Zaglądam na to forum już od jakiegoś czasu, obserwuje wasze wątki i doszłam do wniosku, że przedstawię wam trochę inną historię.
Z Arabami spędziłam całe życie, byli wokół mnie odkąd tylko pamiętam. Wśród rodziny, znajomych. Od ósmego roku życia dużo podróżowałam po krajach arabskich. W wieku lat nastu pojechałam na obóz do Tunezji. I nie była to moja pierwsza wizyta w tym kraju. Wydawało mi się, że już wszystko widziałam i nic mnie nie zaskoczy (widziałam naprawdę wiele w ich wykonaniu, nawet sobie nie wyobrażacie jak jeden człowiek może wiele zmienić w życiu kilkunastoosobowej rodziny). Z wielkim pobłażaniem patrzyłam na te wszystkie dziewczyny, które były tak oczarowane swoimi habibi, dobrze wiedziałam co je czeka i jak to się skończy (wiem, że istnieją wyjątki, ale nie oszukujmy się - jest ich niewiele). Z dziewczynami wybrałyśmy się do jednego z modnych klubów. Tam poznałam JEGO. Był bardzo przystojny, nie taki typowy Arab, bardziej europejczyk, tańczyliśmy, piliśmy, generalnie dobrze się bawiliśmy. Na koniec dałam mu nawet swój numer telefonu pewna, że i tak się nie odezwie. Myliłam się, odezwał się następnego dnia. Zapytał się czy mam jakieś plany i czy nie mam może ochoty iść na kawę bo jeśli tak to on zna kilka fajnych miejsc. A ponieważ stwierdziłam, że jest całkiem "europejsko" to odpowiedziałam, że w sumie czemu nie i że ma ochotę na shishę. Miałam pewne wątpliwości i byłam przygotowana na to, że a to "zapomni portfela" a to "czy mogę mu trochę pożyczyć". Zaproponował, że jeśli krępuje się iść z nim sama to mogę zabrać koleżanką a on zabierze kolegę. Zdziwiłam się gdy przyprowadził nas do jednej z fajniejszych i droższych kawiarni w mieście. I naprawdę bardzo miło spędziłam czas. Nie podlizywał się, nie słodził, nie gadał o miłości i nie snuł planów. Dużo opowiadał o swoim kraju, o polityce, o szkolnictwie i o swoich planach edukacyjnych. Bardzo imponował mi fakt, że płynnie mówił w trzech językach (słyszałam) i byłam pod wrażeniem jego inteligencji i elokwencji, najzwyczajniej w świecie czułam się przy nim głupia.
Na koniec wieczoru zapłacił za nas wszystkich i odprowadził do hotelu. Już przed samym wejściem do budynku, rzuciłam mu, że "teraz pewnie będe musiała się odwdzięczyć". Powiedział, że on raczej taki nie jest i nie kręci go polowanie na wschodnioeuropejskie turystki. Ja powiedziałam, że każdy tak mówi. Wtedy on spytał się czy sądze że nie ma powodzenia u swoich rodaczek, bo jeśli tak to z całym szacunkiem, ale się mylę i po prostu najzwyczajniej w świecie mu się spodobałam (nie jestem blondynką, nie mam jasnych oczu). I zaczęła się wymiana poglądów na temat Polek przyjeżdżających do Tunezji i jego rodaków zabawiających się z nimi. Usłyszałam wiele ciekawych nie koniecznie miłych rzeczy (w żaden sposób personalnie mnie nie obraził, po prostu mówił co jego koledzy i generalnie społeczeństwo myśli o takich dziewczynach i co się kryje pod tymi wszystkimi czułymi słówkami). Nie ukrywam, że bardzo fizycznie mnie pociągał i dlatego zgodziłam się na jakikolwiek kontakt fizyczny. Od razu zaznaczając, że na seks nie ma co liczyć. Odparł z sarkazmem, że "zdążył zauważyć". I chyba właśnie tak irracjonalnie tym mnie ujął.
No i zaczęło się, spotykaliśmy się a to w dwójkę a to większą grupą codziennie wieczorem. Podczas któregoś ze spotkań zapytał się mnie czy paliłam kiedyś w shishy coś mocniejszego niż tytoń. Odparłam, że tak bo nie ukrywam miałam kilka prób za sobą. "Czy w takim razie chce spróbować czegoś tutejszego?" Zgodziłam się, lubię zabawę. To był kompletny odlot. Hasz, który miałam wątpliwą przyjemność palić w Polsce był niczym w porównaniu z tym co dostałyśmy. To było niesamowite uczucie, w żaden sposób niepodobne do upojenia alkoholowego. Niezbyt się kontrolowałam, ale z tego co zdołałam zapamiętać a także z opowieści koleżanek dowiedziałam się, że bardzo się do niego kleiłam, ale on stwierdził, że mnie polubił i nie wykorzysta okazji bo wie, że będe potem żałować. On i jego koledzy odprowadzili mnie do hotelu bo sama nie byłam w stanie tam dojść nie zwracając na siebie uwagi, przypilnował żeby opiekunowie nie znaleźli mnie w takim stanie i aby nikt nie zaczepiał mnie na ulicy. Zaprowadził do pokoju, pocałował w czoło i oddał pod opiekę koleżanek. Dzwonił do mnie co chwile, pisał, za nic nie płaciłam, niczego w zamian nie oczekiwał (może oprócz tych kilku pieszczot do niczego nie prowadzących, które z resztą mi również sprawiały przyjemność). Myślałam, ze zachowuje się tak w stosunku do każdej turystki aż któregoś razu nie zaobserwowałam go z ukrycia gdy czekał na mnie przy hotelowym barze. Kręciły się w okół niego dwie całkiem fajne Polki aż w końcu zagadały a on po chwili rozmowy je SPŁAWIŁ! To była dla mnie kompletna nowość. Nie wiedziałam co myśleć.
W każdym razie następne półtora tygodnia spędziłam w alkoholowo-narkotykowym transie aż do wyjazdu. Żegnając się z nim bardziej myślałam o tym jak bardzo będzie mi brakować tego towaru niż o tym czy będe za nim tęsknić. Podziękowałam za dobrą zabawę i wróciłam do kraju. Napisał do mnie kilka miesięcy później. Pisał do mnie jakiś czas a potem przestał. A ja w tym czasie wywróciłam swoje życie do góry nogami. Nie mogłam dnia przeżyć bez ulepszacza. Robiłam wszystko żeby załatwić zioło prosto z Maroka, Jordani, Algerii. Mam wielu znajomych i "przyjaciół" więc nie było to trudne. Zaniedbałam bliskie mi osoby. Nie chciałam dać sobie pomóc, staczałam się coraz niżej i niżej. Wciągnęłam w to swoją przyjaciółkę. Ocknęłam się gdy ona wylądowała na oddziale toksykologi w śpiączce, po tym jak rano znalazłam ją po całonocnej libacji nieprzytomną na podłodze w jej własnych krwawych wymiocinach, ale byłam zbyt naćpana żeby jej pomóc.
I wtedy on po kilku miesiącach nieobecności napisał. Że przeprasza, ale był zajęty nauką (to był jego ostatni rok) i że chce wyjechać to Francji do rodziny i zacząć wszystko od nowa. Że nie jest szczęśliwy. Że bardzo lubi wspominać chwile spędzone ze mną. I że ma nadzieję, że jakoś dam sobie rade. Odpisałam krótko mówiąc żeby spadał.
Następne miesiące były dla mnie koszmarem. Każda okazja była dobra żeby wziąć. Nie umiałam znieść rzeczywistości. Wcześniej wszystko było tak łatwe. Musiałam zmienić wszystko, środowisko, znajomych, całe swoje życie. W sieprniu minęły dwa lata od tamtych pamiętnych wakacji. Jestem czysta od pół roku, ale wiem, że to nigdy się nie skończy. Odezwał się po roku. Studiuje i mieszka we Francji ze swoją dziewczyną. Nieźle im się wiedzie.
I mimo, że to z mojego punktu widzenia dziwne, to życzę im wiele szczęścia.