Dodaj do ulubionych

A "Wakacje na starej farmie"?

30.04.08, 16:51
Witam, jeste tu nowa. Przejrzałam właśnie wszystkie wątki i ani
jednego o Baśniowej Dziewczynce, Sarze Ray...
Edytor zaawansowany
  • supervixen 30.04.08, 22:21
    Książki o Historynce nigdy nie należały do moich ulubionych (nie
    żeby mi się nie podobały, ale jakoś nie porwały mnie po prostu), ale
    do dziś wzrusza mnie brak przyszłości biednej Cecily:( Ten krótki
    fragment to pierwsze, co mi przychodzi na myśl, gdy myślę o tych
    książkach... Miękka jestem?:)
    --
    Steve Holt!
  • pontecorvo 30.04.08, 23:19
    Mnie również dziwnie "na sercu się robiło" przy tych wzmiankach. Przy czym
    czytając pierwszy raz mialam wrażenie, że ta śmierć zostanie opisana... A Cecily
    (Celinka?) mimo swojej anielskiej dobroci, co mogłoby pociągać za sobą wrażenie
    osoby nudnej do bólu, chyba najbardziej wzudzała moją sympatię. I jeszcze
    Piotrek- też go polubiłam.
    Co do postaci tytułowej - w wersji Historynka oczywiście, to jakoś nie zapałałam
    sentymentem... Sara wydała mi się za bardzo zarozumiała, zbyt pewna swoich
    talentów, zbyt wywyższająca się. Czasem nawet, z przekory, stawałam w ich
    licznych konfliktach, po stronie irytującej i niby płytkiej, ale przez to
    zabawnej Felicity.
  • lucy-lotta 06.05.08, 14:57
    Moje drogie, o co Wam chodzi z tą Cecylką? Bo wogóle nie mogę sobie
    przypomnieć, o czym mówicie... Będę musiała sobie odświeżyć tę
    serię ;)
    Jeśli chodzi o mnie, to uwielbiam "Historynkę" i "Złoty gościniec".
    Wciągają mnie ich przygody, z fascynacją obserwuję bohaterów... :D
    Tak, przepadam za tą serią! Może dlatego tak ją lubię, że sama LMM
    uważała ją za swoją ulubioną!
    Zresztą, kocham wszytsko, co wyszło spod pióra LMM! ;)
  • supervixen 06.05.08, 19:21
    Z Cecylką chodzi o to, że była słaba i chorowita i jeśli wierzyć
    aluzjom narratora, umarła młodo (na gruźlicę może?) Nie jest to
    jednak napisane wprost, więc to w sumie tylko taka interpretacja.



    "Mnie jeszcze niczego nie wywróżyłaś!" poskarżyła się Cecylia.
    Mała Baśń spojrzała czule na Cecylię, na jej gładziutkie, ciemne
    włosy, łagodne, błyszczące oczy i policzki, które przy najlżejszym
    wysiłku okrywały się rumieńcem, i na małe, opalone rączki, które
    wciąż były w ruchu. Na twarzy Małej Baśni pojawił się smutek.
    "Cokolwiek bym ci powiedziała, kochanie, to i tak nie będzie dla
    ciebie dość dobre. [...] Słuchaj, przecież wiesz, że żartowałam.
    Naprawdę to ja nic o przyszłości nie wiem."
    [...]
    Poźniej często się zastanawiałem, czemu Mała Baśń nie chciała jej
    tego wieczoru wróżyć. Może przeczuwała, że nasza najmilsza Cecylia
    nie ma przed sobą przyszłości.

    --
    Dunder Mifflin, this is Pam.
  • pontecorvo 07.05.08, 09:20
    A ja mam dodatkowo wrażenie, że w ostatnim rozdziale II części
    narrator (wyleciało mi z głowy imie tego chłopca) opisując przyszłe
    losy bohaterów napomyka, że niestety Cecylce nie dane było długie
    życie... Czyli nie byłaby to jedynie nadinterpretacja, lecz smutna
    prawda, jaką chciała nam LMM przekazać. Szkoda, Cecylka była taką
    słodką dziewuszką do lubienia!
  • supervixen 07.05.08, 13:35
    Pontecorvo, mówimy chyba o tym samym fragmencie:) Ten, który
    przytoczyłam, nie jest co prawda z ostatniego rozdziału, ale
    blisko:) No i po sprawdzeniu oryginalnej wersji okazało się
    oczywiście, że ten fragment jest sporo dłuższy i bardziej dobitny
    niż w mojej polskiej wersji... Ty masz pewnie po prostu lepsze
    tłumaczenie niż ja:)


    In later years I often wondered why the Story Girl refused to tell
    her fortune that night. Did some strange gleam of foreknowledge fall
    for a moment across her mirth-making? Did she realize in a flash of
    prescience that there was no earthly future for our sweet Cecily?
    Not for her were to be the lengthening shadows or the fading
    garland. The end was to come while the rainbow still sparkled on her
    wine of life, ere a single petal had fallen from her rose of joy.
    Long life was before all the others who trysted that night in the
    old homestead orchard; but Cecily's maiden feet were never to leave
    the golden road.


    (jeśli ktoś by chciał w miarę dokładne tłumaczenie tego fragmentu,
    to proszę krzyczeć:) tłumaczem nie jestem, ale wiem, że czasem
    chciałoby się poznać, co dokładnie autor chciał powiedzieć, choćby
    forma nie miała być specjalnie artystyczna:)

    --
    Steve Holt!
  • panna-lee 07.05.08, 17:46
    co... to... za... tłumaczenie...??
    jak można nazwać Historynkę Małą Baśnią? wprawdzie Historynka kojarzy się z katarynką, histerią, brynkiem i innymi takimi i nie przepadam za tym słowem, ale Mała Baśń to już kompletne załamanie i upadek w otchłań :)

    supervixen: ten fragment pojawia się w książce. pod koniec. :)

    jeżeli już było, to krzyczcie - nie czytałam absolutnie całego forum:

    tak jak Wam Toli, tak mnie zawsze było żal Sary Ray. miałą koszmarną matkę, była nerwowa, nosiła brzydkie sukienki i sama była nieładna, nie było jej wolno robić nic przyjemnego [przyjęcia np], ciasta i inne przysmaki dostawała od wielkiego dzwonu lub wcale... nie miała żadnych przyjaciół oprócz grupki Kingów, a Kingowie mieli ją w głębokiej pogardzie. wściekało mnie. wiecznie o niej "zapominali". albo uważali, że "trudno było sobie wyobrazić Sarę posiadającą jakąkolwiek przyszłość". i to ciągłe podkreślanie, że Sara wiecznie płakała - gdyby policzyć łzy Sary i łzy Feli i Celinki, nie wiem czy tak wiele więcej byłoby płaczu Sary. i te wredne odzywki naszej miłej ekipy - Sarę zdołowała śmierć Paddy'ego i głośno płakała - Feliks zwrócił jej uwagę, że ma nie robić zamieszania, bo to nie był jej kot [plus niechętne spojrzenie]. Fela i Celinka oczywiście miały prawo płakać? [robiły to]. albo ta wielka afera, że Sara przyniosła Celince klej roślinny zamiast płynu do włosów - przepraszam, czy ona go produkowała, czy jak? dostała butlę od Judy, przyniosła Celince, nie było w tym cienia jej winy - a wszyscy wliczając ciotkę Janet psy na niej wieszali. Sara była kozłem ofiarnym. jakoś łatwo wszystkim przychodziło wyżywać się na niej - a ona i tak ich bardzo lubiła. przykro.

    najbardziej mną miota jak Historynka czyta pożegnalny list Sary i mówi o niej "biedna mała Sara. ona wcale nie jest zła."

    skąd do diabła pomysł, że Sara Ray miałaby być zła??? w moich oczach Sara to kolejna skrzywdzona bohaterka LMM.

    [nawiasem - bardzo lubię książki o Historynce :)]
  • supervixen 08.05.08, 00:13
    Tłumaczenie Ewy Fiszer, z roku 1994, wydane przez Naszą Księgarnię:)

    Faktycznie Mała Baśń niezbyt dobrze brzmi, za Baśniową Dziewczynką
    też nie przepadam (za długo!), choć i tak bardziej niż za Małą
    Baśnią. Muszę przyznać, że Historynka to zdecydowanie moja ulubiona
    wersja:) Baaardzo mi się podoba:) Dlatego w swoim tłumaczeniu na
    dole jej właśnie użyłam:)


    --
    I've made a huge mistake...
  • pontecorvo 07.05.08, 18:59
    Supervixen,
    fajnie, gdybyś przetłumaczyła ten fragment (mam krzyczeć??? :))Kontekst
    zrozumiałam, ale ucieszyłby mnie przekład kogoś lepiej zorientowanego w ang. niż ja!
    Podejrzewam, że faktycznie miałam w ręku inny przekład. Muszę zresztą wnawiązać
    do słów panny lee, że też nie spotkałam się z Sarą jako Małą Baśnią. Czytałam o
    Historynce, ale też o Baśniowej Dziewczynce. No cóż, jak widać wyobraźnia
    twórcza tłumaczy jest nieograniczona...
  • supervixen 08.05.08, 00:08
    W późniejszych latach często zastanawiałem się, czemu tamtego
    wieczoru Historynka nie chciała jej powróżyć. Czy jakiś dziwny
    promień przeczucia padł na jej zabawę? Czy zdała sobie sprawę w
    przebłysku przewidywania, że nie było dla naszej słodkiej Cecily
    żadnej ziemskiej przyszłości? Nie dla niej były wydłużające się
    cienie i przekwitłe girlandy. Koniec miał nadejść gdy tęcza wciąż
    skrzyła się na winie jej życia, nim choć jeden płatek opadł z róży
    jej radości. Długie życie czekało wszystkich innych, którzy spotkali
    się tamtego wieczoru w starym sadzie, ale dziewczęcym stopom Cecily
    nigdy nie było dane opuścić złocistej drogi.


    Smutny kawałek, no nie?:(

    No i dość poetycki, dlatego przetłumaczony dosłownie brzmi raczej
    dziwnie:) Zastanawia mnie o co chodzi z tymi zwiędłymi wieńcami czy
    też girlandami... No bo te cienie to jak rozumiem zwykłe cienie,
    które rzucamy na ziemię - im wyżej rośniemy, tym są dłuższe:) Ale te
    girlandy? Może to coś biblijnego?


    --
    Dunder Mifflin, this is Pam.
  • supervixen 08.05.08, 00:25
    A w ogóle to ciekawe, że opisując tą sytuację LMM użyła
    słów 'foreknowledge' i 'prescience', które chyba nie do końca można
    przetłumaczyć jako przeCZUCIE, skoro oba odwołują się właśnie do
    wiedzy, a nie emocji (knowledge & science). Ciekawa jestem, czy była
    zainteresowa różnymi zjawiskami paranormalnymi; nie pamiętam czy
    było coś o tym w pamiętnikach, ale była przecież Emilka i jej
    niezwykłe zdolności:)


    --
    I've made a huge mistake...
  • pontecorvo 08.05.08, 09:40
    Dziękuję Supervixen za ładny przekład! Zdolna z Ciebie tłumaczka:))
    Co do zjawisk parapsychologicznych, to przypomina mi się z jej
    pamiętników wiara w reinkarnację!!! Poza tym Biała Magia też chyba
    świadczy, że LMM była żywo zainteresowana tymi sprawami.
  • panna-lee 09.05.08, 12:55
    w mojej książce brzmi to tak:

    "Po latach często zastanawiałem się, dlaczego Historynka odmówiła tego wieczoru przepowiedni jej przyszłości.

    Czy był to jakiś dziwny proroczy przebłysk, który przeżyła akurat w chwili zabawy? Czy w jakimś momencie istotnie przewidziała, że dla naszej łagodnej słodkiej Celinki nie ma ziemskiej przyszłości? Nie dla niej bowiem były wydłużające się cienie i więdnące girlandy. Koniec miał przyjść, gdy tęcza jeszcze błyszczała winem jej życia, zanim pierwszy płatek opadł z róży jej radości. Przed wszystkimi, którzy zebrali się tego wieczoru w starym sadzie, rozciągały się długie lata życia. Tylko dziewczęce stópki Celinki nigdy nie miały zejść ze złocistej drogi."

    przekład: Janina Zawisza - Krasucka.
  • lilimeye 04.06.08, 14:38
    supervixen napisała:

    Zastanawia mnie o co chodzi z tymi zwiędłymi wieńcami czy
    > też girlandami... No bo te cienie to jak rozumiem zwykłe cienie,
    > które rzucamy na ziemię - im wyżej rośniemy, tym są dłuższe:) Ale te girlandy?

    Więdnące girlandy jako symbol przemijania, upływu lat, starzenia, przynajmniej
    mnie się tak kojarzą.

    Mnie jeszcze zastanawia tłumaczenie tego zdania:

    "The end was to come while the rainbow still sparkled on her
    wine of life, ere a single petal had fallen from her rose of joy."

    ten przekład Janiny Zawiszy-Krasuckiej wydaje mi się nieco bezsensowny
    (oczywiście mam na myśli pierwszą część zdania, bo druga jest ok):
    "Koniec miał przyjść, gdy tęcza jeszcze błyszczała winem jej życia, zanim
    pierwszy płatek opadł z róży jej radości."

    ta tęcza błyszcząca winem życia hmmm... nawet sformułowania poetyckie powinny
    mieć jakiś sens :-) i tak sobie myślę, że LMM mogła mieć na myśli albo (biorąc
    pod uwagę te wszystkie metafory roślinne) tęczę rzucającą odblaski na winorośl
    jej życia (winorośl jest symbolem życia) [tu oczami wyobraźni widzę takie
    świetliste kolorowe plamki na listkach tej winorośli :-))], albo wino życia
    musujące tęczą/tęczowo (sparkling wine)

    --
    Nie karze się maleńkiej świętej, której zdarzyło się zbłądzić.
  • supervixen 04.06.08, 15:30
    Jak dla mnie to J. Zawisza Krasucka ewidentnie przetłumaczyła to w
    odwrotną stronę - to nie tęcza ma błyszczeć winem, tylko
    wino błyszczeć, skrzyć się tęczą. Nie wiem, skąd ten błąd, bo
    faktycznie nie ma to zbyt wiele sensu.

    Jeśli chodzi o interpretację, to moje pierwsze skojarzenie było
    alkoholowe:) Wino jako winorośl to raczej vine niż wine, choć
    symbolika życia jest kusząca:)

    Nie da się ukryć, że ten fragment jest mocno poetycki:D

    --
    Steve Holt!
  • lilimeye 04.06.08, 20:23
    Zasadniczo winorośl to rzeczywiście 'grape-vine', ale spotkałam się też z
    zapisem 'wine grape', więc może, może... :-)
    mnie kusi ta interpretacja z musującym tęczowo winem, może nie bez przyczyny LMM
    użyła czasownika 'sparkle' ; takie kolorowe dziecięce życie buzujące energią i
    radością :D

    --
    Wiesz, że to zabawne zajadać racuszki z zawiązanymi oczami. Wyobrażam sobie, że
    tak się trenuje kosmonautów
  • fenyloalanina5 04.06.08, 22:25
    Boże, jak ja Wam zazdroszczę takiej znajomości niuansów językowych! U mnie -
    choćbym się pocięła na kawałki - angielski ... :((
  • minerwamcg 11.06.08, 23:41
    "Vine" bywa nazywane wszystko, co się wije, np. bluszcz. Od razu
    zastrzegam, że mogę się mylić, bo nie siedzę w angielskim tak
    głęboko, ale trochę w oryginale czytam.
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • supervixen 12.06.08, 11:59
    Nie mylisz się. To jedna z definicji tego słowa. A druga to właśnie
    krótsza wersja grapevine, czyli winorośl (vineyard to winnica, vine
    grower to bodajże hodowca winorośli itd)

    A co do wine grape, które się pojawiło w którymś wcześniejszym
    poście, to jak dla mnie słowo wine nadal pojawia się tam w
    kontekście wina-napoju. Po prostu wine grape to takie grape, z
    którego robi się wine:)

    --
    Dunder Mifflin, this is Pam.
  • minerwamcg 16.06.08, 22:52
    Krótko mówiąc winogrona, ale nie do zeżarcia od razu tylko do
    przerobienia na wino :)
    --
    Osoby mrowie a mrowie
  • the_dzidka 09.07.08, 10:19
    W mojej wersji jest własnie to tłumaczenie :-)
    "Mała Baśń", fuj. To co, potem będzie z niej "Stara Baśń"?

    --
    Dzidka

    ~~ Outernet. To ten dziwny i niezrozumiały świat, który znajduje się
    poza Internetem. ~~
  • pontecorvo 12.03.10, 14:49
    podciągam
  • dominka1 08.07.08, 14:02
    Ta powieść jest jedną z moich ulubionych tej autorki.Podobały mi
    się różne osobowości głównych bohaterów-słodka Cecylia,niezależna
    Sara,pewna siebie Felicity.Ten stary dom,opowieści Historynki
    tworzyły nastrój baśniowy.Pamiętam,że szczególnym zainteresowaniem
    czytałam o ich przygodach w czasie nieobecności rodziców-otrucie
    Dana,debiut kulinarny Sary,ich przekonanie,że w domu coś
    straszy.Narrator opowieści z wielkim ciepłem i sympatią opisywał
    swoje przygody z dzieciństwa.
  • kolczykizoldy 14.03.10, 05:12
    Witajcie! Uwielbiam "Historynke", a "Zlocista Droge" chyba jeszcze bardziej! W
    dziecinstwie tez spedzalam wakacje na "starej farmie", tylko niestety nie mialam
    tam rowiesnikow i marzylam o grupce kuzynow-przyjaciol. Fajnie sa w tych
    ksiazkach ukazane interakcje pomiedzy bohaterami, ich sympatie, antypatie,
    drobne niecheci, male koalicje... Znajduje to przezabawny wyraz w tekstach,
    ktore dzieciaki pisza do swojej gazetki.
  • filifionka-listopadowa 21.07.10, 14:01
    Przeczytałam "Złocistą Drogę" (nie udało mi się zdobyć pierwszej części) i
    bardzo podobała mi się dziwna historia miłości Niezgrabiasza. Była niepokojąca
    dziwna, z tym zamkniętym pokojem i wymarzoną dziewczyną. Chciałabym wiedzieć,
    jak dalej ułożyło się im życie, czy Alicja nie była przyćmiewana przez wymyśloną
    Alicję...
    --
    Powiedziała Rebeka Dew umykając do kuchni, zanim do siedzących przy stole
    zdążyła dotrzeć treść jej słów.
  • nasturcja0 23.06.10, 16:05
    W "Wakacjach" i "Złotym gościńcu" irytowały mnie dwie rzeczy:

    - Bohaterowie są strasznie dziecinni, osoby w tym wieku to dorastająca
    nastoletnia, choćby nawet bardzo młoda, poniżej piętnastu lat, młodzież, a oni
    zachowują się jak dzieci, a nie jak dorastający młodzi ludzie, zresztą Bev cały
    czas pisze o nich jako o dzieciach, a nie jako nastolatkach czy młodzieży. Nawet
    o czternastoletniej Sarze, której wiekowo bliżej już było do kobiet niż do
    dzieci, tak fizycznie jak mentalnie. Ich rozrywki i upodobania są inne niż
    należałoby się spodziewać u młodszych nastolatków, nie mówię tu o tym, że mieli
    od razu w sekrecie popalać i popijać, ale jednak niektóre ich zachowania były
    wprost absurdalne. Jak historia z obrazkiem Boga czy z dniem sądu, po prostu
    ciężko uwierzyć, że ktokolwiek w tym wieku mógłby dać wiarę w takie coś.

    - Bev. Po prostu nie ma żadnej charakterystycznej cechy, każde z jego
    przyjaciół jest inne, a on pozostaje taki "bezpłciowy". Nie wiadomo dokładnie
    jaki on tak naprawdę jest, co lubi a czego nie. P.S. Bev i Feliks to bliźniaki?
    W pierwszej książce była wzmianka o trzynastoletnich jabłoniach zasadzonych na
    cześć narodzin braci, co by sugerowało, że są w tym samym wieku (chyba, że były
    to tzw. "irlandzkie bliźniaki", np jeden brat urodził się w styczniu, a drugi w
    grudniu tego samego roku), ale potem Piotrek wyskakuje ze swoja niewiedza
    odnośnie tego kto to jest bliźniak; gdyby jego przyjaciele nimi byli to by to
    wiedział. Zresztą potem, pod koniec "Złotego gościńca" jest napisane, że Bev i
    Sara byli starsi od reszty, co by sugerowało, że Feliks jest młodszy od Beva.
  • kooreczka 24.06.10, 12:27
    Bycie nastolatkiem to niedawny wymysł. Dawniej od razu z dziecka przeskakiwało
    się we wczesną dorosłość. Traktowano ich jak dzieci, nie mieli podniet i
    wiadomości dzisiejszego świata, więc dziecinne zachowanie jest raczej na miejscu.
  • nasturcja0 24.06.10, 12:59
    Może faktycznie było tak w przypadku tej młodszej młodzieży, takiej do mniej
    więcej piętnastki, potem starsza młodzież traktowana była w świetle moich
    obserwacji zachowań opisywanych w literaturze, znacznie doroślej niż teraz, jak
    zupełnie dorośli ludzie, np. szesnastolatka mogła wyjść za mąż, Ania w tym wieku
    była nauczycielką itp.
  • kooreczka 24.06.10, 13:37
    Zauważ, że WNSF to czas tuż przed tym dorosłym przełomem. Wiele zależało od
    konkretnej sytuacji, warunków, nie wszystko działo się na raz- (U LMM
    nastoletnie małżeństwa są rzadkie i niepochwalane)- ale rzeczywiście ok. 15 lat
    uważane było wówczas za przełom. Nie było spokojnego przejścia, ale od razu skok
    na głęboką wodę.
  • nasturcja0-1 09.03.11, 19:32
    Ale juz na przykład taka Rilla wyraźnie rózni sie od pozostalych nastolatków w jej wieku, przedstawionych w innych powiesciach. Nie jest w przeciwienstwie do np. swej rówiesnicy Małej Basni nieudolną podróbką małej dziewczynki, ale po prostu nastolatką, dorastajacą młoda dziewczyną. A przeciez czasy w których zyła sie tak nie zmieniły.
  • jadwiga1350 06.07.11, 15:19

    > Ale juz na przykład taka Rilla wyraźnie rózni sie od pozostalych nastolatków w
    > jej wieku, przedstawionych w innych powiesciach


    Bo Rilla ma 15 lat i jest już młodą kobietą.Wybiera się na pierwszy bal, który był swego rodzaju inicjacją wejścia w dorosłość. Czy się różni od innych piętnastolatek? Nie powiedziałabym, Ania jako piętnastolatka, w seminarium, też jest traktowana jako osoba dorosła.

    Nie jest w przeciwienstwie do
    > np. swej rówiesnicy Małej Basni nieudolną podróbką małej dziewczynki,

    Sara ma 14 lat, więc nadal jest małą dziewczynką, w przeciwieństwie do Rilli.

  • nasturcja0-1 07.07.11, 15:10
    Nie, no bez przesady, nie jest jeszcze kobietą, ale dziewczynką też nie. Uwazasz czternastolatków za dzieci a nie dorastajacą młodziez? To tylko 4 lata do dorosłosci jako zdefiniowanej prawnie (zreszta w niektórych krajach juz 16latkowie, a w trzech 15latkowie sa uwazani przez prawo za dorosłych). To tak jakby między kobieta a dziewczynką nie było stanów posrednich, a tak naprawde zadna z nich nie jest ani jedna ani drugą - obie sa dorastajacymi młodymi dziewczynami. Rok różnicy to bardzo niewiele. Chyba ze mówisz o barierze tak to ujmę formalnej, a nie rzeczywistej. Zresztą Rilla ma zainteresowania i sposób patrzenia na rózne kwestie inny niż np. Mała Basn, która w porównaniu z nia wydaje sie może nie bardziej infantylna, ale żyje w świecie bardziej dzieciecym niz Rilla, mimo ze wydaje sie nad wiek dorosła to jednak nie interesuje sie raczej w przeciwienstwie do Rilli sprawami, które w społecznym odbiorze przypisywane są dorosłosci, wciaż żyje raczej w świecie dzieciecych zabaw mimo ze powinna juz z nich własciwie wyrosnac. Moze to dlatego, ze przestaje w osobami jednak nieco młodszymi (dwa-trzy lata) i siłą rzeczy uczestniczy w ich zabawach. Nie wyobrazam sobie Rilli uczestniczacej w zabawach (chyba ze chodzi tu o zabawe np. taneczna, taka w jakiej miała uczestniczyc na początku ksiażki - na pewno nie o zabawe rozumianą jako zabawa dziecieca). Mała Baśn wydaje sie jednak bardziej od Rilli naiwna, nie wyobrazam sobie tej drugiej jako bedaca w stanie uwierzyc w taki np. koniec swiata.
  • jadwiga1350 07.07.11, 19:33
    Uwaza
    > sz czternastolatków za dzieci a nie dorastajacą młodziez?

    Nie ważne co ja uważam, ważne co uważano w XIXw.

    To tak jakby mię
    > dzy kobieta a dziewczynką nie było stanów posrednich

    Kiedyś nie było.


    Zresztą Rilla ma zainteresowania i sposób patrzenia na ró
    > zne kwestie inny niż np. Mała Basn, która w porównaniu z nia wydaje sie może ni
    > e bardziej infantylna

    Bo Rilla jest kobietą, Mała Baśń jest dzieckiem.
  • nasturcja0-1 07.07.11, 22:31
    Ale tu nie chodzi o to kogo za co uwazano bo kobieta-dziewczyna-dziecko to stany biologiczne i mozna co najwyzej powiedzieć, ze osoba w danym wieku (tu: młoda dorastajaca dziewczyna) funkcjonowała w społeczenstwie w jakim zyła w określonej roli społecznej - ze wymagano od niej tak jak od dorosłej albo wprost przeciwnie, pobłażano jej jak dziecku i w takich kategoriach o niej myslano, a prawda była taka, ze była to po prostu młoda dziewczyna w wieku dojrzewania, która tylko funkcjonowała w roli albo kobiecej albo dzieciecej, biologicznie nie bedac ani kobieta ani dzieckiem, bedac po prostu pomiędzy. Prawo ludzkie swoja droga (tak w ogóle to jaka była wtedy mniej wiecej uznawana granica miedzy kobieta a dzieckiem?) a prawo natury swoją - wydaje mi sie po prostu dziwne, ze osoba w wieku Małej Baśni była dosć infantylna jeśli chodzi o zachowanie i upodobania, nawet jeśli nie była dorosła to dzieckiem też nie była i na niektóre np. zabawy, przekonania (chocby przytoczony przykład z Dniem Sądu) była już jednak za stara i należałoby sie spodziewać, ze mimo iz nie dostapiła jeszcze zaszczytu bycia uważana przez społeczenstwo za dorosła pannę to nie powinna juz znajdować w nich upodobania. Założę sie, ze nie było tak, że w chwili gdy dziewczyna zakładała długa suknię i zaczynała upinać włosy, automatycznie wyrastała z zabaw - Rilla, mimo ze funkcjonowała w swiecie na prawach kobiety, i tak mimo zyskania przywileju formalnej dorosłosci powinna jednak logicznie rzecz biorac zachowywać sie nieco bardziej infantylnie - albo Mała Basn powinna zachowywać sie dojrzalej bo dziwnie jednak by było gdyby niespodziewanie, juz uwazana za wystarczająco dorosła na upinanie włosów i długa suknię, wciaz chciała uczestniczyc w dzieciecych zabawach.
  • nasturcja0-1 07.07.11, 22:34
    Mała Basn powinna zachowywać sie dojrzalej
    > bo dziwnie jednak by było gdyby niespodziewanie, juz uwazana za wystarczająco
    > dorosła na upinanie włosów i długa suknię, wciaz chciała uczestniczyc w dziecie
    > cych zabawach.

    Chodzi mi o to, że byłby to skok na zbyt głęboka wodę zamiast takiego łagodnego przejscia - w jednej chwili dziewczyna moze zachowywać sie jak dziecko, w drugiej chwili, juz jako dorosła, musiałaby zachowywać sie jak dorosła i wymagano by od niej dorosłych zachowan.
  • the_dzidka 10.08.11, 14:55
    Feliks i Bev nie byli bliźniakami, Bev był starszy. BTW w jednej z moich ksiażek Bev ma na imię Bev, ale w drugiej części juz jakos inaczej :)
    --
    Dzidka
  • invisse 11.08.11, 13:34
    Bo starszym tłumaczeniu, o tym: media200.8p.pl/sklep/galerie/h/historynka_2317_m.jpg Bev nazywa się Edgar :)
  • marajka 13.08.11, 19:53
    Edgar? A skąd oni to wzięli? O ile mogę przeboleć "Cecylkę", to tego nie rozumiem.
    --
    Słowa palą, więc pali się słowa...
  • pontecorvo 19.07.12, 09:06
    do góry

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka