Dodaj do ulubionych

Książki LMM i współczesny czytelnik

02.03.09, 18:23
Wątek inspirowany powrotem do biografii i rozmową z nastoletnią
kuzynką:)

Zastanawiam się czasem, gdzie jest miejsce LMM we współczesnym
świecie książkowo-czytelniczym. Nie wiem jak wam, ale mnie zdarzało
się słyszeć opinie, że książki LMM (chodzi głównie o Anię, rzecz
jasna, ze względu na jej popularność) są przestarzałe, że za dużo
opisów, że nie ta emocjonalność, że język niedzisiejszy. Że
tłumaczenie należałoby uwspółcześnić i tak dalej. Raczej staram się
walczyć z takimi opiniami, bo uważam że wygłaszając takie sądy
krzywdzimy małe czytelniczki. Ale moja czternastoletnia kuzynka
książką nie była jakoś specjalnie zachwycona, nawet nie wiem czy
skończyła. Film za to uwielbia, podobnie jak jej 9-letnia siostra.

Chciałoby się więc zakrzyknąć 'ach ta dzisiejsza młodzież':) Nic
tylko ruchome obrazki, a trochę więcej tekstu to już be. Ale wiecie,
jak sobie pomyślę o sobie i swoich znajomych z czasów podstawówki,
to wcale nie było tak, że wszystkie dziewczynki szalały na punkcie
Ani. Wcale a wcale:) O chłopcach to już nawet nie wspominam.

A więc nie jest to zjawisko z ostatnich kilku lat.

Dalej. Czytam biografię, gdzie dość duży nacisk połozony jest na
krytyczne opinie względem książek Maud, ich sentymentalności itd.
Już w latach 30ych pisano, że nie są realistycznym obrazem
współczesności:) Trudno się więc dziwić, że dziś ciężko się
dziewczynkom utożsamić z taką Anią. Czy Ania nadal powinna być
lekturą szkolną?

A z jeszcze z innej strony - dla kogo są te książki? Kiedy LMM
zaczynała pisać powieści, wcale nie pisała z myślą o dzieciach,
tylko o dorosłych. Na okładce pierwszego wydania Ania jest dorosłą
osobą - dziś na wszystkich okładkach nacisk położony jest na okres
jej dzieciństwa. "Przekwalifikowanie" książek Maud nastąpiło, gdy
rozwinęły się nowe nurty literackie i jej świat pełen Alei
Zakochanych i rozmarzonych dziewczątek przestał pasować do
wyobrażenia o literaturze dla dorosłych.

Ale może tak właśnie należałoby te książki traktować? A w każdym
razie nie wciskać ich w kategorię wyłącznie dla dzieci i młodzieży?

Trochę chaotyczne te moje rozważania. Ale mam nadzieję, że
podzielicie się opiniami w temacie:) Kto dziś czyta książki LMM
poza 'starą wiarą'? Jaki jest odbiór dzieci i nastolatek? Czy Ania i
Emilka zostaną zapomniane czy nie?

--
- Największym szczęściem jest - rzekła Joanna - kichnąć, kiedy się
ma na to ochotę.
Obserwuj wątek
    • pontecorvo Re: Książki LMM i współczesny czytelnik 02.03.09, 21:20
      Fakt, że "Anie" bywały i nadal bywają traktowane jak lektura niższych lotów,
      jakieś romansidła dla egzaltowanych panienek. Zapamiętałam słowa jednego z
      bohaterów Ożogowskiej, której książki połykałam w dzieciństwie, jak chcąc zakpić
      z dziewczęcych upodobań czytelniczych palnął coś o Ani z Psiej Górki (czy jakoś
      tak, niestety nie pamiętam dokładnie). Wtedy jeszcze nie czytałam LMM i jakoś
      podskórnie przyswoiłam sobie tę krzywdzącą opinię... Dopiero potem, stosunkowo
      późno, miałam okazję całkowicie storpedować takie podejście.

      Już chyba gdzieś tu pisałam, że do Ani wróciłam podczas urlopu macierzyńskiego,
      kiedy to łaknęłam czegoś ciepłego, pocieszającego ale i jednocześnie dowcipnego
      (macierzyństwo z początku obok ogromu radości przyniosło też niepokoje, trochę
      dawki stresu, poczucie bezradności itd), wtedy też zdołałam namówić męża na tę
      lekturę. Nie było łatwo, zaczęliśmy najpierw wspólnie wieczorami, ale potem ja
      pognałam do przodu i po odłożeniu kolejnego tomu, podsuwałam mężowi.
      I tak facet ponad 30-letni, kompletnie wcześniej niemający do czynienia z
      klimatami jak u LMM, ściśle techniczny, i co by nie mówić, nieszczególnie
      zainteresowany czytaniem, po prostu połknął te 10 tomów. Zachwycony! (Z serii
      przeczytał wcześniej podsuniętą przeze mnie Jeżycjadę).

      Na swym koncie mam też kuzynkę, obecnie 16-letnią, ale zaczęła Anię gdzieś 2
      lata temu. Zakończyła chyba gdzieś koło Uniwersytetu, niestety nie zafascynowała
      się na tyle, by chcieć pożyczać kolejne części. Szkoda, bo ogólnie lubi czytać,
      choć nie do przesady. Tak więc w moim przypadku udało mi namówić się dorosłego
      "chłopa", a panienkę w odpowiednim wieku jednak trochę mniej. Dla mnie "Ania" to
      jednak kanon, jej wizerunek itd. - dlatego też szokują mnie informacje z
      sąsiedniego wątku, że Ania może być nieznana, co zaskakujące tym bardziej, wśród
      studentów anglistyki???

      Blanacz - też postaram się, aby moja córeczka wiedziała kto zacz Ania:))
      • supervixen Re: Książki LMM i współczesny czytelnik 04.03.09, 14:42
        Dziewczyny, to wspaniale, że chcecie kontynouwać chlubną Aniową
        tradycję ze swoimi córkami:) Mam nadzieję, że w ich przypadku
        znajomość będzie równała się sympatii - bo to niestety nie reguła...

        A propos czytania książek LMM przez mężczyzn, to choć było ich
        wielu, w tym poważani pisarze i politycy, szybko zaczęło Maud
        irytować szufladkowanie Ani i spółki jako literatury dla
        dziewcząt/kobiet i walczyła z tym na swój sposób. W czasie spotkań z
        fanami czytała na głos listy od czytelników i wybierała do tego
        listy od mężczyzn, żeby wysłać w świat subtelny sygnał - nie tylko
        kobiety mnie czytają:)

        A tak w ogóle to zawsze mnie zastanawia takie silne wyodrębnienie
        literatury kobiecej, babskiej, dziewczyńskiej... Nie mówi sie
        przecież powszechnie o literaturze męskiej. W dodatku
        stwierdzenie 'to babska książka' może nieść w sobie pewien ładunek
        lekceważnia, protekcjonalności, a 'to taka męska książka' brzmi jak
        komplement, no nie? Czy nadinterpretuję?:D
        --
        W gruncie rzeczy większość Zorrów to Kwapiszony.
        • pontecorvo Re: Książki LMM i współczesny czytelnik 04.03.09, 15:03
          supervixen napisała:
          > A tak w ogóle to zawsze mnie zastanawia takie silne wyodrębnienie
          > literatury kobiecej, babskiej, dziewczyńskiej... Nie mówi sie
          > przecież powszechnie o literaturze męskiej. W dodatku
          > stwierdzenie 'to babska książka' może nieść w sobie pewien ładunek
          > lekceważnia, protekcjonalności, a 'to taka męska książka' brzmi jak
          > komplement, no nie? Czy nadinterpretuję?:D

          Niestety masz chyba rację! Babska książka, literatura w spódnicy, tanie
          romansidło itd.
          A męska? szczyty ambicji:((
    • yo-a-ko Re: Książki LMM i współczesny czytelnik 04.03.09, 16:33
      Pożyczyłam moją "Emilkę" (wszystkie trzy tomy) siostrzenicy, gdy miała ona... z
      dziewięć? dziesięć? lat... i - ku mojemu b. miłemu zaskoczeniu z powrotem je
      dostałam z komentarzem Zosi, że to "najlepsze książki, jakie czytałam" :-))))
      (i, co więcej - był to ten podławy przekład z pęcinami i mrożonym kremem...).
      A co do mężczyzn czytających LMM - przychodzi mi do głowy dwóch znajomych,
      którzy czytali Anię jako - hmmm? chłopcy? nastolatkowie? w każdym razie w jakimś
      takim "okołoszkolnym" wieku zdaje się, i się im podobała... (przy czym - obaj w
      ogóle lubili czytać)... No i - jeszcze przychodzi mi do głowy pewiem
      Kanadyjczyk, który opowiadał mi, że "Ania..." zachwyciła go do tego stopnia, że
      w pewnym momencie życia przeprowadził się na Wyspę KE... :-))))
        • supervixen Re: Książki LMM i współczesny czytelnik 05.03.09, 09:24
          Wersja z mrożonym kremem, ta 'podława', to tłumaczenie Marii
          Rafałowicz-Radwanowej, wydane bodajże w latach 1988-1990. Jeśli
          twoja Emilka się rozpada, to pewnie masz tą wersję:) Faktycznie jest
          tam dużo błędów, chociaż wg mnie dobrze się czyta to tłumaczenie,
          jeśli chodzi o samą melodię języka. Ale może to kwestia
          przyzwyczajenia - innej polskiej Emilki nie czytałam.

          (A z tym kremem to jak czytałam dawniej Emilkę, w ogóle mi to nie
          przeszkadzało;) Myślałam, że taki po prostu jadła deser - mrożony
          krem. Wcale nie brzmiało to tak niewiarygodnie, a kim ja jestem,
          żeby kwestionować zwyczaje żywieniowe na przełomie 19 i 20 wieku w
          Kanadzie:D)
          --
          - Największym szczęściem jest - rzekła Joanna - kichnąć, kiedy się
          ma na to ochotę.
              • lucy-lotta Re: Książki LMM i współczesny czytelnik 08.03.09, 13:29
                Ja mam lat 16 (skończyłam jakieś 2 tyg temu :)) i z całą szczerością
                mogę powiedzieć, że kocham książki LMM! Uwielbiam czytać i książki
                pochłaniam w takiej ilości, w jakiej zużywam powietrze, więc mam już
                za sobą wiele pozycji. I nadal twierdzę, że powieści Montgomery są
                najpiękniejsze i to do nich najczęściej powracam. :)

                Montgomery przeczytałam po raz pierwszy mając jakieś 10 lat.
                Oczywiście, zaczęło się od Ani. Na całe szczęście, szkolna
                biblioteka miała niemal wszytskie książki Maud, a jak których
                brakowało Mama zwoziła mi z Biblioteki Publicznej :) Kocham LMM!

                Co do popularności Maud wśród moich koleżanek... Moja przyjaciółka i
                jej siostra przecztały wszytskie "Anie" i im się podobały... Wtedy
                czytałyśmy obie, zanim jescze to była nasza lektura. Natomiast, gdy
                już przerabialiśmy AoGG moja druga przyjaciółka twierdziła, że na
                początku jej się nie podobało, w środku się zakochała, a na końcu
                znowu się "odlibiła" ;) I od tego czasu, nie mogę jej namówić do
                wzięcia niczego LMM - a wiedzcie, że próbuję najróżniejszymi
                sposobami ;)

                Natomiast dość dużym powodzeniem w mojej szkole cieszyła się
                seria "Sara w Avonlea". Co prawda to nie właściwa Maud, ale zawsze :D

                Proszę, więc macie, kochane, opini o powodzeniu książek LMM wśród
                młodzieży z ust nastolatki :)
                • supervixen Re: Książki LMM i współczesny czytelnik 08.03.09, 14:06
                  Lucy-lotto, dzięki za informacje z pierwszej ręki:)) Nie wiedziałam,
                  że jesteś taka młoda:) A pamiętasz jak wyglądało u ciebie w szkole
                  omawianie Ani jako lektury? Ja pamiętam swoje wielkie rozczarowanie,
                  że wszystko było tak po łebkach omówione, ale też, z perspetywy
                  czasu, wiem że niemożliwe byłoby mnie wtedy zadowolić:) Anię znałam
                  niemal na pamięć i kochałam miłością bezwarunkową i po prostu nie
                  było na to rady - musiałam się rozczarować:) Nie można przecież
                  żądać, żeby wszyscy ją tak uwielbiali jak ja:) Ale z drugiej strony
                  był to dobitny przykład na to, że w szkole można spłycić lub
                  obrzydzić nawet najciekawszą książkę i że omiawianie szkolnych letur
                  wg schematu: napisz plan szczegółowy powieści, napisz
                  charakterystykę Ani Shirley, plus jakieś wypracowanie "Czy chciałbym
                  zaprzyjaźnić się z Anią" do niczego nie prowadzi...

                  Jestem w szoku, że Sara w Avonlea ma większe wzięcie niż sama LMM...
                  Czy to z powody serialu Droga do Avonlea?

                  --
                  For, indeed, Thomas never can resist saying exactly what enters his
                  mind. Sometimes it is diverting, of course. In fact, it is always
                  diverting for Thomas. But often very awkward for the rest of us.
                  • sowca Re: Książki LMM i współczesny czytelnik 08.03.09, 22:59
                    O rany, ja przerabiałam "Anię..." w szkole i to była masakra. Nie
                    pamietam, co konkretnie omawialiśmy, to było dobre 7 -8 lat temu...
                    typowa charakterystyka Ani, Maryli i Mateusza, takie tam rzeczy, i
                    coś, co mnie wkurzyło najbardziej - omawianie opisów przyrody.
                    Skądinąd bardzo je lubię, ale nauczenie się ich na pamięc i
                    recytowanie przed klasą sprawiło, że na długo się do nich
                    zniechęciłam.
                    --
                    Nie myl zbiegu okoliczności z przeznaczeniem.
                    • supervixen Re: Książki LMM i współczesny czytelnik 09.03.09, 09:58
                      Sowca, jestem pod wrażeniem pomysłowości twojej nauczycielki;) Nie
                      ma to jak wybrać to, co najbardziej zniechęca współczesnego
                      czytelnika i zadać to dwunastolatkom do nauki na pamięć:D

                      Jak tak sięgam pamięcią do czasów podstawówki:))), to przypomina mi
                      się parę lektur, który były omawiane w miarę ciekawie - np robiiśmy
                      rozprawę nad Willim z Niemców. Ania niestety do tych lektur nie
                      należała. A szkoda, bo choć to taka, ekhem, staroświecka książka, to
                      przecież porusza też problemy blskie i współczesnym nastolatkom.
                      Choćby sprawa bufiastych rękawów - kiedyś zostało to na forum
                      porównane do tęsknoty za markowymi dżinsami:) Poza tym, czemu tego
                      staroświeckiego klimatu nie wykorzytstać? Czemu nie opowiedzieć
                      uczniom, jak to było, że szkołę można było skończyć w wieku 15 lat,
                      a może i wcześniej, że dziewczęta rzadko kontynuowały edukację i tak
                      dalej. Czemu nie przybliżyć im kultury protestanckiej, tych szkółek
                      niedzielnych i żon pastorów. Przecież taka książka powinna być
                      żródłem ciekawych tematów:) I mam nadzieję, że dla niektórych
                      nauczycieli jest:)

                      Słyszałam też, że w niektórych szkołach omawia się Harry'ego
                      Pottera, jestem niezmiernie ciekawa jak TO wygląda w praktyce:))

                      --
                      For, indeed, Thomas never can resist saying exactly what enters his
                      mind. Sometimes it is diverting, of course. In fact, it is always
                      diverting for Thomas. But often very awkward for the rest of us.
                      • sowca Re: Książki LMM i współczesny czytelnik 13.03.09, 22:33
                        No, recytowanie opisów przyrody z "Ani" to jeden z
                        najbardziej "udanych" pomysłów mojej polonistki :D pamiętam nawet,
                        którego fragmentu się uczyłam (miała być określona liczba wierszy,
                        stąd nie ka zdy fragment się nadawał): był to ten moment, kiedy
                        Maryla jechała z Anią do pani Spencer, do Białych Piasków. Cośo
                        wybrzeżu morskim i o zatoce, upstrzonej kamykami niby klejnotami
                        oceanu XD
                        --
                        Nie myl zbiegu okoliczności z przeznaczeniem.
            • yasemin Re: Książki LMM i współczesny czytelnik 02.08.10, 20:17
              Nie jesteś wyjątkiem :) Ja też uważam, że tłumaczenie pani R.-R
              lepiej niż inne oddaje klimat LMM, poza tym lepiej się czyta, jednym
              tchem niemalże. Co więcej, styl literacki własnie tych tłumaczeń
              tak mi się kiedyś podobał, że przejęłam go do moich własnych
              opowiadań i wypracowań szkolnych i moja polonistka to zauważyła (ale
              nie podobało jej się to).
              Nawet przyjęłam do mojego słownika na własny użytek tajemnicze
              określenie "księga oprawna".
              --
              "-Jest inny niż wszystkie koty (...). A czy to przyjemnie tak się
              wyróżniać?
              -Nie wiem-szepnęła Karolcia.- Może przyjemnie".
    • lucy-lotta Re: Książki LMM i współczesny czytelnik 13.03.09, 17:26
      Moja nauczycielka polskiego była uwielbianą przez nas osobą i jej
      lekcje były świetne :)

      Mimo to, trochę mi było szkoda, że lektury były przerabiane w ciągu
      jednego tygodnia... Pamiętam, że gdy przerabialiśmy "Anię" to
      najpier padło pytanie, czy ktoś czytał może dalsze części. Na co
      moja i mojej przyjaciółki ręka wytrzeliły w górę i po chwili na
      spółkę streszczałyśmy klasie dalsze dzieje panny Shirley. Potem
      mieliśmy narysować Anię w zeszcycie i opisywaliśmy ją, własnymi
      słowami, dając do rysunku strzałkę. Np. piegi i strzałka do twarzy.
      Sprawiało nam przyjemność podchodzenie do tablicy
      i "dostrzałkowanie" rysunkowi Ani jakiś tam cech. ;)

      Dalej było dość standardowo - plan wydarzeń, postacie,
      opis "niefortunnego podwieczorku" itd. :)

      Nie wygląda to może zbyt ciekawie, ale sama osoboa polonistki
      sprawaiała, że przepadaliśmy za lekcjami polskiego, gdzie
      recytowaliśmy wierszyki, robiliśmy przedstawienia, chodziliśmy na
      dwór, pisaliśmy śmieszne historjki... i odbiegam od tematu :D

      Potter w szkole? Chciałabym to widzieć :D :D
    • nasturcja0 Re: Książki LMM i współczesny czytelnik 05.07.10, 12:23
      Emocjonalność bohaterek nie przystaje zbytnio do czasów współczesnych - chociaż
      z drugiej strony, zależy to już od człowieka nie od epoki, w której żyje.
      Dzisiaj odświeżyłam sobie znajomość pierwszego tomu Emilki i byłam szczerze
      zaskoczona histerycznością jej wybuchu na wieść o tym co (przynajmniej według
      ciotki Nancy) stało się z matką Ilzy. Po prostu było to jakieś takie
      nienaturalne, nie sądzę żeby jakakolwiek prawdziwa nastolatka, nawet żyjąca w
      tamtych czasach, była aż tak egzaltowana i przewrażliwiona, nawet jeśli rzecz
      miałaby się tyczyć jej własnej matki.

      Dla współczesnego czytelnika naiwnym - skrajnie naiwnym - jest też podejście
      Emilki do obietnicy, która kazała jej złożyć ciocia. Chodzi mi tu o drugi tom,
      gdy Emilka musi obiecać, że nie napisze ani jednego opowiadania w zamian za
      obietnicę wysłania jej do szkoły. Normalna nastolatka, nie będąca postacią z
      książki, złożyłaby obietnicę, a następnie z zapałem wzięłaby się za pisanie,
      śmiejąc się w duchu z naiwności ciotki, która jej uwierzyła.
      • pontecorvo Re: Książki LMM i współczesny czytelnik 05.07.10, 14:37
        >Normalna nastolatka, nie będąca postacią z
        książki, złożyłaby obietnicę, a następnie z zapałem wzięłaby się za pisanie,
        śmiejąc się w duchu z naiwności ciotki, która jej uwierzyła.

        Ja bym najpewniej tak zrobiła, ale Emilce duma, prawdomówność czy honor na to by
        nie pozwoliły:) Pamiętacie, jak forumki wspominały przy wątku o wychowaniu
        Tadzia, że występek kłamstwa był gorzej napiętnowany niz sam fakt dręczenia
        siostry.
        O tu był ten motyw:
        forum.gazeta.pl/forum/w,30357,63964560,75459333,Re_Tadzio_i_Tola_w_oczach_Ani.html
    • ajakajadwa Re: Książki LMM i współczesny czytelnik 27.07.10, 19:31
      Pierwszą próbę przeczytania Ani podjęłam w połowie trzeciej klasy
      podstawówki. Masakra. Te opisy przyrody, zachwyty nad kwiatuszkami,
      stawem, aleją drzew, te kilometrowe wywody... Pod koniec roku
      wrzuciłam na luz i przepadłam. Nadal uważałam, że pewne rzeczy w
      książce trącą myszką ale lektura zrobiła swoje. Kibicowałam Maryli,
      która z rozdziału na rozdział topniała. Zaczęłam ja nawet lubić.
      Wspomniane na forum książki Ożogowskiej również super nowoczesne nie
      były. Przypomnijcie sobie mamę Marcina albo nawet dialogi
      rówieśników. W końcu siostrę Ewy mówiącą do kolegi z obozu na pan.
      Fakt, że instruktor ale pewnie niewiele starszy. Współczesne
      nastolatki nie muszą byc wulgarne, wyuzdane czy okrutne dla
      otoczenia. Chodzi tylko o drobne niuanse, których wytłumaczyć się
      nie da. To się po prostu czuje.
      I jeszcze apropos Emilki. Ponieważ zaznajomiłam się z klimatami XIX
      wiecznej Kanady nie rozwodziłam się. Jedyny niesmak budził garbus
      Piestr ale to już inna bajka.
      • sowca Re: Książki LMM i współczesny czytelnik 30.07.10, 22:39
        Wydaje mi się, że są takie książki, które zawsze będą czytane przez
        nastolatki. Młode dziewczyny (a i starsze też) po prostu chcą czytać
        o miłości, czego dowodem jest chociażby popularność "Zmierzchu",
        który wszak traktuje wyłącznie o miłości i o niczym innym. Tak po
        prostu jest. A że język LMM czy egzaltowanie bohaterek nie przystają
        do aktualnych czasów - co z tego? To samo można powiedzieć o dawnych
        książkach jako takich, chociażby o "Przeminęło z wiatrem"
        czy "Rozważnej i romantycznej". Jednak jeśli przyjrzymy się podobnym
        powieściom bliżej, zauważymy, że w gruncie rzeczy zmieniają się
        tylko dekoracje i tło, sama istota rzeczy - miłość, przyjaźń,
        rodzina, praca, pieniądze, samotność - pozostaje zawsze taka sama.
        Zaś z tych dekoracji i tła można czerpać mnóstwo wiadomości o tym,
        jak kiedyś wyglądało życie, zasady, maniery, ubiory, zabawy,
        codzienność.
        Co do Harry'ego P. omawianego jako lektura w szkole: dziękuję, ja
        wolę nie wiedzieć, jak to wygląda. Mam jak najgorsze wspomnienia z
        omawiania lektur. Nie można spokojnie patrzeć, jak ukochaną książkę
        wtłaczają w utarte, schematyczne ramy, niszcząc jej wyjątkowość i
        zabijając ducha.
        --
        Nie myl zbiegu okoliczności z przeznaczeniem.
        • nchyb Re: Książki LMM i współczesny czytelnik 31.07.10, 15:43
          > Co do Harry'ego P. omawianego jako lektura w szkole: dziękuję, ja
          > wolę nie wiedzieć, jak to wygląda. Mam jak najgorsze wspomnienia z
          > omawiania lektur.

          fakt faktem, sposób omawiania, tzw. "przerabiania" lektur w szkole -
          potrafi zohydzić najlepszą książkę...
          • malgorzata722 Re: Książki LMM i współczesny czytelnik 03.08.10, 10:45
            Anię przeczytałam po raz pierwszy w wakacje przed trzecią klasą podstawówki i
            była to pierwsza samodzielnie przeczytana książka.
            Wakacje spędzałam na wsi u Dziadka i dostałam ją w tamtejszej bibliotece.
            Wyrywaliśmy ją sobie z Mamą i Dziadkiem. Wszyscy troje wpadliśmy po uszy, a
            przedział wiekowy był przecież spory.
            Mój mąż po latach nie dał się namówić, ale za to zawsze ogląda ze mną serial,
            który bardzo lubi. Serial ogląda również mój Tata.

            Sama mam synka,wiec nie wiem jak będzie z czytaniem LMM.

            Moja cioteczna siostra tego nie lubi, żadna z bliskich koleżanek też nie. Tylko
            tutaj mam "bratnie dusze".

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka