Dodaj do ulubionych

Przekwalifikowanie się ???? - jak myślicie

05.02.11, 13:59
Dziewczyny, chcę poznać wasze znanie. Pracuję jako asystentka kilka lat. Mam 2 dzieciaczków. Pod koniec wakacji wracam do pracy. Do obecnej nie mam co wracać więc będę szukać innej. Od pewnego czasu mam jakieś obawy (może niepotrzebnie), że to stanowisko to za mało, że za kilka lat nikt nie będzie chciał asystentki po 30tce. Myślę nad tym aby zrobić kurs kadrowo-płacowy i szukać pracy w kadrach i próbować rozwijać się w HR. Ale co mnie przeraża to spadek wynagrodzenia. Jak myślicie, czy jeżeli chcę się przekwalifikować to czy jest to związane ze spadkiem wynagrodzenia. Nie zarabiam źle, ale obawiam się , że będę musiała "przełknąć" niższą pensję i też nie mam gwarancji, że uda mi się rozwinąć skrzydła w danej firmie. Kurcze...mam mętlik w głowie..nie wiem co robić. Raz myślę jedno a za chwilę drugie. Najchętniej to zostałabym na stanowisku asystentckim ale się boję co będzie za kilka lat. Naszły mnie takie różne myśli jak urodziłam drugie dziecko. Czy któraś z was ma podobne rozterki? Może niepotrzebnie robię burzę w szklance wody???
Edytor zaawansowany
  • lady.godiva 06.02.11, 19:57
    A dlaczego chcesz się przekwalifikować?
    obawiam się, że potencjalny szef nie zatrudni osoby bez doświadczenia...
  • mojewariactwo 07.02.11, 10:00
    no wiesz, jezeli uważasz, że już niczego nowego się nie nauczysz i że na tym stanowisku osiągnełaś wszytsko, to w sumie jest to dobry moment na przekwalifikowanie się, jeżeli masz możliwość, spróbuj, do pracy asystenckiej zawsze można wrócić a tu bedziesz miała nowe możliwości. a pensja.....no cóż to mocny argument . eee a nie możesz w ramach swojej firmy przenieść się do kadr?kasa zostanie ta sama:)
  • zagubiona11 08.02.11, 11:27
    > Od pewnego czasu mam jakieś obawy (może niepotrzebnie), że to stanowisko to za mało, że za kilka lat nikt nie będzie chciał asystentki po 30tce.

    Nie rozumiem Twoich obaw. Dlaczego za kilka lat pracodawcy przestaną zatrudniać asystentki po trzydziestce? Będą woleli starsze? Czy młodsze?
  • sprzedawca83 08.02.11, 21:37
    Liczę na to że będą woleć starsze i mądrzejsze.
    Co do zmiany stanowiska i mnie w pracy raczej nie ma na to szans.
    Tak naprawdę ja lubię to co robię i sprawia mi to przyjemność i mówię zupełnie szczerze, jednak po urodzeniu drugiego dziecka naszły mnie jakieś obawy jak już pisałam...

    Zgadzam się też z tym, że be doswiadczenia ciezko by mi było znaleźć pracę na innym stanowisku.

    PS napisałam o swoich obawach ponieważ musiałam się wygadać a wśród moich znajomych tylko ja pracuję na takim stanowisku jak nasze
    Pzdr
  • prawie_prawniczka 08.02.11, 21:38
    Skoro masz takie myśli to znaczy, że coś nie gra. Jeśli spróbować to właśnie teraz. Moim zdaniem możesz żałować jeśli nie spróbujesz. Czym dalej w las tym więcej drzew... Co do tego wieku, to na pewno im starsza jesteś tym trudniej się przekwalifikować tzn pracodawcy mogą być mniej skłonni do tego by dać Ci szansę na zmianę zawodu. Jest tak, że im dłużej tkwimy w danej roli tym trudniej coś zmienić. To akurat nie ma nic wspólnego z wiekiem.
    A co do pensji.. Przełknąć czyli kwestia ambicjonalna? Zapytaj siebie jak bardzo Ci zależy na spróbowaniu czegoś innego, przekwalifikowaniu się. Na ile ważne jest dla Ciebie życie zawodowe w ogóle. Jeśli stwierdzisz, że bardzo Ci zależy to odpowiedź gotowa.
    Jeśli natomiast to kwestia ekonomiczna, to weź kartkę, ołówek albo otwórz arkusz Excela i zrób taką symulację:jak będzie wyglądało życie Twoje i Twojej rodziny, jeśli zmniejszy się Twoja pensja. Czy jest coś z czego możecie obecnie zrezygnować, ograniczyć koszty? Czy macie oszczędności, które pozwolą przetrwać ten trudniejszy okres? Czy ktoś np rodzice mogą Cię wesprzeć?
  • beautiful1 09.02.11, 00:22
    Ja bym powiedziała tak, pracuj jako asystentka, dokształacaj się w innej dziedzinie, jeśli CI dzieciątka na to pozwolą i szukaj czegoś innego. Ja bym jednak nie schodziła znacząco w dol z pensją chyba że twoj mąz dobrze zarabia i mozesz sobie na coś takiego pozwolić. Nie masz gwarancji, czy na nowym stanowisku znowu szybko otrzymasz podwyżkę, czy szybko awansujesz. Ja się niestety zgadzam z tym, że trudniej jest znależć pracę starszej asystentce, mowię zupełnie obiektywnie. Na tym stanowisku oprocz wykształcenia i umiejętności, liczy się też wiek i wygląd. Każdy chce miec ładną i młodą asystentkę, więc te starsze odchodzą trochę na bok. Są poza tym bardziej asertywne a szefowie znowu nie lubią, jak im ktoś wchodzi na głowę. Rozumiecie o co chodzi. Starsze osoby szukają pracy długo nie dlatego że są gorsze czy mniej doświadczone ale niestety przez wiek. Takie jest moje zdanie. Ja sama mysle o studiach dla tłumaczy przysięgłych na UW, nie wiem jak to pogodzę z pracą i dwojgiem dzieci ale może się uda. Może to pozwoli mi rozwinąc skrzydła i mieć coś w zanadrzu. Jestem po anglistyce, więc takie podyplomowe pomogą mi ugruntować wiedzę w zakresie tłumaczeń. Takie są moje plany a jakie Wy macie plany? W mojej pracy na razie nie ma widokow na zmianę stanowiska więc muszę wziąć inicjatywę w swoje ręce. Lepiej pożno niż wcale.
  • sprzedawca83 09.02.11, 09:40
    Hej,
    Dzieki za wasze wypowiedzi.Co do planów to moje już znacie. Myślałam też swojego czasu o poszerzeniu swojej wiedzy językowej i zapisać się na hiszpański albo niemiecki żeby mieć w kieszeni dwa języki. Zawsze moje szanse na rynku wzrosną. Może uda mi się jeszcze wcielić ten plan w życie. A wy jak myślicie? Czy warto się nauczyć drugiego języka aby podnieść swoje notowania na rynku jako asystentka??
    Ps Beautiful1 - zgadzam się z tobą co do tego wieku, stąd właśnie te moje obawy. Natomiast dla pocieszenia nas obu powiem, że w firmie w której obecnie jestem i poprzedniej też w oddziałach innych krajów i częściowo w Polsce pracowały i pracują głównie asystentki po 35-tym roku życia i nawet więcej. Pracują w tych firmach od lat i znają je od podszewki i taka asystentka moim zdaniem jest na wagę złota i na pewno czuje się bezpiecznie. Może nie miałabym takich dylematów, gdybym sama trafiła na taką firmę gdzie mogłabym zapuścić korzenie.
  • beautiful1 09.02.11, 23:49
    Jak masz czas i możliwości, ucz się jak najwięcej, poznawaj jak najwięcej. Wiem że kombinacja językow się teraz liczy, już nie sam jeden język. To też na pewno Ciebie ubogaci, więc korzyści będą na wszystkich frontach. Mnie najbardziej załamuje to, że asystentka nie ma możliwości awansu, zdarza się to chyba rzadko. Także wiecznie będzie asystentką do emerytury. Wyobrażacie sobie 60-letnią Asystentkę Zarządu bo ja z trudem?
  • sprzedawca83 10.02.11, 13:30
    No właśnie, chociaż bardzo lubię moją pracę to nie za bardzo widzę siebie w tym zawodzie oczami pracodawcy. Tylko fakt, że mogę nie znaleźć pracy w tym zawodzie albo mnie po prostu w pewnym momencie zwolnią skłania mnie do myślenia o przekwalifikowaniu się. Ja naprawdę lubię ten zawód, bo dla mnie to jest zawód. Jak już pisałam znam asystentki 35+ i 40+ które pracują i nie zapowiada się, aby coś się miało w tym temacie zmienić.
    Chciałabym aby było u nas tak jak za granicą, aby nasz zawód był doceniany i traktowany poważnie. Ahhhh, życie życie.
    Przecież nie każdy musi być menadżerem.
  • zagubiona11 10.02.11, 13:59
    > Mnie najbardziej załamuje to, że asystentka nie ma możliwości awansu, zdarza się to chyba rzadko. Także wiecznie będzie asystentką do emerytury. Wyobrażacie sobie 60-letnią Asystentkę Zarządu bo ja z trudem?

    Nie zgadzam się z Tobą. Po pierwsze - w dużych organizacjach pracownicy administracyjni często awansują (np. zaczyna dziewczyna jako recepcjonistka a dochodzi do stanowiska asystentki prezesa). Po drugie - awans to nie tylko zmiana nazwy stanowiska z recepcjonistki na asystentkę. Asystentki, w miarę zwiększania doświadczenia i formalnych kwalifikacji, dostają coraz więcej i coraz bardziej odpowiedzialnych zadań do wykonania (za czym powinno iść coraz wyższe wynagrodzenie, ale tu jest różnie). Na przykład dwa lata temu, kiedy uderzył kryzys, pracodawcy zwalniali pracowników merytorycznych, którzy kosztowali drogo, a część ich obowiązków zrzucali na asystentki. Niektóre były z tego zadowolone, bo potraktowały to jako mozliwość nabycia nowych wyższych kwalifikacji, część nie.

    Co zaś do wieku kobiety na odpowiedzialnym stanowisku stanowisku asystenckim, to łatwiej sobie wyobrażam 60-letnią niż 20-letnią.

    A co do języków - to zgoda.
  • prawie_prawniczka 11.02.11, 20:12
    W mojej organizacji są 2 asystentki Wiceprezesów w wieku-58 oraz 60 - lat - tej ostatniej zostało kilka miesięcy do urodzin i ...planuje pracować tak długo jak się da, bo uwielbia swoją pracę.Z tym, że wyglądają na około 45 :)
    Są bardzo chwalone i lubiane. Pani 60-tka zastąpiła niespełna 30-latkę, która przeszła na stanowisko specjalisty merytorycznego. Pytałam tę Panią jak jej się pracuje z Prezesem, mówi, że o wiele lepiej niż poprzedniej asystentce, bo facet traktuje ją poważnie, jest grzeczny, nie podnosi głosu, nigdy nie wyprosił jej z gabinetu, kiedy wchodzi by wnieść bardzo ważne i pilne rzeczy do podpisu itp
  • sprzedawca83 11.02.11, 21:14
    To jest pocieszająca wiadomość dla nas wszystkich podejrzewam. Dla mnie na pewno.
  • justynakm1 12.02.11, 22:44
    Witam serdecznie! Jestem nowa na forum, ale nie nowa na stanowisku - jako asystentka pracuję od 4 lat, ocebnie juz w drugiej, dużej korporacji. Miewam różne dylematy, podobnie jak Wy - czy zostać i kontynuować karierę w tym kierunku (argument: kasa + pozycja, jaką daję bycie najbliższym współpracownikiem Prezesa), strach czy warto (czy w wieku 40 lat znajdę pracę na tym stanowisku) etc. Obserwuję rynek, układy w firmach i moje wnioski: 1) dobra asystentka zawsze zanjdzie pracę, niezależnie od wieku. Moi szefowie zawsze powtarzali, ze ludzie na stanowiskach prezesów poszukują doświadczenia, a nie młodości, i że zmiana asystentki to dla nich stres (często dużo wiemy o ich rodzinie, zwyczajach etc), więc najlepiej jak się trafi jedna na całe życie :-) Ponadto: znam osobiście 2 dziewczyny: 38 i 42 lata, które pracują na stanowisku Asystentki Zarządu i naprawdę nikt nie zamierza ich wyrzucać z firmy. Inne znam z opowiadań znajomych, którzy pracowali w różnych firmach, naprawdę znanych- asystentkami są tam panie po 45 lat, i nieoficlajnie trzęsą całą firmą, mają szacunek, są lubiane! Ja zastąpiłam panią, która miała 60 lat! I po prostu poszla na emeryturę.
    2 argument: Mówicie o przekwalifikowaniu się i pracy merytorycznej: czy naprawdę widzicie siebie w korporacji w wieku 60 lat? Do działów takich jak HR czy Marketing jest najwięcej chętnych, a tam wiedzę zdobywa się szybko bo tematyka trudna nie jest: młodzi ludzie chcą tyrac po nocach, mają wiecej animuszu, siły, determinacji - myśle, ze tu szybciej można mieć problem z utrzymaniem się na stanowisku w wieku 50 lat i byciu specjalista (wiadomo, ze nie kazdy zostanie managerem, choc 90% chetnych) niz na stanowisku asystentki. Kto najczęciej wylatuje z pracy - dyrektorzy, managerowie, tam jest dopiero podgryzanie się... Poza tym - jako asystentka prezesa masz do czynienia z humorami tylko 1 osoby, a w zespole sa zawsze kliki, fochy koleżanek, szfea etc..Martwimy sie o naszą przyszłośc, a co maja powiedzieć instruktorzy fitness? Co ich czeka? Tam się dopiero młodość liczy! Co do merytoryki- czy my nie jesteśmy merytoryczne? Mnie czasem pytają jak spotaknie zrobic, gdzie i do kogo zadzwonić.... Wnisoki: w każdym zawodzie warto mieć alternatywę: jestem pewna, że jeśli będziecie znały 3 języki ( w tym 2 naprawde dobrze), miały studia podyplomowe i różnorodne doświdczenie (np eventy, redagowanie materiałow, udział w projekatch etc), to nie będzie stresu. Wierze też, ze i Polska się zmieni i podobnie jak w USA czy w Eurpie, Asystentka Zarządu/Prezesa to będzie szanowany i ceniony zawód. Mysle, ze jestesmy na dobrej drodze! Mimo przeciwności, głupich min znajomych i ogólnego niedowartościowania tego stanowiska, jest lepsze od wielu innych. pozdrawiam
  • beautiful1 13.02.11, 00:16
    Super post, bardzo pocieszający. Jak się tak obserwuje średnią wieku w innych działach, to przeważnie też są to młode osoby, więc czasami się tak zastanawiam, gdzie ukrywają się te starsze. Pracują w urzędach państwowych, jako pielęgniarki, lekarze, urzędnicy a korporacje, wielkie firmy zapełnione są młodymi ludźmi.
  • sprzedawca83 13.02.11, 20:44
    Justyna,
    Cóż mogę rzec - BRAWO...jeżeli o mnie chodzi to twój ukoił nieco moje stanowiskowe niepokoje. Może się powtarzam, ale liczę na to, że uda mi się trafić do firmy gdzie będę mogła "zapuścić korzenie" i po prostu robić swoje.
  • justynakm1 13.02.11, 20:50
    :-) Ciesze sie, ze podnosze Was na duchu! Trzeba umieć dostrzegać plusy tego stanowiska, serio.. A z szefem zawsze mozna pogadac, zeby nam zmienil nazwe na koordynatora czy specjaliste.. NIe sadze, aby byl to problem. Ja mam 30 lat i na kazde stanowisko Asystentki Prezesa, na ktore wysyłam CV mam od razu odpowiedzi - uwierz w siebie!!! I docen, ze masz czas dla maluchow, a nie toniesz w projektach (jak dlugo mozna miec wielki entuzjazm??) i boisz sie, ze mlode wilki Cie wygryza?
  • sprzedawca83 13.02.11, 21:28
    To chyba nawet nie kwestia wygryzienia. Po prostu jak ludzie w około ci mówią że jesteś mało ambitna bo pracujesz jako asystentka to z czasem zaczynasz w to wierzyć, aczkolwiek staram się to olewać mówiąc kolokwialnie. Według mnie tutaj już nie chodzi o ambicję tylko o to co się chce robić i jak się to robi. Ja daję z siebie wszystko i to jest dla mnie najważniejsze. Nie mam ochoty robić korporacyjnej kariery. To stanowisko daje mi możliwość patrzenia na wszystko z boku. Poza tym już próbowałam się bawić w pracę w dziale jako koordynator więc wiem że nie ma czego żałować.
    Chciałabym tylko aby ludzie w firmie nie patrzyli na mnie z politowaniem ponieważ ja tak siebie nie postrzegam. To mnie strasznie drażni. Gadki typu..."to ty nie chcesz zmienić stanowiska" - kurcze pióro, no właśnie nie chcę. Właśnie przez takich ludzi zaczęłam powątpiewać w to czy dobrą decyzję podjęłam chcąc pracować w tym zawodzie na stałe. Mam 2 dzieci ale w planach drugi język i pisanie bezwzrokowe jak da radę...zobaczymy czy uda mi się to wcielić w życie.
    PS w mojej obecnej firmie doszłam jako najmłodsza PA w firmie i na rozmowie pytano się mnie czy umiem pracować z Paniami starszymi ode mnie....
  • justynakm1 14.02.11, 09:49
    No ja mam dokladnie to samo! Szczególnie wśród nowych znajomych, takie głupawe miny... A mi sie smieac chce, z tych co tyraja po nocach w pracy- w imięczego? Nawet nie wiekszej kasy.. Ile osób zostanie managerem? Na grupe 30 marketingowców mamy ich 4, i zade nie zamierza ustapic miejsca innemu. bardzo wazne jest, aby szef swoja asystentkę doceniał na forum, tak,zeby inni wiedzieli. Wtedy oni tez będą ją inaczej postrzegać - ale niestety nie jest to częste. Ja juz dawno doszłam do wnisoku, że nie muszę rozwijać sie w pracy (zresztą tez mam nowe projekty i jakoś mnie nie kręcą, chyba dlatego, że działka, w której dzialam dodatkowo nie jest jakoś szczególnie ważna dla innych) - natomiast mam czas na salsę, lekcje rysunku, języki... Naprawdę, nie dajmy się zdołować tym, że ktoś nas uważa za nieambitne! Tak jak piszesz, trzeba olać takie osoby i tyle.
    PS. Wolę byc całe życie asystentką prezesa niż specjalista bez szans na awans :-)
  • sprzedawca83 14.02.11, 13:07
    haha...dobre.....
    a gdzie pracujesz? chodzi mi o miasto o ile to nie tajemnica? Ja w Warszawie.
    Pzdr,
  • justynakm1 14.02.11, 16:13
    Ja tez Wawa.
    Jakbys miala chce pogadac na prov to pisz: justynakm1@gazeta.pl

    Mozna by sie spotkac i powymieniac doswiadczenia :-)
  • sprzedawca83 18.02.11, 12:43
    Napisałam...
  • prawie_prawniczka 14.02.11, 22:00
    Justynka, Ty pracujesz w cywilizowanej firmie. Z takiej odeszłam. Tam asystentka cieszyła się szacunkiem, zarabiała, szef zapraszał 2 razy w roku na lunch do tych samych restauracji/hoteli co kontrahentów - prezesów światowych korporacji i robili podsumowanie roku, ocena pracownicza i ona miała prawo powiedzieć co myśli o współpracy z szefem. U mnie w firmie - gigant rynkowy jak bym to powiedziała to by mnie zabili gromkim śmiechem. Widząc, że asystentka to pracownik traktowany poważnie przyjęłam taką propozycję. Nie miałam dotychczas żadnej znajomej asystentki, nie miałam pojęcia, że w większości firm to tak wygląda jak u nas. Jeden z dyrektorów kiedyś w obecności asystetnki powiedział, że to jego zdaniem kiepski pomysł by sekretarki jechały na jeden wyjazd integracyjny z pracownikami merytorycznymi. Kobieta, która została poproszona o zastępstwo w sekretariacie popłakała się u dyrektorki i stwierdziła, że taka "prośba" to największe poniżenie w jej życiu... Nie po to się uczyła, by pracować w sekretariacie :))) Ja co prawda mam ok szefa, jestem asertywna, zna moje wykształcenie i pochodzenie i pewnie wie, że nie dam się traktować w sposób nie do przyjęcia, bo to ja zabiłabym go śmiechem, wypowiedziała umowę tak jak stoję i wygrała sprawę przed każdym sądem. Pracownicy, menadżerowie? Może szanują mnie, bo potrafię grzecznie acz konkretnie komuś odpowiedzieć. Najprawdopodobniej Ci ludzie, którzy mają za podludzi asystentki podobnie jak sprzątaczki i ochroniarzy udają, że szanują mnie, bo widzą mnie codzień na parkingu albo usłyszeli od kierowcy mojego szefa pod jaką wypasioną chatę mnie podwiózł? Albo kiedyś na początku dyrektorka w szoku podbiega i szarpie mnie za spódnicę krzycząc, że to Deni Cler i ona ją widziała wczoraj za X złotych! Ten typ człowieka tak ma. Czy się tym przejmuję? Nie, chrzanię to, bo tego typu podejście to nic innego jak kompleksy. Też się cieszyłam, że mam na wszystko czas. Ale obecnie zobaczyłam, że cofam się. Asystentki u nas to osoby totalnie uprzedmiotowione i często zastraszone. Podejrzewam, że świadomość dziewczyn, że jest identyfikowana z taką grupą osób budzi sprzeciw i złość.
  • anais_ 14.02.11, 22:47
    U mnie sekretarki i asystentki popadły w jakiś marazm. Prawie wszystkie są z pracy niezadowolone, ale mimo to tkwią tu latami. Nie wiem, z czego to wynika, braku wiary w siebie, konieczności zaczynania od nowa. Tu zakres obowiązków mają niezmienny od lat.
  • beautiful1 14.02.11, 23:36
    Dziewczyny,

    Już piszę to, czytając te wasze ostatnie posty z tego wątku i poprzedniego. Teraz nie jest łatwo znaleźć nową pracę, dlatego te dziewczyny siedzą i szanują to, co mają, chociaz w głębi duszy narzekają i zywią zal. Jeszcze dla osoby 30-letniej, może praca jest, ale już w wieku 35-40 na Asystentkę Zarządu czy Prezesa jest cienko. Jeżeli asystentka przepisuje tylko z kartki do worda i parzy kawę, to rzeczywiście szczerze wspolczuję. Chodzi o to, aby coś tworzyć, poznawać, nawet jeśli jest to wiedza bierna. Uważam, że każda firma powinna mieć program rownych szans, gdzie asystentce daje się szanse awansu, przejscia dalej, daje się odczuć, że sie posuwa, a nie stoi w miejscu. Wiem, że marzę na jawie. Ja z opinii innych też nic sobie nie robię, bo czuję, że praca na stanowiskach specjalistycznych też ma swoje plusy i minusy. Ale chciałabym się wyspecjalizować, by moc spokojnie wstawać do pracy , kiedu będę starsza.
  • mela83 15.02.11, 09:49
    Bardzo ciekawe są wasze wypowiedzi. Z mojego doświadczenia,a pracuję jako asystentka zarządu prawie 3 lata, zauważyłam, że stosunek w firmie do asystentek jest nie za ciekawy.
    Naprawdę trzeba mieć mocne nerwy i potrafić wiele znieść. Mnie osobiście wkurza,że mój szef traktuje mnie często jak popychadło, mimo, że jak zaczynałam, miałam wrażenie,że pracuję z człowiekiem na poziomie. Pracę asystentki traktowałam jako start w tzw. życie zawodowe, max. na rok 2, ale z powodu obecnej sytuacji rynkowej tkwię nadal w tym samym miejscu. Rozmawiałam z szefem o możliwości przejścia do działu, ale jak na razie nic z tego nie wyszło. Ostatnio dopadły mnie wątpliwości i pewne rozgoryczenie. Przecież studiowałam na dobrym Uniwersytecie na 2 kierunkach, znam 2 języki płynnie, jeżdżę po świecie,noszę markowe ciuchy,a z drugiej zajmuje się jakimiś pierdołami za śmieszne pieniądze. Ech... musiałam się wyżalić :(
  • justynakm1 15.02.11, 12:15
    W poprzedniej firmie (tez tzw gigant w swojej branży), asystentki traktowano jako ładne, młode i na tym się kończyło, nikt jakoś nie umial dostrzec intelektu. Nierzadko pojawiały sie głupie komentarze, tak rzucone w przestrzeń - niestety za mało bylam wtedy pyskata, żeby komus nosa utrzeć. Na szczęscie nie wszyscy ludzie tak z góry nas traktowali - to było pewne słoneczko. W obecnmej firmie jest ok pod kątem szacunku, zresztą lepiej mi w droge nie wchodzić głupim komentarzem :-) Mam projekty, własne kwestie, ale ten świat biznesu jest strasznie fałszywy, ja nie umiem byc lizusem i nigdzie mie nie przeniosą. Bycie jakimś tam specjalistą tez mnie srednio kreci... A i drogi rozwoju w tej firmie dla siebie nie widzę... Wiec trzeba szukac nadal.. a ze względu na dobra kase - zaczynać znów jako asysternka.. Ale tak naprawde nie mam z tym problemu, znam swoją wartośc i wiem, ze sa firmy , gdzie asystentki sa bb szanowane i sa traktowane jak biznes partner szefa. Ciągle wierze, ze trafie własnie do takiej! czego i Wam zycze.
    PS. a zawód, specjalizacja: ciagle trwam przy zdaniu, ze w wieku 50lat łatwiej bedzie utrzymac sie jako asystentka niz , np. marketing manager.
  • sprzedawca83 15.02.11, 12:53
    hej,
    tak jak justynakm1 szukam też firmy gdzie nasze stanowisko będzie dobrze traktowane i gdzie bede mogła "zapuścić korzenie". A taką firmę można znaleźć tylko poza doświadczeniem trzeba mieć jeszcze trochę szczęścia. Przyznam się również że robienie zawrotnej kariery korporacyjnej też średnio mnie kręci. Co więcej do tej pory niejednokrotnie widziałam jacy ludzie potrafią być zakłamani, aby zdobyć stołek, podwyżkę, etc. Ja nigdy taka nie byłam i nie jestem. Dodatkowo do tego wszystkiego trzeba mieć mocne nerwy i psychikę. Za dużo widziałam, żeby mieć chęć się dalej w to bawić. Ale jak to się mawia, ile ludzi tyle charakterów. Każdy ma prawo do swojego wyboru. Tylko, że ja nie potępiam innych i nie oceniam ich decyzji zawodowych, a dostaję szału jak ktoś ma mnie za dosłownie mówiąc debila bo chcę być asystentką. Niestety to jest jeden z nielicznych mankamentów tego zawodu.
    Dlaczego np nikt nie powie, że aby być asystentką trzeba mieć mocny charakter, aby godzić się na to, by zawsze stać w cieniu swego szefa i grać drugie skrzypce. Kurcze...coś w tym jest.
  • anais_ 16.02.11, 21:39
    Jak poznaję nowych ludzi i pada pytanie, czym się zajmujesz, jest mi głupio, że jestem (tylko) asystentką. Myślę, że to dlatego, że sama zanim zaczęłam pracować uważałam sekretarki i asystentki za nie ambitne i niezbyt inteligentne. Potem poznałam mnóstwo fajnych, inteligentnych kobiet na tych stanowiskach, ale gdzieś tam w głębi duszy myślę, że inni o asystentkach myślą tak (źle) jak ja myślałam i zakładam, że oni mnie automatycznie zaszufladkują jako właśnie mało ambitną i niezbyt inteligentną.
    Paradoksalnie w pracy - może mam klapki na oczach - ale nie czuję, aby asystentki i sekretarki były tak szufladkowane, aby ktoś traktował nas z politowaniem.
    Jeśli chodzi o rozwój to dzięki temu, że wychodzę po ośmiu godzinach i nie muszę zostawać jak menadżerowie, mogę spokojnie zająć się sobą i tym co mnie interesuje. Jak justnakm1 mam czas na taniec, na język, chcę zacząć jogę, dużo czytam, oglądam filmy, po pracy nie myślę o pracy.
    Jeżeli praca nam odpowiada to nie powinnyśmy przejmować się tym, co pomyślą inni ani piąć się wyżej tylko dlatego, że nie po to kończyłyśmy studia, żeby być asystentkami. Może wartością jest spokój, czas dla siebie i realizowanie własnych pasji. Czytałam gdzieś, że tym, co nabiera znaczenia w zachodniej Europie jest work-life balance i na szczęście dzięki temu, że pracuję jako asystentka, nie mam z tym problemu.
    Jeśli chodzi o wiek to u mnie w firmie w grupie sekretarek i asystentek są osoby, które są przed 30., po 30. ale też po 50., także może nie ma się co stresować na zapas.
  • prawie_prawniczka 17.02.11, 23:33
    Te aktywności pozapracowe są ważne, ale ja cały czas, mimo braku problemów tej natury, zastanawiam się skąd bierzecie pieniądze na jogę, taniec, języki? Przecież asystentki zarabiają po kilka tys, max 5 netto z tego co widzę na forum. Jak z tego kupić mieszkanie, pobudować dom, kupić, ubezpieczyć i utrzymać auto, oszczędzać na emeryturę, mieć wakacje, eleganckie ubrania itp? To jest moim zdaniem najpoważniejszy minus to fakt, że na tym stanowisku niczego nie można się dorobić z pracy. Nie ma satysfakcji, że zarobiłam na to sama.
  • justynakm1 18.02.11, 15:09
    Prawniczko, troche mnie zszkowalas? naprawde myslisz, ze 5 tys netto to mało???!!!! Naprawde nawinie myslisz, ze specjaliści zarabiaja wiecej?? Lub nawet managerowie produktu?/ Haha, please... Zarabia wierchuszka, tzw top management. Owszem , prawnicy w superkancelariach tez, ale chyba partnerzy , bo ci naniższych stołkach wcale nie. Wiem bo moja przyjaciólka pracuje w kancelarii - nawet jesli ma 2-3 tys wiecej niz ja, to nie wychodzi o 17.30, tylko o 21.30 - co Ciz tej kasy, jak nawet nie masz kiedy rodziny zalozyc? jesli masz wielkei wyamagania wobec zycia, tzn wielki apartament, ciuchy Maxmara - juz dzis idz do kancelarii, za 16 lat uda sie to osiagnac. Uwazam, ze lepiej BYC niz MIESC.
  • prawie_prawniczka 18.02.11, 20:51
    Powiem tak. 5 tys na stanowisku asystentki to zapewne sporo. Ale są zawody, w których się zarabia dużo lepiej. I zupełnie nikogo to nie szokuje. W Gazecie Wyborczej było kilka miesięcy ogłoszenie o poszukiwaniu do państwowego szpitala lekarza z podaniem stawki 100 zł z godz. pracy (umowa o pracę). Czyli 16 800 brutto i to podobno jest średnio korzystna propozycja(!), na kontrakcie może być sporo lepiej, ale za to nie ma uprawnień typowo pracowniczych.
    Inne takie zawody to np mechanik samochodowy, fryzjerka, manikiurzystka i wiele innych.
    Co do zawodów prawniczych - pozwól, że podam Ci siatkę płac w firmach konsultingowych (sama w jednej pracowałam). 4 500 - 5 000 brutto - 1 rok pracy, 6 000 - 7 500 (w zależności od wyników oceny)- 2-gi rok pracy, 8 - 9 tys - 3 rok pracy, dalej nie będę przytaczać. Do tego 13-tka czyli roczna nagroda. W kancelarii międzynarodowej podobnie - nie dalej jak dziś byłam na rozmowie z headhunterem. Oczywiście, że to niełatwe, ale możliwe. Nie mówcie mi, że 5 tys mało kto zarabia, bo kto w takim razie kupuje mieszkania, stawia mnóstwo nowych domów, sprowadza świetne auta modeli sprzed kilku lat, których mnóstwo na naszych drogach.
    Dlaczego uważam, że to niewiele? Takie przybliżone, hipotetyczne zestawienie kosztów życia:
    - kredyt na 2 pokoje w Warszawie - 500 tys - rata jakieś 3 tys.
    - opłaty, czynsz, rachunki - 800 zł powiedzmy
    - jedzenie - 1 tys
    - auto - 1tys średnio miesięcznie paliwo z ubezpieczeniami i kosztami eksploatacyjnymi, przeglądami, naprawami, nie licząc sytuacji, że ktoś kupił nowe i spłaca w ratach - dodatkowe 1 tys powiedzmy
    Już zabrakło tej astronomicznej kwoty 5 tys, prawda?
    - nie liczę np kosztów wychowania - dzieci, oszczędzania na emeryturę, starość, odłożenia rezerw na wypadek utraty pracy i czasowego bezrobocia.

    Dorosłe, samodzielne życie kosztuje, jeszcze więcej kosztuje utrzymanie rodziny. Nie mówię o żadnych apartamentach. W związku z tym, że planuję ślub i mamy nieco starszych znajomych, sporo na ten temat rozmawiamy i dopiero oni mi uświadomili, ile to kosztuje i zobaczyłam, że duże zarobki wcale nie są takie duże.
  • sprzedawca83 18.02.11, 21:35
    Chciałam się odnieść do przedstawionej przez prawie_prawniczkę wyliczeń. Mam dwoje malutkich dzieci, kredyt, samochód, itd...Pracujemy oboje z mężem. Uważam, że w dzisiejszych czasach 5000pln to ani mało ani dużo, Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Niejedni za taką kasę dali by się pokroić. Wiem, jakie są koszty życia w Warszawie, jak każdy z nas. Lubię wyjść ze znajomymi, kupić sobie coś fajnego, pojechać na fajne wakacje. Wszystko to jest osiągalne. Ale w pewnym momencie należy odpowiedzieć sobie na pytanie czy potrzebuję mieć nowy tv, komórkę, drogie markowe spodnie typu tommy hilfiger, etc. Ja osobiście mam to głębokim poważaniu. Żyje mi się super, na nic nie brakuje, niczego sobie nie odmawiamy. 5000pkn to są już naprawdę przyzwoite pieniądze....Powiem szczerze, że nie miałabym ochoty kiblować do nocy aby mieć te 2-3 tyś więcej, o nieeeeeeeeee..kosztem dzieci, męża, czasu prywatnego, przyjaciół. Wszystko jest kwestią tego na czym komu zależy.



  • prawie_prawniczka 18.02.11, 21:25
    Justynkam1, ja nie myślę naiwnie, że specjaliści zarabiają więcej niż 5 tys, ja to wiem :) Otóż, dostałam niedawno w pracy czasem takie zadanie - naliczanie dodatkowych składników wynagrodzenia, szef wyciął kolumnę z nazwiskami, zostawił inne dane m.in. wysokość pensji zasadniczej - bo to jest nizebędne do naliczeń. Jak sobie posortowałam w Excelu to takich z zarobkami mniej niż 6 brutto było kilka osób z kilkuset ( w mojej firmie podstawa 6 brutto czyli 4 200 netto na ogól wystarcza by zarobić średniorocznie 5 netto z minimalną premią i 13-tką).
    Nasze pojęcie terminu specjalista chyba jest diametralnie różne. Ja pod tym pojęciem rozumiem osobę o wysokich kwalifikacjach w swojej branży.
  • anais_ 18.02.11, 23:43
    u mnie w firmie każdemu przysługuje karta uprawniająca do korzystania z wielu siłowni, szkół tańca, szkół jogi
    ale chodzę też na taniec do szkoły, gdzie płacę 100% - 100 zł miesięcznie
    wychodzi 25 zł za 90-minutowe zajęcia, więc nie majątek
    wiele zależy od tego, jakie się ma priorytety
    ja co roku wyjeżdżam na własną rękę za granicę, bo najlepiej odpoczywam jak całkowicie zmienię środowisko i jest to dla mnie nieporównanie ważniejsze od ubrań - tu mogę mieć niewiele ale dobrych, ale nie z najwyższej półki
    ogólnie zarobki w Polsce są niskie, z tego co wiem, w UK nie bierze się kredytów na mieszkanie na 30 lat

  • prawie_prawniczka 21.02.11, 18:37
    Co do kredytów - w UK mało kogo stać nawet na kredyt w przypadku przeciętnych pracowników. Dominuje najem, a np w USA siostra mojego taty wzięła kredyt na ...90 lat, mimo, że jest osobą ponadprzeciętnie zarabiającą.
    A co do zarobków - z ciuchów czy przyjemności można zrezygnować, ale np kiedy pojawiają się dzieci - słabiej sytuowani rodzice to mniej możliwości w sprawach najważniejszych - kształcenia, leczenia itp
  • justynakm1 18.02.11, 15:11
    Anais,

    bardzo podoba mi się co napisałaś!! - work-life balance naprawdę sie liczy. Ja znam swoja wartośc, wiem , ze moge robić cokolwiek innego, a to jest moja prywatna decyzja, że jestem asystentką. A jak ktos szanuje ludzi za stanowisko, które zajmują, a nie cih poziom jako ludzi - szkoda mi takiego człowieka, pusty jak dzwon.
  • ines.l 21.02.11, 09:40
    Ja co prawda nie mieszkam i nie pracuje w Polsce, mam za o wielu znajomych zarowno w Polsce, jak i emigrantow w UK, czy tu w Wiedniu.
    Co do zarobkow, mysle ze pracujac na etacie ciezko miec wszysto, bez zadnych wyrzeczen. Wazne, zeby znalezc zloty srodek dla siebie. Co do kredytow na 30 lat, w Angli tez sie je bierze jesli chce sie zyc w przyzwoitych warunkach. W Austrii bez kredytu tez mieszkania raczej nie kupisz, jest jednak ta roznica, ze tu czynsze nie sa tak zwariowane i nie musisz mieszkania odrazu kupowac, mozesz wynajac i nie zje to 2/3 twojej wyplaty. Co do bycia asystentka, fakt jesli czlowiek szanuje drugiego za to jakie stanowisko zajmuje jest pusty jak dzwon:) tu sie zgadzam. Powiem tak, jak przyjechalam tu 10 lat temu, marzylam o takiej pracy jaka mam teraz, bo byla dla mnie nieosiagalna z roznych wzgledow, ale wiadomo w miare jedzenia apetyt rosnie. A co do zarobkow, ktos tam pisal, ze w Polsce asystetka wyciaga max.5000 netto i to malo. Tu bym sie nie zgodzila. Znam osobiscie dwie osoby zajmujace w duzych firmach pozycje dyrektorskie, zwiazane z masa stresu, praca czasem 7 dni w tygodniu, ciagle wyjazdy, zarobki netto ok PLN 8000,-Wiec nie wiem czy PLN 5000,-w tym wypadku to tak malo?
  • beautiful1 22.02.11, 23:58
    Ja osobiście nie zarabiam 5000 netto ale jeżeli bym tyle zarabiała, byłabym bardzo zadowolona i wcale nie narzekałabym na bycie asystentką. Uważam, że 5000 netto to jest bardzo dobra pensja, czasami nawet specjaliści takowej nie posiadają.
  • eda076 23.02.11, 01:11
    Skończyłam kadry-płace. I pracy nie znalazłam. Powód: nie wystarczy kurs, wymagają co najmniej 2 lata doświadczenia. A jak masz je nabyć, skoro nikt Cię nie chce bez tego dośw. I powstaje błędne kółko. Nadal pracuję jako asystentka. I będę póki, będą mnie chcieli. A potem się zobaczy.
  • gadziulinka 03.03.11, 09:23
    A Ty nie pisałaś w in ym wątku, że pracy nie znajdziesz? Bo ja już chyba czegoś nie rozumiem. To nie możesz znależć pracy czy pracujesz jako asystentka?
  • mela83 03.03.11, 12:09
    Słuszna uwaga
  • eda076 23.02.11, 01:13
    A i jeszcze jedno, w dzisiejszych czasach kadrowa zarabia o wiele więcej niż asystentka. Dobra kadrowa to tak jak księgowa.
  • sprzedawca83 23.02.11, 09:50
    Eda076 tez mam podobne doswiadczenia do ciebie. Zapytalam na poczatku tego postu czy warto sie przekwalifikowac..myslalam nad kursem rowniez kadrowo placowym ale problem potem pojawi sie przz szukaniu pracy bo nie mam doswiadczenia. Bledne kolo niestety.
    Pracuje jako asystentka i w tym zawodzie mam doswiadczenie w tym co robie i chyba tutaj zaczne szukac plusow.
    ps przepraszam za brak polskich znakow ale moje coreczka cos mi powciskala i wlasnie dochodze co...
    pozdrowienia dla was wszystkich
  • eda076 02.03.11, 23:58
    Chyba, że zrobisz taki kurs i pójdziesz na staż. Ale ja teraz na nowo szukam i nic nie ma. Na takie stanowisko stażu.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka