Dobry wieczór:) Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • My pacjenci już wiemy, że:

    dr nie musi tłumaczyć jaki zabieg jest korzystniejszy dla
    pacjenta/ntki

    dr nie musi tlumaczyć, jak będzie przebiegał zabieg/operacja

    nie musi informować, co zostawiają pacjentowi w brzuchu? np
    klipsy itp

    zgoda na zabieg podpisana- to najważniejsze

    Kazdy pacjent ma zaburzenia psychiczne itp

    A teraz pacjent musi prosić łaskawie na piśmie Pana
    Dyrektora, z czego są wykonane klipsy itp? Terminu odp nie
    jest określony w rozporządzeniu, więc można sobie lecieć...

    Ponoć to prawa pacjenta..

    Dlaczego w wypisie nie ma takiej informacji?

    Ile ludzi nie wie, że ma cosik klipsowego w "organiżmie"?

    Chciałam zrobić sobie MR "brzucha", bez żadnej łachy dr i
    tu niespodzianka, nici z tego, dopóki nie dostarczę czarno
    na białym, nie zrobią.

    .. i żeby nie było, że mam jakieś pretensje odnośnie
    klipsów..

    Informacje o klipsach ( ilość ), znalazłam w dokumentacji
    wewnętrznej i na temat ich podszkoliłam się w necie...

    Dobrej nocy życzę



    --
    Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę.
    — Paulo Coelho
  • cccykoria napisała:

    > My pacjenci już wiemy, że:
    >
    > dr nie musi tłumaczyć jaki zabieg jest korzystniejszy dla
    > pacjenta/ntki
    >
    > dr nie musi tlumaczyć, jak będzie przebiegał zabieg/operacja
    >
    > nie musi informować, co zostawiają pacjentowi w brzuchu? np
    > klipsy itp
    >
    > zgoda na zabieg podpisana- to najważniejsze

    Pacjent nie musi podpisywać zgody na zabieg, szczególnie jeśli nie otrzymał o nim wystarczającej informacji.
    Leczenie w Polsce nie jest przymusowe.

    > Kazdy pacjent ma zaburzenia psychiczne itp.

    Po jednej z najcięższych delirek jakie kiedykolwiek widziałem żona pacjenta zrobiła mi awanturę, że „robię z niego alkoholika”.

    Ale jeśli ktoś, kto spotkał kilkunastu, czy kilkudziesięciu pacjentów pisze „każdy pacjent”, to należy się zastanowić nad kondycją jego psychiki.

    > A teraz pacjent musi prosić łaskawie na piśmie Pana
    > Dyrektora, z czego są wykonane klipsy itp? Terminu odp nie
    > jest określony w rozporządzeniu, więc można sobie lecieć...

    Bo to jest pytanie o producenta klipsów a nie dyrektora. Podobnie można zapytać o skład substancji użytej do powlekania tabletek.

    > Ponoć to prawa pacjenta..

    Prawa pacjenta są określone w karcie praw pacjenta. I wbrew temu co się niektórym wydaje nie są nieograniczone.

    > Dlaczego w wypisie nie ma takiej informacji?

    O prawach pacjenta? Bo są określone w kodeksie praw pacjenta, który jest powszechnie dostępny.

    > Ile ludzi nie wie, że ma cosik klipsowego w "organiżmie"?

    Wielu. O ile tylko słuchają co się do nich mówi.

    > Chciałam zrobić sobie MR "brzucha", bez żadnej łachy dr i
    > tu niespodzianka, nici z tego, dopóki nie dostarczę czarno
    > na białym, nie zrobią.

    A co ma chirurg do twojego MR?

    > .. i żeby nie było, że mam jakieś pretensje odnośnie
    > klipsów..

    Nieee. Ja nie mam żadnych pretensji, ja tylko opisuję na forum. Piękne.

    > Informacje o klipsach ( ilość ), znalazłam w dokumentacji
    > wewnętrznej i na temat ich podszkoliłam się w necie...

    A w jakiej to dokumentacji wewnętrznej? Historia choroby jest dokumentem, do którego pacjent ma wgląd przez cały okres leczenia, a także po jego zakończeniu o ile wyrazi taka wolę. Opis zabiegu musi się w niej znajdować. A to, czy klipsy są 3, czy jest ich 5 nie ma znaczenia.
  • > Ile ludzi nie wie, że ma cosik klipsowego w "organiżmie"?

    Wielu. O ile tylko słuchają co się do nich mówi.
    Oczywiście wielu wie.

    Ale są tacy co nie wiedzą. Czasami nawet nie wiedzą, że byli
    operowani.
    - Przebyła pani jakieś operace?
    - Nieee.
    - A te blizny na brzuchu?
    - acha. No tak. Tu była ślepa kiszka, tu woreczek, a tu ciąża
    pozamaciczna.
  • Masz małą wiedzę na temat dostępu pacjenta do dokumentacji
    wewnętrznej, po zakończonym leczeniu.
    Nie będę się kłócić z Tobą, bo to nie jest moim celem.

    Nikt nie tłumaczył mi przebiegu operacji, a dobry mam
    sluch, nikt nie poinformował mnie, że że mam klipsy, aż 6,
    obdarowano mnie, że ho ho.

    Chirurg nie ma z tym nic wspólnego poza udzieleniem
    informacji, z czego one zostaly wykonane i to tyle. Na
    taką informację muszę czekać i pisać pismo do dyrektora,
    żeby wyraził zgodę.Doinformuję się, czy aby napewno jest
    taka droga, czy może inna.Bo uslyszałam "kanałami" "Ona znów
    się czepia" Ja się nie czepiam, pracownie rezonansu, nie
    zrobią mi, dopóki, nie dostarczę informacji na piśmie,
    wiadomo dlaczego...
    CT nie będę robić, chcę MR...
    --
    Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę.
    — Paulo Coelho
  • Nie bardzo rozumiem problem - przeciez te klipsy (staples) sa
    tytanowe a tytan nie jest ferromagnetyczny.
    Chyba, ze chodzi o ewentualne artefakta na zdjeciach?

    Problemem moze byc natomiast 2% zawartosc niklu - niektorzy pajenci
    moga byc uczuleni na ten metal.
  • cykorio masz prawo zadać wszelkie pytania przed operacją - po to są wizyty
    chyba , że mówimy o operacji ratowania życia

    często skład klipsów jest tajemnicą producenta
  • do jasnej cholery,
    to sa informacje ktore MUSZA byc zawarte w wypisie! ze szczegolnym
    uwzglednieniem mozliwoscie wykonania rezonansu.
    niezaleznie od tego- rozmowa wyjasniajaca z pacjentem- dlaczego akurat te klipsy
    zzostaly uzyte i jakie inne mogly.
    i jest to OBOWIAZEK LEKARZA PROWADZACEGO.
  • cccykoria napisała:

    > Masz małą wiedzę na temat dostępu pacjenta do dokumentacji
    > wewnętrznej, po zakończonym leczeniu.
    > Nie będę się kłócić z Tobą, bo to nie jest moim celem.
    Zapewne. Niewątpliwie mniejszą od twojej. Na temat medycyne w ogóle
    także.
    Tyle, że jest ona wystarczająca by wiedzieć że pacjent może do woli
    przeglądać swoją historię choroby i robić z niej notatki.
    Ale jeśli chciałaś pooglądać dokumenty dotyczące przetargu na
    dostawę klipsów, to nie dziwota, że dyrektor musiał wydać zgodę.

    > Nikt nie tłumaczył mi przebiegu operacji, a dobry mam
    > sluch, nikt nie poinformował mnie, że że mam klipsy, aż 6,
    > obdarowano mnie, że ho ho.

    Nikt cię także nie zmuszał do podpisywania zgody na operację.
    Porwali cię do szpitala, czy co?

    > Chirurg nie ma z tym nic wspólnego poza udzieleniem
    > informacji, z czego one zostaly wykonane i to tyle.

    Jeszcze raz. To nie jest pytanie do chirurga. Aelithe napisał to co
    ja - skład materiału do klipsów zna producent. I niekoniecznie musi
    się tą wiedzą dzielić. Pomyślałaś, że może podlegać ochronie
    patentowej?

    Na
    > taką informację muszę czekać i pisać pismo do dyrektora,
    > żeby wyraził zgodę.Doinformuję się, czy aby napewno jest
    > taka droga, czy może inna.

    Już napisałem.
    Zależy do jakich dokumentów chciałaś uzyskać dostęp. Bo dostęp do
    historii choroby nie wymaga zgody dyrektora.

    Bo uslyszałam "kanałami" "Ona znów
    > się czepia" Ja się nie czepiam, pracownie rezonansu, nie
    > zrobią mi, dopóki, nie dostarczę informacji na piśmie,
    > wiadomo dlaczego...

    To zmień pracownię. Radiolodzy czytali jakiekolwiek opracowania na
    temat MR i klipsów? Bo ze spinaczy biurowych to się klipsów nie robi.
  • qwas12 napisał:

    > do jasnej cholery,
    > to sa informacje ktore MUSZA byc zawarte w wypisie!
    > ze szczegolnym uwzglednieniem mozliwoscie wykonania rezonansu.

    Jakie informacje?
    O karcie praw pacjenta?
    O składzie materiału do klipsów?
    O ilości klipsów?
    O przetargu na klipsy?
    O czym jeszcze?

    > ze szczegolnym uwzglednieniem mozliwoscie wykonania rezonansu.
    A termografii, PET, diadynamikach nie? Może jeszcze o podróżach
    koleją i samolotem? Albo statkiem kosmicznym?

    Czy lekarz POZ kierując pacjenta na operację podaje informacje o
    składzie tabletek przyjmowanych przez pacjenta? Bo ja na pytanie o
    leki zwykle słyszę, "Takie małe białe..."
  • Ale to czy można wykonać rezonans nie jest tajemnicą. I o te informacje chodzi
    cykorii. I taką informację powinna uzyskać przy wyjściu ze szpitala.
  • Więc niech się zgłosi do chirurga z pełną dokumentacją aparatu MR na
    którym będzie wykonywane badanie.
  • Sprawa klipsów jest prosta. Jak każdy wyrób maja symbol/nazwę handlową/normę- to
    powinno byc w dokumentacji umieszczone a wykonujący rezonans powinien wiedziec
    czy jest przeciwwskazaniem, czy może wpłynąc na wynik badania.
    Natomiast problem kiepskiej komunikacji jest poważny. Ładnych pare artykułow w
    NYT i Guardianie mu poświęcono jako główny powód ponownego przyjęcia pacjentów
    do szpitala. Na leczenie często kosztowniejsze i gorzej rokujące. Konkluzje sa
    dość niepochlebne dla lekarzy- zdecydowana wiekszość pacjentów (chyba 80%)
    wróciła bo nie została poinformowana czego im robić nie wolno, jakie moga
    wystapić komplikacje wymagające szybkiej interwencji. Zalecono lepiej
    informowac. Nie "dla idei oswiecania" tylko dlatego,że kwadrans rozmowy z
    pacjentem to mga byc zaoszczędzone dziesiątki tysięcy $ na ponowne leczenie.
    Lekarz leczy pacjenta nie jego dolegliwość. Nie powinien decydowac o przyszłości
    człowieka, którą takie a nie inne leczenie może zmienic w stopniu
    nieakceptowalnym dla tej osoby. Wyjatek- ratowanie zycia.
    Podam przykład: znajomy sportowiec zgłasza sie do polskiego lekarza, który
    proponuje operacje by rozwiązac problem. lekarz wie jaką dyscypline sportu
    pacjent uprawia, nawet pogadali nt. "szanse w MŚ". Niestety nie informuje, że
    operacja załatwi problem ale uniemożliwi grę- koniec kariery. Na szczęście
    wiedział/przypuszczał klubowy lekarz. Sportowca wysłano zagranicę, gdzie było
    jasne dla lekarza, że to zawodnik dokonuje wyboru między zabiegiem załatwiającym
    sprawe częsciowo i byc może tymczasowo ale umozliwiającym gre a załatwieniem
    sprawy definitywnie za cene rezygnacji z kariery.
    W "królestwie procesów przeciwko szpitalom"- USA spraw zw. brakiem informacji i
    wyboru juz prawie nie ma. Za dużo kosztowały szpitale przegrane procesy.
  • claro komunikacja działa w dwie strony
    1. pierwsza lekarz chce wytłumaczyć
    2. druga pacjent podejmuje wysiłek by to zrozumieć

    w mojej praktyce lekarskiej nagadałem się z pacjentami co i im wolno, czego nie wolna; a potem pacjenci i tak lądowali z powikłaniami na oddziale.

    Np. pacjent po przeszczepie wątroby z ostrą poalkoholową niewydolnością wątroby.
    Czy pacjent na interferonie, który zakombinował by nie mieć pobieranej krwi i zmarł z powodu masywnego krwotoku.
  • Co racja to racja. Pacjenci to idioci, którzy nic nie rozumieją. Więc nie można
    winić lekarzy, że nie tłumaczą o co chodzi, bo przecież i tak nie zrozumieją. A
    jak tłumaczą to nieuki i tak nie rozumieją i robią po swojemu. Skąd w takim
    razie tak gorliwa obrona przez lekarzy prowadzonego przez siostry zakonne
    ośrodka, w którym nie przestrzegano zaleconych przez lekarzy diet?

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • aelithe, rozumiem problem- tez sie nieraz natłumaczę a równie dobrze mogłabym
    tłumaczyc hydrantowi- pojmie mniej wiecej tyle samo.
    Ale i Ty i ja odpowiadamy nie za stan umysłowy rozmówcy i nie za konsekwencje
    jego niezrozumienia czy olania, a za wypełnienie naszego obowiązku informowania.
    Porównaj dwie sprawy i dwa wyroki. Oba dotyczą impotencji po prostatektomii.
    Obaj panowie twierdzili, ze nie poddaliby sie zabiegowi gdyby wiedzieli o takim
    mozliwym nastepstwie. W obu nie stwierdzono zadnej nieprawidlowosci przy
    zabiegu, po prostu typowe uszkodzenie nerwu. Pacjent X przyznał, że był
    informowany o takim ryzyku ale nie rozumiał słowa "impotencja". Sprawe przegrał,
    sad stwierdził, że nierozumienie słownictwa nie oznacza, że osoba nie została
    poinformowana. Uzasadnienie jak to w USA kwieciste, ale w skrócie "to na
    pacjencie spoczywa zadanie sobie trudu by zrozumiec słowa, które sie do niego
    wypowiada." Pan Y zeznał, ze nie był poinformowany. Lekarz potwierdził (fałszywe
    zeznania w USA to niewielu odważy się skladać) tłumacząc sie zupełnie sensownie,
    że pacjent jest człowiekiem wykształconym i bez trudu mógł wszystkie informacje
    znaleźć w powszechnie dostepnych źródłach. Pan Y wygrał spora kasę, bo w/g
    sedziego "żaden stan umysłu pacjenta poza całkowita utrata świadomości nie jest
    okolicznościa zwalniająca z rzetelnej informacji o mozliwych skutkach leczenia."
    Ten drugi wyrok był przywołany w niedawnej sprawie pacjentki poddanej
    mastektomii, ktorej nie poinformowano mozliwości zabiegu oszczedzającego
    niosacego wieksze ryzyko. Tym razem pacjentka była zbyt ograniczona umysłowo by
    pojąc, co sad przyznał ale "żaden stan umysłu itd."


  • claro w commone law znaczenie ma nie tylko litera prawa, ale także duch prawa. Nie tylko co zostało w nim zapisane, ale także w jakim celu to zrobiono. Czyli możesz złamać prawo bezkarnie, jeśli twój solicitor potrafi udowodnić, że wydanie tego prawa miało inny cel, niż twój konkretny przypadek.

    W USA od ponad 30 lat ogranicza się odpowiedzialność lekarzy, reguły są jasne. Pierwsze dostosowywanie się lekarzy do reguł, drugie ograniczanie możliwości stosowania precedensów przez wydawanie aktów przez kongres, bądź kongresy lokalne. Afektem spadek ceny hysterectomii w Delaware z 80 tysięcy w 1984 do 14 tysięcy w 2006.

    W Polsce orzecznictwo sądów jest niespójne, powiedziałbym wręcz schizofreniczne, sprowadza się do określenia dokopać konowałom.
  • nigdzie nie napisałem, że pacjenci to idioci - to twoja nadinterpretacja
    natomiast duży odsetek pacjentów świadomie ignoruje zalecenia lekarskie - szczególnie, gdy nie płacą a wizytę.

    komentarze w stylu : " jak ten młody gó...arz mógł zmienić leczenie, jakie ustalił kardiolog. To bardzo dobry lekarz, za wizytę bierze 200 złotych."
  • ucięło post

    komentarze jak powyżej to chleb powszedni. Pacjent jest bardziej skłonny wykonać zalecenia lekarza, któremu płaci.
    Jeden z profesorów interny w moim mieście był raczej kiepskim lekarzem. Ale efekty leczenia miał nadzwyczajne. Mógł sobie pozwolić na wyrzucenia z gabinetu pacjenta, który nie realizował jego zaleceń.
  • To bardzo dobry lekarz, za wizytę bierze 200 złotych

    I dokładnie tak samo jest z lekami.
    Na tym forum rozpowszechniany jest mit, jakoby lekarze mieli interes
    w wypisywaniu leków drogich. Otóż to sami pacjenci zabiegają o leki
    droższe. Atrowastatyna za 50 zł jest w odczuciu wielu z nich lepsza
    od tej za 8 zł - i to nie po próbie zastosowania obu, nie - przed
    stosowaniem leku. A już nie daj Boże jak lek kosztuje 3.20 zł.
    On "nie może działać".
  • krótko po moim stażu, moja koleżanka na pediatrii przeżywała skargę. Tatuś jednego z dzieci napisał skargę do profesora, jak śmiała mu wypisać lek na ryczałt.
    Co więcej dostała za to opieprz.
  • Nie o prawo mi chodzi w pojęciu "system prawa". Nie chodzi przeciez o to by sad
    musial regulować jak ma pracować lekarz. Wyroki sa jedynie reakcja na pozew
    pacjenta. który czuje sie poszkodowany. Sa wskazówką "prawa obywatelskie
    pacjenta zostały naruszone" lub nie.
    Prawem obywatelskim jest rowniez wybranie źle z punktu widzenia lekarza.
    Obowiązkiem lekarza jest pacjenta tylko poinformowac jakie leczenie jest
    skuteczniejsze ale np. bardziej ryzykowne. Co pacjent wybierze- powinno byc albo
    zaakceptowane albo lekarz odmawia leczenia "krnabrnego pacjenta". Ma takie
    prawo- ma prawo wpisac w karcie "chory odmawia zaleconego leczenia" i koniec.
    Aelithe, nie jesteście odpowiedzialni za niczyje życie bardziej niż on sam.
    Choć wielu ludzi uważa, że "lekarz ma sie martwić tylko".
  • aelithe napisał:

    > W Polsce orzecznictwo sądów jest niespójne, powiedziałbym wręcz schizofreniczne
    > , sprowadza się do określenia dokopać konowałom.

    W której Polsce? Możesz podać przykłady, w których sąd chciał "dokopać"
    lekarzowi, a nie stawał na głowie, żeby go uniewinnić, albo skazać na jakiś
    niewielki wyrok w zawieszeniu?

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • 0.9_procent napisał:

    > cccykoria napisała:
    >
    > > Masz małą wiedzę na temat dostępu pacjenta do dokumentacji
    > > wewnętrznej, po zakończonym leczeniu.
    > > Nie będę się kłócić z Tobą, bo to nie jest moim celem.
    > Zapewne. Niewątpliwie mniejszą od twojej. Na temat medycyne w
    ogóle
    > także.

    Dobrze, walnęłam gafę, miałam na myśli, że nie wiesz jak
    postępują w innych szpitalach(piszę w liczbie pojedyńczej),
    ile mnie to kosztowało zdrowia, a prawem pacjenta jest
    uzyskać pełną dokumentację, a nie na raty..O wiedzy
    medycznej, wiadomo jesteś dr, więc nie dyskutuje:)

    > Tyle, że jest ona wystarczająca by wiedzieć że pacjent może do
    woli
    > przeglądać swoją historię choroby i robić z niej notatki.

    Z chęcią porobiłabym notaki, tylko nie dane mi było..

    > Ale jeśli chciałaś pooglądać dokumenty dotyczące przetargu na
    > dostawę klipsów, to nie dziwota, że dyrektor musiał wydać zgodę.

    Nie obchodzą mnie przetargi, tylko chcę uzyskać informacje,
    czy są "bezpieczne" w MR i tylko tyle..
    >
    > > Nikt nie tłumaczył mi przebiegu operacji, a dobry mam
    > > sluch, nikt nie poinformował mnie, że że mam klipsy, aż 6,
    > > obdarowano mnie, że ho ho.
    >
    > Nikt cię także nie zmuszał do podpisywania zgody na operację.

    > Porwali cię do szpitala, czy co?

    Nie porwali mnie, ale sytuacja polipy pogrubiały pęcherzyk
    itp
    >
    > > Chirurg nie ma z tym nic wspólnego poza udzieleniem
    > > informacji, z czego one zostaly wykonane i to tyle.

    O to mnie chodzi..może być po łacinie:)
    >
    > Jeszcze raz. To nie jest pytanie do chirurga. Aelithe napisał to
    co
    > ja - skład materiału do klipsów zna producent. I niekoniecznie
    musi
    > się tą wiedzą dzielić. Pomyślałaś, że może podlegać ochronie
    > patentowej?

    jak wyżej, czy nie są przeciwskazaniem do MR

    >
    > Na
    > > taką informację muszę czekać i pisać pismo do dyrektora,
    > > żeby wyraził zgodę.Doinformuję się, czy aby napewno jest
    > > taka droga, czy może inna.
    >
    > Już napisałem.
    > Zależy do jakich dokumentów chciałaś uzyskać dostęp. Bo dostęp do
    > historii choroby nie wymaga zgody dyrektora.

    To ciekawe, chyba mylisz się, taką informację, że dyrektor
    decyduje uzyskałam od rzecznika praw pacjenta..

    >
    > Bo uslyszałam "kanałami" "Ona znów
    > > się czepia" Ja się nie czepiam, pracownie rezonansu, nie
    > > zrobią mi, dopóki, nie dostarczę informacji na piśmie,
    > > wiadomo dlaczego...
    >
    > To zmień pracownię. Radiolodzy czytali jakiekolwiek opracowania na
    > temat MR i klipsów? Bo ze spinaczy biurowych to się klipsów nie
    robi.

    Może czytali, pytali o rok, ale chcą " papier"..


    --
    Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę.
    — Paulo Coelho
  • sam fakt że dochodzenie nie jest po jednym dniu umarzane, w sprawach
    typu "lekarz nie pobiegł udzielać pomocy komuś przebywającemu gdzieś
    będącemu być może po zasłabnięciu, tłumacząc się że karetka była już
    w drodze", świadczy o tym że wymiar sprawiedliwości chce dokopać
    lekarzom.


  • sama jestes sobie winna cykoria

    rzucalas niesluszne oskarzenia przeciw lekarzom, ktorzy cie leczyli
    stosunkowo rzadkie powiklanie uwazasz za blad w sztuce
    zagrozeni procesem lekarze i szpital boja sie kontaktow z toba nie wiedzac czy
    przypadkiem informacji nie wykorzystasz przeciwko nim

    nawet niesluszne i absurdalne oskarzenia moga dac poczatek dlugiemu procesowi
    karnemu lub odszkodowawczemu
    nawet jesli zarzuty po latach zostana oddalone to dla lekarzy i szpitala to sa
    koszty, utrata zaufania, strata czasu i nerwow
    nikt tego nie chce i po prostu w ten sposob bronia sie przed toba

    zazwyczaj radiolodzy oczekuja udokumentowania rodzaju klipsow naczyniowych
    zastosowanych w laparoskopii, przy czym ogromna wiekszosc jest bezpieczna
    dokument jest latwy do uzyskania, bardzo czesto wymagane informacje sa w wypisie

    w tym momencie na wlasne zyczenie jestes ofiara medycyny defensywnej i kazdy
    leczacy cie lekarz, ktory ma troche oleju w glowie nie wezmie za ciebie
    odpowiedzialnosci
    kazdy wykorzysta wszelkie mozliwosci prawne, zeby sie ciebie pozbyc, nie leczyc,
    przekazac dalej, bo jestes pacjentka wysokiego ryzyka (ryzyka zawodowego)
    lekarze boja sie kontaktow z toba

    chcialas sie mscic na lekarzach za losowe powiklanie - dostalas rykoszetem
    takie zycie
    miej pretensje do siebie
  • No tak. Masz rację. Już samo słowo "lekarz" w ustach prawnika to dowód na chęć
    dokopania środowisku. To, że wyroki po wieloletnich procesach są śmieszne, a
    odszkodowania płacą szpitale, to też dowód dokopywania.

    Rozumiem, że lekarzowi może się nie chcieć i powinien móc odmówić ze względu na
    światopogląd, zmęczenie czy nawet bez powodu. Ale nawet wasza przedstawicielka w
    ministerstwie nie odważyła się dopisać do paragrafu o obowiązku pomocy, że nie
    dotyczy lekarzy. I tak sąd się postarał, żeby lekarzowi za bardzo nie zaszkodzić.

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • cccykoria napisała:

    > Dobrze, walnęłam gafę, miałam na myśli, że nie wiesz jak
    > postępują w innych szpitalach(piszę w liczbie pojedyńczej),
    > ile mnie to kosztowało zdrowia, a prawem pacjenta jest
    > uzyskać pełną dokumentację, a nie na raty.
    > Z chęcią porobiłabym notaki, tylko nie dane mi było..
    > To ciekawe, chyba mylisz się, taką informację, że dyrektor
    > decyduje uzyskałam od rzecznika praw pacjenta..

    Ustawa o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta:

    Art. 23. 1. Pacjent ma prawo do dostępu do dokumentacji medycznej
    dotyczącej jego stanu zdrowia oraz udzielonych mu świadczeń
    zdrowotnych.
    Art. 26. 1. Podmiot udzielający świadczeń zdrowotnych udostępnia
    dokumentację medyczną pacjentowi lub jego przedstawicielowi
    ustawowemu, bądź osobie upoważnionej przez pacjenta.
    Art. 27. Dokumentacja medyczna jest udostępniana:
    1) do wglądu w siedzibie podmiotu udzielającego świadczeń
    zdrowotnych;
    2) poprzez sporządzenie jej wyciągów, odpisów lub kopii;
    3) poprzez wydanie oryginału za pokwitowaniem odbioru i z
    zastrzeżeniem zwrotu po wykorzystaniu,
    jeżeli uprawniony organ lub podmiot żąda udostępnienia oryginałów
    tej dokumentacji.


    Czy tutaj jest mowa o jakiejś dowolności i wyrażeniu bądź nie
    wyrażeniu zgody przez dyrektora ???


    Ja bym pana dyrektora zapytał, czy sam porozmiawia z prawnikiem o
    zasadach udostępniania dokumentacji medycznej, czy mój prawnik ma mu
    odpłatnie takich informacji udzielić.

    > Nie porwali mnie, ale sytuacja polipy pogrubiały pęcherzyk

    Nie kpij. Polip w pęcherzyku nie rośnie w jeden dzień i nie jest
    wskazaniem do ani do pilnego ani tym bardziej nagłego zabiegu.


    > Nie obchodzą mnie przetargi, tylko chcę uzyskać informacje,
    > czy są "bezpieczne" w MR i tylko tyle..

    > jak wyżej, czy nie są przeciwskazaniem do MR

    Jeszcze raz. Pytanie o bezpieczeństwo wykonanie MR u pacjenta z
    klipsami po laparoskopii czy zespoleniu szwem mechanicznym
    (staplerem) jest pytaniem do radiologa w pracowni MR a nie
    pytaniem do chirurga.
    Bo to radiolog a nie chirurg ma dostęp
    do dokumentacji aparatu MR.


    Zresztą:
    ‘Proszę pana. Dwadzieścia lat temu w Stanach miałam operację i
    używali w niej staplera, więc mam metalowe klipsy’
    – każą ci
    jechać do Ameryki i szukać doktora?

    Czy słyszałaś kiedykolwiek, by anestezjolog widząc pacjenta z
    rozrusznikiem powiedział mu, że musi jechać do ośrodka który ten
    rozrusznik wszczepił po zaświadczenie, że może być znieczulony?
    Albo jeszcze lepiej – czy słyszałaś, by chirurg przed zabiegiem
    kazał pacjentowi z rozrusznikiem jechać do ośrodka który ten
    rozrusznik wszczepił po zaświadczenie, że można bądź nie można
    używać diatermii (noża elektrycznego)? Bez jaj!
  • ponieważ jestem znany wśród z kolegów z cierpliwości (może nie
    bezgranicznej, ale jednak), to spróbuję znowu.

    Rozumiem, że lekarzowi może się nie chcieć i powinien móc odmówić
    ze względu na światopogląd, zmęczenie czy nawet bez powodu.


    Jak już pisałem - nie z powodu zmęczenia czy niechcenia. Tylko i
    wyłącznie dla dobra pacjenta. Albo w aspekcie bezsensowności pewnych
    działań wobec pacjenta potrzebującego pomocy (jak np. propozycji że
    skoro lekarz IP/SOR nie może opuścić tego miejsca, to sanitariusze
    mogą przywieźć ofiarę wypadku na wózku. A jeśli to szpital
    internistyczny i nie ma kołnierza ortopedycznego, podbieraków,
    deski?) jak i w aspekcie sensu działania wobec - i bezpieczeństwa
    innych chorych (tych których lekarz ma zostawić by "gdzieś pobiec").

    Od ratowania ludzi na ulicy są karetki nie dlatego że innym lekarzom
    się nie chce ale że: są mobilne w aspekcie dotarcia, szybkie, mają
    sprzęt i co najważniejsze - są mobilne w aspekcie
    PRZETRANSPORTOWANIA pacjenta do SOR - a pacjent rzeczywiście
    zagrożony tego (po ustabilizowaniu stanu, w czym znów przoduje
    wyposażenie karetki i kompetencje jej zespołu) głównie wymaga.

  • claratrueba napisała:

    > Natomiast problem kiepskiej komunikacji jest poważny. Ładnych pare
    artykułow w
    > NYT i Guardianie mu poświęcono jako główny powód ponownego
    przyjęcia pacjentów
    > do szpitala. Na leczenie często kosztowniejsze i gorzej rokujące.
    Konkluzje sa
    > dość niepochlebne dla lekarzy- zdecydowana wiekszość pacjentów
    (chyba 80%)
    > wróciła bo nie została poinformowana czego im robić nie wolno,
    jakie moga
    > wystapić komplikacje wymagające szybkiej interwencji. Zalecono
    lepiej
    > informowac. Nie "dla idei oswiecania" tylko dlatego,że kwadrans
    rozmowy z
    > pacjentem to mga byc zaoszczędzone dziesiątki tysięcy $ na ponowne
    leczenie.
    > Lekarz leczy pacjenta nie jego dolegliwość. Nie powinien decydowac
    o przyszłośc
    > i
    > człowieka, którą takie a nie inne leczenie może zmienic w stopniu
    > nieakceptowalnym dla tej osoby.


    To prawda, ale:
    Pacjenci stosujący leki hamujące agregację płytek (np.Acard) powinni
    odstawić lek na tydzień przed planowaną operacją i ewentualnie
    stosować preparaty heparyny drobnocząsteczkowej.
    Jednak znaczna część pacjentów leku nie zmienia co powoduje
    konieczność ustalenia następnego terminu i wydłużenie kolejki.
    Dlaczego?
    - „Nikt mi o tym nie powiedział !!”
    Zwykle ‘pamięć wraca’ po wskazaniu podkreślonej na czerwono
    adnotacji o konieczności odstawienia leku, bądź niewykupionej (za to
    dopiętej spinaczem do skierowania) recepty na Clexane czy inny
    Fragmin.
  • do połowy lat 50-tych obowiązywało przeświadczenie, że lekarz wie lepiej niż pacjent. Dopiero od USA zaczęto to zmieniać. W Polsce zmiany do początek lat 90-tych. Zmiana mentalności pacjenta i lekarzy wymaga wielu lat. Szczerze mówiąc podoba mi się dużo bardziej system niemiecki. Tam pacjent przed każdą procedurą medyczną otrzymuje ulotkę przygotowaną przez stowarzyszenie praw pacjenta, po zapoznaniu się z którą, dopiero podejmuje rozmowę z lekarzem. A następnie ją podpisuje z decyzja, czy zgadza się na zabieg czy nie. Dla mnie najlepsze rozwiązanie. Nie ma mowy o wyłudzeniu odszkodowania.
    Claro większość odszkodowań w USA to tak na prawdę wyłudzenia prawne. Rzadko kiedy ofiary prawdziwych pomyłek lekarskich występują o odszkodowania.
    Najfajniejsze o którym słyszałem to mężczyzna mający 5 dzieci pozwał producentów pigułek i dostał odszkodowanie, bo na opakowaniach nie ma napisane, że pigułki są dla kobiet.
  • jak powiedziałem moim kolegom w pracy o wyczynach polskich sądów, które tak ostatnio zachwalałeś to powiedzieli, że jednak polska to "pokręcony kraj".
  • aelithe napisał:

    > nigdzie nie napisałem, że pacjenci to idioci

    Bo nie są.
    Pacjent skarżący się lekarzowi : „Te czopki co mi pan ostatnio
    wypisał są strasznie niesmaczne”
    to geniusz !
  • Jednak znaczna część pacjentów leku nie zmienia co powoduje
    konieczność ustalenia następnego terminu i wydłużenie kolejki.
    Dlaczego? - „Nikt mi o tym nie powiedział !!”
    Zwykle ‘pamięć wraca’ po wskazaniu podkreślonej na czerwono
    adnotacji o konieczności odstawienia leku, bądź niewykupionej (za to
    dopiętej spinaczem do skierowania) recepty


    Nieśmiało zauważę że podkreślenie na czerwono zaleceń nie stoi w
    sprzeczności z "nikt mi o tym nie powiedział" i czasami pretensje
    można mieć tylko do lekarzy.
    To że papiery są "czyste" w sensie zaleceń nie znaczy jeszcze że
    lekarz wykazał się wystarczająco dużym zaangażowaniem w
    wytłumaczenie zaleceń choremu.
  • Spróbuję zwrócić uwagę najpokorniej jak potrafię, że lekarz to facet, który
    teoretycznie zna się na medycynie. Nie umniejszając roli przechodniów dlatego,
    że się zna powinien "przypadek" zobaczyć. Ponieważ dysponując wiedzą, którą nie
    dysponują gapie, dzięki czemu może zwiększyć szanse pacjenta na przeżycie. Fakt,
    że nie rozumie tego wypowiadający się tu uczestnik podający się za lekarza jest
    zdumiewający. Dlatego nie warto nawet przypominać, że lekarz na przykład potrafi
    odróżnić stan zagrażający życiu od stanu niezagrażającego i podać natychmiast
    lek, którego przechodnie ze sobą nie noszą. Bo - znowu teoretycznie - wezwany ze
    szpital czy przychodni i słysząc co się stało przynajmniej teoretycznie wie, co
    się może przydać.

    Sugerowanie, że lekarza nie należy wzywać do nagłego przypadku po prostu
    ośmiesza sugerującego. A jeśli takie banialuki opowiada ktoś, podający się za
    lekarza, to to już nie jest nawet śmieszne. Lekarz ma tylko przyjmować? Nie
    leczyć, pomagać tylko przyjmować?

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • Yhy.
    I potajemnie wepchnął mu receptę do kieszeni.

    Tyle, że jak napisałem 'pamięć wraca'.
    Jeśli pacjent stwierdza, "No rzeczywiście", to chyba jednak doktor
    coś mówił.
  • dowcip z brodą - z drugiej miałem jednego pacjenta, który próbował jeść czopki
  • Nie do końca dowcip, jak wiesz.

    "Życie przerosło kabaret" - nie wzięło się znikąd.
  • Dlatego nie warto nawet przypominać, że lekarz na przykład potrafi
    odróżnić stan zagrażający życiu od stanu niezagrażającego i podać
    natychmiast lek, którego przechodnie ze sobą nie noszą


    Teoria grubymi nićmi szyta. Owszem, adrenalina w NZK może pomóc i
    może się zdarzyć że lekarz ją weźmie. Podobnie we wstrząsie
    anafilaktycznym. Fakt, tego leku najpewniej nie ma nikt z gapiów.
    Kilka takich przykładów można stworzyć. Podobnie, jak okoliczności
    że dzieje się to na chodniku pod przychodnią. I wtedy lekarz - także
    ja - wyjdzie udzielić pomocy. Ale lekarz obecnie - w czasach
    postępującej specjalizacji i wydzielania kompetencji - nie jest
    przygotowany do "wybiegu na ratunek". Wyobraź sobie, że wymóg
    zestawu przeciwwstrząsowego to wymóg OBECNOŚCI w gabinecie
    zabiegowym określonych leków, poza tym strzykawek, wenflonów itp.
    Otóż to wszystko przed "wybiegiem na ratunek" trzeba wziąć, do
    czegoś spakować (czasem głupiej reklamówki wcale nie ma pod ręką,
    tym bardziej czegoś porządniejszego). To wszystko trwa. Owszem,
    czasem ma to sens (powtarzam z anielską cierpliwością - gdy pacjent
    jest tuż pod przychodnią albo w zasięgu wzroku). Ale nikt z lekarzy
    stacjonarnych, w przychodni, w szpitalu, nie jest przygotowany
    logistycznie do "wybiegu na ratunek". A sam "wybieg" by "zobaczyć" -
    nawet jeśli postawi się niezwykle trafną diagnozę na miejscu -
    niewiele wnosi. Uwierz mi, to zabieranie leków ratujących w oparciu
    o "teoretyczny pomysł na to co mogło się stać" to trochę prawda, ale
    głównie literatura piękna.
    Większości leków stosowanych w ratownictwie nie ma w przychodni w
    ogóle. Bo ich zasotosowanie wymaga choćby kardiomonitora (amiodaron
    dożylnie, atropina). Większości sprzętu potrzebnego do ratowania nie
    ma w przychodniach (defibrylator, sprzęt do ratowania w urazach). A
    dlaczego? Ano dlatego, że chory po ZASTOSOWANIU tych leków czy tego
    sprzętu I TAK WYMAGA TRANSPORTU NA SOR, ergo KARETKI, ergo z
    sensem - KARETKI OD SAMEGO POCZĄTKU.
    Więc co ten lekarz ma ze sobą do tej hipotetycznej reklamówki zabrać
    przed "wybiegiem ratowniczym" ? A jeśli nic - to co da "wybieg"?

    W międzyczasie na ogół pojawia się naprawdę od paru lat
    superwyposażona karetka.

    I jeszcze jedno. Ja podaję rozsądne w moim odczuciu
    kryteria "przestrzenne" wyjścia lekarza na ratunek. Od dawna proszę
    moich interlokutorów o podanie ich kryteriów? "Wybieg" do Stargardu
    Szczecińskiego z Krakowa bo tam "ktoś potrzebuje" też wynika z
    kodeksu etyki lekarskiej i ze zobowiązania do ratownia życia i
    zdrowia?
    Pytam serio.

  • mój szef specjalizacji 1 stopnia miał joba na punkcie wypisywania recept z adnotacją 3 x 1 tabletka po 5 mg
    jeden z jego pacjentów zapis 3 x 5 mg zrozumiał jako przyjmowanie 3 razy dziennie 5 tabletek i trafił na OIM.
  • > Jeśli pacjent stwierdza, "No rzeczywiście", to chyba jednak doktor
    > coś mówił.

    Ależ często tak jest! Lekarz dopełnił obowiązku, wina pacjenta całkowita.
    Natomiast nieinformowanie o róznych sposobach leczenia tylko arbitralnie
    wybieranie najskuteczniejszego (oby nie najtańszego) to przywłaszczanie sobie
    władzy nad życiem pacjenta. To "my wiemy lepiej". Jak wspomnial aelithe, był
    taki "trend" dawno temu, kiedy pojęcie praw człowieka raczkowało. A lekarzom
    wprost mówiło sie "by nie straszyli". Teraz nie ma zgody na czyjekolwiek
    decydowanie o życiu człowieka nieubezwłasnowolnionego. Nawet więźnia.
  • Teoria grubymi nićmi szyta, ale lekarz owszem może pomóc, ale jest tysiąc
    powodów, ze nie może pomóc, bo co prawda wie jakie leki mogą się przydać, ale
    nie ma reklamówki, bo co prawda ma pojemne kieszenie ale wypełnione po brzegi
    potrzebnymi w życiu codziennym drobiazgami... Ja rozumiem polemikę, ale do tego
    stopnia? Rozważam7uy przypadek, że przychodnia jest w pobliżu, karetka
    przyjedzie za dobrą chwilę i lekarz może pomóc. A na pewno jego obecność nie
    zaszkodzi - choćby pokieruje akcją.

    Z uporem godnym lepszej sprawy przekręcasz intencje sugerując, że chodzi o
    interwencję lekarza ZAMIAST karetki, a chodzi o pomoc lekarza ZANIM przyjedzie
    karetka. Nikt też nie twierdzi, że lekarz zrobi coś więcej niż przechodnie. Być
    może będzie równie bezradny jak oni. Ale tylko być może, bo ma leki i wiedzę.

    W Twoim odczuciu rozsądne kryteria są też niezbyt przemyślane. Jeśli pacjent
    leży kilka przecznic dalej i dotrzesz tam wraz z karetką, to oczywista jest
    absurdalność takiej "wycieczki". Ale jeśli karetka będzie dopiero pół godziny po
    Tobie, to powinieneś tam się pofatygować, bo masz większe szanse i możliwości
    podtrzymania przy życiu tego człowieka.

    Majaczenie o umierających w przychodni pacjentach można by było nawet
    potraktować poważnie, gdyby nie to, że lekarze potrafią się spóźnić i godzinę i
    jakoś wtedy nie przejmują się ilością ofiar pod drzwiami potrzebujących
    natychmiastowej reanimacji.

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • extorris napisał:

    > sama jestes sobie winna cykoria
    >
    > rzucalas niesluszne oskarzenia przeciw lekarzom, ktorzy cie leczyli
    > stosunkowo rzadkie powiklanie uwazasz za blad w sztuce
    > zagrozeni procesem lekarze i szpital boja sie kontaktow z toba nie
    wiedzac czy
    > przypadkiem informacji nie wykorzystasz przeciwko nim
    >
    > nawet niesluszne i absurdalne oskarzenia moga dac poczatek
    dlugiemu procesowi
    > karnemu lub odszkodowawczemu
    > nawet jesli zarzuty po latach zostana oddalone to dla lekarzy i
    szpitala to sa
    > koszty, utrata zaufania, strata czasu i nerwow
    > nikt tego nie chce i po prostu w ten sposob bronia sie przed toba
    >
    > zazwyczaj radiolodzy oczekuja udokumentowania rodzaju klipsow
    naczyniowych
    > zastosowanych w laparoskopii, przy czym ogromna wiekszosc jest
    bezpieczna
    > dokument jest latwy do uzyskania, bardzo czesto wymagane
    informacje sa w wypisi
    > e
    >
    > w tym momencie na wlasne zyczenie jestes ofiara medycyny
    defensywnej i kazdy
    > leczacy cie lekarz, ktory ma troche oleju w glowie nie wezmie za
    ciebie
    > odpowiedzialnosci
    > kazdy wykorzysta wszelkie mozliwosci prawne, zeby sie ciebie
    pozbyc, nie leczyc
    > ,
    > przekazac dalej, bo jestes pacjentka wysokiego ryzyka (ryzyka
    zawodowego)
    > lekarze boja sie kontaktow z toba
    >
    > chcialas sie mscic na lekarzach za losowe powiklanie - dostalas
    rykoszetem
    > takie zycie
    > miej pretensje do siebie

    Wiem i przyjmuje to z pokorą, dzięki za szczerość..


    --
    Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę.
    — Paulo Coelho
  • coraz czesciej zaczynam miec odczucie ze to forum to jakas inna planeta na
    ktorej mowi sie innym jezykiem.


    jesli pacjent dostaje jakis implantant, z ktorym nie mozna zbadac sie
    rezonansem- to
    1. pacjent musi zostac o tym poinformowany
    2. musi dostac odpowiednie zaswiadczenie, taki "dowod implantatu"
    3. ta informacja MUSI znalezc sie w wypisie.

    jak slowo daje. nie rozumiem, o czym wogole ta dyskusja.
  • Bo to pierwszy raz prawo swoje, a urzędnik swoje? Taki na przykład przepis,
    który mówi, że prezydent ma ratyfikować traktat, który wynegocjował
    "niezwłocznie". Niezwłocznie według prezydenta oznacza w ciągu 557 dni i pan
    prezydent w tym terminie się zmieścił. Podobnie jest z tyn, co "powinno" znaleźć
    się w wypisie ze szpitala.

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • czytam sobie ten watek, nie za bardzo uwaznie.
    wpada mi w oczy bzdura jak ponizej:

    > Jeszcze raz. Pytanie o bezpieczeństwo wykonanie MR u pacjenta z
    > klipsami po laparoskopii czy zespoleniu szwem mechanicznym
    > (staplerem) jest pytaniem do radiologa w pracowni MR a nie
    > pytaniem do chirurga.
    Bo to radiolog a nie chirurg ma dostęp
    > do dokumentacji aparatu MR.



    scrolluje do gory.
    no tak.
    0,9%


    0,9%, practicant- czy to jest polski narybek? niewesolo.....
  • Dzięki, czytałam te prawa, czekam mam czas, w razie czego
    zrobię monit do szanownego Pana Dyrektora:)

    Decyzja o 1 operacji to ciągle stany zapalne polipy i
    kamyczki o ostrych kątach.To nie był zabieg pilny, tylko
    ustaliłam termin. Dr oparł się na usg z marca:) a zabieg
    miałam w czerwcu...Drugi zabieg był pilny, a może mi się
    wydawalo:)?

    Kończę temat z klipsami, nie będę się spierać, to nie ma
    sensu.

    Nie słyszalam, bo niby skąd:)
    --
    Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę.
    — Paulo Coelho
  • jesli implantant nadaje sie do rezonansu, wystarczy rozmowa z pacjentem +
    informacja w wypisie.

  • 0.9_procent napisał:

    > Czy lekarz POZ kierując pacjenta na operację podaje informacje o
    > składzie tabletek przyjmowanych przez pacjenta?

    oczywiscie za ma taki OBOWIAZEK. lekarz POZ ma obowiazek podac czy pacjent
    bierze/bral leki i czy zostaly odstawione: markumar/warfaeryna, ass, metformina
    ew - przynajmniej wspomniec o sulfonylomocznikach in innych przeciwcukrzycowych.
    jesl jeszcz cos bylo- prosze o uzupelnienie.
    w przypadku operacji neurochirurgicznych powinnien wspomniec o VPA i ew. ssri;


    inna planeta, jak slowo daje.....


  • a powiedziales w pracy (jelsi pracujesz poza polska), ze dla polskiego lekarza
    nie informowanie pacjent o wszczepionym metalu-- o wypise nawet nie wspominajac
    to standard?
  • pct3 napisał:
    >
    > Teoria grubymi nićmi szyta. Owszem, adrenalina w NZK może pomóc i
    > może się zdarzyć że lekarz ją weźmie. Podobnie we wstrząsie
    > anafilaktycznym. Fakt, tego leku najpewniej nie ma nikt z gapiów.

    no i widzisz, coraz bardziej sie zgadzamy. niby nic taka adrenalina, podac
    latwo, a moze sie przydac wcale nierzadko.
    i nie "może się zdarzyć że lekarz ją weźmie." tylko lekarz na pewno ja wezmie bo
    ma ja przygotowana w kuferku reanimacyjnym (podobnie jak stzykawki, igly,
    cisnieniomierz, glukomierz, ambu, i pare innych przydatnych lekow- atropina,
    furosemid, prednisolon, dopamina...). no i widzisz, juz nie musi sie martwic
    szukanie reklamowki.
    tak, pct3, leki ktore zabierasz (ktore sa w kuferku)-to te ktore podaje sie na
    podstwie teoretyczne tego co sie moglo stac.

    mowi pielegniarce zeby wziela lezanke (albo prosi jekiegos przychodnia jesli
    rozgarniety; personelu szpitala uszczpulac nie trzeba)- i pacjent moze oczekiwac
    na pogotowie ciut bardziej zabezpiecznoy.
    (oczywiscie- wezwanie pogotowia to podstawa; kazdy inny szpital/lekazr - nie
    urazowy/neurochirurgiczny to stacja przejsciowej pomocy.
  • Hmmm.
    Pacjent w latach 80 tych był operowany z użyciem aparatu SPTU.

    1. jak w latach 80-tych mógł zostac poinformowany o tym, czy może,
    lub nie byc pddany badaniu rezonansem magnetycznym?
    2. Jak ma wygladać "dowód implantu" w przypadku zszywek pakowanych
    po bodaj 500 sztuk?
    3. Ta informacja, czyli co?
    Że ma zespolenie mechaniczne? - taka na pewno była.
    Że nie może być poddany badaniu MR? W latach 80 ??? Ale jaja!

    Bo informacja "cholecystectomia laparoskopowa" jest tożsama z
    informacją, że pacjent ma założone klipsy - to wynika z metody
    operacji.
  • qwas12 napisał:

    > 0.9_procent napisał:
    >
    > > Czy lekarz POZ kierując pacjenta na operację podaje informacje o
    > > składzie tabletek przyjmowanych przez pacjenta?
    >
    > oczywiscie za ma taki OBOWIAZEK. lekarz POZ ma obowiazek podac czy
    pacjent
    > bierze/bral leki i czy zostaly odstawione: markumar/warfaeryna,
    ass, metformin
    > a
    > ew - przynajmniej wspomniec o sulfonylomocznikach in innych
    przeciwcukrzycowych

    Dla ciebie skład tabletki to tylko substancja czynna?
    Zaiste genialne. Widziałes kiedyś tabletki o ciężarze 3 mg?

    I ponawiam pytanie
    qwas12 napisał:

    > do jasnej cholery,
    > to sa informacje ktore MUSZA byc zawarte w wypisie!
    > ze szczegolnym uwzglednieniem mozliwoscie wykonania rezonansu.

    Jakie informacje?
    O karcie praw pacjenta?
    O składzie materiału do klipsów?
    O ilości klipsów?
    O przetargu na klipsy?
    O czym jeszcze?
  • Niewesołe jest to, że polscy psychiatrzy mogą nie dać sobie rady z
    takim przypadkiem jak qwas.
  • Owszem, ale…
    Zdarzają się pacjenci, którzy nie chcą być informowani o metodzie
    operacji.
    „Pan i tak będzie lepiej wiedział co zrobić. Ja się na tym nie
    znam.”

    Albo wręcz:
    „Niech pan zdecyduje za mnie”. To oczywiście powinno budzić
    sprzeciw lekarza, ale nie zmieni faktu, że jak pacjent nie chce
    słuchać, to można mu mówić do woli. I tak koniec rozmowy skwituje
    pierwszym zdaniem.
    Problem zaczyna się wtedy, gdy pacjent nie jest zadowolony z efektów
    leczenia. Bo wtedy przypomina sobie, że „Nikt go nie informował o
    sposobie leczenia.”


    Zresztą zobacz co cccykoria odpisała na moje pytanie dlaczego
    podpisała zgodę na zabieg ? (skoro nie była dostatecznie
    poinformowana).
  • To ty masz kuferek reanimacyjny? U nas w przychodni nie ma. Leki stoją w szafce,
    podstawowe leki leżą na tacce, strzykawki i igły są w szufladach, glukometr i
    ciśnieniomierz na biurku.
    A jak pielęgniarka ma wziąć leżankę? Ty wiesz jak wyglądają leżanki w poradni?
  • Oczywiście, że pacjent często nie słucha, nie rozumie, nie chce - ale nie
    zmienia to faktu, że lekarz powinien informować. Zresztą w większości przypadków
    informuje, ale jednak nie zawsze.
  • W Twoim odczuciu rozsądne kryteria są też niezbyt przemyślane.
    Jeśli pacjent leży kilka przecznic dalej i dotrzesz tam wraz z
    karetką, to oczywista jest absurdalność takiej "wycieczki". Ale
    jeśli karetka będzie dopiero pół godziny po Tobie, to powinieneś tam
    się pofatygować, bo masz większe szanse i możliwości podtrzymania
    przy życiu tego człowieka.


    Niczego innego nie piszę od początku tej dyskusji. Wyjątkiem jest tu
    lekarz dyżurny SOR/IP. On się nie może fatygować kilka przecznic
    dalej.

    Majaczenie o umierających w przychodni pacjentach można by było
    nawet
    potraktować poważnie, gdyby nie to, że lekarze potrafią się spóźnić
    i godzinę i jakoś wtedy nie przejmują się ilością ofiar pod drzwiami
    potrzebujących natychmiastowej reanimacji.


    Nie chodziło mi tu o przychodnie. Chodziło mi o Twoje i innych
    oczekiwanie względem lekarzy szpitalnych by także "wybiegali
    ratunkowo". A tu może nie być majaczeniem mówienie o pacjentach
    którzy mogą umrzeć, pozostawionych na miejscu.

    Co do godzinnych spóźnień lekarzy, nie wiem o czym mówisz.

  • " tylko lekarz na pewno ja wezmie bo
    ma ja przygotowana w kuferku reanimacyjnym


    Nie ma czegoś takiego jak kuferek reanimacyjny.
    Nie ma takiego wymogu, takiego uzasadnienia i celu.
    Te leki i strzykawki stoją w szafce do użycia na miejscu
    (mówimy o przychodni). Kuferki reanimacyjne są na OIOMach - stamtąd
    zabiera je "patrol reanimacyjny" - ale to w szpitalu.

    atropina, furosemid, prednisolon, dopamina...

    Dopamina nie. Lek używany w lecznictwie zamkniętym i ratownictwie.

    tak, pct3, leki ktore zabierasz (ktore sa w kuferku)

    Nie ma kuferka.




  • tak, w kazdym szpitalu byly kuferki reanimacyjne. w aktualnym jest plecak. poza
    tym w aktaulnym organizuje sie co miesiac treningi (bo to nie sa szkolenia tylko
    raczej symulacje zdarzen). obowiazkowo dla lekarzy i personelu OIOM. dodatkowo
    sa organizowane szkolenia dla pozostalych prachownikow. maja oni chyba
    oboawiazek raz do roku w takim szkoeniu wziac udzial. tak jednak nie bylo w
    kazdym szpitalu.

    ostatnia historia byla 70 m od szpitala. wiem jak wyglada lezanka- taka do
    transportowania pacjenta po szpitalu (w pl lozka sie do tego rzadko nadaja) np
    do rentgena.

    oczywiscie- chodzi o ogolne oszacowanie - mozliwosci. jesli lekarz jest sam w
    szpitalu (godzina 15 a wszypitalu tylko dyzuranci!!!! dziwne poczucie, ze to
    jakas inna planeta mnie nie opuszcza)- to szpitala opuscic nie moze- ale poslac
    pielegniarke z zaleceniami- owszem.
  • czy tematem tej dyskusji jest probem lekarza, ktory ma pacjentke z klipsami z
    lat 80 i chce dowiedziec czy moze ja wyslac na rezonans, i prosi kolegow o rade?
    jak np skontaktowac sie z firma, itp?

    bo ja mam jakies inne wrazenie.
    jakos wydaje mi sie ze chodzi o tu i teraz. i o podstawowy obowiazek
    informacyjny lekarza. ustnie i NA PISMIE. i bez znaczenia jest czy pacjentowi
    sie "cos pomyli" przy najblizszej wizycie.
  • > jakos wydaje mi sie ze chodzi o tu i teraz. i o podstawowy obowiazek

    Ano. A powyzsza dyskusja jest dowodem polskiej twórczej interpretatacji pojęć
    "obowiązek" i "prawo do..".
  • Staż na ginekologii. Koleżanka pyta rodzącej:
    - a jakie pani mąż ma Rh?
    - Noo... takie - pada niepewna odpowiedź (i tu przyszła mama pokazuje palcami jakies 15 cm)
  • W pełni sie zgadzam.
    I absolutnie nie twierdzę, że lekarze są bez winy.
    Natomiast to nie znaczy, że pacjent przypisujący winę lekarzowi
    zawsze ma rację. Bo u nas się tak utarło i widać to na forum, że
    relacje pacjenta nawet najbardziej absurdalne są bezkrytycznie
    przyjmowane za pewnik. A lekarze którzy takie relacje poddają w
    wątpliwość to "mafia" i "beton".
  • Rozumiem, że nie potrafisz odpowiedzieć na postawiowe przeze mnie
    pytania.

    Tematem dyskusji jest to, kto powinien decydować o możliwości
    wykonania badania u pacjenta z implantami. Czy chirurg który dany
    implant wszczepiał, czy radiolog dysponujący dokumentacją aparatu do
    MR i znającym jego ograniczenia. Bo to producent aparatu określa co
    wolno a czego nie.

    Nie wpadło mi do głowy by pacjenta z rozrusznikiem kierować do
    ośrodka który ten rozrusznik wszczepił po zaświadczenie, czy mogę w
    czasie zabiegu używać diatermii.
    Podejrzewam, że rechot byłby słyszalny na wiele kilometrów.
  • Jest protokół pielęgniarki operacyjnej

    Co widzę:)
    narzędzia-laparoskopia
    oblożenia- Z. BEL D.3(straszne gryzmoły,tak doczytałam)
    materiał dodatkowy
    gaziki
    rodzaj opatrunku- elastpore 10+10+10
    dreny cewniki-REDON CH 16 + worek
    NACL 1000 ML(przy drugiej hehe NACL 0,9% 500ml)
    materiał szewny-Atramat 2-1
    ostrza-1
    implanty- krecha - brak

    uwagi np sprawność sprzętu-krecha(a ponoć było zwarcie:) )

    Wszystko co jst używane podczas zabiegu jest wpisywane,
    dlaczego nie ma klipsów? to są gratisy:)?

    Mowa o klipsowaniu jest tylko w protokole operacyjnym, czy
    to jest jakaś tajemnica?

    Pacjent, który nie ma wewnętrznej dokumentacji i dr nie
    omówił z nim przebieg zabiegu(a są tacy?:))

    nie ma bladego pojęcia o klipsach.
    Nie ja jedyna mam problem, poczytaj sobie fora.Myślę, że są
    z "metalu", tytan? bo na rtg kręgosłupa mi wyszło, a ortopeda
    dziwił się co to jest?

    To nie jest wielkie Hallo,, ale problem. Dlaczego mam
    robić sobie CT, skoro bezpieczniejsze jest MR..

    Leczenie farmalogiczne, oki, a ile można ? skoro cały czas
    mam ból? Co mam żyć powietrzem? Trzeba poszukać przyczyny?
    nieprawdaż?
    Dr oszczędzają mam gdzieś, póki mam za co nie proszę...
    --
    Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę.
    — Paulo Coelho
  • 0.9_procent napisał:

    > Rozumiem, że nie potrafisz odpowiedzieć na postawiowe przeze mnie
    > pytania.
    >
    > Tematem dyskusji jest to, kto powinien decydować o możliwości
    > wykonania badania u pacjenta z implantami. Czy chirurg który dany
    > implant wszczepiał, czy radiolog dysponujący dokumentacją aparatu
    do
    > MR i znającym jego ograniczenia. Bo to producent aparatu określa
    co
    > wolno a czego nie.
    >
    > Nie wpadło mi do głowy by pacjenta z rozrusznikiem kierować do
    > ośrodka który ten rozrusznik wszczepił po zaświadczenie, czy mogę
    w
    > czasie zabiegu używać diatermii.
    > Podejrzewam, że rechot byłby słyszalny na wiele kilometrów.

    Rzeczywiście, tak się uśmiałam, aż się posikałam:)z Ciebie
    hihi



    --
    Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę.
    — Paulo Coelho
  • Przepisy nie przewidują sytuacji chorowania poza placówką służby zdrowia.
    Natomiast chorowanie po godzinach pracy jest bezczelnością. A już w ogóle trzeba
    mieć niebywały tupet, żeby sugerować lekarzowi, by otworzył szafkę, wziął z niej
    strzykawki i leki, włożył do kieszeni i pobiegł do potrzebującego. Przecież
    lekarska kieszeń nie do tego służy!

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • - Wie pan, zrobiłam sobie w komputerze bazę danych pacjentów. Ale uzbierało się
    tego sporo i chciałbym to jakoś poukładać alfabetycznie. A jak dam sortowanie,
    to mi się wszystko miesza.
    - A w czym pani sobie tę bazę zrobiła?
    - No jak to w czym. W Wodzie.

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • cccykoria napisała:

    > Rzeczywiście, tak się uśmiałam, aż się posikałam:)z Ciebie
    > hihi

    Odświeżę ci pamięć cyckoria:
    Są ludzie, dla których wszystko jest śmieszne. Nawet jeśli jest
    śmieszne tylko dla nich.

    A teraz się przebierz. Posikana stara baba wzbudza raczej litość niż
    śmiech.
  • cccykoria napisała:

    > Jest protokół pielęgniarki operacyjnej
    >
    > Co widzę:)
    > narzędzia-laparoskopia
    > oblożenia- Z. BEL D.3(straszne gryzmoły,tak doczytałam)
    > materiał dodatkowy
    > gaziki
    > rodzaj opatrunku- elastpore 10+10+10
    > dreny cewniki-REDON CH 16 + worek
    > NACL 1000 ML(przy drugiej hehe NACL 0,9% 500ml)
    > materiał szewny-Atramat 2-1
    > ostrza-1
    > implanty- krecha - brak
    >
    > uwagi np sprawność sprzętu-krecha(a ponoć było zwarcie:) )
    >
    > Wszystko co jst używane podczas zabiegu jest wpisywane,
    > dlaczego nie ma klipsów? to są gratisy:)?
    Pytanie do pielęgniarki operacyjnej.
    Protokół pielęgniarki operacyjnej jest bardziej dokumentacją zużycia
    materiałów niż dotyczącą pacjenta. Z punktu widzenia pacjenta jest
    zupełnie bez znaczenia, czy zużyto 1 czy więcej ostrzy, albo czy
    użyte opatrunki miały 10, czy 5 centymetrów.
    Istotne informacje dotyczące przebiegu operacji wpisuje lekarz w
    protokole operacyjnym.

    > Mowa o klipsowaniu jest tylko w protokole operacyjnym, czy
    > to jest jakaś tajemnica?
    To nie jest tajemnica. To jest oczywista oczywistość wynikająca z
    metody. Po co o niej pisać na każdym kroku?

    > Pacjent, który nie ma wewnętrznej dokumentacji i dr nie
    > omówił z nim przebieg zabiegu(a są tacy?:))
    I jednocześnie pacjent, który bez zastanowienia podpisuje wszystko
    co mu się podstawi pod nos. Ale pretensje o to ma do całego świata,
    nigdy do siebie.

    > nie ma bladego pojęcia o klipsach.
    Gdyby zamiast natychmiast podpisywać – „bo polip!” - zapytał lekarza
    jak wygląda operacja to by wiedział.
    A może gdyby tylko słuchał co lekarz mówi, a nie tylko gdzie
    podpisać.

    > Nie ja jedyna mam problem, poczytaj sobie fora.Myślę, że są
    > z "metalu", tytan? bo na rtg kręgosłupa mi wyszło, a ortopeda
    > dziwił się co to jest?

    Gratuluję ortopedy. Laparoskopię robi się od kilkunastu lat.
    Wystarczająco długi czas żeby się zorientować „co to jest”.
    Jakoś chirurdzy ogólni widząc na zdjęciu popręg Webera nie pytają
    się „co to za druty?”

    > To nie jest wielkie Hallo,, ale problem. Dlaczego mam
    > robić sobie CT, skoro bezpieczniejsze jest MR..

    ???
    Co jest takiego niebezpiecznego w CT?
    I skąd przy bezpieczniejszym MR takie 'halo' o tytanowe klipsy?

    > Leczenie farmalogiczne, oki, a ile można ? skoro cały czas
    > mam ból? Co mam żyć powietrzem? Trzeba poszukać przyczyny?
    > nieprawdaż?
    > Dr oszczędzają mam gdzieś, póki mam za co nie proszę...
    Tak. Twoje bóle kręgosłupa to wina chirurga i klipsów. Nie ulega
    żadnej wątpliwości.
  • qwas12 napisał:
    > ma ja przygotowana w kuferku reanimacyjnym (podobnie jak
    stzykawki, igly,
    > cisnieniomierz, glukomierz, ambu, i pare innych przydatnych lekow-
    atropina,
    > furosemid, prednisolon, dopamina...).

    No. Nie ma jak bolus z Dopaminy na sam początek.
    Moje gratulacje Ajnsztajnie!
  • > No. Nie ma jak bolus z Dopaminy na sam początek.
    > Moje gratulacje Ajnsztajnie!

    Pozwól, że wzorując się na wzorcach nakieruję rozmowę bezpośredni na Ciebie. Czy
    istnieje coś, do czego byś się nie przyczepił? Czepisz się jakiegoś szczegółu i
    obtańcowujesz słownie jak szaman totem. A co post, to dowód, że nie jesteś w
    stanie pojąć całości, myśli. Skupiasz się jedynie na poszczególnych,
    pojedynczych słowach. Chociażby w przykładzie powyżej. Czepiłeś się jednego z
    wymienionych leków i zaczynasz pleść, że nie ma jak coś, o czym w poście, na
    który odpowiadasz nie ma mowy. Co w ten sposób chcesz osiągnąć? Podziw? Aplauz?
    Czemu nie dodałeś, że przy obfitym krwawieniu przy urazie twarzoczaszki nie
    zakłada się opaski uciskowej na szyję? Przecież nie wszyscy są lekarzami z tak
    rozległą wiedzą i o tym wiedzą.

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • 0.9_procent napisał:

    > A teraz się przebierz. Posikana stara baba wzbudza raczej litość niż
    > śmiech

    Młode na widok doktora procenta w fartuchu sikają wiejąc w panice, więc leczy
    stare, nie będące dostatecznie chyże?

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • SPADAJ trollu.
  • SPADAJ trollu.
  • No. Nie ma jak spadek Trolla na sam początek.
    Moje gratulacje Ajnsztajnie!

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • Wszystko przez "trynd" odchodzenia od elektrowstrząsów..
    --
    Si non confectus, non reficiat
  • Kiedyś była taka anegdotka. Nauczyciel pyta Jasia:
    N- Kiedy była bitwa pod Grunwaldem?
    J- Dawno
    N- Jak dawno?
    J- Bardzo dawno.
    N- Kto walczył?
    J- Przeciwnik z przeciwnikiem
    N- Kto zwycieżył?
    J- Silniejszy.
    Podbnie wyglądaja nasze rozmowy z pacjentami.
    Pacjenci nie wiedzą kiedy i jakie mieli operacje, jakie zabiegi, jakie biorą
    leki, na co są uczuleni itd. Wywiad rodzinny nie istnieje.
    Gdzie boli? Tu ( może być to zarówno klatka piersiowa jak i podbrzusze a nawet
    udo - koło zatoczone ręka jest metrową srednicę).
    Jakie bierze pan leki?
    Biale pigułki.
    Od kiedy?
    Od dawna.
    Czy ktos z rodziny miał nowotwór?
    Tak, szwagrowi wycięli kiszki.
    A może ktoś przechodził zawał serca?
    A tak, w zeszłym roku sąsiadka.
    Co to za blizny?
    Nie wiem.
    Czy był pan szczepiony przeciwko wzwB?
    Tak, na ospę gdy byłem mały. ( Pacjent ma ok 60 lat).
    Mam wymieniac dalej???
  • Wymieniaj. Ulżyj sobie. Przecież Ty kończyłaś studia i widzisz jaka jesteś
    mądra? A taki facet po sześćdziesiątce, to co on prawie jak zwierzę, tyle że
    mówiące.

    - Proszę pana, ja bym chciała, żeby pan mi zainstalował jednak poprzednią wersję
    internetu. Ta nie działa tak jak poprzednia.
    - Ale przecież ja usunąłem pani tylko wirusa z komputera.
    - No tak, wiem, ale mąż mówi...

    Są dziedziny życia, gdzie lekarz jest równie żałosny, jak pacjent.

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • mylisz sie qwas w bardzo wielu miejscach

    po pierwsze rzeczonego "kuferka" nie ma zaden lekarz poza lekarzem/ratownikiem z
    karetki
    nie ma czegos takiego w przychodziach i na oddzialach szpitalnych
    zestaw lekow i sprzetu reanimacyjnego jest na oddzialach szpitalnych, zazwyczaj
    w szafce lub na wozku i nie moze opuscic oddzialu

    nie ma tez zadnej fizycznej mozliwosci "wyjazdu" ze szpitala "lezanka"
    kierowana przez pieleginarke - jak - przez krawezniki, ulice, schody??

    ale to sa nieistotne szczegoly

    tak na prawde twoj blad jest jeden i to podstawowy
    zreszta napietnowany juz dawno przez ludzi, ktorzy tworzyli podwaliny
    nowoczesnych systemow ratownichwa wiele lat temu

    otoz nawet jesli lekarz i pielegniarka posiadaja dostep do zestawu lekow i
    sprzetu uzywanego w ALS, moga to latwo przeniesc i zdecyduja sie udac do
    wezwania - to policzmy czas:

    500 m od szpitala - swiadek udaje sie po lekarza
    przejscie tych 500 m (wliczajac hol szpitala, rozmowe z kims z personelu itd)
    okolo 5 minut
    czas potrzebny na odszukanie lekarza i pielegniarki, wyjecie i przygotowanie
    "kuferka", zorganizowanie zastepstwa - okolo 5 minut
    dojscie do chorego - 5 minut
    razem 15 minut

    to jest czas okolo 2 razy dluzszy niz norma dojazdu karetki w miescie
    zatem lekarz z pielegniarka na "lezance" beda na miejscu dawno po przyjezdzie
    karetki
    to pierwszy absurd
    po drugie, 15 minut nzk to trup na miejscu
    nie ma szans, chyba, ze jest mrozna zima, albo pacjent jest topielcem
    nie ma szans nawet przy 10 minutach
    gdyby ktos mi zarzucal, ze 15 minut to znacznie za duzo na dotarcie do pacjenta
    - 10 minut z punktu widzenia pacjenta z nzk to tez pewna smierc
    zreszta piechur poruszajacy sie z predkoscia 10 km/h (lekki trucht) pokona
    kilometr w 6 minut
    6 minut to tylko czas szybkiego przejscia do i ze szpitala
    a gdzie odszukanie kogos z personelu? zorganizowanie wyjscia? poinformowanie
    wspolpracownikow o opuszczeniu szpitala, aby zabezpieczyli chorych na oddziale?
    te pomysly godne turboratownika nie maja zadnego sensu
    tak nieduza odleglosc jaka jest 500 m w dwie strony pokonuje sie w 6 minut
    kazdy chory z nzk o ile nie bedzie w glebokiej hipotermii (a osoba, ktora
    "zaslabnie" na ulicy lub ulegnie wypadkowi w hipotermii nie bedzie) bedzie mial
    nieodwracalnie uszkodzony mozg - praktycznie bedzie odkorowany, wiec ewentualne
    przywrocenie takiemu krazenia bedzie raczej niedzwiedzia przysluga

    nie wolno obarczac lekarzy odpowiedzialnoscia za nagle zachorowania "w poblizu"
    bo nie sa oni w stanie udzielic tak szybkiej pomocy jak pogotowie (mimo pozornej
    bliskosci najczesciej sa pozniej niz karetka), a w dodatku tylko bezposredni
    swiadek zdarzenia moze udzielic wlasciwej pomocy
    po 4 minutach skutecznosc resuscytacji jest niemal zerowa, optymalnie
    natychmiast rozpoczeta ma skutecznosc 30%

    nie mozna dawac spoleczenstwu sygnalu, ze to "najblizszy", "jakis" lekarz ma
    pomoc i ze zrobi to lepiej, bo nie zrobi tego lepiej, a w dodatku bedzie juz za
    pozno
    obarczanie odpowiedzialnoscia "jakiegos" lekarza sprawia, ze bezposredni swiadek
    zdarzenia zamiast wezwac pogotowie i rozpoczac resuscytacje (BLS) bedzie szukal
    "jakiegos" lekarza, co dla chorego jest wyrokiem smierci
    swiadek nie moze polegac na "jakims" lekarzu
    musi dzialac sam do przyjazdu pogotowia
    tak zawsze szkoli sie ludzi na kursach pierwszej pomocy
    takie glosne wyroki sadowe i komentarze do nich cala te prace obracaja w niwecz
    zamiast udzielic pierwszej pomocy swiadkowie traca czas na szukanie lekarzy
    wielu ludzi moze przez to umrzec

    pomysl zanim napiszesz cos glupiego
  • 0.9_procent napisał:

    > cccykoria napisała:
    >
    > > Rzeczywiście, tak się uśmiałam, aż się posikałam:)z Ciebie
    > > hihi
    >
    > Odświeżę ci pamięć cyckoria:
    > Są ludzie, dla których wszystko jest śmieszne. Nawet jeśli jest
    > śmieszne tylko dla nich.
    >
    > A teraz się przebierz. Posikana stara baba wzbudza raczej litość
    niż
    > śmiech.

    Dzieki za szczerość, Ty wziełeś to na poważnie:)?,że niby ja
    siusiu w majty zrobiła?:)Żartowałam, Twoje teksy mnie bawią,
    masz fantazje:)

    Może wystąpimy w "dlaczego ja"?, jest nabór:)
    oczywiście nie narzucam się:) jakby co...





    --
    Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę.
    — Paulo Coelho
  • Jestem z pokolenia, które nie wyssało komputera z mlekiem matki - mówiąc
    kolokwialnie. Nie oznacza to, że rozmawiając z informatykiem plotę trzy po trzy.
    Jeżeli nawet ćwierćinteligent nie rozumie, że lekarz nie jest duchem swiętym i
    nie może wiedzieć co to są małe białe/rózowe/czerwone pastylki to ja już nic na
    to nie poradzę. Leki mają nazwy!!!! I można się ich albo nauczyć, albo mieć
    zapisane na kartce albo przynieść opakowania. Proste? Widać nie dla wszystkich.
    Nawet idiota powinien wiedzieć dlaczego lekarz pyta o choroby serca czy
    nowotwory w rodzinie. Chyba gdzieś słyszał o chorobach dziedzicznych i chyba
    wie, że od szwagra można zarazić się syfem natomiast nie ma szans, żeby mieć z
    nim wspólne geny a więc te same predyspozycje dziedziczne do chorób.
    Nawet kretynowi powinno obić się o uszy co to jest WZW B a jesli nie to powinien
    miec dokument szczepień - są takie książeczki.
    W sumie mamy niezły humor , może nie z zeszytów szkolnych, ale szpitalnych izb
    przyjęć czy oddziałów. Tyle, że głupi pacjent przede wszystkim szkodzi sam
    sobie. Jesli lekarz nie wie gdzie boli - a można to określic dość precyzyjnie
    nie znając anatomii, diagnostyka sie opóxni. To pacjent ma wiedzieć czy
    dolegliwości sie nasilają po zjedzeniu normalnego posiłku, po golonce z wódeczką
    czy dźwignięciu skrzynki z prosiakiem. Lekarza przy tym zazwyczaj nie ma.
    Wiele lat temu na stażu z interny przyjęto faceta z bólami w klatce piersiowej.
    Ekg, diagnostyka w kierunku choroby wieńcowej itd. Strata czasu i pieniędzy, bo
    był uprzejmy zataić fakt, że spadł z drabiny.
  • Pacjenci też przeważnie nie wysysają wiadomości o chorobach genetycznych czy
    innych rzeczach z mlekiem matki. Twoja indolencja jest jak najbardziej
    usprawiedliwiona. A ich nie? Oni to idioci, kretyni, bo gdzieś powinni słyszeć o
    tym, co ich nigdy nie interesowało? Dlatego co cwańszy serwisant powie p. dr, że
    wymienił tranzystor w procesorze, a to bardzo drogi element. I kretyn lub idiota
    uwierzy. Bo będzie mu głupio przyznać, ze nie wie, czy da się wymienić
    tranzystor w procesorze. I co to w ogóle jest tranzystor polowy z izolowaną
    bramką i wzbogaconym kanałem. Zdumiewa taka pogarda. I budzi niechęć.

    W innym miejscu trwa dyskusja o przemocy wobec lekarzy. Nic tak nie nakręca
    ludzi jak okazywana im pogarda. Ty ją okażesz anonimowo wirtualnie, a ktoś
    odreaguje w realu...

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • osmanthus napisała:

    > Nie bardzo rozumiem problem - przeciez te klipsy (staples) sa
    > tytanowe a tytan nie jest ferromagnetyczny.
    > Chyba, ze chodzi o ewentualne artefakta na zdjeciach?
    >
    > Problemem moze byc natomiast 2% zawartosc niklu - niektorzy pajenci
    > moga byc uczuleni na ten metal.

    Klipsy sa bardzo rozne, rowniez ferromagnetyczne.
  • Rzniesz głupa czy nim jesteś?
    Jeśli lekarz pyta o choroby w rodzinie to nawet największy kretyn pownien
    wiedzieć, że chodzi o choroby genetyczne a nie to czy szwagier po pół litrze
    spadł ze schodów i połamał sobie żebra. No chyba, że założymy, że przeciętny
    polski pacjent to ćwok, który nie skończył nawet podstawówki.
    Nie zadaję skomplikowanych pytań, pytam o rzeczy podstawowe, pytam językiem
    prostym zrozumiałym, jak by sie mogło wydawać, dla każdego.
    I tak jak wspomniany przeze mnie w anegdotce Jasio pownien wiedzieć, że bitwa
    pod Grunwaldem była w 1410 roku ( a nie dawno), tak pacjent powinien wiedzieć,
    że matka zmarła nagle na serce albo ojciec na raka. Bo nie są to informacje ani
    tajne ani skomplikowane do powtórzenia. Nie pytam o szczegóły.
    Człowiek, który umie czytać(!) - wiedza z pierwszych klas podstawówki potrafi
    złożyc litery i przeczytać nazwę leku. Nie jest pisana po chińsku ani cyrlicą
    tylko alfabetem łacińskim. Jeśli pacjent złoży do kupy litery i cyfry i powie,
    że przyjmuje np. Bisocard 5 to będę coś wiedziała, jesli powie, że małe białe
    pigułki to nie, bo jest ich kilkaset, róznych pod względem działania, podobnych
    z wyglądu.
    Przemoc wobec lekarzy w pracy - pacjent w myśl prawa atakując lekarza jest tak
    samo winny jak rzucając się na policjanta czy sędziego. Kilka procesów i chęć
    odreagowania w realu minie. A do tego po przegranej sprawie karnej pacjent
    powinien mieć wytoczona przez lekarza sprawe z powództwa cywilnego. Jak bulnie
    odszkodowanie za każdy dzień utraconych zarobków, cierpienia itd odechce się i
    jemu i kumplom.
  • protozoa napisała:

    > Przemoc wobec lekarzy w pracy - pacjent w myśl prawa atakując lekarza jest tak
    > samo winny jak rzucając się na policjanta czy sędziego. Kilka procesów i chęć
    > odreagowania w realu minie. A do tego po przegranej sprawie karnej pacjent
    > powinien mieć wytoczona przez lekarza sprawe z powództwa cywilnego. Jak
    > bulnieodszkodowanie za każdy dzień utraconych zarobków, cierpienia itd
    >odechce się i jemu i kumplom.

    Ot, co racja, to racja. I jakie w sumie proste. Że też 0 już nie jest ministrem.
    On by zaostrzył kary, że byłyby ostre jak brzytwa. I więzień wybudował, żeby
    wszyscy mieli jakieś cele. A za każde przestępstwo - dożywocie. Zanim taki
    krzywo spojrzy, to się sto razy zastanowi. Dziwne, że nie działa to na pijaków
    za kółkiem. Może trzeba im uświadomić i wpisać do kodeksu, że do nieba nie pójdą?

    Reszta postu, ta dotycząca ćwoków, kretynów, słowem - pacjentów jest również
    słuszna. Jak ktoś nie ma wykształcenia lekarskiego i nie rozumie co do niego
    mówi p. dr, która zniża się i specjalnie schodzi z piedestału, to jest ćwokiem i
    kretynem. I takiego powinni od razu zamknąć, żeby nie denerwował swoją głupotą
    ciężko harującej inteligencji pracującej.

    Osobiście jestem niezmiernie wdzięczny, że zniżyłaś się do rozmowy z ćwokiem i
    kretynem. Bo ja też na pytanie o choroby w rodzinie opowiedziałbym o chorobach w
    rodzinie. Tak jak zapłakany Jasio z anegdoty, który wbiega do gabinetu
    higienistki (było coś takiego w szkołach za komuny) i płacze.
    - Co się stało Jasiu? - pyta higienistka.
    - Uderzyłem się - przez łzy odpowiada Jasio.
    - A gdzie się uderzyłeś? - pyta higienistka, chcąc ulżyć w cierpieniu.
    - Na korytarzu - odpowiada zanosząc się płaczem Jasio.
    - A w co się uderzyłeś? - nie daje za wygraną higienistka przygotowując okład.
    - W klamkę - płacząc odpowiada Jasio zgodnie z prawdą.

    Jakie pytania, takie odpowiedzi, p. dr. Nie zawsze ćwokiem czy debilem jest ten,
    kto odpowiada.

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • ale w tym dowcipie ludzie smieja sie z jasia nie z higienistki
    bo pytania, mimo pozornej niejednoznacznosci, sa zrozumiale dla kazdego

    prezentujesz zupelnie glupia opinie, ze pacjent wszystko moze i wszystko mu
    wolno bo jest chory (w wersji "solidarnej") lub wszystko mu wolno bo jest
    klientem (to w wersji "liberalnej")

    a tak nie jest

    pacjent, ktory swiadomie i celowo nie przygotowuje sie do wizyty lekarskiej -
    tak pod wzgledem higieny jak i wiedzy o swoi stanie zdrowia i przebytym leczeniu
    szkodzi wylacznie sobie
    utrudnione badanie lekarskie jest problemem wylacznie pacjenta i to tylko
    pacjent bedzie ponosil konsekwencje nieoptymalnego leczenia
    wiec zgrywanie glupiego jasia zaszkodzi tylko pacjentowi

    bo jak pacjent sam nie wezmie odpowiedzialnosci za wlasne zdrowie, to nikt za
    niego tego nie zrobi

    na temat blyskotliwej ktytyki kar za przemoc wobec personelu medycznego nie bede
    sie wypowiadal, bo do poziomu dresiarza nie chce sie znizac
  • Ok. Ponieważ nie jestem pewny czy chodzi o zniżanie się, czy wspinanie na palce,
    więc nie poproszę, żebyś zacytował fragment wypowiedzi, najlepiej mojej, w
    której błyskotliwie krytykuję kary za przemoc wobec lekarzy. Nie odniosę się
    także do pozostałej części wypowiedzi. Ponieważ mogłaby zostać uznana próbę
    "dokopania lekarzom" smutna konstatacja, że to niekoniecznie pacjent jest ćwok i
    debil, bo nie rozumie pytań, tylko lekarz nie rozumie odpowiedzi...

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • I dlatego zamiast drogiego M.Office należy używać darmowego Open Office

    www.ux.pl/openoffice/
    link na samym dole strony
  • No to już wiemy, że pacjent, który nie potrafi powiedzieć gdzie i co go boli, jakie zażywa tabletki oraz nie ma pojęcia dlaczego lekarz pyta o nowotwory czy choroby serca w rodzinie, to ćwierćinteligent, idiota, kretyn i ćwok.

    To może się również dowiemy jak należy nazwać lekarza, który pisze o zawale ściany lewej, no bo ćwierćinteligent, idiota, kretyn i ćwok jakoś tu nie pasuje.

    --
    "Każda prawda przechodzi przez trzy etapy. Najpierw jest wyszydzana,
    potem gwałtownie zwalczana, a w końcu zostaje uznana za oczywistą."
    Arthur Schopenhauer
  • We Writerze też sortowanie zawodzi jeśli się w nim tworzy bazę danych. To po
    prostu nie do tego służy. Taka baza danych dla lekarza to kupa kasy:

    dla 4 lekarzy z rejestracją i gabinetem zabiegowym

    Licencja odnawialna: dla 4 lekarzy: 75zł + 3*58 = 249zł x 12 m-cy = 2988zł
    rocznie (netto)

    Licencja bezterminowa: 894zł+3*779zł+300zł=4131zł za pierwszy rok (netto)

    Aktualizacja za każdy następny rok: 434zł + 3*388zł + 132zł= 1730 zł (netto)

    Różnica w rocznych opłatach (netto): 4131 zł - 1730 zł = 2401zł, co oznacza, że
    inwestycja w licencję bezterminową zwróci się po 2,4 roku (4131zł/1730zł – 2,4)


    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • > mylisz sie qwas w bardzo wielu miejscach
    > po pierwsze rzeczonego "kuferka" nie ma zaden lekarz poza lekarzem/ratownikiem
    > z karetki

    no coz, w znanych mi szpitalach, zawsze "kuferek" byl. kontrolowany raz w
    miesiacu- przez pielegniarkie. z tym ze to .de. rzecz banalna, tania, a bardzo
    pomocna w przypadkach naglych.
    dlaczego nie ma masowo w przychodniach i szpitalch polskich? nie rozumiem.

    > zestaw lekow i sprzetu reanimacyjnego jest na oddzialach szpitalnych, zazwyczaj
    > w szafce lub na wozku i nie moze opuscic oddzialu


    troche to brzmi jak wziete z monty pythona ;)

    "kuferek" wlasnie do tego sluzy, zeby bez problemu mogl opuscic oddzial. o
    oszczednosci czasu i nerwow nie wspominajac.

    > tak na prawde twoj blad jest jeden i to podstawowy (...)

    nie zakladam "zamiast" pogotowia. zakladam ze jest to dzialanie rownolegle. w
    sytuacji- gdy lekarz (lub inny przeszkolony pracownik) z pobliskiej jednostki
    moze byc szybciej niz pogotowie - nawet o te kilka minut. nie ogladajac sie, czy
    jest to jego obowiazek, czy nie. pierwszym przykazaniem jest ratowanie zycia i
    zdrowia. drugim dopiero "buciki".

    no i kazdy przypadek jest indywidualny. akurat w tymz tego artykulu- wiemy z byl
    uraz glowy. nie wiemy jaki. raczej nie bylo nzk. kobieta prawdopodobnie sie
    wglobila- a podanie np mannitolu- nawet jako ultima ratio (w oczy popatrzec
    moze kazdy lekarz) moglo dac jej te kilka minut czasu na dowiezienie jej na
    neurochiruruge.
    teoretyzuje- bo nie znam dokladnie przypadku.
    ale rozmowa personelu ze swiadkami- powinna wygladac inaczej-
    pytanie- 1. czy wezwano pogotowie, jesli nie- to nie zloscic sie na glupote,
    tylko wezwac; 2. jaki jest stan kobiety 3. jak daleko to sie stalo (w tym
    wypadku 70 m uzasadnia wziecie "lezanki"- ale to tez zalezy od konkretnej
    sytuacji- ktora ocenia sie na miejscu, czasu w ktorym przybedzie pogotowie itp).

    nie ma regul- jak to w medycynie. ale gotowosc- powinna zawsze byc.
    w historii- z reanimowanym panem j. - przybycie 60 letniej lekarki z przychodni
    wiele by nie zmienilo- jeslie nie miala ambu i adrenaliny; (ale zawsze powinna
    powiedziec- ze bardzo chetnie by pomogla, ale nic nie jest w stanie zrobic, niz
    mowic- ze nie ma czasu bo ma pacjentow) , w historii z urazem glowy - mogloby
    juz miec znaczenie.

    jesli chodzi o organizacje pracy w szpitalu- to tez zalezy. czy jest tylko jeden
    lekarz w szpitalu, co sie aktualnie dzieje, czy jest w zasiegu telefonu/komorki
    - co tam ma jako srodek komunikacji, ile potrzebuje czasu na powrot do szpitala
    itp, itp. wszystko to bardzo indywidualne. sytuacje nagle na terenie szpitala-
    np na dziedzincu- tez powinny byc przewidziane i zorganizowane!

    ze bezposredni swiade
    > k
    > zdarzenia zamiast wezwac pogotowie i rozpoczac resuscytacje (BLS) bedzie szukal
    > "jakiegos" lekarza, co dla chorego jest wyrokiem smierci


    znow upraszczasz. swiadek nie musi byc jeden (tutaj- tramwaj). mozna zalozyc
    rownoczesne dzialanie- bls, pogotowie (przy jednym swiadku- na odwrot) i jesli
    jest mozliwosc lub wiadomo ze pogotowie potrzebuje wiecej czasu zeby dojechac
    nie mam nic przeciwko poszukiwaniu wsparaci w bls- moze w postaci als i
    bardziejw ykwalifikowaynch.
  • ludzie boja sie udzielac pierwszej pomocy
    jesli maja mozliwosc zrzucenia na kogos innego odpowiedzialnosci to tak zrobia
    informacja, ze wezwanie lekarza da choremu wieksze szanse bedzie w wiekszosci
    sytuacji zle zinterpretowana, nieststy
    ludzie zabieraja chorych z ulicy i woza ich samochodami do szpitali, ktore moga
    byc nieprzygotowane do przyjecia takich chorych (szpitale psychiatryczne,
    okulistyczne, rehabilitacyjne, specjalistyczne szpitale niezabiegowe) - taki
    transport tylko opoznia udzielenie pomocy
    w dodatku transport ze szpitala nie mogacego zaopatrzyc chorego bedzie
    wydluzony, bo do szpitala nie da sie wezwac pogotowia - to bedzie zawsze tzw.
    transport, ktory bedzie mial zawsze nizszy priorytet niz wyjazd ratunkowy (co
    oznacza srednio ponad godzine czekania)

    swiadkowie moga nie wezwac lub opoznic wezwanie pogotowia, bo zajma sie
    szukaniem szpitala, najprawdopodobniej nie rozpoczna BLS, a tymczasem zasada
    udzielania pomocy, jaka powinien sobie przyswoic kazdy obywatel to:
    1. sprobowac nawiazac kontakt
    2. wyprostowac szyje
    3. sprawdzic oddech
    4. wezwac pogotowie
    5. uciskac mostek

    do tego nalezy dodac informacje, ze do przyjazdu pogotowia zycie chorego zalezy
    wylacznie od swiadkow zdarzenia i nic tego nie zmieni
    bardziej skomplikowany komunikat bedzie opacznie zrozumiany
    mozliwosc sprowadzenia lekarza beddzie wymowka, zeby nie rozpoczac BLS - bo tak
    sie dzieje (to jest glowny argument swiadkow pytanych dlaczego nie rozpoczeli
    sami resuscytacji)

    poniewaz poza nzk kuferek nie pomoze (nie wyglupiaj sie z mannitolem), a w nzk
    lekarz ze szpitala jest zawsze za pozno (chyba, ze do zdarzenia dochodzi na
    terenie szpitala) to lekarza nie nalezy wzywac

    ta zasada - nie wzywac lekarza wynika stad, ze mozliwosc wezwania kogos
    "bardziej wykwalifikowanego" jest podstawowa przyczyna zaniechania
    natychmiastowego BLS przez swiadka zdarzenia

    to jest fakt naukowy z ktorego wywodzi sie zasade, ze "jakis" lekarz nie ma byc
    wzywany

  • Pacjent nie musi wiedzieć, że boli go w rzucie wątroby, ale może pokazać palcem
    miejsce, w którym odczuwa ból a nie zataczać olbrzymie koło. Może powiedzieć, że
    boli go po wysiłku, jedzeniu, przed jedzeniem, po seksie , przy oddawaniu moczu
    itd a nie "boli i już".
    Może powiedziec od kiedy boli. Nawet dzicy z buszu potrafią to jakos sprecyzować
    np. od ostatniej pory deszczowej. My mamy kalendarz i człowiek po podstawówce,
    albo w jej trakcie wie, że może bolec od tygodnia, miesiąca czy jesieni. Proste?
    Nie dla wszystkich jak sie wydaje.
    Lekarz o nowotwory czy choroby serca w rodzinie nie pyta z ciekawości i o tym
    tez powinien wiedzieć nawet ktos kto nie umie czytać tylko od czasu do czasu
    włącza telewizor. O tym, że niektóre choroby moga być dziedziczne mówi sie i
    pisze od pół wieku albo jeszcze dłużej.
    Tak, jest to ćwok, który szkodzi przede wszystkim sobie.
    Żałuję, ale nigdy nie jest za późno, żeby zacząć, że nie prowadziłam rejestru
    powiedzeń pacjentów.
    Nie wiem jak to było z zawałem "ściany lewej". Podejrzewam, że lekarz miał na
    mysli ścianę dolną i zwyczajnie się przejęzyczył. Być może napisał to w sytuacji
    gdy stało mu nad głową 10 osób i jedna z nich ryczała, że boli ją lewa ręka. Ja
    kiedyś robiąc wypis też wpisałam powtarzaną 10 razy frazę przez stojącego obok
    pacjenta.
  • Reasumujac, pacjent to najwiekszy wrog lekarza. Zlo konieczne, ktore
    trzeba zwalczac.


  • Kolejne perełki.

    qwas12 napisał:

    > "kuferek" wlasnie do tego sluzy, zeby bez problemu mogl opuscic
    oddzial. o
    > oszczednosci czasu i nerwow nie wspominajac.

    A ja głupi myślałem że leki są dla pacjentów oddziału.
    A one są po to by „bez problemu oddział opuścić”.

    > wiemy z byl
    > uraz glowy. nie wiemy jaki. raczej nie bylo nzk. kobieta
    prawdopodobnie sie
    > wglobila- a podanie np mannitolu- nawet jako ultima ratio (w oczy
    popatrzec
    > moze kazdy lekarz) moglo dac jej te kilka minut czasu na
    dowiezienie jej na
    > neurochiruruge.

    Mannitol jako lek do podawania „na chodniku”. W „kilka minut”.
    Moje gratulacje.

  • Tyle, że głupi pacjent przede wszystkim szkodzi sam
    sobie.


    Więc nie "największy wróg lekarza", a największy wróg samego
    siebie.
  • Głupi lekarz szkodzi bardziej niż głupi pacjent.

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • Spadaj trollu.
  • 0.9_procent napisał:

    > A ja głupi myślałem

    Masz jakieś przemyślenia na temat apteczek jeżdżących w samochodach?

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
przejdź do: 1-100 101-120
(101-120)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

WIĘCEJ O ZDROWIU:

Drętwienie rąk i nóg

Jest się czego bać?

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.