-
My pacjenci już wiemy, że:
dr nie musi tłumaczyć jaki zabieg jest korzystniejszy dla
pacjenta/ntki
dr nie musi tlumaczyć, jak będzie przebiegał zabieg/operacja
nie musi informować, co zostawiają pacjentowi w brzuchu? np
klipsy itp
zgoda na zabieg podpisana- to najważniejsze
Kazdy pacjent ma zaburzenia psychiczne itp
A teraz pacjent musi prosić łaskawie na piśmie Pana
Dyrektora, z czego są wykonane klipsy itp? Terminu odp nie
jest określony w rozporządzeniu, więc można sobie lecieć...
Ponoć to prawa pacjenta..
Dlaczego w wypisie nie ma takiej informacji?
Ile ludzi nie wie, że ma cosik klipsowego w "organiżmie"?
Chciałam zrobić sobie MR "brzucha", bez żadnej łachy dr i
tu niespodzianka, nici z tego, dopóki nie dostarczę czarno
na białym, nie zrobią.
.. i żeby nie było, że mam jakieś pretensje odnośnie
klipsów..
Informacje o klipsach ( ilość ), znalazłam w dokumentacji
wewnętrznej i na temat ich podszkoliłam się w necie...
Dobrej nocy życzę
--
Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę.
— Paulo Coelho
-
cccykoria napisała:
> My pacjenci już wiemy, że:
>
> dr nie musi tłumaczyć jaki zabieg jest korzystniejszy dla
> pacjenta/ntki
>
> dr nie musi tlumaczyć, jak będzie przebiegał zabieg/operacja
>
> nie musi informować, co zostawiają pacjentowi w brzuchu? np
> klipsy itp
>
> zgoda na zabieg podpisana- to najważniejsze
Pacjent nie musi podpisywać zgody na zabieg, szczególnie jeśli nie otrzymał o nim wystarczającej informacji.
Leczenie w Polsce nie jest przymusowe.
> Kazdy pacjent ma zaburzenia psychiczne itp.
Po jednej z najcięższych delirek jakie kiedykolwiek widziałem żona pacjenta zrobiła mi awanturę, że „robię z niego alkoholika”.
Ale jeśli ktoś, kto spotkał kilkunastu, czy kilkudziesięciu pacjentów pisze „każdy pacjent”, to należy się zastanowić nad kondycją jego psychiki.
> A teraz pacjent musi prosić łaskawie na piśmie Pana
> Dyrektora, z czego są wykonane klipsy itp? Terminu odp nie
> jest określony w rozporządzeniu, więc można sobie lecieć...
Bo to jest pytanie o producenta klipsów a nie dyrektora. Podobnie można zapytać o skład substancji użytej do powlekania tabletek.
> Ponoć to prawa pacjenta..
Prawa pacjenta są określone w karcie praw pacjenta. I wbrew temu co się niektórym wydaje nie są nieograniczone.
> Dlaczego w wypisie nie ma takiej informacji?
O prawach pacjenta? Bo są określone w kodeksie praw pacjenta, który jest powszechnie dostępny.
> Ile ludzi nie wie, że ma cosik klipsowego w "organiżmie"?
Wielu. O ile tylko słuchają co się do nich mówi.
> Chciałam zrobić sobie MR "brzucha", bez żadnej łachy dr i
> tu niespodzianka, nici z tego, dopóki nie dostarczę czarno
> na białym, nie zrobią.
A co ma chirurg do twojego MR?
> .. i żeby nie było, że mam jakieś pretensje odnośnie
> klipsów..
Nieee. Ja nie mam żadnych pretensji, ja tylko opisuję na forum. Piękne.
> Informacje o klipsach ( ilość ), znalazłam w dokumentacji
> wewnętrznej i na temat ich podszkoliłam się w necie...
A w jakiej to dokumentacji wewnętrznej? Historia choroby jest dokumentem, do którego pacjent ma wgląd przez cały okres leczenia, a także po jego zakończeniu o ile wyrazi taka wolę. Opis zabiegu musi się w niej znajdować. A to, czy klipsy są 3, czy jest ich 5 nie ma znaczenia.
-
> Ile ludzi nie wie, że ma cosik klipsowego w "organiżmie"?
Wielu. O ile tylko słuchają co się do nich mówi.
Oczywiście wielu wie.
Ale są tacy co nie wiedzą. Czasami nawet nie wiedzą, że byli
operowani.
- Przebyła pani jakieś operace?
- Nieee.
- A te blizny na brzuchu?
- acha. No tak. Tu była ślepa kiszka, tu woreczek, a tu ciąża
pozamaciczna.
-
Masz małą wiedzę na temat dostępu pacjenta do dokumentacji
wewnętrznej, po zakończonym leczeniu.
Nie będę się kłócić z Tobą, bo to nie jest moim celem.
Nikt nie tłumaczył mi przebiegu operacji, a dobry mam
sluch, nikt nie poinformował mnie, że że mam klipsy, aż 6,
obdarowano mnie, że ho ho.
Chirurg nie ma z tym nic wspólnego poza udzieleniem
informacji, z czego one zostaly wykonane i to tyle. Na
taką informację muszę czekać i pisać pismo do dyrektora,
żeby wyraził zgodę.Doinformuję się, czy aby napewno jest
taka droga, czy może inna.Bo uslyszałam "kanałami" "Ona znów
się czepia" Ja się nie czepiam, pracownie rezonansu, nie
zrobią mi, dopóki, nie dostarczę informacji na piśmie,
wiadomo dlaczego...
CT nie będę robić, chcę MR...
--
Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę.
— Paulo Coelho
-
Nie bardzo rozumiem problem - przeciez te klipsy (staples) sa
tytanowe a tytan nie jest ferromagnetyczny.
Chyba, ze chodzi o ewentualne artefakta na zdjeciach?
Problemem moze byc natomiast 2% zawartosc niklu - niektorzy pajenci
moga byc uczuleni na ten metal.
-
cykorio masz prawo zadać wszelkie pytania przed operacją - po to są wizyty
chyba , że mówimy o operacji ratowania życia
często skład klipsów jest tajemnicą producenta
-
do jasnej cholery,
to sa informacje ktore MUSZA byc zawarte w wypisie! ze szczegolnym
uwzglednieniem mozliwoscie wykonania rezonansu.
niezaleznie od tego- rozmowa wyjasniajaca z pacjentem- dlaczego akurat te klipsy
zzostaly uzyte i jakie inne mogly.
i jest to OBOWIAZEK LEKARZA PROWADZACEGO.
-
cccykoria napisała:
> Masz małą wiedzę na temat dostępu pacjenta do dokumentacji
> wewnętrznej, po zakończonym leczeniu.
> Nie będę się kłócić z Tobą, bo to nie jest moim celem.
Zapewne. Niewątpliwie mniejszą od twojej. Na temat medycyne w ogóle
także.
Tyle, że jest ona wystarczająca by wiedzieć że pacjent może do woli
przeglądać swoją historię choroby i robić z niej notatki.
Ale jeśli chciałaś pooglądać dokumenty dotyczące przetargu na
dostawę klipsów, to nie dziwota, że dyrektor musiał wydać zgodę.
> Nikt nie tłumaczył mi przebiegu operacji, a dobry mam
> sluch, nikt nie poinformował mnie, że że mam klipsy, aż 6,
> obdarowano mnie, że ho ho.
Nikt cię także nie zmuszał do podpisywania zgody na operację.
Porwali cię do szpitala, czy co?
> Chirurg nie ma z tym nic wspólnego poza udzieleniem
> informacji, z czego one zostaly wykonane i to tyle.
Jeszcze raz. To nie jest pytanie do chirurga. Aelithe napisał to co
ja - skład materiału do klipsów zna producent. I niekoniecznie musi
się tą wiedzą dzielić. Pomyślałaś, że może podlegać ochronie
patentowej?
Na
> taką informację muszę czekać i pisać pismo do dyrektora,
> żeby wyraził zgodę.Doinformuję się, czy aby napewno jest
> taka droga, czy może inna.
Już napisałem.
Zależy do jakich dokumentów chciałaś uzyskać dostęp. Bo dostęp do
historii choroby nie wymaga zgody dyrektora.
Bo uslyszałam "kanałami" "Ona znów
> się czepia" Ja się nie czepiam, pracownie rezonansu, nie
> zrobią mi, dopóki, nie dostarczę informacji na piśmie,
> wiadomo dlaczego...
To zmień pracownię. Radiolodzy czytali jakiekolwiek opracowania na
temat MR i klipsów? Bo ze spinaczy biurowych to się klipsów nie robi.
-
qwas12 napisał:
> do jasnej cholery,
> to sa informacje ktore MUSZA byc zawarte w wypisie!
> ze szczegolnym uwzglednieniem mozliwoscie wykonania rezonansu.
Jakie informacje?
O karcie praw pacjenta?
O składzie materiału do klipsów?
O ilości klipsów?
O przetargu na klipsy?
O czym jeszcze?
> ze szczegolnym uwzglednieniem mozliwoscie wykonania rezonansu.
A termografii, PET, diadynamikach nie? Może jeszcze o podróżach
koleją i samolotem? Albo statkiem kosmicznym?
Czy lekarz POZ kierując pacjenta na operację podaje informacje o
składzie tabletek przyjmowanych przez pacjenta? Bo ja na pytanie o
leki zwykle słyszę, "Takie małe białe..."
-
Ale to czy można wykonać rezonans nie jest tajemnicą. I o te informacje chodzi
cykorii. I taką informację powinna uzyskać przy wyjściu ze szpitala.
-
Więc niech się zgłosi do chirurga z pełną dokumentacją aparatu MR na
którym będzie wykonywane badanie.
-
Sprawa klipsów jest prosta. Jak każdy wyrób maja symbol/nazwę handlową/normę- to
powinno byc w dokumentacji umieszczone a wykonujący rezonans powinien wiedziec
czy jest przeciwwskazaniem, czy może wpłynąc na wynik badania.
Natomiast problem kiepskiej komunikacji jest poważny. Ładnych pare artykułow w
NYT i Guardianie mu poświęcono jako główny powód ponownego przyjęcia pacjentów
do szpitala. Na leczenie często kosztowniejsze i gorzej rokujące. Konkluzje sa
dość niepochlebne dla lekarzy- zdecydowana wiekszość pacjentów (chyba 80%)
wróciła bo nie została poinformowana czego im robić nie wolno, jakie moga
wystapić komplikacje wymagające szybkiej interwencji. Zalecono lepiej
informowac. Nie "dla idei oswiecania" tylko dlatego,że kwadrans rozmowy z
pacjentem to mga byc zaoszczędzone dziesiątki tysięcy $ na ponowne leczenie.
Lekarz leczy pacjenta nie jego dolegliwość. Nie powinien decydowac o przyszłości
człowieka, którą takie a nie inne leczenie może zmienic w stopniu
nieakceptowalnym dla tej osoby. Wyjatek- ratowanie zycia.
Podam przykład: znajomy sportowiec zgłasza sie do polskiego lekarza, który
proponuje operacje by rozwiązac problem. lekarz wie jaką dyscypline sportu
pacjent uprawia, nawet pogadali nt. "szanse w MŚ". Niestety nie informuje, że
operacja załatwi problem ale uniemożliwi grę- koniec kariery. Na szczęście
wiedział/przypuszczał klubowy lekarz. Sportowca wysłano zagranicę, gdzie było
jasne dla lekarza, że to zawodnik dokonuje wyboru między zabiegiem załatwiającym
sprawe częsciowo i byc może tymczasowo ale umozliwiającym gre a załatwieniem
sprawy definitywnie za cene rezygnacji z kariery.
W "królestwie procesów przeciwko szpitalom"- USA spraw zw. brakiem informacji i
wyboru juz prawie nie ma. Za dużo kosztowały szpitale przegrane procesy.
-
claro komunikacja działa w dwie strony
1. pierwsza lekarz chce wytłumaczyć
2. druga pacjent podejmuje wysiłek by to zrozumieć
w mojej praktyce lekarskiej nagadałem się z pacjentami co i im wolno, czego nie wolna; a potem pacjenci i tak lądowali z powikłaniami na oddziale.
Np. pacjent po przeszczepie wątroby z ostrą poalkoholową niewydolnością wątroby.
Czy pacjent na interferonie, który zakombinował by nie mieć pobieranej krwi i zmarł z powodu masywnego krwotoku.
-
Co racja to racja. Pacjenci to idioci, którzy nic nie rozumieją. Więc nie można
winić lekarzy, że nie tłumaczą o co chodzi, bo przecież i tak nie zrozumieją. A
jak tłumaczą to nieuki i tak nie rozumieją i robią po swojemu. Skąd w takim
razie tak gorliwa obrona przez lekarzy prowadzonego przez siostry zakonne
ośrodka, w którym nie przestrzegano zaleconych przez lekarzy diet?
--
Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
-
aelithe, rozumiem problem- tez sie nieraz natłumaczę a równie dobrze mogłabym
tłumaczyc hydrantowi- pojmie mniej wiecej tyle samo.
Ale i Ty i ja odpowiadamy nie za stan umysłowy rozmówcy i nie za konsekwencje
jego niezrozumienia czy olania, a za wypełnienie naszego obowiązku informowania.
Porównaj dwie sprawy i dwa wyroki. Oba dotyczą impotencji po prostatektomii.
Obaj panowie twierdzili, ze nie poddaliby sie zabiegowi gdyby wiedzieli o takim
mozliwym nastepstwie. W obu nie stwierdzono zadnej nieprawidlowosci przy
zabiegu, po prostu typowe uszkodzenie nerwu. Pacjent X przyznał, że był
informowany o takim ryzyku ale nie rozumiał słowa "impotencja". Sprawe przegrał,
sad stwierdził, że nierozumienie słownictwa nie oznacza, że osoba nie została
poinformowana. Uzasadnienie jak to w USA kwieciste, ale w skrócie "to na
pacjencie spoczywa zadanie sobie trudu by zrozumiec słowa, które sie do niego
wypowiada." Pan Y zeznał, ze nie był poinformowany. Lekarz potwierdził (fałszywe
zeznania w USA to niewielu odważy się skladać) tłumacząc sie zupełnie sensownie,
że pacjent jest człowiekiem wykształconym i bez trudu mógł wszystkie informacje
znaleźć w powszechnie dostepnych źródłach. Pan Y wygrał spora kasę, bo w/g
sedziego "żaden stan umysłu pacjenta poza całkowita utrata świadomości nie jest
okolicznościa zwalniająca z rzetelnej informacji o mozliwych skutkach leczenia."
Ten drugi wyrok był przywołany w niedawnej sprawie pacjentki poddanej
mastektomii, ktorej nie poinformowano mozliwości zabiegu oszczedzającego
niosacego wieksze ryzyko. Tym razem pacjentka była zbyt ograniczona umysłowo by
pojąc, co sad przyznał ale "żaden stan umysłu itd."
-
claro w commone law znaczenie ma nie tylko litera prawa, ale także duch prawa. Nie tylko co zostało w nim zapisane, ale także w jakim celu to zrobiono. Czyli możesz złamać prawo bezkarnie, jeśli twój solicitor potrafi udowodnić, że wydanie tego prawa miało inny cel, niż twój konkretny przypadek.
W USA od ponad 30 lat ogranicza się odpowiedzialność lekarzy, reguły są jasne. Pierwsze dostosowywanie się lekarzy do reguł, drugie ograniczanie możliwości stosowania precedensów przez wydawanie aktów przez kongres, bądź kongresy lokalne. Afektem spadek ceny hysterectomii w Delaware z 80 tysięcy w 1984 do 14 tysięcy w 2006.
W Polsce orzecznictwo sądów jest niespójne, powiedziałbym wręcz schizofreniczne, sprowadza się do określenia dokopać konowałom.
-
nigdzie nie napisałem, że pacjenci to idioci - to twoja nadinterpretacja
natomiast duży odsetek pacjentów świadomie ignoruje zalecenia lekarskie - szczególnie, gdy nie płacą a wizytę.
komentarze w stylu : " jak ten młody gó...arz mógł zmienić leczenie, jakie ustalił kardiolog. To bardzo dobry lekarz, za wizytę bierze 200 złotych."
-
ucięło post
komentarze jak powyżej to chleb powszedni. Pacjent jest bardziej skłonny wykonać zalecenia lekarza, któremu płaci.
Jeden z profesorów interny w moim mieście był raczej kiepskim lekarzem. Ale efekty leczenia miał nadzwyczajne. Mógł sobie pozwolić na wyrzucenia z gabinetu pacjenta, który nie realizował jego zaleceń.
-
To bardzo dobry lekarz, za wizytę bierze 200 złotych
I dokładnie tak samo jest z lekami.
Na tym forum rozpowszechniany jest mit, jakoby lekarze mieli interes
w wypisywaniu leków drogich. Otóż to sami pacjenci zabiegają o leki
droższe. Atrowastatyna za 50 zł jest w odczuciu wielu z nich lepsza
od tej za 8 zł - i to nie po próbie zastosowania obu, nie - przed
stosowaniem leku. A już nie daj Boże jak lek kosztuje 3.20 zł.
On "nie może działać".
-
krótko po moim stażu, moja koleżanka na pediatrii przeżywała skargę. Tatuś jednego z dzieci napisał skargę do profesora, jak śmiała mu wypisać lek na ryczałt.
Co więcej dostała za to opieprz.
-
Nie o prawo mi chodzi w pojęciu "system prawa". Nie chodzi przeciez o to by sad
musial regulować jak ma pracować lekarz. Wyroki sa jedynie reakcja na pozew
pacjenta. który czuje sie poszkodowany. Sa wskazówką "prawa obywatelskie
pacjenta zostały naruszone" lub nie.
Prawem obywatelskim jest rowniez wybranie źle z punktu widzenia lekarza.
Obowiązkiem lekarza jest pacjenta tylko poinformowac jakie leczenie jest
skuteczniejsze ale np. bardziej ryzykowne. Co pacjent wybierze- powinno byc albo
zaakceptowane albo lekarz odmawia leczenia "krnabrnego pacjenta". Ma takie
prawo- ma prawo wpisac w karcie "chory odmawia zaleconego leczenia" i koniec.
Aelithe, nie jesteście odpowiedzialni za niczyje życie bardziej niż on sam.
Choć wielu ludzi uważa, że "lekarz ma sie martwić tylko".
-
aelithe napisał:
> W Polsce orzecznictwo sądów jest niespójne, powiedziałbym wręcz schizofreniczne
> , sprowadza się do określenia dokopać konowałom.
W której Polsce? Możesz podać przykłady, w których sąd chciał "dokopać"
lekarzowi, a nie stawał na głowie, żeby go uniewinnić, albo skazać na jakiś
niewielki wyrok w zawieszeniu?
--
Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
-
0.9_procent napisał:
> cccykoria napisała:
>
> > Masz małą wiedzę na temat dostępu pacjenta do dokumentacji
> > wewnętrznej, po zakończonym leczeniu.
> > Nie będę się kłócić z Tobą, bo to nie jest moim celem.
> Zapewne. Niewątpliwie mniejszą od twojej. Na temat medycyne w
ogóle
> także.
Dobrze, walnęłam gafę, miałam na myśli, że nie wiesz jak
postępują w innych szpitalach(piszę w liczbie pojedyńczej),
ile mnie to kosztowało zdrowia, a prawem pacjenta jest
uzyskać pełną dokumentację, a nie na raty..O wiedzy
medycznej, wiadomo jesteś dr, więc nie dyskutuje:)
> Tyle, że jest ona wystarczająca by wiedzieć że pacjent może do
woli
> przeglądać swoją historię choroby i robić z niej notatki.
Z chęcią porobiłabym notaki, tylko nie dane mi było..
> Ale jeśli chciałaś pooglądać dokumenty dotyczące przetargu na
> dostawę klipsów, to nie dziwota, że dyrektor musiał wydać zgodę.
Nie obchodzą mnie przetargi, tylko chcę uzyskać informacje,
czy są "bezpieczne" w MR i tylko tyle..
>
> > Nikt nie tłumaczył mi przebiegu operacji, a dobry mam
> > sluch, nikt nie poinformował mnie, że że mam klipsy, aż 6,
> > obdarowano mnie, że ho ho.
>
> Nikt cię także nie zmuszał do podpisywania zgody na operację.
> Porwali cię do szpitala, czy co?
Nie porwali mnie, ale sytuacja polipy pogrubiały pęcherzyk
itp
>
> > Chirurg nie ma z tym nic wspólnego poza udzieleniem
> > informacji, z czego one zostaly wykonane i to tyle.
O to mnie chodzi..może być po łacinie:)
>
> Jeszcze raz. To nie jest pytanie do chirurga. Aelithe napisał to
co
> ja - skład materiału do klipsów zna producent. I niekoniecznie
musi
> się tą wiedzą dzielić. Pomyślałaś, że może podlegać ochronie
> patentowej?
jak wyżej, czy nie są przeciwskazaniem do MR
>
> Na
> > taką informację muszę czekać i pisać pismo do dyrektora,
> > żeby wyraził zgodę.Doinformuję się, czy aby napewno jest
> > taka droga, czy może inna.
>
> Już napisałem.
> Zależy do jakich dokumentów chciałaś uzyskać dostęp. Bo dostęp do
> historii choroby nie wymaga zgody dyrektora.
To ciekawe, chyba mylisz się, taką informację, że dyrektor
decyduje uzyskałam od rzecznika praw pacjenta..
>
> Bo uslyszałam "kanałami" "Ona znów
> > się czepia" Ja się nie czepiam, pracownie rezonansu, nie
> > zrobią mi, dopóki, nie dostarczę informacji na piśmie,
> > wiadomo dlaczego...
>
> To zmień pracownię. Radiolodzy czytali jakiekolwiek opracowania na
> temat MR i klipsów? Bo ze spinaczy biurowych to się klipsów nie
robi.
Może czytali, pytali o rok, ale chcą " papier"..
--
Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę.
— Paulo Coelho
-
sam fakt że dochodzenie nie jest po jednym dniu umarzane, w sprawach
typu "lekarz nie pobiegł udzielać pomocy komuś przebywającemu gdzieś
będącemu być może po zasłabnięciu, tłumacząc się że karetka była już
w drodze", świadczy o tym że wymiar sprawiedliwości chce dokopać
lekarzom.
-
sama jestes sobie winna cykoria
rzucalas niesluszne oskarzenia przeciw lekarzom, ktorzy cie leczyli
stosunkowo rzadkie powiklanie uwazasz za blad w sztuce
zagrozeni procesem lekarze i szpital boja sie kontaktow z toba nie wiedzac czy
przypadkiem informacji nie wykorzystasz przeciwko nim
nawet niesluszne i absurdalne oskarzenia moga dac poczatek dlugiemu procesowi
karnemu lub odszkodowawczemu
nawet jesli zarzuty po latach zostana oddalone to dla lekarzy i szpitala to sa
koszty, utrata zaufania, strata czasu i nerwow
nikt tego nie chce i po prostu w ten sposob bronia sie przed toba
zazwyczaj radiolodzy oczekuja udokumentowania rodzaju klipsow naczyniowych
zastosowanych w laparoskopii, przy czym ogromna wiekszosc jest bezpieczna
dokument jest latwy do uzyskania, bardzo czesto wymagane informacje sa w wypisie
w tym momencie na wlasne zyczenie jestes ofiara medycyny defensywnej i kazdy
leczacy cie lekarz, ktory ma troche oleju w glowie nie wezmie za ciebie
odpowiedzialnosci
kazdy wykorzysta wszelkie mozliwosci prawne, zeby sie ciebie pozbyc, nie leczyc,
przekazac dalej, bo jestes pacjentka wysokiego ryzyka (ryzyka zawodowego)
lekarze boja sie kontaktow z toba
chcialas sie mscic na lekarzach za losowe powiklanie - dostalas rykoszetem
takie zycie
miej pretensje do siebie
-
No tak. Masz rację. Już samo słowo "lekarz" w ustach prawnika to dowód na chęć
dokopania środowisku. To, że wyroki po wieloletnich procesach są śmieszne, a
odszkodowania płacą szpitale, to też dowód dokopywania.
Rozumiem, że lekarzowi może się nie chcieć i powinien móc odmówić ze względu na
światopogląd, zmęczenie czy nawet bez powodu. Ale nawet wasza przedstawicielka w
ministerstwie nie odważyła się dopisać do paragrafu o obowiązku pomocy, że nie
dotyczy lekarzy. I tak sąd się postarał, żeby lekarzowi za bardzo nie zaszkodzić.
--
Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
-
cccykoria napisała:
> Dobrze, walnęłam gafę, miałam na myśli, że nie wiesz jak
> postępują w innych szpitalach(piszę w liczbie pojedyńczej),
> ile mnie to kosztowało zdrowia, a prawem pacjenta jest
> uzyskać pełną dokumentację, a nie na raty.
> Z chęcią porobiłabym notaki, tylko nie dane mi było..
> To ciekawe, chyba mylisz się, taką informację, że dyrektor
> decyduje uzyskałam od rzecznika praw pacjenta..
Ustawa o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta:
Art. 23. 1. Pacjent ma prawo do dostępu do dokumentacji medycznej
dotyczącej jego stanu zdrowia oraz udzielonych mu świadczeń
zdrowotnych.
Art. 26. 1. Podmiot udzielający świadczeń zdrowotnych udostępnia
dokumentację medyczną pacjentowi lub jego przedstawicielowi
ustawowemu, bądź osobie upoważnionej przez pacjenta.
Art. 27. Dokumentacja medyczna jest udostępniana:
1) do wglądu w siedzibie podmiotu udzielającego świadczeń
zdrowotnych;
2) poprzez sporządzenie jej wyciągów, odpisów lub kopii;
3) poprzez wydanie oryginału za pokwitowaniem odbioru i z
zastrzeżeniem zwrotu po wykorzystaniu,
jeżeli uprawniony organ lub podmiot żąda udostępnienia oryginałów
tej dokumentacji.
Czy tutaj jest mowa o jakiejś dowolności i wyrażeniu bądź nie
wyrażeniu zgody przez dyrektora ???
Ja bym pana dyrektora zapytał, czy sam porozmiawia z prawnikiem o
zasadach udostępniania dokumentacji medycznej, czy mój prawnik ma mu
odpłatnie takich informacji udzielić.
> Nie porwali mnie, ale sytuacja polipy pogrubiały pęcherzyk
Nie kpij. Polip w pęcherzyku nie rośnie w jeden dzień i nie jest
wskazaniem do ani do pilnego ani tym bardziej nagłego zabiegu.
> Nie obchodzą mnie przetargi, tylko chcę uzyskać informacje,
> czy są "bezpieczne" w MR i tylko tyle..
> jak wyżej, czy nie są przeciwskazaniem do MR
Jeszcze raz. Pytanie o bezpieczeństwo wykonanie MR u pacjenta z
klipsami po laparoskopii czy zespoleniu szwem mechanicznym
(staplerem) jest pytaniem do radiologa w pracowni MR a nie
pytaniem do chirurga. Bo to radiolog a nie chirurg ma dostęp
do dokumentacji aparatu MR.
Zresztą:
‘Proszę pana. Dwadzieścia lat temu w Stanach miałam operację i
używali w niej staplera, więc mam metalowe klipsy’ – każą ci
jechać do Ameryki i szukać doktora?
Czy słyszałaś kiedykolwiek, by anestezjolog widząc pacjenta z
rozrusznikiem powiedział mu, że musi jechać do ośrodka który ten
rozrusznik wszczepił po zaświadczenie, że może być znieczulony?
Albo jeszcze lepiej – czy słyszałaś, by chirurg przed zabiegiem
kazał pacjentowi z rozrusznikiem jechać do ośrodka który ten
rozrusznik wszczepił po zaświadczenie, że można bądź nie można
używać diatermii (noża elektrycznego)? Bez jaj!
-
ponieważ jestem znany wśród z kolegów z cierpliwości (może nie
bezgranicznej, ale jednak), to spróbuję znowu.
Rozumiem, że lekarzowi może się nie chcieć i powinien móc odmówić
ze względu na światopogląd, zmęczenie czy nawet bez powodu.
Jak już pisałem - nie z powodu zmęczenia czy niechcenia. Tylko i
wyłącznie dla dobra pacjenta. Albo w aspekcie bezsensowności pewnych
działań wobec pacjenta potrzebującego pomocy (jak np. propozycji że
skoro lekarz IP/SOR nie może opuścić tego miejsca, to sanitariusze
mogą przywieźć ofiarę wypadku na wózku. A jeśli to szpital
internistyczny i nie ma kołnierza ortopedycznego, podbieraków,
deski?) jak i w aspekcie sensu działania wobec - i bezpieczeństwa
innych chorych (tych których lekarz ma zostawić by "gdzieś pobiec").
Od ratowania ludzi na ulicy są karetki nie dlatego że innym lekarzom
się nie chce ale że: są mobilne w aspekcie dotarcia, szybkie, mają
sprzęt i co najważniejsze - są mobilne w aspekcie
PRZETRANSPORTOWANIA pacjenta do SOR - a pacjent rzeczywiście
zagrożony tego (po ustabilizowaniu stanu, w czym znów przoduje
wyposażenie karetki i kompetencje jej zespołu) głównie wymaga.
-
claratrueba napisała:
> Natomiast problem kiepskiej komunikacji jest poważny. Ładnych pare
artykułow w
> NYT i Guardianie mu poświęcono jako główny powód ponownego
przyjęcia pacjentów
> do szpitala. Na leczenie często kosztowniejsze i gorzej rokujące.
Konkluzje sa
> dość niepochlebne dla lekarzy- zdecydowana wiekszość pacjentów
(chyba 80%)
> wróciła bo nie została poinformowana czego im robić nie wolno,
jakie moga
> wystapić komplikacje wymagające szybkiej interwencji. Zalecono
lepiej
> informowac. Nie "dla idei oswiecania" tylko dlatego,że kwadrans
rozmowy z
> pacjentem to mga byc zaoszczędzone dziesiątki tysięcy $ na ponowne
leczenie.
> Lekarz leczy pacjenta nie jego dolegliwość. Nie powinien decydowac
o przyszłośc
> i
> człowieka, którą takie a nie inne leczenie może zmienic w stopniu
> nieakceptowalnym dla tej osoby.
To prawda, ale:
Pacjenci stosujący leki hamujące agregację płytek (np.Acard) powinni
odstawić lek na tydzień przed planowaną operacją i ewentualnie
stosować preparaty heparyny drobnocząsteczkowej.
Jednak znaczna część pacjentów leku nie zmienia co powoduje
konieczność ustalenia następnego terminu i wydłużenie kolejki.
Dlaczego?
- „Nikt mi o tym nie powiedział !!”
Zwykle ‘pamięć wraca’ po wskazaniu podkreślonej na czerwono
adnotacji o konieczności odstawienia leku, bądź niewykupionej (za to
dopiętej spinaczem do skierowania) recepty na Clexane czy inny
Fragmin.
-
do połowy lat 50-tych obowiązywało przeświadczenie, że lekarz wie lepiej niż pacjent. Dopiero od USA zaczęto to zmieniać. W Polsce zmiany do początek lat 90-tych. Zmiana mentalności pacjenta i lekarzy wymaga wielu lat. Szczerze mówiąc podoba mi się dużo bardziej system niemiecki. Tam pacjent przed każdą procedurą medyczną otrzymuje ulotkę przygotowaną przez stowarzyszenie praw pacjenta, po zapoznaniu się z którą, dopiero podejmuje rozmowę z lekarzem. A następnie ją podpisuje z decyzja, czy zgadza się na zabieg czy nie. Dla mnie najlepsze rozwiązanie. Nie ma mowy o wyłudzeniu odszkodowania.
Claro większość odszkodowań w USA to tak na prawdę wyłudzenia prawne. Rzadko kiedy ofiary prawdziwych pomyłek lekarskich występują o odszkodowania.
Najfajniejsze o którym słyszałem to mężczyzna mający 5 dzieci pozwał producentów pigułek i dostał odszkodowanie, bo na opakowaniach nie ma napisane, że pigułki są dla kobiet.
-
jak powiedziałem moim kolegom w pracy o wyczynach polskich sądów, które tak ostatnio zachwalałeś to powiedzieli, że jednak polska to "pokręcony kraj".
-
aelithe napisał:
> nigdzie nie napisałem, że pacjenci to idioci
Bo nie są.
Pacjent skarżący się lekarzowi : „Te czopki co mi pan ostatnio
wypisał są strasznie niesmaczne” to geniusz !
-
Jednak znaczna część pacjentów leku nie zmienia co powoduje
konieczność ustalenia następnego terminu i wydłużenie kolejki.
Dlaczego? - „Nikt mi o tym nie powiedział !!”
Zwykle ‘pamięć wraca’ po wskazaniu podkreślonej na czerwono
adnotacji o konieczności odstawienia leku, bądź niewykupionej (za to
dopiętej spinaczem do skierowania) recepty
Nieśmiało zauważę że podkreślenie na czerwono zaleceń nie stoi w
sprzeczności z "nikt mi o tym nie powiedział" i czasami pretensje
można mieć tylko do lekarzy.
To że papiery są "czyste" w sensie zaleceń nie znaczy jeszcze że
lekarz wykazał się wystarczająco dużym zaangażowaniem w
wytłumaczenie zaleceń choremu.
-
Spróbuję zwrócić uwagę najpokorniej jak potrafię, że lekarz to facet, który
teoretycznie zna się na medycynie. Nie umniejszając roli przechodniów dlatego,
że się zna powinien "przypadek" zobaczyć. Ponieważ dysponując wiedzą, którą nie
dysponują gapie, dzięki czemu może zwiększyć szanse pacjenta na przeżycie. Fakt,
że nie rozumie tego wypowiadający się tu uczestnik podający się za lekarza jest
zdumiewający. Dlatego nie warto nawet przypominać, że lekarz na przykład potrafi
odróżnić stan zagrażający życiu od stanu niezagrażającego i podać natychmiast
lek, którego przechodnie ze sobą nie noszą. Bo - znowu teoretycznie - wezwany ze
szpital czy przychodni i słysząc co się stało przynajmniej teoretycznie wie, co
się może przydać.
Sugerowanie, że lekarza nie należy wzywać do nagłego przypadku po prostu
ośmiesza sugerującego. A jeśli takie banialuki opowiada ktoś, podający się za
lekarza, to to już nie jest nawet śmieszne. Lekarz ma tylko przyjmować? Nie
leczyć, pomagać tylko przyjmować?
--
Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
-
Yhy.
I potajemnie wepchnął mu receptę do kieszeni.
Tyle, że jak napisałem 'pamięć wraca'.
Jeśli pacjent stwierdza, "No rzeczywiście", to chyba jednak doktor
coś mówił.
-
dowcip z brodą - z drugiej miałem jednego pacjenta, który próbował jeść czopki
-
Nie do końca dowcip, jak wiesz.
"Życie przerosło kabaret" - nie wzięło się znikąd.
-
Dlatego nie warto nawet przypominać, że lekarz na przykład potrafi
odróżnić stan zagrażający życiu od stanu niezagrażającego i podać
natychmiast lek, którego przechodnie ze sobą nie noszą
Teoria grubymi nićmi szyta. Owszem, adrenalina w NZK może pomóc i
może się zdarzyć że lekarz ją weźmie. Podobnie we wstrząsie
anafilaktycznym. Fakt, tego leku najpewniej nie ma nikt z gapiów.
Kilka takich przykładów można stworzyć. Podobnie, jak okoliczności
że dzieje się to na chodniku pod przychodnią. I wtedy lekarz - także
ja - wyjdzie udzielić pomocy. Ale lekarz obecnie - w czasach
postępującej specjalizacji i wydzielania kompetencji - nie jest
przygotowany do "wybiegu na ratunek". Wyobraź sobie, że wymóg
zestawu przeciwwstrząsowego to wymóg OBECNOŚCI w gabinecie
zabiegowym określonych leków, poza tym strzykawek, wenflonów itp.
Otóż to wszystko przed "wybiegiem na ratunek" trzeba wziąć, do
czegoś spakować (czasem głupiej reklamówki wcale nie ma pod ręką,
tym bardziej czegoś porządniejszego). To wszystko trwa. Owszem,
czasem ma to sens (powtarzam z anielską cierpliwością - gdy pacjent
jest tuż pod przychodnią albo w zasięgu wzroku). Ale nikt z lekarzy
stacjonarnych, w przychodni, w szpitalu, nie jest przygotowany
logistycznie do "wybiegu na ratunek". A sam "wybieg" by "zobaczyć" -
nawet jeśli postawi się niezwykle trafną diagnozę na miejscu -
niewiele wnosi. Uwierz mi, to zabieranie leków ratujących w oparciu
o "teoretyczny pomysł na to co mogło się stać" to trochę prawda, ale
głównie literatura piękna.
Większości leków stosowanych w ratownictwie nie ma w przychodni w
ogóle. Bo ich zasotosowanie wymaga choćby kardiomonitora (amiodaron
dożylnie, atropina). Większości sprzętu potrzebnego do ratowania nie
ma w przychodniach (defibrylator, sprzęt do ratowania w urazach). A
dlaczego? Ano dlatego, że chory po ZASTOSOWANIU tych leków czy tego
sprzętu I TAK WYMAGA TRANSPORTU NA SOR, ergo KARETKI, ergo z
sensem - KARETKI OD SAMEGO POCZĄTKU.
Więc co ten lekarz ma ze sobą do tej hipotetycznej reklamówki zabrać
przed "wybiegiem ratowniczym" ? A jeśli nic - to co da "wybieg"?
W międzyczasie na ogół pojawia się naprawdę od paru lat
superwyposażona karetka.
I jeszcze jedno. Ja podaję rozsądne w moim odczuciu
kryteria "przestrzenne" wyjścia lekarza na ratunek. Od dawna proszę
moich interlokutorów o podanie ich kryteriów? "Wybieg" do Stargardu
Szczecińskiego z Krakowa bo tam "ktoś potrzebuje" też wynika z
kodeksu etyki lekarskiej i ze zobowiązania do ratownia życia i
zdrowia?
Pytam serio.
-
mój szef specjalizacji 1 stopnia miał joba na punkcie wypisywania recept z adnotacją 3 x 1 tabletka po 5 mg
jeden z jego pacjentów zapis 3 x 5 mg zrozumiał jako przyjmowanie 3 razy dziennie 5 tabletek i trafił na OIM.
-
> Jeśli pacjent stwierdza, "No rzeczywiście", to chyba jednak doktor
> coś mówił.
Ależ często tak jest! Lekarz dopełnił obowiązku, wina pacjenta całkowita.
Natomiast nieinformowanie o róznych sposobach leczenia tylko arbitralnie
wybieranie najskuteczniejszego (oby nie najtańszego) to przywłaszczanie sobie
władzy nad życiem pacjenta. To "my wiemy lepiej". Jak wspomnial aelithe, był
taki "trend" dawno temu, kiedy pojęcie praw człowieka raczkowało. A lekarzom
wprost mówiło sie "by nie straszyli". Teraz nie ma zgody na czyjekolwiek
decydowanie o życiu człowieka nieubezwłasnowolnionego. Nawet więźnia.
-
Teoria grubymi nićmi szyta, ale lekarz owszem może pomóc, ale jest tysiąc
powodów, ze nie może pomóc, bo co prawda wie jakie leki mogą się przydać, ale
nie ma reklamówki, bo co prawda ma pojemne kieszenie ale wypełnione po brzegi
potrzebnymi w życiu codziennym drobiazgami... Ja rozumiem polemikę, ale do tego
stopnia? Rozważam7uy przypadek, że przychodnia jest w pobliżu, karetka
przyjedzie za dobrą chwilę i lekarz może pomóc. A na pewno jego obecność nie
zaszkodzi - choćby pokieruje akcją.
Z uporem godnym lepszej sprawy przekręcasz intencje sugerując, że chodzi o
interwencję lekarza ZAMIAST karetki, a chodzi o pomoc lekarza ZANIM przyjedzie
karetka. Nikt też nie twierdzi, że lekarz zrobi coś więcej niż przechodnie. Być
może będzie równie bezradny jak oni. Ale tylko być może, bo ma leki i wiedzę.
W Twoim odczuciu rozsądne kryteria są też niezbyt przemyślane. Jeśli pacjent
leży kilka przecznic dalej i dotrzesz tam wraz z karetką, to oczywista jest
absurdalność takiej "wycieczki". Ale jeśli karetka będzie dopiero pół godziny po
Tobie, to powinieneś tam się pofatygować, bo masz większe szanse i możliwości
podtrzymania przy życiu tego człowieka.
Majaczenie o umierających w przychodni pacjentach można by było nawet
potraktować poważnie, gdyby nie to, że lekarze potrafią się spóźnić i godzinę i
jakoś wtedy nie przejmują się ilością ofiar pod drzwiami potrzebujących
natychmiastowej reanimacji.
--
Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
-
extorris napisał:
> sama jestes sobie winna cykoria
>
> rzucalas niesluszne oskarzenia przeciw lekarzom, ktorzy cie leczyli
> stosunkowo rzadkie powiklanie uwazasz za blad w sztuce
> zagrozeni procesem lekarze i szpital boja sie kontaktow z toba nie
wiedzac czy
> przypadkiem informacji nie wykorzystasz przeciwko nim
>
> nawet niesluszne i absurdalne oskarzenia moga dac poczatek
dlugiemu procesowi
> karnemu lub odszkodowawczemu
> nawet jesli zarzuty po latach zostana oddalone to dla lekarzy i
szpitala to sa
> koszty, utrata zaufania, strata czasu i nerwow
> nikt tego nie chce i po prostu w ten sposob bronia sie przed toba
>
> zazwyczaj radiolodzy oczekuja udokumentowania rodzaju klipsow
naczyniowych
> zastosowanych w laparoskopii, przy czym ogromna wiekszosc jest
bezpieczna
> dokument jest latwy do uzyskania, bardzo czesto wymagane
informacje sa w wypisi
> e
>
> w tym momencie na wlasne zyczenie jestes ofiara medycyny
defensywnej i kazdy
> leczacy cie lekarz, ktory ma troche oleju w glowie nie wezmie za
ciebie
> odpowiedzialnosci
> kazdy wykorzysta wszelkie mozliwosci prawne, zeby sie ciebie
pozbyc, nie leczyc
> ,
> przekazac dalej, bo jestes pacjentka wysokiego ryzyka (ryzyka
zawodowego)
> lekarze boja sie kontaktow z toba
>
> chcialas sie mscic na lekarzach za losowe powiklanie - dostalas
rykoszetem
> takie zycie
> miej pretensje do siebie
Wiem i przyjmuje to z pokorą, dzięki za szczerość..
--
Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę.
— Paulo Coelho
-
coraz czesciej zaczynam miec odczucie ze to forum to jakas inna planeta na
ktorej mowi sie innym jezykiem.
jesli pacjent dostaje jakis implantant, z ktorym nie mozna zbadac sie
rezonansem- to
1. pacjent musi zostac o tym poinformowany
2. musi dostac odpowiednie zaswiadczenie, taki "dowod implantatu"
3. ta informacja MUSI znalezc sie w wypisie.
jak slowo daje. nie rozumiem, o czym wogole ta dyskusja.
-
Bo to pierwszy raz prawo swoje, a urzędnik swoje? Taki na przykład przepis,
który mówi, że prezydent ma ratyfikować traktat, który wynegocjował
"niezwłocznie". Niezwłocznie według prezydenta oznacza w ciągu 557 dni i pan
prezydent w tym terminie się zmieścił. Podobnie jest z tyn, co "powinno" znaleźć
się w wypisie ze szpitala.
--
Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
-
czytam sobie ten watek, nie za bardzo uwaznie.
wpada mi w oczy bzdura jak ponizej:
> Jeszcze raz. Pytanie o bezpieczeństwo wykonanie MR u pacjenta z
> klipsami po laparoskopii czy zespoleniu szwem mechanicznym
> (staplerem) jest pytaniem do radiologa w pracowni MR a nie
> pytaniem do chirurga. Bo to radiolog a nie chirurg ma dostęp
> do dokumentacji aparatu MR.
scrolluje do gory.
no tak.
0,9%
0,9%, practicant- czy to jest polski narybek? niewesolo.....
-
Dzięki, czytałam te prawa, czekam mam czas, w razie czego
zrobię monit do szanownego Pana Dyrektora:)
Decyzja o 1 operacji to ciągle stany zapalne polipy i
kamyczki o ostrych kątach.To nie był zabieg pilny, tylko
ustaliłam termin. Dr oparł się na usg z marca:) a zabieg
miałam w czerwcu...Drugi zabieg był pilny, a może mi się
wydawalo:)?
Kończę temat z klipsami, nie będę się spierać, to nie ma
sensu.
Nie słyszalam, bo niby skąd:)
--
Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę.
— Paulo Coelho
-
jesli implantant nadaje sie do rezonansu, wystarczy rozmowa z pacjentem +
informacja w wypisie.
-
0.9_procent napisał:
> Czy lekarz POZ kierując pacjenta na operację podaje informacje o
> składzie tabletek przyjmowanych przez pacjenta?
oczywiscie za ma taki OBOWIAZEK. lekarz POZ ma obowiazek podac czy pacjent
bierze/bral leki i czy zostaly odstawione: markumar/warfaeryna, ass, metformina
ew - przynajmniej wspomniec o sulfonylomocznikach in innych przeciwcukrzycowych.
jesl jeszcz cos bylo- prosze o uzupelnienie.
w przypadku operacji neurochirurgicznych powinnien wspomniec o VPA i ew. ssri;
inna planeta, jak slowo daje.....
-
a powiedziales w pracy (jelsi pracujesz poza polska), ze dla polskiego lekarza
nie informowanie pacjent o wszczepionym metalu-- o wypise nawet nie wspominajac
to standard?
-
pct3 napisał:
>
> Teoria grubymi nićmi szyta. Owszem, adrenalina w NZK może pomóc i
> może się zdarzyć że lekarz ją weźmie. Podobnie we wstrząsie
> anafilaktycznym. Fakt, tego leku najpewniej nie ma nikt z gapiów.
no i widzisz, coraz bardziej sie zgadzamy. niby nic taka adrenalina, podac
latwo, a moze sie przydac wcale nierzadko.
i nie "może się zdarzyć że lekarz ją weźmie." tylko lekarz na pewno ja wezmie bo
ma ja przygotowana w kuferku reanimacyjnym (podobnie jak stzykawki, igly,
cisnieniomierz, glukomierz, ambu, i pare innych przydatnych lekow- atropina,
furosemid, prednisolon, dopamina...). no i widzisz, juz nie musi sie martwic
szukanie reklamowki.
tak, pct3, leki ktore zabierasz (ktore sa w kuferku)-to te ktore podaje sie na
podstwie teoretyczne tego co sie moglo stac.
mowi pielegniarce zeby wziela lezanke (albo prosi jekiegos przychodnia jesli
rozgarniety; personelu szpitala uszczpulac nie trzeba)- i pacjent moze oczekiwac
na pogotowie ciut bardziej zabezpiecznoy.
(oczywiscie- wezwanie pogotowia to podstawa; kazdy inny szpital/lekazr - nie
urazowy/neurochirurgiczny to stacja przejsciowej pomocy.
-
Hmmm.
Pacjent w latach 80 tych był operowany z użyciem aparatu SPTU.
1. jak w latach 80-tych mógł zostac poinformowany o tym, czy może,
lub nie byc pddany badaniu rezonansem magnetycznym?
2. Jak ma wygladać "dowód implantu" w przypadku zszywek pakowanych
po bodaj 500 sztuk?
3. Ta informacja, czyli co?
Że ma zespolenie mechaniczne? - taka na pewno była.
Że nie może być poddany badaniu MR? W latach 80 ??? Ale jaja!
Bo informacja "cholecystectomia laparoskopowa" jest tożsama z
informacją, że pacjent ma założone klipsy - to wynika z metody
operacji.
-
qwas12 napisał:
> 0.9_procent napisał:
>
> > Czy lekarz POZ kierując pacjenta na operację podaje informacje o
> > składzie tabletek przyjmowanych przez pacjenta?
>
> oczywiscie za ma taki OBOWIAZEK. lekarz POZ ma obowiazek podac czy
pacjent
> bierze/bral leki i czy zostaly odstawione: markumar/warfaeryna,
ass, metformin
> a
> ew - przynajmniej wspomniec o sulfonylomocznikach in innych
przeciwcukrzycowych
Dla ciebie skład tabletki to tylko substancja czynna?
Zaiste genialne. Widziałes kiedyś tabletki o ciężarze 3 mg?
I ponawiam pytanie
qwas12 napisał:
> do jasnej cholery,
> to sa informacje ktore MUSZA byc zawarte w wypisie!
> ze szczegolnym uwzglednieniem mozliwoscie wykonania rezonansu.
Jakie informacje?
O karcie praw pacjenta?
O składzie materiału do klipsów?
O ilości klipsów?
O przetargu na klipsy?
O czym jeszcze?
-
Niewesołe jest to, że polscy psychiatrzy mogą nie dać sobie rady z
takim przypadkiem jak qwas.
-
Owszem, ale…
Zdarzają się pacjenci, którzy nie chcą być informowani o metodzie
operacji.
„Pan i tak będzie lepiej wiedział co zrobić. Ja się na tym nie
znam.”
Albo wręcz:
„Niech pan zdecyduje za mnie”. To oczywiście powinno budzić
sprzeciw lekarza, ale nie zmieni faktu, że jak pacjent nie chce
słuchać, to można mu mówić do woli. I tak koniec rozmowy skwituje
pierwszym zdaniem.
Problem zaczyna się wtedy, gdy pacjent nie jest zadowolony z efektów
leczenia. Bo wtedy przypomina sobie, że „Nikt go nie informował o
sposobie leczenia.”
Zresztą zobacz co cccykoria odpisała na moje pytanie dlaczego
podpisała zgodę na zabieg ? (skoro nie była dostatecznie
poinformowana).
-
To ty masz kuferek reanimacyjny? U nas w przychodni nie ma. Leki stoją w szafce,
podstawowe leki leżą na tacce, strzykawki i igły są w szufladach, glukometr i
ciśnieniomierz na biurku.
A jak pielęgniarka ma wziąć leżankę? Ty wiesz jak wyglądają leżanki w poradni?
-
Oczywiście, że pacjent często nie słucha, nie rozumie, nie chce - ale nie
zmienia to faktu, że lekarz powinien informować. Zresztą w większości przypadków
informuje, ale jednak nie zawsze.
-
W Twoim odczuciu rozsądne kryteria są też niezbyt przemyślane.
Jeśli pacjent leży kilka przecznic dalej i dotrzesz tam wraz z
karetką, to oczywista jest absurdalność takiej "wycieczki". Ale
jeśli karetka będzie dopiero pół godziny po Tobie, to powinieneś tam
się pofatygować, bo masz większe szanse i możliwości podtrzymania
przy życiu tego człowieka.
Niczego innego nie piszę od początku tej dyskusji. Wyjątkiem jest tu
lekarz dyżurny SOR/IP. On się nie może fatygować kilka przecznic
dalej.
Majaczenie o umierających w przychodni pacjentach można by było
nawet
potraktować poważnie, gdyby nie to, że lekarze potrafią się spóźnić
i godzinę i jakoś wtedy nie przejmują się ilością ofiar pod drzwiami
potrzebujących natychmiastowej reanimacji.
Nie chodziło mi tu o przychodnie. Chodziło mi o Twoje i innych
oczekiwanie względem lekarzy szpitalnych by także "wybiegali
ratunkowo". A tu może nie być majaczeniem mówienie o pacjentach
którzy mogą umrzeć, pozostawionych na miejscu.
Co do godzinnych spóźnień lekarzy, nie wiem o czym mówisz.
-
" tylko lekarz na pewno ja wezmie bo
ma ja przygotowana w kuferku reanimacyjnym
Nie ma czegoś takiego jak kuferek reanimacyjny.
Nie ma takiego wymogu, takiego uzasadnienia i celu.
Te leki i strzykawki stoją w szafce do użycia na miejscu
(mówimy o przychodni). Kuferki reanimacyjne są na OIOMach - stamtąd
zabiera je "patrol reanimacyjny" - ale to w szpitalu.
atropina, furosemid, prednisolon, dopamina...
Dopamina nie. Lek używany w lecznictwie zamkniętym i ratownictwie.
tak, pct3, leki ktore zabierasz (ktore sa w kuferku)
Nie ma kuferka.
-
tak, w kazdym szpitalu byly kuferki reanimacyjne. w aktualnym jest plecak. poza
tym w aktaulnym organizuje sie co miesiac treningi (bo to nie sa szkolenia tylko
raczej symulacje zdarzen). obowiazkowo dla lekarzy i personelu OIOM. dodatkowo
sa organizowane szkolenia dla pozostalych prachownikow. maja oni chyba
oboawiazek raz do roku w takim szkoeniu wziac udzial. tak jednak nie bylo w
kazdym szpitalu.
ostatnia historia byla 70 m od szpitala. wiem jak wyglada lezanka- taka do
transportowania pacjenta po szpitalu (w pl lozka sie do tego rzadko nadaja) np
do rentgena.
oczywiscie- chodzi o ogolne oszacowanie - mozliwosci. jesli lekarz jest sam w
szpitalu (godzina 15 a wszypitalu tylko dyzuranci!!!! dziwne poczucie, ze to
jakas inna planeta mnie nie opuszcza)- to szpitala opuscic nie moze- ale poslac
pielegniarke z zaleceniami- owszem.
-
czy tematem tej dyskusji jest probem lekarza, ktory ma pacjentke z klipsami z
lat 80 i chce dowiedziec czy moze ja wyslac na rezonans, i prosi kolegow o rade?
jak np skontaktowac sie z firma, itp?
bo ja mam jakies inne wrazenie.
jakos wydaje mi sie ze chodzi o tu i teraz. i o podstawowy obowiazek
informacyjny lekarza. ustnie i NA PISMIE. i bez znaczenia jest czy pacjentowi
sie "cos pomyli" przy najblizszej wizycie.
-
> jakos wydaje mi sie ze chodzi o tu i teraz. i o podstawowy obowiazek
Ano. A powyzsza dyskusja jest dowodem polskiej twórczej interpretatacji pojęć
"obowiązek" i "prawo do..".
-
Staż na ginekologii. Koleżanka pyta rodzącej:
- a jakie pani mąż ma Rh?
- Noo... takie - pada niepewna odpowiedź (i tu przyszła mama pokazuje palcami jakies 15 cm)
-
W pełni sie zgadzam.
I absolutnie nie twierdzę, że lekarze są bez winy.
Natomiast to nie znaczy, że pacjent przypisujący winę lekarzowi
zawsze ma rację. Bo u nas się tak utarło i widać to na forum, że
relacje pacjenta nawet najbardziej absurdalne są bezkrytycznie
przyjmowane za pewnik. A lekarze którzy takie relacje poddają w
wątpliwość to "mafia" i "beton".
-
Rozumiem, że nie potrafisz odpowiedzieć na postawiowe przeze mnie
pytania.
Tematem dyskusji jest to, kto powinien decydować o możliwości
wykonania badania u pacjenta z implantami. Czy chirurg który dany
implant wszczepiał, czy radiolog dysponujący dokumentacją aparatu do
MR i znającym jego ograniczenia. Bo to producent aparatu określa co
wolno a czego nie.
Nie wpadło mi do głowy by pacjenta z rozrusznikiem kierować do
ośrodka który ten rozrusznik wszczepił po zaświadczenie, czy mogę w
czasie zabiegu używać diatermii.
Podejrzewam, że rechot byłby słyszalny na wiele kilometrów.
-
Jest protokół pielęgniarki operacyjnej
Co widzę:)
narzędzia-laparoskopia
oblożenia- Z. BEL D.3(straszne gryzmoły,tak doczytałam)
materiał dodatkowy
gaziki
rodzaj opatrunku- elastpore 10+10+10
dreny cewniki-REDON CH 16 + worek
NACL 1000 ML(przy drugiej hehe NACL 0,9% 500ml)
materiał szewny-Atramat 2-1
ostrza-1
implanty- krecha - brak
uwagi np sprawność sprzętu-krecha(a ponoć było zwarcie:) )
Wszystko co jst używane podczas zabiegu jest wpisywane,
dlaczego nie ma klipsów? to są gratisy:)?
Mowa o klipsowaniu jest tylko w protokole operacyjnym, czy
to jest jakaś tajemnica?
Pacjent, który nie ma wewnętrznej dokumentacji i dr nie
omówił z nim przebieg zabiegu(a są tacy?:))
nie ma bladego pojęcia o klipsach.
Nie ja jedyna mam problem, poczytaj sobie fora.Myślę, że są
z "metalu", tytan? bo na rtg kręgosłupa mi wyszło, a ortopeda
dziwił się co to jest?
To nie jest wielkie Hallo,, ale problem. Dlaczego mam
robić sobie CT, skoro bezpieczniejsze jest MR..
Leczenie farmalogiczne, oki, a ile można ? skoro cały czas
mam ból? Co mam żyć powietrzem? Trzeba poszukać przyczyny?
nieprawdaż?
Dr oszczędzają mam gdzieś, póki mam za co nie proszę...
--
Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę.
— Paulo Coelho
-
0.9_procent napisał:
> Rozumiem, że nie potrafisz odpowiedzieć na postawiowe przeze mnie
> pytania.
>
> Tematem dyskusji jest to, kto powinien decydować o możliwości
> wykonania badania u pacjenta z implantami. Czy chirurg który dany
> implant wszczepiał, czy radiolog dysponujący dokumentacją aparatu
do
> MR i znającym jego ograniczenia. Bo to producent aparatu określa
co
> wolno a czego nie.
>
> Nie wpadło mi do głowy by pacjenta z rozrusznikiem kierować do
> ośrodka który ten rozrusznik wszczepił po zaświadczenie, czy mogę
w
> czasie zabiegu używać diatermii.
> Podejrzewam, że rechot byłby słyszalny na wiele kilometrów.
Rzeczywiście, tak się uśmiałam, aż się posikałam:)z Ciebie
hihi
--
Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę.
— Paulo Coelho
-
Przepisy nie przewidują sytuacji chorowania poza placówką służby zdrowia.
Natomiast chorowanie po godzinach pracy jest bezczelnością. A już w ogóle trzeba
mieć niebywały tupet, żeby sugerować lekarzowi, by otworzył szafkę, wziął z niej
strzykawki i leki, włożył do kieszeni i pobiegł do potrzebującego. Przecież
lekarska kieszeń nie do tego służy!
--
Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
-
- Wie pan, zrobiłam sobie w komputerze bazę danych pacjentów. Ale uzbierało się
tego sporo i chciałbym to jakoś poukładać alfabetycznie. A jak dam sortowanie,
to mi się wszystko miesza.
- A w czym pani sobie tę bazę zrobiła?
- No jak to w czym. W Wodzie.
--
Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
-
cccykoria napisała:
> Rzeczywiście, tak się uśmiałam, aż się posikałam:)z Ciebie
> hihi
Odświeżę ci pamięć cyckoria:
Są ludzie, dla których wszystko jest śmieszne. Nawet jeśli jest
śmieszne tylko dla nich.
A teraz się przebierz. Posikana stara baba wzbudza raczej litość niż
śmiech.
-
cccykoria napisała:
> Jest protokół pielęgniarki operacyjnej
>
> Co widzę:)
> narzędzia-laparoskopia
> oblożenia- Z. BEL D.3(straszne gryzmoły,tak doczytałam)
> materiał dodatkowy
> gaziki
> rodzaj opatrunku- elastpore 10+10+10
> dreny cewniki-REDON CH 16 + worek
> NACL 1000 ML(przy drugiej hehe NACL 0,9% 500ml)
> materiał szewny-Atramat 2-1
> ostrza-1
> implanty- krecha - brak
>
> uwagi np sprawność sprzętu-krecha(a ponoć było zwarcie:) )
>
> Wszystko co jst używane podczas zabiegu jest wpisywane,
> dlaczego nie ma klipsów? to są gratisy:)?
Pytanie do pielęgniarki operacyjnej.
Protokół pielęgniarki operacyjnej jest bardziej dokumentacją zużycia
materiałów niż dotyczącą pacjenta. Z punktu widzenia pacjenta jest
zupełnie bez znaczenia, czy zużyto 1 czy więcej ostrzy, albo czy
użyte opatrunki miały 10, czy 5 centymetrów.
Istotne informacje dotyczące przebiegu operacji wpisuje lekarz w
protokole operacyjnym.
> Mowa o klipsowaniu jest tylko w protokole operacyjnym, czy
> to jest jakaś tajemnica?
To nie jest tajemnica. To jest oczywista oczywistość wynikająca z
metody. Po co o niej pisać na każdym kroku?
> Pacjent, który nie ma wewnętrznej dokumentacji i dr nie
> omówił z nim przebieg zabiegu(a są tacy?:))
I jednocześnie pacjent, który bez zastanowienia podpisuje wszystko
co mu się podstawi pod nos. Ale pretensje o to ma do całego świata,
nigdy do siebie.
> nie ma bladego pojęcia o klipsach.
Gdyby zamiast natychmiast podpisywać – „bo polip!” - zapytał lekarza
jak wygląda operacja to by wiedział.
A może gdyby tylko słuchał co lekarz mówi, a nie tylko gdzie
podpisać.
> Nie ja jedyna mam problem, poczytaj sobie fora.Myślę, że są
> z "metalu", tytan? bo na rtg kręgosłupa mi wyszło, a ortopeda
> dziwił się co to jest?
Gratuluję ortopedy. Laparoskopię robi się od kilkunastu lat.
Wystarczająco długi czas żeby się zorientować „co to jest”.
Jakoś chirurdzy ogólni widząc na zdjęciu popręg Webera nie pytają
się „co to za druty?”
> To nie jest wielkie Hallo,, ale problem. Dlaczego mam
> robić sobie CT, skoro bezpieczniejsze jest MR..
???
Co jest takiego niebezpiecznego w CT?
I skąd przy bezpieczniejszym MR takie 'halo' o tytanowe klipsy?
> Leczenie farmalogiczne, oki, a ile można ? skoro cały czas
> mam ból? Co mam żyć powietrzem? Trzeba poszukać przyczyny?
> nieprawdaż?
> Dr oszczędzają mam gdzieś, póki mam za co nie proszę...
Tak. Twoje bóle kręgosłupa to wina chirurga i klipsów. Nie ulega
żadnej wątpliwości.
-
qwas12 napisał:
> ma ja przygotowana w kuferku reanimacyjnym (podobnie jak
stzykawki, igly,
> cisnieniomierz, glukomierz, ambu, i pare innych przydatnych lekow-
atropina,
> furosemid, prednisolon, dopamina...).
No. Nie ma jak bolus z Dopaminy na sam początek.
Moje gratulacje Ajnsztajnie!
-
> No. Nie ma jak bolus z Dopaminy na sam początek.
> Moje gratulacje Ajnsztajnie!
Pozwól, że wzorując się na wzorcach nakieruję rozmowę bezpośredni na Ciebie. Czy
istnieje coś, do czego byś się nie przyczepił? Czepisz się jakiegoś szczegółu i
obtańcowujesz słownie jak szaman totem. A co post, to dowód, że nie jesteś w
stanie pojąć całości, myśli. Skupiasz się jedynie na poszczególnych,
pojedynczych słowach. Chociażby w przykładzie powyżej. Czepiłeś się jednego z
wymienionych leków i zaczynasz pleść, że nie ma jak coś, o czym w poście, na
który odpowiadasz nie ma mowy. Co w ten sposób chcesz osiągnąć? Podziw? Aplauz?
Czemu nie dodałeś, że przy obfitym krwawieniu przy urazie twarzoczaszki nie
zakłada się opaski uciskowej na szyję? Przecież nie wszyscy są lekarzami z tak
rozległą wiedzą i o tym wiedzą.
--
Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
-
0.9_procent napisał:
> A teraz się przebierz. Posikana stara baba wzbudza raczej litość niż
> śmiech
Młode na widok doktora procenta w fartuchu sikają wiejąc w panice, więc leczy
stare, nie będące dostatecznie chyże?
--
Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
-
SPADAJ trollu.
-
SPADAJ trollu.
-
No. Nie ma jak spadek Trolla na sam początek.
Moje gratulacje Ajnsztajnie!
--
Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
-
Wszystko przez "trynd" odchodzenia od elektrowstrząsów..
--
Si non confectus, non reficiat
-
Kiedyś była taka anegdotka. Nauczyciel pyta Jasia:
N- Kiedy była bitwa pod Grunwaldem?
J- Dawno
N- Jak dawno?
J- Bardzo dawno.
N- Kto walczył?
J- Przeciwnik z przeciwnikiem
N- Kto zwycieżył?
J- Silniejszy.
Podbnie wyglądaja nasze rozmowy z pacjentami.
Pacjenci nie wiedzą kiedy i jakie mieli operacje, jakie zabiegi, jakie biorą
leki, na co są uczuleni itd. Wywiad rodzinny nie istnieje.
Gdzie boli? Tu ( może być to zarówno klatka piersiowa jak i podbrzusze a nawet
udo - koło zatoczone ręka jest metrową srednicę).
Jakie bierze pan leki?
Biale pigułki.
Od kiedy?
Od dawna.
Czy ktos z rodziny miał nowotwór?
Tak, szwagrowi wycięli kiszki.
A może ktoś przechodził zawał serca?
A tak, w zeszłym roku sąsiadka.
Co to za blizny?
Nie wiem.
Czy był pan szczepiony przeciwko wzwB?
Tak, na ospę gdy byłem mały. ( Pacjent ma ok 60 lat).
Mam wymieniac dalej???
-
Wymieniaj. Ulżyj sobie. Przecież Ty kończyłaś studia i widzisz jaka jesteś
mądra? A taki facet po sześćdziesiątce, to co on prawie jak zwierzę, tyle że
mówiące.
- Proszę pana, ja bym chciała, żeby pan mi zainstalował jednak poprzednią wersję
internetu. Ta nie działa tak jak poprzednia.
- Ale przecież ja usunąłem pani tylko wirusa z komputera.
- No tak, wiem, ale mąż mówi...
Są dziedziny życia, gdzie lekarz jest równie żałosny, jak pacjent.
--
Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
-
mylisz sie qwas w bardzo wielu miejscach
po pierwsze rzeczonego "kuferka" nie ma zaden lekarz poza lekarzem/ratownikiem z
karetki
nie ma czegos takiego w przychodziach i na oddzialach szpitalnych
zestaw lekow i sprzetu reanimacyjnego jest na oddzialach szpitalnych, zazwyczaj
w szafce lub na wozku i nie moze opuscic oddzialu
nie ma tez zadnej fizycznej mozliwosci "wyjazdu" ze szpitala "lezanka"
kierowana przez pieleginarke - jak - przez krawezniki, ulice, schody??
ale to sa nieistotne szczegoly
tak na prawde twoj blad jest jeden i to podstawowy
zreszta napietnowany juz dawno przez ludzi, ktorzy tworzyli podwaliny
nowoczesnych systemow ratownichwa wiele lat temu
otoz nawet jesli lekarz i pielegniarka posiadaja dostep do zestawu lekow i
sprzetu uzywanego w ALS, moga to latwo przeniesc i zdecyduja sie udac do
wezwania - to policzmy czas:
500 m od szpitala - swiadek udaje sie po lekarza
przejscie tych 500 m (wliczajac hol szpitala, rozmowe z kims z personelu itd)
okolo 5 minut
czas potrzebny na odszukanie lekarza i pielegniarki, wyjecie i przygotowanie
"kuferka", zorganizowanie zastepstwa - okolo 5 minut
dojscie do chorego - 5 minut
razem 15 minut
to jest czas okolo 2 razy dluzszy niz norma dojazdu karetki w miescie
zatem lekarz z pielegniarka na "lezance" beda na miejscu dawno po przyjezdzie
karetki
to pierwszy absurd
po drugie, 15 minut nzk to trup na miejscu
nie ma szans, chyba, ze jest mrozna zima, albo pacjent jest topielcem
nie ma szans nawet przy 10 minutach
gdyby ktos mi zarzucal, ze 15 minut to znacznie za duzo na dotarcie do pacjenta
- 10 minut z punktu widzenia pacjenta z nzk to tez pewna smierc
zreszta piechur poruszajacy sie z predkoscia 10 km/h (lekki trucht) pokona
kilometr w 6 minut
6 minut to tylko czas szybkiego przejscia do i ze szpitala
a gdzie odszukanie kogos z personelu? zorganizowanie wyjscia? poinformowanie
wspolpracownikow o opuszczeniu szpitala, aby zabezpieczyli chorych na oddziale?
te pomysly godne turboratownika nie maja zadnego sensu
tak nieduza odleglosc jaka jest 500 m w dwie strony pokonuje sie w 6 minut
kazdy chory z nzk o ile nie bedzie w glebokiej hipotermii (a osoba, ktora
"zaslabnie" na ulicy lub ulegnie wypadkowi w hipotermii nie bedzie) bedzie mial
nieodwracalnie uszkodzony mozg - praktycznie bedzie odkorowany, wiec ewentualne
przywrocenie takiemu krazenia bedzie raczej niedzwiedzia przysluga
nie wolno obarczac lekarzy odpowiedzialnoscia za nagle zachorowania "w poblizu"
bo nie sa oni w stanie udzielic tak szybkiej pomocy jak pogotowie (mimo pozornej
bliskosci najczesciej sa pozniej niz karetka), a w dodatku tylko bezposredni
swiadek zdarzenia moze udzielic wlasciwej pomocy
po 4 minutach skutecznosc resuscytacji jest niemal zerowa, optymalnie
natychmiast rozpoczeta ma skutecznosc 30%
nie mozna dawac spoleczenstwu sygnalu, ze to "najblizszy", "jakis" lekarz ma
pomoc i ze zrobi to lepiej, bo nie zrobi tego lepiej, a w dodatku bedzie juz za
pozno
obarczanie odpowiedzialnoscia "jakiegos" lekarza sprawia, ze bezposredni swiadek
zdarzenia zamiast wezwac pogotowie i rozpoczac resuscytacje (BLS) bedzie szukal
"jakiegos" lekarza, co dla chorego jest wyrokiem smierci
swiadek nie moze polegac na "jakims" lekarzu
musi dzialac sam do przyjazdu pogotowia
tak zawsze szkoli sie ludzi na kursach pierwszej pomocy
takie glosne wyroki sadowe i komentarze do nich cala te prace obracaja w niwecz
zamiast udzielic pierwszej pomocy swiadkowie traca czas na szukanie lekarzy
wielu ludzi moze przez to umrzec
pomysl zanim napiszesz cos glupiego
-
0.9_procent napisał:
> cccykoria napisała:
>
> > Rzeczywiście, tak się uśmiałam, aż się posikałam:)z Ciebie
> > hihi
>
> Odświeżę ci pamięć cyckoria:
> Są ludzie, dla których wszystko jest śmieszne. Nawet jeśli jest
> śmieszne tylko dla nich.
>
> A teraz się przebierz. Posikana stara baba wzbudza raczej litość
niż
> śmiech.
Dzieki za szczerość, Ty wziełeś to na poważnie:)?,że niby ja
siusiu w majty zrobiła?:)Żartowałam, Twoje teksy mnie bawią,
masz fantazje:)
Może wystąpimy w "dlaczego ja"?, jest nabór:)
oczywiście nie narzucam się:) jakby co...
--
Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę.
— Paulo Coelho
-
Jestem z pokolenia, które nie wyssało komputera z mlekiem matki - mówiąc
kolokwialnie. Nie oznacza to, że rozmawiając z informatykiem plotę trzy po trzy.
Jeżeli nawet ćwierćinteligent nie rozumie, że lekarz nie jest duchem swiętym i
nie może wiedzieć co to są małe białe/rózowe/czerwone pastylki to ja już nic na
to nie poradzę. Leki mają nazwy!!!! I można się ich albo nauczyć, albo mieć
zapisane na kartce albo przynieść opakowania. Proste? Widać nie dla wszystkich.
Nawet idiota powinien wiedzieć dlaczego lekarz pyta o choroby serca czy
nowotwory w rodzinie. Chyba gdzieś słyszał o chorobach dziedzicznych i chyba
wie, że od szwagra można zarazić się syfem natomiast nie ma szans, żeby mieć z
nim wspólne geny a więc te same predyspozycje dziedziczne do chorób.
Nawet kretynowi powinno obić się o uszy co to jest WZW B a jesli nie to powinien
miec dokument szczepień - są takie książeczki.
W sumie mamy niezły humor , może nie z zeszytów szkolnych, ale szpitalnych izb
przyjęć czy oddziałów. Tyle, że głupi pacjent przede wszystkim szkodzi sam
sobie. Jesli lekarz nie wie gdzie boli - a można to określic dość precyzyjnie
nie znając anatomii, diagnostyka sie opóxni. To pacjent ma wiedzieć czy
dolegliwości sie nasilają po zjedzeniu normalnego posiłku, po golonce z wódeczką
czy dźwignięciu skrzynki z prosiakiem. Lekarza przy tym zazwyczaj nie ma.
Wiele lat temu na stażu z interny przyjęto faceta z bólami w klatce piersiowej.
Ekg, diagnostyka w kierunku choroby wieńcowej itd. Strata czasu i pieniędzy, bo
był uprzejmy zataić fakt, że spadł z drabiny.
-
Pacjenci też przeważnie nie wysysają wiadomości o chorobach genetycznych czy
innych rzeczach z mlekiem matki. Twoja indolencja jest jak najbardziej
usprawiedliwiona. A ich nie? Oni to idioci, kretyni, bo gdzieś powinni słyszeć o
tym, co ich nigdy nie interesowało? Dlatego co cwańszy serwisant powie p. dr, że
wymienił tranzystor w procesorze, a to bardzo drogi element. I kretyn lub idiota
uwierzy. Bo będzie mu głupio przyznać, ze nie wie, czy da się wymienić
tranzystor w procesorze. I co to w ogóle jest tranzystor polowy z izolowaną
bramką i wzbogaconym kanałem. Zdumiewa taka pogarda. I budzi niechęć.
W innym miejscu trwa dyskusja o przemocy wobec lekarzy. Nic tak nie nakręca
ludzi jak okazywana im pogarda. Ty ją okażesz anonimowo wirtualnie, a ktoś
odreaguje w realu...
--
Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
-
osmanthus napisała:
> Nie bardzo rozumiem problem - przeciez te klipsy (staples) sa
> tytanowe a tytan nie jest ferromagnetyczny.
> Chyba, ze chodzi o ewentualne artefakta na zdjeciach?
>
> Problemem moze byc natomiast 2% zawartosc niklu - niektorzy pajenci
> moga byc uczuleni na ten metal.
Klipsy sa bardzo rozne, rowniez ferromagnetyczne.
-
Rzniesz głupa czy nim jesteś?
Jeśli lekarz pyta o choroby w rodzinie to nawet największy kretyn pownien
wiedzieć, że chodzi o choroby genetyczne a nie to czy szwagier po pół litrze
spadł ze schodów i połamał sobie żebra. No chyba, że założymy, że przeciętny
polski pacjent to ćwok, który nie skończył nawet podstawówki.
Nie zadaję skomplikowanych pytań, pytam o rzeczy podstawowe, pytam językiem
prostym zrozumiałym, jak by sie mogło wydawać, dla każdego.
I tak jak wspomniany przeze mnie w anegdotce Jasio pownien wiedzieć, że bitwa
pod Grunwaldem była w 1410 roku ( a nie dawno), tak pacjent powinien wiedzieć,
że matka zmarła nagle na serce albo ojciec na raka. Bo nie są to informacje ani
tajne ani skomplikowane do powtórzenia. Nie pytam o szczegóły.
Człowiek, który umie czytać(!) - wiedza z pierwszych klas podstawówki potrafi
złożyc litery i przeczytać nazwę leku. Nie jest pisana po chińsku ani cyrlicą
tylko alfabetem łacińskim. Jeśli pacjent złoży do kupy litery i cyfry i powie,
że przyjmuje np. Bisocard 5 to będę coś wiedziała, jesli powie, że małe białe
pigułki to nie, bo jest ich kilkaset, róznych pod względem działania, podobnych
z wyglądu.
Przemoc wobec lekarzy w pracy - pacjent w myśl prawa atakując lekarza jest tak
samo winny jak rzucając się na policjanta czy sędziego. Kilka procesów i chęć
odreagowania w realu minie. A do tego po przegranej sprawie karnej pacjent
powinien mieć wytoczona przez lekarza sprawe z powództwa cywilnego. Jak bulnie
odszkodowanie za każdy dzień utraconych zarobków, cierpienia itd odechce się i
jemu i kumplom.
-
protozoa napisała:
> Przemoc wobec lekarzy w pracy - pacjent w myśl prawa atakując lekarza jest tak
> samo winny jak rzucając się na policjanta czy sędziego. Kilka procesów i chęć
> odreagowania w realu minie. A do tego po przegranej sprawie karnej pacjent
> powinien mieć wytoczona przez lekarza sprawe z powództwa cywilnego. Jak
> bulnieodszkodowanie za każdy dzień utraconych zarobków, cierpienia itd
>odechce się i jemu i kumplom.
Ot, co racja, to racja. I jakie w sumie proste. Że też 0 już nie jest ministrem.
On by zaostrzył kary, że byłyby ostre jak brzytwa. I więzień wybudował, żeby
wszyscy mieli jakieś cele. A za każde przestępstwo - dożywocie. Zanim taki
krzywo spojrzy, to się sto razy zastanowi. Dziwne, że nie działa to na pijaków
za kółkiem. Może trzeba im uświadomić i wpisać do kodeksu, że do nieba nie pójdą?
Reszta postu, ta dotycząca ćwoków, kretynów, słowem - pacjentów jest również
słuszna. Jak ktoś nie ma wykształcenia lekarskiego i nie rozumie co do niego
mówi p. dr, która zniża się i specjalnie schodzi z piedestału, to jest ćwokiem i
kretynem. I takiego powinni od razu zamknąć, żeby nie denerwował swoją głupotą
ciężko harującej inteligencji pracującej.
Osobiście jestem niezmiernie wdzięczny, że zniżyłaś się do rozmowy z ćwokiem i
kretynem. Bo ja też na pytanie o choroby w rodzinie opowiedziałbym o chorobach w
rodzinie. Tak jak zapłakany Jasio z anegdoty, który wbiega do gabinetu
higienistki (było coś takiego w szkołach za komuny) i płacze.
- Co się stało Jasiu? - pyta higienistka.
- Uderzyłem się - przez łzy odpowiada Jasio.
- A gdzie się uderzyłeś? - pyta higienistka, chcąc ulżyć w cierpieniu.
- Na korytarzu - odpowiada zanosząc się płaczem Jasio.
- A w co się uderzyłeś? - nie daje za wygraną higienistka przygotowując okład.
- W klamkę - płacząc odpowiada Jasio zgodnie z prawdą.
Jakie pytania, takie odpowiedzi, p. dr. Nie zawsze ćwokiem czy debilem jest ten,
kto odpowiada.
--
Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
-
ale w tym dowcipie ludzie smieja sie z jasia nie z higienistki
bo pytania, mimo pozornej niejednoznacznosci, sa zrozumiale dla kazdego
prezentujesz zupelnie glupia opinie, ze pacjent wszystko moze i wszystko mu
wolno bo jest chory (w wersji "solidarnej") lub wszystko mu wolno bo jest
klientem (to w wersji "liberalnej")
a tak nie jest
pacjent, ktory swiadomie i celowo nie przygotowuje sie do wizyty lekarskiej -
tak pod wzgledem higieny jak i wiedzy o swoi stanie zdrowia i przebytym leczeniu
szkodzi wylacznie sobie
utrudnione badanie lekarskie jest problemem wylacznie pacjenta i to tylko
pacjent bedzie ponosil konsekwencje nieoptymalnego leczenia
wiec zgrywanie glupiego jasia zaszkodzi tylko pacjentowi
bo jak pacjent sam nie wezmie odpowiedzialnosci za wlasne zdrowie, to nikt za
niego tego nie zrobi
na temat blyskotliwej ktytyki kar za przemoc wobec personelu medycznego nie bede
sie wypowiadal, bo do poziomu dresiarza nie chce sie znizac
-
Ok. Ponieważ nie jestem pewny czy chodzi o zniżanie się, czy wspinanie na palce,
więc nie poproszę, żebyś zacytował fragment wypowiedzi, najlepiej mojej, w
której błyskotliwie krytykuję kary za przemoc wobec lekarzy. Nie odniosę się
także do pozostałej części wypowiedzi. Ponieważ mogłaby zostać uznana próbę
"dokopania lekarzom" smutna konstatacja, że to niekoniecznie pacjent jest ćwok i
debil, bo nie rozumie pytań, tylko lekarz nie rozumie odpowiedzi...
--
Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
-
I dlatego zamiast drogiego M.Office należy używać darmowego Open Office
www.ux.pl/openoffice/
link na samym dole strony
-
No to już wiemy, że pacjent, który nie potrafi powiedzieć gdzie i co go boli, jakie zażywa tabletki oraz nie ma pojęcia dlaczego lekarz pyta o nowotwory czy choroby serca w rodzinie, to ćwierćinteligent, idiota, kretyn i ćwok.
To może się również dowiemy jak należy nazwać lekarza, który pisze o zawale ściany lewej, no bo ćwierćinteligent, idiota, kretyn i ćwok jakoś tu nie pasuje.
--
"Każda prawda przechodzi przez trzy etapy. Najpierw jest wyszydzana,
potem gwałtownie zwalczana, a w końcu zostaje uznana za oczywistą."
Arthur Schopenhauer
-
We Writerze też sortowanie zawodzi jeśli się w nim tworzy bazę danych. To po
prostu nie do tego służy. Taka baza danych dla lekarza to kupa kasy:
dla 4 lekarzy z rejestracją i gabinetem zabiegowym
Licencja odnawialna: dla 4 lekarzy: 75zł + 3*58 = 249zł x 12 m-cy = 2988zł
rocznie (netto)
Licencja bezterminowa: 894zł+3*779zł+300zł=4131zł za pierwszy rok (netto)
Aktualizacja za każdy następny rok: 434zł + 3*388zł + 132zł= 1730 zł (netto)
Różnica w rocznych opłatach (netto): 4131 zł - 1730 zł = 2401zł, co oznacza, że
inwestycja w licencję bezterminową zwróci się po 2,4 roku (4131zł/1730zł – 2,4)
--
Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
-
> mylisz sie qwas w bardzo wielu miejscach
> po pierwsze rzeczonego "kuferka" nie ma zaden lekarz poza lekarzem/ratownikiem
> z karetki
no coz, w znanych mi szpitalach, zawsze "kuferek" byl. kontrolowany raz w
miesiacu- przez pielegniarkie. z tym ze to .de. rzecz banalna, tania, a bardzo
pomocna w przypadkach naglych.
dlaczego nie ma masowo w przychodniach i szpitalch polskich? nie rozumiem.
> zestaw lekow i sprzetu reanimacyjnego jest na oddzialach szpitalnych, zazwyczaj
> w szafce lub na wozku i nie moze opuscic oddzialu
troche to brzmi jak wziete z monty pythona ;)
"kuferek" wlasnie do tego sluzy, zeby bez problemu mogl opuscic oddzial. o
oszczednosci czasu i nerwow nie wspominajac.
> tak na prawde twoj blad jest jeden i to podstawowy (...)
nie zakladam "zamiast" pogotowia. zakladam ze jest to dzialanie rownolegle. w
sytuacji- gdy lekarz (lub inny przeszkolony pracownik) z pobliskiej jednostki
moze byc szybciej niz pogotowie - nawet o te kilka minut. nie ogladajac sie, czy
jest to jego obowiazek, czy nie. pierwszym przykazaniem jest ratowanie zycia i
zdrowia. drugim dopiero "buciki".
no i kazdy przypadek jest indywidualny. akurat w tymz tego artykulu- wiemy z byl
uraz glowy. nie wiemy jaki. raczej nie bylo nzk. kobieta prawdopodobnie sie
wglobila- a podanie np mannitolu- nawet jako ultima ratio (w oczy popatrzec
moze kazdy lekarz) moglo dac jej te kilka minut czasu na dowiezienie jej na
neurochiruruge.
teoretyzuje- bo nie znam dokladnie przypadku.
ale rozmowa personelu ze swiadkami- powinna wygladac inaczej-
pytanie- 1. czy wezwano pogotowie, jesli nie- to nie zloscic sie na glupote,
tylko wezwac; 2. jaki jest stan kobiety 3. jak daleko to sie stalo (w tym
wypadku 70 m uzasadnia wziecie "lezanki"- ale to tez zalezy od konkretnej
sytuacji- ktora ocenia sie na miejscu, czasu w ktorym przybedzie pogotowie itp).
nie ma regul- jak to w medycynie. ale gotowosc- powinna zawsze byc.
w historii- z reanimowanym panem j. - przybycie 60 letniej lekarki z przychodni
wiele by nie zmienilo- jeslie nie miala ambu i adrenaliny; (ale zawsze powinna
powiedziec- ze bardzo chetnie by pomogla, ale nic nie jest w stanie zrobic, niz
mowic- ze nie ma czasu bo ma pacjentow) , w historii z urazem glowy - mogloby
juz miec znaczenie.
jesli chodzi o organizacje pracy w szpitalu- to tez zalezy. czy jest tylko jeden
lekarz w szpitalu, co sie aktualnie dzieje, czy jest w zasiegu telefonu/komorki
- co tam ma jako srodek komunikacji, ile potrzebuje czasu na powrot do szpitala
itp, itp. wszystko to bardzo indywidualne. sytuacje nagle na terenie szpitala-
np na dziedzincu- tez powinny byc przewidziane i zorganizowane!
ze bezposredni swiade
> k
> zdarzenia zamiast wezwac pogotowie i rozpoczac resuscytacje (BLS) bedzie szukal
> "jakiegos" lekarza, co dla chorego jest wyrokiem smierci
znow upraszczasz. swiadek nie musi byc jeden (tutaj- tramwaj). mozna zalozyc
rownoczesne dzialanie- bls, pogotowie (przy jednym swiadku- na odwrot) i jesli
jest mozliwosc lub wiadomo ze pogotowie potrzebuje wiecej czasu zeby dojechac
nie mam nic przeciwko poszukiwaniu wsparaci w bls- moze w postaci als i
bardziejw ykwalifikowaynch.
-
ludzie boja sie udzielac pierwszej pomocy
jesli maja mozliwosc zrzucenia na kogos innego odpowiedzialnosci to tak zrobia
informacja, ze wezwanie lekarza da choremu wieksze szanse bedzie w wiekszosci
sytuacji zle zinterpretowana, nieststy
ludzie zabieraja chorych z ulicy i woza ich samochodami do szpitali, ktore moga
byc nieprzygotowane do przyjecia takich chorych (szpitale psychiatryczne,
okulistyczne, rehabilitacyjne, specjalistyczne szpitale niezabiegowe) - taki
transport tylko opoznia udzielenie pomocy
w dodatku transport ze szpitala nie mogacego zaopatrzyc chorego bedzie
wydluzony, bo do szpitala nie da sie wezwac pogotowia - to bedzie zawsze tzw.
transport, ktory bedzie mial zawsze nizszy priorytet niz wyjazd ratunkowy (co
oznacza srednio ponad godzine czekania)
swiadkowie moga nie wezwac lub opoznic wezwanie pogotowia, bo zajma sie
szukaniem szpitala, najprawdopodobniej nie rozpoczna BLS, a tymczasem zasada
udzielania pomocy, jaka powinien sobie przyswoic kazdy obywatel to:
1. sprobowac nawiazac kontakt
2. wyprostowac szyje
3. sprawdzic oddech
4. wezwac pogotowie
5. uciskac mostek
do tego nalezy dodac informacje, ze do przyjazdu pogotowia zycie chorego zalezy
wylacznie od swiadkow zdarzenia i nic tego nie zmieni
bardziej skomplikowany komunikat bedzie opacznie zrozumiany
mozliwosc sprowadzenia lekarza beddzie wymowka, zeby nie rozpoczac BLS - bo tak
sie dzieje (to jest glowny argument swiadkow pytanych dlaczego nie rozpoczeli
sami resuscytacji)
poniewaz poza nzk kuferek nie pomoze (nie wyglupiaj sie z mannitolem), a w nzk
lekarz ze szpitala jest zawsze za pozno (chyba, ze do zdarzenia dochodzi na
terenie szpitala) to lekarza nie nalezy wzywac
ta zasada - nie wzywac lekarza wynika stad, ze mozliwosc wezwania kogos
"bardziej wykwalifikowanego" jest podstawowa przyczyna zaniechania
natychmiastowego BLS przez swiadka zdarzenia
to jest fakt naukowy z ktorego wywodzi sie zasade, ze "jakis" lekarz nie ma byc
wzywany
-
Pacjent nie musi wiedzieć, że boli go w rzucie wątroby, ale może pokazać palcem
miejsce, w którym odczuwa ból a nie zataczać olbrzymie koło. Może powiedzieć, że
boli go po wysiłku, jedzeniu, przed jedzeniem, po seksie , przy oddawaniu moczu
itd a nie "boli i już".
Może powiedziec od kiedy boli. Nawet dzicy z buszu potrafią to jakos sprecyzować
np. od ostatniej pory deszczowej. My mamy kalendarz i człowiek po podstawówce,
albo w jej trakcie wie, że może bolec od tygodnia, miesiąca czy jesieni. Proste?
Nie dla wszystkich jak sie wydaje.
Lekarz o nowotwory czy choroby serca w rodzinie nie pyta z ciekawości i o tym
tez powinien wiedzieć nawet ktos kto nie umie czytać tylko od czasu do czasu
włącza telewizor. O tym, że niektóre choroby moga być dziedziczne mówi sie i
pisze od pół wieku albo jeszcze dłużej.
Tak, jest to ćwok, który szkodzi przede wszystkim sobie.
Żałuję, ale nigdy nie jest za późno, żeby zacząć, że nie prowadziłam rejestru
powiedzeń pacjentów.
Nie wiem jak to było z zawałem "ściany lewej". Podejrzewam, że lekarz miał na
mysli ścianę dolną i zwyczajnie się przejęzyczył. Być może napisał to w sytuacji
gdy stało mu nad głową 10 osób i jedna z nich ryczała, że boli ją lewa ręka. Ja
kiedyś robiąc wypis też wpisałam powtarzaną 10 razy frazę przez stojącego obok
pacjenta.
-
Reasumujac, pacjent to najwiekszy wrog lekarza. Zlo konieczne, ktore
trzeba zwalczac.
-
Kolejne perełki.
qwas12 napisał:
> "kuferek" wlasnie do tego sluzy, zeby bez problemu mogl opuscic
oddzial. o
> oszczednosci czasu i nerwow nie wspominajac.
A ja głupi myślałem że leki są dla pacjentów oddziału.
A one są po to by „bez problemu oddział opuścić”.
> wiemy z byl
> uraz glowy. nie wiemy jaki. raczej nie bylo nzk. kobieta
prawdopodobnie sie
> wglobila- a podanie np mannitolu- nawet jako ultima ratio (w oczy
popatrzec
> moze kazdy lekarz) moglo dac jej te kilka minut czasu na
dowiezienie jej na
> neurochiruruge.
Mannitol jako lek do podawania „na chodniku”. W „kilka minut”.
Moje gratulacje.
-
Tyle, że głupi pacjent przede wszystkim szkodzi sam
sobie.
Więc nie
"największy wróg lekarza", a największy wróg samego
siebie.
-
Głupi lekarz szkodzi bardziej niż głupi pacjent.
--
Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
-
Spadaj trollu.
-
0.9_procent napisał:
> A ja głupi myślałem
Masz jakieś przemyślenia na temat apteczek jeżdżących w samochodach?
--
Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...