Dodaj do ulubionych

Prawie jak pani Kent...

              • panna-lee Re: Prawie jak pani Kent... 10.04.08, 21:57
                poza tym emilka była nad wiek wysoka...... :)
                a pedofile to lubią dziecięcy, niewinny wygląd.

                dean po prostu zakochał się w duszy emilki, sam wiedział, że jest na razie za młoda, i czekał na nią..... nie wiem co ma do tego pedofilia :/ słowo "dusza" współczesnemu człowiekowi przez usta rzadko przechodzi. :/
                • blanacz Re: Prawie jak pani Kent... 11.04.08, 08:59
                  Dla mnie to jego czekanie na Emilkę było obrzydliwe... to było małe dziecko,
                  przyjaźnił się z jej ojcem, a niby zakochał się w niej po kilku minutach
                  znajomości! I ta jego zaborczość... "twoje życie należy do mnie". A fe!
                  Powiedzcie mi, moje drogie, czy którakolwiek z Was po trzydziestce zakochałaby
                  się w dwunastolatku i czekała na niego, aż osiągnie pełnoletność...?
                  Ble.
                  • mmaupa Re: Prawie jak pani Kent... 11.04.08, 12:36
                    Wydaje mi sie, ze czekal na Emilke tylko dlatego, ze wymagal tego obyczaj -
                    wyobrazacie sobie skandal gdyby nie czekal! A pedofilia stad, ze badz co badz
                    zakochal sie w DZIECKU.
                    Pamietacie te scene kiedy Emilka (chyba czternastoletnia) wraca do tematu
                    szkolenia dialogow milosnych/jezyka milosnego, a Dean juz-juz sie bierze do jej
                    calowania? Az mnie ciarki przechodza jak to czytam.

                    Swoja droga ciekawe jakie jeszcze patologie, choroby lub innosci mozna odkryc w
                    ksiazkach LMM...

                    --
                    Don't panic, it's organic!
                    • panna-lee Re: Prawie jak pani Kent... 11.04.08, 13:52
                      no, z kobietami to chyba co innego :) rzadziej spotyka się związek młodego chłopaka z - powiedzmy - 30latką, niż odwrotnie.
                      między mną a moim mężem jest "Tylko" 9 lat różnicy [na jego korzyść]...

                      14 emilka, powiadacie?
                      nadal mówimy o epoce, gdzie 16-latki dość często wychodził za mąż, a 17latki to już nagminnie? :)

                      patrzycie z punktu widzenia dorosłych, a im starszy jest człowiek, tym młodsze wydaje mu się młode pokolenie. starsze panie potrafią do 40latków mówić "dziecko" lub "chłopcze". dla nich 30 lat to jeszcze smarkateria...... :) piszę to, bo jak sama miałam 14 lat, nie byłam postrzegana jak dziecko - ani przez siebie, ani przez innych.

                      poza tym dean nie "brał się" do całowania. on tylko - i to przyszło do głowy emilce - patrzył na nią tak, jakby chciał ją pocałować. a to nie znaczy, że by to zrobił.

                      macie jakąś dziwną wizję tego człowieka. ja go bardzo lubię. tak samo jak tego brutala humberta. ten sam typ :)
                      • supervixen Re: Prawie jak pani Kent... 11.04.08, 21:57
                        Hm, Emilka miała lat 12, gdy poznała Deana, nie 14. Naprawdę
                        uważasz, że nie była wtedy dzieckiem? Nie za bardzo rozumiem, co to
                        znaczy zakochać się w duszy w tym przypadku:) Tzn jestem jak
                        najbardziej za zakochiwaniem się w duszy, ale co z resztą? Gdyby
                        Dean żywił do dwunastoletniej Emilki uczucia wyłącznie
                        przyjacielskie, nie planowałby, że na nią 'poczeka' i będzie ją
                        uczył miłosnych dialogów.

                        Tak, ja należę do tych, którym nie podoba się uczucie Deana do
                        dziecka (i nie wiem, czy to dziwny pogląd, może po prostu inny niż
                        Twój:)), ale nie dlatego nie cierpię Deana. Nie znoszę go za cynizm,
                        zaborczość i chęć zabicia w Emilce jej największej pasji. Jest
                        ciekawą postacią, temu nie przeczę! Ale nie mam dla niego sympatii.




                        --
                        W gruncie rzeczy większość Zorrów to Kwapiszony.
                      • sevilay Re: Prawie jak pani Kent... 12.04.08, 14:57
                        panna-lee napisała:

                        >
                        >
                        > 14 emilka, powiadacie?
                        > nadal mówimy o epoce, gdzie 16-latki dość często wychodził za mąż, a 17latki to
                        > już nagminnie? :)
                        >
                        > Nie.To juz nie są te czasy-akcja Emilki,o ile mnie pamięc nie myli, to już początek XX wieku a nie średniowiecze czy nawet XIX wiek.

                        Nie wiem czy czytujesz Jane Austen ale jezeli tak to już zauważysz,że wcale tam szesnastolatki masowo za mąz nie wychodzą.Weźmy chociaż Lidię Bennet i zdziwienie co niektórych,że "ona już bywa".

                        Poza tym przypomnij sobie to zdziwienie i poruszenie po zaręczynach Emilki i Deana,wiele osob uważa,że róznica wieku jest za duża-z ciotkami Emilki na czele.


                        Wcześniej,owszem,zdarzały się takie małżeństwa ale raczej nie tyle z miłośc co dla interesów.

                        Przyznaję,że ja nie jestem wielbicileką Deana i nigdy nią nie byłam ani jako nastolatka ani teraz.I patrząc z punktu widzenia matki-gdyby koło mojej dwunastoletniej córki plątał się jakiś trzydziestoletni facet i jeszcze twierdzi,że ją nauczy jak konstruowac dialogi miłosne to bym go pognała z mojego domu i jeszcze poszczuła psem i pogroziła prokuratorem.

                        Dla mnie Dean ma jakieś cechy psychopatyczne-zazdrosny o wszystko,nawet o pisanie,osobowość depresyjna,cynizm.
                        Nie mogę się oprzeć podejrzeniu,że kto wie czy też nie byłby zazdrosny o własne dzieci.Czasem by uważał,ze Emilka za dużo czasu im poświęca.

                        "Sympatyczy łajdak" to dla mnie tylko Edward Snaith:)
                        >
                        >
                        >
                        >
                        >

                        --
                        Bebek :) i Maluszek
                        nasz synek i Nasza coreczka
                        • panna-lee Re: Prawie jak pani Kent... 12.04.08, 17:54
                          mimo wszystko jestem przekonana, że zdarzało się to często. i kieruję się właśnie książkami i opowiadaniami Lucy Maud. tam co i rusz była piękna siedemnastolatka, i wspaniały ślub :D

                          Austen czytuję, zresztą jestem tam na forum.
                          a zdumienie, że piętnastoletnia Lidia bywa, nie dotyczyło jej wieku, a tego, że była młodszą siostrą [najmłodszą]. a w zwyczaju było, że dopóki starsze siostry nie wyjdą za mąż, młodsze robią za skromne panienki i nie bywają, i kropka. najstarsza córka wchodziła w świat właśnie w wieku ok 16 lat. najmłodsza mogła mieć większego pecha... :)

                          poza tym ja nie twierdzę, że dean był sympatyczny. nie był. ale był inteligentny, cyniczny, zabawny i nietuzinkowy.

                          nie twierdzę też, że planowanie związku z 12latką jest zdrowe. bo nie jest. a pisząc o emilke 14letniej odnosiłam się do posta na temat tego, że dean brał się od całowania :) że ją poznał jak miała 12 [o ile nie 11] to już inna bajka.

                          no ale powiedzmy, mamy 14letnią emilkę.
                          i scenę, jak uciekła przed szalonym morrisonem. i to jej późniejsze obejmowanie się z tadziem - właściwie idąc twoim rozumowaniem, to też było chore, bo czy chciałabym, żeby moja 14letnia córka obłapiała się z kolegą po nocach? :) nie. a czy ta scena Was w książce razi? pewnie nie :)

                          może po prostu uważam, że cudze serce to sprawa tego kogoś i nie mnie oceniać stan cudzych uczuć, choćby i postaci książkowych :) szczególnie z punktu widzenia współczesnego człowieka, który moim zdaniem zbyt często posługuje się szufladkowaniem i nadmiarem ocen :) i np fakt, że jestem z związku z człowiekiem starszym o 9 lat powodował takie właśnie zdroworozsądkowe komentarze, które po prostu nijak się miały do rzeczywistości - że on w tym widzi tylko łóżko i o czym my możemy w ogóle rozmawiać...... [tymczasem z żadnym rówieśnikiem żadne z nas, nigdy, nie miało aż tyle wspólnego - ale co tam, stereotyp rządzi, a ja na pewno się oszukuję, bo jestem naiwna :P] może dlatego sama staram się nie szufladkować związków i uczuć.
                          pozdrawiam
                          • sevilay Re: Prawie jak pani Kent... 13.04.08, 11:26
                            Ależ nie traktuj tego tak osobiście:) Bo odnoszę wrażenie,że zbyt emocjonalnie do tego podchodzisz:)

                            Ja się nie kierowałam w poprzednim moim poście ksiązkami Lucy tylko źródłami,które miałam w ręku:) Bo ja jestem z wykształcenia historykiem i swoim czasie przeglądałam dużo dokumentów np.kościelnych.Często dla zabawy liczyłam ile miała panna młoda w momencie ślubu i bardzo,bardzo rzadko się zdarzało by miała szesnascie.Przewaznie to było dwadzieścia,dwadzieścia dwa,lub osiemnaście(to raczej na wsiach).Bo mówimy tu o XX wieku.

                            I nie chodzi tu o szufladkowanie związków:) Współczuję Ci,że masz z powodu swojego związku jakies przykrości ( ja też męża starszego odemnie i w dodatku Turka więc i u mnie nie zawsze bywało różowo,też się nasłuchałam kometarzy) ale chyba mylisz pojęcia:)


                            Naprawdę by Ci nie przeszkadzało,gdyby przy Twoim dziecku kręcił się dorosły mężczyzna? I to w dodatku właściwie obcy? Też byś mówiła,że to nie Tobie oceniać? Nie ma mowy o związku pomiędzy dwunastolatką a trzydziestolatkiem czegoś takiego po prostu nie ma.

                            Co do Austen to wiem,że panienki musiały czekac aż starsze siostry wyjdą za mąż ale jednak Lady Katarzyna pyta:"Czy one już bywają?"

                            Czasem od tej zasady odchodzono,może mniej w Anglii bo to konserwatywny kraj ale nie raz czytałam opisy balów na którym były wszystkie siostry.

                            A co do 14 Emilki to-tak wolałabym,żeby moja 14 córka całowała się z rówieśnikiem niż z trzydziestolatkiem.W tym wieku na ogół ( na ogół powtarzam,wiem,że mogą się zdarzac wyjątki) pary rówieśnicze się trzymają niewinnie za rączki natomiast nie uwierzę,że poprzestałby na tym 30 letni facet.Natomiast co do nocy to najlepiej,zeby nie snuła się po nich z nikim bo wiadomo,że czasy niebezbieczne.

                            Acha i nie denerwuj się i nie traktuj każdego odmiennego sposobu widzenia jako atak na Ciebie:)
                            Zdarza się,że ludzie patrzą na jakieś fakty lub postaci literackie odmiennie i wcale to nie świadczy o ich ograniczeniu-wierz mi:) Raczej o różnorodności:)



                            --
                            Bebek :) i Maluszek
                            nasz synek i Nasza coreczka
                              • sevilay Re: Prawie jak pani Kent... 23.04.08, 18:42
                                Croyance,ja będąc (niedługo) matką dwóch córek wolę wierzyć,że się trzymają za rączki:)
                                A poza tym napisałam,że na ogół się trzymają-jak byłam nastolatką to czytałam"My,dzieci z dworca Zoo"-co jednak nie znaczy,że wierzyłam wszystie czternastolatki zachowują się jak główna bohaterka:)

                                Ale ksiązkę przeczytam jak ją znajdę:)
                                • croyance Re: Prawie jak pani Kent... 23.04.08, 22:09
                                  Sevilay, rozumiem doskonale :-D
                                  Ale 'Slam' jest ksiazka dosc zabawna - narratorem jest 16-letni
                                  chlopak, ktorego dziewczyna zachodzi w ciaze; wszystkie perypetie z
                                  tym zwiazane opisane sa z jego perspektywy. Nie jest to nietypowe,
                                  niestety, w Anglii, gdzie rozgrywa sie akcja - najwiekszy wskaznik
                                  ciaz nastolatek, nie zapominajmy :-D
                                  Oczywiscie, o tempora o mores, ja w tym wieku to nawet jeszcze sie
                                  nie calowalam ;-DDDDD
                                    • supervixen Re: Prawie jak pani Kent... 23.04.08, 23:23
                                      Dobrze powiedziane, croyance. Nieprzyjemna energia. Właśnie coś
                                      takiego otacza Deana w moim odczuciu. Może częściowo bierze się z
                                      tego, że Dean jest miły tylko i wyłącznie dla Emilki. Dla kontrastu,
                                      w Błękitnym Zamku Barney też na początku jest cyniczny i ogólnie
                                      rozczarowany ludźmi, ale mimo tego potrafi w sobie znaleźć sympatię
                                      dla miłych i dobrych osób - dla Cissy i Valancy, chociażby. A
                                      przecież nie ma w tym żadnego interesu, żeby przynosić Cissy
                                      pomarańcze albo zabierać Valancy do kina. Owszem, nie ma takich osób
                                      zbyt wiele, no ale też LMM raczej przedstawiała tam grupę
                                      zakłamanych snobów, więc trudno się dziwić:) A Dean nie potrafił
                                      (nie chciał?) na tyle wyjść ze swojej skorupy) I skoro dla niego
                                      istniała tylko Emilka, to i dla niej mógł istnieć tylko on. Brrr.

                                      A swoją drogą, jest taki fragment w trzeciej książce, którego nie ma
                                      w przekładzie Marii Rafałowicz-Radwanowej (KAW), kiedy Emilka
                                      rozmawia ze starym Kellym po zaręczynach z Deanem. Może kogoś
                                      zainteresuje:


                                      Emily stood still for a few minutes looking after Old Kelly's
                                      retreating chariot. He had found the one joint in her armour and the
                                      thrust had struck home. A little chill crept over her as if a wind
                                      from the grave had blown across her spirit. All at once an old, old
                                      story whispered long ago by Great-aunt Nancy to Caroline Priest
                                      flashed into her recollection. Dean, so it was said, had seen the
                                      Black Mass celebrated.

                                      Emily shook the recollection from her. That was all nonsense--silly,
                                      malicious, envious gossip of stay-at-homes. But Dean did know too
                                      much. He had eyes that had seen too much.


                                      Oczywiście nie sugeruję tutaj, że Dean był wyznawcą szatana:D Ale
                                      tak mi się jakoś skojarzyło z tą energią i przypomniało mi się, że
                                      chciałam to już jakiś czas temu podrzucić na forum, więc może być i
                                      w tym wątku:)

                                      --
                                      Steve Holt!
                                      • croyance Re: Prawie jak pani Kent... 24.04.08, 12:15
                                        Supervixen, rewelacja! Ten cytat! Zatkalo mnie.

                                        Moj Boze, on faktycznie musial byc nieprzejrzysty i przerazac ludzi,
                                        skoro takie o nim krazyly historie (bez wzgledu na to, czy
                                        prawdziwe, czy nie - chociaz jestem w stanie sobie wyobrazic Deana
                                        posuwajacego sie nawet do podpisania cyrografu, zeby zdobyc to, co
                                        sobie upatrzyl). A moze go lokalna spolecznosc podejrzewala o
                                        przynaleznosc do masonerii (strzelam, pojecia nie mam, czy jakies
                                        loze byly w tamtym oklicach w tamtych czasach)? On faktycznie musial
                                        sie im wydawa creepy - poza pozorami, ktore stwarzal; a jak ktos byl
                                        co wrazliwszy, to mogl to bardzo silnie wyczuc pod maska erudycji.

                                        A little chill crept over her as if a wind
                                        > from the grave had blown across her spirit; ja ufam Emilce. W
                                        koncu miala swoje przeczucia, ktore sie sprawdzaly. Przeczuwala w
                                        nim jakies zlo, jakis sekret z przeszlosci. Moze on i byl pedofilem,
                                        a moze i morderca? Moze mial pod domem jakis loch, w ktorym trzymal
                                        porwane dziewczynki? (przesadzam teraz, ale Dean to taki
                                        montgomerowski Swidrygajlow).

                                        Supervixen, dzieki bardzo za ten cytat! dla mnie sprawa jest juz
                                        jasna - Emilka uznala, ze on za duzo widzial, za duzo wiedzial: i,
                                        jak to Emilka, na pewno miala racje. Przeciez to ona rozwiazala
                                        tajemnice smierci matki Ilzy!
                                          • sevilay Re: Prawie jak pani Kent... 24.04.08, 13:48
                                            Croyance-to chętnie przeczytam.Pisałam wcześniej o córkach bo dyskusja dotyczyła córek ale mam i synów i też wolałabym,żeby się trzymali z dziewczynami za rączki ( w tym wieku oczywiście:)

                                            Co do Deana-ja mam w swoim przekładzie ten fragment-nie mogę teraz sprawdzić kto tłumaczył bo nie wolno mi wstawać ale to było jakies nowsze wydanie.

                                            Dla mnie Dean to nie jest oryginał tylko typowy produkt pewnego nurtu.Zaraz mi przychodzi na myśl Fin de siecle i dekadentyzm-same zobaczcie czy to nie opis Deana?

                                            pl.wikipedia.org/wiki/Dekadentyzm
                                            Do tego jeszcze ta zazdrość-to już chyba jest jego cecha osobnicza:)
                                          • supervixen Re: Prawie jak pani Kent... 24.04.08, 15:27
                                            Przekład KAWu pochodzi z 1936 roku, to wydanie z lat
                                            osiemdziesiątych jest pewnie tylko wygładzone językowo (ale raczej
                                            bez konsultacji z oryginałem:/) Widocznie tłumaczka uważała, że
                                            wzmianka o czarnej mszy będzie nieodpowiednia dla wrażliwych
                                            panienek. W drugą stronę, zmieniła też przecież scenę, w której
                                            Tadzio uratował Emilkę od tego szaleńca w kościele. Oryginał był
                                            zbyt romantyczny;) Jak sobie pomyślę o tym, jak to niby Emilka
                                            chciała Tadzia jak braciszka pocałować, to się we mnie krew gotuje:D

                                            Ale cóż nie tylko Emilka na takich dziwnych zwyczajach ucierpiała.
                                            Np w Ani na uniwersytecie w wersji Naszej Księgarni też wycięto
                                            piękny fragment o Ani i Gilbercie, z niepojętych dla mnie powodów:/

                                            --
                                            I've made a huge mistake...
                                            • feverish Re: Prawie jak pani Kent... 24.04.08, 19:57
                                              > Ale cóż nie tylko Emilka na takich dziwnych zwyczajach ucierpiała.
                                              > Np w Ani na uniwersytecie w wersji Naszej Księgarni też wycięto
                                              > piękny fragment o Ani i Gilbercie, z niepojętych dla mnie powodów:/

                                              Supervixen, mogłąbyś napisać coś szerzej co to za fragment? Nie
                                              czytałam oryginału Ani na uniwersytecie, a bym chętnie tego
                                              zaginionego fragmentu poszukała na gutenbergu :)
                                              • supervixen Re: Prawie jak pani Kent... 24.04.08, 21:17
                                                Teraz jak porównałam oryginał z przekładem, to mi wyszło, że nie
                                                tyle został ten kawałek wycięty, co trochę zmieniony. To jest w
                                                pierwszym rozdziale, kiedy Gilbert odważył się dotknąć rękę Ani;)

                                                "Anne had an uneasy doubt that it was not strictly "sensible" that
                                                she should still feel on her hand the warm pressure of Gilbert's, as
                                                distinctly as she had felt it for the swift second his had rested
                                                there; and still less sensible that the sensation was far from being
                                                an unpleasant one -- very different from that which had attended a
                                                similar demonstration on Charlie Sloane's part, when she had been
                                                sitting out a dance with him at a White Sands party three nights
                                                before."

                                                W przekładzie tłumaczka pisze o 'niecierpliwości' Gilberta, o
                                                jego 'nieoczekiwanych odruchach', za to zupełnie zatarty jest ten
                                                nacisk na ten konkretny gest, ten dotyk, który najwyraźniej wywarł
                                                duże wrażenie na Ani, i który był dla niej przyjemny. Dla mnie to
                                                zmienia trochę dynamikę pomiędzy nimi, ale jest bardzo możliwe, że
                                                po prostu za bardzo to analizuję;)

                                                Poza tym, mam wrażenie, że jeszcze jedno czy dwa zdania zostały w
                                                ten sposób potraktowane, jakby trochę zmniejszone to napięcie
                                                pomiędzy Anią a Gilbertem. Tylko nie pamiętam już gdzie to było:/



                                                --
                                                W gruncie rzeczy większość Zorrów to Kwapiszony.
                                            • pontecorvo Re: Prawie jak pani Kent... 25.04.08, 09:34
                                              supervixen napisała:

                                              W drugą stronę, zmieniła też przecież scenę, w której
                                              > Tadzio uratował Emilkę od tego szaleńca w kościele. Oryginał był
                                              > zbyt romantyczny;) Jak sobie pomyślę o tym, jak to niby Emilka
                                              > chciała Tadzia jak braciszka pocałować, to się we mnie krew gotuje

                                              Supervixen - ja z kolei bardzo zaciekawiłam się tą sytuacją: jak
                                              przekład zniekształcił ten romantyzm w scenie uratowania Emilki w
                                              kościele? Mogłabyś coś więcej?
                                              • supervixen Re: Prawie jak pani Kent... 25.04.08, 16:28
                                                A proszę bardzo:)

                                                W oryginale jest tak:

                                                It is quite conceivable and not totally reprehensible that the next
                                                thing that happened might have been a kiss. Emily thought Teddy was
                                                going to kiss her: Teddy knew he was: and the odds are that he
                                                wouldn't have had his face slapped as Geoff North had had.

                                                Co znaczy mniej więcej tyle (jakby ktoś nie wiedział):

                                                Jest rzeczą zupełnie prawdopodobną, i nie całkiem karygodną, że
                                                wówczas nastąpiłby pocałunek. Emilce wydawało się, że Tadzio ma
                                                zamiar ją pocałować; Tadzio był tego pewien; i istniały szanse, że w
                                                przeciwieństwie do Geoffa Northa nie zostałby spoliczkowany.


                                                Tłumaczka natomiast pisze tak:

                                                Emilce przyszło na myśl, że Tadzio jest jej tak bliski, jak gdyby
                                                był jej braciszkiem, że powinni się pocałować jak brat i siostra.
                                                Tadzio jednocześnie myślał to samo.


                                                Przypisanie Emilce i Tadziowi siostrzano-braterskich uczuć jest jak
                                                dla mnie skandaliczne:) (Skąd w ogóle taki pomysł? I co to za
                                                braciszek w wieku 14 lat, co go całować należy? W czółko?) Grr:)
                                                --
                                                Steve Holt!
                                                • croyance Re: Prawie jak pani Kent... 26.04.08, 11:59
                                                  Piekne :-)
                                                  Mnie tez ten braciszek zawsze zgrzytal, jakies to bylo takie
                                                  infantylne; ze co, wezma sie za 'raczki' i pocaluja w policzek?
                                                  Tlumaczka miala wene, nie ma co ...
                                                  --
                                                  'People worry about kids playing with guns, and teenagers watching
                                                  violent videos (...). Nobody worries about kids listening to
                                                  thousands - literally thousands - of songs about broken hearts and
                                                  rejection and pain and misery and loss'
                                                • julia_na_wysokim_balkonie Re: Prawie jak pani Kent... 20.05.18, 17:32
                                                  A, co ciekawe, wspomniany Geoff North to zarozumialec, który usiłował pocałować Emilkę, gdy odprowadzał ją ze spotkania modlitewnego (tłumaczka przekształca je w... wieczorne rekolekcje) - we wspomnianym przekładzie ta scena została całkiem wycięta. Czy z tego wynika, że w międzywojniu Emily to była nieprzyzwoita książka dla polskich czytelniczek? Bo czy ktoś słyszał o tym, żeby w Kanadzie się ktoś oburzał?
                          • supervixen Re: Prawie jak pani Kent... 13.04.08, 16:40
                            Hm, ale w książkach Maud znajdziemy równie wiele dowodów na to, że
                            16latki nie wychodziły masowo za mąż. W wieku 16 lat dziewczyny
                            stawiały pierwsze kroki w dorosłość, to prawda - zaczynały nosić
                            długie suknie i upinać włosy. Ale co do zamążpójścia, to np super-
                            popularna Ania pierwszą propozycję małżeństwa dostała będąc na
                            pierwszym roku studiów (więc miała koło 19 lat). A kiedy Diana się
                            zaręczyła z Fredem, miała 18 lat, co pani Barry uznała za zbyt młody
                            wiek na ślub i kazała Dianie czekać aż do 21. Czyli poglądy na ten
                            temat były różne. Zresztą pomiędzy 12latką czy nawet 14, a 17latką,
                            jest dla mnie wielka różnica. Podobnie jak widzę gigantyczną różnicę
                            pomiędzy związkiem dwóch 14latków a fascynacją 36latka dziewczynką w
                            wieku 12 lat. Z drugiej strony, pomimo że ta druga opcja mi się nie
                            podoba, nie wiem, czy można nazwać Deana pedofilem, specjalistką nie
                            jestem, ale Dean przecież nie przestał interesować się Emilką, kiedy
                            dorosła.

                            Panno-lee, nie chciałabym, żebyś brała te rozważania do siebie - nie
                            oceniam tutaj ani Twojego związku, ani w ogóle żadnego innego poza
                            związkiem Deana i Emilki, dwóch fikcyjnych postaci:)


                            --
                            I've made a huge mistake...
                            • panna-lee Re: Prawie jak pani Kent... 13.04.08, 19:53
                              dziewczyny, może faktycznie się zaperzyłam, w dodatku strzeliłam babola.
                              te 17 lat to nie tyle był wiek ślubny, ale jeśli już, to wiek zaręczyn, które potrafiły trwac i 3 lata czasem, tu macie rację. ale mimo wszystko tu i tam były wzmianki, np Starsza Babka opowiada Merigold, jak to została mamą w wieku 17 lat a w wieku 33 lat babcią :)
                              może mi sie krzywo zapamiętało, bo jak jak miałam np 10 lat i czytałam książki tego typu, sądziłam, że 16 - 17 jako wiek dam przyjmujących oświadczyny to już wiek dorosłości. a że w naszych czasach to jest zazwyczaj czas nieco krótszy, to jakoś mi się skleiły oświadczyny ze ślubem, a co tam :P

                              a co do deana - naprawdę, gdyby nie wy [w sensie forumowiczek] to w życiu bym na niego krzywo nie spojrzała pod tym względem. do innych dziewczynek w tym wieku nic nie miał. emilka była wyjątkowa i tyle.... :) była tak wyjątkowa, że wolał na nią czekać, aż dorośnie, niż szukać kogoś swoich rozmiarów :P dla mnie to jak najbardziej akceptowalne. szanuję wyjątkowe uczucia. każde w sumie szanuję. :)

                              pozdrawiam
                              • sevilay Re: Prawie jak pani Kent... 16.04.08, 12:33
                                Supervixen,to samo chciałam napisać o bohaterkach LMM:) Szczególnie o Dianie-no i Janka przecież też się tak do ślubu nie rwała co jej na dobre wyszło bo zaczekała sobie na milionera:)

                                Panna Lee,ja też się nie upieram pzry pedofilii Deana-nie twierdzę,że na pewno nim był tylko,że to nieco dziwnie wygląda:)

                                A poza tym sama przyznaj-co pzry może być mowa o wyjątkowym "pokrewieństwie dusz" pomiędzy dwunastoletnią dziewczynką,która prawie,że się na krok poza swoją miejscowość nie ruszała a dorosłym mężczyzną,który jeździł po świecie? I mnie by moze też nic nie gorszyło gdyby nie to,że Dean mówi dwunastoletniemu dziecku,że będzie na nią czekał,że ona należy do niego i że będzie ją uczył jak konstruować dialogi miłosne.W dodatku to uczucie jest jednostronne-zauważ,ze Emilka go nie kochała,ani w wieku dwunastu lat ani nawet później-więc tu nie ma mowy o związku.Myślę,że Emilka potrzebowała ojca i on miał jej bardziej ojca zastąpić niż być amantem ( w jej mniemaniu oczywiście).Nie pamiętam dobrze ale czy tam jest chociaż jedna wzmianka o jakiejś innej narzeczonej Deana? Chociaż takiej z dawnych lat? Nie wydaje Ci się to dziwne?

                                Pewnie kazdą kobietę odstraszał swoim zachowaniem.Tym cyniczno-depresyjnym nastrojem i poczuciem wyższości.Własnie i też dlatego nie chciałabym takiego towarzystwa w otoczeniu mojej córki.Jak będziesz kiedyś czytać Emilkę ponownie to zwróć uwagę na to,że on czasami Emilkę dołował,podcinał jej skrzydła,wmawiał,że nie potrafi pisać a w końcu haniebnie okłamamł tylko z zazdrości.

                                Owszem trzeba szanowac ludzkie uczucia ale co w przypadku związków toksycznych? Kiedy jedna osoba się nad drugą znęca psychicznie albo fizycznie,albo kiedy jakaś chorobliwa zazdrość przemienia czyjeś życie w koszmar? Na przykład-czy ja mam wcale nie reagować kiedy moja trzyletnia siostrzenica biegnie do mnie w deszczu,zapłakana,po awanturze,którą zrobił mój szwagier? I jeszcze mówi,ze ona już do domu nie wróci bo teraz ja będę jej mamą? Albo jak się mój półtoraroczny siostrzeniec na widok taty chowa za mnie?
                                A moja siostra zawsze mówiła,że ona go kocha,on ją też tylko dzieci cierpiały.W koncu dla ich dobra trzeba było w to wkroczyć.Mimo,że też szanuję uczucia innych.

                                Tak to już jest,że nie wszystko jest czarno-białe i nie każde uczucie jest wspaniałe tylko dlatego,że jest.

                                A w Twoim związku życzę Ci samych szczęsliwych chwil:)I nie przejmuj się gadaniem innych:)

                                A jak już będziesz miała dzieci ( bo doczytałam,że nie masz jeszcze:) to zobaczysz,że wtedy się na wiele spraw patrzy inaczej:) Też tak miałam:) A nie jestem od Ciebie dużo starsza-mam 28 lat:)

                                Pozdrawiam :) Razem z moimi dzieciakami:)



                                • verdana Re: Prawie jak pani Kent... 24.04.08, 18:27
                                  Ja wprawdzie na temat książek się nie wypowiem, bo Emilki nie
                                  pamiętam, ale...
                                  Gdy bralam slub, za dyspensą, lat temu dwadziescia i pięć, musiałam
                                  przyprowadzić dwóch swiadków, ktorzy zeznali w obecnosci księza, ze
                                  znają mnie od 12 roku zycia i nie wyszlam w tym czasie za mąż.
                                  Albowiem - i to jest ciekawe - kosciół dopuszczał, w wieku badź co
                                  bądź XX, że panna moze wyjść za maż majac skończone lat 12.
                                  I nie bylo tu zadnej mowy o pedofilii. Czytywałam polskie, XVIII
                                  wieczne pamiętniki, gdzie zdarzały się małżenstwa 12-13 latek ze
                                  starszymi panami, dziewczynki pod łóżkiem małżenskim trzymaly
                                  lalki...
                                  Pedofilia to wprawdzie nie wymysł naszych czasów, ale niemal do
                                  współczesnosci uznawano za dojrzałą do małżeństwa dziewczynę, ktora
                                  juz miesiączkuje.

                                  --
                                  Mops i kot

                                  img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                                  • melmire Pamietniki! 25.04.08, 01:32
                                    Verdano, pamietasz moze jakies tytuly? Mam faze na pamietniki, ale lakko dosc
                                    wojny, Kazahstanu i innych Syberii, chetnie przenioslabym sie w XVIII wiek :)
                                    --
                                    ...noir comme l'anus de Satan, vicieux comme un reptile nazi...
                                  • sevilay Re: Prawie jak pani Kent... 25.04.08, 22:28
                                    Verdano,nieco mnie zdziwiło to co napisałas w swoim poście-naprawdę dwóch świadków potrzebowałaś? Ja też brałam slub za dyspensą i już nie potrzebowaliśmy niczego takiego.
                                    A jeszcze bardziej mnie zdziwiła ta dojrzałość dwunastolatki-pamietam,że moja mama,która brała slub nieco wczesniej niż Ty usłyszała,ze przed ukonczeniem 21 roku zycia potrzebna jest zgoda rodziców bo dla Kościoła ona jest niepełnoletnia.Dlatego moi rodzice poczekali ze ślubem,mimo,ze zgodę rodziców by dostała bez problemu.Tylko,że oni woleli pobierać się jako "dorośli".To jest dojrzała ta dwunastolatka czy nie?:)Że już nie wspomnę o tym,ze to by było karalne.


                                    Małzeństwa 12 latek się zdarzały-oczywiście-jak się chcemy bawić w jakieś ekstrema to królowa Jadwiga miała 11,że już nie wspomnę o św.Kindze:) Ale też i inne to były czasy.Kobiety same nie decydowały o zamążpójściu.Pewnie niejeden i jedenastolatkę by za mąz wydał bo akurat nadarzała się dobra okazja.

                                    Ja też czytałam pamiętniki i źródła z róznych epok i widziałam np. w jednym litowanie się nad Halszką Ostrogską,że taka biedna i taka młoda.

                                    Przychodzi mi też na myśl twórczośc Sienkiewicza-o ile dobrze pamiętam,w "Krzyżakach" Danusia ma 12 lat i tam autor czytelnikom tłumaczy,że małżeństwa w takim młodym wieku się wówczas zdarzały.Skoro musi to tłumaczyć to znaczy,że w jego czasach nie był to już powszechny zwyczaj.
                                    O ile się też nie mylę (sklerozę mam teraz w ciązy straszną:) to Oleńka Bilewiczówna miała coś około dwudziestki (18-20 jakoś tak).Dziadunio dobrodziej co prawda nie miał zbytnio czasu na wydawanie jej za mąż bo Ojczyzna wzywała ale nie widziałam tam,zeby Oleńka rozpaczała nad swoim staropanieństwem:)Chyba też nikt o niej nie mówi:"za stara".

                                    Żeby nie było nieporpzumień-chodzi mi teraz o czasy Sienkiewicza-wiem,że jego dzieła nie są źrodłem do opisywanych pzrez niego czasów.Natomiast można się z nich co nieco dowiedzieć o postrzeganiu świata na przełomie XIX i XX wieku.Wtedy też toczy się akcja Emilki.

                                    I nie chodzi mi o slub Emilki w wieku 12 lat bo miała w chwili zaręczyn dziewiętnascie ale o miłośc trzydziestokilkuletniego mężczyzny o trudnym charakterze do 12-letniej dziewczynki.

                                    I co do ostaniego zdania-tak uważano młodą dziewczynę jako zdolną do małżeństwa ale widziano ją głównie jako "towar",posag,korzyści polityczne,ilość morgów,pierzyn,krów itd.Przykre to ale prawdziwe.

                                    • jadwiga1350 Re: Prawie jak pani Kent... 28.08.11, 16:56
                                      > O ile się też nie mylę (sklerozę mam teraz w ciązy straszną:) to Oleńka Bilewic
                                      > zówna miała coś około dwudziestki (18-20 jakoś tak).Dziadunio dobrodziej co pra
                                      > wda nie miał zbytnio czasu na wydawanie jej za mąż bo Ojczyzna wzywała ale nie
                                      > widziałam tam,zeby Oleńka rozpaczała nad swoim staropanieństwem:)Chyba też nikt
                                      > o niej nie mówi:"za stara".


                                      Bo Oleńka już w dzieciństwie została zaręczona z Kmicicem. Więc los ma zabezpieczony i nie musi martwić się swoim staropanieństwem. Albo zostaje Kmicicową albo idzie do klasztoru(wedle testamentu). W przeciwnym razie pewnie martwiłaby się, że to już 20 rok,a kandydata na męża nie ma.
                                • panna-lee Re: Prawie jak pani Kent... 25.04.08, 13:08
                                  sevilay: mam duży szacunek dla mądrych matczynych uczuć. ale z drugiej strony wiem, że przychodzi czas, kiedy nasze dziecko przestaje być nasze i staje się absolutnie swoje własne [prawdę mówiąc jest swoje własne od początku, możemy mu pomagać, a nie wolno go łamać i przerabiać na własne kopyto]. sęk w tym, żeby wychować je na pewne swojej wartości, mocno stojące na ziemi i rozsądne - właśnie żeby nie rzucało się z głową w związki toksyczne, nie tylko damsko-męskie.

                                  matki zawsze cierpią najbardziej, gdy ich dzieciom przydarza się coś niedobrego. cierpią widząc przy swoich dzieciach "podejrzanych" typów.
                                  wiele matek, jak pani Kent, uważa za tragedię, gdy dziecko pokocha kogoś innego niż mamusia. pani Kent uważała emilkę za podstępną dziewczynę, która chce jej ukraść syna. dla pani Kent to Emilka była podejrzanym typem.
                                  a przecież uważamy panią Kent za nienormalną. bo tak było. kwestia braku umiaru i obiektywizmu.

                                  trzeba zachować nieco rozsądku w relacjach z innymi. bo nikt nie należy do nas, ani małżonek, ani dzieci, należą tylko do samych siebie, niezależnie od uczuć, które do nas żywią.

                                  nawiasem - rozmawiałam kiedyś z moim mężem o tym, co by się działo, gdyby mnie poznał jak ja miałam 12 lat a on 19. opowiadałam mu trochę o tym, jaka byłam i uznał, że zabierałby mnie na wycieczki, pokazywał różną muzykę, książki i filmy i na pewno dobrze byśmy się bawili, a prędzej czy później i tak by się zakochał.... ale stwierdził też, że gdyby zobaczył takiego typa jak on sam w wieku lat 19, kręcącego się przy ew. własnej córce, pobiłby i wyrzucił na pysk. z włosami do pasa, zarośnięty, w skórze, zawsze z nożem, zawsze na kacu lub zjeździe... yyy! nigdy! więc na pewno rodzice nie puszczaliby mnie z nim nigdzie.

                                  inaczej widzi się rówieśników i samych siebie w kontekście przyjaźni czy miłości, a inaczej zupełnie widzi się przyjaciół naszych dzieci. ja sama, gdyby mi zaprezentować tego zarośniętego wariata [nie zmienił się zbytnio] i solidnego, kulturalnego, nieśmiałego chłopaka z grzywką na boczek :D bez wahania wybieram pierwszego, tak zresztą zrobiłam. a kulturalnego i nieśmiałego nigdy, a gdybym nawet była zmuszona, zdradzałabym na prawo i lewo i pewnie wreszcie uciekła. nudy!
                                  a podejrzewam, że jak będę miała córkę, będę twardo obstawiać pana z grzywką :) bo solidny, bo pewna przyszłość, bo niepijący i niepalący i tak dalej :P i mimo wszystko mam szczerą nadzieję, że uda mi się przed takimi ocenami ustrzec. tak różnymi dla siebie i innych. bo to, że punkt widzenia zmienia się, jak pojawiają się dzieci, wiem. ale zastanawiam się zawsze nad wszelkimi zmianami i tak sobie myślę, że to może nie być do końca dobra zmiana. :) [to samo zresztą dotyka ludzi po małżeństwie - nagle żona bardzo pragnie zmienić swojego męża. prawie każda usiłuje to robić, a przecież to niedopuszczalne]

                                  a może mam coś na kształt urazu, bo moja mama mniej więcej tak samo chciała, żebym miała przyjaciół, jak pani Kent. chyba że sama mi wybierze - najlepiej takich typów jak Andrzej Murray :P nie chciałabym robić tego innym. :) tym bardziej, że wygląd nie świadczy o zawartości.
                                • nessie-jp Re: Prawie jak pani Kent... 28.08.11, 22:32
                                  > A poza tym sama przyznaj-co pzry może być mowa o wyjątkowym "pokrewieństwie dus
                                  > z" pomiędzy dwunastoletnią dziewczynką,która prawie,że się na krok poza swoją m
                                  > iejscowość nie ruszała a dorosłym mężczyzną,który jeździł po świecie?

                                  Nie można zapominać, że ani Emilka nie była zwykłym dzieckiem, ani Dean zwykłym dorosłym. Emilka była uważana za "dziwną" i Dean był uważany za dziwaka. Emilka była małym odmieńcem, Dean był kaleką.

                                  Zawsze bardzo podobał mi się wątek Deana -- człowieka rozpaczliwie samotnego, z kompleksem niższości, pogardzanego za kalectwo i odsądzanego od czci i wiary przez ograniczone rozumki purytańskich wieśniaków. Bardzo naturalne wydawało mi się, że Dean, w dzieciństwie sam zafascynowany ojcem Emilki (chyba jedynym przyjacielem w jego życiu?), potem przenosi tę fascynację na córkę, nie zastanawiając się wcale, czy ona do tego dorasta, czy nie. Wystarczy mu, że go akceptuje, tak jak kiedyś jej ojciec.

                                  Oczywiście Dean jest mroczny, pokręcony, skrzywiony nie tylko w sensie ułomności fizycznej. Ale -- do licha! -- dlatego jest taki ciekawy! Nie kolejny zdrowy fizycznie i moralnie chłopak z dobrego domu z sąsiedztwa :)

                                  Rzecz jasna, Emilka nie mogła wyjść za Deana. Ale bez jego obecności te książki straciłyby niesamowicie wiele ze swojego smaczku.

Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka