Dodaj do ulubionych

Polskie realia a bajkowy świat Maud

04.12.08, 13:02
Witam! Nasunął mi się nieciekawy wniosek. a może to już wypaczenie
tą Mickiewiczowską literatura?


Z polskiej literatury wieję taką reygnacją, bezradnością. gdzie nie
spojrzysz tam rozpacz, głód, nędza. Te cięzkie kajdany zaborcy a jak
już niepodległość nastała to i tak płacz.


Czytam Anię z zielonego wzgórza i wydaje mi się jako Polakowi że
wyspa Księcia Edwarda to jest jakaś inna planeta. Tam jest jakaś
sielanka. Te kobiety wyszywające kapy, szkółki niedzielne, wizyty u
pastora, praca na roli,zbieranie jabłek w sadzie. roześmiane
dziewczęta i chłopcy. gdy u nas ponad 100 letnia walka z zaborcą,
krew, ginący ludzie, ucięmiężenie. albo lepiej seria powieści o Pat.

też sielanka gdy w Europie trwa w najlepsze wojna, rozpoczyna się
holokaust, komunizm i nazizm, Pat w tym czasie spokojnie robi
przetwory a jedynym jej utrapieniem jest szwagierka.

Ogólnie jakiś zgrzyt. Ciekawe czy bohaterki Maud byłyby takie
pozytywnie nastawione do zycia gdyby żyły w Polsce?
--
dostałam sygnaturkę z urzędu
Edytor zaawansowany
  • supervixen 04.12.08, 13:30
    Ciekawe pytanie, ale mam wrażenie, że wymaga doprecyzowania. Bo z
    jednej strony mamy LMM, a z drugiej - jaką konkretnie literaturę
    polską? Bo przecież LMM to jednak trochę inna półka niż, dajmy na
    to, Żeromski. Trzeba by ją porównać do autorów podobnego profilu.
    Kojarzą mi się z okolicy lat 30-ych Irena Szczepańska (np Córka
    kapitana okrętu) i Irena Zarzycka (Panna Irka), ale pewnie więcej by
    się znalazło autorek powieści dla dorastających panien.

    Po drugie, faktycznie należałoby się zapytać 'co by było gdyby'. A
    konkretnie czy LMM pisałaby takie sielankowe (w dużej mierze, ale
    nie dońca, jak wiemy) książki, mieszkając w Polsce/na ziemiach
    polskich. Nie podejmę się odpowiedzi na to pytanie:)

    Nie wierzę, że obraz Kanady u LMM nie jest wyidealizowany - są
    jakieś tam przebłyski niesielankowe, sierociniec, bieda w rybackiej
    wiosce w Glen itd, ale LMM po prostu się w to nie zagłębia (a Ania
    np nie opowiada dzieciom o czasach przed Zielonym Wzgórzem). Czy
    gdybyśmy dorzucili do tego ładunek polityczno-społeczny, LMM nie
    dałaby rady pisać tak jak pisała? Naprawdę nie wiem:)

    No i po trzecie - myślę, że jednak LMM jest pewnym fenomenem na
    skalę światową. Na pewno w literaturze wielu krajów znajdziemy
    książki miłe, pogodne etc, a jednak LMM i tak jest od pełnego
    stulecia uwielbiana za swoje książki.

    --
    I've made a huge mistake...
  • pontecorvo 04.12.08, 13:48
    Trochę tej beznadziei przewija się w "Rilii" - dramat wojny, strach o
    najbliższych itp., choć oczywiście nie dzieją się te rzeczy u nich bezpośrednio,
    a są jedynie przywoływane opisami z prasy.

    A na pytanie Hameczki - tez się zastanawiałam nieraz, jak to by było, gdyby LMM
    była Polką i tu mieszkała??? Zachwyt przyrodą? I u nas przecież nie tylko te
    "wierzby rozochate", szarość, bylejakość... Chyba by LMM odnalazła jakieś piękno
    np. wsi, nawet bez czerwonych dróg:))
  • mist3 05.12.08, 21:04
    Dla mnie duże znaczenie mają jednak geopolityczne i religijne uwarunkowania.
    Choć przyznam szczerze, że polskich powieści dla dorastających panien z czasów
    LMM nie czytałam.
    Jednak:
    1. Kanada nie była uważana za kraj pod zaborami, a więc i literatura tego czasu
    nie 'musiała' walczyć, wskazywać drogę do zachowania 'substancji', a po wojnie
    do zjednoczenia i odbudowy kraju.
    2. W Kanadzie i USA zniszczenia wojenne nie występowały, stąd i literatura nie
    musiała o tym mówić. W końcu "Anie" to powieści dla dziewcząt/kobiet i o
    kobietach, a kanadyjskie kobiety nie walczyły, a więc i nie musiały wiedzieć jak
    to jest. Porównując - wiemy że w dawnej Jugosławii do niedawna była wojna, że w
    Iraku giną nasi żołnierze, jednak nasza literatura 'dla kobiet' (nie lubię tego
    określenia) z tym problemem się nie mierzy.
    3. Protestantyzm to jednak (w dużym uproszczeniu) religia umiłowania pracy i
    predestynacji - o tym też są te książki.
    4. W polskiej literaturze brakuje mi książek o zwykłych ludziach (kobietach,
    dzieciach) pisanych nie z tezą, ale właśnie na tle (dalekim) wydarzeń
    historycznym. Czy to wynika z faktu, że z racji położenia nigdy niestety nie
    byliśmy 'w tle' czy też z cech naszych pisarzy - to temat na analizę kogoś o
    wiele mądrzejszego ode mnie.
  • marajka 12.12.08, 12:21
    Do jasnej cholery, PROTESTANTYZM TO NIE RELIGIA. Religią jest Chrześcijaństwo. Nie każdy odłam protestantyzmu uznaje predystynację.
    Przepraszam za OT, ale w Polsce wiedza na temat protestantyzmu jest znikoma.
    --
    "Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono" W.Szymborska
  • supervixen 05.12.08, 23:19
    A takie Małe kobietki na przykład powstały zaledwie dwa lata po
    wojnie secesyjnej (i częściowo w czasie tej wojny akcja książki się
    rozgrywa), a są przepełnione słodkim sentymentalizmem, optymizmem
    itd:) A więc można i tak. Osobiście nie przepadam za tą książką, ale
    to chyba najstarsza książka dla panienek (no, z tych znanych) w
    takiej formie, w jaką wpisują się potem dzieła LMM.

    U nas w 20leciu międzywojennym też już lit. dziewczęcą pisano,
    czytano i tłumaczono. Fakt, chyba żadna z naszym rodzimych pisarek
    nie wybiła się tak jak LMM czy Alcott. Musieliśmy poczekać na
    Musierowicz:)

    Zabory to faktycznie b. specyficzna sytuacja, nie wiem jak wtedy
    było z literaturą tego typu. To był przecież b. długi okres, ciężko
    mi uwierzyć, że nikt nie prowadził wtedy w miarę spokojnej
    egzystencji - tylko czy ktoś o tym pisał?

    > 4. W polskiej literaturze brakuje mi książek o zwykłych ludziach
    (kobietach,
    > dzieciach) pisanych nie z tezą, ale właśnie na tle (dalekim)
    wydarzeń
    > historycznym. Czy to wynika z faktu, że z racji położenia nigdy
    niestety nie
    > byliśmy 'w tle' czy też z cech naszych pisarzy - to temat na
    analizę kogoś o
    > wiele mądrzejszego ode mnie.

    O tak, tak, pełna zgoda:) Ja w ogóle chętnie bym poczytała polskie
    książki historyczne osadzone w dawnych epokach, ale
    jednocześnie 'lekkie, łatwe i przyjemne' (w jak najlepszym tego
    słowa znaczeniu), jak np książki Tracy Chevalier. Poza tym,
    Amerykanie mają dużo książek historycznych dla dzieci i młodzieży, a
    my co? Historię żółtej ciżemki sprzed prawie 100 lat? Szkoda:/

    --
    I've made a huge mistake...
  • supervixen 05.12.08, 23:22
    Ech, chciałam się podpiąć pod post Mist3, ale coś mi nie wyszło:)

    To jeszcze przy okazji dopiszę, że wikipedia (tak, wiem, żadne z
    niej źródło) jako jedne z najpopularniejszych motywów lit.
    kanadyjskie podaje:
    Failure
    Mild anti-Americanism
    Self-deprecation

    W każdej literaturze nie zawsze jest tylko bajkowo:)
    --
    Steve Holt!
  • mist3 06.12.08, 20:24
    Dlatego jeszcze raz podkreślę - nie jestem absolutnie żadnym ekspertem od
    literatury, tylko prostym zwykłym czytelnikiem. Moje przemyślenia dotyczą tylko
    książek, które przeczytałam lub o istnieniu których słyszałam. Co do literatury
    kanadyjskiej to tylko znane nazwiska...

    Jeśli chodzi o literaturę 'na tle' to dla mnie ukochanymi pod tym względem są
    pamiętniki Moniki Żeromskiej, a szczególnie drugi tom wspomnień o drugiej wojnie
    światowej (ten okres bardzo mnie interesuje).
    Słyszałam również, że Widnokrąg Myśliwskiego też o tym traktuje, ale w mojej
    bibliotece jest ciągle w pożyczkach, a na zakup aktualnie mnie nie stać, niestety.
  • supervixen 06.12.08, 20:21
    I nie zapominajmy o Makuszyńskim! Panna z mokrą głową powstała w
    latach 30-ych. Natomiast Szkoła narzeczonych Marii Kruger była
    wydana w 1945 roku.

    Jak coś sobie jeszcze przypomnę, to dopiszę:)

    --
    I've made a huge mistake...
  • the_dzidka 09.12.08, 09:39
    "Godzina pąsowej róży" Marii Kruger, choć napisana w latach 60tych
    XX wieku, traktuje o normalnym zyciu pod zaborami w 1880 roku. To
    tylko przez literaturę martyrologiczną wydaje się, że Polacy przez
    120 lat zaborów tylko płakali i jęczeli. Ta skłonność do umartwiania
    pozostała nam do tej pory - jak sie traktuje np. komedie romantyczne
    produkcji polskiej? Film polski musi byc ponury, ciężki, poruszający
    problemy, z tezą. A Grochola to chłam.

    --
    Dzidka

    ~~ Outernet. To ten dziwny i niezrozumiały świat, który znajduje się
    poza Internetem. ~~
  • jadwiga1350 07.12.08, 23:06
  • jadwiga1350 07.12.08, 23:15
    >Ja w ogóle chętnie bym poczytała polskie
    > książki historyczne osadzone w dawnych epokach, ale
    > jednocześnie 'lekkie, łatwe i przyjemne' (w jak najlepszym tego
    > słowa znaczeniu), jak np książki Tracy Chevalier. Poza tym,
    > Amerykanie mają dużo książek historycznych dla dzieci i młodzieży,
    a
    > my co? Historię żółtej ciżemki sprzed prawie 100 lat? Szkoda:/
    >

    Nie tylko.My też mamy powieści historyczne łatwe, lekkie i przyjemne.
    Ostatnio czytałam Sagę rodu z Lipowej. Akcja dzieje się w XIV i XV
    w. Bardzo mi się przyjemnie czytało.
    Powieści historyczne Kraszewskiego, takie np jak Hrabina Cosel,czy
    Matka królów czyta się bardzo łatwo. Sporo jest powieści
    historycznych Karola Bunscha opartych na tle dziejów dynastii
    piastowskiej. Także powieści historyczne Władysława Jana Grabskiego.
    Całkiem niedawno czytałam jego Sagę o jarlu Broniszu.
  • supervixen 08.12.08, 13:52
    Dzięki za polecenie Sagi:) Już ją kiedyś widziałam, ale zniechęciło
    mnie wydawnictwo (chociaż właściwie nie wiem czemu, Ludzi Lodu z
    PolNordiki czytałam...)

    Co do reszty autorów, to może powinnam była doprecyzować, że chodzi
    mi o powieści pisane obecnie, a wszyscy wymienieni przez ciebie
    pisarze już nawet nie tylko nie tworzą, ale w ogóle nie żyją, a
    Kraszewski to nawet dość długo:) To oczywiście nie jest zarzutem w
    stosunku do ich książek, ale po prostu chodziło mi o to, że brakuje
    mi u nas takiego nurtu historycznego we współczesnym wydaniu
    (dlatego podałam jako przykład T. Chevalier, ale są też takie
    książki jak Tulipanowa Gorączka czy Córka Rembrandta)

    Jednak styl pisania i nawet zwykła moda się zmienia (bo te książki
    przez mnie wymienione wpisują się przecież w pewną modę) i można
    czytać z przyjemnością Kraszewskiego, a nawet i Sienkiewicza, ale
    fajnie byłoby poczytać też coś innego.


    --
    W gruncie rzeczy większość Zorrów to Kwapiszony.
  • jadwiga1350 05.11.17, 14:38
    > Dzięki za polecenie Sagi:) Już ją kiedyś widziałam, ale zniechęciło
    > mnie wydawnictwo (chociaż właściwie nie wiem czemu, Ludzi Lodu z
    > PolNordiki czytałam...)
    >

    W pierwszej chwili(sugerując się się tą PolNordiką) byłam przekonana, że to tłumaczenie z norweskiego(albo innego skandynawskiego języka).
    Saga rodu z Lipowej-Saga o Ludziach Lodu(Lipowa Aleja)

    Ale ta Lipowa jest rdzennie polska, "nasza".
  • k_linka 06.12.08, 23:42
    Mnie zawsze z Ania Shirley (ta z pierwszego tomu serii An) kojarzyla sie glowna
    bohaterka ksiazki "Sloneczko". Tylko ze kojarze lekture dosc mgliscie, nie
    mialam jej w rekach dobre 16 lat. "Ania z Zielonego Wzgorza" przetrwala probe
    czasu, nie wiem jak byloby ze "Sloneczkiem"?
  • aste 07.12.08, 14:19
    a ja do Słoneczka wracam regularnie:) do tej pory jest dla mnie żródłem
    motywacji do pracy bardzo szeroko rozumianej. pracowitość tej małej to coś
    absolutnie wyjątkowego zwłaszcza dla takiego leniucha jak ja. czy przetrwała
    próbę czasu trudno powiedzieć dla mnie tak ale ja ogólnie lubię literaturę
    dziecięcą i młodzieżową a wiosenek mam 29, i lubię wracać do książek ulubione
    czytam po kilkadziesiąt razy:)
    --
    Joanna i Ida (14.04.2004)
  • wedrowiec2 08.12.08, 18:09
    Polskie książki z tamtej epoki, to nie tylko krew i darcie szat.
    Losu kraju, na różnych etapach historii towarzyszą bohaterom
    powieści, ale prócz nich toczy się w miarę normalne zycie.
    Dla tych, którzy nie znają polecam:

    Antonina Domańska: Krysia bezimienna, Paziowie króla Zygmunta

    Zofia Urbanowska: Księżniczka

    „Deotyma” Jadwiga Łuszczewska: Panienka z okienka

    Rodziewiczówna: Lato leśnych ludzi, Dewajtis, Straszny dziadunio,
    Wrzos

    Większość z nich została napisana w końcu XIX i na początku XX
    wieku, ale powinny być obowiązkową lekturą:)

    --
    Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie.
    Kant
  • supervixen 08.12.08, 20:26
    O właśnie, Księżniczka:) Jest to co prawda książka z Morałem przez
    duże M, ale lubię od czasu do czasu do niej wracać:)

    --
    W gruncie rzeczy większość Zorrów to Kwapiszony.
  • mist3 08.12.08, 22:16
    w ramach ekspiacji dodam jeszcze 'dziewczęta z nowolipek' choć to raczej dla
    starszych panien
  • jadwiga1350 08.12.08, 23:21
    Wcale nie! Ja czytałam w wieku 15 lat. Bardzo mnie zachwyciła ta
    książka. Choć czasem smutna i przerażająca. Szczególnie ten moment
    kiedy Cechna trzyma swoje....dziecko(?) w butelce!
  • croyance 07.08.11, 20:05
    Jezu, 'Dziewczeta z Nowolipek' byly strasznie depresyjne :-/ Morderstwo rodzicow jednej z dziewczat (nie pamietam imion), rozczarowanie milosne kolejnej, nastepna podjadajaca resztki z talerzy, bo glod ... strasznie gorzka ksiazka.

    Pamietam za to - i tu zabijcie mnie, bo pytalam juz kiedys na forum o tytul tej ksiazki, ale znowu zapomnialam - ksiazke o dziewczetach w internacie. Marianna, Inka, Danka ... Danka corka aktorki (?), Marianna z malego miasteczka, Wisia (Wiesia) probuje popelnic samobojstwo ... Bardzo lubilam te ksiazke.
    --
    [url=http://forum.gazeta.pl/forum/f,24965,Narnia_i_C_S_Lewis.html]
    Sprawdz, co slychac w Narnii[/url]
  • yo-a-ko 21.07.12, 16:47
    Pytałaś wprawdzie dość dawno, ale może i teraz Ci się przyda moja odpowiedź :-)
    Otóż - chodzi o książkę "Tak się złożyło" Marii Ziółkowskiej. Też ją bardzo lubiłam i lubię, z radością kilka lat temu dorwałam na allegro.
    A na koniec mały smaczek, związany z naszym forum: otóż owa Danka córka aktorki czyta na jednej z lekcji "Wymarzony Dom Ani" :-)
  • mmaupa 09.12.08, 15:40
    A "Noce i dnie" na przyklad? Albo "Nad Niemnem"?

    --
    Don't panic, it's organic!
  • mist3 09.12.08, 19:43
    Ja też "dziewczęta" czytałam w wieku nastu lat, co innego Anie - miałam kilka
    lat (początki podstawówki)- raczej kilkulatkom "Dziewcząt" bym nie poleciła...
  • marajka 12.12.08, 12:19
    Nie można porównywac ogółu polskiej literatury do twórczości LLM. Przecież u nas też są tacy "sielankowi pisarze", jak chocby Małgorzata Musierowicz. STan wojenny, a u Borejków ciepły rosołek.
    Kanada ma inną historię niż Polska, ciężko oczekiwac takiej samej literatury. Ciężko, żeby człowiek, który na ulicy potykał się o trupy pisał dzieła o ptaszkach i słoneczku, ciężko, żeby ktoś kto zył na spokojnej, kanadyjskiej wsi pisał o obozach hitlerowskich.
    --
    "Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono" W.Szymborska
  • klymenystra 25.12.08, 19:24
    No nie, cieply rosolek? Internowania, czolgi, policja, ludzkie tragedie...
    Musierowicz nie pisala o tym wprost, byla cenzura, polecam jednak wczytac sie
    jeszcze raz w Opium.
    --
    72/95= 30FF

    75B nie istnieje. 95A teznie.
  • filifionka-listopadowa 28.08.12, 10:21
    marajka napisała:
    C
    > iężko, żeby człowiek, który na ulicy potykał się o trupy pisał dzieła o ptaszka
    > ch i słoneczku, ciężko, żeby ktoś kto zył na spokojnej, kanadyjskiej wsi pisał
    > o obozach hitlerowskich.

    Maria Kruger (autorka Godziny pąsowej róży) w czasie okupacji napisała mocno sielankową Szkołę narzeczonych. Pisze we wstępie do tej książki, że to była jej próba ucieczki od wojennej rzeczywistości.

    --
    Jeśli jest ci źle- przytul mocno kota.
    I to wszystko. Teraz źle jest kotu.
  • pontecorvo 08.12.10, 11:46
    odświeżamy
  • moleslaw 29.07.11, 08:05
    Czytam aktualnie "Anięz Zielonego Wzgórza" nie wiem po raz już który. Sielanka ? Zapewne. Jednak uważam że rację mają osoby które niejako wskazują na związek protestantyzmu z tym jak odbieramy bohaterów LMM i ich losy. Mam wrażenie że katolicyzm to takie wieczne umartwienie, na dodatek bieda i no jakby tu grzecznie nie nadmierna chcęć do pracy i porządku. Zauważcie że tam nikt się jakoś specjalnie nie umartwia, nie ma wyrzutów sumienia gdy jest "zbyt dobrze" katolik - polak uważa że jak jest jw. to zraz będzie zle bo z pewnością zrobi coś za co Bóg zaraz go ukarze.W powieściach LMM wszyscy zawsze coś robią, jakoś pracują nie wolno siedzieć z pustymi rękoma u nas nie ma takiego podejścia do pracy. Pedantyzm w ichnich domach aż biej po oczach już pierwsze strony Ani z Zielonego ... opisują idealną czystość u Małgorzaty Linde i za chwilę przeżywam szok bo okazuje się że u MAryli jest jeszcze czyściej.
    Optymizm i praca mam wrażenie jest u nich podstawą, a u nas wieczne narzekanie i rozpatrywanie jak to jako naród w przeszłości mieliśmy zle jak i jednostkowe licytacje kto ma gorzej. Nie pamiętam takich licytacji u bohaterów LMM.
    --
    forum.gazeta.pl/forum/f,63251,_MOLE_KSIAZKOWE_.html
  • jadwiga1350 29.07.11, 13:05
    Oj, Molesław, widzę, że zaczęłaś patrzeć na protestantyzm i utwory LMM oczami Marajki.

    Mamy i u Lucy postacie które ciągle narzekają, jęczą, licytują się ile razy i na co śmiertelnie chorowały. Wuj Jarvis, kuzynka Eufrozyna, pani Gibson, ciotka Mary Marta, to chyba protestanci, nie? Ile śmiertelnych chorób przeżyła Mary Vance? Ile razy miała grypę matka Klementyny Lesley?
    A ciotka Anastazja? Nigdy się nie uśmiecha, bo straciła męża tuż po ślubie.
    Wirginia Powell, wojenna wdowa, 8 lat przeżywa żałobę po stracie męża.

    Pamiętasz pokutę Historynki? Umartwia się, bo jest przekonana, że z jej winy zachorowała Sara Ray. A Paula, koleżanka Marigold Lesley? Pościła i czuwała po całych nocach( przynajmniej w teorii) i wzywała swe przyjaciółki do pokuty.
    Dzieci Mereditha też się umartwiają, jak zrobią coś złego

    Rybacy w porcie Glenn to chyba protestanci, a bieda u nich aż piszczy. Lida chodzi boso po śniegu. A jaki brud panuje w domu Kasi Thomas, Janki Penny, pana Harrisona.
  • pi.asia 29.07.11, 20:55
    No i doszliśmy do tego, że w książkach LMM świat nie jest AŻ taki bajkowy, jakby się wydawało na pierwszy rzut oka.

    Do polskiej literatury dla młodych panien dorzucę jeszcze dwie wspaniałe ksiązki Makuszyńskiego - Szaleństwa panny Ewy i Awanturę o Basię. Co ważne - tu (podobnie jak w Pannie z mokrą głową) jest optymizm POMIMO biedy, nieszczęść i kłopotów. Te książki uczą jak się nie poddawać w najgorszej sytuacji, i jak uśmiechem pokonywać rozpacz. Jedne z najmądrzejszych książek świata. O ponurościach łatwo pisać, o walce z ponurościami trochę trudniej.
  • nessie-jp 30.07.11, 16:33
    > Rybacy w porcie Glenn to chyba protestanci, a bieda u nich aż piszczy. Lida cho
    > dzi boso po śniegu. A jaki brud panuje w domu Kasi Thomas, Janki Penny, pana Ha
    > rrisona.

    Ale to jest właśnie bardzo "protestanckie" w opozycji do "katolickiego" przedstawiania piszczącej biedy jako czegoś szlachetnego i pozytywnego. Ilu pozytywnych bohaterów u Makuszyńskiego bieduje i żyje bardzo skromniutko? Te zapadające się dworki, podupadłe gospodarstwa, brak pieniędzy mimo ciężkiej pracy -- tak ma wyglądać życie bohatera pozytywnego w polskiej powieści!

    U LMM biedacy nie są przedstawiani w pozytywnym świetle **tylko dlatego że są biedni**. Biedni są często ludzie leniwi, marudzący, pijacy. Rodzina Tymoteusza Cottona, który się sprowadził do Avonlea, to właśnie tacy leniwi biedacy. Ich biedowanie nie jest niczym pozytywnym, wręcz przeciwnie, spotyka się z wielkim oburzeniem pani Małgorzaty Linde ("ona (pani Cotton) zmywa naczynia siedząc!" a "on nie przeracował w życiu ani jednego dnia"). Tymoteusz Cotton leni się i kradnie, jego dzieci są antypatyczne -- to jest obraz biedy w Avonlea. Tu nie ma szewców, którzy ciężko i uczciwie pracują 20 godzin na dobę w ciemnej suterenie, a mimo to nie mają co do garnka włożyć.

    To samo jest w Glen -- tam nawet bardzo uboga Ewa jest przedstawiana jako osoba zaradna, przyjmująca letników, wynajmująca farmę, uczęszczająca do biblioteki, mająca co do garnka włożyć i co na grzbiet naciągnąć.

  • moleslaw 30.07.11, 18:10
    Chyba to podejści do biedy bądz bogactwa czy zamożności jest tu istotą sprawy. Zauważcie że jedna z was napisała że protestant który jest biedny i mu się nie powodzi to osoba bez łaski Boga że tak uproszczę. U nas z kolei nadal sporo osób twierdzi że im Bóg bardziej Cię kocha tym bardziej doświadcza. Poaz tym właśnie podejście do życia prostetantów jest bardziej realistyczne wszak powiedzenie "Bóg dał dzieci dał i na dzieci" jest naszym sloganem a nie protestantów. Moje ulubione porównanie to film z serii Monty Phytona pamiętacie? :-)
    --
    forum.gazeta.pl/forum/f,63251,_MOLE_KSIAZKOWE_.html
  • nessie-jp 30.07.11, 18:38
    > Moj
    > e ulubione porównanie to film z serii Monty Phytona pamiętacie? :-)

    Every Sperm is Sacred? :D
  • moleslaw 30.07.11, 18:56
    Yes of course! :-D
    --
    forum.gazeta.pl/forum/f,63251,_MOLE_KSIAZKOWE_.html
  • marajka 01.08.11, 12:17
    > Oj, Molesław, widzę, że zaczęłaś patrzeć na protestantyzm i utwory LMM oczami M
    > arajki.

    Marajka zna protestantyzm, w przeciwieństwie do przytłaczającej liczby rodaków, którzy nie wiedzą nic, albo znają tylko stereotypy. Nie twierdzę, że każdy protestant, czy w realu, czy w książce to bogaty pracuś bez nałogów, ale prawda jest taka, że protestancka pobożność (wynikająca z protestanckiej teologii) i poglądy na rzeczy materialne ułatwiały osiągnięcie wyższego poziomu życia - bo owszem, należało się bogacić, ale i żyć skromnie oraz oszczędnie. Jak już pisałam nie raz: wszystko rozbija się o formy pobożności. Pobożny katolik pójdzie do Częstochowy na kolanach, a może mieć bajzel w gospodarstwie. Pobożny protestant bajzlu nie będzie miał, bo on swoją pracą i dbaniem o boskie dary będzie chwalił Pana. I to widać u LLM.

    Ale ad rem. Są i u LMM biedni protestanci, ale nikt tej biedy nie traktuje jako czegoś pozytywnego. Spójrz na naszą literaturę: Boryna jest bogaty, a własne dzieci ma w pogardzie. Dominikowa jest bogata, ale wywyższa się nad innych, synami pomiata. Roch jest biedny, ale taki mądry, dobry, dzieci uczy! W Polsce ciągle bogaty kojarzy się ze złodziejem, a uczciwy to frajer.

    > Pamiętasz pokutę Historynki? Umartwia się, bo jest przekonana, że z jej winy za
    > chorowała Sara Ray. A Paula, koleżanka Marigold Lesley? Pościła i czuwała po ca
    > łych nocach( przynajmniej w teorii) i wzywała swe przyjaciółki do pokuty.
    > Dzieci Mereditha też się umartwiają, jak zrobią coś złego

    Toż to dzieci;) Historynka była bezradna w obliczu choroby Sary Ray, więc chciała dopomóc swojemu sumieniu piciem herbaty meksykańskiej;)
    --
    Słowa palą, więc pali się słowa...
  • nessie-jp 01.08.11, 20:01
    > Jak już pisałam
    > nie raz: wszystko rozbija się o formy pobożności. Pobożny katolik pójdzie do Cz
    > ęstochowy na kolanach, a może mieć bajzel w gospodarstwie. Pobożny protestant b
    > ajzlu nie będzie miał, bo on swoją pracą i dbaniem o boskie dary będzie chwalił
    > Pana. I to widać u LLM.

    Ten kontrast jest jeszcze większy i nie ma żadnego związku z "bajzlem w gospodarstwie" (no sorry :) chyba troszeczkę mniej wiesz o katolikach, niż ci się wydaje, Marajko!)

    Pobożny katolik wierzy, że NIE NALEZY się bogacić, bo to samolubstwo, a ubodzy odziedziczą Królestwo Niebieskie itede. Dlatego pobożny katolik "zainwestuje" zarobione pieniądze w jałmużny i sowite datki na kościół. Ubóstwo jest dla katolika CNOTĄ, a nie powodem do wstydu. Zaś ten, który pieniądze zatrzymuje dla siebie (zamiast oddać innym) jest traktowany podejrzliwie.

    I to ciągle jest uderzające, gdy się porównuje mentalność kultur w przeważającej mierze katolickich z prezbiterianami u LMM. My się ciągle, w 21 wieku, wstydzimy mówić o tym, że dobrze zarabiamy! Ze się nam nieźle powodzi. Klasyczna rozmowa przebiega niemal zawsze tak: "No a jak tam z forsą? Kiepsko? No u mnie też fatalnie, na nic mnie nie stać..."

    Przeglądałam trochę historię forum i pojawiały się tu pytania, dlaczego ci Blythe'owie w Złotym Brzegu tacy bogaci. Z podtekstem "bo to podejrzane, że ich stać na pomoc domową i ładne sukienki"! Bo powinno być jak u Makuszyńskiego, gdzie jaśnie państwu niedoinwestowany dwór się wali na głowę, a jaśnie panienka bez butów lata i głodem przymiera...

  • jadwiga1350 01.08.11, 21:06
    Cóż, ja myślę, że stereotypem jedzie myślenie, że bogactwo pewnych grup czy całych narodów ma źródło w ich protestantyzmie.
    Weźmy kraje skandynawskie, teraz są bogate, ale czy zawsze tak było? Z XIX-wiecznej literatury wynika, że Norwegia to biedny kraj, z którego się emigruje. Czyżby XIX wieczni Norwegowie byli mniej protestanccy niż obecni?

    U LMM też mamy motyw ubogiego-szlachetnego.
    Biedny pastor Merdith jest szlachetny w przeciwieństwie do wulgarnej bogaczki Aleksandrowej Davis.
    Ania wychodzi za ubogiego lekarza, co jest wielokrotnie podkreślane, pochwalane i stawiane w opozycji do zamążpójścia Janki Andrews. W narzeczonym Janki, pani Linde wynajduje same wady, nie mogąc znieść jego bogactwa.
    Iza Gordon poślubia biednego pastora. Ubóstwo Gardinerów jest cały czas eksponowane(choć właściwie na wszystko ich stać)

    Mamy więc biedę i biedę.
    Jest bieda szlachetna, dumna ,wzniosła( bieda pastora Mereditha), jak z Makuszyńskiego i bieda brudna, ordynarna, wstrętna(bieda Pennych)

    Bogactwo Blythe'ów jest dla mnie rzeczywiście podejrzane, a właściwie nie tyle podejrzane , co nierealne. W takich luksusach mogła żyć Janka przy boku swego milionera, ale nie Ania przy boku Gilberta. Tak samo jak Janka mogła spędzać czas na podziwianiu ogrodu i wyjazdach, skoro miała w domu kucharkę, pokojówkę, lokaja, ogrodnika, stangreta, ale nie pani Blythe.
    Bogactwo Ingillsów wcale nie wydaje się "podejrzane" w przeciwieństwie do bogactwa Blythe'ów. Od początku wiemy, że pan Ingills to milioner, więc ma prawo być bogaty. Natomiast Gilbert nagle z biednego lekarza przeobraża się w bardzo bogatego lekarza.
  • marajka 02.08.11, 10:53
    > Weźmy kraje skandynawskie, teraz są bogate, ale czy zawsze tak było?

    Nie zawsze, bo czym mieli się bogacić? Kiepska ziemia, fiordy i morze. (Choć już Szwedów było stać na to, by zalać Polskę w VXII wieku). Ale jak już zaczęli się bogacić, to się wzbogacili. A weźmy Hiszpanię i Portugalię, kiedyś potęgi kolonialne, które swoją potęgę zaprzepaściły (jak najjaśniejsza RP). A dziś? W swojej lidze, czyli państw rozwiniętych, raczej w ogonie.
    --
    Słowa palą, więc pali się słowa...
  • nessie-jp 02.08.11, 15:59
    jadwiga1350 napisała:

    > Cóż, ja myślę, że stereotypem jedzie myślenie, że bogactwo pewnych grup czy cał
    > ych narodów ma źródło w ich protestantyzmie.

    Jadwigo, ale mnie niezupełnie o to chodziło. Chodziło mi o to, że w krajach protestanckich usprawiedliwiać i tłumaczyć się trzeba z ubóstwa, a w krajach katolickich odwrotnie -- z bogactwa.

    To nie musi mieć przełożenia na rzeczywistą sytuację finansową, na faktyczną zamożność. Ale w książkach LMM nie znajdziesz wyjaśnienia DLACZEGO komuś się dobrze powodzi, bo to oczywiste: dobrze się powodzi, bo jest dobrym człowiekiem. Znajdziesz natomiast wyjaśnienia, dlaczego komuś może się powodzić źle (bo ma liczną rodzinę, bo choruje -- jak Tomasz Linde, bo to, bo tamto).

    To po prostu kwestia nastawienia autora i jego bohaterów. Autorka, wychowana w środowisku szkockich protestantów, nie mogła stworzyć postaci dobrego, solidnego, inteligentnego, odnoszącego sukcesy lekarza, który przymiera głodem. Doskonały lekarz, ten książę z bajki w zaczarowanym świecie LMM musi być osobą dobrze sytuowaną, inaczej być nie może!

    Natomiast w polskiej książce taka postać byłaby całkiem zrozumiała i nikt by się nie dziwił, że dobry lekarz nie ma pieniędzy. Czytelnicy od razu bowiem przyjęliby założenie, że ta "cnota ubóstwa" ma podkreślać jego szlachetność i bezinteresowność.


  • marajka 02.08.11, 10:47
    > Ten kontrast jest jeszcze większy i nie ma żadnego związku z "bajzlem w gospoda
    > rstwie" (no sorry :) chyba troszeczkę mniej wiesz o katolikach, niż ci się wyda
    > je, Marajko!)

    Wiem bardzo dużo. To był tylko przykład. PRZYKŁAD! Że u protestanta bajzel to brak pobożności, a dla katolika to brak schludności, porządku, ale z Bogiem to nie ma nic wspólnego. Nie chciałam nikogo urazić.
    --
    Słowa palą, więc pali się słowa...
  • mela54 31.07.11, 15:07
    "też sielanka gdy w Europie trwa w najlepsze wojna, rozpoczyna się
    > holokaust, komunizm i nazizm, Pat w tym czasie spokojnie robi
    > przetwory a jedynym jej utrapieniem jest szwagierka".
    >
    LMM skończyła pisać Emilkę w 1927 roku, a akcja powieści wybiega bardziej w przyszłość, nie wiem dokładnie do którego roku, ale chyba zahacza o lata wojenne. Tak czy siak autorka nie przewidziała II wojny światowej, a o pierwszej coś w Emilce chyba jest wspomniane.
    Maud pewnie żyła przesłaniem, które można odnależć w "Rilii", że poświęcienie I wojny pozwoli żyć w pokoju dalszym pokoleniom.
    Akurat!
  • anchema 07.08.11, 13:32
    tak a propos dyskusji przypominała mi się książka na temat, którą mieliśmy jako lekturę na studiach
    pl.wikipedia.org/wiki/Etyka_protestancka_a_duch_kapitalizmu
    podobno odchodzi się obecnie od teorii Webera, ale mnie wydała sie przekonująca
  • nessie-jp 07.08.11, 22:52
    No właśnie, Weber! Przecież to:

    "protestantyzm sprzyja następującym zwyczajom, które z kolei sprzyjają kapitalizmowi:

    ciężka praca, która jest czynnością na chwałę Boga

    dążenie do nieustannego powiększania majątku (kapitału), czyli moralny nakaz dążenia do bogactwa

    majątek (bogactwo) nie powinny być konsumowane - ascetyczny styl życia i związana z nim redukcja wydatków pieniężnych do niezbędnego minimum

    Protestantyzm równocześnie potępia lenistwo i bezczynność jako grzech, tym samym bogactwo nie zwalnia od obowiązku pracy."

    -- toż to jest jak żywcem wzięte z powieści LMM! Taki właśnie etos tam promowano. Szczególnie charakterystyczne są te wszystkie panie, które zbierają się na plotki tylko przy okazji wspólnego szycia czy haftowania czy chociażby mają wtedy robótkę na drutach, bo bezczynność to grzech! I Maryli oszczędzanie na strojach dla Ani, chociaż wcale nie było to konieczne -- ale Marylę wychowano w przeświadczeniu, że to grzech wydawać pieniądze na zbytki, czyli ładne ubrania.
  • marajka 10.08.11, 12:10
    "Religia protestancka", no szczęka opada... Ciekawe, że nikt nigdy nie pisze o religii chasydzkiej albo religii sunnickiej;)

    Użyto dobrego słowa: protestantyzm SPRZYJA bogaceniu się i wyprzeć się tego nie da. Dobry przykład mamy w Lalce, gdzie Wokulski jest traktowany z pogardą, chociaż pół warszawskiej arystokracji wykupiłby za swój roczny zarobek;) Ale w polskim społeczeństwie uczciwa praca poważana nie była i w sumie dalej większym szacunkiem cieszy się taki co "kombinuje" i jest "sprytny". Ale chyba się w wątki nieco offtopicznie zrobiło:) I ja zaraz wyjdę na protestanckiego Rydzyka, więc może religijnie się już wypowiadać nie będę;)
    --
    Słowa palą, więc pali się słowa...
  • jadwiga1350 10.08.11, 13:28
    Ale w pol
    > skim społeczeństwie uczciwa praca poważana nie była i w sumie dalej większym sz
    > acunkiem cieszy się taki co "kombinuje" i jest "sprytny

    To w polskim czy katolickim?
  • marajka 13.08.11, 19:16
    Ten konkretny zarzut dotyczy polskiego społeczeństwa, przecież ja nigdzie nie piszę, że katolicy jako tacy pracy nie poważają. W Niemczech katolików jest tyle samo co protestantów, a kraj znany ze swojego zamiłowania do pracy i porządku.

    Ja cały czas pisałam o pracy w kontekście pobożności i tu staram się wskazać różnice w podejściu a co za tym idzie mentalności ludzi różnych wyznań, staram się pokazać jak protestantyzm na społeczeństwa wpływał (a tego przecież nawet na historii uczą w szkołach, że wpływał m.in na rozwój języków narodowych, czy gospodarki właśnie, poprzez podniesienie rangi pracy). Nie piszę przecież, że katolik=leń a protestant=pracuś.
    --
    Słowa palą, więc pali się słowa...
  • nessie-jp 10.08.11, 18:49
    marajka napisała:

    > "Religia protestancka", no szczęka opada... Ciekawe, że nikt nigdy nie pisze o
    > religii chasydzkiej albo religii sunnickiej;)

    Przesadzasz, w artykule wyraźnie jest uszczegółowione do kalwinizmu.

    W Polsce uczciwa praca była jak najbardziej ceniona i poważana. Nie było cenione natomiast chwalenie się, że się na tej uczciwej pracy zrobiło majątek. To dwie różne rzeczy. W literaturze dziecięcej ceniony był spryt i umiejętność radzenia sobie, to prawda, ale uczciwość i honor na pierwszym miejscu. Ten honor zresztą nas gubi, no ale to już temat na zupełnie inne forum ;)

  • marajka 13.08.11, 19:06
    > Przesadzasz, w artykule wyraźnie jest uszczegółowione do kalwinizmu.

    Może i przesadzam. Może za często słyszę pytania typu: czy protestanci wierzą w Jezusa? Ludziom naprawdę się często wydaje, że to inna religia.

    W literaturze dziecięcej ceniony był spryt i umiejętność radzen
    > ia sobie, to prawda, ale uczciwość i honor na pierwszym miejscu

    Ja pisałam o dorosłych i o "sprycie", nie o sprycie z prawdziwego zdarzenia.
    --
    Słowa palą, więc pali się słowa...
  • marajka 13.08.11, 19:50
    > W Polsce uczciwa praca była jak najbardziej ceniona i poważana.

    To chyba zależy w jakich kręgach... Bo w takich Lipcach jak najbardziej, ale czy w Nad Niemnem ktoś w "wyższych sferach" ceni pracę oprócz Benedykta i Witka? A kto decydował o rozwoju kraju? Ano wyższe sfery. Czy przez lata synonimem Polaka nie był hulający szlachcic?

    Czy dziś bardziej ceni się budowlańca czy kogoś kto dobrze "kombinuje"( czyt. omija prawo, ale jawnie nie robi nic złego)? Na szczęście w moim pokoleniu jest już inaczej, ale w pokoleniu 50+ to wciąż popularne myślenie. Nie da się jednak ukryć, że jeśli chodzi o typowy obraz Polaka, to nasuwa się na myśl bardziej odważny, honorowy, czasem zbyt narwany i szalony romantyk, a nie praktyczny pracuś;) Taki Kmicic, a nie Boguś Niechcic. Wiadomo, że z jednej strony jest to podyktowane względami historycznymi, ciągłymi wojnami, napadami, zaborami itp., z drugiej strony pomysł, by walczyć z zaborcą przy pomocy pracy, nie powiódł się. Podobne obserwacje zawarł Bobkowski w "Szkicach piórkiem", Polakowi łatwiej oddać życie za Ojczyznę, niż pożyczone pieniądze. Coś w tym jest.

    Podkreślę jeszcze raz, nie chodzi mi o to, ze Polacy jako katolickie społeczeństwo nie szanują pracy, bo by tylko różańce klepali, nie. Zwłaszcza, że w tym wątku porównujemy świat LLM z naszym podwórkiem, wiadomo, że sytuacja kraju była diametralnie inna, wiele czynników wpłynęło na to, że kanadyjski farmer żył dużo lepiej niż polski chłop. Ale uparcie twierdzę, że wyznanie było jednym z nich.

    Ale trochę OT się zrobił;)
    --
    Słowa palą, więc pali się słowa...
  • pontecorvo 19.07.12, 09:06
    do góry
  • moleslaw 20.07.12, 09:45
    Tak cytam watek i nie mogę pewnej mysli odpedić.Skoro zaś pozbyć się jej nie mogę, podzielę się z wami. Padło zdanie że Gilbert jako lekarz u LMM nie mógł być biedny bo jak to ,uczciwy pracowity a pieniędzy nie starcza? Z kolei ktoś odpisał że nie dziwiłoby to w PL. Pójdę o krok dalej i napiszę iż gdyby w PL był bogatym lekarzem to na bank oszustem żerującym na pacjentach. Przykładem ikealnym będzie lekarz z twórczości MM ojciec Diany,prawda bo sora ma pieniądze uczciwy być nie może.
    Inna sprawa że o uczciwosci lekarzy mozna by drugą "Komedię ludzą" napisać, sami sobie winni a uczciwi mogą co najwyżej smakiem się obejść bo po m....e nie natłuką przecież.

    forum.gazeta.pl/forum/f,63251,_MOLE_KSIAZKOWE_.html

    czytaniejakoddychanie.blogspot.com/2012/04/czytanie-jak-oddychanie.html
  • moleslaw 20.07.12, 09:47

    Przepraszam za lit. ale córka pozbawiła nas sześciu klawiszy i to liter właśnie i nie zawsze pisanie mi wychodzi.--
    forum.gazeta.pl/forum/f,63251,_MOLE_KSIAZKOWE_.html

    czytaniejakoddychanie.blogspot.com/2012/04/czytanie-jak-oddychanie.html
  • jhbsk 22.07.12, 17:56
    Pójdę o krok dalej i napiszę iż gdyby w PL był
    > bogatym lekarzem to na bank oszustem żerującym na pacjentach"

    Idź do prokuratury skoro jesteś tak dobrze poinformowany. Albo lepiej nie pisz bzdur.
    --
    JS
  • moleslaw 31.07.12, 07:32
    jhbsk napisała:

    > Pójdę o krok dalej i napiszę iż gdyby w PL był
    > > bogatym lekarzem to na bank oszustem żerującym na pacjentach"
    >
    > Idź do prokuratury skoro jesteś tak dobrze poinformowany. Albo lepiej nie pisz
    > bzdur.

    I to się nazywa czytanie ze zrozumieniem? Podstawówka się kłania!!!


    --
    forum.gazeta.pl/forum/f,63251,_MOLE_KSIAZKOWE_.html

    czytaniejakoddychanie.blogspot.com/2012/04/czytanie-jak-oddychanie.html
  • nessie-jp 14.08.12, 15:49
    jhbsk napisała:

    > Pójdę o krok dalej i napiszę iż gdyby w PL był
    > > bogatym lekarzem to na bank oszustem żerującym na pacjentach"
    >
    > Idź do prokuratury skoro jesteś tak dobrze poinformowany. Albo lepiej nie pisz
    > bzdur.

    Ale o czym ty mówisz? Przecież molesław napisała o stereotypach literackich w prozie polskiej :/ W której bardzo często funkcjonował stereotyp: jak bogaty, to nieuczciwy, a przynajmniej wredny. Co to ma wspólnego z prokuraturą, do licha?

    Nic z tego nie rozumiem :(


    --
    Uciekła mi sygnaturka w proso...
  • jottka 25.08.12, 13:39
    to się mnie wydaje, że w tym wątku jest ciut za dużo nadużyć i skrótów myślowych (i nie chodzi mi o wrzucanie luteranizmu i kalwinizmu do jednego worka:). padły słuszne słowa o porównywaniu pop-litu z literaturą wysoką, do tego porównania "życiowej" lmm z "martyrologiczną" literaturą polską opierają się, mam wrażenie, na szkolnej wiedzy, a w szkole rzadko kiedy uczą o wspomnianej tu rodziewiczównie i koleżeństwie:) no i wychodzi z tego ania na zielonym wzgórzu kontra kordian na mont blanc, ten ostatni nie ma szans w takim starciu...

    co innego mi się nasuwa - nawet gdybyśmy uznały, że można porównywać kanadyjski pop-lit z 1. połowy 20. wieku z polską literaturą wysoką i popularną od połowy 19. do połowy 20. wieku, to zasadnicza różnica w pisaniu o życiu na co dzień będzie taka, że wojna dla kanadyjczyków będzie czymś, co się rozgrywa bardzo, bardzo daleko, a śmierć brata czy kuzyna będzie wydarzeniem tragicznym, ale jednostkowym. natomiast wojna (powstanie/ okupacja) dla polaków będzie bezpośrednim zagrożeniem życia, realną groźbą utraty mienia, no w ogóle wywrócenia życia do góry nogami, do tego w sytuacji, kiedy nie sami o sobie decydują (wrogie władze okupacyjne). a jeszcze inaczej będzie wyglądało pisanie o wojnie (powstaniu) nawet blisko się rozgrywającym, ale w warunkach połowy 19. wieku, niż każdej późniejszej, coraz bardziej dotykającej cywili.

    w przywołanych "małych kobietkach" wojna też dzieje się daleko od domu, bezpośrednia groza wojny w amerykańskim pop-licie to chyba pożar atlanty w "przeminęło z wiatrem".

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka