Dodaj do ulubionych

Czego nie rozumiem

14.06.09, 21:48
1.Dlaczego Janka Pengly zaprosiła Di do domu? Przecież musiała
zdawać sobie sprawę,że gdy Diana pozna prawdę o "wpaniałej posesji"
przestanie koleżankę podziwiać i wielbić.Zrozumie że Pengley'ówna
tylko fantazjowała.Zwykły instynkt samozachowawczy powinien
nakazywać Jance trzymanie Diany jak najdalej od swojego domu.
Może Janka była mitomanką i sama wierzyła w to co mówi?

2. Dlaczego Ania reagowała tak a nie inaczej w sprawie noweli
wykorzystanej do reklamy proszku do pieczenia.Czy proszek do
pieczenia to coś wstydliwego?Jak Aweryla piecze ciasto to jest
dobrze, bo to zabarwia całą nowelę humorem, ale już wzmianka o
proszku do pieczenia danej firmy to wielki wstyd i hańba?
Nigdy nie mogłam pojąć czemu Ania się tak wściekała.
No i była bardzo nie fair w stosunku do Diany Barry.Nie każdy
umiałby się cieszyć z talentu przyjaciela. Nie każdy wsparłby
przyjaciela w walce o zainteresowanie wydawców i czytelników.

3.Dlaczego Gilbert i Ania są tacy pobłażliwi dla Zuzanny gdy ta
obraża ciotkę Mary Marię i jawnie okazuje jej niechęć.Ciotka ma
paskudny charakter i wszyscy oczekują z utęsknieniem końca jej
wizyty.Zuzanna jest lubiana i szanowana.
Ale jakby nie było, Mary Maria to krewna pana domu,a Zuzanna to
tylko służąca. Służąca powinna z szacunkiem odnosić się do gości
pracodawcy i nie okazywać swoich uczuć.A tu Zuzanna wtrąca się do
rozmowy pani domu z gościem i otwarcie okazuje pannie Blythe swą
antypatię.

--
"Życie jest jak kuchnia. Żeby coś zrobić, trzeba pobrudzić ręce"
Edytor zaawansowany
  • supervixen 14.06.09, 22:19

    > 2. Dlaczego Ania reagowała tak a nie inaczej w sprawie noweli
    > wykorzystanej do reklamy proszku do pieczenia.Czy proszek do
    > pieczenia to coś wstydliwego?Jak Aweryla piecze ciasto to jest
    > dobrze, bo to zabarwia całą nowelę humorem, ale już wzmianka o
    > proszku do pieczenia danej firmy to wielki wstyd i hańba?
    > Nigdy nie mogłam pojąć czemu Ania się tak wściekała.
    > No i była bardzo nie fair w stosunku do Diany Barry.Nie każdy
    > umiałby się cieszyć z talentu przyjaciela. Nie każdy wsparłby
    > przyjaciela w walce o zainteresowanie wydawców i czytelników.

    Bo Ania, mimo słusznego wieku dwudziestu lat, była wciąż jeszcze
    przewrażliwionym miłośnikiem wielkich uniesień. Gdyby nie była, to by w ogóle
    Pokuty Aweryli (która raczej wielkim dziełem nie była) nie napisała przecież.
    Swoją drogą, ciekawy byłby wątek, że Diana wysyła jakieś stare opowiadanie Ani,
    a potem biedna Ania pali się ze wstydu, że takie głupoty wypisywała ;)

    A co do Diany, to Ania jak najbardziej doceniła motyw jej postępowania i
    powiedziała jej, że jest najlepszą możliwą przyjaciółką czy jakoś tak, więc nie
    widzę problemu.
    --
    W gruncie rzeczy większość Zorrów to Kwapiszony.
  • jadwiga1350 14.06.09, 23:15
    > Bo Ania, mimo słusznego wieku dwudziestu lat, była wciąż jeszcze
    > przewrażliwionym miłośnikiem wielkich uniesień.

    Eee. Gdyby tak było to pisałaby do szuflady, sobie a muzom.A ona
    pisze po to żeby nowela została wydrukowana,żeby zdobyć sławę i
    uznanie wśród znajomych. Przecież Ania już widziała oczami duszy jak
    czyta Maryli wydrukowaną w gazecie "Pokutę Aweryli"
    Więc nie romantyczne uniesienie ale czysty pragmatyzm.
    Anię wielce boli że jej ukochane "dziecko" służy do reklamowania
    proszku do pieczenia.
    Ale wcześniej gdy posyłała nowelę do róznych gazet nie bała się że
    może wydawcy to jej "dziecko" skrytykują, wyśmieją.
    Histeria Ani na punkcie tego proszku jest co najmniej dziwna.
    Dla Ani najważniejsze było,żeby wydawca przyjął utwór i wydrukował
    go. Dzięki Dianie tak się stało. Więc skąd te fochy?


    Gdyby nie była, to by w ogóle
    > Pokuty Aweryli (która raczej wielkim dziełem nie była) nie
    napisała przecież.
    > Swoją drogą, ciekawy byłby wątek, że Diana wysyła jakieś stare
    opowiadanie Ani,
    > a potem biedna Ania pali się ze wstydu, że takie głupoty
    wypisywała ;)

    Zawsze byłam przekonana, że te późniejsze dzieła Ani, już
    przyjmowane przez wydawców nie były wcale lepsze od "Pokuty Aweryli"
    Ania mimo upływu lat nie zmieniała się. Nadal była romantyczką z
    zamiłowaniem do kwiecistych porównań. Nadal fascynowały ją zachody i
    wschody słońca.Te patetyczne wywody Ani ze Złoteo Brzegu nie różnią
    się właściwie od tyrad jedenastoletnie Ani z Zielonego Wzgórza!
    Więc dlaczego zmiana miałaby nastąpić w jej twórczości? Dlaczego 20-
    letnia Ania pisała żle, a 22-letnia dobrze?

    Pokuta Aweryli nie mogła być taka najgorsza, skoro w końcu ktoś
    zdecydował się ją wydrukować. Może była nawet lepsza od innych dzieł
    Ani. Być może utworowi który miał reklamować jakiś produkt(i tym
    wpłynąć znacząco na sprzedaż) stawiano wyższe wymagania niż utworowi
    wydrukowanemu tylko dla przyjemności czytelników

    Zawsze mnie dziwiło że dwudziestoletnia Ania śmiała się ze swoich
    wypracowań napisanych w Klubie Powieściowym. Przecież w głębi duszy
    nadal była tamtą, dwunastoletnią dziewczynką.



    --
    "Życie jest jak kuchnia. Żeby coś zrobić, trzeba pobrudzić ręce"
  • supervixen 14.06.09, 23:42
    > Eee. Gdyby tak było to pisałaby do szuflady, sobie a muzom.

    Dlaczego? Nie rozumiem? Ania chciała opublikować Pokutę Aweryli, pewnie, ale
    najgorszy grafoman też pewnie chce. Naprawdę uważasz, że pragnienie wywołania u
    Maryli poczucia dumy to czysty pragmatyzm? Chyba czysty pragmatyzm to by był,
    gdyby oczami wyobraźni już widziała te zarobione dolary.
    Ania nie jest pierwszą artystką bądź nawet 'artystką', która obrusza się na
    użycie jej twórczości w reklamie (zresztą bez jej wiedzy), więc nie wiem, co w
    tym dziwnego. Ok, może nam się to wydać dziwne, że Ania nie chce widzieć swojej
    nowelki na ulotkach reklamowych, ale to była Ania, ta od otchłani rozpaczy i
    innych takich.

    Natomiast co do późniejszych utworów Ani, tych drukowanych, to były to powiastki
    dla dzieci - być może Ania odkryła, że romans i dramat to nie jej gatunek ;)



    --
    For, indeed, Thomas never can resist saying exactly what enters his mind.
    Sometimes it is diverting, of course. In fact, it is always diverting for
    Thomas. But often very awkward for the rest of us.
  • spinelli 15.06.09, 00:41
    > 3.Dlaczego Gilbert i Ania są tacy pobłażliwi dla Zuzanny gdy ta
    > obraża ciotkę Mary Marię i jawnie okazuje jej niechęć.

    Tu zgodze sie bardzo gorliwie.
    Uwazam, ze Zuzanna powinna byla byc wychlostana i wydana za kare za maz za
    Ksiezycowego Brodacza.

    Spin
    --
    [img]http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/rd/rj/uema/rJuwuK85kLcq8T1Y5X.jpg[/img]
  • jadwiga1350 15.06.09, 00:59
    > Tu zgodze sie bardzo gorliwie.
    > Uwazam, ze Zuzanna powinna byla byc wychlostana i wydana za kare
    za maz za
    > Ksiezycowego Brodacza.

    He, he, niezłe! Tylko że od czasów Mary Marii do czasów Księzycowego
    Brodacza daleka droga.

    Spinelli,tak gorliwie lubisz zarzucać mi nieznajomość realiów danej
    epoki, a teraz to Tobie można zarzucić ten brak znajomości.
    Choć myślę, że tylko z przekory udajesz że nie wiesz gdzie w XIX
    wieku było miejsce "państwa", a gdzie miejsce "służby".
    Mam rację?

    --
    "Życie jest jak kuchnia. Żeby coś zrobić, trzeba pobrudzić ręce"
  • jadwiga1350 15.06.09, 21:01
    > Nie Jadwigo, uznalam moj post za zart:)

    Hm, a ja już ze złości konwulsji dostałam, a nawet ataku lumbago!
    --
    "Życie jest jak kuchnia. Żeby coś zrobić, trzeba pobrudzić ręce"
  • kooreczka 15.06.09, 12:38

    > 1.Dlaczego Janka Pengly zaprosiła Di do domu? Przecież musiała
    > zdawać sobie sprawę,że gdy Diana pozna prawdę o "wpaniałej posesji"
    > przestanie koleżankę podziwiać i wielbić.Zrozumie że Pengley'ówna
    > tylko fantazjowała.Zwykły instynkt samozachowawczy powinien
    > nakazywać Jance trzymanie Diany jak najdalej od swojego domu.
    > Może Janka była mitomanką i sama wierzyła w to co mówi?

    Tak, było to nawet wspomniane- Janka nie widziała różnicy między rzeczywistością
    a stanem rzeczywistym. Kiedy zaś sprawa sie wydała szybko zmieniła otoczenie.
  • jadwiga1350 15.06.09, 21:19
    Jak już jesteśmy przy Jance Pengly to wspomnę że nigdy nie mogłam
    zrozumieć przyczyn fascynacji Di tą dziewczynką.
    Ktoś kto bez przerwy opowiada o własnym domu i rodzinie, a właściwie
    nie tyle opowiada, co przechwala się, jest śmiertelnie nudny.Co
    sprawiało że Diana tak wielbiła Jankę? Wychowana za Złotym Brzegu,
    wśród luksusowych przedmiotów, nie powinna ulec wizji marmurowych
    kominków i brylantowych naszyjników.

    Co innego historia z Delilą. Nieszczęsna sierota dręczona przez
    macochę działała na wyobraźnię.
    Najlepsze jest to ściganie Delili przez macochę z rozgrzanym do
    czerwoności pogrzebaczem po całym domu!
    Delila mogłaby zafascynować każdego. Janka raczej nikogo.
    --
    "Życie jest jak kuchnia. Żeby coś zrobić, trzeba pobrudzić ręce"
  • ajakajadwa 21.04.10, 16:26
    Małe dziewczynki tak maja "wielbią" albo są "wielbione". Po za tym
    Janka, jej dom, rodzina i losy wydawały się Di czymś egzotycznym, ba
    magicznym.
    Koleżanki ciotka była właścicielką psa giganta o groźnym wzroku.
    Inna posiadala psa pluszaka. W wypadku awarii centralnego do wnętrza
    pluszaka wchodziła cała rodzina celem ogrzania się.
    Ja vmiałam w domu basen. W basenie mieszkały krokodyle - moi
    przyjaciele. Kiedy tylko miałam kaprys nurkowałam, aby odwiedzić
    kumpli.
  • altariel2 31.10.09, 18:30
    > 1.Dlaczego Janka Pengly zaprosiła Di do domu? Przecież musiała
    > zdawać sobie sprawę,że gdy Diana pozna prawdę o "wpaniałej posesji"
    > przestanie koleżankę podziwiać i wielbić.Zrozumie że Pengley'ówna
    > tylko fantazjowała.Zwykły instynkt samozachowawczy powinien
    > nakazywać Jance trzymanie Diany jak najdalej od swojego domu.
    > Może Janka była mitomanką i sama wierzyła w to co mówi?
    >
    Jak juz ktos napisał ona sama ie bardzo widziała róznicę. Są takie dzieci. Sama miała w podstawówce taka koleżankę. Czegóż ona nie opowiadała o swoim domu. Przedstawiała go jako ogromną willę z mnóstwem wspaniałych pokoi i w ogóle. A prawda była taka, że była to niewielka chałupka w typie 'kostki mazowieckiej', do tego w zasadzie niewykończona. Dwa pokoje na wysokim parterze i jeden na pięterku. Do tego kuchnia, nawet bez łazienki i kanalizacji! Ale ta dziewczynka nie widziała własnie różnicy. Czesto też zapraszała koleżanki. Chwaliła się tą 'ruderą' jakby była rzeczonym pałacem i w końcu człowiek (ośmio czy dziewiecioletni podówczas) jak Di zaczynał sam wątpić czy kolezanka mówiła to czy tamto.
    --
    Flowers in the gardens of the gods
  • lilimeye 28.11.09, 00:52
    jadwiga1350 napisała:

    > 2. Dlaczego Ania reagowała tak a nie inaczej w sprawie noweli
    > wykorzystanej do reklamy proszku do pieczenia.Czy proszek do
    > pieczenia to coś wstydliwego?

    Ależ to oczywiste - po prostu Ania była bardzo ambitna. Reklama to komercja w
    stanie czystym, utwory reklamujące towar [zwłaszcza w tamtych czasach - na długo
    przed Warholem ;)] nie były uznawane za twórczość godną tego miana. Nawet w
    dzisiejszych czasach poważny twórca reklamą sobie rąk nie "ubrudzi", a jeśli
    nawet, to nie będzie tego uznawał za twórczość równej wartości co swoje
    'prawdziwe' dzieła. Ania w swojej młodzieńczej naiwności uważała się za pisarkę,
    a gdyby jej opowiadanie ukazało się w znanym tygodniku [wielu pisarzy tak
    zaczynało] byłby to krok do kariery, natomiast odkrycie, że jej dzielo, w które
    włożyła całe serce i mnóstwo pracy skończyło jako reklamówka było dla żyjacej
    ideałami dziewczyny druzgocące :-)
    --
    Nie karze się maleńkiej świętej, której zdarzyło się zbłądzić.
  • jadwiga1350 03.12.09, 11:37
    Fakt,że wszyscy mieszkańcy Złotego Brzegu tak bardzo przeżywają
    wieści o zbliżaniu się wojsk niemieckich do Paryża.Wręcz ich skręca
    ze strachu. Rozumiałabym tę obawę gdyby Niemcy zbliżali się do
    Londynu( nie wspominając już o Ottawie), ale do Paryża??
  • aleska 03.12.09, 20:49
    Anglicy byli w sojuszu z Francuzami. Zajęcie Paryża prawdopodobnie
    pociągnęłoby za sobą kapitulację Francji. Plan zakładał, że po
    pokonaniu Francji Niemcy przerzuciłyby siły na wschód i Rosja byłaby
    szybciej rozgromiona. Wielka Brytania miała za małą ilość wojsk
    lądowych na terenie Rosji i małe szanse na dosłanie posiłków (a
    logistycznie było to też trudne i wymagało czasu). W tej sytuacji
    istniało prawdopodobieństwo, że Rosja skapituluje albo podpisze
    pokój z Niemcami. Wielkiej Brytanii pozostawałaby więc samotna
    walka, najprawdopodobniej na morzach – istniało przekonanie, że
    samotnie Anglia nie jest w stanie prowadzić wojny, więc obawiano się
    jej kapitulacji, a co za tym idzie przejęcia kolonii brytyjskich
    przez Niemcy i germanizacji (gdzieś nawet w „Rilli” padają uwagi, że
    mieszkańcy Glen boją się zniemczenia).

    Pozostając w sferze spekulacji najprawdopodobniej w takiej sytuacji
    Niemcy nie podbiłyby jednak Anglii, lecz zawarły z nią pokój i
    podzieliły się francuskimi koloniami. Rzucając się do walki z Wielką
    Brytanią, która słabym krajem nie była, ryzykowaliby przecież utratę
    tego co już wywalczyli na frontach, a po podpisaniu pokoju obie
    strony mogły zyskać.
  • jadwiga1350 03.12.09, 21:28
    > Pozostając w sferze spekulacji najprawdopodobniej w takiej
    sytuacji
    > Niemcy nie podbiłyby jednak Anglii, lecz zawarły z nią pokój i
    > podzieliły się francuskimi koloniami.

    Więc Blythe'owie powinni raczej cieszyć się ze zbliżania się Niemców
    do Paryża,a nie martwić.
  • aleska 03.12.09, 22:35
    Myśl o podziale łupów byłaby rozważana raczej na poziomie sfer rządowych. Zwykły obywatel myśli raczej w kategoriach "mamy sojusz z Francją, więc nie możemy jej zawieść, bo honor itp." Poza tym Francja uważana była jednak za potęgę. Przeciętny mieszkaniec imperium, nie mający pojęcia o zakulisowej grze dyplomatycznej, myślał: "Skoro Niemcy pokonały silną Francję, co za problem dla nich pokonać Anglię, ergo zostaniemy zgermanizowani."
  • spinelli 04.12.09, 21:15
    jadwiga1350 napisała:

    > Więc Blythe'owie powinni raczej cieszyć się ze zbliżania się Niemców
    > do Paryża,a nie martwić.

    Mieli sie cieszyc z ewentualnego zwyciestwa agresora?

    Poza tym najwiecej kanadyjskiej krwi zostalo przelanej wlasnie we Francji (i w
    Belgii) - Vimmy Ridge, Verdun, Somme.
    Blythowie jak wiekszosc kanadyjskich rodzin drzeli o zycie i los swoich chlopcow.





    --
    [img]http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/rd/rj/uema/rJuwuK85kLcq8T1Y5X.jpg[/img]
  • jadwiga1350 04.12.09, 22:43
    spinelli napisała:

    >
    > Mieli sie cieszyc z ewentualnego zwyciestwa agresora?

    No pewnie. Agresor atakował wszak Francję, nie Wielką Brytanię.
    Pokonana Francja, to silna Wielka Brytania.

    > Poza tym najwiecej kanadyjskiej krwi zostalo przelanej wlasnie we
    Francji

    Trochę to śmieszne,gdy się pomyśli o niechęci jaka panowała w
    Kanadzie(przynajmniej na kartach utworów LMM ) w stosunku do
    Francuzów.

    > Blythowie jak wiekszosc kanadyjskich rodzin drzeli o zycie i los
    swoich chlopco
    > w.

    Chłopcy mogli siedzieć w domu.
    Ciekawe czy Blythe'ów nie bolały serca, kiedy po zwycięskiej wojnie,
    Anglia ( w osobie Lloyda George)na konferencji pokojowej działała
    wyraźnie na rzecz pokonanych Niemiec.
    --
  • aleska 05.12.09, 15:28
    > Trochę to śmieszne,gdy się pomyśli o niechęci jaka panowała w
    > Kanadzie(przynajmniej na kartach utworów LMM ) w stosunku do
    > Francuzów.

    Między Francuzami i Anglikami zawsze (no, przynajmniej od wojny stuletniej) istniały pewne niesnaski, na przełomie XIX i XX w. było to raczej wzajemne poczucie wyższości kulturowej itp. Według mnie stosunek bohaterów książek LMM do Francuzów z Kanady (a przynajmniej z PEI) to właśnie nie niechęć, ale poczucie pewnej wyższości wobec gorzej sytuowanych (parobkowie, ubodzy rolnicy), słabiej wykształconych, mówiących innym językiem (akcentem), wywodzących się z innego kręgu kulturowego (ba, innego państwa!)oraz wyznających inną religię (katolicy!). Co do samej Francji to pojawiają się zarówno akcenty tego poczucia wyższości, ale także przejawy podziwu np. dla sztuki, mody - wyjazd do Paryża, noszenie paryskich sukien to pewnego rodzaju nobilitacja.

    "Chłopcy mogli siedzieć w domu." - Walter siedział przez pewien czas po chorobie i oskarżano go o tchórzostwo.

    > Mieli sie cieszyc z ewentualnego zwyciestwa agresora?
    >
    > No pewnie. Agresor atakował wszak Francję, nie Wielką Brytanię.
    > Pokonana Francja, to silna Wielka Brytania.

    Przed I wojną światową i w jej trakcie stosunki dyplomatyczne między F i WB układały się jednak inaczej - przypomnij sobie ze szkoły trójporozumienie i trójprzymierze oraz entente cordiale: historia.gazeta.pl/historia/1,98592,6488555,Przyczyny_wybuchu_pierwszej_wojny_swiatowej.html
    www.historycy.org/index.php?showtopic=9141
    Anglia ( w osobie Lloyda George)na konferencji pokojowej działała
    > wyraźnie na rzecz pokonanych Niemiec.

    Zamiarem Anglików na konferencji w Wersalu było utrzymanie równowagi europejskiej, tak aby żadne państwo nie było silniejsze od drugiego. Obawiali się, że Francja nadmiernie wzmocni się po wojnie kosztem NIemiec, więc starali się aby warunki traktatu pokojowego nie obciążały za bardzo Niemiec.

  • sowca 05.12.09, 23:30
    "Chłopcy mogli siedzieć w domu." - Walter siedział przez pewien czas
    po chorobi
    > e i oskarżano go o tchórzostwo.

    Jadwigo, co miał znaczyć Twój komentarz: "Chłopcy mogli siedzieć w
    domu"?. Skręca mnie, jak go czytam. Nie jestem specjalnie za
    gloryfikowaniem poległych do granic obrzydliwości, ale mimo to łzy
    mam w oczach, gdy czytam o Jimie i Walterze. Gdy Rilla odczytuje
    ostatni list od Waltera i gdy Wtorek wita Jima na stacji. Odczuwam
    do tych chłopców ogromny szacunek, choć są postaciami fikcyjnymi.
    Jest to też komentarz nie tylko nie na miejscu, ale bez sensu -
    chłopcy bowiem na wojnę poszli i trudno się dziwić, że Blythe'owie
    drżeli o ich los. Gdyby Twoi synowie poszli na wojnę, nie
    martwiłabyś się? Blythe'owie w ogóle bardzo przeżywają wojnę, co
    jest świetnie przedstawione i poniekąd krzepiące. Patrzyli na wojnę
    idealistycznie: chcieli zniszczyć zło, za jakie uważali agresorów. I
    robili to, każdy na swój sposób i w granicach swoich możliwości.
    --
    "W tydzień po ucieczce Freda i George'a Harry był świadkiem, jak
    profesor McGonagall przyłapała Irytka na próbie poluzowania
    kryształowego kandelabra i mógł przysiąc, że słyszał, jak
    powiedziała do poltergeista kątem ust:<<Odkręca się w drugą stronę>>"
  • jadwiga1350 06.12.09, 12:35
    > Jadwigo, co miał znaczyć Twój komentarz: "Chłopcy mogli siedzieć w
    > domu"?. Skręca mnie, jak go czytam. Nie jestem specjalnie za
    > gloryfikowaniem poległych do granic obrzydliwości, ale mimo to łzy
    > mam w oczach, gdy czytam o Jimie i Walterze.


    Rozumiem Cię, Sowco. Ja też miałabym łzy w oczach, ale wtedy, gdyby
    jakiś kraj zaatakował Kanadę i chłopcy walczyliby w obronie swojej
    ziemi. Gdyby Walter oddał życie za Kanadę, a nie za Francję.
    --
  • sowca 06.12.09, 21:35
    A dla mnie to właśnie jeszcze bardziej imponujące! Że chcieli
    walczyć w obronie innego kraju, z którym czuli się związani, a nie w
    obronie ściśle swojej ojczyzny.
    --
    "W tydzień po ucieczce Freda i George'a Harry był świadkiem, jak
    profesor McGonagall przyłapała Irytka na próbie poluzowania
    kryształowego kandelabra i mógł przysiąc, że słyszał, jak
    powiedziała do poltergeista kątem ust:<<Odkręca się w drugą stronę>>"
  • nchyb 23.01.10, 22:16
    a ja tu pozwolę sobie zauważyć, że dla wielu z tych chłopców tak
    naprawdę nie było super ważne, czy walczą za swoją czy za cudzą
    ojczyznę. Najczęściej tacy chłopcy widzą początkowo wojnę jako
    wspaniałą rozrywkę i zabawę. Dopiero po czasie niestety okazuje się,
    ze to nie tylko zabawa, ale i rany, ból, rozpacz i śmieć niestety...
    Wystarczy wspomnieć chociażby przeminęło z wiatrem, gdzie młodzież
    męska z radosną pieśnią na ustach ruszała do walki z wrednymi
    jankesami. Ot, kolejna rozrywka, jak polowanie. Nie znali walk,
    myśleli że to zabawa...
    --
    Kryminały i sensacje
  • jadwiga1350 06.12.09, 11:56
    > Przed I wojną światową i w jej trakcie stosunki dyplomatyczne
    między F i WB układały się jednak inaczej - przypomnij sobie ze
    szkoły trójporozumienie i trójprzymierze oraz entente cordiale:

    Anglia nie ma wiecznych wrogów, ani wiecznych przyjaciół, Anglia ma
    tylko wieczne interesy.


    Obawiali się, że Fra
    > ncja nadmiernie wzmocni się po wojnie kosztem NIemiec,

    Szybko z nich ta "serdeczność" wyparowała

    --
  • spinelli 05.12.09, 17:45
    jadwiga1350 napisała:

    >
    > Trochę to śmieszne,gdy się pomyśli o niechęci jaka panowała w
    > Kanadzie(przynajmniej na kartach utworów LMM ) w stosunku do
    > Francuzów.


    Jadwigo, chcesz prowadzic dyskusje to chociaz nie mysl pojec. Niechec w Kanadzie
    panowala w stosunku do frankofonow nie Francuzow.
    Francuskojezyczna Kanada to nie to samo co Francja.

    Poza tym nie wiem czy Ci wiadomo, ale agresor oprocz Francji, zniszczyl i
    wymordowal takze potezna czesc Europy - i z tego nijak normalnym ludziom nie
    udaloby sie cieszyc.

    Czemu kanadyjscy chlopcy szli na wojne dobrze wiadomo nawet z lektury Rilli. A
    Rilla, jak malo ktora czesc serii odnosi sie do realiow tamtego czasu. LMM
    zamieszcza w niej wrecz fragmenty swoich dziennikow a wiedze i pojecie o swiecie
    miala dosyc rozlegle.

    Moze jak poczytasz raz jeszcze, mniej pobieznie to zrozumiesz to czego nie
    rozumiesz na poczatku tego watku:)
    --
    [img]http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/rd/rj/uema/rJuwuK85kLcq8T1Y5X.jpg[/img]
  • jadwiga1350 06.12.09, 12:26
    > Jadwigo, chcesz prowadzic dyskusje to chociaz nie mysl pojec.
    Niechec w Kanadzi
    > e
    > panowala w stosunku do frankofonow nie Francuzow.
    > Francuskojezyczna Kanada to nie to samo co Francja.


    Skoro bratem nie wydaje się francuski Kanadyjczyk mieszkający za
    płotem, to jakim cudem może wydawać się bratem Francuz mieszkający
    za morzem? I to tak bardzo,że warto własne życie poświęcić, w
    obronie "słodkiej Francji" przed "Hunami"?

    > Poza tym nie wiem czy Ci wiadomo, ale agresor oprocz Francji,
    zniszczyl i
    > wymordowal takze potezna czesc Europy

    Mylisz I wojnę z II wojną światową.

    > Czemu kanadyjscy chlopcy szli na wojne dobrze wiadomo nawet z
    lektury Rilli.

    Ten wybuch entuzjazmu i patriotyzmu brytyjskiego w "Rilli" jest
    zupełnie niezrozumiały.
    W czasie kiedy toczy się akcja cyklu o Ani,I wojna światowa nie jest
    jedyną wojną w jakiej brała udział Wielka Brytania.Kiedy toczyły się
    wojny burskie, Gilbert Blythe, czy tam Tadzio, nie rzucali
    wszyskiego i nie jechali do Afryki. Jakoś wtedy nikomu nie zależało
    żeby walczyć w obronie swej ojczyzny, Anglii.
    A w Rilli wszyscy owładnięci owczym pędem, na wyścigi jadą do
    Francji.
    A biednego Gilberta skręca ze strachu, że Niemcy zbliżają się do
    Paryża.Tak jakby dla kogoś mieszkającego w Kanadzie była to sprawa
    życia i śmierci.

    > Moze jak poczytasz raz jeszcze, mniej pobieznie to zrozumiesz to
    czego nie
    > rozumiesz na poczatku tego watku:)

    Czytam dokładnie, na pewno dużo dokładniej, niż Ty czytasz posty na
    forum.
    --
  • spinelli 06.12.09, 16:37
    jadwiga1350 napisała:

    >
    > Mylisz I wojnę z II wojną światową.
    >

    > Ten wybuch entuzjazmu i patriotyzmu brytyjskiego w "Rilli" jest
    > zupełnie niezrozumiały.

    Kiedy toczyły się
    > wojny burskie, Gilbert Blythe, czy tam Tadzio, nie rzucali
    > wszyskiego i nie jechali do Afryki.


    > A w Rilli wszyscy owładnięci owczym pędem, na wyścigi jadą do
    > Francji.


    Jadwigo, jeszcze raz zaproponuje, zebys powtorzyla pewne wiadomosci. Trudno
    dyskutowac z ignorancja. I to jeszcze z trollowatym charakterem.

    Spin
    --
    [img]http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/rd/rj/uema/rJuwuK85kLcq8T1Y5X.jpg[/img]
  • jadwiga1350 06.12.09, 17:25
    Widzę,że lubisz leczyć na tym forum swoje kompleksy. Czy myślisz, że
    jak mi zarzucisz ignorancję,to sama przez to będziesz mądrzejsza?
    Zawsze gdy nie umiesz odpowiedzieć na pytanie,zarzucasz innym
    niewiedzę?
    Przestań wreszcie zajmować się moją wiedzą, czy niewiedzą, bo to
    forum nie jest mi poświęcone tylko Lucy Maud Montgomery.

    --
  • sowca 06.12.09, 21:48
    >
    > > Mylisz I wojnę z II wojną światową.

    Statystyki mówią o 10 milionach zabitych i 22 milionach rannych.

    "Intensywność walk na frontach I wojny światowej powodowała, że
    średnio 10% walczących żołnierzy ginęło (co jest bardzo wysokim
    odsetkiem w porównaniu np. do 5% czasie wojny burskiej i do 4,5%
    zabitych w czasie II wojny światowej). Siły brytyjskie i wojska z
    dominiów straciły około 12% zabitych, a ogólny stosunek strat
    wynosił 56%" (cytat z Wikipedii).

    Więc o czym my mówimy? To była pierwsza wojna na tak ogromną skalę.
    Trudno się dziwić, ze Kanadyjczycy tak ją przeżywali. A Blythe'owie,
    którzy mieli na froncie 3 synów, musieli ją przeżywać szczególnie.
    --
    Nie myl zbiegu okoliczności z przeznaczeniem.
  • jadwiga1350 07.12.09, 10:21
    Oczywiście,że I wojna była niezwykle krwawa. Nikt temu nie może
    zaprzeczyć.Odniosłam się do tego słowa "wymordował". Raczej trudno,
    o żołnierzach siedzących w okopach i strzelających do siebie mówić,
    że się mordują.Bo wtedy musielibyśmy też stwierdzić, że Francuzi i
    Anglicy mordowali Niemców.Mordowanie, to stosunek wojsk do ludności
    cywilnej.Cokolwiek by mówić o okrucieństwie I wojny, to przecież nie
    dochodziło wtedy do masowych mordów ludności cywilnej, do tworzenia
    obozów koncentracyjnych,tego wszystkiego co przyniosła nam II wojna.
    --
  • rain.drop1 15.01.10, 09:53
    jadwiga1350 napisała:
    > Ten wybuch entuzjazmu i patriotyzmu brytyjskiego w "Rilli" jest
    > zupełnie niezrozumiały.
    > W czasie kiedy toczy się akcja cyklu o Ani,I wojna światowa nie
    jest
    > jedyną wojną w jakiej brała udział Wielka Brytania.Kiedy toczyły
    się
    > wojny burskie, Gilbert Blythe, czy tam Tadzio, nie rzucali
    > wszyskiego i nie jechali do Afryki. Jakoś wtedy nikomu nie
    zależało
    > żeby walczyć w obronie swej ojczyzny, Anglii.


    Aby to zrozumieć, trzeba przestawić się na zupełnie inne kategorie
    myślenia i postrzegania rzeczywistości.
    Dobrze to zilustrują słowa osoby z tamtych czasów. Agatha Cgristie w
    swojej "Autobiografii" tak opisała ten moment:

    " Anglia przystąpiła do wojny. Stało się.
    Trudno mi będzie wyłożyć różnicę między tym, co czuliśmy wówczas i
    teraz. Teraz jesteśmy przerażeni, może i zdziwieni, lecz tak
    naprawdę nie zaskoczeni tym, że wybuchają wojny, wszyscy bowiem
    zdajemy sobie sprawę, że do wojen dochodzi; zdarzało się to w
    przeszłości i może zdarzyć się znowu lada moment. Od ostatniej wojny
    minęło ile lat? Pięćdziesiąt czy więcej? Co prawda, mieliśmy wielką
    wojnę burską i utarczki w Pendżabie, ale nie były to wojny, które
    dotykałyby nasz kraj - w gruncie rzeczy chodziło raczej o wielkie
    wojenne manewry, utrzymywanie potęgi na odległych terenach. To
    natomiast było co innego - znaleźliśmy się w stanie wojny z
    Niemcami. "

    To chyba wyjaśnia wystarczająco, co czuli ówcześni. Ponadto:

    "Okazało się, że trudno wkręcić się do szpitala (przerobionego z
    ratusza) i pielęgnować rannych - konkurencja była bardzo duża. Do
    opieki ściśle pielęgniarskiej wybierano przede wszystkim osoby w
    średnim wieku i takie, które miały jakieś doświadczenie w zajmowaniu
    się mężczyznami w chorobie. Młode panny do takich zajęć się nie
    nadawały. (...)

    Ucieczkę starszych kandydatek na pielęgniarki przyspieszył fakt, że
    najwcześniejsza partia rannych przybywała prosto z okopów z
    opatrunkami polowymi i głowami pełnymi wszy. Większość dam z Torquay
    nigdy na oczy nie widziała wszy - ja zresztą też - i szok wywołany
    znalezieniem tego robactwa to już dla starszych nieszczęśnic był
    zbyt dużym przeżyciem."

    Wówczas ludzie nie zdawali sobie tak dokładnie sprawy z tego, czym
    tak na prawdę jest wojna: nie ta wspaniała, z malarstwa
    batalistycznego, ale ta prawdziwa, brudna i zła. Chłopcy, który tak
    chętnie wyjeżdżali, też zapewne do końca nie byli świadomi, jak to
    na prawdę będzie wyglądało.
  • rain.drop1 15.01.10, 09:54
    Agatha Christie, przepraszam za literówkę.
  • nchyb 23.01.10, 22:23
    > batalistycznego, ale ta prawdziwa, brudna i zła. Chłopcy, który
    tak
    > chętnie wyjeżdżali, też zapewne do końca nie byli świadomi, jak to
    > na prawdę będzie wyglądało.
    smutne to ale prawdziwe. Młodzież męska potrzebuje niemal jak tlenu -
    siłowania się ze sobą. Już młode szczeniaki i lwiątka siłują się ze
    sbą i walczą. Chłopcy też tego potrzebują. Czy to będą walki w stylu
    Chłopców z placu broni, czy kłotnie międzupodwórkowe, czy też
    potyczki i wojenki. Z opowieści rodziny wiem, że nawet powstanie
    warszawskie czy też partyzantka, a zapewne i powstania listopadowe i
    styczniowe to nie były tylko zrywy niepodległościowe - ale i
    zwyczajna potrzeba sprawdzenia się młodych chłopców, którzy
    wierzyli, że im się nic nie stanie, a to będzie dobra zabawa.
    niestety, zazwyczaj nie była...

    a co do wojny burskiej - to raczej wstydliwy okres dla brytanii i
    swoimi własnymi obozami koncentrcyjnymi chwalić się nie lubią.
    --
    Kryminały i sensacje
  • blanacz 04.12.09, 09:58
    Może w "Kanadzie" było podobnie jak w "Przeminęło z wiatrem", gdzie
    służący miał prawo mówić, co chciał, i wręcz nie wypadało okazywać, że
    słyszy się jego komentarze?
  • jadwiga1350 04.12.09, 22:31
    blanacz napisała:

    > Może w "Kanadzie" było podobnie jak w "Przeminęło z wiatrem",
    gdzie
    > służący miał prawo mówić, co chciał, i wręcz nie wypadało
    okazywać, że
    > słyszy się jego komentarze?

    To zupełnie inna sytuacja. W "Przeminęło z wiatrem", Mammy jasno
    mówi co się jej nie podoba w postępowaniu Scarlett. Ale Mammy to
    zaufana służąca,która zna swą panienkę od urodzenia.W stosunku do
    innych osób, niania nie była taka bezpośrednia.Początkowo nie
    cierpiała Retta Butlera,jednak zawsze była dla niego grzeczna i
    uprzejma.
    Ale żeby służąca niegrzecznie odzywała się do gościa swoich
    pracodawców, to coś niesłychanego.Nawet jeśli jest zżyta z panią
    domu i wie że gość nie jest mile widziany przez gospodarzy.
    --
  • blanacz 07.12.09, 07:16
    A na początku książki? Bodajże Pork krytykuje wszystko, na czym świat
    stoi. Relacja Mammy-Scarlett czy Mammy-Rhett to zupełnie inna para
    kaloszy, przyznaję.
  • sta-fraszka 19.12.09, 05:31
    Jeszcze co do tych chlopcow na wojnie...
    Historia Kanady jest z historia Wielkiej Brytanii bardzo scisle zwiazana. Nawet
    dzis przeciez to Krolowa Elzbieta jest oficjalnie glowa panstwa, choc wladze
    dzierzy premier.
    Wiec do I Wojny przystapila Kanada automatycznie, wraz z deklaracja Wielkiej
    Brytanii o przystapieniu. Na takich samych zasadach przystapila, zdaje sie, Nowa
    Funlandia, wowczas oddzielne panstwo.

    Wiec drza o Paryz, bo Londyn za kanalem :)

    A co do sluzby... czym innym jest Poludnie w latach 60. wieku XIX a czym innym
    wschodnia Kanada w wieku XX (skoro Rilla jest niemowleciem a potem maluchem, a w
    roku 1914 ma lat NASCIE to wizyta ciotki nastapila najpozniej na przelomie
    wiekow. Wiec obyczaje tez juz nie do konca te.
    Do tego Zuzanna byla sluzaca niewatpliwie specyficzna, na co narzeka przeciez
    (posrednio) nawet panna Kornelia.
    --
    Chron przed glodem i zamiecia drogi Mikolaju Swiety
    baloniki przynies dzieciom, starszym zabierz mankamenty.
    Niech sie ludzie dogadaja, daj im lezke szczescia w oku
    a tym, ktorzy go nie maja, daj na swieta... swiety spokoj.
  • jadwiga1350 20.12.09, 15:42
    > Historia Kanady jest z historia Wielkiej Brytanii bardzo scisle
    zwiazana. Nawet
    > dzis przeciez to Krolowa Elzbieta jest oficjalnie glowa panstwa

    Pewnie, tylko w całej Ani mało mamy wzmianek o Wielkiej Brytanii a
    patriotyzmu brytyjskiego wcale nie widać. Nie widać, że Wielka
    Brytania jest ojczyzną, macierzą. Nawet takie ważne wydarzenie dla
    całego imperium, jak śmierć królowej Wiktorii po 64 latach
    panowania, nie znajduje odbicia u LMM. A przecież mniej więcej w tym
    czasie toczy się akcja Ani ze Złotego Brzegu.
    W Ani z Zielonego Wzgórza, czy w Wymarzonym domku Ani, ludzi
    interesują wybory w Kanadzie i sprawy czysto lokalne, a nie to co
    się dzieje w Anglii.
    Dlatego dla mnie ten wybuch entuzjazmu i patriotyzmu w "Rilli" jest
    nieco dziwny i mnie nie przekonuje.

    > Wiec do I Wojny przystapila Kanada automatycznie, wraz z
    deklaracja Wielkiej
    > Brytanii o przystapieniu.

    Więc chyba taka sama sytuacja była z wojnami toczonymi przez Wielką
    Brytanię w Afryce. Gilbert powinien rzucić wszystko,jechać do Afryki
    (może zostałby tam strażnikiem w obozie koncentracyjnym, kto wie?)i
    pisać do Ani płonące tęsknotą listy.Ania powinna pękać z dumy, że
    jej ukochany walczy za ojczyznę.


    > A co do sluzby... czym innym jest Poludnie w latach 60. wieku XIX
    a czym innym
    > wschodnia Kanada w wieku XX

    Wydaje się mi że służba była służbą,niezależnie od epoki, czy
    szerokości geograficznej.Służba miała z pokorą i oddaniem służyć
    państwu.
    Zuzanna Baker powinna z wielkim uszanowaniem( nawet jeśli tego
    nienawidziła)odzywać się do ciotki Mary Blythe:"tak proszę
    pani", "nie proszę pani", "jak pani sobie życzy", itp., itd.
    Jeśli odezwałaby się niegrzecznie,to pracodawcy podziękowaliby jej
    za służbę.
    Więc całe to pyskowanie Zuzanny do ciotki Mary Marii, trzeba włożyć
    między bajki.

    --
  • supervixen 20.12.09, 18:16
    No jakże to, przecież Ania sama mówi, że jest 'niezwykle lojalna' :D W rozdziale
    Bezdroża wyobraźni, kiedy opowiada Maryli o tym, że wraz z Dianą odkryły jakąś
    wysepkę i nazwały ją Wyspa Wiktorii, bo był to akurat dzień urodzin królowej ;)


    --
    - Największym szczęściem jest - rzekła Joanna - kichnąć, kiedy się ma na to ochotę.
  • sowca 20.12.09, 23:47
    adwiga1350 napisała:

    > > Historia Kanady jest z historia Wielkiej Brytanii bardzo scisle
    > zwiazana. Nawet
    > > dzis przeciez to Krolowa Elzbieta jest oficjalnie glowa panstwa
    >
    > Pewnie, tylko w całej Ani mało mamy wzmianek o Wielkiej Brytanii a
    > patriotyzmu brytyjskiego wcale nie widać. Nie widać, że Wielka
    > Brytania jest ojczyzną, macierzą. Nawet takie ważne wydarzenie dla
    > całego imperium, jak śmierć królowej Wiktorii po 64 latach
    > panowania, nie znajduje odbicia u LMM. A przecież mniej więcej w
    tym
    > czasie toczy się akcja Ani ze Złotego Brzegu.
    > W Ani z Zielonego Wzgórza, czy w Wymarzonym domku Ani, ludzi
    > interesują wybory w Kanadzie i sprawy czysto lokalne, a nie to co
    > się dzieje w Anglii.
    > Dlatego dla mnie ten wybuch entuzjazmu i patriotyzmu w "Rilli"
    jest
    > nieco dziwny i mnie nie przekonuje.


    Przez cały czas trwania poszczególnych części trwania "Ani..." nie
    było aż takiej wstrząsającej sytuacji jak I wojna światowa.
    Oczywiście, była śmierć Wiktorii, ale powiedzmy sobie szczerze -
    smierć starej królowej jest wydarzeniem przykrym, ale dość
    spodziewanym i nie na tak szeroką skalę. Natomiast I wojna światowa
    była naprawdę wstrząsem i traumą - zauważmy, że chyba w Szumiących
    Topolach Ania mówi, że nie wyobraża sobie, żeby Kanada mogła jeszcze
    kiedyś wziąć udział w wojnie, że cywilizacja i tak dalej.

    > Więc chyba taka sama sytuacja była z wojnami toczonymi przez
    Wielką
    > Brytanię w Afryce. Gilbert powinien rzucić wszystko,jechać do
    Afryki
    > (może zostałby tam strażnikiem w obozie koncentracyjnym, kto wie?)
    i
    > pisać do Ani płonące tęsknotą listy.Ania powinna pękać z dumy, że
    > jej ukochany walczy za ojczyznę.
    >

    Mam wrażenie, że w ogóle nie rozumiesz, jak bardzo wyjątkowa, w
    negatywnym znaczeniu, była I wojna światowa. Oczywiście, Wielka
    Brytania prawie zawsze była uwikłana w jakis konflikt, podbijała
    kraje, kraje się buntowały i tak dalej. Ale to nigdy dotąd nie było
    na taką skalę, tak z zaskoczenia (przynajmniej dla niektórych: jak
    Zuzanna lekceważąco potraktowała wzmiankę o zamordowaniu arcyksięcia
    w Sarajewie!). Wojna, między dwoma cywilizowanymi mocarstwami,
    musiała wzbudzić szok. A co za tym idzie, wielokrotnie chęć
    przyłączenia się do walki w obronie Ojczyzny.
    --
    "W tydzień po ucieczce Freda i George'a Harry był świadkiem, jak
    profesor McGonagall przyłapała Irytka na próbie poluzowania
    kryształowego kandelabra i mógł przysiąc, że słyszał, jak
    powiedziała do poltergeista kątem ust:<<Odkręca się w drugą stronę>>"
  • jadwiga1350 03.02.19, 14:20
    > Oczywiście, była śmierć Wiktorii, ale powiedzmy sobie szczerze -
    > smierć starej królowej jest wydarzeniem przykrym, ale dość
    > spodziewanym i nie na tak szeroką skalę.

    Pewnie tak, ale żeby ani jednej malutkiej wzmianki? Czy o innych ważnych sprawach dotyczących całego Imperium?

    To tak jakby dzisiaj ktoś napisał powieść, której akcja toczy się w latach 2010-2018, bohaterami są patrioci i monarchiści, a nie ma tam ani jednego wtrętu o ślubie Williama i Kate, narodzinach ich dzieci, itp.
  • sowca 20.12.09, 23:51
    Post pod postem, ale trudno, wytłumaczę Ci to na przykładzie: jak
    myślisz, czy gdyby teraz jakieś państwo zaatakowało Polskę, to nie
    obudziłby się w ludziach patriotyzm,nie ruszyli by do walki, czy
    sprawa tej wojny nie byłaby na ustach wszystkich? Przypuszczam, że
    tak. A przecież Polska bierze udział w operacjach (de facto, w
    wojnie) w Iraku i w Afganistanie, a mimo to młodzieńcy nie rzucają
    się tysiącami do walki.
    --
    "W tydzień po ucieczce Freda i George'a Harry był świadkiem, jak
    profesor McGonagall przyłapała Irytka na próbie poluzowania
    kryształowego kandelabra i mógł przysiąc, że słyszał, jak
    powiedziała do poltergeista kątem ust:<<Odkręca się w drugą stronę>>"
  • sta-fraszka 21.12.09, 19:20
    jadwiga1350 napisała:

    Wydaje się mi że służba była służbą,niezależnie od epoki, czy
    > szerokości geograficznej.Służba miała z pokorą i oddaniem służyć
    > państwu.
    > Zuzanna Baker powinna z wielkim uszanowaniem( nawet jeśli tego
    > nienawidziła)odzywać się do ciotki Mary Blythe:"tak proszę
    > pani", "nie proszę pani", "jak pani sobie życzy", itp., itd.
    > Jeśli odezwałaby się niegrzecznie,to pracodawcy podziękowaliby jej
    > za służbę.
    > Więc całe to pyskowanie Zuzanny do ciotki Mary Marii, trzeba włożyć
    > między bajki.
    >

    No nie chciałabym być niegrzeczna, ale obawiam się, że może Ci się źle wydawać.
    Czterdzieści lat, rasa (jakkolwiek okropnie to brzmi) i kompletnie inne tradycje
    robią różnicę.

    Nikt nie mówi, że zachowanie Zuzanny było propagowane, pożądane pochwalane, ale
    bardzo możliwie, że mogło istnieć. Nie jako norma, bo kto by normę opisywał. Ale
    nie było wcale takie niemożliwe.
    Spójrz na Rebekę Dew w "Szumiących Topolach". Też się specjalnie nie cenzuruje.
    --
    Chron przed glodem i zamiecia drogi Mikolaju Swiety
    baloniki przynies dzieciom, starszym zabierz mankamenty.
    Niech sie ludzie dogadaja, daj im lezke szczescia w oku
    a tym, ktorzy go nie maja, daj na swieta... swiety spokoj.
  • minerwamcg 24.12.09, 08:37
    Ja w temacie Zuzanny.
    Mam wrażenie, że większość moich szanownych Rozmówców czerpie wiedzę
    o stosunkach między państwem a służbą z powieści o życiu
    arystokracji albo ze wspomnień swoich babć-hrabin. Tam są realia, w
    których mówi się "niech Józef zaprzęga", są panicze i panienki,
    służące dygają i mówią "tak, psze pani", a jeśli ośmielą się odezwać
    niepytane, to się je odprawia i przyjmuje następne.

    Tymczasem ja nie jestem żadna hrabianka. Dziadek przed wojną miał
    mały mająteczek i sklep, nawet w realiach galicyjskiego miasteczka
    był człowiekiem zaledwie średniozamożnym. No dobrze, troszkę więcej
    niż średnio. Ot, mniej więcej na poziomie prowincjonalnego doktora z
    dobrą praktyką :)
    Moja babcia miała służącą. O gafach i niewyparzonym języku Jasi
    można było napisać książkę. Opowiadało się o nich w długie zimowe
    wieczory. Mimo to babci w życiu nie przyszłoby do głowy odprawienie
    Jasi - była członkiem rodziny, zrosła się z domem i wszędzie czuło
    się jej obecność, jeszcze długo po jej śmierci. O dobrą służącą
    bynajmniej nie było łatwo - zmiana takowej powodowała w
    gospodarstwie domowym małe trzęsienie ziemi. Znaleźć kogoś, na kogo
    można liczyć, komu by można zaufać, osobę pewną i bezwzględnie
    uczciwą - to nie była łatwa sprawa. Poza tym babcia doskonale
    zdawała sobie sprawę, że wierniejszej i bardziej kochającej niańki
    dla swoich dzieci (mojej matki i wuja) nie znajdzie nigdzie, choćby
    szukała ze świecą.
    Dlatego Jasi wybaczało się wiele, a kiedy w latach 50. umarła,
    babcia kazała ją pochować w rodzinnym grobowcu.
    I tak myślę, że Zuzanna była dla Blythe'ów kimś podobnym.
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • jadwiga1350 25.12.09, 21:35
    Fakt, że służąca nie dygała przed państwem, nie całowała pani w
    rękę,czy nie używała formułek w rodzaju "proszę jaśnie wielmożnej
    pani" nie znaczy że mogła czuć się w domu chlebodawców swobodnie i
    mówić co jej się żywnie podoba.
    Kontakty między państwem a służbą mogły być poufałe. Pani domu (z
    braku lepszych rozrywek) mogła plotkowac ze służąca w kuchni, i w
    ogóle "przyjaźnić się". Ale to nie zmieniało faktu, że służąca nadal
    była służącą i jej świętym obowiązkiem było "służyć"
    Jest rożnica między popełnianiem gaf, a świadomym obrażaniem gości
    państwa domu. Chyba Jasia mimo swego niewyparzonego języka nie
    obrażała gości swojej chlebodawczyni? ( Pani domu mogła nie znosić
    kogoś, kto wprosił się z wizytą, ale takie szarogęszenie się
    służącej było nie do przyjęcia, bo jednocześnie uderzało w pozycję
    pani domu)
    Można wybaczyć cięty język i brak manier, ale nie swoisty "zamach",
    na prawa pani domu.

    Jasia była traktowana jak członek rodziny. Ale gdyby już dorosły
    Zbyś chciał poślubić Jasię,to nie wiem czy dla babci Minerwy,
    służąca byłaby wtedy kimś "równym" i "członkiem rodziny". W życiu i
    w litersturze jest cała masa służących,którzy dopóki byli członkami
    rodzin swoich pracodawców,czy też ich przyjaciółmi, dopóki nie
    próbowali z tego prawa korzystać i siedzieli cicho w kącie.

    Zuzanna Baker, według słów Ani, była członkiem rodziny. Jednak Ania
    nie traktowała Bakerówny,jak kogoś sobie równego. Stosunek pani
    Blythe do służącej cechowała pobłażliwa życzliwość.
    Natomiast Zuzanna wielbiła swoją "panią doktorową Blythe" i wręcz
    padała przed nią plackiem.

    Nawet w dzisiejszych czasach( gdy kwitnie równość i demokracja),
    ktoś zatrudniający służącą(jeśli można tak powiedzieć)na pewno nie
    pozwoliłby jej obrażać swoich gości
  • sowca 25.12.09, 22:26
    No nie powiedziałabym. Rebeka Dew zachowuje się identycznie w
    stosunku do kuzynki Ernestiny czy jak jej tam było, w "Szumiących
    Topolach". I choć ciocie stwierdziły, że było to skandaliczne, nie
    zareagowały. Poza tym bez przeady, Zuzanna nie obrażała ciotki Mary
    Marii tak bardzo.
    --
    Nie myl zbiegu okoliczności z przeznaczeniem.
  • sta-fraszka 28.12.09, 14:30
    Dokladnie tak - Rebeca jak i Zuzanna mowi co ma do powiedzenia (i ucieka do kuchni).

    Ja mysle ze za malo wiemy na temat tego jakie uklady panowaly miedzy sluzba a
    zamozna klasa srednia na przelomie wiekow w atlantyckiej Kanadzie.
    Moze wlasnie bylo tak, ze ta sluzba mowila to, czego panstwu powiedziec nie
    wypadalo ( I W TE PEDY UCIEKALA DO KUCHNI). I panstwo byli niewinni a na sluzaca
    sie narzekalo.

    Owszem, jest mozliwe ze Rebeca i Zuzanna sa wyjatkami. Ale mysle tez, ze gdyby
    posunely sie za daleko ich pracodawcy zmusiliby je do przeproszenia.

    Normalnie ZAINTRYGOWANA poszukam czegos na temat stosunkow miedzy sluzba a
    pracodawcami w Kanadzie jak sie tylko biblioteka otworzy po swietach.

    --
    Chron przed glodem i zamiecia drogi Mikolaju Swiety
    baloniki przynies dzieciom, starszym zabierz mankamenty.
    Niech sie ludzie dogadaja, daj im lezke szczescia w oku
    a tym, ktorzy go nie maja, daj na swieta... swiety spokoj.
  • jhbsk 31.12.09, 20:54
    A jak kot, na którego Rebeka wiecznie narzekała został oddany, to przecież
    Rebeka zrobiła piekielną awanturę.
    --
    JS
  • jhbsk 31.12.09, 20:55
    Przepraszam za skuchę (podwójne użycie imienia Rebeka).
    --
    JS
  • serducho_m 23.01.10, 02:14
    > Moze wlasnie bylo tak, ze ta sluzba mowila to, czego panstwu powiedziec nie
    > wypadalo ( I W TE PEDY UCIEKALA DO KUCHNI). I panstwo byli niewinni a na sluzac
    > a
    > sie narzekalo.
    hihihihi :)) calkiem mozliwe.
    natomiast ja osobiscie mysle ze Zuzanna po prostu tak wrosla w rodzine, ze
    czytajac nigdy nie mialam wrazenia ze jest sluzaca, a raczej wlasnie czlonkiem
    rodziny... poza tym i Gilbert i Ania byli zmeczeni przedluzajaca sie wizyta
    wrednej ciotki, a Zuzanna przeciez dla "panstwa doktorostwa" zrobilaby wszystko
    prawda? :))





    --
    zycie jest za krotkie, by zyc byle jak
  • minerwamcg 30.12.09, 22:43
    > Jasia była traktowana jak członek rodziny. Ale gdyby już dorosły
    > Zbyś chciał poślubić Jasię,to nie wiem czy dla babci Minerwy,
    > służąca byłaby wtedy kimś "równym" i "członkiem rodziny". W życiu
    i
    > w litersturze jest cała masa służących,którzy dopóki byli
    członkami
    > rodzin swoich pracodawców,czy też ich przyjaciółmi, dopóki nie
    > próbowali z tego prawa korzystać i siedzieli cicho w kącie.

    Yyyy? A czy Walter chciał poślubić Zuzannę???
    --
    - Tu, tu, ptaszek! On zmarznie! Ćwir, ćwir, ćwir! Tiu, tiu, tiu, zabierz to, zabierz to, mokre! Ptaszek, ptaszek! Już już, nóżki, paluszki…! Sweterek! Podnieś to, podnieś, ptaszek, ptaszek, fiu, fiu, cicho, cicho, już, on jest głodny, gdzie butelka, ptaszek…!!!
  • pontecorvo 31.12.09, 10:44
    > Yyyy? A czy Walter chciał poślubić Zuzannę???

    Udana byłaby para:)))
  • jadwiga1350 01.01.10, 22:55
    Wyobraźmy sobie taką sytuację:
    Gdzieś tak w czasie w którym toczy się akcja Doliny Tęczy, zamożny
    doktor Blythe zatrudnia jeszcze jedną służącą. Powiedzmy
    czternastolatkę,z rybackiej wioski,kogoś w stylu Karoliny
    Czwartej.Chce w ten sposób ulżyć Zuzannie, która już się starzeje,
    dzieci rosną, pracy w domu nie ubywa, a ukochana małżonka stroi
    fochy i czuje się "zmęczona".
    Na dorosłą służącą Gilberta nie stać, gdyż podróż po Europie
    pochłoneła wszystkie jego pieniądze.
    Jest więc ta czternastolatka, wierna pomocnica Zuzanny i pani
    doktorowej Blythe, traktowana jak "członek rodziny".
    Mijają lata, rosną dzieci Blythe'ów, dorasta też owa czternastolatka.
    Nadchodzi rok 1914,dwudziestoletni Walter Blythe dostrzega urodę i
    zalety ducha młodej służącej. Uświadamia sobie, że kocha ją nad
    życie.Mówi dziewczynie o swoim uczuciu, a ona również wyznaje mu swą
    miłość.
    Walter powiadamia rodziców o swoich planach małżeńskich, mówi kim
    jest narzeczona.
    Jak Ania i Gilber to przyjmują????

    Albo inna sytuacja:
    Dorosły Walter Blythe spotyka przypadkiem Jankę Penglly. Dawna
    koleżanka Di jest teraz piękną, dorosłą, kobietą.Nadal ma bujną
    fantazję,która pociąga marzycielskiego Waltera. Młody Blythe
    zakochuje się w Jance i prosi ją o rękę. Janka się zgadza.
    Walter, ponieważ pamięta z dzieciństwa niechęć matki do rodziny
    Pengllych, namawia narzeczoną na ślub w tajemnicy.
    Po ślubie oboje udają się do Złotego Brzegu i wyznają prawdę
    rodzinie.
    Jak Ania powita nową synową w rodzinie? Czy otworzy przed nią
    ramiona i przytuli do macierzyńskiego serca? Czy zapomni o czasach w
    których uważała dzieci Pengllych za nieodpowiednie towarzystwo dla
    swoich dzieci?
    --
    Próbowałem zwrócić uwagę konduktora,że to Piłsudski, ale
    konduktorowi nazwisko to nic nie mówiło. Wtedy Warszawę emocjonował
    Zdzisław Lubomirski.
  • spinelli 02.01.10, 07:28
    > Jak Ania powita nową synową w rodzinie? Czy otworzy przed nią
    > ramiona i przytuli do macierzyńskiego serca? Czy zapomni o czasach w których
    uważała dzieci Pengllych za nieodpowiednie towarzystwo dla
    > swoich dzieci?<<

    Tu akurat moge mocno podejrzewac, ze jesli Ania reprezentuje te same wartosci
    jakim holdowala jej literacka matka to zrobi to co LMM uczynila ze zwiazkiem
    Stuarta z Joy Laird, ktorej najwiekszym przestepstwem bylo to, ze byla corka
    pijaka - lokalnego bimbrownika z czasow prohibicji. Montgomery nie tylko rozbila
    te budzaca sie ale paskudnie wyrazila sie o biednej Joy w swoich dziennikach.
    Stuart - the good son - okazal sie zbyt slaby by sprzeciwic sie matce, ktora
    mimo, ze w ciezkiej depresji z powodu choroby psychicznej meza, i ohydnego
    prowadzenia sie starszego syna wciaz potrafila wywierac na mlodszym moralny
    szantaz.

    Byc moze Ania jako uosobienie macierzynstwa nie nakazalaby Walterowi tak ot
    zerwac z niegodna Blyteów panna ale udane zemdlenie na kazda wzmianke o
    niegodnej albo teatralne zlapanie sie za serce, ewentualnie mimochodne opowiesci
    o wyrodnych synach bedacych powodem przedwczesnego zejscia matki do grobu
    zrobilyby swoje.

    Co do zas panien sluzacych jak Zuzanna to zupelnie insza inszosc - nalezy
    poczytac Dzienniki, w ktorych stoi czarno na bialem jak ciezko bylo sie pozbyc
    nawet niekochanej sluzacej - LMM przez lata nie mogla zwolnic Lily Meyers bo
    obawiala sie plotek jakie ta moglaby rozsiewac (co z reszta i tak czynila caly
    czas) na temat domu chlebodawcow. Maud znosila fumy i humory Lily rowniez
    dlatego, ze ciezko bylo o pracowita sluzaca.


    --
    [img]http://fotoforum.gazeta.pl/photo/2/rd/rj/uema/rJuwuK85kLcq8T1Y5X.jpg[/img]
  • jadwiga1350 02.01.10, 22:10
    A co właściwie takiego złego robił starszy syn LMM?
    --
    Próbowałem zwrócić uwagę konduktora,że to Piłsudski, ale
    konduktorowi nazwisko to nic nie mówiło. Wtedy Warszawę emocjonował
    Zdzisław Lubomirski.
  • supervixen 02.01.10, 17:30
    A co do drugiej sytuacji, LMM opisała coś zbliżonego w drugiej części Pat.

    PS. Ona się nazywała Janka Penny (Jenny Penny :))

    --
    - Największym szczęściem jest - rzekła Joanna - kichnąć, kiedy się ma na to ochotę.
  • sta-fraszka 05.01.10, 02:37
    A co do pierwszej - mlody Miller poslubia "takie nic bez nazwiska" czyli Mary
    Vance w "Rilli". Rodzina Millera sie czepia a on robi swoje.
    Ja wiem ze mlody sklepikarz Miller to nie to samo co Blythe'owie, ale zawsze.

    No i jeszcze jest postrzeganie samej Ani przez rodzine Roberta - przeciez to
    przepasc klasowa taka sama albo i wieksza.

    Mysle, ze gdyby sie okazalo, ze dziewczyna, mimo ze sluzaca, jest z dobrego domu
    (znaczy ma uczciwych rodzicow) i "znajaca Jozefa", wszystko by przeszlo.

    Hmm... Albo majaca ambicje, jak Perry Miller w "Emilce", ktory moze i
    Burnley'ownie do piet nie dorastal, ale mial to gleboko w nosie i siegal po co
    mial ochote bez kompleksow.

    Poza tym - w nawiazaniu do watku - jest roznica miedzy braniem slubu miedzy
    klasami a wyrazaniem swojego zdania przez Zuzanne tudziez Rebecce.

    Daj sie obronic, pojde szukac o stosunkach miedzy sluzba a panstwem w
    atlantyckiej Kanadzie na poczatku XX wieku.
    Mimo ze, droga Jadwigo, z calym szacunkiem uwazam ze sie lekko czepiasz.
    Bo argumentow i przykladow padlo od groma i troche.
    --
    Chron przed glodem i zamiecia drogi Mikolaju Swiety
    baloniki przynies dzieciom, starszym zabierz mankamenty.
    Niech sie ludzie dogadaja, daj im lezke szczescia w oku
    a tym, ktorzy go nie maja, daj na swieta... swiety spokoj.
  • jadwiga1350 05.01.10, 14:21
    > No i jeszcze jest postrzeganie samej Ani przez rodzine Roberta -
    przeciez to
    > przepasc klasowa taka sama albo i wieksza.

    Jakby tak było,to matka Roberta nigdy by się nie poniżyła do
    złożenia Ani wizyty.

    >
    > Poza tym - w nawiazaniu do watku - jest roznica miedzy braniem
    slubu miedzy
    > klasami a wyrazaniem swojego zdania przez Zuzanne tudziez Rebecce.

    Oczywiście, że jest duża różnica. Ten "ślubny wątek" tak mi się
    rozwinął jako reakcja na "służącą-członka rodziny"

    >> z calym szacunkiem uwazam ze sie lekko czepiasz

    Okej, może nie mam racji w służebnym temacie.
    --
    Próbowałem zwrócić uwagę konduktora,że to Piłsudski, ale
    konduktorowi nazwisko to nic nie mówiło. Wtedy Warszawę emocjonował
    Zdzisław Lubomirski.
  • sta-fraszka 05.01.10, 02:30
    jadwiga1350 napisała:

    > Wyobraźmy sobie taką sytuację:
    > Gdzieś tak w czasie w którym toczy się akcja Doliny Tęczy, zamożny
    > doktor Blythe zatrudnia jeszcze jedną służącą. Powiedzmy
    > czternastolatkę,z rybackiej wioski,kogoś w stylu Karoliny
    > Czwartej.Chce w ten sposób ulżyć Zuzannie, która już się starzeje,
    > dzieci rosną, pracy w domu nie ubywa, a ukochana małżonka stroi
    > fochy i czuje się "zmęczona".
    > Na dorosłą służącą Gilberta nie stać, gdyż podróż po Europie
    > pochłoneła wszystkie jego pieniądze.
    > Jest więc ta czternastolatka, wierna pomocnica Zuzanny i pani
    > doktorowej Blythe, traktowana jak "członek rodziny".
    > Mijają lata, rosną dzieci Blythe'ów, dorasta też owa czternastolatka.
    > Nadchodzi rok 1914,dwudziestoletni Walter Blythe dostrzega urodę i
    > zalety ducha młodej służącej. Uświadamia sobie, że kocha ją nad
    > życie.Mówi dziewczynie o swoim uczuciu, a ona również wyznaje mu swą
    > miłość.
    > Walter powiadamia rodziców o swoich planach małżeńskich, mówi kim
    > jest narzeczona.
    > Jak Ania i Gilber to przyjmują????
    >
    > Albo inna sytuacja:
    > Dorosły Walter Blythe spotyka przypadkiem Jankę Penglly. Dawna
    > koleżanka Di jest teraz piękną, dorosłą, kobietą.Nadal ma bujną
    > fantazję,która pociąga marzycielskiego Waltera. Młody Blythe
    > zakochuje się w Jance i prosi ją o rękę. Janka się zgadza.
    > Walter, ponieważ pamięta z dzieciństwa niechęć matki do rodziny
    > Pengllych, namawia narzeczoną na ślub w tajemnicy.
    > Po ślubie oboje udają się do Złotego Brzegu i wyznają prawdę
    > rodzinie.
    > Jak Ania powita nową synową w rodzinie? Czy otworzy przed nią
    > ramiona i przytuli do macierzyńskiego serca? Czy zapomni o czasach w
    > których uważała dzieci Pengllych za nieodpowiednie towarzystwo dla
    > swoich dzieci?

    Noz to masz takie dokladnie sytuacje.
    Pierwsza w "Rilli", gdy mlody Miller oswiadcza sie "temu nic bez nazwiska" czyli
    bylej sluzacej Mary Vance.
    Rodzina srednio to przyjmuje. Miller ma to w nosie.

    A druga w "Pani na Srebrnym Gaju" gdy Sid poslubia Maje Binne(y?). Rodzina jest
    zdegustowana i zrozpaczona ale (JAKO ZE NIE WYPADA INACZEJ) robia dobra mine do
    zlej gry i tylko przed Justysia sie zala.


    --
    Chron przed glodem i zamiecia drogi Mikolaju Swiety
    baloniki przynies dzieciom, starszym zabierz mankamenty.
    Niech sie ludzie dogadaja, daj im lezke szczescia w oku
    a tym, ktorzy go nie maja, daj na swieta... swiety spokoj.
  • jadwiga1350 05.01.10, 14:13
    > Noz to masz takie dokladnie sytuacje.

    Odnoszę wrażenie, że to zupełnie inne sytuacje.

    > Pierwsza w "Rilli", gdy mlody Miller oswiadcza sie "temu nic bez
    nazwiska" czyl
    > i
    > bylej sluzącej Mary Vance.
    > Rodzina srednio to przyjmuje. Miller ma to w nosie.

    Tylko jak Miller oświadcza się Mary, to ona już dawno nie jest
    służącą, tylko wychowanką ludzi dość zamożnych i mających pozycję w
    swoim środowisku.Coś jak Ania Shirley, najpierw służąca u pani
    Thomas,potem wychowanka Maryli Cuthbert.
    No i panna Kornelia uważała, że to Miller jest nikim i
    Mary "zmarnuje się" wychodząc za niego.
    >
    > A druga w "Pani na Srebrnym Gaju" gdy Sid poslubia Maje Binne(y?).
    Rodzina jest
    > zdegustowana i zrozpaczona ale (JAKO ZE NIE WYPADA INACZEJ) robia
    dobra mine do
    > zlej gry i tylko przed Justysia sie zala.

    Fakt,Maja nie była lubiana przez rodzinę Gardinerów(z wyjątkiem Sida)
    jednak na przyjęcia do Srebnego Gaju była zapraszana.
    A czy Ania pozwoliłaby Di zaprosić Jankę do domu???
    Sid już w dzieciństwie lubił Maję i nic nie ma o tym żeby matka
    zabraniała mu się z nią spotykać czy przyjaźnić. Nawet jest coś o
    kupowaniu przez Sida prezentu na gwiazdkę dla Mai.
    --
    Próbowałem zwrócić uwagę konduktora,że to Piłsudski, ale
    konduktorowi nazwisko to nic nie mówiło. Wtedy Warszawę emocjonował
    Zdzisław Lubomirski.
  • erwu76 13.04.10, 17:44
    jadwiga1350 napisała:

    > 2. Dlaczego Ania reagowała tak a nie inaczej w sprawie noweli
    > wykorzystanej do reklamy proszku do pieczenia.Czy proszek do
    > pieczenia to coś wstydliwego?Jak Aweryla piecze ciasto to jest
    > dobrze, bo to zabarwia całą nowelę humorem, ale już wzmianka o
    > proszku do pieczenia danej firmy to wielki wstyd i hańba?
    > Nigdy nie mogłam pojąć czemu Ania się tak wściekała.
    > No i była bardzo nie fair w stosunku do Diany Barry.Nie każdy
    > umiałby się cieszyć z talentu przyjaciela. Nie każdy wsparłby
    > przyjaciela w walce o zainteresowanie wydawców i czytelników.


    To tak, jak zaprojektować i własnoręcznie stworzyć samochód,
    który potem ktoś oblepi reklamą proszku do pieczenia... ;)
  • nchyb 04.05.10, 12:14
    Dla Ani nowelka była dziełem jej duszy, to nie był produkt
    przeznaczony na sprzedaż, to była dla niej Twórczość, a nie źródło
    zarobku, spłodzone na warsztatach kreatywnego pisania...
    --
    Kryminały i sensacje
  • pathsoul 17.08.10, 17:22
    "(...) jeszcze jeden cios:
    „Pamiętaj Redfern, że są rzeczy, których nie kupisz za żadne pieniądze. Na
    przykład, nie kupisz sobie dziadka”. Cios był silny, a ja jeszcze na tyle
    młody, że bardzo go odczułem."

    Może teraz robię z siebie idiotkę, ale czemu u licha to był cios? Przecież nie chodziło o to na przykład, że nie wiadomo kto jest ojcem Barney'a, czy podobne sprawy? Nie kupi sobie czego? Jak to rozumieć...?
  • 0oo.owieczka 17.08.10, 22:11
    Chodzi o pochodzenie i sposób dojścia do majątku. Redfern nie ma za
    sobą dziesiątek pokoleń "dobrze urodzonych", którzy przekazywali
    swym następcom dobra materialne. Po prostu, Edward nie jest "dobrze
    urodzony".
    --
    [IMG]http://i49.tinypic.com/2inbcm.jpg[/IMG]
  • klymenystra 20.08.10, 13:57
    Nie zgadzam sie. Moim zdaniem chodzi po prostu o to, ze dla wielu chlopcow dziadek jest kims wyjatkowym - kto opowiada historie, pokazuje swiat itd. Edward pewnie nie mial zyjacego dziadka i tyle.
    --
    70/95= 30FF

    75B nie istnieje. 80D tez nie.
  • supervixen 20.08.10, 14:45
    Ale Edward był już wtedy takim sporym chłopcem, bo te słowa usłyszał na
    uniwersytecie :)

    Zawsze to odbierałam tak jak owieczka, tzn jako wytknięcie Edwardowi
    odpowiednich korzeni.

    --
    For, indeed, Thomas never can resist saying exactly what enters his mind.
    Sometimes it is diverting, of course. In fact, it is always diverting for
    Thomas. But often very awkward for the rest of us.
  • supervixen 20.08.10, 14:46
    *braku odpowiednich korzeni, oczywiście

    --
    For, indeed, Thomas never can resist saying exactly what enters his mind.
    Sometimes it is diverting, of course. In fact, it is always diverting for
    Thomas. But often very awkward for the rest of us.
  • croyance 31.08.10, 01:41
    O! Nigdy do glowy mi nie przyszla taka interpretacja. Zawsze mialam
    wrazenie, ze chodzi wlasnie o cos w stylu 'moze i stac cie na wiele,
    ale milosci i przyjazni sobie nie kupisz', stad ten dziadek (rodzina,
    milosc, wazne sprawy, ktorych nie mozna kupic za pieniadze etc.).
    --
    Sprawdz, co slychac w Narnii:
    <a
    href="forum.gazeta.pl/forum/f,24965,Narnia_i_C_S_Lewis.html"
    target="_blank"
    rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/f,24965,Narnia_i_C_S_Lewis.html<
    /a>
  • nasturcja0-1 08.03.11, 18:46
    A ja nie rozumiem jednej rzeczy, która wyczytałam w Uwiezionej Duszy i to nie rozumiem do tego stopnia, ze musiałam sobie załozyc nowe konto bo zapomniałam hasła do starego zeby sie z Wami tym podzielic. Otóż Maud pisze, że mimo iz teskniła w dziecinstwie za matka, której nigdy nie dane jej było poznać, juz wtedy zdawała sobie sprawe, ze gdyby jej matka była taka jak jej poczciwe, lecz prozaiczne, przyziemne i szorstkie w obejściu ciocie, byłoby to duzo gorsze od jej smierci. Takie podejscie mnie zdumiewa.
  • nasturcja0-1 25.03.11, 00:00
    Sądzę, ze Maud ja idealizowała w swoich myslach, w koncu sama pisała, ze jako dziecko wielokrotnie myślała, ze gdyby matka zyła, byłaby ja w stanie zrozumiec w przeciwienstwie do w.w., a zatem zeby mogła ją zrozumieć, musiałaby być kims faktycznie niezwykłym.
  • nasturcja0-1 09.03.11, 19:42
    Nie rozumiem jeszcze jednego: dlaczego Maud musiała szukać porcelanowych piesków w sklepach z antykami, czy nie były one juz wiecej produkowane w jej czasach? Czy w przeszłosci były one tak popularne jako ozdoby domu, że Maud mogła wybrzydzać w wyborze bo wiedziała, że prędzej czy później i tak jakieś znajdzie w tym czy innym antykwariacie?
  • pontecorvo 01.03.12, 21:17
    w górę
  • nessie-jp 03.03.12, 16:26
    Przeczytałam wątek z zainteresowaniem, i chociaż dyskusja już bardzo stara, to chciałam dopowiedzieć jedną rzecz.

    Otóż nieporozumieniem jest chyba traktowanie Zuzanny jak służącej znanej z polskiego systemu klasowego (a już szczególnie -- czarnej niewolnicy). Zuzanna Baker pochodziła z niemalże tej samej sfery, co Gilbert i Ania. Gilbert był przecież synem farmera. Owszem, zdobył wyższą pozycję społeczną dzięki zawodowi lekarza, ale to nie była różnica klas! Gdyby Zuzanna zdecydowała się nie pracować, tylko mieszkać z siostrą (Matyldą Clow), to byłaby jedną z pań przychodzących do Złotego Brzegu z robótką na herbatkę albo zebranie Koła Pomocy.

    Tutaj nie istniały **żadne** różnice w pochodzeniu i pozycji społecznej. To nie była sytuacja głupia, niedomyta kuchta a jaśnie państwo mieszczanie, albo chłopka a arystokracja.

    Zuzanna zresztą nie mówi nic szczególnie nieprzyjemnego czy niekulturalnego. Zachowuje się po prostu jak domowniczka, którą uraziły kąśliwe i marudne uwagi ciotki Mary Marii. I wyraża swoją dezaprobatę w dość łagodny sposób.

    Co do Rebeki i kuzynki Ernestyny, to one chyba w ogóle były spokrewnione wszystkie ze sobą (Rebeka i Ciocie oraz Ernestyna) więc zupełnie nie ma dyskusji.

  • pi.asia 01.05.12, 08:03
    A ja się jeszcze dołączę w temacie mezaliansów i służby. Miller poślubił "takie nic bez nazwiska jak Mary Vance".
    Wstawcie inne dane personalne: Gilbert poślubił takie nic bez nazwiska jak Ania Shirley.

    Sytuacja była identyczna! Chłopak - syn farmera, dziewczyna - sierota z przytułku. Mary zaliczyła chyba ten sam przytułek co Ania. Obie były przygarnięte jako dziewczyny do pomocy. I obie były taktowane nie jak służące tylko jak ktoś z rodziny, kogo posyła się do szkoły, dba o jego edukację (Mary będą u panny Kornelii zdaje się wykręciła się od nauki), wychowuje, zaprzyjaźnia.

    Mamy całą galerię relacji "państwo-służba": Ania - Cuthbertowie, Zuzanna - Blythe'owie, Karolina Czwarta - panna Lawenda, Rebeka - ciocie Kasia i Misia. Nigdzie nie są to relacje oparte na wyższości, tylko na przyjaźni, lojalności, uczciwości i oddaniu. Służąca prowadzi gospodarstwo, ale poza tym jest istotą równą - Rebeka bodajże zasiada przy jednym stole z ciociami?
    Dlatego nie było to takie dziwne, że Zuzanna i Rebeka głośno wyrażały swoje opinie. W tej klasie społecznej było to raczej normą, nie ewenementem. Co innego u takiej, np., panny Minerwy Tomgallon. Tam służba musiała być bezszelestna i bezwonna ;)
  • 0oo.owieczka 03.05.12, 21:42
    pi.asia napisała:

    > A ja się jeszcze dołączę w temacie mezaliansów i służby. Miller poślubił "takie
    > nic bez nazwiska jak Mary Vance".
    > Wstawcie inne dane personalne: Gilbert poślubił takie nic bez nazwiska jak Ania
    > Shirley.

    Ania nie była "takim nic bez nazwiska", bo jej rodzice byli nauczycielami, a to nobilitowało. Nie pamietam kto, ale chyba pani Linde zwróciła na to uwagę.
  • nessie-jp 04.05.12, 17:21
    > Ania nie była "takim nic bez nazwiska", bo jej rodzice byli nauczycielami, a to
    > nobilitowało. Nie pamietam kto, ale chyba pani Linde zwróciła na to uwagę.

    Nie wydaje mi się, żeby to "nobilitowało" -- przecież nauczyciele to był bardzo marnie płatny zawód. Pani Linde (i inne osoby z otoczenia Ani) raczej zwracają uwagę na to, że o rodzicach Ani w ogóle WIADOMO. Wiadomo, jak się nazywali, gdzie mieszkali, że byli małżeństwem (i jak długo), jakiego byli wyznania. Myślę, że to wszystko miało ogromne znaczenie w plotkarskim światku małych miasteczek i wsi. Sam zawód chyba najmniej, chociaż oczywiście lepiej, że byli nauczycielami, a nie niepiśmiennymi parobkami.

    --
    "Nie da się ukryć, że tym przekazem Małgorzata Musierowicz plasuje się w tłumie owych wieśniaków z widłami, dla których Shrek był tylko brudnym, brzydkim potworem." (by pi.asia)
  • ananke666 05.05.12, 11:34
    Chyba jednak w jakiś tam sposób nobilitowało, o ile mieli etat w szkole i legitymowali się wykształceniem. Nauczyciele byli znani w społeczności, składali wizyty... niewiele, ale zawsze znacznie więcej niż bycie guwernantką.
    --
    [img]http://tupecik.blox.pl/resource/favicon.png[/img][url=http://tupecik.blox.pl] Tupecik[/url]
  • soova 04.07.12, 14:26
    Czy na pewno nauczycielstwo było licho płatną profesją? Ania jest 3 lata nauczycielką (owszem, nawet kierowniczką) szkoły w Summerside - raczej nie dla przyjemności, a żeby nie siedzieć na farmie u Maryli w oczekiwaniu na ukończenie szkoły medycznej przez Gilberta, i żeby zarobić na nową drogę życia (podobnie jak wcześniej jest nauczycielką w Avonlea, żeby wspomagać finansowo wspólne z Marylą gospodarstwo i zarobić na college). Nauczycielką w Summerside jest też Julianna - też nie dla rozrywki, ale żeby zwrócić koszty swojego wykształcenia wujowi (i to się jej przecież udaje).
    --
    A może warto rozruszać to forum? :) forum.gazeta.pl/forum/f,86797,_Lalka_Noce_i_Dnie_.html
  • kooreczka 05.07.12, 13:15
    jak sama napisałaś Ania jest dobrze wykształconą kierowniczką dużej szkoły w mieście (i chyba właśnie wykształcenie zadecydowało o poprawie jej warunków- Julianna po seminarium też się starała). Jest poza tym samotna, więc odkładać może. Jako nastolatka po roku nauki przez trzy lata pracy w wiejskiej szkole odłożyła tyle, że starczyło jej chyba na pół roku w mieście, a resztę załatwił niespodziewany spadek- a miała mieszkanie i jedzenie z farmy i samą siebie na utrzymaniu.
  • 1mia1 15.12.12, 18:16
    Mnie zastanawia co się stało z dziadkami Ani (całą czwórką), skoro Berta i Walter wzięli ślub w wieku około 20 lat, to ich rodzice nie mogli być jakoś bardzo starzy.
  • lucy-lotta 25.12.12, 20:57
    1mia1 napisał(a):

    > Mnie zastanawia co się stało z dziadkami Ani (całą czwórką), skoro Berta i Walt
    > er wzięli ślub w wieku około 20 lat, to ich rodzice nie mogli być jakoś bardzo
    > starzy.

    Rewelacyjne pytanie. Ciężko zakładać, że cała czwórka zupełnie nie interesowała się jedyną wnuczką...
  • 0oo.owieczka 26.12.12, 12:53
    "Rodzice moi przybyli z bardzo daleka i wszyscy wokoło wiedzieli, że nie mają oni żadnych krewnych" - słowa Ani, które padły podczas drogi do Białych Piasków.
    Rodzice Ani pewnie też byli sierotami, a do Bolingbroke przybyli w poszukiwaniu pracy.
    W tamtych czasach śmiertelność była bardzo duża, a sierocińce pełne dzieci. Może rodzice zmarli podczas jakiejś epidemii, a może byli emigrantami, którzy nie przetrwali trudów podróży?
  • vi_san 28.12.12, 17:36
    Pewnie też umarli. No bo nie zakładam, żeby wszyscy czworo [dwie babcie i dwóch dziadków] zbiorowo ignorowali wnuczkę [jedyną!] oraz fakt, że wspomniana trafia do sierocińca a potem na wychowanie do obcych ludzi. Chociaż zaskakująca dosyć jest śmiertelność w tym kręgu...
  • yo-a-ko 25.12.12, 22:41
    No, właśnie - czytam właśnie trzeci tom "Emilki" i się zastanawiam nad następującą sprawą: otóż Emilka, jak przypuszczam, miała przynajmniej dwa egzemplarze "Sprzedawcy...", tj pierwszy rękopis i wersję przepisaną na maszynie, wysyłaną do wydawnictw. Wiadomo, co się stało, gdy Dean przeczytał maszynopis i ocenił książkę jako marną... ale - w takim razie, choć LMM o tym nie wspomina, Emilka musiała pamiętnego dnia spalić i rękopis, i maszynopis?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.