Dodaj do ulubionych

Pat ze Srebrnego Gaju

06.06.09, 23:09
Kupiłam w antykwariacie ostatnio "Pat ze Srebrnego Gaju" i czytałam
ją w tramwaju, ku zgrozie lub rozbawieniu współpasażerów, święcie
przekonanych, że osoba w moim wieku i o tej porze roku powinna
zakuwać do sesji zamiast czytać romantyczne opowiastki dla
nastolatek.
Ciekawi mnie, jak odbieracie Pat i książkę o niej? Mnie się dosyć
podobała, choć nie tak jak "Błękitny Zamek" czy "Dzban ciotki
Becky". A jednak mam kilka zastrzeżeń. Nie mogę się oprzeć wrażeniu,
że cała opowieść za bardzo nawiązuje do Ani czy Emilki. Judysia
Plum, rzeczywista główna bohaterka książki, jest moim skromnym
zdaniem kropka w kropkę podobna do Zuzanny. Powtarza się motyw
przyjaciela z dzieciństwa, zakochanego w tytułowej bohaterce, lecz
przez nią odtrąconego. Miłości Pat barzdo mi przypominają miłosne
rozczarowania Ani i Emilki. Miłość do Srebrnego Gaju przypomina
miłość Emilki do Srebrnego Nowiu. I tak dalej, i tak dalej. Inną
sprawą jest dosyć dziwne skupienie się na małej ilości bohaterów:
właściwie tylko Pat i Judysia cokolwiek w książce mówią. Bietka,
przedstawiona jako najlepsza przyjaciółka Pat, ma może ze dwie
kwestie przez całą książkę, a w końcu umiera zupełnie ni przypiął,
ni wypiął. Rodzina Gardinerów, acz bardzo sympatyczna, jest zupełnie
w cieniu, nie przypomina w niczym innych bohaterów z krwi i kości,
jak choćby Maryla czy kuzyn ciotka Ruth, czy rodzina Joanny. Brakuje
mi zupełnie więzi koleżeńskich czy przyjacielskich, tak ważnych w
każdej powieśći o Ani czy w pierwszej części o Emilce.
Natomiast bardzo podoba mi się motyw matki Hilarego. Szkoda, że LMM
nie zagłębiła się ten wątek trochę bardziej, bo był obiecujący (być
może wróci do tego w drugim tomie, jesczez nie przeczytałam :p ).
Polubiłam Pat i atmosferę Srebrnego Gaju, miło mi się to czyta ;)
--
Nie myl zbiegu okoliczności z przeznaczeniem.
Edytor zaawansowany
  • jadwiga1350 07.06.09, 11:49
    Pani Garrison nie ma co się spodziewać w drugiej części.Szkoda, bo
    rzeczywiście to ciekawa postać, inna od tych słodkach, czułych,
    kochających matek jakich pełno u LMM.
    --
    Klęcząc na gotyckim klęczniku zwracała do Boga te same słowa pełne
    słodyczy,które szeptała niegdyś kochankowi w upojeniach cudzołożnej
    miłości.
  • kooreczka 07.06.09, 14:39
    Fakt, wątek matki szkraba był jednym z ciekawszych, ale samej Pat po prostu nie
    cierpię. Nie mogę powiedzieć o niej nic poza tym, ze była histeryczką z manią na
    punkcie niezmieniania własnego domu. dziwne, ze skoro siostra powiedziała, ze w
    związku z chorobą matki nie wyjdzie za maż nie skakała z radości.
    W drugim tomie podobał mi się Jozjasz i Judysia (postać o niebo lepsza niż
    Zuzanna, więcej jej niż matki Pat). Niestety dalej zejdzie on na drugi plan pod
    naporem wojny "subtelnej arystokracji" Garnierów i "prostaków" Binnych. Ile
    papieru zmarnowano żeby pokazać jak straszliwie różnią się te dwie rodziny, jacy
    to tamci chamscy i niewychowani (nawet to, ze "są w pewien sposób rodzinni" ma
    się im za złe). Zestawienie anielskiej Pat i wstrętnej Mai wcale nie wypada
    pochlebnie dla tej pierwszej- ja już wolę te living roomy i jelenie w pluszowych
    ramach niż histeryczki niedopuszczające do siebie myśli, ze rodzeństwo może sie
    zakochać i mieć inne niż my poglądy na szczęście.
  • jadwiga1350 07.06.09, 18:32
    To częsty motyw u LMM, że poszczególne osoby czy też całe rodziny
    przedstawiane są jako ludzie ordynarni, prości, niewychowani, źli, a
    w najlepszym razie przeraźliwie nudni.Takimi rodzinami są Pye'owie w
    Avonlea, Drewowie w Glenn, czy Binnie'owie w książkac o Pat.Ich
    chamstwo, prostactwo jest dogmatem podanym czytelnikom do wierzenia.
    Są prostakami i już ogłasza ex catedra autorka.
    A jak się dokładnie przyjrzeć danym osobom to tych negatywnych cech
    wcale nie widać.Tylko autorka każe swoim "pozytywnym" bohaterom
    wygłaszać kwestie typu:"czego można się spodziewać po Pye'ach", itp.
    Podobnie jest z Mają i jej rodziną.Wielka ochota jaką Maja przejawia
    do modernizowania Srebnego Gaju traktowana jest jako chamstwo i
    barbarzyństwo. A taka postawa u młodej mężatki jest czymś naturalnym.
    (Barbara Niechcicowa dopiero wtedy poczuła że wyszła za mąż gdy
    mogła urządzić pierwsze mieszkanie i zaprosić do siebie rodzinę.)

    Pat ze swoją miłością do Srebnego Gaju przypomina Joscelyn Dark i
    jej wielkie pragnienie bycia panią Drewnianych Masztów. Tylko że
    Joscelyn potrafiła zrezygnować z Drewnianych Masztów dla Franka. A
    Pat to nawet dla Szkraba nie opuściłaby Srebnego Gaju.Gdyby nie
    pożar na pewno zostałaby starą panną.

    Sposób ujęcia postaci Pat trochę przypomina Marigold Lesley, akcja
    skupia się na głównych bohaterkach, a szkoła, rodzina, przyjaciółki
    jest tylko tłem.
    Choć Pat jest jeszce bardziej osamotniona niż Marigold. Toczy
    dialogi z Judysią, a inni ludzie mogliby dla niej nie istnieć.I
    dziwne że LMM dała jej aż czworo rodzeństwa.Taka dziewczynka jak Pat
    powinna bawić się wesoło z rodzeństwem, a nie przesiadywać w kuchni
    z Judysią. Gdyby byłą jedynaczką może byłoby to wiarygodniejsze.


    --
    "Życie jest jak kuchnia. Żeby coś zrobić, trzeba pobrudzić ręce"
  • majself 15.09.09, 11:13
    A ja lubię Pat i bardzo mi się podobały różne motywy, które w innych książkach
    LMM nie występowały.

    Judysia - podobna do Zuzanny, ale pochodząca z Irlandii, kiedyś służąca w
    zamczysku w Starym Kraju. Te jej historyjki i przyzwyczajenia, dla dorosłych
    dziwaczne, dla dzieci cudowne i tajemnicze. Tillytuck! Wspaniała postać.
    Cmentarzyk tuż przy domu, na którym działy się różne tragikomiczne rzeczy.

    Mnóstwo też w "Pat..." drobnych wydarzeń ukazujących życie codzienne, chociażby
    te fasolki po narodzinach Przylepki, domek jabłek, spodeczek mleka dla wróżek,
    rodzynki jako słodycze, czarownica odnajdująca psa... Pewnie przypomniałoby mi
    się więcej, ale muszę chyba odświeżyć sobie te dwie książki.
    --
    "Rowerzyści świadczą o jakości współczesnego miasta, niczym raki o czystości
    jeziora, są oznaką tego, że miasto jest sprawnie i bezpiecznie zorganizowane."
    http://ich4pory.blogspot.com

    majself = płeć żeńska
  • nighthrill 18.09.09, 13:11
    Jestem wielką fanką Pat, ale, co ciekawe, zostałam nią dopiero w wieku 27 lat.
    Jako dziecko czytałam pierwszą część i pamiętam, że mi się nie spodobała.
    Wydawała mi się słabsza od innych powieści LMM, trochę wtórna.
    Po latach dostała obie części zamówione przez moją mamę w taniej książce za 5
    zł:)Przeczytałam z zainteresowaniem i od razu zanurzyłam się w ten specyficzny
    świat, dotrzegłam te drobiazgi, o których pisze majself. Miłość Pat do domu
    jest bardzo specyficzna i chwilami niezrozumiała - ale dzięki temu Maud ukazała
    swoisty egoizm Pat, jej strach przed zmianami. Pat nie jest idealną bohaterką, i
    moim zdaniem jest to zamierzone.
    Uwielbiam postaci Judysi i Tillytucka, ich przekomarzanki i opowieści. Polubiłam
    nawet opisy przyrody, zachodów słońca itp., które w dzieciństwie mnie nużyły, i
    nadal nie zawsze za nimi przepadam - ale w "Pat..." są niezłe.
    Nie lubię za to postaci Hilarego - jest dobra, słodka do wyrzygania i zbyt
    przewidywalnie się rozwija. Szkoda, że Pat nie wyszła za Dawida Kirka...
    --
    Bez pośredników na pierwszej linii życia
  • yo-a-ko 19.09.09, 21:33
    A ja "Pat..." - nie zmogłam.
    Zabrałam się do niej nie tak dawno, w wieku już zdecydowanie nie-dziewczęcym, no
    i - nie dałam rady... Ale - w ogóle że jakoś tak mam, że te ksiażki LMM, które
    mnie zachwyciły, gdy byłam w wieku nastolatkowym - w większej mierze przetrwały
    próbę czasu (no, może poza niektórymi z serii o Ani) - a więc przede wszystkim
    "Błękitny...", "Emilki", "Rilla", "Szumiące Topole", "Wymarzony Dom", do nich
    wracam regularnie, z niezmiennym uwielbieniem :-))) lubię porównywać zresztą
    różne przekłady :-)))... natomiast te, do których "podchodziłam" po raz pierwszy
    jako dorosła osoba, hmmm... no, co najwyżej - doczytałam do końca z umiarkownym
    zaiteresowaniem ("Dzban ciotki Becky") albo - skończyłam tylko z tego powodu, że
    leżałam w łóżku z infekcją ;-))) - "Jana" się kłania... (choć Wuja Nagrobka
    pamiętam do dziś;-))) Ale - w ogóle, czytając ją - - miałam jakieś takie
    wrażenie ogólne - NAIWNOŚCI całej historii...? a może nie historii nawet, a
    sposobu jej opowidania? zresztą trudno mi to ująć precyzyjnie, podobne mmiałam
    wrażenia przy "Pat"... że - jakieś to dla mnie za...? ehhh, trudno mi znaleźć
    właściwe określenie, po prostu NIE odnajdywałam się już w tym świecie!
  • jadwiga1350 19.09.09, 23:01
    Wuj Nagrobek, a który to był???

    Pat z tym opętaniem na punkcie własnego domu i rodziny może zdrowo
    irytować.Ciekawe czy w realnym świecie ktoś taki mógłby wzbudzać
    sympatię.A może to raczej Maja Binnie (prostacka i ordynarna)
    cieszyłaby się sympatią i szacunkiem otoczenia?
    Co do Pat, to tak sobie myślę,że gdyby była ona bohaterką jakiejś
    naturalistycznej powieści (albo realną postacią) to takie
    wielbienie "swoich" mogłoby ją doprowadzić do kazirodztwa.A mania na
    punkcie własnego domu to prosta droga do fetyszyzmu.
    --
    Moralność prowadzi do zguby tego, kto usiłuje skrupulatnie stosować
    jej nakazy w praktyce, a zapewnia dobrobyt temu, kto się nią umie
    posługiwać niczym maską.
  • floram 30.09.09, 20:14
    Apropos manii dot. własnego domu i kazirodztwa przychodzi mi namyśl seria o
    Wideacre Philippy Gregory, czytał ktoś ? Główna bohaterka to taka Pat w
    ekstremalnym wydaniu, gotowa nawet na współżycie z własnym bratem, byleby nikt
    nie pozbawił jej ukochanego domu rodzinnego i ziemi... Seria składa się z trzech
    części i opowiada o kilku pokoleniach z niezmiennym wątkiem kazirodczym.
    Pierwszą część przeczytałam, choć chwilami była obrzydliwa, drugą
    przekartkowałam, a trzeciej nawet nie otworzyłam. Prawdę mówiąc nie spodziewałam
    się tego po tej autorce, bo wcześniej czytałam dosyć fajną powieść historyczną o
    Katarzynie Aragońskiej.

    Ale wracając do Pat. Zawsze bardzo lubiłam tą serię, Judysię i jej anegdotki.
    Jakoś potrafiłam wczuć się w uczucia bohaterki, chociaż chwilami jej oddanie dla
    domu wydawało mi się trochę przesadzone. No ale istnieją ludzie, którzy bardzo
    przywiązują się do miejsca i nie lubią np. podróżować. Ja np.jestem bardzo
    przywiązana do swojego miasta, nie chciałabym mieszkać gdzie indziej, co
    zrozumiałam po 2 latach pobytu za granicą. A gdybym miała taki dom jak Pat, to
    kto wie, może zachowywałabym się podobnie. Zawsze marzył mi się taki dom jak
    Pat, więc gdybym tylko dostała go w swoje ręce, to na pewno byłabym zdolna do
    dużych poświęceń. No, może nie takich jak Beatrice Lacey z Wideacre ;)
  • cahir4 21.09.09, 10:18
    Pat ze Srebrnego Gaju chyba nie czytałam, ale drugą część, Panią na
    Srebrnym Gaju - owszem. Jest okropna. Fakt, starzeję się i rzeczy,
    które łykałam w młodości w miarę łatwo lub z lekkim tylko dławieniem
    się, ostatnio bardziej mnie irytują. Ale taką Janę ze Wzgórza...
    przeczytałam z przyjemnością.

    Ale Pani na Srebrnym Gaju...

    Po pierwsze książka jest strasznie wtórna i mogłaby służyć jako test
    dla miłośników LMM - kto rozpozna więcej motywów, które pojawiają
    się w innych jej książkach.

    Po drugie - główna bohaterka. Może jako dziecko była bardziej
    sympatyczna. W drugiej części to panna (z czasem coraz
    bardziej "stara" panna), której jedynym sensem życia jest
    kultywowanie przekonania o własnej wyższości, która to wyższość
    bierze się z urodzenia z takim a nie innym nazwiskiem. W drugiej
    części jest to bardziej nawet wyraźne niż przywiązanie do domu.
    No dobra, Emilka też była zarozumiała na punkcie bycia Murray'ówną,
    ale ona miała jeszcze przyjaciół, swoją literaturę, bycie
    Murray'ówną nie było sensem jej istnienia.

    Nie nazwałabym Pat histeryczką, to raczej nie ta jednostka
    chorobowa, ale przypadek niewątpliwie do diagnozy i terapii. Książka
    obejmuje chyba z 10 lat jej życia i w ciągu tych lat bohaterka
    skupia się wyłącznie na:
    1. Pilnowaniu, by w domu nie zmienił się żadem szczegół.
    2. Kontemplowaniu własnej wyższości nad prostackim otoczeniem.

    W tej sytuacji też solidaryzowałam się z "prostacką" Mają, której
    sfiksowana bratowa nie pozwalała wstawić nawet kwiatów do wazonu. No
    ale Maja jest prawie podczłowiekiem, który samą swą obecnością kala
    podłogi Domu.

    Na temat Hilarego się nie wypowiadam, bo jest w książce nieobecny. W
    ostatniej scenie spada z obłoków, by zapewnić szczęśliwe zakończenie.

    Absolutnie nie kupuję tego zakończenia, jest jeszcze bardziej
    sztuczne niż w Emilce. Do przyjęcia jest np. historia panny Lawendy
    i Jana Irvinga. Ale pomysł, że młody człowiek wyruszył w świat i
    przez jedenaście lat nic nie przeżył, nie zmienił się, nie
    przewartościował, nie dojrzał, choć raz się nie zakochał jest dla
    mnie nie do przyjęcia. Zdecydowanie za stara jestem.

    Ale jak myślę o zakończeniu, to i tak współczuję odruchowo Hilaremu -
    że skazał się na życie z kimś takim, jak Pat.
  • simply_z 21.09.09, 14:27
    oj no nie przesadzajmy.Fakt ,wolalam pierwsza czesc Pat od drugiej,W
    tej drugiej pobrzmiewa mi trochę emilką ,wszyscy sie
    wyprowadzają ,zaczynaja nowe zycie i tylko Pat tkwi w tym swoim
    domu ,marząc ,ze Sid nigdy sie nie ozeni i razem sie zestarzeja.Moze
    to taka mala obsesja Montgmoery ,czesto dzieci ,osamotnione w
    dziecinstwie marzą o cieplym ,wielkim domu ,w ktorym nic by sie nie
    zmienialo.Najbardziej lubilam jednak starego jozjasza i
    elkę,nadawali realizmu tej ksiazce ,zreszta przeciez sama Elka mowi
    w pewnym momencie do Judysi ,ze obsesja jej siostry na temat domu
    jest niezdrowa.Hmm a wracajac do samego hilarego ,postac ciekawie
    sie zapowiadajaca w pierwszym tomie ,w drugim jest praktycznie
    nieobecna i sztuczna..ale zakonczenie lubie ,jest pokrzepiajace ,a
    ze malo realistyczne?te ksiazki juz takie sa ale moze wlasnie dzieki
    temu mozna troche zanurzyc sie w ten magiczny swiat.
    --
    If you are everywhere ,you are nowhere ; If you are somewhere , you
    are everywhere....
  • jadwiga1350 22.09.09, 16:58
    >i tylko Pat tkwi w tym swoim
    > domu ,marząc ,ze Sid nigdy sie nie ozeni i razem sie zestarzeja.

    To wygląda na jakieś kazirodcze skłonności.Wątpię żeby kobieta o
    normalnej psychice marzyła o wspólnym starzeniu się z bratem.
    Patrycja może być zwyczajnie zazdrosna o Maję. Sid zamiast starzenia
    się z siostrą wybrał małżeńskie szczęście u boku żony. Patrycja
    czuje się odrzucona i nienawidzi bratowej z całego serca.
    A "prostactwo" Mai może być tylko dorabianiem ideologii.

    ale zakonczenie lubie ,jest pokrzepiajace ,a
    > ze malo realistyczne?te ksiazki juz takie sa ale moze wlasnie
    dzieki
    > temu mozna troche zanurzyc sie w ten magiczny swiat.

    Zakończenie jest zbyt udziwnione i nieprawdopodobne, żeby było
    pokrzepiające.Brak pewnej dozy realizmu jaka występuje w "Jane z
    Latern Hill", czy w "Dzbanie ciotki Becky" i która sprawia że
    czytelnik może uwierzyć w magię.A zakończenie Pat, no cóz, czytelnik
    nie czuje się oczarowany, ale wykołowany tym całym happy endem.


    --
    Moralność prowadzi do zguby tego, kto usiłuje skrupulatnie stosować
    jej nakazy w praktyce, a zapewnia dobrobyt temu, kto się nią umie
    posługiwać niczym maską.
  • simply_z 25.09.09, 23:17
    pokrzepiające.Brak pewnej dozy realizmu jaka występuje w "Jane z
    > Latern Hill", czy w "Dzbanie ciotki Becky" i która sprawia że
    > czytelnik może uwierzyć w magię.A zakończenie Pat, no cóz,
    czytelnik
    > nie czuje się oczarowany, ale wykołowany
    a co niby bylo takiego reaslitycznego w Jance? nagle uciemiezona
    przez tyle lat matka ,cudownie po kilkunastu latach wiąże sie na
    nowo z ojcem.jeju ,te histoire takie wlasnie sa ,nie maja byc zbyt
    realne, albo moze ja to zle odczytuje.
    --
    If you are everywhere ,you are nowhere ; If you are somewhere , you
    are everywhere....
  • martuha 05.10.09, 19:12
    to teraz ja wtrace swoje trzy grosze o Pat. czytalam te ksiazke (jak i pozostale
    LLM) wiele razy i doszlam do wniosku, ze Pat jest najmniej sympatyczna postacia
    w serii. nie wiem, jak moze cieszyc sie ogolna sympatia osoba, ktora ma obsesje
    na punkcie swojego domu i panicznie reagujaca na jakiekolwiek zmiany (nie wydaje
    sie istotne zalozyc, ze moze szykuje sie zmiana na lepsze).
    mania na punkcie domu odbija sie tez nie tylko na samej dziewczynie, ale i na
    jej znajomosciach. kazda uwaga skierowana pod adresem srebrnego gaju wydaje sie
    byc od razu jego obraza, gdy sie go nie gloryfikuje. tutaj klania sie przygoda z
    Zuzanna, ktora niby nie wykazala nalezytego szacunku i nie bila poklonow w
    strone farmy. i tak pozniej okazalo sie, ze sytuacja wygladala troche inaczej.
    wielokrotnie padajaca tutaj uwaga o egoizmie bohaterki wydaje mi sie sluszna. to
    samo dotyczy nieustannej nadziei, o tym, ze brat sie ustatkuje. Pat co jakis
    czas mysli, ze Sid kiedys zalozy rodzine, ale przeciez nie juz, nie teraz. i
    spotkala ja w zwiazku z tym kara. swoja droga slub Sida z Maja nastapil po tym,
    jak brat stwierdzil, ze Pat nie zmieni zapatrywan na kwestie jego stabilizacji
    zyciowej. oczywiscie bohaterce nie przychodzi do glowy inna mysl, ze to Maja
    "latala" za Sidem i w koncu go usidlila. gdyby naprawde byla taka okropna,
    nalezaloby przypuszczac, ze z bratem jest cos nie tak i oddac go do przytulku
    dla ludzi umyslowo chorych.
    najslabszym punktem powiesci jest, moim zdaniem, zakonczenie. nie wiem, jak to
    jest mozliwe, ze Hilary wyczytal w jakiejs gazecie, ze srebrny gaj splonal.
    wychodzi na to, ze wszyscy w kanadzie wiedza, ze istnieje taka farma w malenkiej
    wiosce, i ze wiadomosci o niej publikuje sie w najwiekszych gazetach w kraju.
    (od razu sobie wyobrazam, ze nagle wyborcza podaje, ze w pcimiu dolnym spalila
    sie "jakas" chalupa i wszyscy pedzimy z propozycja matrymonialna do osobnika,
    ktory stracil dach nad glowa).
    reasumujac, ciesze sie, ze Pat nie jest wyidealizowana, ze autorka kreslac jej
    postac dodala troche "pieprzu", co czyni historie o niebo ciekawsza i nie
    przypomina az tak bardzo kalki z poprzednich ksiazek.
    --
    Ja sama nigdy nie byłam w stanie dociec, czym właściwie jest feminizm. Wiem
    tylko, że ludzie nazywają mnie feministką ilekroć wyrażam opinie odróżniające
    mnie od wycieraczki.
  • simply_z 11.10.09, 19:48
    weż pod uwagę ,że np.mógłby to być jakis dodatek do gazety
    Montrealskiej ,typu wieści z Wyspy Księcia Edwarda i tam moglaby sie
    ukazac taka wiadomosc.Pamietasz taka sytuację ,też w II
    cześci ,kiedy Srebrny Gaj odwiedzila hrabina i pozniej wiadomosc tą
    zamieściła nie tylko gazeta lokalna ale chyba nawet nieco wieksza.

    --
    If you are everywhere ,you are nowhere ; If you are somewhere , you
    are everywhere....
  • sowca 15.10.09, 23:41
    W dodatku do gazety, którą czyta Zuzanna w "Rilli ze Zlotego
    Brzegu", były nawet takie informacje jak to, że ktoś wrócił z
    uniwersytetu :P
    --
    Nie myl zbiegu okoliczności z przeznaczeniem.
  • altariel2 30.10.09, 22:25
    Ja generalinie lubię Pat i jestem w stanie 'łyknąć' nawet jej dziwactwa. Dla mnie największą wadą jest rozciągniecie drugiej częsci w czasie. 11lat! - to przecież szmat czasu. A autorka wydarzenia, które umieściła w "Pani...", spokojnie mogłaby rozłożyć na okres krótszy - powiedzmy 6 lat (np. studia Hilarego) Wydaje mi się, że wtedy miałoby znacznie to wiecej sensu.
    --
    Flowers in the gardens of the gods
  • lilimeye 28.11.09, 01:58
    A mnie się podoba postać Pat. Stanowi ciekawe studium osoby, która panicznie boi
    się życia. Stąd przecież się bierze ta jej obsesyjna miłość do domu i rodziny
    oraz lęk przed jakimikolwiek zmianami. Pat stworzyła sobie własny bezpieczny
    świat, zamknęła się w nim i pilnie dba, żeby cały czas trwał niezmienny.
    Jakiekolwiek naruszenie tego ustalonego trybu życia wywołuje jej sprzeciw.
    Odpycha od siebie mężczyzn i osoby zagrażające trwałości jej świata i dopiero,
    kiedy dom obraca się w popiół, wali się klosz pod którym żyje i jest zmuszona
    przewartościować swoje poglądy. Wtedy wreszcie 'zauważa' Hilarego. A to, że
    Hilary na nią tyle lat czekał? Jakiś element bajkowości u LMM musi być! To jest
    przecież to, co sprawia, że do tych książek wracamy.
    Postacie Tillytucka i Judysi są rzeczywiście wyśmienite. W ogóle dużo w tej
    książce humoru i wzruszenia. Na powtarzalność niektórych wątków u LMM przymykam
    oko, bo w każdej książce, choć podobne, jednak się różnią.
    --
    Wiesz, że to zabawne zajadać racuszki z zawiązanymi oczami. Wyobrażam sobie, że
    tak się trenuje kosmonautów.
  • jadwiga1350 20.12.09, 15:04
    sowca napisała:

    > W dodatku do gazety, którą czyta Zuzanna w "Rilli ze Zlotego
    > Brzegu", były nawet takie informacje jak to, że ktoś wrócił z
    > uniwersytetu :P

    Dla mnie jest to zaskakujące. Przecież takie rzeczy, że ktoś wrócił
    z uniwersytetu, albo że kogoś odwiedziła hrabina,ludzie wiedzieli z
    plotek. W małych miejscowościach nic się nie ukryje przed czujnym
    okiem sąsiadów.Wszystkie takie nowinki zna się z kontaktów
    międzyludzkich i nie trzeba sięgać po nie do gazet.
    A kogoś w Ottawie, czy w Toronto, raczej mało obchodziło, że jakiś
    Walter Blythe został nauczycielem, albo ze jakimś Gardinerom spłonął
    dom.
    --
  • sowca 28.02.10, 00:42
    Przeczytałam ostatnio "Panią na Srebrnym Gaju" - bardzo mi się
    podobała, bardziej niż pierwsza część.
    Sama fabuła nie jest zbyt powalająca, rzeczywiście wiele wydarzeń
    jest tutaj wtórnych, natomiast jest też kilka świeżych, oryginalnych
    wątków, jak na przykład bliskie zetknięcie się dwóch światów -
    rodziny Gardiner i rodziny Binnie. Ale prawdziwym skarbem są tutaj
    bohaterowie (co widać o wiele bardziej niż w "Pat ze Srebrnego
    Gaju"), choć nie ma ich w zasadzie zbyt wielu.
    Sama Pat jest rzeczywiście dziwną bohaterką, egoistyczną, zapatrzoną
    w swój dom i w swoją rodzinę w sposób niemal chorobliwy. Ale to
    właśnie sprawia, że jest ciekawa, jej zachowania i przemyślenia
    prowokują do rozmyślań. Wydaje mi się zupełnie inna niż np. słodka
    Ania z części od "Ani na Uniwersytecie" wzwyż. Co mi się nie podoba
    w tej postaci, to relacja z Sidem - nawet nie dlatego, że jest
    niepokojąca, tylko dlatego, że jest niewiarygodna, gdyż Sida w
    książce praktycznie nie ma, prawie nic nie mówi, nie mamy
    przytoczonych ich rozmów czy wspólnego spędzania czasu. Zażyłość
    Sida i Pat, wspomniana przez Montgomery, de facto się nie pojawia.
    To mi bardzo przeszkadza w uwierzenie w cały wątek ze ślubem Sida i
    Mai. Nie pasuje mi też ta masa wielbicieli - ich wątki też zostały
    potraktowane mocno marginalnie, romans Pat i Donalda musiał być
    zaawansowany, skoro Donald się jej oświadczył, a opisany został może
    na 3 stronach. Zupełnie inaczej niż np. Emilka i Dean - ich romans
    zapowiada się od pierwszych stron "Dorosłego życia Emilki", rozwija
    się w dramatycznych okolicznościach (choroba Emilki) i dramatycznie
    kończy. Romanse Pat, nawet te, które wydają się poważne (Pat
    zastanawia się nad zamążpójściem), są potraktowane płytko.
    Uwielbiam Judysię, mądrą i pełną ciepła, a przy tym tak zabawną.
    Uwielbiam jej komentarze i przekomarzania się z Tillytuckiem. Bardzo
    lubię też Elkę, dziewczynę z charakterkiem i ze zdrowym podejściem
    do rzeczywistości, co tak bardzo różni ją od Pat. Reszta postaci już
    nie jest tak wyrazista, szkoda, że spotkało to także Hilarego i
    Kirków, którzy mieli ogromny potencjał.
    Teraz kwestia najbardziej kontrowersyjna, czyli małżeństwo Mai i
    Sida. Cóż, teraz możemy krytykować rodzinę Gardinerów za ich
    podejście do rodziny Binnie'ch, ale pamiętajmy, że wtedy różnice
    społeczne były mocno akcentowane i było normą, że istniały "lepsze"
    i "gorsze" rodziny. Bylo to po prostu kwestią pewnych tradycji i nie
    ma się co zżymać, że Gardinerowie tak zareagowali. Zresztą, czy
    rzeczywiście dzisiaj nie mają miejsca takie sytuacje? Gdyby w domu
    zamożnych i wykształconych ludzi, powiedzmy lekarzy czy prawników,
    pojawiła się znienacka synowa np. z rodziny patologicznej, wątpię,
    czy wzbudziłoby to zachwyty. A pamiętajmy, że nie chodzi tylko o
    różnice społeczne między tymi rodzinami, chodziło też o zachowanie
    Mai, np. jej bezczelne odzywki czy jawna chęć odziedziczenia
    Srebrnego Gaju, a także o jej rodzinę, która przychodziła całymi
    tabunami i przesiadywała w mieszkaniu. Co do zmian w domu - czy
    byłybyście takie zadowolone, gdyby do Waszego wypielęgnowanego,
    ślicznie urządzonego domu wpakowała się znienacka jakaś osoba i
    zaczęła zupełnie zmieniać wystrój mieszkania, w który to wystrój
    włożyłyście tyle wysiłku? Nawet jeśli ta osoba jest w tej chwili
    częścią rodziny. Teraz zapewne rodzice wzięliby kredyt i kupili
    młodym małżonkom mieszkanie, ale wtedy Sid i Maja musieli mieszkać w
    Srebrnym Gaju przez jakiś czas. Jestem więc w stanie tutaj zrozumieć
    zachowanie Gardinerów i ból Pat, gdy do ukochanego domu wprowadziła
    się dziewczyna, której nigdy nie lubiła. Wydaje mi się to bardzo
    ludzkie i bardzo normalne w osobowości Pat, która straciła
    najdroższy azyl, jakim był jej dom.
    --
    Nie myl zbiegu okoliczności z przeznaczeniem.
  • yo-a-ko 28.02.10, 20:48
    Zupełnie inaczej niż np. Emilka i Dean - ich romans
    > zapowiada się od pierwszych stron "Dorosłego życia Emilki", rozwija
    > się w dramatycznych okolicznościach (choroba Emilki) i dramatycznie
    > kończy.

    Ha, moim zdaniem on się już zapowiada w "Emilce ze Srebrnego...", gdy Dean mówi
    - o ile pamiętam, podczas ich pierwszej rozmowy, po uratowaniu Emilki, że będzie
    na nią czekał... A bodaj w drugim tomie Dean mówi Emilce, że nauczy ją pisania
    miłosnych dialogów, i z tego, co pamiętam, brzmiało to też dwuznacznie...
  • jadwiga1350 01.03.10, 00:48
    > Teraz kwestia najbardziej kontrowersyjna, czyli małżeństwo Mai i
    > Sida. Cóż, teraz możemy krytykować rodzinę Gardinerów za ich
    > podejście do rodziny Binnie'ch, ale pamiętajmy, że wtedy różnice
    > społeczne były mocno akcentowane i było normą, że
    istniały "lepsze"
    > i "gorsze" rodziny. Bylo to po prostu kwestią pewnych tradycji i
    nie
    > ma się co zżymać, że Gardinerowie tak zareagowali. Zresztą, czy
    > rzeczywiście dzisiaj nie mają miejsca takie sytuacje? Gdyby w domu
    > zamożnych i wykształconych ludzi, powiedzmy lekarzy czy prawników,
    > pojawiła się znienacka synowa np. z rodziny patologicznej, wątpię,
    > czy wzbudziłoby to zachwyty

    Masz, Sowco, dużo racji. Tylko jak popatrzymy na rodziny Gardinerów
    i Binnie'ych to właściwie trudno powiedzieć na czym te różnice
    społeczne mają polegać. Na czym polega "wyższość" Gardinerów? No bo
    nie mamy tu ani cenzusu wykształcenia, ani bogactwa, czy
    pochodzenia.
    Z dzieci Gardinerów nikt nie miał zbytnich ambicji jeśli chodzi o
    zdobywanie wykształcenia. Pat zostaje wypchnięta niemal siłą na
    Akademię, żeby ratować honor rodziny. Sid stanowczo zrezygnował z
    dalszej edukacji, pragnął poświęcić się pracy na farmie.
    Trudno więc powiedzieć, że Maja pod tym względem była gorsza od
    Gardinerów.
    Teraz sytuacja majątkowa. Nie pamiętam dobrze, ale chyba Binnie'owie
    żyli z farmy, tak jak mieszkańcy Srebnego Gaju. Nie można
    powiedzieć, że są biedniejsi od Gardinerów.Maja w dzieciństwie
    dokuczała Pat, mówiąc, że jej dom jest świeżo malowany w
    przeciwieństwie do Srebnego Gaju. Rodzinę Mai było stać na to
    malowanie, więc musiało powodzić się im lepiej niż Długiemu Alkowi.
    Tak więc cenzus bogactwa też odpada.

    Sprawa pochodzenia też odpada. To nie Stary Kraj, a Sid to nie
    szlachcic żeniący się z chłopką Mają.
    Rodzice Mai nie służą nigdzie za parobków, żeby ich córka nie mogła
    zostać panią Gardiner. Nie są też jakimś marginesem społecznym.
    Małżeństwo Sida i Mai to nie mezalians typu: "panicz poślubia
    służącą".

    Prostactwo i chamstwo Mai widzi tylko Pat, która od dzieciństwa nie
    lubi swej bratowej.Sida, wychowanego w tym samym domu, prostacka
    żona nie razi.

    A pamiętajmy, że nie chodzi tylko o
    > różnice społeczne między tymi rodzinami, chodziło też o zachowanie
    > Mai, np. jej bezczelne odzywki czy jawna chęć odziedziczenia
    > Srebrnego Gaju, a także o jej rodzinę, która przychodziła całymi
    > tabunami i przesiadywała w mieszkaniu

    To prawda, ale znając nastawienie Patrycji do bratowej, to nawet
    jakby Maja siedziała cichutko i pokorniutko w kącie, to i tak nie
    zdobyłaby sympatii szwagierki.

    Co do zmian w domu - czy
    > byłybyście takie zadowolone, gdyby do Waszego wypielęgnowanego,
    > ślicznie urządzonego domu wpakowała się znienacka jakaś osoba i
    > zaczęła zupełnie zmieniać wystrój mieszkania, w który to wystrój
    > włożyłyście tyle wysiłku?

    Mai nie pozwolono na żadne zmiany.
    Może w tym jest nieco winy Sida? Kłócąc się z Sidem, Maja wspomina o
    jego obietnicach, czynionych przed ślubem, że będzie panią w
    Srebnych Gaju. Jeśli Sid rzeczywiście składał takie zapewnienia, to
    nic dziwnego że Maja miała wielką ochotę "rządzić się" w Srebnym
    Gaju. Chciała czuć się panią.Sid powinien wiedzieć, że ojciec nie ma
    najmniejszego zamiaru oddawać mu farmy i nie obiecywać Mai gruszek
    na wierzbie.
  • supervixen 01.03.10, 09:37
    Abstrahując nieco od konkretnej sytuacji w Pat (bo nie pamiętam jej na tyle,
    żeby się przykładami i cytatami podpierać), trzeba jednak wspomnieć, że sam
    fakt, że "to nie był Stary Kraj" nie czyni z kanadyjskiej wioski raju, gdzie
    wszyscy są sobie równi i ludzie nie mają o innych lepszej i gorszej opinii.
    Akurat w powieściach LMM roi się od przykładów, że tak nie było, że "Sloane'owie
    będą tylko Sloane'ami", że taka i owaka nie będzie dobrą żoną, bo pochodzi z tej
    rodziny, a dziewczyna z innej na pewno jest wzorem gospodyni.

    Co ciekawe, te słowa LMM wkłada najczęściej w usta jakichś starszych pań,
    lubujących się w narzekaniu, przez co sama się od tego jakby dystansuje, ale
    sama nie była wcale królową tolerancji... Tu i Pat i Emilka wyróżniają się ze
    swoim poczuciem wyższości (Emilka też hrabiną nie była, ale stała za nią jakaś
    tradycja - nieważne, że rodzina przybyła do Kanady kilka pokoleń wstecz).

    --
    For, indeed, Thomas never can resist saying exactly what enters his mind.
    Sometimes it is diverting, of course. In fact, it is always diverting for
    Thomas. But often very awkward for the rest of us.
  • sowca 03.03.10, 22:42
    [quote]Na czym polega "wyższość" Gardinerów?[/quote]

    To jest rzeczywiście ciekawe pytanie. Mnie się wydaje, że chodzi
    tutaj bardziej o takie subtelne różnice, niż majątek czy
    wykształcenie. Może bardziej o poczucie wyższości wynikającej z
    kultury osobistej? Maja i jej rodzina była hałaśliwa, wulgarna,
    niedokształcona trochę też (sposób wyrażania się pani Binnie...).
    Właściwie nie wiem do końca, z czego może to poczucie wyższości
    wynikać - w "Emilce" jest to bardziej uzasadnione (tutaj chodziło o
    tradycję, stary ród, piękny dwór, te buciki zapinane na guziki) czy
    w "Ani" (rodzina lekarza, wykształcenie, zarobki). Ale tak teraz
    myślę, że może to wykształcenie odegrało jakąś rolę. Sid wprawdzie
    był farmerem, ale z dziewcząt chyba wykształcone były wszystkie (nie
    jestem pewna tylko Winnie), a dodatkowo matka Pat pochodziła na
    pewno z bardzo bogatej rodziny z tradycjami (dom na Wybrzeżu
    Zatoki). A Srebrny Gaj chyba nie byl pomalowany nie dlatego, że
    Długiego Alka nie było na to stać, tylko raczej dlatego, że
    Gardinerowie tak chcieli. Myślę, że trzeba by dokładniej postudiować
    zycie w takich wioskach w tamtych czasach, żeby zrozumieć te różnice.

    [quote]Prostactwo i chamstwo Mai widzi tylko Pat, która od
    dzieciństwa nie
    > lubi swej bratowej.Sida, wychowanego w tym samym domu, prostacka
    > żona nie razi. [/quote]
    Oj, wydaje mi się, że nie tylko Sida. Rodzice Sida byli wyraźnie
    wściekli, matka mówi Pat, że Sid wkrótce zrozumie, jaki popełnił
    błąd", także Judysia i Elka nie są zachwycone, ze Maja weszła do ich
    rodziny. Sid był zakochany i miał klasyczne klapki na oczach, ale
    jest też napisane, że czasem, kiedy Maja szła do matki, on wymykał
    się do kuchni na pogawędki z Judysią, Elką i Pat, co wskazuje na to,
    że jednak brakowało mu trochę tego życia, które wiódł przed ślubem z
    Mają.

    [quote]Mai nie pozwolono na żadne zmiany.
    > Może w tym jest nieco winy Sida? Kłócąc się z Sidem, Maja wspomina
    o
    > jego obietnicach, czynionych przed ślubem, że będzie panią w
    > Srebnych Gaju. [/quote]
    Mai nie pozwolono, ale i tak próbowała je wprowadzić, robiła przy
    tym awantury, więc moim zdaniem to zrozumiałe, że Pat się wkurzała.
    Ja ją jednak mimo wszystko rozumiem, bo swój dom też traktuję jak
    azyl (chociaż nie w takim stopniu, jak Pat oczywiście) i z pewnością
    szlag by mnie jasny trafiał, gdyby do mojego domu wpakowała się
    znienacka osoba, której nie lubię, i nie dość, że usiłowała zmieniać
    wystrój, to jeszcze zakłócałaby atmosferę panującą w domu.
    --
    "W tydzień po ucieczce Freda i George'a Harry był świadkiem, jak
    profesor McGonagall przyłapała Irytka na próbie poluzowania
    kryształowego kandelabra i mógł przysiąc, że słyszał, jak
    powiedziała do poltergeista kątem ust:<<Odkręca się w drugą stronę>>"
  • simply_z 01.03.10, 22:24
    tak ale piszemy o loklanym dodatku i dawniej w gazetach być moze
    takie informacje się zdarzaly.
    Lista zgonow ,chrzcin ,kto wydaje przyjecie itd.
    --
    If you are everywhere ,you are nowhere ; If you are somewhere , you
    are everywhere....
  • jadwiga1350 18.03.11, 15:46
    > a co niby bylo takiego reaslitycznego w Jance? nagle uciemiezona
    > przez tyle lat matka ,cudownie po kilkunastu latach wiąże sie na
    > nowo z ojcem.jeju ,te histoire takie wlasnie sa ,nie maja byc zbyt
    > realne, albo moze ja to zle odczytuje.

    Nie tak znowu cudownie. Impulsem do przyjazdu na Wyspę jest śmiertelna choroba Jane. Inaczej Robina nigdy nie zdołałaby się przeciwstawić matce. Niebezpieczeństwo grożące ukochanemu dziecku, nawet w dużo słabszej osobie wywołałoby odruch buntu. Przy łóżku córki, Robina i Andrew wszystko sobie wyjaśnili i postanowili spróbować od nowa. Zwłaszcza, że formalnie cały czas byli małżeństwem i żadne z nich nie chciało rozwodu.


    --
    "Gdyby Polacy takimi antysemitami nie byli, to mieliby szansę na całkiem sensowną
    i nieźle się prezentującą pierwszą damę."
    (forum Kobieta)
  • panikarola 02.03.10, 18:23
    dla mnie Pat jest taką osobą, która po prostu nie dorosła. w pierwszej części jest zachwycająca, jak dla mnie, ale to był ten moment, kiedy trzeba było dojrzeć, przemienić się z wrażliwego dziecka, któe czuje się bezpiecznie w tym domu w osobę dorosłą, która potrafi dokonywać wyborów, wie, co dla niej dobre, czego chce itd. dla mnie Pat w drugiej czesci świadomie przybiera taką postawę pasywną, chce zostać w domu, utrzymać ten skostniały, ale znajomy i bezpieczny świat.

    tak mi się zdaje, że ona perwersyjnie trochę nawet była zadowolona z choroby matki, bo mogła rzeczywiście MIEĆ ten dom dla siebie... i w pelni wejść w rolę pani na Srebrnym Gaju...

    tylko ze czas w miejscu nie stoi, nawet jeśli ona nie chciała zmian - nadeszły, a ten pożar to takie deus ex machina, spowodował, że nieznośna sytuacja skończyła się, nie wymagając od niej podjęcia świadomej decyzji o wyprowadzce. Pat Gaju nie oddala, a mimo wszystko Maja go ma, wilk syty i owca cała.

    Szkrab też oczywiście spada z nieba i to już jest takie zakończenie grubą nicią szyte, aby tylko byl happy end. kiedyś myślalam, że Pat po tym gwałtownym zakończeniu tamtego życia zupełnie normalna być nie mogła, ale teraz myślę, że to pojawienie się Mai faktycznie odebrało jej Srebrny Gaj i tak nieznośnie zmieniło wszystko, że późniejsze życie z Hilarym to już nie było to uosobienie dysharmonii, tylko - co być może później dostrzegła - z wdzięcznością przyjęty zamiennik.

    w sumie to strasznie lubie obie te ksiązki :)
  • 123caramia 18.07.10, 23:01
    Pat jest słodka z tą swoją naiwnością i ulubieniem do domu "Srebrny Gaj" kocha
    Hilarego,ale nie tak jak by chciała to "dzisiejsza młodzież".Patka jest
    dziewczyną z ubiegłego wieku i dzisiejsza młodzież jej nie zrozumie,gdyż jest
    "wyprana" z ówczesnej wrażliwości.Szczerze współczuję nastolatkom 20 wieku :(
  • mmaupa 19.07.10, 14:41
    Jakby nie patrzec Pat JEST nastolatka 20-go wieku :P

    --
    Don't panic, it's organic!
  • supervixen 19.07.10, 20:59
    A czasem faktycznie należy jej współczuć ;)))

    --
    W gruncie rzeczy większość Zorrów to Kwapiszony.
  • pontecorvo 01.03.12, 21:16
    w górę
  • lucy-lotta 12.08.12, 21:52
    Nie będę oryginalna - uwielbiam Judysię :) Oglądaliście może taki film "Talent Booky"? Tytułowa Booky mieszka w Toronto i udaje się do Montgomery po pisarskie rady. I właśnie jej matka (w tej roli Megan Follows) mówi "Przekaż jej, że uwielbiam Judysię z <<Pat>>" ;)

    Ogólnie lubię serię o Patsy. Chociaż uważam, że Maud "wyżywa się" na niej w drugiej części ;)

    Zawsze płaczę, jak Bietka umiera... Czemu musiała akurat ona zostać uśmiercona? Jestem zdania, że przyjaźń z Bietką czyniła Pat normalniejszą ;) Choć, jak mówiłam, lubię Pat.
  • sowca 13.08.12, 22:37
    A ja lubię właśnie czytać, jak Pat staje się coraz bardziej dziwaczna, samotna i opuszczona. Bardzo ciekawa jest ta sytuacja, kiedy najbliżsi opuszczają Pat - najpierw Bietka, potem Hilary (wyjeżdża na studia), potem Elka (wyjeżdża z Brookiem do Chin), potem Tillytuck, potem (oczywiście w pewnym sensie) Sid, wreszcie ukochana Judysia. Stopniowo Pat staje się coraz bardziej samotna i coraz bardziej skupiona na ukochanym domu. Wreszcie płonie Srebrny Gaj i Pat zostaje już całkiem sama, pozbawiona kompletnie oparcia, nie ma dla kogo żyć. Tylko kiepsko, że tak nagle wraca Hilary - chyba tylko po to, żeby książka się skończyła happy endem, a to przecież w wielu aspektach dość smutna powieść, właśnie o poczuciu osamotnienia, o lęku przed życiem, przed wyjściem z domu i dostrzeżeniem, ile ciekawych rzeczy i ludzi czeka na nas poza czterema ścianami. Chociaż, z drugiej strony, powrót Hilarego daje czytelnikowi pewną nadzieję - nigdy nie jest tak, że wszystko jest stracone!
    --
    ...Czy zachowało tamten blask Prowansji niebo pełne łask czy może dawno puste jest?...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka