krótszy termin przydatności do
    spożycia, trzeba było zatem przemyślnie planować posiłki, umawianie się z
    praczką (jeśli dziewczyny same nie prały swojej bielizny) itp. Jak się nad tym
    zastanowić, to właściwie nic dziwnego, że potrzebny był ktoś specjalny do
    prowadzenia domu. :)
  • bir.ke 31.03.08, 11:49
    pewnie to racja po czesci, ale z drugiej strony w dzisiejszych
    czasch z budzetem studenckim, tez potrzeba pewnej zmyslnosci;)
    a za wydatki odpowiedzialna byla Stella, sa tez wzmianki o pieczeniu
    ciast i konfitur przez Priscille np., a ciotka spelnia raczej
    standardy pt. wujek dobra rada. no i opiekuje sie kotami, choc gdyby
    jej nie bylo, nie byloby tez problemu opieki nad nimi (pomijajac
    mruczka);)

    --
    ___________________________________
    "You were my inspiration, my hero, my friend,
    On the highway of time will I meet you again?" M.Franks
  • panna-lee 28.04.08, 16:39
    trochę się muszę pokajać.
    przeczytałam artykuł o LMM i było tam między innymi, że doskonale prowadziła dom, wychowywała dzieci, udzielała się w wielu kołach i organizacjach charytatywnych itp, i miała jeszcze czas na pielęgnowanie ogrodu i pisanie książek - i wszyscy ją za to podziwiali, jak znajduje czas i chęci.

    no to chyba można. ale trzeba mieć specjalne predyspozycje! :D
  • minerwamcg 07.04.08, 13:28
    > Przypomnijcie sobie chocby "Dzieci z Bullerbyn" - na niewielkie
    > gospodarstwo przypada i służąca i parobek, a dzieci jest o wiele
    > mniej.

    Zgadza się, ale w Bullerbyn Anderssonowie mają gospodarstwo typu farma, nie jest
    to dom lekarza albo babci-wdowy, która też pewnie nie miała inwentarza ani pola,
    najwyżej ogród.
    Oskar prawdopodobnie pracował w polu, zajmował się bydłem, owcami, i w ogólności
    pomagał ojcu Lisy w pracach na roli. O Agdzie natomiast wiemy, że "karmiła
    prosięta i doiła krowy" - a więc oprócz robót stricte domowych zajmowała się
    pracami, których poza gospodarstwem rolnym się nie wykonuje.
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • minerwamcg 07.04.08, 22:01
    Oczywiście nie Anderssonowie, tylko Erikssonowie. Andersson to nazwisko Britty i
    Anny. Ho, ho, tak, tak, starość nie radość, skleroza... :))
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • truscaveczka 28.09.08, 10:25
    To ja jeszcze dopiszę, że mama Lisy i chłopców miała kurzą fermę, która też
    wymagała sporo pracy. A w pozostałych zagrodach służby nie było.
    --
    [img]http://farm4.static.flickr.com/3200/2884824062_6abaf1d937_o.jpg[/img] Zobacz więcej
    "Dziecięcy sen to jest wielka tajemnica - nie rusza go przelatujący helikopter,
    a rujnuje mama która na paluszkach i wstrzymując oddech wchodzi na 3 sekundy do
    pokoju." /by Barbs/
  • minerwamcg 20.01.10, 11:18
    truscaveczka napisała:

    > A w pozostałych zagrodach służby nie było.

    Dla porządku - w Zagrodzie Północnej był parobek Kalle. Jest o nim
    wspomniane chyba tylko raz, przy okazji ciosania słupa, wokół
    którego potem tańczyli - ale jest.
    Rzeczywiście, o tym, żeby rodzice Britty i Anny albo Ollego i
    Kerstin mieli służącą, nie ma ani słowa.
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • kooreczka 20.01.10, 20:09
    A może oni mieszkali po prostu w danych zagrodach, a pracowali tam gdzie akurat
    było najwięcej roboty? Lisa niekoniecznie musiała być wtajemniczona w szczegóły
    umowy z pracownikami
  • pontecorvo 15.11.11, 22:45
    w górę!
  • panna-lee 10.04.08, 22:37
    hmmm
    przeczytałam cały wątek.
    i wydaje mi się, że czegoś tu nie uwzględniamy - otóż faktu, że ania jako postać jest trochę bajkowa.
    pokażcie mi kobietę, która po urodzeniu siódemki dzieci jest nadal szczupła i tak prościutko się trzyma. wydaje mi się, że ania została trochę odrealniona, gdyby urabiała się w domu, nie miałaby czasu na ogród, książki i siedzenie przy kominku, co pociągnęłoby za sobą zmianę zachowania [na bardziej skwaszone] itd.
    jak patrzę na rodzinę Ani, to aż sama chciałabym mieć taką liczną... dzieci urocze i w sumie grzeczne, całą robotę odwala zuzanna, Ania czasem piecze ciasto i bawi się z dziećmi, a Gilbert ją uwielbia..... czy tylko mi coś nie pasuje w tym drzeworycie?

    to tak samo jak z wychowaniem Ani, zanim trafiła na Zielone Wzgórze. mieszkała z menelami i w sierocińcu, a była taka dumna, tak poetyczna, tak życzliwa wszystkim i jakoś nie było znać traumy porzuconego dziecka, która musiałaby jakoś się odbić....

    wiemy np że w Złotym Brzegu Ania po raz pierwszy jest zazdrosna, o Krystynę. nigdy wcześniej. a wydawałoby się, że dziewczyna, któa jako dziecko nie była przez nikogo kochana, za to była zamęczana pracą przy cudzych dzieciach, będzie miała raczej mało ugruntowaną pewność mężowskich uczuć?

    i tak dalej... :)
    jak tak oglądam te wątki, to miło mi, że kogoś jeszcze zastanawiały te same aspekty książek Lucy, co mnie :D
  • pontecorvo 11.04.08, 10:03
    panna-lee napisała:

    >ania jako postać jest trochę bajkowa.
    pokażcie mi kobietę, która po urodzeniu siódemki dzieci jest nadal
    szczupła i tak prościutko się trzyma. wydaje mi się, że ania została
    trochę odrealniona, gdyby urabiała się w domu, nie miałaby czasu na
    ogród, książki i siedzenie przy kominku, co pociągnęłoby za sobą
    zmianę zachowania [na bardziej skwaszone] itd.
    jak patrzę na rodzinę Ani, to aż sama chciałabym mieć taką liczną...
    dzieci urocze i w sumie grzeczne, całą robotę odwala zuzanna, Ania
    czasem piecze ciasto i bawi się z dziećmi, a Gilbert ją
    >uwielbia..... czy tylko mi coś nie pasuje w tym drzeworycie?

    Właśnie zawsze tak samo to odczuwałam, co natchnęło mnie do
    napisania tego wątku. Właściwie nie fakt, czy Ani, jako pani
    doktorowej wypadało czy nie mieć służącą, jak powszechne było
    dawniej posiadanie pomocy w domu, kogo było na to stać... W gruncie
    rzeczy jest tak , jak pisze panna-lee, Ania jest odrealnioną
    postacią, zwłaszcza w w II części cyklu. Mając nawet niezastąpioną
    Zuzannę, ale i siódemkę dzieci, i wynikające stąd liczne obowiązki,
    nie da się żyć tylko ogrodem, pocieszaniem dzieci i upieczeniem
    ciasta od wielkiego dzwonu, zważywszy na trudniejsze, jak wszyscy tu
    pisali, warunki życia...
  • croyance 26.04.08, 17:45
    pokażcie mi kobietę, która po urodzeniu siódemki dzieci jest nadal
    szczupła i t
    > ak prościutko się trzyma

    Zabij mnie, ale ja znam jedna taka :-) Po kazdej ciazy wygladala
    mlodziej, cholera jedna ;-D
    --
    'People worry about kids playing with guns, and teenagers watching
    violent videos (...). Nobody worries about kids listening to
    thousands - literally thousands - of songs about broken hearts and
    rejection and pain and misery and loss'
  • croyance 26.04.08, 18:04
    Aha, zgadzam sie poza tym z cala reszta tego, co napisalas, panno-
    lee.
    --
    'People worry about kids playing with guns, and teenagers watching
    violent videos (...). Nobody worries about kids listening to
    thousands - literally thousands - of songs about broken hearts and
    rejection and pain and misery and loss'
  • minerwamcg 13.04.08, 01:24
    Ta dyskusja przypomina mi rozważania dzieciaków na forum Harry'ego Pottera "czy
    bohaterowie się myją". No bo skoro nie ma tam opisane, jak przed snem maszerują
    do łazienki i szorują zęby, to pewnie tego nie robią, nie?
    Montgomery opisywała życie gospodyni domowej takie, jakie było w jej czasach. I
    do głowy by jej nie przyszło, że powinna napisać o milionie czynności
    gospodarskich, które w ciągu dnia musi wykonać kobieta, żeby czytelniczki za sto
    lat, żyjące w zupełnie innych realiach, nie pomyślały sobie przypadkiem, że jej
    bohaterki siedziały z założonymi rękami i że to było nierealne. Ania, jak
    podejrzewam, zasuwała jak mały samochodzik, a że tylko niektóre rzeczy, które
    robiła w ciągu dnia zostały opisane (trudno opisywać podrobno każde zamiatanie
    podłogi, smarowanie chleba masłem albo prasowanie dziecięcych kaftaników!), to
    dlatego, że Montgomery pisała powieść, a nie wykaz prac gospodyni domowej z
    przełomu wieków.
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • pontecorvo 13.04.08, 21:28
    minerwamcg napisała:

    > podejrzewam, zasuwała jak mały samochodzik, a że tylko niektóre rzeczy, z
    Zasuwając jak mały samochodzik, trudno byłoby jej znaleźć czas na rozkoszowanie
    się zachodami słońca, kontemplowaniem każdej roślinki w ogródku itd.
  • pontecorvo 13.04.08, 21:35
    I zapomniałam dodać,że w pierwszej części narratorka nie stroniła od opisów
    zmywania naczyń, przyrządzania posiłków, herbaty i podwieczorków dla Mateusza,
    zaganianiem krów (oporna jałowka chociażby :)), karmieniem kur itd. W częściach
    opisujących dorosłe życie Ani, to wszystko zamienia się nagle w czynności
    spoczywające na barkach jedynie Zuzanny. Nawet dzieci nie są jakoś szczególnie
    "gonione do roboty", może poza nakrywaniem do kolacji przez bliźniaczki, czy
    dostarczeniem ciasta na plebanię przez Rillę. Zuzanna = kobieta nie do zdarcia
    (i wszystkich robót), i eteryczna, stworzona do wyższych celów pani doktorowa.
  • panna-lee 13.04.08, 22:14
    no właśnie.
    Ania zapewne zajmowała się bardziej arystokratycznymi pracami, jak np robótki ręczne, dekorowanie domu kwiatami, pieczenie ciast, być może przed świętami bardziej zakasywała rękawy i zasuwała więcej w kuchni :) jakoś nie widziałam, żeby myła podłogi, a w dolinie tęczy una mówiła do flory po sprzątaniu "okna pani elliot i zuzanny aż połyskują w słońcu" - okna zuzanny? :) od razu widać, kto tu jeździ na szmacie.

    ale z drugiej strony wychowanie szóstki dzieci, gdy mąż zazwyczaj w rozjazdach i często wraca do domu po nocy, to nie takie proste zadanie.... [teoretycznie. rilla, jak pamiętacie, nawet nie płakała jako niemowlę, i zuzanna dowodziła, że nie płacze, bo nazywa się blythe, a tacy np mali drewowie wrzeszczą już na samą myśl o tym, że są drewami]. tak swoją drogę te pogardliwe komentarze zuzanny były dla mnie raczej niestrawne :)
  • nat.ani 29.04.08, 20:52
    Nawet dzieci nie są jakoś szczególnie
    > "gonione do roboty", może poza nakrywaniem do kolacji przez
    bliźniaczki, czy
    > dostarczeniem ciasta na plebanię przez Rillę.

    Czy ja wiem?
    Pamiętam z "Doliny Tęczy", że była tam wzmianka o tym, iż Una i
    Faith bawiły się na cmentarzu czy gdzieś w sobotę, i nie było z nimi
    bliźniaczek, bo one w soboty pomagają mamie i Zuzannie w róznych
    pracach gospodarskich.
  • minerwamcg 14.04.08, 00:26
    > Zasuwając jak mały samochodzik, trudno byłoby jej znaleźć czas na rozkoszowanie
    > się zachodami słońca, kontemplowaniem każdej roślinki w ogródku itd.

    No właśnie to jest sztuka, żeby mając wyżej głowy roboty, umieć się zdobyć na
    przyglądanie się światu. Może właśnie na tym polegała "niezwykłość" Ani i to ją
    odróżniało od wszystkich gospodyń domowych w Glen.
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • zaisa 23.04.08, 12:39
    Minerwo - Twoje wypowiedzi b. mi się podobają i zgadzają się z moimi wrażeniami.
    Realia i proza życia wprowadzane są do powieści, gdy jest potrzeba a nie cały
    czas. Poza tym nawet w pamiętikach/blogach opisuje się częściej gdy coś od
    szarej rzeczywistości odstaje (na plus czy na minus - wszystko jedno). No i
    "Ania" raczej miała być lekturą dla przyjemności a nie przypomnieniem dla pań
    domów "O, jeszcze tego nie zrobiłam" ;)
  • zaisa 23.04.08, 13:13
    Są panie, które pozostają smukłe mimo licznych porodów. Mam koleżankę, mamę
    piątki, która do takich należy. Pewnie te dwie ciąże i dwa porody więcej już by
    specjalnej różnicy jej figurze nie zrobiły;)
  • verdana 24.04.08, 18:31
    Moja kolezanka - sześcioro dzieci (i jedno poronienie), w tym jedno
    ciężko chore (białaczka w szóstym roku zycia, na szczęście wyleczona
    bez sladu) jest szczupłą, elegancka, zadbaną i mlodzieńczo
    wygladającą kobietą, pełna radosci zycia.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • panna-lee 25.04.08, 13:26
    cóż, pozazdrościć. sama chętnie miałabym szóstkę, gdybym mogła nie zmienić się w rozłożysty mebel na wózku [kręgosłup..]

    ale w sumie nie o to chodzi, czy to możliwe. bo możliwe, że najwyraźniej możliwe :D po prostu większość pań jakie znam z trojgiem dzieci [lub więcej] już szczupła nie jest. łatwo się roztyć po ciążach. łatwiej niż zachować smukłą sylwetkę, z tym się chyba zgodzicie. np brzuszek często zostaje. albo częstomocz. Ania chyba go nie ma :D

    po prostu to kolejny dowód na bajkowość postaci Ani. Ania nie ma traum z dzieciństwa, doskonale nawiązuje kontakty i nie ma małżeńskich problemów, nie bywa zazdrosna, nie bywa złośliwa, nie zasmuca jej, że męża nie ma od rana do nocy. Ania zachowuje szczupłość po urodzeniu siedmiorka dzieci. Ania ma dziesiątki przyjaciółek, a jakoś do każdej zdąży napisać i żadnej oprócz Diany nie faworyzuje, a one chociaż uwielbiają ją gromadnie, nie narzucają się. Ania doskonale prowadzi gospodarstwo, chociaż większość czasu spędza na zabawie z dziećmi i w ogrodzie. Ania pomimo licznych zalet [rzetelna gospodyni, świetna matka, znakomita żona] nie jest osobą nudną - i ma różne śmieszne przygody. Ania była brzydka w dzieciństwie, kiedy nie ma to takiego znaczenia, a z wiekiem wypiękniała i stała się wyjątkowo elegancka. i tak dalej. przemawia do normalnych ludzi, jak Diana czy Janka językiem poezji, co jest dla nich kompletnie niezrozumiałe - ale jakoś nie mają jej za złe, że plecie androny, bo np chce zaprezentować wyższość swego wykształcenia...

    nie zrozumcie mnie źle, ale tu naprawdę coś nie teges :) bardzo lubię Anię, ale wydaje mi się nazbyt idealna w każdej życiowej roli. również w pierwszej części. dziecko tak głodne uczuć, tak wrażliwe, załamałoby się posądzone o kradzież broszki - wiem jak ja sama reagowałam na podobne sytuacje. załatwienie sprawy "jeszcze zdążysz, przygotuję ci koszyk na piknik" u Ani skutkuje natychmiastowo, jest przeszczęśliwa - mnie niesmak tej niesprawiedliwości dręczyłby bardzo długo i na pewno źle bawiłabym się na pikniku.
    zresztą było wspomniane, że Anię bardzo boli ranienie jej uczuć,że złe słowa długo ją bolą - ale jakoś nigdy nie były rozpamiętywane, mysli Ani zawsze były pogodne, autorka oszczędziła nam roztrząsania smutnych myśli Ani i np niepewności co do własnej osoby? [wytykano jej brak urody, "brzydkie" włosy, sierociniec...... rzeczy najróżniejsze - nigdy nie pojawiły się w Ani kompleksy, w szkole recytowała na koncertach itp.]
    to bardzo piękne i zdrowe podejście do życia. chciałabym, żeby każdy miał takie. ale przecież wszystkie te elementy razem składają się w całość bajkową. musicie to przyznać :)
  • turzyca 17.01.10, 19:09
    > to bardzo piękne i zdrowe podejście do życia. chciałabym, żeby każdy miał takie
    > . ale przecież wszystkie te elementy razem składają się w całość bajkową. music
    > ie to przyznać :)

    Chyba nie. Znam taka pania kolo szescdziesiatki, dzieciata, szczuplutka
    strasznie (zupelnie niesprawiedliwe, bo moze rabac jak maszyna i w ogole nie
    tyje), laczaca prowadzenie domu (z zadbanym ogrodem wlacznie) i praktyke
    zawodowa z mnostwem dzialalnosci dobroczynnej (przed Swietami spiewala np. w
    roznych, nazwijmy to, przytulkach; zawsze mozna na nia liczyc w sytuacjach
    krytycznych typu przeprowadzka, pomoc w chorobie) i nie tylko (uprawia joge,
    spiewa w lokalnym chorze) i do tego o zabojczej pogodzie ducha - wlasnie
    napisala mi maila, a lezy zlozona zapaleniem oskrzeli, musiala odwolac
    pacjentow, w ktorym zawarla mniej wiecej takie zdanie, ze mimo ze choroba jest
    jej nie na reke, to rozkoszuje sie nia i przymusowym nicnierobieniem, bo
    przeciez zlosc z tej sytuacji moglaby tylko pogorszych sprawe np. przedluzajac
    rekonwalescencje.
    W sprawie pikniku pewnie by powiedziala, ze pielegnowanie niesmaku tylko
    popsuloby mile popoludnie, wiec lepiej jak najszybciej zapomniec o przykrej
    sytuacji i calym sercem rozkoszowac sie piknikiem. I by to zrobila!

    Rzadko, bo rzadko, ale trafiaja sie takie osoby. Najmadrzejsze co mozna zrobic,
    to sie od nich uczyc. Bo wiem na szczescie (od niej samej zreszta), ze czesc
    takiej postawy jest do wypracowania. :)
    --
    Tak wygląda turzyca:), która znalazła szalenie ciekawy wątek. ;)
  • herbarium 06.05.08, 13:24
    Znam jedna matke osmiorga dzieci, zyjaca w kiepskich warunkach, ktorej figury
    tylko pozazdroscic:)
    --
    Nie ma ich w guglu i muszę wypromować
  • jadwiga1350 14.06.09, 13:45
    Życie Ani w Złotym Brzegu rzeczywiście jest bajkowe i nierealne.
    Mieć duży dom, sześcioro dzieci i nic nie robić prócz tulenia dzieci
    do snu, to mogłaby Janka Andrews,która wyszła za milionera
    zatrudniającego kucharkę, dwie pokojówki, lokaja i stangreta. Mając
    tyle służby to i przy pietnaściorgu dzieciach można nic nie robić
    tylko zachwycać się złotogłowiami i zachodami słońca. Natomiast Ania
    ma tylko jedną służącą i to jej nic nie robienie bardzo zadziwia.
    Zuzanna nie byłą pierwszej młodości kiedy trafiła do domu Blythe'ów.
    Z upływem lat sił jej nie przybywało. Musiałaby być cyborgiem, żeby
    wszystkiemu dać radę.
    Ogromny dom zawsze lśni czystością,codziennie porządne obiady i
    ciasta, pranie i prasowanie dla całej rodziny,palenie w piecach,
    szycie i łatanie, przednięcie lnu,zmywanie naczyń, zajmowanie się
    kurami, psami i koniem. Zuzanna też aktywnie uczestniczy w życiu
    dzieci. Wysłuchuje opowieści Di o Delili Green.Gdyby jedna osoba
    miała podołać temu wszystkiemu,to musiałaby tyrać 24 godziny na dobę.
    --
    "Życie jest jak kuchnia. Żeby coś zrobić, trzeba pobrudzić ręce"
  • hemeczka 14.06.09, 20:22
    W Rilli ze złotego brzegu pisze że Zuzanna wstawała przed szóstą.
    W ogóle Ania jako dziecko wydawała mi się realniejsza.
    --
    dostałam sygnaturkę z urzędu
  • jadwiga1350 22.06.09, 22:58
    Życie Ani w Złotym Brzegu bardzo przypomina Życie Robiny Stuart w
    Jane z Latern Hill.Robina w domu nic nie robiła prócz układania
    kwiatów do obiadu.Prowadziła też bujne życie towarzyskie.
    Ale Robina mogła sobie na to pozwolić, w domu dwoje służących,
    starsza przyrodnia siostra zajmuje się sprzątaniem,i tylko jedno
    dziecko.
    Jak Ania mająca sześcioro dzieci i jedną służącą mogła spędzać czas
    na podziwianiu kwiatów i wyjazdach z Gilbertem to już słodka
    tajemnica LMM.
    Ania w Złotym Brzegu jest nie tylko odrealniona, ale też bardzo
    zarozumiała i traktująca innych z góry.Fakt że nie pozwala Di
    odwiedzić Janki Pengly.
    Jaka ta Janka była to była. Ale co złego w tym,że zaprosiła Di do
    domu, a ta bardzo pragneła ją odwiedzić?
    Czy to ta sama Ania,która kiedyś rozpaczałą,że pani Barry przerwała
    jej przyjaźń z Dianą?
    --
    "Życie jest jak kuchnia. Żeby coś zrobić, trzeba pobrudzić ręce"
  • sowca 17.01.10, 23:24
    Fakt że nie pozwala Di
    > odwiedzić Janki Pengly.
    > Jaka ta Janka była to była. Ale co złego w tym,że zaprosiła Di do
    > domu, a ta bardzo pragneła ją odwiedzić?
    > Czy to ta sama Ania,która kiedyś rozpaczałą,że pani Barry
    przerwała
    > jej przyjaźń z Dianą?

    Dzisiaj mamy mnóstwo haseł o równości, o zaniku klasowości itp (jako
    socjolog coś o tym wiem). Czy rzeczywiście? Czy jako matka byłabyś
    zachwycona, gdyby Twoja córka zaprzyjaźniła się z dzieckiem z
    meliny, bluzgającym,narkotyzującym się, posiadającym matkę -
    pijaczkę i co chwila nowego "wujka"? Ja wiem, ze dramatyzuję i
    przerysowuję, ale sytuacja jest podobna. Dziecko wpada w "złe
    towarzystwo" - dzisiaj takim złym towarzystwem są narkomani, sekta
    czy groźna subkultura, kiedys były wlaśnie takie osoby jak
    Penny'owie, Binnie'owie czy inni tam. I matka na taką sytuację
    reaguje.
    --
    "W tydzień po ucieczce Freda i George'a Harry był świadkiem, jak
    profesor McGonagall przyłapała Irytka na próbie poluzowania
    kryształowego kandelabra i mógł przysiąc, że słyszał, jak
    powiedziała do poltergeista kątem ust:<<Odkręca się w drugą stronę>>"
  • jadwiga1350 19.01.10, 19:21
    sowca napisała:


    Czy jako matka byłabyś
    > zachwycona, gdyby Twoja córka zaprzyjaźniła się z dzieckiem z
    > meliny, bluzgającym,narkotyzującym się, posiadającym matkę -
    > pijaczkę i co chwila nowego "wujka"?

    Tak samo myślała pani Barry, gdy zabroniła córce przyjaźnić się z
    Anią.

    >kiedys były wlaśnie takie osoby jak
    > Penny'owie, Binnie'owie czy inni tam.

    Tylko nie bardzo wiadomo na czym patologia tych rodzin miała polegać.

    Penny'owie..., no powiedzmy, że chodzi o ubóstwo i brud panujący w
    domu tej rodziny.Tylko, że Ania wcześniej przyjaźniła się z róznymi
    ubogimi osobami i korona jej z głowy nie spadła. Bywała też częstym
    gościem w domu pana Harrisona, który schludnością nie grzeszył.

    Drugi przejaw patologii Pennych, to pewnie notoryczne kłamstwa czy
    też fantazje Janki.
    ale Delila Green dostąpiła zaszczytu przekroczenia progów Złotego
    Brzegu, mimo, że Ania nie wierzyła ani przez moment w jej opowieści
    o złej macosze.


    --
    Próbowałem zwrócić uwagę konduktora,że to Piłsudski, ale
    konduktorowi nazwisko to nic nie mówiło. Wtedy Warszawę emocjonował
    Zdzisław Lubomirski.
  • rudzik85 21.01.12, 00:27
    Myślę, że dla autorki wiele spraw było oczywistych - pisała dla współczesnych sobie kobiet i naprawdę nie musiała wszystkiego tłumaczyć i opisywać. Zwykły dzień Ani na pewno nie składał się tylko z układania kwiatów- to sie dla czytelniczek rozumiało samo z siebie. Dla nas w XXI w. rzecz ma sie inaczej, ale nie można za to winić autorki :) A w poprzednich książkach ania uczyła sie jak być gospodynią, przypuszczam, ze stała sie niedościgłym wzorem- ciekawiej czyta się o niedodaniu mąki do ciasta niż o suflecie, który zawsze trzyma poziom :) Daltego w późniejszych tomach jest tego mniej.
    Służąca naprawdę nie była żadnym luksusem, raczej klasa średnia....Pamiętacie jak Boryna odczuł boleśnie brak swojej drugiej żony? A miał "do dyspozycji" synową i podrośniętą córkę. Oto co znaczyły wprawne kobiece ręce :)
    Janka Penny z tego co pamiętam była już na pierwszy rzut oka dość toporna i nie najlepiej wychowana. Delili Ania nie mogła nic tak naprawdę zarzucić- była uprzedzająco grzeczna, zadbana, zresztą kto, jak nie Ania opowiadała swego czasu niestworzone historie? Z uwagi na własne przeżycia nie zabroniła sie spotykać córce z nią. Co innego Janka- Ania zdążyła się już dowiedzieć wiele na temat jej rodziny i logiczne, ze chciała uchronić córkę przez złym towarzystwem.
    Co do traumy dziecka porzuconego i wykorzystywanego- zgadzam sie całkowicie :) dziś trudno się to czyta- w dobie rozwiniętej psychologii, zainteresowania dziećmi z marginesów społecznych itp. Z drugiej strony pomiędzy wierszami wyczuwam, oprócz współczucia, podziw Maryli dla Ani- dziecka niezwykłego, które "się nie dało". Choć to może tylko moje pobożna życzenie :) W każdym razie braki wychowania i obycia są...dziwnie małe :)
  • ananke666 31.01.12, 12:50
    > Choć to może tylko moje pobożna życzenie :) W każdym razie braki wychow
    > ania i obycia są...dziwnie małe :)

    Jest w tym jakiś elemencik wiary w predestynację - rodzice Ani to byli bardzo porządni ludzie, więc i Ania też. Plus jednak ten element niezwykłości w dziecku, które instynktownie czerpie kulturę skąd może.

    A poza tym owszem, zgadzam się z osobami, które uważają, że Ania zasuwała. Na pewno zasuwała, tylko, że nie pisało się o tym, bo dla gospodyń tamtych czasów było to oczywiste i znacznie ciekawsze było to, co Ania przeżywała, niż jej pranie. A że "okna Zuzanny" lśniły - też nie ma w tym nic niezwykłego, ostatecznie po to brało się służbę, żeby wykonywała cięższe prace. Pani domu na szmacie, a służąca z miotełką omiata bibeloty? Bezsens. Sceny z prac gospodarskich są, ale zwykle po coś. Normalne, że Ania pielęgnuje ogród, to znaczy kopie, pieli, nawozi, podlewa i przycina, ale niezwykłe jest to, że go przy tym kocha, że zachwyca się roślinami, że nie mają wyłącznie wartości reprezentacyjnej, a bardziej emocjonalną.

    Gdyby chcieć odczytywać dosłownie wszystko, wyjdą absurdy - Ania w życiu swoim nie wykonała kupki, nie miesiączkowała, nie zmieniła majtek, ba! nawet ich nie włożyła, ona ich po prostu nie miała; musiała niemiłosiernie śmierdzieć, bo ani razu nie wzięła pełnej kąpieli, a głowę umyła kilka razy w życiu. Rilla opiekując się dzieckiem bardziej przejmowała się brzuszkiem i rozwodnionym mlekiem tudzież brakiem umiejętności w zakresie kąpieli, natomiast snu z powiek nie spędzało jej usuwanie niemowlęcych kup. Krowy na Zielonym Wzgórzu pewnie wychodziły przez okna obory albo przez dach, bo nie pamiętam, żeby ktoś wywalał gnój...
    --
    [img]http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png[/img][url=http://tupecik.blox.pl] Tupecik[/url]
  • soova 31.01.12, 13:00
    "Krowy na Zielonym Wzgórzu pewnie wychodziły przez okna obory albo przez dach, bo nie pamiętam, żeby ktoś wywalał gnój..."

    Jerry Buote z Creek. ;) A że akurat on sam pojawia się chyba tylko we wzmiankach bohaterów, nie własną osobą, to i nic dziwnego, że i o jego pracy, w tym i o gnoju, który być musiał, skoro były krowy, nic nie ma.
    --
    A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
  • nessie-jp 31.01.12, 16:46
    > Z drugiej strony pomiędzy wierszami wyczuwam,
    > oprócz współczucia, podziw Maryli dla Ani- dziecka niezwykłego, które "się nie
    > dało". Choć to może tylko moje pobożna życzenie :) W każdym razie braki wychow
    > ania i obycia są...dziwnie małe :)

    Bo sama "Ania z Zielonego Wzgórza" to bajka, nie powieść realistyczna o porzuconym dziecku. Baśń taka o księżniczce wychowywanej przez złe macochy, która wyrosła na mądrą i piękną. Tak ma być w bajce.

    Bardziej realistyczny obraz sieroty walczącej od zawsze o siebie jest w przypadku Mary Vance. Mary jest cwana, podstępna, zachłanna, egoistyczna, antypatyczna, brak jej wrażliwości -- bo i w takim środowisku się wychowywała.

    Tyle, że ja bym nie chciała czytać ...nastu tomów o wrednej Mary Vance. A o Kopciuszku Ani, co wyrosła na księżniczkę -- owszem!


  • jadwiga1350 31.01.12, 19:00
    A kto opiekował się Złotym Brzegiem podczas nieobecności Gilbertów i Zuzanny? Ania przez 3 miesiące bujała po Europie i nie martwiła się, że w jej ukochany dom piorun trzaśnie?
  • kooreczka 31.01.12, 21:08
    Pewnie sąsiedzi mieli oko- u nas na wsi o niebo mniej zintegrowanej nie ma problemu, by sąsiad patrzył na dom i podjazd.

  • jadwiga1350 19.05.12, 20:58
    kooreczka napisał:

    > Pewnie sąsiedzi mieli oko- u nas na wsi o niebo mniej zintegrowanej nie ma prob
    > lemu, by sąsiad patrzył na dom i podjazd


    Złoty Brzeg stał raczej na pustkowiu, w każdym bądź razie daleko od innych domów.
  • nessie-jp 01.06.12, 14:48
    jadwiga1350 napisała:

    > A kto opiekował się Złotym Brzegiem podczas nieobecności Gilbertów i Zuzanny? A
    > nia przez 3 miesiące bujała po Europie i nie martwiła się, że w jej ukochany do
    > m piorun trzaśnie?

    Znaczy co, miała zostawić kogoś w domu, żeby w niego ten piorun trzasnął...? Czy sama się wystawić na wyładowania atmosferyczne? :)

    Pewnie do domu zaglądał jakiś parobek czy ktoś najęty do sprzątania, a jakby się paliło, toby było widać z daleka i sąsiedzi by ruszyli na pomoc.

    --
    "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
  • chomiczkami 26.06.12, 11:09
    A może został parobek od koni (ktoś musiał być do tego, skoro były w gospodarstwie zwierzęta) i sobie z poddasza stajni zerkał raz na jakiś czas ;). Zresztą, sąsiedzi... pani Kornelia mogła się przejść raz w tygodniu i by wystarczyło, przecież nikt Goga i Magoga by nie ukradł sobie nie ustawił na kominku, bo zaraz by się wydało.

    --
    Jeżeli małżeństwo jest szkołą życia, to uczniem w tej szkole jest najczęściej mąż. - J. Bułatowicz
  • jadwiga1350 08.12.17, 21:05
    "Nie mogę przecież ciągle zajmować się sama
    dzieckiem...
    - Nie kochasz dzieci,
    Antonino.
    - Nie kochasz dzieci, nie kochasz dzieci. Nie mam dosyć czasu: pochłania mnie prowadzenie
    domu! Budzę się rano z myślą o dwudziestu rzeczach, które należy w ciągu dnia wykonać, a
    wieczorem kładę się z myślą o czterdziestu innych, które nie zostały wykonane...
    - Masz dwie służące. Jesteś tak młoda...
    - Właśnie, dwie służące.
    Justynka musi prać, czyścić, sprzątać, usługiwać. Kucharka jest wiecznie zajęta. Od rana już smaży
    ci befsztyki... Pomyśl tylko! Eryka musi prędzej czy później mieć jakąś bonę, wychowawczynię..."
    (Buddenbrookowie)

    Akcja wprawdzie toczy się jakieś 50 lat wcześniej niż akcja Ani i w Europie, ale chyba widać jasno, że jedna służąca( nawet będąca stachanowcem w spódnicy) nie mogła zapewnić pani domu wygodnego i leniwego życia.
    A Tonia z powyższego cytatu miała tylko jedno dziecko, nie sześcioro jak Ania.
  • pi.asia 16.12.17, 12:14
    ananke666 napisała:

    > Na pewno zasuwała, tylko, że nie pisało się o tym, bo dla gospodyń tamtych czasów było to >oczywiste i znacznie ciekawsze było to, co Ania przeżywała, niż jej pranie.

    Zgadzam się w stu procentach.
    Dodam, że w "Ani ze Złotego Brzegu" sporo jest wzmianek o tym, że Ania pracowała. Wraz z Zuzanną szykowała np. przyjęcie dla ciotki Mary - czytamy, że po całym dniu przygotowań siedziały zmęczone w nieoświetlonym pokoju. Nazajutrz obudziły się wcześnie, żeby zakończyć ostatnie przygotowania. Jest nawet napisane, że "przed świtem". A ciotczyne urodziny wypadały jakoś w maju, kiedy dni są długie, a słońce wstaje ok. 5-ej.

    W innym miejscu mamy informację, że "Ania przez całą zimę nie miała chwilki czasu dla siebie. Teraz (...) całe dnie spędzała w ogrodzie." Oczywiście w tym ogrodzie nie siedzi z założonymi rękami, tylko sadzi, kopie, sieje i nawozi. Czyli "chwilka czasu dla siebie" to też praca, tylko ta którą Ania uwielbia, i która jest dla niej odpoczynkiem. Doskonale ją rozumiem, też kocham pracę w ogrodzie.

    Kolejna wzmianka: Ania stoi w swoim pokoju. "Czuła się trochę zmęczona po pracowitym dniu"

    I jeden z ostatnich rozdziałów, ten, w którym Ania jest rozdrażniona: "Ostatnio wszystko ją denerwowało. (...). Była zmęczona i znudzona wiecznymi obowiązkami, monotonią dnia codziennego i zaspokajaniem zachcianek rodziny. Kiedyś cieszyło ją wszystko, co robiła w domu i dla domu."

    Na końcu Gilbert mówi: "Jesteś zmęczona i przepracowana, należy ci się odpoczynek."

    Naprawdę, nie widzę podstaw do uważania, że Ania tylko układała kwiaty i gładziła dzieci po główkach. Miała solidne obowiązki, jak każda pani domu.


  • apersona 18.12.17, 18:50
    "Ania ze Słonecznego Brzegu" to zbiór wzruszających i krzepiących opowieści dla pań w średnim wieku i starszych, nic dziwnego, że nie ma tam prozy życia.
  • pi.asia 18.12.17, 19:37
    apersona napisała:

    > "Ania ze Słonecznego Brzegu" to zbiór wzruszających i krzepiących opowieści dla
    > pań w średnim wieku i starszych, nic dziwnego, że nie ma tam prozy życia.

    Jak to nie ma prozy życia? Jest upierdliwa i męcząca ciotka Mary Maria, która przyjechała na kilka dni a siedzi kilka miesięcy. Jest poważna choroba Ani. Są przykre doświadczenia dzieci i ich zawiedzione zaufanie oraz zdradzone przyjaźnie. Jest bieda, pijaństwo i ciężkie warunki bytowania. Jest historia męża-tyrana i kobiety, która go nienawidziła przez całe życie. Jest przerażenie i rozpacz, gdy mały Jim gdzieś znika. Są kłopoty wychowawcze. Jest wreszcie zazdrość, zmęczenie i rozdrażnienie, prawie bunt kobiety znużonej obowiązkami.

    Poza tym Słoneczny Brzeg jest w Bułgarii. Ania mieszkała w ZŁOTYM Brzegu.
  • apersona 18.12.17, 21:37
    Wydało się, czytam właśnie o Bułgarii "Tam skąd pochodzi Orfeusz" Grabowskiej :)
    Ingleside jeszcze nie skończyłam, ale prawie, i zauważ że problemy w tej książce zwykle dotyczą dzieci albo innych ludzi i działo się to dawno temu, poznajemy je z dużego i bezpiecznego dystansu dorosłego, dla którego te świetnie opisane dziecięce strachy i dramaty to błahostka.
    Zaś historia z ciotką Mary Marią to nie proza życia, tylko dramat i tragedia tak kochany przez czytelniczki, które muszą się poświęcać na ołtarzu uczuć rodzinnych. Nie lubię tej konwencji, nie lubię Ani nieskazitelnej męczennicy, co toleruje ciągłe gnojenie dzieci, zatruwanie posiłków itp., bo przecież nie można sprawiać przykrości cioci.

  • pi.asia 19.12.17, 09:58
    apersona napisała:
    )
    > Ingleside jeszcze nie skończyłam, ale prawie, i zauważ że problemy w tej książc
    > e zwykle dotyczą dzieci albo innych ludzi i działo się to dawno temu, poznajemy
    > je z dużego i bezpiecznego dystansu dorosłego, dla którego te świetnie opisan
    > e dziecięce strachy i dramaty to błahostka.

    Zaginięcie Jima to nie błahostka. Zapalenie płuc Ani też nie jest drobiazgiem.
    Poza tym jakich dramatów oczekujesz w normalnej, kochającej się rodzinie? Dla dzieci to, co je spotyka, jest tragedią i końcem świata: obgadywanie, zawiedzione zaufanie, kłamstwa, bezmyślnie brutalne zachowanie innych dzieci, śmierć ukochanego psa. A kochająca matka przeżywa to razem z nimi.

    > Zaś historia z ciotką Mary Marią to nie proza życia, tylko dramat i tragedia ta
    > k kochany przez czytelniczki, które muszą się poświęcać na ołtarzu uczuć rodzin
    > nych. Nie lubię tej konwencji, nie lubię Ani nieskazitelnej męczennicy, co tole
    > ruje ciągłe gnojenie dzieci, zatruwanie posiłków itp., bo przecież nie można sp
    > rawiać przykrości cioci.

    A zauważyłaś, jaką ciotka jest wredną manipulantką? "Chciałam dobrze dla ciebie, Andziu", "Przepraszam, Andziu, jeśli cię uraziłam" - ona świadomie i z rozmysłem wywołuje w ludziach uczucie winy. Gdy Gilbert powiedział jej kilka ostrych słów, płakała całą noc i skończyło się na tym, że on ją przeprosił. Ania też kilkakrotnie staje w obronie dzieci, ale ciotka potrafi tak odwrócić kota ogonem, że to w końcu Ania czuje się nie w porządku. Próbuje rozmawiać o tym z Gilbertem, bo to przecież jego rodzina i on powinien ostro zareagować, niestety, on wielu spraw po prostu nie zauważa.

  • apersona 19.12.17, 19:13
    "Mówię to tylko dla twojego dobra"?
    Partia książki z karykaturalną ciotką MM jest przeciągnięta do granic niemożliwości, a słodka bezradna Ania, to nie jest dawna Ania, która za przezywanie waliła tabliczką w łeb, wskakiwała do łóżka a potem przepraszała.
  • mamuka_z_boru 19.01.18, 22:25
    Obraz Ani przycinającej róże i otulającej dzieci do snu nasuwa nam się zazwyczaj w kontekście ciągłych wzmianek o gospodarskiej aktywności Zuzanny - upieczone rolady w spiżarni, prasowanie gorsów doktora, szycie i ozdabianie bielizny dzieci, przędzenie, wybieranie jaj w kurniku. Tylko, że o ile dla Zuzanny prowadzenie domu doktora to cel i sens życia, dla Ani to tylko jego proza. I dlatego IMHO autorka przy postaci Ani skupia się na innych sferach, które dla Ani są ważne.
    Poza tym, choć Zuzanna wydaje się Robocopem, to pamiętajmy, że do najcięższych prac był najmowane osoby spoza domu - płody rolne dostarcza im Antoni Plummer (któremu po śmierci Ania pisze piękne epitafium, uzupełnione przez wdowę o toporną rymowankę), do prania przychodzą kobiety za wsi (wiemy o ciotce kłamliwej Doroty, koleżanki Nan). Żona Billa Sześciopalczastego mówi Dianie, że przebywała w Złotym Brzegu, panną będąc, w noc jej narodzin, skąd możemy wnioskować, że była tam najęta (na czas porodu?) do jakichś posług. Ania szuka kogoś do przekopania ogrodu i panna Kornelia poleca jej kogoś, choć "jest on bardziej zainteresowany wynagrodzeniem niż pracą, jak każdy mężczyzna, nieprawdaż".
    No i nie zapominajmy, że Zuzanna nie jest zgrzybiałą staruszką - gdy zostaje najęta, na czas narodzin Jima, ma 35 lat (trzydziestopięcioletnia, brzydka, stara panna z Glen :) ). Ania miała wtedy ile lat? 28?
    Więc na pewno Ania jako żona doktora miała inne obowiązki niż Ania - wychowanka Cuthbertów - nie pracowała już w gospodarstwie, ale musiała zarządzać dużo większym domem, angażować się we wszystkie wiejskie przedsięwzięcia, "bywać" z mężem, itp - ale dalej były to obowiązki, absorbujące i męczące, a nie błogie lenistwo.
  • jadwiga1350 29.04.18, 10:24
    pi.asia napisała:

    > ananke666 napisała:
    >
    > > Na pewno zasuwała, tylko, że nie pisało się o tym, bo dla gospodyń tamtyc
    > h czasów było to >oczywiste i znacznie ciekawsze było to, co Ania przeżywał
    > a, niż jej pranie.
    >
    > Zgadzam się w stu procentach.
    > Dodam, że w "Ani ze Złotego Brzegu" sporo jest wzmianek o tym, że Ania pracował
    > a.


    Tylko, że ta pracowitość Ani to tylko takie odautorskie wzmianki. A my widzimy Anię, która ma czas na ciągle wyjazdy z Gilbertem, na urządzanie przyjęć i zabaw, na swatanie dwojga młodych(długie przygotowywanie gruntu), na kupno i czytanie każdej książki mającej w tytule słowo "ogród".
    I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby to było urealnione większą liczbą służby w domu. Pani Blythe żyje jak ordynatowa Michorowska mając do pomocy tylko jedną Zuzannę.

    To już więcej tej pracy widzimy u jedenastoletniej Ani na Zielonym Wzgórzu. Już drugiego dnia pobytu Ania myje naczynia. A potem łuska groch, zszywa kwadraty, piecze tort dla pastorowej, podaje kolację Mateuszowi, prasuje mu chustkę do nosa, pomaga zaganiać krowy.Jednocześnie uczy się, bawi z Dianą, wymyśla przeróżne historie, ma czas na bieganie po lesie i zabawy w teatr.
  • kociaczek456 12.02.18, 14:03
    Nie ma co szukać dziury w całym, nie o to w tej książce tu przecież chodzi....Gospodarstwo- karmienie gęsi, hodowla kur nie jest zajęciem, które by fascynowało Anię;-)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka