Dodaj do ulubionych

zdarzenie masowe i ratownictwo...

13.07.10, 22:33
Pierwsze karetki zjawiły się na miejscu katastrofy po 15-20 min. Przyjechały jednak tylko dwie, a rannych było 45 osób, w tym pięć ciężko.

- Nie były w stanie przetransportować wszystkich potrzebujących pomocy do szpitali. Dopiero po około godzinie pojawiły się następne i zabrały rannych - dodaje Iwańczyk.

--------

po godzinie pojawiły się następne.hmmm.

a co z pomocą HEMS?

podobno karetek jest zbyt dużo. Cóż.
Edytor zaawansowany
  • snajper55 14.07.10, 00:52
    loraphenus napisał:

    > Pierwsze karetki zjawiły się na miejscu katastrofy po 15-20 min. Przy
    > jechały jednak tylko dwie, a rannych było 45 osób, w tym pięć ciężko.

    >
    > - Nie były w stanie przetransportować wszystkich potrzebujących pomocy do szpit
    > ali. Dopiero po około godzinie pojawiły się następne i zabrały rannych - dod
    > aje Iwańczyk.

    >
    > --------
    >
    > [url=http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,8134765,Czolowe_zderzenia_p
    > ociagow__ranny_lekarz_kierowal.html]po godzinie pojawiły się następne.hmmm.[/ur
    > l]
    >
    > a co z pomocą HEMS?
    >
    > podobno karetek jest zbyt dużo. Cóż.

    Może inne karetki pojechały do dzieci z bólem brzucha, kobiet z bólem głowy czy
    innych, różnie niepokojących przypadków. Zgodnie z postulowaną na tym forum
    zasadą jeżdżenia do każdego wezwania.

    S.
    --
    Jarosław Kaczyński o agencie Olinie:
    "- Jeżeli ktoś mnie zapyta kim jest pan Józef Oleksy to powiem: jest to polski
    lewicowy polityk starszo-średniego pokolenia."
    Oto Wódz
  • loraphenus 14.07.10, 01:02
    że nie przyjeżdżają karetki nie wezwane a zgodnie z mądrościami ludowymi karetek
    jest zbyt dużo.

    przyjechały po godzinie bo zapewne o czym dowiemy się z forum -załogi biwakowały
    nad okolicznymi jeziorami jedząc lody i opalając się przy piwku.
  • cccykoria 14.07.10, 09:47
    w którymś to wątku, że w razie W pewiem "dr" nie
    przyznałby się, że jest "dr".Po co pózniej ciąganie po
    sądach, a może mi to się śniło:)?

    Postawa dr z artykułu godna podziwu

    ...a może karetka pojechała do wypadku, który spowodował dr
    pod wpływem % ? :)

    vice versa snajper:)
    --
    Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę.
    — Paulo Coelho
  • igor14141 14.07.10, 11:25
    Na szczęście jednym z przytomnych podróżnych był lekarz i choć sam ranny, na
    początku to on pokierował akcją ratunkową.
    Jak miło przeczytać że ktoś bezinteresownie pomagał,mimo ze sam lekarz był
    ranny.Postawa lekarza godna podziwu!
    Lorafenku Ty w takim przypadku najpierw zadał byś pytanie -ile za to dostanę!!
    Karetki pogotowia zajmowały sie ludzmi ,którzy tracą przytomność na skutek upałów !
  • loraphenus 14.07.10, 13:08
    fajnie ze wiesz co bym zrobil.

    wv swym urojeniowym belkocie stosujesz za malo wykrzyknikow. Klasa!
  • protozoa 14.07.10, 17:58
    W moim ponad dwudziestoletnim lekarskim zyciu mam epizod pogotowiarski.
    Jeździłam w zespole wypadkowym z założenia przeznaczonym do udzielania pomocy
    ofiarom wypadków.
    I , z czystm sumieniem moge powiedzieć, że mniej więcej połowa wyjazdów była
    nieuzasadniona. Zastepowaliśmy lekarzy rodzinnych wypisując recepty na leki na
    nadciśnienie, badałam brzuchy u dorosłych, którym nie chciało się ruszyć d ..do
    przychodni, diagnozowałam kolki u niemowląt, leczyłam infekcje górnych dróg
    oddechowych, woziłam do izby wytrzeźwień lub izby przyjęć amatorów trunków,
    którzy przeholowali. Zajmowałam się nerwicami, bolesnymi miesiączkami,
    awanturami rodzinnymi, bólami głowy, bólami korzonków, starością,
    samotnością........
    W tym czasie oczywiście zdarzały się wypadki- głównie komunikacyjne-, do których
    powinnam jechać. Nie jechałam, bo - patrz wyżej. Nie wiem ilu chorych ucierpiało
    z powodu opóxnienia pomocy lub udzielenia pomocy przez przypadkowe osoby.
    Igor zachwyca się lekarzem, który choć sam ranny kierował akcją ratunkową - w
    takim samym stopniu chwalebne co i nierozsądne. Są sytuacje, w których lekarz
    powinien sobie odpuścić. Należą do nich: choroba, uraz w wypadku , stan po
    alkoholu itd. Lekarz ma prawo odmówić pomocy, gdy sam nie czuje się na siłach -
    czy np. ktoś kogo bardzo boli, bo jest po urazie może działac skutecznie i nie
    zaszkodzić? Nie zawsze.
    Alkohol jest dla ludzi - lekarz jak każdy inny człowiek po pracy ma prawo napić
    się alkoholu, ba nawet upić. Nie jest to nielegalne czy zabronione. I w tej
    sytuacji domaganie się od niego jakiejkolwiek pomocy jest bez sensu. Ma prawo,
    ba obowiązek odmówić i nie jest pociągany do odpowiedzialności karnej przed
    jakimkolwiek sądem.
  • oby.watel 14.07.10, 18:40
    protozoa napisała:

    > Są sytuacje, w których lekarz powinien sobie odpuścić. Należą
    > do nich: choroba, uraz w wypadku , stan po alkoholu itd. Lekarz
    > ma prawo odmówić pomocy, gdy sam nie czuje się na siłach - czy
    > np. ktoś kogo bardzo boli, bo jest po urazie może działac
    > skutecznie i nie zaszkodzić? Nie zawsze.

    > Alkohol jest dla ludzi - lekarz jak każdy inny człowiek po pracy
    > ma prawo napić się alkoholu, ba nawet upić. Nie jest to nielegalne
    > czy zabronione. I w tej sytuacji domaganie się od niego
    > jakiejkolwiek pomocy jest bez sensu. Ma prawo, ba obowiązek
    > odmówić i nie jest pociągany do odpowiedzialności karnej przed
    > jakimkolwiek sądem.

    Zgadza się. Lekarz, w przeciwieństwie do zwykłego obywatela, ma prawo, ba -
    obowiązek odmówić udzielenia pomocy. W końcu jest lekarzem. W tej sytuacji
    zdumiewa, że lekarz nie tylko nie odmówił, ale wręcz kierował akcją ratunkową.
    Lekarski sąd koleżeński powinien przywołać go bezzwłocznie do porządku. Żeby
    choć pobierał dowody wdzięczności od poszkodowanych...

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • gamdan 14.07.10, 19:03
    Lekarz ma prawo odmówić pomocy, gdy sam nie czuje się na siłach. Czy
    ktoś kogo bardzo boli, bo jest po urazie, we wstrząsie psychicznym po wypadku, zdenerwowany itp. może działać skutecznie i nie zaszkodzić? Nie zawsze.
    Lekarz, o którym mowa w artykule, postąpił inaczej. Pomagał, organizował pomoc, działał.
    I CHWAŁA MU ZA TO.
    Swoim postępowaniem zaprzeczył idiotycznym uogólnieniom jakich pełno na tym forum.
    A jeśli ktoś pisze:
    Lekarz, w przeciwieństwie do zwykłego obywatela, ma prawo, ba -
    obowiązek odmówić udzielenia pomocy. W końcu jest lekarzem.

    to musi mieć bardzo pokrzywioną psychikę.
  • oby.watel 14.07.10, 19:19
    gamdan napisał:


    > A jeśli ktoś pisze:
    > Lekarz, w przeciwieństwie do zwykłego obywatela, ma prawo, ba -
    > obowiązek odmówić udzielenia pomocy. W końcu jest lekarzem.

    > to musi mieć bardzo pokrzywioną psychikę.

    Skoro tak twierdzisz...

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • gamdan 14.07.10, 19:40
    Zgadzamy się?
    Oczom nie wierzę.
    Jednak wziąłeś lekarstwo. Brawo za odwagę.
  • oby.watel 14.07.10, 22:35
    Cytat, który zacytowałeś pochodzi z postu Twojej uroczej koleżanki po fachu.
    Zdziwiłbym się gdybyś się z Nią nie zgodził. Więc lekarstwo zaaplikuj sobie,
    jeśli uznasz, że przypadek nie jest beznadziejny.

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • protozoa 14.07.10, 21:54
    Czy chciałbyś, aby "pomocy" udzielał Ci lekarz wijący się z bólu, któremu
    cierpienie odbiera możliwość podejmowania trafnych decyzji?
    Czy chciałbyś , aby ratował Cię np. z wypadku komunikacyjnego przygodny lekarz,
    który własnie ypił na prywatnej imprezie alkohol i wraca do domu?
    I nie ma to nic wspólnego z dowodami wdzięczności.
  • oby.watel 14.07.10, 22:49
    protozoa napisała:

    > Czy chciałbyś, aby "pomocy" udzielał Ci lekarz wijący się z bólu,
    > któremu cierpienie odbiera możliwość podejmowania trafnych decyzji?
    > Czy chciałbyś, aby ratował Cię np. z wypadku komunikacyjnego
    > przygodny lekarz, który właśnie wypił na prywatnej imprezie alkohol
    > i wraca do domu? I nie ma to nic wspólnego z dowodami wdzięczności.

    Nie. Nie chciałbym, aby "pomocy" udzielał mi lekarz wijący się z bólu, któremu
    cierpienie odbiera możliwość podejmowania trafnych decyzji. Raczej skupiłbym się
    w miarę możliwości na udzieleniu pomocy jemu.

    Nie wiem, czy chciałbym, aby ratował mię np. z wypadku komunikacyjnego przygodny
    lekarz, który właśnie wypił na prywatnej imprezie alkohol. Bo jeżeli to nie on
    spowodował wypadek wracając po pijaku samochodem z imprezy i wraca do domu o
    własnych siłach to na pewno udzieli bardziej fachowej i skuteczniejszej pomocy,
    niż czterech trzeźwych przechodniów. Nie wiem ile musiałby wypić lekarz, żeby
    założyć opaskę uciskową poniżej rany, albo na szyi, jeśli poszkodowany doznał
    urazu głowy.

    Tak czy owak, to - dorosły w końcu i odpowiedzialny - lekarz decyduje, czy czuje
    się na siłach udzielić pomocy. Z drugiej strony jak sobie wyobrażasz, że lekarz
    widząc umierającego, machnie ręka i potoczy się dalej, bo jest pijany? Prawo
    obowiązuje także i lekarzy.

    Art. 162 kodeksu karnego: „§ 1. Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu
    grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku
    na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej
    osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu,
    podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.


    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • protozoa 15.07.10, 07:19
    Dlaczego od razu lekarz miałby spowodować po pijanemu wypadek?
    Wystarczy, żeby wypił kilka kieliszków wódki ( jeśli nie jest w pracy MA DO TEGO
    PRAWO) i już nie jest w pełni sprawny i może popełnić błąd.
    Rzadko piję alkohol w większych ilościach niz kileszek wina czy szklaneczka
    whisky z lodem, w zyciu nie byłam pijana, ale nie dotknęłabym pacjenta bedąc pod
    wpływem alkoholu ( podobnie jak nie siadłabym za kierownicą samochodu). I wtedy
    żaden artykuł 162 KK mnie nie obowiązuje, bo nie jestem wstanie tego zrobić.
    Nie jestem prawnikiem i nie bedę cytować KK, ale są zapisy, które zwalniają z
    udzielania pomocy np. narażenie własnego zdrowia/życia czy właśnie sytuacja, w
    której lekarz nie jest w pełni dyspozycyjny.
    Czy będziesz wymagać, aby lekarz udzielając pomocy wchodził do płonącego domu?
    Nie! I nawet jeśli w tym domu będzie Twoja matka czy dziecko, spłoną w pożarze (
    tfu, tfu, nikomu tego nie zyczę) a lekarz będzie na zewnątrz nie masz prawa
    wymagac by biegł do środka i ratował. Od tego są strażacy, to oni mają
    udostępnić lekarzowi bezpieczne dotarcie do chorego.Gdyby jednak przyszło Ci do
    głowy wytoczyc lekarzowi proces - przegrasz. Co więcej jesli posuniesz się dalej
    i publicznie opiszesz sytuację, że dr Kowalski nie ratował Twoich bliskich tylko
    stał sobie i patrzył czekając na strażaków. dr Kowalski ma wszelkie prawo
    oskarzyc Cie o naruszenie jego dóbr osobistych i wygrać proces. Mimo pisowskich,
    antylekarskich s---ieli prawo jednak jest równe dla wszystkich.
  • oby.watel 15.07.10, 13:27
    protozoa napisała:

    > Czy będziesz wymagać, aby lekarz udzielając pomocy wchodził do płonącego domu?
    Nie!

    Po co pytasz, skoro wiesz? Dodam, że nie będę wymagać, aby lekarz skakał do wody
    żeby ratować topielca, umacniał ściany walącego się domu, czy zapobiegał
    wybuchowi gazu. Nie pobiegnę także do sądu, ani nie zwrócę Ci delikatnie uwagi,
    że tego typu przykłady nie świadczą najlepiej o ich autorze.

    Każdy obywatel ma obowiązek udzielenia pomocy. Mało - brak umiejętności wcale od
    tego obowiązku nie zwalnia. Pierwszej pomocy nie udziela się w szpitalu czy
    przychodni. Nieuprawnione jest więc zrównywanie jej udzielania potrąconemu przez
    samochód z wykonywaniem operacji przez wypitego lekarza.

    Ale jestem w stanie przyjąć do wiadomości, że jeśli świadkiem wypadku jest
    lekarz, to nie ma on obowiązku udzielenia pomocy. Bo albo dopiero jedzie do
    pracy, albo z niej wraca - w obu wypadkach jest niedysponowany. Gdy w innym
    miejscu coś takiego zasugerowałem opadli mnie dyżurni obrońcy czci pracujących
    za jałmużnę. Z Tobą polemizować nie będą. Wręcz przeciwnie - zaczną
    prześcigając się w podawaniu coraz bardziej absurdalnych przykładów.

    Nie jestem prawnikiem. Ale z tego co wiem, to nie poszkodowany skarży
    przypadkowych przechodniów za nieudzielenie pomocy, tylko policja i ratownicy.
    Ale prawo czasami i lekarzy dosięga.

    Do trzech lat więzienia grozi lekarce i pielęgniarce podejrzanym o
    nieudzielenie pomocy półrocznemu chłopcu. Niemowlę zmarło. Obu kobietom
    przedstawiono zarzuty.


    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • protozoa 15.07.10, 16:24
    Albo Twoje IQ jest zastraszająco niskie, albo upał odebrał Ci możliwość
    logicznego myslenia, albo myslisz tendencyjnie.
    Każdy obywatel ma obowiązek udzielenia pierwszej pomocy, zgoda, ale jeśli nie
    umie to niech chociaż nie szkodzi. Wezwie odpowiednie służby. Nie ma nic
    gorszego od 'pomocy" udzielanej przez kogos kto nie ma o tym pojęcia. Wiem,
    widziałam konsekwencje, nie raz niestety.
    Mam na samochodzie znal Eskulapa nie dla ozdoby, ale właśnie po to, aby np.
    policja wiedziała, że jestem wstanie udzielić pierwszej pomocy np. ofiarom
    wypadku komunikacyjnego. I zawsze gdy jestem jego świadkiem robię to
    wykorzystując zawartość prywatnej apteczki za którą musiałam zapłacić- czasem
    kilkadziesiąt złotych. I nie domagam się zwrotu pieniędzy.
    Natomiast nie udzielę pomocy, gdy jestem niedysponowana z jakiegokolwiek powodu.
    Nieudzielenie pomocy jest mniej groźne niż udzielenie złe. I nikt mnie z tego
    powodu nie oskaży- ani policja ani prokuratura. Co więcej gdybym po alkoholu
    dotknęła się do pacjenta i zrobiła mu krzywdę - rodzina lub sam poszkodowany
    mógłby mnie oskarzyc i miał duże szanse na odszkodowanie.
    Podobnie gdy lekarz jest chory/ranny- nie ma takiego obowiązku- ani prawnego ani
    moralnego. I nie jest to nieetyczne.
  • oby.watel 15.07.10, 16:37
    protozoa napisała:

    > Albo Twoje IQ jest zastraszająco niskie, albo upał odebrał Ci
    > możliwość logicznego myslenia, albo myslisz tendencyjnie.

    Twoi koledzy orzekli, że to pierwsze. A co do pozostałej części wywodu -
    dyskutuj z prawodawcą. Kodeks nie wyszczególnia ile trzeba wypić, żeby się móc
    na ofiarę wypadku wypiąć i czy wystarczy być lekarzem. Nakłada obowiązek
    bezwarunkowo. I żadnego tłumaczenia, że "nie wiedziałem jak" nie uznaje.

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • protozoa 15.07.10, 16:42
    B Z D U R A
  • oby.watel 15.07.10, 19:15
    protozoa napisała:

    Albo Twoje IQ jest zastraszająco niskie, albo upał odebrał Ci możliwość
    logicznego myślenia, albo myślisz tendencyjnie.

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • igor14141 15.07.10, 20:24
    Igor zachwyca się lekarzem, który choć sam ranny kierował akcją ratunkową - w
    takim samym stopniu chwalebne co i nierozsądne. Są sytuacje, w których lekarz
    powinien sobie odpuścić.


    >protozoa-Tego lekarza nikt nie zmuszał do koordynowania akcją ratunkową ,on sam
    ocenił swoje możliwości i sam zadecydował ,że jego działania sa niezbędne.
    Nie był w pracy- ale jego podejście do wykonywanego zawodu nie pozwoliło mu na
    obojętność.Lekarzem jest się 24godz na dobę.Czy równiez negatywnie ocenisz
    postawę młodych ludzi"częsć osób,które byly tylko lekko potłuczone,w tym dużo
    młodzieży zachowała duzo przytomności umysłu i bardzo nam pomagała-mówi p
    Jaśkiewicz".kurs udzielania pierwszej pomocy uczą już dzieci w szkole
    podstawowej.Oczywiscie takie postawy nie zwalniają od odpowiedzialnosci za
    brak,złą organizację systemu ratunkowego w czasie katastrof.Ale to już sprawa
    rządu i NFZ.W Polsce dobrze to wyglada dobrze w dokumentacji urzedników-jaka
    jest rzeczywistośc widzimy!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka