Dodaj do ulubionych

Dalsze lata życia Emilki

21.11.07, 22:06
Dzisiaj po raz enty przeczytałam całą Emilkową trylogię i jak zwykle
przeraziła mnie gorzka, depresyjna atmosfera III tomu. Razem z
Emilką przeżywałam jej rozczarowania, jej nieszczęśliwą miłość, jej
przygotowanie do ślubu Tadzia i Ilzy, wreszcie dobrnęłam do
szczęśliwego zakończenia... i tu - też zresztą jak zwykle - coś mnie
zaczęło gnieść.
Pierwsza kwestia, która o ile dobrze pamiętam, była już trochę
poruszona w wątku o bohaterach "Emilki": dlaczego właśćiwie
książka zakonczyła się własnie w taki sposob? Czytelnik śledzi z
zapartym tchem kolejne perypetie Emilki, aż tu nagle - pyk! Tadzio
przyjezdza, gwizdze jak kos, Emilka biegnie i "żyli długo i
szczęsliwie". To zakonczenie wydaje mi się zrobione totalnie na
siłę. Nawet nie chodzi mi o to, że Emilka wyszła za mydełkowatego
Tadzia, tylko o to, że zakonczenie zupełnie nie pasuje do reszty
powieśći. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, ze LMM chciała swoją książkę
zakonczyc zupelnie inaczej, choc nie mam pomyslu, jak.
Drugą kwestią są dalsze lata życia Emilki. Bardzo żałuję, że nie
zostały opisane. Ciekawi mnie bowiem, czy Emilka była szczęśliwa z
tą miłością swego życia. Czy dalej pisała i tworzyła? Czy miała
dzieci? Czy nie czuła się nieswojo mieszkając w domu, ktory kupił
dla niej człowiek przez nią skrzywdzony, czy mogła być w tym domu
naprawdę szczęsliwa? Czy w codziennym życiu Tadzio okazał się tym
wyśnionym ideałem?
Moja teoria na ten temat jest, szczerze mówiąc, raczej mroczna, choc
podejrzewam, ze bierze się głównie z antypatii do tadzia :P. Nie
wyobrażam sobie szczęścia Emilki u jego boku. Myślę, że w zetknięciu
z brutalną codziennością ideał sięgnął bruku.
--
"W mojej rodzinie szalenstwo przechodzi z pokolenia na pokolenie.
Praktycznie galopuje"
Edytor zaawansowany
  • pontecorvo 22.11.07, 09:19
    Zakończenie Emilki rónież mnie rozczarowywało.A dalsze losy Emilki?
    Może Emilka to later ego LMM, więc można liczyć na kontynuację jej
    pasji literackich, nawet w małżeństwie. Widzę emilkę, wśród kotów,
    codziennie lub co noc oddającą się pisarstwu, obok w pokoju jedno,
    góra dwoje dzieci. Jakoś nie sądzę, aby doczekaała się takiej
    gromadki jak Ania. A Tadzio? Trudno powiedzieć...
  • croyance 22.11.07, 16:53
    Nie pamietam, czy matka Tadzia zmarla, czy nie ..? Jesli nie, to
    Emilke czeka pieklo w postaci szalonej tesciowej i maz maminsynek.
    Podejrzewam, ze po jakims czasie nawiazalaby sekretny romans z
    Deanem, ktory w perwersyjny sposob czerpalby satysfakcje z jej
    upadku moralnego.
  • sowca 23.11.07, 00:20
    Matka Tadzia zmarła, a przed smiercia napisala do Emilki list z
    prosba, aby ta wyznala Tadziowi, ze nie otrzymala jego listu z
    wyznaniem miłości. Emilkę czekało więc piekło wyłąćznie z mężem -
    egoistą :P
    propozycja romansu z Deanem jest swietna, tylko Dean coraz bardziej
    sie starzeje i wady priestowskie jeszcze bardziej wychodzą na
    wierzch :P
    --
    "W mojej rodzinie szalenstwo przechodzi z pokolenia na pokolenie.
    Praktycznie galopuje"
  • pontecorvo 23.11.07, 09:38
    Nie jestem pewna, czy wartości moralne wpojone przez konserwatynych
    Murrayów pozwoliłyby Emilce na "skok w bok". Obawiam się, że jednak
    nie.
  • croyance 28.11.07, 16:50
    No, ale przezywac w samotnosci zakazane namietnosci i mroczne zadze
    chyba mogla? :-D
  • kalosze_w_groszki 23.02.08, 06:22
    Kiedy czytałam trzecią część Emilki jako podlotek, byłam nią oczarowana. Teraz gdy ją czytam, zastanawiam się jaki wpływ miał opisywany tam sposób przeżywania świata na moje późniejsze doświadczenia w tych nastoletnich czasach, ze skłonnością do depresji na czele...
    Bo to tak naprawdę strasznie smutna książka. Emilka, porzucona przez pnących się po kolejnych szczeblach kariery przyjaciół, przez większą część tej książki tkwi w autentycznej, niekłamanej depresji. Nie może spać, płacze w poduszki, zagryza wargi, by nie krzyczeć, snuje się tam i z powrotem po pokoju, a nawet o mało nie zostaje kaleką!

  • kalosze_w_groszki 23.02.08, 06:27
    Dean z kolei jest dla mnie właściwie czarnym charakterem... Jego zaborczość,
    osaczanie Emilki z każdej strony, już od wczesnych lat jej dzieciństwa,
    traktowanie jej jak swojej własności, dołowanie jej, próby ograniczania jej
    ambicji i to obrzydliwe kłamstwo, którym z czystej podłości zabił w niej całą
    radość życia...
  • blanacz 24.02.08, 21:09
    Dean od początku był nieprzyjemny... Nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że dzisiaj zostałby ogłoszony pedofilem. Już gdy Emilka była dzieckiem, mówił, że jej życie, ona cała należy do niego. Zdawało mi się, że osacza ją ze wszystkich stron i czeka, aż dorośnie...
    Brrr. I rzeczywiście, nie pasuje mi do Emilki, że tak prędko pobiegła do gaiku Wysokiego Jana na sygnał Tadzia. Nie ona, mimo wszystko - i na pewno nie rzuciliby się sobie w objęcia.
    Tadzia nie lubię, jest przesłodzony. Perry ma charakter i pnie się w górę, jest ambitny i nie tak nieznośnie obrażalski jak Tadzio. Ale mimo wszystko najbardziej podobał mi się ten pisarz, którego nowelę Emilka "zamordowała" :) Chociaż nie wyobrażam sobie ich życia we dwójkę...
    Wczoraj skończyłam trzeci raz czytać "Emilkę" i nadal nie przestaję się nią zachwycać. To chyba najlepsza książka LMM... Przymierzam się ponownie do "Kilmeny", ostatni raz czytałam ją jako trzynastolatka. Zobaczymy, jak spodoba mi się teraz :)
  • supervixen 25.02.08, 00:07
    Oj, może być ciężko z Kilmeny:) Ja też ją pierwszy raz czytałam
    mając niewiele więcej niż 10 lat i nie pamiętam z tej lektury
    negatywnych wrażeń. Ale wróciłam do tej książki po wielu latach i
    ledwo przebrnęłam. Romansidło straszliwe, pozbawione tego
    charakterystycznego pazura LMM, który ubarwia Błękitny Zamek czy
    inne miłosne historie autorki. Bliżej temu do nowelek LMM, które do
    powalających nie należą.

    Ale trzecia część Emilki owszem, doskonała:) W pewnym sensie to
    chyba najodważniejsza książka LMM... Nie Błękitny Zamek z zadziorną
    Joanną, która się wydaje za typka spod ciemnej gwiazdy, ale właśnie
    Emilka ze swoją depresją i osamotnieniem. Koniec tej powieści zawsze
    wydaje mi się jednak dodany na siłę, nieco nierealny. Zauważcie, że
    nagle zaciera się upływ czasu, mijają lata, ale nie wiemy ile, i
    nagle ni z tego, ni z owego, wraca Tadzio i mamy natychmiastowy
    happy end. Już to kiedyś na forum pisałam, ale jakoś mi się tak
    wydaje, że gdyby Maud nie była związana regułami gatunku czy nawet
    jakąś lojalnością względem czytelników, pozostawiłyby Emilkę bez
    szczęśliwego zakończenia w sprawach sercowych. Owszem, Emilka
    odniosłaby pewne sukcesy na polu literackim, ale nie zostałaby z
    Tadziem. Ale to tylko takie moje dywagacje:)

    --
    W gruncie rzeczy większość Zorrów to Kwapiszony.
  • mamalilki 15.03.08, 12:05
    Super sygnaturka! Moj ulubiony tekst! I dlaczego na obrazku sa tylko dwa misie a
    w tekscie jest napisane o czterech?
    Nie czytalam Emilki bardzo dlugo, bo stary egzemplarz gdzies przepadl a nie chce
    "ksiezycowego nowiu" i nowego tlumaczenia. Chce stary srebrny now, jak znajde w
    antykwariacie to sobie kupie. Zawsze mi sie podobal happy end, ale Deana nigdy
    nie lubilam.
    --
    Lilka
    Ewa
  • supervixen 15.03.08, 20:38
    I dlaczego na obrazku sa tylko dwa misie
    > a
    > w tekscie jest napisane o czterech?

    Powiem ci, jak skończysz piętnaście lat:D

    --
    W gruncie rzeczy większość Zorrów to Kwapiszony.
  • croyance 23.04.08, 22:37
    'Emilka ze swoją depresją i osamotnieniem. Koniec tej powieści
    zawsze
    wydaje mi się jednak dodany na siłę, nieco nierealny.'

    Zainspirowalas mnie, droga supervixen :-) Mozesz wszak miec zupelna
    racje. Pozbawiona nadziei i osamotniona Emilka ucieka w swiat
    zludzen, fiksuje - i tworzy sobie we wlasnej glowie taki nierealny
    swiat i przeslodzony, nierealny happy end z Tadziem. W nastepnym
    odcinku zobaczylibysmy ja w szpitalu psychiatrycznym.
  • supervixen 23.04.08, 23:35
    Dobre:D Ciekawe, swoja drogą, jak można określić stan psychiczny
    Emilki w trzeciej części. Ja zawsze mówię, że to taka depresyjna
    książka, ale czy można mówić o depresji w tym przypadku? Chętnie
    poczytam jakieś mądre uwagi na ten temat, bo sama się w ogóle nie
    znam.


    --
    Steve Holt!
  • dragonfly79 16.03.08, 14:43
    Mnie tez uderzył ponury ton ostatniej "Emilki". Nie zauważałam go jako dziecko.
    Teraz jestem dorosłą babą, która dostała od życiu parę razy po tyłku i ... jak
    ja dobrze rozumiem te bezsenne noce, rozpacz, tęsknotę... Jednego tylko LMM nie
    wybaczę - kosmicznego, niewiarygodnego zakończenia i w dodatku z Tadziem, który
    robi niby za wisienkę na torcie, a jest taki straszny!!!
  • ksarra1 19.03.08, 09:48
    a ja nie widze nic zlego w tym zakonczeniu, wrecz przeciwnie! caly czas bylam
    "za" Tadziem, Dean jest okropny!!! i wstretny z wygladu :-)
    zastanawiam sie o co wam chodzi,hm....ze tak pobiegla?
    dlaczego niby zycie Emilki z Tadziem mialoby byc zle? znali sie od dziecinstwa,
    wiedzieli o sobie niemal wszystko, mysliscie, ze nagle wyszlyby na jaw jakies
    wady? no coz, ludzie wtedy nie mieszkali ze soba przed slubem.........
    to juz ta paranoja z chinskim ksieciem jest nie na miejscu

    acha, od lat nie wracam do Emilki, ostatnio czytalam z 10 lat temu, a znam na
    pamiec,
    --
    b2.lilypie.com/GCsrp1.png
  • sowca 19.03.08, 23:53
    Dla mnie paranoją jest fakt, że Tadzio o mały włos byłby poślubił
    najlepsza przyjaciólkę kobiety, którą kochał.
    --
    www.rosemond.ovh.org/ - moja strona :)
  • panna-lee 10.04.08, 20:58
    sowca: zdarza się i tak.
    a i na odwrót.

    ja tam byłam za deanem.... trochę z niego humbertyjski typ, ale co sama emilka stwierdziła, że nie można się przy nim nudzić - to prawda. dean był inny niż wszyscy.

    a tadzio - ja wiem, czy mydłkowaty? w gruncie rzeczy bardzo mało jest tadzia w książkach o emilce, nie licząc jej myśli o nim. mało jest tadzia wypowiedzi, mało jest zabaw, które wymyślał - w gruncie rzeczy czytelnik zna tadzia tylko z napomknień, podczas gdy deana z całym jego cynizmem, wiedzą, i chorobliwie zakochanym sercem widzimy w pełni nie raz...... [chorobliwe zakochanie - prawie mitia karamazow :) tylko w innym stylu]

    ogromnie lubię cykl o emilce, to tak nie a propos może - zawsze lubiłam nazwisko starr - a teraz, w polskim tłumaczeniu, sama takie noszę... :)
  • croyance 23.04.08, 22:39
    Bo Tadzio to tak lazl, gdzie go pchali. Ilza kazala mu sie ze soba
    ozenic, to i sie zenil.
  • dragonfly79 12.05.08, 20:07
    Ostatnia część Emilki jest rzeczywiście bardzo mroczna. Nie zauważyłam tego jako
    dziecko. Samotność, poczucie opuszczenia, zawodu, rozczarowanie....Nastrój
    klasycznie depresyjny. Czytając "Emilkę" teraz, odebrałam to niemal jako ból
    fizyczny.
  • dominka1 08.07.08, 14:22
    Mam zupełnie inne zdanie od większości z Was.Dla mnie związek Emilki
    z Tedem(Tadzio kojarzy mi sie z podopiecznym Ani)jest chyba
    najromantyczniejszym w książkach Motgomery.To nie jest przeciętny
    mężczyzna,który zawsze będzie czekał nie zważając na poniżenia.Ted
    miał swoją dume i wrazliwość,dlatego nie chciał narzucać się Emilce
    skoro był przekonany,że ona go nie kocha.Pamiętam,że sceny kiedy
    Emilka rozmawia z Tedem miały w sobie takie uczucie,którego
    np.zupełnie nie było w nudnym związku Ani z Gilbertem.Taki Dean nie
    mógł mieć szans z takim uczuciem.Dla mnie to zakonczenie było
    cudowne bo chce zapamiętać ich jako parę zakochanych,a nie jako
    statecznych rodziców gromadki dzieci,chociaż przyznam,ze liczyłam
    na opis slubu.Wiem,że w Emilce autorka zawarła wiele wątków
    autobiograficznych,ja jednak po lekturze jej pamiętników i biografii
    bardziej utożsamiałabym ją z Pat.
  • blanacz 08.07.08, 18:43
    W myślach Emilki o Tadziu pojawia się też sporo erotyzmu, na który LMM nie
    pozwalała sobie w innych książkach. Ania i Gilbert zawsze byli na dystans,
    rzadko kiedy się pocałowali. Raz w liście pojawiła się żartobliwa wzmianka o
    pocałunku w szyję. A Emilka? Ona marzy, żeby przygarnąć do siebie Tadzia i
    wpleść palce w jego włosy... O, nie jest to typowo wiktoriańska scena!
    Przypominam też ostatnią scenę książki, kiedy Emilka biegnie do Tadzia, a ten
    przytula ją, nie bacząc na konwenanse. Tak, to najbardziej zmysłowy i
    emocjonalny związek z powieści LMM.
  • supervixen 08.07.08, 20:33
    Do zmysłowych par można jeszcze zaliczyć Donnę i Piotra oraz do
    pewnego stopnia Valancy i Barney'a (stwierdziłam w ogóle ostatnio,
    że się poddaję - uważam już, że oni jednak ze sobą sypiali:D)

    Sądzę, że to kwestia czasów, w których te książki były pisane...
    Nawet to wspomnienie pocałunku w liście do Gilberta znajduje się
    przecież w Ani z Szumiących Topoli, która była pisana duuużo później
    niż np Ania na Uniwersytecie czy Wymarzony Dom Ani, gdzie wzmianki o
    pocałunkach byłyby również bardzo na miejscu. W Szumiących Topolach
    mamy też namiętnie całującycyh się Jima i Norę.

    A tak nawiasem mówiąc, to trzecia część Emilki powstała jakieś 25
    lat po śmierci Wiktorii (nie wiemy dokładnie, kiedy dzieje się akcja
    książki, ale też na pewno po jej śmierci, po 'wiktoriańskość' jest
    już traktowana z pewną pogardą, jest praktycznie równoznaczna z
    zacofaniem.) Trudno więc mówić tu o wyłamywaniu się z wiktoriańskich
    konwenansów.

    --
    Dunder Mifflin, this is Pam.
  • blanacz 08.07.08, 20:46
    Jim i Nora? Nora chyba miała rozbity nos! A tych pierwszych dwóch par nie
    kojarzę, niestety.
    Podejrzewam, że to raczej nie kwestia czasów, ale stylu LMM i tego, że powieści
    były kierowane do dorastających dziewczynek - a sceny erotyczne nie były raczej
    wychowawcze. Przecież w tym samym czasie powstawały takie książki jak "Jane
    Eyre", gdzie pocałunków mamy dosyć sporo, albo polscy "Chłopi" (wspomnijmy
    rozliczne romanse Jagny). "Jane Eyre" to dużo wcześniejsza powieść.
  • dominka1 08.07.08, 21:00
    Valancy i Barney też byli romantyczną parą,ale nie aż tak,według
    mnie.Pamiętam jak Ted mówił Emilce ,że jest najsłodszą dziewczyną na
    świecie.Między nimi była jakaś telepatyczna więż,która
    spowodowała,że Emilka uratowała mu życie,a on usłyszał jej wołanie w
    kościele.Od poczatku czytelnik widzi,że to zakochani w sobie
    ludzie,a nie para przyjaciół.Ania i Gilbert i Pat i Hilay sa
    całkowicie pozbawieni tej otoczki takiego zakochania,zafascynowania
    sobą.Najlepsze wątki miłosne to dla mnie właśnie uczucie Emilki i
    Teda,no i po części Błękitny zamek
  • blanacz 08.07.08, 21:07
    Emilka sama jest romantyczką, ale nie w tym sensie, co Ania. Ania buja w
    obłokach, zamyśla się, fantazjuje. Emilka stąpa twardo po ziemi, nie zaniedbuje
    swoich obowiązków. Nic nie daje po sobie poznać. Ponieważ kocha Tadzia, woli nie
    mieć własnej rodziny, ale na niego czekać, ba, być druhną na jego ślubie! Ania
    kocha Gilberta - kocha bo kocha, zwyczajnie. Emilka jako pisarka przeżywa tę
    miłość całą sobą.
    Zastanawia mnie czasami, o czym pisała Emilka. Na pewno zdarzały się wiersze
    miłosne, nie chce mi się wierzyć, żeby wszystkie jej utwory opowiadały, jak to
    śmieje się sowa, albo jak to kwiatki pięknie pachną. Jak na wiersze miłosne
    reagowaliby inni? Czy ktoś rozpoznałby w nich Tadzia?
  • croyance 11.10.08, 13:34
    Bo Ania to zwyczajna romantyczna, a Emilka wrecz metafizyczka.
    --
    'People worry about kids playing with guns, and teenagers watching
    violent videos (...). Nobody worries about kids listening to
    thousands - literally thousands - of songs about broken hearts and
    rejection and pain and misery and loss'
  • supervixen 08.07.08, 21:32
    Donna i Piotr są w Dzbanie ciotki Becky, a Valancy i Barney to
    inaczej Joanna i Edward:)

    Jim i Nora chyba jednak się całowali:) Owszem, najpierw to było
    nieporozumienie z tamowaniem krwi, ale kiedy Nora przyjęła
    oświadczyny Jima, to Jim, w dosłownym tłumaczeniu, skoczył na nią:D
    I już nie wiadomo było, czy krew leci czy nie leci;) Wg mnie jest to
    opis pocałunku, choć to słowo nie pojawia się w tekście, to prawda.

    A co do czasów itd, to ja nie przeczę, że w tamtych czasów, a nawet
    wcześniej, dużo wcześniej, powstawały książki o większym natężeniu
    erotyzmu. Chodziło mi raczej o to, że patrząc na bibliografię Maud,
    to książki, gdzie fizyczna strona uczuć jest jakoś bardziej
    podkreślona, zostały napisane później. Czy to sprawiły zmieniające
    się konwencje społeczne czy też wiek samej Maud i jej doświadczenie,
    nie wiem - pewnie i to, i to.

    I Ania, i Emilka są przeznaczone dla tej samej grupy czytelczników,
    a jednak sama przyznajesz, że Emilka nie jest tak aseksualna jak
    Ania.


    --
    Steve Holt!
  • blanacz 08.07.08, 21:40
    Joanna i Edward? Edward to ten, który przez ileś lat się nie oświadczał, bo
    matka na nim to wymogła...?
    Ania to taka osóbka biegająca po lasach, recytująca Tennysona wśród drzew,
    tańcząca z wyimaginowanymi partnerami. Pewnie dlatego wolę Emilkę, Ania jest
    nierealna i nieco zbyt zdziwaczała. To tak, jakby Ania próbowała poznać poezję i
    jej naturę, a Emilka się z tym urodziła i nie udziwniała życia. To, co Ania
    prawi innym, Emilka pozostawiała dla siebie i było dla niej tym cenniejsze.
  • supervixen 08.07.08, 21:48
    Nie, Edward to ten, co miał jedną brew w kształcie łuku, a drugą w
    kształcie trójkąta;) Błękitny Zamek:)

    --
    Dunder Mifflin, this is Pam.
  • blanacz 08.07.08, 21:55
    Nie czytałam... Chyba czas nadrobić zaległości, ale na razie męczę "Rillę" od
    jakiegoś roku.
  • supervixen 08.07.08, 22:10
    Błękitny zamek gorąco polecam:) Główna bohaterka jest po prostu
    fantastyczna.



    --
    W gruncie rzeczy większość Zorrów to Kwapiszony.
  • sowca 19.07.08, 21:18
    Ja też polecam gorąco "Błękitny Zamek". To nie tylko najlepsza
    powieść LMM, ale także w ogóle jedna z najlepszych książek, jakie
    ktokolwiek kiedykolwiek napisał.
    --
    www.rosemond.ovh.org/ - moja strona :)
  • panna-lee 24.07.08, 16:32
    zmieniłam zdanie.
    tadzio rzeczywiście był odpowiedni dla emilki.

    błękitny zamek fajny jest :D dlaczego ja nie mam tej książki?? to powinna być lektura obowiązkowa dla tyranych w rodzinie dziewcząt.
  • blanacz 24.07.08, 20:41
    Emilka potrzebowała artysty, bo tylko taki mógł ją zrozumieć. Dla każdego innego
    ona była żyjącym w innym świecie - ale niezrozumiałym - zjawiskiem. Ani Ilza,
    ani Perry nie rozumieli jej pisania. Tadzio tak.
  • majself 15.09.09, 10:52
    Ale i Emilka biegała po lasach, recytowała wiersze, miała swój "promyk". Choć
    zgadzam się, że Emilka nie jest w tych swoich zachowaniach pretensjonalna. Ania
    przeżywa, bo chce, a Emilka po prostu to robi.
    --
    "Rowerzyści świadczą o jakości współczesnego miasta, niczym raki o czystości
    jeziora, są oznaką tego, że miasto jest sprawnie i bezpiecznie zorganizowane."
    http://ich4pory.blogspot.com

    majself = płeć żeńska
  • 1karo_ka 19.11.18, 17:43
    Ania tańczyła z wymyślonymi partnerami w filmowej adaptacji, Tennysona owszem recytowała, ale jako dziewczynka i podlotek. Ania jest realna - z głową w chmurach, ale mocno stąpa po ziemi. Poza tym to normalna dziewczyna; stany „pozaduchowe” Emilki i jej telepatia mocno mnie przerażały, i tak naprawdę nigdy nie mogłam tego zrozumieć.
  • lira1970 22.08.08, 11:44
    Moud pisała Emilkę już w starszym wieku i myślę że wpływ na tę
    książkę miały jej własne doświadczenia z chorym psychicznie mężem, a
    także oddała w niej swój stan ducha, bezsenne noce,jakąś obawę
    wewnętrzną która nią targała.Pierwszy raz czytałam Emilkę jako
    nastolatka, musiałam zobaczyć jak się skończy i zarwałam noc.Do tej
    pory bardzo często wracam do Emilki. Ale macie rację, zakończenie
    nie pasuje.Tylko myślę że Moud nie mogła zakończyć powieści zbyt
    realistycznie,to była powieść dla dziewcząt i zakończenie musiało
    być takie jakiego oczekiwano, czyli happy end. Jest sztuczne bo
    małżeństwo Montgomery raczej wg.mnie do najszczęśliwszych nie
    należało.
  • blanacz 22.08.08, 13:30
    Emilka o wiele bardziej przypomina Maud niż np. Ania (no, może poza
    dzieciństwem, ale Emilkę też "przerzucano" pomiędzy sobą). Emilka
    jest prawdziwa, szczera, ma wady i zalety, zna ból i samotność,
    choruje na depresję (nie jest to napisane wprost, ale można to
    wyczytać między wierszami). Ania to oderwana od życia marzycielka,
    która kocha cały świat, jest przewraliwiona na punkcie swojego
    wyglądu i rzadko kiedy jest poważna. Emilka to jej przeciwieństwo.
    Według mnie to raczej ona jest ż y w a .
    Przypomina mi się scena, w której pewien pisarz uczy Emilkę, że
    happy endy nie mają racji bytu, Emilka ma natomiast w zwyczaju
    uszczęśliwianie bohaterów - tak jak LMM. W prawdziwym życiu Emilka
    niańczyłaby od święta dzieci Ilzy i Tadzia, a luby Kilmeny zostałby
    zamordowany, a Gilbert umarłby na tyfus. LMM nie chciała jednak
    urealniać swoich książek.
  • sowca 25.08.08, 22:03
    Ale mimo wszystko, te szczęśliwe zakończenia w innych książkach
    wydają się naturalne. Na przykład wyzdrowienie Gilberta pasuje do
    konwencji cyklu o Ani, gdzie czytelnik, choć czuje dreszczyk emocji,
    doskonale wie, że wszystko skończy się dobrze, że "będą żyli długo i
    szczęśliwie". W trylogii o Emilce tak nie jest. To nie są ciepłe,
    radosne książeczki, pisane ku pokrzepieniu serc. Nawet śmierć (np.
    Mateusza w "Ani..." i Douglasa Starra w "Emilce...") są
    przedstawione zupełnie inaczej, podobnie jak dziecięca samotnośc,
    potrzeba akceptacji, próby przekonania do siebie surowych opiekunek
    itp.Smutne wydarzenia w cyklu u Ani dzieją się przypadkiem i jakby
    mimochodem, Ania omija je z właściwym sobie wdziękiem i zapomina o
    nich już w następnym rozdziale. W trylogii o Emilce jest zupełnie
    inaczej, smutne wydarzenia wydają się być osią powieśći, czuje się
    ich wpływ na bohaterow. Szczególnie wyraźnie widać to własnie w
    trzecim tomie. Stąd to cukierkowe, bajkowe, nieokreślone czasowo
    zakończenie zupełnie nie pasuje do konwencji tej książki. Pojawia
    się ni stąd, ni zowąd, przyklejone na siłę, szyte grubymi nićmi.
    --
    "Będziemy szli, nieprzerwanie,w ulewie,skwarze,huraganie,przez
    chwiejne mosty,grząskie bagna,chaszcze,pustynie i mokradla...z wiarą
    w następny zakręt drogi,co znów okaże się nie ten..."(SDM)
  • lira1970 26.08.08, 11:00
    Wiele treści w Emilce to dosłowne cytaty z pamiętnika Maud, jej
    spostrzeżenia. Montgomery po jakimś czasie miała dość Ani, w
    dalszych książkach o Ani samej bohaterki jest mało, jest jakby na
    marginesie, treść książek to rozwinięte opowiadania Maud , które
    ukazały się w druku w różnych czasopismach wcześniej. Myślę że
    Emilkę Maud kochała, między nimi w jakimś stopniu można postawić
    znak równości. Ale nie mogła skazać swej bohaterki na los jej
    samej.Może postać Teda to Herman, tylko urodzony wyżej,z ambicjami
    odpowiadającymi Maud? Przecież to o Hermanie pisała,że nie może się
    powstrzymać od wplecenia palców w jego włosy, a tak też wyrażała się
    o Tedzie Emilka! Ted musi mieć dużo z Hermana, chociaż zdaję sobie
    sprawę,że każdy bohater książki Maud nie miał jednego odpowiednika w
    świecie żywych, tylko był "zlepkiem" różnych osób. Nie mniej sądzę
    że Herman był jedyną którą Maud kochała, obudził jej erotyzm i
    dlatego sądzę że był pierwowzorem Teda. Zakończenie nie pasuje, bo
    Maud nie pisało go z doświadczenia, a może chciała w ten sposób
    podkreślić różnicę między sobą a Emilką? Ale widać nie "czuła" tego
    szczęścia, które podarowała swojej bohaterce, dlatego zakończenie
    jest sztuczne.
  • sowca 26.08.08, 22:26
    Ciekawa koncepcja, Lira. Ja niestety nie czytałam pamiętników Maud,
    nad czym ubolewam w kazdym niemal poście :P czytałam jednak jej
    biografię i artykuły biograficzne. Myśl, że Maud nie czuła tego
    szczęścia, ponieważ sama nigdy go nie przeżyła, wydaje mi się chyba
    bardzo słuszna. Zastanawiam się, w jaki sposób można by to jakoś
    złagodzić, urealnić. Gdyby we wcześniejszym etapie wydarzyło się
    coś, co tworzyłoby z tym zakończeniem całość i uzasadniłoby taki
    koniec powieści...
    --
    www.rosemond.ovh.org/ - moja strona :)
  • blanacz 26.08.08, 23:22
    No wiesz, mimo wszystko Tadzio zawsze kochał Emilkę, tylko jak w
    dworskim romansie - przeszkodzono im w szczęściu. Tadzio był dumny i
    milczał, Emilka dumna jeszcze bardziej. W sytuacji, gdy Ilza zostawiła
    go przed ołtarzem, a ostatnią wolą pani Kent było, by Emilka
    opowiedziała mu, co się stało z listem - to cukierkowe zakończenie
    nawet ujdzie. Na siłę? Do Ilzy pasuje ucieczka do Perry'ego, do Tadzia
    urażona ambicja. Jedyne, co strzyka, to happy end po tak depresyjnej
    książce.
  • sowca 27.08.08, 22:38
    No ja właśnie o tym mówię, o tym happy endzie... już by mi bardziej
    pasowało, gdyby Tadzio i Emilka spotkali się po wielu, wielu latach,
    jako staruszkowie i wtedy wyznali sobie miłość, aby ostatnie dni
    życia przeżyć w harmonii i szczęściu.
    --
    www.rosemond.ovh.org/ - moja strona :)
  • blanacz 27.08.08, 22:52
    Ale takie coś już było, historia panny Lawendy :) LMM nie powtórzyłaby
    tej samej historii.
  • k_linka 01.08.09, 23:08
    sowca napisała:

    > No ja właśnie o tym mówię, o tym happy endzie... już by mi bardziej
    > pasowało, gdyby Tadzio i Emilka spotkali się po wielu, wielu latach,
    > jako staruszkowie i wtedy wyznali sobie miłość, aby ostatnie dni
    > życia przeżyć w harmonii i szczęściu.

    sowca napisała:

    > No ja właśnie o tym mówię, o tym happy endzie... już by mi bardziej
    > pasowało, gdyby Tadzio i Emilka spotkali się po wielu, wielu latach,
    > jako staruszkowie i wtedy wyznali sobie miłość, aby ostatnie dni
    > życia przeżyć w harmonii i szczęściu.



    Mnie takie odgrzewanie milosci po latach zgrzytaloby jeszcze bardziej. Tzn,
    owszem mogliby sie spotkac, powspominac, zalowac zmarnowanej milosci, ale ciezko
    mi wyobrazic sobie harmonijne pozycie dwojki obcych sobie ludzi w wieku, kiedy
    pewne nawyki sa juz utrwalone...
  • 1karo_ka 19.11.18, 17:50
    Maud twierdziła, że Ania jest dla niej żywa, nawet sformułowała to w ten sposób, że gdyby nagle odwróciła się, to zobaczyłaby ją stojącą za jej plecami :))) Ania ma Zielone Wzgórze, do dziś i na całe lata! Czy może być coś bardziej realnego?? ;)
  • kalosze_w_groszki 31.01.09, 06:15
    Podejrzewam, że gdyby ta książka nie skończyła się inaczej, to przypłaciłabym to dziesięć lat temu jakimś załamaniem. ;)
    Więc będę bronić tego zakończenia.

    Dla mnie jest wyjątkowo ładne i wyważone.
    U naszych bohaterów po trudnym, pełnym dramatyzmu i różnych tragedii wejściu w dorosłość płyną sobie spokojnie nudne i pracowite lata, a oni mają szansę ochłonąć, zrozumieć pewne sprawy Być może- dojrzeć...? I wówczas to wszystko, co było tak trudne, zawikłane i niejasne staje się proste, to co było nie do zdobycia- przychodzi samo- spokojnie, naturalnie, tak po prostu, jak miało być.
  • supervixen 31.01.09, 18:06
    Kalosze_w_groszki, tylko problem w tym, że to ochłonięcie i
    zrozumienie pewnych spraw odbywa się na dosłownie czterech stronach
    książki:) Więc czytelnik nie za bardzo ma okazję się dowiedzieć, co
    tak się odmieniło podczas tych kilku (nie wiemy ilu lat).

    Gdybym ja, czytając Emilkę w wieku 10 lat, dotarła do zakończenia,
    gdzie Emilka zostaje starą panną, a Tadzio żeni się z Ilzą, albo
    jeszcze kimś innym, to może bym się nie załamała, ale na pewno
    wkurzyła. Coś jak przy Małych kobietkach:D Co nie zmienia faktu, że
    w tej chwili po prostu COŚ mi tam nie gra.

    --
    W gruncie rzeczy większość Zorrów to Kwapiszony.
  • glowa_do_gory 14.03.09, 14:40
    Przypomniałam sobie Emilkę. Nie czytałam tego ładnych parę lat, ale ostatniej nocy pochłonęłam wszystkie trzy tomy Do 4 nad ranem.... Kocham Anię, ale pod względem charakterystyki postaci Emilka jest chyba najlepsza. Ilza, Dean, ciotka Nancy... Tylko Tadzio jakiś taki mdły, nie wiem co ona w nim widziała No i jeszcze te niespotykany u Montgomery urok lekkiej niesamowitości - "szósty zmysł" Emilki, to coś "nieuchwytnego" u Deana, matka Tadzia... Tylko to zakończenie typu "deux ex machina" psuje mi odbiór. Ale typowe dla Montgomery - ukochany wyjeżdża na dobrych parę lat a potem przyjeżdża, wszystkie kłopoty jak ręką uciął i żyją długo i szczęśliwie. No mogłaby autorka odstąpić od tej sztampy, mam wrażenie, że nie lubiła dialogów miłosnych, więc zawsze trzymała ukochanych z daleka od siebie

    Czy ktoś wie, czy była kiedyś Ekranizacja Emilki? Wyobrażam sobie w tej roli Christinę Ricci.
  • supervixen 16.03.09, 16:38
    Tak, Emilka została sfilmowana - nakręcono na jej podstawie serial.

    www.imdb.com/title/tt0135727/
    Główną rolę zagrała Martha MacIsaac, która grała też Beccę w
    Superbad (tam ją w każdym razie widziałam po raz pierwszy i ostatni
    jak na razie;))

    --
    W gruncie rzeczy większość Zorrów to Kwapiszony.
  • kooreczka 16.03.09, 18:42
    Serial leciał w niedziele w TVP. Z początku był wierny fabule książki, ale
    później mieszał wątki z różnych książek (np. religijne "oddanie" rodem z "Marigold")
  • pathsoul 16.03.09, 21:49
    Wiecie, ja też pamiętam ten serial z niedzielnych poranków... To było więcej
    niż, rozczarowanie, bo straszny, straszny, straszny niesmak... Kooreczko, ja
    dość późno
    zorientowałam się, że telewizja go pokazuje i przegapiłam odcinki, o których
    piszesz, że trzymały się fabuły, ale zapamiętałaś może tę koszmarną atmosferę
    takiego... hmm.. jakby to nazwać? Takiego unoszącego się wszędzie erotyzmu,
    takie koncentrowanie się bohaterów na budzącej się seksualności, a z drugiej
    strony wysiłki dorosłych, by im na to nie pozwolić, ich hipokryzja w temacie...

    Wątek pisarskiej pasji Emilki totalnie zepchnięty na margines, wydobywanie
    innych wątków z tła, pomijanie tego, co ważne było w fabule książki (przykładowo
    - nie pamiętam zupełnie Deana, możliwe, że go tam w ogóle nie uwzględniono!).
    Skutek - pozostała tylko fasada: bohaterowie (o, przepraszam, tylko ich
    nazwiska:/) i miejsce akcji. Klimat - bez komentarza.

    Jeśli chodzi o konkrety - nastoletnia Rhoda Stuart oddająca się w szopie
    jakiemus przyjezdnemu podrywaczowi, który wyjeżdża wkrótce, nie zważając na
    podejrzenie ciąży. Pierwsza (choć tu głowy nie dam, że pierwsza) miesiączka
    wyżej wspomnianej Rhody, która kładzie kres obawom dziewczyny, i bynajmniej nie
    zostawiono tu wiele w domyśle - ona pojawia się, gdy komisyjka starych ciotek i
    chyba sąsiadek akurat naocznie próbuje się przekonać o błogosławionym stanie
    Rhody... jedna z kobiet wychodząc z pokoju, w którym akcja się dzieje, rzuca
    Emilce odpowiedź na pytanie ("Czy Rhoda jest w ciąży?") - "Teraz nigdy się już
    nie dowiemy". Zapomniałam dodać, że przynajmniej pierwszą część zdarzenia w
    szopie obserwuje Emilka przez okno;/

    Drugi przykład - ciotka Laura wyjeżdżająca do pracy w mieście, mieszkająca w
    przepełnionym, głośnym pomieszczeniu z innymi kobietami, które nie pozwoliły jej
    zasunąć zasłon, gdy sie ubierała;|
    Następnie uwaga - ciąża Laury. Nieślubna...

    Perry, który przeżył swój pierwszy raz na swoim stryszku, uwiedziony perfidnie
    przez jakąś młodą Francuzkę, która pojawiła się w Srebrnym Nowiu, bo w okolicy
    rozbił
    się jej balon... Jej zdziwienie i śmiech, kiedy chłopak wspaniałomyślnie
    zapewnia ją, że "weźmie całą odpowiedzialność" za to, co stało się w nocy,
    czyli że się poświęci i ożeni:P

    Ponadto dużo takich mniej dosłownych spraw, aluzji, podsłuchiwanie rozmów
    dorosłych, żeby tylko dowiedzieć się jak najwięcej o temacie, takie
    skoncentrowanie wokół niego, a reszta wątków w tle.

    Zostało mi w głowie głównie to, czym się oburzyłam. Wiecie, serial dla dzieci i
    młodzieży:P Pamiętam jeszcze wstep "NA
    MOTYWACH powieści Lucy maud Montgomery". Choć tyle:P Jeszcze podsumuję:
    świętokradztwo!

  • supervixen 17.03.09, 11:37
    Pathsoul, jestem w lekkim szoku:) Nie widziałam ani jednego odcinka
    tego serialu (nawet nie wiedziałam, że u nas leciał) i nie miałam
    pojęcia, że takie tam rzeczy powymyślali!

    Nawiasem mówiąc, było też japońskie anime na podstawie Emilki.
    Emilka ma w nim OGROMNE czoło:)

    www.geocities.com/tansy_patch/EmilyOfNewMoonAnime3.jpg
    --
    For, indeed, Thomas never can resist saying exactly what enters his
    mind. Sometimes it is diverting, of course. In fact, it is always
    diverting for Thomas. But often very awkward for the rest of us.
  • pontecorvo 17.03.09, 11:46
    pathsoul napisała:
    > Jeśli chodzi o konkrety - nastoletnia Rhoda Stuart oddająca się w szopie
    > jakiemus przyjezdnemu podrywaczowi, który wyjeżdża wkrótce, nie zważając na
    > podejrzenie ciąży. Pierwsza (choć tu głowy nie dam, że pierwsza) miesiączka
    > wyżej wspomnianej Rhody, która kładzie kres obawom dziewczyny, i bynajmniej nie
    > zostawiono tu wiele w domyśle - ona pojawia się, gdy komisyjka starych ciotek i
    > chyba sąsiadek akurat naocznie próbuje się przekonać o błogosławionym stanie
    > Rhody... jedna z kobiet wychodząc z pokoju, w którym akcja się dzieje, rzuca
    > Emilce odpowiedź na pytanie ("Czy Rhoda jest w ciąży?") - "Teraz nigdy się już
    > nie dowiemy". Zapomniałam dodać, że przynajmniej pierwszą część zdarzenia w
    > szopie obserwuje Emilka przez okno;/
    >
    > Drugi przykład - ciotka Laura wyjeżdżająca do pracy w mieście, mieszkająca w
    > przepełnionym, głośnym pomieszczeniu z innymi kobietami, które nie pozwoliły je
    > j
    > zasunąć zasłon, gdy sie ubierała;|
    > Następnie uwaga - ciąża Laury. Nieślubna...

    No, ciekawe czy LMM w grobie się przewraca? Zwłaszcza w kwestii nieślubnej ciąży
    Laury. Choć i akcja Rhody w szopie czy Perry'ego na strychu też pewnie
    wywołałaby szok...
  • nikadaw1 17.03.09, 18:41
    ja oglądałam tylko kilka odcinków serialu, ale innych. kompletnie nie pamiętam
    tych wspomnianych. za to kojarzę ze Laura miała wyjść za jakaś dobra partie a dr
    burnley z tego powodu cierpiał katusze, bo ją skrycie kochał. i pamiętam że
    Laura uzależniła się od laudanum , cokolwiek to było i w efekcie wylądowała w
    koszmarnym szpitalu psychiatrycznym, jak z XVIII wieku. przywiązywano ją
    łańcuchem do ściany itp. i wyciągnął ją stamtąd dr Burnley.
    --
    Spacerowiczka
  • supervixen 17.03.09, 20:03
    Laudanum, szpital psychiatryczny?! Wyobraźnia niektórych
    scenarzystów nie zna granic...

    A laudanum to nalewka opiumowa na bazie alkoholu, baaardzo popularna
    swego czasu jako lek głównie przeciwbólowy i nasenny, ale nie tylko.
    Miało oczywiście działanie uzależniające.


    --
    - Największym szczęściem jest - rzekła Joanna - kichnąć, kiedy się
    ma na to ochotę.
  • croyance 17.03.09, 21:27
    Ach, lyknelabym sobie czasami takiego laudanum ...
    --
    'People worry about kids playing with guns, and teenagers watching
    violent videos (...). Nobody worries about kids listening to
    thousands - literally thousands - of songs about broken hearts and
    rejection and pain and misery and loss'
  • emdziejka 18.03.09, 15:44
    Nie wierzę, że taki koszmarek jak opisany tu serial powstał.
    Profanacja!!

    A co do zakończenia - mi zawsze brakowało ciągu dalszego. Pamiętam
    zdziwienie, kiedy skończyłam trzeci tom i okazało się, że nie ma
    następnego. Takie szast-prast i pozamiatane. A przecież do tej pory
    było bardzo szczegółowo, zresztą będąc po lekturze Ani myślałam, że
    będę mogła towarzyszyć Emilce też później.
    A tu kompletnie nic, nawet małego opowiadanka. Nawet, gdyby to miało
    wyjść na złe całemu cyklowi.

    Wielka szkoda.
  • klymenystra 18.03.09, 14:57
    Ach! Ja to koniecznie chce obejrzec :D Dajcie znac, jak kiedys bedzie jeszcze
    leciec w TV ;)
    --
    70/95= 30FF

    75B nie istnieje. 80D teznie.
  • sowca 19.03.09, 21:29
    P-R-O-F-A-N-A-C-J-A!!!!
    Nie da się tego określić inaczej. Co za szczeście, że nie miałam
    okazji nigdy tego oglądać. Maud przewraca się w grobie.
    --
    Nie myl zbiegu okoliczności z przeznaczeniem.
  • glowa_do_gory 19.03.09, 22:00
    bardzo dziewię się, że nie powstały porządne ekranizacje powieśći LMM (poza Anią ale tylko początek). Przecież chyba na oglądalność nie można by tu było narzekać...

    jak ja bym chciała zobaczyć wierną ekranizację Emilki i Pat....
  • blanacz 20.03.09, 08:43
    A ja myślałam, że Ania na wojnie to największa zbrodnia, jakiej
    dokonano na książkach LMM...
    Rhoda. Przecież to stworzenie nie ma wielkiej wagi w książce, pojawia
    się w paru rozdziałach, a oni nie dość, że dopisali jej kilka przygód,
    to jeszcze tak się na niej skupili??? Ile lat ma Rhoda na początku
    książki? Emilka sześć? Rhoda nie była wiele od niej starsza przecie!
  • bmsien 16.01.14, 23:13
    Też kiedyś oglądałam ten serial, ale pamiętam z niego już bardzo niewiele, przede wszystkim to że ciotka Laura była w jakiś sposób związana z ojcem Ilzy, ale czy to on podkochiwał się w niej czy ona w nim - to już nie wiem.
    W sumie tak w miarę dokładnie pamiętam jeden wątek - Ilza zapytała ojca skąd się biorą dzieci, a on, zamiast coś córce tłumaczyć, po prostu dał jej książkę z obrazkami. Ilza oglądała ją z wypiekami, w tajemnicy pokazywała innym, zaniosła książkę nawet do szkoły, w końcu dowiedziały się o tym ciotki Emilki i zrobiły doktorowi awanturę. Chyba była to po prostu jakaś książka medyczna, opisująca wszystkie części ciała u obu płci...
  • s.wioletta 23.03.09, 12:29
    pathsoul napisała:

    > Jeśli chodzi o konkrety - nastoletnia Rhoda Stuart oddająca się w
    szopie
    > jakiemus przyjezdnemu podrywaczowi,


    > Perry, który przeżył swój pierwszy raz na swoim stryszku,
    uwiedziony perfidnie
    > przez jakąś młodą Francuzkę,


    Omatkoicórko... kto jak i dlaczego spłodził tę "ekranizację"?
    Chyba nie lubił LLM, bo to wszystko razem wygląda jak karykatura!

    Wioletta.
  • pontecorvo 23.03.09, 12:51
    s.wioletta napisała:

    >
    >
    > Omatkoicórko... kto jak i dlaczego spłodził tę "ekranizację"?
    > Chyba nie lubił LLM, bo to wszystko razem wygląda jak karykatura!
    >
    > Wioletta.
    Może wziął sobie za punkt honoru (z niejasnych pobudek) stworzyć wyborny pastisz
    LMM (tylko mu to nie wyszło:(
  • majself 15.09.09, 11:02
    To "na motywach" pojawiło się też przy serii filmów i książeczek "Sara z
    Avonlea". Słowo >bajarka<, jakim określają główną bohaterkę, a także dobór
    bohaterów wskazuje na inspirację "Historynką"/"Wakacjami na Starej
    Farmie"/"Złotym Gościńcem". Niestety, oglądanie tego i czytanie przysparzało mi
    naprawdę koszmarnych wrażeń estetycznych.
    --
    Nawet dwoje ciekawych ludzi może się nudzić w swoim towarzystwie, jeżeli nie są
    oni ciekawi siebie.
    ich4pory.blogspot.com
  • bmsien 16.01.14, 23:03
    Miłe zaskoczenie - aktorka grająca główną rolę w serialu opartym (bardzo luźno) na książkach Montgomery urodziła się w Charlottetown! A ja zawsze myślałam, ze te wszystkie nazwy miejscowości były wymyślone ;)
  • majself 15.09.09, 10:57
    glowa_do_gory napisała:
    >
    > Czy ktoś wie, czy była kiedyś Ekranizacja Emilki? Wyobrażam sobie w tej roli
    Christinę Ricci.

    O matko. LMM w żadnej książce o Emilce nie wspomniała, że Emilka miała twarz jak
    buldożek francuski o_O
    --
    Nie używam emotikonek. Dlaczego? Bo jestem egzaltowana.
  • marysia_am 30.07.09, 23:23
    Proponuje przeczytać jej pamiętniki czy autobiografię. Cykl o Emilce
    najwierniej przedstawia samą LMM. To w Emilkę Maud tchnęła
    największą część swojego życia (jej dzieciństwo, stany depresyjne,
    twórcze sukcesy i porażki)i swoich marzeń. Emilka jest o wiele
    bardziej realną bohaterką niż Ania czy Pat. Ale to dlatego, że
    posiadała drugą stronę duszy, która była zakryta przed jej światem.
    Emilka była realistką, ale jednocześnie posiadała mroczny urok (jej
    metafizyczny dar, elfie uszy). I z tej cząstki jej duszy brał się
    też jej talent. Ted cukierkowy maminsynek?? Nie! W tej postaci z
    pewnościa kryje się Herman. Ale właśnie - Ted był bardziej ambitny,
    wrażliwy i dumny. Więź pomiędzy Emilką i Tedem też miała w sobie coś
    nieuchwytnego. LMM nie musiała opisywac czytelnikom ich tylko
    wspólnych zabaw - czytając powieść, wiesz, że tych dwojga bohaterów
    łączy coś nierozerwalnego. A że przez cały trzeci tom wciąż się
    mijają?? To tym bardziej nadaje realizmu. A zakończenie? Nie jest
    sztuczne. Po latach dorastania, dojrzewania, przyjmowania
    przeciwności losu, zmagań z samym sobą, wyborów, nadszedł czas na
    wyjaśnienie wszystkiego. Losy dwójki bohaterów są sobie
    przeznaczone. Emilka i Ted przez lata zważali na słowa, konwenanse,
    uczucia innych. Nie potrzeba temu zakończeniu fabularnej kombinacji.
    Lata poplątanych losów zrównoważone zostały prostym, dawnym
    przywołaniem i odpowiedzią na nie. LMM kochała swoją Emilkę,
    dlaczego miałaby skazać ją na samotność?? Albo na małżeństwo z
    rozsądku (Dean - Ewan??) Ciąg dalszy?? Poczytajcie jej pamiętniki,
    autobiografię - sami go napiszecie :)
  • supervixen 31.07.09, 00:34
    Marysiu, jeśli rozejrzysz się po forum, zobaczysz, że część z nas czytała
    pamiętniki i/lub biografię i że ta część stara się w miarę możliwości dzielić
    cenną wiedzą:) Więc losy LMM nie są nam obce. (zwróć zresztą uwagę na to, że
    większość tego wątku została napisana przed wydaniem biografii)

    Co do zakończenia Emilki - ależ właśnie w biografii zasugerowano, że ono JEST
    sztuczne! I ja się z tym osobiście zgadzam, o czym niejednokrotnie pisałam, a
    całe to odrealnienie i zawieszenie w czasie ostatnich scen Emilki tylko to
    wrażenie potęguje.

    Natomiast co do łączenia Ewana z Deanem, to muszę zaprotestować. Dla mnie te dwa
    związki to kompletnie różne bajki, Deana nie lubię, ale trudno zaprzeczyć, że
    istniała między nim a Emilką bardzo silna więź, której nie widzę w małżeństwie
    Maud. Poza tym Dean sprawował rolę mentora w tym układzie, i tu też raczej Ewan
    nie pasuje.

    I jeszcze jedno - dlaczego Tadzio to wg ciebie odpowiednik Hermana?

    No a tak poza tym to witamy na forum:)

    --
    - Największym szczęściem jest - rzekła Joanna - kichnąć, kiedy się ma na to ochotę.
  • marysia_am 03.08.09, 15:02
    Mała uwaga - pisałam o autobiografii, bo zdaje się, że masz na myśli
    biografię Mollie Gillen, której, nawiasem pisząc, daleko do
    biografii.
  • supervixen 03.08.09, 18:21
    Nie, miałam na myśli biografię autorstwa Mary Henley Rubio.
    www.randomhouse.com/catalog/display.pperl?isbn=9780385659833
    A co masz na myśli pisząc o autobiografii? The Alpine Path?

    --
    - Największym szczęściem jest - rzekła Joanna - kichnąć, kiedy się ma na to ochotę.
  • dominka1 06.08.09, 03:57
    Moim zdaniem Emilka traktowała Deana jak ojca,nauczyciela-na pewno nie jak
    mężczyznę.Jej relacja z Tedem od początku była zupełne inna.Już od początków
    drugiego tomu czuć było ,że między nimi "iskrzy ",widać,że są sobie
    przeznaczeni.Dla mnie finał był naturalny.Bardziej dziwiło mnie"olśnienie" Ani
    ,która uświadamia sobie swoje uczucie do Gilberta ,gdy ten jest ciężko chory lub
    zakończenie "Pani na Srebrnym Gaju " .Nie wiąże wątku miłosnego z biografią
    autorki.Ted nie jest przecież ani nudnym pastorem, wybranym z rozsądku ani
    fascynującym ,ale prostym i niewykształconym facetem .W moim odczuciu to
    zupełnie inny typ mężczyzny niż ten ,który wybrała sama Montgomery i i różny
    też od tego ,od tego ,którego odrzuciła .
  • pontecorvo 31.08.10, 10:38
    do góry

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka