Dodaj do ulubionych

Prawdziwe historie: czy w Polsce leczy się po l...

IP: 62.199.182.* 27.11.09, 20:39
moje wrazenia szpitalno-medyczne z Polski sa bardzo mieszane.... zaczne od pozytywnych. Moja corka lat temu 8 miala wyciety trzeci migdalek. aby uniknac kilkudniowego pobytu w szpitalu, wybralam nowootwarta klinike chirurgii jednego dnia. wszystko pieknie, oddzielny pokoj dla rodziny, kolorowo, wesolo, personel usmiechniety, pelen profesjonalizm. tylko jedno male ALE... udalo mi sie ominac niemal roczny termin oczekiwania na zabieg, tylko dlatego ze jeden z moich bliskich przyjaciol, przyjaznil sie rowniez z kierownikiem medycznym kliniki.... niby bez pieniedzy, ale jednak tez korupcja.....a teraz z tej gorszej strony.... porod 13 lat temu- pamietam jak przez mgle, wyczerpana z bolu. oplacona(na czarno oczywiscie) polozna robila wszystko aby mi pomoc, dodam ze wielkie pieniadze to nie byly. a reszta personelu? tragedia. poczawszy od bardzo niewybrednych kommentarzy na moj temat- nie mialam nawet 20-tu lat, a wygladalam na 15-16,(wiecznie mloda he he), warunki oplakane, zero prywatnosci, mimo ze byl to tzw porod rodzinny.... panie przy biurku pijace kawke, piec innych rodzacych pokrzykujacych z bolu, nie bylo nawet parawanow....kilka dni spedzonych w szpitalu po porodzie wspominam jak koszmar. sala wieloosobowa, dzieci oczywiscie na innym oddziale. przynoszone do karmienia byly zostawiane nam na nawet 2 godziny. rozumiem doskonale ze to ma sluzyc nawiazaniu kontaktu z malenstwem, ALE... sala nie byla przystoosowana do pobytu dzieci.okna sie nie domykaly, wialo, zimny kwiecien, snieg niemal wpadal do srodka. dzieci nie przywozono w wozkach-lozeczkach, jak teraz jest to praktykowane, tylko zawiniete w "tobolki". lozka mam mialy po 80 cm szerokosci. po drugim dniu obaw zeby nie zasnac po karmieniu, bo mi dziecko spadnie na poodloge, mialam dosc... szpitala, karmienia, a na wlasne dziecko patrzylam jak na wroga... skoro dzieci byly na innym oddziale, chcialam sie chociaz wyspac... a skad, dzieci przynoszono miedzy karmieniami, bo plakaly... wiec koczowalysmy, pilnujac jedna drugiej, te ktore mialy lozka przy scianach byly szczesciarami, maluchy byly bezpieczne. chcialam zaznaczyc, ze JESTEM zwolenniczka przebywania z dzieckiem od pierwszych chwil, tylko warunki mnie dobijaly.... ostatniego dnia mojego pobytu w szpitalu, na nasza sale trafila dziewczyna bez dziecka. zmarlo przy porodzie. plakalysmy razem z nia, kiedy przynoszono nasze maluchy. a oddzial ginekologiczny byl pietro nizej... gratuluje wyczucia temu, kto ja do nas wyslal. taka sama sytuacja przydazyla sie mojej siostrze, ktora rodzila silami natury martwe dziecko. dopiero po interwencji u ordynatora przeniesiono ja na oddzial, gdzie nie musiala patrzec na szczesliwe matki.
dodam jeszcze, ze przed porodem spedzilam ponad tydzien na oddziale patologii ciazy, gdzie, logicznie myslac, kobiety powinny byc niezle odzywiane....gdyby nie rodzina-umarlabym z glodu.
kilka lat pozniej wyladowalam na chirurgii z zapaleniem wyrostka robaczkowego. z domu zabralo mnie pogotowie w srodku nocy. pierwsze-konsultacja ginekologiczna. pani dr nawrzeszczala na mnie jak ja smiem pod jej rece pakowac sie z miesiaczka. na probe wyjasnienia ze to nie byl moj pomysl tylko lekarza z pogotowia, uslyszalam kolejny bluzg...natomiast pani doktor na chirurgii byla przesympatyczna i potraktowala mnie jak czlowieka. uprzedzajac co bedzie robic i po prostu robiac to delikatnie, sprawila ze nawet najmniej przyjemne badanie bylo do zniesienia.
mysle ze uogolniajac najwazniejsza tu jest zwylka ludzla zyczliwosc lub jej brak. cieple slowo i usmiech na prawde moga zniwelowac tragiczne nieraz warunki i braki w wyposazeniu. trzeba tylko chciec. a to nie jest duzy wysilek.drugi lekarz ortodonta ktory leczyl moja corke, "kupil ja" usmiechem i tym ze przed wizyta zerkal do karty i wital dzieciaki po imieniu, zagadujac jak dobrych kumpli. o ile latwiej wtedy otworzyc buzie i dac sobie w niej podlubac! pierwsza ortodontka nakrzyczala na moja corke, ze zly zgryz to jej wina bo sie przyznala ze rok wczesniej przez miesiac obgryzala paznokcie....uciekla z fotela z placzem, ja za nia, byle dalej od potwora. ja rozumiem ze kazdy moze miec gorszy dzien, ale specjalizujac sie w medycynie dzieciecej, trzeba psychike dziecka brac pod uwage.
Polska sluzba zdrowia nie musi byc wcale taka zla, wystarczy odrobina dobrej woli z obu stron i my pacjenci tez przestaniemy psioczyc na zle traktowanie nas przez personel medyczny.

na zakonczenie- od kilku lat mieszkam poza granicami Polski. miesiac temu po raz pierwszy w zyciu moja corka wyladowala w szpitalu. na moje niesmiale pytanie czy moge zostac z nia na noc, bo przeciez to juz duza dziewczynka-13 lat,i w moim kraju, to tak nie bardzo bylo wolno... uslyszalam : a jak ty sobie to inaczej wyobrazasz? kto bedzie trzymal twoje dziecko za reke cala noc? pielegniarek jest tylko kilka na nocynym dyzurze, jestes nam bardzo potrzebna, zaraz dostaniesz lozko, pizame, kawe i cos do jedzenia. Zycze i sobie i wszystkim pacjentom aby i polskie realia wygladaly wkrotce podobnie....
Edytor zaawansowany
  • Gość: joł IP: 94.246.148.* 28.11.09, 17:42
    poniedziałek zdycham chyba bieze mnie grypa, mysle jakos przepykam
    jade w delegacje 200km od miejsca zamieszkania siedze tu caly
    tydzien leczac sie czym popadnie z apteki przepykałem powrót do
    domu - piątek godz16 lekarz rodzinny dawno nie przyjmuje ide na
    dyzur 40 gorączki przyjmuje mnie pani doktor dostaje opierd.... co
    to we Wrocławiu nie ma lekarzy? (tego nie wiem bo mam przy sobie
    tylko karte chipową ubezpieczenia zdrowotnego na śląsku która nie
    obowiązują w innych województwach więc jak sie mam zarejstrowac?))
    pyta wnerwiona ze jej zabieram czas i nie mam siły podniesć reki do
    założenia opaski do mierzenia ciśnienia, przepisuje rutinoscorbin i
    jakby mogła to dała by mi kopa w d... kazała isc w poniedziałek do
    swojego lekarza
  • Gość: bye IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.09, 18:11
    To ja mam lepszy pomysl:zaproponuj leczenie dla pacjenta z grypa.No jestem
    ciekaw,co SENSOWNEGO wymyslisz,poza zestawem ibuprom/wit C/wapn/rutinoscorbin.
    Ps.Tydzien przezyles z grypa,a przyszedles na ostry dyzur.OSTRY-nie
    bananowy,fioletowy,tylko ostry-ktorego zalozeniem jest zalatwianie spraw
    pilnych,nalgych,a nie chlopczyka z tygodniowa grypa.Ach,przepraszam,no tak-"bo
    mi tak wygodniej"...
  • Gość: ambersss IP: *.dyn.optonline.net 30.11.09, 18:20
    Poszlam raz do lekarza jako 16 dziewczyna ...pare lat temu bylo bo mi jakis
    paskudny tradzik jedna sztuka na buzi wyskoczyl i niczym go wyleczyc nie moglam
    .Poszlam do spoldzielni platnie.Tam lekarka prawie babcia starowinka taka
    grubasna przyjmowala i z taka odraza na moja twarz patrzyla i w zakladala tyle
    par rekawiczek , ze dzis po 20 tu latach mam zmory nocne o tej wizycie . I
    jeszce sie nasluchalam ze mam gume wypluc i jak ja smiem z guma do zucia do niej
    przychodzic . Przepisala mi witamine C i kazla twarz lepiej MYC ....haha.
    Tradzik sam przeszedl jak mialam 19 lat , cale szczescie :)bo bym chyba juz do
    konca zycia spac nie mogla i snila o tej lekarce.
  • kzet69 30.11.09, 23:59
    lekarka prawie babcia starowinka taka
    > grubasna

    hmmm... pacjentka prawie gó...ara taka pryszczata
    Miło? Jak kuba bogu tak bóg kubie, hołoto
  • Gość: też lekarz IP: *.rzeszow.mm.pl 01.12.09, 20:28
    "Tam lekarka prawie babcia starowinka taka
    grubasna przyjmowala i z taka odraza na moja twarz patrzyla i w
    zakladala tyle
    par rekawiczek , ze dzis po 20 tu latach mam zmory nocne o tej
    wizycie"

    Po to, żeby bakterii z twojej twarzy nie przenieść na innego
    pacjenta.

    "I jeszce sie nasluchalam ze mam gume wypluc i jak ja smiem z guma
    do zucia do niej przychodzic"

    Powiedziała tylko to, czego powinnaś się dowiedzieć od swoich
    rodziców - że żucie gumy w czasie rozmowy z lekarzem w gabinecie,
    nauczycielem w szkole, urzędnikiem w banku- a również z szewcem w
    warsztacie, gdzie przniosłaś buty do naprawy, czy z hydraulikiem w
    twoim mieszkaniu, gdzie przyszedł naprawić kran - jest dowodem braku
    kultury i szacunku dla rozmówcy - kimkolwiek by nie był.

    "Przepisala mi witamine C i kazla twarz lepiej MYC ....haha.
    Tradzik sam przeszedl jak mialam 19 lat"

    No więc jednak lekarka miała rację:)
  • Gość: lekarz IP: *.rzeszow.mm.pl 01.12.09, 20:19
    Tacy pacjenci to 3/4 tych, co przychodzą do izby przyjęć, bo źle się
    czują. Mają jeszcze jedną cechę charakterystyczną- najwięcej się
    awanturują, że muszą czekać. Autentyczne: "Ja czekam na badanie od 2
    godzin a ten pan ledwo go przywieźli- już jest załatwiany". "Ten
    pan" miał obrzęk płuc i ciśnienie 60/0 i nawet zupełny laik widzuiał
    w jakim jest stanie.
  • Gość: kl IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.10, 20:29
    masz racje, ale pamietaj, ze pacjent nie musi wiedziec co dolega "konkurencji" w
    kolejce. wystarczy krotko i uprzejmie odpowiedziec "klientowi awanturujacemu
    sie" w czym rzecz. bardzo dobrze radzi sobie z tym personel izby przyjec w
    szpitalu orlowskiego w warszawie. to naprawde zaden wysilek.
  • Gość: Ania IP: *.centertel.pl 30.11.13, 20:10
    W IZBIE PRZYJĘĆ SZPITALA ORŁOWSKIEGO JEST TRAGEDIA, AWANTURUJACY SIE PERSONEL I ODDZIALOWA LICZACA GLOSNO ZGONY W SZPITALU. Na pierwszy rzut oka widać jaka to pusta kobieta.
  • Gość: M1r4640 IP: *.static.espol.com.pl 29.11.09, 21:21
    lekarzy leczących w ramach ubezpieczenia mozna podzielic tak samo
    jak innych pracowników na dobrych i zlych, tylko dlaczego u nas
    zdecydowana wiekszość zalicza sie do tej drugiej kategorii. A na
    dodatek częć z nich jest śmiertelnie niebezpieczna i wiedząc o tym
    dalej "leczą"!!!
  • Gość: pacjentka IP: 88.220.156.* 30.11.09, 16:54
    Nie będę opisywać całej histori, lecz tylko wspomnę o mojej wizycie
    z p, doktor. wchodząc do gabinetu resztką sił i aby tylko dojść do
    kozetki gdzie nawet już nie dałam rady siedieć tylko ukradkiem się
    położyłam - p.doktor widząc to i siedząc na krześle odzywa się / No
    i jak ja panią zbadam ? Da pani radę do mnie podejść ? / bojąc się
    że zostanę odprawiona z kwitkiem milcząco ,ciągnąc za sobą nogi
    musiałam stać na baczność przed jej mością abym została zbadana .
  • Gość: Pacjentka2 IP: *.chelmnet.pl 30.11.09, 19:44
    Ponad rok temu bliska mi osoba złamała w mieszkaniu nogę.Było to otwarte
    złamanie z kością stercząca na zewnątrz.W pierwszym momencie widzieliśmy
    tylko,ze leje się krew i część nogi jest nienaturalnie wykrzywiona.Telefon na
    pogotowie,a osoba która go odebrała mówi,ze poszkodowany ma sam zgłosić się do
    dyżurującej przychodni,bo do takiego przypadku nikt nie przyjedzie.Na moje
    pytanie jak ma zejść na jednej nodze z drugiego piętra usłyszała,że musi sobie
    dać radę, tym bardziej że przecież jestem jeszcze ja i mogę pomóc.Rzuciłam
    słuchawkę i w internecie zaczęłam szukać jakiegoś transportu prywatnego.
    Przyjechał po ok.2 godzinach,bo miał inne zlecenia.
    Noga umieszczona została w worku plastikowym,ponieważ wykorzystałam już cały
    zapas gazy,bandaży i wody utlenionej.
    Zawiózł chorego do szpitala,a nie do przychodni.
    O dziwo przyjęli, chociaż nie było skierowania.
    Jakoś poskładali,chociaż po kilku miesiącach inny ortopeda stwierdził,że nie za
    bardzo się przyłożyli.
    Po 5 dniach do domu.kontrola za 8 tygodni.Rana zaropiała została oczyszczona i
    przykryta opatrunkiem.Początkowo co tydzień,a potem co 2 tygodnie zmiana
    opatrunku i prawie każdorazowo rtg.
    Noga jest spuchnięta jak bania poniżej i powyżej złamania,a rana cały czas się
    "paprze".
    Prywatne badanie Dopplera wykazuje zakrzepicę,a prywatnie zrobiony rtg i wizyta
    (także prywatna)u innego ortopedy skutkuje diagnozą-ostitis.
    Lekarz prowadzący z NFZ zmuszony przez nas zapisuje antybiotyk,a po tygodniu i
    kolejnym rtg każe zgłosić się za 8 tygodni.
    Niestety po 3 tygodniach konieczna było leczenie szpitalne z powodu zapalenia i
    amputacja nogi.Efektem tego leczenia jest nie tylko brak nogi,ale także
    niewydolność nerek.
    To chyba nie my mieliśmy pecha,ale tak właśnie wygląda u nas "leczenie po ludzku".
  • Gość: Katarzyna IP: *.bb.sky.com 30.11.09, 20:31
    duuzo takich historii moglabym opisac,
    moja pierwsza wizyta u ginekologa- prywatnie, wtedy najlepszy w
    wojewodztwie, zwyzywal mnie i moja mame za to ze wzielam 2 sesje
    antybiotykow (zapisane przez innego lekarza); ze to nie jest powazne
    i teraz sobie zafundowalam grzybice,.... badanie przez wscieklego
    lekarza nie nazwalabym delikatnym, co przy pierwszym razie jest
    raczej wazne...

    ignorancja gdy moja mama wyladowala na pogotowiu zwijajac sie z
    bolu, nikt nie raczyl jej nawet zbadac, polozyli ja na korytarzu w
    szpitalu ( gdzie byly wolne miejsca w pokoju) dopiero gdy po kilku
    dniach dalismy koperte to ktos laskawie przyszedl ja obejrzec i za
    kilka godzin wyladowala na sali operacyjnej, nawet miejsce w pokoju
    sie znalazlo....zaden z lekarzy nie chcial z nami rozmawiac, ja
    wtedy bylam w szkole sredniej, i troche przezylam ten brak
    informacji, niepewnosc co sie dzialo z moja mama, jak skonczyli
    operacje to oznajmili nam " dobrze ze operowalismy, to byl ostani
    moment, to byl skret jelit...."
    od 10 lat nie mieszkam w Polsce lecz z poska sluzba zdrowia mam do
    czynienia od czasu do czasu..
    gdy na wakacjach w Polsce bedac w ciazy zaczelam miec cos na
    ksztalt panic attack, poszlam na pogotowie, jako ze nie moglam
    zlapac oddechu i balam sie czy to moze grozic dziecku, po dlugawej
    rejestracji, jako ze pani nie wiedziala jak sie obejsc z moim
    ubezpieczeniem (mam europejska karte) zszedl laskawie pan doktor,
    widac bylo ze przerwalam mu drzemke, zaprosil mnie na oddzial zbadal
    i powiedzial, ma pani za malo wod plodowych, musze pania polozyc na
    oddzial... pytalam sie czy podadza mi jakies leki ze chce mnie
    polozyc na oddzial i co to oznacza dla dziecka, na to on ze nie
    tylko na obserwacje a jutro zobaczymy, ja na to ze raczej nie
    zostane bo mieszkam 2 minuty od szpitala i jakby cos sie dzialo to
    podjade, wyslal mnie do pani pielegniarki, ktora prawie na sile mnie
    przebrala w fartuch i powiedziala ze MUSZE zostac w szpitalu bo oni
    juz wypelnili wszystkie papiery, ja na to sie przebralam i
    wyszlam....

  • barabara6 06.12.09, 09:41
    Oj duuużo takich historii można opowiedzieć...

    Godzina 2 w nocy. Na izbę przyjęć zgłasza się górnik, który wracając z szychty przyszedł wypłukać sobie ucho

    Godzina 22. Na izbę przyjęć zgłasza się kobieta (ok 60-tki) z synem (ok 40-tki) bo - boli gardło! Od 3 dni. Biorą antybiotyk, ale przyszli sprawdzić, czy aby dobry. Bez gorączki, bez pogorszenia - ot tak, wpadli, bo mieszkają niedaleko.

    Godziny nocne. Na izbę przyjęć zgłasza się matka z cierpiącym dzieckiem. Dziecko od kilku godzin boli ucho. Na moje pytanie - co pani dała dziecku przecibólowego - pada zdziwione - NIC.

    Poradnia Rejonowa. Zgłasza się kobieta ok 50-tki z krwawieniem z nosa. Szybka tamponada, potem pomiar ciśnienia - 190/120. Choruje pani na nadciśnienie? - Tak. Wzięła pani leki? - Nie. Dlaczego? - Bo już miałam niskie

    Kiedyś mi się chciało. Tłumaczyć. Później mi się chciało. Juz tylko opier..lać. Teraz mi się nie chce. Sorry, miśki. To WASZE zdrowie, WASZE życie. Przychodzę, robię swoje, wychodzę.
  • Gość: Joanna IP: 212.87.244.* 04.12.09, 20:47
    Moje kontakty ze szpitalami są na szczęście sporadyczne, ale te
    które chcę przedstawić, są bardzo kontrastowe. Pierwsza sytuacja:
    ląduję z prawie roczną córką na oddziale chirurgii dziecięcej w
    szpitalu wojewódzkim, słynącym z dobrego wyposażenia i wysokiej
    jakości specjalistów. Córka spadła ze schodów i jest podejrzenie
    wstrząsu mózgu. Przez cały pobyt lekarze traktują mnie jak zło
    konieczne, po każdej wizycie, na której żaden z lekarzy nie
    informuje mnie, co zalecają mojemu dziecku, pielęgniarki zabieraja
    małą, a to na pobranie krwi, a to jeszcze jakieś inne badania bez
    pytania i informacji. Generalnie ja i inni rodzice nie jesteśmy dla
    lekarzy żadnymi partnerami do rozmowy czy wyjaśnień. W tym szpitalu,
    w nocy właściwie nie ma opieki, bo lekarze i pielęgniarki śpią i
    mają wszystko w nosie. W sali obok, gdzie leżało dziecko po operacji
    wyrostka, nikt z personelu w nocy nie zajrzał i nie zorientował się,
    że dziecko mocno krwawi, rwetes podniosła matka innego małego
    pacjenta, którą zaniepokoiła kałuża krwi pod łóżkiem. Przypuszczam,
    że gdyby nie jej interwencja, dziecko do rana wykrwawiłoby się.
    Sytuacja druga: leżę z dwuletnim synem na odziale w szpitalu dużo
    mniejszym i znacznie gorzej wyposażonym niż ten pierwszy. Synek ma
    zapalenie płuc, konieczne są inhalacje, oklepywanie, częste
    pobieranie krwi i zmiana wenflonów. Codziennie na porannym obchodzie
    lekarz prowadzący informuje mnie, co będzie w danym dniu robione
    dziecku, jakie są pzewidywania co do długości dalszego leczenia i
    tym podobne. Mam poczucie, że dla tych lekarzy jestem PARTNEREM w
    walce o wyleczenie dziecka. Pielęgniarki przychodzą pytać, czy nie
    potrzebuję pomocy, kilkakrotnie pokazują mi jak powinnam małego
    oklepywać, sprawdzają, co daję mu do jedzenia. W nocy co 3 godziny
    lekarz sprawdza jak sie czują pacjenci, w przypadkach trudniejszych
    nawet częściej.
    Pdsumowując: chociaż za pierwszym razem standard szpitala był dużo
    lepszy, opieka była fatalna. Więc opowieści o tym, że tylko kasa ma
    wpływ na to jak zachowują się lekarze w moich doświadczeniach
    zupełnie sie nie sprawdza. Tak naprawdę wszystko zależy od tego kto
    jest jakim człowiekiem, jeśli nie szanuje pacjenta,to nawet przy
    wyższych zarobkach i lepszym wyposażeniu tak pozostanie.
    pozdrawiam
    Joanna
  • Gość: AL IP: 80.51.91.* 05.12.09, 00:25
    Jakby ten bydlak - "co to panią obchodzi, studiowała pani medycynę"?
    trafił na mnie, to bym go ustawił do pionu...Po pierwsze- to moje
    kolano, więc mam prawo wiedzieć. Po drugie- czy jak pan pyta
    mechanika co dolega pańskiemu samochodowi, to czy jest on równie
    chamowaty- "jest pan mechanikiem, co to pana obchodzi"?. Po trzecie-
    pan jest klasycznym przykładem kogoś, kto nigdy nie powinien tej
    medycyny skończyć z powodu wrodzonego chamstwa i braku empatii.
    Szanuje się każdego pacjenta, który jest człowiekiem a
    nie "przypadkiem"...Ten ćwok nabrał tupetu, bo prości ludzie boją
    się takiemu chamowi wygarnąć.
  • amsterdam53 09.12.09, 14:54
    W Polsce nie leczy się po ludzku? Absolutnie nie,lekarze leczą w
    zależności od łapówki jaką dostaną, leczą w państwowych szpitalach
    za pieniądze z NFZ wykorzystując szpitaly sprzęt i leki ze szpitala
    a pacjętą karzą za to płacić.Czym wyższy etat tym wyższ łapówki,
    należy z tego wyłączyć niektórych uczciwych lekarzy.Proszę sprawdzić
    majątki lekarzy są nieadekwatne do posiadanego majątku i zarobków,
    /starczy zobaczyć samochody pod szpitalami i spytać skąd oni to mają?
  • Gość: protozoa IP: *.chello.pl 09.12.09, 15:47
    Oboje z mężem pracujemy na 2 posadach. Długo - ja prawie 20 lat, mąż ponad 20.
    Samochody mamy gorsze od księgowego, działacza związków zawodowych, nauczycielki
    matematyki w liceum, policjanta po 3 latach słuzby i kilku innych. Skąd oni na
    to mają? Z pensji?
    W życiu nie wzięłam łapówki, leczę najlepiej jak potrafię - chyba skutecznie. Na
    kazdym kroku spotykam sie z pogardą w stosunku do naszej grupy zawodowej. Czas
    aby w Polsce zabrakło lekarzy, aby na zabiegi czekało sie 2-3 razy dłużej lub
    płaciło krocie w prywatnych gabinetach. Wiadomo nie od dziś, że nie szanuje sie
    tego co ma się za darmochę.
  • maksiu1313 09.12.09, 19:32
    Całkiem na głowe upadłaś?/Lekarze nie czują,że leczą pacjenta ale i
    płatnika.Wydaje się im,że pacjenta lecza za darmo,a pensje mają z budżetu
    państwa.Za jaką darmochę,pani doktor.?
  • sithicus 15.12.09, 20:37
    Lekarzy powinno zabraknąć - tak aby spora część ujadającej i nienawidzącej nas
    swołoczy po prostu zdechła. Reszta się na nauczy szacunku.
    --
    “Knowledge is power. Power corrupts. Study hard. Be Evil.”
  • Gość: Pacjent IP: *.netcity.pl 16.12.09, 00:43
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • Gość: lekarz IP: *.rzeszow.mm.pl 16.12.09, 18:27
    Ta wypowiedź powyżej jest dobrym przykładem, jak wygląda kultura
    pacjentów. Nie wymaga komentarza. W dodatku świadczy o kompletnym
    braku wiedzy o istniejącej sytuacji. Otóż kulturalny pacjencie: masz
    rację, że lekarze zza wschodniej granicy nie są gorsi od nas. Tylko
    jest problem- oni wcale nie chcą u nas pracować. Jak wyjeżdżają to
    od razu dalej na zachód. Jak polscy lekarze już wyp... do Szwecji to
    do ciebie kulturalny pacjencie ze wschodu przyjadą owszem- ale
    znachorzy. Dużo zdrowia życzę.
  • lech1966 25.01.14, 19:28
    Czytam i oczom nie wierze. Ile jest beznadziei w tych postach,,,i to ze strony pacjentów,,ale tak samo beznadziejni jesteście Panowie i Panie lekarze. Skoro od nie wykształconego mechanika, kasjerki w Biedronce, czy szefca wymaga sie, i oczekuje kultury,,,to tym bardziej oczekiwałbym podobnej kultury od ludzi wykształconych takich jak lekarze..Ale nic z tego,,etyka lekarska przestała istnieć,,ta grupa zawodowa w chytrości i chamstwie przebiła juz dawno prawników..
    Aż chce się zawołać- pacjencie lecz się sam..
    Zadedykowałbym cały ten wątek naszemu MZ Arłukowiczowi..Zastanawiam się jedynie po co??? Czy on jest tak ślepy i głuchy ze tego nie widzi??? A skoro nie widzi to nie powinien być MZ
    --
    Polityka to sztuka dymania podatnika
  • Gość: Jan Kran IP: *.pl 16.01.10, 13:05
    macanie, zaglądanie do otworów ciała, kłucie, szycie, krojenie,
    babranie się w wydzielinach itp. itd. jest bardzo niekomfortowe. za
    nic nie zamieniłabym swojej czystej pracy przy komputerze na coś
    takiego.
    gdyby wykonujący tę robotę miał jeszcze współczuć dziesiątkom,
    setkom, tysiącom ciał przewijających mu się pod rękami musiałby
    sobie strzelić w łeb.
    lekarze mają wstrętną, ciężką, fizyczną robotę, potwornie obciążającą
    pod każdym względem. każdy radzi sobie z tym jak umie.

    klient (pacjent) oczekuje, że zostanie profesjonalnie obsłużony, nie
    obchodzi go jak ciężko jest lekarzowi i ma do tego pełne prawo.

    jak pogodzic te dwie strony?

    kluczowe znaczenie mają tu warunki w jakich odbywa się proces
    leczenia;
    * wyższy standard ośrodka to komfort dla lekarza i pacjenta
    * zapewnienie bezpieczeństwa materialnego dzięki pracy na jednym
    etacie -> zmniejszenie obciążenia
    * normy postępowania z pacjentem, który jest też klientem, bo idzie
    za nim pieniądz i ich konsekwentne egzekwowanie. od lekarza nie można
    oczekiwać, że będzie po prostu "ludzki", gdyż on musi dehumanizować
    pacjenta by móc wykonywać swoje obowiązki. można i należy oczekiwać,
    że będzie się stosował do jasno wyznaczonych reguł, których
    naruszenie byłoby piętnowane jako brak profesjonalizmu. niektóre
    ośrodki wypracowały sobie takie reguły pomimo nieciekawych, polskich
    realiów, większość nie. pytanie, czy ten stan rzeczy jest generalnie
    do zmiany?
    --
    Jaką wartość ma cywilizacja nieumiejąca zrobić grzanki zgodnie z
    zamówieniem? (Haruki Murakami)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka