Dodaj do ulubionych

Co budziło zgorszenie... i nie tylko

19.09.07, 15:32
Jestem w trakcie lektury (odświeżania ma się rozumieć) Doliny Tęczy i
natchnęła mnie ona do stworzenia nowego wątku. Otóż zachowania młodych
Meredithów, budzące zgorszenie, a nawet potępienie w oczach im współczesnych,
dziś może nie byłyby nawet zauważone. Za przykład niech posłużą dwa centymetry
gołych łydek Flory budzące szalone zgorszenie wśród parafian z Glen (nawet
wyrozumiałej i tolerancyjnej Ani wydało się to zaskakujące). Dziś, kiedy na
drzwiach kościołów pojawiają się czasem plakaty z prośbą o niewchodzenie w
negliżu, strojach kąpielowych, gołe nogi, zwłaszcza latem, na nikim chyba
wrażenia by nie zrobiły. Wiadomo mentalność tak ogromnie się zmieniła. Ale z
drugiej strony zabawy, połączone ze śpiewami, czy pikniki na cmentarzu chyba
dzisiaj też wywoływałyby zgorszenie, a co najmniej mocne niezadowolenie.
Chciałabym zachęcić Was do zabawy w tym wątku i przywoływanie scen (zwłaszcza
zabawnych)obrazujących jakże mentalność, czy obyczajowość zmieniła się od
czasów LMM. Ja też pewnie się jeszcze dopiszę z kolejnymi przykładami.
Obserwuj wątek
    • feverish Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 20.09.07, 01:19
      > Wiadomo mentalność tak ogromnie się zmieniła.

      Plus my mamy zupełnie inną mentalność niż ludzie w Ameryce. Gołe
      łydki u nas pewnie nigdy nie wywyołałyby AŻ TAKIEGO zgorszenia, bo -
      wbrew pozorom - jesteśmy dużo bardziej liberalni niż Amerykanie i
      Kanadyjczycy jeśli chodzi o pokazywanie ciała.
      Tzn. myślicie na przykład, że w Polsce wybuchłby wielki skandal, bo
      jakaś piosenkarka pozazała nagą pierś na koncercie??
      Albo skąd wzięły się kąpielówki do kolan? Ameryka!


      Ale swoją drogą mentalność i tak się zmieniła, u nas też. Jeszcze
      pare lat temu moja babcia głośno wyrażała swoje oburzenie jak
      wybierałam się w spodniach do kościoła. Potem to przeszło w
      zdziwienie, a teraz to już jej wszystko jedno...
        • rosynanta Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 08.11.13, 15:24
          emdziejka napisała:

          > kąpiel Emilki i Ilzy bez halek w świetle księżyca. Swoją drogą
          > zawsze zastanawiałam się co to znaczyło bez halek. bo jeśli nago to
          > i ja bym się zgorszyła (nie znam się na bieliżnie ówczesnej)

          Były w halkach właśnie - to plotka zrobiła z tego "kąpiel nago".
          Emilka wyjaśnia to komuś, że kąpały się w halkach, bo nie wzięły kostiumów, a wracając do domu niosły mokre halki zwinięte, przez co wyglądały nieporządnie.

          Całkiem nago - nie wiem, czy to w ogóle by przeszło. Nawet taka dziewczyna jak Ilza, której pozwalano na wszystko, nie rozebrałaby się chyba do naga... Ba, nawet współczesne dziewczyny mają z tym problem, wystarczy pójść na dowolny basen i poobserwować, jak się kryją pod prysznicem ;-)
          --
          Codzienne podnietki nieuleczalnej estetki.
          ich4pory.pl
          Z anonimami nie dyskutuję!
    • elwinga Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 21.09.07, 09:31
      Dowodem zmian w mentalności są co poniektóre wątki na tym forum, w których
      wyraża się zdziwienie, że Ania po ślubie "traci ambicje" i zamienia się w kurę
      domową oraz że nic w tym domu właściwie nie robi. :) To dość dobitnie pokazuje,
      że to, co było oczywiste dla LMM i jej współczesnych czytelniczek dla nas
      oczywiste nie jest.

      A propos braku pończoch - jeśli się nie mylę, kobiety z towarzystwa zaczęły
      pojawiać się publicznie z gołymi nogami dopiero w czasie II wojny, kiedy tych
      pończoch po prostu nie można było dostać.
    • pathsoul Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 24.09.07, 09:51
      Wczoraj chciałam umilić sobie niedzielne popołudnie lekturą najmniej przeze mnie
      lubianej części "Ani" - "Anią ze Złotego Brzegu". I od razu w pierwszym
      rozdziale trafiłam na coś, co mnie zdumiało.

      Wymieniłyście w tym dziale sprawy, które u ludzi współczesnych bohaterkom Maud
      budziły zgorszenie, a w naszych czasach są na porządku dziennym. A tu proszę -
      mamy coś odwrotnego! Pamiętacie może Anię namawiającą Dianę na wspólny piknik w
      ogrodzie Heleny Gray? Otóż wykształcona pani DOKTOROWA Blythe, będąca już
      wówczas, jak bardzo wyraźnie sugerują kolejne rozdziały, w stanie
      błogosławionym, planuje zabrać na wspomniany piknik pamiętne wino porzeczkowe
      Maryli, które to ma sprawić, że obie przyjaciółki poczują się "całkiem swobodne":)

      Wydawało mi się, że w czasach, gdy powstawał "Złoty Brzeg", a został przecież
      napisany bodajże jako ostatnia (a może przedostatnia?) część cyklu, stan
      świadomości zdrowotnej był nieco lepszy:)
      • mela54 Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 24.09.07, 10:57
        No cóż, nawet dziś panuje pogląd, że kobiecie w ciąży lampka wina
        nie zaszkodzi...Ma ono przecież wg niektórych lecznicze właściwości.
        Wydaje mi się, że skoro akcja działa się dawno temu w Kanadzie
        (Polacy mają przecież swoje własne podejście do picia)to ludzie nie
        traktowali picia wina na zasadzie,żeby pić do nieprzytomności.
        Zresztą do dzisiaj w wielu krajach obowiązuje tzw. kultura picia,
        czyli, żeby pić tak aby się nie upić...Czytam teraz powieść o
        średniowiecznych mnichach, gdzie picie wina czy piwa (rozrzedzonego
        czasami!) do posiłków było czymś na porządku dziennym...bracia czuli
        się swobodniejsi, itp. ale z pewnością nikt nie musiał leczyć
        porannego kaca!
        • pontecorvo Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 24.09.07, 11:27
          Obecnie panuje bardzo silne przekonanie o niewłaściwości picia w czasie ciąży! I
          dobrze! Dwa razy zdarzyło mi się upić parę łyków szampana (ślub szwagra i coś
          tam jeszcze) i miałam trochę wyrzutów sumienia... Acha, na samym początku ciąży,
          w stanie całkowitej nieświadomości tego stanu, trochę poszalałam na weselu
          przyjaciół. Potem bałam się trochę, ale lekarz mnie uspokajał. Za to później,
          zupełna abstynencja, nie licząc tej odrobiny szampana. Nawet wina odmawiałam...
          Trwa to do dziś, bo wciąż karmię. A tak przy okazji, sądzicie, że Ania karmiła
          dzieci? Bo chyba mamki nie miała?:))
          • mela54 Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 24.09.07, 22:30
            A wiesz, że nigdy nie zastanawiałam się nad tym czy Ania karmiła
            swoje dzieci, ale pewnie tak, a brak wzmianki o tym ze strony
            Montgomery może świadczyć, że był to temat tabu...W powieściach dla
            dziewcząt pewnie nie wypadało pisać o karmieniu piersią skoro
            słowo "noga " budziło zgorszenie...Trochę to dziwne, ale nie sądzę,
            żeby dzisiejsze "zepsute" czasy były lepsze!
            • fenyloalanina5 Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 20.10.07, 17:58
              Rilla wykarmiła malutkiego dwutygodniowego Jasia (wojenne dziecko)z butelki
              mlekiem rozcieńczonym wodą. Domyślam się, że było to krowie mleko. Szczęśliwie,
              że dziecko przeżyło... Wiadomo białko krowiego mleka może okazać się zabójcze
              dla malutkiego noworodka. Czy znacie inne przykłady z życia i literatury, jak
              raDZONO SOBIE, GDY ZABRAKłO MAMY,
              • karo_ka1 Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 20.10.07, 18:10
                Ania też była wykarmiona butelką przez panią Thomas, co ta
                wielokrotnie podkreślała. Widać, oprócz instytucji mamki innego
                sposobu na karmienie dziecka nie było. Co do "zabójczego" działania
                niektórych produktów - przeciez jeszcze 30 lat temu z hakiem ;) do
                diety niemowląt włączano zwykłą pszenną mąkę...
              • rosynanta Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 05.11.18, 12:03
                fenyloalanina5 napisała:

                > Rilla wykarmiła malutkiego dwutygodniowego Jasia (wojenne dziecko)z butelki
                > mlekiem rozcieńczonym wodą. Domyślam się, że było to krowie mleko.

                No raczej. Prawdopodobnie z dodatkiem mąki. Jeszcze w latach 70 i 80 robiło się tzw. mieszanki mleczne (mleko krowie, woda, opcjonalnie mąka w odpowiednich proporcjach) - moja mama do dziś ma gdzieś przepisy na to.

                > Szczęśliwie, że dziecko przeżyło...
                > Wiadomo białko krowiego mleka może okazać się zabójcze
                > dla malutkiego noworodka.

                I dla niemowlaka też :P Nawet nie białko, a bakterie, które się w nim znajdują... Surowe mleko (niepasteryzowane) jest bardzo podatne na rozwój mikroorganizmów. Do czasów powszechnej pasteryzacji (XIX wiek) melko było jedną z głównych przyczyn zgonów w miastach, głównie u dzieci.

                > Czy znacie inne przykłady z życia i literatury, jak
                > raDZONO SOBIE, GDY ZABRAKłO MAMY,

                Romulus i Remus chociażby ;)
                Ale Rilli to przez myśl nie przeszło, co ciekawe. Pod kierunkiem Zuzanny przygotowano mieszankę mleczną, a odpowiednia butelka znalazła się w gabinecie doktora Blythe.
        • filifionka-listopadowa Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 26.05.09, 12:26
          Ze nie wspomnę o Krystynie córce Lavransa. Podczas wyprawy w góry ojciec dawał
          jej, chyba 6 letniej, tyle piwa i miodu ,ze się upiła (wszystko wirowało) a
          potem poszła spać. Zresztą tylko w okresie postnym pili wodę resztę czasu czy to
          ciężarna, czy karmiąca Krystyna piła piwo. I to samo podawała swoim dzieciom.
          --
          "No, ale oczywiście Jeżycjada to bajka, a królewski dwór Borejków obfituje w
          całe stada utalentowanych, pięknych i czułych księżniczek, za którymi uganiają
          się już to rycerze na harleyach, już to mroczne nerwusy, już to wierni
          towarzysze broni z rudymi wąsami... " by nessie-jp
            • filifionka-listopadowa Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 30.05.09, 13:51
              Och, jestem tego świadoma, choć mówimy tu o średniowiecznej Norwegii a nie o
              Paryżu czy Londynie. Tam rzeczywiście źródła wody były "dość" niepewne ale w
              Norwegii czyste rzeki pozostały do dziś:)
              --
              "No, ale oczywiście Jeżycjada to bajka, a królewski dwór Borejków obfituje w
              całe stada utalentowanych, pięknych i czułych księżniczek, za którymi uganiają
              się już to rycerze na harleyach, już to mroczne nerwusy, już to wierni
              towarzysze broni z rudymi wąsami... " by nessie-jp
      • pontecorvo Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 02.11.07, 09:36
        Chciałabym dopisać się do tego wątku w kwestii "odwrotnej", czyli to co było
        normalne dziś na pewno nie! Mianowicie swoboda spędzania wolnego czasu dzieci,
        myślę tu o Marigold, ileż to razy biegła gdzieś w sobie tylko znanym kierunku,
        nie mówiąc ani słowa Mamie czy Babce. Na przykład decyzja, aby wsiąść do wozu
        wędrownego zielarza, czy horror uwięzienia w domu szalonej kobiety. Dziś nie do
        pomyślenia. Przecież Marigold na kartach powieści była jeszcze mała dziewczynką,
        maksymalnie 11 lat.
        • yowah76 Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 16.11.08, 22:57
          Ja niedawno czytalam porownanie dziecinstwa trzech pokolen...
          dziadek znikal z domu na cale dnie, ganial z kolegami, lazil po
          drzewach; jego corka juz miala pewne ograniczenia, ale jezdzila z
          kolezankami na rowerach, oddalala sie od domu. Jej syn moze sie
          oddalic az do zakretu ulicy, a wszyscy ja uwazaja za wyjatkowo
          liberalna matke;) Ja majac lat 7-8 wychodzilam sama z psem, szlam po
          zakupy, z bratem znikalismy rodzicom z oczu i nie bylo problemow.
          Dzieci dostawaly do rak noze i nozyczki,uczyly sie, ze to boli a to
          parzy i wiekszosc to przezywala. 7-latke mojej kolezanki ojciec
          odprowadza do sasiedniej klatki.
          I to jest dopiero przerazajace...
          --
          ---------------------------------------------------
          - To wspaniale przyjecie - powiedzial Kwestor do krzesla. - Szkoda,
          ze mnie tu nie ma.
    • pontecorvo Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 26.09.07, 21:23
      Tak mi się skojarzyło i pasuje do tego wątku: Czy był obecny "urząd
      przyzwoitki"? Bo w sumie Ania chadza sobie z Gilbertem, nawet do lasu (!), co w
      tamtych czasach, mogło budzić wiadomo jakie zastrzeżenia. Moja Babcia w czasach
      przedwojennych, nie była z narzeczonym (moim późniejszym Dziadkiem) ponoć ani
      razu sam na sam, zawsze towarzyszyć musiał ktoś z rodziny, jakaś smarkata
      kuzynka, czy siostrzenica! Chyba, że Babcia mnie kantowała, pragnąc, abym nie
      "zeszła na złą drogę :))
      • mela54 Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 26.09.07, 22:24
        O przyzwoitce wspomniane jest tylko raz i to w formie żartu. W "Ani
        z Szumiących Topoli", gdy Nora po weselu siostry wybiega na
        spotkanie Jima(?)i rozbija sobie nos, a potem on jej się oświadcza
        przy świadkach i zostawiają ich z psem (chyba Barnabą)w roli
        przyzwoitki. Może bohaterki Montgomery były tak przyzwoite, że już
        przyzwoitki nie potrzebowały?
          • pontecorvo Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 27.09.07, 09:39
            feverish napisała:

            > mi tam się wydaje, że po prostu bohaterki LMM nie żyły aż w tak
            > wytwornym i sformalizowanym towarzystwie, żeby przyzwoiki były
            > potrzebne. Ale to mi się tylko wydaje
            Niby nie, ale moja Babcia, tym bardziej nie:))...
            Jednak czasy były takie, że ta gra pozorów, niekiedy hipokryzja były na porządku
            dziennym. Pamiętna scena, przywołana przez Melę, kończy się stwierdzeniem,
            ciotki Wywąchiwacz (moja ulubiona postać z gatunku tych zrzędliwych): no to
            teraz musisz się z nią ożenić, bo nikt już jej nie zechce. Zszargana opinia
            mogła jednak zniszczyć...
            • monikate Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 27.09.07, 21:03
              Odnośnie powyższego. Wydaje mi się, iż na kontynencie amerykańskim
              ze wskazaniem północy dziewczęta XIX w. żyły w mniej sformalizowanym
              świecie, niż w tym samym czasie w Europie czy na południu Stanów.
              Zakładaja stowarzyszenia, wyjeżdżają na studia, w miastach
              akademickich mieszkają wynajmujac wspólnie z koleżankami mieszkania.
              Same chodzą na bale czy zabawy. No, z koleżankami, lecz bez
              przyzwoitki.
              A co się jeszcze zmieniło. Za powszechnie ładny i ciekawy uznaje się
              inny typ urody. Często myślałam, że wysoka, b. szczupła Ania, z
              naturalnie rudymi włosami, szarozielonymi oczami, bladą cerą i
              dziwnymi, szerokimi ustami, z trudnym do określenia wyrazem twarzy
              (raz ładny, raz nieładny) to idealna kandydatka na top modelkę. Ania
              z trudem znajdowała uznanie dla swojego wyglądu. Na topie były
              pulchne dziewczyny (zauważyłyście, jak często Maud używa
              słowa "pulchny" opisując to tę, to ową?)w typie Diany. Nie za
              wysokie, takie cukierkowo-bombonierkowe.
              --
              Spacer i świeże powietrze rozwiązują wiele problemów
                  • trawiasta Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 02.10.07, 16:48
                    Ano, moda modą a gusta męskie gustami :-) Od wieków zawsze jedni woleli
                    szczupłe, a drudzy - pulchne kobiety :-)

                    Co mnie się rzucało 'w oczy' nt.:
                    1) fakt, że potępiano pisanie Emilki i nie chciano dawać jej kartek czy
                    zeszytu... naprawdę tak ciężko było wtedy o papier?...
                    2) ciotki Emilki o przekonaniach, że świeże powietrze nocą jest niezdrowe i
                    można od niego umrzeć na suchoty
                    3) to, że o zaledwie 28-letniej (bodajże) Joannie nawet autorka pisała jak o co
                    najmniej dojrzałej kobiecie, co to życie już za nią
                    4) śmieszyła niepisana granica; Ania z 6 dzieci to norma, ale jak już ktoś ma 10
                    (Drewowie?), to ogromnie dużo; dla mnie powyżej 2 to już wielodzietność :-)
                    5) to, że Jana (?) sprawiła sobie kostium kąpielowy (!); mimo że w tamtych
                    czasach i tak zapewne szczelnie ją zakrywał :-)
                    6) ateista (lub po prostu osoba nieuczęszczająca do kościoła) budził wówczas
                    powszechne zgorszenie
                    7) nigdy nie umiałam zrozumieć, dlaczego wskoczenie na ciotkę Józefinę było
                    powodem do aż takiego zgorszenia... przecież to były tylko dwie małe
                    dziewczynki... i nic właściwie nie zrobiły; wystraszyły ją trochę i wyrwały ze snu

                    Jak mi się coś przypomni, to dopiszę :-)

                    • feverish Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 03.10.07, 05:26
                      > 1) fakt, że potępiano pisanie Emilki i nie chciano dawać jej
                      > kartek czy zeszytu... naprawdę tak ciężko było wtedy o papier?...

                      nieee, chodziło o purytańskie zasady, wg których pisanie i czytanie
                      literatury jest naganne.

                      > 3) to, że o zaledwie 28-letniej (bodajże) Joannie nawet autorka
                      > pisała jak o co najmniej dojrzałej kobiecie, co to życie już za nią

                      w "Przeminęło z wiatrem" jest taki piękny fragment, kiedy to
                      Scarlett rozmyśla o siostrze Ashleya: "Biedactwo. Ma 20 lat. Jest
                      starą panną" ;)))

                      > 7) nigdy nie umiałam zrozumieć, dlaczego wskoczenie na ciotkę
                      > Józefinę było powodem do aż takiego zgorszenia... przecież to
                      > były tylko dwie małe dziewczynki... i nic właściwie nie zrobiły;
                      > wystraszyły ją trochę i wyrwały ze snu

                      ale zaraz zgorszenia? mi się wydaje, że rodzice Diany byli po prostu
                      wkurzeni, bo dziewczynki się średnio zachowały ;) jakiś wielki
                      skandal to to nie był.
                      • lilimeye Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 03.10.07, 22:34
                        feverish napisała:

                        > ale zaraz zgorszenia? mi się wydaje, że rodzice Diany byli po prostu wkurzeni,
                        bo dziewczynki się średnio zachowały ;) jakiś wielki
                        > skandal to to nie był.

                        Też mi się wydaje, że nie o skandal tam chodziło, raczej to ciotka była zła, że
                        przerwano jej sen i posądzała dziewczynki o złośliwą psotę, no i jeszcze kwestia
                        tak prostackiego (w jej pojęciu) potraktowania jej godnej osoby. Znam ciotki,
                        które i dziś by się oburzyły, gdyby coś takiego je spotkalo :)


                        --
                        Aż do przesady wychwalano wyobraźnię. Biedaczka ta nie może jednak zrobić ani
                        kroku poza granicę nibynóżek.
                    • rosynanta Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 05.11.18, 12:14
                      trawiasta napisała:

                      > 2) ciotki Emilki o przekonaniach, że świeże powietrze nocą jest niezdrowe i
                      > można od niego umrzeć na suchoty

                      Do dzisiaj tak jest. Wsiądź do dowolnego pociągu w lecie, zawsze znajdzie się w przedziale jakaś osoba, która wierzy w to, że od przeciągu na pewno się pochoruje :D I co z tego, że jest 30 stopni :D

                      > 4) śmieszyła niepisana granica; Ania z 6 dzieci to norma, ale jak już ktoś ma 1
                      > 0
                      > (Drewowie?), to ogromnie dużo; dla mnie powyżej 2 to już wielodzietność :-)

                      Wydaje mi się, że różnica była taka, że Drewowie "nie ogarniali" tych dzieci, tzn. robili bez myślenia o ich przyszłości, a Blythowie mieli dużo, bo tak chcieli i mogli, było ich stać na zapewnienie im bytu.
              • herbarium Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 03.10.07, 14:04
                Raz, że kontynent amerykański (w "Małych kobietkach" też Meg, Jo i Teddy bez
                przyzwoitki się obchodzą), dwa, że po prostu to były niezamożne, choć nie
                skrajnie ubogie, wiejskie dziewczyny, wobec których po prostu nie miałby kto
                pełnić funkcji przyzwoitki (zresztą rozwarstwienie majątkowe w Kanadzie było
                nieporównywalne do rozwarstwienia, np. na ziemiach polskich). Inna rzecz - te
                przyzwoitki i dziewczęca samodzielność nad Wisłą w końcu dziewiętnastego wieku w
                dobrze urodzonym towarzystwie też bardzo różnie wyglądały. Poczytajcie sobie
                powieści, pamiętniki i wspomnienia z tego okresu. Przede wszystkim instytucja
                osoby towarzyszącej to jest instytucja typowo miejska, ale nie wszędzie
                praktykowana.
                • monikate Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 03.10.07, 18:01
                  A ja wróciłam do "Rilli ze Złotego Brzegu" i zaraz na początku
                  podobna sytuacja: 28-letnia, b. ładna zresztą nauczycielka, Gertruda
                  Oliver jest określona przez samą Anię jako osoba, której pierwsza
                  młodość przeminęła. W pierwszej chwili sądziłam, ze mowa o kobiecie
                  po 40-ce. Gertruda Oliver nie cieszy się zabawą taneczną, bo z
                  pewnością nikt nie zatańczy z taką starą panną :)
                  Dalej: wiadomości o wybuchu wojny i ten powszechny entuazjazm Jima,
                  Jerry'ego i innych aby iść i walczyć, a na cholerę, czy dzisiaj tak
                  samo by było?
                  Zdaje się, że to Księżycowy Brodacz jest zadeklarowanym pacyfistą i
                  spotyka go z tego powodu powszechne potępienie. To już szok, dobrze,
                  gdyby wiecej na świecie było pacyfistów. W "Rilli..." nie uważa się
                  wojny za naganną moralnie. Za brzydką, niebezopieczną-tak, ale jak
                  najbardziej słuszną. Trochę nie tego, jak na nasze czasy.
                  --
                  Spacer i świeże powietrze rozwiązują wiele problemów
                    • pontecorvo Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 03.10.07, 21:08
                      monikate napisała:

                      > O rany, w tej samej "Rilli..." Flora (Faith) Meredith jest wściekła,
                      > bo jako córka pastora nie moze tańczyć! W 1914 roku? Też purytanskie
                      > zasady?

                      monikate napisała:

                      > O rany, w tej samej "Rilli..." Flora (Faith) Meredith jest wściekła,
                      > bo jako córka pastora nie moze tańczyć! W 1914 roku? Też purytanskie
                      > zasady?

                      Pewnie tak. A dziś u nas niejeden ksiądz jest królem parkietu! Na pewnym weselu
                      to właśnie ksiądz najbardziej udzielał się w tańcu...
                  • lilimeye Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 03.10.07, 23:13
                    monikate napisała:

                    > A ja wróciłam do "Rilli ze Złotego Brzegu" i zaraz na początku
                    > podobna sytuacja: 28-letnia, b. ładna zresztą nauczycielka, Gertruda Oliver
                    jest określona przez samą Anię jako osoba, której pierwsza młodość przeminęła. W
                    pierwszej chwili sądziłam, ze mowa o kobiecie po 40-ce. Gertruda Oliver nie
                    cieszy się zabawą taneczną, bo z pewnością nikt nie zatańczy z taką starą panną :)

                    Wtedy za mąż wychodziły już 16-latki, kobieta 23-letnia była już uważana za
                    starą pannę, a co dopiero taka która miała 28 lat! W sumie jeszcze nie tak
                    dawno, bo jakieś 40, 50 lat temu 28-latka też była już starą panną :)

                    > Dalej: wiadomości o wybuchu wojny i ten powszechny entuazjazm Jima,
                    > Jerry'ego i innych aby iść i walczyć, a na cholerę, czy dzisiaj tak
                    > samo by było?

                    Też specyfika czasów - cały ten etos bohaterstwa, romantyczny obraz wojny
                    nobilitowały status żołnierza, a po drugie walka z potęgą niemiecką o ambicjach
                    imperialnych jawiła się jako walka ze złem w stanie czystym. I dlatego ludzie
                    postrzegali postawę Księżycowego Brodacza jako tchórzostwo.

                    W "Rilli..." nie uważa się
                    > wojny za naganną moralnie. Za brzydką, niebezopieczną-tak, ale jak
                    > najbardziej słuszną. Trochę nie tego, jak na nasze czasy.

                    Myślę, że i w dzisiejszych czasach wojna obronna byłaby uważana za słuszną.
                    --
                    Nie karze się maleńkiej świętej, której zdarzyło się zbłądzić.
                  • biljana Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 03.10.07, 23:21
                    monikate napisała:


                    > Dalej: wiadomości o wybuchu wojny i ten powszechny entuazjazm Jima,
                    > Jerry'ego i innych aby iść i walczyć,

                    wez pod uwage, ze Rilla byla pisana po I wojnie, kiedy wszystkie rany,
                    wspomnienia i straty byly jeszcze bardzo świeże. Lucy nie mogla inaczej napisac,
                    bo ludzie by sie poobrazali, ze kpi z ich idealow. Poza tym, z tego co wiem,
                    ksiazka o Rilli miala byc chołdem po czesci dla kanadyjskich ofiar I wojny a w
                    wiekszej mierze, dla kobiet, ktore byly takie dzielne.

                    a na cholerę, czy dzisiaj tak
                    > samo by było?

                    mysle, ze gdyby ktos napadl nasz kraj i trzeba byloby go bronic, to tak - byłoby
                    tak samo. Moze to niepopularny poglad, ale sadze, ze dzies tez mlodzi ludzie
                    chcieliby bronic swojej ojczyzny. jestem o tym przekonana.

                    > Zdaje się, że to Księżycowy Brodacz jest zadeklarowanym pacyfistą i
                    > spotyka go z tego powodu powszechne potępienie. To już szok, dobrze,
                    > gdyby wiecej na świecie było pacyfistów.

                    Ksiezycowego Brodacza nie spotyka ostracyzm z powodu samego pacyfizmu, tylko
                    dlatego, ze pod haslami pacyfizmu skrywal on tak naprawde proniemieckie
                    sympatie.I nie ma sie co dziwic ludziom, ktorych bliscy ginęli na wojnie, ze
                    Brodacz gloszacy swe proniemieckie poglady ich wkurzal.


                    W "Rilli..." nie uważa się
                    > wojny za naganną moralnie. Za brzydką, niebezopieczną-tak, ale jak
                    > najbardziej słuszną. Trochę nie tego, jak na nasze czasy.

                    Wojna jako tak byla uwazana za rzecz naganna moralnie, ale nie wojna obronna
                    tylko wojna agresywna. a wez pod uwage, ze oni brali udzial w wojnie obronnej.
                    I to jest jak najbardziej na nasze czasy.

                    --
                    Gucio i Maja
                    Forum Kabaty-Moczydło
                    • feverish Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 04.10.07, 02:12
                      ja myślę, że "Rilla..." jest świetnym odzwierciedleniem nastrojów
                      tamtych czasów. Wybuch pierwszej wojny światowej wywołał entuzjazm w
                      całej Europie - zarówno w Anglii i Francji, jak i w Niemczech. A
                      Kanada była wtedy dominium angielskim, więc identyfikowali się z
                      Anglią. Oczywiście wszystkim wydawało się, że własnie oni wygrają
                      wojnę za trzy tygodnie i będzie po wszystkim.

                      Zresztą nasze współczesne pacyfistyczne nastroje wynikają właśnie z
                      doświadczeń dwóch wojen światowych. Zauważcie, jaki jest nas obraz
                      wojny - piekło błota i krwi. Czy gdzieś przed 1914 przedstawiano
                      wojnę w taki sposób? Wtedy to była fajna przygoda i można było
                      zostać bohaterem.


                      Zauważcie jak pisano o wojnie przed i po 1914. Przed mieliśmy
                      bohaterów Sienkiewicza i "I could not love thee, dear, so much,
                      loved I not honour more". Niejaki William Dean Howells sobie zakpił
                      z entuzjazmu przy okazji wojny hiszpańsko - amerykańskiej i
                      panienki, która wysłała swojego narzeczonego do wojska, i to tyle:
                      żadnych głosów krytycznych wobec wojny samej w sobie nie pamiętam z
                      tego okresu.

                      A zaraz po pierwszej wojnie mieliśmy już "Na Zachodzie bez zmian" i
                      nawet takie "Pożegnanie z bronią", wspomnienia Very Brittain itd.


                      Ale pierwsza wojna światowa jest w ogóle bardzo ciekawa w kontekście
                      tego wątku. To właśnie ona w końcu zmieniła i rozluźniła obyczaje...
                  • panna-lee Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 10.04.08, 21:10
                    cóż, mężczyzna jest wojownikiem z natury.... :)
                    dziarscy młodzieńcy wtedy byli, nie to co te obecne baryły z brzuszkami piwnymi, z oczami kwadratowymi od monitora :)
                    poza tym to była agresja na starą, dobrą matkę - anglię. oni identyfikowali się z anglikami.
                    I wojna światowa to nie to samo, co wietnam :>

                    a może jak w "straży nocnej" TP - pewien młody chłopak zawsze chciał być żołnierzem, jak się naoglądał pięknego malarstwa batalistycznego i nasłuchał o chwale.
                    zawsze później się dziwił, że malarze nie uwzględniali wnętrzności. "może im nie wychodziły".
                • feverish Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 04.10.07, 01:43
                  > Raz, że kontynent amerykański (w "Małych kobietkach" też Meg,
                  > Jo i Teddy bez przyzwoitki się obchodzą)

                  a to własnie w Ameryce, zwłaszcza na południu Stanów Zjednoczonych,
                  najwięcej uwagi przywiązywano do tego co wypada a co nie wypada.
                  Zresztą "Małe kobietki" chyba mają czas akcji zbliżony
                  do "Przeminęło z wiatrem" - gdzie Rhett został wykluczony z
                  towarzystwa, bo wybrał się z jakąś damą na przejażdżkę bez
                  przyzwoitki i nie chciał się z nią potem ożenić ;)

                  ja jestem naprawde przeczulona na tym punkcie, a my w Polsce
                  oglądamy za dużo filmów Made in California i nam sie wydaje, że taka
                  jest własnie Ameryka. A tak naprawdę Ameryka jest dużo bardziej
                  konserwatywna niż Europa. Na przykład większość społeczeństwa
                  amerykańskiego jest przeciw aborcji, za karą śmierci i uważa, że
                  Kościoły (u nich w liczbie mnogiej) mogą i powinny mieć wpływ na
                  politykę. Nawet w Polsce, z naszym silnym elektoratem Radia Maryja,
                  takich wyników nei mamy.
                    • feverish Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 05.10.07, 00:23
                      > nie brałabym "Przeminęło z wiatrem" za wiarygodne źródło;)

                      takie źrodło jak wszystkie inne powieści ;)
                      ale zapewne odbiór tego dzieła byłby nieco inny, gdyby faktycznie
                      dostało Nagrodę Nobla - tak, Akademia Szwedzka przez wiele lat
                      rozważała przyznanie Nobla Margaret Mitchell za "Przeminęło z
                      wiatrem" ;))
                      • herbarium Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 05.10.07, 00:30
                        Oj, nie do końca takie;) Czynię dziewiętnastowieczno-potmodernistyczne
                        założenie, że powieść jest źródłem wiedzy o realiach. Powieść powstała w
                        kilkadziesiąt lat po wydarzeniach jest zdecydowanie mniej wiarygodnym źródłem,
                        niż powstała w kilka lub kilkanaście lat później:)
                        A co do Nobla - to on, ekhem, chyba dotyczył walorów literackich, nie historycznych.
                        --
                        Nie ma ich w guglu i muszę wypromować:
                        www.ocm.republika.pl/
                        • feverish Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 06.10.07, 07:13
                          walory historyczne łącza się z literackimi, i co jak co, ale błędów
                          rzeczowych chyba nigdy Margaret Mitchell nie zarzucano.
                          Jendostronność tak, ale nie błędy.

                          Natomiat dziewiętnastowieczni dowodzili właśnie, że powieść nie może
                          być obiektywnym źródłem wiedzy, że zawsze jest jakaś perspektywa z
                          jakiej patrzymy na problem ;))) Czyli że spojrzenie Margaret
                          Mitchell jest tak samo dobre jak każde inne - bo dlaczego w zasadzie
                          czyjaś wizja świata ma być uznawana za tą własciwą?

                          Ale chyba po prostu źle Cię zrozumiałm - myślałam, że
                          uznałaś "Przeminęło z wiatrem" za byle jaki romans, którym nie warto
                          się w ogóle zajmować.
            • lilimeye Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 03.10.07, 22:45
              pontecorvo napisała:

              > Jednak czasy były takie, że ta gra pozorów, niekiedy hipokryzja były na
              porządku dziennym. Pamiętna scena, przywołana przez Melę, kończy się
              stwierdzeniem, ciotki Wywąchiwacz (moja ulubiona postać z gatunku tych
              zrzędliwych): no to teraz musisz się z nią ożenić, bo nikt już jej nie zechce.
              Zszargana opinia mogła jednak zniszczyć...

              Musimy pamiętać, że ta scena miała miejsce w środku nocy, Nora (nie przypominam
              sobie szczegółów, ale chyba ubrana była w nocną koszulę) w objęciach mężczyzny,
              który wprawdzie tamował jej tylko krwotok z nosa, niemniej pozory świadczyły
              przeciwko nim - i bach! reputacja zszargana :)
              --
              Wiesz, że to zabawne zajadać racuszki z zawiązanymi oczami. Wyobrażam sobie, że
              tak się trenuje kosmonautów
              • monikate Jeszcze o wojnie 05.10.07, 18:37
                Jako człowiek wspołczesny w dalszym ciągu nie pojmuję do końca
                zapału do wojaczki. Wojna obronna? Przecież Kanada nie była
                bezpośrednio zaatakowana. Nie robiano obowiazkowego poboru do
                wojska. Bohaterowie "Rilli..." studiowali, pracowali i nagle na
                własne życzenie zgłosili sie na ochotnika do wojska. Wyżej
                wytłumaczono powody, lecz ja... patrz wyżej.
                Nadto przykro się czytało o braku tolerancji dla tych, co nie
                chcieli uczestniczyć w wojnie. Walter dostał poczta białe pióro i
                spotykał się z ostracyzmem. A co, nie można było mieć własnych
                poglądów? Na to wygląda.
                Z inne beczki: czy ktoś już napisał o innym podejściu do farbowania
                włosów? Współczesna Ania mogłaby być nawet dumna z oryginalnego,
                zielonego, "kontestującego" koloru włosów. Albo z ogolonej głowy :)
                No i uważano wtedy, że dziewczyna o cerze obsypanej piegami ma
                poważny defekt urody. Ania walczyła z piegami, Rilli się też piegi
                nie podobały. A one są przecież takie śliczne!
                --
                Spacer i świeże powietrze rozwiązują wiele problemów
                • michal_barcikowski Re: Jeszcze o wojnie 25.10.07, 21:42
                  To nie tak. Bohaterowie Rilli czuli się Kanadyjczykami ale przede wszystkim
                  czuli się obywatelami Imperium i poddanymi króla. Kanada była wówczas Dominium
                  Brytyjskim a nie w pełni niepodległym państwem. Wielka Brytania nie była dla
                  Kanadyjczyków zagranicą ale ich macierzą. Żołnierze brytyjscy ginący na froncie
                  byli ich braćmi i w jakimś sensie rodakami. Jak można siedzieć z założonymi
                  rękami, kiedy twój brat walczy? Kiedy walczy twoje Imperium? Kiedy twój król
                  ciebie wzywa? Dzisiaj to niezrozumiałe, ale wówczas oczywiste. Tak samo czuli
                  Australijczycy czy Nowozelandczycy i też bili się w I wojnie światowej.
                  Warto pamiętać, że flagą Kanady nie była wówczas ta z liściem klonowym ale tzw.
                  Red Ensign, czerwony sztandar z flagą brytyjską w Kantonie.
                  Przepraszam, że pisząc pierwszy raz na tym forum od razu w daję się w polemikę :)
                    • feverish Re: Jeszcze o wojnie 26.10.07, 04:29
                      ja jeszcze dodam, że tak, nie można było mieć własnych poglądów, i
                      nie wiem jak w Kanadzie, ale w Stanach za własne poglądy o pierwszej
                      wojnie pare osób poszło siedzieć.

                      ale Monikate ma rację jeśli chodzi o wojnę obronną - oczywiście że
                      to nie była wojna obronna - ale jako taką ją przedstawiano.
                  • jadwiga1350 Re: Jeszcze o wojnie 14.06.09, 13:11
                    michal_barcikowski napisał:

                    > To nie tak. Bohaterowie Rilli czuli się Kanadyjczykami ale przede
                    wszystkim
                    > czuli się obywatelami Imperium i poddanymi króla. Kanada była
                    wówczas Dominium
                    > Brytyjskim a nie w pełni niepodległym państwem. Wielka Brytania
                    nie była dla
                    > Kanadyjczyków zagranicą ale ich macierzą. Żołnierze brytyjscy
                    ginący na froncie
                    > byli ich braćmi i w jakimś sensie rodakami.


                    No tak. Tylko w utworach LMM widzimy raczej lokalny patriotyzm,
                    ograniczony często to najbliższej okolicy.Dla wielu osób, choćby dla
                    pani Linde, ktoś kto nie pochodzi z Wyspy jest wielce podejrzany.
                    Na Wyspie panuje też niechęć do mieszkańców Bolingbrooke, do
                    tych "sinonosych". Widać to choćby w uwadze wuja Klona, o pastorze
                    Thompsonie.Wyspa jest lokalną ojczyzną wyspiarzy. Ludzie bardziej
                    czują się wyspiarzami niż Kanadyjczykami.
                    Więc tym dziwniejsza jest ta solidarność z Anglią i Anglikami.
                    Z Anglią,której większość mieszkańców nigdy nie widziała na oczy.
                    Po za tym sami Kanadyjczycy są wewnętrznie podzieleni. Panuje
                    niechęć i pogarda do Kanadyjczyków pochodzenia francuskiego. W
                    utworach LMM są oni ludźmi gorszej kategorii, występują jedynie jako
                    parobcy i służące Kanadyjczyków o korzeniach brytyjskich.
                    Jeśli francuski Kanadyjczyk nie wydaje się bratem i współrodakiem,
                    to jak bratem i wpółrodakiem może wydawać się Anglik żyjący za
                    oceanem?
                    W ogóle w serii o Ani temat Anglli, Europy pojawia się rzadko.
                    Do Europy można pojechać w podróż,ale w Europie nie ma ojczyzny czy
                    macierzy dla mieszkańców Kanady.Pieczołowicie przechowuje się rzeczy
                    przywiezione przez przodków ze Starego Kraju, ale co się aktualnie
                    dzieje w tym Starym Kraju mało kogo obchodzi.
                    Jedyny przykład patriotyzmu brytyjskiego, to fakt, że Ania nazywa
                    imieniem królowej Wiktorii sadzawkę odkrytą w dzień jej urodzin.

                    Więc dziwny jest ten nagły wybuch patriotyzmu angielskiego w "Rilli
                    ze Złotego Brzegu".To ża Anglia nagle staje się matką i ojczyzną
                    rzeczywiście dziwi.Nie można powiedzieć że Anglia została
                    zaatakowana przez Niemcy( tak jak miało to miejsce w okresie II
                    wojny światowej).
                    Jim, Walter, Shirley jadą do Francji i właściwie walczą w obronie
                    Francji, nie Anglii, czy Kanady.
                    Walczą z niemieckim imperializmem w imię brytyjskiego imperializmu.
                    Walter oddaje swe życie za Francję. Jest to paradoks,jeśli się
                    pomyśli jak w Kanadzie traktowano Francuzów.

                    --
                    "Życie jest jak kuchnia. Żeby coś zrobić, trzeba pobrudzić ręce"
              • pontecorvo Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 06.10.07, 12:36
                wczoraj sięgnęłam po SzT i z rozkoszą oddawałam się pamiętnej scenie przyłapania
                Nory z Jimem w środku nocy, z boską ciotką Wywąchiwacz z pogrzebaczem w ręku.
                Po prostu najpiękniejsza i najśmieszniejsza scena ZGORSZENIA! A propos, Nora
                była jeszcze w sukni, bo jak tłumaczy ojcu, jeszcze nie zdążyła się rozebrać,
                widząc Jima zmierzającego do ich domu.
      • biljana Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 25.10.07, 22:36
        pontecorvo napisała:

        Moja Babcia w czasach
        > przedwojennych, nie była z narzeczonym (moim późniejszym Dziadkiem) ponoć ani
        > razu sam na sam, zawsze towarzyszyć musiał ktoś z rodziny, jakaś smarkata
        > kuzynka, czy siostrzenica! Chyba, że Babcia mnie kantowała, pragnąc, abym nie
        > "zeszła na złą drogę :))

        mogla cie troche kantowac:)mzsle, ze jednak udalo im sie jakos zorganizowac
        chocby niewinnego buziaka :)
        moja babcia mi bowiem opowiadala, ze jako najmlodsza musiala role przyzwoitki
        dla swoich starszych siostr pelnic (a byly to mysle lata 20 te)i ze bardzo to
        lubila, bo konkurenci przynosili jej cukierki, zeby tylko sie oddalila na mala
        chwileczke :)

        --
        Gucio i Maja
        Forum Kabaty-Moczydło
      • yoa-ko Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 29.12.07, 09:10
        Właśnie przeczytałam "Dzban ciotki Becky" - i, poza wspominanymi przez Was
        pumpami i ostrzyżoną głową Nan - zwróciłam uwagę na dwie rzeczy:
        po pierwsze - piżama traktowana jako strój niegodny przyzwoitego człowieka
        (przyzwoici sypiają w koszulach :-)))
        po drugie - gdy Małgorzata weszła na karuzelę (z dzieckiem!) Ptyś potraktował to
        jako "robienie z siebie widowiska", tym bardziej, że na "karuzelowym" koniku
        siedziała - o zgrozo! ;-))) po męsku.
        • bmsien Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 16.01.14, 23:28
          Piżamy występują też w "Ani z Księcia Edwarda", jako przedmiot ciągłych kłótni między pewnym małżeństwem, gdzie żona chciała, żeby mąż sprawił sobie piżamę, a on jej ciągle odmawiał, pomimo tego że przecież nawet doktor Blythe nosi piżamę!

          Mnie zastanowiło skąd oni wiedzą w czym sypia doktor Blythe????? odpowiedź jest genialnie prosta - pranie suszy się na dworze, więc każde zainteresowany, sąsiad i każdy gość sąsiada, może w ten sposób przeglądać garderobę nawet tak szanowanych osób jak doktor Blythe czy pastor ;)

          I jeszcze w "Dzbanie ciotki Becky" - któryś z wujków biegnąc na pomoc do pożaru w piżamie zaczepił się o płot i wisiał na tym płocie aż ktoś go przypadkiem znalazł i udzielił mu pomocy. Wniosek był taki - gdyby był w koszuli nocnej nic by mu się nie stało, a tak ma za swoje! ;)

    • asssol1 Co do kąpieli w jeziorze 10.01.08, 21:54
      Amatorki kapieli nago w balasku księżyca muszę rozczarować;-)
      Kobiety w tamtych czasach pod halką nosiły majtki do kolan, koszulkę a na niej
      gorset. Oburzenie starszyzny brakiem halki wynikało pewnie z tego że majtki
      uważano w tamtych czasach za rzecz bardzo wstydliwą, której lepiej nie
      ogladać;-) Przypuszczam wiec że pływały w koszulce i majtkach, o pływaniu w
      gorsecie to boje się pomyśleć...
    • asssol1 Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 10.01.08, 21:57
      Makijaż i farbowanie włosów! W tamtych czasach kobieta próbująca poprawić swoją
      urodę była z góry uważana za córę koryntu. Zresztą zwróćcie uwagę że wszystkie
      te panie głupia maseczkę cxzy krem stosowały w tajemnicy! Obawiając się co inni
      też mogą o nich pomyśleć.
      Ciekawe to były czasy swoja droga w ubiorze przepych i totalne podkreślanie
      kobiecości i śladu makijażu!
          • asssol1 Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 26.01.08, 23:23
            W tamtych czasach myto się dość pobieżnie;-) a na pewno nie wypadało o tym
            pisać. W pokoiku Ani stoi toaletka, na takiej toaletce zwykle stał dzbanek i
            miska wody- i w takiej małej misce się myto rano i wieczorem. A ze taka miska na
            ogół była jeszcze przytwierdzona do toaletki (sory zboczenie zawodowe- zajmuje
            się głównie projektowaniem mebli) To raczej dało sie umyć w niej jedynie twarz,
            ręce, no i może jeszcze pod pachami... Zwykle "kąpano" się raz na parę dni w
            miednicy w kuchni;-) Zresztą jak któraś z was kiedyś uda się na jakąś zapadło
            polską wieś to to nadal tam tak wyglada. Włosy też myło się raz na parę dni-
            zwykle w soboty, pewnie po sprzątaniu. Częste mycie włosów jeszcze niedawno
            uważano za niezwykle szkodliwe. Zresztą jak kogoś bardzo interesują szczegóły
            toalety w tamtych czasach polecam książeczkę Ćwierczakiewiczowej "Cokolwiek
            bądź chcesz wyczyścić". Ostrzegam można się nieźle uśmiać;-) Piekne suknie też
            często nie były prane- max kilka razy w roku. Zwróćcie zresztą uwagę, jak często
            pojawia się w literaturze tamtego czasu określenie odświeżyć/ oczyścić ubranie.
            Ubrania odświeżano za pomocą spirytusu lub amoniaku, czyszczono szczotka z
            paprochów błota itd.
            A teraz romantyczki przygotujcie się na najgorszy cios;-) otóż jak wiadomo
            Zielone Wzgórze na bank nie było skanalizowane, wzmianka o łazience pojawia się
            dopiero w Złotym Brzegu... chodziło się po prostu do wychodka;-)
            A teraz wyobraźcie sobie tą przytulną facjatke, mebelki, haftowane kapy a pod
            łóżkiem... NOCNIK :-)))))))))))
            • sevilay Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 27.01.08, 20:43
              A tak.I nam jeszcze na wykładach mówili,ze dobrze jak się delikwenci myli raz na tydzień.Bo ponoć zdarzało się,że byli tacy co raz na miesiąc włosy myli.

              A o jednym moim prapradziadku ponoc opowiadali ze zgrozą,że każe się swojej służbie CODZIENNIE myć.Uważali to za pańską fanaberię:))

              I ja się niestety nie mogę pozbyć mysli jak czytam te romanse stylizowane na XIX wieczne,że te pięknośći pewnie się nie myły i miały włochate nogi:)
              --
              Bebek :) i Maluszek
              nasz synek i Nasza coreczka
            • pontecorvo Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 28.01.08, 09:15
              asssol1 napisała:
              > Zielone Wzgórze na bank nie było skanalizowane, wzmianka o
              łazience pojawia się
              > dopiero w Złotym Brzegu... chodziło się po prostu do wychodka;-)
              > A teraz wyobraźcie sobie tą przytulną facjatke, mebelki, haftowane
              kapy a pod
              > łóżkiem... NOCNIK :-)))))))))))
              A mi się skojarzyły opisy Maud z Pamiętników, o "tragicznych"
              temperaturach zimą - woda w misce rano zamarznięta! I co tu mówić o
              myciu i toalecie w ogóle??? Korzystanie z nocnika??? Brrr:((
              • mmaupa Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 18.04.08, 19:42
                Dla mnie straszne bylo to, ze Emilka musiala spac w lozku z ciotka - straszne to
                rpzeciez, takie wielkie loze z kotarami, a tu obok obca zupelnie kobieta. No i
                jeszcze z tym nocnikiem - jak sie ktorejs zachcialo to chyba nie lecialy na dol,
                tylko musialy w pokoju kolo lozka z tego nocnika korzystac... Myslicie, ze kazda
                miala swoj, czy raczej jeden wspolny dzielily?

                --
                Don't panic, it's organic!
                • yo-a-ko Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 17.04.09, 22:49
                  "Myślicie, że każda miała swój, czy raczej jeden wspólny dzieliły?"

                  :-))))))
                  :-))))))
                  :-))))))

                  Swoją drogą - dobre pytanie ;-))
                  Obstawiam wspólny ;-))
                  Emilka musiała "dorosnąć", by dostać swój pokój, przestać pić rumianek...
                  (pewnie parę innych podobnych rzeczy by się jeszcze znalazło), to może i własny
                  nocnik był jednym z elementów inicjujących w dorosłość i niezawisłość? ;-))))
                  • pontecorvo Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 20.04.09, 10:28
                    yo-a-ko napisała:

                    > "Myślicie, że każda miała swój, czy raczej jeden wspólny dzieliły?"

                    >
                    > Swoją drogą - dobre pytanie ;-))
                    > Obstawiam wspólny ;-))
                    > Emilka musiała "dorosnąć", by dostać swój pokój, przestać pić rumianek...
                    > (pewnie parę innych podobnych rzeczy by się jeszcze znalazło), to może i własny
                    > nocnik był jednym z elementów inicjujących w dorosłość i niezawisłość? ;-))))

                    Fakt, pytanie dobre!!!
                    Tak myślę sobie (życzeniowo), że chyba jednak miały każda własny. No po prostu,
                    (patrząc z dzisiejszej perspektywy), to niewiarygodne - załatwianie potrzeb przy
                    ciotce (i to jakiej ciotce!) i to jeszcze do wspólnego nocnika:(((
                    • bmsien Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 09.05.12, 08:57
                      Kiedyś, kiedy byłam jeszcze bardzo mała, również mieszkałam na wsi w domku, w którym nie było łazienki. O ile dobrze pamiętam, to nocnik stał u nas tylko dla dzieci, a dorośli mieli specjalne wiaderko w sieni, tuz przy wyjściu z domu. Myślę, że to rozsądne rozwiązanie i że takie panie jak Elżbieta czy Laura też wolałyby, żeby taki przybytek znajdował się nieco dalej od sypialni.
                      A może to właśnie to właśnie ze względu na nocnik w pokoju wiele bohaterek lubiło spać przy otwartym oknie, już sama nie wiem....
            • pontecorvo Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 28.01.08, 09:20
              asssol1 napisała:
              >Zwróćcie zresztą uwagę, jak często
              > pojawia się w literaturze tamtego czasu określenie odświeżyć/
              oczyścić ubranie.
              > Ubrania odświeżano za pomocą spirytusu lub amoniaku, czyszczono
              szczotka z
              > paprochów błota itd.

              Acha, jescze zamierzałam coś dodać: właśnie- kwestia prania nie
              pojawia się tak często, jak inne zajęcia domowe. A poza tym -
              kojarzy mi się taki "urząd" praczki, np. mama Piotrka z "Historynki"
              bedąca w b. trudnej sytuacji materialnej zarabia na życie praniem.
              Czyli co- bogatsi "zlecali" jej pranie, czy też oddawali
              swe "brudy", aby je wyprała? Coś jak dziś chodzi sie do pralni?
              • elwinga Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 28.01.08, 10:28
                Praczka przychodziła do domu klientów i robiła pranie na miejscu (przypominam,
                że były to czasy prania na tarze - to też częściowo tłumaczy, czemu tych ubrań
                nie czyszczono tak często, jak dzisiaj). Ten zawód istniał zresztą jeszcze
                długo, nie tylko w XIX-wiecznej Kanadzie, ale i w międzywojennej Polsce chociażby.
                • feverish Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 28.01.08, 13:43
                  bohaterka opowiadania "Sweat" autorki przeze mnie zapomnianej brała
                  pranie do domu. Dysyć popularny zawód w literaturze ;)


                  Natomiast co do temperatur: ja sobie tego nie wyobrażam! LMM
                  mieszkała w późniejszych latach życia w Ontario - ja kiedyś
                  spędziłam zimę w Michigan, czyli po sąsiedzku. To podobno była
                  łagoda zima, a i tak uważam, że to cud że mi nos z zimna nie odpadł -
                  nie wyobrażacie sobie, jak tam zimno i jaki cholerny wiatr. Z kolei
                  latem - gorąco nie do wytrzymania, pot dosłownie po d*** płynie. Dla
                  mnie ten klimat jest nie do życia, a w końcu dzisiaj mamy i
                  centralne ogrzewanie, i klimatyzację. Jak Maud tam mieszkała z
                  piecem na węgiel i bez klimy - cóż, moja wyobraźnia ma pewne granice.

                  Na Wyspie Księcia Edwarda pewnie lata nie są takie gorące, ale
                  problem zimy pozostaje.
            • filmo-teka Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 18.02.08, 11:41
              asssol1 napisała:

              > W tamtych czasach myto się dość pobieżnie;-) a na pewno nie wypadało o tym
              > pisać.
              A wyobrażacie sobie tekst w stylu : Ania źle się czuła, bo miała pierwszy dzień
              miesiączki! To by dopiero było! Pytanie przy okazji do specjalistek: jak radzono
              sobie na codzień z ta przypadłością? Pielęgnacja? W tych zwojach
              materiału-suknie, halki, bielizna?
              • asssol1 Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 18.02.08, 21:53
                Co do pytania... jakoś tam sobie radzono- podpaski szyto z kawałków materiału i
                prano po użyciu brrr, no bo przecież to nie była taka rzecz którą bez wstydu
                mozna by kupic.
                I tu przypomniało mi się opowiadanie mamy, która mówiła że w latach jakiś
                60atych w kolejce do kiosku stała starsza pani i bardzo zawstydzona szeptem
                prosiła o papier toaletowy ;-)
                No jedno nie jest pewne nie było łatwo, ale myślę że ludzie po prostu byli tak
                wychowani i im to nie przeszkadzało, taki swojski brudek.
                  • panna-lee Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 10.04.08, 21:27
                    ach te babcie....

                    a czy kwestie podpasek nie wyglądały tak, że nosiło się specjalny pas z guziczkami i do niego dopinano podpaski, oczywiście szyte z kilku[nastu?] warstw materiału, i potem prane w gorącej wodzie?

                    czy to nie olga tokarczuk w którejś powieści o tym pisała? nie sądzę, żeby coś takiego zmyśliła.

                    w czasach, kiedy wodę trzeba było pracowicie przynosić ze studni, a wcześniej ją oczywiście wpompowac na górę, kiedy nagrzać trzeba ją było na kuchni, myć się w niewygodnych podskokach w miednicy [patrz myjące się kobiety degasa] a potem miednicę jakoś opróżnić [podnieść? dzbankiem wodę odlewać?] i następnie wodę wynieść i wylać w odpowiednie do tego miejsce.....

                    gdyby każda wasza kąpiel miałą tak wyglądać, nie sądzę, żebyście ją robiły dwa razy dziennie a nawet i codziennie :) a już szczególnie, że nie było to ogólnie przyjęte.

                    zbytek zachodu.

                    poza tym na wsi było dużo świeżego powietrza. ludzie się wietrzyli. :D

                    jeszcze a propos tych ciężkich zim - pamiętacie, jak rzadko w srebrnym nowiu emilka miała ogień na kominku?......


                    gorszyło jeszcze mówienie o dzieciach :) pamiętacie scenkę z "historynce", jak piotrek i historynka planują, że jeśli każde z nich będzie miało dzieci, to na pewno pozwolą im poczekać na północ w nowy rok? i jak felę to gorszy?
                    no i oczywiście wulgarny sen piotrka - straasznie wulgarny, tak okropny, że go w końcu nie opisał - otóż śniło się biedakowi, że siedział w kościele nago :)

                    nieprzyzwoite też było, jak emilka pytała ciotkę, dlaczego nieznośnik nie ma kociąt. dostała ochrzan :)
                    • kwiat_gruszki Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 17.04.08, 15:46
                      witam serdecznie!

                      Książkami Montgomery zaczytywałam sie w podstawówce i od tamtej pory (12lat) nie
                      miałam żadnej w ręku :-(. Ale pamiętam do dziś jak się strasznie oburzyłam, gdy
                      w jednej z części Ani, Maryla z wielką dumą pochwaliła się przyjaciółce
                      (przyjaciółkom?)jak to odwiedziła Anię po jej ślubie i sprawdziła we wszystkich
                      szafkach, czy Ania równo poukładała rzeczy. Takie wścibstwo chyba dzisiaj by nie
                      uszło. Przynajmniej nie stanowiłoby powodu do aż tak wielkiej dumy.
                      • sevilay Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 17.04.08, 15:55
                        kwiat_gruszki napisała:

                        > witam serdecznie!
                        >
                        > Książkami Montgomery zaczytywałam sie w podstawówce i od tamtej pory (12lat) ni
                        > e
                        > miałam żadnej w ręku :-(. Ale pamiętam do dziś jak się strasznie oburzyłam, gdy
                        > w jednej z części Ani, Maryla z wielką dumą pochwaliła się przyjaciółce
                        > (przyjaciółkom?)jak to odwiedziła Anię po jej ślubie i sprawdziła we wszystkich
                        > szafkach, czy Ania równo poukładała rzeczy. Takie wścibstwo chyba dzisiaj by ni
                        > e
                        > uszło. Przynajmniej nie stanowiłoby powodu do aż tak wielkiej dumy.



                        Ano to zalezy gdzie:) Moja teściowa coś takiego uważa za normalne:)
                        Nie będę pisać na publicznym forum co oglądała po naszym slubie-jak ktoś bardzo ciekawy to mogę na privie napisać:)

                        A do szafek zawsze zagląda,że już nie wspomnę o tym,że raz,jak myślała,że nie widzę to i pod szafę zajrzała:)


                        I witam Cię na forum:)Miłego pisania:)
                          • sevilay Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 17.04.08, 17:23
                            A zajrzała:))))
                            Mojego męża mało wtedy szlag nie trafił:))))

                            A swoim odkryciem podzieliła się z resztą starszej rodzinki:)

                            Młodo za mąz wyszłam więc znalazła to czego szukała:) A rodzinni seniorzy uznali,ze wobec tego mogę być-jakoś moją obecnośc zaakceptowali:)

                            Tylko teściowa dalej mnie nie lubi:)
                                • pontecorvo Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 20.04.08, 21:02
                                  Ponieważ zrobił się tu wątek poboczny "noco-poślubny", to (może jestem
                                  nienormalna), ale jak po szczegółowych opisach ślubu Ani z Gilbertem,
                                  uroczystości po, podroży do Glen, ujrzenia Ewy i reakcji Ani, powitania w
                                  Wymarzonym Domku, miłych pogawędek itd. oczekiwałam wzmianki, co tam dalej się
                                  działo :))) Oczywiście byłam pewna, że LMM nawet się nie zająknie na ten temat,
                                  ale jakies oczeiwanie mi towarzyszyło. Pewnie jestem naznaczona
                                  "zdemoralizowanym duchem naszych czasów" :)
                                  Po tylu letniej znajomości Ani z Gilbertem, kilkuletnim narzeczeństwie i
                                  prawdopodobnie abstynencji przed, pewnie się działo? Chociaż kto wie?
                            • sowca Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 15.04.09, 23:01
                              Spadłam z krzesła! I my zyjemy w XXI wieku :D ciekawe, co by było,
                              gdyby tych śladow nie znalazła? skłoniłaby syna do rozwodu zaraz po
                              ślubie?:P
                              --
                              "W tydzień po ucieczce Freda i George'a Harry był świadkiem, jak
                              profesor McGonagall przyłapała Irytka na próbie poluzowania
                              kryształowego kandelabra i mógł przysiąc, że słyszał, jak
                              powiedziała do poltergeista kątem ust:<<Odkręca się w drugą stronę>>"
                      • rosynanta Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 10.11.13, 11:06
                        kwiat_gruszki napisała:
                        > Ale pamiętam do dziś jak się strasznie oburzyłam, gdy
                        > w jednej z części Ani,

                        Chodzi chyba o "Wymarzony dom Ani".

                        > Maryla z wielką dumą ochwaliła się przyjaciółce
                        > (przyjaciółkom?)jak to odwiedziła Anię po jej ślubie i sprawdziła we wszystkich
                        > szafkach, czy Ania równo poukładała rzeczy.

                        Nie Maryla, a pani Linde, i nie pochwaliła się, tylko pochwaliła Anię, że jest dobrą gospodynią, i nie odwiedziła, tylko pojechała na Boże Narodzenie, i nie za poukładanie, ale za ogólny porządek i brak niechlujstwa.

                        "[Pani Małgorzata] Pochwaliła bardzo domek Ani.
                        - Ania jest dobrą gospodynią - powiedziała do Maryli w gościnnym pokoju w wieczór ich przyjazdu. - Wszędzie zaglądałam: i do komórki, i do spiżarki, i do szuflad. Po tym, jaki tam panuje porządek, wydaję moje zdanie o gospodyni. W spiżarce nie znalazłam suchych kromek chleba, a w komórce nic takiego, co by się nadawało do wyrzucenia. To prawda, żeś ty ją nauczyła porządku, ale nie trzeba zapominać, że potem pojechała do szkoły."

                        > Takie wścibstwo chyba dzisiaj by nie uszło.
                        > Przynajmniej nie stanowiłoby powodu do aż tak wielkiej dumy.

                        Pani Linde nie należała do osób, które by się przejmowały takimi rzeczami :-)
                        Teraz też jest mnóstwo takich pań, które "uważają za swój obowiązek" upominać młodsze kobiety i pouczać je, zupełnie jak pani Małgorzata. Przecież "Jej rady są podobne do pieprzu: doskonałe w małych ilościach, lecz trudne do przełknięcia w większych" :-)
                        --
                        Codzienne podnietki nieuleczalnej estetki.
                        ich4pory.pl
                    • sevilay Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 17.04.08, 15:50
                      panna-lee napisała:

                      > ach te babcie....
                      >
                      > a czy kwestie podpasek nie wyglądały tak, że nosiło się specjalny pas z guziczk
                      > ami i do niego dopinano podpaski, oczywiście szyte z kilku[nastu?] warstw mater
                      > iału, i potem prane w gorącej wodzie?
                      >

                      dokładnie tak wyglądały:) Chciałam to opisać ale widzę,że mnie ubiegłaś.Moja mama za młodu jeszcze widziała cos takiego na własne oczy:)

                      • tobiasza Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 18.04.08, 09:11
                        niego dopinano podpaski, oczywiście szyte z kilku[nastu?] warstw
                        > materiału, i potem prane w gorącej wodzie?
                        > dokładnie tak wyglądały:) Chciałam to opisać ale widzę,że mnie
                        ubiegłaś.Moja mama za młodu jeszcze widziała cos takiego na własne
                        oczy:)

                        To jak te bidne kobitki nie chodziły z czerwonymi plamami na
                        spodnicach? Mówiąc z "pewną nieśmiałością" to mi czasem i alwaysy
                        nie pomogają!!!
                            • fenyloalanina5 Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 18.04.08, 22:47
                              panna-lee napisała:

                              > no ale nie każdy ma tak obfite....
                              > ja np mam średnie na jeża. dałabym radę w antycznej podpasce :) przypuszczam że
                              > te bardziej pechowe szyły sobie grubsze podpaski i już. :)

                              Szczęściara z Ciebie! Ja po nocy mam co miesiąc pranie prześcieradła, choćbym
                              nawet pampersa założyła :)), cholera jasna!!
                              • avvg Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 16.10.08, 16:20
                                > Szczęściara z Ciebie! Ja po nocy mam co miesiąc pranie
                                prześcieradła, choćbym
                                > nawet pampersa założyła :)), cholera jasna!!

                                Pierzesz prześcieradło raz na miesiąc tylko? OMG, mam nadzieję, że nie
                                jesteś jedną z tych osób, które powyżej gorszyły się nocnikami itp.
                                • fenyloalanina5 Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 16.10.08, 20:06
                                  Pierzesz prześcieradło raz na miesiąc tylko? OMG, mam nadzieję, że nie
                                  jesteś jedną z tych osób, które powyżej gorszyły się nocnikami itp.

                                  Prześcieradło piorę zwyczajowo raz na pół roku, poszewki najwyżej raz na rok,
                                  czasem rzadziej. Myję się nie częściej niż raz na kwartał, włosy nawet rzadziej.
                                  Odkurzam mieszkanie nie częściej niż raz na dwa lata. Mimo to nie gorszę się
                                  nocnikami.

                                  A tak na marginesie gratuluję serdecznie umiejętności czytania i wyciągania
                                  wniosków, którą to opanowałaś, jak na swoje 27 lat, w sposób perfekcyjny! Brawo!
                          • chomiczkami Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 11.06.10, 10:27
                            Jeszcze tylko dodam (nieco poniewczasie), że i dziś używa się podpasek z
                            bawełny, które się pierze - z tym, że kupuje się je w sklepie, a nie wstydliwie
                            szyje w zaciszu domowym ;).

                            I Bogiem a prawdą lepsze są niż podpaski sztuczne.

                            --
                            Albo studiujesz, albo się uczysz. No.
                            Jak dobrze mi w pozycji tej... w pozycji horyzontalnej...
                              • filifionka-listopadowa Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 11.06.10, 21:53
                                Skoro jest oferta, koś z tego korzysta:
                                sklep.ekodzieciak.pl/podpaska-higieniczna-materialowa-p-173.html
                                sklep.ekodzieciak.pl/podpaska-higieniczna-bawelniana-dzien-p-965.html
                                Wpisy na blogach:
                                jestesmyglodni.blox.pl/2008/06/Podpaski-wielorazowego-uzytku.html
                                nadwojebabkawrozyla.blox.pl/2010/02/eko-menstruacja.html
                                --
                                Powiedziała Rebeka Dew umykając do kuchni, zanim do siedzących przy stole
                                zdążyła dotrzeć treść jej słów.
                      • pi.asia Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 18.01.18, 22:46
                        sevilay napisała:

                        > panna-lee napisała:
                        >
                        > > ach te babcie....
                        > >
                        > > a czy kwestie podpasek nie wyglądały tak, że nosiło się specjalny pas z g
                        > uziczk
                        > > ami i do niego dopinano podpaski, oczywiście szyte z kilku[nastu?] warstw
                        > mater
                        > > iału, i potem prane w gorącej wodzie?
                        > >
                        >
                        > dokładnie tak wyglądały:) Chciałam to opisać ale widzę,że mnie ubiegłaś.Moja m
                        > ama za młodu jeszcze widziała cos takiego na własne oczy:)


                        Tyle że zakrwawionych ubrań/podpasek nie pierze się w gorącej wodzie, tylko w zimnej, bo gorąca woda utrwala hemoglobinę.
                    • yowah76 Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 16.11.08, 23:08
                      Hah, w Anglii w co bardziej tradycyjnych (czyt. starych) domach sa
                      pojedynczo szklone okna a ogrzewanie wlacza sie na pare godzin w
                      ciagu dnia, wieczorem w zasadzie, przed spaniem. W nocy zimno, rano
                      ziiimno, angole potrafia po domu chodzic w futrzanych butach i
                      szalikach.Po poludniu w chlodny dzien w domu jest 10-12 stopni, o
                      swicie chyba podobnie, w tym momencie te wielowarstwowe ubrania w
                      XIXw mialy pewne zalety;) I do mycia w lodowatej lazience tez byscie
                      sie chyba nie rwaly, zreszta, w chlodzie bakteria sie az tak nie
                      rozwijaja i czlowiek mniej smierdzi;)))

                      --
                      ---------------------------------------------------
                      - To wspaniale przyjecie - powiedzial Kwestor do krzesla. - Szkoda,
                      ze mnie tu nie ma.
                      • pontecorvo Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 17.11.08, 10:16
                        yowah76 napisała:

                        > Hah, w Anglii w co bardziej tradycyjnych (czyt. starych) domach sa
                        > pojedynczo szklone okna a ogrzewanie wlacza sie na pare godzin w
                        > ciagu dnia, wieczorem w zasadzie, przed spaniem. W nocy zimno, rano
                        > ziiimno, angole potrafia po domu chodzic w futrzanych butach i
                        > szalikach.Po poludniu w chlodny dzien w domu jest 10-12 stopni, o
                        > swicie chyba podobnie, w tym momencie te wielowarstwowe ubrania w
                        > XIXw mialy pewne zalety;) I do mycia w lodowatej lazience tez byscie
                        > sie chyba nie rwaly, zreszta, w chlodzie bakteria sie az tak nie
                        > rozwijaja i czlowiek mniej smierdzi;)))

                        To ze skąpstwa Angole tak robią?
                        A te futrzaki to mi raczej z Rosją się kojarzyło:))
                        • yowah76 Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 17.11.08, 21:29
                          Po czesci skapstwo, bo ogrzewanie kosztuje, zwlaszcza przy tych
                          pojedynczych oknach, a po drugie, po co ogrzewac pusty dom? Do tego
                          mam wrazenie, ze czesc tych budynkow nie jest ocieplona w zaden
                          sposob, zimno i wilgotno, czarna plesn w zakamarkach i w ogole;)
                          Futrzane buty do pol lydki wystepuja tu o kazdej porze roku, ale w
                          wersji domowej sa to takie jakby skarpeto-bambosze z koldry uszyte i
                          stoja w sklepach obok pizam. Ale dobor odziezy do aury i pory roku
                          to w ogole odrebna historia i raczej dla odpornych.
                          --
                          ---------------------------------------------------
                          - To wspaniale przyjecie - powiedzial Kwestor do krzesla. - Szkoda,
                          ze mnie tu nie ma.
                    • ananke666 Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 27.10.10, 13:33
                      > w czasach, kiedy wodę trzeba było pracowicie przynosić ze studni, a wcześniej j
                      > ą oczywiście wpompowac na górę, kiedy nagrzać trzeba ją było na kuchni, myć się
                      > w niewygodnych podskokach w miednicy [patrz myjące się kobiety degasa] a potem
                      > miednicę jakoś opróżnić [podnieść? dzbankiem wodę odlewać?] i następnie wodę w
                      > ynieść i wylać w odpowiednie do tego miejsce.....

                      Post sprzed dwóch lat, ale co tam.

                      Człowiek to jest takie bydlę, które do wszystkiego się przyzwyczai. Opiszę metodę na oszczędne i jednocześnie dokładne mycie w trudnych warunkach, może się komuś przyda:

                      Otóż dawno temu pomieszkiwałam jakiś czas w starym mieszkaniu w kamienicy, wychodek ono miało, ale łazienki nie. Myć można się było w kuchni. Po kilku próbach najlepsza okazała się metoda z wykorzystaniem zlewu (dałoby się z wiaderkiem), sporej miski-miednicy, kubka i gąbki. Do zlewu nalewało się ciepłej wody i stawało się w pustej misce przed owym zlewem. Gąbką, mokrą i namydloną, oczywiście :) należało się wyszorować, a potem... kubkiem zafundować sobie biedny, acz dokładny prysznic! pewnej gimnastyki wymagało oczywiście porządne umycie rejonu międzynożnego, ale i to było wykonalne. Przy takiej metodzie dowcip polegał na tym, żeby nie zużywać większości posiadanej czystej ciepłej wody na bezproduktywne siedzenie w niej, a głównie na spłukanie mydła. Metoda stosowana również na wyjazdach nad jeziora, przy kompletnym braku nie tylko łazienki, ale i dachu nad głową, kiedy to za łazienkę służyły krzaczki, za prysznic woda z jeziora noszona w wiaderku w krzaki, a oczywiście nikomu nie postało w głowie, żeby mydło spłukać bezpośrednio w jeziorze.
                      Dało się stosować bezboleśnie, chociaż po zmianie lokum na lepsze dziwnie długo nie wychodziłam z wanny :)

                      Rozmawiałam dużo później z osobą, która również jakiś czas nie dysponowała łazienką. Ona dla odmiany siedziała tyłkiem w misce z wodą podczas mycia. Jednak mój sposób był i łatwiejszy, i higieniczniejszy, jednak człowiek mył się czystą wodą a nie roztworem potu nożnego, że o międzypośladkowym nie wspomnę. Sposób do zastosowania nawet na głuchej wsi, przy ciociach babciach skąpiących opału - spory czajnik wrzątku rozcieńczony zimną wodą wystarczył.

                      Uwielbiam swój prysznic, kocham wannę!
                      --
                      [url=http://tupecik.blog.onet.pl]Tupecik[/url]
                      • mia72 Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 14.11.13, 12:14
                        Też się dopiszę, chociaż po trzech latach;)
                        Tę sama metodę mycia wynalazłam całkiem niedawno, gdy mi zamarzła woda w rurkach prowadzących do prysznica (łazienka w wykuszu, cienkie ściany). Jedyna różnica taka, że stałam w brodziku podczas mycia, a ciepłą wodę miałam we wiaderku plastikowym. Jaka oszczędność wody!!! Ale jednak niewystarczająca, żeby po odmarznięciu rurek z woda pozostać przy tym sposobie mycia;)
    • hemeczka Re: Co budziło zgorszenie... i nie tylko 19.04.09, 21:54
      a teraz co nie budziło zgorszenia.
      Przylepka(Pani na srebrnym gaju) wybiera pomiędzy dwoma
      konkurentami i nie może się zdecydować którego wybrać. Oboje o sobie
      wiedzą. i konkuruja o względy dziewczyny. Zdziwiło mnie że wśród
      tylu surowych zasad opisanych w książkach Maud, konkurujący chłopcy
      o jedną dziewczynę, gdy oboje o sobie wiedzą nie jest gorszące.

      Fajna była za to sytuacja z Alkiem i Alon`zem. :)

      i znów wygrał ten trzeci. :D
      .......
      dostałam sygnaturkę z urzędu