Dodaj do ulubionych

"Niedoskonalosc urzednicza"

  • gazton51 09.01.10, 01:38
    Zalinkowany wpisik bardzo ładny, przykładowy kawałek...upuszczania sobie emocji.
    Merytorycznie trafny, formalnie - zniechęcający.
    To dodam i ja swoje trzy grosze.

    Podchodząc zdroworozsądkowo, zamiast pluć i pieklić się zza wielkich wód, problem należy potraktować pragmatycznie.
    Sprawa ta (rozporządzeń o chemioterapii) jest po prostu wydobytym na jaw wierzchołkiem góry lodowej drgającego w konwulsjach patologicznego systemu.
    Takie patologie cywilizacja z powodzeniem zwalczyła już jakieś kilka pokoleń wcześniej.
    Można to załatwić szybko i prosto w kilkanaście miesięcy.

    Pod jednym wszakże warunkiem.
    Że zdrowy system powstanie w zdrowym społeczeństwie, a na takie towarzystwo niestety ani w tym ani w przyszłych pokoleniach my, Polacy w naszym kraju liczyć nie możemy.
    Pragmatyzm pryska jak sen jaki złoty...

    Skoro premier tego kraju, przedstawiciel najświatlejszych sił politycznej areny, masowo poparty przez inteligencję i ludzi mających poczucie podmiotowości obywatelskiej, kolejny raz demonstruje kliniczną arogancję i niekompetencję godną jakiejś łukaszenki.
    W jaki sposób?
    Najpierw urzędowo 'leczy' pedofilię kastracją, teraz - odbiera własną ręką pensje urzędnikom (co jest sprzeczne z prawem!!!) no i - trzyma w swoim gabinecie Kopacz.

    Reakcje i zachowania urzędników systemu są całkowicie spójne z jego zasadami i istotą (a sprzeczne z normami cywilizacyjnymi).
    Z czym jest zgodne i spójne zachowanie premiera?
    Chyba z orlikiem, do tego poziomu pan Tusk Donald sprowadził nasze dumne godło Orła Białego (wedle swego poziomu światopoglądu i umiejętności przywódczych).
    Cóż, jak ryba psuje się od głowy, tak i nie ma co liczyć na świeży powiew w systemowych katakumbach kesonu naszego narodowego.
    I jak tu być pragmatykiem...?
    W sumie - biez 'maci' nie razbieriosz...

    PS - czyżby wpisiku autorem była sama Szanowna Linkująca?
  • st.lucas 09.01.10, 17:00
    Wpis jest piekny.
    Ciekaw jestem, kiedy tradycyjna, polska "frustracyjnosc" zacznie
    zamieniac sie na wlasciwie ukierunkowana aktywnosc.

    Polsce potrzebna jest u wladzy partia chroniaca interesa podatnikow.
    --
    Virtus in minima perficitur.
  • studmw 10.01.10, 01:06
    Podobno wlasnie odebranie pensji urzednikowi panstwowemu przez premiera nie jest niezgodne z prawem, dzisiaj bylo to podniesione u p.Olejnik i ktorys z gosci rzucil paragrafem z mocy ktorego w przypadkach wyjatkowych mozna odebrac do 3 pensji.
    Ale to wszystko przeciez niedoskonalosc urzednicza... jakos nie slyszalem o niedoskonalosci lekarskiej przy spieprzonym zabiegu.
  • iza42 10.01.10, 12:42
    Nie zadna niedoskonalosc urzednicza tylko tania demagogia i tyle. Mam nadzieje,
    ze niewielu sie na to da nabrac.
  • claratrueba 10.01.10, 19:32
    Oczywiście, że nie żadna "niedoskonałość" tylko ratowanie niewymownej części
    ciała w roku wyborczym. Słuchałam mn. wypowiedzi prof. Szczylika, zacnej osoby i
    wiarygodnej. Wydano złe zarządzenie, zapewne w ramach oszczędności. Podniósł się
    krzyk opinii publicznej. Oj, źle- nie tędy droga do popularności i miłości
    wyborców. No to wycofujemy. Walimy gromy na jednego urzędnika, tak jakby takie
    decyzje podejmowane były jednoosobowo. A zarządzenia nie były oficjalnymi
    wytycznymi ministerstwa lub innego organu państwowego. Kasę mu zabieramy- niech
    sie lud cieszy (nic tak nie cieszy jak to, że komuś wyżej od nas się oderwie i
    ubędzie).
    Szkoda, że zabrakło odwagi milusińskiemu słodkiemu premierowi (sama na niego
    głosowałam naiwna) powiedzieć "źle zrobiliśmy, wycofujemy sie, przepraszam".
    Łatwiej znaleźć kozła ofiarnego.
  • gazton51 10.01.10, 21:03
    ... jak myślisz - czy ten populizm milusińskiego przełoży się na poparcie czy
    potępienie w sondażach?
    Pytam, bo też byłem naiwny wybierając Tuska, ale myślę, że nikt, kto myśli o tej
    sprawie jak Ty (a i ja), nie ma szans na wybór w takim jak nasze społeczeństwie.
  • igor14141 10.01.10, 21:16
    Trzeba zmienić społeczeństwo????
  • gazton51 10.01.10, 21:55
    To zależy od osobistych preferencji. Jest kilka opcji:
    a/ zmienić sobie na inne, poprzez emigrację
    b/ zmienić - w sensie ucywilizować, np pracą u podstaw
    c/ poczekać aż się samo zmieni, o ile mamy receptę na nieśmiertelność
    d/ nie zmieniać tylko wziąć siłą za mo..dę i porządzić samemu
    e/ nie zmieniać, udawać, że się jest populem, jak większość
    f/ zmienić siebie i być plemiennym populem, jak większość
    g/ i wiele wiele innych...
    A co Tobie najbardziej pasuje?
  • igor14141 11.01.10, 20:35
    Ja na społeczeństwo nie narzekam,nie jestem rozczarowany panem T,to można było
    przewidzieć.Z opcji zaproponowanych przez Ciebie wybieram,
    g/i wiele wiele innych...to znaczy każdy niech robi swoje,jak najlepiej potrafi....
  • gazton51 11.01.10, 21:00
    A jak Twój wybór ma się do zadanego w Twoim pytaniu tematu: zmiana społeczeństwa?
    Robić swoje bez tej zmiany to utrwalać to co mamy.
    W tym wypadku ja wolałbym, aby robili to ci, którym to nie wyjdzie najlepiej :)
  • claratrueba 12.01.10, 07:00
    Społeczeństwo powoli się zmienia. Czy pamiętasz, kto był rywalem Wałęsy w
    drugiej turze wyborów prezydenckich 1990 roku? (Co oznaczało zdeklasowanie
    premiera Mazowieckiego, legendy chłopskiego oporu Wojciecha Bartoszcze (jego
    brata zmordowała bezpieka), Wł. Cimoszewicza i L. Moczulskiego). Myślę, że taki
    "cudak" już by nie miał większych szans obecnie.
    Ale wiara w racjonalność wyborów obywateli jest naiwna. Całkowicie świadome
    wybieranie- "na program" to udział kilkunastu procentów wykształconych, obytych,
    czytających prasę ludzi. Reszta głosuje na obietnice, slogany, "bo miły taki",
    aparycja ma duże znaczenie. Ogromna wiekszość wyborców w ogóle nie rozumie tzw.
    "programów". "Elektorat negatywny" czyli "głosuję na X tylko dlatego, by nie
    wygrał Y" oceniany jest na ok. 50 %. Dlatego kampania wyborcza bardziej
    przypomina reklamę niż politykę. Wszędzie, gdzie są wybory. Śledziłam kampanię
    prezydencką w USA za pośrednictwem "Time"- to samo. Konkrety, owszem były, ale
    drugoplanowe. Pierwszoplanowy był "lans" w stylu "celebrity"- fajny tatuś, dobry
    sąsiad itp. bzdety. Bo to trafia do większości. A "trudne słowa zagraniczne"-
    nie. Definicję slowa "budżet" podało prawidłowo ok. 20% Polaków w badaniu na
    grupie kilku tysięcy.
    Polecam "Zabawić się na śmierć" Neila Postmana- jesli ktoś ma jeszcze złudzenia
    co do "racjonalności przeciętnego wyborcy">
  • pct3 12.01.10, 07:07
    Całkowicie świadome wybieranie- "na program" to udział kilkunastu
    procentów wykształconych, obytych czytających prasę ludzi. Reszta
    głosuje na obietnice, slogany


    Z całym szacunkiem, te kilkanaście procent też głosuje na obietnice
    i slogany, tylko zawarte w programach i przedstawiane oraz
    interpretowane w tej "lepszej" prasie.
  • claratrueba 12.01.10, 07:23
    Fakt, często ze świadomością, że to "obiecanki cacanki". Trochę to lepsze niż na
    "miłą buzię", ale niewiele zmienia.
  • gazton51 12.01.10, 10:51
    Zgadzam się z Tobą w zupełności.
    Mamy obecnie do czynienia z ekspansją narzędzi wpływu społecznego skierowaną po raz pierwszy (z tytułu postępu technicznego ) do tak szerokich warstw społecznych, ze większością stają się odbiorcy na poziomie 'homo ludens'. Cechuje ich niezdolność do racjonalnej refleksji intelektualnej i budowanie postaw na poziomie emocjonalnych więzi plemiennych. Takie mamy czasy.
    Tyle, że wpływ społeczny może mieć formę taniej manipulacji dostosowanej poziomem i metodyką do wprowadzenia w błąd masowego 'popula', ale może też kreować w popularny ale rzetelny sposób postawy wymagające zachowań i wartości racjonalnych.
    To jest taka różnica, jak pojmowanie 'pijaru' w naszym kraju (jako metody oszukiwania innych) a pojęcie PR, oznaczające kształtowanie efektywnych relacji danego środowiska ze światem zewnętrznym.
    Myśląc o zmianach społecznych, ja mam na uwadze metody wpływu, będące rzetelnym kształtowaniem postaw obywatelskich i motywacji pozwalających każdemu skorzystać z racjonalnych (a więc korzystnych w konsekwencji) wyborów.
    Takie metody są i działają, również w naszej niedawnej historii społecznej, tyle, że wymagają wpierw budowy 'masy krytycznej' dla stworzenia źródeł politycznych tych działań.
    Na 'zabawę na śmierć' my na szczęście w PL jesteśmy jeszcze za biedni, są szanse abyśmy w tym akurat przeskoczyli jakiś etap rozwoju społeczeństw konsumpcyjnych.
  • claratrueba 13.01.10, 07:44
    "Zabawić się na śmierć" nie mówi o zabawie, a o "rozrywkowym" stylu kampanii
    wyborczych. Na to nie jesteśmy za biedni.
    Politykom nie zalezy na kształtowaniu jakichkolwiek racjonalnych postaw i
    wyborów- obnażyłoby to ich mierność merytoryczną. To, niestety, cały
    "cywilizowany" świat. Wymień mi współczesnych polityków, których postawiłbyc na
    równi z de Gaullem, Churchillem, Rooseveltami (jeden od Kanału Panamskiego drugi
    New Deal'u), Thatcher. Tamci nie byli "fajni", nie mieli ładnych kochanek
    opisywanych w mediach, byli KIMŚ a nie ładna lalką z okładki. Czy grubas i
    kaleka mieliby teraz jakąś szansę?
  • gazton51 14.01.10, 09:55
    Ja, do Twojej listy dodałbym jeszcze Ronalda Reagana.
    Uważam, że współcześnie, pewne szanse na miejsce w historii mężów (hm..) stanu ma Angela Merkel.
    Entertainment rozumiem nie tyle jako zabawę, ale jako ludyczny paradygmat systemu wartości, jaki służy w naszych czasach do społecznego kwalifikowania kompetencji politycznych. To jest obecnie "merytoryczna wartość" produktu politycznego, bo przecież w tym świecie analfabeci publikują blogi, troglodyci masowo wykupują kwity zastępujące wykształcenie a wszyscy razem kwitną w publicznych sieciach komunikacji "2.0", publikując treści właściwe ongi wyłącznie ścianom ustronnych miejsc.
    Miejsce i rolę "kalek i grubasów" na tej agorze publicznej świetnie obrazuje casus p. Kononowicza - ale ubaw!
    Sprzyja temu zjawisku lansowana 'poprawność polityczna' - im więcej atestowanego zakłamania tym ostrzej widoczne są kontrastowe do niego, rzeczywiste przekonania, jakie ta 'poprawność' ma skrywać.

    Jak się to ma do dyskusji o SZ?
    Ja np., jako certyfikowany grubas i kaleka, z powodzeniem funkcjonuję zawodowo, pozytywnie kontrastując z jeszcze paskudniejszym medialnie wizerunkiem systemu SZ! :)
  • claratrueba 14.01.10, 10:16
    Angela Merkel, powiadasz, znowu się zgadzamy, choc u mnie też hmm. Ja bym Putina
    dodała, choć "osobowość" za wschodnią granicą nic nam dobrego nie wróży.
    Twoja ocena społeczeństwa też do mojej pasuje. Takich ćwiercinteligentów,
    cwaniaczków popierających zawsze tych, co obiecali dużo dać za nic nazywano
    przed wojną "narodkiem (to z naszej dawnej dyskusji) wychowanym na Ikacu"
    (Ilustrowany Kurier Codzienny- prawie tabloid).
    > Jak się to ma do dyskusji o SZ?
    Ma, niestety, ma. Bo o niej decydują politycy wybrani w "zabawowy sposób" przez
    ogłupiony i zinfantylizowany przez media elektorat.
    A grubas i kaleka, choćby najbystrzejsi (odp. okrąglutki Churchill i niechodzący
    F.D. Roosevelt) byliby kompletnie "niemedialni"- samo powstanie tego słowa jest
    wiele mówiące.
  • gazton51 14.01.10, 10:39
    Jakoś nie mam ochoty wypowiedzieć się o Putinie(będąc lekarzem trudno byłoby to zrobić dyplomatycznie), za cały komentarz niech posłuży jego cv i elektorat, skutki dla nas oceniam podobnie.

    > Ma, niestety, ma. Bo o niej decydują politycy wybrani w "zabawowy sposób" przez
    > ogłupiony i zinfantylizowany przez media elektorat.

    Ja mam trochę inne wnioski z dyktatury "homo ludens".
    Można w sposób popularny (nie:populistyczny) i atrakcyjny medialnie(ale nie: pusty w treści) prowadzić politykę i osiągać cele.
    Polityka to taka sama profesja, jak każda inna, wymagająca interakcji i wpływu społecznego (nie wyłączając zwłaszcza lekarzy!).
    Rzecz nie w tym, by trzymać się dawnych form, nie wymagających "medialności" ale, aby podobnie cenne wartości 'sprzedawać' w skuteczny sposób.
    I znowu przykład - Reagan R, Kuroń J. - zdaje się zupełnie różne bajki, ale te same cechy - przywództwo zyskujące popularność dla wartości cennych społecznie.
    W politycznym aspekcie reformy SZ problem nie w przekonaniu społeczeństwa, bo jego opór to mit szerzony przez oportunistów systemu (fakty społeczne i badania wskazują na pełną gotowość społecznego poparcia zmian).
    Problemem są siły konserwujące status quo.
  • claratrueba 14.01.10, 10:51
    Można robić z siebie błazna w kampanii ku uciesze gawiedzi, a potem mądrze
    reformować. Zgoda. Ale naprawdę poważnych ludzi ta konieczność "lansu" w stylu
    Doda jakoś zniechęca. Bo trochę obciach. Choć np. Reagan, którego wspomniałeś, a
    którego również cenię wysoko, tak właśnie zrobił (aktorowi, zwłaszcza kiepskiemu
    chyba łatwiej było).
    Kuroń to była legenda- podobnie jak de Gaulle. To nie ma zastosowania powszechnego.
    > W politycznym aspekcie reformy SZ problem nie w przekonaniu społeczeństwa, bo j
    > ego opór to mit szerzony przez oportunistów systemu (fakty społeczne i badania
    > wskazują na pełną gotowość społecznego poparcia zmian).
    Kurczę, ja tego nie widzę. Znaczy gotowość zmian w ogóle- tak. Ale już pytania o
    konkrety, a szczególnie prywatyzację- dają inne odpowiedzi.
    Z tych sondaży wynika prosto mówiąc "ma być kasa, dostępność i już" bez zmian
    systemu. Możliwe, pod warunkiem odkrycia złóż ropy, diamentów, złota, platyny w
    naszym pięknym kraju.
  • gazton51 14.01.10, 12:39
    Tu jestem większym optymistą.
    Nie chodzi o robienie błazna, ale o umiejętność właściwego definiowania problemów i opisywania rozwiązań przynoszących korzyści.
    Oraz umiejętność (tak właśnie, to niekoniecznie przydatek wrodzony) przywództwa (tu przykładem jest onże Reagan).
    To sondaże i ich interpretacja są często właśnie błazeńskie.

    Weżmy taki przykład:
    Pytanie 1: "czy chce Pani, w związku z Pani chorobą, aby ją chwilowo pozbawić świadomego życia, z dużą nadzieją na powrót do przytomności?"
    Pytanie 2 "czy chce Pani, aby zabieg konieczny dla przywrócenia Pani zdrowia wykonać tak, aby nic Pani nie z niego pamiętała i nie czuła?"

    Takie pytania mógłby zadać zarówno anestezjolog jak i reformator SZ.
    Jasno widać, że choć temat pytania ten sam, odpowiedzi będą krańcowo różne.

    Polacy uważają, że to właśnie SZ jest dziedziną wymagającą najpilniej zmian i - oczywiście - są przeciw złodziejstwu (synonim: prywatyzacja) i chaosowi (synonim: reforma) oraz dalszym nieuzasadnionym korzyściami kosztom tego, co jest (synonim: dopłaty do tego systemu).

    To właśnie wynika z rzetelnych badań społecznych a nie medialnych błazeństw sondażowych.
  • slav_ 14.01.10, 10:56
    > ego opór to mit szerzony przez oportunistów systemu (fakty społeczne i badania
    > wskazują na pełną gotowość społecznego poparcia zmian).

    Owszem, pod jednym wszakże warunkiem - ze nie trzeba będzie za to OSOBIŚCIE płacić (podkreślam osobiście bo często jest akceptowane "płacenie z budżetu państwa" co wynika po części z niezrozumienia skąd te pieniądze w budżecie państwa się znajdują a po części z cwaniactwa osób które niewiele lub nic do tego budżetu nie wnoszą - "zapłacą za mnie inni"). Wtedy już są protesty i okazuje się że jesteśmy "zbyt biednym społeczeństwem".

    Poza tym brak jest zgody na zróżnicowanie poziomu i zakresu należnych świadczeń - rzeczy nierozłącznie powiązanej z prawdziwym systemem ubezpieczeniowym.

    Czyli - reforma tak ale żeby więcej nie płacić i każdemu należy się pełny zakres opieki zdrowotnej.
  • claratrueba 14.01.10, 11:21
    > Owszem, pod jednym wszakże warunkiem - ze nie trzeba będzie za to OSOBIŚCIE pła
    > cić (podkreślam osobiście bo często jest akceptowane "płacenie z budżetu państw
    > a" co wynika po części z niezrozumienia skąd te pieniądze w budżecie państwa si
    > ę znajdują a po części z cwaniactwa osób które niewiele lub nic do tego budżetu
    > nie wnoszą - "zapłacą za mnie inni"). Wtedy już są protesty i okazuje się że
    > jesteśmy "zbyt biednym społeczeństwem".
    Celne spostrzeżenie.
    Spójrzcie na sondaże- najbardziej chcą zmian ludzie z wyższym wykształceniem, bo
    1. zarabiają więcej- dokładają więcej 2. wiedzą ile dokładają (PIT czytają) 3. i
    tak płacą za wizyty prywatne i tak (godziny stracone w przychodniach to zbyt
    duża strata finansowa)
    Przeciwni są najsłabiej zarabiający bo wiedzą albo i nie, ale dokładają
    najmniej. Prywatnie sie nie leczą, bo albo w ogóle nie bardzo dbaja o zdrowie,
    albo wysiadują w przychodniach bo to czysty zysk- l-4.
    Przeciwni są rolnicy- bo im zawsze bieda, albo wiedzą, że g.. płacą.
    Tylko co to znaczy "płacić"? Oprócz składki ZUS i bez odpisania od podatku? To
    sprawiedliwe? Dołożyłam się na wspólna flaszkę a jak chcę wypić to muszę sobie i
    tak kupić?
  • gazton51 14.01.10, 12:42
    Istotna różnica - czy pytamy o zmiany czy o reformy, prywatyzacje,dopłaty.
    Slav całkowicie niecelnie interpretuje oznaki postaw społecznych uzyskane na
    podstawie nietrafnie stawianych problemów i mylnie definiowanych rozwiązań.
  • slav_ 14.01.10, 14:25
    > Tylko co to znaczy "płacić"? Oprócz składki ZUS i bez odpisania od podatku? To
    > sprawiedliwe? Dołożyłam się na wspólna flaszkę a jak chcę wypić to muszę sobie
    > i
    > tak kupić?

    Jak to co znaczy? Przecież teraz również płacisz.
    Tylko że Twoje płacenie nijak nie przekłada się na wybór trunku i dostęp do niego :-)
    Tzn. w niektórych bufetach jest siwucha, w innych nawet szampan ale najpierw musisz odstać w kolejce do lady a gdy już do niej dotrzesz dostajesz to co mają. No to jak Cię "suszy" to idziesz do monopolowego i kupujesz "klina" bez kolejki :-)
    (ale dla wielu ludzi czas stracony na czekanie jest wart mniej niż zapłata więc czekają - w czasie zaoszczędzonym na czekaniu nie są w stanie zarobić pieniędzy koniecznych do wydania na leczenie więc stoją)

    Każda racjonalna reforma musi mieć wpisany związek wysokości opłat (WSZYSTKICH - ubezpieczenie obowiązkowe jeśli istnieje, z dobrowolnym i dopłatami obowiązkowymi lub dowolnymi) z zakresem i dostępnością usług. Wtedy okaże się że za mniejsze niż płacisz teraz pieniądze możesz mieć szampana podanego do łózka ale za to w barze będzie już wyłącznie siwucha a niektórzy stojący (czasem obecnie "złapuąjcy się" na coś lepszego za TWOJE pieniądze) dostana ja nie codziennie tylko raz na tydzień

    Wymaga to nie tylko bardzo szerokich zmian legislacyjnych sankcjonujących taki stan rzeczy (obecny prezydent by ich nie podpisał co jednoznacznie wyartykułował) ale również zmian mentalności PACJENTÓW bo to zwiększa wymagania co do odpowiedzialności za własny los (oczywiście mogę wyciągać całkowicie błędne wnioski i nie jest to potrzebne).

    Na tego typu zróżnicowanie nie ma ŻADNEGO "przyzwolenia społecznego" co pokazują np. reakcje na prace przy "koszyku świadczeń" - "koszyk" ma być ale ma być w nim... wszytko (dodajmy - za obecną składkę a włączenie do płacenia grup obecnie nie płacących nie jest jakoś zbyt forsowane).
  • gazton51 14.01.10, 18:57
    > Na tego typu zróżnicowanie nie ma ŻADNEGO "przyzwolenia społecznego" co pokazuj
    > ą np. reakcje na prace przy "koszyku świadczeń" - "koszyk" ma być ale ma być w
    > nim... wszytko(...)

    Mylisz zmienianie systemu z jego zaostrzaniem.
    Tego pierwszego - nie ma, to drugie - to "prace nad koszykiem".
    To tak, jakby oczekiwać poparcia więźniów dla zmiany represyjnego regulaminu pobytu, gdy oznacza to, że komendant pierdla "reformuje" jadłospis poprzez opłaty za to, co dotąd było w nim gratis.
    Dokładnie to miałem na myśli pisząc wyżej, w czym się mylisz.

    Skąd masz informacje, o społecznym oczekiwaniu, że w koszyku "będzie wszystko"?

    Kiedyś mieszkania, samochody czy leki na receptę były praktycznie "za darmo" (przy czysto teoretycznej dostępności). Jak widać, społeczeństwo nie żąda dziś darmowych leków dla np. pracowników SZ, czy samochodów na talony za śmieszne pieniądze.
    Czy możesz to sobie jakoś wytłumaczyć, czy po prostu nie potrafisz wyjść poza determinację horyzontu systemowego.

    Tylko system uczy, że ludzie go pragną.
    Ludzie tymczasem pragną, aby się czegoś nauczył - i to nie na nich.
  • slav_ 14.01.10, 23:38
    > Mylisz zmienianie systemu z jego zaostrzaniem.
    > Tego pierwszego - nie ma, to drugie - to "prace nad koszykiem".

    Koszyk to nie zaostrzanie systemu tylko jego urealnienie - powiązanie oferty systemu z jego możliwościami finansowymi. Brak tego to podstawowy problem opieki zdrowotnej i podstawowa przeszkoda w rozwoju prawdziwego systemu ubezpieczeń.

    > Skąd masz informacje, o społecznym oczekiwaniu, że w koszyku "będzie wszystko"?

    Niestety tylko z obserwacji własnych, dyskusji w tv i publikacji prasowych oraz komentarzy internetowych - towarzyszących informacjom na ten temat.
    Mogę się mylić. Przedstaw mi "twarde" dane na temat zakresu faktycznej akceptacji i oczekiwań to zmienię zdanie. Na razie pozostanę przy swoim.

    > rzy czysto teoretycznej dostępności). Jak widać, społeczeństwo nie żąda dziś da
    > rmowych leków dla np. pracowników SZ, czy samochodów na talony za śmieszne pien
    > iądze.

    Przywileje te odebrano słabym grupom społecznym. Oraz czyniono to w specyficznym okresie którego wielu do dziś nie może Balcerowiczowi wybaczyć. Mocnym dawano przywileje (inne, ale mechanizm ten sam) kosztem całego społeczeństwa całkiem niedawno - to jedyny powód. Spróbuj odebrać przywileje górnikom.

    > Ludzie tymczasem pragną, aby się czegoś nauczył - i to nie na nich.

    Wcale nie. Ludzie chcą by coś DAŁ (dawał) i nie maja nic przeciw temu. Ale nie chcą za to płacić.
  • gazton51 15.01.10, 10:38
    > Koszyk to nie zaostrzanie systemu tylko jego urealnienie

    To jest Twoje określenie. Sam system określa to "uszczelnieniem" - bo wredni
    pacjenci wysysają mu pieniążki? :) Naturalnie system nie zauważa, że jest
    dokładnie odwrotnie.

    Nie ma w tym systemie nic realnego i być nie może - trafnie odczytuje to
    społeczeństwo, widząc po prostu w akcji koszykowej redukcję opłaconych z góry
    świadczeń bez żadnej reformy dającej obywatelowi symetryczne prawo
    decyzji
    , jaki i gdzie zakres chce opłacić.
    Na wolnym rynku takie praktyki są ścigane przez urząd antymonopolowy - patrz
    branża telekomunikacyjna np.

    > Niestety tylko z obserwacji własnych (...) etc.

    Właśnie to miałem na myśli, że to po prostu Twoje obserwacje są nietrafne.

    > Przywileje te odebrano słabym grupom społecznym.

    Bynajmniej. Dotyczyły one m.in. rządzącej do niedawna nomenklatury
    komunistycznej (samochody,mieszkania). Dotyczyły też całego społeczeństwa, gdy
    wprowadzono podatek osobisty, uwolniono rynek pracy (nie ma już przecież "prawa
    do pracy") czy wolny rynek mieszkań i nieruchomości, nie mówiąc o denominacji
    złotego i reformy wielu wielu innych atrybutów poprzedniego systemu.

    I właśnie nie - 'odebrano', ale zreformowano zasady
    społeczno-ekonomiczne, na co społeczeństwo wyraziło zgodę polityczną.
    Bo zadbaliśmy jako Polacy o to , aby zbudować consensus, że poprzedni
    system musi zniknąć, stąd społeczna zgoda na tego koszty, skoro chcemy
    przewyższających je korzyści!

    Nie ma żadnych korzyści z dofinansowania czy szminkowania obecnego systemu SZ i
    temu właśnie, a nie zmianie systemu społeczeństwo mówi: "nie", tak jak mówiło
    "nie" szminkowaniu trupa komunizmu.

    Polecam np. lekturę corocznych badań "diagnoza społeczna" prof. Czaplińskiego
    oraz badań np.CSIOZ (pokazują,jaka jest rzeczywista ocena społeczna obecnego
    systemu).

    > Wcale nie. Ludzie chcą by coś DAŁ (dawał) i nie maja nic przeciw temu. Ale nie
    > chcą za to płacić.

    To jest właśnie istota wygodnego mitu, hodowanego przez populizm.
    Tymczasem ludzie chcą i płacą niemało w podatkach, ale nie widzą związku
    pomiędzy tym, co płacą a jakością tego, co dostają. I chcą płacić za wyższą
    jakość i dostępność, o czym świadczą fakty ekonomiczne wielokrotnie przeze mnie
    cytowane (ile dopłacamy z własnej kieszeni do ochrony zdrowia - za leki np, -
    najwięcej w Europie!).

    W realnej rzeczywistości ludzie płacą chętnie za mnóstwo rzeczy, rozejrzyj się
    wokół. Cała gospodarka na tym polega. I to płacą tym więcej, im większą wartość
    dla nich ma kupowany towar.
    To, że nie chcą płacić za towar serwowany przez ten system oznacza tylko tyle,
    że jego wartość oceniają bardzo nisko.
    I to właśnie jest jeden z dowodów na konieczność zmiany systemu oraz źródło
    społecznego poparcia.

    Uczciwe podejście do reform przynoszących korzystne zmiany nie polega na
    próbach sprzedawania ludziom wyższych kosztów systemu, który udowodnił swą
    całkowitą niekorzystność i nieprzydatność dla obywatela-płatnika.

    PS w 'Polityce' Janicki i Walewski podsunęli pomysł ogólnonarodowego referendum
    w sprawie reformy systemu SZ. To interesujący pomysł, nie sądzisz?
  • slav_ 15.01.10, 16:12
    > To jest Twoje określenie. Sam system określa to "uszczelnieniem" - bo wredni
    > pacjenci wysysają mu pieniążki? :) Naturalnie system nie zauważa, że jest
    > dokładnie odwrotnie.

    Bez okreslenia zakresu świadczeń gwaranownych przez obowiązkowy system za okreslnoa składke nie jest możliwa żadna reforma ubezpieczeń zdrowonych. Oczywście można całkowice zlikwdować system obowązkowy choć wątpie w realność takego rozwązania.

    > Polecam np. lekturę corocznych badań "diagnoza społeczna" prof. Czaplińskiego
    > oraz badań np.CSIOZ (pokazują,jaka jest rzeczywista ocena społeczna obecnego
    > systemu).

    >I chcą płacić za wyższą
    > jakość i dostępność

    Podaj mi dane określajce stopień akceptacj zakresu reform i zakresu śwadczeń za które chą płacic pacjenci a nie "ocenę systemu".

    > PS w 'Polityce' Janicki i Walewski podsunęli pomysł ogólnonarodowego referendum
    > w sprawie reformy systemu SZ. To interesujący pomysł, nie sądzisz?

    Zanim aprobuję pomysł chciałbym poznać proponowane pytania które zostana zadane.
  • claratrueba 15.01.10, 07:21
    Dokładnie to samo postuluję- obowiązkowość ubezpieczen i swobodny wybór
    ubezpieczyciela. I absolutnie nie wierzę, że tego dożyję choć z długowiecznej
    rodziny jestem.
  • igor14141 15.01.10, 10:29
    Obecna SZ boi się rynku bardziej niż choroby,tylko wpuszczenie do niej
    konkurencji może poprawić sytuację..Chodzi o stworzenie prawdziwej konkurencji
    płatników.Zyskali by na niej zarówno lekarze jak i pacjenci.Dziś z NFZ konkurują
    tylko ;koperty:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.