Wynajmowanie licencjonowanego przewodnika powinno być wynikiem woli turystów,
a nie administracyjnego przymusu, no może z wyjątkiem wycieczek typu grupa
dzieci zimą w wyższych partiach gór lub do obiektów zamkniętych. W żadnym
razie nie powinny to być całe obszary aglomeracji miejskich, parków narodowych
i krajobrazowych - jak to jest w zamieszczonym na stronie Sejmu RP rządowym
projekcie nowelizacji przepisów turystycznych.
Od dobrych kilku lat dało się słyszeć głosy zdrowego rozsądku, wiele
organizacji turystycznych zwracało uwagę na szkodliwość istniejących
przepisów. W 2006 roku Wielkopolska Korporacja Oddziałów PTTK wystąpiła
poprzez Departament Kultury Fizycznej Urzędu Marszałkowskiego Województwa
Wielkopolskiego do Komisji Kultury Fizycznej Sejmu RP z wnioskami o dokonanie
zmian w Ustawie o usługach turystycznych, by nie była hamulcem w rozwoju
społecznej turystyki. I w końcu doczekaliśmy się rządowych planów urealnienia
tej Ustawy. Plany te dotyczyły m.in. zniesienia nieżyciowego, ścisłego
rozdzielenia funkcji osób zajmujących się obsługą turystów na osobno tzw.
pilota wycieczek i osobno przewodnika, umocowanie w ustawie międzynarodowych
uprawnień przewodników górskich (wysokogórskich) oraz likwidacji pkt.1. Art.
60 Kodeksu wykroczeń, który zakazuje wykonywania wszelkich zadań pilota i
przewodnika przez osoby nie posiadające państwowych uprawnień.
Wersja obecnie opublikowana na stronach Ministerstwa Sportu i Turystyki i
stronie Sejmu RP wycofuje się z większości wcześniej przyjętych założeń i
opracowanych zmian. Ciekawe kto zmanipulował zapisy w najnowszym projekcie
nowelizacji Ustawy o usługach turystycznych? Dlaczego wycofano się z
wcześniejszych zakładanych zmian, m.in. z likwidacji zapisu w Kodeksie
wykroczeń: "Art. 60(1) § 4.Kto: 1) wykonuje bez wymaganych uprawnień zadania
przewodnika turystycznego lub pilota wycieczek - podlega karze ograniczenia
wolności albo grzywny"? Czemu mają służyć dodane w Kodeksie kolejne zapisy:
"Art. 138d. § 1 Kto, podejmując zadania przewodnika turystycznego lub pilota
wycieczek, wprowadza w błąd co do posiadanych uprawnień, podlega karze
ograniczenia wolności albo grzywny.
§ 2. Tej samej karze podlega organizator turystyki, który wprowadza klientów w
błąd co do uprawnień osób, którym powierza wykonywanie zadań przewodnika
turystycznego lub pilota wycieczek.”?
Sformułowanie "kto wykonuje... itd." nie jest częścią ustawy turystycznej (w
założeniu dotyczącej biur turystycznych) tylko Kodeksu wykroczeń, który
dotyczy wszystkich obywateli. I pozwala w praktyce ukarać każdego, kto by "bez
wymaganych uprawnień" wykonał coś co mieści się w zakresie zadań pilota i
przewodnika, np. odebranie kluczy do pokoi w recepcji hotelu i rozdanie ich
uczestnikom wycieczki. Czy proponowane zmiany to mają być jakieś piruety
prawne, rozdrabnianie się na szczegóły (Kodeks wykroczeń musiałby mieć 12
tomów i zawierać szczegółowe regulacje dla kelnerów, listonoszy, czyścibutów
itp.) - zupełnie niepotrzebne, bo załatwia to wszystko prawo konsumenckie i
ogólny zakaz tzw. reklamy wprowadzającej w błąd, a grubsze sprawy kodeks karny?
Oto link do strony Sejmu RP z rządowym projektem ustawy o zmianie ustawy o
usługach turystycznych oraz o zmianie ustawy - Kodeks wykroczeń =>
orka.sejm.gov.pl/Druki6ka.nsf/wgdruku/2506
No cóż. Tu już nie chodzi tylko o państwowy monopol na wykonywanie tego
zawodu, ale o specyficzny sposób na obejście konstytucyjnego zakazu cenzury.
Nic bowiem nie usprawiedliwia braku zdrowego rozsądku osób odpowiedzialnych w
rządzie za przygotowanie takiego projektu zapisów w ustawie, rozporządzeniach
do ustawy itd., że coś takiego w sobie te zapisy w ogóle zawierają. Bo
przecież nawet kompletny laik zrozumie, że zapis w Kodeksie wykroczeń jest
absurdalny, oznacza dosłownie, że nikomu bez formalnych uprawnień nie wolno
opowiadać o zabytkach, historii czy przyrodzie, pozwala na szykanowanie osób
przekazujących informacje przewodnikowe turystom zarówno społecznie jak i
grupie znajomych (były takie przypadki!), a mimo licznych petycji środowisk
domagających się jego wykreślenia - zapis pozostaje. To na pewno nie była
normalna procedura drogą konsultacji społecznych. Wycofanie się Ministerstwa
Sportu i Turystyki z wykreślenia tego kuriozalnego zapisu nie mogło być
dziełem przypadku...
Widać sprawy przewodnictwa turystycznego leżą nadal w gestii osób kierujących
się przestarzałymi, z minionej "epoki" schematami, kiedy to wszystko dało się
zaparagrafować i obwarować ściśle podpunktami, równocześnie otwierając tym
samym drogę kombinatorom i "kręgom uprzywilejowanych" i umożliwiając im
dorwanie się do koryta. Wprowadza się opinię publiczną w błąd wmawiając nam,
że to dla ochrony klienta i w celu likwidacji tzw. "szarej strefy". Jakoś nikt
nie zwraca uwagi, że ową "szarą strefę" tworzą przede wszystkim przewodnicy z
państwowymi uprawnieniami, biorąc zapłatę prosto do kieszeni i nie zawierając
umowy oraz nie wystawiając faktur. Załatwiając sobie u polityków prawną
ochronę swoich interesów i kierując służby mundurowe na sprawdzanie i
szykanowanie ludzi prowadzących turystów bez licencji, odwracają uwagę od
prawdziwego problemu.
Przecież kompletnym nonsensem jest żądanie państwowych uprawnień przewodnika
turystycznego od osób, które dzielą się swoim doświadczeniem turystycznym za
darmo i okazyjnie zajmują się przekazywaniem informacji o miastach czy innych
turystycznych obszarach naszego kraju, a nawet kiedy pokazują zabytki
znajomym. Problemem natomiast jest sprowadzenie "na ziemię" skostniałych
działaczy przewodnickich, którzy płodzą różne bzdurne zapisy ograniczające
swobodną turystykę i przemycają je do ustaw, rozporządzeń i innych aktów
prawnych. A na nasze nieszczęście turystyka w tym kraju jest kompletnie
marginalną gałęzią gospodarki i mało kto się na tym zna, to i nasi
parlamentarzyści zaklepią każdą bzdurę, jaką im podsunie się pod głosowanie.
To jest kolejny przykład "manipulowania" mniejszości nad większością, kolejny
przykład jak się w Polsce stanowi prawo - skandal nad skandale! Już dawno
powinniśmy powiedzieć stanowcze NIE wszelkim korporacjom blokującym w Polsce
inicjatywy obywatelskie, możliwość społecznej działalności w jakiejś
dziedzinie i wreszcie tworzących monopole wąskich grup zawodowych. Od lat trwa
walka młodych prawników o dostęp do rynku - i nadal jest ściana - nie do
przebicia. Gdzie Polska młodzież ma pracować skoro za wszelką cenę kładzie się
jej "kłody po nogi" - nie ma się co dziwić że wyjeżdżają na "zmywak" do
Anglii, skoro z dyplomem prawnika mogą w Polsce pracować jako listonosz... Czy
naprawdę musimy być bezradni wobec kolejnej grupy cwaniaków, która "załatwiła
sobie" u polityków urzędową ochronę swych interesów i ją jeszcze umacnia?
A jeśli nie da się nic z tym zrobić i reglamentujemy tych, którzy na
poznańskim Starym Rynku - jako jedyni wybrani mogą opowiadać zwiedzającym
miasto legendę o koziołkach, to wprowadźmy licencje np. dla dziennikarzy!
Wprowadźmy licencje dla artystów kabaretowych! Przecież nie każdy dziennikarz
pisze interesujące artykuły i nie każdy artysta kabaretowy naprawdę nas
rozśmiesza. Jeśli kupimy gazetę z nieciekawymi artykułami i zapłacimy za
bilety na występ nieśmiesznego kabareciarza, to stracimy pieniądze. Państwo
powinno nas przed tym chronić! Należałoby powołać specjalną komisję oceniającą
i licencjonującą, najlepiej jedną na cały kraj, która przyznawałaby licencje.
Najlepiej, żeby była ich limitowana liczba. A gdyby ktoś kiedyś chciał te
zasady zliberalizować, to ci już mający licencje podnieśliby raban, że
przecież spowoduje to degradację zawodu, że ucierpią głównie widzowie, a w
przypadku dziennikarzy czytelnicy!